Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
Blog > Komentarze do wpisu
Cuban Fury! :)

679.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila od promotora, że egzaminator zewnętrzny chce przesunąć datę mojej obrony, bo uniwersytet do tej pory nie przesłał mu mojej pracy do przeczytania! Zadzwoniłam do The Hub i dowiedziałam się, że wysłali ją dzisiaj i jutro ją dostanie. Napisałam do promotora oraz do egzaminatora wewnętrznego z prosbą, żeby zorganizować obronę najpóźniej w poniedziałek 24 lutego, bo we wtorek rano wylatuję. I pozostało mi tylko czekać i zobaczyć, co się wydarzy. Szefowa była cały dzień na kursie i przyszła dopiero jak poszłam na lunch. Potem siedziałam i się nudziałam, aż wreszcie tuż przed 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam kolację i obejrzałam "Behind the Candelabra" (Wielki Liberace), a potem poszłam spać po 23:00.

We wtorek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. O 10:00 poszłam rozliczyć wycieczki z babką z Finansów, a potem na 12:00 na Pilates i zaraz po tym na lunch. Potem z trudem doczekałam do 17:00 i poszłam do Lecture Theatre na kolejne spotkanie naszego stowarzyszenia. Upewniłam się, że wszystko działa i wyszłam, jak zaczął się film. Podjechałam na Interchange i czekałam na telefon od Conrada, o której i na który dworzec przyjedzie. Zadzwonił o 18:00, że za pół godziny będzie na Forster Square. Podjechałam więc tam Free Busem i poszłam do Bootsa wykupić recepty. A potem spotkaliśmy się na dworcu i poszliśmy do Cyrusa coś zjeść. Conrad przywiózł mi książkę przydatną przed obroną. Po 20:00 wyszliśmy i wróciłam do domu, oczywiście usiadłam do komputera, aż w końcu po 23:00 poszłam spać.

  
Michael Douglas jako Liberace z Mattem Damonem i świetny Rob Lowe w "Behind the Candelabra".

W środę wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila, że moja obrona będzie jednak przesunięta na późniejszy termin, ale postanowiłam nie tracić nadziei, aż do wieczornego spotkania z moimi promotorami. O 16:00 poszłam na krótki lunch i zjadłam zupę, a potem wróciłam do pracy. O 18:15 wyszłam i poszłam do Ambrozji, a że padało i wiał silny wiatr, to dotarłam tam mokra i w złym humorze. W dodatku moi promotorzy się spóźnili, ale poprawili mi humor, przekonując mnie, że lepiej przełożyć moją obronę na marzec. Ogólnie było bardzo miło i jedzenie jak zwykle było bardzo dobre. Na koniec dałam im prezenty (3 filmy Andrzeja Kondratiuka i muzykę K. Komedy), a oni zapłacili za moją kolację :)  Wyszliśmy po 20:00 i wkrótce byłam w domu. Usiadłam do komputera, a potem po 23:00 poszłam spać.

  
Restauracja śródziemnomorska Cyrus z zewnątrz oraz polska restauracja Ambrozja wewnatrz :)

W czwartek znów miałam problemy ze spaniem i obudziłam się nad ranem nie mogąc zasnąć. Zerknęłam na ceny biletów do Londynu, żeby może jeszcze raz tam skoczyć przed wylotem, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. W końcu poszłam dalej spać i wstałam o 11:00, a na 12:00 poszłam do pracy. Po 14:00 miałam kolejne zebranie z szefem i szefową. Tym razem oboje zachowali się poprawnie, ale szef zwrócił się z do mnie z czymś, co do tej pory zawsze robiła szefowa, a o czym ja nie mam pojęcia. Po jego wyjściu uznałyśmy więc, że zrobimy to razem, ale byłam w lekkim szoku, że w ogóle mnie o to poprosił. Po 16:00 poszłam na krótki lunch, a resztę odebrałam sobie później, jak było spokojniej. W końcu tuż przed 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Usiadłam do komputera, a potem po północy poszłam spać.

W piątek były Walentynki. Wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Po 10:00 miałam zebranie z szefową, a potem o 13:00 poszłam na lunch. Przed 17:00 nagle przyszłam fala studentów, żeby kupić bilety na Colours Ball, bo od poniedziałku cena wzrastała o 4 funty :) Udało mi się jednak wyjść o 17:00 i poszłam prosto do domu. Zjadłam coś, a potem się zdrzemnęłam. Wstałam o 19:00, ubrałam się i uczesałam, a potem poszłam na autobus, ale zwiał mi sprzed nosa, więc poszłam piechotą do Łotewskiego Klubu. Najpierw była lekcja z moim ulubionym nauczycielem salsy, a potem koncert Orquesta Leodis, w której gra na bębnach, drugi znajomy na perkusji, a trzeci śpiewa :) Wytańczyłam się aż do po północy, a potem wróciłam z Kasią taksówką do domu i po 1:00 w nocy poszłam spać.

W sobotę wstałam po 9:00 i na 10:00 poszłam zobaczyć Bratfootzką synagogę. Dostałam maila z informacją, że będzie otwarta od 10:00, więc umówiłam się z Susaną i Sarah, które robiły zdjęcia, bo ja nie mam aparatu. Potem poszłam do sklepów i do banku zanim przed 12:00 wróciłam do domu, zjadłam śniadanie i poszłam się zdrzemnąć :) W końcu wstałam po 15:00, wzięłam prysznic, zjadłam obiad i po 17:00 wyszłam z domu. O 17:34 wsiadłyśmy z Kasią w pociąg do Leeds i poszłyśmy do kina Vue, gdzie wraz z prawie 50 osobami z salsy obejrzalam film "Cuban Fury". Siedziałam na przedzie, bo zapomniałam wziąć okulary. A potem pojechałyśmy z Seanem i Gosią do Bar Seven, gdzie najpierw coś zjedliśmy, a potem tańczyliśmy do 1:30, ale średnio sie bawiłam. Potem znajomi nas odwieźli i po 3:00 poszłam spać.


Plakat "Cuban Fury" z piękną
Yanet Fuentes i hasło reklamowe filmu "Prawdziwi mężczyźni tańczą".

W niedzielę wstałam po 11:00 i zjadłam śniadanie, a potem usiadłam do Internetu i do Facebooka, bo mój debiut filmowy nie został niezauważony, choć widać mnie na ekranie przez 3 sekundy :) Po 15:00 postanowiłam się zdrzemnąć, ale niestety słyszałam moich nowych sąsiadów, mimo że byli w swoim pokoju. W końcu wstałam o 17:00 i zaczęłam robić pranie. W międzyczasie przejrzałam zawartość szuflady pełnej jakiś drobiazgów i część wyrzuciałam, a resztę postanowiłam zabrać do pracy. Potem zjadłam obiad i jak skończyłam pranie po 19:00 usiadłam znów do Internetu. O 21:00 zaczęłam oglądać ceremonię rozdania brytyjskich nagród filmowych BAFTA na BBC iPlayer, która skończyła się o 23:00. A potem poszłam wcześniej spać, czyli po północy, bo nazajutrz byłam umówiona na 10:00 na masaż.
niedziela, 16 lutego 2014, annad9

Polecane wpisy

  • Pozegnanie z Anglia!

    681. W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlis

  • Sauna za darmo :)

    677. W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Po drodze weszłam do sklepu i kupiłam proszki od bólu głowy, więc spóźniłam się parę minut, ale

  • Wypowiedzenie

    676. W poniedziałek był Blue Monday, czyli ponoć najbardziej depresyjny dzień w roku :) Wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy, a potem w lunch. Wreszcie p