Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
Blog > Komentarze do wpisu
Śluby, śluby, śluby...

436.

W poniedziałek miałam wolne, bo w pracy trwała przeprowadzka. Już dawno zostało ustalone, że tego dnia będziemy pracować z domu, albo zgłosimy się gdzieś na wolontariat. W ciągu roku przysługuje nam 21 godzin wolnego na pracę wolontaryjną. Postanowiłam więc, że pójdę do BCB, ale miałam jeszcze strasznie dużo rzeczy do zrobienia przed spotkaniem z jedną z moich wykładowczyń. Poszłam wcześniej do college'u, żeby wydrukować to, co właśnie napisałam i wyrobiłam się dosłownie na styk. Ale babka była zadowolona i teraz mam już naprawdę spokój, aż do przyszłego roku. Tuż przed tym tutorial dostałam SMSa od Ewy, że jest właśnie w Bratfoot, ale jutro wyjeżdża i że jeśli chcę się z nią spotkać, to żebym przyszła do restauracji International na 19. Powiadomiłam więc Sally i Pete'a, a potem także jedną z wolontariuszek, Jessicę. Zadzwoniłam do niej, żeby zapytać, czy wie, że Kenneth nie żyje, bo nie chciałam, żeby spytała Ewę, co u niego słychać. Tak jak podejrzewałam, okazało się, że o niczym nie wiedziała, bo dawno się nie widzieliśmy.

Spotkałam ją pod domem i poszłyśmy razem do restauracji, gdzie czekało już parę osób. W sumie zebrało się nas z 17 i muszę przyznać, że było bardzo miło. Siedziałam obok, jak się okazało, siostry Kennetha z mężem, którzy wraz z jego bratem przyjechali zobaczyć, gdzie Kenneth studiował i pomóc Ewie wyprowadzić się z Bratfoot. Tego samego wieczoru jechali we czwórkę do Liverpoolu, skąd następnego dnia rano lecieli do Norwegii. Byłam trochę zaskoczona decyzją Ewy, żeby się tam jednak przeprowadzić, ale o nic nie pytałam, chociaż siedziała naprzeciwko mnie. Z drugiej strony siedział Tadek z Gdańska, którego poznałam na jednej z imprez. Okazało się, że poleciał razem z Julią, Sabriną i Samem do Norwegii na pogrzeb. Ustaliliśmy z Ewą, że nas odwiedzi w sierpniu - najpierw zajrzy do mnie do Warszawy, a potem do Gdańska do Tadka, który po obronie magisterki chce wracać do Polski. Porozmawiałam też z pozostałymi osobami, których dawno nie widziałam. Ogólnie atmosfera była bardzo przyjemna i pogodna. Po powrocie do domu porozmawiałam jeszcze przed snem z mamą.

We wtorek rano dostałam SMSa od szefowej, żebym nie przychodziła do pracy. Tak jak podejrzewałam, przeprowadzka nie była ukończona i nie mogliśmy
jeszcze rozpakować naszych rzeczy. Powiedziałam szefowej, że w takim razie popracuję znów wolontaryjnie i postanowiłam tym razem dotrzeć do radia BCB. Ale wcześniej sprawdziłam maile i okazało się, że brat przesłał mi zdjęcia ze ślubu mojego kolego ze studiów, na który poszedł, żeby mnie reprezentować :) Sama bym chętnie pojechała, ale muszę jeszcze trochę popracować. Tymczasem znajoma przesłała mi adres strony fotografa, który robił zdjęcia na jej ślubie. Oba przeszły mi koło nosa, a jak będę teraz w Polsce, to nikt się nie żeni! Nie mogli trochę poczekać? :))) W tym miesiącu nie miałam czasu ani pieniędzy, żeby gdzieś latać, nie poleciałam więc ani na pogrzeb, ani na żaden ślub.

Około 15:00 dotarłam w końcu do BCB, ale nie udało mi się przegrać wywiadu z kasety na płytę CD, tak jak planowałam, bo nie było kabla. Wróciłam więc do domu i postanowiłam pójść zobaczyć, jak idą pracę w nowym budynku i czy są szanse, że jutro będę pracować :) Po drodze spotkałam Tadka i wymieniliśmy się numerami telefonów. Nigdzie nie mogłam znaleźć szefowej, więc do niej zadzwoniłam, ale okazało się, że jest już w domu. Poprosiła, żebym przyszła następnego dnia wcześniej, więc powiedziałam, że będę o 10. Potem poszłam do kina na francuski dokument Raymonda Depardona "La vie moderne" (Współczesne życie / Modern Life) i na film o baseballu "Sugar". Pierwszy mnie trochę rozczarował, a drugi był dużo lepszy, ale miałam jak zwykle problem ze zrozumieniem, kiedy bohater wygrywał, a kiedy przegrywał. I dlaczego. Ten sport chyba zawsze pozostanie dla mnie zagadką, podobnie jak krykiet czy rugby :)

  
Obraz życia francuskich rolników, czyli "La vie moderne" oraz film o baseballu "Sugar".
środa, 24 czerwca 2009, annad9

Polecane wpisy

  • Pozegnanie z Anglia!

    681. W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlis

  • Wyprowadzka!

    680. W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam pie

  • Cuban Fury! :)

    679. W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila od promotora, że egzaminator zewnętrzny chce przesunąć datę mojej obrony, bo uni

Komentarze
zaczarowanachwila.pl
2015/08/10 11:41:18
Ciekawy i inspirujący pomysł :) Zapraszamy Was zatem dla odmiany zaczarowanachwila.pl - Fotograf i Kamerzysta na wesele z województwa śląskie