Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
sobota, 30 stycznia 2010
Francuska wyżerka :)

452.

W poniedziałek poszłam do pracy na 11:30, a potem na polski. We wtorek rano spotkałam się z moim promotorem i rozmawialiśmy o ewentualnej możliwości zrobienia przez ze mnie tylko dyplomu MPhil, a nie doktoratu. Ustaliliśmy też, o czym mam napisać abstrakt na konferencję, która odbędzie się w czerwcu z Glasgow. Po pracy poszłam na polski, ale tym razem nie poszłyśmy w Wanyu na drinka, bo byłam za bardzo zmęczona i zestresowana tym wszystkim, co muszę jeszcze zrobić przed wyjazdem! W dodatku Neil poprosił mnie, żebym do końca tygodnia napisała
do broszury krótkie opisy obu polskich filmów, które pokażemy na festiwalu w marcu. Ostatecznie będą to "Drzazgi" i "Ostatnia akcja". W środę poszłam na 3 godziny do pracy, a potem na kurs nauczycielski PCET, na którym siedziałam do 20:00. Zaczęliśmy nowe zajęcia i już się boję, jak pomyślę, ile jeszcze będę musiała zrobić do końca tego roku, żeby zdać ten kurs! A jednocześnie chcę przecież napisać pracę na 40 000 znaków, żeby otrzymać dyplom Magistra Filozofii! :)

W czwartek w czasie pracy udało mi się wreszcie dodzwonić do ośrodka, w Bratfoot, w którym przeprowadzane są testy Life in the UK, sprawdzające znajomość brytyjskiej historii, polityki i ekonomi. Zapisałam się na test na 19 lutego, dwa dni po powrocie z Gwadelupy. Musze za niego zapłacić 32 funty, ale jak zdam, to mogę się starać o obywatelstwo. Musze jeszcze tylko mieć na to 720  funtów! :) Po pracy poszłam do biblioteki po książkę, którą mi polecił mój promotor o kinie kultowym. Później usiadłam jeszcze do przygotowania lekcji polskiego, a potem na 20:30 poszłam do kina na "Sex & Drugs & Rock & Roll". Jest to świetny film o Ianie Durym, wokaliście zespołu The Headblocks, a którym nic wcześniej nie wiedziałam, a którego wspaniale zagrał Andy Serkis, znany z roli Goluma w trylogii o "Władcy pierścieni". Polecam gorąco ten film, ze wspaniałą muzyką i montażem oraz
świetną grą aktorską.

  
Andy
Serkis jako Ian Dury w "Sex & Drugs & Rock & Roll" i George Clooney w "Up in the Air".

W piątek miałam zwariowany wieczór. Zaczęło się od tego, że Conrad zaprosił nas w zeszłym tygodniu na piątek na swoje urodziny do restauracji. Namówiłam więc Severine, żeby przyjechała z Martinem do Bratfoot. Na początku tygodnia Conrad rozesłał wiadomość, że impreza urodzinowa odbędzie się jednak u niego. Tymczasem w czwartek rano spanikował i odwołał cała imprezę! Severine miała u niego zrobić tartiflette i przywieźć le fois gras. Napisałam więc do wszystkich, że robimy u mnie Kółko Francuskie. Prosto po pracy poszłam do sklepu, a potem na 17:30 do kina na świetny "Up in the Air" (W chmurach). Niestety, znów zapomniałam okularów, ale i tak ten dojrzały obraz amerykańskiego społeczeństwa w czasach kryzysu
mnie oczarował. Po 20:00 przyjechali Severine i Martin, więc zabrałyśmy się we dwie za przygotowanie zapiekanki tartiflette. Severine ułożyła warstwami ugotowane wcześniej ziemniaki, podsmażoną cebulę, boczek i ser raclette, a na koniec zalała wszystko śmietaną. A potem wstawiła to na jakieś pół godziny do piekarnika. Tymczasem doszli jeszcze Yannick, Conrad, Wanyu i Zico, a na końcu Victor.

Jako przystawki posmakowaliśmy kiełbasy saussion, którą zrobił własnoręcznie wujek Severine. A potem zjedliśmy tartiflette i na koniec le fois gras, czyli pasztet z wątroby kaczki (specjalnie w tym celu utuczonej). W pewnym momencie Zico źle się poczuł, wyszedł więc przed dom, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Wanyu wyszła za nim i całe szczęście, bo po chwili stracił przytomność! Severine przybiegła z wodą, a ja zaczęłam wzywać pogotowie. Odzyskał jednak przytomność, więc odwołaliśmy karetkę. Potem się okazało, że wypalił coś z chłopakami. Po 2 rano zostałam już tylko ja, Victor, Severine i Martin. Poszliśmy więc do znajomych Polaków na urodziny gospodyni. Był tam Patryk i Agnes, która przyjechała w odwiedziny. Po 7 rano wyszłam z Victorem i poszłam do domu spać. Dziś rano obudziło mnie słońce, a później Severine i Agnes, które przyszły na chwilę mnie odwiedzić razem z Natalką. Po południu pojechałam do sklepu po jedzeni i żeby kupić jakieś sandałki na wyjazd, a potem zrobiłam pranie i w końcu zabrałam się znów za esej na środę! :)

  
La tartiflette gotowa do spożycia i słoiczek le fois gras, który przywiozła Severine :)
niedziela, 24 stycznia 2010
Fiona Jabłko :)

451.

W czwartek poszłam do pracy na 11:30, żeby wyjść pół godziny wcześniej. Po pracy pojechałam na dworzec i już o 17:04
wsiadłam w pociąg do Leeds. Jak byłam w pociągu zadzwonił Patryk i pytał, co robię u mojej pani shrink :) Podjechałam najpierw do biblioteki, wyrobiłam sobie nowa kartę i wypożyczyłam książkę, którą mi poleciła wykładowczyni ze studiów nauczycielskich. Potem poszłam do knajpki na smoothie, bo nadal byłam za wcześnie. A potem na 18:30 poszłam do mojej pani shrink i łączyłam lewą półkulę (odpowiedzialną za logikę) z prawą (emocje) przy pomocy urządzenia wysyłającego małe wstrząsy elektryczne, które trzymałam w rękach :) Znów się zasiedziałam i wyszłam dopiero o 20:45. A płacę wciąż za półtorej godziny! :) W końcu wróciłam do domu, sprawdziłam maile i poszłam spać.

W piątek, jak wróciłam po pracy do domu, zadzwoniłam do mamy, żeby mi powiedziała, jak mam zrobić buraczki na gorąco. Robiłam je po raz pierwszy, ale wyszły całkiem dobre :) Po 20:00 poszłam na Kółko Francuskie i spotkałam się z Conradem. Później doszli jeszcze Jean, Wanyu, a w końcu Susana i jej chłopak Hatem. Posiedzieliśmy do północy czekając na Victora, który jednak nigdy nie dotarł. Spotkałam też
Hannah, przyjaciółkę Sally, która organizuję imprezy w Playhouse. Poszłam więc tam z Susaną i Hatemem, ale było tylko parę osób i nikt nie tańczył, więc po 1:00 wyszliśmy i poszłam do domu. Przed snem porozmawiam jeszcze przez telefon z Wanyu do 2:00 rano.

W sobotę wstałam w południe i pojechałam do paru sklepów. Najpierw kupiłam odżywkę do paznokci, bo miałam do wykorzystanie kupon za5 funtów. Potem kupiłam
za 6 funtów wieczorowy kostium kąpielowy - ciemno brązowy w złote kropki :) W końcu kupiłam dwie kartki urodzinowe - jedną dla Conrada, a drugą dla Sally. Później poszłam do polskiego sklepu po śledzika, chleb i sok, a na  końcu do Morissons i wreszcie wróciłam do domu. Wzięłam się za pranie i przeglądanie ubrań. Te, które zabieram, spakowałam do małej walizki. Cały dzień słucham nowych płyt "Hey" i "Kult", które dostałam od mojego brata, tzn. od Świętego Mikołaja :) W końcu, kiedy miałam się właśnie zabrać za pisanie eseju na kurs dla nauczycieli PCET, Krystian z Sabriną postanowili zrobić mi niespodziankę. Przed snem posłuchałam sobie jeszcze na Youtube piosenek Fiony Apple.

  
Mój wieczorowy kostium kąpielowy i Fiona Apple z czasów debiutanckiej płyty "Tidal".

Dzisiaj cały dzień próbuję się zmusić do napisania, a przynajmniej zaczęcia mojego eseju na zaliczenie. Muszę go oddać w środę trzeciego lutego, czyli na dzień przed odlotem na Gwadelupę. Dlatego naprawdę muszę się zmotywować i zabrać do pracy. A zamiast tego najpierw pospałam do 14:00, a potem straciłam prawie cały dzień grzebiąc w Internecie. Każdy powód jest dobry, żeby tylko nie brać się za robotę :) A muszę jeszcze oprócz tego przygotować abstrakt na konferencję, żeby go pokazać we wtorek mojemu promotorowi, no i zacząć wreszcie pisać dokument transferu z MPhil na PhD. Dobra, zabieram się! :)))
środa, 20 stycznia 2010
Be Italian! :)

450.

Od poniedziałku mam kłopoty ze wstaniem z łóżka, mimo że zaczynam przecież pracę w południe. Może dlatego, że kładę się spać o 2, czy nawet 4 rano! :) O 4:00 położyłam się w niedzielę i dlatego w poniedziałek ledwo dowlokłam się do pracy. W dodatku bolały mnie wszystkie mięśnie od tańczenia dwie noce pod rząd do 2 rano :))) Zanim skończyłam, przyszedł Patryk i odprowadził mnie do domu. Napiliśmy się kawy, a potem on zaczął sprawdzać teksty, które moi uczniowie mieli przetłumaczyć, a ja zdrzemnęłam się godzinkę :) Potem wstałam i poszłam na kolejną lekcję polskiego, a po powrocie obejrzałam w sieci wersję kinową "Seksu w wielkim mieście".

  
Mr. Big i Carrie Bradshaw oraz cztery przyjaciółki w czasie przygotowań do wystawnego ślubu.

We wtorek znów miałam kłopoty ze wstaniem, w dodatku wszędzie była gęsta mgła. W czasie pracy mailowałam z Sabriną i Krystianem i udało się nam wreszcie zamówić samochód i zdecydować na wynajęcie domku na pierwszy tydzień. Za namową Sally na pozostałe 4 noce szukamy noclegu przez Hospitality Club i Couch Surfing :) Wpadłam na pomysł, żebyśmy po przyjeździe zrobili imprezę i zaprosili wszystkich członków HC i CS :) Jak ich poznamy, może ktoś z nich nas potem przygarnie? :) Wieczorem poszłam na polski, a potem z Wanyu i Zico do pubu. Jak wróciłam do domu, porozmawiałam jeszcze przez Skype'a z Krystianem i znów poszłam spać o 2 w nocy! :)

Dzisiaj znowu ledwo się dowlokłam do roboty :) A prosto po pracy poszłam na 17:15 na pierwsze w tym roku zajęcia na moim kursie dla nauczycieli. Ale posiedziałam tylko godzinkę, a potem puścili nas do domu, więc poszłam coś zjeść, a później na 20:15 do kina na musical "Nine" (Nine - Dziewięć). Nie jestem fanką musicali, choć jest parę wyjątków, które potwierdzają tylko regułę :)
Na szczęście miałam jeszcze jeden darmowy bilet do wykorzystania! :) Poszłam na ten film tylko ze względu na obsadę: Daniel Day-Lewis, Sophia Loren, Judi Dench, Nicole Kidman, Penelope Cruz, Kate Hudson, Marion Cotillard i Stacy Ferguson czyli Fergie z zespołu Black Eyed Peas.

  
Daniel Day-Lewis jako Guido Contini i jego 7 muz (no właśnie, skąd ten tytuł "Dziewięć"?! :)

Jak tylko zaczął się film okazało się, że zapomniałam okularów! Ale myślę, że nawet gdybym miała okulary nadal byłabym rozczarowana historią włoskiego reżysera Contini (Fellini? :) mimo zgrabnych nawiązań do dzieł włoskiego kina (m.in. "La Dolce Vita"). Zgrabnie pokazano też rolę kobiet w tamtych czasach, zarówno w kinie jak i w życiu. Ale trudno mi było utożsamić się z problemami starzejącego się play-boya, który działał mi tylko na nerwy. Myślę, że ten film był raczej dla panów, bo panie dużo rzadziej miały tu na czym oko zawiesić (z w
yjątkiem sceny z Kate Hudson :) Wróciłam więc do domu raczej rozczarowana i postanowiłam przynajmniej raz pójść wcześniej spać :)
niedziela, 17 stycznia 2010
Ukraiński Nowy Rok! :)

449.

W poniedziałek nadal było pełno śniegu. W dodatku rano znów nie było gorącej wody, więc po raz pierwszy od długiego czasu poszłam do pracy bez umycia głowy i bez prysznica. Byłam trochę wkurzona i zadzwoniłam do mojej agencji wynajmu, żeby im powiedzieć, że jak tak dalej pójdzie, to nie zapłacę czynszu w tym miesiącu. Powiedzieli mi jednak, że muszę zapłacić i że porozmawiają z właścicielem budynku. Powiadomili mnie wkrótce, że właściciel zamówił już nowy bojler. Zapytałam doradczynię, która pomaga w takich sytuacjach studentom i niestety potwierdziła, że muszę zapłacić. Jednym słowem nic nie mogę zrobić tylko cierpieć i płacić. Postanowiłam jednak zaczekać, aż właściciel się ze mną skontaktuje, bo napisałam do niego długi list, tłumacząc dlaczego moim zdaniem w tym miesiącu powinnam zapłacić mniej. Między innymi za to, że musiałam sama pomalować sobie sufit w łazience oraz za brak ogrzewania i gorącej wody w czasie Świąt! Po powrocie z pracy była znów ciepła woda, więc wzięłam prysznic, a potem poszłam na lekcję polskiego, na którą z powodu śniegu dotarło zaledwie dwóch uczniów! :)

We wtorek poszłam do pracy, a pod koniec dnia zadzwonił do mnie właściciel domu i powiedział, że mam zapłacić pełną sumę zamieszkanie, albo mogę się w ciągu miesiąca wyprowadzić! Cóż, nie będę szukać mieszkania w środku zimy! Zapłaciłam więc, ale obiecałam sobie, że w tym roku się wreszcie stąd wyprowadzę. Wieczorem poszłam na polski, a potem z Wanyu i jej chłopakiem do pubu. On po jakimś czasie poszedł, ale my siedziałyśmy prawie do północy! :) W środę jak przyszłam do pracy, powiedzieli mi, że za 3 godzinach wszyscy idą do domu, bo znów ma padać śnieg :) Na 15:45 poszłam więc na bardzo dobry film "Nowhere Boy" (Chłopiec znikąd) o Johnie Lennonie przed Beatlesami. W czwartek Patryk przyszedł do mnie do pracy i przyniósł mi 2 kawy Inki, które mi przywiózł z Polski. Poczekał aż skończyłam pracę i pojechaliśmy razem do sklepu, a potem poszliśmy do mnie na kawę. Po 19 zajrzeliśmy do polskiej szkoły, żeby zobaczyć jak tam wyglądają lekcje salsy, ale szkoła była zamknięta. Poszliśmy więc do muzeum, gdzie spotkaliśmy się z Sabriną, z którą szłam na 20:20 na "Avatara" do Imaxu. Patryk też chciał kupić bilet, ale były już wyprzedane! Film nawet mi się podobał, choć nie spodziewałam się po nim za dużo :)

  
Aaron Johnson jako John Lennon w "Nowhere Boy" oraz Jake Sully i Neytiri w "Avatarze".

W piątek po pracy poszłam na Kółko Francuskie. Przyszła Susana i jej chłopak Hatem oraz Wanyu i Zico. Czekaliśmy jeszcze na Victora, żeby pójść do polskiego klubu na jakąś imprezę rave, ale w końcu poszliśmy bez niego, a on doszedł do nas później. Impreza skończyła się o 2 w nocy i przynajmniej się wytańczyłam i poćwiczyłam przed Małanką, czyli Ukraińskim Sylwestrem na który się wybierałam w sobotę :) Najpierw pojechałam jednak do sklepu i kupiłam podkład do makijażu, bo mi się skończył. Potem wróciłam do domu i próbowałam się spakować, rozmawiając jednocześnie przez Skype'a z Sally :) W końcu o 17:30 wsiadłam z Krystianem do autokaru do Manchesteru. Z dworca odebrał nas chłopak Majki i pojechaliśmy do sklepu, żeby kupić coś do picia. Zdecydowałam się znów na calimocho. W domu Majka ugościła nas swoim zielonym curry. Zjedliśmy, napiliśmy się, a potem zabraliśmy butelkę wódki oraz butelkę po Pepsi pełną mocho ze sobą i pojechaliśmy wreszcie taksówką do Ukraińskiego Klubu na Małankę. Taksówkarz miał trochę problemów z jego znalezieniem, ale w końcu dotarliśmy! :)

Kupiliśmy bilety za 12.50 funta i zajęliśmy jakiś stolik. Chłopaki pili wino, a my dolewałyśmy sobie drinki spod stołu - Majka Absoluta, a ja calimocho :) Świetnie się bawiliśmy i balowaliśmy do 2 rano :) Wytańczyłam się znów za wszystkie czasy i uważam ten weekend za bardzo udany :) Potem wróciliśmy taksówką do nich do domu i siedzieliśmy w kuchni, gadając do 4 rano :) W końcu ja jako pierwsza wymiękłam i poszłam spać:) W niedzielę wstaliśmy dopiero po południu, a właściwie ja wstałam jako pierwsza i poszłam wziąć kąpiel. Potem wszyscy zjedliśmy śniadanie i zagraliśmy w jakąś grę planszową. Potem chłopak Majki odwiózł nas na dworzec i o 14:30 pojechaliśmy do Bratfoot. O 16 byłam już w domu, zjadłam coś i poszłam  spać. O 19:00 obudził mnie jednak budzik, bo byłam umówiona z Krystianem i Sabriną na rozmowę przez Skype'a, żeby zarezerwować ostatecznie samochód i domek na Gwadelupie :) Ale i tak będziemy musieli poprosić Sally, żeby to za nas zrobiła. A potem dokończyłam wreszcie oglądać ostatnie odcinki "Seksu w wielkim mieście" i poszłam spać :)

  
Candace Bushnell, autorka "Sex and the city" i jej alter ego Carrie Bradshaw (
Sarah Jessica Parker).
niedziela, 10 stycznia 2010
Pięć lat w UK! :)

448.

Poniedziałek minął mi normalnie - poszłam do pracy po prawie 2 tygodniowej przerwie i nudziłam się  od 12 do 17, bo nie ma jeszcze za dużo studentów. Wieczorem poszłam na polski, spodziewając się zaledwie paru osób, bo wieczorem miał padać śnieg, ale tylko jedna osoba nie dotarła z tego powodu na lekcję. Pozostałym zrobiłam więc testy podsumowujące, czego się do tej pory nauczyli :) We wtorek rano znowu spadł  śnieg. Poszłam do pracy na 12, ale puścili mnie do domu już po 2 godzinach, o 14:00. Wieczorna lekcja polskiego została odwołana, pojechałam więc do sklepu kupić coś na piątek, bo postanowiłam zaprosić przyjaciół i oblać 5 lat mojego pobytu w Anglii! :) Miałam wieczorem po lekcji
świętować z Wanyu, ale ponieważ zamknęli college, poszłam w tym czasie spać. Zawsze chciałam mieć taką pracę, w której płacą mi za to, że sobie śpię :))) Zdrzemnęłam się, ale jak Wanyu zadzwoniła po 21:00 i spytała, czy idziemy na drinka, to już mi się nie chciało. Byłam zbyt zmęczona i powiedziałam, że oblejemy to w piątek.

W środę rano okazało się, że znowu brak ciepłej wody. Poszłam do sąsiadów na górze, ale powiedzieli, że
nie mają klucza, bo moi sąsiedzi z boku już wrócili. Zapukałam do sąsiadów z boku, ale nikogo nie było w domu. Wysłałam więc SMSa do właściciela, że muszę wziąć prysznic przed pójściem do pracy i że nie wiem, co mam robić. Zastanawiałam się nawet nad tym, żeby w ogóle nie iść, ale po pół godzinie zaczęła lecieć gorąca woda. Wysłałam więc SMSa do szefowej, że się spóźnię i poszłam pod prysznic. Do pracy dotarłam spóźniona jakieś 10 minut, ale i tak po 3 godzinach wysłali mnie do domu. Nadal wszędzie było pełno śniegu i mało studentów :) Poszłam więc do kina na film "Me and Orson Welles" (Ja i Orson Welles) z Zaciem Efronem, Claire Danes i Christianem McKay'em. Średnio mi się podobał. To taka porządna, ale nudnawa hollywoodzka produkcja. Choć McKay jako Orson Welles był rzeczywiście bardzo przekonujący i nawet dość podobny.

  
Prawdziwy młody Orson Welles oraz Christian McKay i Zac Efron w "Me and Orson Welles".


W czwartek puścili mnie z pracy po 4 godzinach, czyli o 16:00. Pojechałam więc prosto do sklepu, bo postanowiłam, że zrobię na piątek sangrię i calimocho oraz ugotuję coś na ciepło. Kupiłam kapustę, grzyby i ziemniaki oraz dwa czerwone wina. Do jednego wlałam w domu cytrynową Fantę i wsypałam owoce z puszki, a do drugiego wlałam Colę. Zastanawiałam się wcześniej, co kupić do picia i początkowo myślałam o piwie, ale potem przypomniałam sobie, że kiedyś jak robiłam imprezy i jak byli jeszcze Hiszpanie, to piliśmy właśnie sangrię i mocho :) W czasie gotowania kapusty rozmawiałam przez Skype'a z Sally, Sabriną i Krystianem. Zrobiliśmy sobie konferencję, żeby ustalić jeszcze parę szczegółów naszego wyjazdu. Musimy jeszcze znaleźć jakiś nocleg, tani samochód i zdecydować na które z okolicznych wysp popłynąć promem :) Na to wszystko pójdzie już jakieś 400 funtów, a trzeba przecież jeszcze coś zjeść (i napić się :)

W piątek nie chcieli nas puścić wcześniej do domy, mimo że wszędzie nadal było pełno śniegu i mało studentów. A ja już się rozpuściłam i rozleniwiłam. Poza tym siedzieliśmy tam tylko bez sensu, a ja musiałam się przecież przygotować do imprezy. Spytałam więc, czy mogę wyjść godzinę wcześniej. Będę co prawda
musiała ją odpracować w przyszłym tygodniu, ale przynajmniej zdążyłam ze sprzątaniem, gotowaniem i przekręcaniem mebli. Zdałam sobie sprawę, że chyba od półtora roku nie przekręcałam łóżka i nie robiłam imprezy! Od moich imienin w lipcu 2008 roku! O19:00 byłam już dawno gotowa, ale goście jak zwykle się spóźniali. Pierwszy przyszedł Krystian i zaproponował, żebyśmy poćwiczyli trochę salsę :) Potem doszła Sabrina i Krystian zaczął ją uczyć kroków. Później dotarła też Wanyu, potem Conrad, a zaraz potem chłopak Wanyu. Krystian wyszedł pierwszy, bo szedł rano do pracy. Po jego wyjściu dotarł jeszcze Victor i on z Sabriną został najdłużej - do 3 rano.

W sobotę obudziłam się około 11:00 i pojechałam do sklepu. Potem zaczęłam szukać informacji na temat naturalizacji, czyli warunków uzyskania brytyjskiego obywatelstwa. Okazało, że mogę się już o nie starać, bo upłynęło 5 lat od mojego przybycia do UK. Muszę tylko
zapłacić 720 funtów i zdać egzamin "Life in the UK", który kosztuje ponad 30 funtów. Podzieliłam się tą informacja przez telefon z Majką, a potem porozmawiałam jeszcze z Wanyu i Krystianem, który wybrał się z Sabriną do kina na "Sherlocka Holmesa". Też chcę iść na ten film, ale nie chciało mi się wychodzić wieczorem z domu. Wolałam pooglądać w cieple "Seks w wielkim mieście" :) A potem zaczęłam oglądać film od Krystiana, "Arn - Templeriddaren" (Arn: The Knight Templar), w którym zagrali m.in. Vincent Perez, Bibi Anderson i Stellan Skarsgard oraz troje z szóstki jego dzieci: Gustaf, Bill i Valter (jego najstarszy syn Aleksander też jest aktorem, średni syn Sam producentem, a córka Eija modelką).

W niedzielę wstałam dopiero po południu. Dostałam SMSa od Jana i Sue z pytaniem, czy chcę iść z nimi na 13:00 na obiad do Pierogarni, ale nie było szans, żebym się wyrobiła. O 13:00 to ja dopiero śniadanie jadłam! :) Potem zabrałam się za poprawianie testów z polskiego, żeby je oddać moim studentom w poniedziałek. Później poczytałam sobie o filmie "Arn - Templeriddaren" i okazało się, że jest jeszcze druga część: "Arn - Riket vid vagens slut" (Arn: The Kingdom at Road's End)! Napisałam więc do Krystiana, a on od razu ją ściągnął :) Oba filmy są koprodukcją Szwecji, Danii, Finlandii, Norwegii, Niemiec i Wielkiej Brytanii, opartą na trylogii szwedzkiego pisarza Jan Guillou. W Polsce oba filmy noszą chyba wspólny tytuł "Templariusze. Miłość i krew". Wieczorem Krystian i Sabrina poszli znów do kina, tym razem na "Avatara", na którego ja się wybieram do Imaxu, a potem wpadli do mnie i Krystian przegrał mi drugą część "Arna", którą obejrzałam sobie przed snem.

  
Joakim Natterqvist jako Arn Magnusson oraz polski plakat do filmu o templariuszach.
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Nowy 2010 Rok! :)

447.

W poniedziałek dokończyłam sprzątanie, a potem przyszedł wreszcie właściciel i dokończył mój prysznic. Otworzyłam szeroko okno, bo czuć było zapach kleju silikonowego, i pojechałam po mojego brata i jego dziewczynę. Ich autobus trochę się spóźnił, więc czekałam na nich w pobliskim sklepie. Zrobiliśmy małe zakupy, a potem wzięliśmy taksówkę i pojechaliśmy do mnie. Zostawiliśmy tylko bagaże i poszliśmy na kolację do Chińczyka. A potem wróciliśmy do domu i napiliśmy się piwka, ale poszliśmy dość wcześnie spać, bo nazajutrz mieliśmy już zaplanowaną wycieczkę.

We wtorek rano okazało się, że bojler znów się wyłączył i znów nie ma ogrzewania ani ciepłej wody. Na szczęście właściciel powiedział mi, że sąsiad z góry ma klucze do mieszkania obok. Poszłam więc na górę, włączyłam bojler i wszystko wróciło do normy. O 11:00 wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy do Liverpoolu. Okazało się, że od połowy listopada w Liverpoolu poustawiano pingwiny pomalowane w różne wzory, żeby zwrócić uwagę na ocieplenie klimatu. Coś jak "Cow Parade", tylko że to się nazywa "Go Penguins" (http://www.gopenguins.co.uk :) Byliśmy w The Cavern, gdzie po raz pierwszy wystąpili Beatlesi, a wracając poszliśmy na drinka w Manchesterze.

     

Pingwiny w Liverpoolu: Moon Waddler (zwany też Neilem Flipstrongiem :) Sparkly oraz Henry.

     
Pingwiny: Ticket to Ride i Supenguin, The Emperor's New Clothes i Antartic Penguin oraz Flora.

W środę rano brat poszedł na zakupy, a potem zjedliśmy angielskie śniadanie, spakowaliśmy się i pojechaliśmy do Londynu. Kupiłam nam bilety firmy Megabus, bo były najtańsze, a podróż miała trwać tylko 3 i pół godziny. Niestety, nasz autobus spóźnił się na dworzec i musieliśmy czekać godzinę na stacji, która znajduje się tuż obok ogromnej elektrowni, więc widok był niesamowity. Wieczorem dojechaliśmy do Londynu, gdzie zjedliśmy kolację w bardzo fajnej hiszpańskiej restauracji, a potem kolejką do domu rodziny dziewczyny mojego brata, gdzie zostaliśmy na noc.

  
Stacja East Midlands Parkway przy kominach elektrowni Ratcliffe-On-Soar Power Station.

W czwartek po obiedzie pojechaliśmy do Londynu, do znajomych dziewczyny mojego brata, którzy mieszkają w trzeciej strefie. Odebrali nas ze stacji metra i najpierw pojechaliśmy do nich, a potem do sklepu na zakupy, zanim dotarliśmy wreszcie do ich znajomych Polaków, u których odbywała się impreza sylwestrowa. Jak w końcu przyjechaliśmy, to większość była już pijana, włącznie z ojcem gospodyni. W dodatku oglądali sylwestra w Dwójce i trafiliśmy akurat na Dodę z Marylą Rodowicz. Tego nam było za wiele, więc pojechaliśmy pod Pałac Aleksandry zobaczyć fajerwerki.

Kiedy wybiła północ byliśmy nadal w drodze, w samochodzie. A jak dotarliśmy wreszcie na miejsce widokowe, było już po fajerwerkach :) Wypiliśmy więc szampana i wróciliśmy do domu, po drodze zahaczając jeszcze o sklep. Reszta imprezy odbyła się w kuchni i zakończyła o piątej nad ranem. Wygląda więc na to, że w tym roku będziemy dużo podróżować, poznawać nowych ludzi i balować :) W piątek pospaliśmy do południa, a nasi gospodarze nawet dłużej. Zjedliśmy we trójkę śniadanie i stwierdziliśmy, że trzeba by jeszcze trochę pozwiedzać, zanim wrócimy wszyscy w sobotę do domu.  Zostawiliśmy więc kartkę, że jedziemy na Piccadilly Circus i poszliśmy do metra.

W centrum Londynu mój brat zrobił zakupy, bo wszędzie były akurat przeceny, a potem zrobiliśmy sobie spacer na Leicester Square i do Covent Garden. W międzyczasie zadzwonili znajomi, że już wstali i żebyśmy przyjechali na obiad. Ugościli nas po królewsku, po czym mój brat i jego dziewczyna zebrali się i pojechali do jej rodziny, a ja zostałam na noc u jej znajomych. Mój brat i jego dziewczyna lecieli już nazajutrz do Polski i jej rodzina miała ich odwieźć prosto na lotnisko, a ja miałam bliżej do dworca od jej znajomych. Rozmowa się nam za bardzo nie kleiła, więc poszłam
do pokoju na górę i do 3:00 rano czytałam polską gazetę "Bluszcz", zanim w końcu poszłam spać :)

W sobotę wstałam rano, bo umówiliśmy się, że o 9:00 podwiozą mnie na stację, ale zanim wreszcie wyszliśmy, była 10:00. Nadal miałam cztery godziny do pociągu, więc najpierw pojechałam do Camden Town do muzeum, które niestety okazało się zamknięte. Podjechałam więc znów do Covent Garden i zjadłam obiad w małej włoskiej restauracyjce. A potem zrobiłam sobie mały spacer, zanim pojechałam na dworzec St. Pancras, gdzie wsiadłam do pociągu. Przespałam całą podróż, a jak dojechałam do Bratfoot, zaskoczyła mnie burza śnieżna! Dotarłam do domu, pożyczyłam klucz, włączyłam bojler, wzięłam prysznic i do 3:00 rano oglądałam w sieci "Seks w wielkim mieście" (Sex and the City)

  

Covent Garden za dnia i stacja St. Pancras, z której teraz jeździ pociąg Eurostar do Paryża.

W niedzielę zrobilam sobie "Święto lasu"
i spędziłam cały dzień w piżamie. Wstałam w południe i pożyczyłam znów klucz, bo bojler znów się wyłączył, ale właściciel obiecał, że w tym tygodniu ktoś przyjdzie, żeby go naprawić. Podobnie zresztą jak obiecywał w poprzednim tygodni :) Na razie nie narzekam, bo włączam piecyk i nie marznę, a jak chcę się umyć, to idę tylko do mieszkania sąsiadów i włączam bojler. Ale niedługo wracają i mam nadzieję, że oni będą go włączać. Resztę dnia przegadałam z rodziną i znajomymi na Skypie i oglądając do 1:00 w nocy kolejne odcinki "Seksu w wielkim mieście".

  
Bohaterki serialu "Sex and the City": Charlotte, Carrie, Samantha i
Miranda :)