Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
Blog > Komentarze do wpisu
Znowu Graduation! :)
543.

W poniedziałek miałam znów Graduation, 6 miesięcy później niż powinnam. Wstałyśmy z mamą po południu i około 13:30 poszłyśmy do Sports Centre po togę i biret. Pogoda była bardzo brzydko, wiał wiatr i lekko padało, więc się po drodze wkurzyłam. Na 14:00 poszłyśmy na poczęstunek zorganizowany przez mój wydział. Tam czekali już na nas Jan i Sue, jako calkiem pierwsi goście. Później doszedł jeszcze dziekan, dyrektor wydziału oraz obaj moi promotorzy, którym wręczyłam po polskim filmie w prezencie. Dosiedli się do naszego stolika i było bardzo miło. Potem poszliśmy do głównego budynku po bilety na ceremonię, która miała się zacząć o 16:15. W końcu zaczęła się 15 minut później, a zdążyłam się znowu wkurzyć. Ceremonia skończyła się o 17:50, ale musiałam jeszcze oddać togę i biret, więc zanim doszłyśmy do Polskiego Klubu, było już  po 18L00. Na szczęście poza Jacqueline i Arnoldem, którzy właśnie przyszli, nikogo jeszcze nie było. Potem doszło jeszcze parę osób i w sumie było nas osiemnaścioro. Właściciel klubu przygotował tyle kanapek, pizzy i pasztecików, że aż namawiałam ludzi z salsy, żeby się poczęstowali, bo inaczej by zostały. Poszliśmy zreszte wszyscy na górę i oni siedzieli, pili i patrzyli jak tańczymy. Tego wieczoru zatańczyłam parę razy z Johnatanem, raz nawet bachatę i było znów bardzo miło. Wreszcie po 23:00 wyszliśmy, wróciliśmy do domu i poszłyśmy spać.

  
Mój dziekan i ja ściskająca rękę naszego rektora Imrana Khana oraz tańcząca salsę z Jonathanem :)

We wtorek pospałyśmy trpchę dłużej, a później poleżałyśmy nadal w łóżku oglądając znów jakieś stare zdjęcia. W końcu o 15:00 przyjechał po nas Jan i zabrał nas do nich do domu na obiad. Było na tyle ładnie, że udało się nam zjeść go w ogródku. Szkoda, że poprzedniego dnia nie mogło być tak słonecznie, bo chciałam mieć choć jedno zdjęcie z Graduation w słońcu i na trawie, ale niestety nie udało się zrobić żadnego. Dołączyła do nas sąsiadka, która wpadła tylko na chwilę, ale na obiad została! Potem wróciliśmy do salonu i porozmawialiśmy trochę, a o 17:00 pojechaliśmy we czwórkę do Cafe 106.9 w Cowling. Nasz wspólny znajomy organizuje tam pokazy filmowe, ale do tej pory żaden z pokazywanym z niego filmów mnie nie zainteresował. Tym razem jednak pokazywał "Obywatela Kane'a" Orsona Wellesa, więc namówiłam mamę, żebyśmy się wybrały. Dojechaliśmy tam około 18:00, ale najpierw coś zjedliśmy i napiliśmy się, więc pokaz filmu zaczął się dopiero o 19:00 i potrwał prawie do 21:00. Film był super, miał genialne dialogi i zrobił na mnie niesamowite wrażenie, choć już go kiedyś widziałam. Potem Jan odwiózł nas do domu, ale przed snem posiedziałam jeszcze trochę na Internecie.

  
Ogródek Jana i Sue, w którym zjedliśmy obiad i Orson Welles w scenie z filmu "Obywatel Kane".

W środę wstałyśmy rano i o 12:00 wsiadłyśmy z Jacqueline, jej mamą i babcią oraz z Arnoldem w taksówkę, która zabrała nas do School of Management na poczęstunek przygotowany z okazji Graduation. Jacqueline zaprosiła nas, żebyśmy im towarzyszyły, a potem poszliśmy razem do Lister Parku i zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową. Później poszliśmy na lody i w końcu do Cartwright Hall, gdzie było akurat parę ciekawych nowych wystaw. Rozstaliśmy się około 14:00, bo oni pojechali na Ceremonię, a my zostałyśmy dłużej w galerii. Potem wsiadłyśmy w autobus i podjechałyśmy do centrum, gdzie chciałyśmy się przesiąść do Free Busa, ale nie przyjeżdżał przez dłuższy czas, więc w końcu około 15:30 postanowiłyśmy pójść do Ambrozji na obiad, chociaż byłyśmy tam umówione o 17:00 z Wanyu. Niestety, musiałam jeszcze wypełnić aplikację u sfinansowanie festiwalu i nie wyrobiłabym się ze wszystkim. Zamówiłyśmy zupę ogórkową, placek po węgiersku, łososia i herbatę. Po drodze do domu zajrzałyśmy jeszcze do sklepu i kupiłam fioletowa bluzka do mojej nowej spódniczki. W domu wypełniłam aplikację, potem zjadłyśmy deser i na 19:30 poszłyśmy do Alhambry na
"From Here To There" w wykonaniu Royal New Zealand Balet do muzyki m.in. Philipa Glassa i Yim Hok-Mana. Była tam też Sarah i Wanyu z koleżanką, a po przedstawieniu krótka konferencja.

  
Cartwright Hall w Lister Parku oraz Royal New Zealand Balet w "Plan to A" wg. Jormy Elo...

  
...w "A Song in the Dark" wg. Andrew Simmonsa i w "Banderillero" wg. Javiera de Frutosa.

W czwartek obudziłyśmy się o 10:00 i po południu wyszłyśmy z domu i poszłyśmy do Muzeum Mediów na dwie dość ciekawe wystawy czasowe. Później podjechałyśmy Free busem do sklepu TK Maxx, gdzie znalazłam jeszcze jedną fioletową bluzkę do mojej nowej spódniczki. Wróciłyśmy Free Busem do domu i zjałyśmy obiad - barszczyk z pasztecikami na pierwsze i makaron z tuńczykiem i fasolką na drugie danie. Przed 17:00 poszłyśmy do Sainsbury po dwa soki na pokaz ostatniego filmu w Gallery II. Podłączyłam cały sprzęt i o 17:30 pokazałam "Strach zżerać duszę" Rainera Wernera Fassbindera. Widziałam go po raz pierwszy parę lat temu, ale zdążyłam już zapomnieć, jak fantastycznie wykorzystano w nim kolory i jak proste i naturalne miał dialogi. Poza mną i mamą na pokaz przyszło jeszcze sześć osób i po filmie odbyła się ciekawa dość dyskusja. Potem zwinęłam sprzęt, posprzątałam trochę i około 20:00 wróciłyśmy do domu z resztką soków i białego wina. Wieczorem zajrzał do nas Krystian, żeby pożegnać się z moją mamą przed wyjazdem i załapał się na wino. Porozmawialiśmy trochę, a potem mama się spakowała i poszłyśmy wcześniej spać, bo musiałyśmy rano wcześnie wstać.

  
Wejście do Narodowego Muzeum Mediów oraz scena z filmu "Strach Zżerać duszę" Fassbindera.

W piatek wstałyśmy o 6:30 i już o 7:10 wsiadłyśmy w autobus na lotnisko. Pożegnałam się z mamą i o 8:40 wsiadłam w powrotny autobus do Bratfoot. Po drodze do domu zrobiłam jeszcze zakupy w Morrisonie, bo skończyło mi się prawie jedzenie :) W domu weszłam niemal od razu do łóżka, ale nie zdrzemnęłam się nawet przez chwilę, tylko wypełniłam dwie aplikacje o pracę i sprawdziłam maile, a potem posiedziałam na Facebooku.
Wieczorem byłam umówiona z Sally na Kółko Francuskie, ale spóźniłam się i spotkałam się z nia dopiero po 21:00 w Tesco. Kupiłyśmy bagietkę, ser i pomidorki, a ja miałam jeszcze ze sobą wino, które zostało poprzedniego dnia po pokazie. W klubie dołączył do nas Lucas, a że nie udało się nam otworzyć drzwi do kawiarni na górze, więc poszliśmy piętro niżej. Tam dołączyli do nas Krystian z koleżanką. Sally musiała wyjść przed 23:00, żeby złapać ostatni autobus do domu, a my poszliśy do baru i pogralismy w bilard. W końcu wyszliśmy około północy i poszłam z Lucasem najpierw do Deliusa spotkać się z dwoma dziewczynami, a potem na specjalne mini-FND z okazji Graduations. Spotkałam tam strasznie dużo znajomych i wytańczyłam się do 3:00 w nocy :)

Wczoraj obudziłam się przed południem, ale cały dzień spędziłam w łóżku. Umawiałam się co prawda z Lucasem, że podjedziemy razem do Leeds, bo on przesiadał się tam w pociąg do Londynu, a ja chciałam się wybrać na SlutWalk, ale od mieszania alkoholi poprzedniej nocy rozbolał mnie brzuch, dałam mu więc znać, że się nie pojawię na dworcu. Nie wiem nawet kiedy upłynął mi czas, bo przez cały dzień nic nie zrobiłam tylko słuchałam piosenek Alanis Morissette i siedziałam na Facebooku :) Wieczorem Krystian zaprosił mnie do pokoju na wino domowej roboty, które przyniósł mu kolega z pracy, a później wyciagnął mnie razem z wolontariuszkami do Che Baru. nie zabalowałam jednak z nimi długo, bo postanowili się przenieść do Tokyo. Wróciłam więc do domu i obejrzałam online film "The Informers". W końcu poszłam spać około 5 rano i potem nie mogłam się rano zlec :) A dziś tuż przed 14:00 przyszła Sarah na kolejną lekcję polskiego :) Skończyłyśmy przed 17:00, a o 17:30 spotkałam się z Sally i dwoma Hiszpanami z Coach Surfing. Najpierw poszliśmy na drinka i napiłam się organicznego piwa wiśniowego :) A później poszliśmy do Kashmiru na obiad i objadłam się na tydzień :) Około 21:00 pożegnałam się z nimi i wróciłam do domu, żeby porozmawiać z mamą przez Skype i ściagnąć ostatnie zdjęcia, jakie zrobiła przed wyjazdem. Potem poszłam wcześniej spać, bo jutro już wracam do pracy! :(


  
Alanis Morissette z czasów "Jagged Little Pill" oraz scena ze świetnie obsadzonego "The Informers".
niedziela, 24 lipca 2011, annad9

Polecane wpisy

  • Pozegnanie z Anglia!

    681. W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlis

  • Wyprowadzka!

    680. W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam pie

  • Cuban Fury! :)

    679. W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila od promotora, że egzaminator zewnętrzny chce przesunąć datę mojej obrony, bo uni