Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Zima zła :)

622.

W poniedziałek w nocy padał śnieg. Obudziłam się i zobaczyłam parę taksówek jadących bardzo wolno, bo tutaj prawie nikt nie zmienia opon na zimowe. Poszłam dalej spać z nadzieją, że nie będę musiała tego dnia wychodzić z domu. Ucieszyłam się więc, kiedy szefowa przysłała mi przed 8:00 SMSa, że uniwerek będzie zamknięty, mimo że mnie nim obudziła :) Na stronie uniwerku widniała wiadomość, że dziś spróbują uprzątnąć teren kampusu, żebyśmy następnego dnia mogli wrócić do pracy. Usiadłam więc do Internetu i skończyłam oglądać czwarty sezon "Scrubs". Potem zdrzemnęłam się trzy godzinki i zaczęłam oglądać piąty sezon "Scrubs" zanim poszłam wreszcie spać po północy. We wtorek wstałam po 11:00, wzięłam prysznic i pojechałam na 10:00 do pracy. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. O 17:00 poszłam do Activities Room, gdzie mieliśmy pokazać "Gran Torino" Eastwooda w ramach naszego stowarzyszenia, ale nikt nie przyszedł oprócz mnie i chłopaka z BSC, więc poszłam piechotką najpierw do Sainsbury, a potem do Tesco, ale że w obu nie mieli chleba bezglutenowego, więc na koniec poszłam do Morrisona. Zrobiłam małe zakupy i wróciłam piechotką do domu. Weszłam do wanny, a potem dokończyłam ogladać piąty sezon "Scrubs"  i jednocześnie ostatni, jaki mieli na LoveFilm. Tymczasem ostatni odcinek skończył się niespodzianką i napisem "Ciąg dalszy nastąpi", więc nie wytrzymałam i znalazłam pierwszy odcinek szóstej serii na "Youtube". Spać poszłam o 2:00.

W środę wstałam z trudem po 11:30 i pojechałam na 12:30 do pracy. Od razu na "dzień dobry" wkurzyłam się na babkę z Advice Centre, której jak dasz palec, to weźmie całą rękę. Z czasem mi przeszło. Po 17:00 poszłam na przerwę i zdrzemnęłam się 10 minut. Pogoda mnie dobijała i nic mi się nie chciało przez ten śnieg! Wyszłam z pracy tuż przed 20:00 i po drodze weszłam do sklepu. Potem poszłam do domu, wzięłam kąpiel i zaczęłam oglądać szósty sezon "Scrubs" na Youtube. Tak mnie wciągnęło, że zapomniałam, iż wstawiłam dwa jajka. Dopiero jak usłyszałam huk i poszłam do kuchni, zobaczyłam, że jedno z nich wybuchło! :) Zebrałam jego resztki z blatu i z szafek :) Drugie było przypalone, bo woda całkiem się wygotowała, i też do niczego się już nie nadawało :) Jeszcze nigdy mi się nic takiego nie zdażyło! :) Słyszałam, że jajka wybuchają w mikrofalówkach, ale nie wiedziałam, że w garnkach też! :) Było to nawet zabawne, tylko sprzątanie jajka, którego resztki było w całej kuchni nie było już takie śmieszne :) Po 2:00 w nocy poszłam wreszcie spać. W czwartek wstałam z trudem po 11:30 i podjechałam na 13:00 do pracy. Poszłam po raz pierwszy na zebranie ze stowarzyszeniami, bo w przyszłości mam się nimi zająć. Wyszłam z pracy tuż przed 20:00 i piechotką poszłam do domu. Weszłam znów do wanny i obejrzałam do końca szósty sezon "Scrubs", a potem po północy poszłam spać.

W piątek wstałam po 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Siedziałam najpierw w Advice Centre, o 11:00 poszłam na zebranie z szefową, a potem lunch. O 16:00 zamknęliśmy recepcję i wyszliśmy, bo miał znów padać śnieg. Podjechałam Free Busem do Morrisona po jedzenie, a potem wróciłam do domu. Weszłam tradycyjnie do wanny, żeby się rozgrzać, a potem coś zjadłam i skończyłam oglądać szósty sezon "Scrubs". Zaczęłam oglądać siódmy sezon "Scrubs" i poszłam spać dopiero o 3:00 w nocy, jak obejrzałam siódmy sezon do końca. Przed snem przyglądałam się jeszcze samochodom w korku pod moimi oknami, bo znów zaczła padać śnieg i kierowcy jechali 5 km na godzinę! Wyglądało to naprawdę komiczne :) W sobotę wstałam przed południem i po 12:00 wyszłam z domu na spacer po sklepach. Wszędzie było pełno śniegu, ale świeciło słońce. Udało mi się kupić wino w Morrisonie, choć kasjerka przyznała się, iż się zastanawiała, czy mnie nie spytać o dowód tożsamości :) Nie miałam przy sobie żadnego dokumentu z datą urodzenia, ale na szczęście szefowa kasjerek już mnie chyba pamięta :) Wróciłam do domu po 13:00, zrobiłam calimocho i poszłam do łóżka oglądać ósmy sezon "Scrubs". Wieczorem miały przyjść do mnie dziewczyny, ale jedna po drugiej odwołały, napiłam się więc sama tego calimocho, wzięłam prysznic i po 21:00 wyszłam z domu. Poszłam do Malik House na drugą imprezę My Salsa My Soul. Spotkałam wiele znajomych osób i potańczyłam, ale nie było jakoś super.

Wyszłam o 1:30, choć impreza miała trwać do 2:00. Ale zostały same niedobitki i nie było już za bardzo z kim tańczyć. Po drodze szłam po rostapiającym się śniegu, którego było coraz mniej, a coraz więcej wody. W domu usiadłam jeszcze oczywiście do Internetu i obejrzałam dwa odcinki ósmego sezonu "Scrub", więc zanim poszłam spać dochodziła już 4:00 rano. W niedzielę obudziłam się i wstałam przed południem, bo było piękne słońce, a po śniegu nie zostało już prawie śladu. Zima się już zatem skończyła! Zawsze trwa tutaj góra dwa tygodnie :) Weszłam na Internet i sprawdziłam stan konta. Udało mi się znowu nie wejść na debet, bo uniwerek już mi zapłacił, w dodatku dostałam jakieś wyrównanie i miałam parę funtów estra. Potem obejrzałam do końca ósmy sezon "Scrubs" o zaczęłam oglądać dziewiąty. Ale to już nie było to samo, bo nazywa się "Scrubs Med School" i z oryginalnej obsady zostało już tylko kilka osób. Porozmawiałam też z mamą przes Skype'a i dowiedziałam się, że mam już zaświadczenie od polskich władz, że zdałam w Polsce prawo jazdy i będę się wkrótce mogła starać o wydanie brytyjskiego prawa jazdy. W końcu wstałam, zebrałam się i po 18:00 przyjchała po mnie Ala. Po drodze zabrałyśmy Kasię i pojechałyśmy do Elki na ciasto i wino. Piłyśmy i plotkowałyśmy do 2:30! A miałyśmy długo u niej nie siedzieć! :) Ale było miło. Tylko że zanim wróciłam do domu, to dochodziła 3:00 i w dodatku nie mogłam zasnąć. Nie wiem która była, jak mi się w końcu udało.


  
Główni bohaterowie serialu "Scrubs" oraz paraliż na jednej z głównych ulic Bratfoot z powodu śniegu!

niedziela, 20 stycznia 2013
Śnieg!

621.

W poniedziałek wstałam po 11:30 i zobaczyłam, że w nocy napadał śnieg. Tutaj śnieg oznacza chaos :) Na szczeście nie było go za wiele i autobusy nadal jeździły, podjechałam więc na 13:00 do pracy Free Busem. Główny szef dojeżdża z Liverpoolu, więc z powodu śniegu nie dotarł do pracy. Podobnie jak babka z Advice Centre, która poinformowała nas, że będzie pracować w domu. Wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam piechotką do domu. Zjadłam coś i wzięłam kąpiel, a potem obejrzałam kolejne odcinki drugiego sezonu serialu "Scrubs". Postanowiłam iść wcześniej spać, bo nazajutrz wstawałam o 8:30. Ale jak się obudziłam we wtorek, to stwierdziłam, że nie muszę rano myć włosów, bo całkiem dobrze wyglądają po kąpieli poprzedniego dnia. Poleżałam więc dłużej w łóżku, a potem podjechałam na 10:00 Free Busem do pracy. Miałam krótkie zebranie z głównym szefem i moją szefową na temat zwiększenia ilości moich obowiązków i być może nawet ilości godzin. W marcu ma zapaść decyzja, czy przejdę na pełny etet i wyższą płacę. O 12:00 poszłam na Pilates, ale nadal średnio mi idzie. Przez część lekcji leżę sobie po prostu na macie i odpoczywam :) Potem wróciłam do pracy i poszłam na lunch, a o 17:00 podjechałam Free Busem do sklepu. O 18:30 byłam już w domu, weszłam do wanny, a potem coś zjadłam i do północy oglądałam kolejne odcinku drugiego sezonu "Scrubs" na stronie LoveFilm.

W środę wstałam o 11:00 i podjechałam Free Busem na 12:00 na uniwerek na spotkanie z moimi dwoma promotorami. Stwierdzili, że nareszcie zaczęłam pisać na akademickim poziomie i żebym kontynuowała :) Po wyjściu od nich poszłam po mleko do Sainsbury, bo szefowa mnie o to poprosiła SMSem. Najpierw siedziałam do 16:00 w Advice Centre, a potem poszłam na lunch i wieczorem siedziałam na Recepcji. Student, który miał mi pomagać wieczorem nie przyszedł, więc o 19:30 zdecydowałam, że wracam do domu. Weszłam do wanny, a potem obejrzałam kolejne odcinki drugiego sezonu "Scrubs". W czwartek wstałam o 11:30 i podjechałam na 13:00 do pracy. Znów siedziałam najpierw do 16:00 w Advice Centre, a potem poszłam na lunch i znów siedziałam sama na Recepcji, bo student, ktory miał ze mną pracować, najwyraźniej o tym zapomniał :) Wyszłam więc tym razem o 19:00 i złapałam ostatni Free Bus do domu. Weszłam znów do wanny, a potem obejrzałam ostatnie odcinki drugiego sezonu "Scrubs". W piątek wstałam o 8:00 i podjechałam z Interchange'u 662 na 9:00 na masaż. Pół godziny później wyszłam od niego i podjechałam na 10:00 do pracy. Cały dzień siedziałam na Recepcji, bo szefowej nie było. Wyszłam o 16:30 i podjechałam do domu. Zdążyłam się wykąpać i zjeść obiad zanim przyjechała Ela, z whisky i z colą. Później doszła też Kasia. Wyszły po 20:00, a ja zaczęłam oglądać trzeci sezon "Scrubs".

Długo nie mogłam zasnąć, pewnie dlatego, że dawno nie piłam i mój organizm nie najlepiej to znosi. W końcu udało mi się zasnąć, ale obudziłam się przed budzikiem. Szłam na 10:00 do pracy, więc wstałam po 8:30 i poszłam na Interchange. Free Bus uciekł mi sprzed nosa, poszłam więc pod National Media Museum i tam w niego wsiadłam. Niestety, dojechałam do pracy z mokrymi nogami, w dodatku dotarłam tam już o 9:45, mogłam więc spokojnie poczekać na następny autobus! Babka z Advice Centre, z którą miałam tego dnia pracować dotarła dopiero o 10:30! Nudy były straszne, tylko jeden z kierowców, który odbierał studentów z lotniska zadzwonił trzy razy. Jeden ze studentów nie doleciał i doszliśmu do wniosku, że podał nam mylnie sobotnią datę zamiast niedzielnej. W końcu wyszłam z pracy przed 14:00, bo przyszłam wcześniej, i pojechałam do Morrisona na zakupy. Kupiłam m.in. buty na zimę. W domu byłam przed 16:00 i mimo iż Elka do mnie zadzwoniła i gadał z pół godziny, udało mi się coś zjeść i przebrać zanim przyszła Kasia. Wypisałyśmy kartkę dla Ali i pojechałyśmy do niej na 17:30 na obiad. Napiłyśmy się wina, pogadałyśmy i obejrzałyśmy "Just Like Heaven" (Jak w niebie) na DVD. Wyszłyśmy od niej po 1:00 i wróciłyśmy do domu taksówką. Zanim poszłam spać było po 3:00. Dzisiaj wstałam po 12:00, wzięłam kąpiel, porozmawiałam z mamą przez Skype'a i skończyłam oglądać trzeci sezon "Scrubs" i zaczęłam czwarty :)

  
Bohaterowie serialu "Scrubs" oraz Reese Witherspoon i Mark Ruffalo w rom-com "Just Like Heaven".
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Farewell Manchester :)

620.

W poniedziałek wstałam o 11:30 i wyszłam z domu, po drodze wyrzucając śmieci. Free Bus uciekł mi sprzed nosa, więc poszłam pod ratusz i tam w niego wsiadłam. Dotarłam do pracy przed 13:00 i siedziałam do 20:00. Potem wyszłam i mimo, iż miałam ze sobą buty do tańca, to zdecydowałam, że nie mam siły iść kawał pod górę na lekcję salsy, tylko wróciłam do domu. Przeczytałam do końca drugą książkę o Kieślowskim z biblioteki w Leeds. Przy okazji sprawdziłam, do kiedy miałam je wypożyczone i okazało się, że do zeszłej soboty! Będę więc musiała zapłacić 2 i pół funta kary za ich przetrzymanie! W końcu poszłam spać o 23:30, czyli jak na mnie to bardzo wcześnie! :) Obudziłam się po 4:30 i już nie mogłam zasnąć! W końcu przysnęłam około 8:00 rano i pół godziny później zadzwonił budzik :)

We wtorek wstałam o 8:30 i podjechałam znów wcześniejszym Free Busem do pracy. Po dwóch godzinach poszłam na Pilates, a potem na lunch. W końcu wróciłam do pracy i po 16:00 miałam zebranie z szefową i głównym szefem w sprawie mojego awansu i podwyżki. Do marca musimy przygotować wszystkie dokumenty, bo wtedy zbierze się komisja uniwerku i zadecydują. Wyszłam o 17:00 i podjechałam na Interchange, gdzie kupiłam bilet do Manchesteru na następny dzień :) Potem pojechałam do Leeds do mojej pani shrink i doszłam do wniosku, że sobie nie radzę. Wcześniej myślałam o tym, żeby pójść na potem na salsę, skoro już byłam w Leeds, ale tak się rozkleiłam, że pojechałam prosto na dworzec. Tam wsiadłam w wypasiony pociąg z Londynu do Bratfoot i wysiadłam na stacji Forster Square, która się znajduje niedaleko stadionu piłkarskiego. Wracając do domu słyszałam więc krzyki kibiców, bo jak się potem okazało, drużyna Bratfoot City wygrała z drużyną z Birmingham 3 do 1! :) W domu okazało się, że udała się moja próba zrobienia samej jogurtu! :) Przesłałam sobie mailem tekst, który muszę wysłać promotorom i przed północą poszłam spać.

W środę wstałam o 11:00 i podjechałam na 12:30 do pracy. Wyszłam ze studentką, która mi pomagała już o 19:30 i poszłam do domu się przebrać. Potem pojechałam o 20:40 do Manchesteru i poszłam do Revolucion De Cuba na salsę. Znów się wytańczyłam i zatańczyłam m.in. z moim byłym oraz trzy razy z pewnym przystojniakiem z Columbii, no i na koniec z kolegą, który zaczął mi się wpraszać do łóżka! Powiedział, że przyjedzie w sobotę na imprezę z klubie Baracoa, jeśli będzie mógł potem u mnie zostać na noc! Jak na mnie, to trochę się pospieszył, musiałam go więc trochę przystopować :) A wydawał się miły i już myślałam, że się umówię z nim w weekend na randkę. Od tamtej pory postanowiłam odpuścić sobie szukanie tancerza na ślub mojej siostry, szczególnie, że powiedziała, że mam siedzieć przy stole państwa młodych, a on musiałby siedzieć z ludźmi, którzy nie mówią po angielsku. Obiecałam więc sobie, że na razie dam sobie spokój z Manchesterem i nie będę już chodzić spać po 4:00 w środy :)

W czwartek wstałam dopiero o 13:00, chociaż budzik dzwonił w południe :) Weszłam do wanny, a potem się zebrałam i na 14:30 poszłam do Ingeus na tłumaczenie. Okazało się, że mam tłumaczyć dla słowackiej Cyganki, nie mogłyśmy się więc za bardzo dogadać. Zostałam pół godziny i z całych sił się starałam, więc mi zapłacą, ale powiedziałam im, żeby następnym, razem zamówili tłumacza z języka słowackiego. Wyszłam po 15:00 i pojechalam prosto do sklepów po jedzenie. Potem wróciłam do domu i zaczęłam gotować oraz zrobiłam znów sama jogury i po raz pierwszy przetwory - zobaczymy, jak wyjdą :) W końcu usiadłam do Internetu i zaczęłam czuć, że odpływam. Położyłam się do łóżka i nastawiłam budzik na 20:00, ale byłam zbyt zmęczona i postanowiłam nie jechać na salsę do Leeds tylko pójść dalej spać. Niestety, przez to obudziłam się po 4:00 i do 7:00 rano nie mogłam już zasnąć, tylko się męczyłam!

W piątek wstałam po 8:30 i stwierdziłam, że moje włosy wyglądają na tyle ładnie, że nie muszę ich rano myć :) Poszłam więc jeszcze na 10 minut do łóżka, a potem zebrałam się i poszłam na Free Busa. Spóźnił się, więc i ja się spóźniłam 10 minut do roboty. Ale nikt nic nie zauważył, bo w piątki siedzę w Advice Centre. Wysłałam promotorom mój tekst na temat "Dekalogu", a potem na 11:00 poszłam na zebranie z babkami z recepcji.  Skończyłyśmy po 12:00 i poszłam prosto na kolejne zebranie podsumowujące Święta, a potem od razu na lunch :) W końcu wróciłam do Advice Centre i siedziałam tam już do końca dnia. Poszłam do recepcji po 16:30 i okazało się, że szefowa już się zbiera, więc wyszłyśmy o 16:45. Wsiadłam we Free Busa i wróciłam do domu, zjadłam coś, a potem odwiedziłam sąsiadkę, która przeniosła się z mieszkanie po mojej prawej stronie na lewą :) Nadal płaci mi połowę ceny za Internet, więc jestem zadowolona, że się całkiem nie wyprowadziła! :) Była u niej też druga sąsiadka z ostatniego mieszkania na naszym piętrze, taka 18-letnia gówniara, która ma kota i którego czasem słyszę, jak miauczy na korytarzu. Tym razem otworzyłam nawet drzwi i przyszedł do mnie na 10 minut :) Wypuściłam do dopiero, jak usłyszałam, że go szuka! :) Do tego dwupokojowego mieszkania koło mnie mają się ponoć wprowadzić dwie dziewczyny. Zobaczymy, jak się będziemy dogadywać :) Odpuściłam sobie salsa party w Saltaire, bo stwierdziłam, że muszę zacząć oszczędzać pieniądze. Zamiast tego obejrzałam 10 pierwszych odcinków serialu "Scrubs" (Hoży doktorzy) online i poszłam spać po 3:00! :)

W sobotę wstałam po południu i wyprałam pościel.Tymczasem zadzwoniła Ala i ustaliłyśmy, że dziewczyny przyjdą znów do mnie na 19:00, napijemy się herbaty i pogadamy, ale nie będziemy już nic jeść :) Położyłam się na łóżku i do 18:00 oglądałam kolejne odcinki pierwszej serii "Scrubs" :) W końcu wstałam, zjadłam obiad i weszłam do wanny. Dziewczyny tak jak podejrzewałam znów były spóźnione, więc nie musiałam się spieszyć. Założyłam sukienkę i byłam już gotowa, a ich nadal nie było, położyłam się więc na chwilę. Wtedy Ala zapukała do drzwi, bo ktoś ją wpuścił na dole, ale otworzyłam jej dopiero jak zadzwoniła, bo z zasady nie otwieram, jak ktoś puka bez uprzedzenia. Kasia spóźniła się prawie godzinę, bo była w pracy i nie udało jej się wcześniej zebrać. W końcu wyszłyśmy po 22:00 i pojechałyśmy do Baracoa Luxe Bar na imprezę. Jechałam nastawiona dość sceptycznie, ale wytańczyłam się i świetnie się bawiłam, więc zostałam z dziewczynami aż do 2:45. Potem podjechałyśmy do Ali i stamtąd wzięłyśmy z Kasią taksówkę do domu. Po 4:00 byłam już w łóżku i poszłam spać. W niedzielę obudziłam się po południu, zjadłam śniadanie i wstawiłam pranie, a potem zadzwoniłam do domu i porozmawiałam z rodziną przez Skype'a. Potem znów coś zjadłam i zaczęłam oglądać ostatnie odcinki pierwszej serii "Scrubs" na stronie LoveFilm oraz pierwsze odcinki drugiej serii :)

  
Zach Braff (dr Dorian) i Donald Faison (dr Turk) w "Scrubs" oraz pozostali bohaterowie serialu :)
poniedziałek, 07 stycznia 2013
Nowy Rok

619.

W poniedziałek był Sylwester i pierwszy raz od środy wyszłam z domu :) Wstałam po południu i przeczekałam burzę, która się rozpętała, aż w końu wyszłam i poszłam najpierw do polskiego sklepu, a potem do Morrisona. Wróciłam do domu Free Busem o 16:00, z plecakiem i dwoma torbami pełnymi zakupów. W półtorej godziny zrobiłam trzy sałatki: grecką, z tuńczykiem oraz z kurczakiem i ananasem, a potem poszłam do wanny. Później zaczęłam się ubierać, ale dziewczyny znowu się spóźniły, więc miałam więcej czasu dla siebie i usiadłam do Internetu. W końcu Ala dotarła jak zwykle pierwsza i przyniosła ciasto, a Kasia po niej z chipsami i colą. Posmakowałyśmy każdej z moich sałatek i porobiłyśmy sobie zdjęcia. Wyszłyśmy po 22:30 i pojechałyśmy do Leeds, ale nie mogłyśmy długo znaleźć parkingu i przegapiłyśmy 23:00, czyli polski Nowy Rok! :) Potem przegapiłyśmy też angielski Nowy Rok, bo stałyśmy w Azucar w kolejce do baru, jak wybiła północ! :) Zamiast kupować więc szampana na toast, kupiłam wodę i przez całego Sylwestra nie wypiłam ani kropli alkoholu. Tańczyłyśny ze znajomymi i nieznajomymi do 4:30, Byliśmy ostatnimi gośćmi na parkiecie! :) Potem podjechałysmy do Ali i od niej po 6:00 wzięłyśmy z Kasią taksówkę do domu za 15 funtów. Zanim poszłam spać dochodziła 8:00 rano!

We wtorek pospałam do 13:00, a potem zdrzemnęłam się jeszcze do 16:30. Później usiadłam do Internetu i na Facebooka, gdzie Kasia wrzuciła zdjecia z Sylwestra. Potem Ismail zadzwonił z życzeniami, więc mu powiedziałam, że się być może zobaczymy nazajutrz w Manchesterze. Od 20:00 do 22:00 rozmawiałam z rodziną przez Skype'a, a potem znów siedziałam na Facebooku, zanim wreszcie po północy poszłam spać :) W środę wstałam przed 8:30 i poszłam piechotką do pracy na 10:00. Wyszłam przed 17:00 i kupiłam od razu bilet na 17:45 do Manchesteru na dworcu. W domu zjadłam kiszoną kapustę z marchewką i się przebrałam. Wpadłam na dworzec na 2 minuty przed odjazdem autokaru, ale nigdzie go nie widziałam! Przekonana, że się spóźni czekałam i gadałam z jakąś Polką po angielsku :) Ona też na niego czekała, a gdy się okazało, że nam uciekł, zadzwoniła do National Express i załatwiła nam wymianę biletów na 19:55. Zaproponowałam, żebyśmy poszły do mnie na herbatkę. Pogadałyśmy trochę i potem wsiadłyśmy w późniejszy autokar, który był trochę spóźniony, więc do Revolucion De Cuba dostarłam po 21:00 zamiast na 19:00 na lekcję. Nie miałam może już takiego rwania jak tydzień wcześniej, ale nie miałam też na sobie tym razem czerwonej sukienki, tylko spodnie :) Ismail przyszedł i zatańczył ze mną parę wolnych. W końcu impreza skończyła się po 2:00 i Lubi znów mnie odwiózł do domu, gdzie dotarłam po 3:00 i zamiast do Internetu od razu poszłam grzecznie do łóżka i po 3:30 spać.

W czwartek z trudem wstałam o 8:30, ale szybko się zebrałam i podjechałam wcześniejszym Free Busem do pracy, więc po drodze weszłam do Sainsbury i kupiłam sobie parę jogurtów. W czasie lunchu zdrzemnęłam się 10 minut, a potem umówiłam się z Majką na Facebooku, ze zanocuję u nich w piątek, bo postanowiłam się wybrać na salsę do Copacabany. Wspomniałam o tym Ismailowi, ale powiedział, że on się nie wybiera. Natomiast jeden z moich nowych adoratorów zaproponował, że mogę u niego zanocować :) Powiedziałam, że dam mu znać :) Wyszłam znów przed 17:00, bo i tak już prawie nikogo nie było! :) Do domu dotarłam tuż po 17:00 i zdrzemnęłam się do 18:30, a potem poszłam na 19:15 do Alhambry na świąteczną pantomimę "Cinderella", czyli Kopciuszek. Skończyła się po 22:00 i było to bardzo ciekawe doświadczenie :) Dzieci krzyczały i brały czynny udział w akcji. Skojarzyło mi się to z włoską Comedią del'Arte. W sumie nie było aż tak źle, jak się obawiałam i nawet dość dobrze się bawiłam, ale uważam, że nasza pantomima, którą wystawiliśmy w pracy była lepsza :) W domu wzięłam kapiel i usiadłam do Internetu, aż w końcu wreszcie zmęczona poszłam spać tuż przed 1:00.

  
Moja sukienka sylwestrowa oraz Billy Pearce, Brendan Sheerin i Lynda Bellingham w "Kopciuszku".

W piątek wstałam znów z trudem o 8:30 i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. Czkeał na mnie bukiet tulipanów i kartka od babki z International Office z podziękowaniem za wolontariat w czasie Świąt :) Wyszłam z pracy o 16:30 i zawiozłam kwiaty do domu, po drodze kupując od razu na dworcu bilet do Manchesteru na wieczór, a potem pojechałam Free Busem do Morrisona na zakupy i po 18:00 byłam już z powrotem w domu. Założyłam sukienkę i spakowałam się w plecak, a potem po 20:00 wsiadłam w autokar i po 21:00 byłam w Manchesterze. Udało mi się w końcu znaleźć Copacabanę, więc weszłam i zostawiłam w szatni plecak i płaszcz. Za chwilę przyszedł znajomy, przyjaciel Ismaila, więc weszliśmy razem. Poszłam do ubikacji i komórka wpadła mi do umywalki, więc zaczęłam ją suszyć i nie mogłam nawet wysłać wiadomości do Majki! Czekając na nią zatańczyłam z tym znajomym i z kolegą, którego poznałam w środę, a potem znalazłam Majkę, która właśnie przyszła. Wytańczyłam się, ale Majka miała szybko dość i chciała iść. Na szczęście wytrzymała do 24:30 :) O dziwo przyszedł Ismail, ale mnie zdenerwował, bo zaczął być zazdrosny o tego kolegę, który zapropnował mi nocleg :) Kolega natomiast nalegał nadal, żebym zanocowała u niego, a on mnie rano odwiezie do Majki :) Stwierdziłam, że "były" i być może "przyszły" na jednej imprezie to za dużo :) Wyszłyśmy więc i pojechałyśmy do Majki, napiłyśmy się białego wina i wreszcie pogadałyśmy. Zanim poszłyśmy spać było już po 3:30!

  
Restauracja, bar i klub Copacabana Manchester, czyli miejscówka podobna do Azucar Bar w Leeds :)

W sobotę rano obudził mnie płacz ich dziecka, ale jakoś jeszcze nadal przysypiałam, aż mały wszedł mi do pokoju po 9:00! Ale poszłam jeszcze dalej śpać, szczególnie, że czymś się chyba zajął i wreszcie przestał wyć :) Wstałam na śniadanie, a potem poszłyśmy z Majką i z małym na spacer do parku. Było ładne słońce, ale z czasem zrobiło się chłodno. Wynudziłam się tak, jak Majka poprzedniego wieczoru w Copacabanie :) Wróciłyśmy więc i zjadłyśmy obiad, a po 16:00 wsiadłam w taksówkę i za 11 funtów dojechałam na dworzec. O 16:45 wsiadłam w autokar i o 18:00 byłam już w domu. Wzięłam kąpiel, założyłam sukienkę i po 19:00 zaczęły się schodzić dziewczyny - tradycyjnie już najpierw Ala, a potem Kasia, która przyniosła dwie sałatki i ciasto. Ala przyniosła wino musujące i wzniosłyśmy wreszcie toast za Nowy Rok, bo w Sylwestra się nam nie udało :) W końcu wyszłyśmy po 22:30 i po 23:00 dotarłyśmy do Azucar. Potańczyłam, ale nie było tak fajnie, jak w Sylwestra czy w Manchesterze :) Wyszłyśmy po 3:00 i pojechałyśmy do Agi, a stamąd wziełyśmy taksówkę do domu, gdzie dotarłam po 3:30. Usiadłam do Internetu i poszłam spać po 4:00. W niedzielę wstałam nieprzytomna o 12:00, żeby porozmawiać z rodziną przez Skype'a, bo potem szli w gości :) Potem zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Później próbowałam dokończyć tekst dla promotorów, który mam im w środę wysłać, ale mnie zmogło i się zdrzemnęłam. W końcu skończyłam pisanie po 1:00 w nocy i padnięta poszłam spać :)