Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 27 lutego 2011
Spóźnione walentynki :)

518.

W poniedziałek wstałam o 8:30, wzięłam prysznic i poszłam na 9:30 na kurs o zdrowiu psychicznym "Mental Health Awarness". Spotkałam się z szefową i usiadłyśmy w jednej ławce :) Potem poszłyśmy razem na lunch i do Students Union, bo musiałam oddać aparat fotograficzny, który pożyczyłam z pracy na wycieczkę do Yorku. Zjadłyśmy i po lunchu wróciłyśmy na dalszą część kursu. Był bardzo ciekawy. Po kursie wróciłam na chwilę do pracy, żeby wysłać aplikację na stanowisko organizatora imprez na uniwerku. Potem wsiadłam we Free Busa i pojechałam do sklepu po jedzenie. Wróciłam, zjadłam obiad i napisałam maila do Michaela. Wysłałam mu nasze wspólne zdjęcie z sobotniej imprezy, a później przysnęłam. Krystian mnie obudził i chciał tańczyć salsę i bachatę, ale powiedziałam, że jestem zmęczona i chyba się obraził. Przed snem obejrzałam sobie najnowszy film Disneya "Tangled" (Zaplątani). To podobno ich 50-ty film! Całkiem zabawny i trochę przypominający mi "Shreka 2" :)

  
Roszpunka (Rapunzel) i Flynn Rider oraz Shrek i Fiona w ludzkiej formie w "Shreku 2".

We wtorek wstałam rano i poszłam na 10:00 do Little Germany na spotkanie z przedstawicielką Fabric w ramach programu dla bezrobotnych absolwentów lub tak jak ja pracujących na stanowiskach poniżej ich kwalifikacji. Wypełniłyśmy wspólnie ankietę i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym spotkaniem, bo wygląda na to, że naprawdę mogą mi pomóc w znalezieniu fajnej pracy :) Mają na to pieniądze z jakiegoś funduszu i powiedziała na przykład, że mogą mieć umówić z kimś z branży festiwalowej i zapłacą tej osobie za rozmowę ze mną i za udzielenie mi kilku rad. Mam im tylko powiedzieć z kim chciałabym się spotkać, ale najpierw muszę się nad tym zastanowić :) Po spotkaniu wsiadłam we Free Busa i podjechałam do pracy na 12:00. Po pracy wróciłam do domu, zjadłam obiad i zdrzemnęłam się trochę, a potem poszłam z Krystianem po 19:00 na salsę. Okazało się jednak, że lekcja jest odwołana, o czym poza nami nie wiedziały jeszcze cztery osoby. Zostaliśmy więc i znów uczyliśmy początkujących podstawowych kroków i obrotów. Po 21:30 wróciliśmy do domu i poszłam spać :)

W środę pracowałam jak zwykle od 12:00 do 17:00. Po pracy podjechałam do Muzeum Mediów, żeby zobaczyć program marcowego festiwalu filmowego. Na Facebooku napisali, że od czwartku zaczną sprzedawać bilety, więc chciałam zaplanować na co iść i sprawdzić kiedy pokażą najbardziej interesujące mnie pozycje. Z polskich pozycji będzie "Chrzest" (Christening) Marcina Wrony oraz "Essential Killing" Jerzego Skolimowskiego. Po powrocie do domu zabrałam się za odpisywanie na maile i robienia listy słynnych Polaków, którzy poradzili sobie za granicą (w ramach pracy domowej z programu Fabric :) Ma mi to pomóc uwierzyć, że też mogę osiągnąć sukces :) Po 21:30 poszłam z dziewczynami, Ronaldo, Mikaelem i nowym wolontariuszem z Kostaryki do Weatherspoon na drinka. Mikael dał mi pieniądze za bilety dwóch wolontaruszy z Leeds na wycieczkę z uniwerku do Liverpoolu w sobotę. Był to dzień urodzin Celine i Ronaldo i wszyscy się na nią wybieraliśmy, żeby świętować :)

W czwartek obudziłam się przed alarmem, bo cały czas myślałam o festiwalu i nie mogłam spać. Włączyłam więc komputer i przelałam pieniądzę na konto, żeby mieć na karnet. Na 12:00 poszłam do pracy i sprawdziłam stronę festiwalu, ale programu nadal nie było. Przez cały dzień ludzie zbierali pieniądze na różne organizacje charytatywne. Było czekoladowe fondue, strzyżenie i darmowe curry. Przy jednym ze stanowisk stał Ronaldo i pomagał przedstawicielom Czerwonego Krzyża. Przed wyjściem z pracy zadzwoniłam do BCB, żeby sprawdzić, czy uda mi się znów pracować dla nich przy festiwalu, jak przez ostatnie dwa lata, ale okazało się, że babka z którą wcześniej to załatwiałam już tam nie pracuje. Po pracy podjechałam więc do Muzeum i zapłaciłam za karnet oraz odebrałam bilet na spotkanie z Terrym Gilliamem (reżyserem m.in. "The Fisher King" i "12 małp"), bo bałam się, że później zabraknie na nie biletów. W domu wgryzłam się wreszcie w program festiwalu, a przed snem obejrzałam wreszcie najnowszy film
Aronofsky'ego "Black Swan" (Czarny Łabędź) i "South Park".

  
Jeden z Monty Pythonów Terry Gilliam oraz Natalie Portman i Vincent Cassel w "Black Swan".

W piątek pracowałam jak zwykle od 12:00 do 17:00. Szefowej już drugi dzień pod rząd nie było w pracy, więc miałam luzy. Wieczorem byłam umówiona z Michalem, który wracał z Londynu do Leeds i zaproponował, żebyśmy się spotkali o 20:00. Po pracy podjechałam najpierw do sklepu po jedzenie, a potem wrociłam do domu, wzięłam prysznic, przebrałam się i poszłam na dworzec. Tuż przed 20:00 byłam w Leeds i musiałam poczekać kilka minut na Michaela, który przyjechał po mnie taksówką. Pojechaliśmy do francuskiej restauracyjki, która była bardzo przytulna, ale także bardzo elegancka. Na początku nawet się trochę zestresowałam, ale to szybko minęło i spędziłam bardzo miły wieczór. Po jedzeniu odpuściłam sobie ostatni pociąg do domu i dałam się namowić na drinka, ale trochę zmokliśmy zanim wreszcie znaleźliśmy cichy bar, w którym można było porozmawiać. I tak się zagadaliśmy, że uciekł mi ostatni autobus do Bratfoot. Musiałam więc wracać do domu taksówką
i poszłam spać dopiero o 3:00 rano. To była niemal idealna powalantynkowa randka, o jakiej można tylko pomarzyć :)

Wczoraj wstałam o 7:30, wzięłam prysznic i poszłam z Celine pod uniwerek, bo byłyśmy helperami w jednym z autobuów jadących do Liverpoolu. Reszta naszych znajomych doszła później i wsiedli do naszego autobusu. Jak ruszyliśmy, podałam przez mikrofon najważniejsze informacje, a potem poprosiłam wszystkich w autobusie, żeby zaśpiewali Celine i Ronaldo "Happy Birthday" :) W Liverpoolu podzieliliśmy się na mniejsze grupki i w ciągu dnia spotykaliśmy się i rochodziliśmy. Obiad zjadłam z Celine we włoskiej restauracji, a za wszystko płacił uniwerek :) W końcu po 19:00 wróciliśmy do domu i zjedliśmy wspólnie obiad we czwórkę. O 22:00 przyszli wolontariusze i poszliśmy wszyscy do Arnolda do domu, gdzie były przygotowane torty urodzinowe ze świeczkami i drinki :) Było nas razem 14 osób i około opółnocy poszliśmy wszysyc do Che Baru. Ogólnie był to bardzo miły wieczór, który popsuł tylko fakt, że Henri, który wykazywał wcześniej jakieś zainteresowanie Celine i której dał pewne nadzieje, powiedział jej już po północy, że nic między nimi nie będzie. Moja biedna córeczka...

Dzisiaj obudziłam się przed budzikiem i sprawdziłam maile. Michael proponował, żebyśmy spotkali się wieczorem. Odpisałam, że kończę lekcję około 17:00 i potem jestem wolna, ale o 1:00 chcę oglądać Oscary, więc będę musiała wrócić ostatnim pociagiem :) O 14:00 przyszła Sarah na polski i wyszła o 16:45. Nie pojechałam na film "Piłkarski poker" do Balangi, tylko umówiłam się z Michaelem do kina na "The King's Speech" (Jak zostać królem). Sprawdziłam konto i okazało się, że pensja już mi wpłynęła, kupiłam więc bilety do kina Vue w The Light w Leeds. Po 18:00 wyszłam z domu z dziewczynami, które też jechały do Leeds na koncert, na który kupiłam im bilety. Ponieważ nie doszły jednak na czas, musiałam iść z nimi do Leeds Met i odebrać je z moją kartą debetową z kasy. Michael czekał już na mnie w Tiger Tiger, więc zostawiłam je i poszłam się z nim spotkać. Napiliśmy się i zjedliśmy parę przekąsek. Potem poszliśmy do kina, gdzie kupiłam nam coś do picia, żelki i lody dla Michaela. Po filmie, który był bardzo dobry, poszliśmy na drinka do hotelu The Queens, który jest zaraz koło dworca. A potem odprowadził mnie na stację i wróciłam z dziewczynami, które czekały już na mnie w pociagu :)
niedziela, 20 lutego 2011
Chiński Nowy Rok

517.

W poniedziałek był tzw. V-Day :) Poszłam jak zwykle do pracy na 12:00, ale wyszłam dopiero o 17:15, bo szefowa mnie przytrzymała dłużej, żeby podliczyć pieniądze. Wyszłam trochę wkurzona, że nie mogłyśmy zostawić tego do dnia następnego, wsiadłam z Nancy i jej znajomymi do Free busa i pojechałam na zakupy do Morrisona. Potem wróciłam do domu i znów spotkałam Nancy i jej znajomych we Free Busie :) O 19:00 przyszli Ronaldo oraz Mikael i poszliśmy w szóstkę (razem z Krystianem i dziewczynami) na curry do restauracji Omar Balti. Po jedzeniu poszliśmy do Polskiego Klubu na drinka i pograć w bilard. Ronaldo ze trzy razy mnie wkurzył, ale się powstrzymałam od wyjścia. W końcu wróciliśmy do domu przed północą i obejrzałam przed snem francuską komedię "L'italien" (Italian) z Kadem Meradem w roli głównej o muzułmaninie o algierskich korzeniach, który udaje Włocha.

We wtorek pracowałam znów jak zwykle od 12:00 do 17:00, a po pracy wróciłam prosto do domu i zjadłam zupę na obiad. O 19:00 poszłam z Krystianem na kolejna lekcję salsy. Byliśmy trochę spóźnieni, a mimo to jak przyszliśmy prawie nikogo nie było. Organizatorka powiedziała nam, że chłopak, który uczył ostatnio powiedział, że nie może uczyć tego wieczoru, więc powiedziała ludziom, żeby wrócili o 20 na lekcję salsy z teo, choć nie była pewna, czy on dojedzie. Krystian poszedł pogadać, z tym chłopakiem, który wcześniej uczył za darmo, a teraz grał w sali obok w bilard. Wrócił i powiedział, że nie dał się przekonać, więc postanowiliśmy, że w razie czego, my możemy pouczyć ludzi jednego z układów, ktore ćwiczymy :) O 20:00 pojawiło się parę osób, więc zadebiutowaliśmy jako nauczyciele salsy i nauczyliśmy ich podstawowego kroku i paru obrotow :)  O 21:30 poszliśmy do domu i obejrzałam na Interencie odcinek "South Parku" i fragmenty serialu komediowego "Mad About You".

  
Kad Merad w filmie "L'italien" oraz główni bohaterowie serialu "Mad About You".

W środę pracowałam od 12:00 do 17:00, a potem prosto po pracy poszłam na dół na bilard z koleżanką z pracy,  która chciała trochę pograć i poćwiczyć. Potem poszłyśmy na bufet do Chińczyka, gdzie doszła do nas jeszcze jedna koleżanka z pracy. W domu byłam o 20:30, a godzinę później wyszłam z dziewczynami i poszliśmy do Arnolda do domu na drinka. Tam doszedł do nas jego znajomy James oraz Mikael. Próbowałyśmy porozmawiać z nim na temat planów jego  i Ronalda na przyszły weekend, bo Ronald i Celine mają w sobotę urodziny. Okazało się, że Ronaldo niczego nie planuje, więc nadal niczego nie ustaliliśmy. Wróciliśmy do domu po północy i przed snem pooglądałam znów "South Park".

W czwartek przed pracą weszłam do sklepu i kupiłam cztery kartony soków, bo mieliśmy po południu w pracy małą imprezkę z ciastem i herbatą. W pracy dzień mi upłynął na planowaniu wycieczki do Yorku, którą organizowałam w niedzielę dla studentów z akademików. Dostałam dodatkowy bilet na chiński nowy rok, bo koleżanka z pracy nie mogła iść, więc zapytałam w domu najpierw Krystiana, potem Celine, a w końcu Jacqueline i ta ostatnia chętnie się zgodziła. Była kiedyś 3 miesiące na praktykach w Chinach, więc było to dla niej interesujące. O 19:20 wyszłyśmy z domu i poszłyśmy na uniwerek. Usiadłyśmy przy samej scenie, na miejscach dla VIPów, dostałyśmy do jedzenia ryż z mięsem, ale colę musiałyśmy same sobie kupić :) Przedstawienie składało się głównie z piosenek, tańca,
występów komediowych i gier. W jednej z nich wzięłam udział, nieświadoma tego, że będę musiała "pęknąć" balona razem z jednym z wykładowców, którego na szczęście trochę znałam :) Ostatni wykonawca wręczył mi bukiet czerwonych tulipanów, który wcześniej wręczył mu ktoś z widowni :) Dostałyśmy też obie z Jacqueline Kupon na akupunkturę. W domu byłyśmy o 22:30. Przed snem poczytałam sobie felietony Jamiego Stokes o Polsce oczami Anglika :) Spać poszłam po 1:00 w nocy.

  
Jamie Stokes, czyli Angol w Polsce, oraz czterej główni bohaterowie "South Parku".

W piątek pracowałam znów od 12:00 do 17:00. Szefowej nie było, więc wysłałam aplikację o nową pracę na uniwerku oraz maila o naszym niedzielnym pokazie w ramach Smile Style i zadzwoniłam do BCB, ale wygląda na to, że nie uda mi się w tym roku załapać na darmowe bilety na festiwal. Z pracy przyniosłam do domu mleko i soki, bo w weekend mieli wyłączyć prąd na terenie całego kampusu, więc wzieliśmy w wszystko z lodówki. Po obiad zdrzemnęłam się trochę, a o 20:50 poszliśmy we trójkę z Krystianem i Celine do Douglas Tower, bo Ronaldo chciał, żeby mu coś przetłumaczyć na francuski. Pod domem spotkaliśmy Henriego, a potem namówiliśmy Mikaela i trójkę nowych wolontariuszy, żeby poszli z nami na Kółko Francuskie. Po drodze ja, Krystian, Mikael i Henri weszliśmy do Tesco po chleb i sery. W 1in12 czekali już na nas Jacqueline i Arnold. Najpierw zjedliśmy, a potem pograliśmy w bilard, piłkarzyki i lotki. Pogadałam też znów z Mikaelem o urodzinach Celine i Ronalda. W końcu po północy wyszłam z Ronaldo, Jacqueline, Arnoldem i nową wolontariuszką z Kostaryki i poszłam wcześniej spać.

W sobotę wstałam o 8:30 i zobaczyłam, że pada śnieg! Mimo to pojechaliśmy z Jacqueline i nowymi wolontariuszami na wycieczkę do Yorku, chociaż oba autokary były jedynie półpełne. W Yorku padał deszcz, nie śnieg. Poszłyśmy więc najpierw z Jacqueline do kawiarni na śniadanie, a potem po sklepach. Kupiłam sobie buty, bo moje były przemoczone, a potem czekałysmy prawie pół godziny w kolejce do Betty's, gdzie zjadłyśmy obiad i deser. Niestety, zapominam poprosić o rachunek! Przed 17:00 ruszyliśmy spowrotem i o 18:00 byłam już w domu. Wzięłam prysznic, założyłam sukienka i poszłam z Krystianem na pociąg do Leeds. Tam znaleźliśmy klub The Loft, w którym było salsa party. Poszliśmy na lekcje kizomba, a potem zbiorowej salsy w kółku. Później zaczęła się impreza free style. Za tańczę z Krystianem ze dwa razy i raz z Piotrkiem, po czym jak zwykle mnie zostawili i poszli tańczyć z innymi dziewczynami. Stałam więc koło baru, aż zagadał do mnie Michael, z którym spędziłam już resztę wieczoru na rozmowie i tańcu. Było bardzo miło :) W domu byliśmy o 3:30, a spać poszłam o 4:00.

Dzisiaj obudziłam się około 11:00, bo wczoraj wypiłam parę whiskey z colą, które mi stawiał Michael i przez które nie mogłam spać. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i posprzatałam trochę. Sarah przyjechała trochę spóźniona dopiero o 14:30. Nasza lekcja polskiego potrwała więc do 16:30, a potem podwiozła mnie do Balangi, ale sama nie została na filmie. Przyszedł za to Jan, a potem Barbara i Piotr. Zamiast "Piłkarskiego pokera", do którego nie otwierały się nam napisy, Danusia pokazała bardzo dobry film "Handlarz cudów" z Borysem Szycem, który był jednak bardzo poważny nie pasowała za bardzo do naszego cyklu "Smile Style". Po filmie zostaliśmy w sześć osób na obiad i zjadłam gołąbki, a potem Jan odwiózł mnie do domu. Tam poćwiczyłam chwilę z Krystianem kizombę i parę nowych tricków salsy, których się nauczyliśmy na imprezie, żeby ich nie zapomnieć :) I poszłam wcześniej spać.

  
Kolejka do restauracja Betty's w Yorku oraz scena z filmu "Handlarz cudów"

niedziela, 13 lutego 2011
Żegnaj Amsterdam!

516.

W poniedziałek pracowałam cały dzień z Andym, jednym ze studentów, który cały czas się ze mną droczy. W dodatku nie było szefowej, więc pół dnia spędziliśmy na Facebooku :) Po pracy weszłam do sklepu i kupiłam wino i Pepsi na calimocho. W domu szybko zjadłam obiad, bo po 18:00 byłam umowiona z Kingą, że do nas przyjdzie. Dołączyły do nas dziewczyny i Krystian, a w końcu także Shaz. Pogadaliśmy, popiliśmy i po 20:00 Kinga się z nami pożegnała, a Shaz podwiózł ją do domu Gosi. Zjadłam kolację, a potem Celine przyszła do mnie po poradę, co ma zrobić po studiach - robić od razu magistra czy najpierw praktyki, a potem pojechać na pół roku do Ameryki Południowej. Oczywiście nietrudno się domyśleć, co je poradziłam :) Po jej wyjściu pooglądałam sobie bardzo zabawne, jednoosobowe show Gada Elmaleha pod tytułem "L'autre c'est moi".

We wtorek znów byłam w pracy od 12:00 do 17:00. Po pracy zrobiłam sobie w domu obiad i na 19:00 poszłam z Krystianem na lekcję salsy na uniwerku. Wkurzyłam się na chłopaka, który uczył, a on na mnie. Bo co prawda robił to za darmo, ale jednak powinnien się bardziej przygotować, a nie odwalać prowizorkę. Zwróciłam mu więc uwagę, a że zrobiłam to w obecności Teo, który uczył po nim, to sie obraził i poszedł :) Po lekcji z Teo, która wreszcie była jakimś wyzwaniem, zatańczyłam z nim jeden taniec. Krystian tymczasem obtańcowywał jak zwykle jakieś dziewczyny, ale że to były jego urodziny, to nic nie powiedziałam, tylko poszłam do baru i zagrałam sobie w bilard :) W domu byliśmy o 21:30. Dziewczyny przystroiły mój pokój balonami, zrobiły spagheti bolognese i naleśniki. Krystian też kupił jakieś słodycze. Do picia było calimocho i Martini Bianco. Posiedzieliśmy, popiliśmy i pogadaliśmy, a Krystian porobił zdjęcia. Po północy wyszli i przed snem dokończyłam oglądać show Gada Elmaleha.

W środę poszłam jak zwykle do pracy na 12:00. Po 17:00 wyszłam i wróciłam do domu. Zrobiłam dwie sałatki, a potem się zdrzemnęłam, bo byłam wyczerpana tym codziennym balowaniem :) Tymczasem dziewczyny chciały mnie znów wyciągnąć na drinka z chłopakami z Douglas Tower. Zaproponowałam, żebyśmy spotkali się u mnie. Oprócz dziewczyn i Krystiana przyszli Ronaldo i Mikael oraz Arnold. Po północy, jak już wyszli, Celine przyszła do mnie ne lekcję polskiego, bo Jacqueline spędzała miło czas w pokoju z Arnoldem, a u niej wszystko słychać przez ścianę. Przed snem zaczęłam oglądać drugie show gada Elmaleha - przezabawne "Papa est en haut" - to samo, które widziałam ponad rok temu w samolocie z Paryża na Gwadelupę. W czwartek znów nie było szefowej w pracy. Ale było strasznie dużo pracy, zaczęłam się wkurzać i w ogóle miałam zły humor. W końcu o 17:00 poszłam do domu, zjadłam obiad i obejrzałam do końca show Gada. Potem się zdrzemnęłam, zamiast ćwiczyć salsę z Krystianem. Obudziłam się przed północą i nie mogłam znów zasnąc, więć spędziłam czas na Internecie.

  
Gad Elmaleh w swoim one man show "L'autre c'est moi" z 2005 roku i w "Papa est en haut" z 2008.

W piątek poszłam znów wkurzona do pracy. Mimo że wydrukowałam bilet i powiedziałam wszystkim, że nie idę wieczorem na FND, bo nazajutrz rano lecę do Amsterdamu, zupełnie nie czułam, że wyjeżdżam. Po wyjściu z pracy zarezerwowałam taksówkę na 4:30 rano, potem zjadłam obiad, spakowałam się i poszłam do łóżka. Obejrzałam jednoosobowe show
Florence Foresti zatytułowane "Mother Fucker" i przed północą  poszłam spać, ale nie mogła zasnąć. Na górze słyszałam Arnolda chodzącego w butach po pokoju Jacqueline. Potem wrócił Krystian. Zasnęłam dopiero około 3:00 rano i spałam zaledwie godzinę. Wstałam o 4:00, wzięłam prysznic i pojechałam taksówką na lotnisko. Była 5:00 rano. Wsiadłam do samolotu, ale po jakimś czasie poproszono nas wszystkich, żebyśmy wysiedli, bo jest jakiś przeciek. Zdrzemnęłam się godzinkę, ale jak nas w końcu poinformowano, że inżynier do samolotu przyjedzie dopiero o 11:00, zdecydowałam, że chcę zwrotu pieniedzy. Wsiadłam w autobus do domu i poszłam od razu spać. Obudziłam się po pięciu godzinach. Celine przyszła do mnie do pokoju, a potem dołączył do nas Krystian. Przed snem obejrzałam starsze skecze Florence Foresti na Youtube.

Dzisiaj obudziłam się po 14:30. A właśćwie obudził mnie Krystian, który oglądał głośno zawody w skokach narciarskich. Usłyszałam komentatora krzyczącego coś o tym, że Małysz pobil rekord Polski :) Wstałam więc i porozmawiałam chwilę z Janem przez telefon. Później Jacqueline przyszła do mnie do pokoju, żeby pogadać. W koncu zjadlam śniadanie i po 16:00 poszłam zrobić pranie, a potem zjadłam obiad. Porozmawiałam też z rodziną przez Skype'a. Później wziełam prysznic i pogadałam z Wanyu. W końcu poszłam spowrotem do łóżka, bo postawnoiłam iść jutro do pracy, mimo że mam urlop, bo miałam przecież być teraz ws Amsterdamie! Nadal nie mogę uwierzyć, że nie pojechałam. Choć w sumie się cieszę się, bo kupiłam już bilet na kwiecień, a wtedy będzie ładniejsza pogoda. Poza tym nie miałam już prawie w czym chodzić i spakowałam jakieś beznadziejne ciuchy - jedyne jakie były jeszcze czyste. A tak to zrobiłam pranie i będę miała przynajmniej w czym chodzić w tym tygodniu do pracy.

  
Florence Foresti jak była młodsza i w swoim najnowszym show "Mother Fucker" z 2010 roku.
niedziela, 06 lutego 2011
Powrót Kingi :)

515.

W poniedziałek dostałam maila od Ewy, że wypadają właśnie urodziny Kennetha i że gdyby żył, to miałby 30 lat. Ponieważ wysłała tego maila do wielu osób, to zaczęła się znów mailowa histeria. Ludzie, których nie znam pisali peany na jego cześć. Do pracy poszłam na 12:00 i zabrałam się za analizę ankiet. Potem porozmawiałam z szefową i wzięłam urlop na poniedziałek 14 lutego i na piątek 11 marca. Na pierwszy weekend kupiłam bilet do Amsterdamu, a w drugi wybieram się do Sally do Madrytu. O 17:00 wyszłam z pracy i wsiadłam w autobus na Interchange. Na ostatnią chwilę kupiłam bilet na pociąg do Leeds w automacie. Nie miałam czasu kupić dziennego na całe Yorkshire, więc potem musiałam kupić jeszcze pojedyńcze bilety na autobus. W sumie wydałam na bilety półtora funta więcej niż zwykle. Jak dojechałam do pani shrink, to wzięłam w łazience tabletkę przeciwbólową, bo czułam, że zaczyna mi się silny ból głowy. Nie pmogłam się przez niego skupić, ani zatańczyć. Potem wróciłam do Bratfoot i piechotą do domu, bo nie chciało mi się czekać na autobus. Później wzięłam prysznic, żeby się rozluźnić i kolejną tabletkę, weszłam do łóżka, uzupełniłam bloga i
przed snem sprawdziłam jeszcze maile.

We wtorek poszłam do pracy na 12:00. O 17:00 wróciłam do domu na obiad, a potem poszlam z Krystinaem i koleżanką z pracy na salse na uniwerku. Wynudziłam się, bo zajęcia były dla początkujących. Prosto po lekcji poszłam do Weatherspoon, gdzie spotkałam się z Celine, Justine i Mikaelem. W domu byłam o północy i szybko poszłam spać. W środę obudziłam się o 11:50, czyli w momencie, w którym powinnam wyjść do pracy, spóźniłam się więc godzinę. Zapomniałam po prostu nastawić budzika :) Po 17:00 spotkałam się pod Sainsbury
z Kingą, która przyjechała na tydzień do Bratfoot, i poszłyśmy do mnie do domu na obiad. Po 18:00 poszłyśmy razem z Celine do Revolution na drinka. Wypilyśmy po jednej "Russian Bride" i wzięłyśmy torby reklamowe. Potem poszłyśmy do restauracji Markaz na czekoladową shishę. Celine wróciła wcześniej do domu, a my z Kingą zamowiłyśmy jeszcze humus i drinki. Po 22:00 wróciłyśmy do mnie i kupiłyśmy Kindze bilety na lotnisko. Później odprowadziliśmy ją z Krystianem pod dom Gosi. Przed snem posiedziałam jeszcze na Internecie, ale nie miałam ani czasu, ani siły, żeby obejrzeć kolejne odcinki "South Parku".

  
Revolution Vodka Bar w Bradford oraz restauracja Markaz, gdzie mają shisha room :)

W czwartek wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Założyłam czerwoną bluzkę i czerwone rajstopy z okazji chińskiego nowego roku, bo Wanyu powiedziała mi, że to będzie mój rok, ale żeby było dobry, muszę przez tydzień choodzić ubrana na czerwono. Śpię nawet w czerwonej koszuli nocnej :) Po pracy zjadłam obiad i poćwiczyłam z Krystistianem, ale tym, razem zamiast salsy, tańczyliśmy bachatę. Potem Celine przyszła do mnie do pokoju i ustaliłyśmy plan podróży po Polsce, a później udzieliłam jej lekcji polskiego :) W piątek poszłam na 12:00 do pracy w czerwonych rajstopach i szkockiej spódniczce, która jest trochę krótka, więc nie obyło się bez komentarzy. Potem wzięłam udział w sesji relaksacyjnej, którą fundnęli nam w pracy i dostałam płyta CD z ćwiczeniami relakcasyjnymi. Po 17:00 poszłam na przystanek i spotkałam Cheryl, której dawno nie widzialam. Podjechałam do sklepu po ser, bagietkę i Martini, a wracając spotkałam w busie Arnolda z parą znajomych z Francji, która przyjechali go odwiedzić. W domu zjadłam z Celine obiad, a potem poszłyśmy na Kółko Francuskie. Pograłyśmy w bilard, a później dołączył do nas Arnold z tą para znajomych i razem z nimi oraz Jamesem poszliśmy na FND. Wytańczyłam się do 4 rano :)

W sobotę pospałam do południa, a potem poleżałam jeszcze w łóżku, zanim wstałam wreszcie i podjechałam do sklepów. Najpierw kupiłam kartkę urodziniową dla Krystiana, a potem czerwoną bluzkę :) Później poszłam do Morrisona i kupiłam jedzenia i alkohole. Wróciłam do domu i zgadała mnie babka, która raz w miesiącu przychodzi do nas sprzątać. W końcu poszłam zapłacić za mieszkanie i pogadać z Celine. Później wziełam prysznic i zadzwoniła Kinga, że zaraz będzie. Założyłam czerwoną sukienkę, zapiłysmy się z Celine i Kingą martini, a potem ja i Kinga poszłysmy do Revolution, ale nas nie wpuścili, bo nie miałyśmy przy sobie żadnego dowodu tożsamości. Wkurzone poszłyśmy więc do sklepu po kolejne martini i wrociłyśmy do mnei, bo klub Tokyo, do którego mialyśmy iśc potem otwierali dopiero o 22:30. Napiłyśmy się więc jeszcze trochę i przed północą poszłyśmy do klubu. Wstęp kosztował nas 5 funtów, ale dobrze się bawiłyśmy aż do zamknięcia, czyli do 3:30 :) Dziś wstałam o 13:00, bo o 14:00 przychodziła Sarah na polski. Skończyłyśmy lekcję po 16:00 i poszłam do Gosi na obiad. Oprócz niej i Kingi byli tam już Jan i Sue. Posiedziałam do 21:00 i podwieźli mnie do domu. Pogadałam chwilę z Krystianem, ktory wrócił po weekendzie w Brighton i poszłam spać :)

  
Bar w klubie Tokyo oraz plakat do naszego pokazu filmu "C.K.Dezerterzy", na który nie poszłam :)