Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 26 lutego 2006

150.

We wtorek znow padlam przed 19:00. Najwyrazniej dosieglo mnie przesilenie wiosenne :) Dopiero w srode po pracy poszlam do kina, najpierw na "North Country" z Charlize Theron, a potem na "Ukryte" Michale'a Hanekego. Oba byly dosc przygnebiajace, wiec obejrzalam je z wielka przyjemnosci, bo odpowiadaly mojemu nastrojowi :) Ostatnio zaczelam lubic srody, bo mam wtedy zajecia z "Kreatywnego Pisania" - tym razem mialam napisac wiersz o poezji, wiec napisalam akrostych wyrazu "Poetry" :) Widze, ze coraz bardziej bawie sie forma, zamiast skupic sie na tresci :))) Na nastepne zajecia mam napisac dialog, w ktoym jedna osoba nie chce wyjawic jakiejs tajemnicy. Wymyslilam, ze napisze monolog z przesluchania, na ktorym podejrzany w ogole sie nie odzywa :))) Swietnie sie bawie na tych zajeciach i z przyjemnoscia czytam teksty innych. Zaczelismy przesylac je sobie wczesniej mailem, wiec ostatnio czytam je juz przed zajeciami. W czwartek musialam zadzwonic do pomocy komputerowej, bo skasowalam jedna z baz danych i musialam ja odzyskac. Chcialam ja odtworzyc, zanim szefowa zauwazy, ale niestety - zobaczyla i przyszla spytac, co sie stalo. Sama nie wiem jak to zrobilam! Wcisnelam dwa przyciski (delete i enter :) i baza zniknela! :))) A chcialam ja po prostu otworzyc! :) Po prostu za szybka jestem. W kazdym razie komputerowcom udalo sie ja odzyskac, a szefowa o dziwo nie miala pretensji - mialam nawet wrazenie, iz sie cieszy z faktu, ze ja skasowalam :) Nie moge jej rozgryzc?! :))) Po pracy przyjechala do mnie Gemma i poszlysmy do pobliskiego Deliusa. Tam czekal juz na nas Chris. Napilismy sie i zagralismy w bilard. Mialysmy sie spotkac same, ale sie wprosil, wiec dosc szybko zmylysmy sie do domu, umawiajac sie na niedziele na "babski wieczor" :) Chcemy sie wybrac we trzy z jej siostra Lucie, do Tramshead w Saltaire. Tym razem nie zabieramy zadnych nudnych kolegow! :)

W piatek jak zwykle w czasie lunchu poszlam do domu, ale okazalo sie, ze kod do drzwi wejsciowych nie dziala i nie moge sie dostac do budynku! Stalam pod drzwiami z 5 minut, probujac sie dodzwonic do agencji, zanim weszlam wreszcie, jak ktos wychodzil. Po powrocie do pracy zadzwonilam do agencji i powiedzialam, ze zaplacilam za klucz do drzwi wejsciowych ponad miesiac temu, nadal go nie dostalam i teraz nie moge sie dostac do domu. Powiedzieli, ze do mnie oddzwonia. Oczywiscie nikt nie zadzwonil. Prosto po pracy poszlam do agnecji pracy, ktora mnie tu sprowadzila ponad rok temu, zeby odebrac od nich list potwierdzajacy moje zatrudnienie. Taki sam list dostalam od Saja i mojej szefowej - sa mi potrzebne, bo staram sie o status rezydenta Anglii. Potem poszlam do Gosi i Hiszpanow, ktorzy mieszkaja tuz obok. Odebralam paczuszke, ktora przez znajoma przeslal dla mnie brat. Zjadlam tez pajelle, a potem wyszlismy wszyscy razem i poszlismy do Lloydsa. Tam ich zostawilam i powiedzialam, ze zaraz wroce, tylko sie przebiore i zostawie torbe w domu. Okazalo sie, ze kod nadal nie dziala. Zadzwonilam do znajomych, ktorzy mieszkaja w tym samym domu. Spytalam, czy otworza mi tez pozniej, bo zaraz wychodze. Powiedzieli, ze jak wroce do 22, to mnie wpuszcza. Poszlam wiec z powrotem do Lloydsa, ale uprzedzilam wszystkich, ze nie moge zostac za dlugo, choc mielismy ich potanczyc. Zaproponowali mi co prawda, ze moge spac u nich, ale wolalam wrocic do siebie. Sean tez napisal, zebym przyszla do niego, to cos zjemy i obejrzymy film, ale w koncu wrocilam do domu, tuz przed 22. Wymienilam jeszcze pare maili z Seanem i poszlam spac :)

Obudzilam sie dzis o 10 i postanowilam zadzwonic do swojej agencji wynajmu. Bylam pewna, ze w weekend nie pracuja i chcialam sie po prostu nagrac z pretensjami, ze nikt do mnie nie oddzwonil, ale jakas dziewczyna odebrala telefon! Powiedzialam jej, ze chce rozmawiac z Nicole, ktora jest odpowiedzialna za nasz dom. Oczywiscie jak zwykle Nicole byla zajeta (czytaj: nie chciala ze mna rozmawiac :) wiec dziewczyna powiedziala, ze wezmie ode mnie telefon i oddzwoni. Powiedzialam, ze wczoraj juz jakis koles wzial ode mnie telefon i nic, wiec jak nie zadzwoni, to znow sie odezwe. Dzwonilam z komorki, ale bylam juz tak wsciekla, ze bylo mi juz wszystko jedno, ile bedzie mnie to kosztowac. Chcialam po prostu zdobyc klucz, zeby moc wyjsc zrobic pranie i zakupy na caly tydzien, bo lodowka jak zwykle swiecila juz pustkami. Zadzwonilam do nich jeszcze raz przed 12, zanim wszyscy poszliby na lunch. Ta sama dziewczyna powiedziala, ze nic jeszcze nie wie i ze do mnie oddzwoni. Przy okazji wspomnialam jej, ze za chwile minie pol roku odkad tu mieszkam, a do tej pory nie mam klamki w drzwiach, choc obiecano mi, ze zrobia ja w ciagu tygodnia! :) Tymczasem przyszla do mnie Gosia, ktora pracowala dzis do poludnia w college'u. Dzieki temu moglam pojsc do pralni na przeciwko, bo Gosia stala w drzwiach, palac papierosa i pilnujac, zeby sie nie zamknely! :))) Cyrk na kolkach! :)

Po praniu chcialysmy pojechac do sklepu, wiec przed 15 zadzwonilam znow do agencji i powiedzialam, ze musze wyjsc z domu, zeby kupic cos do jedzenia. Dziewczyna powiedziala mi, ze nic nie moga zrobic i ze musze sie zwrocic do chlopaka, ktory zajmuje sie naszym domem , zarowno w sprawie klamki, jak i klucza. Rozesmialam sie jej w sluchawke i powiedzialam, ze nie place jemu, tylko im, wiec od nich wymagam, a z nim nie bede juz rozmawiac, bo 5 miesiecy zakladal mi Internet, glupiej klamki nie zronil przez pol roku, a wczoraj mi powiedzial, ze nie moze mi nic poradzic na to, ze kod nie dziala! :) Juz jej nawet nie wspomnialam, ze jeszcze mial do mnie pretensje o to, ze nie mam klucza i ze wczesniej nie naciskalam agencji! Dodalam tylko, ze jak nie dostane dzis klucza, to pojde spac do znajomych, ale nie zaplace za dwa dni, w czasie ktorych nie moglam sie dostac do mieszkania, bo nie moglam z niego korzystac, wiec za co mam placic? Wtedy ona tez sie troche zdenerwowala, powiedziala ze sama do niego zadzwoni i oddzwoni do mnie. Rzeczywiscie, po jakims czasie oddzwonila i powiedziala, ze maja w agencji jeden zapaswoy klucz do drzwi wejsciowych, tak na wszelki wypadak, i ze w ramach wyjatku moga mi go laskawie pozyczyc, dopoki nie dostane swojego, ale... musze do nich przyjechac przed 16. Minela wlasnie 15:00 i chcialysmy z Gosia jechac do duzego Morissona na drugim koncu miasta, bo ode mnie prosti spod domu dochodzi tam autobus. Ale nie bylo wyboru i postanowilysmy pojechac do agnecji, a potem pojsc do Morrisona zaraz obok.

Kupilysmy calodzienny bilet, bo po drodze musialysmy sie przesiasc. Przed 16 bylysmy w agencji, gdzie dowiedzialam sie, ze mimo iz zaplacilam za nowy klucz ponad miesiac temu, to do tej pory nie byl zamowionyu i zrobili to dopiero teraz, wiec nie wiem kiedy go dostane. Dali mi za to swoj, mowiac, zebym go tylko nie zgubila! Wkurzylam sie i powiedzialam ironicznie, ze to wszystko to chyba moja wina, bo nie bylam dosc upierdliwa. Na co Nicole, ktora akurat tam zastalam, odpowiedziala, ze trzeba ich scigac i dopominac sie, postanowilam wiec, ze od powniedzialku bede codziennie dzwonic do nich z pracy, dopoki nie dostane klucza i nie zamontuja mi klamki! Sami tego chcieli! :) Potem poszlysmy z Gosia na duze zakupy i wrocilysmy z jedna przesiadka do mnie. Zostawialysmy siatki i poszlysmy do chinskiej restauracji na tzw. bufet, czyli ile damy rade zjesc :))) Zaczelysmy od zupy, potem posmakowalysmy przystaweczki - wszystkiego po trochu. Po glowne danie szlysmy dwa razy, zeby wszystkiego posmaokwac, bo talerz byl za maly! :) Na deser tez wzielysmy dokladke :) Bylam juz w tej restauracji trzy razy i znam nawet jedna z pracownic, Flore z Hong Kongu. Jedzenie maja bardzo dobre i naprawde mozna sie najesc. Wyszlysmy tak objedzone, ze podjechalysmy do mnie dwa przystanki autobusem! :))) Gosia zabrala swoje zalupy i poszla do domu, a ja zadzwonilam do Polski, a potem usiadlam do Internetu. Ale juz minela polnoc, wiec ide spac! :)))

wtorek, 21 lutego 2006

149.

W piatek po pracy wrocilam do domu i usiadlam do Internetu. Przed snem wzielam lekarstwa i poszlam spac z nadzieja, ze rano bede zdrowa. Niestety, w sobote nadal mialam katar i bolaly mnie kosci :) Mimo to pojechalam na zakupy, a potem poszlam jeszcze na Forster Square zrobic pare zdjec - przebudowuja go i wyglada jak po jakims kataklizmie, albo jak zgliszcza po wojnie! Potem weszlam jeszcze do paru sklepow, zeby kupic granatowe rajstopy na wieczor, ale nie udalo mi sie, bo albo nie mieli, albo juz zamykali! Za to o dziwo katar mi przeszedl od tego chodzenia po dworzu :) Ugotowalam sobie kiszona kapuste, ktora znalazlam w Morrisonie i zadzwonilam po taksowke. O 19:00 pojechalam do klubu. Taksowkarz zdazyl mnie po drodze zdenerwowac glupimi tekstami. Podobno juz mnie kiedys wiozl z Queensbury i pamietal, ze jestem z Polski. Niestety, tutaj jadac samej taksowka trzeba sie przygotowac na glupia rozmowe z taksowkarzami, ktora wedlug nich jest zabawna. W kazdym razie w koncu dotarlam na miejsce i weszlam do srodka. Przy wejsciu spotkalam ciotke Gemmy z corka, czyli jej kuzynka Molly. Mala postanowila, ze nie odstapi mnie na krok, co oczywiscie sprawilo, ze natychmiast poczulam potrzebe napicia sie drinka... I kolejnego... I jeszcze jednego... :) nie nadaje sie na opiekunke do dziecka :))) W dodatku Gemma zaprosila Briana i Chrisa, a ze poza mnie nikogo tam nie znala, wiec bylam skazana rowniez na ich towarzystwo! Tym bardziej musialam sie napic! :))) Szczegolnie, ze oni jak popija, to chca tanczyc za raczke w koleczko - nie zartuje! :))) No i oczywiscie musialam swoje odtanczyc, wiec wolalam sie wczesniej znieczulic :)))

Oprocz paru osob z rodziny Gemmy, oraz Briana i Chrisa, ze znajomych mi osob byl takze Gemmy byly, a moj byly szef, czyli Saj. Podobno przyszedl bez zaproszenia. Gemma byla w kazdym razie niezle zaskoczona na jego widok. Oczywiscie on tez niezle popil, wiec atmosfera zrobila sie dosc napieta :) W dodatku okazalo sie, ze Gemma zaprosila Martina, chlopaka ktorego poznala w niedziele w Tramshead i z ktorym byla w czwartek na randce. Jednym slowem byl naprawde niezly ubaw. Gemma poklocila sie na tarasie z matka. Jej ojciec probowal zagadywac Saja. W koncu Saj zniknal, a pojawil sie zupelnie nieswiadomy sytuacji Martin :) Za jakis czas pojawil sie znow Saj i patrzyl na niego spode lba :) Tymczasem ja mialam wlasne problemy, bo Brian i Chris postanowili potanczyc ze mna w koleczko za raczke! :))) Tanczylibysmy tak pewnie dluzej, gdyby nie to, ze Chris za duzo wypil i zle sie poczul. Musial wyjsc na swieze powietrze, zeby nie zbarudzic lokalu :) Zostawilam wiec ich samych sobie i probowalam troche sie pobawic, ale wkotce wybila polnoc i DJ zaczal zwijac sprzet! :))) Jednym slowem impreza byla bardzo udana, a to nie byl jeszcze koniec wieczoru! :))) Saj zamowil taksowke i wsiedlismy w nia we czworke, razem z Brianem i Chrisem. Saj wysiadl pierwszy i jechalismy do mnie, kiedy chlopcy stwierdzili, ze beda spac u mnie na kanapie w salonie. Uswiadomilam im, ze nie mam ani salonu, ani kanapy i jedynie materac. Powiedzieli, ze moze byc. Bylam oczywiscie przekonana, ze zartuja - do momentu gdy wysiedli ze mna z taksowki! :))) Wyciagnelismy materac spod mojego lozka i padli! Okazalo sie bowiem, ze planowali spac dzis u Insana, ktory nie dotarl na impreze i w zwiazku z tym mieli ze soba wszystko co potrzebne - plyn do soczewek, szczoteczki do zebow itp.

Obudzilam sie o 10:00, bo stwierdzilam, ze dosyc tego dobrego. Ubralam sie i zaczelam zmywac naczynia w kuchni. Kiedy sie obudzili zaproponowalam im kawe i herbate. To ich troche rozbudzilo, wiec zaproponowali, zebysmy poszli gdzies na sniadanie. Mi sie znowu zepsul chleb, wiec powiedzialam, ze na mnie nie moga liczyc - sniadania nie bedzie. Poszlismy wiec do Titusa Salta i postawili mi sniadanie! :) Dzieki temu przeszla mi zlosc za to, ze sie wprosili :))) Potem sie rozeszlismy - oni pojechali po samochod, ktory zostal pod klubem, a ja wrocilam do domu. Ale mam nadzieje, ze wiecej nie bede musiala sie z nimi bawic. Przypominaja mi za bardzo Beavisa i Butheada! :))) Niedziela uplynela mi na telefonach do Polski, gotowaniu i siedzeniu w Internecie. Okolo 18 padlam i zasnelam. Obudzilam sie po polnocy i juz nie moglam zasnac. Posiedzialam znow troche w Internecie i wreszcie kolo 4 rano udalo mi sie zasnac. W poniedzialek poszlam troche wczesniej do pracy, bo zaczynal sie Distance Learner's Week i musialam podlaczyc sprzet w dwoch salach. Potem siedzialam w pokoju goscinnym i czekalam na studentow. Musieli sie wpisac na liste i wziac wszystkie potrzebne im informacje. Na stole byl maly poczestunek, wiec zrobilam sobie goraca czekolade i zjadlam jedno ciastko francuskie :) Potem wrocilam na dol do biura i do lunchu jakos czas mi zlecial. W domu przyrzadzilam sobie cos niejadalnego, wiec wyszlam wczesniej, zeby zdazyc cos jeszcze zjesc w uczelnianej stolowce. Do konca dnia szefowa mnie wkurzala! Naprawde mam jej ostatnio serdecznie dosc i boje sie, ze zaczynam jej to okazywac. Zreszta moze powinnam? W kazdym razie po pracy znow padlam przed 7 spac - to chyba ta pogoda na mnie tak dziaal, bo jest pochmurno i byle jak. Potem znow sie obudzilam w nocy i weszlam na portal "randki" :) Nudzilo mi sie, wiec zaczelam korespondowac z jakimis ludzmi. Dzis dostalam 4 maile, wiec przynajmniej mam wrazenie, ze cos sie dzieje. Ale tak naprawde chce tylko odpoczac po zeszlym tygodniu i szalonym weekendzie, szczegolnie, ze w tym tygodniu nie mam zajec z polskiego, bo sa ferie! :)

Zgliszcza Forster Square. Niezly widok, nie?!

piątek, 17 lutego 2006

148.

Do kina nie poszlam :) Zostalam w pracy do 17:00, az sie skonczyly wszystkie spotkania, ale nie dlatego ze musialam, tylko glownie po to, zeby zrobic dobre wrazenie na koniec :) Poszlam do domu i znow padlam! :) Przeczytalam tylko maile (Sean pobakiwal cos o kine, ale napisalam mu, ze zasypiam :) Wzielam lekarstwa na noc i poszlam spac. Ale nie pomoglo - obudzilam sie dzis chora, polamana i z katarem. Mimo to poszlam do pracy, bo przeciez poza mna nikogo nie ma! Co prawda szefowa wspomniala cos, ze dzis przyjdzie, zeby przygotowac wszystko na nastepny tydzien (tzw. Distance Learning Week, czyli tydzien non stop zajec dla studentow zaocznych :) ale 9:00 minela, a tu ani widu, ani slychu. Juz sie ucieszylam, kiedy nagle zaskoczyla mnie, kiedy pisalam akurat maila! :))) Powiedziala, ze wpadla tylko na chwile, zeby wszystkim sie zajc i potem wraca do domu. Ale przez te 3 godzinki zdazyla mnie znow wkurzyc :) Odzwyczailam sie od niej najwyrazniej! :) Zaczela mi mowic, co mam robic, a to jest cos, czego najbardziej nie lubie :))) Ale jakos przezylam do lunchu :) Teraz wrocilam i juz jej na szczescie nie ma :). Powiedziala, zebym poszla wczesniej do domu, skoro zle sie czuje i nie siedziala do 16:45. Chyba jej poslucham :) Szczegolnie, ze i tak nie ma co robic :) A musze sie troche podleczyc przed jutrzejsza impreza "surprise party. Pojde na nia nawet jakbym miala goraczke, ale wolalabym byc w troche lepszym stanie :) Gemma zaprosila prawie 100 osob, przyjacol jest siostry Lucie, ktora od ponad roku mieszka z mezem w Chinach. Mamy na nie wszyscy czekac o 7:30 w klubie i jak przyjada wyskoczyc z krzykiem "Surprise!" :) Mam nadzieje, ze Lucie nie dostanie zawalu! :)))

czwartek, 16 lutego 2006

147.

Wyszlam wczoraj troche wczeniej z pracy i poszlam prosto do Gosi i Hiszpanow. Zupa warzywna byla pyszna, a jablka zapiekane w ciescie jeszcze lepsze! :))) Znow sie objadlam i nie moglam sie ruszac! :) Ale po 18:00 musialam sie zbierac. Z lenistwa podjechalam te 3 przystanki autobusem i przysnelam! :))) Na szczescie nie przejechalam mojego przystanku! :) Weszlam na chwile do domu, tylko po to, zeby zabrac liste studentow i pobieglam do college'u. Bylo tylko 8 osob i znow przez dwie godziny odgrywalismy scenki w restauracji - kazdy byl zarowno kelnerem, jak i klientem :))) Po lekcji wrocilam do domu i prawie od razu padlam, bo bylam juz lekko nieprzytomna ze zmeczenia :))) Mialam dzis duze klopoty ze wstaniem. Szczegolnie, iz wiedzialam, ze w pracy poza mna nikogo nie bedzie i znow bede sie nudzic! Okolo 9:30 odwiedzil mnie w biurze Jeff, ktorego znam z kursu "Kreatywnego Pisania". Pytal, kiedy sa warsztaty w ramach tych zajec, wiec sie dla niego dowiedzialam, ze dzis od 10:00 do 13:00. I wtedy mnie olsnilo - i tak nic sie nie dzieje, wiec moze sama na nie pojde?! :))) Powiesilam kartke na drzwiach, ze biuro zamkniete do 14 i poszlam na 3 godziny na zajecia, a potem na lunch :) Po powrocie okazalo sie jednak, ze nie byl to najlepszy pomysl i teraz byc moze strace prace i bede musiala wracac do Polski :))) No, moze az tak zle nie bedzie, ale zdaje sie, ze pozostali z departamentu obok, nakabluja na mnie mojemu szefowstwu, bo ktos kto mnie nie zastal, poszedl do nich do biura :))) Moge wiec miec nieprzyjemnosci. Ale nie zaluje - zajecia byly duzo ciekawsze, niz siedzenie tutaj i gapienie sie w ekran! :) W kazdym razie dzis chyba nie wyjde wczeniej, tylko posiedze tu do oporu. A po pracy planuje po prostu isc spac i nic juz dzis nie robic! :) Chyba, ze pojde do kina :)))

środa, 15 lutego 2006

146.

W poniedzialek po pracy poszlam do Gosi i Hiszpanow na obiad - zupe ogorkowa i ruskie pierogi :))) Az wstyd, ale zjadlam az dwa talerze zupy, tak mi smakowala :) Potem jeszcze pare pierozkow i juz nie moglam sie ruszac :) Posiedzialam dwie godzinki i porozmawialam z Gosia, ale kolo 19 stwierdzilam, ze ide do domu, bo bylam zmeczona po weekendzie, a musialam jeszcze napisac krotkie opowiadanie na zajecia z "Kreatywnego Pisania" :) Wrocilam wiec do domu i usiadlam do komputera. Ale najpierw oczywiscie sprawdzilam maile :) Sean napisal, ze mam odpoczac, nigdzie nie wychodzic i najpozniej o 23 byc w lozku! :) Obiecalam, ze sie postaram - jesli tylko uda mi sie napisac moje haiku :) Zabralam sie za pisanie, ale wtedy dostalam SMSa od Piotrka: serduszko i tekst lancuszka (przeslij do wszystkich przyjaciol i spowrotem do tego, kto ci to przyslal i jesli 5 do ciebie wroci, to spotka cie mila niespodzianka na Walentynki :) Odeslalam SMSa do Piotrka, zeby mu sie liczylo do tych 5 :) A ze nie place za wiadomosci po Anglii, wyslalam to dla zabawy jeszcze do paru osob :) No i sie zaczelo! :) Nie moglam sie skupic na pisaniu, bo co chwile dostawalam od kogos SMSa z serduszkiem! :)))  W koncu porzucilam pomysl haiku, bo wychodzily mi z tego jakies banalne wierszyki i postanowilam napisac nowa wersje najkrotszej historii jaka znam: "Venu, Vidi, Vici" :) W wersji feministycznej brzmi ona "Novi, Accidi, Amavi" :) O 23:00, tak jak obiecalam Seanowi, lezalam juz w lozku i probowalama zasnac :) W koncu mi sie udalo :)))

We wtorek nadal nie bylo szefowej. Bylo duzo spokojniej i wlasciwie prawie nic sie nie dzialo. Druga szefowa troche sie mna zajela, ale poszla wczesnie do domu, wiec ja tez sie zwinelam okolo 16:00. Wieczorem bylam umowiona z Seanem, wiec poszlam wczesniej do domu, zeby sie zabrac za gotowanie. Usmazylam lososia i zrobilam przystawke, a potem pojechalam autobusem na lekcje polskiego. Obie moje studentki, ktore na zmiane mnie podwoza, zawiadomily mnie, ze nie bedzie ich na zajeciach - pewnie z powodu Walentynek. Kiedy cudem dotarlam na lekcje (nie wiedzialam gdzie mam wysiasc :) okazalo sie, ze przyjechaly tylko 4 osoby. Prze dwie godziny odgrywalismy scenki w restauracji. To bylo dla nich bardzo dobre cwieczenie, ale mi zaczelo burczec w brzuchu od tego ciaglego rozmawiania o jedzeniu! :))) Wrocilam do domu taksowka i zjadlam polowe przygotowanych na wieczor przystawek :))) Sean przyszedl o 21:30. Obiecalam mu kolacje ze swiecami, jesli w zamian przyniesie czekoladki, wino albo kwiaty, bo tak nakazuje tradycja :) Powiedzial, ze postara sie przyjsc ze wszystkim i dotrzymal slowa - przyniosl czerwone wino, ktore wypilismy do kolacji, czekoladki i pare kwiatkow z ogrodka :) Znow przegadalismy cala noc - wyszedl przed 6:00 rano, wiec spalam dzis tylko dwie godziny :)

   

Kwiatki z ogródka i butelka po białym winie "French Connection".

Szefowej nadal nie ma. Druga szefowa pojechala na 3 dni do Amsterdamu. Profesor Fell pojawil sie na chwile, zagadal i poszedl, wiec siedze sama i wlasciwie nic nie robie :) Od 12 do 14 mialam zajecia z "Kreatywnego Pisania", ale wykladowca nie wydrukowal mojego minimalistycznego opowiadania, bo zapomnial. Przepraszal mnie pozniej i obiecal, ze przyniesie je na przyszly tydzien. Na przyszle zajecia mamy napisac wiersz o poezji. Wiersze sa najtrudniejsza forma pisania i mialam nadzieje, ze juz nigdy nie bedziemy musieli pisac wiersza na zajecia - raz wystarczy :) Ale niestety :) No coz, mam tydzien - moze cos wymysle? :) Dzis po pracy ide znow do Gosi na polski obiad. Tym razem powiedziala, ze zrobi zupe warzywna i jablka w ciescie :) Wieczorem mam kolejna lekcje polskiego z druga grupa, a w przyszlym tygodniu nie ma zajec, bo sa ferie, wiec troche odpoczne. Weekend znow bedzie ciezki, bo w sobote Gemma zaprosila mnie na urodziny swojej siostry Lucie. Organizuje dla niej "surprise party" w klubie i podobno bedzie tam prawie 100 osob! :) Zapowiada sie ciekawie! :)))

poniedziałek, 13 lutego 2006

145.

W czwartek rano poszlam na kurs "umiejetnosci telefonicznych" :) Oczywiscie bylam przygotowana na najgorsze, ale zostalam bardzo mile zaskoczona! Babka, ktora prowadzila zajecia byla naprawde swietna i tak naprawde byly to zajecia z psychologii! Poznalam pare ciekawych teorii (okno Joharis, zasada 7 sekund, moment prawdy :) ktore bardziej niz w odbieraniu telefonow przydadza mi sie w zyciu i w moim nauczaniu. Wlasciwie czaly czas przygladalam sie jej, jak prowadzi zajecia i wiele sie od niej nauczylam. Upewnilam sie tez, ze sama calkiem niezle sobie do tej pory radzilam z wieloma rzeczami, calkiem intuicyjnie! Po lunchu wrocilam do pracy w swietnym humorze, ktory oczywiscie moja szefowa wkrotce troche mi popsula, ale na szczescie nie do konca :) Wychodzac z pracy obiecalam jej, ze w ten weekend wreszcie troche odpoczne i w poniedzialek bede jak nowa! :) Nie wiedzialam jeszcze, ze czeka mnie najdluzszy i najciezszy weekend od mojego przyjazdu do Anglii - 4 wieczory imprez pod rzad! :)))

Po 17:00 spotkalam sie z Gemma i Brianem w Lloydsie. Pozniej doszedl do nas jeszcze Chris. Na poczatku wszystko bylo ok. Po paru piwach sytuacja zrobila sie jednak dosc niezreczna. My ich traktujemy jak przyjaciol i chcialysmy ich po prostu wyciagnac z domu, zeby gdzies wyszli i moze kogos poznali. Tymczasem oni najwyrazniej stwierdzili, ze skoro juz znaja nas... a zblizaja sie Walentynki... wiec... Kiedy Gemma poszla z Chrisem do baru, Brian powiedzial mi, ze Chris bardzo ja lubi :) W tym samym czasie przy barze Chris powiedzial Gemmie, ze Brian mnie lubi :) To u nich typowe, takie podchody jak w przedszkolu :))) Jak sie pozniej okazalo, obie z Gemma odpowiedzialysmy im mniej wiecej to samo :) Niby mowiac jedna o drugiej, ale tak naprawde na wszelki wypadek za nas obie - ze w czerwcu wyjezdzamy i w zwiazku z tym nie ma sensu niczego zaczynac :) Potem poszlismy tanczyc, ale zrobilo sie dosc dziwnie i mialam wrazenie, jakbym wyladowala na podwojnej randce w ciemno! :))) W miedzyczasie Gemma wyslala SMSa do Insana, zeby nas ratowal. To troche rozladowalo sytuacje. Brian i Chris jeszcze popili i wkrotce pojechali do domu, a my poszlismy potanczyc do Walkabout, bo ustalilysmy z Gemma, iz bedziemy udawac, ze to nasz piatek :) Balowalysmy wiec do polnocy, jakby to naprawde byl juz weekend :)

W piatek mialam zajecia z ta sama babka i niektore rzeczy sie powtarzaly, ale dowiedzialam sie tez paru nowych, bo ten kurs trwal prawie caly dzien. Mial trwac do 4:30, ale skonczylismy godzine wczesniej. Moja szefowa jednak o tym nie wiedziala i raczej sie nie dowie, bo to kurs organizowany przez college, a nie uniwersytet, wiec oczywiscie nie wrocilam juz do pracy, tylko poszlam do domu i polozylam sie na dwie godzinki :) Potem zwloklam sie z lozka, wzielam prysznic i poszlam do polskiego klubu dwie ulice dalej, zeby spotkac sie z moimi "studentami" :) Przyszlam rowno o 19:00, jako pierwsza. Po mnie przyszla Irena, ktora spotkalam kiedys z Seanem jak szla na Bingo. Potem doszli pozostali i razem bylo nas "nascie" osob. Wszyscy musieli sie wpisac do ksiegi, bo teoretycznie klub jest tylko dla czlonkow. Umowilismy sie, ze zamawiaja tylko po polsku, bo w koncu tego wlasnie sie uczymy od ostatnich 3 tygodni :) Po paru piwach obie grupy lepiej sie poznaly i szybko zgraly. Janet, ktora zwykle odwozi mnie do domu przyprowadzila meza, ktorego rodzice sa Polakami. Zabawa szybko sie rozkrecila i wkrotce caly stol byl pokryty butelkami Zywca - nic, tylko robic zdjecia i zadac od Zywca pieniedzy za swietna reklame :))) Przed 23:00 dolaczyl do nas Danny, moj byly uczen, ktory pracuje w klubie Bingo. Powiedzial, ze pozniej idzie ze znajomymi do bratfootzkiego klubu gejowskiego i spytal, kto idzie z nimi. Oczywiscie bylam pierwsza, ktora sie zglosila, bo w takich klubach sa najlepsze imprezy, pelne pozytywnej energii, a w tutejszym jeszcze nie bylam, choc slyszalam ze istnieje. Dotarlismy tam po polnocy i bawilismy sie az do zamkniecia. Potem podrzucili mnie po drodze taksowka do domu i Danny powiedzial, ze jak bede sie chciala znow tam z nimi wybrac, to mam mu tylko dac znac :))) Sprawdzilam jeszcze maile i odpisalam Seanowi, wiec jak w koncu poszlam spac dochodzila juz 5 rano!

W sobote spalam oczywiscie pol dnia, a zanim cos zjadlam, wzielam prysznic i wreszcie pojechalam po zakupy, dochodzila 16:00. Wrocilam do domu o 18:00, a na 19:00 mielismy isc do Krystiana na urodziny. Mialam najpierw isc do Seana, zeby przegrac dla Krystiana plyte "Tata Kazika", a potem mielismy sie spotkac po drodze z Hiszpanami, Gosia i Gemma. Ale okolo 18:00, kiedy chcialam sie z nimi dokladnie umowic stwierdzili, ze zle sie czuja i nigdzie nie ida. Zjadlam wiec cos, przebralam sie i poszlam do Seana, zeby przegrac plyte. Po drodze kupilam 3 soki jablkowe, bo nioslam Krystianowi w prezencie Zybrowke :) I Ptasie Mleczko :) Zanim doszlam do Seana, byla juz prawie 20:00. Na szczescie od niego bylo juz blisko, a przegrywanie plyty nie trwalo dlugo. Jak dochodzilismy, Krystian zadzwonil z pytaniem gdzie jestesmy i wyszedl po nas kawalek :) W salonie bylo juz ze 20 osob - jak sie okazalo poza Seanem sami Polacy :) Poniewaz Hiszpanie i Gemma nie dotarli, byl jedynym obcokrajowcem :) Ale raczej mu to nie przeszkadzalo :))) W pewnym momencie Krystian wzial do reki mikrofon i powiedzial, ze teraz odbedzie sie konkurs karaoke, w ktorym wszyscy maja wziac udzial i ze mozna wygrac nagrode. Oczywiscie panowie w wiekszosci stwierdzili, ze musze sie wiecej napic, zeby spiewac, ale pare osob wystapilo od razu. Krystian dal dobry przyklad i zaspiewal poza konkursem. Ja porwalam sie dosc ambitnie na "Prawy do lewego", ale poza refrenem nie szlo mi za dobrze, wiec wrazenie nie bylo najlepsze. Dlatego pozniej staralam sie podniesc swoja note "Barankiem" :))) Podobno za drugim razem poszlo mi duzo lepiej :) Mowie "podobno", bo sama zupelnie siebie nie slyszalam :)))

Sean tez spiewal :) Co prawda Krystian mial tylko 10 piosenek po angielsku, a reszte po polsku, ale Sean stwierdzil, ze woli po polsku! :) "Zaspiewal" wiec, a moze raczej wyrecytowal w jakims calkiem niezrozumialym narzeczu "Whisky moja zono" Dzemu i dostal oczywiscie wielkie brawa :))) Dostal zreszta pozniej za to nagrode specjalna jury - czekoladki :) Natomiast pierwsze miejsce i butelke szampana zdobyl Seba, ktory zaspiewal "Dmuchawce, latawce, wiatr" Urszuli :))) Nad ranem, kiedy zostaly juz same niedobitki, Sean dorwal sie jeszcze pare razy do mikrofonu i prawde mowiac trudno go bylo odciagnac :))) Pierwszy raz widzialam, zeby tak dobrze sie bawil. Poprosil mnie nawet do tanca, choc zwykle nie tanczy! :))) W koncu okolo 5 nad ranem, kiedy zostalismy juz tylko my oraz Krystian i jego dziewczyna Agata, Sean wreszcie mial dosc i wyszlismy. Swieze powietrze i lekki deszczyk pomogl mu troche otrzezwiec :) Odprowadzil mnie do domu i zostal. Nie chcialam go puscic samego z powrotem, wiec spal na materacu, strasznie przy tym chrapiac! :)))

Spalismy do poludnia (wlasciwie jesli o mnie chodzi, to na zmiane przysypialam lub czytalam ksiazke, w zaleznosci od natezenia chrapania :) Jak sie wreszcie obudzil dowiedzialam sie, ze byl z tym u lekarza i mial nawet jakas operacje, ale najwyrazniej nie pomoglo :))) Zjadlam sama sniadanie, bo Sean nie mogl patrzec na jedzenie. Napil sie tylko wody i troche porozmawialismy, az stwierdzil, ze idzie do domu dalej spac :))) Mialam zamiar zrobic to samo, ale juz sie rozbudzilam, wiec posiedzialam na telefonie i na Internecie. Pozniej dostalam SMSa od Saja z pytaniem, czy ide wieczorem do Tramshead na "Singles Night". Gemma powiedziala, ze po mnie przyjedzie, wiec dalam sie namowic :) Mialam sie co prawda spotkac o 20 z Shazem, ale kiedy Gemma przyjechala o 20:30, nadal go nie bylo. Zadzwonilam wiec do niego i przenieslismy to na pozniej. Jedzie teraz na tydzien do Hiszpanii i mamy sie spotkac po jego powrocie. Pojechalysmy wiec z Gemma do Saltaire, gdzie dolaczyl do nas Saj, Insan i Mathew. Niestety, Saj juz troche wypil i zaczal Gemmie robic sceny, az w koncu wyszedl z Insanem zostawiajac nas same z Mathew, ktory strasznie nas zanudzal i nie dal potanczyc! Poniewaz to przez niego zaczelismy tam w ogole przychodzic, wiec ubzdural sobie, ze mamy mu pomagac w podrywaniu dziewczyn, ktore mu sie spodobaja! :) Mialysmy byc tymi, ktore podchodza i mowia "Podobasz sie mojemu koledze" :) Mialysmy tego obie dosc, wiec powiedzialsymy mu, ze idziemy. Przed wyjsciem podszedl jeszcze do Gemmy jakis chlopak i wymienili sie numerami telefonow. Kiedy Gemma odwiozla mnie do domu dochodzila juz polnoc.

O dziwo nie mialam dzis wiekszych problemow ze wstaniem do pracy, tylko gardlo  mnie troche boli. Oczywiscie jak zwykle troche sie spoznilam, ale to juz normalne :) Na szczescie okazalo sie, ze szefowa dzis nie przyjdzie, bo ja tez gardlo boli :) Widocznie balowala jeszcze lepiej ode mnie :))) W zwiazku z tym mam luzy i moge posiedziec troche w sieci. Ale z drugiej strony wszyscy przychodza do mnie z kazdym problemem, a ja nie moge ich jak zwykle odeslac do niej, tylko musze sie nimi zajac :) W zwiazku z tym, ze jest dosc duze zamieszanie (w poniedzialki mamy tutaj zajecia i zawsze jest wiecej roboty :) zgodzilam sie zrobic sobie dzis tylko polgodzinna przerwe na lunch. Byc moze bede tez musiala zostac troche dluzej, az wszystko sie skonczy i zrobic, to co zwykle robi moja szefowa - pozamykac wszystkie pokoje. Ale tak czesto wychodze przed czasem, ze nic mi sie nie stanie jak raz zostane dluzej. Planowalam co prawda prosto po pracy isc do lozka, ale Gosia zaprosila mnie na zupe ogorkowa i nie potrafilam odmowic :)))

czwartek, 09 lutego 2006

144.

I oczywiscie po lekcji polskiego poszlam wczoraj do pubu Titusa Salta na "Kolko Francuskie" :) Byla tylko Pelagia, Helena i jakas Japonka (ktorej imienia nawet nie doslyszalam :) Japonka slabo mowila po francusku, wiec prawie caly czas rozmawialysmy po angielsku - i to ma byc "Kolko Francuskie"?! :))) Pocwiczylam za to swoj japonski - umiem powiedziec "dzien dobry", "dziekuje" i "do widzenia" :))) "Dziekuje" mi sie przydalo, kiedy Japonka dala nam oryginalne japonskie naklejki typu "kalkomania" (ja wybralam sobie sceny z teatru kabuki :) Nie pogadalam sobie zatem za duzo po francusku, szczegolnie, ze polowe spotkania spedzilam na telefonie :))) Ale pozartowalam sobie troche z Helena - powymienialysmy sie stereotypami zakorzenionymi w naszych panstwach (Helena uswiadamiala mnie, ze u nich sie mowi "pijany jak Polak", a ja ja, ze u nas sie na nich mowi "zabojady" :) Jednym slowem bylo milo :))) Po jednym piwie wyszlam z Japonka i kolo 23 bylam w domu. Znow jednak siedzialam do 1:00 w nocy, tym razem na Internecie (znalazlam m.in. ponizsze zdjecia :) A dzis rano znow mialam problemy ze wstaniem :))) I znowu sie spoznilam do pracy, ale te 5-10 minut spoznienia to juz wlasciwie norma :)

Miedzy 10 a 12 mialam miec zajecia ze "Stylu i glosu", ale prowadzacy podzielil nas na dwie grupy! Okazalo sie, ze jesli chce nadal chodzic na zajecia z ludzmi, z ktorymi studiowalam w zeszlym semestrze i ktorych zdazylam juz polubic (i zapamietac wiekszosc imion :) to musze isc miedzy 12 a 14 do pobliskiego budynku, czyli znow bede tracic lunch na zajecia. Ale wole sie poswiecic niz chodzic z grupa, ktora nie ma pojecia o pisaniu! A w mojej grupie sa naprawde ciekawi ludzie! :) Dzis czytalismy znow nasze teksty i niektore byly naprawde niezle. Na nastepne zajecia mamy napisac krotkie opowiadanie (tzw. short story) ale prowadzacy powiedzial, zebysmy napisali najkrotsze opowiadanie, jakie jestesmy w stanie! Wpadlam wiec na pomysl, ze napisze hai-ku :) Zatem forme juz mam, musze tylko teraz wymyslic tresc! :))) Latwo powiedziec! :)))

Szefowa znow troche wczesniej puscila mnie z pracy, a jutro ide prosto na kurs do College'u na 9:00, wiec bede mogla pospac pol godzinki dluzej :) Caly ranek bede zglebiac tajniki odbierania telefonow! :))) Oni tu sie lubuje we wszelkiego rodzaju kursach - im glupszy tym lepiej :))) Z jednej strony mnie to wkurza, ale z drugiej bawi :))) Zreszta w Polsce nie mialabym okazji pojsc na taki kurs (bo chyba nie mamy jeszcze takich bzdetow :) W piatek bedzie jeszcze lepiej - caly dzien mam kurs dla pracownikow na pierwszej linii ognia! Brzmi, jakby wysylali mnie na wojne, a chodzi tylko o to, ze mam bezposredni kontakt z "klientami" - tak tu nazywaja studentow :) W koncu placa za te studia i to slono, wiec czemu nie? :))) A ze "klient nasz pan", to trzeba dla nich milym byc! :))) I tego mam sie nauczyc w piatek, choc robie to codziennie od pol roku! :)))

Po pracy usiadlam do Internetu i puscilam plyte "Tata Kazika", ktorej ostatnio w kolko slucham, gdy nagle wysiadl prad! I to w calym domu. Zgaslo swiatlo, zamilkla muzyka i tylko laptop dzialal, bo mial naladowana baterie, ale Internet zniknal! A w korytarzu natychmiast zapalilo sie swiatlo awaryjne! Wyszlam z mieszkania, zeby zobaczyc, co sie stalo. Przy wejsciu spotkalam paru innych mieszkancow, ktorzy wpadli na podobny pomysl. Pocieszylismy sie, ze to u wszystkich to samo i powracalismy do mieszkan :) Jakis czas pozniej, moze po pol godzinki, znow byl prad. Wyzerowaly mi sie jednak zegary na mikrofali i na kuchence! O ile z mikrofala nie mam problemy, to kuchenki do tej pory nie rozgryzlam, a instrukcji nie mam, wiec po raz trzeci nastawialam zegar na "czuja" :) I znow mi sie udalo, ale nadal nie wiem jak :))) Potem poszlam na lekcje polskiego z druga grupa. Znow sie zalamali i musialam im wyglasic male przemowienie podtrzymujace na duchu! :))) Bo stwierdzili, ze po polsku moze mowic tylko ktos, kto sie urodzil w Polsce. Musialam wiec ich pocieszyc, ze znam obcokrajowcow, ktorzy mowia po polsku (nie dodalam, ze nie znam zadnego, ktory mowilby bezblednie :))) i ze rosyjski na przyklad jest trudniejszy, bo ma jeszcze do tego inny alfabet, a jednak Anglicy tez sie go ucza i w koncu "gawarit" :)))

Jutro po pracy jestem umowiona z Gemma. Az trudno uwierzyc, ze juz luty, a nam w tym roku jak na razie tylko raz udalo sie spotkac! Kiedys balowalysmy przynajmniej co weekend, albo i czesciej! :) To glownie moja wina, bo jestem wciaz zajeta i zmeczona. Poza tym czesto nie mam humoru, bo moj pech mi go skutecznie odbiera. Szefowa dzis stwierdzila, ze zmienilam sie od powrotu z Polski (oczywiscie ma na mysli powrot po Swietach i Nowym Roku, bo nie ma zielonego pojecia, ze bylam w Polsce w ten weekend  :))) Umowilam sie z Gemma po 17:00 w Lloydsie. Ma z soba zabrac Briana i Chrisa, bo biedne chlopaki rzadko wychodza z domu :) A w piatek jestem umowiona z obydwoma moimi grupami na polskie piwo w polskim klubie kolo polskiego kosciola :) To rzut beretem ode mnie, ale jeszcze nigdy tam nie bylam :) Bylam tylko trzy razy w drugim polskim klubie, do ktorego przyjezdzaja autobusy z Polski :) Natomiast w sobote sa urodziny Kristiana i zapowiada sie duza impreza u chlopakow! :) Wyglada zatem na to, ze w ten weekend tez sie nie wyspie! :)))

środa, 08 lutego 2006

143.

Wow, zobaczcie co znalazlam - najwieksze gwiazdy Bollywood! :)

Aishwaraya Rai

Amitabh Bachchan

I ja z nimi w Londynie :)))

Hrithik Roshan

Kajol...

... i Kareena Kapoor :)

wtorek, 07 lutego 2006

142.

Udalo mi sie wczoraj napisac ten tekst na srodowe zajecia, ale siedzialam do 1:00! Musialam jeszcze pocwiczyc przed dzisiejszym testem z Power Pointa. Zrobilam sobie probny test i niestety poprawnie odpowiedzilam tylko na 72 %, a zeby zdac trzeba miec 75%. Troche mnie to zmartwilo i zdenerwowalo, wiec w czasie lunchu zamiast isc do domu zjadlam tylko zupe w stolowce i poszlam na "otwarte warszaty komputerowe". David, ktory jest opiekunem programu ECDL (Europejskie Komputerowe Prawo Jazdy) wytlumaczyl mi jeszcze pare spraw. I pomoglo! O 15:00 mialam egzamin - tylko 36 pytan! :) Zajelo mi to 15 minut i zrobilam dobrze 91%, czyli lepiej niz z Worda (86% :) Skonczylam jako pierwsza i wrocilam do pracy. Moglabym sie gdzies powloczyc, ale bylam naprawde zestresowana i nie moglam uwierzyc, ze tak dobrze mi poszlo, bo nie mialam przeciez zbyt wiele czasu sie przygotowac. Albo jestem taka zdolna, ale to naprawde takie proste! :) Hmm, wole to pierwsze wytlumaczenie :) Jestem z siebie naprawde bardzo dumna. Moze pojde to wieczorem uczcic? Bo dzis jest kolejne po przerwie spotkanie "Kolka Francuskiego" :) Chociaz jestem troche zmeczona. Ale raz sie zyje! W weekend odpoczne! :)

poniedziałek, 06 lutego 2006

141.

Dzis rano spoznilam sie jak zwykle 5 minut do pracy. Ledwo sie zwloklam z lozka, ale dzien na szczescie dosc szybko mi minal. Ale mine chyba mialam malo przytomna, bo szefowa pare razy mnie spytala, czy rozumiem, co do mnie mowi, czym oczywiscie niezle mnie znow wkurzyla. Ale powiedziala, ze zapisala mnie na dwa kursy - jeden w czwartek do poludnia, a drugi w piatek przez caly dzien. Pierwszy sie nazywa "Telephone Skills" (czyli umiejetnosc odbierania telefonow? :) a drugi "Skills for Frontline Staff" (czyli umiejetnosci pracownika na pierwszej linii ognia! :) Mialam juz nie isc na zaden glupi kurs, ale na pewno niezle sie ubawie, a poza tym przynajmniej w piatek nie bede musiala ogladac mojej szefowej, wiec nawet sie ucieszylam! :) Jutro po lunchu mam kolejny test z Europejskiego Komputerowego Prawa Jazdy (teraz wybralam sobie Power Pointa :) a w srode rano zajecia z "Kreatywnego Pisania", wiec do czwartku czas jakos zleci :) Powinnam wlasnie pisac tekst na srodowe zajecia, ale jakos nie moge sie zebrac :) Zaczelam nawet, ale potem zajelam sie odpisywaniem na maile :) Pisze tekst o Moirze Shearer, ktora zagrala w "The Red Shoes" i "The Peeping Tom" Michalea Powella, bo ma to byc cos zainspirowanego jakims artykulem z gazety, a jak jechalam pociagiem do Leeds, to rozdawali "The Times" i przeczytalam, ze wlasnie zmarla. Miala dokladnie 80 lat i 2 tygodnie... A swoja droga to w tamta strone siedzilam chyba w pierwszej klasie, bo bilet byl drozszy niz spowrotem i dostalam herbate oraz ciasteczko w cenie biletu. W dodatku mialam pojedyncze siedzenie przy oknie z wlasnym stolikiem! Caly czas slucham tez plyt, ktore kupilam w Polsce! Teraz po raz kolejny leci Kult :) Dobra, biore sie za pisanie, bo juz 22:30!

 
1 , 2