Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 21 listopada 2010
Rok starsza :)

504.

W poniedziałek były moje urodziny :)  Ostatni raz wyprawiłam urodziny pięć lat temu, ale
w tym roku postanowiłam je obejść. Do tej pory zawsze uciekałam, wyjeżdżałam i udawałam, że sięnie starzeję :) Ale tym razem postanowiłam iść normalnie do pracy i stawić im czoła. Tymczasem obudziłam się i spojrzałam na zegarek, a tam była godzina 12:35! Okazało się, że zapomniałam nastawić alarm! Zadzwoniłam więc do pracy i powiedziałam im, że własnie się obudziłam i że będę za godzinę. W sumie spóżniłam się półtorej godziny i pracowałam tylko 3 i pół godziny :) Parę osób złożyło mi życzenia, akle nie dostałam nawet żadnej kartki! Po pracy wróciłam do domu, wzięłam prysznic i założyłam sukienkę. O 18:30 wyszliśmy wszyscy razem z domu - ja, Celine, Jacqueline, Krystian oraz Alain, Ronaldo i Mikael, którzy do nas doszli. Na Interechenge'u czekała już na nas Susana i razem pojechaliśmy do Pierogarni. Po drodze weszłam jeszcze z Krystianem do sklepu Pikinik po drugiej stronie ulicy i kupiłam 15 piw. W Pierogarni czekała już na nas Rachel, a chwilę później dojechali też Jan i Sue. Matt przyszedł spóźniony i nie przyniósł mi nawet kartki!

Zjedliśmy obiad, a potem ciasto z kawą lub herbatą. Poprosiłam też Krystiana, żeby dokupił jeszcze 5 piw. W sumie wydałam 75 funtów w restauracji i 20 w sklepie. Pierwsza wyszła Rachel, a potem Jan i Sue. Reszta postanowiła iść jeszcze na piwo do Weatherspoon. Matt poszedł do domu, a my pobirgliśy na przystanek, bo padało. Autobusu jednak długo nie było, więc większość postanowiła iść piechotą. Na przystanku zostałam tylko ja, Susana i Krystian. Tymczasem zauważył nas Shaz, ktory przechodził akurat obok i zabrał nas samochodem do domu :)
Krystian poszedł na górę, a ja do Weatherspoon, gdzie czekali już na mnie Celine, Jacqueline, Alain, Ronaldo i Mikael. Wyszliśmy stamtąd dopiero przed północą i ja z Celine odprowadziłyśmy Alaina kawałek. Za chwilę doszedł do nas Mikael, którego Ronaldo odesłał, bo jak się okazało chciał pocałować Jacqueline :) Udało mu się przez zaskoczenie, ale napisała mu smsa, żeby zostali nadal przyjaciółmi. W końcu poszliśmy wszyscy spać. Ogólnie było dość miło i być może za rok znów to powtórzę :)

We wtorek poszłam do pracy na 12:00. Przyniosłam czekoladki, ktore dostałam poprzedniego dnia i częstowałam wszystkich, mówiąc że to z okazji moich urodzin. Byłam lekko wkurzona na większość osób i zaczęłam się nawet zastanawiać, czy iść z nimi na Christmas Dinner. Zupełnie mi się odechciało. Po pracy wróciłam do domu, a potem na 18:30 poszłam do Polskiego Klubu na kolejne Polskie Kółko. Moi studenci bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli, bo przygotowali poczęstunek z okazji moich urodzin i ciasto! :) Dostałam też od nich kartkę i prezent. W przeciwieństwie do ludzi w pracy, na nich mogę liczyć. Wzięłam też kartkę dla jednej ze studentek, która niedawno miała operację i w ktorej napisaliśmy jej życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. Po lekcji poszliśmy na dół do baru i zjedliśmy ciasto. Był to bardzo miły wieczór. Będzie mi brakował moich studentów, jak się wyprowadzę z Bratfoot...

W środę o 10:30 przyszła Sarah i przyniosła mi bukiet żółtych róż z okazji urodzin :) Po lekcji podrzuciła mnie na uniwerek. Poszłam do The Hub po jakieś potwierdzenie ukończenia studiów! :) Mówili, że w ciągu tygodnia, dwóch powinnam coś dostać, tymczasem do Graduation zostały dwa tygodnie, a do mnie nic nie doszło - ani list, ani mail. Sprawdzałam też swój status w systemie i wciąż było napisane, że jestem studentką, a nie że dostałam już kwalifikację. 
Na szczęscie okazalo się, że wszystko jest w porządku i wręczyli mi list, który własnie mieli mi wysłać :) Dobrze, że poszłam, bo przynajmniej moglam już rozesłać maila z zaproszeniami do mich znajomych. Na 12:00 poszłam do pracy, gdzie akurat trwał International Day i rozdawali jedzenie za darmo :) Załapałam się więc na darmowe curry :) Pogadałam też chwilę z babką, która organizuje wycieczki i dowiedziałam się, że nie potrzebuję pomocy w tą sobotę, więc nie pojadę do Newcastle. O 18:30 poszłam do college'u i znalazłam w systemie adres tej studentki, której miałam wyslać kartkę, a później poszłam na kolejną lekcję poslkiego.

  
Róże, które przyniosła mi Sarah i studenci w kostiumach narodowych na International Day.

W czwartek obudziłam się o 10:30 i po drodze do pracy poszłam na pocztę, żeby wysłać wreszcie tą kartkę mojej studentce. Do pracy doszłam na 11:30, bo umowiłam się, że przyjdę pół godziny wcześniej przez dwa dni pod rzad, żeby odrobić godzinę spóźnienia z poniedziałku. W naszym budynku spotkałam znajomych Sally, którzy propagowali recycling. Po chwili przyszedł Alain i przyniósł mi swoją popsutą rakietę do tenisa. Poprosił mnie, żebym mu ją wymieniła w sklepie pod jego nieobecność, bo akurat wyjeżdżał na 5 dni do Włoch. Pogadaliśy z pół godziny i dopiero jak poszedł, zabrałam się do pracy. Po 17:00 weszłam do apteki, a potem do sklepu po wino i colę na calimocho. Pod domem czekała już na mnie Severine. Razem z nią i Jacqueline poszłyśmy do Chińczyka na obiad, a potem wróciłyśmy do domu i razem z Celine i Krystianem rozmawialiśmy i sączyliśmy calimocho. Przed północą doszedł jeszcze chłopak Severine i zanim w końcu wszyscy wyszli było około 1:00 w nocy.

W piątek obudziłam się o 7:00 rano i nie mogłam już zasnąć. Usiadłam więc do Internetu i zrobiłam świateczną kartkę z nami w roli elfów :) Potem poszłam dalej spać, ale nie na długo, bo szłam znów do pracy na 11:30. Wcześniej zadzwoniłam jeszcze do brata, żeby mu złożyć życzenia, bo akurat obchodził urodziny. Później przeczytałam maila, że dostałam się do kolejnego etapu rekrutacji jednej z firm, do ktorej wysłałam swoje CV. Bardzo się ucieszyłam, bo naprawdę liczę na tą pracę :) Po 17:00 poszłam prosto do sklepu po gin dla dziewczyn. Ostatnio one wciąż kupowały coś do picia na weekend, więc powiedziałam im, że teraz moja kolej. Po obiedzie wyszłam z Krystianem z domu i pojechaliśmy do Leeds na koncert Skunk Anansie. Jego bilet czekał juz na niego w kasie, a mojego nie było. Na szczęście wzięłam ze sobą potwierdzenie zakupu, więc je sprawdzili i mnie wpuścili.

Jako support grał zespół Holly Mary's i w czasie ich występu wypiliśmy z Krystianem po piwku. Potem on poszedł na górę, żeby porobić zdjęcia, a ja zaczęłam się przepychać pod scenę. Krystian zrobił mi nawet zdjęcie z góry, ale wyszło zamazane. W końcu zaczął się koncert i było to naprawdę niezłe show. Porobiłam trochę zdjęć, ale apart mi się popsuł, więc zaczęłam się po prostu dobrze bawić :) Jak na koniec zagrali "Hedonism", byłam usatysfakcjonowana :) Po koncercie wróciliśmy ostatnim pociągiem do domu i po północy poszłam z dziewczynami na FND Silent Disco. Polegało to na tym, że każdy dostawał słuchawki, na których mógł wybrać jedną z dwóch piosenek. Po zdjęciu słuchawek nie było słychać żadnej muzyki i ludzi śpiewających jeden z utworów :) Świetnie się bawiłyśmy i w domu byłyśmy dopiero po 4:00 rano :)

  
Skin ze Skunk Anansie w czasie koncertu w Leeds, niesiona na rękach przez widzów :)

W sobotę obudziłam się dopiero po 15:00 :) Zjadłam śniadanie i zadzwoniłam do domu, żeby porozmawiać z rodziną. Potem odpowiedziałam na maile i wysłałam parę CV. Cały dzień praktycznie spędziłam w łóżku. Przed snem obejrzałam jeszcze w sieci najnowszy odcinek "Spadkobierów". W niedzielę wstałam przed południem, ale zanim się zebrałam i wyszłam z domu było już po 15:00. Poszłam najpierw do księgarni i kupiłam sobie na urodziny książkę o filmach, korzystając z kuponu, który dostałam w prezencie. potem poszłam oddać rakietę Alaina, ale mi jej nie przyjęli i będzie musiał ją gdzieś zanieść do naprawy. Później poszłam do Tesco i do polskiego sklepu po coś do jedzenia. W końcu na 16:30 dotarłam do 1in12, gdzie tym razem pokazaliśmy "Testosteron". Na widowni było około 10 osób, a po projekcji poszłam z paroma osobami do Balangi na piwo i zobaczyłam moje zdjęcia na ścianach :) Wkrótce doszła do nas Wanyu i poszłam z nią do Cyrusa na kolację. W domu byłam o 22:30 i zorientowałam się, że zapomniałam kabla od laptopa w 1in12. Będę musiała się tam jutro wybrać,

  

Fragment plakatu Danusi do filmu "Testosteron", ktory tym razem pokazaliśmy oraz okładka DVD.
niedziela, 14 listopada 2010
Przed urodzinami :)

503.

W poniedziałek poszłam do pracy na 12:00. Nadal mam problemy ze wstaniem i dotarciem tam przed południem :) Po pracy ugotowałam sobie obiad, rozmawiając jednocześnie w kuchni z Celine, Jacquline i Krystianem. Resztę dnia spędziłam przy komputerze na Internecie. We wtorek znów z trudem dotarłam do pracy na 12:00. Okazało się, że mamy zebranie, bo szefowa od środy brała wolne. Po pracy wróciłam do domu coś zjeść, a potem na 18:30 poszłam do Polskiego Klubu na kolejne Polskie Kółko. Po lekcji zeszliśmy na dół do baru na pączki i herbatę. Później wróciłam do domu i na Youtube obejrzałam amerykańską edycję "Tańca z gwiazdami", w której wystąpiła Joanna Krupa z Derekiem Houghiem. Chłopak tańczył kiedyś razem z Anetą Piotrowską. Teraz jego partnerką jest Jennifer Grey i ich tańce też sobie obejrzałam :) Zanim wreszcie poszłam spać było już po 4:00 rano!

  
Joanna Krupa i Derek Hough oraz Derek Hough z Jennifer Grey w "Dancing with the Stars".

W środę o 10:30 przyszła Sarah na kolejną lekcję polskiego, a później poszłam do pracy na 12:00. Miałam rótką rozmowę z szefem, który zapewnił mnie, że mój kontrakt zostanie przedłużony do końca kwietnia, a później ma nadzieję nawet zaoferować mi stały kontrakt. Nie powiedziałam mu oczywiście, że w ogóle mnie to nie interesuje, bo mam nadzieję, że do konca kwietnia już coś znajdę. W pracy było bardzo spokojnie, bo większość ludzi pojechała do Londynu na demonstrację przeciwko podniesieniu czesnego za studia. Skorzystałam więc z okazji i zadzwoniłam sobie spokojnie do Pierogarni, żeby złożyć zamówienia na poniedziałek. Na 19:00 poszłam na polski do college'u, a potem umowiłam się z  Celine, Ronaldo i Mikaelem
na piwo i poszliśmy do Deliusa. Tam zobaczyłam w wiadomościach, że  zaplanowana jako pokojowa demonstracja w Londynie zakończyła się przepychanką z policją.

W czwartek dotarłam znow z trudem na 12:00 do pracy. Pod koniec jedna z pracownic stołówki przyniosła mi zupę :) Rozdawali przed zamknięciem za darmo to, co zostało. Po pracy wróciłam do domu i zdrzemnęłam się trochę, ale o 19:00 przyszedł Alain i o 19:30 pojechałam z nim i z Celine do Leeds. Najpierw zjedliśmy obiad w irlandzkim pubie O'Neals, a potem poszliśmy szukać knajpki, którą ktoś polecił Celince, ale niestety nie udało się nam jej znaleźć. W końcu wsiedliśmy w ostatni pociąg do Bratfoot i po 23:00 byliśmy w domu. Ale było bardzo miło, no i przypomniałam sobie, że w Leeds trwa festiwal filmowy, na którym pokazują polski film "Wszystko co kocham". Pogoda była nadal okropna, więc zrezygnowałam z pomysłu, żeby skoczyć jeszcze do Balangi, gdzie odbyła się impreza z okazji Dnia Niepodległości. Organizował ją chłopak Danusi i prosił mnie o parę zdjęć z Polski, bo robił wystawę. Właścicielowi spodobało się parę moich zdjęć i chce je zatrzymać na stałe w restauracji :)

  
Jeden z transparentów na marsz protestacyjny w Londynie oraz scena z filmu "Wszystko co kocham".

W piątek rano miała przyjść do mnie Sarah, ale odwołałam nasza lekcję, bo zgodziłam się przyjść pół godziny wcześniej do pracy. Najpierw poszłam na 11:00 do pielęgniarki po receptę, potem weszłam po drodze do apteki i w końcu dotarłam do pracy na 11:30. Jeden ze studentów przyzniósł mi znów darmową zupę ze stołówki i zadzwoniłam znów do Pierogarni, żeby ustalić szczegóły imprezy. O 17:00 poszłam do domu, zjadłam coś szybko i o 19:50 wyszłam z Celine i Alain, który do nas dołączył, na Kółko Francuskie. Po drodze poszliśmy pod uniwerek, gdzie dołączył do nas kolejny Francuz, Arnold. Weszliśmy jeszcze do Tesco, gdzie kupiłam dwie bagietki i camemberta oraz brie, a potem poszliśmy wreszcie do 1in12. niedługo póxniej doszli do nas Conrad i Victor, a potem także Ronaldo i Mikael, Severine oraz Krystian. Po jedzeniu zeszliśmy piętro niżej do baru i graliśmy w bilard i piłkarzyki. Wyszliśmy z Celine, Mikaelem i Henrim jako ostatni po 3:00 rano, ale i tak zasnęłam dopiero o 6:00 :)

Wczoraj obudziłam się o 11:00, zjadłam śniadanie i zadzwoniłam do Polski.
Obejrzałam sobie "Wszystko co kocham" na Youtube i już nie muszę jechać na ten film do Leeds w przyszły czwartek. W piatek wybieram się tam jednak z Krystianem na koncert Skunk Anansie. Potem się zdrzemnęłam, bo wieczorem wybierałam sie z Celine do klubu. Niestety, okazało się, że nikt się z nami nie wybiera. Jacquline poleciała w środę na pięć dni do Francji, Alain pojechał do Newcastle na jakieś zawody kajakarskie, Ronaldo i Mikael pojechali odwiedzić wolontariuszy w Leeds, a Krystian nie chciał wychodzić, bo wybierał się nastepnego dnia rowerem do Yorku. W końcu stanęło na tym, że zrobiliśmy sobie we trójkę z Celine i Krystianem pidżama party u niego w pokoju :) Siedzieliśmy, piliśmy i gadaliśmy do 3:30, a potem znow usiadłam do komputera i poszłam spać dopiero o 5:00 rano :)

Dzisiaj obudziłam się po 10:00 i zabrałam się za listę gości, ktorych chcę zaprosić na moje Graduation party 1 grudnia. Potem wrzuciłam zdjęcia z różnych koncertow i paru edycji festiwalu filmowego na FaceBooka. Wreszcie o 14:30 wstałam z łóżka, wzięłam prysznic i się ubrałam. A potem zabrałam się za sprzątanie. Na koniec poszłam sobie zrobić śnaidanie i jak zaczęłam właśnie drugą kanapkę, Sarah zadzwoniła do drzwi. Na szczeście Jacqualine właśnie wróciła z Francji, więc razem weszły do środka. Po godzinnej lekcji polskiego Sarah podrzuciła mnie do 1in12, gdzie tym razem pokazaliśmy "Zezowate szczęście". Matt przyszedł razem z jakimś znajomym, a oprócz nich jeszcze parę osób, więc w sumie było nas 10 osób. W czasie filmu poszłam do sklepu z synkiem Danusi i jej chłopaka, a po filmie odwieźli mnie do domu. Pogadałam trochę z Jacquline, Celine i Krystianem, ale byłam wyczerpana po weekendzie i postanowiłam pójść tym razem wcześniej spać. A jutro są moje urodziny! :)

  

Plakat Danusi do filmu "Zezowate szczęście" i Bogumił Kobiela w jednej ze scen filmu.
niedziela, 07 listopada 2010
Po chorobowym :)

502.

W poniedziałek wstałam wcześniej i poszłam do the Hub, bo jak byłam chora dostałam maila, że jeśli chcę mieć Graduation w grudniu, to muszę poprawić tytuł mojej pracy magisterskiej. Oddałam ją do druku we wrześniu i jak pod koniec miesiąca poszłam ją odebrać, to okazało się, że na okładce brakuje pierwszego słowa tytułu. Zamiast "Cut off by the Iron Curtain" było "Off by the Iron Curtain", czyli zupełnie bez sensu :) Mimo to poszłam zlożyć pracę, bo nazajutrz mijał termin, z nadzieją, że nikt nie zauważy pomyłki. Szczególnie, że w drukarni powiedzieli, że poprawienie tego będzie mnie kosztować ponad 60 funtów i oznacza znów tydzień czekania. Niestety jednak ostatnio dopatrzyli się tego błędu i kazali mi go poprawić. Zdecydowałam sie na zapłacenie tylko za 2 z 3 prac, czyli 44 a nie 66 funtów. Trzecia kopia jest dla Jana i niestety dostanie taką z błędem w tytule :) Potem poszłam do pracy na 12:00, a prosto po pracy pojechałam do Leeds do mojej pani shrink. W domu byłam dopiero po 22:00.

We wtorek poszłam do pracy na 11:00, prosto na zebranie, na którym dowiedziałam się, że przedłużą mi kontrakt do końca kwietnia. Całe szczęście, bo szukanie pracy nie idzie mi za dobrze :) Wysłałam na razie trzy aplikacje i dostałam już jedną negatywną odpowiedź. Spytałam szefową, czy mogę wziąć urlop na czwartek i piątek 18 i 19 listopada, bo chcemy wtedy jechać z dziewczynami do Szkocji. Zgodziła się. Ponieważ przyszłam godzinę wcześniej do pracy, mialam godzinę wcześniej wyjść, ale poprosili mnie, żebym została do 17:00. Zadzwoniłam w tym czasie do Pierogarni i zarezerwowalam poniedziałek 15 listopada na moje urodziny i wtorek 14 grudnia na świateczny obiad ze studentami. Po pracy wrociłam do domu, żeby coś zjeść, a potem na 18:30 poszłam do Polskiego Klubu na kolejne Polskie Kółko. Pokółku zostaliśmy na herbatę i pączki. Zarezerwowałam też od razu klub na moje Graduation 1 grudnia. Przed snem obejrzałam sobie jeszcze "Chłopaki nie płaczą" na Youtube.

W środę o 10:30 przyszła Sarah na pierwszy polski po dłuższej przerwie. Potem na 12:00 podrzuciła mnie do pracy. Wyszłam godzinę wcześniej, bo poprzedniego dnia zostałam godzinę dłużej. W domu zjadłam obiad i zabrałam się za wysyłanie maili: o
Kółku Francuskim w Douglas Tower, żeby było dobrze widać sztuczne ognie na Bonfire Night, o świątecznym obiedzie i o moich urodzinach w Pieroganii. Na 19:00 poszłam do college'u na kolejną lekcję polskiego. Przed snem obejrzałam sobie dla przypomnienia "Dziewczyny do wzięcia", bo pokażemy je w ta niedzielę, oraz "Zezowate szczęście", ktore już czeka w kolejce. Mieliśmy je nawet puścić w tym tygodniu, ale okazało sie, że o 18:00 w tej samej salce będzie jakiś obiad. Jane, przyjaciółka Sally, wysłała mi maila z zaproszeniem, więc odpisałam, że przecież my w tym czasie pokazujemy film. Odpisała, że nie wiedziałam, iż robimy to co tydzień. Jasne, co tydzień wysyłam jej maila, a ona nie wiedziała! W każdym razie postanowiłyśmy zacząć o 16:30, pokazać "Dziewczyny do wzięcia" i skończyć o 17:30. No i wyprowadzić się z 1in12 :)

  
Mirosław Baka i Maciek Stuhr w "Chłopaki nie płaczą" oraz scena z "Zezowatego szczęścia".

W czwartek poszłam do pracy na 12:00 i przed wyjściem umówilam się z Nancy i Mansi, z którymi pracuję, że wieczorem pójdziemy razem na 18:00 na pokaz filmu BSC (Bradford Student Cinema), a potem na drinka. Wyszłam o 17:00 i po drodze weszłam do sklepu po mleko. Zanim doszłam do domu było już wpół do 18:00, zjadłam więc szybko obiad i wróciłam na campus. Oczywiście w międzyczasie Mansi napisała, że nie przyjdzie, bo pada, a Nancy, która nadal była w pracy też sie wykręciła, więc poszłam na pokaz "WALL-E" sama. Już drugi raz się z nimi tam umawiam i drugi raz nic z tego nie wychodzi. Poprzednio wybieraryłyśmy się na FND (Friday Night Disco). To mnie najbardziej wkurza w ludziach tutaj, że są nie słowni. Rozumiem, że każdemu moze coś wypaść, ale tutaj ludzie obiecują coś, nawet jesli nie mają zamiaru dotrzymac. Jakby nie potrafili po prostu odmowić i nie zawracać głowy. Po filmie wróciłam do domu i przed snem obejrzałam sobie jeszcze "Wniebowzięctych" na Youtube.

  
Scena z filmu "WALL-E" oraz Zdzisław Maklakiewicz i Jan Himilsbach jako "Wniebowzięci".

W piątek rano o 10:30 przyszła Sarah, a potem podrzuciła mnie do Tree House, gdzie spytałam na jakich warunkach moglibyśmy pokazywać filmy. prowadziłam też rozmowy z właścicielem Balangii. Do pracy doszłam na 12:00, a prosto po pracy pojechałam Free Busem do Kirkgate, zeby kupic make up, ale Boots był zamknięty, podeszlam więc do Tesco po bagietkę i camemberta. Wracajac weszłam po drodze do Polskiego Klubu i zamówiłam kanapki dla 30 osób na moje Graduation Party. W domu zjadłam obiad i zdrzemnęłam się, bo mnie głowa bolała. Obudził mnie dzwonek do drzwi, kiedy przyszedł Alain. Wyszliśmy we czwórkę z dziewczynami po 21:00 i poszliśmy do Douglas Tower na Kółko Francuskie połączone z oglądaniem sztucznych ogni z okazji Bonfire Night. Oprócz Ronaldo doszła do nas Lou z Argentyny oraz Hispzan Mikael i Francuz Henri. Zjedliśmy razem i popatrzyliśmy na fajerwerki, ale nie były jakieś zachwycające. Pośmialiśmy się, a potem po północy wróciliśmy do domu.

W sobotę obudziłam się po południu, wstałam i pojechałam do sklepu. Najpierw zobiłam duże zakupy spożywcze w Morrisons, a potem wróciłam do domu, żeby je zostawić i wydawało mi się, że zgubiłam klucz! Ale na szczęście Krystian mnie wpuścił i okazało się, że zostawiłam je w drzwiach mojego pokoju! :) Wyszłam więc znów i pojechałam najpierw na Forsters Square, gdzie kupiłam buty, a potem po podkład do Bootsa i coś na uszy. Obejrząłam parę kapeluszy i czapek, ale w końcu zdecydowałam sie na nauszniki z Primarku :) jak wróciłam do domu, to zastałam akurat tą samą Polkę sprzątającą kuchnię, ktora już raz u nas sprzatala. Zjadłam kolację i próbowałam z Celine i Jacquline zarezerwować jakieś noclegi w Szkocji. Ciężko nam jednak szło i w kóncu Jacquline poszła na siłownię. Wieczorem umówiłyśmy się z znów z chłopakami z Douglas Tower i Alainem. Napiliśmy się ginu z tonikiem u Celine w pokoju, a potem przyszli Ronaldo, Mikael, Henri oraz Stuart i poszliśmy do baru w Student Central. Pograliśmy w bilard i w domu byłyśmy po 1:00 w nocy! W obydwa wieczory było bardzo miło :)


W niedzielę wstałam znów po południu i po śniadaniu usiadłam do komputera, żeby poprawić Alaina pracę na zaliczenie, a potem biegiem musiałam robić pranie. Wychodząc z pralnii spotkałam Shaza, który powiedział, że idzie po swój samochód, który miał zaparkowany kawałek dalej. Zaproponowałam, żeby po mnie podjechał, bo powiedział, że wybiera się na film. Tymczasem dokończyłam pranie i wieszanie ubrań, a on się nie odzywał. W końcu musiałam po prostu wyjść, bo było już po 16:00, a o 16:30 mieliśmy pokaz "Dziewczyn do wzięcia". Niestety, poza nami przyszło tylko dwóch Anglików. Obejrzeliśmy film, a potem rozgorzała dyskusja :) W końcu Danusia zaproponowała, że mnie odwiozą. Wieczorem umowiłyśmy się z dziewczynami z Ronaldo oraz Alainem i o 19:30 poszliśmy w piątkę do Weatherspoon, żeby miło zakończyć weekend :) Allain kupił mi Pepsi za to, że mu poprawiłam błędy :) Przed snem poprawiłam jeszcze esej Celine, a potem obejrzałam najnowszy odcinek "Spadkobierców".

  
Plakat Danusi do filmu Janusza Kondratiuka "Dziewczyny do wzięcia" i jedna ze scen filmu.