Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
Blog > Komentarze do wpisu
Święta w Paryżu! :)

672.

W niedzielę wieczorem wyszłam z domu z walizką i poszłam pod uniwerek. Autokar miał przyjechać o 22:40, ale po 23:00 nadal go nie było! Jak w końcu przyjechał, usiedliśmy z Markiem na samym przedzie, przy szybie, gdzie było trochę więcej miejsca na nogi. Było strasznie goraco i nie mogłam zasnąć. Dopiero nad ranem, jak wsiedliśmy na prom, zdrzemnęłam się godzinkę na kanapie :) Potem dalej trochę przysypiałam, ale mialam wrażenie, że w ogóle nie spałam. Jak dojechaliśmy do Paryża, dochodziła 2:30 czasu europejskiego. Zostawiliśmy bagaże w naszym hostelu MIJE Fourcy przy rue de Fourcy 6 i poszliśmy na omlet do z kawiarenek przy St. Paul. Wróciliśmy do hostelu zostawić bagaże w pokoju. Razem ze mną mieszkała mloda Angielka Emma i Barbadoska Mia, obie bardzo fajne :) Wzięłam prysznic, zdrzemnęłam się i p 17:30 wsiedliśmy w autokar, ktory nas zawiózł pod wieżę Eiffla. Mark się spóźnił na autokar, więc dojechał do nas taksówką. Pod wieżą napiliśmy się wszyscy szampana z plastikowych kubków, a potem wzięliśmy we trójkę z Mią i Markiem taksówkę do hostelu. Przebraliśmy się i pojechaliśmy kolejną taksówką do La Pachanga. Kupiliśmy bilety, ale lekcja jeszcze trwała, więc postanowiliśmy pojść do japońskiej restauracji obok coś zjeść :) Za niecałe 12 euro dostałam zupę, ryż, surówkę, suchi i koreczki mięsne! A wcześniej tyle zapłaciłam za głupi omlet! :) Potem wróciliśmy do La Pachangi i tańczyłam non stop 2 godziny :) Po 24:00 wróciliśmy taksówką do hostelu i poszliśmy spać!

  
Nasz stylowy hostel MIJE na 6, rue de Fourcy oraz klub salsowy La Pachanga na 8, rue Vandamme :)

We wtorek budzik obudził mnie o 7:00, wzięłam prysznic i poszłam na śniadanie. O 8:15 wsiedliśmy w autokar i pojechaliśmy do Wersalu. Najpierw staliśmy w kolejce w deszczu, a potem zwiedziłam z Mią pałac. Zdrzemnęłyśmy się na stole w kawiarni, a o 13:30 wsiedliśmy znów w autokar i wróciliśmy do Paryża. Oni poszli na wycieczkę po Quartier latin, a ja pojechałam metrem najpierw na Gare Saint Lazare, żeby znaleźć kawiarenkę, w której Veronique spotkała Alexandra (teraz na jej miejscu jest chyba Starbucks), a potem na place Monge i ulicę Mouffetard, gdzie Julie przeprowadziła się po śmierci męża i córeczki. O 17:00 podjechałam pod Notre-Dame, ale okazało się, że wieża katedry jest zamknięta! Poszłam więc pod Hotel de Ville, a potem spotkałam się z nimi w knajpce Aux tours de Notre-Dame, gdzie zjadłam ślimaki i omlet, a sama herbata kosztowała 6 euro! Potem wróciłam z Mią do hostelu, sprawdziłam maile i zdrzemnęłam się trochę, aż dostałam SMSa od babki z Couch Surfing, gdzie organizuje Wigilię. Znalazłam tam jakiś sklep, kupiłam białe wino z 2008 roku i ciasto, aż w końcu dotarłam do niej spóźniona pół godziny :) Gospodyni była Francuzko-Wietnamką, a goście to Francuzka i Francuzo-Algierczyk. Zjedliśmy fois gras i kaczkę, a na deser doszedł Francuz i Izraelijczyk :) Zaczęli grać w karty, więc wyszłam po 24:00 i spotkałam się w reszta grupy pod Notre-Dame. Poszliśmy na Place Louis Aragon, był szampan i ciasto, a po 1:00 poszliśmy do hostelu i po 2:00 spać :)

  
Sala lustrzana w Wersalu oraz najdroższa knajpka, w jakiej byliśmy, czyli Aux tours de notre Dame :)

W środę wstałam o 9:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem poszłam dalej spać :) Wstałam o 11:00 i poszłyśmy z dziewczynami na 13:00 do restauracji Nos Ancetres Les Gaulois na 39, rue Saint Louis en l'Ile na świąteczny obiad, a po drodze powiesiłam małą kłódkę na moście de l'Archeveche.
Przystawka była taka sobie, główne danie też, tylko deser w był dobry. Wyszliśmy stamtąd dopiero o 16:00 i oni poszli na spacer po Montmartre, a ja pojechałam na Gare du Nord do knajpki Belushi, gdzie miał być zlot członków CS, ale wyglądała na zamknietą. Potem się doczytałam w mailu, że siedzieli na jej tyłach. Na dworcu kupiłam informator z programem kin i pojechałam do Les Halles na 17:00, ale na "Casse-tete chinoise" nie było już biletów! Poszłam więc do kościoła St. Eustache na koncert, a potem wróciłam więc do hostelu się zdrzemnąć. Emma też wróciła, więc powiedziałam jej, że wieczorem zamiast na tango zdecydowałam się iść do kina. Wróciłam do Les Halles, ale znów nie było już biletów na ten film, więc kupiłam bilet na "Angelique" :) Po filmie zobaczyłam, że Paul do mnie dzwonił. Odpisałam mu, a jednocześnie wsiadłam w metro, żeby pojechać na La Defense. Tymczasem napisał, że właśnie wrócił do Paryżu, więc zamiast tam, pojechałam na Goncourt się z nim spotkać :) Pogadaliśmy półtorej godzinki u niego i napiliśmy się białego wina, a potem wyszłam po północy i wróciłam do hostelu przed 1:00. Sprawdziłam maile i w tym czasie wróciła też Mia z Markiem. Poszłyśmy znów spać po 2:00.

  
Swojska restauracja Nos Ancestres Les Galuois oraz Gerard Lanvin i Nora Arnezeder w "Angelique".


W czwartek wstałam znów o 9:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem się spakowałam i poszłam z Emmą zwiedzać okolicę. 
Koło nas na przykład był Hotel de Sens, w którym mieszkała królowa Margot. Najpierw poszłyśmy jednak pod fontannę Strawińskiego koło Centrum Georgesa Pompidou, a potem znów pod Les Halles, ktore właśnie całkiem przerabiają! Porobiłyśmy zdjęcia i zjadłyśmy lunch w Rive Droite na 9, rue Berger - ja małże, a Emma kurczaka :) Po 12:00 zaczęłyśmy wracać pod hostel, ale po drodze weszłyśmy jeszcze do sklepu obok, żeby kupić coś na drogę, a potem wsiadłyśmy do autokaru. Mark i Mia zajęli nam miejsca za nimi. Ruszyliśmy o 13:00, a po 17:30 wsiedliśmy na prom. Tam napiłam się herbatki z Emma i Yukie, a potem zdrzemnęłam się na stoliku. Po półtorej godzinie zjechaliśmy z promu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Kierowca puścił "Les Miserables" na DVD, ale mimo to udało mi się znów zasnąć. :) Po 21:30 dojechaliśmy do Southampton i Emma wysiadła, więc miałam od tej pory dla siebie oba siedzenia :) Zatrzymaliśmy się jeszcze na półgodzinny postój na jakiejś stacji, gdzie zjadłam zupkę z Mią, Markiem i Yukie przy stoliku, a potem poszłam dalej spać :) Mia wysiadła koło Notthingham, a potem dojechaliśmy wreszcie do Leeds i w końcu o 1:30 do Bratfoot! :) Trochę padało i Mark chciał mnie podrzucić taksówką, ale odmówiłam, bo mieszkam przecież bardzo blisko. W domu byłam przed 2:00, ale usiadłam oczywiście do Internetu i zanim poszłam spać, dochodziła 3:00!

  
Fontanna Strawińskiego obok Centrum Georges Pompidou i kościoła St. Merri oraz Rive Droite.

W piątek budzik zadzwonił o 11:00, ale wstałam dopiero o 14:00 :) Najpierw usiadłam do komputera i jednocześnie zjadłam śniadanie, aż w końcu wyszłam przed 16:00 i podjechałam na zakupy do Morrisona. Wróciłam tuż przed 17:00 i zamiast zrobić pranie zadzwoniłam do domu przez Skype'a, a potem już mi się nie chciało :) Usiadłam dalej do Internetu, aż w końcu o 2:00 poszłam spać. W sobotę obudziłam się o 9:00 i zaczęłam nanosić korektę, bo musiałam Ali później oddać myszkę. Byłyśmy umówione na 14:00, więc jak skończyłam rodział o 13:00, poszłam wziąć prysznic, ale ona przełożyła na 15:30. Pojechałam więc do Bootsa i do Tesco, a potem wróciłam do domu. Po 15:30 poszłam do Wetherspoons, a okazało się, że Ala i jej nowy chłopak byli w Waterstones! :) Wypiłam więc gorącą czekoladę, którą już sobie kupiłam i potem do nich poszłam, po drodze zahaczając o bankomat. Napiłam się z nimi herbaty i czekaliśmy na Kasię. W końcu dotarła o 17:30 i poszłam z nią do sklepu, a potem pojechałyśmy do niej do domu. Nakarmiła mnie i napoiła, a potem pożyczyła mi swoją myszkę i odprowadziła mnie na przystanek po 20:30. O 21:00 byłam już w domu, usiadłam do Internet, ale byłam zmęczona i zasnęłam przed północą. Dziś obudziłam się znów o 9:00 i zabrałam za korektę. Skończyłam ostatni rozdział znów około 13:00, a potem zabrałam się za całokształt, a wieczorem przede wszystkim za dokończenie wstępu i napisanie najważniejszego, czyli Podsumowania. W końcu o 23:00 poszłam spać.
niedziela, 29 grudnia 2013, annad9

Polecane wpisy

  • Pozegnanie z Anglia!

    681. W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlis

  • Wyprowadzka!

    680. W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam pie

  • Cuban Fury! :)

    679. W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila od promotora, że egzaminator zewnętrzny chce przesunąć datę mojej obrony, bo uni