Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
Blog > Komentarze do wpisu
Tylko 3 tygodnie :)

678.

W poniedziałek wstałam przed 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Po drodze porozmawiałam chwilę w kuchni z sąsiadem z USA, który wrócił właśnie z 3 tygodniowej podróży po Stanach i Kanadzie :) Po lunchu zabrałam się za skanowanie dokumentów, a potem je wrzucałam do niszczarki. Dziewięć lat mojego życia tutaj teraz mieści się na moim dysku zewnętrznym. O 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Zjadłam coś i usiadłam do komputera, a potem posżlam do łóżka czytać "L'ile de gauchers" Alexandre'a Jardina. W końcu po 23:00 poszłam spać. We wtorek obudziłam się o 5:00, ale wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Na 12:00 poszłam na Pilates i znów się zdrzemnęłam, a potem na lunch. W końcu o 17:00 poszłam do Lecture Theatre na kolejne spotkanie naszego stowarzyszenia, ale oprócz mnie znów przyszła tylko nasza sekretarz, a w dodatku sprzęt nie działał, więc po 17:00 wyszłyśmy i pojechałam Free Busem do sklepów. Wróciłam do domu przed 19:00, zjadłam coś i obejrzałam znów "99 F", film Jana Kouena  z Jeanem Dujardin. Później usiadłam znowu do książki, a po 23:00
poszłam spać.

  
Okładka książki Alexandre'a Jardina i Jean Dujardin w filmie Jana Kouena "99 francs / 99 franków".

W środę wstałam o 10:00 i na 11:30 poszłam do lekarza. Dostałam wszystkie recpty, które chciałam i powinno tego wystarczyć na 5 miesięcy, a jeśli rzeczywiście przyjedę w lipcu, to pójdę po więcej :) Na 12:00 poszłam do pracy i na prośbę Sue z International Office zadzwoniłam do matki tej studentki z Polski, dla której tłumaczyłam w piatek. Wytłumaczyłam jej jak ma odebrać paczki z Cargo w Krakowie. Potem dzień mi się dłużył. O 16:00 poszłam na lunch, a później siedziałam i się nudziłam. W końcu zamknęłam recepcję o 19:40 i poszłam do domu :) Zjadłam kolację i usiadłam do komputera, a po 23:00 poszłam spać. W czwartek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. O 14:00 miałam zebranie z szefem i szefową, ale pod koniec znów zrobiło się dość nieprzyjemnie.Po 20 minutach szefowa wstała i wyszła, więc spotkanie skończyło się w ekspresowym czasie :) Uważam, że nie powinni mnie już wciągać w swoje rozgrywki! O 20:00 wyszłam i wróciłam spacerkiem do domu. Zjadłam coś i usiadłam do komputera, a potem poszłam do łóżka czytać dalej książkę. W końcu po północy poszłam spać.

W piątek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Szefowej nie było, więc były luzy. Po lunchu zajrzała do mnie znajoma z salsy i pogadałyśmy trochę. Dostała pracę w Cork i miała tam zamiar kupić dom. O 17:00 wyszłam i poszłam najpierw do Tesco w centrum, a potem do Morrisona. Wróciłam do domu tuż przed 18:00, a pół godziny później znów wyszłam i poszłam pod Media Museum spotkać się z Sarah, która poprawiała mój doktorat :) Zaprosiłam ją w ramach rewanżu do Chińczyka za Odeonem, gdzie pogadałam też z babką z Hong Kongu, która jest tam teraz menadżerką, a którą tam poznałam parę lat temu :) Objadłyśmy się i pogadałyśmy, a potem wyszłyśmy po 20:00, bo Sarah szła na 20:25 do kina, a ja poszłam prosto do 1in12, bo miałam plecak pełen ciężkich książek i nie chciałam z nimi wracać do domu. Dotarłam tam o 20:20, a więc 40 minut przed czasem, bo byłam umówiona na ostatnie Kółko Francuskie na 21:00 :) Ale na szczęście Conrad i Susana też dotarli trochę wcześniej. Pogadaliśmy i wypiłam 5 ginów w tonikiem. Susana wyszła przed północą, a my przed 1:00 :) Przed 2:00 już spałam.

  
BC Buffet Restaurant, czyli mój ulubiony Chińczyk w Bratfoot oraz anarchistyczny klub "1in12".

W sobotę wstałam o 9:30 i o dziwo głowa mnie nie bolała :) Widocznie dość zjadłam u Chińczyka przed piciem :) Najpierw dokończyłam czytać książkę, a potem usiadłam do komputera, żeby sprawdzić, czy wyspa Leworęcznych naprawdę istniała :) Niestety, była to tylko utopia :) Po 14:00 postanowiłam się zdrzemnąć i wstałam dopiero przed 19:00. Zjadłam obiad i zabrałam się za przeglądanie ubrań. Potem posiedziałam jeszcze na Internecie, aż wreszcie po północy poszłam spać. W niedzielę wstałam około 10:00, zjadłam śniadanie i usiadłam do komputera. Po południu zadzwoniłam do domu przez Skype'a, a potem zjadłam obiad i zabrałam się dalej za przeglądanie ubrań. Część postanowiłam wyrzucić, a część zainieść do pracy i dorzucić do toreb z ciuchami, które studenci gubią i które raz na jakiś czas zbieramy i wywozimy do Charity Shops :) Po 20:00 zadzwoniła do mnie Kasia i umówiłyśmy się na weekend. Przed snem obejrzałam wszystkie dokumenty Kieślowskiego, jakie znalazłam na Youtubie oraz jego pierwszą fabułę dla telewizji, czyli "Przejście podziemne" i w końcu po północy poszłam spać.
niedziela, 09 lutego 2014, annad9

Polecane wpisy

  • Pozegnanie z Anglia!

    681. W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlis

  • Wyprowadzka!

    680. W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam pie

  • Wypowiedzenie

    676. W poniedziałek był Blue Monday, czyli ponoć najbardziej depresyjny dzień w roku :) Wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy, a potem w lunch. Wreszcie p