|
Archiwum
Zakładki:
Drania
Hospitality Club
Moje fotki
Po angielsku :)
Praca w Anglii
|
poniedziałek, 14 maja 2012
Sexy Frenchy :)
585. W poniedziałek był Bank Holiday, więc nie szłam do pracy. Wstałam z łóżka przed 12:00, zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Wymieniłam parę wiadomości z gospodarzem sobotniej imprezy, który nie chciał mnie puścić do domu - nazwijmy go Santos, bo jeszcze się pojawi :) Potem usmażyłam naleśniki, wzięłam kąpiel i o 20:00 poszłam na salsę. O dziwo był tam również Santos, choć nigdy nie przychodził i nic mi nie wspomniał! Zatańczyliśmy dwa razy i poszedł, a ja zostałam do 23:00 i poszłam spać po 1:00 w nocy. We wtorek wstałam po 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. O 11:00 miałam zebranie w sprawie Pick Up Service, czyli odbierania studentów pierwszego roku z lotniska, czym się co roku zajmuję. Później poszłam wreszcie na lunch. Wymieniłam parę wiadomości z Santosem na Facebooku, aż w końcu wyszlam z pracy tuż przed 17:00 i dzięki temu złapałam wcześniejszy pociąg do Leeds. Przez to byłam za wcześnie na miejscu, a że miałam dzienny bilet , to przejechałam się trochę dalej, a potem wróciłam :) O 18:30 byłam już u mojej pani shrink. Wyszłam od iej przed 20:30 i o 21:30 byłam już w domu! Zabrałam się za gotowanie lunchu, potem zjadłam kolację i napisałam jeszcze parę stron o Kieślowskim. W końcu około 1:30 poszłam spać. W środę obudziłam się przed 11:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i wyszłam wcześniej z domu. O 12:00 wsiadłam we Free Busa i podjechałam do centrum, żeby kupić pończochy i nowy make up. W Primarku kupiłam czarne pończochy samonośne oraz dwie pary rajstop w siateczkę, na wszelki wypadek. Nie byłam pewna, w czym iść na piątkową imprezę French Viva Salsa Party. Wymyśliłam sobie, że przebiorę się za "une petasse avec la classe" :) Do pracy dotarłam przed 13:00 i cały dzień byłam tak zajęta, że znów poszłam później na lunch. Przed 20:00 szefowa odwiozła mnie do domu i przymierzyłam od razu te pończochy i rajstopy. Stwierdziłam, że w rajstopach się lepiej czuje, bo pończochy są za małe i przez to za krótkie. Potem wzięłam się znów za gotowanie, żeby mieć coś na lunch nazajutrz, a potem obejrzałam wreszcie "Sin City" na BBC iPlayer. Aż wstyd się przyznać, ale nie widziałam jeszcze tego filmu, a szkoda, bo bardzo mi się podobał. Zagrali w nim m.in. Bruce Willis, Jamie King, Mickey Rourke, Jessica Alba, Clive Owen, Rosario Dawson, Brittany Murphy, Alexis Bledel i Devon Aoki (poniżej na zdjęciu) oraz Benicio Del Toro, Josh Hartnett, Rutger Hauer, Elijah Wood i sam Frank Miller! Film skończył się po 23:00 i posiedziałam jeszcze trochę na Internecie, aż w końcu poszłam spać. ![]() Główni bohaterowie filmu "Sin City" Roberta Rodrigueza, czyli plejada świetnych aktorów i aktorek. W czwartek wstałam o 11:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu. Jak codzień sprawdziłam skrzynkę pocztową, ale mój czak nadal nie przyszedł! Podjechałam Free Busem na 13:00 do pracy i napisałam do Santosa wiadomość na Facebooku, ale nie dostałam odpowiedzi. O 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do domu. Zjadłam kolacja i o 21:00 podeszłam na parking kolo Interchange'u, gdzie podjechały po mnie dziewczyny i pojechałyśmy we trzy do Leeds. ja poszłam jak zwykle na leckję kizomby, a one na salsę. Potem tańczyłam i jedno i drugie, ale poza Jonathanem nie było zbyt wielu dobrych tancerzy. Po północy Ela odwiozła Kasię i mnie do domu i tuż po 1:00 w nocy poszłam spać. W piątek wstałam o 8:30 i zdążyłam na wcześniejszy autobus, więc podjechałam do sklepów i wymieniłam pończochy na większy rozmiar, a potem kupiłam kartkę urodzinową dla synka moich znajomych z Manchesteru. Potem na 10:00 poszłam piechotką do pracy, bo Free Bus mi uciekł. Cały dzień siedziałam na tyłach biura. O 12:00 poszliśmy w 10 osób na pożegnalny lunch do Dragon Thai, bo jeden z doradców wizowych odchodził z pracy. Potem wróciliśmy do roboty, ale brzuch mnie rozobolał, więc piłam tylko gorącą herbatę za herbatą i raz za razem szłam do ubikacji! Na szczęście przed wyjściem z pracy o 17:00 czułam już lepiej. Po pracy podjechałam Free Busem do Morrisona na zakupy. Zdecydowałam się, że jak pojadę w przyszły poniedziałek do Alton Towers, to pójdę na 6 godzin do SPA zamiast na roller coastery! :) Kupiłam na obiad ziemniaki, śmietanę do mizzerii, bo miałam już od dawna w domu ze 3 ogórki oraz kotlety. Wróciłam z zakupami o 18:00 i sprawdziłam maile. Okazało się, że Santos odpisał i przysłał mi parę zdjęć z sobotniej imprezy. Potem zdrzemnęłam się przez półtorej godziny, aż w końcu wstałam, założyłam na siebie w haleczkę, boa, toczek i te siatkowe pończochy, które specjalnie kupilam i o 21:37 wsiadłam w pociąg do Leeds. Jak doszłam do baru Baracoa, to najpierw weszłam na dole do łazienki, żeby zdjąć i schować do torby spodnie oraz sweterek, które założyłam tylko na drogę. Poprzedzająca imprezę lekcja kizomby skończyła się po 23:00, czyli ponad godzinę później niż było zaplanowane! W końcu zaczęła się impreza, ale okazało się, że muszę założyć ramiączko od biustonosza i zdjąć boa, bo było za gorąco. Impreza była ok, ale nie jakaś super. ZNajomy robił zdjęcia Pojawił się jeden bardzo dobry tancerz, którego dawno nie widziałam, ale mnie nie poprosił do tańca :( W końcu około 2:00 wychodził mój znajomy, więc się zabrałam z nim do domu. Spać poszłam dopiero o 3:00 nad ranem! :) W sobotę wstałam o 8:30, bo o 9:30 miałam autokar do Manchesteru. Później wsiadłam w autobus, ale mnie trochę wywiózł i musiałam kawałek wracać. Potem czekałam przez pół godziny na ławce, żeby ktoś po mnie przyjechał! W końcu pojawił się chłopak koleżanki i zabrał mnie do nich do domu. Zaczęły się urodziny synka moich znajomych. Poza nim było jeszcze troje dzieci i jacyś dorośli. Ostatni goście wyszli po 23:00, a ja pogadałam z Majką do po północy, a potem poszłam spać na kanapie. W niedzielę obudził mnie alarm o 5:45, ale wstałam tak naprawdę na dobre dopiero po 9:00. Zjadłam śniadanie z moimi znajomymi i wsiadłam w autokat do Leeds! Jechał jakoś na okrętke, wiec musiałam w Leeds poczekać 50 minut i stamtąd o 13:00 pojechać do Bratfoot! W domu byłam więc dopiero po 13:30! Sprawdziłam maile i weszłam od razu do łóżka, bo okazał się, że Sarah odwołała lekcję polskiego. Potem się zdrzemnęłam do 18:00. Mieli do mnie przyjśc znajomi, ale odwolałam to, bo źle sie czułam. Zabrałam sie za gotowanie, ale niestety musiłam wyrzucić ogórki i kotlety do śmieci! Nie chciałam, żeby mi coś zaszkodziło :( W końcu wzięłam sobie kapiel, a poteem obejrzałam "Together" (Tylko razem) Lukasa Moodyssona na DVD i bardzo mi się podobał :) Nadrabiam dzięki nim moje zaległości filmowe! :) W końcu po 2:00 w nocy poszłam spać. ![]() Bohaterowie świetnego filmu o życiu w komunie, czyli "Together" Lukasa Moodyssona z 2000 roku.
poniedziałek, 07 maja 2012
Zawracanie gitary :)
584. W poniedziałek obudził mnie telefon od Ismaila tuż przed 10:00. Nie odebrałam jednak, tylko poszłam dalej spać. Wstałam dopiero po 11:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem wysłałam Ismailowi SMSa. Poszłam na Interchange, ale Free Bus, którym zwykle jeżdżę w ogóle nie przyjechał. Poszłam więc do pracy powoli spacerkiem i jak dotarłam tam o 13:00, dowiedziałam się, że szefowa poszła do domu, bo jest chora. Usiadłam na tyłach biura i sprawdziłam maile, a później napisałam skargę do Inland Revenue, żadając jakiejś rekompensaty za to wszystko, co ostanio przez nich przeszłam. Tymczasem Ismail odpisał, życząc mi miłego dnia i pytając, kiedy będę mogła porozmawiać. Napisałam mu, że o 16:00 idę na pół godziny na lunch. Zadzwonił wtedy i spytał, czemu się nie odzywam. Potem zaproponował obiad w czwartek. Powiedziałam, że mam salsę w Leeds i że to nie ma sensu, bo nie będziemy razem, ale nie odpuszczał. W końcu powiedziałam, że zapytam szefową, czy mogę wyjść wcześniej z pracy i się z nim spotkam. Potem wynudziłam się strasznie do 20:00. Wyszłam z pracy i poszłam do starego domu sprawdzić, czy są jakieś listy do mnie, ale nic nie było. Do Polskiego Klubu dotarłam po 20:30 i usiadłam na dole. Kupiłam sobie herbatę i pogadałam ze znajomym z salsy. W końcu poszliśmy na górę i potańczyłam trochę, a po 23:00 Ala odwiozła mnie do domu, ale gadałyśmy jeszcze w samochodzie prawie do 24:00. W domu ugotowałam ryż i poszłam spać po 1:30. We wtorek budzik obudził mnie o 8:30, ale za oknem padał deszcz, więc wstałam z trudem. Potem zjadłam śniadanie i wzięłam prysznic, ale nie był za gorący, bo zapomniałam wieczorem włączyć bojler. Na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy, a o 11:00 poszłam na zebranie, Potem spytałam szefa, czy mogę wyjść w czwartek godzinę wcześniej i jak się zgodził, wysyłam SMSa do Ismaila, żebyśmy się spotkali o 20:00 w Leeds. Oddzwonił i umówiliśmy się zamiast tego o 19:00 w Bratfoot, bo tak mu bardziej pasowało, ale i tak miałam nadal zamiar tylko zjeść z nim obiad i powiedzieć mu dlaczego do siebie nie pasujemy, a potem pojechać na salsę do Leeds. Przed wyjściem z pracy wysyłam list do HM Revenue i jak się zbierałam, tuż przed 17:00, włączył się alarm przeciwpożarowy. Wyszłam więc i już nie wróciłam tylko poszłam do Gallery II na mój ostatni zaplanowany Salon Filmowy. Znów przyszły tylko dwie osoby - ten sam chłopak, co tydzień temu, ale z inną dziewczyną :) Obejrzeliśmy film "Still Life" (Martwa natura) w reżyserii Jia Zhang-ke, popijając winko, a po filmie porozmawialiśmy trochę i chłopak zaproponował pomoc przy organizacji pokazów. Poza tym oboje spytali mnie, czemu nie założę stowarzyszenia filmowego i muszę przyznać, że to chyba dobry pomysł. Powiedzieli, że oni się do niego zapiszą. O 20:00 wróciłam do domu i zabrałam się za gotowanie, a później usiadłam do Internetu i okazało się, że przeszłam przez pierwszy etap amerykańskiej loterii wizowej! :) Spać poszłam po 2:00. W środę budzik zadzwonił o 11:00, ale wstałam dopiero o 11:30. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i podjechałam jak zwykle Free Busem do pracy na 13:00. Nazajutrz mieliśmy mieć zebranie w sprawie Colours Ball, więc usiadłyśmy z szefową i druga babką z recepcji, żeby ustalić, co poszło dobrze, a co źle. Udało nam się nawet cudem znaleźć jakieś pozytywy! :) Potem poszłam na lunch, a później poczytałam na temat Aevy Ambassadords i postanowiłam aplikować. Jest to praca dla studentów, którą można wykonywać na miejscu, na niepełny etat i tylko 10 razy w roku trzeba gdzieś polecieć :) Przeważnie do ich tzw. ambasad w Sztokholmie, Nowym Yorku i Osace :) Podobno jest to nieźle płatne, więc idealnie się składa :) Wyszłyśmy z szefową z pracy przed 20:00 i odwiozła mnie do domu. Nalałam sobie rumu z colą i obejrzałam jeszcze raz "Still Life" na DVD, ale tym razem z kometarzem tłumacza Tony'ego Rayns i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Wyjaśniało mi się na przykład skąd UFO w filmie, albo odlatujący pomnik, czy trzy postacie w tradycyjnych chińskich kostiumach przy stole w jednej ze scen. Potem obejrzałam jeszcze dokument "Dong" o malarzu Liu Xiaodongu, też w reżyserii Jia Zhang-ke, i wysłałam maila do chłopaka, który przyszedł na mój salon filmowy. Wyjaśniłam wszystkie wątpliwości, jakie mieliśmy poprzedniego dnia tuż po obejrzeniu filmu i poprosiłam go, żeby przekazał to rownież koleżance, z którą przyszedł. W końcu po 2:00 w nocy poszłam spać. ![]() Główni bohaterowie filmu "Still Life" i malarz Liu Xiaodong z filmu "Dong" w reżyserii Jia Zhang-ke. W czwartek rano dostałam SMSa od Ismaila, że coś mu wypadło i nie może przyjechać do Bratfoot. Odpisałam, że nie ma sprawy, bo i tak chciałam mu tylko wytłumaczyć dlaczego możemy najwyżej zostać przyjaciółmi, a to może poczekać. Głowę mi tylko zawraca! Wstałam o 10:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem na 12:00 podjechałam do pracy, prosto na zebranie w sprawie Colours Ball. Zostałam w pracy do 20:00, a potem wróciłam do domu, zjadłam kolację i poszłam na dworzec. O 21:04 wsiadłam z Kasią w pociąg do Leeds i poszłam najpierw na lekcję kizomby, a potem potańczyłam zarówno salsę, jak i kizombę. Parę osób pytało, gdzie byłam, więc było miło. Jonathan odwiózł nas do domu po 2:00, ale spać poszłam o 3:00. W piątek z dużym trudem wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam do pracy. O 17:00 wyszłam i podeszłam do Sainsbury po małe pieczarki, a później wróciłam do domu i zdrzemnęłam się godzinkę. Potem zabrałam się za gotowanie, ale i tak wszyscy się spóźniali. W końcu przyszły dwie studentki z pracy. Potem Manasi, a na koniec dojechały Gloria i Nancy, ale z jeszcze dwoma osobami! Zjedliśmy razem mój makaron z krewetkami, a potem pieczarki w sosie śmietankowym z czosnkiem Manasi i na deser ciasto czekoladowe Shareen. Wypiliśmy razem 2 butelki białego wina i jedno calimocho. Gloria, Nancy i jej znajomi wyszli wcześniej, a my wypiłyśmy jeszcze po rumie z colą i dziewczyny wyszły po północy, a ja zamiast iść z nimi na FND, poszłam od razu do łóżka i spać :) W sobotę wstałam tuż przed 12:00, wzięłam kąpiel i wyszłam z domu dopiero około 15:00. Zrobiłam zakupy w Morrisonie i wróciłam do domu. Zdrzemnęłam się jakieś trzy godzinki, aż w końcu po 22:00 wsiadłam w pociąg do Leeds, a potem w autobus i dojechałam na imprezę. Oprócz gospodarza znałam tam tylko Piotrka i dwie osoby z salsy. Popiliśmy i potańczyliśmy trochę, ale gospodarz zaczął się trochę do mnie przystawiać, więc jak wszyscy wychodzili zabrałam się z kolegą z Bratfoot, chociaż gospodarza namawiał mnie, żebym została :) Kolega odwiózł mnie do domu, chociaż wcześniej trochę popił :) Ale mimo iż byłam w domu po 3:40, to oczywiście usiadłam do Internetu i zanim poszłam spać, było około 5:00 rano! :) W niedzielę obudziłam się znów przed 12:00, usiadłam do Internetu i załatwiłam parę spraw, m.in. aplikowałam o tą role Ambasadora Aevy i wysłałam maila z pytaniem w sprawie tej loterii wizowej. A potem zabrała się za gotowanie i najpierw zrobiłam sobie pieczarki w śmietanie z czosnkiem na obiad, a później usmażyłam naleśniki z rumem :) O 18:30 wzięłam prysznic i o 19:50 jak Ela po mnie przyjechała, byłam już gotowa :) Pojechałyśmy na salsa party do Dewsburry, ale była straszna kicha. Nie wytańczyłam się i wszystko mnie denerwowało, więc poprosiłam tylko na koniec jednego tancerza, z którym mi się świetnie tańczy kizombę i wróciłam z Elą do domu. Spać poszłam już o 2:00.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
18ty BIFF 2012 - koniec
583. W poniedziałek wstałam o 6:30, żeby zamknąć drzwi za moim bratem i jego dziewczyną, którzy wracali już do Polski. Potem poszłam dalej spać i wstałam dopiero o 10:00. Na 12:05 poszłam do Muzeum Mediów, żeby zapowiedzieć film "Skrzydlate świnie". Przyszło ponad 10 osób i było to bardzo ciekawe doświadczenie. Później poszłam prosto na dworzec i wsiadłam w pociąg do Leeds, bo zgodziłam się tłumaczyć dla jakiejś pary, która brała ślub. Byłam trochę wcześniej, więc przeszłam się po sklepach i kupiłam nauszniki w TKMaxxie za 3 funty. Potem na 14:00 poszłam do ratusza, ale okazało się, że mam tłumaczyć nie na ślubie, tylko na spotkaniu o zgodę na ślub pomiędzy Polką i Pakistańczykiem. Wszystko się pięknie udało i godzinę później wsiadłam znów w pociąg i pojechałam do pracy, gdzie dotarłam o 16:00, tak jak się umówiłam z szefową. O 17:00 zaś poszłam na zebranie Execów, które miało trwać do 19:00, a skończyło się po 20:00! Zostałam więc w pracy do 21:00, bo musiałam odrobić te 3 godziny spóźnienia, a potem poszłam prosto na salsę. Potańczyłam trochę i pogadałam z dziewczynami, ale było kiepsko i mało osób, a potem Ala odwiozła mnie do domu i poszłam wcześniej spać. We wtorek wstałam o 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i podjechałam na 10:00 do pracy. O 13:00 poszłam na krótszą przerwę na lunch, a potem zabrałam się za spisywanie minutes. W końcu poszłam do biblioteki po DVD z filmem "Still Life", który pokazuję w przyszły wtorek w swoim salonie filmowym. Wyszłam z pracy o 17:45 i poszłam prosto do Muzeum Mediów na 18:05, żeby zapowiedzieć znów film "Skrzydlate świnie". Zostałam na filmie, bo wcześniej obejrzałam go na Youtubie, więc pomyślałam, iż zobaczę jak wygląda na dużym ekranie i trzeba przyznać, że całkiem nieźle. Musiałam jednak wyjść przed końcem, żeby zdążyć na 20:00 do Cineworld na pokaz "Carlosa". Spóźniłam się 5 minut, mimo że prawie biegłam. Na szczęście dopiero się zaczął, a trwał ponad 3 godziny! Skończył się dopiero po 23:00, ale był bardzo dobry i sprawił, że wiele faktów zaczęło mi się układać w jedną całość. O niektórych ze wspomnianych wydarzen widziałam już filmy, ale tutaj wszystko było skoncentrowane. Teraz chciałabym zobaczyć pełną 5-godzinną wersję serialu. Gorąco polecam obejrzenie "Carlosa"! Po filmie wróciłam do domu, wstawiłam pranie i uruchomiłam zmywarkę! :) Spać poszłam po 1:30 w nocy. ![]() Paweł Małaszyński na plakacie "Skrzydlatych świń" oraz niesamowity Edgar Ramirez jako Carlos. W środę obudziłam się o 9:30, wzięłam prysznic i zadzwoniłam do HM Revenue. Okazało się, że jeszcze nie wysłali mi tego czeku! Obiecali, że teraz się tym zajmą. Zjadłam śniadanie i poszłam na 11:0 do firmy Ingeus na 40 minut, żeby znów tłumaczyć dla starszego Polaka szukającego pracy, z ktorym spotykam się tam co miesiąc. Zaczął padać deszcz, więc wróciłam do domu po parasolkę, a potem poszłam na Interchange i podjechałam Free Busem do pracy, gdzie dotarłam o 12:20. Wkurzyłam się nieźle, jak się okazało, że zamiast biletów na piątkowy Colours Ball mamy zakładać ludziom wristbands, które trzeba ścisnąć obcegami z dwóch stron, żeby się trzymały! W czasie lunchu zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie odebrać pieniędzy za bilet i nie olać tego balu. Szefowa mnie jednak przekonała, żebym tego nie robiła. Zabrałam się więc znów za minutes, szczęśliwa, że przez najbliższe dwa dni nie pracuję. Z pracy wyszłyśmy z szefową przed 19:30 i poszłam w deszczu do Media Museum na spotkanie z Olivierem Assayasem. Nie zostałam jednak na filmie "Irma Vep", bo już go widziałam na DVD z Love Film, tylko wróciłam do domu, wstawiłam pralkę i zmywarkę, a potem się spakowałam i poszłam wcześniej spać. ![]() Francuski reżyser Olivier Assayas oraz jego ówczesna, była już żona Maggie Cheung jako Irma Vep. W czwartek wstałam o 8:30, wyprałam szybko i powiesiłam pościel po gościach, a potem sprawdziłam saldo i okazało się, że mam ponad 140 funtow debetu, więc nie mogę już wyjąć nawet 10 funtów! Wcześniej saldo pokazywało 101 funtów, więc nie pożyczałam od nikogo pieniędzy na wyjazd. Miałam tylko nadzieję, że w hostelu pozwolą mi zapłacić kartą. Wyszłam z domu i wyrzuciłam śmieci, a o 9:00 byłam już na Interchange'u. Wsiadłam w autokar do Londynu i w czasie podróży skontaktowałam się z Richardem Kwietniowskim i ze znajomą Chinką, ale wyszło na to, że nie uda mi się spotkać się z żadnym z nich wieczorem. Na miejscu byłam po 14:00, kupiłam bilet dzienny i podjechałam metrem do stacji Hammersmith do hostelu Abercorn House. Okazało się jednak, że nie mogę zapłacić kartą, a bankomat nie wydał mi brakujących 30 funtów. Weszłam nawet do kantoru i spytałam, ile by mi dali za 10 euro i 20 złotych, które mi zostały z podróży, ale nadal miałabym za mało, więc ich nie wymieniłam. Odezwałam się za to do Nancy i do drugiej dziewczyny, którą znałam w Londynie, Glorii, bo wiedziałam, że obie przyjeżdżają za tydzień do Bratfoot, więc mogłabym od nich pożyczyć pieniądze i wtedy im je oddać. Podjechałam do BFI Southbank, przebrałam się i umalowałam w łazience, a potem zgłosiłam się do organizatorów Learning on Screen Awards. Wysłali mnie na górę, żebym się czegoś napiła i na szczęście mieli tam szatnię, więc zostawiłam w niej płaszcz i plecak. W końcu po 18:00 poszłam na salę, w której wkrótce rozpoczęła się ceremonia. Później był poczęstunek, ale nie udało mi się upolować zbyt wiele od chodzącyh po sali pań z tacami. Tymczasem Nancy, która miała się tam ze mną spotkać, zaproponowała, żebym przyjechała do niej gdzieś do czwartej strefy, ale miałam bilet tylko na strefy 1 i 2, pojechałam więc na dworzec Victoria sprawdzić, czy są jakieś wieczorne autokary do Bratfoot. Nadal nie miałam jednak pieniędzy, popłakałam się więc Nancy w słuchawkę. Wtedy stwierdziła, że przyjadą obie z Glorią na Oxford Street, żeby się ze mną spotykać. Poszłyśmy coś zjeść do Bella Italia, więc zamówiłam carbonarę, bo byłam już godna. A potem Nancy pożyczyła mi 50 funtów. Po północy wróciłam do hostelu i zapłacilam za pokój, który okazał się super - nowy i czysty, z podwójnym łóżkiem i łazienką. Wzięłam więc prysznic i zasnęłam zmęczona po 1:00, mimo iż słyszałam ludzi na korytarzu. W piątek obudziłam się o 9:00, ale wstałam dopiero o 9:30. Spakowałam się i o 10:00 oddałam klucze. Poszłam na dworzec Hammersmith, gdzie wsiadłam w metro i podjechałam do Victoria Station. Tam kupilam sobie herbatę i tosta z masłem orzechowym na śniadanie, a potem poszłam na dworzec autobusowy i o 11:00 wsiadłam w autokar do Bratfoot. Niestety, po drodze były korki z powodu deszczu, więc zanim dojechaliśmy do Bratfoot, mieliśmy ponad pół godziny spóźnienia. Zjadłam parę kanapek, wzięłam prysznic, założyłam sukienkę, umalowałam się i jak byłam wreszcie gotowa wyszłam o 19:30 z domu i poszłam do pobliskiego hotelu Hilton na Colours Ball. Dosiadłam się do stolika, gdzie siedziała jedna z pomagających nam studentek. Szefowa siedziała przy innym stoliku i po przystawce wyszła z mężem chyba obrażona, że nikt na nią nie zwracał uwagi. Planowałam, że wszystko się skończy około 23:00, więc wrócę do domu się przebrać i podjadę przed północą do Leeds na salsa party. Tymczasem zanim zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia było już po północy, więc pojechałam ze studentką taxi na FND, a potem o 2:00 wróciłam też taksówką do domu i do 6:00 rano siedziałam na Internecie! :) W sobotę obudziłam się o 12:00, ale wstałam dopiero o 13:00. Zjadłam śniadanie, wzięłam kąpiel i przed 16:00 podjechałam Free Busem do Morrisona na zakupy. Dostałam w piątek pensję na konto, bo 28-my był w sobotę, więc tak jak podejrzewałam, przelali pieniądze już dzień wcześniej. Szkoda, że musiałam się mimo to tyle nadenerwować i zapożyczyć! Kupiłam coś do jedzenia i wróciłam do domu około 17:00. Zjadłam obiad i o 17:30 zajrzałam na festyn May Day zorganizowany m.in. przez Klub 1in12, a potem poszłam do Media Museum na dwa kolejne filmy festiwalu. O 17:55 obejrzałam w Imaxie "Fausta" Aleksandra Sokurova, który trwał ponad dwie godziny. Pomyślałam sobie, że słuchanie rosyjskiego przez 140 minut może być nawet przyjemne, niestety film był po niemiecku! W dodatku był strasznie dziwny, ale jednocześnie niesamowicie urzekający i piękny, więc dałam mu się po prostu ponieść. Potem spotkałam parę znajomych osób, które tak jak ja szły na 20:40 na nakręcony w Indonezji przez Walijczyka Garetha Evansa film sztuk walki "The Raid". Był to niesamowity, krwawy balet! Polecam :) W domu byłam o 23:00, zrobiłam sobie rum z colą i usiadłam do Internet. Spać poszłam po 2:30 rano. ![]() Anton Adasinsky jako Szatan i Johannes Zeiler jako "Faust" oraz Iko Uwais w krwawym "The Raid". W niedzielę obudziłam się po 11:00, zrobiłam pranie, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. Potem mimo deszczu i wiatru poszłam na 13:00 na film "I Am a Good Person / I Am a Bad Person" Ingrid Veringer, który kręciła częściowo w czasie zeszłorocznego BIFF. Wzięłam w nim wtedy udział jako statystka, więc miałam nadzieję, że zobaczę się choć przez chwilę na ekranie. Niestety, musieli mnie wyciąć, bo nie widać mnie w czasie kręconej wtedy sceny (poniżej zdjęcie z planu). Był to mój 10 i ostatni film festiwalu, który nie zakończył się zbyt szczęśliwie, bo film mi się nie podobał i miałam poczucie zmarnowych 80 minut z życia, których nikt mi już nigdy nie odda :) Ingrid zmusiła nas do wjeścia z butami w jej życie i nie czułam się z tym komfortowo. Może dlatego, że nie darzę jej sympatią jako osoby? W każdym razie o 15:00 wróciłam w deszczu do domu i chwilę później przyszła Sarah na polski. Wyszła przed 18:00, a ja zjadłam obiad i zabrałam się za gotowanie. Potem obejrzałam na DVD z Love Film francuski film "Hors la loi" (Outside the Law) Rachida Bouchareba o Algierii i FLN. Później usiadłam do Internetu i nie słyszałam jak Ismail dzwonił do mnie 2 razy! W końcu po 1:00 poszłam spać. ![]() Indrid Veninger na BIFF 2011 oraz Jamel Debbouze, Sami Bouajila i Roschdy Zem w "Hors la loi".
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
18ty BIFF 2012 - początek
582. W czwartek wstałam o 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Celine przesłała mi zdjęcia z Francji przez Skype'a, więc zgrałam je na USB i wzięłam do domu.. Wyszłam z pracy o 17:00, więc miałam tylko dwie godzinki, żeby się przebrać, umalować i dotrzeć na 19:00 do Muzeum Mediów na otwarcie 18-tego Bratfootzkiego Festiwalu Filmowego. Moje nazwisko miało być na liście gości, ale oczywiście nie było! Na szczęście wpuścili mnie na imprezę, która tym razem odbywała się na górze. Wypiłam kieliszek szampana, przywitałam się z paroma osobami, m.in. moim rektorem i szefem wydziału, szefową radia BCB oraz z Neilem. Potem dostałam bilet na film i zeszłam na dół, gdzie spotkałam jeszcze parę znajomych osób. Po 19:30 zaczęła się ceremonia otwarcie festiwalu, najpierw pokazem filmu krotkometrażowego "2:20", który wygrał konkurs Virgin Media Shorts. Potem była kreskówka "One Froggy Evening", a w końcu pokazali lekki i zabawny film "Damsels in Distress" Whita Stillmana, na którym świetnie się bawiłam. Po filmie porozmawiałam z paroma osobami w kuluarach, ale w tym roku, w przeciwieństwie do poprzednich, nie było kontynuacji imprezy. Bar był co prawda otwarty, ale nie miałam przy sobie gotówki. W dodatku w tym roku nie było aż tak elegancko, ale mimo to czułam się dobrze w mojej długiej zielonej sukni. Wróciłam do domu po 22:00, lekko wkurzona i napiłam się rumu z colą, a potem pogadałam z Celine oraz z Sally przez Skype'a. W końcu o 2:00 w nocy poszłam spać. ![]() Bohaterki filmu "Damsels in Distress" oraz współdyrektor festiwalu Tom Vincent i moje włosy :) W piątek obudziłam się po 11:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i zabrałam się za sprzątanie. Ismail dzwonił poprzedniego wieczoru i ponownie rano, ale nie odebrałam telefony, tylko wysłałam mu SMSa, że w ten weekend nie idę na żadną salsę, bo goszczę brata i jego dziewczynę. Po 15:00 wyszłam wreszcie z domu i podjechałam do Argos po materac typu aerobed. Chciałam skorzystać z mojej nowej karty kredytowej Argosa, bo na koncie zostało mi tylko niecałe 30 funtów, ale babka w kasie poradziła mi, żebym skorzystała też z kuponu na 10 funtów zniżki. Musiałam po niego wrócić do domu, po drodze robiąc tylko małe zakupy w Wilkinsonie. Znalazłam kupon i wróciłam do Argosa tuż po 17:00. Materac już na mnie czekał i w dodatku nic za niego nie zapłaciłam, tylko będę musiała go teraz spłacić w ciągu 6 miesięcy. Był dość ciężki i nieporęczny, więc wróciłam z nim znów do domu. W końcu było za późno, żeby iść po jedzenie do Morrisona, więc poszłam do Tesco, a stamtąd prosto na Interchange, gdzie po 18:30 przyjechał brat z dziewczyną. Poszliśmy do mnie zostawić rzeczy, a potem do Chińczyka na kolację. Później zrobiliśmy sobie spacer po centrum i poszliśmy na drinka do Weatherspoons. W międzyczasie zorientowałam się, że zgubiłam opaskę do włosów i 25 funtów! Miałam już debet na koncie, po raz pierwszy wzięty z premedytacją, a tu jeszcze część z tych pieniędzy zniknęła! Biednemu zawsze wiatr w oczy! Wróciliśmy do domu przed 22:00 i oni poszli spać, a ja siedziałam do 1:00 w nocy. Aerobed, który pompuje się po podłączeniu do prądu (taki jak kupiłam) oraz ratusz w Bratfoot nocą. W sobotę wstaliśmy około 10:00 i zjedliśmy wspólne śniadanie. Potem poszliśmy na Interchange, po drodze sprawdzając, czy nie doszedł mój czek ze zwrotem podatku. Niestety, skrzynka była nadal pusta. Kupiłam im bilety do Yorku, ale nie było mnie stać, żeby z nimi jechać. Zrobiłam ostatnie zakupy w centrum. Po 14:00 wróciłam do domu i obejrzałam na stronie Love film "Our Day Will Come" (Notre jour viendra) Romaina Gavrasa, syna Costy-Gavrasa. Był to bardzo dziwny film, nawet jak na francuskie standarty! Później zdrzemnęłam się trochę i wstałam dopiero o 17:00, żeby ugotować obiad. Brat z dziewczyną wrócili z Yorku i zjedliśmy razem makaron z krewtkami, oliwkami i cebulą w sosie pomidorowym, a potem pobiegłam do Muzeum Mediów na spotkanie z aktorem Rayem Winstonem. Okazało się, że niepotrzebnie się śpieszyłam, bo wszystko się opóźniło, ale warto było czekać. Ray Winstone był bardzo zabawny, podobnie jak prowadzący z nim rozmowę Mark Kermode. Siedziałam w drugim rzędzie i miałam bardzo dobry widok, a spotkanie było było naprawdę super i warto było na nie wydać 12 i pół funta :) Po rozmowie i sesji pytań publiczności był pokaz filmu "That Summer" z 1979 roku, w którym zagrał Ray. Był to typowy film dla młodzieży. Skończył się po 22:00 i o wpół do 23:00 byłam już do domu. Zmarzłam trochę w kinie i źle się czułam, więc wzięłam kąpiel, a moi goście poszli w tym czasie do Tesco. Jak wrócili usiedliśmy i oni pili whiskey, a ja Fervex, i rozmawialiśmy do 2 w nocy! ![]() Vincent Cassel i Olivier Barthelemy ("Notre jour viendra") oraz Ray Winstone w "That Summer" i dziś. W niedzielę wstaliśmy znów około 10:00 i zjedliśmy wspólne śniadanie, a potem oni wyszli i pojechali kolejką parową do Haworth, a ja położyłam się z powrotem do łóżka i zaczyłam czytać ich książkę "Zatopiona zima" (Winter Under Water) Jamesa Hopkina, Anglika mieszkającego przez pewien czas w Krakowie. W końcu wstałam o 16:00 i zrobiłam ciasto na naleśniki z rumem i z cynamonem, pozmywałam naczynia i wzięłam kąpiel. Około 17:00 dali mi znać, że niedługo wrócą, odgrzałam więc obiad i zaczęłam smażyć naleśniki, ale średnio mi szło. Zjedliśmy razem obiad i porozmawialiśmy trochę, a potem poszłam na 18:20 do kina na wzruszający i mądry życiowo film animowany "Wrinkles" (Zmarszczki). Kupiłam od razu bilety na 20:30 na "Alberta Nobbsa" i na wtorek na "Carlosa", bo nadal nie miałam żadnych wieści od szefowej radia BCB. Tymczasem przypadkiem spotkałam ją po pierwszym filmie i okazało się, że ma dla mnie bilety na te 3 filmy plus parę innych! Oddałam więc te trzy bilety i dostałam z powrotem moje 15 funtów! :) Po drugim filmie, czyli niepokojącym lecz nierównym "Albercie Nobbs", spotkaliśmy się pod Muzeum z bratem i jego dziewczyną. Wróciliśmy razem do domu i zjadłam parę naleśników, ktore usmażył mój brat, a potem napiliśmy się rumu z colą i pogadaliśmy do 00:30. Oni poszli wcześniej spać, bo rano mieli samolot, a ja usiadłam do komputera i zasnęłam dopiero o 3:00! Humor mi się poprawił i nabrałam nadziei, ale nadal źle się czułam, więc wzięłam znów Fervex na noc. ![]() Bohaterowie filmu "Wrinkles" oraz Glen Close i Janet McTeer jako mężczyźni w "Albercie Nobbs".
czwartek, 19 kwietnia 2012
Montpellier i Sete
581. W środę wstałam o 8:30, bo szłam do pracy na 10:00. Jak się zbierałam, zadzwonił Ismail i spytał, czy chcę z nim iść na obiad do restauracji. Powiedziałam mu, że nazajutrz lecę na 5 dni do Francji, więc umówiliśmy się na telefon na przyszły tydzień. Postanowiłam, że spotkam się z nim na neutralnym gruncie, jeśli chce, i wytłumaczę, dlaczego nie chcę z nim być, jeśli ma mu to jakoś pomóc. Nie chcę mu robić żadnych nadziei, więc powiem mu od razu, że nie chcę, żeby przyjeżdżał do mnie do domu. Po rozmowie z nim poszłam na Interchange i podjechałam na 10:00 do pracy. Nudy były straszne, bo prawie nikogo nie było! O 17:00 wyszłam więc i podjechałam Free Busem do domu. Usiadłam do Internetu, a potem zabrałam się na pakowanie. W czwartek wstałam znów o 8:30, bo postanowiłam przed wyjazdem zrobić pranie pościeli. Powiesiłam ją i poszłam na Interchange, gdzie o 10:10 wsiadłam w autobus na lotnisko. Samolot do Montpellier odleciał zgodnie z planem o 12:05 i po 15:00 tamtejszego czas byłam już we Francji. Poczekałam trochę na Celine, która utknęła w korku, a potem zawiozła mnie do miejscowości La Grande Motte znanej z dziwnych zabudowań z lat 70. Potem pojechałyśmy do niej do domu, czyli do Sete. Przywitałam się z jej mamą i dostałam swój pokój, w którym zdrzemnęłam się pół godzinki, bo coraz bardziej bolała mnie głowa. W końcu zjadłyśmy kolację i poszłyśmy z Celine na spacer nad zatokę. Pogoda była ładna, tylko trochę wiało. W końcu poszłyśmy wcześniej spać. Dziwna architektura w miejscowości La Grande Motte oraz spacer po la Plagette w Sete nocą. W piątek wstałyśmy o 9:00 i po śniadaniu pojechałyśmy na górę St. Clair, gdzie znajduję się kościół Notre-Dame de la Salette z ciekawymi malowidłami Jacquesa Bringuiera. Potem wróciłyśmy do domu na lunch, po którym poszłyśmy piechotką zwiedzać miasto. Sete to bardzo malownicza miejscowość nad morzem Śródziemnym, tzw. prawie wyspa, bo od stałego lądu dzielą ją kanały :) A na środku jest wysoka góra St. Clair. Zwiedzanie zaczęłyśmy od plaży, a potem poszłyśmy do centrum, gdzie znalazłyśmy kościół St. Louis, ale niestety był zamknięty. Poszłysmy więc do parku, a stamtąd zabrała nas mama Celine i zawiozła do domu na kolację, m.in. świeże małże na przystawkę :) Wieczorem obejrzałyśmy program "On n'demande qu'a en rire" na France2 i poszłysmy spać po północy. W sobotę wstałysmy o 10:00, zaczęłyśmy od razu od lunchu po 11:00, a potem pojechałyśmy do Montpellier. Zaparkowałyśmy na obrzeżach i pojechałyśmy tramwajem do centrum. Zaczęłyśmy od Ogrodu Botanicznego, później byłyśmy w katedrze św. Piotra, na promenadzie Peyrou, pod św. Anną i w dzielnicy Antygona. Potem wróciłyśmy do centrum i zjadłyśmy naleśniki w parku, a o 20:00 spotkałyśmy się z dwoma przyjaciółkami Celine, z którymi poszłyśmy na pyszną kolację do Bistro d'Alco, gdzie zjadłam fois gras jako przystawkę i mątwy z nadziewanym ziemniakiem jako danie główne, a na deser creme brule. Po jedzeniu poszłyśmy do pubu irlandzkiego, a po północy wróciłyśmy tramwajem na parking i do Sete. Port w Sete oraz Promenada Peyrou w Montpellier (więcej na http://public.fotki.com/annad9/). W niedzielę wstałyśmy znów o 10:00 i znów zjadłyśmy od razu lunch po 11:00, a potem Celine zawiozła mnie na malownicze bagna, ale nie pochodziłyśmy po nich zbyt długo, bo strasznie wiało. Celine podrzuciła mnie więc do Muzeum Georgesa Brassensa, skąd odebrała mnie o 16:00. Wróciłyśmy do domu i zrobiłyśmy pyszne naleśniki z rumem, które zjadłyśmy po kolacji. Przed snem obejrzałyśmy ponad 300 zdjęć, które zrobiłam w czasie mojego pobytu oraz nasze wspólne zdjęcia z Bratfoot i okazało się, że wielu z nich nie mam, więc Celine obiecała, że mi je przyśle, razem z tymi, które zrobiłam przez te parę dni. Potem pojechałyśmy cyknąć jeszcze parę zdjęć Sete nocą - na górę St. Clair i do centrum. W końcu po pólnocy poszłyśmy spać. W poniedziałek wstałyśmy tradycyjnie o 10:00, zjadłyśmy przed wyjazdem na lotnisko i o 13:30 ruszyłyśmy do Montpellier. O 14:15 byłyśmy już na lotnisku, więc Celine odjechała, a ja poszłam do odprawy. W strefie bezcłowej kupiłam wino z 2005 roku z Bordeaux, a o 15:45 tamtejszego czasu odleciałam do Anglii. Przed 17:00 byłam już na miejscu, ale w domu dopiero o 18:30, bo autobus strasznie długo jechał. Usiadłam do Internetu i nie wyrobiłam się na lekcję salsy o 20:00. Poniewaz jednak nie miałam co jeść, więc i tak musiałam iść do sklepu. Zdjęłam pościel z suszarki, pościeliłam łóżko i poszłam najpierw do Tesco, a potem na salsę. Potańczyłam do 23:00, a że nie było dziewczyn, do domu odzwiózł mnie znajomy. Zmęczona podróżą i tańcami poszłam wcześniej spać. We wtorek o 8:30 obudził mnie budzik i na 10:00 podjechałam do pracy. Mieliśmy straszny Sajgon, bo sprzedawaliśmy bilety na Colours Ball, który odbędzie się w przyszły piątek. A ja musiałam wysłać maile do wszystkich, którzy w tym roku dostaną nagrody za wybitne osiągnięcia sportowe, w ramach stowarzyszenia czy wolontariatu. O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do Galerii II, gdzie poczekałam, aż ktoś przyjdzie na pokaz filmu "Blue" Dereka Jarmana, który przenieśliśmy do Delius Centre. Przyszła pare studentów z Rumunii, z którymi poszłam na pokaz, który połączyliśmy z Klubem Rysowania. My oglądaliśmy film, a pozostali rysowali modelkę, która im pozowała nago. Po 19:00 poszłam do domu, zahaczając po drodze o Tesco i przed snem obejrzałam jeszcze "Irmę Vep" na DVD z Love Film. ![]() "Blue" - kadr z filmu Dereka Jarmana oraz Maggie Cheung jako Irma Vep w filmie Oliviera Assayasa. W środę od rana padał deszcz. Wstałam po 10:00, wzięłam kąpiel i zjadłam śniadanie, a potem pojechałam na uniwerek i poszłam prosto do Horton Building na spotkanie Safety Forum, które zajmuje się problemem bezpieczeństwa na terenie kampusu. Spotkanie skończyło się tuż przed 15:00 i zajrzałam jeszcze na chwilę do mojego promotora, który dał mi bilet na Screen talk Oliviera Assayasa, bo jego biuro mieści się w tym samym budynku. Potem poszłam do pracy i znów miałam urwanie głowy. W końcu wyszłam z szefową przed 20:00, a że nadal padało, podwiozła mnie do domu. Zrobiłam pranie, a potem usiadłam do Internetu i zanim poszłam spać minęła 1:00 w nocy. Ismail na szczęście się nie odzywał, za to dostałam SMSa od chłopca z salsy, który mógłby być moim synem :)
środa, 11 kwietnia 2012
Tak zwana Wielkanoc :)
580. W poniedziałek obudziłam się przed budzikiem nastawionym na 10:30, wstałam i podjechałam na uniwerek Free Busem. O 12:00 byłam umówiona w bibliotece z Subject Librerian, która mi pokazała, w których bazach danych najlepiej szukać artykułów o Kieślowskim. O 13:00 bylam już w pracy, ale wyszłam o 19:30, bo nikogo nie bylo i poszłam do biblioteki. Znalazłam parę książek, ale stwierdziłam, że nie będę ich z sobą brać na salsę, więc zostawiłam je razem na jednej z półek i o 20:00 poszłam na salsę. Zostałam na imprezie z dziewczynami do 22:30, a potem mnie odwiozły do domu, ale oczywiście znowu usiadłam do Internetu i zanim poszłam spać bylo już po północy. We wtorek wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. W czasie lunchu poszłam do The Hub i wymieniłam moją kartę studencką na nową, bo na poprzedniej, którą mi wydrukowali w styczniu, obcięło im końcówki, m.in. do kiedy jest ważna! I zamiast do 2015 roku, była ważna do 201 :) O 17:00 podjechałam do domu Free Busem, bo moja pani shrink spytała, czy zamiast jak zwykle o 18:30 mogłybyśmy się spotkać o 19:00. O 18:04 wsiadłam więc w pociąg do Leeds i wyszłam od niej po 21:00. Wróciłam pociągiem do Bratfoot i po 22:00 byłam już w domu. Zjadłam kolacja i usiadłam do Internetu. Porozmawiałam z przyjaciółką ze Stanów na Facebooku i poszłam spać po 1:30. W środę wstałam znów po 8:30 i zobaczyłam, że w nocy napadał śnieg! Na 10:00 podjechałam do pracy, ale były straszne pustki, bo studenci mają wolne i większość wyjechała. Przed 17:00 wszyscy wyszli, a ja zostałam sama, bo czekałam na dwie dziewczyny, z którymi umówiłam się na obiad. W końcu spotkałyśmy się i poszłyśmy do Mamma Mia na pyszne włoskie jedzenie, a potem na 19:30 do kina koło mnie na "Street Dance 2 3D" :) W domu byłam po 21:00 i znajomy powiedział mi, że na BBC iPlayer można obejrzeć pierwszą część "Street Dance", więc ją obejrzałam, tylko po to, żeby się przekonać, że nie ma nic wspólnego z drugą częścią :) Film skończył się po północy i poszłam spać. ![]() Eva i Ash w "Street Dance 2 3D" (plus salsa) oraz Carly i Tomas w "Street Dance" (plus balet). W czwartek wstałam trzeci dzień pod rząd o 8:30 i na 10:00 podjechałam po raz ostatni przed przerwą świąteczną do pracy. Śnieg na szczęście już się roztopił, ale nadal było dość zimno. O 17:00 wyszłam i pojechałam Free Busem najpierw do księgarni Waterstones, która niestety była zamknięta, a potem do Morrisona po jedzenie. W domu byłam po 18:00, zjadłam kolację, przebrałam się i o 21:04 wsiadłam w pociąg do Leeds. Poszłam jak zwykle na lekcję kizomby, a potem zostałam na imprezie i tańczyłam do 2:00, ale niestety nie było moich ulubionych tancerzy. Znajomy z poniedziałkowych lekcji salsy podwiózł mnie do domu i po 4:00 w nocy poszłam wreszcie spać :) W piątek wstałam po 14:00, zjadłam śniadanie i zabrałam się za przeszukiwanie baz danych w poszukiwaniu materiałów. Po 18:30 zjadłam obiad i znów zabrałam się do szukania. Spać poszłam o 3:00 w nocy. W sobotę o 10:00 obudził mnie budzik, wyszłam po 11:00 i o 11:30 byłam już w Polskim Klubie. Okazało się, że pierwszy film zacznie się o 13:00, więc podjechałam do Bootsa po make up i weszłam do WMSmith, a potem do Waterstones i Media Muzeum szukając książki "Zona", ale nigdzie jej nie mieli. Tak a propos, jak mi znajomy Anglik powiedział, że znalazł mojego bloga, to zernkęłam na tłumaczenie i okazało się, że automat zabawnie go tłumaczy na angielski, np. tytuł "Zona" na "Żona" (Wife :) Wróciłam do Polskiego Klubu i obejrzałam świetny film Wajdy "Niewinni czarodzieje", a potem zjadłam gulasz ze znajomymi, którzy zamówili coś, co się nazywało bigos, ale miało w sobie więcej cebuli niż kapusty :) No cóż, moi znajomi Anglicy gotowali według przepisu znalezionego w Internecie :) Przed pokazem "Pociągu" Kawalerowicza znajomy przeczytał swój tekst o polskim kinie, więc go posłuchałam, a potem poszłam do biblioteki po jeszcze 2 książki. Wróciłam po 17:00, zjadłam pierogi i posłuchałam Marka Goddarda, który tak ciekawie opowiadał o "Mansukrypcie znalezionym w Saragossie", że postanowiłam jeszcze raz go obejrzeć. Po 22:00 wróciłam do domu i zasnęłam tuż po północy. ![]() Krystyna Stypułkowska i Łomnicki w "Niewinnych czarodziejach" oraz Cybulski w "Manuskrypcie". W niedzielę obudziłam się przed południem z wielkim zimnem na górnej wardze! Odwołałam obiad u Jana i Sue oraz salsę wieczorem z dziewczynami, bo stwierdziłam, że lepiej będzie jak zostanę w ciepłym łóżku. Zaczęłam czytać materiały, które zebrałam, a potem coś zjadłam i porozmawiałam z mamą i wujkiem przez Skype'a. Później wstalam znów z łóżka, zjadłam dwa jajka, żeby tradycji stało sie zadość i zaczęłam dalej czytac, ale się załamałam i zamiast zacząć pisać, obejrzałam najnowszy odcinek "South Parku" oraz cztery odcinki "Spadkobierców". Próbowałam jeszcze coś poczytać o Kieślowskim, ale stwierdziłam, że nigdy nie napiszę tego doktoratu i w końcu po 1:30 poszłam spać. W poniedziałek wstałam po południu, zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Po 15:30 wzięłam kąpiel, żeby się rozluźnić i żeby mi się lepiej myślało :) Zaczęłam wreszcie pisać! Po 18:00 zrobiłam sobie przerwę na obiad, a na deser zjadłam czekoladowego zajączka Friedela, którego dostałam od Jana i Sue :) Siedziałam nad komputerem prawie do 5:00 rano, na zmianę czytając i pisząc. Udało mi się napisać 5 stron, czyli połowę tego, o co mnie prosili promotorzy. Wszystko zaczęło się składać w jakąś całość, ale nadal nie jestem pewna, czy to co piszę jest na wystarczającym poziomie, żeby się nadawało na doktorat. Ale lepiej już nie potrafię! Wyślę im i zobaczę, co powiedzą. We wtorek obudziłam się w południe, zjadłam śniadanie i usiadłam znów do pisania. Okazało się, że wykorzystałam już prawie cały mój limit Internetu na ten miesiąc, więc pisałam off line. Będę musiała zapłacić 5 funtów za dodatkowe 5GB i zmienić hasło, żeby sąsiadka nie mogła korzystać z mojego. Później ugotowałam i zjadłam obiad, a potem się zdrzemnęłam. Po 20:00 zdzwoniłam się z rodziną przez Skype'a, bo odwiedziła ich ciocia, której dawno nie widziałam. Przez te parę dni obejrzałam w kawałkach prawie cały film "Podwójne życie Weroniki", o którym pisze. Po 22:00 zadzwonił nagle Ismail, ale nie odebrałam. Byłam zajęta. Pisałam dalej, aż do północy! ![]() Czekoladowy zajączek Friedel oraz Irene Jacob jako Weronika w "Podwójnym życiu Weroniki".
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Jak być kobietą :)
579. W poniedziałek wstałam o 10:00 i o 11:00 byłam już w firmie Ingeus, ktory jest bardzo blisko mojego domu. Przez pół godziny tłumaczyłam dla Polaka, który szuka pracy i umówil,i nas znów za miesiąc. Na 12:00 pojechałam na uniwerek, żeby się spotkać z promotorem i ustaliliśmy, że muszę przez Wielkanoc zacząć pisać. Potem weszłam do biblioteka po drodze do pracy, gdzie dotarłam przed 13:00. Wieczorem odwiedziła mnie Wanyu, więc o 20:00 poszłam z nią poczekać na UBUS. Przez to spóźniłam się na lekcję, która już się zaczęła. Ale że prowadził ją znów Nikoali, to stwierdziłam, że nie będę się już przyłączać, tylko poszłam na dół po drinka i zaczęłam rozmawiać ze znajomym. Potem przyszedł Jonathan i usiedliśmy, żeby pogadać. Wróciliśmy na górę i lekcja się wkrótce skończyła. Zaczęła się impreza i potańczyłam z wszystkimi, świetnie się bawiąc. Zatańczyłam nawet z Nikolaiem i Elą trójkącik :) A potem dziewczyny odwiozły mnie do domu i poszłam spać. We wtorek wstałam o 8:30 i na 10:00 pojechałam do pracy. Wyszłam o 17:00 i poszłam prosto do Alhambry, zeby kupić bilet na balet z Holandii. Występowali tylko dwa dni i chciałam się dowiedzieć, którego dnia mają po spektaklu spotkanie z widzami. Okazało się, że tego wieczoru, więc kupiłam od razu bilet i po drodze do domu przeszłam się piechotką po sklepach. Kupiłam coś do chleba i wróciłam Free Busem do domu. Zjadłam kolację, wstawiłam pralkę iposzłam się trochę zdrzemnąć. Potem wstalam o 19:30, powiesiłam pranie i na 20:00 poszłam na balet w wykonaniu Nederlands Dance Theater 2. Przedstawienie było niesamowite i nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie pójść na nie jeszcze raz nazajutrz :) W domu byłam przed 23:00, ale spać poszłam dopiero po 1:00 w nocy. ![]() Tancerze Nederlands Dance Theater 2 w "Studio 2" Paula Lightfoota/Sola Leona i "Deja Vu"... ![]() ...oraz w "Solo" - oba w choreografii Hansa van Manena - i w "Minus 16" Ohada Naharina. W środe zwlokłam się z trudem z łóżka po 11:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i zpałaciłam za czynsz przez Internet, a po drodze na Interchange weszłam do firmy Ingeus. W poniedziałek zapomniałam wziąć ze sobą Claim Form, więc teraz weszłam, żeby mi ja podpisali. Potem pojechałam do pracy na 13:00 i szefowa od razu wysłała mnie na zebranie w sprawie konferencji radiowej, jaką organizujemy w przyszłym tygodniu. Potem siedziałam na tyłach biura i wysłałam tą Claim Form faxem. Wyszłyśmy z szefową o 19:30 i poszłyśmy sprawdzić, czy wszystko w porządku na wykładzie islamskim, a potem wróciłyśmy do jej samochodu, bo mnie odwoziła do domu. Jak przejeżdżałyśmy koło uniwerku, zobaczylyśmy grupę muzułmanów z konferencji, jak się wspólnie modlą na trawniku. Jak bym miała paprat, zrobiłabym zdjęcie! W domu byłam już o 20:00, zapłaciłam online Council Tax za ostatnie 2 miesiące, zjadłam kolacja i obejrzałam niesamowity film "We Need to Talk about Kevin" (Musimy porozmawiać o Kewinie)na DVD z Love Film, przez co poszłam spać dopiero po 1:00 w nocy. ![]() Ezra Miller jako Kevin i Tilda Swinton jako jego matka Ewa w filmie "We Need to Talk about Kevin". W czwartek wstałam o 11:00 i na 13:00 pojechalam na lunchu w Media School. Był tam chłopak z Minicine, który wspólnie organizujemy i reklamował ja, a ja się dowiedziałam że mogę mieć darmowy bilet na spotkanie z francuskim reżyserem Olivierem Assayasem w środę 25 kwietnia, na kiedy mam już bilet do Londynu i zarezerwowany nocleg! Muszę to teraz wszystko zmienić i pojechać w czwartke 26 kwietnia. O 13:30 poszłam do pracy i wzięłam krótszą przerwę na lunch, a o 20:00 potem prosto do Muzeum Mediów na wystawę Life On Line. Spotkałam tam obu chłopaków, którzy organizują Minicine Polskie. Zwiedziliśmy wystawę i pożegnałam się z nimi, bo byłam umówiona z dziewczynami. O 21:00 Ela i Kasia podjechały po mnie na parkind i pojechałyśmy do Leeds. Wzięłam znów udział w lekcji kiozmby, a potem potańczyłam głównie salsę. Zatańczyłam parę razy ze świetnym tancerzem, którego poznałam 2 tygodnie temu i porozmawiałam z chłopcem, który dopiero zaczął się uczyć. Dałam mu moją wizytówkę. Wyszłyśmy z dziewczynami po 1:00 i zanim poszłam spać, było znów po 2:00 w nocy :) W piątek wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. Chłopiec z salsy napisał do mnie SMSa proponując spotkanie. Odpisałam luźno, że do zobaczenia na salsie! :) Mogłabym być jego matką! :) O 17:00 wsiadłam we Free Busa, a potem podeszlam piechotką do Pikniku, ale nie mieli żadnych ciast, a chciałam kupic jakieś na niedzielę. Piechotką podeszłam więc do Morrisona po resztę jedzenia i pojechałam do domu. Usiadłam do Internetu i znów poszłam późno spać. W sobotę obudziłam się w południe, wstałam i przed 14:00 dotarłam na pocztę, gdzie czekało na mnie DVD z filmem "Włoski dla początkujących", który pokazywałam w zeszły weekend. Musze je teraz oddać Potem weszłam do sklepów po make up i buty. W domu ugotowałam sobie lunch do pracy, a potem usiadłam do Internetu. W końcu zaczęłam czytać świetną, zabawną książkę "How to Be a Woman" Caitlin Moran, którą pożyczyłam od koleżanki z pracy i spać poszłam znów po 2:00 w nocy. W niedzielę obudziłam się najpierw o 10, a potem o 11:00 i o 12:00 wreszcie wstałam :) Posprzątałam trochę i porozmowiałam z bratem, a potem z mamą. W końcu zabrałam się za gotowanie obiadu, na który zaprosiłam Jana i Sue. Wyszłam z domu o 16:45 i weszłam do Tesco po ser i masło, a potem poszłam do Ambrozji, gdzie mieliśmy się spotkać i kupiłam nam po kawałku szarlotki. Okazało się jednak, że oni czekają u mnie pod domem! Przyjechali jednak, żeby omówić z szefową restauracji szczegóły cateringu na ich wspólną imprezę urodzinową we wrześniu. Potem pojechaliśmy do mnie i najpierw zjedliśmy ciasto, a w tym czasie ugotował się makaron. Zrobiłam danie, ktorego nauczył mnie Imsail. Po obiedzie pokazałam im mieszkanie, a potem wypiłyśmy się z Sue dwie butelki białego wina, czyli prawie po jednej na głowę, ale ona wlewala sobie więcej :) Wyszli po 22:00, a ja porozmawiałam z Celine przez Skype i zanim poszłam spać było już oczywiście po 2:00 w nocy. ![]() Książka "Jak być kobietą", którą powinnien przeczytać każdy oraz reklama resturacji Ambrozja.
poniedziałek, 26 marca 2012
Przesilenie wiosenne
578. W poniedziałek wstałam po 11:00 i po drodze na Interchange wyrzuciłam śmieci. Podjechałam Free Busem do pracy na 13:00 i w czasie lunchu poszłam do Galerii II sprawdzić ekran, bo szefowa galerii przysłała mi wiadomość, że coś z nim jest nie tak, ale stwierdziłam, że wytrzyma, bo był mocno sklejony taśmą. Potem spytałam szefową, czy mogę wziąć urlop w połowie kwietnia i kupiłam od razu bilety do Montpellier, żeby odwiedzić Celine zanim pojedzie na staż do Seatlle. Tymczasem moja druga córka, Jacqueline, leci na staż do Bostonu! Zastanawiam się nawet, czy ich obu nie odwiedzić, ale niestety będą na dwóch koncach Stanów! :) Nie mogłyby być bliżej siebie? :) Chociaż z drugiej strony w żadnym z tych dwoch miast jeszcze nie byłam :) Na deser zjadłam dwa mufinki z sześciu, które przyniosła dla mnie koleżanka, bo kiedyś mi to obiecała :) W końcu o 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do Richmond Buidling. Wychodząc, przypomniałam sobie, że zapomniałam zabrać pozostałe 4 mufinki, więc wrociłam po nie do pracy, bo chciałam się nimi podzielić s dziewczynami :) Tym razem nie było naszego nauczyciela, tylko uczył Nikolai, mój pierwszy nauczyciel salsy. Po lekcji spytałam ludzi, czy ktoś chce wziąć udział w International Gala nazajutrz w ramach One World Week, ale zgłosił się tylko jeden koleś, z którym tańczyłam tylko jeden raz wcześniej i który mnie trochę wkurzał. Wzięłam jednak od niego numer. Jonathan stwierdził, że jakby mógł, to by przyszedł. Potańczyłam z nim, a potem Ala mnie odwiozła do domu. Oczywiście najpierw usiadłam do Internetu, a spać poszlam dopiero po 2:00. We wtorek o 8:30 obudził mnie budzik i z trudem wstałam z łóżka. Na 10:00 pojechałam do pracy Free Busem. Po drodze wrzuciłam DVD z Love Film do skrzynki, żeby dostać od nich kolejną płytę. W pracy odbywały się akurat targi zorganizowane przez dział Careers, więc poszłam popatrzeć, co się tam dzieje i wzięłam parę ulotek. Potem odebrałam z Finansów 75 funtów na film niedzielny, bo tyle kosztowała licencja, żeby go pokazać. Dostałam SMSa od Ismaila i odpisałam mu, ale już się nie odezwał. Potem zadzwoniłam do tego kolesia z salsy i odwołałam wieczorny występ. Gdyby było nas parę osób, przynajmniej ze trzy pary, to bym się zdecydowała, ale nie sam na sam z nim. Nie tańczymy razem tak dobrze, żeby robić razem show. Co innego z Jonathanem czy paroma innymi tancerzami :) Po 17:00 poszłam prosto do Galeri II podłączyć sprzęt. Minęła jednak 17:30 i nikogo nie było, zaczęłam więc sama oglądać "Koyaanisqatsi", ale wkrótce doszło spóźnionych 3 chłopaków. Obejrzeliśmy więc cały film i wypiliśmy butelkę czerwonego wina. O 19:30 wróciłam do Student Central, żeby pożyczyć ten film koleżance w pracy. Jak wyszłam, zatrzymał się samochód, w którym był Jonathan! Powiedział, że przyjechał na tą galę, o której wspomniałam poprzedniego dnia! :) Powiedziałam mu, że odwołałam ten występ. Wróciłam do domu i obejrzałam na DVD film "Zabić księdza", który pokazuję w sobotę. Widziałam do po raz pierwszy wiele lat temu, ale tym razem obejrzałam go po prostu jako film, że znanymi aktorami. Mimo to nadal zrobił na mnie duże wrażenie. Po północy poszłam wreszcie spać. ![]() Scena z filmu "Koyaanisqatsi" oraz Christopher Lambert w filmie "Zabić księdza" Agnieszki Holland. W środę był pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, ale pogoda była pochmurna. W dodatku wstałam z łóżka lewą nogą, dopiero po 11:00, a nie o 10:00, jak zadzwonił budzik. Zamiast iść do HM Revenue & Customs, czyli Urzędu Podatkowego, zadzwoniłam więc do nich, ale odebrała maszyna i niczego się nie dowiedziałam. Chciałam wiedzieć, kiedy dostanę czek i czy należy mi się jeszcze coś za pozostałe lata. Potem poszłam na Interchange, ale kierowca Free Busa mnie nie zabrał, bo było za dużo ludzi! Poszłam więc na dalszy przystanek, ale znów ten sam kierowca nie otworzył drzwi, choć było miejsce na parę osób. Walnęłam w autobus pięścią ze 3 razy zanim odjechał i poszłam wkurzona pod górę. Co prawda to tylko trzy przystanki, ale pod górkę właśnie, a ja w moim wieku dostaję już od tego zadyszki :) Doszłam na miejsce przed autobusem i zastanawiałam się nawet, czy na niego nie poczekać i nie nabluzgać kierowcy, ale stwierdziłam, że za dużo w nim studentów. W pracy byłam tuż po 13:00, ale tak wkurzona, że najpierw poszłam do sklepu po coś do picia. Potem zostałam przez godzinę sama na recepcji i miałam urwanie głowy, ale przynajmniej złość mi przeszła. O 16:00 poszłam na lunch, a potem o 20:00 szefowa mnie podwiozła do domu. Miałam co prawda po pracy iść do Polskiego Klubu, żeby się spotkać z organizatorami Minicine Polskie, ale wszyscy po kolei odwołali, więc wróciłam do domu i usiadłam do Internetu. Zrobiłam research książek o Kieślowskim. Skorzystałam z Google Scholar, o którym wspomniał mi jeden z moich dwóch promotorów. Zanim się obejrzałam dochodziła 2:00 w nocy. W czwartek wstałam znów o 11:00 i znów próbowałam się dodzwonić do Tax Office, ale nadal nie udało mi się wyjaśnić sprawy i postanowiłam, że się jednak wybiorę do nich osobiście. Tego dnia pogoda była bardzo ładna, więc poszłam od razu piechotką aż pod sam ratusz i dopiero tam złapałam Free Busa pod górkę. Do pracy dotarłam na 13:00 i przez cały dzień miałam tak Sajgon, że nie udało mi się nawet wziąć jak zwykle przerwy na lunch o 16:00! Poprosiłam szefową, żeby nazajutrz dała mi wolne, bo zdałam sobie sprawę, że w weekend będę pokazywać filmy na uniwerku, więc byłabym tam codziennie non stop przez 12 dni! Po 18:00 chłopak z BSC pokazał mi jak uruchomić sprzęt w sali, w której miałam w weekend pokazywać filmy, a potem w końcu udało mi się zjeść mój lunch. Wyszliśmy z szefem trochę przed 20:00 i najpierw podeszłam do Tree House i zostawiłam tam plakat IFF 2011 Reaply, a potem z drugim do poszłam do 1in12. Napisałam na nim, że dla członków z klubu z ważną kartą wstęp na niedzielny dokument jest za darmo, bo opowiada on o podobnym miejscu w Bristolu. Poza tym przyjeżdża producent i dystrybutor filmu i chciałam jakoś zapełnić salę. Do domu dotarłam po 20:00, przebrałam się tylko i przed 21:00 byłam już na Interchange'u, gdzie spotkałam się z koleżanką z salsy i pojechałyśmy do Leeds. Lekcja kizomby była bardzo fajna, a potem potańczyłam zarówno salsę jak i kizombę z bardzo dobrym tancerzem, ktory powiedział, że szybko się uczę :) Nie zostałyśmy z koleżanką do końca, a do domu odwiózł nas kolega z salsy, ale zanim poszłam spać było już po 2:00 w nocy. W piątek pospałam do południa, a potem Neil spytał SMSem, czy zapowiem z nim polski film, który wybrałam na tegoroczny festiwal BIFF, czyli "Latające świnie". Odpowiedziałam, że chętnie i spytałam, czy będę zaproszona w tym roku na galę otwarcia festiwalu. Odpisał, że to nie jego działka, ale się dowie. Zjadłam śniadanie, zebrałam się i po 15:00 wyszłam z domu. Najpierw poszłam do Tax Office i dowiedziałam się, że czek przyjdzie na początku kwietnia i że nic więcej już mi się nie należy. Potem poszłam do TKMaxxa, ale nic nie kupiłam, tylko spotkałam znajomą Polkę :) Podjechałam do Primarku i kupiłam spódniczkę, bluzkę i kapcie :) Stamtąd weszłam do Wilkinsona i kupiłam gumki do włosów, a na koniec jedzenie w Morrisonie. Wróciłam do domu Free Busem, wzięłam kąpiel i zaczęłam się zbierać. Złapałam pociąg do Leeds o 20:04 i jak już byłam w drodze zadzwonił Ismail. Spytał, co robię i oczywiście okazało się, że jedziemy na tą samą imprezę, czyli Calle Ocho. Najpierw poszłam jednak do znajomego z salsy, który parę dni wcześniej miał urodziny i świętował też fakt, że dostał swoją upragnioną pracę. Było u niego ze 20 osób i piliśmy szampana, a potem paroma samochodami pojechaliśmy na Calle Ocho. Moje imię miało być na liście przy wejściu, ale nie było. Miałam zapłacić za wejście 5, a nie 8 funtów. Kolega, który to załatwiał miał mi potem oddać te 3 funty różnicy, ale zniknął. Wkurzona i podpita poskarżyłam się Jonathanowi, więc dał mi te 3 funty! :) Wypiliśmy potem za nie jedną colę na spółkę :) Zapytałam go też od razu, czy mogę liczyć na podwózkę i powiedział, że tak. Zatańczyłam najpierw salsę i kontem oka zobaczyłam Ismaila. Potem poszłam do sali, gdzie grali kizombę i tam też go widziałam, ale cały czas udawałam, że go nie widzę. W końcu wróciłam na salsę i podszedł do mnie by się przywitać. Zatańczyliśmy, podziękowałam mu i poszłam, bo taki jest zwyczaj, że tańczy się po jednym tańcu, a potem zmienia partnerów. Wytańczyłam się tego wieczoru, głównie ze znajomymi z Leeds, ale także z jakimiś dwoma Portugalczykami z Sheffield, których wcześniej nie znałam. Ismail był ewidentnie zazdrosny i poprosił mnie jeszcze parę razy do tańca, ale za każdym razem mu dziękowałam i szłam sobie, chociaż na kizombie szepnął mi do ucha, że za mną tęsknił i próbował mnie pocałować. Jego też dziewczyny prosiły do tańca, ale w pewnym momencie stanął po prostu i patrzył jak tańczę z tym tancerzem, który poprzedniego wieczoru uczył mnie kizomby. Jak skończyliśmy, złapał mnie do rumby i powiedział, że mam dziś powodzenie. Odpowiedziałam, że to tylko moi znajomi. Zabrał mnie do sali z kizombą i zaczął całować, a potem spytał, czy może nazajutrz do mnie przyjechać! Odpowiedziałam, że jestem zajęta w ten weekend. Jego kolega podszedł i powiedział, że się zbierają, więc spytał o przyszły tydzień, ale odpowiedziałam tylko "Zobaczymy". Nic się nie zmieniło, więc nie wiem czemu wydawało mu się, że wszystko nadal będzie po staremu?! Tylko dlatego, że mi powiedział, że się za mną stęsknił?! Poszłam dalej tańczyć i widziałam, jak wychodził. Zostałam do końca imprezy i wróciłam do domu z Jonathanem. Rozmawialiśmy znów pod domem, więc spać poszłam dopiero o 4:30. W sobotę o 9:30 obudziły mnie jakieś odgłosy i nie udało mi się już zasnąć. Wstałam i zebrałam się, bo o 12:00 musiałam już być na uniwerku na IFF 2011 Replay. Na pierwszy film, czyli "Zabić księdza" Agnieszki Holland przyszła 1 osoba, czyli mój znajomy, który układał program Minicine Polski i interesuje się polskim kinem. W dodatku projektor nie działał i musieliśmy zmienić salę! Dziewczyna z BSC, ktora przyszła mi pomóc też obejrzała film, więc w sumie były 2 osoby. W czasie filmu poszłam do recepcji i porozmawiałam z szefową i studentką, które tego dnia pracowały do 14:00. Potem wróciłam na górę i porozmawialiśmy chwilę o filmie. Kolega wrócił też na następny, czyli "Italian for Beginners", który pokazaliśmy o 15:00. Oprócz niego przyszedł jeszcze jakiś student, więc razem z dziewczyną z BSC były 3 osoby :) W czasie tego filmu zjadłam sałatkę siedząc na dworzu, bo była dość ładna, słoneczna pogoda. Ale było chłodno, więc wróciłam do recepcji, który oficjalnie była już zamknięta, i usiadłam do komputera. Wróciłam na salę przed koncem filmu i porozmawiałam chwilę z tym studentem, który jako jedyny wrócił też na ostatni film, czyli "Y tu mama tambien", który pokazaliśmy o 18:00. Tym razem poszłam do centrum miasta, gdzie odbywał się festyn z okazji otwarcie Mirror Pool, czyli wielkiej sadzawki pod ratuszem. Ale jednocześnie zaplanowany był protest, na który się wybrałam, przeciwko wydawaniu tylu milionów na taki projekt, kiedy tymczasem niszczeje Odeon, jedno z pięknych starych kin. Potem wróciłam na uniwerek, zabralam swoje rzeczy i poszłam do domu. Przed snem obejrzałam jeszcze wzruszający francuski film "Little White Lies" ze świetnymi aktorami, a spać poszłam o 2:30. ![]() Główni bohaterowie świetnego filmu "Little White Lies" (Les petits mouchoirs) Guillaume'a Caneta. W niedzielę obudziłam się po 14:30, czyli po 10 godzinach snu. Zadzwonił Ismail i umówiliśmy się, że porozmawiamy w tym tygodniu, ale że spotkamy się na neutralnym gruncie. Wstałam, zjadłam śniadanie, włączyłam pranie i dostałam SMSa od producenta i dystrybutora filmu "Invisible Circus" Marka Ashmore, że będzie na Interchange'u o 17:22. Dopiero wtedy się zorientowałam, że na laptopie jest inna godzina niż na mojej komórce, która wciąż pokazywała stary czas. Wiedziałam o zmianie czasu, ale myślałam, że moja tania komórka sama się uaktualni :) Okazało się, że mam tylko pół godziny, więc szybko wzięłam prysznic i poszłam na dworzec. Tam spotkałam chłopaka z BSC, który właśnie odprowadzał kolegę na ten sam pociąg, którym przyjechał Mark :) Poszliśmy we trójkę na uniwerek, pokazując mu po drodze centrum Bratfoot i nowo otwartą sadzawkę Mirror Pool :) Jak doszliśmy, okazało się, że na film przyszła tylko jedna babka, którą znałam z festiwalu w Leeds. Mimo to zapowiedziałam Marka, a on powiedział parę słów o filmie. Potem wyszliśmy i zapłaciłam mu za licencję, a później poszłam na komputer do recepcji i zostawiłam go samego, bo mówił, że chce trochę popracować. Wróciliśmy oboje na salę przed końcem filmu i poprowadziliśmy dyskusję. Jeden chłopak z BSC kupił nawet płytę DVD z okładką zrobioną na płytę analogową, która kosztowała 12 funtów, a którą ja dostałam od Marka za darmo :) Potem odprowadziliśmy go na dworzec i wróciłam do domu. Zrobiłam pranie, ugotowałam sobie coś na lunch i obejrzałam na stronie Love Film słodko-gorzką "Submarine". A potem usiadłam do Internetu i spać poszłam po 5:00 w nocy! ![]() "Invisible Circus: No Dress Rehearsal" oraz bohaterowie filmu "Submarine" (Moja łódź podwodna).
poniedziałek, 19 marca 2012
Zerwanie
577. W poniedziałek wstałam o 9:30, wzięłam kąpiel i na 11:00 pojechałam na uniwerek, żeby zobaczyć się z moimi promotorami. Jednego z nich jeszcze nie było, więc drugi zaproponował, żebym wróciła później. Poszłam więc na zakupy, bo kończył mi się make up i zgubiłam przez weekend jedną rękawiczkę, kupiłam więc 4 nowe. Potem Free Busem wróciłam z powrotem na uniwerek, ale tylko jeden z promotorów był wolny, więc porozmawiałam z nim i po 12:00 byłam już wolna, przez co byłam wcześniej w pracy. O 17:00 przyszli studenci, żeby wziąć udział w konkursie, w którym można było wygrać rower. Mieli zrobić zdjęcia pokazujące, gdzie na kampusie marnuje się energię. Po 18:00 zaczęła się debata pomiędzy kandydującymi na nowych Sabbów, czyli Sabbatical officers, przedstawicieli studentów. Wyszłam z pracy dopiero po 20:10 i poszłam jeszcze do Richmond Reception, więc do Polskiego Klubu na salsę dotarłam dopiero po 20:20, ale lekcja i tak się jeszcze nie zaczęła. Zdążyłam przed rozgrzewką, a po lekcji potańczyłam do 23:00. W ten sposób pobiłam swój własny rekord - pięć wieczorów salsy i kizomby pod rząd! Potem Ala mnie podwiozła do domu, ale pogadałyśmy w samochodzie pod domem. W końcu przed północą byłam u siebie, ale usiadłam na Internet i zanim poszłam spać, dochodziła 2:00 w nocy. We wtorek o 8:30 zadzwonił budzik, ale ledwo dałam radę wstałać. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i po drodze na Interchange wyrzucilam śmieci. Free Busem podjechałam na 10:00 do pracy i w międzyczasie spytałam SMSem znajomą, czy mogę do nich wpaść po 17:00. W robocie strasznie się nudziłam, więc wysłałam mail do Michaela, który od półtora miesiąca się do mnie nie odezwał. W końcu poszłam na lunch i zapomniałam, żeby wysłać maile do zwycięzców konkursu! Po 17:00 byłam już u znajomych na herbacie, a po 18:00 poszłam do Polskiego Klubu spotkać się z chłopakami, z którymi orrganizujemy pokaz polskich filmów. Wypiłam J20 i pogadaliśmy trochę, a potem powiedziałam, że się źle czuję i wróciłam Free Busem do domu. Zjadłam kolację i obejrzałam na Youtubie dwa filmy, które mamy pokazać, a których sama jeszcze nie widziałam: bardzo dobry "Pociąg" Kawalerowicza, a potem "Paciorki jednego różańca" Kutza, do którego nie mamy jeszcze praw, więc nie wiemy na 100%, czy go pokażemy. Trzecim filmem i gwoździem programu będzie "Manuskrypt znaleziony w Saragossie" Hasa. Tymczasem Ismail zadzwonił, ale stchórzyłam i nie odebrałam komórki. Spać poszłam po 24:00. ![]() Leon Niemczyk i Lucyna Winnicka w filmie "Pociąg" oraz scena z filmu "Paciorki jednego różańca". W środę wstałam z trudem o 11:00, wzięłam kąpiel i zjadłam śniadanie. Zobaczyłam, że Ismail znowu dzwonił, więc napisałam mu SMSa, żebyśmy porozmawiali po 16:00, jak będę na lunchu i zgodził się, ale zadzwonił znowu po 12:00! Nie odebrałam, bo musiałam zadzwonić do British Gas, żeby zapłacić im rachunek i ustalić wreszcie, dlczego nie ściągnęli mi Direct Debit! Wyszło na to, że będę na razie płacić 50 funtów miesięcznie, a pod koniec roku mnie podliczą i powinnam dostać zwrot. Wyszłam z domu dość późno, więc poszłam od razu na kolejny przystanek, żeby złapać Free Busa. W pracy byłam o 13:00 i poszłam od razu z dwoma studentkami na górę, bo szefowa kazała mi przeprowadzić z nimi trening. One akurat wszystko właściwie już wiedziały, więc po pół godziny zjadłysmy sobie sushi i dopiero o 14:00 wróciłyśmy do pracy. O 16:00 poszłam na lunch, a o 20:00 szefowa podwiozła mnie do domu. Zadzwoniłam do Ismaila z mocnym postanowieniem, że zakoncze naszą znajomość, ale rozmowa potoczyła się w zupełnie innym kierunku. Tymczasem do moich drzwi zapukała sąsiadka i zaproponowała, żebyśmy dzieliły Internet. Obejrzałam jej mieszkanie i powiedziałam, że się zastanowię. Wróciłam do siebie i wkrótce potem przyszła Ala. Pogadałyśmy o problemach z facetami prawie do 23:00, a jak wyszła usiadłam do Internetu. Przed snem przeczytałam esej o Solidarności chłopaka, który wybrał filmy na Minicine Polskie, czyli ten przegląd polskich filmów. Potem zaczęłam czytać książkę od Jonathana "Bad Karma" Davida Safiera, zabawną powieść o reinkarnacji, a po północy poszłam spać. W czwartek wstałam o 8:30 i na 9:30 poszłam do Muzeum Mediów na prezentację 18 Bratfootzkiego Festiwalu Filmowego :) Był tam Neil, ale był zajęty, więc nie pogadaliśmy. Porozmawiałam za to z chłopakami organizującymi przegląd polskich filmów oraz z Leonem, znajomym dziennikarzem. Okazało się, że jego żona jest w ciąży i że lecą niedługo do Nowego Jorku na ostatnie wspólne wakacje zanim urodzi im się dziecko! Po 11:00 było już po wszystkim, więc wróciłam do domu. Zadzwonił Ismail i chciał się wprosić na weekend, ale powiedziałam, żeby na razie się skupił na studiach i na eseju, a porozmawiamy potem. Zadzwoniłam do Council Taxu, bo okazało się, że tam też mi nie zrobili Direct Debit! Potem poszłam na Interchange i o 13:00 byłam już w pracy. Po 16:00 była ceremonii wręczenia roweru i nagród pocieszenia w konkursie fotograficznym, ale okazało się, że nie możemy zdjąć locka z głównej nagrody! W końcu przyszedł ktoś i go przeciął, a my wręczyliśmy rower :) Wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam do sklepu, a potem do domu. W drzwiach znalazłam kartkę od sąsiadki pytającej, co z tym Internetem. Zostawiła numer telefonu. Musiałam szybko zjeść i się przebrać, więc nie miałam czasu z nią gadać. Przed 21:00 poszłam na dworzec i pojechałam pociagiem do Leeds na kizombę i salsę. Porozmawiałam i potańczyłam z Jonathanem, który obiecał i rzeczywiście po 1:00 odwiózł mnie do domu. Rozmawialiśmy siedząc w samochodzie pod domem i zanim poszłam spać, było po 2:00 w nocy. W piątek nie szłam do pracy, bo zgłosiłam się na ochotnika na sobotę :) Obudziłam się o 11:00, ale wstałam dopiero o 12:00. Wzięłam kąpiel, zjadłam śniadanie i wróciłam znów do łóżka. Poczytałam sobie o naturalizacji, czyli warunkach otrzymania obywatelstwa i paszportu brytyjskiego. Zaczęłam się zastanawiam się, czy nadal tego chcę, czy wystarczy mi sama świadomość, że mogłabym to mieć? Potem wyciągnęłam z torby, którą dostałam poprzedniego dnia od babki z pracy, talerzyki, miseczki, widelczyki do ciasta oraz zestaw do herbaty i obrus kaszubski! W końcu zapukałam do sąsiadki, ale jej nie było. Poszłam więc do HMV po filmy na moją powtórkę festiwalu w przyszły weekend, ale był tylko "Y tu mama tambien". Free Busem podjechałam do BM, gdzie kupiłam obrus i małą deskę do prasowania! :) Później weszłam do Wilkinsona, gdzie kupiłam szczotkę do toalety, świeczkę i odświeżacz powietrza. W końcu dotarłam do Morrisona po jedzenie i mleczko do umycia kuchenki. Free Busem wróciłam znów do domu i wyprasowałam oba obrusy oraz plakat do filmu "Invisible Circus: No Dress Rehearsal". Jak usiadłam do Internetu, znowu zadzwonił Ismail, ale znowu stchórzyłam i nie odebrałam, bo nie byłam jeszcze gotowa na tą rozmowę i na jego reakcję. Poszłam do łóżka z zamiarem obejrzenia 2 filmów na DVD, ale zamiast tego przegadałam z mamą ponad dwie godziny przez Skype'a. W końcu po północy poszłam spać, bo nazajutrz szłam na 10:00 do pracy. ![]() Plakat do niezależnego dokumentu o squatterskim cyrku w Bristolu zwanego "Niewidzialny Cyrk". W sobotę było Świętego Patryka. Wstałam o 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. Wkrótce przyszła studentka i kolega, który spytał, czy chcę zatańczyć salsę we wtorek na International Gala w ramach One World Week. Odpowiedziałam, że potrzebuję partnera, więc zapytam w poniedziałek ludzi na salsie i dam mu znać. Na dole plakatu do "Invisible Circus..." przykleiłam informację na temat daty pokazu i ceny, a potem powiesiłam go wraz ze studentką. Zrobiłam sobie własne ulotki i zabrałam te reklamujące Minicine Polskie. O 14:00 wyszłam i poszłam do banku wyjaśnić sprawę moich Direct Debit czyli zleceń. Wygląda na to, że Council Tax wciąż jeszcze brakuje, ale siłownia została usunięta. Potem poszłam do The Sparrow Bier Cafe zostawić ulotki i kupiłam tam jedno irlandzkie ciemne piwo oraz pączka. Później weszłam do 1in12 i zostawiłam tam ulotki, a w polskim sklepie obok kupiłam sok i polskie sery. Jak wróciłam Free Busem do domu, dochodziła 16:00 i byłam tak zmęczona, że się zdrzemnęłam. Tuż przed 19:00 obudził mnie telefon od Ismaila. Tradycyjnie już nie odebrałam, dopiero za trzecim razem, bo musiałam przygotować się psychicznie na tą rozmowę. O dziwo nie było aż tak źle! Ustaliliśmy, że nie będziemy się już spotykać, ale jak wpadniemy na siebie na salsie, to zatańczymy. Wstałam i zrobiłam sobie zapiekanki, a potem zaczęłam reklamować wszystkie moje najbliższe pokazy filmowe mailem i na Facebooku. W końcu obejrzałam dokument "Invisible Circus: No Dress Rehearsal" i na szczęście był ciekawy, więc nie będę się wstydzić, że go pokazuję :) A potem przed snem obejrzałam jeszcze bardzo ciekawy, ale smutny film "Rabbit Hole" (Między światami). ![]() Okładka DVD do filmu "Invisible Circus" oraz Nicole Kidman i Aaron Eckhart w filmie "Rabbit Hole". W niedzielę obudziłam się o 11:00 i usiadłam do Internetu. Potem wstawiłam pranie, ale nie chciało mi się sprzątać, choć zaplanowałam na ten dzień wielkie porządki. Zamiast tego zdrzemnęłam się, aż dostałam SMS od sąsiadki, że jest już w domu i że wkrótce do mnie zajrzy. Wstałam więc i ubrałam się w coś szybko, a potem zabrałam się za sprzątanie kuchni i gotowanie . Wtedy siostra przysłała mi wiadomość, że są z mamą w domu, więc zdzwoniłyśmy się przez Skype'a. Porozmawiałam z mamą, a potem coś zjadłam i wróciłam do łóżka. Trzy godziny później sasiadka wysłała mi znów SMSa i zapukała do moich drzwi. Wciągnęłam szybko spodnie i jakąś bluzkę i poszłam do niej. Wpisałam jej do laptopa kod i połączyła się z moim bezprzewodowym Internetem. Powiedziała, że za 2 tygodnie wyjeżdża, więc wzięłam od niej 3 i pół funta za ten okres, a potem wróciłam do łóżka i zaczęłam dalej czytać książkę o reinkarnacji, ale wkrótce poszłam porozmawiać z bratem przez Skype'a. Ustaliliśmy niestety, że nie ma sensu przywozić tu jego samochodu, więc nadal pozostaję bez środka transportu, a moje miejsce parkingowe puste. Poszłam zjeść kolację, a potem wróciłam do łóżka i do Internetu. Obejrzałam dwa kolejne odcinki "Spadkobierców", a potem przed snem zaczęłam dalej czytać książkę od Jonathana.
poniedziałek, 12 marca 2012
Salsa Como Loco :)
576. W poniedziałek obudził mnie budzik przed 10:00, bo planowałam iść na basen przed pracą, ale postanowiłam zamiast popływać, iść na zumbę wieczorem. Wzięłam kąpiel, zjadłam śniadanie i wzięłam się za gotowanie. Musiałam przerwać, bo zrobiło się późno, i wziąć do pracy tylko ryż z sosem. Wyszłam z domu z pełną torbą - oprócz lunchu miałam buty do salsy, książkę kolegi z pracy oraz buty sportowe i ciuchy na zumbę. Wyszłam z domu o 12:30 i poszłam na dalszy przystanek, bo inaczej uciekł by mi Free Bus. W pracy byłam o 13:00, po 16:00 poszłam na półgodzinny lunch, a potem spytałam szefową, czy mogę wyjść o 18:00 i przyjść nazajutrz na te 2 godziny. Następnego dnia brałam bowiem wolne, ale w Leeds miałam być dopiero o 14:00. Szefowa się zgodziła, więc o 18:00 poszłam na zumbę, lecz okazało się, że jest za dużo ludzi i dali mnie na listę rezerwową. Ale i tak weszłam! :) Lekcja trwała godzinkę, a później spotkałam na bieżni znajomą z salsy. Porozmawiałyśmy, a potem wyszłam i poszłam na chwilę do znajomych po listy. Po 20:00 poszłam prosoto od nich na salsę. Były obie dziewczyny - Ela i Kasia, potańczyłyśmy do 23:00, a potem Ela nas odwiozła do domu. Tymczasem Ismail dzwonił dwa razy, ale dopiero potem to zobaczyłam. Dokończyłam gotowanie i po północy poszłam spać. We wtorek wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam do pracy. Wydrukowałam sobie Claim form, a potem wyszłam o 12:00 i podjechałam na Interchange. W Leeds byłam już przed 13:00, więc poszłam najpierw do TKMaxxa, a potem na 14:00 do kancelarii adwokackiej. Tam się okazało, że z trzech babek, które miałam tłumaczyć, pojawiły sie tylko dwie i żadna z nich nie mówiła po polsku, bo były Cygankami. Przyjechał z nimi chłopak, który chciał tłumaczyć, ale mu podziękowali. Mi zresztą też, po 15 minutach :) To było moje najkrótsze zlecenie jak do tej pory! :) Wróciłam więc do TKMaxxa i zrobiłam zakupy. Przede wszystkim kupiłam dwie koszulki nocne i dwie sukienki, a potem weszłam jeszcze do Primarku, gdzie dokupiłam jeszcze jedną sukienkę, bluzkę i legginsy :) Wyszłam stamtąd o 17:00 i poszłam na dworzec. Tymczasem szef agencji tłumaczeń poinformował mnie, iż wynegocjował, że zapłacą mi za 2 godziny pracy! Wsiadłam w pociąg i o 17:30 byłam już w domu. Zjadłam coś szybko i poszłam się przespać. Po 19:00 dostałam wiadomość od Ismaila, że będzie za 20 minut. Wstałam więc, ubrałam się i jak przyszedł, zaczęliśmy gotować. Zaczął mnie trochę denerwować fakt, że czuje się u mnie za bardzo jak u siebie w domu. W dodatku nie wspomniał ani słowem o weekendzie. W końcu poszliśmy spać. W środę rano wstaliśmy, wzięliśmy prysznic i on poszedł na dworzec , a ja się jeszcze zdrzemnęłam. Wstałam dopiero po 11:00, zjadłam śniadanie i poszłam na 13:00 do pracy. Najpierw siedziałam na tyłach biura i dokończyłam wypełniać aplikację o dotacje z Braduate Fund. Potem przesiadłam się na tył recepcji i wysłałam faxem Claim form z poprzedniego dnia. W końcu o 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do Ambrozji. Tam zjadłam kolację z dwoma organizatorami MiniCine Polskie, czyli przeglądu polskich filmów, ktory się odbędzie 7 kwietnia w Polskim Klubie. O 23:00 byłam już w domu i poszłam spać. W czwartek był Dzień Kobiet :) Rano wzięłam kąpiel i ugotowałam ryż, żeby go zabrać na lunch. Do pracy dotarłam na 13:00 i wyszłam o 20:00. Poszłam prosto do domu, przebrałam się i po 21:00 wsiadłam w pociąg do Leeds. Poszłam na lekcję kizomby, a później wytańczyłam się jak zwykle na imprezie. Znajomy tancerz zrobił mi masaż głowy i szyi z okazji Dnia Kobiet, który tutaj nadal nie jest za bardzo obchodzony, a po północy Jonathan odwiózł mnie do domu. Ismail nie odezwał się przez cały dzień, a ja tymczasem postanowiłam, że zakończę naszą znajomość. W końcu o 1:00 poszłam spać. W piątek wstałam o 8:30, wzięłam prysznic i poszłam na 10:00 do pracy. Siedziałam cały dzień na tyłach biura i udało mi się wreszcie znaleźć czas, żeby stworzyć wydarzenie IFF 2011 Replay na Facebooku i zaprosić na nie ludzi. Wyszłyśmy z szefową z pracy przed 17:00 i podjechałam do sklepu po jedzenie. Jak już wróciłam do domu, to położyłam się na pół godzinki do łóżka, a potem wstałam, ubrałam się w granatową sukienkę i poszłam na Interchange. Niestety, koleżanka Kasia spóźniła się na autobus, więc pojechałyśmy taksówką. Po 20:00 byłyśmy już na miejscu i impreza zaczęła się powoli rozkręcać. Po lekcji dla początkujacych, prowadzonej przez naszego nauczyciela saly, zaczął sie koncert zespołu Salsa como Loco. Po północy wróciłyśmy z Kasią taksówką do domu i po 1:00 poszłam znów spać. W sobotę obudziłam się rano, ale poszłam dalej spać i wstałam dopiero w południe. Zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Potem przeczytałam pracę magisterską chłopaka, który współorganizuje ten przegląd polskich filmów w Bratfoot. Później ugotowałam obiad, zjadłam go i znów usiadłam do Internetu. W końcu wzięłam kapiel, ubrałam się i poszłam po 20:00 na pociąg, ale mi uciekł, bo jakieś dziewczyny przede mną kupowały za długo bilet. Poszłam więc do bankomatu, a potem na autobus, ale też mi zwiał sprzed nosa! Zadzwoniłam więc do Eli, żeby po mnie przyjechała i wróciłam do domu po bilet, bo okazało się, że go zapomniałam. Potem czekałam na dole przy drzwiach ponad 15 minut, przy okazji spotykając znajomego z uniwerku, który mieszka w tym samym domu oraz policję, która robiła obchód. W końcu Ela przyjechała z Kasią i pojechałyśmy do Casino Alea w Leeds na kizomba con semba party. Zdążyłam akurat na drugą lekcję kizomby z Tonym Pirata, a potem tańczyłyśmy do 3:00 rano. W czasie show porozmawiałam sobie szczerze z Jonathanem. W domu byłam po 3:00, ale zanim poszłam spać, było około 4:30 rano. ![]() Lokalny zespół Salsa Como Loco (czyli "salsuję jak szalona" :) oraz mistrz kizomby Tony Pirata. W niedzielę po 10:00 Ismail dzwonił do mnie dwa razy, ale nie odebrałam, tylko poszłam dalej spać. Wstałam dopiero o 12:00, zjadłam śniadanie, wzięłam kąpiel i porozmawialiśmy z rodziną przez Skype'a o samochodzie. Wpadłam na pomysł, że skoro mój parking stoi pusty, a ich samochód stoi na dworzu, to moglibyśmy go postawić u mnie na parkingu :) Ismail znowu zadzwonił i tym razem wreszcie odebrałam, ale nie powiedziałam, że nie chcę, aby znowu przyjeżdżał. Nie wiem, jak to zrobić. Na szczęście w tym tygodniu i tak jest zajęty studiami. Po 16:00 wsiadłam w pociąg do Leeds, ale okazało sie, że bilet, który kupiłam był tylko w jedną stronę na 1-szą klasę. Czekałam ponad pół godziny na lekcję kizomby, a potem załapałam się też na lekcję salsy. Później jak zwykle była impreza, więc zostałam do 20:00. Później wsiadłam w autobus, który trochę się spóźnił, więc w domu byłam dopiero po 21:00. Porozmawiałam z bratem o tym samochodzie, a potem przed snem zarezerwowałam jeszcze nocleg w Londynie na koniec kwietnia. W końcu po 3:00 poszłam wreszcie spać. Idąc na cztery imprezy salsowe pod rząd, dzień po dniu, pobiłam swój dotychczasowy rekord, czyli cztery imprezy w ciągu całego tygodnia. A jutro pobije także ten rekord, idąc na piątą imprezę z rzędu :) Salsuję jak szalona! ) |