Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
Blog > Komentarze do wpisu
Wyprowadzka!

680.

W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam piechotą do Bootsa na Forster Square, żeby wykupić receptę. A potem podjechałam Free Busem do pracy na 12:00, po drodze wchodzą do Sainsbury po banany. O 16:00 poszłam jednocześnie na lunch i do Academic Advisor, żeby się jej poradzić, co mam zrobić, żeby uniwerek zapłacił za mój bilet na obronę, która teraz ma się odbyć we wtorek 18 marca. Potem siedziałam i pisałam Complaint, czyli zażalenie i żądanie, żeby zapłacili za mój przelot. W końcu o 19:45 wyszłam i poszłam do domu. Wypożyczyłam "A Zed and Two Noughts" (Zet i dwa zera) Petera Greenawaya, ale nie chciało mi się nic oglądać, tylko zjadłam coś, pogadałam ze znajomą na Facebooku, a potem po 23:00 poszłam już spać.

We wtorek wstałam o 8:00 i poszłam do pracy na 9:00. Na 12:00 poszłam na ostatnie Pilates i pożegnałam się z moim nauczycielem, którego znam też z salsy i z którym zatańczyłam ostatni taniec w piątek na koncercie Orquestra Leodis. Potem poszłam na lunch. Babka z Advice Centre pomogła mi złożyć zażalenie, ale nie wiem, kiedy dostanę odpowiedź. W końcu o 17:00 wyszłam i poszłam na górę do Lecture Theatre, bo chociaż spotkanie naszego stowarzyszenia było odwołane, myślałam, że może ktoś przyjdzie na film, więc ktoś powinnien tam być, żeby ich poinformować. Potem poszłam do Momentum na basen, saunę, jacuzzi i steam room :) Wyszłam po dwóch godzinach po 20:00 i wróciłam do domu. Obejrzałam film "Zet i dwa zera", a potem cały jeszcze raz z komentarzem reżysera, który byl bardzo ciekawy. W końcu po 1:30 poszłam spać.

W środę
wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracybo zapomniałam, że miałam iść na 11:30, żeby nadrobić półgodziny, które wzięłam wolne. Wzięłam ze sobą cooler, żeby go nie wyrzucać na śmieci. O 13:00 miałam kolejne zebranie z szefem i szefową, które było surrealistyczne, bo szef mówił znów tylko do mnie o przyszłości i sprawiał wrażenie, jakby stracił kontakt z rzeczywistością i nie zdawał sobie sprawy, że za tydzień już mnie będzie. Wyszłam lekko wkurzona i zadowolona, że za parę dni już mnie tu nie będzie. o 14:00 miałam mieć obronę, ale została przeniesiona na marzec. Po 16:00 poszłam na lunch, a potem o 19:00 wyszłam z pracy i poszłam prosto do Polskiego Klubu na moje Leaving Do. Oprócz mnie przyszło jeszcze 10 osób, chociaż zaprosiłam 60 :) Po 23:00 byłam już w domu i usiadłam do komputera, a potem po północy poszłam spać.

W czwartek wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. O 15:00 usiadłam z szefową i zjadłam zupę, jednocześnie pokazując jej, co będzie musiała przygotować na wycieczkę do Amsterdamu, jak mnie już nie będzie w pracy. Potem poszy
łyśmy na gorącą czekoladę, którą szefowa stawiała i pogadałyśmy trochę. Spytała mnie znów o moją wizę, ale odpowiedziałam wymijająco i na szczęście ktoś podszedł i nam przeszkodził w rozmowie :) Potem wróciłam do pracy i porzed 17:00 wypożyczyłam z biblioteki "The Draughtsman's Contract" (Kontrakt rysownika) Petera Greenawaya. W końcu o 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Porozmawiałam chwilę z sąsiadem w kuchni, a potem zjadłam coś i obejrzałam debiut kinowy Petera Greenawaya. A potem obejrzałam go jeszcze raz z komentarzem reżysera :) A potem po 1:30 poszłam spać.

  
Brian i Eric/Eric i Brian
Deacon w "Zet i dwa zera" oraz Anthony Higgins w "Kontrakcie rysownika".

W piątek wstałam o 8:00 i na 9:00 pojechałam taksówką do pracy, bo zabrałam ze sobą grzejnik i wstawiłam go z powrotem do Store Room, jakbym go w ogóle nie pożyczała :) Potem miałam urwanie głowy, bo musiałam jeszcze przygotować wycieczkę do Liverpoolu i do Amsterdamu! :)  Jak o 13:00 zbierałam się, żeby iść na lunch, szef poprosił mnie, żebym przyszła do open space area, gdzie wszyscy już na mnie czekali i wręczyli mi kartkę z pieniędzmi (uzbierali ponad 50 funtów :) oraz czerwoną, sportową koszulkę Team Bradford (zupełnie nie w moim stylu :) Po przemówieniach poszłam na lunch, a potem dokończyłam wszystko i o 17:00 zeszłam na dół do baru, gdzie przyszło w sumie około 20 osób, dostałam kupę kartek i postawiono mi pare drinków. Po 20:30 byłam już w domu i porozmawiałam z mamą i siostrą przez Skype'a, a potem po północy poszłam spać.

W sobotę obudziłam się po 7:00, ale wstałam dopiero o 9:00. Wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem o 10:00 wyszłam z domu i poszłam do banku z czekiem z First Movies, który poprzedniego dnia przyszedł na ostatnią chwilę pocztą :) Przelałam wszystkie oszczędności na zwykłe konto i zamknęłam konta oszczęnościowe. A potem wróciłam do domu i zabrałam się za wynoszenie do kuchni rzeczy, których nie miałam zamiaru zabrać. Potem zrobiłam pranie, zjadłam obiad i zabrałam się za pakowanie! Musia
łam wyrzucić połowę ubrań do śmieci oraz laptopa, dlatego nie mam teraz polskich liter! W koncu udalo mi sie zapakowac i Kasia pomogla mi sie zabrac taksówka na dworzec. O 17:30 wsiadlam w pociag do Manchesteru, bo konduktor mi pomogl i po 18:30 bylam juz na miejscu. Chlopak Majki mnie odebral i zabral do domu. Zjedlismy cos i obejrzelismy wiadomosci z Ukrainy a potem po 21:00 poszlam spac.

W niedzielę obudzilam sie okolo 5:00, ale dalej zasnelam i wstalam o 9:00. Zjedlismy sniadanie, a potem po malej klotni udalo sie nam dojsc do porozumienia - Majki chlopak z ich synkiem pojechali do sklepu, a my zrobilysmy obiad. Potem po nas przyjechali i ja z Majka oraz ich synkiem poszlam na demonstracje wsparcia dla Ukrainy, która trwala póltorej godziny, a potem poszlysmy spacerkiem pod Hiltona. Tam podjechal jej chlopak i zabral ich synka, a my we dwie poszlysmy do SPA. Siedzialysmy ponad trzy godziny na basenie, w saunie, steam roomie i jazcuzzi, a potem pojechalysmy na 23 pietro do Cloud 23 na kieliszek wina :) Majki chlopak nas odebral po 20:30 i domu zjedlismy pizze u wypilismy jescze wiecej wina :) Potem oni poszli spac, a ja zostalam troche dluzej na Internecie, az wreszcie po pólnocy tez poszlam spac.

  
Hilton Deansgate w Manchesterze z zewnatrz i z zewnatrz: basen, jacuzzi oraz steam room i sauna.
poniedziałek, 24 lutego 2014, annad9

Polecane wpisy

  • Tylko 3 tygodnie :)

    678. W poniedziałek wstałam przed 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Po drodze porozmawiałam chwilę w kuchni z sąsiadem z USA, który wrócił właśnie z 3 tygodnio

  • Sauna za darmo :)

    677. W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Po drodze weszłam do sklepu i kupiłam proszki od bólu głowy, więc spóźniłam się parę minut, ale

  • Wypowiedzenie

    676. W poniedziałek był Blue Monday, czyli ponoć najbardziej depresyjny dzień w roku :) Wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy, a potem w lunch. Wreszcie p