Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 27 listopada 2011
Real Rashomon

562.

W poniedziałek obudziłam się chora o 11:00, więc spóźniłam się trochę do pracy na 12:00. W ciągu dnia czułam się coraz gorzej. W końcu o 17:00 wyszłam i poszłam do domu. Zjadłam coś, wzięłam lekarstwo i położyłam się do łóżka. Obudziłam się przed 20:00, ale nie poszłam na salsę. Krystian zresztą też nie. Obejrzałam za to "Rashomona" Akiry Kurosawy na DVD i zaczęłam czytać "The Man Who Cycled the World" Marka Beaumonta. We wtorek obudziłam się przed 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Nadal źle się czułam, ale wytrwałam jakoś do 16:30 i wtedy poszłam na pocztę. Po drodze zajrzałam do Galerii II i zostawiłam DVD, a wracając z poczty kupiłam dwa soki. Na pokaz "Rashomona" przyszedł Matt oraz chłopak z BSC plus jeszcze 3 osoby, więc ze mną i szefową galerii było nas siedmioro. Po filmie odbyła się jak zwykle dyskusja, a potem Matt zniknął, a ja porozmawiałam z chłopakiem z BSC. W końcu wyszliśmy i o 20:00 byłam już w domu. Krystian poszedł na salsę na uniwerku, a ja do łóżka.
Potem zadzwonili z firmy Accent z pytaniem, czy mogę nazajutrz jechać do więzienia w Doncaster i się w końcu zgodziłam, z ciekawości. Potem obejrzałam dokument o "Rashomonie" i poszłam spać po 2:00.

  
Toshiro Mifune i Machiko Kyo w scenie z filmu "Rashomon" oraz młody Akira Kurosawa.

W środę obudziłam się po 10:00 i zadzwoniłam do pracy, że jestem chora i nie przyjdę. Potem wzięłam prysznic i o 12:05 wsiadłam w pociąg do Doncaster z przesiadką w Leeds. Dojechałam tam o 13:20, wsiadłam w taksówkę i 5 minut później byłam już w więzieniu dla młodocianych. Stanęłam w kolejce, w której stał już jakiś pan w garniturze i cały czas mi się przyglądał. Pomyślałam, że to pewnie prawnik, z którym mam się spotkać, ale jak zadzwoniłam na jego komórkę, to nikt nie odebrał. Kiedy podszedł do okienka usłyszałam jednak, że przyszedł do tego samego klienta co ja i spytał, czy tłumacz już jest. Podeszłam więc do niego i przedstawiłam się. Musiałam dać pani w okienku
mój paszport, a potem wzięła mi odciski obu palców wskazujących i zrobiła zdjęcie,. Zanieśliśmy rzeczy do samochodu i czekaliśmy w poczekalni na drugiego prawnika. We trójkę poszliśmy do kolejnego budynku więzienia, ale okazało się, że muszę znów pokazać paszport, więc musieliśmy po niego wrócić do samochodu. Pobierali nam też znów odciski palców, musieliśmy przejść przez bramkę i zostaliśmy przeszukani. W międzyczasie dowiedziałam się skąd ten prawnik ma polskie nazwisko i w skrócie, o co jest oskarażony klient. W końcu przeszliśmy do kolejnego budynku, w którym po raz trzeci pobrali nam odciski palców!

Tam dostaliśmy pokój, w którym spotkaliśmy się z 18-letnim chłopakiem oskarżonym o pomoc w porwaniu i próbie morderstwa. Ta historia to prawdziwy Rashomon! Brały w niej udział trzy osoby - ten chłopak, jego starszy kolega i dziewczyna tego kolegi. Wygląda na to, że wersja wydarzeń każdego z nich też będzie się różnić. Chłopak mówił dość dobrze po angielsku, więc nie miałam za dużo pracy. Po dwóch godzinach wyszliśmy i jeden z prawników zaproponował, że mnie podwiezie do Leeds. Tam wsiadłam w pociąg i potem wróciłam Free Busem do domu. Po drodze weszłam jeszcze do sklepu i kupiłam lody (o smaku truskawkowego sernika :) bo umówiłam się z Krystianem, że on zrobi obiad, a ja przyniosę deser. Zjedliśmy jego makaron z sosem, a potem moje lody Strawberry Cheesecake :) Zaraz potem wyszłam z domu i poszłam na 19:30 do Alhambry na balet "Seven for a Secret... Tour 2011" w wykonaniu Rambert Dance Company. Kupiłam tańszy bilet dla studentów
za 11 i pół funta, choć moja legitymacja jest już nieważna. Spektakl mi się podobał, ale mnie nie powalił. Najlepsza była trzecia część izraelskiego choreografa. Po przedstawieniu zostałam na spotkaniu z widzami i w domu byłam dopiero po 22:00. Przed snem oglądałam do 2:30 na Youtube zabawne filmiki z serii "Le festival de Kyan".

  
Więzienie
Doncaster HMP & YOI i Rambert Dance Company w "Roses" choreografa Paula Taylora...

  
... oraz w "Seven for a secret, never to be told" Marka Baldwina i "A Linha Curva" Itzika Galilia.

W czwartek obudziłam się o 11:00 i zdecydowałam się iść do pracy na 12:00, bo nie było szefowej. Pocztą przyszedł do mnie film "Betty Blue" z Love Film. Wyszłam z pracy o 16:30 i poszłam na pocztę. Potem weszłam na chwilę do domu i zostawiłam paszport, z którym chodziłam nadal od poprzedniego dnia w torebce! :)  Przebrałam się i poszłam na dworzec, gdzie
po 17:20 wsiadłam w pociąg do Leeds. Na peronie spotkałam swojego byłego promotora i całą drogę rozmawialiśmy o pracy i studiach. Stanęło na tym, że być może wrócę do nich na studia doktoranckie, w zależności od mojej sytuacji w pracy. Szef obiecał mi, że do końca listopada podpiszemy umowę stałą. Zobaczymy. W Leeds podjechałam autobusem do Leeds College of Art na bardzo ciekawy Networking Event. Najpierw z trudem zjadłam chili i napiłam się punchu, a potem odbyła się prezentacja firmy Future Artists Marka Ashmore'a, promujacej niezależne filmy, m.in. "The Invisible Circus". Porozmawiałam z nim chwilę po prezentacji. Zanim wyszłam minęła 20:00, więc spóźniłam się na pierwszą lekcję salsy w Highlights. Zapłaciłam za kolejną, ale dołączyłam do Krystiana jeszcze na połowę pierwszej lekcji. Potem odbyła się druga, a później potańczyliśmy do 1:00. Kolega z kursu odwiózł nas do domu, ale spać poszłam dopiero po 2:00.

  
Założyciel Future Artists Mark Ashmore i scena z filmu "The Invisible Circus: No Dress Rehearsal".

W piątek po 9:00 obudziła mnie muzyką sąsiadka z góry oraz głos Krystiana rozmawiającego za ścianą przez telefon! Wstałam jednak dopiero o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Pocztą przyszedł do mnie kolejny film
z Love Film - tym razem "The Big Blue" Luca Bessona. Miałam więc do obejrzenia w weekend dwa filmy z kolorem Blue w tytule :) Cudem udało mi się wyjć o 17:00, bo jak zwykle wszyscy czegoś chcieli na ostatnią chwilę. Wyciągnęłam z bankomatu pieniądze na czynsz, a potem pojechałam do sklepu na zakupy i wróciłam do domu po 18:00. Nadal nie najlepiej się czułam, ale Krystian namówił mnie jednak na salsa party w Saltaire, na które wybieraliśmy się od jakiegoś czasu. Zjadłam więc coś, przebrałam się i po 20:30 wsiedliśmy z Krystianem w taksówkę i pojechaliśmy do Caroline Street Social Club na Noche Latina z muzyką na żywo w wykonaniu zespołu Salsa Como Loco. Zaniżaliśmy poważnie średnią wieku i czuliśmy się jak na jakimś dancingu :) Ale mi się podobało. Jak zespół zaczął grać Jonathan poprosił mnie do tańca i zatańczylismy go sami na parkiecie :) Wyglądało to jak jakieś show :) Potańczyłam potem z najlepszymi tancerzemi i nauczycielami, a po 23:00 kolega z kursu znów nas odwiózł do domu. Nagraliśmy jeszcze film, jak tańczymy salsę i znów poszłam spać po 2:00.

Wczoraj obudziłam się o 12:00, zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Odpisałam na maile, a potem obejrzałam "Betty Blue" (37
°2 le matin) w reżyserii Jean-Jacquesa Beineixa. Film trwał prawie trzy godziny, więc zdałam sobie sprawę, że była to wersja reżyserska, a ja dawno temu widziałam wersję kinową. Nie tylko przypomniałam sobie zatem ten film, ale także zobaczyłam sceny, ktorych wcześniej nie widziałam. Potem obejrzałam kolejny film, który widziałam wiele lat temu i pamiętałam tylko, że zrobił na mnie wtedy ogromne wrażenie, czyli "The Big Blue" (Le grand bleu / Wielki błękit) Luca Bessona. Po filmie porozmawiałam chwilę z Mattem przez Skype'a i powiedziałam mi, że mi przypomina Jean-Marc Barra w tym filmie. Odpowiedział, że jest bardziej przystojny od niego :) Oglądając ten film zrozumiałam, że moje zauroczenie Mattem było spowodowane moim nastoletnim zafascynowaniem tą rolą i samym filmem. Nasze releacje były podobne do tych pomiędzy Jacquesem i Johanną. I Jacques podobnie jak Matt nie mówił zbyt wiele o swoim świecie, więc trudno było do niego wejść. Ta świadomość mi pomogła. Wieczorem poszłam do Krystiana do pokoju i do 2:00 w nocy przegrywaliśmy zdjęcia, lekcje salsy i filmy. Potem wróciłam do siebie do pokoju, ale sąsiedzi balowali do 4:00 rano i znów nie dali mi spać!

   --
Jean-Hugues Anglade i Beatrice Dalle u Beineixa oraz Jean-Marc Barr i Rosanna Arquette u Bessona.

Dzisiaj sąsiedzi, którzy poprzedniej nocy balowali do 4:00, obudzili mnie po 10:00, włączając głośno radio i śpiewając "I Will Always Love You"! Potem zaśpiewali jeszcze "All I Want for Christmas" i inne świąteczne piosenki! :) Z łóżka wstałam po 12:00 i puściłam im głośno hinduskie radio, a sama poszłam pod prysznic. Krystian się wkurzył, bo go tym obudziłam :) Jak wróciłam do pokoju, to zmieniłam stację na Radio Classic, bo nie sama nie jestem w stanie słuchać Sunrise Radio :) Zabrałam się za sprzątanie pokoju, bo po 14:00 przyjeżdżała Sarah na kolejną lekcję polskiego. Wyszła po 16:30, a ja poszłam zapłacić za czynsz. Potem zaniosłam do kuchni krzesło i kompter, żeby móc porozmawiać
z rodziną przez Skype'a jednocześnie pilnując bigosu :) Zjedliśmy go wspólnie z Krystianem u mnie w pokoju i porozmawialiśmy o jego imprezie pożegnalnej, którą planuje w przyszły lub następny weekend. Po 19:00 poszłam do łóżka i usiadłam znów do komputera. Ale szybko mnie zmogło i zdrzemnęłam się przy muzyce Radia Classic, które skutecznie zagłuszało sąsiadów, a zupełnie nie przeszkadzało mi w zaśnięciu! :) Chyba wreszcie znalazłam na nich sposób! :) Potem zabrałam się za biuletyn Bratfoot Film Network, po raz ostatni mam nadzieję. Mam zamiar z tego zrezygnować. Zasnęłam dopiero po północy.
niedziela, 20 listopada 2011
Pourodzinowo i pofestiwalowo :)

561.

W poniedziałek budzik obudził mnie o 10:30, bo chciałam sprawdzić, czy biuletyn jest już gotowy do edycji, ale nadal go nie było w sieci. Wysłałam więc przypominającego maila do babki z Fabric. Do pracy poszłam na 12:00 i dzień mi się strasznie dłużył. babka z fabric się odezwała i napisała, że mogę już edytować biuletyn i go od razu rozesłałam, ale zdałam sobie sprawę, że to trochę nie ma sensu i że nie tak miało być, jak się zgadzałam go robic. W końcu wyszłam o 16:30 i poszłam na pocztę. Potem poszłam do Bootsa po podkład i wróciłam Free Busem do domu. Zjadłam obiad, porozmawiałam z Krystianem, a potem się zdrzemnęłam. Po 20:00 poszliśmy na salsę i po lekcji tańczyłam prawie cały czas, bo jak mnie nikt nir prosił, to ja prosiłam do tańca. Po 23:00 wróciliśmy do domu i poszłam spać po 2:00, bo siedziałam znów na Internecie.

We wtorek
po 9:00obudziła mnie znów muzyka sąsiadku z góry, więc otworzyłam okno, bo szum samochodów ją zagłuszał, a do niego jestem przyzwczajona i pospałam dalej do 12:00. O 13:00 wsiadłam w pociąg do Halifax i znów tłumaczyłam w sądzie. Tym razem musiałam przyrzec, że będę tłumaczyć. O 14:45 wsiadłam w pociąg do Bratfoot, a potem we Free Busa i o 15:30 byłam w domu. Podziękowałam wszystkim, którzy złożyli mi życzenia urodzinowe na Facebooku. O 16:30 poszliśmy z Krystianem na obiad do Cyrusa, a o 18:00 wsiedliśmy w pociag do Manchesteru i pojechaliśmy na koncert Red Hot Chili Peppers. O 23:20 wróciliśmy pociągiem do Bratfoot i po północy byliśmy już w domu. Krystian uparł się, żebyśmy poćwiczyli salsę i nagrał nas jak tańczymy. W końcu po 2:00 w nocy poszłam spać.

W środę obudziłam się po 11:00, ale poleżałam w łóżku do 15:00. Odpisałam na maile, posiedziałam w Internecie i na Facebooku. W końcu wyszłam z domu i
o 16:50 wsiadłam w pociąg do Leeds. O 17:30 dotarłam do Town Hall, gdzie obejrzałam japoński (czyli dziwaczny) film "Detroit Metal City" (DMC), czyli pierwszą na świecie death metalową muzyczną komedię romantyczną! Potem zaczął się drugi film, ale powiedziałam, że muszę wyjść wcześniej i poszłam do sklepu na dworcu po zakupy, a potem wróciłam pociągiem o 22:00 do Bratfoot i autobusem do domu. Wyciągnęłam też wreszcie od Krystiana zdjęcia z koncertu RHCP. Wieczorem obejrzałam "Dancing Dreams", czyli dokument z przygotowań grupy nastolatków do wystawienia baletu "Kontakthof" Piny Bausch. W końcu o 3:00 poszłam spać.

  
Red Hot Chili Peppers w M.E.N. Arena na moje urodziny oraz dwie twarze bohatera filmu "DMC".


Dokument "Dancing Dreams" czyli balet "Kontakthof" Piny Bausch w wykonaniu grupy nastolatków.

W czwartek
po 9:00 obudziła mnie znów muzyka z góry, więc otworzyłam okno i poszłam dalej spać. W końcu wstałam o 12:00 i usidałam do Interenetu. Po 14:00 wzięłam prysznic, zjadlam śniadanie i o 15:50 wsiadłam w pociąg do Leeds. Obejrzalam dokument "Shut Up Little Man! An Audio Misadventure" w Town Hall, a potem zabawny szwedzki film "Sound of Noise". Spotkałam znajomych bliźniaków i ludzi z Leeds Movie Fans Meetup Group. Zostałam na "Seksmisji", a potem po 22:30 poszłam do Highlights. Zapłaciłam 4 funty za wejście na freestyle i potańczyłam znów do 1:00 w nocy z najlepszymi tancerzami. Potem kolega z kursu mnie odwiózł, ale pod domem gadał jeszcze i zanudzał mnie przez jakieś pół godziny! Jak poszłam na górę było już po 2:00 w nocy. Sprawdziłam maile i spać poszłam dopiero o 4:00!

  

Autorzy nagrań z "Shut Up Little Man! " oraz muzyczni terroryści z filmu "Sound of Noise".

W piątek
po 9:00 obudziła mnie znowu  muzyka sąsiadki z góry, więc usiadłam do Internetu i w końcu wstałam przed 11:00, po 5 godzinach snu, i poszłam na 12:00 do pracy. Po drodze weszłam do biblioteki po film "Rashomon" Akiry Kurosawy na DVD, który w przyszły tygodniu pokazuję w Galerii II. W pracy na szczęście nie było szefowej, więc czas jakoś mi zleciał :) Wyszłam o 17:00 i poszłam do domu przebrać się i coś zjeść. Potem zdrzemnęłam się pół godzinki i przez to spóźniałam się na pociąg o 18:52. Wsiadłam w następny o 19:05 i dotarłam do Town Hall po 19:30 na Galę zamknięcia festiwalu. Stałam przy drzwiach i wciskałam ludziom informacje o dodatkowych pokazach weekendowych. Całkiem nieźle mi szło, ale jak mi dali katalog i kazali namawiać ludzi do kupna po tańszej cenie, to się zacięłam i nic nie byłam w stanie powiedzieć! Nie potrafię niczego ludziom wciskać!

W końcu opanowaliśmy kolejkę i zaczął się film
"Shame" (Wstyd). Poszłam na górę i obejrzałam go z balkonu. Byl odważny i podobał mi się, ale nie byłam w stanie współczuć głównemu bohaterowi. Po filmie przeczytałam SMSa od kolegi z kursu salsy o tym, gdzie tego wieczory jest impreza w leeds. Zadzwoniła do Krystiana, żeby mi sprawdził o której jest ostatni autokar do Bratfoot i znalazł ten adres :) Wytłumaczył mi jak tam dojść, ale niestety tak jak się obawiałam, kolega chyba pomyślał, że przyszłam tam dla niegoi że fakt iż mnie zanudził poprzedniej nocy prawie na śmierć zbliżył nas do siebie. Szybko mu to wybiłam z głowy, zatańczyłam z paroma osobami i wyszłam przed 1:00 w nocy, nie dając mu się znowu odwieźć. Wróciłam do domu autokaem po 1:00 w nocy i poszłam prosto do łóżka. Sprawdziłam maile i zasnęłam po 2:00.

  
Wschodząca gwiazda Michael Fassbender i jak zwykle świetna Carey Mulligan w filmie "Shame".

Wczoraj sąsiadka z góry obudziła mnie
muzyką po 10:00. Poszłam jednak dalej spać do 12:00, zjadłam śniadanie, a potem znów zasnełam i spałam do 14:00. W końcu wstałam i pojechalam do sklepu po podkład i jedzenie. Wróciłam po 16:00 i zrobiła pranie, w międzyczasie jedząc obiad. Potem zdzwoniłam się z rodziną, bo mój brat miał urodziny i wszyscy spotkali się u niego w domu. Krystian wrócił po 20:00 z Yorku i przywiózł coś do jedzenia oraz wino i colę na calimocho. Mieliśmy jechać na imprezę w Scheffield, ale koleżanka, która miała nas zawieżć znów nawaliła, więc umowiliśmy się, że zrobimy sobie salsa party w domu i poćwiczymy wszystkie układy, które znamy i nagramy się, żeby przyjrzeć się ewentualnym błędom. Potańczyliśmy od 23:30 do 1:30 i nagraliśmy się, a potem poszłam spać o 3:00.

Dzisiaj obudził mnie budzik o 12:00 i ledwo się zwloklam z łóżka. Gardło mnie bolało i czułam, że zaraz się rozchoruję. O 13:00 przyszła Sarah na lekcję polskiego, a po 15:00 podwiozła mnie na dworzec, gdzie wsiadłam w pociąg do Leeds i na 16:00 dotarłam do Town Hall. Nikogo jeszcze prawie nie było, więc poszłam do knajpki niedaleko, gdzie napiłam się gorącej herbaty i zjadłam zupę porowo-ziemniaczaną :) Potem o 16:20 wróciłam do ratusza i na 16:45 poszłam na film "The Crisis of Civilisation". Nie dowiedziałam się niczego nowego, tylko utwierdziłam w tym co już wiedziałam, ale dobrze, że taki film powstał, bo może dla kogoś będzie olśnieniem. Po filmie poszłam do Baru Risa na salsę. Było parę znajomych osob, m.in. Piotrek, z którym przetańczyłam pół wieczoru. O 21:00 poszłam do baru Mook, gdzie była impreza na zakończenie festiwalu i darmowe drinki :) O 23:22 wsiadłam w ostatni pociąg i wróciłam do domu :)

  
Doktor Nafeez Ahmed
, narrator filmu "The Crisis of Civilization" oraz animowana scena z filmu.
niedziela, 13 listopada 2011
Eleven Eleven :)

560.

W poniedziełek wstałam o 11:00, ale czułam się bardzo słaba. Pod prysznicem miałam prawie wrażenie, że zemdleję. Dotarłam jednak jakoś do pracy na 12:00, ale nadal źle się czułam. Napisałam maila do organizatorów festiwalu, że nie mogę przyjść na swoją zmianę w przyszły piątek, bo muszę być w pracy. A potem powiedziałam szefowej, że przyjdę wtedy do pracy, bo odwołali mi zmianę :) Nie miałam po prostu ochoty siedzieć od 10:30 do 19:00 w kinie na trwającym 450 minut (siedem i pół godziny) filmie "Satantango" Beli Tarra. I tak mam 10 zmian, a dostanę tylko pięć darmowych biletów. Przeczekałam jakoś do 17:00, a potem poszłam do domu, szybko zjadłam obiad, przebrałam się, wzięłam szkła kontaktowe do kieszeni i poszłam z Krystianem na dworzec. O 17:45 wsiedliśmy w autobus do Manchesteru i w czasie jazdy włożyłam szkła kontaktowe :) Potem poszliśmy spacerkiem do Apollo Theatre na bardzo fajny koncert. Najpierw wystąpił zespół Pretty Reckless z Taylor Momsen, a potem Evanescence. Po 22:00 wyszliśmy i przy dworcu poszliśmy coś zjeść, a później o 23:30 wsiedliśmy w autobus do domu. Spać poszłam dopiero po 1:00 w nocy.

  
Kontrowersyjna Taylor Momsen z Pretty Reckless i niesamowity głos
Amy Lee z Evanescence.

We wtorek obudziłam się koło południa i zabrałam się za czytanie książki "The Man Who Cycled the Americas", bo Krystian leciał nazajutrz do Polski i chciał ją ze sobą zabrać. Potem się zebrałam i na 16:30 pojechałam pociągiem do Leeds Town Hall, gdzie miałam zmianę w czasie filmu dokumentalnego  "I am Jesus". Z przyjemnością go obejrzałam i najbardziej podobała mi się wypowiedź jednego ze squattersów, który stwierdził, że wszyscy jesteśmy Jezusami :) Niestety, trzej główni bohaterowie, twierdzili, że to właśnie oni są nowym wcieleniem Mesjasza. A dokładniej każdy z nich tak mówił o sobie :) Po filmie pojechałam prosto do Bratfoot i na szczęście udało mi się złapać na dworcu ostatni Free Bus do domu. Poszłam prosto do łóżka i zaczęłam dalej czytać książkę Krystiana. Ostatnie rozdziały czytałam z coraz większym bólem głowy, kiedy autor akurat opisywał swoje bóle głowy związane z wchodzeniem na górę Aconcagua w Argentynie i gwałtowną zmianą ciśnienia, ale podobnie jak on, dałam radę :) Skończyłam czytać po północy i poszłam do Krystiana do pokoju, żeby ją zamienić na drugą książkę tego samego autora, czyli "The Man Who Cycled the World"
Marka Beaumonta. Potem położyłam dwie torebki herbata na oczy, wzięłam proszki przeciwbólowe i dość szybko, jak na mnie, poszłam spać.

     
Vissarion z Rosji, INRI Christo z Brazylii i David Shayler z UK, czyli Jezusy z filmu "I am Jesus".

W środę przed 12:00 obudziła mnie znów głośna muzyka za ścianą. Usiadłam więc do Internet i przeczytałam wiadomość od firmy tłumaczeniowej Accent, że podałam im zły numer konta, bo pieniądze im wróciły i że mają dla mnie nowe zlecenie. Pytali czy mogę nazajutrz pojechać na 9:00 do Halifax i tłumaczyć dla jakiejś Polki w sądzie. Odpowiedziałam, że dam znać, jak szefowa mi odpowie, czy mogę się spóźnić do pracy. Po 15:00 wyszłam z domu i pojechałam do Leeds, a w międzyczasie szefowa odpowiedziała, że nie ma problemu (oczywiście nie powiedziałam jej dlaczego się spóźnię), więc potwierdziłam przyjęcie zlecenia. Czułam się trochę jak w filmie "Fallen Angles", gdzie zleceniodawca i zleceniobiorce nigdy nie poznają
się osobiście :) Dojechałam do Hyde Park Picture House spóźniona prawie 10 minut, ale nie było z tym żadnego problemu. Okazało się jednak, że zamiast tak jak mi się wydawlo na jednym pokazie, mam zostać na trzech. Ale na szczęście przełożony zmiany sam zaproponował, że mogę wyjść wczesniej, więc wyszłam po 19:00. Tymczasem Krystian napisał do mnie SMSa z lotniska, że go zwolnili z pracy! Wyleciał do Polski w momencie, kiedy dojechałam do domu. Tego wieczoru poszłam wyjątkowo spać przed północą.

W czwartek wstałam po 7:00 rano, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i po 8:30 wsiadłam w pociąg do Halifax. Nigdy wczesniej tam nie byłam, choć to tylko 15 minut drogi. Okazało się, że mam tłumaczyć w biurze adwokata do spraw rodzinnych, a panią adwokat jest żona mojego byłego ucznia! :) Tłumaczyłam od 9:00 do 10:00, a potem miałam półtorej godziny przerwy, więc poszłam na spcer i skorzystałam z Internetu w bibliotece miejskiej. Od 11:30 do 12:30 znów tłumaczyłam, z czego część w sądzie, gdzie na szczęście na nic nie musiałam przysięgać, że mówię prawdę. Ale ustaliłyśmy wcześniej z panią adwokat, że nie będę przysięgać na Biblię. Po rozprawie porozmawiałam z nią chwilę, a potem poszłam na pociąg i podjechałam z dworca autobusem do pracy, gdzie dotarłam o 13:30. Szefowa poprosiła, żebym została do 18:00, a o 19:00 zaczynał się film "Mamy papieża" (Habemus Papam) Nanniego Moretti, więc nie miałam na to ochoty, ale doszłam do wniosku, że nie mam wyboru. Na szczęście, mimo iż dojechałam spóźniona 15 minut, zdążyłam akurat na sam początek filmu i załapałam się jeszcze na darmową Kahluę z colą :) Film bardzo mi się podobał, polecam! Po 21:00 wsiadłam w autobus i pojechałam do Highlight na salsę. Jeden ze znajomych zaproponował, że mnie potem odwiezie, więc przestałam się martwić o ostani pociąg, tylko zostałam do 1:00 w nocy i świetnie się bawiłam :) Zatańczyłam z bardzo miłym tancerzem, który ostatnio odezwał się do mnie na Facebooku. W domu zabrałam się za kolejny biuletyn i poszłam w końcu spać po 3:30.

  
Nanni Moretti i Michel Piccoli oraz Jerzy Stuhr z Piccoli w "Habemus Papam - mamy papieża".

W piątek był 11 listopada 2011 roku, czyli 11/11/11! :)
Obudziłam się przed poludniem, bo sąsiadka nade mną znowu słuchała głośno muzyki, więc zapukałam znów do jej drzwi, ale mi nie otworzyła, choć słyszałam, że jest w środku! O 11:11 wrzuciłam wpis na Facebooka i potwierdziłam, że wezmę o tej godzinie udział w Elevenses Party :) Tymczasem dostałam  maila z LIFF z pytaniem, czy odbiorę nazajutrz reżysera filmu "Sennentuntschi: Curse of the Alpes", Michaela Seinera ze Szwajcarii, przylatującego z Zurichu na lotnisko w Manchesterze. Odpisałam, że bardzo chętnie, ale mam w tym czasie zmiane, więc mnie z niej zwolnili. W końcu wstałam z łóżka o 12:00 i pojechałam na 14:00 do Leeds Town Hall na niesamowity film "Finisterrae". Po filmie poszłam do The Light spotkać się z babką z LIFF, która mi przekazała szczegóły i z którą się umowiłam, że da mi już wieczorem kluczyki do wozu. Pojechałam do Hyde Park Picture House na 16:30 na moją zmianę i przesiedziałam w kinie przez brytyjskie filmy krótkometrażowe, przegryzając coś w tym czasie. Po filmie przedstawiciel sponsora znów poczęstował mnie Kalhuą, tym razem z piwem imbirowym, którego samego nie lubię, ale w drinku mi smakowało. Potem podjechałam do The Light i odebrałam darmowy bilet na western z Chin "Let the Bullets Fly".

Miałam godzinę do filmu, więc poszłam do TK Maxxa, ale nic nie kupiłam. Na 20:30 poszłam do Vue1 na film, który skończył się o 22:45, a po nim odebrałam kluczyki do minibusa. Był zaparkowany pod Town Hallem, biały i miał 9 siedzeń, ale jestem już przyzwyczajona do prowadzenia takich wozów :) Martwiło mnie tylko, że nie znam za dobrze miasta, ale na szczęście dojechałam bez problemu na parking koło dworca autobusowego, bo poprzedniego dnia znajomy mi mówił, że jest darmowy. Ale okazało się, że muszę zapłacić, a że nie miałam dość gotówki, zapłaciłam kartą i to dwa razy (w sumie 13 funtów, zamiast 6:50), bo padało i nie widziałam za dobrze. Wydawało mi się, że za pierwszym razem anulowałam tranzakcję. Po 23:00 poszłam wreszcie poszukać klubu, w którym była salsa party, ale nie znalazłam go dopiero po jakimś czasie. Spotkałam parę znajomych osób i znów świetnie się bawiłam, tańcząc z wieloma bardzo dobrymi tancerzami. Szczególnie z jednym, z którym po raz pierwszy zatańczyłam poprzedniego wieczoru. Na codzień pracuje w Netto, a wieczorem zamienia się w króla parkietu, jak John Travolta w "Gorączce sobotniej nocy" :) Po 4:00 impreza zaczeła przymierać, więc odwiozłam znajomą Polkę do domu, a potem pojechałam na zakupy do Tesco, korzystając z faktu, że mam samochód :) W końcu po 5:00 rano dotarłam do domu i poszłam wreszcie spać :)


  
Duchy z "Finisterrae" oraz Yun-Fat Chow i Wen Jiang w chińskim westernie "Let the Bullets Fly".

Wczoraj znów obudzili mnie sąsiedzi głośnż muzyką. Mam tego powoli dosyć i chcę się jak najszybciej wyprowadzić. Było dopiero po 9:00, więc poszłam do Krystiana do pokoju dalej spać. Wstałam tuż przed 12:00 i dopiero jak brałam prysznic, to zdałam sobie sprawę, że za godzinę powinnam być juz na lotnisku, a nie jak mi się wydawło dopiero wychodzić z domu!. Szybko sprawdziłam więc dojazd i wzięłam ze sobą na wszelki wypadek atlas. Wyruszyłam tuż przed 12:30, a że w dodatku był objazd, to spóźniałam się mniej więcej pół godziny. Reżyser czekał, bo powiadomiłam biuro, że "stoję w korku" :) Bez problemu zawiozłam go do hotelu, mimo iż nie miałam GPSa, a potem odstawiłam minibusa pod Town Hall, oddałam klucze i wsiadłam w pociąg do Bratfoot. Tam podjechałam do domu Free Busem i poszłam prosto do łóżka, nie wyspana i głodna, ale nie udało mi się zasnąć, tylko usiadłam do Internetu. Potem wstałam tuż przed 20:00 i poszłam do Lloyds bar, gdzie spotkałam się z jednym chłopakiem z Indii i lekko szurniętą Angielką z Couch Surfing. Wypiliśmy drinka, a potem namówiłam ich na Chińczyka, bo byłam głodna. Zdecydowaliśmy się na "Blue Sky", gdzie jeszcze nigdy nie byłam! Po kolacji wróciłam do domu autobusem i znów usiadłam do Internetu. W końcu poszłam spać po 2:30.


Dzisiaj obudziłam się po 9:00, ale poszłam dalej spać i obudził mnie dopiero po 11:30 dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że to może Sarah, bo umawiałyśmy się tego dnia, ale początkowo na 13:00, a wieczorem spytałam ją w mailu, czy nie mogłybyśmy tego przełożyć na 14:00, żebym mogła się trochę wyspać. Sprawdziłam maile, ale Sarah w ogóle odwołała lekcję, więc poleżałam w łóżku do 14:30, a potem zjadłam śniadanie, wzięłam prysznic i po 15:30 pojechałam do Leeds. Obejrzałam dokument "Eco-Pirate: The Story of Paul Watson" w Town Hall, a potem po 18:00 poszłam do baru Risa na salsę. Załapałam się na końcówkę lekcji i potem krótkie freestyle. Po 20:00 byłam już na dworcu, a przed 21:00 już spowrotem w Bratfoot. W autobusie do domu spotkałam znajomą, która mieszka z chłopakiem w moim byłym domu na przeciwko, więc weszłam do nich na chwilę, ale chłopak mnie zdenerwował, bo zaczął mnie straszyć, że nie powinnam chodzić sama nocą po mieście. Odprowadził mnie nawet do domu na drugą stronę ulicy! W domu poszłam od razu do łóżka, ale czekałam na powrót Krystiana, żeby z nim porozmawiać. Dotarł do domu dopiero przed 1:00 w nocy, więc zanim poszłam spać było już po 2:00.

  
Szwajcarski reżyser Michael Steiner oraz bohater dokumentu "Eco-Pirate: The Story of Paul Watson".
niedziela, 06 listopada 2011
Festiwal Filmowy w Leeds (początek :)

559.

W poniedziałek nie mogłam zasnąć do około 5:00 rano i to tym razem nie przez sąsiadów. W końcu mi się udało i pospałam do 11:00, a potem na 12:00 poszłam do pracy. Prosto po pracy weszłam do sklepu, a potem wróciłam do domu. Zjadłam coś, założyłam szkła kontaktowe, przebrałam się i o 20:00 poszłam z Krystianem na salsę. Po lekcji, którą prowadził mój pierwszy nauczyciel, była impreza pożegnalna naszej nauczycielki, Polski zresztą. Tego wieczoru zatańczyłam z prawie wszystkimi panami (z czego paru sama poprosiłam) oprócz Jonathana. Mój były nauczyciel był dla mnie bardzo miły i zatańczył nawet ze mną dwa razy. Przyszedł też Andy, ale nie podszedł, tylko się przywitał i szybko zniknął. Ogólnie bardzo udana impreza. Do domu wróciliśmy z Krystianem przed północą, a spać poszłam około 2:00 w nocy.

We wtorek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Zaraz po przyjściu zamówiłam taksówkę, zebrałam chłopaków - jednego kolege z pracy i jednego pracownika siłowni - i pojechaliśmy do School of Management. Obijaliśmy się praktycznie cały dzień i nawet zniknęłam na godzinkę i poszłam do Wanyu na herbatkę, a potem zjadłam pizzę. W końcu kolega nas zostawił, a ja posiedziałam jeszcze godzinkę i porozmawiałam z kolegą z siłowni, a po 16:00 wróciliśmy do pracy. Zdążylam praktycznie tylko sprawdzić maile i już była 17:00. Wyszłam i pojechałam prosto na dworzec, a stamtąd
wcześniejszym niż zwykle pociągiem do Leeds. Miałam jeszcze pół godziny do wizyty, więc poszłam zobaczyć, gdzie się znajduje Hyde Park Picture House, w którym mam parę zmian w czasie LIFF. W końcu o 18:30 dotarłam do mojej pani shrink. Wyszłam bardzo zadowolona z tej sesji i wróciłam do domu, gdzie sprawdziłam ceny biletów do Turcji, ale postanowiłam poczekać do środy, bo wtedy LOT ma zniżki. Znów poszłam spać po 2:00 w nocy.

  
Przepiękny budynek School of Management oraz front Hyde Park Picture House w Leeds nocą.

W środę wstalam o 8:30, bo o 9:30 przychodziła Sarah na kolejną lekcję polskiego. Po lekcji podwiozła mnie na 12:00 do pracy, gdzie czekało na mnie DVD z filmem "Dancing Dreams" o balecie Piny Bausch. Po południu miałam zebranie z babkami z recepcji i dowiedziałam się, że mamy poświęcać więcej czasu na własne projekty, a recepcje zostawić na głowie pomagających nam studentów. Do końca listopada mam też podpisać umowę stałą i wyjaśni się, czy mi dadzą wiecej godzin, a co za tym idzie i pieniędzy. Obijałam się znów właściwie cały dzień, a potem wyszłam o 17:00 i idę poszłam do domu.
Zdrzemnęłam się zamiast robić biuletyn i kupować bilet do Stambułu. Obudziłam się dopiero po 21:00, porozmawiałam z Krystianem i próbowałam złapać Kingę na Skype, żeby coś ustalić. W końcu bilet podrożał o 50 funtów! Zdenerwowałam się i kupiłam wylot 30 grudnia, a powrót 5 stycznia, bo już się nastawiłam, że spędzę Sylwestra w Turcji. Spać poszłam po 1:00 w nocy.

W czwartek obudziłam się o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Chciałam wyjść dużo wcześniej, ale w końcu udało mi się wyrwać dopiero za 25 minut 17:00. Poszłam do domu się przebrać i założyć szkła kontaktowe, a potem na dworzec, gdzie spotkałam znajomych, którzy będą robić zdjęcia na festiwalu. Pojechaliśmy razem pociągiem do Leeds i przed 18:00 byliśmy w Town Hall. Tam oddelegowano mnie na dół, gdzie była wystawa scenografii z filmów braci Quay i darmowe drinki (woda, sok, białe i czerwone wino). Wszystko zniknęło, więc odstawiłam jeden sok na bok, a potem wypiłam z tego samego kieliszka trochę białego wina, ale nie było zbyt smaczne. Po wyjściu gości umyliśmy kieliszki w specjalnej maszynie w kuchni. Potem załapałam się na jedzenie i jak skończyli przemówienia, weszłam na górę i znalazłam wolne miejsce na balkonie. Obejrzałam film "Wichrowe wzgórza" Andrei Arnold, który mi sie podobał, choć byłam negatywnie nastawiona słysząc negatywne opinie. Po filmie pomogłam posprzątać salę i uniknęłam w ten sposób liczenia głosów. Poczekałam na moich znajomych i razem wróciliśamy pociągiem o 22:37 do Bratfoot. W domu zaczęłam szukać hostelu w Stambule. Tymczasem Krystian też kupił bilet, ale zapomniał się, że jego paszport był ważny tylko do końca lipca, a na dowód do Turcji nie poleci! Spać poszłam znów po 2:00.

  
Kaya Scodelario w "Wichrowych wzgórzach" Andrei Arnold i Town Hall na otwarcie LIFF.

W piątek nie szłam do pracy, więc pospałam do południa, a na 14:30 pojechałam do Leeds, bo miałam zmianę w Vue1 w The Light. Nie obejrzałam żadnego z dwóch filmów, tylko w tym czasie zrobiłam sobie przerwę i poszłam do sklepu, ale nie mieli moich ulubionych ostatnio bułeczek, a potem do Box Office, zapytać ile biletów zostało  na filmy, które chcę zobaczyć. Postanowiłam zaryzykować i nie kupiłam żadnego, bo mam prawo wejść za darmo na 5, o ile tylko będą wolne miejsca. Potem wróciłam do kina i spotkałam Mike'a, którego ostatnio poaznałam, a który prowadzi amatorskie kino. W końcu o 18:00 skończyła się moja zmiana i pojechałam do domu. Zarezerwowałam wreszcie dla nas hotel, ale inny niż chciałam pierwotnie, bo dwa pierwsze dni były już zajęte. Mamy trzyosobowy pokój tylko dla siebie. Spać poszłam znowu po 2:00 w nocy.

Wczoraj po 9:00 rano obudziła mnie muzyka, więc poszłam nieprzytomna na górę i poprosiłam sąsiadkę, żeby ją ściszyła. Pospałam jeszcze do 12:00, a potem wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i pojechałam na zakupy. Po powrocie nie miałam już czasu na zjedzenie obiad, zjadłam więc tylko tradycyjne jabłko z karmelem, które pojawia się w sklepach zawsze tuż przed Bonfire Night i znika zaraz po, a ja nigdy wcześniej żadnego nie spróbowałam. Tym razem kupiłam aż trzy rodzaje jabłek - dwa w karmelu (jedno brązowe, a drugie czerwone) i jedno w czekoladzie :) O 16:50 wsiadłam w pociąg i pojechałam znowu do Leeds. Tym razem miałam zmianę w Town Hall i było dość zimno, więc postanowiłam obejrzeć "Psychoza", bo na sali było cieplej i mogłam sobie spokojnie posiedzieć. Rozgrzałam się też drinkiem Kahlua (sponsor festiwalu) z colą.

Drugim filmem był remake filmu "Coś", na który przyszedł mój znajomy i porozmawiałam z nim przed i po filmie. Wypiłam też drugiego drinka z Kahluą i cytryną (sour Kahlua), bo namówił mnie przystojny przedstawiciel sponsora festiwalu :) Oba drinki były bardzo dobre :) Po 22:30 poszłam na dworzec i o 23:00
wróciłam ostatnim pociagiem do domu. Krystian kupił bilet do Polski, żeby załatwić paszport, ale zapomniał, że 11 listopada to święto i urzędy będą zamknięte. Zmienił więc datę biletu na dzień wczesniej za dodatkowe 50 funtów. Spać poszłam tradycyjnie już po 2:00 w nocy. Dziś wstałam przed południem, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i posprzatałam trochę pokój, bo po 14:00 przyszła Sarah na polski. Wyszła po 16:45, a ja poszłam do łóżka i się zdrzemnęłam, zamiast pojechać do Leeds na dwa festiwalowe filmy. Przed snem zabrałam się jeszcze za nowy biuletyn.

  
Świetna Janet Leigh i niesamowity Anthony Perkins jako Norman Bates w "Psychozie" Hitchcocka.