Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
piątek, 25 listopada 2005

118.

Dzis rano, jak przyszlam do pracy, dostalam maila od znajomych z Edynburga, w ktorym stwierdzili, ze najlepiej by bylo, gdybym ich odwiedzila w ten weekend :) Kupilam wiec przez internet bilet na pociag za 31 funtow (to troche taniej niz autobus i dwa razy szybciej :) i teraz musze pojechac do Leeds, zeby go odebrac! Shaz powiedzial, ze mnie zawiezie. Mialam sie co prawda dzis spotkac z Gemma, ale napisala mi, ze zle sie czuje i woli zostac w lozku, odpoczywajac. Zadzwonilam wiec do Anety z pytaniem, czy chca jechac z nami, ale nie podjelismy jeszcze decyzji. Okaze sie okolo 5, jak wroce do domu i spotkam sie z Shazem. W kazdym razie jutro rano jade do Edynburga i wracam dopiero we wtorek po poludniu! :) Wzielam poniedzialek i wtorek wolny, bo szefowa od dawna powtarzala mi, ze powinnam sobie zrobic pare dni urlopu, bo nie moge pracowac non-stop od wrzesnia az do Swiet w grudniu! :) Coz, moglabym ale jak nalegaja, to pojade przynajmniej wreszcie do Szkocji :) Wroce prosto na lekcje polskiego i spotkanie "kolka francuskiego" :))) Martwi mnie tylko pogoda, bo podobno w ten weekend ma padac snieg! :)

O godzinie 3:30 w calym miescie dwoma minutami ciszy postanowiono zlozyc hold zastrzelonej tydzien temu policjantce, Sharon Beshenivsky. Podobno jej maz byl z pochodzenia Polakiem, stad swojsko brzmiace nazwisko. Policja zatrzymala w Birminngham kolejna osobe podejerzna w tej sprawie. Niedaleko miejsca calego zdarzenia nadal leza kwiaty i stoja wozy telewizyjne, ale powoli wszystko wraca do normy. Po pracy poszlam do biblioteki, zeby oddac podrecznik do ECDL i wypozyczyc dwa kolejne (jest ich 7, tyle ile testow) zeby pouczyc sie z nich w drodze do Edynburga. Pod domem czekal juz na mnie Shaz. Zostawilam tylko rzeczy w domu i pojechalismy po Anete i jej chlopaka. Shaz zawiozl nas do domu Polakow, ktorych mielismy spytac o prace, ale okazalo sie, ze jes jeszcze za wczesnie i nie ma ich w domu. Pojechalismy wiec do Leeds, na dworzec, zeby odebrac moje bilety. Wlozylam tylko do maszyny karte, ktora za nie zaplacilam przez internet i wypadly ponizej. Myslalam, ze zostaniemy troche w Leeds, ale wszyscy byli za tym, zeby zaraz wracac. Pojechalismy wiec z powrotem, a tymczasem Gemma napisala mi z SMSie, ze juz sie lepiej czuje i zaproponowala, zebysmy sie spotkaly w Lloydsie. Shaz podrzucil mnie do domu i odwizol Anete z jej chlopakiem do domu. Umowili sie, ze pozniej zajada jeszcze raz pod dom tych Polakow, zeby sprawdzic, czy juz wrocili - Shaz nie mial ich numeru telefonu, zeby po prostu zapytac.

Przebralam sie, zapakowalam pare rzeczy na rano i poszlam do Lloydsa. Namowilam jednak Saja i Gemme, zebysmy poszli w jakies spokojniejsze miejsce, w ktorym mozna sie napic i porozmawiac :) Poszlismy do City Vaults (nigdy wczesniej tam nie bylismy :) i w pewnym momencie dosaiadl sie do nas jakis chlopak. Powiedzial, ze wyglada na to, ze swietnie sie bawimy, a on siedzial sam przy barze, wiec pomyslal, ze sie dosiadzie! :) Nie pomyslal jednak o tym, ze tym samym zepsuje nam zabawe :))) Rozmowa od razu siadla, szczegolnie, ze byl juz w stanie wskazujacym na spozycie :) Dlatego poszlismy dosc wczesnie do domu. Przed polnoca zdazylam sie spakowac i polozyc do lozka. Shaz mial do nas pzoniej dolaczyc, ale dalam mu znac, ze juz sie rozeszlismy i zyczylam mu milego weekendu. Nareszcie troche od niego odpoczne! :)))

czwartek, 24 listopada 2005

117.

Udalo mi sie wczoraj wypozyczyc ksiazke, ale nie udalo mi sie jej calej przeczytac :) Jak zasnelam pierwszy raz, obudzil mnie telefon od Shaza. Dzwonil z pracy, zeby mi powiedziec, ze Aneta i jej chlopak pojada z nami do centrum handlowego "White Rose" i spytac czy nie mam nic przeciwko temu. Nie mam, ale prawde mowiac watpie, ze w ogole kiedykolwiek tam dotrzemy :) Zobaczymy :) Przed polnoca zadzwonil Saj, zeby spytac czy rozmawialam z Gemma. Okazalo sie, ze znow sie nie spotkali, bo Gemma odwolala spotkanie. Saj myslal, ze moze cos wiem, ale przez caly dzien nie mialam od niej zadnej wiadomosci, choc napisalam do niej maila z pytaniem co slychac. W koncu kolo polnocy padlam wyczerpana, a ksiazke skonczylam czytac rano, idac do pracy :) Bylam troche zestresowana, bo chociaz wiem, ze swietnie znam Worda, to nie cierpie takich testow, w ktorych wymaga sie konkretnej, jednej odpowiedzi. W Wordzie bardzo czesto mozna ta sama operacje wykonac na trzy spososby (np. wybierajac komende z menu, klikajac na przycisk lub skrotem na klawiaturze) a ja zwykle znam jeden z tych spososbow. Czyli potrafilabym wykonac dana operacje, ale tutaj musze to zrobic w taki sposob, jakiego oni sobie zycza! Poza tym bylby wielki wstyd, gdybym nie zdala tego testu. Wczesniej bylam pewna, ze sobie poradze, ale mialam nadzieje, ze uda mi sie poswiecic troche wiecej czasu na przygotowanie. Ale udalo sie! :) Zdaje sie przy 75% dobrych odpowiedzi, a ja mialam 86%, wiec nie bylo tak zle :))) Jeden test mam z glowy - teraz zostalo mi juz tylko 6 :)))

Test mial trwac godzine, ale skonczylam go w jakies 20 minut i po pol godzinie bylam z powrotem w pracy. Ale szefowa powiedziala, ze bym wziela sobie wczesniej wolna godzine lunchu i wyslala mnie do domu na obiad :) Sama wyszla dzis wczesniej z pracy, bo w grudniu jest slub jej corki i wciaz trwaja przygotowania. Po obiedzie poszlam na zajecie z "Kreatywnego pisania". Ostatnio pracujemy w grupach - nasz grupa ma przerabic "Kopciuszka" na polaczenie romasu i serialu o szpitalu, czyli taki romantyczny "Ostry dyzur" :))) W dodatku zdecydowalismy, ze bedzie to science-fiction, wiec rzecz dzieje sie na planecie zamieszkanej jedynie przez lekarzy i pielegniarki. Nie bede mowic, co jest dalej, bo to troche zakrecone, ale kazdy z nas musial napisac jakis dialog, wiec wybralam pierwsza rozmowe Kopciuszka z Ksieciem, kiedy sie poznaja na uboczu, zazywajac narkotyk przyszlosci - "literature" w formie napoju" :) Wchlaniaja w ten sposob Baudelaire'a i Shakespere'a :) Co bedzie dalej, zobaczymy. Sami jeszcze nie wiemy :))) W kazdym razie dobrze sie bawimy, choc dzis prowadzaca znow mnie zalamala pytajac, czy wszyscy wiedza, co to jest metafora! Po czym wytlumaczyla, co to jest! :) Zalamka :) Ale coz, tutaj to nie wstyd byc nieukiem :))) Bo tutaj nauka ma byc zabawa. Inaczej studenci uciekna! Ciekawe kiedy u nas zacznie byc podobnie! Mam nadzieje, ze ja tych czasow nie doczekam :))) A moze nie dozyje, bo wczoraj poszlam do lekarki i stwierdzila, ze moge miec astme :)))

Ponad pol godziny czekalam wczoraj na wizyte, a kiedy sie w koncu doczekalam, moja ulubione pani doktor znow poradzila mi inhalacje :))) To chyba jej ulubiona metoda leczenia! :) Poza tym sama miala kaszel, wiec nie brzmi to zbyt dobrze, skoro lekarz sam nie potrafi sie wyleczyc :) Nie pamietam, zebym kiedykolwiek miala wizyte u chorego lekarza :))) W kazdym razie jak powiedzialam jej, ze moja szefowa porownala moj kaszel do kaszlu swojej corki, ktora ma astme, kazala mi dmucgnac w jakas rurke, ktora wskazala 300 punktow. Pani doktor stwierdzila, ze to nie dobrze i kazal mi dmuchnac jeszcze raz - znow 300. Poprosila mnie zebym dmuchnela po raz trzeci. Tym razem bylo 350 :) Zapisala mnie na wtorek na badania i przepisala mi inhalator, ktory sobie wczoraj kupilam, jak bylismy w "White Rose" i dzis po raz pierwszy nie obudzilam sie w nocy kaszlac! :) Moze rzeczywiscie mam astme? :) Oprocz inhalatora w Boots, kupilam wczoraj wreszcie czarne skorzane rekawiczki (z Polski przywiozlam welniane, ale jedna zgubilam :) oraz pare prezentow i karte "Congratulation" dla Catheriny - mojej bylej "podwladnej" :))) Pracowalysmy razem moze pare dni, bo potem poszlam na chorobowe, a w koncu dala nam znac, ze znalazla nowa prace, postanowilam wiec wyslac jej kartke z gratulacjami. Najwyrazniej nie bylam dobra szefowa, skoro tak szybko uciekla :))) Choc tak naprawde chodzilo o rozgrywki miedzy nia a moja szefowa. W kazdym razie Indra i Shaz czekali na mnie wczoraj w samochodzie pod domem, jak wrocilam od lekarza. Zjadlam cos i pojechalismy wreszcie do najpopularniejszego centrum handlowego w okolicy, zabierajc po drodze Anete i jej chlopaka. Spedzilismy tam dwie godziny i jestem dosyc zadowolona z zakupow, choc myslalam, ze kupie tez koldre i firanke. Ale Shaz powiedzial, ze tam jest za drogo i ze pojedziemy na zakupy w weekend. A potem odwiozl nas wszystkich do domow :)

środa, 23 listopada 2005

116.

Jestem okropna, przyznaje :) Wlasciwie nie wiem, dlaczego to pisze na blogu, gdzie wszyscy moga to przeczytac, skoro wiem, ze powiedzialabym to zaledwie paru osobom :) Ale nikt juz prawie tego nie czyta, a mi moje pisanie pomaga :))) Wczoraj pojechalam jak zwykle do Queensbury z jedna z moich "uczennic", z ktora sie zwykle umawiam. Ale okazalo sie, ze druga moja "uczennica" i  jej corka, ktore mnie odwoza do Bratfoot, nie dotarly na wczorajsza lekcje. Wyslalam wiec Shazowi SMSa, zeby jednak po mnie przyjechal :) A tuz przed lekcja zadzwonil do mnie Saj i spytal, czy moge sie z nim spotkac, bo chce ze mna porozmawic i ze to bardzo wazne. Brzmialo to dosc powaznie, wiec powiedzialam mu, ze odezwe sie do niego po 21, jak bede z powrotem w Bratfoot. Poprosilam wiec Shaza, zeby mnie podwiozl do Deliusa, gdzie czekal Saj. Umowilam sie z Shazem na czwartek (o 6:00 na zakupy w centrum handlowym "White Rose" :) i pojechal do domu. Tymczasem Saj, tak jak podejrzewalam, chcial porozmawiac o Gemmie i ich problemach. Mieli sie wczoraj spotkac, ale ona wyslala mu wiadomosc, ze jest zmeczona i odwolala spotkanie. Maja porozmawiac dzis wieczorem i obawiam sie, ze sie rozstana... Wiem, ze Gemma tego nie chce. Saj tez nie. Ale poniewaz w czerwcu mamy zamiar wyjechac i tak musieli by sie na jakis czas rozstac. Mam nadzieje, ze uda im sie jednak przetrwac do czerwca! W kazdym razie Saj prosil  mnie, zebym nie mowila Gemmie o naszej rozmowie, wiec musialam poprosic Shaza SMSem, zeby tez o tym nie wspominal. A Saj nie wiedzial, ze Shaz mnie podwiozl i wie o naszym spotkanie. Troche to wszystko skomplikowane :)))

Saj zadzwonil po taksowke i podrzucil mnie do pubu Titus Salt, na spotkanie "Kolka Francuskiego". To nie daleko i chcialam isc na piechote, ale zgodzilam sie, bo ostatnio jest bardzo zimno. W poniedzialek wyciagnelam nawet z szafy moj zimowy plaszcz z kapturem i chodze w nim, nie przejmujac sie faktem, ze jak wychodzi slonce, niektorzy chodza tu w podkoszulkach! Rano i wieczorem jest mroz! W pubie rozgladalam sie w poszukiwaniu wiekszej grupy ludzi, tymczasem okazalo sie, ze bylo ich tylko troje - jedna z dziewczyn, ktore poznalam w zeszlym tygodniu na "Miedzynarodowym Kolku Angielskim" i dwoch chlopakow. Okazalo sie, ze wszyscy sa Francuzami :) Wczesniej mieli pokaz filmu "Nienawisc" Mathieu Kassovitza, na ktorym podobno bylo wiecej osob, ale do pubu juz nie dotarli :) Posiedzielismy i porozmawialismy z pol godziny, m.in. o aktualnej sytuacji we Francji. Dla mnie to prawdziwa przyjemnosc, moc porozmawiac po francusku. Bardzo mi juz tego brakowalo, ale ostatnio mam na szczescie coraz wiecej okazji. Mysle, ze bede bardzo aktywnym uczestnikiem "Kolka Francuskiego" :))) Na filmy nie uda mi sie dotrzec, ale moge zawsze po swojej lekcji polskiego isc z nimi do pubu :) Wyszlismy okolo 23, a ja posiedzialam jeszcze przez godzinke nad plyta CD z materialami przygotowujacymi do ECDL, zanim poczulam, ze zasypiam i polozylam sie wreszcie spac :)

Rano jak zwykle spoznilam sie 5 minut do pracy, bo zamiast tak jak wczesniej wstawac o 7:50, ostatnio wstaje dopiero o 8 :) Zadzwonilam do przychodni studenckiej i umowilam sie na jutro na wizyte do tej samej pani doktor, co zwykle :) Wciaz meczy mnie kaszel, ktory czasem budzi mnie w nocy, wiec pomyslalam, ze juz najwyzszy czas cos z tym zrobic. Chociaz akurat dzisiaj w nocy po raz pierwszy nie kaszlalam :) I wydaje mi sie, ze juz jest lepiej, ale wczoraj wieczorem Shaz stwierdzil, ze moj kaszel okropnie brzmi i zebym lepiej poszla do lekarza, wiec ide :) Przy okazji poprosze o nowa recepte. A teraz siedze w pracy i korzystam z okazji, ze szefowe poszly na lunch :) Po raz kolejny proponowaly, zebym poszla z nimi, a ja po raz kolejny musialam odmowic, bo jutro mam egzamin i chcialam sie jedzac obiad w domu troche poduczyc z plyty CD :) Przerobilam wszystkie dzialy i odpowiedzialam na wszystkie pytania, zdobywajac 70 punktow. Nie wiem jednak, ile trzeba miec, zeby zdac :) Po pracy poszlam na internet, zeby pocwiczyc troche wirtualnie, na stronie internetowej, gdzie moge sie zalogowac i przejsc test probny. Powiedzieli mi, ze jak zakoncze test, to zobacze prawidlowe odpowiedzi, pomyslalam wiec, ze to dobry pomysl - poczytac odpowiedzi i pouczyc sie z nich, jak z ksiazki. Ale niestety, to nie byl dobry pomysl :) Zakonczylam test z 20 punktami, ktore zostaja zapisane jako moje dokonania na tym polu :) W dodatku teraz nie moge go znow otworzyc! Dlatego ide zaraz do biblioteki, zeby wypozyczyc ksiazke przygotowujaca krok po kroku do tego testu i po lekcji polskiego bede sie uczyc do oporu (czyli dopoki nie zasne :))) Mam tylko nadzieje, ze uda mi sie ja wypozyczyc!

wtorek, 22 listopada 2005

115.

Nie zdazylam wejsc po drodze do domu, zeby cos zjesc, bo Indra czekala juz pod moim domem. Poszlysmy wiec prosto do kina. Kupilam bilety na oba filmy, a Indra tylko na "Gniajaca panne mloda", bo nie uznali jej legitymacji YMCA i musiala zaplacic zwykla stawke, czyli 5 funtow. A ja ze znizka place 5.40 za dwa filmy! W kazdym razie swietnie sie bawilysmy na Burtonie! :) To bardzo inteligentna i zabawnie zrobiona historia! :) Probowalam sobie nawet wyobrazic, jakby wygladalaby wersja z aktorami :))) Po filmie mialam prawie godzine do nastepnego, wiec poszlysmy do mnie na herbate i wreszcie udalo mi sie cos zjesc. Potem wyszlysmy razem i Indra poszla do domu, a ja do kina. Jak juz dochodzilam, zadzwonil Shaz i spytal, co robie. Wychodzil wlasnie z silowni na uniwerku i domyslilam sie, ze pewnie chce sie spotkac. Powiedzialam, ze ide do kina. Nie mialam ochoty sie z nim widziec. Spedzilismy razem caly weekend i chcialam troche pobyc sama, ale on jak zwykle nawet mnie nie spytal o zdanie, tylko powiedzial, ze zaraz przyjedzie do kina i ze zadzwoni, jak juz tam bedzie. Weszlam na sale i spotkalam Seana. Zostawilam swoje rzeczy i poszlam do lazienki, na wszelki wypadek biorac ze soba telefon. Potem poczekalam troche na zewnatrz, majac nadzieje, ze Shaz nie przyjdzie! Na pewno pomyslalaby, ze poszlam do kina ze Seanem i nie uwierzylby, ze spotkalismy sie na sali! W koncu wrocilam na sale, bo film mial sie zaraz zaczac. Powiedzialam Seanowi, ze jestem w strasznym humorze, co mysle usprawiedliwilo troche fakt, ze wyszlam w polowie filmu. Byl to dokument o komikach, a dokladnie o jednym klasycznym kawale, ktory zmienia sie, w zaleznosci od tego, kto go opowiada. W zwiazku z tym wszyscy po kolei opowiadali swoja wersje. Problem polegal jednak na tym, ze nie bylam w nastroju, a takze na tym, ze kawal byl dosc obrzydliwy, a cala zabawa miala polegac na tym, zeby wymyslic okropniejsza wersje. Po pol godzinie mialam dosc. Zreszta w ogole mialam dosc, wszystkiego i wszystkich. Powiedzialam Seanowi,  zeby mi opowiedzial zakonczenie i wyszlam.

Poszlam do wypozyczalni DVD i do sklepu, a potem wskoczylam do lozka i obejrzalam sobie "Killing Zoe" z drinkiem w reku. To znaczy zaczelam ogladac, bo w polowie filmu zadzwonil domofon! Shaz wpadl na chwile, tlumaczac, ze nie zdazyl do kina, bo na silowni byla kolejka pod prysznice. Posiedzial pol godzinki i ustalil, co bedziemy robic w ten czwartek. Powiedzial, ze jutro konczy wczesniej prace i moze mnie odebrac z Queensbury, ale powiedzialam mu, ze mam juz podwozke, bo moje "uczennice" podwoza mnie w obie strony. Poza tym chce dzis wieczorem po lekcji polskiego isc na spotkanie "Kolka Francuskiego". Zreszta nie chce z nim spedzac kazdego wieczoru! Powoli zaczynam sie czuc troche osaczona :) Obawiam sie, ze w koncu nie wytrzymam i mu wygarne, a wtedy sie chlopak zdziwi :))) Ale naprawde przesadza i najwyrazniej nie zdaje sobie z tego sprawy. Na razie jestem mila, ale powoli zaczyna mnie to denerwowac. Poza nim, nikt z moich znajomych nie wpada do mnie bez zapowiedzi. Wszyscy szanuja moja prywatnosc. Pierwszy raz, zaraz po mojej imprezie urodzinowej, po prostu mnie zaskoczyl. Wczoraj zreszta tez. Ale musze mu cos w koncu powiedziec, bo pewnie mysli, ze wszystko jest w porzadku! A nie jest... W kazdym razie w koncu poszedl, a ja dokonczylam ogladac film Rogera Avary. Grali w nim Eric Stoltz, Jean-Hugues Anglade i Julie Delpy. Dokonczylam tez butelke :) I o polnocy poszlam spac :) Myslalam, ze wczesniej skoncze ogladac i film poloze sie przed polnoca, ale tak to jest, jak sie ma niespodziewanych gosci.

Dzisiaj budzik dzwonil ze trzy razy, zanim sie wreszcie o 8:00 zwloklam z lozka! Wiedzialam, ze moja szefowa sie spozni i ze nie musze byc w pracy punkt o 8:30, wiec moglam sobie na to pozwolic. Jesc mi sie nie chcialo, napilam sie tylko i poszlam do pracy. Spoznilam sie tylko z 5 minut, zreszta i tak nikt nie wie, o ktorej przychodze :) Ranek jak zwykle szybko uplynal, a po lunchu mialam kurs komputerowy. Wlasnie sie skonczyl pol godzinki wczesniej, wiec zamiast wracac do mojej "ulubionej" szefowej, poszlam na pol godziny na internet :) Wczoraj dostalam list, ze w czwartek w poludnie moge zdawac pierwszy z siedmiu testow ECDL (Eurpean Computer Driving Licence, czyli Europejskie Komputerowe Prawo Jazdy :) z Worda, bo jest wolne miejsce. Problem polega jednak na tym, ze zuplnie o tym zapomnialam i nie czuje sie przygotowana! Myslalam, ze poucze sie troche w ten weekend, ale naprawde nie mam pojecie, kiedy minal! Zreszta nic mi sie w ten weekend nie udalo zrobic! No, moze poza jednym - zdenerwowac sie na Shaza, ze uklada mi zycie! Jezeli zadzwoni dzis wieczorem, jak bede z "Francuskim Kolkiem" w pubie, to sie naprawde zdenerwuje i powiem, zeby dal mi odetchnac! :)

poniedziałek, 21 listopada 2005

114.

I znowu zycie pokrzyzowalo nasze plany. W piatek zaraz po pracy poszlam na internet i zanim zebralam sie, zeby wrocic do domu, dochodzila 7. W sali komputerowej ktos wspomnial o jakiejs strzelanienie, ale nie wiedzialam jeszcze o co chodzi. Dopiero jak wyszlam z uniwerku i chcialam jak zwykle wrocic najprostsza droga do domu, okazalo sie, ze jest zamknieta! Policja przeciagnela tasme z napisem "Do not cross the line", przed ktora stala policjantka, ktora nikogo nie przepuszczala. Poszlam inna droga, troche dookola, z nadzieja, ze moja ulica nie jest zamknieta i ze wpuszcza mnie do domu! Na szczescie mi sie udalo. Wlaczylam radio i uslyszalam, ze kolo 3 po poludniu dokonano napadu na pobliskie biuro podrozy, w ktorym miescil sie tez kantor. Pojawily sie tam dwie policjantki, ktore byly akurat najblizej i jedna z nich zostala postrzelona, a druga zastrzelona na miejscu. Sprawcy zbiegli i policja nadal ich poszukiwala. W pierwszej chwili dziwnie sie poczulam, bo zrozumialam, ze sprawcy moga byc gdzies w okolicu, probujac sie ukryc przed policja. W miedzyczasie dostalam pare SMSow, m.in. od znajomych z Oxfordu, ktorzy pytali, czy wszystko w porzadku, bo slyszeli o tym, co sie stalo w tutejszych wiadomosciach. Gemma napisala, ze nie przyjedzie do mnie z szampanem, bo policja jej nie przepusci, wiec umowilysmy sie od razu w Lloydsie. Co prawda sasiad ostrzegal  mnie, zebym nie wychodzila, bo to niebezepiczne, ale wolalam juz wyjsc, niz siedziec sama w domu - to tez moglo byc niebezpieczne...

Poszlam do Lloydsa i spotkalam tam znajomych Hiszpanow - Rocio i Roberto. Czekali na swoich znajomych, a ja czekalam na Gemme, wiec sie do nich dosiadlam. Saj mial tym razem zostac w domu, ale okazalo sie, ze tez przyszedl. Gemma nie byla tym faktem zachwycona, bo mialysmy ten wieczor spedzic same, wiec Saj dosc szybko sie zmyl, bo nie czul sie mile widziany. Potanczylysmy troche w Lloydsie, a potem poszlysmy do Revolution. Bylam tam tylko raz i to krotko, bo w srode, kiedy nie ma imprez, wiec chcialam zobaczyc, jak tam sie bawia. Zostalysmy z godzinke, ale potem Gemma poznala jakis angielskich chlopcow, ktorzy zaproponowali, zebysmy sie przeniesli do FND (Friday Night Disco :) To klub studencki, pieszczotliwie zwany "Friday Night Discount", bo jest dosc tani. Bylam tam kiedys z ludzmi z college'u i pamietalam, ze aby wejsc trzeba mnie przy sobie legitymacje studencka, a ja zostawilam wszystko w domu. Ale tuz przed wejsciem mnie olsnilo i powiedzialam bramkarzowi, ze nie mamy z Gemma nic przy sobie, bo policja nie pozwolila nam wrocic do domu. Wpuscili nas. Poznalam tam How - studenta z Chin, ktory wlasnie konczyl swoj czwarty rok na uniwerku. Bawilysmy sie tam do zamkniecia, czyli do 2:30. Pozniej angielscy chlopcy (z 6 zostalo 3 :) chcieli cos zjesc i namowili nas, zebysmy poszly do nich, to cos zamowia przez telefon (mnie wlasciwie nie namowili, tylko jeden z nich po prostu wzial mnie na rece, a potem jak juz nie mial sily, przerzucil mnie przez ramie i zaniosl :) Chlopcy przyjechali z innego miasta i nocowali u znajomych, ale troche sie przeliczyli, bo okazalo sie, ze o tej porze w Bratfoot oczywiscie nie da sie nic zamowic! :) Udalo mi sie wiec namowic Gemme, zebysmy poszly do mnie, bo ja ma cos do jedzenia :))) Po drodze troche zmarzlysmy, bo byl straszny mroz, a ona nawet nie wziela kurtki, tylko sweter! Ale to tu typowe :) Zjadlysmy reszte francuskiego chleba i po 3:00 Gemma pojechala taksowka do domu.

W sobote obudzilam sie kolo poludnia i zadzwonilam do domu. Potem znowu zasnelam, chociaz o 2:00 mial przyjechac Shaz i zabrac mnie do tego centrum handlowego. Obudzilam sie okolo 3:30 i jak jeszcze lezalam w lozku, uslyszalam dzwonek domofonu. Domyslilam sie, ze to on, ale nie mialam zamiaru mu w takim stanie otwierac. Zamiast tego weszlam pod prysznic. Myslalam, ze zadzwoni, zeby spytac gdzie jestem, a wtedy mialabym wymowke, ze nie slyszlaam dzwonka domofonu, bo bralam prysznic :) Ale nie zadzwonil. Najwyrazniej zabral sie i pojechal :) Wrocilam wiec do lozka, z mysla, ze musze kupic cos do jedzenie. Jakis czas potem zadzwonila Indra, zeby spytac, czy pojde z nia do sklepu! Dzieki niej zwloklam sie wreszcie z lozka i wyszlam z domu! :) Najpierw poszlysmy do Netto, w ktorym nie bylam od przeprowadzki, czyli prawie 3 miesiace. Na poczatku chodzilam tam prawie co tydzien, bo maja tam duzo tansze jedzenie. Potem weszlysmy do Morrisona, zeby dokupic to, czego w Netto nie ma. Wtedy zadzwonil Shaz i spytal gdzie jestem. Powiedzial, ze zaraz po mnie przyjedzie. Nie musialysmy wiec dzwigac zakupow, tylko mialysmy podwozke do domu! :) A poniewaz zaprosilam wczesniej Indre na herbate, wiec siedzielismy we trojke. Zrobilam salatke z owocow i dokonczylismy moj tort urodzinowy :) A potem Indra poszla, a ja siedzialam z Shazem i rozmawialismy do 10. W koncu umowilismy sie, ze przyjedzie w niedziele i pojedziemy po Gosie, zeby pokazac jej dom, ktory za dwa tygodnie ma byc wolny, a ona szuka czegos do wynajecia. Po jego wyjsciu zapytalam ja przez telefon, o ktorej najbardziej jej pasuje i umowilysmy sie, ze przyjedziemy po nia kolo poludnia. Chcialam co prawda isc w niedziele do kina, ale nikt mnie nie pytal, czy mam juz jakies plany!

W niedziele rano wyslalam Shazowi SMSa, ze kolo 12 bede gotowa. Nie odpisal ani nie oddzwonil. Bylam zajeta swoimi sprawami, ale w koncu kolo 13 zaczelam sie denerwowac. Wiedzialam, ze Gosia musi byc o 4 spowrotem w domu, a mieszka pod Bratfoot i troche to potrwa. W koncu zadzwonilam do Shaza i spytalam co sie dzieje. Powiedzial, ze wkrotce przyjedzie. Pojechalismy zaraz do Gosi, ktora akurat ugotowala golabki, wiec nie wyszlismy od razu, tylko najpierw zjedlismy :) Ilona zostala, a Gosia zabrala sie z nami do Bratfoot. Shaz zawiozl nas do mnie, a potem pojechal jeszcze cos zalatwic. Mial obejrzec samochod, bo chce kupic nowy. Zadzwonilam wiec do Indry i zaprosilam ja do siebie. Zadzwonilam tez do Gemmy, ktora stwierdzila, ze o 7 zajrzy wreszcie do mnie z tym szampanem i uczcimy w koncu jej nowa prace. Specjalnie kupilam truskawki do szampana! :))) Myslalam, ze do 7 spokojnie sie ze wszystkim wyrobimy. Tymczasem zanim Shaz wrocil (choc pojechal ponoc tylko na godzinke) bylo juz po 5. Pojechalismy z Indra odwiezc Gosie do niej do domu, a ze po drodze mijamy dom Anety, Shaz zapropnowal, zebysmy ja odwiedzili. Zadzownilam do niej i powiedzialam, ze za 15 minut bedziemy wracac i mozemy ich zabrac, jesli sie zdecyduja na impreze u mnie :) Odwiezlismy Gosie i w drodze powrotnej zajechalismy po Anete i jej chlopaka. Tymczasem minela 7 i Gemma zadzwonila, ze stoi pod moimi drzwiami! Nie wiedzialam, ile nam zajmie dojazd. Shaz caly czas powtarzal, ze 5 minut, ale powinnam juz wiedziec, ze musze to pomnozyc razy trzy! Spoznilismy sie pol godziny! Gemma stala z Sajem pod domem, zdenerwowana, bo zanim Saj przyjechal, miala przykra przygode i pyskowke z jakimis kolesiami, ktorzy przechodzili kolo mojego domu! W samym centrum miasta! Straszne! Nie dziwie sie jej, ze byla zdenerwowana. Mi tez sie to juz tutaj dwa razy zdarzylo. Fakt, ze nie chodzimy ubrane na czarno od stop do glow, z zaslonietymi glowami, a nawet twarzami, prowokuje niektorych do glupich komentarzy. Kto by pomyslal, ze to wciaz mozliwe w cywilozwanym kraju, w 21-szym wieku!

Z niczego zrobila sie zatem mala imprezka - Gemma przyniosla szmpana, ja mialam butelke czerwonego wina i pare salatek, wiec przyjelam ich, jak moglam najlepiej. Ale Saj chcial sie jeszcze napic (jeden drink czy dwa to dla niego za malo - sprawia tylko, ze chce sie napic wiecej :) wiec poszli z Gemma do Deliusa, mowiac zebym do nich dolaczyla, jak sie pozbede reszty gosci. Nie mialam jednak zamiaru sie ich pozbywac, szczegolnie, ze Anety chlopak zabral sie za moj internet :) Niestety, mimo ze sciagnelismy nawet mojego sasiada, nadal nie udalo sie go podlaczyc. W koncu Indra poszla do domu, a my siedzielismy we czworke do 23:30, zanim Shaz zaproponowal wreszcie, ze ich odwiezie do domu! Bylam juz troche zmeczona i przyjelam to z ulga, szczegolnie, ze ten weekend byl dosc szalony, a ja zupelnie nie mialam wplywu na to, co sie dzieje! Cudem zwloklam sie dzis rano z lozka, w dodatku w nie najlepszym humorze. Pare ulic w okolicy nadal jest zamknietych, mimo ze wczoraj ponoc zlapali sprawcow w Londynie. Ale nadal nie wpuszczaja nikogo na "miejsce zbrodnii", nawet ludzi, ktorzy tam mieszkaja. Odsylaja ich do rodziny, znajomych albo do hotelu. Cale szczescie, ze mojej ulicy nie zamkneli! Mialam tez szczescie, ze moja szefowa sie dzis spoznila i spedzilam z nia tylko pol dnia. Czas do lunchu szybko mi zlecial, a po lunchu szlam na kolejny kurs komputerowy - tym razem z Excella. Znow sie wynudzilam za wszystkie czasy (dzis prawie przysypialam :) ale jak wrocilam na dol, szefowej juz nie bylo :) Jutro po poludniu tez ide na ten kurs, wiec jakos przezyje! :) A dzis wieczorem wybieram sie z Indra do kina. Na 6:00 idziemy na "Gniajac panne mloda" Tima Burtona, a na 8:15 na "The Aristocrats". Indra powiedziala, ze nie wie, czy zostanie na drugi film, ale Sean sie na niego wybiera. Zobaczymy. Ja w kazdym razie ide na oba, bo tak wychodzi taniej :) Zbieram sie, bo moze zdaze jeszcze cos zjesc! :)))

piątek, 18 listopada 2005

113.

W czwartek rano poszlam na warsztaty dotyczace zatrudniania na uniwersytecie. Wszyscy nowo zatrudnieni pracownicy dostali list z pytaniem, czy chca wziac w nich udzial. Oczywiscie zawsze jestem chetna, bo po pierwsze dzieki temu nie musze siedziec z moja szefowa w biurze, a po drugie moge sie przyjrzec angielskim zwyczajom. Ale tym razem troche sie przeliczylam :) Ledwo wytrzymalam do konca - jak na  mnie to bylo zbyt "angielskie"! :) Rozlozyli mnie swoja powolnosci i glupota! :) Ich wypowiedzi po prostu mnie rozwalaly :))) Probowali przesledzic wszystkie etapy procesu zatrudnienia i znalezc sposoby ich ulepszenia. Tak sie akurat sklada, ze przez 3 miesiace pracowalam tu w Human Resources, wiec wiedzialam dokladnie o co chodzi. Przewaznie sie jednak nie odzywalam, bo wiem juz, ze "Angoli nie przeskoczysz" :) Ale w koncu nie wytrzymalam i powiedzialam im pare slow. Zaczelam od tego, ze jestem jedyna osoba spoza UK na tym spotkaniu i ze przyszlam na nie po to, zeby im powiedziec w imieniu ludzi z nowych krajow UE, ze nasze uniwersytety sa na rownie wysokim poziomie co ich (nie chcialam im juz mowic calej prawdy, ze na lepszym, zreszta i tak by nie uwierzyli :) W zwiazku z tym powinni traktowac nasze dyplomy przynajmniej na rowni ze swoimi, a nie zatrudniac ludzi na stanowiskach ponizej ich wyksztalcenia, bo to powoduje frustracje. Powiedzialam, ze moja sytuacja jest inna, bo nie zamierzam tu zostac, ale gdybym zamierzala, to nie przyjelabym pracy, ktora mi zaoferowano. I ze wiekszosc ludzi zgadza sie na to dla piniedzy, ale na dluzsza mete tak nie da rady. Szczegolnie, ze narzekaja, ze nie maja dosc wyksztalconych ludzi i studentow, a tymczasem, gdzy wyksztalceni ludzie z doswiadczeniem proponuja im swoje uslugi, oni nie potrafia wykorzystac ich potencjalu. Na koniec dodalam tylko, ze nie zgadzam sie z polowa rzeczy, ktore tu dzis powiedzieli, bo mozna by to wszystkoi zrobic inaczej (zeby nie powiedziec dwa razy szybciej :) ale ze skoro u nich tak to dziala, to nie ma co zmieniac. Prowadzaca warsztaty podziekowala mi, ze poruszylam tak wazna kwestie i wiem, ze na tym sie skonczy :) Ale mialam przynajmniej poczucie spelnionej misji :))) W kazdym razie tego dnia obiecalam sobie, ze na 100 procent nie zostane tu dluzej niz do konca czerwca! :)

Potem poszlam na zajecia z "Kreatywnego pisania" i tam juz calkiem mnie dobili :) Fakt, ze prowadzaca tlumaczy najbardziej oczywiste rzeczy obraza moja inteligencje! :) Ok, rozumiem, ze nie wszyscy wiedza, ze scenariusz filmowy (szczegolnie jesli chodzi o filmy hollywoodzkie :) sklada sie z trzech aktow. I ze nie wszyscy musieli widziec "Thelme i Louise". Ale zeby tlumaczyc im, co to znaczy protagonista?! Albo co to jest ton opowiesci?! Nie, tego juz zniesc nie moglam. Prawde mowiac nie wiem, jak ja tu wytrzymam do tego czerwca! :) Najgorsze jest to, ze czlowiek sie z czasem do tego przyzwyczaja, cofa sie sam w rozwoju i glupieje! Marza mi sie "nocne Polakow rozmowy" i ludzie, z ktorymi mozna pogadac o czyms innym niz tylko zakupy! Wrocilam do domu wsciekla na Anglie i pomyslalam, ze moze namowie Shaza na kregle. Zjadlam wszystkie slodycze, jakie mi jeszcze zostaly i popilam je pepsi (zdajac sobie sprawe z tego, jakie to nie zdrowe! :))) W koncu przyjechal Shaz i powiedzial, ze w dwie osoby nie fajnie gra sie w kregle. Zaproponowal, zebysmy poszli zobaczyc, jak oswietlili miasto. Na 6 tygodni przed Swietami zapalaja wszystkie neony i swietuja. Jak? Oczywiscie robiac zakupy! Tego dnia sklepy sa dluzej otwarte, a na uliczkach w centrum zrobili europejski targ. Przeszlismy sie tam i dosyc ladnie to wygladalo. Zalowalam nawet, ze nie wzielam ze soba aparatu. Na jednym ze stoisk kupilam od Francuzow normalny chleb !:) Potem poszlismy na kawe i Shaz powiedzial, ze w sobote zabierze mnie do centrum handlowego pod Leeds - jakie to romantyczne! :) Nie odmowilam jednak, bo po pierwsze stara sie chlopak, a po drugie musze kupic prezenty na Swieta! :) Potem wrocilismy do mnie do domu, pogadalismy o rosnacej ilosci rozwodow i kolo 21:00 Shaz pojechal zabrac swoja matke od ciotki i zawiezc ja do domu, bo z taka prosba zadzwonila jego siostra :) Chyba nic z tego nie bedzie, ale nic nie mowie, bo w przyszlym tygodniu mamy pojechac do Leeds na salse :) Zawsze jeszcze zdazymy sie poklocic i rozstac :) Bo wyglada na to, ze jestemy para. Przynajmnie w Anglii tak to dziala. Ja tam uwazam go tylko za przyjaciela :))) Ale chlopak snuje juz wspolne plany i mowi, ze zabierze mnie do wszystkich okolicznych centrum handlowych. Coz, chyba nie doslyszal (albo nie uwierzyl :) jak mu powiedzialam, ze nie cierpie zakupow :) W kazdym razie przynajmniej cos sie dzieje i mam o czym pisac! :)))

W pracy same nudy - chociaz dzis akurat do mojego biura weszlo pare babek poprzebieranych za staromodne damy i zakonnice, z kartkami, na ktorych bylo napisane, ze dzis jest Milczacy Dzien Pomocy Dzieciom w Potrzebie (czy cos w tym stulu :) Nie mam telewizora, ale to ponoc akcja zbierania pieniedzy w calym kraju, bez zbednych slow. Fajny pomysl. Ale niezle mnie zaskoczyly! :))) Poza tym ostatnio nad ranem i wieczorami jest strasznie zimno - dzis rano na samochodach i na trawie byl szron! :) I to tyle. Cale dnie siedze przy komputerze i udaje, ze cos robie, a tak naprawde sprawdzam co chwile poczte i dni jakos uplywaja :) Tylko maili jakby coraz mniej... Znajomi w Polsce maja wlasne problemy, znajomi stad sla raczej SMSy. Dzis w czasie lunchu spotkalam Indre - dziewczyne z Lotwy, ktora chodzila ze mna w zeszlym roku na angielski. Niezle sie razem bawilysmy, nabijajac sie z naszej nauczycielki, ktora mowila do nas jak do debili - wolno i wyraznie - mimo, ze bylismy najbardziej zaawnasowana grupa w college'u :))) Pod koniec maja wrocila do kraju, ale nie mogla sie tam odnalezc, wiec pojechala do Irlandii, a potem przyjechala tu odwiedzic znajomych, zostala i szuka pracy. Okazalo sie, ze mieszka prawie tuz kolo mnie :)  Umowilysmy sie, ze dam jej znac, jak bede w domu i odwiedzi mnie w ten weekend. A dzis wieczorem ide z Gemma uczcic fakt, ze dostala praca, o ktora sie starala (w tej chwili pracuje juz na tym stanowisku, ale musiala miec rozmowe, bo tego wymaga tutejsze prawo :) Ma do mnie wpasc z szapanem, a pozniej pojdziemy do klubow :)

środa, 16 listopada 2005

112.

Udalo mi sie namowic Shaza na "Braci Grimm". Twierdzil, ze mu sie podobalo :) Film skonczyl sie po polnocy. Odwiozl mnie do domu i zaproponowal, ze nastepnego dnia pomoze mi w zakupach - samochodem zawsze latwiej :) Chociaz prowadzi troche za nerowo :) Umowilismy sie, ze dam mu znac, jak sie obudze. A obudzilam sie dosc wczesnie, ale najpierw zadzwonilam do Polski. Potem puscilam Shazowi SMSa, ze juz nie spie i zabralam sie za sprzatanie. Pozyczylam odkurzacz i mopa, ktore musialam oddac przed 2. Okolo 12 przyjechal Shaz, a ze wyrobilismy sie z zakupami w godzinke, mialam jeszcze czas dokonczyc sprzatanie. Shaz pomogl mi wniesc zakupy i widzialam, ze byl zaskoczony widzac, jakie mam fajne i nowoczesne mieszkanko. Nie wiem czego sie spodziewal, ale gdyby widzial, gdzie mieszkalam wczesniej, pewnie mniej by sie zdziwil :))) W kazdym razie przed druga skonczylam sprzatanie i zabralam sie za gotowanie. Zrobienie wszystkich salatek i poukladanie serow, wedlin i warzywek do maczania w dipie na polmiskach zajelo mi pare godzin! :) W koncu padlam na lozko i zdrzemnelam sie pol godzinki :) Potem wzielam prysznic i zadzwonilam do brata. Rozmawiajac z nim, konczylam jeszcze wycierac naczynia. Wreszcie wybila 7:00 i zaczeli sie schodzic pierwsi goscie...

Gosia i jej kolezanka Ilona byly pierwsze - wreczyly mi pudlo z eleganckimi swieczkami, wiec od razu je zapalilysmy i zgasilysmy glowne swiatlo. Za chwile przyszla Aneta i Hiszpanie, ktorych spotkala po drodze: Sonia, Rocio i Roberto. Dostalam od nich czarna torebke i zestaw do kapieli. Za chwile pojawili sie nasi polscy koledzy, Piotrek i Krystian, ktorzy przyniesli dwa szampany, kwiaty i "Ferrerro Rocher". Potem przyszedl Shaz, od ktorego tez dostalam "Ferrerro Rocher" i perfumy "Promesse" :) Pozniej doszedl Saj z piwem (pudlo z 20 butelkami :) W koncu dotarla Gemma z rodzicami. Wtedy wyciagnelam tort z lodowki (kupilam go rano z Shazem :) i otworzylismy szampany! Najpierw moi polscy znajomi zaspiewali mi "Sto lat", a potem reszta "Happy Birthday" :))) W sumie bylo nas 14 osob. Pozostali dala znac, ze nie dotra. Gemma przyniosla pare balonow i szarfe z napisem "Happy Birthday" :) Dostalam tez od niej lancuszek z koralikami. Rodzice Gemmy przyniesli mi zestaw kosmetykow pod prysznic i pasztet, bo jak u nich bylam ostatnio, to narzekalam, ze nigdzie nie mozna go kupic! :) Nie zostali dlugo, bo byli zmeczeni. Hiszpanie wyszli po polnocy, bo szli na 9 rano do pracy. Przyniesli ze soba bardzo dobre Bacardi Lemon oraz whisky. Aneta przyniosla czerwone wino, chlopaki szampana, Saj piwo, ja tez mialam pare butelek, a mimo to po 23 okazalo sie, ze skonczyl sie nam alkohol! :) Myslalam, ze skoczymy do pobliskiego sklepu i problem z glowy, ale wtedy mnie uswiadomiono, ze po 23 sklepy nie sprzedaja alkoholu! Naprawde, nie mialam pojecia, ze maja tu takie bezsensowne prawo! Ale "Polak potrafi"! :))) Poszlam z Krystianem do pobliskiego klubu, do ktorego mielismy dwie karty i nie musielismy placic za wejscie (po 23:00 sie placi :) Kupilismy 4 piwa i przelalismy je do 2-litrowej butelki po wodzie, ktora wzielismy ze soba :) Po 15 minutach bylismy z powrotem z piwem! :)))

Tanczylismy na srodku mojego pokoju (specjalnie przestawilam lozko, zeby bylo wiecej miejsca :) Wszyscy swietnie sie bawili,ale moi angielscy znajomi wkrotce zaczeli sie zbierac - Saj i Gemma poszli okolo 2:00, a Shaz po 2 rano. O tej porze zwykle koncza sie u nich imprezy w klubach i widocznie tak sie przyzywczaili, a pozniej sa juz zbyt zmeczeni :) Zostali zatem sami Polacy: trzy dziewczyny (Aneta, Gosia i Ilona :) oraz Piotrek i Krystian. Bawilismy sie jeszcze do 4 rano, ale dziewczyny byly juz zmeczone i zaczely sie pokladac na moim lozku. Chlopcy byli nadal pelni energii, wiec pomogli mi troche posprzatac - powrzucalismy do torby na smieci wszystkie plastikowe kubki, talerzyki i sztucce. Krystian "pekl" wszystkie balony, nie dajac tym samym spac dziewczynom :) W koncu o 4:30 chlopcy sie zebrali i poszli do domu :) Wyciagnelam materac spod lozka i tez poszlam spac. Obudzilysmy sie okolo 8 rano, zjadlysmy male sniadanko i dziewczyny zaczely sie zbierac. Ale Aneta zle sie czula, wiec ja przekonalam, zeby jeszcze zostala, przespala sie troche i pojechala pozniej. Wziela prysznic i od razu lepiej sie poczula. Siedzialysmy i rozmawialysmy do poludnia. Kiedy Aneta wyszla, impreza oficjalnie sie skonczyla, a ja wzielam prysznic i poszlam spac :) Shaz co prawda proponowal, zebysmy pojechali do Leeds na zakupy, ale wytlumaczylam mu, ze polskie imprezy trwaja do rana i ze nastepnego dnia bede odsypiac! Nie mogl uwierzyc (zreszta Gemma i Saj tez :))) wiec obiecalam mu, ze jak sie obudze, to dam mu znac. Puscilam mu wiec SMSa w poludnie, ze impreza wlasnie sie skonczyla i ide spac :) Drugiego SMSa puscilam mu po 17, ze wlasnie sie obudzilam i biore sie za sprzatanie - podloga strasznie sie kleila! :)

Posprzatalam troche, ale nie przestawialam lozka, bo nie mialam na to sil. Poscielilam je tylko i znow sie polozylam. A ze obiecalam rodzinie, ze do nich zadzwonie, zeby powiedziec, jak sie udala impreza, zaczelam wykrecac numer dostepowy. Byl prawie caly czas zajety, a kiedy wreszcie udalo mi sie polaczyc, nie bylo  mnie slychac, wiec odlozyli sluchawke! I tak trzy razy! :))) Dodzwonilam sie dopiero po godzinie! Zdazylam w tym czasie zmyc podloge i wziac prysznic :) A kiedy w koncu mi sie udalo i zaczelilsmy rozmawiac, zadzwonil domofon! Shaz przyszedl mnie odwiedzic, ot tak sobie, bez uprzedzenia :) Zreszta byc moze probowal sie dodzwonic, ale przez godzine mialam przeciez non stop zajety telefon :) Napilismy sie herbaty, porozmawialismy i poszedl. Na szczescie po jakis 15 minutach udalo mi sie znow dodzwonic do Polski :) Pogadalismy z pol godzinki i w koncu poszlam spac. Ale rano i tak mialam problem ze wstaniem do pracy :) A musialam byc przytomna, bo zaczynal sie Distance Learner's Week", czyli tygodniowy zjazd studentow zaocznych :) Rano siedzialam wiec w sali na gorze, popijajac kawke i jedzac francuskie ciastka, a moi glownym zadaniem bylo dopilnowanie, zeby wszyscy wpisali sie na liste. Musieli sie tez zdeklarowac, czy ida wieczorem o 6:30 na carry do restauracji Mumtaz. Poniewaz szefowe mnie pytaly, czy ja tez ide, myslalam ze one sie wybieraja i powiedzialm, ze tak. Tymczasem okazalo sie, ze zadna z nich sie tam nie wybiera, wiec bede sama ze studentami, ktorych ledwo poznalam. Normalnie nie mam nic przeciwko takim imprezom i mialam zamiar isc, ale wszystko potoczylo sie inaczej :)

Po pracy poszlam na internet i tuz przed 6 dostalam SMSa od Saja z pytaniem, czy zajrze na jednego drinka do Deliusa, studenckiej knajpki, ktora znajduje sie po drugiej stronie ulicy, na przeciwko uniwerku i po drodze do mnie do domu :) Zgodzilam sie i poszlam, z mysla, ze do Mumtaz jeszcze zdaze, ale Saj namowil mnie, zebym tam nie szla, tylko pojechala z nim do pubu na drugim koncu Bratfoot :) Jego znajomy nas podwizol i dalismy znac Gemmie oraz Insanowi i Brianowi, ze tam bedziemy. Brian mial powiadomic Shaza, ale okazalo sie, ze jest w pracy. Powiedzial mi przez telefon, ze nie moze isc z nami we wtorek do Alhambry na STOMPA i umowil sie ze mna na czwartek wieczor. Posiedzielismy w pubie do jakiejs 23 i zaczelismy sie zbierac. Brian poszedl na piechote, bo to bylo prawie kolo jego domu. Zaprosil mnie, zebym kiedys przyszla zobaczyc, jak mieszka i powiedzial, ze chcialby miec wiecej takich przyjaciol, jak ja. Potraktowalam to jako komplement :) Gemma zaproponowala, ze mnie odwiezie, ale to byloby zupelnie nie po drodze, wiec ustalilismy, ze wezme z Sajem taksowke. Najpierw podjechalismy do mnie, a potem pojechal do domu. Po drodze mowil mi, jak bardzo kocha Gemme i nie chce, zeby wyjezdzala, ale ze musi jej pozwolic odejsc i cieszy sie, ze jedzie ze mna. Zobaczymy jeszcze co z tego wyjdzie, ale rzeczywiscie mamy plany wspolnego wyjazdu.

We wtorek rano wzielam ze soba do pracy "Ferrero Rocher", ktore zostaly jeszcze z mojej imprezy i pare sliwek w czekoladzie :) Moja szefowa wreczyla mi kartke i tort czekoladowy w prezencie. Zaczelysmy wiec dzien od slodyczy :) Potem dokonczylam wreszcie prace, ktora zaczelam tydzien wczesniej - listy do studentow z ocenami zatwierdzonymi na ostatniej Radzie Egzaminacyjnej! Ostatni list wyslalam w poniedzielek, ale musialam jeszcze powkladac kopie do teczek :) A potem poprosili mnie, zebym poszla posiedziec na stoisku reklamujacym nasza szkole. W tym samym budynku, tylko pietro wyzej, odbywaly sie boweim jakies targi - kolejne, bo wczesniej bylam tam na targach pracy :) Posiedzialam wiec usmiechajac sie do wszystkich, ktorzy przechodzili, ale nie podchodzili :))) A potem wyslali mnie na lunch, mowiac, ze chyba jest zapewniony przez uniwerek. Poszlam wiec na pietro F (F jak Food :) gdzie jest stolowka dla studentow i pracownikow. Ale na drzwiach wczesniej jest napis "Stolowka dla pracownikow" i po raz pierwszy widzialam, ze ktos tam wchodzi i stamtad wychodzi, wiec tez weszlam. Stoly byly zastawione kanapkami, a w rogu byla kawa i herbata. Obsluzylam sie wiec i rozejrzalam troche dookola. Bylo tam zaledwie parenascie osob, wszyscy dosc elegancko ubrani - garnitury i garsonki :) Jedna osobe znalam z widzenia, wiec sie usmiechanalam, ale zdaje sie nie zauwazyl. Podeszlam do stolu wzielam kanake, ale zaczelam sie zastanawiac, czy to nie jest jakas zamknieta impreza, na ktora nie tacy smiertelnicy jak ja nie maja wstepu :) Szczegolnie, ze podszedl do mnie jakis pan i spytal, czy pracuje na uniwerku. Widocznie wygladalam, jak studentaka, ktora sie wkrecila na darmowa wyzerke :))) Niby zapytal przyjaznie, ale mysle, ze chcial sie upewnic, czy mam prawo tam byc. Powiedzialm mu gdzie pracuje i sie odczepil, ale potem o to samo spytalo mnie paru innych :))) W koncu stwierdzilam, ze dwie kanapki mi wystarcza i ze musze wracac na stoisko :)

Siedzialam tam prawie cale popoludnie. Pojawilo sie pare osob, ktore spotkalam w stolowce dla pracownikow, wiec przynajmniej mogli sie przekonac, ze nie klamalam :))) Troche sie wynudzilam, ale nie powinnam narzekac, bo przynajmniej sie nie napracowalam w swoje urodziny :))) W koncu ktos przyszedl mnie zmienic, a ja wrocilam do biura i wkrotce zebralam sie do domu. Zabralam reszte tortu i slodyczy. Po drodze kupilam dwie "Pepsi", bo Saj i Gemma mieli wpasc do mnie, ale dali mi znac, ze spotkamy sie o 6:00 wAlhambrze. Wzielam wiec prysznic, przebralam sie i o 6:00 poszlam do teatru. Siedzieli juz przy barze i pili biale wino. Usiedlismy do stolika i zamowilismy butelke bialego wina, oni na przystawke wzieli krewetki, a ja jakas zupe (trudno powiedziec jaka, po prostu angielska :))) Potem Saj wzial lasagne, a ja typowo angielski obiad - wolowine :) Gemma nic nie zjadla, bo okazalo sie, ze nie ma ryby, ktora zamowila. Wziela za to deser. A potem poszlismy na sale. Mielismy bardzo dobre miejsca, a STOMP byl jak zwykle super. Wystepowalo tylko 8 osob, 6 panow i 2 panie. Przedstawienie trwalo poltorej godziny non stop. Na koniec oczywiscie wciagneli publicznosc do zabawy - wszyscy klaskalismy tak, jak oni chcieli :))) Swietnie sie bawilismy :))) Musze powiedziec, ze jesetm w tym roku bardzo zadowlona z moich urodzin. Zwykle tydzien przed i tydzien po mialam depresje, ale nie tym razem :) Moze dlatego, ze ostatnio jestem dosyc zadowolona ze swojego zycia? :)

W srode zaczelam wstukiwac nowe oceny studentow do systemu. O 11 poszlam na specjalne warsztaty, w czasie ktorych ludzie z dzialu komputerowego pomagaja pracownikom w ich problemach :) Zaczelam zameczac jednego z nich pytaniami, ale powiedzial, ze i tak niezle sobie radze z tym systemem, na ktory wszyscy narzekaja, ze jest za trudny! Podobno jestem jedyna osoba na uniwerku, ktora uwaza, ze jest inaczej :) W kazdym razie portem poszlam na lunch, a jak wrocilam pogrzebalam w systemie i czas mi jakos zlecial :) Szefowa znow mnie puscila troche wczesniej, wiec jak zwykle poszlam do Michaela, zeby obejrzec kolejny film. Tym razem byl to "Strach zzera dusze" Fassbindera. Michael powiedzial, ze zaprasza na 7:00 na konurs ze znajomosci angielskich zwyczajow w ramach "Miedzynarodowego Kolka Angielskiego" :) Powiedzial, ze jesli obiecam, ze przyjde, to pozwoli mi zostac dluzej i obejrzec film do konca (normalnie zamyka o 18:00, a film trwal poltorej godziny :) Zgodzilam sie, bo i tak nie mialam zadnych planow na ten wieczor :) Obejrzalam film do konca, a potem poszlam na pol godzinki na interenet i o 7:00 zjawilam sie w stolowca dla pracownikow (przynajmniej wiedzialam juz, gdzie to jest :) gdzie odbywal sie konkurs. Stalo tam 6 stolikow, przy ktorych siedzieli ludzie z calego swiat, tworzac tym samym wspolzawodniczace ze soba druzyny :) W mojej druzynie byly 2 Francuzki i jeden Hindus :) Dziewczyny poczatkowo nie wiedzialy, ze mowie po francusku, ale szybko je uswiadomilam :) Fakt, ze mialysmy wspolny jezyk skutecznie pomagal nam eliminowac Hindusa z rozmowy (Elena co jakis czas pytala mnie po francusku "Czy ty rozumiesz, co on mowi? Mozesz mi przetlumaczyc?" :) Przez ponad dwie godziny niezle sie bawilismy, ale nic nie wygralismy. Wygrala druzyna, w ktorej byli jacys Anglicy - nic dziwnego, pytania dotyczyly glownie angielskich zwyczajow! :))) Najwazniejsze, ze porozmawialm sobie po francusku i dowiedzialam sie od dziewczyn, ktore zreszta ucza francuskiego na uniwerku, ze co wtorek odbywaja sie spotkania "Kolka francuskiego". W przyszlym tygodniu pokazuja "Nienawisc" Kassovitza, a potem ida do pubu, zeby podyskutowac o filmie :) Film juz widzialam wiele razy, ale chetnie do nich dolacze po mojej lekcji polskiego i przejde sie z nimi do pubu :)

poniedziałek, 14 listopada 2005

111.

  

  

Sean przeslal mi jeszcze pare zdjec z iluminacji York Minster! Mi sie najbardziej podoba wersja zolta :)))

piątek, 11 listopada 2005

110.

We wtorek zaczelam redagowac listy do studentow, w ktorych informujemy ich o tym, jakie oceny zatwierdzila ostatnia Rada Egzaminacyjna. Jest ich strasznie duzo. Najpierw musialam je napisac (korzystalam z przykladow z poprzednich lat :) a potem wydrukowac i wyslac. Zajmuje to wszystko razem bardzo duzo czasu. Ciekawa jestem, kiedy wreszcie uda mi sie to skonczyc? Po pracy poszlam na internet i tak sie zasiedzialam, ze nie wyrobilam sie z dotarciem na miejsce, z ktorego zwykle zabiera mnie jedna z moich studentek, Moira. Zadzwonilam do niej i umowilam sie blizej mojego domu, dzieki czemu udalo sie nam dotrzec do Queensbury na czas :) Lekcja byla bardzo przyjemna - rozmawialismy na temat swiat i roznic jakie sie z tym wiaza. Dowiedzialam sie wiecej o Bonfire Night - w 1605 roku katolicy probowali wysadzic Parlament z krolem w srodku. Jeden z nich, Guy Fawkes, zostal zlapany, skazany na smierc i stracony. Na pamiatke tego wydarzenia co roku 5 listopada w calej Anglii pali sie ogniska i puszcza fajerwerki. Na srodowej lekcji polskiego bylo podobnie - rozmawialismy o wszystkich swietach i zwiazanych z nimi tradycjach. Byli tym tak zainteresowani, ze nie chcieli nawet robic przerwy! :)

W czwartek od rana do poludnia mialam znow kurs komputerowy - "wprowadzenie do Accessa". Czesc osob z tego kursu przygotowuje sie do zdawania ECDL - European Computer Driving Licence. To taki test, ktory obejmuje wszystkiego po trochu, podobno uznawany na calym swiecie, a juz na pewno w Anglii. Dowiedzialam sie wiec czegos wiecej na ten temat i spytalam moja szefowa, czy nie ma nic przeciwko temu, zebym go zdawala. Zajecia i egzaminy odbywaja sie w godzinach pracy, ale okazalo sie, ze na kursy nie musze chodzic, jesli chce sie sama przygotowac do testow. A testy moge tez zdac w czasie lunchu. Ale szefowa sie zgodzila, wiec nie ma problemu. Pozyczyla mi nawet plytke z materialami pomocniczymi! :) Musze zdac 7 roznych testow (ogolna znajomosc komputera, word, internet, bazy danych, prezentacje itp. :) Zwykle podobno zajmuje to ludziom duzo czasu, ale jestem pewna, ze do czerwca sie wyrobie. Zreszta na kursie przekonalam sie, ze jestem dwa razy szybsza niz pozostali i troche sie wynudzilam, bo wciaz musialam na nich czekac. Moglabym to wszystko przerobic dwa razy szybciej! Ale takie kursy maja tez swoje dobre strony - nie siedze z moja szefowa w biurze! :)

Jak wrocilam do pracy, okazalo sie, ze po jednej z konferencji zostalo duzo dobrego jedzenia, wiec spytalam szefowa, czy moge wziac pare kanapek do domu. Wiedzialam juz, ze po paru godzinach uznaja, iz jedzenie sie zeschlo i wyrzucaja je do smieci, wiec nie chcialam zeby sie zamarnowalo. Po za tym wieczorem mial przyjsc do mnie Sean, wiec pomyslalam, ze bede miala gotowe dobre kanapki :) Ugotowalam wiec tylko "amerykanski" obiad: kurczaka i kukurydze. Seanowi bardzo smakowalo :) A na deser mielismy kanapeczki z pracy - zjadl prawie wszystkie :) Przyniosl ze soba pare francuskich plyt - pozyczyl mi je, zebym je sobie przegrala. Powiedzial, ze nie przyjdzie na moje urodziny, bo jedzie do Liverpoolu na mecz pilki recznej, a potem zostaje na noc u siostry, ktora tam studiuje. Szczerze mowiac nie bylam zaskoczona, bo wydaje mi sie, ze nie lubi za bardzo duzych imprez, pelnych ludzi, ktorych nie zna! :) To troche taki typ samotnika, ale bardzo milo spedzam z nim czas. Po dwoch godzinach poszlismy do kina na rosyjska superprodukcje "Straz nocna". Bardzo sie nam podobala, a z tego co wiem, wejdzie niedlugo w Polsce do kin! Polecam goraco. To trylogia, wiec wkrotce na ekrany trafia jeszcze 2 czesci! Nigdy nie widzialam rosyjskiego filmu z tak swietnym obrazem, dzwiekiem i efektami specjalnymi, choc prawie co roku na Warszawskim Festiwalu Filmowym ogladalam jakis rosyjski film! To kompletna rewolucja w rosyjskim kinie. "Straz nocna" kupila firma Fox Searchlight i bedzie ja dystrybuowac w Ameryce! Na pewno jeszcze uslyszycie o tym filmie! :)

Dzis rano znow bylam na kursie komputerowym, a pozniej prowadzacy zapisal mnie na liste osob, ktore beda zdawac ECDL. Uniwerek za to placi, ale nie wolno mi sie teraz wycofac, bo musialabym im oddac pieniadze. Nie mam jednak zamiaru rezygnowac, wiec nie ma problemu. Prowadzacy przydzielil mi numer i teraz moge zdawac testy probne, ktore przy okazji przygotowuja mnie do testu koncowego. Na razie zrobilam sobie test na Worda, bo na tym sie znam najlepiej i z tego co widzialam, nie jest to zbyt skomplikowane :) Jak dobrze pojdzie, za dwa tygodnie sprobuje z niego zdac pierwszy test. Musze tylko pocwiczyc, a jak zwykle nie mam na to czasu :) Do tej pory nie wyslalam wszystkich listow do studentow! :) A dzis zostalam dluzej w pracy, zeby odpisac na maile. Nie ide co prawda potanczyc z Sajem i Gemma, jak niemal co tydzien, bo stwierdzili, ze jak dzis pojda balowac, to jutro beda nie do zycia. Wola wiec dzis odpoczac, zeby jutro dobrze sie bawic na moich urodzinach! :) Ide za to okolo 21:00 do kina z Shazem - to ten kolega, ktory dzwonil do mnie z Hiszpanii! :) Gemma nareszcie dowiedziala sie dzis dla mnie od Saja jak on ma na imie! :))) Nie wiem jeszcze na co idziemy, ale jesli placi, to wszystko jedno :) Pewnie zdecydujemy na miejscu. Moze uda mi sie go namowic na "Braci Grimm" Terry'ego Gilliama?

wtorek, 08 listopada 2005

109.

W piatek po pracy poszlam do Michaela po tekst na nastepne zajecia z "Kina Europejskiego". Po drodze do domu wypozyczylam "Jamon, jamon" Bigasa Luny na DVD. Zjadlam cos i polozylam sie na troche do lozka. O 19:30 bylam umowiona z Gemma i Sajem w Lloydsie, wiec o 19 wstalam, ubralam sie i wyszlam. Po drodze weszlam do Alhambry i kupilam wreszcie bilety na przyszly wtorek na STOMPA. W Lloydsie dolaczyl do nas Insan, a potem poszlismy do Bar Me i w koncu jak zwykle do Walkabout. Caly czas bardzo mnie bolalo gardlo, wiec po 23 pozegnalam sie z nimi i poszlam do domu. W sobote obudzilam sie dosyc wczesnie, wiec skoczylam do pralni na przeciwko zrobic pranie. Zwykle piore tam jedna pralke tygodniowo. Potem pojechalam do Morrisona na duze zakupy. Jezdze tam srednio co dwa tygodnie, a co drugi tydzien kupuje cos w okolicy, bo sam dojazd tam i z powrotem zajmuje mi godzine. Tym razem jednak chcialam kupic pare rzeczy na sobotnia impreze, m.in. serwetki, plastikowe talerze, miseczki, kubki i sztucce oraz sprzet grajacy (radio, magnetofon i odtwarzacz plyt CD w jednym :) Po powrocie do domu podlaczylam sprzet i okazalo sie, ze CD nie dziala! Spakowalam go i pojechalam z powrotem. Wymienili mi sprzet bez zadnych problemow, a poniewaz stracilam wlasnie pol godziny na dojazd, pomyslalam, ze przynajmniej rozejrze sie po okolicznych sklepach. Kupilam syrop miodowo-cytrynowy, kartki na Swieta i wreszcie znalazlam sobie szare spodnie! :) Nie ma wiec tego zlego, co by na dobre nie wyszlo :)))

Wieczorem w calej Anglii ludzie puszczali fajerwerki z okazji Bonfire Night. Niestety, na dworzu byla straszna plucha i naprawde okropna pogoda, wiec bylo je bardziej slychac niz widac. Dlatego zostalam w domu, zadzwonilam do Polski, a potem wzielam lekarsytwa i poszlam do lozka. Obejrzalam "Jamon, jamon" z Penelope Cruz i Javierem Bardemem, a pozniej "2046", ktore pozyczyl mi Michael. Bylo tam wiele nawiazan do poprzednich filmow Kar Waia, glownie do " Spragnionych milosci" i "Days of Being Wild", ktore widzialam ostatnio. Film bardzo mi sie podobal, bo bylo w nim wiecej pytan niz odpowiedzi. W niedziele obudzilam sie o 11, ale wstalam dopiero o 13. Mialam isc z Gemma na basen, a potem miala cos zrobic z moimi wlosami. Gemma z wyksztalcenia jest fryzjerka i z okazji moich urodzin chciala mi w prezencie zrobic nowa fryzure. Ale zle sie czula, wiec postanowilysmy prezelozyc to na poniedzialek. Zamiast na basen poszlam na internet, wypozyczylam "Czekajac na Joe" na DVD, doladowalam karte telefoniczna i wypisalam kartki na Swieta. Zadzwonila do mnie znajoma, ktorej dawno nie widzialam, zeby usprawiedliwic swojego chlopaka, ktory ostatnio opuscil pare moich lekcji polskiego. Potem obejrzalam film, ale niestety plyta byla porysowana i srodka nie udalo mi sie obejrzec.

W poniedzialek po pracy umowilam sie z Gemma, ze przyjedzie po mnie i pojedziemy do niej na kolacje i obciecie wlosow. Po drodze kupilam rozowe wino dla jej rodzicow, zeby nie przyjsc z golymi rekami. Najpierw Gemma polozyla mi pasemka, a potem umylam glowe i poszlysmy na dol na kolacje. Gemmy ojciec powiedzial, ze kupi taniej piwo na moja impreze i mi je przywiezie, bo jej rodzicie tez sie do mnie wybieraja :) Po kolacji Gemma podciela mi wlosy i zeszlysmy znow na dol, zeby jej rodzice zrobili nam razem zdjecie. Zrobilysmy tez po jednym zdjeciu przed, w czasie i po "zabiegu" :) Jestem bardzo zadowolona z efektu koncowego :) Dzis rano umylam glowe, ale Gemma swietnie mnie obciela i fryzura nadal wyglada bardzo dobrze :) Obie szefowe powiedzialy, ze swietnie wygladam :) Moj prezent urodzinowy bardzo im sie podobal :) Jedno rzecz tylko mnie zastanawia - moja impreza rozrasta sie z minuty na minute! :) Zapraszam wszystkich znajomych, ktorych spotykam. W piatek zaprosilam Insana, bo rozmawialismy przy nim na ten temat, wiec nie wypadalo mi go nie zaprosic. Wieczorem zadzwonil do mnie z Barcelony kolega, ktory pojechal do Hiszpanii, a ktorego imienia nie pamietam (poznalam go w weekend ze 2 tygodnie temu :) Powiedzial, ze wraca w srode i ze musimy sie spotkac w weekend, wiec powiedzialam, ze w sobote mam impreze urodzinowa i oczywiscie jego tez zaprosilam! :) Byc moze przyjada tez moi znajomi, ktorzy niedawno przyjechali z Polski i mieszkaja w Edynburgu :) Troche sie obawiam o to, czy sie zmiescimy w moim malym mieszkanku! :)))

 
1 , 2