Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
Blog > Komentarze do wpisu
28 lat temu...

444.

Wróciłam już do pracy, choć nadal nie czuję się najlepiej. Nie dziwne, skoro ani jednego dnia nie spędziłam w łóżku, odkąd się rozchorowałam! :) Nawet w sobotę musiałam wyjść z domu, bo umówiłam się ze studentami, że pojedziemy do Muzeum w Leeds. Reklamowali tam spotkanie, na którym można się dowiedzieć, jak wyglądają polskie Święta. Początkowo miało to być o 13:00, ale jak zadzwoniłam żeby zarezerwować 10 miejsc, okazało się, że było tylu chętnych, że zorganizować drugie o 10 rano. Wstałam więc o 8 i pojechałam pociągiem z jednym z moich uczniów pociągiem. Na stacji spotkaliśmy się z Barbarą i Piotrem - małżeństwem, które chodziło do mnie przez 3 lata na polski. Teraz ostała się już tylko Barbara. Na miejscu doszły jeszcze 4 osoby, więc razem było nas ośmioro.

Spodziewaliśmy się jakiegoś wykładu na temat polskich zwyczajów świątecznych. Tymczasem przywitali nas pracownicy w polskich strojach ludowych, którzy zaproponowali, żebyśmy spróbowali naszych sił w produkcji wycinanek i malowaniu jaj! :) Powiedziano nam, że zarówno wycinanki jak i
pomalowane jajka z aniołem czy szopką, mogą upiększyć naszą choinkę. Zostawiłam więc im wszystkie moje wycinanki oraz pomalowane jajko ze skrzydłami, które miało być pszczołą :) Najciekawszym punktem programu okazało się zwiedzanie magazynów muzeum, gdzie stoją zapakowane eksponaty. Ale to można by zobaczyć przy innej okazji, a nie koniecznie wstawać o 8 rano w sobotę, żeby nasłuchać się głupot, o tym jak to niby wyglądają Święta w Polsce! :))) Nasze zajęcia z prac plastycznych trwały prawie do 13:00, postanowiłam więc poczekać na Jana i Sue.

    
Magazyn w
Leeds Museum Discovery Centre i pracownicy w strojach ludowych :)

Kiedy przyjechali powiedziałam im, że zamiast wykładu są zajęcia plastyczne, więc postanowili je sobie odpuścić, a że była ładna pogoda, zaproponowali, żebyśmy się gdzieś przejechali. Zabrali mnie do Ilkley i zrobiliśmy sobie spacer po centrum. Ilkley to takie małe turystyczne miasteczko.  Podobno mieszka tam wiele bogatych osób, które dojeżdżają pociągiem do pracy do Londynu. Niedaleko jest Bolton Abbey i Ilkley Moor, czyli wrzosowiska. Zwiedziliśmy parę sklepów z książkami i dwa Craft Show, na których artyści sprzedają swoje dzieła. Na jednym spotkaliśmy Rose-Marie Dudziński, która rysuje piękne grafiki, a jej ojciec nazywał się Stanisław Dudziński i był Polakiem. Jej strona jest w tej chwili rozbudowywana, ale już wkrótce będzie tam można zobaczyć jej niesamowite prace (www.rosamariaart.co.uk).

    
Zaledwie mała próbka zdolności Rosy-Marii Dudzińskiej. Więcej na
www.rosamariaart.co.uk.

Kiedy zrobiło się ciemno pojechaliśmy do Jana i Sue na obiad. Dowiedziałam się, że Sue jeździ czasem do Ilkley na aukcje sztuki i postanowiłam, że kiedyś się z nią wybiorę. Po deserze Sue poszła oglądać finał "X Factor", czyli angielskiego "Idola", a ja z Janem przegadałam parę godzin, aż wreszcie po 23:00 odwiózł mnie do domu. Po drodze opowiadał mi o swoich problemach i próbowałam mu coś poradzić, ale sprawa jest dość skomplikowana. Mam nadzieję, że spotkam się jeszcze z nimi przed Świętami, bo mam dla nich zabawny prezent. Stowarzyszenie studentów i członkowie klubów sportowych wydali wspólnie kalendarz, w którym występują nago, zasłaniając co nieco swoim sprzętem sportowym :) Kupiłam dwa, bo cel jest szczytny - zebranie pieniędzy na treningi.

  
Przykładowe zdjęcia z kalendarza (Football Team w plenerze i Rugby League w studiu).

Kiedy wróciłam wczoraj do domu, zamiast iść spać, usiadłam oczywiście do Internetu i zaczęłam czytać wspomnienia ludzi, którzy pisali o tym, co robili w dniu wprowadzenia Stanu Wojennego. Wczoraj były na portalu Gazety, ale dziś nie mogę ich znaleźć. Co prawda jest informacja o konkursie (na stronie: http://historia.gazeta.pl/historia/0,103562.html), ale samych wspomnień nie sposób znaleźć.
Ja tam nie pamiętam przemówienia Jaruzelskiego, a te wspomnienia, które zostały pochodzą już raczej z okresu Stanu Wojennego. Chociaż być może to właśnie tego dnia wracaliśmy samochodem do domu od cioci z Pragi na prawy brzeg Wisły i być może to wtedy właśnie widziałam żołnierzy na moście i czołgi. Aż trudno uwierzyć, że to było 28 lat temu!
niedziela, 13 grudnia 2009, annad9

Polecane wpisy

  • Pozegnanie z Anglia!

    681. W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlis

  • Wyprowadzka!

    680. W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam pie

  • Cuban Fury! :)

    679. W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila od promotora, że egzaminator zewnętrzny chce przesunąć datę mojej obrony, bo uni