Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
piątek, 28 lutego 2014
Pozegnanie z Anglia!

681.

W poniedzialek wstalysmy z Majka rano i po poludniu pojechalysmy z ich synkiem na spacer do parku do Chorlton. Po godzinie siedzenia na placu zabaw poszlismy do knajpki Laundrette na bardzo dobre jedzonko. Potem wrocilismy do domu i zjedlismy obiad, a w koncu wieczorem chlopak Majki zabral ich synka na gore, a my posiedzialysmy prawie do polnocy i porozmawialysmy sobie spokojnie :) W koncu poszlysmy spac, ale nie spalam za dobrze i obudzilam sie o 4:00 w nocy. Udalo mi sie znow zasnac nad ranem i obudzilam sie dopiero jak o 7:00 zadzwonil budzik. Ubralam sie, zebralam i pozegnalam z Majka i jej synkiem, a potem po 7:30 wsiadlam w taksowke i pojechalam na lotnisko. Taksowkarz poczekal chwile az wzielam wozek, zapakowalam na niego walizki i poszlam sie odprawic. Oczywiscie okazalo sie, ze w glownym bagazu mam nadwage, wiec musialam zaplacic 65 funtow, za ktore moglabym miec juz duga walizke nadana! W dodatku w mala wlozylam noze i nozyzki, wiec musialam je nadac osobno. Cale szczescie, ze nie kazali mi znowu placic! :)

W koncu poszlam na samolot i martwilam sie jescze tylko, ze mi zwaza bagaz podreczny, bo tam tez mialam nadwage! Ale na szczescie wpuscili mnie bez problemu na poklad. Samolot byl nieduzy, taki jak lataja po Europie, a nie przez Atlantyk! Po jednej stronie mial 3 miejsca, potem przejscie i 3 miejsca po drugiej. Wszystkie trzy siedzenia mialam na szczescie dla siebie, bo samolot nie byl pelen. Obejrzalam dwa filmy - "Runner, Runner", a potem "Trouble with the Curve" - oba z Justinem Timberlakiem! :) Zjadlam dwa posilki, ktore nam podali, a reszte drogi przespalam. Zanim sie obejrzalam, wysiadalam juz w Chicago na O'Hare :) W Anglii spedzilam ponad 9 lat, choc pojechalam tam poczatkowo tylko na pare miesiecy :) Nauczylam sie tam wielu rzeczy i chyba dojrzalam. Zrobilam studia (choc jeszcze sie nie obronilam) i zdobylam pare dyplomow, ktore na pewno teraz sie przydadza. Jestem teraz gotowa zaczac nowe zycie :)

   
Flaga Wielkiej Brytanii i zarys kraju oraz zarys Stanow Zjednocznoych i flaga Amerykii Polnocnej :)
poniedziałek, 24 lutego 2014
Wyprowadzka!

680.

W poniedziałek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam na ostatni masaż. Tym razem umówiłam się na godzinny masaż całego ciała. Po 11:00 wyszłam i poszłam piechotą do Bootsa na Forster Square, żeby wykupić receptę. A potem podjechałam Free Busem do pracy na 12:00, po drodze wchodzą do Sainsbury po banany. O 16:00 poszłam jednocześnie na lunch i do Academic Advisor, żeby się jej poradzić, co mam zrobić, żeby uniwerek zapłacił za mój bilet na obronę, która teraz ma się odbyć we wtorek 18 marca. Potem siedziałam i pisałam Complaint, czyli zażalenie i żądanie, żeby zapłacili za mój przelot. W końcu o 19:45 wyszłam i poszłam do domu. Wypożyczyłam "A Zed and Two Noughts" (Zet i dwa zera) Petera Greenawaya, ale nie chciało mi się nic oglądać, tylko zjadłam coś, pogadałam ze znajomą na Facebooku, a potem po 23:00 poszłam już spać.

We wtorek wstałam o 8:00 i poszłam do pracy na 9:00. Na 12:00 poszłam na ostatnie Pilates i pożegnałam się z moim nauczycielem, którego znam też z salsy i z którym zatańczyłam ostatni taniec w piątek na koncercie Orquestra Leodis. Potem poszłam na lunch. Babka z Advice Centre pomogła mi złożyć zażalenie, ale nie wiem, kiedy dostanę odpowiedź. W końcu o 17:00 wyszłam i poszłam na górę do Lecture Theatre, bo chociaż spotkanie naszego stowarzyszenia było odwołane, myślałam, że może ktoś przyjdzie na film, więc ktoś powinnien tam być, żeby ich poinformować. Potem poszłam do Momentum na basen, saunę, jacuzzi i steam room :) Wyszłam po dwóch godzinach po 20:00 i wróciłam do domu. Obejrzałam film "Zet i dwa zera", a potem cały jeszcze raz z komentarzem reżysera, który byl bardzo ciekawy. W końcu po 1:30 poszłam spać.

W środę
wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracybo zapomniałam, że miałam iść na 11:30, żeby nadrobić półgodziny, które wzięłam wolne. Wzięłam ze sobą cooler, żeby go nie wyrzucać na śmieci. O 13:00 miałam kolejne zebranie z szefem i szefową, które było surrealistyczne, bo szef mówił znów tylko do mnie o przyszłości i sprawiał wrażenie, jakby stracił kontakt z rzeczywistością i nie zdawał sobie sprawy, że za tydzień już mnie będzie. Wyszłam lekko wkurzona i zadowolona, że za parę dni już mnie tu nie będzie. o 14:00 miałam mieć obronę, ale została przeniesiona na marzec. Po 16:00 poszłam na lunch, a potem o 19:00 wyszłam z pracy i poszłam prosto do Polskiego Klubu na moje Leaving Do. Oprócz mnie przyszło jeszcze 10 osób, chociaż zaprosiłam 60 :) Po 23:00 byłam już w domu i usiadłam do komputera, a potem po północy poszłam spać.

W czwartek wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. O 15:00 usiadłam z szefową i zjadłam zupę, jednocześnie pokazując jej, co będzie musiała przygotować na wycieczkę do Amsterdamu, jak mnie już nie będzie w pracy. Potem poszy
łyśmy na gorącą czekoladę, którą szefowa stawiała i pogadałyśmy trochę. Spytała mnie znów o moją wizę, ale odpowiedziałam wymijająco i na szczęście ktoś podszedł i nam przeszkodził w rozmowie :) Potem wróciłam do pracy i porzed 17:00 wypożyczyłam z biblioteki "The Draughtsman's Contract" (Kontrakt rysownika) Petera Greenawaya. W końcu o 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Porozmawiałam chwilę z sąsiadem w kuchni, a potem zjadłam coś i obejrzałam debiut kinowy Petera Greenawaya. A potem obejrzałam go jeszcze raz z komentarzem reżysera :) A potem po 1:30 poszłam spać.

  
Brian i Eric/Eric i Brian
Deacon w "Zet i dwa zera" oraz Anthony Higgins w "Kontrakcie rysownika".

W piątek wstałam o 8:00 i na 9:00 pojechałam taksówką do pracy, bo zabrałam ze sobą grzejnik i wstawiłam go z powrotem do Store Room, jakbym go w ogóle nie pożyczała :) Potem miałam urwanie głowy, bo musiałam jeszcze przygotować wycieczkę do Liverpoolu i do Amsterdamu! :)  Jak o 13:00 zbierałam się, żeby iść na lunch, szef poprosił mnie, żebym przyszła do open space area, gdzie wszyscy już na mnie czekali i wręczyli mi kartkę z pieniędzmi (uzbierali ponad 50 funtów :) oraz czerwoną, sportową koszulkę Team Bradford (zupełnie nie w moim stylu :) Po przemówieniach poszłam na lunch, a potem dokończyłam wszystko i o 17:00 zeszłam na dół do baru, gdzie przyszło w sumie około 20 osób, dostałam kupę kartek i postawiono mi pare drinków. Po 20:30 byłam już w domu i porozmawiałam z mamą i siostrą przez Skype'a, a potem po północy poszłam spać.

W sobotę obudziłam się po 7:00, ale wstałam dopiero o 9:00. Wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem o 10:00 wyszłam z domu i poszłam do banku z czekiem z First Movies, który poprzedniego dnia przyszedł na ostatnią chwilę pocztą :) Przelałam wszystkie oszczędności na zwykłe konto i zamknęłam konta oszczęnościowe. A potem wróciłam do domu i zabrałam się za wynoszenie do kuchni rzeczy, których nie miałam zamiaru zabrać. Potem zrobiłam pranie, zjadłam obiad i zabrałam się za pakowanie! Musia
łam wyrzucić połowę ubrań do śmieci oraz laptopa, dlatego nie mam teraz polskich liter! W koncu udalo mi sie zapakowac i Kasia pomogla mi sie zabrac taksówka na dworzec. O 17:30 wsiadlam w pociag do Manchesteru, bo konduktor mi pomogl i po 18:30 bylam juz na miejscu. Chlopak Majki mnie odebral i zabral do domu. Zjedlismy cos i obejrzelismy wiadomosci z Ukrainy a potem po 21:00 poszlam spac.

W niedzielę obudzilam sie okolo 5:00, ale dalej zasnelam i wstalam o 9:00. Zjedlismy sniadanie, a potem po malej klotni udalo sie nam dojsc do porozumienia - Majki chlopak z ich synkiem pojechali do sklepu, a my zrobilysmy obiad. Potem po nas przyjechali i ja z Majka oraz ich synkiem poszlam na demonstracje wsparcia dla Ukrainy, która trwala póltorej godziny, a potem poszlysmy spacerkiem pod Hiltona. Tam podjechal jej chlopak i zabral ich synka, a my we dwie poszlysmy do SPA. Siedzialysmy ponad trzy godziny na basenie, w saunie, steam roomie i jazcuzzi, a potem pojechalysmy na 23 pietro do Cloud 23 na kieliszek wina :) Majki chlopak nas odebral po 20:30 i domu zjedlismy pizze u wypilismy jescze wiecej wina :) Potem oni poszli spac, a ja zostalam troche dluzej na Internecie, az wreszcie po pólnocy tez poszlam spac.

  
Hilton Deansgate w Manchesterze z zewnatrz i z zewnatrz: basen, jacuzzi oraz steam room i sauna.
niedziela, 16 lutego 2014
Cuban Fury! :)

679.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila od promotora, że egzaminator zewnętrzny chce przesunąć datę mojej obrony, bo uniwersytet do tej pory nie przesłał mu mojej pracy do przeczytania! Zadzwoniłam do The Hub i dowiedziałam się, że wysłali ją dzisiaj i jutro ją dostanie. Napisałam do promotora oraz do egzaminatora wewnętrznego z prosbą, żeby zorganizować obronę najpóźniej w poniedziałek 24 lutego, bo we wtorek rano wylatuję. I pozostało mi tylko czekać i zobaczyć, co się wydarzy. Szefowa była cały dzień na kursie i przyszła dopiero jak poszłam na lunch. Potem siedziałam i się nudziałam, aż wreszcie tuż przed 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam kolację i obejrzałam "Behind the Candelabra" (Wielki Liberace), a potem poszłam spać po 23:00.

We wtorek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. O 10:00 poszłam rozliczyć wycieczki z babką z Finansów, a potem na 12:00 na Pilates i zaraz po tym na lunch. Potem z trudem doczekałam do 17:00 i poszłam do Lecture Theatre na kolejne spotkanie naszego stowarzyszenia. Upewniłam się, że wszystko działa i wyszłam, jak zaczął się film. Podjechałam na Interchange i czekałam na telefon od Conrada, o której i na który dworzec przyjedzie. Zadzwonił o 18:00, że za pół godziny będzie na Forster Square. Podjechałam więc tam Free Busem i poszłam do Bootsa wykupić recepty. A potem spotkaliśmy się na dworcu i poszliśmy do Cyrusa coś zjeść. Conrad przywiózł mi książkę przydatną przed obroną. Po 20:00 wyszliśmy i wróciłam do domu, oczywiście usiadłam do komputera, aż w końcu po 23:00 poszłam spać.

  
Michael Douglas jako Liberace z Mattem Damonem i świetny Rob Lowe w "Behind the Candelabra".

W środę wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Dostałam maila, że moja obrona będzie jednak przesunięta na późniejszy termin, ale postanowiłam nie tracić nadziei, aż do wieczornego spotkania z moimi promotorami. O 16:00 poszłam na krótki lunch i zjadłam zupę, a potem wróciłam do pracy. O 18:15 wyszłam i poszłam do Ambrozji, a że padało i wiał silny wiatr, to dotarłam tam mokra i w złym humorze. W dodatku moi promotorzy się spóźnili, ale poprawili mi humor, przekonując mnie, że lepiej przełożyć moją obronę na marzec. Ogólnie było bardzo miło i jedzenie jak zwykle było bardzo dobre. Na koniec dałam im prezenty (3 filmy Andrzeja Kondratiuka i muzykę K. Komedy), a oni zapłacili za moją kolację :)  Wyszliśmy po 20:00 i wkrótce byłam w domu. Usiadłam do komputera, a potem po 23:00 poszłam spać.

  
Restauracja śródziemnomorska Cyrus z zewnątrz oraz polska restauracja Ambrozja wewnatrz :)

W czwartek znów miałam problemy ze spaniem i obudziłam się nad ranem nie mogąc zasnąć. Zerknęłam na ceny biletów do Londynu, żeby może jeszcze raz tam skoczyć przed wylotem, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. W końcu poszłam dalej spać i wstałam o 11:00, a na 12:00 poszłam do pracy. Po 14:00 miałam kolejne zebranie z szefem i szefową. Tym razem oboje zachowali się poprawnie, ale szef zwrócił się z do mnie z czymś, co do tej pory zawsze robiła szefowa, a o czym ja nie mam pojęcia. Po jego wyjściu uznałyśmy więc, że zrobimy to razem, ale byłam w lekkim szoku, że w ogóle mnie o to poprosił. Po 16:00 poszłam na krótki lunch, a resztę odebrałam sobie później, jak było spokojniej. W końcu tuż przed 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Usiadłam do komputera, a potem po północy poszłam spać.

W piątek były Walentynki. Wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Po 10:00 miałam zebranie z szefową, a potem o 13:00 poszłam na lunch. Przed 17:00 nagle przyszłam fala studentów, żeby kupić bilety na Colours Ball, bo od poniedziałku cena wzrastała o 4 funty :) Udało mi się jednak wyjść o 17:00 i poszłam prosto do domu. Zjadłam coś, a potem się zdrzemnęłam. Wstałam o 19:00, ubrałam się i uczesałam, a potem poszłam na autobus, ale zwiał mi sprzed nosa, więc poszłam piechotą do Łotewskiego Klubu. Najpierw była lekcja z moim ulubionym nauczycielem salsy, a potem koncert Orquesta Leodis, w której gra na bębnach, drugi znajomy na perkusji, a trzeci śpiewa :) Wytańczyłam się aż do po północy, a potem wróciłam z Kasią taksówką do domu i po 1:00 w nocy poszłam spać.

W sobotę wstałam po 9:00 i na 10:00 poszłam zobaczyć Bratfootzką synagogę. Dostałam maila z informacją, że będzie otwarta od 10:00, więc umówiłam się z Susaną i Sarah, które robiły zdjęcia, bo ja nie mam aparatu. Potem poszłam do sklepów i do banku zanim przed 12:00 wróciłam do domu, zjadłam śniadanie i poszłam się zdrzemnąć :) W końcu wstałam po 15:00, wzięłam prysznic, zjadłam obiad i po 17:00 wyszłam z domu. O 17:34 wsiadłyśmy z Kasią w pociąg do Leeds i poszłyśmy do kina Vue, gdzie wraz z prawie 50 osobami z salsy obejrzalam film "Cuban Fury". Siedziałam na przedzie, bo zapomniałam wziąć okulary. A potem pojechałyśmy z Seanem i Gosią do Bar Seven, gdzie najpierw coś zjedliśmy, a potem tańczyliśmy do 1:30, ale średnio sie bawiłam. Potem znajomi nas odwieźli i po 3:00 poszłam spać.


Plakat "Cuban Fury" z piękną
Yanet Fuentes i hasło reklamowe filmu "Prawdziwi mężczyźni tańczą".

W niedzielę wstałam po 11:00 i zjadłam śniadanie, a potem usiadłam do Internetu i do Facebooka, bo mój debiut filmowy nie został niezauważony, choć widać mnie na ekranie przez 3 sekundy :) Po 15:00 postanowiłam się zdrzemnąć, ale niestety słyszałam moich nowych sąsiadów, mimo że byli w swoim pokoju. W końcu wstałam o 17:00 i zaczęłam robić pranie. W międzyczasie przejrzałam zawartość szuflady pełnej jakiś drobiazgów i część wyrzuciałam, a resztę postanowiłam zabrać do pracy. Potem zjadłam obiad i jak skończyłam pranie po 19:00 usiadłam znów do Internetu. O 21:00 zaczęłam oglądać ceremonię rozdania brytyjskich nagród filmowych BAFTA na BBC iPlayer, która skończyła się o 23:00. A potem poszłam wcześniej spać, czyli po północy, bo nazajutrz byłam umówiona na 10:00 na masaż.
niedziela, 09 lutego 2014
Tylko 3 tygodnie :)

678.

W poniedziałek wstałam przed 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Po drodze porozmawiałam chwilę w kuchni z sąsiadem z USA, który wrócił właśnie z 3 tygodniowej podróży po Stanach i Kanadzie :) Po lunchu zabrałam się za skanowanie dokumentów, a potem je wrzucałam do niszczarki. Dziewięć lat mojego życia tutaj teraz mieści się na moim dysku zewnętrznym. O 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Zjadłam coś i usiadłam do komputera, a potem posżlam do łóżka czytać "L'ile de gauchers" Alexandre'a Jardina. W końcu po 23:00 poszłam spać. We wtorek obudziłam się o 5:00, ale wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Na 12:00 poszłam na Pilates i znów się zdrzemnęłam, a potem na lunch. W końcu o 17:00 poszłam do Lecture Theatre na kolejne spotkanie naszego stowarzyszenia, ale oprócz mnie znów przyszła tylko nasza sekretarz, a w dodatku sprzęt nie działał, więc po 17:00 wyszłyśmy i pojechałam Free Busem do sklepów. Wróciłam do domu przed 19:00, zjadłam coś i obejrzałam znów "99 F", film Jana Kouena  z Jeanem Dujardin. Później usiadłam znowu do książki, a po 23:00
poszłam spać.

  
Okładka książki Alexandre'a Jardina i Jean Dujardin w filmie Jana Kouena "99 francs / 99 franków".

W środę wstałam o 10:00 i na 11:30 poszłam do lekarza. Dostałam wszystkie recpty, które chciałam i powinno tego wystarczyć na 5 miesięcy, a jeśli rzeczywiście przyjedę w lipcu, to pójdę po więcej :) Na 12:00 poszłam do pracy i na prośbę Sue z International Office zadzwoniłam do matki tej studentki z Polski, dla której tłumaczyłam w piatek. Wytłumaczyłam jej jak ma odebrać paczki z Cargo w Krakowie. Potem dzień mi się dłużył. O 16:00 poszłam na lunch, a później siedziałam i się nudziłam. W końcu zamknęłam recepcję o 19:40 i poszłam do domu :) Zjadłam kolację i usiadłam do komputera, a po 23:00 poszłam spać. W czwartek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. O 14:00 miałam zebranie z szefem i szefową, ale pod koniec znów zrobiło się dość nieprzyjemnie.Po 20 minutach szefowa wstała i wyszła, więc spotkanie skończyło się w ekspresowym czasie :) Uważam, że nie powinni mnie już wciągać w swoje rozgrywki! O 20:00 wyszłam i wróciłam spacerkiem do domu. Zjadłam coś i usiadłam do komputera, a potem poszłam do łóżka czytać dalej książkę. W końcu po północy poszłam spać.

W piątek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Szefowej nie było, więc były luzy. Po lunchu zajrzała do mnie znajoma z salsy i pogadałyśmy trochę. Dostała pracę w Cork i miała tam zamiar kupić dom. O 17:00 wyszłam i poszłam najpierw do Tesco w centrum, a potem do Morrisona. Wróciłam do domu tuż przed 18:00, a pół godziny później znów wyszłam i poszłam pod Media Museum spotkać się z Sarah, która poprawiała mój doktorat :) Zaprosiłam ją w ramach rewanżu do Chińczyka za Odeonem, gdzie pogadałam też z babką z Hong Kongu, która jest tam teraz menadżerką, a którą tam poznałam parę lat temu :) Objadłyśmy się i pogadałyśmy, a potem wyszłyśmy po 20:00, bo Sarah szła na 20:25 do kina, a ja poszłam prosto do 1in12, bo miałam plecak pełen ciężkich książek i nie chciałam z nimi wracać do domu. Dotarłam tam o 20:20, a więc 40 minut przed czasem, bo byłam umówiona na ostatnie Kółko Francuskie na 21:00 :) Ale na szczęście Conrad i Susana też dotarli trochę wcześniej. Pogadaliśmy i wypiłam 5 ginów w tonikiem. Susana wyszła przed północą, a my przed 1:00 :) Przed 2:00 już spałam.

  
BC Buffet Restaurant, czyli mój ulubiony Chińczyk w Bratfoot oraz anarchistyczny klub "1in12".

W sobotę wstałam o 9:30 i o dziwo głowa mnie nie bolała :) Widocznie dość zjadłam u Chińczyka przed piciem :) Najpierw dokończyłam czytać książkę, a potem usiadłam do komputera, żeby sprawdzić, czy wyspa Leworęcznych naprawdę istniała :) Niestety, była to tylko utopia :) Po 14:00 postanowiłam się zdrzemnąć i wstałam dopiero przed 19:00. Zjadłam obiad i zabrałam się za przeglądanie ubrań. Potem posiedziałam jeszcze na Internecie, aż wreszcie po północy poszłam spać. W niedzielę wstałam około 10:00, zjadłam śniadanie i usiadłam do komputera. Po południu zadzwoniłam do domu przez Skype'a, a potem zjadłam obiad i zabrałam się dalej za przeglądanie ubrań. Część postanowiłam wyrzucić, a część zainieść do pracy i dorzucić do toreb z ciuchami, które studenci gubią i które raz na jakiś czas zbieramy i wywozimy do Charity Shops :) Po 20:00 zadzwoniła do mnie Kasia i umówiłyśmy się na weekend. Przed snem obejrzałam wszystkie dokumenty Kieślowskiego, jakie znalazłam na Youtubie oraz jego pierwszą fabułę dla telewizji, czyli "Przejście podziemne" i w końcu po północy poszłam spać.
niedziela, 02 lutego 2014
Sauna za darmo :)

677.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Po drodze weszłam do sklepu i kupiłam proszki od bólu głowy, więc spóźniłam się parę minut, ale nikt nic nie powiedział. O 16:00 poszłam na lunch, a potem siedziałam na Facebooku i rozmawiałam z babką z Finansów :) W końcu o 20:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam coś, posiedziałam trochę w sieci, a potem po 23 poszłam spać. We wtorek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. O 12:00 poszłam na Pilates, chociaż mi się nie chciało, więc pół lekcji przespałam, a potem zjadłam lunch. W końcu o 17:00 poszłam do Boardroom na spotkanie mojego stowarzyszenia, ale przyszła tylko nasza Sekretarz, więc posiedziałam z nią, a potem po 17:30 przyjechała moja studentka i miałyśmy ostatnią lekcję polskiego. Po 19:00 odwiozła mnie do domu, gdzie nowy sąsiad zapraszał mnie na kolację, ale nie skorzystałam, tylko poszłam do siebie i usiadłam do Internetu. Zjadłam coś i zamiast jechać do Leeds na urodziny kolegi, już po 22:00 poszłam spać!

W środę o 11:00, po 12 godzinach snu, obudził  mnie budzik i na 12:00 poszłam do pracy. O 15:00 miałam zebranie z szefową i szefem. Potem poszłam na lunch, a później siedziałam do 20:00 sama w pracy, zanim wreszcie wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam coś, a potem o 21:00 przyszła Kasia i zabrała swoją myszkę, bo tymczasem przyniosłam sobie inną z pracy. Wyszła po 22:00, a ja obejrzałam dwie części serialu "Gry wojenne" Dariusza Jabłońskiego o pułkowniku Kuklińskim, bo przeczytałam, że Pasikowski nakręcił o nim film "Jack Strong". W końcu po północy poszłam spać. W czwartek wstałam przed 9:00 i na 10:00 pojechałam na masaż. Potem po drodze zrobiłam zakupy, zaniosłam je do domu, a później poszłam na 12:00 do pracy. Poszłam na lunch, a potem o 20:00 wyszłam z pracy i po drodze do domu weszłam do Polskiego Klubu. Chciałam tam zrobić Leaving Do 19 lutego, ale okazało się, że jest zamknięty w środy. W domu zjadłam coś, usiadłam do Internetu i poszłam spać po 22:00.

  
Pułkownik Ryszard Kukliński oraz Mariusz Dorociński i Władysław Pasikowski na planie filmu o nim.

W piątek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Po 11:00 zadzwoniła Sue z International Office i spytała, czy mogę pomóc. Poszłam więc do jednego z naszych akademików, gdzie tłumaczyłam dla matki polskiej studentki, która miała załamanie nerwowe. Razem z matką i pielęgniarką pakowały jej rzeczy, żeby zabrać ją do Polski. W tym czasie Sue zarezerwowała im bilety na niedzielę rano, a potem jak już pojechały, zostałą, żeby spakować resztę rzeczy i wysłać je z powrotem kurierem. Wróciłam do pracy po 14:00, więc nie udało mi się już kupić nic ciepłego do jedzenia na lunch! Zjadłam więc frytki w barze na dole, a potem wróciłam do pracy. Szefowa wyszła po 15:00, a ja o 16:45 :) Podjechałam do Tesco na zakupy, a potem wróciłam do domu. Pojawił mi się jakiś wirus, który uniemożliwiał mi obejrzenie czegokolwiek na Youtubie, więc zaczęłam czyścić laptopa z podejrzanych programów. W końcu obejrzałam resztę odcinków serialu "Gry wojenne", a potem po 1:00 w nocy poszłam spać.

W sobotę wstałam przed 11:00 i usiadłam do komputera. Zjadłam śniadanie i wróciłam do łóżka :) Zdrzemnęłam się trochę, a potem po 14:30 poszłam na saunę. Siedziałam półtorej godziny na zmianę w saunie, steam roomie, jacuzzi i na basenie, aż wreszcie wyszłam przed 17:00 i wróciłam do domu. Zjadłam obiad i znów się zdrzemnęłam. Miałam o 19:00 spotkać się w 1in12 z Conradem i Susaną, ale on odwołał, a mnie rozbolała głowa, więc przełożyliśmy to na następną sobotę. Później wstałam i usiadłam do Internatu, aż po północy poszłam spać. W niedzielę rano sasiedzi mnie obudzili ze dwa razy, ale wstałam dopiero po południu i zjadłam śniadanie. Potem zadzwoniłam do domu przez Skype, a później obejrzałam dwa ostatnie filmy, jakie miałam przegrane od Jacqueline, jak mieszkaliśmy razem - najpierw "Va, vis et deviens" (Live and Become), a potem "La rafle" (Round Up / Obława). Oba były bardzo wzruszające. Potem zabrałam się znów za przegladanie papierów i wreszcie po 1:30 poszłam spać.
  
Yael Abecassis, Roschdy Zem i Moshe Agazai (Va, vis...) oraz Melanie Laurent i Jean Reno (La rafle).