Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
Blog > Komentarze do wpisu
Gra o pieniądze :)

674.

W poniedziałek budzik obudził mnie o 9:00 i po 10:00 poszłam do The Hub dowiedzieć się, czy wszystko w porządku z moją pracą doktorską. Byłam gotowa dopłacić i wymienić okładkę, jeśli byłoby trzeba, ale na szczęście potwierdzili, że wszystko jest w porządku i że muszę teraz jeszcze tylko zapłacić 500 funtów, a nie 330, jak myślałam. Wróciłam do domu i postanowiłam, że nie powiem jeszcze szefowej i szefowi, że odchodzę, tylko spróbuję najpierw zapytać, czy mi nie oddadzą chociaż części tych pieniędzy, tak jak szef  mi obiecał dwa lata temu. Upewniłam się też, że nie muszę się już rejestrować jako studentka na następny semestr, bo czeka mnie już tylko Viva i poprawki. Formalnie nie jestem już zatem studentką i nie muszę też brać urlopu z pracy, mogę po prostu odejść. Nie mam więc za wiele do stracenia, postanowiłam więc zaryzykować. Kosztowało mnie to znów trochę zdrowia i zaczełam mieć katar, ale nie mogę się teraz rozchorować. Na 11:45 poszłam do pracy i o 14:00 miałam "dywanik" z szefem i szefową. Rozmawialiśmy o tym, co możemy zrobić, żebym tak nie chorowała :) Potem poszłam na lunch, a wieczorem wyszłam już o 19:30 razem z koleżanką, z którą pracowałam niby do 20:00, a która jako jedyna wie, że odchodzę :) Poszłam się spotkać z Alą pod Deliusem i pojechałyśmy do Malik House. Tam dojechała do nas Kasia z Elą i poszłyśmy na drinka obok, bo wciąż trwała lekcja. Wróciłyśmy na social i potańczyłyśmy do 23:00, a potem Ela odwiozła mnie do domu i poszłam spać.

We wtorek obudziłam się przed 6:00 rano i nie udało mi się już zasnąć. Wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy, a na 12:00 na Pilates. Potem poszłam do the Hub i zapłaciłam te 500 funtów! Zjadłam lunch w Richmond Building że byłym studentem, który mnie utwierdzał w postanowieniu, żebym nic nie mówiła, dopóki nie muszę, a potem wróciłam do pracy. Promotor zaproponował, żebym miała Vivę w środę 19 lutego, ale ma to jeszcze potwierdzić, a ja mu odpisałam, że się dostosuję. Wyszłam już o 16:45 i poszłam do mojej studentki na kolejną lekcję polskiego. Odwiozła mnie do domu po 19:00 i o 20:00 padłam zmęczona spać. Obudziłam się o północy i usiadłam do komputera. W końcu zasnęłam nad ranem. W środę wstałam o 10:45 i poszłam na 11:45 do pracy. W czasie lunchu polowałam na szefa, ale był zajęty. W końcu po 17:00, jak szefowa już poszła, udało mi się go dorwać i zapytać, czy zapłaci za moje studia, tak jak powiedział dwa lata temu. Powiedział, że tego nie pamięta i że nie ma funduszu na Staff Development, z którego mógłby zapłacić, ale że da mi znać. Coś czuję, że nic z tego nie będzie, więc postanowiłam, że zapytam ich w piątek o ten 5-miesięczny bezpłatny urlop, ale równie dobrze mogę im dać wymówienie, więc wszystko mi jedno, co odpowiedzą. Chcę tylko mieć to już za sobą i móc się wreszcie zrelaksować i wyspać :) Czuję się, jakbym brała udział w "Games of Throne", które ostatnio zaczęlam oglądać :) W końcu o 20:00 wyszłam, poszłam do domu i o 23:00 poszłam spać.


Plakat reklamujący pierwszy sezon "Gry o tron" - czuję się jakbym brała udział w ich intrygach :)

W czwartek obudziłam sie po 8:00, wzięłam prysznic i o 9:30 wyszłam z domu. Pojechałam na 10:00 na masaż, ale że byłam na miejscu trochę wcześniej, to weszłam do polskiego sklepu obok i kupiłam sok. Po masażu rozmawiałam jeszcze z moim masażystą, więc zanim od niego wyszłam, to było po 11:00! Poszłam piechotą do Morrisona i zrobiłam zakupy, a potem zawiozłam je do domu i poszłam na 12:00 do pracy. Wieczorem szef podszedł i powiedział, że mogą mi być może zapłacić połowę tego, co zapłaciłam za submission, czyli 250 funtów. Powiedział, że może to potrwać do końca przyszłego tygodnia, więc nadal nie mogę im powiedzieć, że wyjeżdżam, tylko muszę się jeszcze tydzień
pomęczyć! O 20:00 wyszliśmy i poszłam do domu, zjadłam kolację i usiadłam do komputera, a potem o 23:00 poszłam spać. W piątek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Rano miałam zebranie z szefową, ale nic jej nie wspomniałam ani o urlopie, ani o studiach. Na wardze wyszło mi zimno i byłam nadal połamana po masażu. Masażysta poradził mi, żebym poszła na saunę i znalazłam jedną niedaleko i tanio, ale jak wróciłam do domu po 17:00, to już mi się nie chciało wyjść. Zasnęłam przed północą. W sobotę wstałam po 11:00, pojechałam do Tesco na zakupy, a potem poszłam na 2 i pół godziny na siłownię, gdzie mają saunę, basen, jacuzzi i steam room :) Wieczorem zadzwoniłam do mamy i poszłam spać po 21:00. W niedzielę wstałam po 11:00, siedziałam cały dzień w sieci i poszłam znów spać po 21:00 :)
niedziela, 12 stycznia 2014, annad9

Polecane wpisy

  • Pozegnanie z Anglia!

    681. W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlis

  • Wyprowadzka!

    680. W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam pie

  • Cuban Fury! :)

    679. W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila od promotora, że egzaminator zewnętrzny chce przesunąć datę mojej obrony, bo uni