Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
czwartek, 22 grudnia 2005

130.

Wczoraj wyszlam wczesniej z pracy i poszlam do biblioteki college'u z nadzieja, ze bedzie otwarta i ze bede mogla tam obejrzec film, ktory prowadzaca zajecia z "Kina Europejskiego" zostawila dla mnie u Michaela. "A orkiestra grala dalej" to film o AIDS, ktory mam porownac z "Dzikimi nocami" Cyrila Collarda, zeby zaliczyc ten semestr. Niestety, biblioteka byla zamknieta, wiec zabiore kasete ze soba do Polski - w Bratfoot nikt z moich znajomych nie ma wideo! (tylko tak jak ja DVD :) Poszlam wiec na ostatnie (taka przynajmniej mialam nadzieje :) zakupy. Siostra zazyczyla sobie konkretne ciasteczka, a bracia Guinnessa w butelce. Dostalam wszystko z wyjatkiem Guinnessa! :) Zostal tylko w puszkach, a reszte wyprzedali! :) A to oznacza, ze dzis musze znow isc do sklepu! Wrocilam wiec do domu, zmeczona i spocona, z mocnym postanowiem, ze nigdzie juz nie wychodze, choc Saj od paru godzin probowal mnie wyciagnac na otwarcie jakiejs nowej knajpy :) Odpisalam mu, ze nie mam zdrowia ani humoru, ale okolo 18 znow dostalam SMSa z tekstem, ze wciaz liczy na jakis cud, bo beze mnie to nie to samo :) Odpisalam, ze przyjde tylko, jesli ten cud po mnie przyjedzie i mnie tam zabierze :))) Odpisal, ze bedzie u mnie z Insanem za 15 minut :))) Przyjechali, napilismy sie Martini i pojechalismy do pubu, zeby spotkac sie z Gemma :) Posiedzielismy do 21, a potem Saj odwiozl mnie taksowka do domu. I znow nie zaczelam sie nawet pakowac! :)))

Rano obudzilam sie przed budzikiem. Przed 8 jest jeszcze ciemno, ale jak wychodze po 8, to juz sie przejasnia. Jak wroce w styczniu, to pewnie bede juz szla i wracala z pracy po ciemku. Szefowej nie ma, wiec szperam w internecie i wlasnie wyszperalam, ze podobno Keanu Reeves i Diane Keaton sa razem! :) Wystapili jako para w "Lepiej pozno niz pozniej" i podobno tak im zostalo! :) Jestem troche zaskoczona, bo tego typu informacje pojawiaja sie zwykle przy premierze filmu, zeby podniesc zainteresowanie, a co za tym idzie ogladalnosc :) Ale od premiery tego filmu minely juz prawie dwa lata! :) Podobno takie pary, w ktorych kobieta jest starsza, sa w Hollywood coraz bardziej popularne :) To czemu ja sie martwie, ze Sean ma dopiero 24 lata? :) Bede trendy! :))) A propos par - w Anglii zalegalizowano malzenstwa par gejowskich. Nowe prawo weszlo w zycie 5 grudnia i duzo par juz z niego skorzystalo (podobno jednym z pierwszych byl Elton John, ktory pobral sie ze swoim dlugoletnim partnerem :)

Polowa ludzi juz wyszla z pracy, wiec spodziewam sie, ze i mnie niedlugo wysla do domu :) Musze pojsc do biblioteki uniwersyteckiej i oddac przed wyjazdem dwa podreczniki przygotowujace do ECDL (European Computer Driving Licence :) Moja druga (ta fajna :) szefowa dala mi szal w prezencie. Ode mnie dostala korale, ale pewnie jeszcze nie otworzyla prezentu, bo nic nie mowi, czy jej sie podobaly, czy nie :))) Pewnie sie dowiem, jak wroce w styczniu do pracy. Tym razem lece do Polski na 2 tygodnie. Wylatuje w sobote o 6, mam przesiadke w Amsterdamie i w poludnie bede w Warszawie, a wracam 8 stycznia po poludniu. Nie chcialam wracac poznym wieczorem, bo w poniedzialek 9 stycznia rano ide juz do pracy, wiec pomyslalam, ze lepiej wrocic troche wczesniej i troche sie przespac :))) A 10 i 11 stycznia mam juz kolejne lekcje polskiego. Ale ten czas leci! Moge sie zalozyc, ze zanim sie obejrze, bede z powrotem w Bratfoot!!! Ale na razie ciesze sie wyjazdem i nie moge sie juz doczekac! :) Do zobaczenia w nowym 2006 roku! :)))

środa, 21 grudnia 2005

129.

W poniedzialek szefowa nie przyszla do pracy, wiec mialam troche luzu :) Choc zaczelo sie nie fajnie - wiadomo, poniedzialek rano! :) Najpierw sie okazalo, ze profesor Fell zarezerwowal sobie jeden z pokoi konferencyjnych, nie uzgadniajac tego z nami, wiec "zabookowalysmy" tam inne spotkanie i sie "zdublowaly" :) Jezu, musze zaczac chodzic na lekcje polskiego, zeby uniknac "anglikanizmow" :))) Hm, ale chyba ja udzielam jedynych lekcji polskiego w Bratfoot :))) Choc slyszalam, ze na uniwerku tez ktos uczy naszego pieknego jezyka. Moze powinnam sie zapisac? :) W kazdym razie w poniedzialek rano w jednej z sal na pietrze nie dzialal projektor, wiec przyszli do mnie po pomoc. W koncu wspolnymi silami udalo sie nam rozwiazac problem. I wreszcie bylam wolna - moglam posiedziec w internecie :) Potem poszlam na lunch, a po pracy obejrzalam sobie "Skarb narodow" z Nicolasem Cagem na DVD ze szklaneczka Martini w reku :) Mialam isc do kina na "King Konga", ale jak zadzwonilam w weekend do rodziny, to powiedzieli, ze pojda na niego ze mna w Warszawie. Potem pomyslalam, ze w takim razie wybiore sie na "Opowiesci z Narnii", ale Gemma powiedziala, ze jak poczekam do jutra, to sie ze mna wybierze. Zostalam wiec w domu i swietnie sie bawilam, ogladajac znane mi miejsca - Washington, Filadelfie, Nowy Jork -  w ktorych masoni ukryli skarb z grobow faraonow, swiatynii i jerozlimskiej i Bog raczy wiedziec skad jeszcze :)

We wtorek musialam troche poudawac, ze pracuje :) Po lunchu zalapalam sie znow na jakis lunch - dosc czesto sie tu dozywiam na koszt uniwersytetu :) Choc przewaznie sama jestem juz po lunchu i konczy sie na tym, ze biore sobie jakis sok i ciastko na deser :) Ale lepsze to niz nic, czyli brak desru :) Bo w domu nie trzymam raczej zadnych slodyczy. Czasem kupie czekolade, albo zostanie cos po imprezie, a teraz mam jeszcze pare cukierkow od Seana, ale zwykle wole cos slonego :) Gemma napisala mi, ze na 5:00 nie zdazy do kina, wiec odpisalam jej, zeby wpadla do mnie i pojdziemy na 7:00. Nie odpisala, wiec nie zdziwilam sie zbytnio, gdy nie zastalam jej w kinie. Telefon miala wylaczony, wiec kupilam studencki bilet na "Opowiesci z Narnii" (znizka dla studentow tylko w poniedzialki i wtorki :) i poszlam sama na film. Po raz pierwszy po wyjsciu z kina pomyslalam, ze moje zycie jest ciekawsze! :) Mieszkam we wlasnej Narnii, w ktorej musze walczyc, by zyc. Mam tu przyjaciol i swoje potwory. I uswiadomilam sobie, ze to jest ciekawsze niz opowiesci snute przez czworke dzieci pod wplywem braku doplywu swiezego powietrza w jakiejs szafie :)))

Dzis znow nie ma szefowej w pracy! :) Jutro zreszta tez, bo jest slub jej corki! :) A to oznacza nie tylko, ze bede mogla sie zajac swoimi sprawami, ale rowniez ze prawdopodobnie pojde wczesniej do domu. Gemma stwierdzila, ze moze wpadnie do mnie dzis wieczorem na Martini. Dam jej od razu prezent, bo nie chce jej go dawac na imprezie, przy wszystkich (m.in. Saju czy Shazie :) skoro dla nich nie mam prezentow! :) Wczoraj wreczylam po wisiorki i kartce swiatecznej ubu moim szefowym, bo wiedzialam ze jednej juz od dzisiaj nie bedzie, a wolalalam je "zalatwic" za jednym zamachem i miec z glowy :) Dzis dostalam jeszcze kartke od prfesora Fella i mam nadzieje, ze to juz koniec! Ile mozna! :) Mam juz caly las kartek na biurku! Ale nie odwdzieczam sie tym samym, bo bym zbankrutowala! Wyslalam wszystkim zyczenia w PowerPoncie i to im musi wystarczyc :))) A ja mam wazniejsze wydatki - wlasnie kupilam sobie bilet do "cieplych krajow" na Wielkanoc :) Wlasciwie do jednego cieplego kraju, a jeszcze dokladniej jednego stanu, bo nie caly kraj jest tak cieply jak Kalifornia :) Lece w kwietniu na 10 dni do Los Angeles! :) Przy okazji chce tez zwiedzic San Francisco, bo to ponoc najpiekniejsze miasto w Stanach! :) Poza tym, zanim wyjade z Angli, chce jeszcze w przyszlym roku odwiedzic moich znajomych w Oxfordzie, a w pierwszy weekend majowy zwiedzic Dublin :) Pod koniec maja odwiedzi mnie moja mama i z nia po raz trzeci i ostatni wybiore sie do Londynu :) Przynajmniej ostatni przed wyjazdem w czerwcu, bo moze jeszcze kiedys tu wroce, kto wie? :)

poniedziałek, 19 grudnia 2005

128.

To byl szalony tydzien! :) W piatek znowu spoznilam sie do pracy, ale znow nikt nie zauwazyl :) O 11 dostarczyli nam kanapki, wiec zamiast pracowac wszyscy zaczeli juz swietowac :) Po 12 wyszlismy z pracy i pojechalismy na kregle (moja druga szefowa mnie podwiozla - ta, ktora lubie :) Tory mielismy zamowione dopiero od 13, ale bylismy na miejscu juz o 12:30, wiec wszyscy zaczeli cos popijac (ja cole :) Bylo nas 20 osob, 4 druzyny po 5 osob. W mojej byla jeszcze Rachel, Melanie, Lynsey i Nazia. Zamiast wpisac swoje imiona zaczely wysmyslac sobie przezwiska, wiec jak przyszlo do mnie, wpisalam Polococta :) Nie wiem skad mi to przyszlo do glowy, ale oczywiscie wzbudzilam sensacje :) Najpierw powiedzialam tylko, ze to napoj. Ale potem zaczeli sie dopytywac jaki, wiec zaczelam tlumaczyc, ze nieistniejacy, ze nazwa pochodzi z polskiej komedii i u nas kazdy wie, o co chodzi - napoj, ktory sprawia, ze krasnoludki rosna i osiagaja ludzkie rozmiary, dzieki czemu moga zyc w Kingsajzie (zupelnie tak jak ja teraz :))) Po raz pierwszy bowiem nie czuje sie za granica gorsza! Mam dobrze platna prace, w ktorej sie nie przemeczam, swietnych przyjaciol i fajne mieszkanko :) Wiem, ze to co robie, zalezy tylko ode mnie, a dokladnie od mojej znajomsci angielskiego. Znajomi z Hiszpanii sprzataja w hotelu, bo slabo znaja jezyk. Wiekszosc Polakow pracuje w fabrykach, bo boja sie mowic, a ja pracuje w biurze i wiem, ze im dluzej tu zostane, tym latwiej bedzie mi znalezc lepsza prace. Aneta jest na to dowodem - za miesiac przenosi sie do Londynu! :)

Mielismy zarezerwowne dwie gry: pierwsza wygrala Melanie (Rachel byla na drugim miejscu, a ja na trzecim), a druga wygrala Rachel (ja bylam na drugim miejscu, a Melanie na trzecim :) Moge sie zalozyc, ze gdybysmy graly jeszcze jedna gre, ja bylabym na pierwszym, Melanie na drugim, a Rachel na trzecim :))) Ale zamiast dalej grac, o 15 poszlismy na obiad do restauracji :) Kalmary na przystawke i glowne danie (zapiekany baklazan w beszamelu :) byly bardzo dobre, gorzej z deserem - nie zjadlam do konca tego puddingu, bo moim zdaniem byl niejadalny! :))) Posiedzielismy do 17, porozmawialam z paroma osobami, a potem wszyscy zaczeli sie zbierac. Czesc poszla pic, ale ja poszlam do domu, po drodze wchodzac tylko do biblioteki, zeby sprawdzic maile :) Polozylam sie na dwie godzinki do lozka, a potem wzielam prysznic i poszlam na dworzec, zeby pomachac Seanowi :) Myslalam, ze juz nie wsiadzie do tego pociagu! :) Dwa razy sie wracal, zeby sie ze mna pozegnac i jeszcze o cos zapytac :) W koncu pojechal...

Poszlam na chwile do nowego mieszkanka Gosi, bo dostala wyplate i chciala mi oddac pieniadze przed wyjazdem :) Pozegnalysmy sie i pojechalam autrobusem do Bingley, gdzie czekali na mnie Saj i Gemma oraz Insan. Potanczylismy troche, ale bylam zmarnieta, wiec jak Gemma i Saj gdzies znikneli, a Insan stwierdzil, ze pewnie wrocili do niego i zaproponowal, zebysmy tez poszli, chetnie sie zgodzilam. Zrobil mi goracej herbaty i od razu zrobilo mi sie lepiej. Do Gemmy i do Saja nie moglismy sie dodzwonic, az w koncu Gemma wyslala mi SMSa z pytaniem, gdzie jestesmy. Okazalo sie, ze oni nadal byli w klubie, tylko poszli gdzies na bok porozmawiac, a my myslelismy, ze wyszli! Wrocili wiec do nas i spytalismy Insana, czy nie ma czegos do jedzenia :) Wyczyscilismy mu lodowke, po czym ja stwierdzilam, ze wracam do domu, bo jestem chora i wzielam taksowke :) Zanim dojechalam do domu, byla juz 2 w nocy! :)

W sobote zgodzilam sie spotkac ze znajomym z hotelu Balmoral, ktory wlasnie dostal umowe o prace i chcial, zebym pomogla mu ja przeczytac i poszukac jakis "kwiatkow" :) Umowilismy sie, ze przyjdzie kolo poludnia. Obudzilam sie dosc wczesnie, wiec poszlam na chwile do biblioteki na internet, a potem do sklepu. Dostalam od niego wiadomosc, ze bedzie kolo 3. O 8 mialam miec gosci - postanowilismy zrobic Soni impreze pozegnalna, bo 20 grudnia wraca na stale do Hiszpanii! Ale pomyslalam, ze sie wyrobie. Wzielam sie za gotowanie i przestawianie pokoju, tak zeby pomiescil wiecej ludzi :) W pewnym momencie zadzwonil domofon i sasiad (tez Polak :) spytal, czy nic mi nie cieknie w kuchni! Okazalo sie, ze kran przecieka, wiec przyszedl sasiad, ktory opiekuje sie domem i dokrecil kran. Tymczasem minela trzecia, a kolegi ani widu, ani slychu. W koncu dal mi znac, ze udalo mu sie z rodzina wyjsc z domu i ze beda za jakies pol godziny! Dotarl z zona i nadpobudliwym synkiem okolo 4. Dzieciak probowal mi caly czas popsuc laptopa i sprzet grajacy, albo przynajmniej balona, ktory zostal z urodzin. Na szczescie nie udalo mu sie osiagnac zadnego z tych celow :))) Wyglada na to, ze wychowuja go bezstresowo, bo nie reagowali za bardzo na jego wybryki! :) W koncu kolo 6 powiedzialam, ze musze jeszcze isc do sklepu, bo jedzenie mi sie konczy, wiec wyjde z nimi :))) Wyszlismy, oni poszli, a ja obeszlam dom dookola i wrocilam :) Musialam jeszcze wziac prysznic i sie przebrac  :)

W koncu o 8 przyszla Sonia i zaczelysmy robic Sangrie - wlalysmy do garnka butelke czerwonego wina, butelke pomaranczowej Fanty (napoj musi byc gazowany :) Sonia dosypala cukru do smaku i wrzucila owoce z puszki. Potem dolalysmy jeszcze pol butelki czerwonego wina, ktore zaczelam we wtorek z Seanem, a ktorego nie skonczylismy :) Calosc nadal smakowala jak soczek :))) Wszystkich gosci witalysmy w drzwiach - Sonia puszczala banki mydlane, a ja otwieralam drzwi z rogami losia na glowie i trabiac w trabke :) Rogi losia dostalam na kreglach i wszystkim strasznie sie spodobaly - zrobilismy sobie w nich sesje zdjeciowa w kuchni! :) Wszyscy musieli je zalozyc! :))) Najpierw przyszli Rocio i Roberto i zrobili calimacho - czerwone wino pomieszane z Pepsi :) Piotrek i Krystian przyprowadzili Asie - Polke, z ktora mialam w marcu tego roku isc na bal w Hiltonie, ale ona w ostatniej chwili sie rozmyslila :) Pracuje w polskim klubie i spotkalam ja tam dwa razy czekajac na autobus - raz, jak przyjechala moja sukienka na bal w Hiltonie, a drugi raz czekajac z Aneta na jej chlopaka :) Bratfoot jest jednak male :))) Krystian chodzi z nia na angielski i zaprosil ja nie tylko na impreze u mnie, ale takze na Sylwestra w gorach :) Oczywiscie w Polsce :))) Na koniec przyszedl jeszcze Shaz. Gemma i Saj nie dotarli - mieli impreze rodzinna, bo jej rodzice leca na Swieta do jej siostry, do Chin! Impreza troche sie przedluzyla, wiec Gemma stwierdzila, ze nie beda juz przyjezdzac. My sie bawilismy do 2:30 :) Wypilismy garnek sangrii, garnek calimacho, do ktorego chlopcy dolali jeszcze wodki, oraz butelke Martini Bianco, butelke wodki Smirnoff i dwie butelki drinku Smirnoff Ice. Druga butelki Martini i druga butelka Smirnoffa zostaly nietkniete i stoja nadal w mojej lodowce :)

W niedziele zanim sie zwloklam, wzielam prysznic, zadzwonilam do Polski i ubralam, dochodzila 3 :))) Przyjechala do mnie Aneta, zeby skorzystac z komputera -chciala zrzucic zdjecia z aparatu cyfrowego na plyte :) Napila sie Martini (jeszcze jedna butelka byla zaczeta :) i zjadla pare czekoladek z alkoholem, ktore przyniosla Agata. Potem przyszla Sonia, zeby zabrac swoje rzeczy - garnek, chochle i pare kubkow (poprosilam wszystkich, zeby przyniesli kubki i szklanki, bo mam tylko 4 kubki i 3 szklanki, a gosci bylo 8 :) Zjadlam obiad i zrobilysmy sobie pare zdjec przy wyjmowaniu wosku z kieliszkow, ktore dostalam na urodziny od Gosi. Sluzyly jako swieczki, ale mam zamiar dokladnie je umyc i przywrocic do ich roli :))) O 6 przyszedl Shaz, wiec wyszlysmy wszystkie, wynoszac butelki i dziewczyny wrocily do domu, a ja poszlam z Shazem do pubu, gdzie mielismy sie przed teatrem spotkac jeszcze z paroma osobami z mojej bylej pracy. Niestety, okazalo sie, ze pub jest zamknety! Ale jak dochodzilismy, podjechal Brian z Chrisem i zabrali nas do teatru. Usiedlismy tam w barze, zamowilam Zywca i prawie polowe wylalam na siebie! :) Nie wiem, jak to sie stalo, ale powiedzialam im, ze ide do domu sie przebrac. Chyba byli w niezlym szoku, bo zaden sie nie ruszyl! Wyszlam wiec i poszlam do domu, troche zmarznieta, bo wieczorami jest juz dosc chlodno, a bylam przeciez niemal cala mokra! Wzielam prysznic i zalozylam jeansy - nie mialam juz zamiaru ladnie sie ubierac! Zreszta wczesniej planowalismy, ze po teatrze pojedziemy do Tramshead, ale ja juz wiedzialam, ze nigdzie nie jade, tylko wracam do domu. Chlopaki sie nie spisali i nie zdali egzaminu, wiec nie mialam ochoty sie z nimi wieczorem bawic.

Wrocilam do teatru tuz przed rozpoczeciem przedstawienia. Gem i Saj juz dojechali i poszlismy wszyscy na sale. Priestley Theatre wystawia sztuki w wykonaniu amatorow i poziom aktorow byl bardzo nierowny, ale musze przynzac, ze ogolnie przedstawienie bardzo mi sie podobalo. Byla to "Opowiesc wigilijna", zaadoptowana na rzecz teatru z wielka inwencja - za cala dekoracje sluzyl jeden kosz i dwa wieszaki z przerzuconymi przez nie bialymi przescieradlami. Cztery kobiety ubrane na czarno na zmiane odgrywaly role narratora. W calym przedstawieniu bralo udzial zaledwie 12 aktorow, w tym dwaj chlopcy. Scroge'a gral znajomy Briana i byl calkiem niezly. Mial swietny glos i dosc dobre warunki sceniczne. Jedna z narratorek tez byla bardzo dobra, ale najlepszy byl mlody chlopak, ktory gral m.in. mlodego Scroge'a oraz ducha Morleya. Naprawde, przycmiewal wszystkich na scenie. Ciesze sie, ze wrocilam na przedstawienie, choc jak wrocilam do domu przez moment mialam ochote zostac, ale kupilam juz bilet, wiec na szczescie wrocilam. Warto bylo zobaczyc ludzi z pasja, ktorzy graja dla wlasnej przyjemnosci :) Po przedstawieniu wmieszali sie w tlum w teatralnym barze, dosiadajac sie do znajomych przy stolikach :) Okolo 22 Saj i Gemma wzieli taksowke, a Chris i Brian odwiezli mnie i Shaza (ktory kolo mojego domu zostawil samochod :) Zaprosilam ich na gore, ale Chris musial jechac do domu. Brian umowil sie z Shazem, ze ten go odwiezie i obaj skorzystali z mojego zaproszenia. Brian napil sie Martini, a Shaz Pepsi, cos zjedlismy, porozmawialismy i o 22:30 pojechali do domu, a ja poszlam wreszcie do lozka. Ale nie moglam zasnac, wiec zaczelam sie bawic nowa komorka :)

127.

W poniedzialek ledwo sie znow zwloklam z lozka :) W dodatku przyznalam sie szefowej, ze balowalam ze znajomymi. Czasami jest taka mila, ze daje sie nabrac i mowie cos, czego nie powinnam :) Ale trudno, bylo-minelo :) Po pracy poszlam do muzeum na dwa filmy - najpierw francusko-izraelski "Distortion", a potem amerykansko-norweskie "Factotum". Pierwszy z nich opowiadal o dramatopisarzu, ktory zatrudnia detektywa, aby sledzil jego dziewczyne i wykorzystuje to jako material do swojej nowej sztuki. W dniu premiery rzeczywistosc miesza sie z fikcja. Ostatnia scena byla bardzo mocna - aktor bedacy alter ego dramatopisarza wychodzi na scene z pistoletem w reku i wyglasza monolog celujac do wybranych widzow i grajac z nimi w "rosyjska ruletke". Natomiast "Factotum" to koeljna ekranizacja Charlesa Bukowskiego. Trzeba przyznac, ze bardzo udana. Choc bohater nie wzbudza sympatii i trudno sie z nim identyfikowac, to jego destrukcyjny tryb zycia wciaga i przez poltorej godziny nieustanie przyciaga uwage widza. Pozniej okazalo sie, ze na tym seansie byl tez Sean, ale sie spoznil, a ja wyszlam jak tylko zaczely sie napisy, wiec sie nie spotkalismy.

We wtorek po pracy mialam ostatnia lekcje polskiego w Queensbury (przynajmniej w tym roku :) Probowalam im troche wytlumaczyc gramatyke iz asady rzadzace jezykiem polskim. Dostalam dwie kartki i prezent - kubek z siteczkiem, do zaparzania sypkiej herbaty. To bardzo milo z ich strony :) Potem moje uczennice jak zwykle zawiozly mnie do domu, ale weszlam tylko na chwile, zeby zostawic prezent i poszlam zaraz do pubu Titus Salt na ostatnie w tym roku spotkanie "Kolka francuskiego" :) TYm razem bylo troche wiecej osob: Pelagie, Agnes, Christoph, jedna Niemka i Anglik. Zostawialm swoje rzeczy i poszlam do baru po piwo. Tam spotkalam Seana, ktory kupowal sobie wlasnie drugie polskie piwo :) U Titusa Salta mozna bowiem kupic Zywiec i Okocim :) Zabral swoje rzeczy ze stolika przy ktorym siedzial i dosiadl sie do nas. Rozmawialismy z wszystkimi do 23, dopoki nie zaczeli sie rozchodzic. W koncu zostala tylko Pelagia, ja i Sean. Pelagia poszla na taksowke, a my do mnie na czerwone wino i francuski ser Camembert :) Sean nie czul sie najlepiej, wiec posiedzial tylko do 2 w nocy i poszedl do domu. Nastepnego dnia stwierdzil, ze to polskie piwo mu zaszkodzilo :)))

W srode w czasie lunchu okazalo sie, ze znow jest u nas w pracy jakas impreza, na ktorej podaja sushi! :) Co prawda wrocilam najedzona z domu, ale nie odmowilam sobie paru kawalkow (kazdego rodzaju :) sushi! Uwielbiam sushi, a taka okazja nie zdarza sie zbyt czesto! :) Po pracy poszlam na internet, zeby znow nadrobic zaleglosci w mailach, a potem na ostatnia w tym roku lekcje polskiego w tutejszym college'u. Dotarlo na nia tylko 5 osob, ale wiekszosc mnie uprzedzila, ze nie przyjda. Znow dostalam kartki i czekoladki w przencie. Przrobilismy gramatyke i obiecalam im wprzyszlosci wiecej zdan do tlumaczenia. Po lekci poszlam odwiedzic Gosie, ktora poprzedniego dnia przeprowadzila sie do centrum Bratfoot. Wynajmuje mieskanie wraz z moimi hiszpanskimi znajomymi Roberto i Rocio. Mieszkanko jest super - Gosia ma mniejszy pokoj, ale z wlasna lazienka z prysznicem, a Roberto i Rocio maja ogromny pokoj i druga lazienke z wanna do dyspozycji. Kuchnia jest wspolna, ale duza i idealna na imprezy! :) Jestem pewna, ze na kazdej imprezie bedzie pelna ludzi! :) A juz na styczen zapowiadaja parapetowe! :) Jak tylko wszyscy wroca do Bratfoot po Swietach i Sylwestrze :) Rozmawialysmy z Gosia, popijajac piwko i zanim sie obejrzalam, bylo juz po polnocy. Wrocilam wiec do domu i padlam, a nastepnego dnia znow spoznilam sie pare minut do pracy. Caly tydzien przychodzilam o 8:35, ale i tak nikt nie zauwazyl! :)

W czwartek mialam ostatnie zajecia z "Kreatywnego Pisania", na ktorych mielismy przedstawiac swoje wylrecone wersje bajek, ale poniewaz poprzednie zajecia sie nie odbyly, musielismy nadrobic zaleglosci i odczytac teksty, ktore wszyscy mieli zaczac od tego samego zdania. Oczywiscie kazdy poszedl w zupelnie innym kierunku :) Ciekawy eksperyment! :) Prowadzaca powiedziala, ze bardzo milo sie jej z nami pracowalo w tym semestrze i ze ma wrazenie, iz byla by juz w stanie rozpoznac nasze teksty, nawet gdybysmy ich nie podpisywali :) Wydaje mi sie, ze ja tez juz rozrozniam w naszej grupie rozne "piora" :) O 4 odbylo sie drugie spotkanie, na ktore przyszlo tez pare osob z drugiego roku. Prowadzaca przyniosla cukierki i zaproponowala, zbysmy powymieniali sie mailami. Dowiedzialam sie tez, ze 24 stycznia mamy godzinny egzamin - bedziemy musieli wybrac sobie 3 tematy i cos napisac "na szybko" :) Coz, chyba nie bede miala problemu ze zdaniem :))) Oprocz tego do polowy stycznia musze dostarczyc prowadzacej dwa dluzsze teksty, ale z tym chyba tez nie bedzie problemu. Gorzej z zajeciami z "Kina Europejskiego" - wybralam temat, ktory kaze porownac "Dzikie noce" Cyrila Collarda z jakims innym filmem i od dluzszego czasu nie moge dojsc z prowadzaca do porozumienia jaki mialby to byc film. Okazalo sie, ze musi byc to film, ktory ona zna, a tych ktore ja proponuje akurat nie widziala! Co ja na to poradze? A czas goni!

Po pracy wzielam sie wreszcie za gotowanie - od tygodnia w zamrazalniku czekal kurczak i wreszcie udalo mi sie za niego zabrac. Z czesci zrobilam salatke z ananasem, a reszta byla na obiad. Akurat skonczylam gotowac, jak przyszedl Sean, ale okazalo sie, ze nie jest glodny, wiec zjadlam sama. Wieczorem wybieralismy sie do kina, ale na dwa rozne filmy. Zaprosilam go, zeby sie z nim pozegnac, bo w piatek wieczorem jechal do Liverpoolu, a stamtad lecial do Francji na Swieta. Przyniosl ze soba kolorowe, typowo angielskie cukierki - niektore np. z lukrecji :) Tu z przed 20 przyszla Indra, zeby oddac mi przed wyjazdem reszte pieniedzy, ktore jej pozyczylam. Wyjezdzala w sobote rano do Rygi, a po Nowym Roku nie wraca juz do Bratfoot, tylko jedzie do Cambridge! Wyszlismy wszyscy razem i Indra odprowadzila mnie prawie pod samo kino, pozegnalysmy sie i obiecala mi przyslac zdjecie, ktore Sean nam razem zrobil. Oto ono :)

Obejrzalam "Channels of Rage", ostatni film z przegladu Filmow Zydowskich, dokument opowiadajacy o dwoch raperach z Izraela. Kobi Shimoni znany jako Subliminal jest Zydem, a MC Tamer Nafar Palestynczykiem. Znaja sie od dawna, ale ostatnio zaczeli prowadzic wojne na slowa. Obaj sa patriotami i spiewaja o swoim kraju, ale dla kazdego z nich jest to inny kraj. Przed filmem pokazano 20 minutowy filmik "West Bank Story" - przezabawna parodie "West Side Story" o milosci izraelskiego zolnierza i palestynskiej dziewczyny, ktorych rodziny prowadza konkurencyjne interesy: "Kosher King" i "Hummus Hut" :))) Ten krotkimetraz nakrecil student kalifornijskiej szkoly filmowej i jezeli tylko macie okazje gdzies go zoabczyc, goraco zachecam! :))) Sama chetnie bym go jeszcze raz obejrzala! :) A piosenki z tego filmiku zapewne wkrotce stana sie przebojami :) Oto pare zdjec na zachete :)))

środa, 14 grudnia 2005

126.

W piatek po pracy poszlam na dwie godziny spac. Nastawilam budzik na 7, bo o 7:30 mialam sie spotkac z Gemma w Lloydsie. Ale na szczescie przesunela to na 8, wiec moglam jeszcze polezec w lozku! :) Potem wzielam prysznic i poszlam do Lloydsa. Na dole byla straszna kolejka do baru, wiec przeszlam sie na gore, bo tam jest zwykle mniej ludzi (strefa dla niepalacych :) Przy barze spotkalam Saja! Byl tam z kolegami. Nie wspomnialam ani slowem, ze jestem umowiona z Gemma, ale jestem pewna, ze sie domyslil. W kazdym razie stalam z nim i rozmawialam, zastanawiajac sie, jak sie tu wymknac na dol do Gemmy, kiedy podszedl do nas Shaz! Przyszedl ze znajomymi z pracy i powiedzial, ze spotkal na dole Gemme, ktora na mnie czeka! Dalam Sajowi swojego drinka i poszlam do lazienki. Stamtad wyslalam Gemmie SMSa i probowalam sie do niej dodzwonic, ale nie odbierala komorki! Zeszlam wiec do niej na dol, a ona stwierdzila, ze idziemy na gore, stawic im czola! :) Na schodach minelysmy Saja, ktory akurat schodzil z kolegami na dol! Podal mi drinka, nic nie mowiac, a na Gemme nawet nie spojrzal. Ogolnie zrobilo sie malo przyjemnie... Na szczescie pozniej, jak wychodzil, podszedl do mnie, zeby sie pozegnac i chwile porozmawiali. Gemma powiedziala, ze sa znow przyjaciolmi. Ciekawe jak dlugo to potrwa...

Przed polnoca poszlysmy na chwile do Varsity, a potem do Walkabout. Shaz zniknal, wiec pomyslalam, ze wreszcie dal sobie spokoj, albo sie nawet obrazil, wiec nie bede juz musiala mu nic mowic. W Walkabout poznalysmy jakis Anglikow. Jeden z nich mial 30-te urodziny. Wzial ode mnie numer telefonu i powiedzial, ze zadzwoni w sobote, to gdzies sie razem wybierzemy. Potem znow zostalysmy same i znow poznalysmy jakis Anglikow, tym razem duzo mlodszych :) Potanczylismy troche, az do konca imprezy, czyli do 2. Potem Gemma wziela taksowke, a ja wrocilam do domu na piechotke :) Troche mnie zdenerwowal fakt, ze w ciagu jednego wieczoru trzy osoby spytaly mnie, ile mam lat. A w ciagu calego tygodnia, to juz nie zlicze. Mowie wszystkim, ze to "top secret", ale naprawde zaczyna mi to dzialac na nerwy :) Co za wychowanie :))) W Polsce nigdy mi sie to nie zdazylo! A tu kazdy Angol zadaje na "dzien dobry" trzy pytania: 1. Jak masz na imie? 2. Ile masz lat? 3. Czy masz chlopaka? :))) A co ich to wszystko obchodzi? :) No, moze poza imieniem! :)

W sobote obudzilam sie dopiero o 11, bo poprzedniego wieczoru strzelilysmy sobie z Gemma w Lloydsie po 2 tequile :) Zadzwonilam do domu, a potem, do przyjaciolki w Polsce i zanim sie obejrzalam, byla juz 14! :) Chialam isc zrobic pranie, ale dostalam SMSa od Gosi, ze jest z Hiszpanamii w Lloydsie i zebym do nich dolaczyla. Wlasnie wychodzilam, kiedy przyszedl sasiad i zapytal, z ktorej strony okna ma mi przeciagnac kabel do internetu! Obudzil sie, po trzech miesiacach! Zostawilam go w domu i poszlam do Lloydsa. Gosia i Hiszpanie zdecydowali sie wynajac razem mieszkanie w centrum i obgadywali wlasnie szczegoly przy piwie. Nie moglam nawet patrzec na alkohol, wiec wzielam tylko cole :) Potem dostalam sygnal z Polski, ze moj brat przyjechal, wiec zadzwonilam jeszcze raz do domu, zeby mi powiedzial, jak przeniesc ksiazke telefonow ze starej Nokii do nowej, ktorej do tej pory nie zaczelam uzywac, choc kupilam ja tydzien wczesniej! :) Potem Hiszpanie poszli do domu, a ja z Gosia do sklepu. Wzielam nam po Grolschu, ktore wypilysmy u mnie. W miedzyczasie zanioslam pranie do pralnii i wyciagnelam pieniadze dla Gosi, bo chciala pozyczyc na kaucje na nowe mieszkanie.

Czekalam caly czas na telefon od piatkowego solenizanta, ktory mial mnie gdzies zabrac, albo wiadomosc od Seana, ktory mial mnie zaprosic do siebie na ogladanie filmu. Myslalam, ze bede musiala wybierac, ale nie doczekalam sie ani jednego, ani drugiego. Poszlam odprowadzic Gosie na przystanek, a jak wracalam do domu, zadzwonil Shaz! Spytal (spytal, a nie oznajmil! :) czy pojde z nim na drinka. Powiedzialam, ze moge za pol godziny. Kupilam po drodze pizze, zjadlam i wyszlam. Czekal pod drzwiami. Poszlismy do Titusa Salta, usiedlismy przy stoliku i pogadalismy o niczym. Potem poszlam do lazienki i spotkalam tam Pelagie rozmawaiajaca przez telefon! (Bratfoot to naprawde male miasto! :))) Pomachalam jej i wyszlam, ale wracajac do stolika, zobaczylam, ze przy sasiednim siedzi Helene i jeszcze jakas dziewczyna, ktorej nie znam. Podeszlam do nich i spytalam, jak dlugo tu siedza. Helena powiedziala, ze widzialy jak przyszlismy, ale nie chcialy nam przeszkadzac! :) Za chwile wrocila tez Pelagia, a ja z Shazem dosiedlismy sie do nich, bo czulam, ze koncza sie nam troche tematy do rozmowy :) Trzecia dziewczyna miala na imie Anne i byla Angielka, ktora uczy sie francuskiego i niemieckiego (to rzadkosc, zeby tutejsi uczyli sie jezykow :) Pogadalismy do 23, a potem Shaz odprowadzil mnie do domu i pojechal. Bylam w lekkim szoku, ale wkrotce sprawa sie wyjasnila. W niedziele Saj przyslal mi SMSa, mowiac, ze w piatek porozmawial chwile z Shazem i ze ma nadzieje, iz nie mam mu tego za zle. Powiedzial mu, na co sie mu skarzylam i najwyrazniej zadzialalo! :)))

Poniewaz poszlam dosc wczesniej spac, rano nie mialam problemu ze wstaniem. Obudzilo mnie piekne slonce i pomyslalam sobie, ze mam ochote przejsc sie na spacer do parku. Wlaczylam komorke (zawsze ja wylaczam, jak ide spac, zeby mnie nikt nie obudzil :) a tu SMS od Seana! Napisal, ze moge wpasc do niego kiedy chce w ciagu dnia. Odpisalam, ze teraz ide na spacer, a do niego przyjde, jak zacznie sie robic ciemno, czyli kolo 3-4. Odpisal, ze on na spacer nie idzie (choc wcale mu nie proponowalam :) bo jest zmeczony i w takim razie idzie spac :) Zadzwonilam do Anety i umowilam sie z nia w parku kolo niej. Podjechalam autobusem i dotarlam do parku okolo poludnia. Aneta czekala juz pod brama. Pospacerowalysmy godzinke, w czasie ktorej opowiedziala mi wszystko o rozmowie kwalifikacyjnej w Londynie. Na poczatek podpisze kontrakt na trzy miesiace, ale potem na pewno jej przedluza, moge sie zalozyc :) Musi teraz znalezc jakies mieszkanie w stolicy! Po spacerze zaproponowala, zebysmy poszly do niej, ale musialam wracac i cos zjesc, bo o 3:30 umowilam sie ze Seanem pod Bombay Storem. Jak sie spotkalismy powiedzial, ze jeszcze nigdy tam nie byl, weszlismy wiec do srodka, zeby poogladac. Potem poszlismy do niego, na seans paru filmow w brytyjskiej serii komediowej "Absolutely Fabulous", ktora kupil mamie opd choinke :) Potem pokazal mi tez pare swoich zdjec. Az wreszcie przed 21 powiedzialam, ze musze leciec, bo obiecalam Gemmie, ze pojde z nia i chlopakami z mojej bylej pracy do Tramshead na "Singles Night". Pobieglam do autobusu i napisalam do Gemmy, ze sie spoznie. Ale i tak czekalam na nich pod klubem do 21:30. Oprocz Gemmy przyjechal Brian, jego wspollokator Chris i Matthew. Tak dobrze sie bawialam, ze przegapilam ostatni autobus! Ale Matthew powiedzial, ze mnie odwiezie :) Bylam w domu przed polnoca :)))

piątek, 09 grudnia 2005

125.

Na 5:30 poszlam wczoraj na "Wiernego ogrodnika" w rezyserii Fernando Meirellesa i ze zdjeciami Cesara Charlone. To ta sama ekipa, ktora zrobila "Miasto Boga" i film jest dosc podobny - zarowno jesli chodzi o temat, jak i o zdjecia. I rownie dobry! Robi naprawde duze wrazenie! Potem spotkalam sie ze Seanem, ktory byl w tym samym czasie na "Murderball" - dokumencie o niepelnosprawnych sportowcach, ktorzy na wozkach inwalidzkich graja w rugby. Ponoc tez niezly. Pozniej poszlam na "Piesn nad Piesniami" w ramach przegladu filmow zydowskich. Grala w nim Nathalie Press, znana z "Lata milosci" Pawla Pawlikowskiego. Pawel wrozy jej duza kariere i chyba ma racje - chociaz ten film jest niskobudzetowa produkcja, Nathalie zagrala niesamowicie. Zreszta wystarczy, ze jest na ekranie i juz nie mozna oderwac od niej oczu. Film byl bardzo mroczny i ciezki, ale ciesze sie, ze go obejrzalam, bo pozwolil mi zrozumiec pare spraw.

Dzis rano znow pomagalam w czasie ceremonii rozdania dyplomow, tym razem absolwentow college'u. Znowu mialam na sobie buraczkowa toge i tym razem zrobilam sobie w niej zdjecie :) Przed sala rozmawialam z pewna spozniona kobieta, ktora wygladala zupelnie jak Jennifer Aniston! :) Niesamowite, miala nawet taka sama fryzure! :))) A potem dostalam znow kupon na lunch wart 3 i pol funta (to oznacza, ze niejako zaplacili mi ponad funta za godzine pomocy :))) Poszlam wiec po raz pierwszy do naszej stolowki na pelen obiad. Do tej pory jadlam tam najwyzej kanapke lub zupe, ale dzis wzielam tez drugie danie - rybe, zapiekane ziemniaczki i kukurydze - i musze przyznac, ze nie bylo tak zle :) Angielskie jedzenie jest naprawde niedobre, ale zdarzaja sie wyjatki. Do tej pory nie posmakowalam slynnego Yorkshire Pudding, choc mialam taka okazje w restauracji w Alhambrze - byl w cenie mojego dania, ale spojrzalam tylko i stwierdzilam, ze wole nie ryzykowac! :) Na sniadanie jedza tu strasznie tluste rzeczy. Wszystko jest smazone - boczek, kielbaski, jajka, fasolka - a do tego tosty! Koszmar! Zupelnie nie rozumiem, jak mozna tak tlusto jesc! Nic dziwnego, ze potem wygladaja, tak jak wygladaja! :)

Kiedy wrocilam na dol do pracy, moja szefowa sie zdziwila, czemu zbieram sie do domu, skoro juz zjadlam na koszt uniwerku. Nadal nie moze sie pogodzic z tym, ze wychodze na godzine z pracy! A ja nie wyobrazam sobie, zebym bez tego wytrzymala tam z nia caly dzien! Musze wyjsc, wrocic na chwile do domu i posiedziec w spokoju. Inaczej bym tam zwariowala :))) Poszlam wiec tylko po to, zeby napic sie Pepsi i posluchac muzyki. Chociaz w pracy slucham radia - na zmiane RMFu i Radiostacji, zalezy co zlapie (teraz np. RMF :) Ale nie przynosze tu swoich plyt, bo nikt by tego nie wytrzymal :) Niby siedze sama w pokoju, ale drzwi mam otwarte na korytarz i szefowa wciaz do mnie wchodzi. Zreszta znam swoje plyty na pamiec i lubie spiewac razem z nimi :))) A tego juz na pewno nikt by tu nie zniosl! :))) A ja zamiast pracowac tylko bym tanczyla i spiewala! :) Dlatego zostawiam je w domu i tam pozwalam sobie na wystepy :))) Na szczescie dzis szefowa poszla wczesniej do domu i zostawila mnie sama, jak zwykle mowiac, zebym nie siedziala za dlugo :))) Ale skorzystam z okazji i posiedze na internecie. Przynajmniej nie musze isc do biblioteki. Acha, Aneta przyslala mi wczoraj SMSa z wiadomoscia, ze dostala prace w Londynie! Ma miesiac wypowiedzenia, a potem przeprowadza sie do stolicy! :) Bardzo sie ciesze, ze sie jej udalo. Gdyby nie moje lekcje polskiego, tez bym tam szukala pracy, ale dalam sobie spokoj, bo mam inne plany na przyszlosc! :)

czwartek, 08 grudnia 2005

124.

Wczoraj po uroczystosci poszlam na lunch - na koszt uczelni, a pozniej jeszcze do domu. W sumie zrobilam sobie dwie godziny wolnego, a potem do konca dnia siedzialam w internecie :) Po pracy poszlam do domu i odwiedzila mnie Indra. Oddala mi pieniadze, ktore jej pozyczylam. Znalazla prace i zaczela wreszcie zarabiac, ale praca jest tymczasowa i beznadziejna, wiec zastanawia sie nad wyjazdem z Bratfoot. O 7 poszlam na polski i przerobilam liczby z druga grupa. Nie bylo wcale tak zle :) Obie grupy dostaly ostatnio pare zdan do przetlumaczenia i bardzo im sie to spodobalo. Powiedzieli, ze chce wiecej prac domowych i zdan do tlumaczenia. Nie ma sprawy, jeszcze beda zalowac! :))) Musze usiasc i cos dla nich powymyslac :) Jedna z uczennic pozyczyla mi gazete, ktora przywiozla z Polski - specjalne wydanie "Elle" :) Na okladce byla zona Donalda Tuska z podpisem "Pierwsza Dama?" :) Coz, niestety, troche sie pomylili - takie faut pas! :)))

Po polskim poszlam do pubu, zeby spotkac sie z Sajem. Przyslal mi SMSa z prosba, zebym przyszla. Oczywiscie domyslalam sie, o co chodzi i mialam racje. Ostatecznie rozstal sie z Gemma i szukal pocieszenia :) Wysluchalam go, jak na przyjaciolke przystalo i tyle. Podrzucil mnie taksowka do domu, a potem przyslal jeszcze SMSa z podziekowanie za to, ze sie z nim spotkalam. Zaczytalam sie w "Elle" i poszlam spac dopiero po polnocy, wiec rano mialam znow problemy ze wstaniem! :) Ale w koncu dotarlam do pracy i zabralam sie za odpisywanie na maile, a potem poszlam na ostatnia czesc kursu z Powerpointa :) Po poludniu mialam isc na zajecia z "Kreatywnego Pisania", ale zostaly odwolane, wiec siedze znow w sieci - trzeba korzystac z faktu, ze szefowej nie ma, bo jutro juz wraca! :))) Po pracy ide do kina w muzeum na dwa filmy. Po pierwszym spotkam sie ze Seanem, bo bedzie w tym samym czasie na innym filmie. A potem zaprosil mnie do siebie na DVD, ale poniewaz dwa filmy pod rzad wychodza taniej, wiec pojde raczej na dwa do kina, a DVD bedziemy musieli przeniesc na kiedy indziej. Szkoda, ale co sie odwlecze, to mam nadzieje nie uciecze :)))

Wlasnie zdecydowalysmy sie z Gemma, co wybieramy z menu naszego "Christmas do" :) Gemma wybrala salatke z koziego sera na przystawke, spagetti z losiosiem jako glowne danie i lody na deser. Ja zdecydowalam sie w koncu na kalmary, Aubergine Parmigian (baklazan zapiekany z serem mozarella, sosem beszamelowym, brokulami i ziemniaczkami :) a na deser swiateczny pudding waniliowy! Brzmi smakowicie! :) A wczesniej idziemy na kregle! Juz sie nie moge doczekac! :))) Odkad tu przyjechalam, nie bylam jeszcze na kreglach. Proponowalam je raz Shazowi, ale stwierdzil, ze w dwie osoby nie gra sie dobrze. Nie wiem o co mu chodzilo. W kazdym razie nie poszlismy. A teraz okazalo sie, ze w tym samym dniu, czyli w przyszly piatek, mam tez impreze na uniwerku dla studentow SLED (School of Lifelong Education :) ktorzy tak jak ja, jednoczesnie gdzies pracuja i studiuja. Oczywiscie jak zwykle mam zamiar wybrac sie na obie imprezy :)))

środa, 07 grudnia 2005

123.

Dzis ubralam sie elegancko, bo zglosilam sie do pomocy przy ceremonii rozdania dyplomow oraz inaugaracji nowgo rektora uniwersytetu! Rano dostalam toge buraczkowego koloru i poszlam na sale, gdzie mialam glownie pomoc gosciom w znalezieniu ich miejsc. Bilety byly imienne, a na oparciach krzesel byly kartki z nazwiskami i kazdego trzeba bylo usadzic na jego miejscu, zupelnie jak na ceremonii rodzania Oscarow! :))) W koncu impreza sie zaczela. Zespol muzyczny przygrywal w czasie pochodu wszystkich najwyzszych ranga pracownikow uniwersytetu - kazdy z nich mial na sobie toge i biret w odpowiednim kolorze - nie mam pojecia, od czego to zalezy, ale mieli rozne stroje. Zmierzali dostojnie w strone sceny, gdzie zasiedli w polokregu. Byla wsrod nich pani mer miasta, ktora poznalam osobicie kiedys na wernisazu w ratuszu :))) Oraz professor Fell, dyrektor Graduate School i automatycznie moj bezposredni przelozony :) Mial sliczna rozowa toge! :)))

Najpier wicerektor Chris Taylor przywital gosci, a potem zaczal wyglaszac peany na temat nowego rektora (piatego z kolei w historii uczelnii, ktora powstala w 1966 roku :) Przemowienie bylo pelne zartow - zapewne, zeby nie zanudzic publicznosci. Na przyklad wicerektor poprosil wszystkich, zeby ceremonia odbyla sie bez zaklocen - bez pomylek, zemdlen czy spadania ze sceny :) Wszyscy absolwenci musieli bowiem w rzadku podejsc do sceny, wejsc po schodach z jednej strony, odebrac dyplom i podac reke nowemu rektorowi, a potem zejsc z drugiej strony i wrocic dookola sali na swoje miejsce. A ja musialam pilnowac, zeby nie zboczyli z trasy :))) Wicerektor wspominal, ze kiedys jeden ze studentow postanowil zeskoczyc ze sceny ponad doniczkami kwiatow, ale teraz bylby z tym problem, bo w tym miejscu siedzialo dwoch muzykow hinduskich. Powiedzial tez, ze paru bylych uczniow uczelni zostalo milionerami, wiec zyczy tego wszystkim absolwentom. A jak juz nimi zostana, zeby nie zapomnieli o swojej uczelnii :) I caly czas karmil nas tego typu zartami :) W koncu odczytal formulke, ktora ustanawiala nowego rektora. Po czym nowy rektor, pan Imran Khan, zapytal teatralnym szeptem "I co ja teraz odpowiadam?" :))) Ubaw po pachy! :) A oto obaj panowie na zdjeciu (Khan - Taylor :)

Pan Imran Khan pochodzi z Pakistanu i jest pierwszym nie-brytyjskim lektorem tej uczelnii! Bratfoot jest bardzo dumne ze swojej tolerancji i kosmopolitycznosci. Jedyny problem polega na tym, ze przyjezdzajac tutaj, myslalam, ze jade do Anglii, a wyladowalam w Indiach! A dokladniej w Pakistanie. W Anglii to miasto jest nawet przezywane "Bratostan" z polaczenia obu nazw. W Indiach panuja trzy glowne religie: chrzescijanstwo, hinduizm i muzulmanizm. Natomiast w Pakistanie sa glownie muzulmanie, ktorzy podobno coraz bardziej sklaniaja sie ku ideom Talibow. Troche to przerazajace i mam nadzieje, ze sie nie rozprzestrzeni. W kazdym razie problemy spoleczne tutaj tylko narastaja, a wybranie pana Imrana Khana na rektora wydaje sie posunieciem czysto politycznym. Ale najwazniejsze, ze dobrze sie bawilam ogladajac cala uroczystosc :) Czulam sie jak w amerykanskim filmie! :) Ale tam te togi wydaja sie tak dostojne - tymczasem tak naprawde z bliska widac, ze sa zrobione dosc tandetnie :) Musze sobie jednak w piatek zrobic zdjecie w takiej todze, chociaz nasze akurat niestety sa koloru buraczkowego! :) Ale coz, lepsza taka, niz zadna :)))

122.

W poniedzialek wrocilam wieczorem do domu, zapalilam swiatlo i zaczelam sie krzatac, przygotowana na to, ze Shaz moze znow zajrzec "niezapowiedziany". Prawde mowiac nastawilam sie na to i zaczelam planowac, co mu powiem! A on tym razem nie przyszedl! :) Zawsze mnie zaskakuje :))) Pewnie pracowal! We wtorek dostalam kartke swiateczna od jednej z pracownic. Wyglada na to, ze maja tu taki zwyczaj. Zbankrutuje, jesli bede musiala wszystkim kupic kartki! :) Chyba wysle im po prostu zbiorowego maila z zyczeniami :) A w przyszly piatek wybieram sie z ludzmi z pracy na "impreze swiateczna", czyli tzw. "Christmas do" :) Najpierw idziemy na kregle, a potem do restauracji. Oczywiscie kazdy placi za siebie :) Gemma powiedziala, ze chetnie sie tez wybierze, wiec zaplacilam za nia i za siebie z gory. Mam nadzieje, ze bedziemy sie dobrze bawic :) Po pracy poszlam do centrum, zeby kupic jeszcze ostatnie prezenty. Potem biegiem wrocilam do domu, bo przed 6 bylam umowiona na chwile z Gosia oraz Hiszpanami w Lloydsie. Rocio znalazla dwupokojowe mieszkanie w centrum miasta i chce, zeby je we trojke wynajeli. Z tego, co mowila jest bardzo ladne, czyste i nowoczesne (a to tutaj rzadkosc :) Mam nadzieje, ze sie tam przeprowadza, byc moze juz w przyszly weekend, zanim Gosia pojedzie na Swiata do Polski! :)))

Po 6:00 bylam umowiona z moja uczennica, ktora podwiozla mnie do Queensbury na polski. Po raz pierwszy odkad ich ucze byli tacy spokojni, a moze zalamani? Zwykle zartujemy i duzo rozmawiamy, ale ostatnio chyba wymiekli przy kolorach, jak sie okazalo, ze mamy inna forma dla kazdego rodzaju i liczby, a potem jeszcze 7 przypadkow od kazdej z tych mozliwosci! Zaczynam im wspolczuc! :) Wczoraj przerobilismy liczby i okazalo sie, ze wcale nie jest latwiej (jeden, jedna, jedno, jedni, jedne itd :) Mam nadzieje, ze sie nie zniecheca i nie przestana przychodzic, bo polubilam te nasze lekcje :) A po lekcji wybralam sie po raz trzeci na spotkanie "Kolka Francuskiego" :) Tym razem byly tylko trzy dziewczyny: Helena, Pelagia i Celina (czyli Helene, Pelagie i Celine :) ale ostatnio bylo z 10 osob. Dostalam wlasnie pare zdjec z tamtego spotkanie, wiec wrzucam je tutaj :) W kazdym razie wczoraj tez bylo milo, wiec posiedzialam z nimi do 23 :) Dla mnie zawsze to jakas okazja do porozmawiania po francusku. Chociaz ostatnio nie moge narzekac na brak takich okazji :)))

Kolo mnie z prawej siedzi Helene, calkiem z lewej w okularach siedzi Agnes, a z mojej lewej Walijczyk, ktorego imienia nie pamietam :)

Ta brunetka w prawym rogu to Pelagie. Wlasnie ja i Helene poznalam na "Miedzynarodowym Kolku Angielskim" i od nich dowiedzialam sie o "Kolku Francuskim" :) A pomiedzy nimi siedzi Christoph, ktorego spotkalam juz tam dwa razy :) A w lewym dolnym rogu widac profil Walijki :)

Imienia tej Francuzki tez nie pamietam :) Zreszta nie bylysmy chyba sobie przedstawione, ale byla bardzo mila :)))

Potem doszli jeszcze dwaj Francuzi, ale o ich imona tez mnie nie pytajcie :)))

W kazdym razie jak widac wszyscy swietnie sie bawili :)

poniedziałek, 05 grudnia 2005

121.

Pani doktor - podobnie jak wczesniej pielegniaka - nadal nie jest pewna czy to astma czy nie, ale sadzi, ze nie. Mam jednak nadal uzywac inhalatora, jesli poczuje taka potrzebe :) Nie powinnam go jednak uzywac czesciej niz 4 razy dziennie, bo w przeciwnym wypadku moge byc podobno lekko oszolomiona :) Hmm, musze sprobowac "powdychac" troche w weekend, zamiast isc na drinka :))) Zartuje! :) W kazdym razie zmoklam tylko niepotrzebne w drodze do lekarza, a potem do domu, bo akurat dosyc mocno sie rozpadalo. Weszlam wiec tylko do domu, zeby sie przebrac i cos zjesc, a potem poszlam do kina. Najpierw obejrzalam film "Wallace i Gromit: Klatwa krolika" :) Dobrze sie bawilam, ale musze przynac, ze znajac poprzednie filmy Parkera spodziewalam sie jednak troche czegos innego. Choc niektore pomysly byly oczywiscie mistrzowskie :) Wykonanie zreszta tez. Potem poszlam na "Broken Flowers" i tym razem nie bylam juz zawiedziona. Zaczelo sie co prawda dosc niepozornie, a nawet powiedzialabym "amatorsko" - ale w koncu Jarmusch to "doswiadczony amator"! Dialogi byly dosc sztuczne, punkt wyjsciowy tez, ale kiedy film sie skonczyl, bylam pod duzym wrazeniem zakonczenia. Po drodze przekonalam sie i do samej historii i do sposobu opowiadania. Jednym slowem polecam! :)

Zanim poszlam do kina i wylaczylam komorke, wyslalam Shazowi wiadomosc, ze jestem wieczorem zajeta, wiec nie pojade z nim do sklepow. Musialam troche od niego odpoczac. W piatek rano mialam znow zajecia z PowerPointa, na ktorych znowu przysypialam. W ogole czulam sie troche zmeczona, wiec postanowilam, ze po powrocie do domu pojde spac. Zjadlam tylko obiad i polozylam sie do lozka. Pomyslalam tez, ze jak nie zapale swiatla, to przynajmniej Shaz nie przyjdzie :) Niestety, nie moglam zasnac! Poszlam do lazienki, zeby cos poczytac - nadal nie chcialam zapalac swiatla, ale w koncu pomyslalam, ze to nie jest normalne i dalej tak byc nie moze. Umowilam sie ze Seanem, ze zajrzy do mnie wracajac z Leeds, wiec ubralam sie i zaczelam troche sprzatac. Zadzwonil domofon. Myslalam, ze to Sean, ale okazalo sie, ze Shaz przyszedl mnie odwiedzic! Mialam wiec racje, nie zapalajac wczeniej swiatla! Usiadl i siedzi! W koncu zaproponowal, zebysmy pojechali do sklepu, bo wspomnialam, ze mam prawie pusta lodowke. Powiedzialam, ze nie moge wyjsc, bo czekam na kogos. Spytal na kogo, ale odpowiedzialam, ze go nie zna. Umowilismy sie, ze pojedziemy na zakupy w sobote o 10. Dalam mu tez delikatnie do zrozumienia, ze chce porozmawiac z moim gosciem sam na sam. W koncu pojal aluzje i powiedzial, ze w takim razie zostawi nas samych. Ale nie wyszedl, tylko poczekal az przyszedl Sean! Poznali sie w drzwiach i dopiero wtedy wreszcie poszedl! I cale szczescie, bo przeciez ze Seanem rozmawiamy po francusku! :)

Obejrzelismy "Czasem slonce, czasem deszcze" na DVD - ja juz po raz nie wiem ktory, ale Sean chcial uslyszec, jak to jest, jak sie oglada film z lektorem! U nich zawsze sa napisy albo dubbing! :) Nie mogl wyjsc z podziwu i obejrzal caly, ponad 3 godzinny film, w jezyku punjabi i z polskimi napisami! :))) Chwilami musialam mu tlumaczyc, o co chodzi, ale przewaznie bylo wiadomo :) Potem znow przegadalismy cala noc, do rana. Wreszcie po 10 Shaz zadzwonil z dolu domofonem. Powiedzialam mu, ze zaraz schodze. Wyszlismy ze Seanem i pozegnalismy sie pod domem, a potem poszlam szukac samochodu Shaza. Na szczescie zaparkowal za rogiem i nie mogl nas widziec, bo pewnie cos by sobie pomyslal :) Bylam ledwo przytomna, a ze cala noc zamiast spac, rozmawialam po francusku, znow zaczely mi sie mylic jezyki! :) Na szczescie Shaz albo nie zauwazyl, ze czasem mowie do niego po francusku, albo moze myslal, ze to polski? :))) W kazdym razie skupilam sie i bardzo mocno staralam sie przestawic na angielski :) W koncu mi sie udalo. Pojechalismy do Morrisona po jedzenie, a po powrocie do mnie spotkalismy sie z Indra i poszlismy z nia do centrum. Kupilam sobie nowa komorke, bo stara coraz gorzej sie ladowala. Poza tym kupilam wreszcie ciepla koldre i firanke na okno! :) Kupilam tez ostatnie prezenty dla rodziny. Potem zjedlismy z Shazem frytki i kurczaka, ktore kupilismy po drodze i pojechal do pracy, a ja spotkalam sie z Gosia, ktora przyjechala do mnie w odwiedziny. Przywiozla ze soba krokiety domowej roboty! :)

Kolo 15:30, jak Gosia poszla do domu, polozylam sie wreszcie spac! :) Ale okolo 4, po pol godzinie snu, ktos zapukal do drzwi! Za drugim razem wreszcie sie zwloklam, ale jak wyjrzalam przez wizjer, zobaczylam tylko znikajaca sylwetke - oczywsicie Shaz postawil do mnie zajrzec w czasie lunchu! Wrocilam wsciekla do lozka, ale w koncu udalo mi sie zasnac. Po jakis dwoch godzinach musialam jednak wstawac i zaczac sie zbierac na impreze. Gemma powiedziala, ze przyjedzie po mnie o 6 i ze mam sie elegancko ubrac, bo zabiera mnie na jakies eleganckie party :) Miala zaproszenia na impreze swiateczna do fitness clubu, w ktorym kiedys pracowala. Powiedzialam jej wiec, ze jak po mnie przyjedzie, musi wejsc na gore i doradzic mi ktora sukienke mam zalozyc. Potem pojechalysmy do niej do domu. Gemma sie przebrala i jej ojciec podwiozl nas pod club. Rzeczywscie, wszyscy byli bardzo elegancko ubrani. Impreza byla bardzo fajna, a jedzenie pyszne :))) Swietnie sie bawilam i potanczylam z pewnym starszym panem, ktory byl prawdziwym gentelmenem :) Zaproponowal nawet, zebysmy wsiedli w pociag i pojechali do Warszawy :))) Ale zostalismy w Anglii :))) Gemma poznala bardzo milego faceta, Marka. Wszystko wskazuje na to, ze rozstana sie z Sajem. Wlasciwie to juz sie raz rozstali - Saj zadzwonil do mnie w srode przed polnoca, zeby mi sie wyzalic! Ale nastepnego dnia dostalam SMSa, ze porozmawial z Gemma i wszystko jest znow w porzadku. Ale jak ja z nia rozmawialam, to powiedziala mi, ze to koniec. I ze chce to zakonczyc przed Bozym Narodzeniem, a nie dopiero po, jak juz dostanie od Saja prezenty i spedzi z nim Swieta. Po prostu nie czuje do niego tego samego, co on do niej i uwaza, ze im wczesniej mu to powie, tym lepiej. A mialam nadzieje, ze beda razem do naszego wyjazdu w czerwcu...

Coz, takie jest zycie. W kazdym razie swietnie sie razem bawilysmy i obiecalam jej, ze w niedziele pojde z nia i paroma osobami z mojej bylej pracy do Tramshead na "Singles Night". Powiedzialam jej tylko, ze nie wiem, na ktora tam dotre, bo o 5:00 mam gosci. Zaprosilam Gosie i Hiszpanow oraz Indre, bo wszyscy szukaja nowego miejsca zamieszkania, wiec pomyslalam, ze moze zechca zamieszkac razem. Shaz twierdzi, ze jego znajomy ma do wynajecie dom z trzema pokojami - idealnie, bo Rocio i Roberto moga mieszkac w jednym, najwiekszym pokoju. Zaprosilam wiec rowniez Shaza, zeby sie wszyscy wymienili numerami i zalatwaiali to juz poza mna, a nie pytali mnie oszczegoly, o ktorych nie mam pojecia, bo Shaz im cos naopowiada. Powiedzialam, zeby w razie czego dzwonili do niego. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Hiszpanie i Indra poszli do domu, a my odwiezlismy Gosie do Keighley, gdzie ma mieszkanko komunalne. Jedyny problem polega na tym, ze to tak daleko - to juz calkiem inna miejscowosc! W drodze powrotnej pojechalismy do pubu, w ktorym spotkalismy sie z Gemma, Brianem i Chrisem, a potem okolo 21 pojechalismy do Tramshead, gdzie dolaczyl do nas jeszcze Sean. Zabawa jak zwykle byla przednia i muzyka swietna. Panowie co prawda nie byli zbyt chetni do tanca, ale po paru glebszych Chris zaczal tanczyc, a pozniej dolaczyl do nas rowniez Brian :) Oni zostali dluzej, ale Shaz odwiozl mnie do domu po 23 i umowilismy sie, ze w przyszly czwartek wybierzemy sie wreszcie na salse do Leeds! Pozyjemy, zobaczymy! :)

A dzis o dziwo udalo mi sie przyjsc do pracy na czas - moze dlatego, ze nie zjadlam sniadania? :) Bardzo dobrze mi sie spalo pod nowa, ciepla koldra i po raz pierwszy od dluzszego czasu nie obudzilam sie w srodku nocy! :) Rano jak zwykle w poniedzialek przygotowalam laptopa i projektor, bo dzis po raz ostatni przed swietami odbywaly sie u nas zajecia. Z tej okazji studenci przyniesli ze soba cos do jedzenia - kazdy mial ugotowac cos ze swojego kraju :) Szefowa juz w zeszlym tygodniu powiedziala, ze tez jestesmy zaproszone, wiec poszlam tam o 12:30 - zamiast jak zwykle pojsc do domu na obiad. Jedzenie bylo dosc dobre, ale nie wypadalo zjesc za duzo, wiec zaczynam juz byc glodna! :) Szczegolnie, ze nie wrocilam jeszcze po pracy do domu, tylko siedze na internecie. Ale musze nadrobic zaleglosi, bo troche sie juz tego nazbieralo! Szczegolnie jesli chodzi o ocenianie filmow na stronie "Esensji" :) Zainteresowanych zapraszam do czytania "Zgryzliwych tetrykow": http://www.esensja.pl/film/tetrycy. Wszystko wskazuje na to, ze bedziemy mieli wkrotce w Warszawie kolejny "zlot tetryczny" :) Do tej pory udalo sie nam zabrac zaledwie pare razy, bo wszyscy zajeci i troche porozrzucani po swiecie, ale teraz zjezdzamy sie na Swieta, wiec bedzie okazja :) Nie moge sie juz doczkeac przyjazdu do domu - na cale 2 tygodnie! :)

 
1 , 2