Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Park Południowy :)

514.

W poniedziałek obudziłam się o 11:00 i poszłam jak zwykle wziąć prysznic, a tymczasem za oknem zobaczyłam sylwetki dwóch facetów na dachu, którzy naprawiali rurę obok. Okno mamy przydymione więc nie widzieliśmy się nawzajem, tylko zarysy. Weszlam więc pod prysznic, żeby nie spóźnić się do pracy 12:00, ale odżywka spadła mi na ziemię i nie mogłam jej otworzyć. Musiałam więc wyjść spod prysznica i wziąć drugą spod okna. Od rana byłam więc lekko wkurzona. Doszłam do pracy i myślałam, że sobie spokojnie chwilę ochłonę, a tymczasem szefowa poprosiła mnie, żebym poszła na zebranie robić notatki. O 17:00 wyszłam i wróciłam do domu, a jakiś czas później przyszedł znajomy znajomych i pokazał mi piramidę finansową, w której chciał wziąć udział. Po jego wyjściu po 19:00 zadzwoniłam zw Skype'a do brata, który uświadomił mi, że to nielegalne. A potem porozmawiałam też z mamą. Przed snem obejrzałam jeszcze parę odcinków "South Parku".

We wtorek obudziłam się o 10:00, bo na 11:00 szłam do pracy na zebranie. Dwie babki z wydziału HR zrobiły nam krótki wykład na temat krótkotrwałych chorobowych, z którego wynikało, że jak już się zachoruje, to lepiej dłużej posiedzieć w domu :) Potem pokazały nam jeszcze, jak działa system "My View", na którym są wszystkie nasze informacje. Zajrzałam na niego po zebraniu i zobaczyłam, że według niego mam kontrakt do końca lipca tego roku, a mi się wydaje, że do końca kwietnia. Ciekawe kto ma rację :) Potem poszłam z kolegą z pracy na spacer po głównej ulicy, którą chcemy zamienić w drogę tylko dla autobusów i rowerów. Później miałam kolejne zebranie, więc dzień mi szybko minął. Tylko, że katar miałam coraz większy i coraz gorzej się czułam. W końcu wróciłam do domu po 17:00, zjadłam obiad i zamiast iść na 19:00 na salsę z Krystianem, poszłam spać. Krystian wrócił po 22:00 i opowiedział mi jak było. Przed snem  porozmawiałam n
a Facebooku z Kingą, która za tydzień przylatuje na tydzień do Bratfoot. Będzie spała u Gosi, ale umówiłyśmy się, że na pewno się spotkamy.

W środę wstałam o 8:30, bo na 9:30 szłam do pracy. Obiecałam szefowej, że przez trzy dni pod rząd będę siedziała cały dzień w pracy, bo ona miała jakiś kurs. Po drodze na uniwerek weszłam do sklepu i kupiłam sobie kanapkę i Fantę na lunch. Rano byłam sama, ale po południu przyszła Polka, która nam pomaga w recepcji. Schowałam się wtedy i usiadłam do innego kompuetra, żeby spisać notatki z dwóch zebrań, na których byłam. Nie cierpię robić tych notatek, czyli tzw. minutes, ale w tym tygodniu akurat poproszono mnie o parę. W końcu o 17:00 wyszłam z pracy i wsiadłam we Free busa. Najpierw podjechalam na Forster Square i weszłam do Bootsa. Potem weszłam do sklepu obok i kupiłam  szampon oraz mydło do łazienki, którego wspólnie używamu. Na koniec weszłam do Tesco i kupiłam coś do jedzenia. Wróciłam do domu i zjadłam obiad wspólnie z Krystianem, a wieczór spędziłam z dziewczynami, które wprosiły mi się do pokoju, bo stwierdziły, że dawno mnie nie widziały :) W końcu obejrzałam dwa kolejne odcinki "South Parku" i poszłam spać.

W czwartek obudziłam się o 8:15 myśląc, że to piątek i że nie będę już musiała tak wcześnie wstawać! :) Do pracy dotarłam o 9:30 i cały dzięń minął mi niesamowicie szybko, bo miałam urwanie głowy z powodu Re-Freshers Fayre, czyli imprezy dla nowych studentów rozpoczynających studia w styczniu.  O 11:00 poszłam na bardzo ważne zebranie, na którym były same szychy z uniwersytetu, a ja mialam coraz większy katar i coraz głośniej pociagałam nosem :) W dodatku zostawiając recepcję poprosiłam kolegę z pracy, żeby mnie chwilę zastapił, bo jeden z pomagających nam studentów się spóźniał. Po moim powrocie z zebrania okazało się, że koleś zaspał i przyszedł dopiero godzinę później! Potem było jeszcze gorzej i nie miałam nawet czasu, żeby spokojnie zjeść zupę na lunch. Na kolejnym zebraniu szef stwierdził, żebyśmy rozprowadzili ankietę, którą musiałam na wariata przygotować, jak się później okazało z błędem :) W końcu wyszłam o 17:00 i wróciłam do domu. Pogadałam z dziewczynami, które próbowały mnie wyciagnąć do pubu z chłopakami z Douglas Tower, ale się wykręciłam i zamiast tego poszłam do łóżka, gdzie obejrzałam parę kolejnych odcinków "South Parku" :)


Bohaterowie obrazoburczego serialu "South Park": Cartman, Stan, Kyle, Kenny i inni :)

W piątek po raz ostatni wstałam po 8:00 i poszłam do pracy na 9:30. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie zgodzę się  na takie zastępstwo. Co prawda uzbierałam sobie z tego dwa dni wolnego, ale byłam wyczerpana fizycznie i psychicznie :) Na szczęście ostatni dzień minął mi dość miło, bez żadnych zebrań i notatek. Rano pomagał mi Andy, z którym się zawsze droczę i który zapytał mnie, czy zjem lunch z nim i jego kolegami z klubu wspinaczkowego. po południu zostawiłam się kolejnego pomagającego nam studenta samego i zeszłam z Andym na dół spotkać się z jego kolegami. Zjadłam z nimi zupę, a potem wróciłam do pracy. O 17:00 wyszłam i wróciłam do domu. Porozmawiałam z dziewczynami i poznałam przyjaciółkę Celine, ktore przyjechała do niej w odwiedziny. Razem z nią, Celine i Krystianem poszliśmy o 21:00 do 1in12 i pograliśmy w bilard. Później doszła Jacqueline z Arnoldem i jego kolegą Jasonem. Na dole były urodziny jednego ze znajomych studentów, na których spotkałam koleżankę z pracy. Tuż przed północą wyszliśmy i wszyscy poszli na FND, a ja najpierw na R:Evolve, a potem na No Hands koło domu. W kóńcu wróciłam po 2:00
do domu i poszłam spać.

W sobotę pospałam wreszcie do południa, a potem pojechałam do sklepów i najpierw kupiłam buty, a później kartkę dla Danusi na urodziny. Potem poszłam do Morrisona na duże zakupy spożywcze, na które wydałam ponad 50 funtów! Ledwo się zabrałam z czterema pełnymi siatkami i  trudem doszłam do domu. Zjadłam obiad, a potem wzięłam prysznic i po 19:00 poćwiczyłam salsę z Krystianem, bo mu to obiecałam w czwartek. Skonczyliśmy o 21:00 i poszłam do Balangi na urodziny Danusi, gdzie dołączyła do nas Severine. Poznałam tam kuratorkę galerii uniwersyteckiej i artystkę z Iranu, która przyjechała do Bratfoot tylko na miesiąc. Wkrótce impreza przeniosła się do domu Danusi i jej chłopaka. Wspólnie z tą kuratorką postanowiłyśmy zacząć robić pokazy filmów europejskich na uniwerku :) Pogadałam też z wokalistką zespołu La La and the Boo Ya, która chce się uczyć polskiego! :) Zjadłam coś i wypiła całą butelkę calimocho, ale jak znajomy powiedział, że się zbiera, to wyszłam razem z nim, bo już mnie oczy bolały od dymu papierosowego. W domu byłam o 3:00, ale przed snem posiedziałam jeszcze w sieci :)

W niedzielę wstałam po południu, zjadłam śniadanie i ogarnęłam trochę pokój, bo po 14:00 przyjechała Sarah na kolejną lekcję polskiego. Po godzinie jak zwykle zrobiłyśmy sobie przerwę i napiłyśmy się herbatki, a potem kontynowałyśmy lekcję. Skończyłyśmy po 16:30 i pojechałyśmy do Balangi. Danusia z rodziną nie dojechali, musieli więc nieźle zabalować poprzedniego dnia :) Przyjechał za to Jan, którego dawno nie widziałam. W sumie na pokazie
oprócz mnie było jakieś 6 osób. Pokazałam po raz drugi "Ile waży koń trojanski", bo to naprawdę świetny film. Nietsety, początkowo mieliśmy problemy z dźwiękiem, a potem jak już udało się temu zaradzić, zniknęły nam napisy! Przez jakieś pół godziny były, a potem zniknęły. Wszyscy postanowili jednak obejrzeć film do końca, a potem dopowiedziałam im to, czego nie było pewni. O dziwno jednak dużo zrozumieli :) Po filmie zostaliśmy w pięć osób na obiad. Dołączyła do nas Wanyu, z którą poszłam jeszcze potem do Weatherspoon i do domu dotarłam dopiero po północy :) Przed snem sprawdziłam ceny biletów do Amsterdamu i Madrytu :)

  
Danuta Szaflarska jako babcia i Robert Węckiewicz jako Darek w "Ile waży koń trojański?" :)
niedziela, 23 stycznia 2011
La La & the Boo Ya

513.

W poniedziałek poszłam do pracy na 12:00 i wyszłam o 17:00. Nie wiem czemu, ale byłam strasznie zmęczona, więc zjadłam coś i poszłam do łóżka. Miałam rozmawiać z bratem na Skypie, ale go nie było. Zadzwoniłam więc do domu i powiedziałam mamie i siostrze na kiedy kupiliśmy bilety do Polski. Były u nich córki jednej z jej koleżanek i też koniecznie chciały ze mną porozmawiać. Później przyszedł chłopak mojej siostry i zostaliśmy sobie przedstawieni :) Przed snem obejrzałam parę odcinków "South Park". We wtorek obudziłam się o 8:30 i na 9:30 poszłam do pracy. Szefowa poprosiła mnie, żebym pracowała cały dzień, z przerwą na lunch, bo miała jakieś zebrania. Po pracy wróciłam do domu i od 19:30 do 21:00 ćwiczyłam z Krystianem salsę.

W środę pracowałam znów normalnie od 12:00 do 17:00, a po pracy poszłam na pocztę i wysłałam mojej chrzestnej profesjonalne zdjęcia z Graduation, które niedawno do mnie doszły. Kosztowały mnie strasznie dużo pieniędzy. Potem zjadłam kolację i poszłam do łóżka. Zaczęłam zasypiać i znów nie udało mi się porozmawiać z bratem, który próbował się do mnie dodzwonić przez Skype'a. Rozbudziłam się jednak, jak już go nie było w sieci i obejrzałam na YouTube tegoroczną ceremonię Złotych Globów. Prowadził ją podobnie jak w zeszłym roku brytyjski komik Ricky Gervais, który moim zdaniem był bardzo zabawny. Docinał wszystkim, co rownoważyło wszystkie te nieszczere komplementy, które filmowcy patetycznie prawili sobie nawzajem.

  
Statuetka Złotego Globu oraz prowadzący tegoroczną ceremonię bardzo zabawny Ricky Gervais.

W czwartek poszłam znów do pracy na 12:00 i dostałam siatkę pełną owoców od jednego z pracowników, który kiedyś mnie poprosił o pomoc i zostanie dłużej w pracy, na co sie zgodziłam w zamian za jakiś owoc. A że było to jeszcze w tamtym roku, teraz mu naliczyłam odsetki i musiał mi kupić całą siatkę :) Potem zostałam poproszona o robienie notatek na spotkaniu, w czasie którego dyskutowano na temat nowej struktury Student Union. Jeden palestyński student, który jest skarbnikiem chce zmienić aktualną, demokratyczna strukturę na coś na kształ monarchii :) O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do domu na obiad. Potem od 19:00 do 21:00 ćwiczyłam znów salsę z Krystianem. Później poszłam do łóżka i obejrzałam film "Brunet wieczorową porą" Bareji na YouTube, a przed snem jeszcze parę odcinków trzeciej serii "South Park".

  
Scena z filmu "Brunet wieczorową porą" oraz Trey Parker i Matt Stone - twórcy "South Parku".

W piątek pracowałam znów w godzinach 12:00-17:00. Potem wróciłam do domu i zjadłam szybko parę kanapek i banana, bo 17:30 przychodziła Sarah na polski. W ten weekend wyjeżdża, więc przeniosłyśmy lekcję z niedzieli. Skończyłyśmy po 20:00, a o 21:00 wyszłam domu i poszłam z Celine i Jacqueline do 1in12. Pograłyśmy trochę w bilard, a później doszli do nas pozostali: Tom, Severine, Martin i Arnold z kolegą. Pograliśmy w bilard z jakimiś Anglikami, a potem poszliśmy na górę, żeby zjeść Galette des Rois, którą przywiozła Severine. Tam doszli do nas jeszcze Ronaldo, Mikael i nowy wolontariusz z Francji. Popiliśmy jeszcze, a w końcu po północy wyszliśmy z 1in12 i wróciliśmy na chwilę do domu, żeby zostawić rzeczy. Przebrałam się w sukienkę i poszliśmy wszyscy na FND. Balowaliśmy do 4:00, a potem wróciliśmy do domu, ale było strasznie zimno i nie mogłam zasnąć.

W sobotę obudziłam się tuż przed 16:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i chciałam się wybrać na koncert nowego zespolu Martina, ale nie zdążyłam się zebrać na czas :) Zjadłam więc późne śniadanie i spędziłam czas na Internecie.
Celine i Jacqueline umówiły się z chłopakami z Douglas Tower i Arnoldem na kręgle, a ja poszłam o 21:00 na koncert La La & the Boo Ya do B5. Tam spotykam wokalistkę przy barze i chwilę z nią porozmawiałam. Potem kupiłam piwo i czekałam na pojawienie się jakiś znajomych. Wtedy podszedł do mnie David, którego w ogóle nie poznałam :) Chodziłam z nim kiedyś na zajęcia z Kreatywnego Pisania, ale od tamtej pory strasznie schudł :) Później przyjechała Danusia z chłopakiem i poszłam z nimi i z ich kolegą do samochodu na rum. W końcu poszliśmy na koncert. Po La La and the Boo Ya wystąpił Rebel MC z Londynu. W końcu po 2:00 wróciłam do domu, ale najpierw gadałam z Krystianem, a potem siedziałam na Internecie do 5:00, zanim wreszcie zasnęłam.

W niedzielę obudziłam się tuż przed 12:00. Zjadłam śniadanie, wzięłam prysznic i po 14:00 poszłam z Krystianem do pralni. Niestety, jak pranie się skończyło, nie było żadnej wolnej suszarki, a ja nie miałam zbyt wiele czasu. Udało mi się jednak wszystko wysuszyć i powiesić tuż przed tym, jak przyszły po mnie Celine i Jacqueline,. Poszłyśmy na 17:00 do Balangi na kolejny pokaz filmu. Tym razem był to "Brunet wieczorową porą" Bareji. Przyszło znów około 10 osób, ale po filmie prawie nikt nie został. Tylko sami Polacy, z którymi zjadlam gulasz na obiad :) Wracając do domu wstąpiłam jeszcze Tesco o mleko i do polskiego sklepu po ser. W domu byłam o 20:00 i porozmawiałam chwilę z rodziną przez Skype'a, a potem zaczęłam oglądać czwarty sezon "South Parku" :)

  
La La & the Boo Ya oraz plakat Danusi do naszego pokazu filmu "Brunet wieczorową porą".
niedziela, 16 stycznia 2011
Niektórzy znów wyjeżdżają...

512.

W poniedziałek obudziłam się o 10:30, ale zdecydowałam nie iść do pracy i poszłam dalej spać. Po południu obejrzałam zabawną francuską komedię "Hors de prix" (Priceless / Miłość. Nie przeszkadzać!)
na stronie BBC. Uśmiałam się i rozpoznałam nawet Barritz w jednej z pierwszych scen :) Jak tam byłam, zrobiłam zdjęcie dokładnie w tym samym miejscu. Potem obejrzałam jeszcze parę częsci "Dekalog",  od pierwszej do siódmej. Cały dzień spędziłam zatem w łóżku i dopiero po 2:00 w nocy poszłam spać. We wtorek obudziłam się o 14:00 i obejrzałam trzy pozostałe części "Dekalogu", od ósmej do dzięsiątej oraz wywiad z Krzysztofem Kieślowskim. Potem poszłam do biblioteki college'u i wydrukowałam materiały na Polskie Kółko w Polskim Klubie. Zaprosiłam na nie kolegę, który chce uczyć, żeby przejął po mnie Polskie Kółko, jeśli dogada się z moimi studentami. Oddałam DVD z "Dekalogiem" jednej z moich studentek i po 21:00 wróciłam do domu. Przed snem obejrzałam jeszcze parę odcinków "South Parku".

  
Gad Elmaleh i Audrey Tautou w "Priceless" oraz okładka DVD "Dekalogu" Kieślowskiego.

W środa postanowiłam wrócić do pracy, chociaż nadal nie czułam się najlepiej i wciąż bolało mnie gardło. Przyszłam o 12:00, a szefowa najpierw mnie zignorowała, a potem powiedziała, że mam iść do szefa na dywanik, a dokładniej na "back to work review". Od razu mi się wszystkiego odechciało i chciałam rzucić tą robotę, ale dwie babki z pracy ze mną pogadały, i jedna po drugiej przekonywały mnie, żebym się poskarżyła na szefową. Trochę tak zrobiłam, ale głównie poskarżyłam się ogólnie na pracę i powiedziałam, że chciałabym robić coś związanego z filmem, bo to mnie interesuje. A do tej pory zrzucali na mnie zawsze jakieś mało ciekawe zajęcia związane ze sportem. Po pracy wróciłam do domu, zjadłam małże i o 18:30 poszłam się spotkać z polakiem, który przejmie moje lekcje w college'u. Przekazałam mu wszystko, co najważniejsze, a potem został też na lekcji. To była moja ostatnia lekcja! O 21:00 poszłam do Weatherspoon, gdzie spotkałam się z Celine, Ronaldo, Mikaelem, Arnoldem i nowym wolontariuszem. Posiedzieliśmy tam do 23:30, a potem w domu siedziałam do 2:30 rano na Internecie.

W czwartek poszłam znów do pracy na 12:00 i szef oświadczył, że chce żebym się zajęła filmem, który ma propagować bezpieczeństwo w mieście. No cóż, lepsze to niż nic. Przynajmniej widać, że się stara :) Później przyszła Polka, którą zatrudniliśmy ostatnio razem z paroma innymi studentami
do pomocy. Zagadałam się z nią i dopiero o 16:50 pobiegłam na pocztę, żeby wysłać paczkę z uniwerku i jedną od Krystiana. Dał mi pieniądze i poprosił mnie, żebym ją za niego wysłała, bo nie miał czasu. Potem wróciłam z powrotem do pracy, bo zapomniałam komórki, a wieczorem byłam umówiona z Sally! Przyszła po mnie o 18:00 i poszłyśmy razem do restauracji Markaz. Tam napiłyśmy się po koktajlu, a potem doszli do nas jej znajomi, Juan i Ed. Zamówiliśmy we czworkę coś do jedzenia, ale jak na mnie to prawie wszystko było za ostre! Potem doszła jeszcze jedna znajoma Sally i jej  przyjaciółka ze swoim chłopakiem. W siódemkę przeszliśmy do sali obok na sziszę :) W domu byłam po 22:00 i poszłam spać.

W piątek poszłam znów na 12:00 do pracy i było bardzo miło i śmiesznie, bo kręciło się dużo ludzi. Wyszłam o 16:30 i poszłam na pocztę. W domu byłam przed 17:00, a że nikogo jeszcze nie było, to poszłam do łóżka i pospałam do 19:30. Potem ubrałam się i poszłam do Muzeum po bilet na sobotni darmowy pokaz przedpremierowy filmu "West is West". Stamtąd poszłam do 1in12 i najpierw skorzystałam na górze z Internetu. Sue i Jan chcieli mnie zaprosić na niedzielę na lunch, ale się wykręciłam, bo jestem zbyt zajęta. Potem zeszłam do baru i zagrałam ze znajomym i z Tomem w jakąś grę. Wkrótce doszła do nas Sally, a potem także Celine, Jacquline, Krystian, Alain, Buki i Arnold. Poszliśmy wszyscy na górę, żeby zjeść naleśniki z Nutellą, które zrobił Alain :) A potem zeszliśmy znow na dół do baru pograć w bilard i w piłkarzyki. Tam dołączyli do nas Conrad z Victorem i wszyscy razem poszliśmy do Revolution. Niestety, bramkarze nie chcieli nas wpuścić, więc skończyliśmy znów tradycyjnie w Che Bar :) I pożegnaliśmy się z Sally, która nazajutrz leciała na 3 miesiące do Madrytu.

W sobotę obudziłam się o 12:00, ale wstałam dopiero o 14:30, bo balowaliśmy poprzedniej nocy do 2:30 :) Wzięłam prysznic, zjadłam małże na obiad i na 15:35 poszłam do Muzeum na pokaz filmu "West is West", sequela bardzo tu popularnego "East is East" (Wojny domowe). Po projekcji można było zadawać pytania młodemu aktorowi debiutującemu w tym filmie, Aqilowi Khan. Do domu wróciłam o 17:30 i usiadłam do Internetu, ale wkrótce przyszedł Ronaldo, który akurat przechodził obok, oraz znajomi Polacy. Oczywiście wszyscy wylądowali w moim pokoju, bo jest największy :) Jak już wszyscy wyszli, poćwiczyliśmy u mnie w pokoju  z Krystianem salsę przez 2 godzinki. Poprosiliśmy Jacqueline, żeby nas nagrała na wideo, żeby zobaczyć, jak nam idzie :) W międzyczasie przyszedł Alain i poszukali z dziewczynami biletów do Polski na Wielkanoc. Po 22:00 poszliśmy w piątkę do Deliusa na drinka, gdzie dołączył do nas Arnold. Po jednym Cosmopolitan poszliśmy dalej w miasto, ale nie mogliśmy się na nic zdecydować. Krystian dołączył w końcu do kolegów z pracy w Che Bar, a my skończyliśmy w pubie. Około północy pożegnaliśmy się z Alainem, który wraca do Francji i poszliśmy do domu.

  
Aqil Khan w "West is West" oraz rodzina Khanów w "East is East" (Wojny domowe).

Dzisiaj wstałam po południu, wzięłam prysznic i kupiłam wreszcie z dziewczynami bilety do Polski na Wielkanoc. O 14:00 przyszła Sarah na kolejny polski, a potem o 16:30 podwiozła mnie do Balangi. Tym razem mieliśmy puścić z CD film "Eroica" Edwarda Munka, ale niestety po 13 minutach się zawiesił. Po paru nieudanych próbach postanowiliśmy pokazać jeszcze raz "Chłopaki nie płaczą", bo większość ludzi go nie widziała, ale ten zawiesił się po 40 minutach!
Daliśmy w końcu spokój i poszliśmy po prostu na górę na obiad. A szkoda, bo oprócz nas, organizatorów, przyszło aż 9 osób! Oprócz Wanyu i Zico był między innymi kolega, którego spotkałam na Sylwestrze i z którym byłam w zeszły weekend na "randce". Zaczyna mi powoli działać na nerwy. O 20:00 wróciłam do domu, a że trochę źle się czułam, to poszłam od razu do łóżka. Brzuch mnie bolał, więc napiłam się gorącej herbaty i obejrzałam parę odcinków "South Park". Kupiłam też bilet powrotny z Polski, gdzie zostaję dłużej niż moi Francuzi.

  
Plakat do naszego nieudanego pokazu filmu "Eroica" Munka oraz bohaterowie "South Parku".
niedziela, 09 stycznia 2011
Niektórzy odchodzą...

511.

W poniedziałek budziłam się parę razy w nocy, bo byłam nadal trochę chora i nie mogłam spać. W końcu wstałam o 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i poszłam na dworzec. Wsiadłam w autobus i pojechałam na warsztaty "5 Rytmów". Dojechałam trochę wcześniej, przed 10:00 i zapłaciłam pozostałe 20 funtów (wcześniej wyslalam im czek na 15 funtów). Po 10:30 zaczęła się rozgrzewka, ale przyłączyłam się do niej dopiero po 11:00, bo wcześniej nie wiedziałam za bardzo, co mam robić. Prowadzący puszczał muzykę i mówił, żeby dac się jej ponieść :) Na początku nie było łatwo, ale z czasem się rozkręciłam.
Od 14:00 do 15:00 była przerwa, w czasie której okazało się, że każdy (oprócz mnie :) przyniósł coś do jedzenia i się nim podzielił. Stół był pełen, więc zamiast iść do jakiegoś sklepu, tak jak planowalam, zostałam i zjadłam z wszystkimi. Parę osób mnie pytało, jak mi się podoba.

Najłatwiej było mi tanczyć szybkie tańca, bo czułam sie wtedy jak na techno party :) Tyle, że było jasno i średnia wieku wyższa, niż zwykle na takich imprezach. Poza tym są one tańsze, bo nigdy jeszcze nie zapłaciłam 35 funtow za wejście do klubu! :) trochę trudniej było mi zatańczyć bardzo wolne tance, ale i to z czasem stało się łatwiejsze. Po 17:40 warsztaty się skończyły, więc pożegnałam się i poszłam do Morrisona na zakupy. Potem czekałam ponad 20 minut na autobus. W domu zjadłam obiad i usiadłam do Internetu. Dowiedziałam się, że poprzedniego dnia okolicę dotknęło małe trzęsienie ziemi, którego w ogóle nie odczułam, oraz, że Pete Postlethwaite umarł. Dostałam też SMSa od szefa z college'u, w ktorym mnie błagał, żebym nie rezygnowała z uczenia polskiego, ale niestety musiałam go roczarować. Byłam dość zmęczona, więc udało mi się tym razem pójść spać przed północą.

  
Gabrielle Roth, prekursorka 5 Rytmów, i Pete Postlethwaite w "Age of Stupid" (Wiek głupoty).

We wtorek obudziłam się nadal chora, ale zdecydowałam, że pójdę mimo to do pracy. Wolałam się przemęczyć te 5 godzin, niż zadzwonić i powiedzieć szefowej, że nie przyjdę. Zawsze bierze to zbyt do siebie i potem zachowuje się, jakby byla na mnei obrażona za to, że się rochorowałam. Załamka :) Przesiedziałam więc w pracy od 12:00 do 17:00. Dowiedziałam się, że jeden z pracowników działu Careers zmarł w weekend na zapalenie opon mózgowych. Dla jednych zaczął się nowy rok, a dla innych skończyło się życie... Szefowa wyszła wcześniej, więc sprawdziłam maile i wydrukowalam materiały na polski i na Polskie Kółko. Nagla pojawił się Patryk, choć myślałam, że od paru miesiećy jest w Polsce. Oddał mi książkę o Kieślowskim, 2 funty i powiedział, że go okradli. Potem zniknął. Po pracy wróciłam do domu, zjadłam obiad i na 18:30 poszłam do Polskiego Klubu na Polskie Kółko. Przyszło 7 osób i potem zostaliśmy na pączki. W domu byłam dopiero o 22:00, a spać poszłam około 2:30 rano.

W środę poszłam na 12:00 do pracy i zgodziłam się, gdy szefowa spytała, czy nazjautrz i dzień później mogę przyjść i wyjść godzinę wcześniej. Zgodziłam się, choć chciałam w ogóle nie przychodzić, tylko wreszcie sobie pochorować. Jak wracałam z pracy odezwal się znów Patryk i spytajął czy mogę mu kupić bilet do Polski kartą prze Internet, a on mi da gotówkę. Zgodziłam się i umówiłam się z nim o 21:00 pod biblioteką college'u. W domu zjadłam coś, pogadałam ze znajomymi na Facebooku, a potem na 19:00 poszłam do college'u na przedostatni polski. Dotarły tylko dwie osoby. Po lekcji poszłam do biblioteki, ale zadzwonił Patryk, mówiąc że się spóźni. Umówiłam się więc z nim na dworcu i poszłam do domu kupić mu ten bilet, bo bibliotekę już zamykali i komputery były już wyłączone. Potem spotkałam się z nim na dworcu. Oddał mi pieniądze, umówiliśmy się, że mu, że prześlę mu bilet na maila i wsiadłam w autobus do domu. Mówił, że czyta mojego bloga, więc zobaczymy, czy to jakoś skomentuje.

W czwartek poszłam do pracy na 11:00 i wyszłam o 16:00. Wsiadłam od razu we free bus i pojechałam do sklepu po owoce. Wracając spotkałam z busie jedną z wolontariuszek. W domu zjadłam obiad i usiadłam do Internetu. Obejrzałam parę odcinków Kuba Wojewódzki Show i poszłam spać o 1:00. W piątek obudziłam się o 10:00 i zobaczyłam, że pada śnieg. Poszłam znów do pracy na 11:00, ale już o 12:30 wszyscy stwierdzili, że zamykamy bałagan i wracamy do domu, bo jak spadnie więcej śniegu, to nie będzie jak wrócić. Poszłam więc na pocztę, a potem podjechałam znów free busem do centrum. Zrobiłam zakupy i wyjęłam pięniądze na czynsz z bankomatu. Potem wróciłam do domu i poszłam prosto do łóżka. W internecie przeczytałam, że zmarł Krzysztof Kolberger! A dopiero go widziałam półtora roku temu w sierpniu 2009 na przedstawieniu z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego.

  
Kontrowersyjny Kuba Wojewódzki oraz Krzysztof Kolberger na moim zdjęciu sprzed półtora roku.

W sobotę obudziłam się o 12:00 i pół dnia spędziłam na oglądaniu od początku wszystkich odcinków "South Parku". Doszłam do połowy drugiego sezonu, ale zaczęła mnie boleć głowa, więc wzięłam proszka przeciwbólowego i postanowiłam się zdrzemnąć. Wstałam o 17:00, wzięłam prysznic i o 18:00 zeszłam na dłół, bo umówiłam się z kolegą, który po Sylwestrze zostawił u mnie krawat, że mu go oddam. Poszłam jeszcze na dół, żeby zapłacić czynsz, a potem spotkałam się z kolegą, który przyniósł mi bukiet róż w ramach przeprosin za to, że był pijany :) Poszliśmy na bufet do chińczyka, gdzie przesiedzieliśmy i przegadaliśmy ponad dwie godziny, a potem poszliśmy do Polskiego Klubu na imprezę rozgrzewającą przed Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Najpierw pograliśmy w bilard, a później poszliśmy na górze, gdzie koło północy impreza zaczęła się wreszcie rozkręcać. W domu byłam o 2:30 rano.

Dzisiaj obudziłam się w południe, ale dopiero o 13:00 wstałam, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. O 14:30 przyszła Sarah i do 17:00 miałyśmy dwugodzinna lekcję polskiego z półgodzinną przerwą na herbatę. Sarah powiedziała, że woli przyjechać raz na dwie godziny niż dwa razy w tygodniu na godzinę, umówiłyśmy się więc, że najlepsze będą weekendy i nie będę już musiała wstawać rano w tygodniu :) W międzyczasie dziewczyny wróciły z Francji, więc pogadałyśmy trochę, a potem tuż po 18:00 poszłam do Polskiego Klubu na finał WOŚP. Dałam datek, dostałam serduszko i zostałam na aukcja, ale nic nie kupiłam. Po 19:00 wróciłam do domu i zdjadłam obiad :) Odpisałam też koledze na FB, z którym wczoraj byłam na randce, że nie chcę się wiązać i zaproponowałam, żebyśmy zostali przyjaciółmi :) Około 23:00 przyszła do mnie Celine i pogadałyśmy do 1:00 w nocy :)
niedziela, 02 stycznia 2011
Kolejny rok...

510.

Cały poniedziałek postanowiłam spędzić w domu i tak też zrobiłam. Obudziłam się dopiero po 14:00, bo dosyć późno poszłam spać. Obejrzałam resztę odcinków "Przyjaciół" i zdałam sobie sprawę, że parę wątków z tego serialu pojawiło się też w "Usta Usta". Co jest o tyle dziwne, że ten ostatni jest przecież oparty na brytyjskim pierwowzorze. Czyżby więc brytyjczycy ściągali pomysły z "Przyjaciół"? We wtorek wstałam dopiero po 15:00, wzięłam prysznic i o 18:30 przyjechali po mnie moja studentka, jej mąż, siostra i jej syn. Pojechaliśmy do West Yorkshire Playhouse w Leeds na "Opowieść wigilijną". Ku mojemu zaskoczeniu okazalo się, że to musical! :) Całość była bardzo rozrywkowa, jak na mnie to nawet za bardzo. Ale synowi siostry mojej studentki sie podobało. Wydaje mi się, że jest gejem, co pozwoliło mi odetchnąć, bo wcześniej miałam wrażenie, że próbują mnie z nim wyswatać :) Jest bardzo miły, ale to raczej gej. O 22:00 odwieźli mnie do domu. Miałam się po powrocie spotkać z Sally i paroma osobami, z którymi poszła do Muzeum na francuski film, ale wszyscy się już rozeszli, więc poszłam wcześniej spać.

  
Peter Whitchurch jako Scrooge i certyfikat potwierdzający świetną znajomość serialu "Friends" :)

Środę znów przesiedziałam całą w łóżku, ale tym razem wysłałam moje CV w parę miejsc. I po raz kolejny się załamałam, bo zdałam sobie sprawę, że trudno będzie mi znaleźć moją wymarzoną pracę bez znajomości. A moje znajomości jak zwykle okazują się zbyt cienkie. Jak narazie najlepszą propozycję dostałam z najbardziej zaskakującego źródła, ale jednocześnie jest ono najmniej pewne. Największe szanse mam chyba w tej chwili w bardzo dużej, znanej firmie, która właśnie wybudowała "miasteczko", do którego będzie się przeprowadzać i prowadzi tzn. rekrutację ciągłą. Muszą zatrudnić tysiące ludzi. Jedyny problem polega na tym, że po pozytywnym przejściu przez drugi etap rekrutacji, muszę teraz czekać aż się znów odezwą, co jak sami stwierdzili, może potrwać nawet do 18 miesięcy! Nie mogę czekać na nich półtora roku! Poza tym to będzie jak fabryka i nie wiem, czy się odnajdę w tak dużej firmie. Ale z drugiej strony będą tam dość duże możliwości awansu. No i fajnie będzie powiedzieć, że się tam pracuję :) Miasteczko otwierają już w lutym, więc mam nadzieję, że wkrótce się do mnie odezwą.

W czwartek obudził mnie budzik o 11:00, bo na 13:00 szłam do chińskiej lekarki na akupunkturę. Po raz pierwszy zdecydowałam się spróbować i nie było tak źle :) W cenę wliczony był też masaż oraz bańki :) Akupunktura jako taka nie boli, ale to dość dziwne uczucie, gdy lekarka wbija igły i gdy człowiek wyobrazi sobie, jak musi wyglądać. W sumie lekarka wbiła we mnie 13 igieł, jak leżałam na brzuchu, a potem 17, jak leżałam na plecach :) Razem 30 igieł :) Potem poszłam zrobić zakupy w Morrisonie i wróciłam do domu. Później zrobiłam pranie i ledwo zdążyłam skończyć, a już szłam pod sklep, żeby się spotkać z Wanyu i oddać jej DVD z "Przyjaciółmi". Tam wsiadłam we free busa i podjechałam do centrum, gdzie spotkałam się z dwoma dziewczynami z pracy. Poszłyśmy na pizzę, a potem wracałam z jedną z nich do siebie. Po drodze spotkałam jednak jednego z moich byłych studentów z kolegami, który mnie namówił na drinka w Deliusie :) Wracając zabrałam parę znajomych, żeby zobaczyli nasz dom. Chłopak chce, żebym śpiewała w jego zespole! :) Wyszli ode mnie po 23:00 i usiadłam do netu.

  
Najbardziej dotkliwe miejsce podczas mojego seansu akupunktury oraz pub Delius.

W piątek obudziłam się o 12:00, ale zaraz poszłam dalej spać. Potem spędziłam czas na Internecie i wysyłając smsy do znajomych. Susana okazał się chętna na imprezę No Hands w Polskim Klubie. Dopiero wieczorem wzięłam prysznic i zjadłam obiad. Około 21:00 wyszłam z domu i poszłam do bankomatu oraz do sklepu obok po wino musujące, bo szampana nie było. W międzyczasie odezwał się do mnie Shaz i umówliśmy się o 22:00 w Polskim Klubie. Wracając ze sklepu weszłam do znajomych i namówiłam ich, żeby też się jednak ze mną wybrali do klubu. Tam okazało się, że są aż trzy imprezy na trzech poziomach: na środku darmowe No Hands z DJem, a na dole i u góry z polskimi przebojami za 15 i za 20 funtów. Najpierw pograłam ze znajomymi w bilard, a potem o północy wypiliśmy w szóstkę wino musujące. Potem spotkaliśmy jeszcze jednego kolegę, który był akurat na tej imprezie na dole za 15 funtów. Poszłam z nim zobaczyć, jak tam wygląda, a potem jeszcze z parą znajomych na górę, na tą imprezę za 20 funtów :) Najlepsza była jednak ta brytyjska :) I trwała najdłużej, bo do 3:00 w nocy. Potańczyłam trochę z kolegą, a potem wróciliśmy do mnie i on spał w moim pokoju, a ja u Krystiana.

W sobotę obudziłam się około 10:00 rano i wzięłam prysznic.
Potem wróciłam do pokoju Krystiana, bo mój kolega zamknął na klucz idąc spać i nie mogłam nawet wejść :) Próbowałam dalej zasnąć, ale wkrótce usłyszałam, że kolega się obudził i poszedł do łazienki. Wczoraj zgubił swoich znajomych, bo zmieniał wciąż z nami imprezy i został bez klucza, więc zabrałam go do siebie, ale był nieźle pijany i pewnie rano nie pamiętał nawet gdzie jest :) Westchnął głośno i wyszedł z domu. Wróciłam więc do siebie do pokoju i do swojego łóżka i poszłam spać. Obudziłam się dopiero grubo po południu i usiadłam oczywiście do Internetu. W końcu coś zjadłam i znalazłam tego kolegę na Facebooku, żeby mu napisać, że zostawił u mnie krawat :) Umówiliśmy się, że spotkamy w przyszłym tygodniu na chińczyka, to mu go oddam :) Dzisiaj też spędziłam cały dzień w łóżku, trochę chora. Zaczął mi się katar, więc wzięłam lekarstwa, żeby się z niego szybko wyleczyć. Wieczorem porozmawiałam na Skype z mamą i bratem. Usłyszałam też, że wrócił jeden ze współlokatorów, więc już nie jestem sama w domu.