Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 25 listopada 2012
Znów tango i salsa

613.

W poniedziałek z trudem wstałam po 11:00 i podjechałam na 13:00 do pracy. Spóźniłam się 10 minut, bo mój autobus znów nie przyjechał i musiałam podjechać następnym. Nie czułam się najlepiej, więc zapytałam znajomego z salsy czy jego propozycja podwózki wieczorem na lekcję jest nadal aktualna :) Rozstał się niedawno z pewną Polką, którą też znam z salsy i od tej pory chodzi na wszystkie lekcje i imprezy. Umówiliśmy się, że przyjedzie po mnie po 20:00 pod główny budynek uniwerku. Dopiero przed 18:00 znalazłam czas, żeby zjeść zupę na lunch, aż w końcu wybiła 20:00 i poszłam do Richmond Building. Musiałam tam coś załatwić po drodze. Znajomy już na mnie czekał i pojechaliśmy do Malik House. Po lekcji zatańczyłam z każdym z tancerzy i nasłuchałam się paru komplementów, a potem ten sam znajomy odwiózł mnie do domu. Mam nadzieję, że nie robi sobie żadnych nadziei, bo mi się po prostu nie chciało iść piechotą :)
Usiadłam najpierw do Internetu, a spać poszłam dopiero o 1:00.

We wtorek znów z trudem się zwlokłam z łóżka i znów mój autobus nie przyjechał i zamiast o 10:00, dotarłam do pracy 5 minut spóźniona. Na 12:00 poszłam na Pilates i nauczyciel mnie pytał o sobotnią imprezę salsową - czy było dużo ludzi i czy było fajnie. Potem wróciłam do pracy i do 17:00 wytrwałam jakoś bez lunchu. O 17:00 poszłam do Activities Room i puściłam film "Pan's Labyrinth" (Labirynt Fauna) dla siedmiu osób. Zostawiłam ich i pojechałam do Morrisona na zakupy. Wracając spotkałam znajomą, która podobno wróciła na dobre do Polski, ale okazało się, że przyjechała znów do Anglii zarobić na remont mieszkania. W domu zostawiłam zakupy i wróciłam na uniwerek. A że autobus znów nie przyjechał, to znowu się spóźniłam. Trzy nowe osoby zapisały się do naszego stowarzyszenia. Po drodze do domu zarezerowałam stolik w Omar's Balti na sobotę, a potem spotkałam znajomego Czecha. Zagadał mnie trochę i dopiero po 20:00 byłam w domu. Usiadłam do Internetu, a spać poszłam o 24:00.

W środę wstałam o 11:00, bo umówiłam się z szefową, że przyjdę do pracy na 12:30, a w czwartek wyjdę pół godziny wcześniej. Tym razem nie miałam żadnego problemu z Free Busem, który przyjechał na czas i był prawie pusty. W Student Central akurat było Career Fair, więc zagadałam z ludźmi z jakiejś firmy tłumaczeniowej i powiedzieli, że mam im przesłać CV. Potem wyrwałam się w czasie pracy i podeszłam jeszcze do paru stanowisk. Na lunch poszłam dopiero po 17:00, a z pracy wyszłam przed 20:00. Poszłam prosto do National Media Musem, gdzie spotkałam się ze znajomym studentem, który spytał mnie w czasie pracy, czy nie chciałabym pójść na 20:30 na film "The Master" (Mistrz) Paula Thomasa Andersona. Film trwał prawie dwie i pół godziny, ale w ogóle się tego nie czuło, tylko zakończenie mnie trochę rozczarowało. Po filmie dostałam SMS od znajomego, czy mogę mu pożyczyć 10 funtów, więc spotkaliśmy się na Interchange'u, a potem wróciłam do domu i usiadłam do netu. Spać poszłam po 1:00.

  
Raz jeszcze "Labirynt Fauna" oraz Joaquin Phoenix i Philip Seymour Hoffman w "The Master".

W czwartek o 11:00 miałam się znów spotkać z kolesiem z firmy sprzątającej, ale poprzedniego dnia przed snem odwołałam spotkanie, bo chciałam się wyspać, a poza tym przez to, że niespodziewanie poszłam do kina, nie zdążyłam sprzatnąć kuchni :) Wstałam o 11:30 i na 13:00 zajechałam do pracy. A że to było Thanksgiving, nasza International Sabb przyszła i powiedziała, że znaleźli się ludzie, którzy chcą przygotować świąteczny obiad! Szukaliśmy chętnych od paru dni i w końcu się udało, niestety kiedy wychodziłam z pracy o 19:30, obiad nadal nie był gotowy! Zjadłam więc  tylko trochę warzyw i puree :) Potem poszłam na Interchange i po 20:00 wsiadłam w autokar do Manchesteru. Dotarłam tam po 21:00, akurat na koniec lekcji i milonga :) Potańczyłam z nauczycielem i nauczycielką, która zapewniła mnie, że poradzę sobie nazajutrz na milonga z obsadą Tango Passion :) Mam się tylko nie spieszyć, czekać i dać prowadzić :) O 23:45 wsiadłam w autokar do Bratfoot i po 1:00 byłam już w łóżku.

W piątek wstałam o 8:00 i na 90:00 poszłam do Ingeus. Drzwi wejściowe były jednak zamknięte i zaczęli wpuszczać dopiero o 9:10! Na szczęście klient nie dotarł, więc doradczynia, dla której miałam tlumaczyć podpisała mi Claim Form i nadal dostanę pieniądze za pół godziny. Wyszłam o 9:25 i podjechałam Free Busem z Interchange'u do pracy. Najpierw poszłam na godzinkę do Advice Centre, a potem na zebranie z babkami z Recepcji. Zaraz potem na drugie w Room C101 w sprawie Bożego Narodzenia i zgłosiłam się na ochotnika do koordynowania paru imprez w czasie Świąt. Potem wróciłam na Recepcję, ale o 16:30 szef Advice Centre przyszedł i powiedział, że zamykamy, więc wyszłam wcześniej z pracy. Kupiłam mleko w Sainsbury i podejchałam do domu. Zjadłam coś, a potem położyłam się na godzinkę do łóżka :) Wstałam o 20:00 i na 20:30 poszłam na tango milonga z obsadą Tango Passion. Z nimi nie tańczyłam, ale z innymi dobrze się bawiłam do 1:00, choć bolała mnie głowa. Wróciłam do domu i poszłam spać.

W sobotę obudziłam się o 6:00 i usiadłam do Internetu. Słuchałam na Youtube piosenek Nelsona Freitas, którego właśnie odkryłam poprzez piosenkę "Rebound Chick", do której ostatnio tańczyłam na kizombie i utkwiła mi w głowie
:) Po 8:00 poszłam dalej spać w stałam dopiero po 12:00 :) Zjadlam śniadanie, ale wciąż nie czułam się najlepiej, więc wziełam znów proszki na ból głowy. W końcu po 15:00 weszłam do wanny, a potem do łóżka :) Wstałam po 16:00 i ubrałam się oraz spakowałam ubrania na przebranie. Po 17:00 poszłam do bankomatu, a potem wsiadłam we Free Busa i tuż po 17:30 dotarłam na obiad do Omar's Balti. Było nas w sumie 9 osób i o 19:00 poszliśmy piechotką do St. George's Hall. O 19:30 zaczęło się Tango Passion i trwało z jedną przerwą do 21:30. Po przedstawieniu podjechałam z jedną z babek z salsy do Malik House na imprezę My Salsa My Soul, ale chyba za dużo sobie po niej obiecywałam, bo bawiłam się średnio. O 2:00 się skończyła, więc poszłam do domu piechotką i spać.

  
Nelson Freitas oraz Graciella Garcia i Osvaldo Ciliento z 'Tango Pasión' - byli na milonga w piątek! :)

W niedzielę pospałam do południa, a potem zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Wszyscy się zachwycali imprezą z poprzedniego dnia, a ja szczerze mówiąc bardziej byłam zadowolona z tanga w piątek. Może za dużo się po prostu spodziewałam po My Salsa My Soul? Chciałam się po prostu wytańczyć, a tymczasem połowę imprezy stałam pod ścianą! Jak oderwałam się wreszcie od Internetu, to poszłam do łóżka i obejrzałam film "Unknown" (Tożsamość) z Liamem Neesonem i Diane Kruger. A potem "The Debt" (Dług) z Helen Mirren, czyli remake świetnego izraelskiego filmu "Ha-Hov" (Dług) z 2007 roku, który widziałam w kwietniu 2009 roku. Pamietam jak wtedy zastanawiałam się, po co Amerykanie chcą ten film kręcić na nowo?! Ale muszę przyznać, że nowa wersja też jest bardzo dobra i jeśli dzięki niej więcej ludzi zobaczy tą historię, to dobrze. Wieczorem zjadłam obiad, a potem weszłam sobie do wanny i znów usiadłam do Internetu. W końcu po północy
poszłam wreszcie spać.

  
Diane Kruger i Liam Neeson w "Unknown" oraz Helen Mirren jako Rachel Singer w "The Debt".
niedziela, 18 listopada 2012
Długi taneczny weekend :)

612.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i godzinkę później podjechałam Free Busem do Eye Clinic, żeby załatwić sobie nowe okulary. Poprzednie zostawiłam w Polsce i przed wyjazdem nie udało mi się ich znaleźć. Niestety okazało się, że babka z Finansów napisała na Requisition, że chodzi o test, a nie o nowe okulary. Musiałam więc wrócić do pracy i załatwić sobie nowy papier, który dawał mi 64 funty zniżki! :) A że spodobała mi się dość tania oprawka, to musiałam dopłacić tylko 5 funtów z własnej kieszeni :)
W pracy zjadłam zupę na lunch, a potem wyszłam o 20:00 i poszłam piechotką do Malik House na salsę. Szłam ponad 20 minut i nie jestem zachwycona nowym miejscem, ale lekcja z babką z Leeds była fajna. Po lekcji poszłam od razu do domu, bo było mało facetów i nie było z kim potańczyć. We wtorek obudzilam się o 8:30 i na 10:00 podjechałam do pracy. O 11:00 poszłam na zebranie, a o 12:00 na Pilates. Potem zjadłam zupę na lunch i spotkałam się z Sekretarzem naszego stowarzyszenia. Później przyszła dziewczyna z BSC, która robi plakaty na mój festiwal i dała mi kartkę urodzinową oraz czekoladki :) Zanim się obejrzałam była już 17:00, więc podjechałam Free Busem na Interchange i o 17:34 wsiadłam w pociąg do Leeds. Dotarłam do mojej pani shrink tuż po 18:30, a wyszłam od niej po 20:30 i podjechałam na dworzec. Wróciłam do domu i przed snem wzięłam Fervex na przeziębienie.

W środę obudziłam się rano i wzięłam drugi Fervex, a potem poszłam dalej spać. Wstałam dopiero z trudem po 11:00 i czułam, że zaraz się rozchoruję. Free Bus, którym zwykle dojeżdżam nie przyjechał, więc spóźniłam się do pracy podjeżdżając następnym. Ale nie byłam w stanie zmusić się do tego, żeby pójść piechotką, bo czułam się zbyt słaba :) Chciałam tylko przeczekać te 7 godzin w pracy, ale pod wieczór zaczęłam się czuć trochę lepiej. Po 18:00 przyszli Execs mojego stowarzyszenia i mieliśmy bardzo owocne zebranie. Potem poszłam na dół, gdzie odbywał się pokaz mody hinduskiej i dostałam curry :) Po 20:00 poszłam do domu i w skrzynce na listy znalazałam kartkę urodzinową od Jana i Sue. W czwartek były moje urodziny, więc wzięłam wolne z pracy :) Pospałam do 10:00, a potem usiadłam do Internetu. W końcu o 15:00 wzięłam prysznic i o 16:00 wsiadłam autokar do Manchesteru. Był spóźniony, ale na szczęście zdążyłam do sklepu Fit to Dance zanim go zamknęli i kupiłam sobie czarne buty do tańca. Potem poszłam do Arndale Shopping Centre, żeby coś zjeść. Wtedy zadzwonił Ismail z życzeniami urodzinowymu i powiedział mi, gdzie znajdę Cafe Rouge. Poszłam więc najpierw na obiad, a potem do Charlie's Bar na tango i od razu założyłam te nowe buty :) Po lekcji zostałam na milonga :) O 23:45 wsiadłam w autokar do Bratfoot i przed 1:00 byłam w domu, ale spać poszłam po 2:00 :)

W piątek przespałam pół dnia, bo nie czułam się najlepiej. Dalej brałam Fervex przynajmniej dwa razy dziennie. W końcu zebrałam się i pojechałam na 16:00 na godzinny masaż. Później poszłam piechotką do sklepu po jedzenie i wróciłam Free Busem do domu. Po 19:00 poszłam na dworzec i wsiadłam w pociąg do Leeds, gdzie z dworca odebrała mnie znajoma z salsy i pojechałyśmy na tango milonga :) Po dwóch godzinach zebrałyśmy się i pojechałyśmy na Rumba Picante :) Potańczyłam sobie, a po 1:30 poszłam piechotą na dworzec, żeby zdążyć na ostatni autokar do Bratfoot o 2:15. Przed 3:00 byłam w do domu. W sobotę pospałam pół dnia, a potem zrobiłam pranie, obejrzałam "Drive" i znów zasnęłam. O 18:00 obudził mnie budzik i zaczęłam się zbierać na imprezę w Alea Casino, bo miałam już kupiony bilet. Po 
20:00 wsiadłam więc w autokar, a że kierowca nie wiedział, ile kosztuje bilet, to machnął ręką :) W Leeds podjechałam autobusem za 90 pensów i doszłam kawałek. Impreza była bardzo udana i zatańczyłam z paroma nowymi tancerzami. W końcu o 1:30 podeszłam na chwilę do Azucar, gdzie zatańczyłam jeszcze 2 tańce zanim poszłam o 2:00 na dworzec i wsiadłam znów w ostatni autokar do Bratfoot. Spać poszłam po 4:00. Dziś obudziłam się o 12:00 i usiadłam do Internet. Potem pogadalam z rodziną przez Skype'a, wysłałam wreszcie pytania do Jerzego Stuhra i zrobiłam pranie.

  
Moje nowe buty do tańca oraz Carey Mulligan i Ryan Gosling w bardzo dobrym filmie "Drive".
poniedziałek, 12 listopada 2012
Koniec podróży - Polska i Anglia

611.

W czwartek 1 listopada pojechałam z rodziną na cmentarz, a potem zjechaliśmy się wszyscy i nas w domu na obiad. Wieczorem siostra odwoziła brata z dziewczyną na pociąg, więc zabrałam się z nimi. Potem wróciłyśmy do domu na kolację i tak nam upłynął dzień. W piątek podjechałam na 10:20 tramwajem do fryzjerki. Po przejściu przez pasy na czerwonym świetle zatrzymał mnie policjant! Zaskoczył mnie, ale na szczęscie dał mi tylko pouczenie :) Po wizycie u fryzjerki podjechałam znów tramwajem na Starówkę i poszłam na spacer, a potem po 13:00 do kina Muranów, gdzie byłam umówiona ze znajomą z Gutek Film. Później wróciłam do domu na obiad, a po 17:00 poszłam odwiedzić moją przyjaciółkę, z którą znamy się od podstawówki :) Wyszłam od niej po 22:00 i wróciłam do domu
. W sobotę zabrałam się z mamą za przeglądanie ciuchów i zdecydowałam, co chcę zabrać ze sobą do Anglii, a co oddać do kościoła. Na wieczór umówiłam się z jedną z dziewczyn, którą poznałam na wycieczce do Kapadocji na imprezę w Salsa Libre. Siostra mnie podwiozła, bo bez prawa jazdy i samochodu byłam jak bez ręki :) Potańczyłam i impreza bardzo mi się podobała. Po 2:00 koleżanka zamówiła dwie taksówki, bo mieszkamy na dwóch końcach Warszawy i wróciłam do domu.

W niedzielę przyjechał brat z dziewczyną na obiad, a po 16:00 dołączyła do nas moja znajoma, która jest agentką gwiazd :) Po ich wyjściu zabrałam się za pakowanie paczki z ciuchami :) W końcu poszłam spać. W poniedziałek zamiast jechać do Biblioteki Narodowej, usiadłam do Internetu. Potem pojechałam
na 15:30 do Arkadii, gdzie spotkałam się z siostrą, ale ojciec z którym byłyśmy umówione był ponad godzinę spóźniony. Siedziałyśmy więc w Wedlu, gdzie doszedł do nas jej narzeczony, a w końcu także ojciec i pogadaliśmy do 18:00. Potem pożegnaliśmy się i siostra odwiozła nas do domu. Wieczorem miałyśmy wysłać do mnie paczkę, ale okazało się, że taniej wyjdzie nadać bagaż :) Dokupiłam więc bagaż w Ryanair, ale żeby to wydrukować musiałam podjechać z siostrą do jej narzeczonego, bo my nie mamy drukarki :) W końcu skończyłam pakowanie i poszłam spać. We wtorek o 8:00 przyjechał po mnie i po mamę mój brat i przed 9:00 byliśmy już na lotnisku w Modlinie. Nigdy nie widziałam gorszej organizacji odprawy! A w Manchesterze okazało się, że walizka dotarła bez kółek, więc musiałam wziąć wózek. Zjadłam coś na dworcu i wsiadłam w autokar do Bratfoot. Po 15:00 byłam w domu, a już o 17:00 na uniwerku, bo mieliśmy pokaz niemieckiego filmu "Życie na podsłuchu" w ramach naszego stowarzyszenia. Na szczęście nikt nie przyszedł, więc o 17:15 wyszłam i pojechałam na zakupy do Morrisona. Potem wróciłam do domu, wzięłam kąpiel i poszłam spać.

W środę rano wstałam z trudem o 8:30 i poszłam na 9:30 do Ingeusa, ale okazało się, że mnie nie potrzebują! Wróciłam więc do domu i odezwałam się do kolesia z firmy sprzątającej, żeby mi podał odczyt mojego licznika. Wprosił się na herbatę i od razu przyjechał :) Spisaliśmy liczniki, a potem siedzieliśmy przy herbatce i rozmawialismy do 11:30. Po wyjściu zaczął mi znów wysyłać SMSy :) Na 13:00 podjechałam do pracy, ale nie wiedziałam, co ja tam w ogóle robię :) Miałam bardzo surrealistyczne uczucie, że powinnam być na plaży w Turcji, a nie w biurze :) Zabrałam się jednak za sprawdzanie ponad 300 maili, jakie przyszły do mnie w czasie mojej nieobecności.
Wyszłam z pracy chwilę przed 20:00 i wracając do domu piechotką zobaczyłam pod Alhambrą manifestację, której uczestnicy protestowali przeciwko występom izraelskiego zespołu baletowego Batsheva Ensemble krzycząc "Free Palestine"! Zupełnie zapomniałam o ich występach, które było oprotestowane już na Facebooku pod hasłem "Nie tańcz z izraelskim Apartheidem", bo chętnie bym się na nie wybrała. Nikt mi nie będzie mówił, co mam i czego nie mam oglądać. Mnie interesuje sztuka, a nie polityka. Wróciłam do domu, wzięłam kąpiel i obejrzałam ostatnie odcinki South Parku, a potem po północy poszłam spać.

  
Batsheva Ensemble w "Minus 2" (widziałam w wykonaniu NDT2) oraz The Avangers z South Park :)

W czwartek pospałam do 11:30, a potem podjechałam na 13:00 do pracy i wyszłam o 20:00. Poszłam piechotką do domu, zjadłam coś i poszłam na dworzec. Po 21:00 wsiadłam
w pociąg do Leeds i pojechałam na salsę. Miałam zapłacić znajomemu za Christmas Meal, ale zdecydowałam się na niego nie iść, kupiłam za to bilet na kolejną imprezę w Alea Casino. Potańczyłam też do północy, a potem zabrałam się ze znajomym do Bratfoot. W piątek wstałam o 8:30 i pojechałam na 10:00 do pracy. Siedziałam cały dzień w Advice Centre i dzięki temu minął mi bardzo spokojnie. Wyszłam przed 17:00 i podjechałam do Morrisona na zakupy. Potem wróciłam do domu, zjadłam obiad, porzebrałam się i po 20:00 pojechałam do Saltaire na Noche Latina. Wytańczyłam się znów i przed północą byłam już w domu. W sobotę o 8:30 obudził mnie budzik, bo o 9:45 miałam autokar do Sheffield. Zdążyłam na ostatnią chwilę i pojechałam na warsztaty tanga. W cenie był lunch i lampka wina :) Bardzo mi się podobało, ale po 16:00 musiałam wyjść, bo o 16:50 miałam autokar do Bratfoot. Jeden z uczestników warsztatów podwiózł mnie na dworzec. Wieczorem byłam impreza w Leeds, ale nie miałam już siły na nią dotrzeć :) Porozmawiałam tylko z rodziną, a potem z Majką na Skypie i poszłam spać :) W niedzielę wstałam przed południem i usiadłam do Internetu, a potem wzięłam prysznic, bo po 14:00 była już u mnie Kasia. Po 14:30 przyjechał po nas Jonathan i pojechalismy wszyscy na 15:00 do Ali na ciasto :) Oprócz nas było jeszcze 10 osób i było bardzo miło. W domu byłam po 20:00, ale spać poszłam po 1:00.
Początek podróży - Turcja

610.

We wtorek przed wyjazdem wstałam rano i zrobiłam ostatnie pranie. Potem poszłam na Interchange i o 11:00 wsiadłam w autokar na lotnisko w Manchesterze. Samolot niestety był godzinę opóźniony. Siedziałam obok, jak się potem okazało, polskiego księdza z Londynu :) Mama i brat czekali na mnie na lotnisku w Modlinie, gdzie dotarłam około 20:00. W domu rozpakowałam paczkę, którą wysłałam wcześniej do domu i spakowałam się na wyjazd do Turcji nazajutrz, aż w końcu po północy spać. W środę rano wzięłam kąpiel, a potem brat zawiózł mnie na lotnisko Chopina na 13:00. Leciałam koło jakiejś pary, która nie wiedziała, że jestem Polką. Ponieważ w czasie podróży czytałam gazetkę po angielsku, więc w tym języku się do mnie zwracali, jak chcieli np przejść :) Nie wyprowadzałam ich z błędu :) Wieczorem wylądowaliśmy w Antalyi, skąd jak się okazało były ponad dwie godziny drogi do  hotelu Gunes Sun Time, gdzie czekała już na mnie Kinga z dwoma rezydentkami. Dotarłam tam około 23:00 tureckiego czasu, a że byłam głodna, Kinga kupiła mi kebaba :) Potem piłyśmy
piwo ze Spritem w biurze managera hotelu :) W końcu przed północą dziewczyny pojechały, a ja poszłam spać.

W czwartek po śniadaniu umówiłam się z Kingą na zwiedzanie Alanyi. Akurat miała wolne, więc spotkałyśmy po lunchu i poszłyśmy najpierw do stoczni seldżuckiej, a potem na Czerwoną Wieżę. Później podjechałyśmy autobusem pod górę pod zamek i zjadłyśmy tam placki, a później złapałyśmy stopa i podjechałyśmy do jaskinii Damlatas, koło plaży Kleopatry. Wieczorem wróciłyśmy do hotelu na kolację, a potem usiadłyśmy u mnie na balkonie i piłyśmy gin z tonikiem z baru :) Spać poszłam przed północą, bo w Turcji czas płynie inaczej :) W piątek umówiłyśmy się znów po lunchu i poszłyśmy
z Kingą i jeszcze jedną rezydentką na plażę. Po 17:00 wróciłam do domu, wzięłam prysznic, poszłam na kolację i poszłam wcześnie spać, bo w sobotę o 4:30 był wyjazd na Pamukkale! Najpierw zatrzymalismy się gdzieś na śniadanie, potem w jakimś sklepie obok pola bawełny, a później w winnicy. W końcu pojechaliśmy na obiad i po obiedzie wreszcie dotarliśmy do starożytnego miasta Hierapolis. Po zwiedzeniu miasta mieliśmy czas wolny, więc najpierw poszłam wykapać się w wapiennych tarasach, a potem w basenie Kleopatry, gdzie woda zawsze ma temperaturę 35 stopni :) Wracając zatrzymaliśmy się na kolację i po 23:00 byłam już w hotelu. Po północy spotkałam się z przewodnikiem wycieczki Denizem i poszliśmy do klubu Robin Hood, a potem na herbatkę :)

  
Amfitaeatr starożytnego miasta Hierapolis oraz tarasy wapienne Pamukale = Bawełniane Wzgórze.

W niedzielę obudziłam się rano, nie wiedząc która jest godzina, bo w nocy była zmiana czasu :) Prosiłam co prawda o budzenie o 9:00 rano, ale recepcjonaista pewnie mnie nie zrozumiał :) Zeszłam szybko na dół, żeby się jeszcze załapać na śniadanie, które wydawano do 10:00. Na szczęście okazało się, że jest dopiero po 9:00. Po sniadaniu poszłam do
łaźni tureckiej zwanej hamam, a potem spotkałam się z Kingą na lunchu i poszłyśmy razem na plażę. Później ona musiała wracać do pracy, a ja przeszłam się do portu i popłynęłam łódka na godzinny rejs przed kolacja. Potem wróciłam do hotelu, wzięłam prysznic i znów poszłam wcześniej spać, bo w poniedziałek o 4:45 był wyjazd na dwudniową wycieczkę do Kapadocji! Tym razem zatrzymaliśmy się na śniadanie, w czasie którego poznałam bardzo miłe małżeństwo spod Warszawy. Potem zatrzymaliśmy się na obiad. W końcu dotarliśmy do miasta Konya i zwiedzilismy tam Muzeum Mevlany, jednego z derwiszów. W końcu dotarliśmy do Kapadocji i najpierw zwiedziliśmy skalne miasto Uchisar, a potem Goreme. Potem zatrzymaliśmy się w hotelu w Nevsehir, gdzie na kolacji poznałam dwie dziewczyny z Warszawy, koło których siedziałam wieczorem na nocy tureckiej :) Były tańce i alkohol, a po powrocie siedzieliśmy jeszcze do 1:00 w nocy w hotelowym barze.


Dolina Miłości w Kapadocji (podobna do Badlands, a Dolina Wyobraźni - do Monument Valley :)

We wtorek zjedliśmy śniadanie w naszym hotelu Peri Tower i po 8:00 podjechaliśmy autokarem do podziemnego miasta Derinkuyu. Potem pojechaliśmy do sklepu z ceramiką prowadzonego przez rodzinę Konak, gdzie pokazano nam, jak się tworzy ich wyroby. Niestety, dużo mniej czasu dano nam w dolinach Miłości i Wyobraźni. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na kolację w tym samym miejscu, w ktorym poprzedniego dnia jedliśmy śniadanie :) A potem jechaliśmy z powrotem do hoteli. Ponieważ uruchomili nam telewizorki w autokarze, obejrzałam sobie francuski film
"B13-U", czyli "Banlieue 13 - Ultimatum" (District 13: Ultimatum / 13 dzielnica - ultimatum). Niestety do wyboru była tylko wersja po turecku, niemiecku lub rosyjsku. Na szczęście udało mi się uruchomić film z dzwiękiem, ale bez listy dialogowej :) Do hotelu dotarłam po 23:00 i znów czekała na mnie Kinga z tymi samymi rezydentkami, tym razem żeby się ze mną pożegnać :) Dziewczyny piły "raki", a ja piwo ze Spritem i po 23:00 spać :) W środę rano wzięłam prysznic i przed 7:00 poszłam na śniadanie, a potem była zbiórka i ruszyliśmy znów w ponad dwu-godzinną trasę na lotnisko. W drodze obejrzałam sobie "The Smurfs" (Smurfy) z rosyjskim dubbingiem :) Leciałam obok dziewczyn, które poznałam w hotelu i po 14:00 byłam na Okęciu, gdzie czekała na mnie mama z bratem. Po obiedzie poszłam do wanny, a wieczorem na  zakupy.

  
David Belle i Cyril Raffaelli w filmie akcji "B13-U" oraz Neil Patrick Harris i smurfy w Nowym Jorku.