Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
Blog > Komentarze do wpisu
Czeku nadal nie ma!

587.

W poniedziałek wstałam o 11:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i podjechałam Free Busem na 13:00 do pracy. Najpierw poszłam na zebranie, a potem usiadłam na tyłach biura, a że szefowa wyszła wcześniej, to miałam spokój. O 16:00 przeniosłam się na tył recepcji, ale ponieważ pomagający nam student wyszedł o pół godziny wcześniej, czyli o 16:30, to nie miałam nawet czasu na lunch. Zamknęłam więc wcześniej recepcję i zjadłam przynajmniej kanapkę, a makaron który przyniosłam na lunch zostawiłam w lodówce na nastepny dzień. O 20:00 wyszłam i poszłam do Polskiego Klubu na salsę. Tym razem lekcja kosztowała tylko 3 funty, a potem była impreza z okazji miesiąca od ślubu  naszych nauczycieli i ponad roku odkąd zaczęły się nasze cotygodniowe lekcje. Ela przyjechała z kolegą z pracy, z którym od dawna próbowała się umówić :) Po lekcji Ala mnie odwiozła, więc już o 23:30 byłam w
domu, ale usiadłam oczywiście do Internatu i zanim poszłam spać, było już po 1:00 w nocy.

We wtorek wstałam o 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. Tym razem poszłam na zebranie dla helperów, którzy jadą w przyszły poniedziałek do Alton Towers. Zabieramy do tego parku rozrywki ponad 300 osób 5 autokarami. Zestarzałam się i rollercoastery już mnie nie bawią, więc zdecydowałam się pójść w tym czasie na 6 godzin do pobliskiego SPA, wraz z 4 innymi helperkami. Na lunch znów poszłam później i wzięłam krótszy, więc rośnie mi znów czas wolny, który będę mogła sobie któregoś dnia odebrać. O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam do Morrisona po parę rzeczy do jedzenia, a potem wróciłam do domu i wstawiłam pranie. Wieczorem obejrzałam film
"Dybuk" Michała Waszyńskiego z 1937 roku  na DVD, a później zabrałam się za gotowanie, żeby mieć nazajutrz coś na lunch. Spać poszłam znów dopiero po 1:00 w nocy.


Lili Liliana jako Lea, Ajzyk Samberg jako posłaniec i Leon Liebgold jako Chonen w "Dybuku".

W środę zwlokłam się z łóżka o 8:40, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i próbowałam się dodzwonić do mojego 
promotora, ale nie odbierał. Podjechałam więc Free Busem na uniwerek, ale promotora oczywiście nie było. Poczekałam od 10:00 do 10:10 i napisałam mu kartkę, którą włożyłam pod drzwi, ale jak już chciałam sobie pójść, to akurat przyszedł. Przekonał mnie, żebym nie rezygnowała ze studiów, chociaż nie przeczytali jeszcze z drugim promotorem tego, co napisałam! Potem poszłam do biblioteki i zamówiłam na nazjaturz dostęp do egzemplarzy "Sight and Sound" z lat 90. Potem wróciłam do domu i w skrzynce znalazłam list z Inland Revenue, że dostanę także zwrot podatku za 2010-11 rok! Ale czeku nadal nie było, bo ma przyjść osobno! Zadzwoniłam więc do Inland Revenue, żeby spytać, kiedy został wysłany, ale najpierw ze 20 minut czekałam, zanim ktoś odebrał i potwierdził, że czek, tak samo jak ten list, został wysłany 5 maja. I podał mi adres, pod który już w zeszłym tygodniu wysłałam zażalenie.

Potem podjechałam znów na uniwerek Free Busem i poszłam na 13:00 do pracy. Spytałam naszą doradczynię, czy mogę pozwać Inland Revenue do sądu :) Ale doradziła mi najpierw wysłać zażalenie i zobaczyć co będzie, a że już to zrobiłam, postanowiłam poczekać na odpowiedź. Zaraz potem poszłam na zebranie z szefową i drugą babką z recepcji. Później szef Advice Centre mnie wkurzył i to dwa razy! Poskarżyłam się szefowej, a ona mu nagadała, więc przyszedł i przeprosił! O 16:00 poszłam na lunch, a tuż przed 20:00 wyszłyśmy już z szefową i podwiozła mnie do domu. Usiadłam oczywiście jak zwykle do Internetu, a potem zabrałam się za gotowanie. Jednocześnie słuchałam starych polskich piosenek, zaczynając od Kaczmarskiego, przez sceny z "Ostatniego dzwonka" po przeboje rockowe. Przed snem obejrzałam sobie jeszcze na Youtubie filmiki o kryzysie finansowym na świecie. Spać poszłam po 1:30.

  
Jacek Kaczmarski, jakiego pamiętam i Jacek Wójcicki w "Ostatnim dzwonku" Magdy Łazarkiewicz.

W czwartek wstałam o 8:45, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. Potem podjechałam Free Busem na uniwerek i po 10:00 byłam już w bibliotece. Niestety, na skutek pomyłki dostałam tylko jeden egzemplarz "Sight and Sound" z 1950 roku! Nie wiem, jak to się stało, ale na szczęście jakaś babka mi trochę pomogła poszukać i okazało się, że w Leeds na uniwerku mogę mieć dostęp do wszystkich roczników. Wróciłam więc do domu trochę wkurzona i nawet się trochę zdrzemnęłam. Czeku nadal nie było w skrzynce. Potem wstałam i podjechałam Free Busem z powrotem na uniwerek i na 13:00 poszłam do pracy. Okazało się, że mamy training z DHL i że miałam być o 12:00! Po godzince już wszystko wiedziałam, ale strasznie to wszystko czasochłonne! Znów nie udało mi się pójść normalnie o czasie na lunch, (czyli wtedy, kiedy mamy dwoje studentów na recepcji), bo poszłam na zebranie Disability Forum, żeby robić
notatki. Dopiero jak wóciłam po 18:00, to udało mi się wreszcie coś zjeść.

Tuż przed 20:00, jak już miałam zamykać recepcję, przyszedł przedstawiciel SoM (czyli School of Management) i spytał, czy idę nazajutrz na ich bal. Powiedziałam, że nie mam pieniędzy, ale zapewnil mnie, że dla Students Union jest stolik za darmo i nie muszę nic płacić! Obiecałam mu więc, że się nazajutrz wszystkiego dowiem i że może się mnie spodziewać na 90% :) Wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam piechotką do domu coś zjeść. Nie wyrobiłam się potem z wyjściem z domu na czas, żeby zdążyć na pociąg do Leeds, ale postanowiłam mimo wszystko jechać, bo dwie osoby miały mi oddać pieniądze za bilety na sobotnią imprezę. Dałam znać Kasi, że dojadę później, bo przegapiłam pociąg, ale na szczęście podjechała po mnie z kolegą z pracy, który ją podwoził. Zdążyliśmy więc bez problemu na lekcję! Najpierw poszłam na kizombę, a potem tańczyłam zarówno salsę jak i kizombę. Potem Jonathan odwiózł mnie do domu i sobie ponarzekał. Głowa mnie bolała i dopiero po 2:00 poszłam
spać.

W piątek obudziłam się z trudem o 8:30 i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. Czeku nadal nie było w skrzynce! Okazało się, że rzeczywiście mogę jechać wieczorem za darmo na bal SoM do hotelu Mercury w Bingley. Cały dzień siedziałam z tyłu biura i spisywałam notatki z zebrania z poprzedniego dnia. Poinformowałam szefową, że znów jestem studentką i zakładam stowarzyszenie. W końcu wyszłyśmy przed 17:00 z pracy i pojechałam do domu, żeby się przebrać. Najpierw jednak zdrzemnęłam się ze 20 minut, a potem założyłam nową sukienka, zrobiłam sobie makijaż i na 18:30
podjechałam Free Busem pod uniwerek, gdzie czekały podstawione autobusy, żeby nas dowieźć do hotelu. Znajoma Polka z pracy też jechała i kupiłyśmy sobie po jednym koktajlu (ja White Russian, a ona Pina Colada). Jedzenie było takie sobie i już właściwie zimne, ale ogólnie było miło. Byłam jednak zmęczona, więc wróciłam pierwszym autobusem i przed północą byłam już w domu. Poszłam śpać już po północy! :)


Fasada Hotelu Mercure pod Bingley, gdzie w tym roku odbył się Bal Szkoły Zarządzania (SoM Ball :)

W sobotę wstałam przed południem, zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. W końcu wzięłam kąpiel i po 15:00 wyszłam z domu. Czeku nadal nie było w skrzynce, choć byłam pewna, że tym razem już będzie! Wkurzona i zestresowana pojechałam na zakupy na kredyt, bo musiałam drugi miesiąc pod rząd skorzystać z debetu. Wróciłam do domu, ugotowałam i zjadłam obiad, a potem zaczęłam się przygotowywać na wieczorną imprezę salsową w Casino Alea w Leeds. Po 20:00 przyjechała po mnie Ela z tym kolegą z pracy, z którym się teraz spotyka i podjechaliśmy jeszcze po Kasię. Zajechaliśmy na miejsce po 21:00 i wzięłam udział w lekcji kizomby. Potem wypiłam parę drinków, bo byłam zestresowana tą sytuacją z czekiem i wtedy okazało się, że na imprezę przyjechał też Ismail! Próbował mnie przekonać, żebyśmy spróbowali jeszcze raz! Powiedziałam, że się zastanowię :) Potem zaproponował, że on i jego kolega odwiezie mnie i moją znajomą do domu. O 3:30 byłam już w domu i około 4:00 poszłam spać.

W niedzielę obudziłam się przed południem, ale wstałam dopiero po 12:30. Wzięłam kąpiel, zjadłam śniadanie i posprzatałam trochę w kuchni i salonie, bo o 14:00 przyszła Sarah na polski. Wyszła po 16:00 i  ledwo zdążyłam ogarnąć sypialnie i już przyszła moja znajoma Chinka Wanyu, żeby wreszcie zobaczyć moje mieszkanko, zanim wyjedzie na 3 tygodnie do domu. Zaproponowała, żebyśmy poszły do sklepu i kupiły składniki na jej ulubioną sałatkę, którą często robię na imprezy i żebym ją jej zrobiła :) Poszłyśmy więc do Tesco, a potem wróciłyśmy do mnie i zjadłyśmy wspólnie obiado-kolację. Potem porozmawiałyśmy trochę, aż po 21:00 Wanyu wyszła, a ja usiadłam do Internetu. Miałam porozmawiać z mamą, która poprzedniego dnia wróciła z wycieczki do Japonii, ale moja siostra już poszła spać, więc umówiłyśmy się na rozmowę na wtorek. Poszłam więc spać po północy, by nazjutrz wcześniej wstać!
poniedziałek, 21 maja 2012, annad9

Polecane wpisy

  • Pozegnanie z Anglia!

    681. W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlis

  • Wyprowadzka!

    680. W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam pie

  • Cuban Fury! :)

    679. W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila od promotora, że egzaminator zewnętrzny chce przesunąć datę mojej obrony, bo uni