Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Wypowiedzenie

676.

W poniedziałek był Blue Monday, czyli ponoć najbardziej depresyjny dzień w roku :) Wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy, a potem w lunch. Wreszcie po 17:00 poszłam się zobaczyć z szefową i spytałam ją, czy mogłabym dostać 5-miesięczny darmowy urlop :) Odpowiedziała, że muszę zapytać szefa, więc dorwałam go po 19:00, a on powiedział, że musi najpierw z nią porozmawiać. Pieniędzy, które mi obiecał już raczej nie zobaczę, ale będę miała przynajmniej mniejsze wyrzuty sumienia, niż gdybym im w piątek po prostu wręczyła rezygnację. Jak mi nie dadzą tego urlopu, to będę mogła powiedzieć, że nie chcę odejść, ale muszę :) O 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam coś i usiadłam do Internetu. Pooglądałam wywiady Monty Pythonów na temat ich powrotu w 2014 roku i po 23:30 poszłam spać. We wtorek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. O 12:00 poszłam na Pilates, ale nie było miejsc. A że nie zarezerwowałam, to mnie nie wpuścili. Poszłam więc na lunch i wróciłam wcześniej do pracy. O 17:00 wyszłam i poszłam do domu, bo studentka odwołała lekcję polskiego. O 23:00 poszłam spać.


Konferencja zapowiadająca powrót Monty Pythonów i ich pierwszy od lat występ w London O2.

W środę o 9:00 obudził mnie SMS od jednej ze studentek, że nie może przyjść do pracy na 10:00, ale go olałam i poszłam dalej spać. Wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Okazało się, że student, który miał pracować od 9:00 też nie przyszedł! Czekało na mnie ze sto wiadomości i przez pierwsze dwie godziny latałam jak kot z pęcherzem, zanim wreszcie się trochę uspokoiło. O 16:00 poszłam na lunch, a pod koniec dnia pogadałam chwilę z szefem  O 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam kolację i przesłuchałam listę francuskich piosenek, którą mi przesłał Krystian :) A potem poszłam spać. W czwartek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Akurat było Re-Freshers Fayre i cały dzień było strasznie głośno, więc wkrótce zaczęła mnie boleć głowa. O 16:00 poszłam na lunch, a potem o 17:00 mieliśmy zebranie recepcji, po którym szef i szefowa poprosili mnie, żebym została i powiedzieli, że za późno dałam im znać, że chcę ten bezpłatny urlop. Poradzili, żebym się nazajutrz poradziła HR. O 20:00 wyszłam i wróciłam do domu. Zjadłam kolację i usiadłam do Internetu, a po 23:00 poszłam spać.

W piątek znów nie mogłam za bardzo spać. W końcu wstałam o 8:00, po jakiś 4 godzinach snu, i na 9:00 poszłam do pracy. Najpierw zadzwoniłam do HR, a potem o 10:00 miałam zebranie z szefową, po którym zadzwoniła do szefa, żeby się dowiedzieć, co zdecydował. Potem powiedziała, że ja mam do niego zadzwonić i w czasie rozmowy ustaliliśmy, że złożę jednak wymówienie. O 11:00 miałam zebranie w sprawie Airport Pick Up do 12:30, a potem poszłam na lunch. W końcu wydrukowałam moją rezygnację i wręczyłam ją szefowej, a potem wysłałam maila do wszystkich, że w piątek 21 lutego zapraszam ich na pożegnalnego drinka po pracy do baru na dole :) Parę osób przyszło zapytać, co będę robić w Chicago i musiałam im powiedzieć prawdę, że nie wiem :) W końcu po 16:30 wyszłam z pracy i poszłam na dworzec. Po 17:00 wsiadłam w pociag do Leeds i na 18:00 pojechałam na ostatnią przed wyjazdem, podsumowującą wizytę do mojej pani shrink :) Wyszłam od niej pozytywnie naładowana o 20:00 i pojechałam do domu, gdzie dotarłam po 21:00. Usiadłam do Internatu, a potem po 23:00 poszłam spać.

W sobotę wstałam o 10:00 i usiadłam do komputera, a potem wyszłam z domu po 12:00 i poszłam na dworzec dowiedzieć się o ceny biletów na pociąg do Manchesteru. Okazało się, że nie ma żadnej różnicy, czy kupię bilet teraz czy w lutym. Potem pdjechałam do Tesco na zakupy. Wróciłam do domu i zrobiłam pranie. Zadzwoniłam też do domu przez Skype, a potem zjadłam obiad i porozmawiałam z Kasią przez telefon. Chce, żebym jej oddała myszkę, więc wkrótce nie będę mogła korzystać z laptopa w domu. Potem usiadłam znów do Internetu, aż po północy poszłam w końcu spać. W niedzielę wstałam o 9:30 i zabrałam się za przeglądanie papierów, żeby zdecydować, które zeskanować. Potem się zdrzemnęłam około 16:00, a po 17:00 wpadła do mnie Ela na herbatkę. Wyszła po 19:00 i usiadłam znów do Internetu. Potem zaczęłam oglądać bardzo ciekawy film "Rapt" (Porwanie) w reżyserii Lucasa Belvaux zainspirowany porwaniem francusko-belgijskiego przemysłowca z 1978 roku. Podobało mi się szczególnie zakończenie. Po filmie odpisałam jeszcze na maile, a potem po północy poszłam spać.


Yvan Attal jako Stanislas Graff i Anne Consigny jako jego żona w bardzo dobrym filmie "Rapt".
niedziela, 19 stycznia 2014
Weekend w Manchesterze

675.

W poniedziałek budziłam się parę razy, aż wreszcie po 10:00 obudził mnie telefon od Eli i hałasy za ścianą - chyba ktoś oglądał ten pokój koło mnie. Mam nadzieję, że go nie weźmie! :) Zadzwoniłam do Health Centre spytać, czy moja recepta jest gotowa i poszłam ją odebrać po 11:30. Na 12:00 dotarłam do pracy i dzień mi szybko minął, a potem wyszłam przed 20:00 i poszłam do domu. Usiadłam do sieci, a o 23:00 poszłam spać. We wtorek wstałam i poszłam na 9:00 do pracy, po drodze wchodząc do sklepu. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. Popracowałam do 17:30, a później przyszła moja studentka i poszłyśmy do Lecture Theatre na kolejną lekcję polskiego. Po 19:00 odwiozła mnie do domu, zjadłam coś i wreszcie obejrzałam online uroczystość rozdania Złotych Globów, a po 23:00 poszłam spać.

W środę obudził mnie SMS od Eli o 9:30 i już nie udało mi się zasnąć. Wstałam o 10:30 i po 11:00 wyszłam z domu. Poszłam najpierw na dworzec kupić bilet do Manchesteru na weekend, a potem na 12:00 do pracy. Wieczorem spytałam szefa, co z tymi pieniędzmi, które mi obiecał. Powiedział, że się tym zajmie :) O 20:00 wyszliśmy i poszłam do domu. Usiadłam do Internetu i Youtube, a potem po 23:00 poszłam spać. W czwartek wstałam około 10:00 i usiadłam do Internetu. Potem podjechałam Free Busem do sklepu, bo nie chciało mi się iść i poszłam na 12:00 do pracy. Zapomniałam kupić coś na lunch i musiałam później jeść hot doga i frytki z baru :) O 20:00 wreszcie wyszłam z pracy i poszłam do domu. Obejrzałam ceremonię ogłoszenia nominacji do Oscarów na Youtubie i po 23:00 poszłam spać.

W piatek rano wstałam o 8:00 i jak wychodziłam, zatrzymał mnie nowy lokator z pokoju obok. Przedstawił się i wyglądało na to, że chce pogadać, ale mu powiedziałam, że idę do pracy i dał spokój :) O 10:00 miałam zebranie z szefową, a potem zaczęło się jakieś szaleństwo! :) Po 13:00 wyrwałam się na lunch, a potem dalej był Sajgon w pracy. W końcu wyszłam o 16:45 i podjechałam do Tesco na zakupy. Po 18:00 byłam w domu, zjadłam coś i poszłam do Polskiego Klubu podrzucić mała przesyłkę dla mamy. Znajomy z pracy ma ją w niedzielę zabrać do Warszawy. O 19:30 poszłam na autokar do Manchesteru. Był spóźniony i na miejsce dojechałam po 21:00. Kolega już na mnie czekał i zabrał mnie do domu, gdzie zjedliśmy kolację i potem gadałam z Majką prawie do północy, aż poszłam spać do pokoju gościnnego.

W sobotę rano obudziły mnie odgłosy z kuchni, ale poszłam dalej spać i wstałam dopiero około 10:00. Zjedliśmy wszyscy razem śniadanie, a potem pojechaliśmy do sklepu. Jak wróciliśmy, zaczęłyśmy z Majką zwijać sushi :) Na jedzenie dołączyła do nas ich lokatorka, Niemka. Wypiliśmy trochę wina i we trzy z dziewczynami nieźle się uśmiałyśmy, zanim w końcu znów przed północą poszłyśmy spać :) W niedzielę wstałam po 10:00, zjedliśmy resztę sushi na śniadanie, a potem
pojechaliśmy z Majką i jej synkiem na spacer do Salford Quays i BBC. Weszliśmy m.in. do Muzeum Wojny i wjechaliśmy windą na taras widokowy, który miał podłogę z kratki, przez którą było widać! To było straszne przeżycie! Potem wróciliśmy do domu na obiad i po 19:00 odwieźli mnie na dworzec, a o 21:00 byłam już w domu.

  
Media City Uk w Salford Quays (m.in. BBC i itv) oraz wieża i taras widokowy Imperial War Museum!
niedziela, 12 stycznia 2014
Gra o pieniądze :)

674.

W poniedziałek budzik obudził mnie o 9:00 i po 10:00 poszłam do The Hub dowiedzieć się, czy wszystko w porządku z moją pracą doktorską. Byłam gotowa dopłacić i wymienić okładkę, jeśli byłoby trzeba, ale na szczęście potwierdzili, że wszystko jest w porządku i że muszę teraz jeszcze tylko zapłacić 500 funtów, a nie 330, jak myślałam. Wróciłam do domu i postanowiłam, że nie powiem jeszcze szefowej i szefowi, że odchodzę, tylko spróbuję najpierw zapytać, czy mi nie oddadzą chociaż części tych pieniędzy, tak jak szef  mi obiecał dwa lata temu. Upewniłam się też, że nie muszę się już rejestrować jako studentka na następny semestr, bo czeka mnie już tylko Viva i poprawki. Formalnie nie jestem już zatem studentką i nie muszę też brać urlopu z pracy, mogę po prostu odejść. Nie mam więc za wiele do stracenia, postanowiłam więc zaryzykować. Kosztowało mnie to znów trochę zdrowia i zaczełam mieć katar, ale nie mogę się teraz rozchorować. Na 11:45 poszłam do pracy i o 14:00 miałam "dywanik" z szefem i szefową. Rozmawialiśmy o tym, co możemy zrobić, żebym tak nie chorowała :) Potem poszłam na lunch, a wieczorem wyszłam już o 19:30 razem z koleżanką, z którą pracowałam niby do 20:00, a która jako jedyna wie, że odchodzę :) Poszłam się spotkać z Alą pod Deliusem i pojechałyśmy do Malik House. Tam dojechała do nas Kasia z Elą i poszłyśmy na drinka obok, bo wciąż trwała lekcja. Wróciłyśmy na social i potańczyłyśmy do 23:00, a potem Ela odwiozła mnie do domu i poszłam spać.

We wtorek obudziłam się przed 6:00 rano i nie udało mi się już zasnąć. Wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy, a na 12:00 na Pilates. Potem poszłam do the Hub i zapłaciłam te 500 funtów! Zjadłam lunch w Richmond Building że byłym studentem, który mnie utwierdzał w postanowieniu, żebym nic nie mówiła, dopóki nie muszę, a potem wróciłam do pracy. Promotor zaproponował, żebym miała Vivę w środę 19 lutego, ale ma to jeszcze potwierdzić, a ja mu odpisałam, że się dostosuję. Wyszłam już o 16:45 i poszłam do mojej studentki na kolejną lekcję polskiego. Odwiozła mnie do domu po 19:00 i o 20:00 padłam zmęczona spać. Obudziłam się o północy i usiadłam do komputera. W końcu zasnęłam nad ranem. W środę wstałam o 10:45 i poszłam na 11:45 do pracy. W czasie lunchu polowałam na szefa, ale był zajęty. W końcu po 17:00, jak szefowa już poszła, udało mi się go dorwać i zapytać, czy zapłaci za moje studia, tak jak powiedział dwa lata temu. Powiedział, że tego nie pamięta i że nie ma funduszu na Staff Development, z którego mógłby zapłacić, ale że da mi znać. Coś czuję, że nic z tego nie będzie, więc postanowiłam, że zapytam ich w piątek o ten 5-miesięczny bezpłatny urlop, ale równie dobrze mogę im dać wymówienie, więc wszystko mi jedno, co odpowiedzą. Chcę tylko mieć to już za sobą i móc się wreszcie zrelaksować i wyspać :) Czuję się, jakbym brała udział w "Games of Throne", które ostatnio zaczęlam oglądać :) W końcu o 20:00 wyszłam, poszłam do domu i o 23:00 poszłam spać.


Plakat reklamujący pierwszy sezon "Gry o tron" - czuję się jakbym brała udział w ich intrygach :)

W czwartek obudziłam sie po 8:00, wzięłam prysznic i o 9:30 wyszłam z domu. Pojechałam na 10:00 na masaż, ale że byłam na miejscu trochę wcześniej, to weszłam do polskiego sklepu obok i kupiłam sok. Po masażu rozmawiałam jeszcze z moim masażystą, więc zanim od niego wyszłam, to było po 11:00! Poszłam piechotą do Morrisona i zrobiłam zakupy, a potem zawiozłam je do domu i poszłam na 12:00 do pracy. Wieczorem szef podszedł i powiedział, że mogą mi być może zapłacić połowę tego, co zapłaciłam za submission, czyli 250 funtów. Powiedział, że może to potrwać do końca przyszłego tygodnia, więc nadal nie mogę im powiedzieć, że wyjeżdżam, tylko muszę się jeszcze tydzień
pomęczyć! O 20:00 wyszliśmy i poszłam do domu, zjadłam kolację i usiadłam do komputera, a potem o 23:00 poszłam spać. W piątek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Rano miałam zebranie z szefową, ale nic jej nie wspomniałam ani o urlopie, ani o studiach. Na wardze wyszło mi zimno i byłam nadal połamana po masażu. Masażysta poradził mi, żebym poszła na saunę i znalazłam jedną niedaleko i tanio, ale jak wróciłam do domu po 17:00, to już mi się nie chciało wyjść. Zasnęłam przed północą. W sobotę wstałam po 11:00, pojechałam do Tesco na zakupy, a potem poszłam na 2 i pół godziny na siłownię, gdzie mają saunę, basen, jacuzzi i steam room :) Wieczorem zadzwoniłam do mamy i poszłam spać po 21:00. W niedzielę wstałam po 11:00, siedziałam cały dzień w sieci i poszłam znów spać po 21:00 :)
poniedziałek, 06 stycznia 2014
9 lat w Anglii!

673.

W poniedziałek obudziłam się o 9:00, ale wstałam dopiero po 11:00. Zjadłam śniadanie i usiadłam do doktoratu. Obejrzałam "Dekalog 5" i "Krótki film o zabijaniu" jednocześnie, żeby porównać różnice. Są minimalne. Potem obejrzałam "21 gramów" i wreszcie skończyłam pisać! W końcu po 4:30 poszłam spać. We wtorek obudziłam się o 10:00, ale wstałam o 10:30, jak doszłam do wniosku, że już nie zasnę. Usiadłam do komputera i wysłałam paru osobom życzenia noworoczne. Potem się położyłam na trochę, ale nie mogłam zasnąć, wię zrobiłam pranie, zjadłam obiad, trochę posprzątałam i wreszcie o 18:00 wzięłam prysznic. O 19:30 byłam już gotowa i poszłam spytać sąsiada, czy nigdzie się nie wybiera, ale powiedział, że musi pisać eseje. O 20:30 wsiadłam wreszcie w taksówkę i podjechałam po Kasię, a z nią do Ali, która mnie uczesała i podmalowała mi oczy :) Pojechaliśmy we czworkę z Ali nowym facetem do Baru Seven na noworoczną Rumba Picante i na parkingu pod klubem wypiliśmy po kubeczku szampana, bo w Polsce właśnie wybiła północ :) Potem poszliśmy tańczyć i miałam powodzenie, więc się wytańczyłam :) Przed 24:00 wróciliśmy do samochodu dokończyć szampana, a potem dalej się bawiliśmy. Około 2:00 Ala z chłopakiem zebrali się do domu, ale my z Kasią zostałyśmy. Znajomy Meksykanin przedstawił mi się jako mój nowy chłopak, więc mu powiedziałam, że za niecałe dwa miesiące wyjeżdżam na stałe. Po 3:00 znajomy odwiózł mnie i Kasię do domu. O 5:30 poszłam spać.

  
Mirosław Baka w "Dekalogu 5" oraz Sean Penn, Benicio Del Toro i Niomi Watts w filmie "21 grams".

W środę obudziłam się najpierw o 11:00 i wzięłam proszki od bólu głowy, a potem poszłam dalej spać. Wstałam o 14:00, zjadłam śniadanie i usiadłam do poprawiania pracy według wskazówek dotyczących layoutu. Przy okazji zdałam sobie sprawę, że muszę jeszcze napisać Abstract! Na szczęście nie musiał być długi, więc szybko napisałam 2 paragrafy składające się z 209 słów :) Potem wysłałam go znajomej do sprawdzenia, zjadłam obiad i zadzwoniłam do rodziny przez Skype'a. W końcu po 21:30 poszłam spać, ale budziłam się parę razy w nocy. W czwartek wstałam o 7:45 i naniosłam jeszcze ostatnie poprawki, bo znajoma przesłała mi poprawiony Abstract. Zgrałam wszystko na Memory Stick i poszłam na 9:00 do Copy Zone, żeby to wydrukować, ale okazało się, że babka która się tym zajmuje wraca do pracy dopiero w poniedziałek! Poszłam więc do pracy i poszukałam w Internecie innych firm w Bratfoot, gdzie drukują prace. Wysłałam maila do jednej z nich i oddzwonili do mnie podając cenę, więc umówiłam się z nimi na 17:00 i wyszłam o 16:30 z pracy. Jak mi facet wręczył pierwszą kopię mojej pracy, to myślałam, że się popłaczę ze szczęścia! :) Zapłaciłam tylko 60 funtów za trzy kopie i weszłam jeszcze do sklepu po parę rzeczy do jedzenia, a potem wróciłam do domu. W kuchni porozmawiałam chwilę z sąsiadem, a potem zadzwoniłam do domu, żeby pokazać mamie mój doktorat i zrobić sobie zdjęcie przez Skype'a! :) W końcu usiadłam i obejrzałam dwa odcinki "Spadkobierców", a po 23:00 poszłam spać.

  
Trzy kopie mojej pracy doktorskiej, my babies! :) Oraz logo 20-letniego już serialu "Spadkobiercy" :)

W piątek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. O 11:00 poszłam do The Hub oddać moją pracę doktorską. Okazało się, że do poniedziałku nie ma nikogo, kto się tym zajmuje, ale ponoć mam złą okładkę i grzbiet :) W poniedziałek mają dać mi znać, czy będę musiała to zmienić. A to może oznaczać większe koszty. Wróciłam do pracy i zjadłam lunch. Wydrukowałam jedną kopię mojej pracy dla siebie na egzamin i przygotowałam na wszelki wypadek nową okładkę. Po 17:00 przyszła moja studentka na kolejną lekcję polskiego. Po 19:00 odwiozła mnie do domu i obejrzałam online nowe odcinki South Park, a potem wreszcie poszłam spać o północy. W sobotę wstałam po 11:00, zjadłam coś, a potem się zdrzemnęłam.
Obiecałam sobie, że nie włączę komputera i dotrzymałam słowa :) Cały dzień leżałam w łóżku i czytałam książki Zawiślińskiego o Kieślowskim. Wieczorem porozmawiałam z sąsiadem, który wyjeżdża na 3 tygodnie, a potem przed północą poszłam spać. W niedzielę wstałam na chwilę po 11:00, ale na śniadanie zwlokłam się z łóżka dopiero o 14:30. Potem usiadłam do komputera, a później poszłam dalej czytać do łóżka i się zdrzemnęłam. Dziś minęło 9 lat odkąd przyjechałam do Anglii, więc umówiłam się z Kasią do kina, ale wcześniej poszłam do pracy wydrukować parę stron mojej pracy, żeby je nazajutrz podmienić. Na 18:45 poszłyśmy na beznadziejny film "47 Ronin", potem na chińczyka do "Buffet@Bratfoot", a na koniec na drinka do Hiltonu :) Po 23:00 wróciłam do domu i poszłam spać.

  
Bohaterowie South Parku jako bohaterowie "Games of Trone" oraz Keanu Reeves w "47 Ronin"! :)