Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
piątek, 28 lutego 2014
Pozegnanie z Anglia!

681.

W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlismy do knajpki Laundrette na bardzo dobre jedzonko. Potem wrocilismy do domu i zjedlismy obiad, a w koncu wieczorem chlopak Majki zabral ich synka na gore, a my posiedzialysmy prawie do polnocy i porozmawialysmy sobie spokojnie :) W koncu poszlysmy spac, ale nie spalam za dobrze i obudzilam sie o 4:00 w nocy. Udalo mi sie znow zasnac nad ranem i obudzilam sie dopiero jak o 7:00 zadzwonil budzik. Ubralam sie, zebralam i pozegnalam z Majka i jej synkiem, a potem po 7:30 wsiadlam w taksowke i pojechalam na lotnisko. Taksowkarz poczekal chwile az wzielam wozek, zapakowalam na niego walizki i poszlam sie odprawic. Oczywiscie okazalo sie, ze w glownym bagazu mam nadwage, wiec musialam zaplacic 65 funtow, za ktore moglabym miec juz duga walizke nadana! W dodatku w mala wlozylam noze i nozyzki, wiec musialam je nadac osobno. Cale szczescie, ze nie kazali mi znowu placic! :)

W koncu poszlam na samolot i martwilam sie jescze tylko, ze mi zwaza bagaz podreczny, bo tam tez mialam nadwage! Ale na szczescie wpuscili mnie bez problemu na poklad. Samolot byl nieduzy, taki jak lataja po Europie, a nie przez Atlantyk! Po jednej stronie mial 3 miejsca, potem przejscie i 3 miejsca po drugiej. Wszystkie trzy siedzenia mialam na szczescie dla siebie, bo samolot nie byl pelen. Obejrzalam dwa filmy - "Runner, Runner", a potem "Trouble with the Curve" - oba z Justinem Timberlakiem! :) Zjadlam dwa posilki, ktore nam podali, a reszte drogi przespalam. Zanim sie obejrzalam, wysiadalam juz w Chicago na O'Hare :) W Anglii spedzilam ponad 9 lat, choc pojechalam tam poczatkowo tylko na pare miesiecy :) Nauczylam sie tam wielu rzeczy i chyba dojrzalam. Zrobilam studia (choc jeszcze sie nie obronilam) i zdobylam pare dyplomow, ktore na pewno teraz sie przydadza. Jestem teraz gotowa zaczac nowe zycie :)

   
Flaga Wielkiej Brytanii i zarys kraju oraz zarys Stanow Zjednocznoych i flaga Amerykii Polnocnej :)
poniedziałek, 24 lutego 2014
Wyprowadzka!

680.

W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam piechotą do Bootsa na Forster Square, żeby wykupić receptę. A potem podjechałam Free Busem do pracy na 12:00, po drodze wchodzą do Sainsbury po banany. O 16:00 poszłam jednocześnie na lunch i do Academic Advisor, żeby się jej poradzić, co mam zrobić, żeby uniwerek zapłacił za mój bilet na obronę, która teraz ma się odbyć we wtorek 18 marca. Potem siedziałam i pisałam Complaint, czyli zażalenie i żądanie, żeby zapłacili za mój przelot. W końcu o 19:45 wyszłam i poszłam do domu. Wypożyczyłam "A Zed and Two Noughts" (Zet i dwa zera) Petera Greenawaya, ale nie chciało mi się nic oglądać, tylko zjadłam coś, pogadałam ze znajomą na Facebooku, a potem po 23:00 poszłam już spać.

We wtorek wstałam o 8:00 i poszłam do pracy na 9:00. Na 12:00 poszłam na ostatnie Pilates i pożegnałam się z moim nauczycielem, którego znam też z salsy i z którym zatańczyłam ostatni taniec w piątek na koncercie Orquestra Leodis. Potem poszłam na lunch. Babka z Advice Centre pomogła mi złożyć zażalenie, ale nie wiem, kiedy dostanę odpowiedź. W końcu o 17:00 wyszłam i poszłam na górę do Lecture Theatre, bo chociaż spotkanie naszego stowarzyszenia było odwołane, myślałam, że może ktoś przyjdzie na film, więc ktoś powinnien tam być, żeby ich poinformować. Potem poszłam do Momentum na basen, saunę, jacuzzi i steam room :) Wyszłam po dwóch godzinach po 20:00 i wróciłam do domu. Obejrzałam film "Zet i dwa zera", a potem cały jeszcze raz z komentarzem reżysera, który byl bardzo ciekawy. W końcu po 1:30 poszłam spać.

W środę
wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracybo zapomniałam, że miałam iść na 11:30, żeby nadrobić półgodziny, które wzięłam wolne. Wzięłam ze sobą cooler, żeby go nie wyrzucać na śmieci. O 13:00 miałam kolejne zebranie z szefem i szefową, które było surrealistyczne, bo szef mówił znów tylko do mnie o przyszłości i sprawiał wrażenie, jakby stracił kontakt z rzeczywistością i nie zdawał sobie sprawy, że za tydzień już mnie będzie. Wyszłam lekko wkurzona i zadowolona, że za parę dni już mnie tu nie będzie. o 14:00 miałam mieć obronę, ale została przeniesiona na marzec. Po 16:00 poszłam na lunch, a potem o 19:00 wyszłam z pracy i poszłam prosto do Polskiego Klubu na moje Leaving Do. Oprócz mnie przyszło jeszcze 10 osób, chociaż zaprosiłam 60 :) Po 23:00 byłam już w domu i usiadłam do komputera, a potem po północy poszłam spać.

W czwartek wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. O 15:00 usiadłam z szefową i zjadłam zupę, jednocześnie pokazując jej, co będzie musiała przygotować na wycieczkę do Amsterdamu, jak mnie już nie będzie w pracy. Potem poszy
łyśmy na gorącą czekoladę, którą szefowa stawiała i pogadałyśmy trochę. Spytała mnie znów o moją wizę, ale odpowiedziałam wymijająco i na szczęście ktoś podszedł i nam przeszkodził w rozmowie :) Potem wróciłam do pracy i porzed 17:00 wypożyczyłam z biblioteki "The Draughtsman's Contract" (Kontrakt rysownika) Petera Greenawaya. W końcu o 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Porozmawiałam chwilę z sąsiadem w kuchni, a potem zjadłam coś i obejrzałam debiut kinowy Petera Greenawaya. A potem obejrzałam go jeszcze raz z komentarzem reżysera :) A potem po 1:30 poszłam spać.

  
Brian i Eric/Eric i Brian
Deacon w "Zet i dwa zera" oraz Anthony Higgins w "Kontrakcie rysownika".

W piątek wstałam o 8:00 i na 9:00 pojechałam taksówką do pracy, bo zabrałam ze sobą grzejnik i wstawiłam go z powrotem do Store Room, jakbym go w ogóle nie pożyczała :) Potem miałam urwanie głowy, bo musiałam jeszcze przygotować wycieczkę do Liverpoolu i do Amsterdamu! :)  Jak o 13:00 zbierałam się, żeby iść na lunch, szef poprosił mnie, żebym przyszła do open space area, gdzie wszyscy już na mnie czekali i wręczyli mi kartkę z pieniędzmi (uzbierali ponad 50 funtów :) oraz czerwoną, sportową koszulkę Team Bradford (zupełnie nie w moim stylu :) Po przemówieniach poszłam na lunch, a potem dokończyłam wszystko i o 17:00 zeszłam na dół do baru, gdzie przyszło w sumie około 20 osób, dostałam kupę kartek i postawiono mi pare drinków. Po 20:30 byłam już w domu i porozmawiałam z mamą i siostrą przez Skype'a, a potem po północy poszłam spać.

W sobotę obudziłam się po 7:00, ale wstałam dopiero o 9:00. Wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem o 10:00 wyszłam z domu i poszłam do banku z czekiem z First Movies, który poprzedniego dnia przyszedł na ostatnią chwilę pocztą :) Przelałam wszystkie oszczędności na zwykłe konto i zamknęłam konta oszczęnościowe. A potem wróciłam do domu i zabrałam się za wynoszenie do kuchni rzeczy, których nie miałam zamiaru zabrać. Potem zrobiłam pranie, zjadłam obiad i zabrałam się za pakowanie! Musia
łam wyrzucić połowę ubrań do śmieci oraz laptopa, dlatego nie mam teraz polskich liter! W koncu udalo mi sie zapakowac i Kasia pomogla mi sie zabrac taksówka na dworzec. O 17:30 wsiadlam w pociag do Manchesteru, bo konduktor mi pomogl i po 18:30 bylam juz na miejscu. Chlopak Majki mnie odebral i zabral do domu. Zjedlismy cos i obejrzelismy wiadomosci z Ukrainy a potem po 21:00 poszlam spac.

W niedzielę obudzilam sie okolo 5:00, ale dalej zasnelam i wstalam o 9:00. Zjedlismy sniadanie, a potem po malej klotni udalo sie nam dojsc do porozumienia - Majki chlopak z ich synkiem pojechali do sklepu, a my zrobilysmy obiad. Potem po nas przyjechali i ja z Majka oraz ich synkiem poszlam na demonstracje wsparcia dla Ukrainy, która trwala póltorej godziny, a potem poszlysmy spacerkiem pod Hiltona. Tam podjechal jej chlopak i zabral ich synka, a my we dwie poszlysmy do SPA. Siedzialysmy ponad trzy godziny na basenie, w saunie, steam roomie i jazcuzzi, a potem pojechalysmy na 23 pietro do Cloud 23 na kieliszek wina :) Majki chlopak nas odebral po 20:30 i domu zjedlismy pizze u wypilismy jescze wiecej wina :) Potem oni poszli spac, a ja zostalam troche dluzej na Internecie, az wreszcie po pólnocy tez poszlam spac.

  
Hilton Deansgate w Manchesterze z zewnatrz i z zewnatrz: basen, jacuzzi oraz steam room i sauna.
niedziela, 16 lutego 2014
Cuban Fury! :)

679.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila od promotora, że egzaminator zewnętrzny chce przesunąć datę mojej obrony, bo uniwersytet do tej pory nie przesłał mu mojej pracy do przeczytania! Zadzwoniłam do The Hub i dowiedziałam się, że wysłali ją dzisiaj i jutro ją dostanie. Napisałam do promotora oraz do egzaminatora wewnętrznego z prosbą, żeby zorganizować obronę najpóźniej w poniedziałek 24 lutego, bo we wtorek rano wylatuję. I pozostało mi tylko czekać i zobaczyć, co się wydarzy. Szefowa była cały dzień na kursie i przyszła dopiero jak poszłam na lunch. Potem siedziałam i się nudziałam, aż wreszcie tuż przed 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam kolację i obejrzałam "Behind the Candelabra" (Wielki Liberace), a potem poszłam spać po 23:00.

We wtorek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. O 10:00 poszłam rozliczyć wycieczki z babką z Finansów, a potem na 12:00 na Pilates i zaraz po tym na lunch. Potem z trudem doczekałam do 17:00 i poszłam do Lecture Theatre na kolejne spotkanie naszego stowarzyszenia. Upewniłam się, że wszystko działa i wyszłam, jak zaczął się film. Podjechałam na Interchange i czekałam na telefon od Conrada, o której i na który dworzec przyjedzie. Zadzwonił o 18:00, że za pół godziny będzie na Forster Square. Podjechałam więc tam Free Busem i poszłam do Bootsa wykupić recepty. A potem spotkaliśmy się na dworcu i poszliśmy do Cyrusa coś zjeść. Conrad przywiózł mi książkę przydatną przed obroną. Po 20:00 wyszliśmy i wróciłam do domu, oczywiście usiadłam do komputera, aż w końcu po 23:00 poszłam spać.

  
Michael Douglas jako Liberace z Mattem Damonem i świetny Rob Lowe w "Behind the Candelabra".

W środę wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila, że moja obrona będzie jednak przesunięta na późniejszy termin, ale postanowiłam nie tracić nadziei, aż do wieczornego spotkania z moimi promotorami. O 16:00 poszłam na krótki lunch i zjadłam zupę, a potem wróciłam do pracy. O 18:15 wyszłam i poszłam do Ambrozji, a że padało i wiał silny wiatr, to dotarłam tam mokra i w złym humorze. W dodatku moi promotorzy się spóźnili, ale poprawili mi humor, przekonując mnie, że lepiej przełożyć moją obronę na marzec. Ogólnie było bardzo miło i jedzenie jak zwykle było bardzo dobre. Na koniec dałam im prezenty (3 filmy Andrzeja Kondratiuka i muzykę K. Komedy), a oni zapłacili za moją kolację :)  Wyszliśmy po 20:00 i wkrótce byłam w domu. Usiadłam do komputera, a potem po 23:00 poszłam spać.

  
Restauracja śródziemnomorska Cyrus z zewnątrz oraz polska restauracja Ambrozja wewnatrz :)

W czwartek znów miałam problemy ze spaniem i obudziłam się nad ranem nie mogąc zasnąć. Zerknęłam na ceny biletów do Londynu, żeby może jeszcze raz tam skoczyć przed wylotem, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. W końcu poszłam dalej spać i wstałam o 11:00, a na 12:00 poszłam do pracy. Po 14:00 miałam kolejne zebranie z szefem i szefową. Tym razem oboje zachowali się poprawnie, ale szef zwrócił się z do mnie z czymś, co do tej pory zawsze robiła szefowa, a o czym ja nie mam pojęcia. Po jego wyjściu uznałyśmy więc, że zrobimy to razem, ale byłam w lekkim szoku, że w ogóle mnie o to poprosił. Po 16:00 poszłam na krótki lunch, a resztę odebrałam sobie później, jak było spokojniej. W końcu tuż przed 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Usiadłam do komputera, a potem po północy poszłam spać.

W piątek były Walentynki. Wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Po 10:00 miałam zebranie z szefową, a potem o 13:00 poszłam na lunch. Przed 17:00 nagle przyszłam fala studentów, żeby kupić bilety na Colours Ball, bo od poniedziałku cena wzrastała o 4 funty :) Udało mi się jednak wyjść o 17:00 i poszłam prosto do domu. Zjadłam coś, a potem się zdrzemnęłam. Wstałam o 19:00, ubrałam się i uczesałam, a potem poszłam na autobus, ale zwiał mi sprzed nosa, więc poszłam piechotą do Łotewskiego Klubu. Najpierw była lekcja z moim ulubionym nauczycielem salsy, a potem koncert Orquesta Leodis, w której gra na bębnach, drugi znajomy na perkusji, a trzeci śpiewa :) Wytańczyłam się aż do po północy, a potem wróciłam z Kasią taksówką do domu i po 1:00 w nocy poszłam spać.

W sobotę wstałam po 9:00 i na 10:00 poszłam zobaczyć Bratfootzką synagogę. Dostałam maila z informacją, że będzie otwarta od 10:00, więc umówiłam się z Susaną i Sarah, które robiły zdjęcia, bo ja nie mam aparatu. Potem poszłam do sklepów i do banku zanim przed 12:00 wróciłam do domu, zjadłam śniadanie i poszłam się zdrzemnąć :) W końcu wstałam po 15:00, wzięłam prysznic, zjadłam obiad i po 17:00 wyszłam z domu. O 17:34 wsiadłyśmy z Kasią w pociąg do Leeds i poszłyśmy do kina Vue, gdzie wraz z prawie 50 osobami z salsy obejrzalam film "Cuban Fury". Siedziałam na przedzie, bo zapomniałam wziąć okulary. A potem pojechałyśmy z Seanem i Gosią do Bar Seven, gdzie najpierw coś zjedliśmy, a potem tańczyliśmy do 1:30, ale średnio sie bawiłam. Potem znajomi nas odwieźli i po 3:00 poszłam spać.


Plakat "Cuban Fury" z piękną
Yanet Fuentes i hasło reklamowe filmu "Prawdziwi mężczyźni tańczą".

W niedzielę wstałam po 11:00 i zjadłam śniadanie, a potem usiadłam do Internetu i do Facebooka, bo mój debiut filmowy nie został niezauważony, choć widać mnie na ekranie przez 3 sekundy :) Po 15:00 postanowiłam się zdrzemnąć, ale niestety słyszałam moich nowych sąsiadów, mimo że byli w swoim pokoju. W końcu wstałam o 17:00 i zaczęłam robić pranie. W międzyczasie przejrzałam zawartość szuflady pełnej jakiś drobiazgów i część wyrzuciałam, a resztę postanowiłam zabrać do pracy. Potem zjadłam obiad i jak skończyłam pranie po 19:00 usiadłam znów do Internetu. O 21:00 zaczęłam oglądać ceremonię rozdania brytyjskich nagród filmowych BAFTA na BBC iPlayer, która skończyła się o 23:00. A potem poszłam wcześniej spać, czyli po północy, bo nazajutrz byłam umówiona na 10:00 na masaż.
niedziela, 09 lutego 2014
Tylko 3 tygodnie :)

678.

W poniedziałek wstałam przed 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Po drodze porozmawiałam chwilę w kuchni z sąsiadem z USA, który wrócił właśnie z 3 tygodniowej podróży po Stanach i Kanadzie :) Po lunchu zabrałam się za skanowanie dokumentów, a potem je wrzucałam do niszczarki. Dziewięć lat mojego życia tutaj teraz mieści się na moim dysku zewnętrznym. O 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Zjadłam coś i usiadłam do komputera, a potem posżlam do łóżka czytać "L'ile de gauchers" Alexandre'a Jardina. W końcu po 23:00 poszłam spać. We wtorek obudziłam się o 5:00, ale wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Na 12:00 poszłam na Pilates i znów się zdrzemnęłam, a potem na lunch. W końcu o 17:00 poszłam do Lecture Theatre na kolejne spotkanie naszego stowarzyszenia, ale oprócz mnie znów przyszła tylko nasza sekretarz, a w dodatku sprzęt nie działał, więc po 17:00 wyszłyśmy i pojechałam Free Busem do sklepów. Wróciłam do domu przed 19:00, zjadłam coś i obejrzałam znów "99 F", film Jana Kouena  z Jeanem Dujardin. Później usiadłam znowu do książki, a po 23:00
poszłam spać.

  
Okładka książki Alexandre'a Jardina i Jean Dujardin w filmie Jana Kouena "99 francs / 99 franków".

W środę wstałam o 10:00 i na 11:30 poszłam do lekarza. Dostałam wszystkie recpty, które chciałam i powinno tego wystarczyć na 5 miesięcy, a jeśli rzeczywiście przyjedę w lipcu, to pójdę po więcej :) Na 12:00 poszłam do pracy i na prośbę Sue z International Office zadzwoniłam do matki tej studentki z Polski, dla której tłumaczyłam w piatek. Wytłumaczyłam jej jak ma odebrać paczki z Cargo w Krakowie. Potem dzień mi się dłużył. O 16:00 poszłam na lunch, a później siedziałam i się nudziłam. W końcu zamknęłam recepcję o 19:40 i poszłam do domu :) Zjadłam kolację i usiadłam do komputera, a po 23:00 poszłam spać. W czwartek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. O 14:00 miałam zebranie z szefem i szefową, ale pod koniec znów zrobiło się dość nieprzyjemnie.Po 20 minutach szefowa wstała i wyszła, więc spotkanie skończyło się w ekspresowym czasie :) Uważam, że nie powinni mnie już wciągać w swoje rozgrywki! O 20:00 wyszłam i wróciłam spacerkiem do domu. Zjadłam coś i usiadłam do komputera, a potem poszłam do łóżka czytać dalej książkę. W końcu po północy poszłam spać.

W piątek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Szefowej nie było, więc były luzy. Po lunchu zajrzała do mnie znajoma z salsy i pogadałyśmy trochę. Dostała pracę w Cork i miała tam zamiar kupić dom. O 17:00 wyszłam i poszłam najpierw do Tesco w centrum, a potem do Morrisona. Wróciłam do domu tuż przed 18:00, a pół godziny później znów wyszłam i poszłam pod Media Museum spotkać się z Sarah, która poprawiała mój doktorat :) Zaprosiłam ją w ramach rewanżu do Chińczyka za Odeonem, gdzie pogadałam też z babką z Hong Kongu, która jest tam teraz menadżerką, a którą tam poznałam parę lat temu :) Objadłyśmy się i pogadałyśmy, a potem wyszłyśmy po 20:00, bo Sarah szła na 20:25 do kina, a ja poszłam prosto do 1in12, bo miałam plecak pełen ciężkich książek i nie chciałam z nimi wracać do domu. Dotarłam tam o 20:20, a więc 40 minut przed czasem, bo byłam umówiona na ostatnie Kółko Francuskie na 21:00 :) Ale na szczęście Conrad i Susana też dotarli trochę wcześniej. Pogadaliśmy i wypiłam 5 ginów w tonikiem. Susana wyszła przed północą, a my przed 1:00 :) Przed 2:00 już spałam.

  
BC Buffet Restaurant, czyli mój ulubiony Chińczyk w Bratfoot oraz anarchistyczny klub "1in12".

W sobotę wstałam o 9:30 i o dziwo głowa mnie nie bolała :) Widocznie dość zjadłam u Chińczyka przed piciem :) Najpierw dokończyłam czytać książkę, a potem usiadłam do komputera, żeby sprawdzić, czy wyspa Leworęcznych naprawdę istniała :) Niestety, była to tylko utopia :) Po 14:00 postanowiłam się zdrzemnąć i wstałam dopiero przed 19:00. Zjadłam obiad i zabrałam się za przeglądanie ubrań. Potem posiedziałam jeszcze na Internecie, aż wreszcie po północy poszłam spać. W niedzielę wstałam około 10:00, zjadłam śniadanie i usiadłam do komputera. Po południu zadzwoniłam do domu przez Skype'a, a potem zjadłam obiad i zabrałam się dalej za przeglądanie ubrań. Część postanowiłam wyrzucić, a część zainieść do pracy i dorzucić do toreb z ciuchami, które studenci gubią i które raz na jakiś czas zbieramy i wywozimy do Charity Shops :) Po 20:00 zadzwoniła do mnie Kasia i umówiłyśmy się na weekend. Przed snem obejrzałam wszystkie dokumenty Kieślowskiego, jakie znalazłam na Youtubie oraz jego pierwszą fabułę dla telewizji, czyli "Przejście podziemne" i w końcu po północy poszłam spać.
niedziela, 02 lutego 2014
Sauna za darmo :)

677.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Po drodze weszłam do sklepu i kupiłam proszki od bólu głowy, więc spóźniłam się parę minut, ale nikt nic nie powiedział. O 16:00 poszłam na lunch, a potem siedziałam na Facebooku i rozmawiałam z babką z Finansów :) W końcu o 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam coś, posiedziałam trochę w sieci, a potem po 23 poszłam spać. We wtorek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. O 12:00 poszłam na Pilates, chociaż mi się nie chciało, więc pół lekcji przespałam, a potem zjadłam lunch. W końcu o 17:00 poszłam do Boardroom na spotkanie mojego stowarzyszenia, ale przyszła tylko nasza Sekretarz, więc posiedziałam z nią, a potem po 17:30 przyjechała moja studentka i miałyśmy ostatnią lekcję polskiego. Po 19:00 odwiozła mnie do domu, gdzie nowy sąsiad zapraszał mnie na kolację, ale nie skorzystałam, tylko poszłam do siebie i usiadłam do Internetu. Zjadłam coś i zamiast jechać do Leeds na urodziny kolegi, już po 22:00 poszłam spać!

W środę o 11:00, po 12 godzinach snu, obudził  mnie budzik i na 12:00 poszłam do pracy. O 15:00 miałam zebranie z szefową i szefem. Potem poszłam na lunch, a później siedziałam do 20:00 sama w pracy, zanim wreszcie wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam coś, a potem o 21:00 przyszła Kasia i zabrała swoją myszkę, bo tymczasem przyniosłam sobie inną z pracy. Wyszła po 22:00, a ja obejrzałam dwie części serialu "Gry wojenne" Dariusza Jabłońskiego o pułkowniku Kuklińskim, bo przeczytałam, że Pasikowski nakręcił o nim film "Jack Strong". W końcu po północy poszłam spać. W czwartek wstałam przed 9:00 i na 10:00 pojechałam na masaż. Potem po drodze zrobiłam zakupy, zaniosłam je do domu, a później poszłam na 12:00 do pracy. Poszłam na lunch, a potem o 20:00 wyszłam z pracy i po drodze do domu weszłam do Polskiego Klubu. Chciałam tam zrobić Leaving Do 19 lutego, ale okazało się, że jest zamknięty w środy. W domu zjadłam coś, usiadłam do Internetu i poszłam spać po 22:00.

  
Pułkownik Ryszard Kukliński oraz Mariusz Dorociński i Władysław Pasikowski na planie filmu o nim.

W piątek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Po 11:00 zadzwoniła Sue z International Office i spytała, czy mogę pomóc. Poszłam więc do jednego z naszych akademików, gdzie tłumaczyłam dla matki polskiej studentki, która miała załamanie nerwowe. Razem z matką i pielęgniarką pakowały jej rzeczy, żeby zabrać ją do Polski. W tym czasie Sue zarezerwowała im bilety na niedzielę rano, a potem jak już pojechały, zostałą, żeby spakować resztę rzeczy i wysłać je z powrotem kurierem. Wróciłam do pracy po 14:00, więc nie udało mi się już kupić nic ciepłego do jedzenia na lunch! Zjadłam więc frytki w barze na dole, a potem wróciłam do pracy. Szefowa wyszła po 15:00, a ja o 16:45 :) Podjechałam do Tesco na zakupy, a potem wróciłam do domu. Pojawił mi się jakiś wirus, który uniemożliwiał mi obejrzenie czegokolwiek na Youtubie, więc zaczęłam czyścić laptopa z podejrzanych programów. W końcu obejrzałam resztę odcinków serialu "Gry wojenne", a potem po 1:00 w nocy poszłam spać.

W sobotę wstałam przed 11:00 i usiadłam do komputera. Zjadłam śniadanie i wróciłam do łóżka :) Zdrzemnęłam się trochę, a potem po 14:30 poszłam na saunę. Siedziałam półtorej godziny na zmianę w saunie, steam roomie, jacuzzi i na basenie, aż wreszcie wyszłam przed 17:00 i wróciłam do domu. Zjadłam obiad i znów się zdrzemnęłam. Miałam o 19:00 spotkać się w 1in12 z Conradem i Susaną, ale on odwołał, a mnie rozbolała głowa, więc przełożyliśmy to na następną sobotę. Później wstałam i usiadłam do Internatu, aż po północy poszłam spać. W niedzielę rano sasiedzi mnie obudzili ze dwa razy, ale wstałam dopiero po południu i zjadłam śniadanie. Potem zadzwoniłam do domu przez Skype, a później obejrzałam dwa ostatnie filmy, jakie miałam przegrane od Jacqueline, jak mieszkaliśmy razem - najpierw "Va, vis et deviens" (Live and Become), a potem "La rafle" (Round Up / Obława). Oba były bardzo wzruszające. Potem zabrałam się znów za przegladanie papierów i wreszcie po 1:30 poszłam spać.
  
Yael Abecassis, Roschdy Zem i Moshe Agazai (Va, vis...) oraz Melanie Laurent i Jean Reno (La rafle).
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Wypowiedzenie

676.

W poniedziałek był Blue Monday, czyli ponoć najbardziej depresyjny dzień w roku :) Wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy, a potem w lunch. Wreszcie po 17:00 poszłam się zobaczyć z szefową i spytałam ją, czy mogłabym dostać 5-miesięczny darmowy urlop :) Odpowiedziała, że muszę zapytać szefa, więc dorwałam go po 19:00, a on powiedział, że musi najpierw z nią porozmawiać. Pieniędzy, które mi obiecał już raczej nie zobaczę, ale będę miała przynajmniej mniejsze wyrzuty sumienia, niż gdybym im w piątek po prostu wręczyła rezygnację. Jak mi nie dadzą tego urlopu, to będę mogła powiedzieć, że nie chcę odejść, ale muszę :) O 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam coś i usiadłam do Internetu. Pooglądałam wywiady Monty Pythonów na temat ich powrotu w 2014 roku i po 23:30 poszłam spać. We wtorek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. O 12:00 poszłam na Pilates, ale nie było miejsc. A że nie zarezerwowałam, to mnie nie wpuścili. Poszłam więc na lunch i wróciłam wcześniej do pracy. O 17:00 wyszłam i poszłam do domu, bo studentka odwołała lekcję polskiego. O 23:00 poszłam spać.


Konferencja zapowiadająca powrót Monty Pythonów i ich pierwszy od lat występ w London O2.

W środę o 9:00 obudził mnie SMS od jednej ze studentek, że nie może przyjść do pracy na 10:00, ale go olałam i poszłam dalej spać. Wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Okazało się, że student, który miał pracować od 9:00 też nie przyszedł! Czekało na mnie ze sto wiadomości i przez pierwsze dwie godziny latałam jak kot z pęcherzem, zanim wreszcie się trochę uspokoiło. O 16:00 poszłam na lunch, a pod koniec dnia pogadałam chwilę z szefem  O 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam kolację i przesłuchałam listę francuskich piosenek, którą mi przesłał Krystian :) A potem poszłam spać. W czwartek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Akurat było Re-Freshers Fayre i cały dzień było strasznie głośno, więc wkrótce zaczęła mnie boleć głowa. O 16:00 poszłam na lunch, a potem o 17:00 mieliśmy zebranie recepcji, po którym szef i szefowa poprosili mnie, żebym została i powiedzieli, że za późno dałam im znać, że chcę ten bezpłatny urlop. Poradzili, żebym się nazajutrz poradziła HR. O 20:00 wyszłam i wróciłam do domu. Zjadłam kolację i usiadłam do Internetu, a po 23:00 poszłam spać.

W piątek znów nie mogłam za bardzo spać. W końcu wstałam o 8:00, po jakiś 4 godzinach snu, i na 9:00 poszłam do pracy. Najpierw zadzwoniłam do HR, a potem o 10:00 miałam zebranie z szefową, po którym zadzwoniła do szefa, żeby się dowiedzieć, co zdecydował. Potem powiedziała, że ja mam do niego zadzwonić i w czasie rozmowy ustaliliśmy, że złożę jednak wymówienie. O 11:00 miałam zebranie w sprawie Airport Pick Up do 12:30, a potem poszłam na lunch. W końcu wydrukowałam moją rezygnację i wręczyłam ją szefowej, a potem wysłałam maila do wszystkich, że w piątek 21 lutego zapraszam ich na pożegnalnego drinka po pracy do baru na dole :) Parę osób przyszło zapytać, co będę robić w Chicago i musiałam im powiedzieć prawdę, że nie wiem :) W końcu po 16:30 wyszłam z pracy i poszłam na dworzec. Po 17:00 wsiadłam w pociag do Leeds i na 18:00 pojechałam na ostatnią przed wyjazdem, podsumowującą wizytę do mojej pani shrink :) Wyszłam od niej pozytywnie naładowana o 20:00 i pojechałam do domu, gdzie dotarłam po 21:00. Usiadłam do Internatu, a potem po 23:00 poszłam spać.

W sobotę wstałam o 10:00 i usiadłam do komputera, a potem wyszłam z domu po 12:00 i poszłam na dworzec dowiedzieć się o ceny biletów na pociąg do Manchesteru. Okazało się, że nie ma żadnej różnicy, czy kupię bilet teraz czy w lutym. Potem pdjechałam do Tesco na zakupy. Wróciłam do domu i zrobiłam pranie. Zadzwoniłam też do domu przez Skype, a potem zjadłam obiad i porozmawiałam z Kasią przez telefon. Chce, żebym jej oddała myszkę, więc wkrótce nie będę mogła korzystać z laptopa w domu. Potem usiadłam znów do Internetu, aż po północy poszłam w końcu spać. W niedzielę wstałam o 9:30 i zabrałam się za przeglądanie papierów, żeby zdecydować, które zeskanować. Potem się zdrzemnęłam około 16:00, a po 17:00 wpadła do mnie Ela na herbatkę. Wyszła po 19:00 i usiadłam znów do Internetu. Potem zaczęłam oglądać bardzo ciekawy film "Rapt" (Porwanie) w reżyserii Lucasa Belvaux zainspirowany porwaniem francusko-belgijskiego przemysłowca z 1978 roku. Podobało mi się szczególnie zakończenie. Po filmie odpisałam jeszcze na maile, a potem po północy poszłam spać.


Yvan Attal jako Stanislas Graff i Anne Consigny jako jego żona w bardzo dobrym filmie "Rapt".
niedziela, 19 stycznia 2014
Weekend w Manchesterze

675.

W poniedziałek budziłam się parę razy, aż wreszcie po 10:00 obudził mnie telefon od Eli i hałasy za ścianą - chyba ktoś oglądał ten pokój koło mnie. Mam nadzieję, że go nie weźmie! :) Zadzwoniłam do Health Centre spytać, czy moja recepta jest gotowa i poszłam ją odebrać po 11:30. Na 12:00 dotarłam do pracy i dzień mi szybko minął, a potem wyszłam przed 20:00 i poszłam do domu. Usiadłam do sieci, a o 23:00 poszłam spać. We wtorek wstałam i poszłam na 9:00 do pracy, po drodze wchodząc do sklepu. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. Popracowałam do 17:30, a później przyszła moja studentka i poszłyśmy do Lecture Theatre na kolejną lekcję polskiego. Po 19:00 odwiozła mnie do domu, zjadłam coś i wreszcie obejrzałam online uroczystość rozdania Złotych Globów, a po 23:00 poszłam spać.

W środę obudził mnie SMS od Eli o 9:30 i już nie udało mi się zasnąć. Wstałam o 10:30 i po 11:00 wyszłam z domu. Poszłam najpierw na dworzec kupić bilet do Manchesteru na weekend, a potem na 12:00 do pracy. Wieczorem spytałam szefa, co z tymi pieniędzmi, które mi obiecał. Powiedział, że się tym zajmie :) O 20:00 wyszliśmy i poszłam do domu. Usiadłam do Internetu i Youtube, a potem po 23:00 poszłam spać. W czwartek wstałam około 10:00 i usiadłam do Internetu. Potem podjechałam Free Busem do sklepu, bo nie chciało mi się iść i poszłam na 12:00 do pracy. Zapomniałam kupić coś na lunch i musiałam później jeść hot doga i frytki z baru :) O 20:00 wreszcie wyszłam z pracy i poszłam do domu. Obejrzałam ceremonię ogłoszenia nominacji do Oscarów na Youtubie i po 23:00 poszłam spać.

W piatek rano wstałam o 8:00 i jak wychodziłam, zatrzymał mnie nowy lokator z pokoju obok. Przedstawił się i wyglądało na to, że chce pogadać, ale mu powiedziałam, że idę do pracy i dał spokój :) O 10:00 miałam zebranie z szefową, a potem zaczęło się jakieś szaleństwo! :) Po 13:00 wyrwałam się na lunch, a potem dalej był Sajgon w pracy. W końcu wyszłam o 16:45 i podjechałam do Tesco na zakupy. Po 18:00 byłam w domu, zjadłam coś i poszłam do Polskiego Klubu podrzucić mała przesyłkę dla mamy. Znajomy z pracy ma ją w niedzielę zabrać do Warszawy. O 19:30 poszłam na autokar do Manchesteru. Był spóźniony i na miejsce dojechałam po 21:00. Kolega już na mnie czekał i zabrał mnie do domu, gdzie zjedliśmy kolację i potem gadałam z Majką prawie do północy, aż poszłam spać do pokoju gościnnego.

W sobotę rano obudziły mnie odgłosy z kuchni, ale poszłam dalej spać i wstałam dopiero około 10:00. Zjedliśmy wszyscy razem śniadanie, a potem pojechaliśmy do sklepu. Jak wróciliśmy, zaczęłyśmy z Majką zwijać sushi :) Na jedzenie dołączyła do nas ich lokatorka, Niemka. Wypiliśmy trochę wina i we trzy z dziewczynami nieźle się uśmiałyśmy, zanim w końcu znów przed północą poszłyśmy spać :) W niedzielę wstałam po 10:00, zjedliśmy resztę sushi na śniadanie, a potem
pojechaliśmy z Majką i jej synkiem na spacer do Salford Quays i BBC. Weszliśmy m.in. do Muzeum Wojny i wjechaliśmy windą na taras widokowy, który miał podłogę z kratki, przez którą było widać! To było straszne przeżycie! Potem wróciliśmy do domu na obiad i po 19:00 odwieźli mnie na dworzec, a o 21:00 byłam już w domu.

  
Media City Uk w Salford Quays (m.in. BBC i itv) oraz wieża i taras widokowy Imperial War Museum!
niedziela, 12 stycznia 2014
Gra o pieniądze :)

674.

W poniedziałek budzik obudził mnie o 9:00 i po 10:00 poszłam do The Hub dowiedzieć się, czy wszystko w porządku z moją pracą doktorską. Byłam gotowa dopłacić i wymienić okładkę, jeśli byłoby trzeba, ale na szczęście potwierdzili, że wszystko jest w porządku i że muszę teraz jeszcze tylko zapłacić 500 funtów, a nie 330, jak myślałam. Wróciłam do domu i postanowiłam, że nie powiem jeszcze szefowej i szefowi, że odchodzę, tylko spróbuję najpierw zapytać, czy mi nie oddadzą chociaż części tych pieniędzy, tak jak szef  mi obiecał dwa lata temu. Upewniłam się też, że nie muszę się już rejestrować jako studentka na następny semestr, bo czeka mnie już tylko Viva i poprawki. Formalnie nie jestem już zatem studentką i nie muszę też brać urlopu z pracy, mogę po prostu odejść. Nie mam więc za wiele do stracenia, postanowiłam więc zaryzykować. Kosztowało mnie to znów trochę zdrowia i zaczełam mieć katar, ale nie mogę się teraz rozchorować. Na 11:45 poszłam do pracy i o 14:00 miałam "dywanik" z szefem i szefową. Rozmawialiśmy o tym, co możemy zrobić, żebym tak nie chorowała :) Potem poszłam na lunch, a wieczorem wyszłam już o 19:30 razem z koleżanką, z którą pracowałam niby do 20:00, a która jako jedyna wie, że odchodzę :) Poszłam się spotkać z Alą pod Deliusem i pojechałyśmy do Malik House. Tam dojechała do nas Kasia z Elą i poszłyśmy na drinka obok, bo wciąż trwała lekcja. Wróciłyśmy na social i potańczyłyśmy do 23:00, a potem Ela odwiozła mnie do domu i poszłam spać.

We wtorek obudziłam się przed 6:00 rano i nie udało mi się już zasnąć. Wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy, a na 12:00 na Pilates. Potem poszłam do the Hub i zapłaciłam te 500 funtów! Zjadłam lunch w Richmond Building że byłym studentem, który mnie utwierdzał w postanowieniu, żebym nic nie mówiła, dopóki nie muszę, a potem wróciłam do pracy. Promotor zaproponował, żebym miała Vivę w środę 19 lutego, ale ma to jeszcze potwierdzić, a ja mu odpisałam, że się dostosuję. Wyszłam już o 16:45 i poszłam do mojej studentki na kolejną lekcję polskiego. Odwiozła mnie do domu po 19:00 i o 20:00 padłam zmęczona spać. Obudziłam się o północy i usiadłam do komputera. W końcu zasnęłam nad ranem. W środę wstałam o 10:45 i poszłam na 11:45 do pracy. W czasie lunchu polowałam na szefa, ale był zajęty. W końcu po 17:00, jak szefowa już poszła, udało mi się go dorwać i zapytać, czy zapłaci za moje studia, tak jak powiedział dwa lata temu. Powiedział, że tego nie pamięta i że nie ma funduszu na Staff Development, z którego mógłby zapłacić, ale że da mi znać. Coś czuję, że nic z tego nie będzie, więc postanowiłam, że zapytam ich w piątek o ten 5-miesięczny bezpłatny urlop, ale równie dobrze mogę im dać wymówienie, więc wszystko mi jedno, co odpowiedzą. Chcę tylko mieć to już za sobą i móc się wreszcie zrelaksować i wyspać :) Czuję się, jakbym brała udział w "Games of Throne", które ostatnio zaczęlam oglądać :) W końcu o 20:00 wyszłam, poszłam do domu i o 23:00 poszłam spać.


Plakat reklamujący pierwszy sezon "Gry o tron" - czuję się jakbym brała udział w ich intrygach :)

W czwartek obudziłam sie po 8:00, wzięłam prysznic i o 9:30 wyszłam z domu. Pojechałam na 10:00 na masaż, ale że byłam na miejscu trochę wcześniej, to weszłam do polskiego sklepu obok i kupiłam sok. Po masażu rozmawiałam jeszcze z moim masażystą, więc zanim od niego wyszłam, to było po 11:00! Poszłam piechotą do Morrisona i zrobiłam zakupy, a potem zawiozłam je do domu i poszłam na 12:00 do pracy. Wieczorem szef podszedł i powiedział, że mogą mi być może zapłacić połowę tego, co zapłaciłam za submission, czyli 250 funtów. Powiedział, że może to potrwać do końca przyszłego tygodnia, więc nadal nie mogę im powiedzieć, że wyjeżdżam, tylko muszę się jeszcze tydzień
pomęczyć! O 20:00 wyszliśmy i poszłam do domu, zjadłam kolację i usiadłam do komputera, a potem o 23:00 poszłam spać. W piątek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Rano miałam zebranie z szefową, ale nic jej nie wspomniałam ani o urlopie, ani o studiach. Na wardze wyszło mi zimno i byłam nadal połamana po masażu. Masażysta poradził mi, żebym poszła na saunę i znalazłam jedną niedaleko i tanio, ale jak wróciłam do domu po 17:00, to już mi się nie chciało wyjść. Zasnęłam przed północą. W sobotę wstałam po 11:00, pojechałam do Tesco na zakupy, a potem poszłam na 2 i pół godziny na siłownię, gdzie mają saunę, basen, jacuzzi i steam room :) Wieczorem zadzwoniłam do mamy i poszłam spać po 21:00. W niedzielę wstałam po 11:00, siedziałam cały dzień w sieci i poszłam znów spać po 21:00 :)
poniedziałek, 06 stycznia 2014
9 lat w Anglii!

673.

W poniedziałek obudziłam się o 9:00, ale wstałam dopiero po 11:00. Zjadłam śniadanie i usiadłam do doktoratu. Obejrzałam "Dekalog 5" i "Krótki film o zabijaniu" jednocześnie, żeby porównać różnice. Są minimalne. Potem obejrzałam "21 gramów" i wreszcie skończyłam pisać! W końcu po 4:30 poszłam spać. We wtorek obudziłam się o 10:00, ale wstałam o 10:30, jak doszłam do wniosku, że już nie zasnę. Usiadłam do komputera i wysłałam paru osobom życzenia noworoczne. Potem się położyłam na trochę, ale nie mogłam zasnąć, wię zrobiłam pranie, zjadłam obiad, trochę posprzątałam i wreszcie o 18:00 wzięłam prysznic. O 19:30 byłam już gotowa i poszłam spytać sąsiada, czy nigdzie się nie wybiera, ale powiedział, że musi pisać eseje. O 20:30 wsiadłam wreszcie w taksówkę i podjechałam po Kasię, a z nią do Ali, która mnie uczesała i podmalowała mi oczy :) Pojechaliśmy we czworkę z Ali nowym facetem do Baru Seven na noworoczną Rumba Picante i na parkingu pod klubem wypiliśmy po kubeczku szampana, bo w Polsce właśnie wybiła północ :) Potem poszliśmy tańczyć i miałam powodzenie, więc się wytańczyłam :) Przed 24:00 wróciliśmy do samochodu dokończyć szampana, a potem dalej się bawiliśmy. Około 2:00 Ala z chłopakiem zebrali się do domu, ale my z Kasią zostałyśmy. Znajomy Meksykanin przedstawił mi się jako mój nowy chłopak, więc mu powiedziałam, że za niecałe dwa miesiące wyjeżdżam na stałe. Po 3:00 znajomy odwiózł mnie i Kasię do domu. O 5:30 poszłam spać.

  
Mirosław Baka w "Dekalogu 5" oraz Sean Penn, Benicio Del Toro i Niomi Watts w filmie "21 grams".

W środę obudziłam się najpierw o 11:00 i wzięłam proszki od bólu głowy, a potem poszłam dalej spać. Wstałam o 14:00, zjadłam śniadanie i usiadłam do poprawiania pracy według wskazówek dotyczących layoutu. Przy okazji zdałam sobie sprawę, że muszę jeszcze napisać Abstract! Na szczęście nie musiał być długi, więc szybko napisałam 2 paragrafy składające się z 209 słów :) Potem wysłałam go znajomej do sprawdzenia, zjadłam obiad i zadzwoniłam do rodziny przez Skype'a. W końcu po 21:30 poszłam spać, ale budziłam się parę razy w nocy. W czwartek wstałam o 7:45 i naniosłam jeszcze ostatnie poprawki, bo znajoma przesłała mi poprawiony Abstract. Zgrałam wszystko na Memory Stick i poszłam na 9:00 do Copy Zone, żeby to wydrukować, ale okazało się, że babka która się tym zajmuje wraca do pracy dopiero w poniedziałek! Poszłam więc do pracy i poszukałam w Internecie innych firm w Bratfoot, gdzie drukują prace. Wysłałam maila do jednej z nich i oddzwonili do mnie podając cenę, więc umówiłam się z nimi na 17:00 i wyszłam o 16:30 z pracy. Jak mi facet wręczył pierwszą kopię mojej pracy, to myślałam, że się popłaczę ze szczęścia! :) Zapłaciłam tylko 60 funtów za trzy kopie i weszłam jeszcze do sklepu po parę rzeczy do jedzenia, a potem wróciłam do domu. W kuchni porozmawiałam chwilę z sąsiadem, a potem zadzwoniłam do domu, żeby pokazać mamie mój doktorat i zrobić sobie zdjęcie przez Skype'a! :) W końcu usiadłam i obejrzałam dwa odcinki "Spadkobierców", a po 23:00 poszłam spać.

  
Trzy kopie mojej pracy doktorskiej, my babies! :) Oraz logo 20-letniego już serialu "Spadkobiercy" :)

W piątek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. O 11:00 poszłam do The Hub oddać moją pracę doktorską. Okazało się, że do poniedziałku nie ma nikogo, kto się tym zajmuje, ale ponoć mam złą okładkę i grzbiet :) W poniedziałek mają dać mi znać, czy będę musiała to zmienić. A to może oznaczać większe koszty. Wróciłam do pracy i zjadłam lunch. Wydrukowałam jedną kopię mojej pracy dla siebie na egzamin i przygotowałam na wszelki wypadek nową okładkę. Po 17:00 przyszła moja studentka na kolejną lekcję polskiego. Po 19:00 odwiozła mnie do domu i obejrzałam online nowe odcinki South Park, a potem wreszcie poszłam spać o północy. W sobotę wstałam po 11:00, zjadłam coś, a potem się zdrzemnęłam.
Obiecałam sobie, że nie włączę komputera i dotrzymałam słowa :) Cały dzień leżałam w łóżku i czytałam książki Zawiślińskiego o Kieślowskim. Wieczorem porozmawiałam z sąsiadem, który wyjeżdża na 3 tygodnie, a potem przed północą poszłam spać. W niedzielę wstałam na chwilę po 11:00, ale na śniadanie zwlokłam się z łóżka dopiero o 14:30. Potem usiadłam do komputera, a później poszłam dalej czytać do łóżka i się zdrzemnęłam. Dziś minęło 9 lat odkąd przyjechałam do Anglii, więc umówiłam się z Kasią do kina, ale wcześniej poszłam do pracy wydrukować parę stron mojej pracy, żeby je nazajutrz podmienić. Na 18:45 poszłyśmy na beznadziejny film "47 Ronin", potem na chińczyka do "Buffet@Bratfoot", a na koniec na drinka do Hiltonu :) Po 23:00 wróciłam do domu i poszłam spać.

  
Bohaterowie South Parku jako bohaterowie "Games of Trone" oraz Keanu Reeves w "47 Ronin"! :)
niedziela, 29 grudnia 2013
Święta w Paryżu! :)

672.

W niedzielę wieczorem wyszłam z domu z walizką i poszłam pod uniwerek. Autokar miał przyjechać o 22:40, ale po 23:00 nadal go nie było! Jak w końcu przyjechał, usiedliśmy z Markiem na samym przedzie, przy szybie, gdzie było trochę więcej miejsca na nogi. Było strasznie goraco i nie mogłam zasnąć. Dopiero nad ranem, jak wsiedliśmy na prom, zdrzemnęłam się godzinkę na kanapie :) Potem dalej trochę przysypiałam, ale mialam wrażenie, że w ogóle nie spałam. Jak dojechaliśmy do Paryża, dochodziła 2:30 czasu europejskiego. Zostawiliśmy bagaże w naszym hostelu MIJE Fourcy przy rue de Fourcy 6 i poszliśmy na omlet do z kawiarenek przy St. Paul. Wróciliśmy do hostelu zostawić bagaże w pokoju. Razem ze mną mieszkała mloda Angielka Emma i Barbadoska Mia, obie bardzo fajne :) Wzięłam prysznic, zdrzemnęłam się i p 17:30 wsiedliśmy w autokar, ktory nas zawiózł pod wieżę Eiffla. Mark się spóźnił na autokar, więc dojechał do nas taksówką. Pod wieżą napiliśmy się wszyscy szampana z plastikowych kubków, a potem wzięliśmy we trójkę z Mią i Markiem taksówkę do hostelu. Przebraliśmy się i pojechaliśmy kolejną taksówką do La Pachanga. Kupiliśmy bilety, ale lekcja jeszcze trwała, więc postanowiliśmy pojść do japońskiej restauracji obok coś zjeść :) Za niecałe 12 euro dostałam zupę, ryż, surówkę, suchi i koreczki mięsne! A wcześniej tyle zapłaciłam za głupi omlet! :) Potem wróciliśmy do La Pachangi i tańczyłam non stop 2 godziny :) Po 24:00 wróciliśmy taksówką do hostelu i poszliśmy spać!

  
Nasz stylowy hostel MIJE na 6, rue de Fourcy oraz klub salsowy La Pachanga na 8, rue Vandamme :)

We wtorek budzik obudził mnie o 7:00, wzięłam prysznic i poszłam na śniadanie. O 8:15 wsiedliśmy w autokar i pojechaliśmy do Wersalu. Najpierw staliśmy w kolejce w deszczu, a potem zwiedziłam z Mią pałac. Zdrzemnęłyśmy się na stole w kawiarni, a o 13:30 wsiedliśmy znów w autokar i wróciliśmy do Paryża. Oni poszli na wycieczkę po Quartier latin, a ja pojechałam metrem najpierw na Gare Saint Lazare, żeby znaleźć kawiarenkę, w której Veronique spotkała Alexandra (teraz na jej miejscu jest chyba Starbucks), a potem na place Monge i ulicę Mouffetard, gdzie Julie przeprowadziła się po śmierci męża i córeczki. O 17:00 podjechałam pod Notre-Dame, ale okazało się, że wieża katedry jest zamknięta! Poszłam więc pod Hotel de Ville, a potem spotkałam się z nimi w knajpce Aux tours de Notre-Dame, gdzie zjadłam ślimaki i omlet, a sama herbata kosztowała 6 euro! Potem wróciłam z Mią do hostelu, sprawdziłam maile i zdrzemnęłam się trochę, aż dostałam SMSa od babki z Couch Surfing, gdzie organizuje Wigilię. Znalazłam tam jakiś sklep, kupiłam białe wino z 2008 roku i ciasto, aż w końcu dotarłam do niej spóźniona pół godziny :) Gospodyni była Francuzko-Wietnamką, a goście to Francuzka i Francuzo-Algierczyk. Zjedliśmy fois gras i kaczkę, a na deser doszedł Francuz i Izraelijczyk :) Zaczęli grać w karty, więc wyszłam po 24:00 i spotkałam się w reszta grupy pod Notre-Dame. Poszliśmy na Place Louis Aragon, był szampan i ciasto, a po 1:00 poszliśmy do hostelu i po 2:00 spać :)

  
Sala lustrzana w Wersalu oraz najdroższa knajpka, w jakiej byliśmy, czyli Aux tours de notre Dame :)

W środę wstałam o 9:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem poszłam dalej spać :) Wstałam o 11:00 i poszłyśmy z dziewczynami na 13:00 do restauracji Nos Ancetres Les Gaulois na 39, rue Saint Louis en l'Ile na świąteczny obiad, a po drodze powiesiłam małą kłódkę na moście de l'Archeveche.
Przystawka była taka sobie, główne danie też, tylko deser w był dobry. Wyszliśmy stamtąd dopiero o 16:00 i oni poszli na spacer po Montmartre, a ja pojechałam na Gare du Nord do knajpki Belushi, gdzie miał być zlot członków CS, ale wyglądała na zamknietą. Potem się doczytałam w mailu, że siedzieli na jej tyłach. Na dworcu kupiłam informator z programem kin i pojechałam do Les Halles na 17:00, ale na "Casse-tete chinoise" nie było już biletów! Poszłam więc do kościoła St. Eustache na koncert, a potem wróciłam więc do hostelu się zdrzemnąć. Emma też wróciła, więc powiedziałam jej, że wieczorem zamiast na tango zdecydowałam się iść do kina. Wróciłam do Les Halles, ale znów nie było już biletów na ten film, więc kupiłam bilet na "Angelique" :) Po filmie zobaczyłam, że Paul do mnie dzwonił. Odpisałam mu, a jednocześnie wsiadłam w metro, żeby pojechać na La Defense. Tymczasem napisał, że właśnie wrócił do Paryżu, więc zamiast tam, pojechałam na Goncourt się z nim spotkać :) Pogadaliśmy półtorej godzinki u niego i napiliśmy się białego wina, a potem wyszłam po północy i wróciłam do hostelu przed 1:00. Sprawdziłam maile i w tym czasie wróciła też Mia z Markiem. Poszłyśmy znów spać po 2:00.

  
Swojska restauracja Nos Ancestres Les Galuois oraz Gerard Lanvin i Nora Arnezeder w "Angelique".


W czwartek wstałam znów o 9:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem się spakowałam i poszłam z Emmą zwiedzać okolicę. 
Koło nas na przykład był Hotel de Sens, w którym mieszkała królowa Margot. Najpierw poszłyśmy jednak pod fontannę Strawińskiego koło Centrum Georgesa Pompidou, a potem znów pod Les Halles, ktore właśnie całkiem przerabiają! Porobiłyśmy zdjęcia i zjadłyśmy lunch w Rive Droite na 9, rue Berger - ja małże, a Emma kurczaka :) Po 12:00 zaczęłyśmy wracać pod hostel, ale po drodze weszłyśmy jeszcze do sklepu obok, żeby kupić coś na drogę, a potem wsiadłyśmy do autokaru. Mark i Mia zajęli nam miejsca za nimi. Ruszyliśmy o 13:00, a po 17:30 wsiedliśmy na prom. Tam napiłam się herbatki z Emma i Yukie, a potem zdrzemnęłam się na stoliku. Po półtorej godzinie zjechaliśmy z promu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Kierowca puścił "Les Miserables" na DVD, ale mimo to udało mi się znów zasnąć. :) Po 21:30 dojechaliśmy do Southampton i Emma wysiadła, więc miałam od tej pory dla siebie oba siedzenia :) Zatrzymaliśmy się jeszcze na półgodzinny postój na jakiejś stacji, gdzie zjadłam zupkę z Mią, Markiem i Yukie przy stoliku, a potem poszłam dalej spać :) Mia wysiadła koło Notthingham, a potem dojechaliśmy wreszcie do Leeds i w końcu o 1:30 do Bratfoot! :) Trochę padało i Mark chciał mnie podrzucić taksówką, ale odmówiłam, bo mieszkam przecież bardzo blisko. W domu byłam przed 2:00, ale usiadłam oczywiście do Internetu i zanim poszłam spać, dochodziła 3:00!

  
Fontanna Strawińskiego obok Centrum Georges Pompidou i kościoła St. Merri oraz Rive Droite.

W piątek budzik zadzwonił o 11:00, ale wstałam dopiero o 14:00 :) Najpierw usiadłam do komputera i jednocześnie zjadłam śniadanie, aż w końcu wyszłam przed 16:00 i podjechałam na zakupy do Morrisona. Wróciłam tuż przed 17:00 i zamiast zrobić pranie zadzwoniłam do domu przez Skype'a, a potem już mi się nie chciało :) Usiadłam dalej do Internetu, aż w końcu o 2:00 poszłam spać. W sobotę obudziłam się o 9:00 i zaczęłam nanosić korektę, bo musiałam Ali później oddać myszkę. Byłyśmy umówione na 14:00, więc jak skończyłam rodział o 13:00, poszłam wziąć prysznic, ale ona przełożyła na 15:30. Pojechałam więc do Bootsa i do Tesco, a potem wróciłam do domu. Po 15:30 poszłam do Wetherspoons, a okazało się, że Ala i jej nowy chłopak byli w Waterstones! :) Wypiłam więc gorącą czekoladę, którą już sobie kupiłam i potem do nich poszłam, po drodze zahaczając o bankomat. Napiłam się z nimi herbaty i czekaliśmy na Kasię. W końcu dotarła o 17:30 i poszłam z nią do sklepu, a potem pojechałyśmy do niej do domu. Nakarmiła mnie i napoiła, a potem pożyczyła mi swoją myszkę i odprowadziła mnie na przystanek po 20:30. O 21:00 byłam już w domu, usiadłam do Internet, ale byłam zmęczona i zasnęłam przed północą. Dziś obudziłam się znów o 9:00 i zabrałam za korektę. Skończyłam ostatni rozdział znów około 13:00, a potem zabrałam się za całokształt, a wieczorem przede wszystkim za dokończenie wstępu i napisanie najważniejszego, czyli Podsumowania. W końcu o 23:00 poszłam spać.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 69