Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 30 grudnia 2012
I po Świętach!

618.

W poniedziałek wstałam w południe i zabrałam się za gotowanie, potem za sprzątanie, a w końcu weszłam do wanny. Dziewczyny się spóźniały, miałam więc więcej czasu na wszystko. Ala dotarła jako pierwsza przed 17:00 i pomogła mi ogarnąć odgrzewanie pierogów i kapusty oraz gotowanie ziemniaków :) Kiedy Kasia dojechała, zabrałyśmy się za jedzenie tego, co było na ciepło. Ala przyniosła naleśniki z grzybami, sałatkę z krabów i rogaliki, a Kasia sałatkę warzywną, pyszne ciasto i czerwone wino. Podzieliłyśmy się opłatkiem, a potem Kasia wzięła taksówkę i pojechała do jakiś znajomych, a ja z Alą zaczęłyśmy oglądać "Keith Lemon: The Film", który ona przyniosła, ale szybko załamałyśmy się poziomem i zamiast tego włączyłam "Sideways" (Bezdroża). Oglądając rozmawiałyśmy, jadłyśmy owoce, popijałyśmy czerwone wino i było bardzo miło. Ala wyszła dopiero po północy, jak się film skończył, a ja poszłam spać, ale po 2:00 obudziły mnie SMSy z życzeniami i już nie mogłam zasnąć.


Sandra Oh, Thomas Haden Church, Virginia Madsen i Paul Giamatti w świetnym filmie "Sideways".

We wtorek, jak już wreszcie udało mi się zasnąć, obudził mnie SMS od brata p 9:00 rano :) Wstałam jednak dopiero z trudem o 11:00, wzięłam prysznic i tuż po 12:00 dotarłam na uniwerek. Room C101 był zamknięty, więc musiałam poczekać na Security, żeby mnie wpuścili. Napiłam się gorącej czekolady i zjadłam mufinka na śniadanie :) A potem weszłam na Facebooka i odpisałam na maile. Byłam bardzo śpiąca i z trudem wytrzymałam tam 4 godziny. Wychodząc pożyczyłam DVD z piątym sezonem "Seksu w wielkim mieście" i po drodze do domu kupiłam Pepsi, żeby zrobić sobie calimocho z reszty wina :) W domu najpierw porozmawiałam chwilę z bratem przez Skype'a, a potem poszłam się zdrzemnąć. Wstałam godzinkę później, zjadłam coś i obejrzałam cały 5-ty sezon "Sex and the City", a potem weszłam na stronę LoveFilm i obejrzałam jeszcze film "Sex and the City 2" :) W końcu po 3:00 rano poszłam spać :)

  
Carrie z Jackiem Bergerem w 5-tym sezonie serialu oraz z Mr. Bigiem w filmie "Sex and the City 2".

W środę wstałam po południu i wzięłam kąpiel. Leniłam się do 15:00, aż w końcu zebrałam się i wyszłam z domu przed 16:00. Poszłam do Hollywood Bowl i jeszcze z 15 minut czekałam na studentów. Rozdaliśmy 16 darmowych biletów na kręgle w Boxing Day, tymczasem przyszło 5 osób! Ze mną było nas sześcioro - trzy dziewczyny i trzech chłopaków. Tak też podzieliliśmy się na drużyny i zaczęliśmy grę na dwóch sąsiednich torach. Ponieważ miałam 100 funtów na dwie gry dla 16 osób, a wydaliśmy tylko 30, więc postawiłam jeszcze każdemu coś do picia i w sumie wydaliśmy trochę ponad 40 funtów. Wygrałam obie gry z dziewczynami i dzięki temu nabrałam energii na wieczorną imprezę, choć pogoda była pod psem i padało. Wróciłam do domu i usiadłam do Internetu, a potem założyłam czerwoną sukienkę i poszłam na Interchange. Niestety, okazało się, że z powodu Świąt wszystkie autobusy odjeżdżają z przystanku na przeciwko Hotelu Hilton musiałam więc jeszcze przejść kawałek w deszczu.

O 20:00 przyjechał lekko spóźniony autokar do Manchesteru. Kupiłam bilet u kierowcy za 8 funtów, choć ponoć kosztuje 8.60, bo tylko tyle miałam drobnymi, a on stwierdził, że nie ma wydać reszty z dziesiątki :) Tuż po 21:00 dojechaliśmy na dworzec w Manchesterze, ale musiałam jeszcze przejść kawałek do Revolucion De Cuba, gdzie odbywała się impreza salsowa z DJami z Leeds. No i zaczęło się! Pierwszy zagadał mnie jakiś koleś przy barze, ale okazało się, że nie umie tańczyć. Potem paru podchodziło i zagadywało, jeden chciał już nawet przyjechać do Bratfoot, żeby pójść ze mną na drinka i na kolację. Dwóch chciało mój numer telefonu. A tylko jeden zapytał, czy jestem wolna! :) Wszystkim odmówiłam lub wykręciłam się namiarami na Facebooku. Tylko ostatni, którego
już wcześniej poznałam i z którym tańczyłam, wpadnie być może do Leeds na Sylwestra. Byliśmy już nawet friendami na FB :) Był tam też oczywiście Ismail. Po 2:00 DJ Lubi odwiózł mnie do Bratfoot i po 3:30 byłam w domu.

W czwartek budziłam się parę razy, ale wstałam dopiero po południu. Miałam zabrać się za pisanie, ale najpierw pół dnia przesiedziałam na Internecie, potem coś zjadłam, potem wzięłam kąpiel i dopiero zaczęłam czytać kolejną książkę o Kieślowskim. Potem ponad dwie godzinki czatowałam ze znajomym na FB, bo każda wymówka jest dobra, żeby się nie brać do roboty :) W końcu postanowiłam się skoncentrować na "Dekalogu" i problemach wypływających z faktu, że biblijna wersja różni się od katolickiej wersji z katechizmu. Zachodni krytycy mają z tym ewidentny problem. No i wtedy przyszło mi na myśl, żeby zapytać Krzysztofa Piesiewicza, którą wersją się inspirowali pisząc scenariusze kolejnych odcinków! Znalazłam jego adres mailowy i po 2:00 w nocy wysłałam maila z paroma pytaniami. Kwadrans później już odpisał, obiecując, że odpowie na nie w ciagu 2-3 tygodni! Wow :) To się nazywa profesjonalizm. Jerzy Stuhr do tej pory mi nie odpisał, a już minął ponad miesiąc :)

     
Krzysztof Kieślowski, jego współscenarzysta Krzysztof Piesiewicz i bliski przyjaciel Jerzy Stuhr.

W piątek wstałam znów po południu i najpierw tradycyjnie usiadłam do Internetu. Pogadałam z Alą na FB, odpisałam na parę maili (m.in. na drugi mail od pana Krzysztofa Piesiewicza) i zanim się obejrzałam była 15:00! :) Zjadłam coś i zaczęłam znów czytać o Kieślowskim. Coś tam dopisałam i dobiłam do 5 stron, ale to głównie dlatego, że tabelka z trzema wersjami 10 przykazań zajmuje dwie strony :) Potem zdrzemnęłam się, znów coś zjadłam i wróciłam do czytania. Sąsiadka przysłała mi SMS, że w środę idzie jeszcze raz oglądać jednopokojowe mieszkanie koło mnie, tylko z drugiej strony, i że prawdopodobnie je weźmie :) Czyli nadal będziemy sąsiadkami i będzie mi się dorzucać do rachunku za Internet :) W sobotę cały dzień spędziłam na zmianę czytając, pisząc, jedząc i siedząc w Internecie. Wzięłam też kąpiel, żeby się odstresować :) Niedziela upłynęła mi bardzo podobnie - Internet, jedzenie, pisanie... Mój tekst zaczął przybierać wreszcie jakiś konkretny kształt :) Dobiłam do 7 stron i poszłam spać po 1:00.

  
Przez te cztery dni pisania s
łuchałam płyt "Marc Anthony" z 1994 roku i "Amar sin mentiras" z 2004 :)
niedziela, 23 grudnia 2012
Przed Świętami...

617.

W poniedziałek wstałam z trudem o 8:30 i wyszłam z domu po 9:40, więc zamiast iść na autobus poszłam piechotką do Muzeum Mediów, a tam wsiadłam w autobus, który akurat przyjechał i jechał na uniwerek. Za dwa przystanki zapłaciłam całego funta! Ale cóż, za lenistwo trzeba płacić :) W pracy siedziałam na tyłach biura i zaczęłam organizować Pick Up Service na styczeń. Po raz pierwszy oferujemy studentom przjeżdżającym na drugi semestr podwózkę z lotniska. Po lunchu mieliśmy próbę pantomimy, którą wystawiamy w tą środę w czasie imprezy, którą organizujemy dla studentów zagranicznych. W tym samym czasie puściliśmy film "It's a Wonderfull Life" w Lecture Theatre, ale przyszedł na niego tylko chłopak z BSC, który go puszczał i jego współlokator! Po 16:30 zaczęliśmy się zbierać, a ja po drodze weszłam jeszcze do Richmond Building coś załatwić. Planowałam prosto z pracy iść o 17:00 do katedry na wieczór kolęd, ale że wyszłam wcześniej, to poszłam do sklepu po owoce, a potem zanieść je do domu. No i już nie wyszłam. Obejrzałam kolędy online, a potem zamiast iść na salsę, poszłam do łóżka! Około 20:00 już przysnęłam, a potem jak wstałam, uderzyłam po ciemku nosem w drzwi i zaczął mi rosnąć guz! Wsadziłam nos pod zimną głowę, ale nadal bolał, a potem poszłam spać.

We wtorek wstałam znów o 8:30 i wyszłam godzinkę później. Doszłam piechotką do Muzeum Mediów i tak wsiadłem we Free Busa na dwa ostatnie przystanki pod górkę. W pracy najpierw sie obijałam, jak mogłam, bo nos mnie nadal bolał, a potem tuż przed 13:00 poszłam na górę, żeby puścić drugi świąteczny film - nową wersję "Miracle on 34th Street" (Święty Mikołaj z 34 Ulicy) z 1994 roku. Myślałam, że nikt na niego nie przyjdzie, ale pojawiły się 3 osoby, więc zamiast iść na próbę naszej pantomimy, zostałam z nimi i obejrzałam film. Chętnie zobaczyłabym teraz oryginał z 1947 roku. Potem posiedziałam w Advice Centre i zapytałam m.in. naszą doradczynię mieszkaniową o radę i dzięki niej udało mi się wszystko załatwić po mojej myśli - dostanę ciągłą umowę na lokal, która będzie się sama przedłużać, z miesięcznym wypowiedzeniem. O 17:00 poszłam do Activities Room, żeby pokazać "To Kill a Mockingbird" (Zabić drozda), a że przyszedł tylko jeden z Execów, to pogadaliśmy pół godziny o Świętach, a potem poszliśmy. Weszłam po drodze do sklepu po banany, a potem jak wróciłam do domu poszłam wyrzucić śmieci, bo zaczęły trochę cuchnąć :) Później spotkałam się z sąsiadką i omówiłyśmy nasze problemy mieszkaniowe, a po jej wyjściu obejrzałam "Zabić drozda" na DVD i poszłam spać.
  
  
Gówni bohaterowie wersji "Miracle on 34th Street" z 1994 roku oraz Gregory Peck w "Zabić drozda".

W środę wstałam znowu o 8:30 i poszłam piechotą do Media Museum, a tam wsiadłam we Free Busa. Weszłam do sklepu po czekoladki dla naszej doradczyni mieszkaniowej, a potem poszłam na 10:00 do pracy. Najpierw ją spytałam, czy umowa mailem jest wystarczająca, a jak potwierdziła, dałam jej czekoladki :) Później powiedziała mi, że jest w trzecim miesiącu ciąży! W ogóle po niej nie widać! :) Siedziałam do południa na recepcji, a potem zjadłam lunch i o 13:00 poszłam na górę puścić film "Prancer" dla dzieci, ale nikt nie przyszedł, więc wróciłam i wzięłam udział w ostatniej próbie pantomimy świątecznej. O 3:30 odbyło się przedstawienie i nie było aż tak źle, jak się obawiałam :) A potem zjadłam coś i usiadłam na kolanach Świętego Mikołaja, który w prezencie dał mi czekoladki :) Wyszłam z pracy po 17:30 i poszłam prosto do Muzeum Mediów na "Seven Psychopaths" (Siedmiu psychopatów) na 17:45. To jeden z dziwniejszych filmów, jakie widziałam i długo nie mogłam wyjść z szoku. Nie podobał mi się. Po filmie poszłam do sklepu po owoce, a potem do sąsiadki na pogaduchy :) W końcu wróciłam do siebie i obejrzałam na DVD "Fearful Symmetry" - dokument o kręceniu filmu "Zabić drozda" oraz o Alabamie i południu Stanów. W końcu po północy oderwałam się wreszcie od lapropa i poszłam spać.

  
Farrell, Walker i Rockwell w "7 psychopatach" oraz Dill Harris z "Zabić drozda" jako Truman Capote.

W czwartek wstałam znów o 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Po drodze weszłam do Sainsbury i kupiłam oliwki oraz pomidorki, bo mieliśmy wspólny swiąteczny lunch, na który każdy miał coś przynieść. Najpierw siedziałam na recepcji do 12:00, a potem poszłam na ten lunch. Siedzieliśmy wszyscy godzinkę przy dużym okragłym stole pełnym jedzenia. Tuż przed 13:00 poszłam do Lecture Theatre, żeby puścić ostatni świąteczny film, czyli komedię romantyczną "The Holiday" z Kate Winslet, Cameron Diaz, Judem Law i Jackiem Blackiem. Znów nikt nie przyszedł, poza dwoma babkami z pracy, z których jedna już ją widziała, bo od niej pożyczyliśmy DVD :) Zaczęłyśmy więc ogladać we trzy, ale tuż przed końcem filmu one powiedziały, że muszą iść! Nie rozumiem, jak można wyjść w połowie filmu! W dodatku jacyś faceci przyszli coś sprawdzać w sali, więc trochę zdezorientowana obejrzałam końcówkę, ale film bardzo mi się podobał. Wróciłam do pracy, zabrałam resztę oliwek i spotkałam się z babką z International Office, żeby ustalić wreszcie, co robię w Święta. Wyszłam o 17:00 i pojechałam do domu, gdzie do 00:30 oglądałam na DVD wywiad z Gregorym Peckiem na DVD i jeszcze raz "Zabić drozda", tym razem z komentarzem reżysera Roberta Mulligana i producenta Allana J. Paculi.

  
Phillip Alford (Jem) i Mary Badham (Scout) w "Zabić drozda" oraz bohaterowie filmu "The Holiday".

W piątek po raz ostatni wstałam o 8:30 i podjechałam do pracy na 10:00. Oddałam wreszcie DVD z "Zabić drozda" do biblioteki i posiedziałam z szefową w recepcji, a potem poszłam do Advice Centre i wysłałam wszystkim maila z życzeniami bożonarodzeniowymi i piosenką "Santa Style", czyli świąteczną wersją "Gangham Style" :) W końcu przed 12:00 zabrałam resztę z lunchu z poprzedniego dnia i zaniosłam do C101, który będzie otwarty od poniedziałku do końca roku. Tam spędze 4 godziny w pierwszy dzień Świąt. W drugi dzień Świąt idę ze studentami na kręgle. A Wigilię robię u siebie z dwoma dziewczynami z salsy, Alą i Kasią. Dlatego też wróciłam się do recepcji po gwiazdę betlejemską i kartki świąteczne, żeby jakoś przystroić pokój, bo nie mam nawet choinki :) W domu zjadłam coś, a potem pojechałam na 14:30 na masaż i na zakupy. Wróciłam do domu po 17:00 i wzięłam kąpiel, a potem zdrzemnęłam się trochę. W końcu wstałam, założyłam spodium i pojechałam do Ali autobusem. Razem pojechałyśmy na Calle Ocho do Leeds, gdzie oczywiście pojawił się też Ismail. Zatańczył ze mną parę razy i mówił znów, że tęskni. Impreza skończyła się przed 4:00 i pojechałam z Alą do niej, a stamtąd wzięłam taksówkę do domu za 12 funtów. Byłam w domu przed, ale poszłam spać dopiero po 5:00 rano.

W sobotę wstałam z trudem po 12:00 i zaczęłam gotować kapustę z grzybami. Wyszłam z domu po 14:30 i najpierw pojechałam do Bootsa, żeby wydać 50 funtów i dostać za nie 500 punktów. Kupiłam więc podkłady, szampony i odżywki. Powinny mi wystarczyć przynajmniej na pół roku :) Potem weszłam do funciaka i kupiłam 24 czarne wieszaki, bo nazwoziłam tyle ciuchów z Polski, że nie miałam ich już na czym wieszać. Później poszłam do Ambrozji po 30 pierogów z kapustą i grzybami, a zaraz obok do polskiego sklepu po śledzie, sery i jogurty. Na koniec poszłam jeszcze do Morrisona po resztę jedzenia. Wsiadłam we Free Busa i zaniosłam to wszystko do domu. Zaczęłam przygotowywać niektóre rzeczy i uzbierała się pełna siatka śmieci. Poszłam więc od razu je wyrzucić, a potem jak wróciłam wzięłam kąpiel i zdrzemnęłam się trochę. W końcu o 20:00 zdzwoniłam się z rodziną przez Skype'a i przegadałyśmy z mamą półtorej godziny! Później poszłam do łóżka i do północy czytałam kolejną książkę o Kieślowskim. W niedzielę zabrałam się za pranie i sprzątanie mieszkania. Na Facebooku pojawiły się zdjęcia z Calle Ocho, na które poszłam w spodiumie od mojej mamy. Wyglądałam jakbym się cofnęła w czasie z lat 70. :) Wieczorem zrobiłam na Wigilię śledzie w jogurcie zamiast śmietany oraz farsz do jajek, i poszłam spać.
niedziela, 16 grudnia 2012
Filmy i salsa, czyli bez zmian :)

616.

W poniedziałek wstałam po 11:30 i podjechałam do pracy Free Busem. Znajomy z salsy mówił, że mnie być może podwiezie wieczorem na lekcję, ale w końcu odwołał, więc nie poszłam, tylko wróciłam do domu i obejrzałam na DVD "Infernal Affairs II", który całkiem zmienia obraz głównych bohaterów pierwszej części! Spać poszłam po północy. We wtorek wstałam po 8:30 i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. O 11:00 poszłam na zebranie, a na 12:00 na Pilates :) Instruktor, którego znam z salsy z Leeds, podszedł do mnie i powiedział, że jest uzależniony od salsy! :) O 17:00 wyszłam z pracy i pojechałam do Leeds do mojej pani shrink. Trochę się spóźniłam, bo pociąg miał 10 minut spóźnienia. Ostrzegła mnie przed jednym z tancerzy salsy, który podobno dostarcza jej co jakiś czas nowych klientek! Powinna być mu wdzięczna :) Wyszłam od niej około 20:30 i pojechałam do Bratfoot. W domu obejrzałam na DVD "Infernal Affairs III" i muszę stwierdzić, że cała trylogia robi niesamowite wrażenie!

  
Główni bohaterowie filmów "Infernal Affairs 2" (początek sagi) oraz "Infernal Affairs 3" (i jej koniec).

W środę był 12/12/12 :) Wstałam o 11:00 i postanowiłam, że dla odmiany pójdę do pracy piechotką. Pogoda była ładna, ale było strasznie zimno, a na ziemi leżał szron. Mimo to spociłam się podchodząc pod górę i sobie przypomniałam, sobie dlaczego wolę podjeżdżać Free Busem :) Nigdy więcej! :) W union studenci z Kataru zorganizowali obchody ich dnia narodowego, więc załapałam się na jakieś jedzenie :) Oddałam z żalem "Infernals Afairs" do biblioteki i wypożyczyłam "It's a Wonderfull Life" Franka Capry. O 20:00 poszłam do domu i usiadłam od razu do Internetu, a potem poszłam spać. W czwartek wstałam po 11:00 i wzięłam kąpiel, a potem poszłam piechotką do pracy, bo Free Bus był znów spóźniony. Spytałam Execs mojego stowarzyszenia, czy byli by zainteresowani wspólnym gotowaniem na Wigilię :) Wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam prosto do Ambrozji na Świąteczną kolację z moimi byłymi studentami polskiego. Było bardzo sympatycznie, a potem Jan i Sue odwieźli mnie do domu.

W piątek wstałam po 8:30 i udało mi się złapać wcześniejszy Free Bus. Weszłam więc do Sainsbury i kupiłam warzywa i owoce na wieczór. Potem poszłam do pracy i na dwa zebrania - recepcji i w sprawie Świąt. Nadal nie wiem dokładnie co robię w te Święta, poza tym, że idę w środę 26 grudnia
za darmo na kręgle ze studentami :) Wszystko powinno się wyjaśnić w przyszły piątek. Przed 17:00 przyszedł mój znajomy z salsy, z którym umówiliśmy się, że będziemy razem ćwiczyć. Nie udało mi się wcześniej wyjść z pracy, więc dopiero o 17:00 poszliśmy do jednego z pokoi na górze, który dla nas zarezerowałam i nauczyliśmy się jednego z układów z Internetu. Zajęło nam to ponad godzinkę, a potem odwiózł mnie do domu. planowałam jechać wieczorem na salsę do Saltaire, ale w końcu zamiast tego poszłam do łóżka i zasnęłam około 22:00! :) Obudziłam się w nocy ze dwa razy, bo było mi albo za gorąco, albo za zimno, więc na zmianę włączałam i wyłączałam piecyk i kaloryfer :) W końcu zasnęłam na dobre.

W sobotę wstałam przed południem i usiadłam do Internetu. Wyszłam z domu po 13:00 i poszłam zobaczyć Ice Sculpture Trail czyli rzeźby w lodzie. Było ich 11, raczej nie za duże, więc byłam trochę rozczarowana. Potem podjechałam Free Busem do Morrisona i kupiłam nową porcję warzyw i owoców na nastepną 5-dniową dietę. Stwierdziłam, że zmienię swoje nawyki żywieniowe, muszę to tylko jakoś logicznie zaplanować. Wróciłam do domu, wzięłam kąpiel i zaczęłam się zbierać, ale nie mogłam wyjść dopóki nie skończyło się pranie. Wsiadłam więc w pociag o 19:20 i tuż po 20:00 dotarłam do Woodhouse w Leeds na imprezę salsową z Leonem Rose, nauczycielem z Paryża. Akurat skończyli rozgrzewkę, dołączyłam więc do lekcji, a potem potańczyłam, m.in. z samym nauczycielem! Po północy wsiadłam ze znajomą w taksówkę i podjechałyśmy na dworzec. Autokar miał przyjechać o 1:00, ale był spóźniony prawie pół godziny, do domu dotarłam więc dopiero o 2:00, a spać poszłam o 3:00.

  
Jedna z lodowych rzeźb z Ice Sculture Trail stojąca w samej fontannie Mirror Pool oraz Leon Rose.

W niedzielę wstałam przez południem i posprzatałam łazienkę. Mam w niej dwie lampki wbudowane w sufit i jedna niedawno przestala działać, więc ma przyjść ktoś z agencji i ją naprawić. Nie chciałam więc, żeby zastał łazienkę brudną, bo niedługo będę się musiała pewnie wyprowadzić i nie chcę, żeby mieli jakiekolwiek powody, żeby mi nie oddać kaucji. Umowa kończy mi się 31 stycznia i za przedłużenie agencja zażyczyła sobie 80 funtów! W dodatku zapowiedzieli, że czynsz może wzrosnąć. Muszę więc znów zacząć szukać nowego lokum, najchętniej w tym samym domu! :) Po południu zdzwoniłam się z rodziną przez Skype'a, a potem zjadłam obiad i poszłam do łóżka obejrzeć "It's a Wonderful Life" (To wspaniale życie) Franka Capry na DVD. W międzyczasie zrobiłam pranie, a później obejrzałam jeszcze rosyjski film "Admiral" z Konstantinem Chabienskim, który grał w "Straży nocnej" i "Straży dziennej".

  
Donna Reed i James Stewart w "It's a Wonderful Life" oraz Konstantin Chabienskij jako "Admirał".

niedziela, 09 grudnia 2012
Dieta warzywno-owocowa

615.

W poniedziałek obudziłam się z trudem po 11:00, bo prawie do 4:00 nie spałam, tylko moczyłam oparzoną i opuchnietą rękę w lodowatej wodzie. Jak tylko ją wyjmowałam, od razu zaczynała mnie piec i strasznie boleć, mimo iż wzięłam proszki przeciwbólowe. W końcu udało mi się zasnąć. Rano okazało się, że opuchlizna zeszła i w sumie nie jest z tą ręką aż tak źle. Na szczęście, bo już się zastanawiałam, czy nie iść z nią do lekarza. Rano wzięłam kąpiel, z prawą ręką wystawioną poza wannę, a potem podjechałam Free Busem do pracy, ale spóźniłam się 10 minut, więc wzięłam potem o 10 minut krótszy lunch. W końcu o 20:00 wyszłam z pracy i poszłam piechotką do domu. Nie czułam się najlepiej i nie miałam nawet zamiaru iść na salsę. Zjadłam tylko warzywka i owoce, popiłam wodą i poszłam do łóżka obejrzeć film, ale zgubiłam szkło w okularach, więc poszłam wcześniej spać.

We wtorek wstałam po 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Bez okularów nie mogłam pracować na komputerze, więc poszłam na dół do kuchni skrobać marchewkę, bo przygotowywaliśmy nazajutrz świąteczny obiad dla studentów. Potem wróciłam na górę, ale szefowa nie puściła mnie na Pilates. O 12:30 poszłam za to do Eye Clinic po nowe okulary. Chcieli je jeszcze zatrzymać i dopasować, ale powiedziałam im, że ich potrzebuję! Skończyłam pracę o 17:00 i poszłam do Activities Room na film Hitchcocka "Vertigo" (Zawrót głowy), który niestety dwa razy się zaciął! Musieliśmy więc przeskoczyć parę scen do przodu, żeby móc w ogóle oglądać dalej. Rozpoznałam pare miejsc, bo akcja dzieje się w San Francisco. Po filmie poszłam do sklepu po więcej bananów, a potem do domu. Przed snem oberzałam brakujące sceny na DVD, które trochę zmieniały sens filmu :) I znów poszłam wcześniej spać.

W środę wstałam o 11:00, żeby pojechać do pracy na 12:30, ale Free Bus znowu się spóźnił, więc spóźniłam się 15 minut, szczególnie, że musiałam jeszcze po drodze wejść do Richmond Building. Zapomniałam, że był to pierwszy dzień Graduation, czyli wręczania dyplomów, więc musiałam się przedrzeć przez tłum ludzi i odczekać swoje w kolejce do recepcji :) W pracy od razy wpadłam w kierat i nie załapałam się nawet na jakieś warzywka ze świątecznego obiadu, mimo iż obrałam na niego dwie torby marchewki! Indyka i tak nie mogłabym zjeść, bo jem tylko warzywa i owoce, ale marchewkę czy brukselkę bym zjadła :) Wyszłam za to wcześnie z pracy j i poszłam na 20:05 do Media Museum na "Argo". Film mi się podobał, ale kojarzył mi się z "Operacją Samum" :) Dzieki noiemu dowiedziałam się jednak paru ciekawych historycznych faktów. Po filmie wróciłam do domu i poszłam wcześniej spać.

  
James Stewart i Kim Novak w "Vertigo" oraz John Goodman, Alan Arkin i Ben Affleck w "Argo" :)

W czwartek wstałam po 11:30 i podjechałam do pracy na 13:00. Wyszłam po 20:00 i poszłam w deszczu do Tesco. Wróciłam do domu z mokrymi nogami, włączyłam piecyk i zrobiłam sobie stuffed potates na kolacje :) Spać poszłam przed północą. W piątek wstałam o 8:30 i podjechałam Free Bus na 10:00 do pracy. O 10:30 poszłam na zebranie w sprawie Świąt, a potem na zebranie Recepcji. Później przegrałam na USB zdjęcia z Durham i poszłam na lunch. Od 2:00 do 4:30 siedziałam w Advice Centre. tymczasem Smain do mnie zadzwonił, ale umówiliśmy się, że porozmawiamy wieczorem, jak wrócę z zakupami z Morrisona. W sklepie zostawiłam siatkę z filmem DVD, który pożyczył mi nasz listonosz, więc zadzwoniłam z domu i powiedziała, że ją jutro odbiorę. Potem weszłam do wanny, a później usiadłam do Interrnetu. Smain znów zadzwonił, że salsowy zespół Havana d'Primera przyjedzie wkrótce z Kuby do Manchestetru i żebym kupiła bilet na koncert. Poszłam spać przed 24:00, ale długo nie mogłam zasnąć.

W sobotę wstałam o 8:30 i podjechałam najpierw do Morrisona po film, a potem na 10:00 na uniwerek. Zrobiłam sobie maskę Anonymous na wieczorną imprezę w klubie Baracoa. Wyszliśmy po 14:00 i pojechałam prosto do biblioteki uniwerku w Leeds po książki o Kieślowskim. Po 16:30 byłam już z powrotem w domu i weszłam do wanny. Potem zjadłam coś i poszłam się zdrzemnąć. Wstałam o 19:30 i zebrałam się na imprezę. Pojechałam pociągiem po 21:30, który był spóźniony. Dotarłam po 22:00, ale impreza jeszcze się nie zaczęła. Znajomy też miał maskę Guy'a Fawkesa, w dodatku oryginalną, a nie taką jak moja, ręcznie robioną. Zatańczyliśmy jeden taniec w maskach i było to niesamowite uczucie :) Musiało to nieźle wyglądać, ale nikt chyba nie zrobił nam zdjęcia :) Potańczyłam do jakiejś 2:30, a potem znajomy fryzjer odwiózł mnie do domu. Po 3:00 już byłam u siebie i przed 4:00 rano poszłam spać.

W niedzielę wstałam po południu i zjadłam śniadanie, a później usiadłam do Internetu. Potem zjadłam obiad i porozmawiałam z rodziną przez Skype'a. W końcu wróciłam do łóżka, żeby obejrzeć na DVD nowo-zelandzki film "Whale Rider" (Jeździec wielorybów), który nasz uniwersytecki listonosz mi pożyczył. W międzyczasie zrobiłam pranie, a potem obejrzałam na DVD "Infernal Affairs" (Mou gaan dou / Piekielna gra) z Hong Kongu, który Martin Scorsese przerobił 4 lata później na "The Departed". Pokażemy go we wtorek na kolejnym spotkaniu naszego stowarzyszenia. Oryginał jest oczywiście dużo lepszy niż remake i naprawdę nie mam pojęcia, po co Amerykanie zadali sobie ten trud. Tymczasem współlokatorka mojej sąsiadki zaczęła się wyprowadzać. Sąsiadka napisała mi w SMSie, że też szuka nowego mieszkania, bo sama się nie utrzyma w 2-pokojom. Oby nowi lokatorzy mi nie hałasowali!

  
Keisha Castle-Hughes w filmie "Whale Rider" oraz Tony Leung i Andy Lau w "Infernal Affairs".
niedziela, 02 grudnia 2012
Durham

614.

W poniedziałek wstałam z trudem po 11:00 i podjechałam na 13:00 do pracy. Pogoda była brzydka, padało i wiało, więc jak wyszłam z pracy o 20:00 postanowiłam po prostu wrócić do domu zamiast iść kawał drogi na salsę. Usiadłam do komputera i po północy poszłam spać. We wtorek wstałam po 8:30 i podjechałam do pracy na 10:00. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch, więc do roboty wróciłam dopiero po 13:30. O 17:00
skończyłam pracę i poszłam do Activities Room na kolejny pokaz naszego stowarzyszenia. Tym razem obejrzeliśmy film "Reservoir Dogs" (Wściekłe psy) Tarantino, na który przyszło 15 osób! :) Po filmie poszliśmy w 8 osób na dół świętować fakt, że mamy już 20 członków i jesteśmy oficjalnie stowarzyszeniem. Wypiliśmy butelkę czerwonego wina i omówiliśmy parę spraw na przyszłość. Przyjęliśmy kolejną osobę do grona Exec i teraz jest nas siedmioro :) Potem się rozeszliśmy, ale część z nas poszła do City Vaults na jeszcze jednego drinka. W domu byłam po 21:00, ale usiadłam oczywiście najpierw do Internetu, więc zanim poszłam spać było już znowu po północy.

  
"Reservoir Dogs" w komplecie oraz Mr Pink (Steve Buscemi) i Mr White (Harvey Keitel) sam na sam.

W środę miałam iść do pracy na 12:30, ale zupełnie o tym zapomniałam i pojechałam jakby nigdy nic na 13:00 :) Przypomniałam sobie dopiero w autobusie, jak już dojeżdżałam. Wyszłam o 20:00 i poszłam do domu z postanowieniem, że
pójdę raz wcześniej spać, ale zanim się położyłam było po 1:00! W czwartek wstałam o 11:00, bo o 12:00 byłam umówiona z moimi promotorami. Spotkanie nie trwało długo, więc poszłam do pracy na 12:30, mówiąc, że chciałam nadrobić za wczorajszy dzień :) Wzięłam za to dłuższy lunch. W końcu wyszłam o 20:00 i wróciłam do domu. Znów siedziałam przed snem na Internecie i znów zanim się obejrzałam było po półnicy. W piątek wstałam po 8:30 i pojechałam na 10:00 do pracy. Na 10:30 poszłam na kolejne zebranie w sprawie Świąt, a zaraz potem na 11:30 na nasze zebranie z babkami z recepcji. Szefowa powiedziała, że szykują się zmiany, ale nikt nie wie, w jakim pójdą kierunku, więc na razie możemy tylko czekać. Potem wróciłam do Advice Centre i wyszłam przed 17:00. Podjechałam do Morrisona po warzywa i owoce, bo mam zamiar rozpocząć dietę oczyszczającą, a potem wróciłam do domu, zjadłam coś na szybko i pojechałam na tango do Woodlesford! Potańczyłam 2 godzinki i przed północą wróciłam do domu. Było bardzo miło.

W sobotę wstałam o 7:30 i przed 9:00 djechałam Free Busem na uniwerek. Kupiłam coś na śniadanie w Sainsbury, a potem wsiadłam w autokar i w końcu pojechałam do Durham! Dojechaliśmy tam po 11:00 i poszłam najpierw zarezerwować sobie zwiedzanie zamku na 16:00, a weszłam potem do katedry. Wszędzie był straszny tłum. Byłam umówiona ze znajomymi o 12:00, ale się spóźniali, więc weszłam jeszcze do namiotu, w którym był świąteczny targ. Spotkaliśmy się wreszcie o 12:30 i poszliśmy na lunch do bardzo przytulnej restauracyjki Cellar Door. Zjadłam średnio smaczną wątróbkę na przystawkę i bardzo dobrego kurczaka oraz wypiliśmy na spółkę butelkę białego wina. Potem przeszliśmy się kawałek po mieście i nad rzeką, aż w końcu poszliśmy na kawę i gorącą czekoladę do Esquires Coffe House. Później podprowadzili mnie pod katedrę, gdzie się pożegnaliśmy i oni poszli do domu, a ja zwiedzać zamek. Zwiedzanie trwało niecałą godzinkę i zaraz po trzeba już było wracać do autokaru. Wylądowałam na innym miejscu niż poprzednio, ale prawie od razu zasnęłam i zanim się obejrzałam byliśmy już z powrotem w Bratfoot. Zanim jednak doszłam do domu było po 19:30. Weszłam do wanny, a potem usiadłam do komutera i zaczęłam gotować. W końcu po północy poszłam spać.

  
Katedra oraz wieża zamku w Durham, w którym teraz znajduje się trzeci najstarszy uniwesytet w UK.

W niedzielę wstałam dopiero po południa i wzięłam kąpiel. Potem wróciłam do łóżka i obejrzałam "The Story of the Weeping Camel" (Opowieść o płaczącym wielbłądzie). Akcja filmu dzieje się w Mongolii, a wyreżyserowali go na spółkę mongolska reżyserka Byambasuren Davaa i włoski reżyser Luigi Falorni. Potem zabrałam się za gotowanie warzyw, bo postanowiłam oczyścić organizm i od dziś przez 5 dni jeść tylko warzywa i owoce, popijające jedynie wodą. Wstawiłam też pralkę i usiadłam do Internetu. Porozmawiałam z mamą i siostrą przez Skype'a. Siostra ustaliła już datę ślubu, więc będę teraz musiała spytać szefową o urlop i kupić bilet! :) W końcu zaczęłam pakować jedzenie w pudełka, żeby je zabrać do pracy. Ale jak otworzyłam szafkę, znalazłam jeszcze dwie rzeczy do ugotowania. Odlewając ostatnią z nich poparzyłam sobie prawą dłoń! Wsadziłam ją pod bieżącą zimną wodę, a potem posmarowałam kremem z aloesem na poparzenia słoneczne.
Obiecałam sobie, że już nigdy nie będę gotować. Miałam już wszystkiego dość, więc wzięłam proszki przeciwbólowe i poszłam wcześniej spać.

  
Typowa mongolska rodzina oraz wielbłądzica, która początkowo odrzuciła swoje albinoskie młode.