Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 29 grudnia 2013
Święta w Paryżu! :)

672.

W niedzielę wieczorem wyszłam z domu z walizką i poszłam pod uniwerek. Autokar miał przyjechać o 22:40, ale po 23:00 nadal go nie było! Jak w końcu przyjechał, usiedliśmy z Markiem na samym przedzie, przy szybie, gdzie było trochę więcej miejsca na nogi. Było strasznie goraco i nie mogłam zasnąć. Dopiero nad ranem, jak wsiedliśmy na prom, zdrzemnęłam się godzinkę na kanapie :) Potem dalej trochę przysypiałam, ale mialam wrażenie, że w ogóle nie spałam. Jak dojechaliśmy do Paryża, dochodziła 2:30 czasu europejskiego. Zostawiliśmy bagaże w naszym hostelu MIJE Fourcy przy rue de Fourcy 6 i poszliśmy na omlet do z kawiarenek przy St. Paul. Wróciliśmy do hostelu zostawić bagaże w pokoju. Razem ze mną mieszkała mloda Angielka Emma i Barbadoska Mia, obie bardzo fajne :) Wzięłam prysznic, zdrzemnęłam się i p 17:30 wsiedliśmy w autokar, ktory nas zawiózł pod wieżę Eiffla. Mark się spóźnił na autokar, więc dojechał do nas taksówką. Pod wieżą napiliśmy się wszyscy szampana z plastikowych kubków, a potem wzięliśmy we trójkę z Mią i Markiem taksówkę do hostelu. Przebraliśmy się i pojechaliśmy kolejną taksówką do La Pachanga. Kupiliśmy bilety, ale lekcja jeszcze trwała, więc postanowiliśmy pojść do japońskiej restauracji obok coś zjeść :) Za niecałe 12 euro dostałam zupę, ryż, surówkę, suchi i koreczki mięsne! A wcześniej tyle zapłaciłam za głupi omlet! :) Potem wróciliśmy do La Pachangi i tańczyłam non stop 2 godziny :) Po 24:00 wróciliśmy taksówką do hostelu i poszliśmy spać!

  
Nasz stylowy hostel MIJE na 6, rue de Fourcy oraz klub salsowy La Pachanga na 8, rue Vandamme :)

We wtorek budzik obudził mnie o 7:00, wzięłam prysznic i poszłam na śniadanie. O 8:15 wsiedliśmy w autokar i pojechaliśmy do Wersalu. Najpierw staliśmy w kolejce w deszczu, a potem zwiedziłam z Mią pałac. Zdrzemnęłyśmy się na stole w kawiarni, a o 13:30 wsiedliśmy znów w autokar i wróciliśmy do Paryża. Oni poszli na wycieczkę po Quartier latin, a ja pojechałam metrem najpierw na Gare Saint Lazare, żeby znaleźć kawiarenkę, w której Veronique spotkała Alexandra (teraz na jej miejscu jest chyba Starbucks), a potem na place Monge i ulicę Mouffetard, gdzie Julie przeprowadziła się po śmierci męża i córeczki. O 17:00 podjechałam pod Notre-Dame, ale okazało się, że wieża katedry jest zamknięta! Poszłam więc pod Hotel de Ville, a potem spotkałam się z nimi w knajpce Aux tours de Notre-Dame, gdzie zjadłam ślimaki i omlet, a sama herbata kosztowała 6 euro! Potem wróciłam z Mią do hostelu, sprawdziłam maile i zdrzemnęłam się trochę, aż dostałam SMSa od babki z Couch Surfing, gdzie organizuje Wigilię. Znalazłam tam jakiś sklep, kupiłam białe wino z 2008 roku i ciasto, aż w końcu dotarłam do niej spóźniona pół godziny :) Gospodyni była Francuzko-Wietnamką, a goście to Francuzka i Francuzo-Algierczyk. Zjedliśmy fois gras i kaczkę, a na deser doszedł Francuz i Izraelijczyk :) Zaczęli grać w karty, więc wyszłam po 24:00 i spotkałam się w reszta grupy pod Notre-Dame. Poszliśmy na Place Louis Aragon, był szampan i ciasto, a po 1:00 poszliśmy do hostelu i po 2:00 spać :)

  
Sala lustrzana w Wersalu oraz najdroższa knajpka, w jakiej byliśmy, czyli Aux tours de notre Dame :)

W środę wstałam o 9:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem poszłam dalej spać :) Wstałam o 11:00 i poszłyśmy z dziewczynami na 13:00 do restauracji Nos Ancetres Les Gaulois na 39, rue Saint Louis en l'Ile na świąteczny obiad, a po drodze powiesiłam małą kłódkę na moście de l'Archeveche.
Przystawka była taka sobie, główne danie też, tylko deser w był dobry. Wyszliśmy stamtąd dopiero o 16:00 i oni poszli na spacer po Montmartre, a ja pojechałam na Gare du Nord do knajpki Belushi, gdzie miał być zlot członków CS, ale wyglądała na zamknietą. Potem się doczytałam w mailu, że siedzieli na jej tyłach. Na dworcu kupiłam informator z programem kin i pojechałam do Les Halles na 17:00, ale na "Casse-tete chinoise" nie było już biletów! Poszłam więc do kościoła St. Eustache na koncert, a potem wróciłam więc do hostelu się zdrzemnąć. Emma też wróciła, więc powiedziałam jej, że wieczorem zamiast na tango zdecydowałam się iść do kina. Wróciłam do Les Halles, ale znów nie było już biletów na ten film, więc kupiłam bilet na "Angelique" :) Po filmie zobaczyłam, że Paul do mnie dzwonił. Odpisałam mu, a jednocześnie wsiadłam w metro, żeby pojechać na La Defense. Tymczasem napisał, że właśnie wrócił do Paryżu, więc zamiast tam, pojechałam na Goncourt się z nim spotkać :) Pogadaliśmy półtorej godzinki u niego i napiliśmy się białego wina, a potem wyszłam po północy i wróciłam do hostelu przed 1:00. Sprawdziłam maile i w tym czasie wróciła też Mia z Markiem. Poszłyśmy znów spać po 2:00.

  
Swojska restauracja Nos Ancestres Les Galuois oraz Gerard Lanvin i Nora Arnezeder w "Angelique".


W czwartek wstałam znów o 9:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem się spakowałam i poszłam z Emmą zwiedzać okolicę. 
Koło nas na przykład był Hotel de Sens, w którym mieszkała królowa Margot. Najpierw poszłyśmy jednak pod fontannę Strawińskiego koło Centrum Georgesa Pompidou, a potem znów pod Les Halles, ktore właśnie całkiem przerabiają! Porobiłyśmy zdjęcia i zjadłyśmy lunch w Rive Droite na 9, rue Berger - ja małże, a Emma kurczaka :) Po 12:00 zaczęłyśmy wracać pod hostel, ale po drodze weszłyśmy jeszcze do sklepu obok, żeby kupić coś na drogę, a potem wsiadłyśmy do autokaru. Mark i Mia zajęli nam miejsca za nimi. Ruszyliśmy o 13:00, a po 17:30 wsiedliśmy na prom. Tam napiłam się herbatki z Emma i Yukie, a potem zdrzemnęłam się na stoliku. Po półtorej godzinie zjechaliśmy z promu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Kierowca puścił "Les Miserables" na DVD, ale mimo to udało mi się znów zasnąć. :) Po 21:30 dojechaliśmy do Southampton i Emma wysiadła, więc miałam od tej pory dla siebie oba siedzenia :) Zatrzymaliśmy się jeszcze na półgodzinny postój na jakiejś stacji, gdzie zjadłam zupkę z Mią, Markiem i Yukie przy stoliku, a potem poszłam dalej spać :) Mia wysiadła koło Notthingham, a potem dojechaliśmy wreszcie do Leeds i w końcu o 1:30 do Bratfoot! :) Trochę padało i Mark chciał mnie podrzucić taksówką, ale odmówiłam, bo mieszkam przecież bardzo blisko. W domu byłam przed 2:00, ale usiadłam oczywiście do Internetu i zanim poszłam spać, dochodziła 3:00!

  
Fontanna Strawińskiego obok Centrum Georges Pompidou i kościoła St. Merri oraz Rive Droite.

W piątek budzik zadzwonił o 11:00, ale wstałam dopiero o 14:00 :) Najpierw usiadłam do komputera i jednocześnie zjadłam śniadanie, aż w końcu wyszłam przed 16:00 i podjechałam na zakupy do Morrisona. Wróciłam tuż przed 17:00 i zamiast zrobić pranie zadzwoniłam do domu przez Skype'a, a potem już mi się nie chciało :) Usiadłam dalej do Internetu, aż w końcu o 2:00 poszłam spać. W sobotę obudziłam się o 9:00 i zaczęłam nanosić korektę, bo musiałam Ali później oddać myszkę. Byłyśmy umówione na 14:00, więc jak skończyłam rodział o 13:00, poszłam wziąć prysznic, ale ona przełożyła na 15:30. Pojechałam więc do Bootsa i do Tesco, a potem wróciłam do domu. Po 15:30 poszłam do Wetherspoons, a okazało się, że Ala i jej nowy chłopak byli w Waterstones! :) Wypiłam więc gorącą czekoladę, którą już sobie kupiłam i potem do nich poszłam, po drodze zahaczając o bankomat. Napiłam się z nimi herbaty i czekaliśmy na Kasię. W końcu dotarła o 17:30 i poszłam z nią do sklepu, a potem pojechałyśmy do niej do domu. Nakarmiła mnie i napoiła, a potem pożyczyła mi swoją myszkę i odprowadziła mnie na przystanek po 20:30. O 21:00 byłam już w domu, usiadłam do Internet, ale byłam zmęczona i zasnęłam przed północą. Dziś obudziłam się znów o 9:00 i zabrałam za korektę. Skończyłam ostatni rozdział znów około 13:00, a potem zabrałam się za całokształt, a wieczorem przede wszystkim za dokończenie wstępu i napisanie najważniejszego, czyli Podsumowania. W końcu o 23:00 poszłam spać.
niedziela, 22 grudnia 2013
Ostatnie filmy Kieślowskiego

671.

W poniedziałek
o 6:30 rano obudził mnie SMS od szefowej. Dopiero przeczytała wiadomość ode mnie, że nie przyjdę do pracy i odpisała z pytaniem, co mi jest. Zignorowałam jej SMSa i po jakimś czasie wreszcie znów zasnęłam i spałam do 11:00. Potem wstałam, zebrałam się i poszłam na 13:50 do lekarza. Powiedziałam mu, że nie mogę spać i chyba mam depresję. Zrobił mi więc test z głupimy pytaniami typu, czy mam myśli samobójcze i tym podobne :) Odpowiedziałam, że nie, ale na szczęście mimo to zgodził się dać mi zwolnienie z pracy na Anxiety / Depression i Stress :) Po raz pierwszy w ciagu ośmiu lat udało mi się dostać zwolnienie na stress, choć próbowałam wcześniej dwa razy! Widocznie do trzech razy sztuka! :) Wróciłam do domu i wysłałam SMSa szefowej, że mam zwolnienie do Świąt. Odpisała, że jak chcę to mogę z nią pogadać. Odpowiedziałam, że teraz to chcę tylko spać i że życzę jej miłych Świąt :) No i odetchnęłam z ulgą. Zrobiłam pranie, a potem wzięłam prysznic i usiadłam wreszcie do pisania! Jednocześnie obejrzałam "Lawę" Konwickiego na Youtubue. Spać poszłam po 1:00 w nocy.

We wtorek po 7:00 obudził mnie SMS od Kasi :) Wstałam i zabrałam się dalej za pisanie, ale wkrótce doszłam do wniosku, że muszę się zdrzemnąć. Potem wstałam i pisałam o "Podwójnym życiu Weroniki", jednocześnie oglądając potrzebne mi fragmenty filmu na DVD. Odezwał się do mnie znajomy fotograf Mark i spytał, czy nie mógłby też jechać na Święta do Paryża. Myślał, że to ja organizuję tę wycieczkę. Skontaktowałam go z szefem firmy Don't Be a Tourist i ten zgodził się, żeby Mark jechał z nami za darmo w zamian za zdjecia. Potem zjadłam obiad i pisałam do 2:30, aż w końcu poszłam wreszcie spać.
W środę obudziłam się sama o 9:00, wstałam i usiadłam dalej do pisania. Przed południem szefowa zadzwoniła, ale nie odebrałam komórki. Zabrałam się ostro za pisanie, przerywając tylko na jedzenie. Wiedziałam, że jak mam się wyrobić do końca tygodnia ze wszystkim, to muszę skonczyć drugi rozdział i go jak najszybciej wysłać, żeby Sarah zdążyła go sprawdzić przed Świętami. Postanowiłam więc, że nie pójdę spać, dopóki nie skończę. Po 4:00 wysłałam go mailem, a po 4:30 poszłam wreszcie spać :)

  
Gustaw Holoubek w filmie "Lawa" oraz Irene Jacob i Philippe Volter w "Podwójnym życiu Weroniki".

W czwartek obudziłam się po 10:00, połamana i z myślą, że przydałby mi się masaż :) Wstałam i zjadłam śniadanie, a potem zabrałam się za pisanie. Po obiedzie dalej pisałam, jednocześnie oglądając "Trzy kolory. Niebieski" na DVD i dobrze mi szło, ale myszka przestała działać! Nie pomagało wyłączanie i włączanie komputra, więc postanowiłam dać odpocząć
komputerowi i zdrzemnęłam się godzinkę. Potem znów usiadłam do pisania i postanowiłam posługiwać się samą klawiaturą, ale jednocześnie spytałam dziewczyny, czy nie mają pożyczyć myszki z wejściem USB. Zaczęłam oglądać "Trzy kolory. Biały" i poszłam spać dopiero jak skończyłam pisać około 6:00 rano! W piątek budzik dzwonił od 10:00 co 5 minut, aż wreszcie zadzwoniła Ala i spotkałam się z nią na dole, na parkingu. Pożyczyła mi myszkę, która na szczęście zaczęła działać, więc zamiast iść spać, usiadłam do pisania. Potem zjadłam coś i pisałam dalej, jednocześnie oglądając "Trzy kolory. Czerwony". Dobrze mi szło, ale nadal wolno, więc postanowiłam nie iść na świąteczne Calle Ocho. Skończyłam pisać o 3:00 i poszłam wreszcie spać.

W sobotę obudziłam się o 10:30 i usiadłam do komputera. Pisałam dalej, a jednocześnie obejrzałam "Bez końca" online. Po obiedzie usiadłam dalej do pisania, ale nadal strasznie wolno mi szło, zdecydowałam więc nie iść na Rumba Picante, tylko pisać aż do skutku, żeby Sarah przeczytała wszystko przed jej wyjazdem. Uparłam się więc, że nie pójdę spać, póki nie skończę ostatniego rozdziału! Siedziałam więc do 10:00 rano, a potem wysłałam wszystko i o 10:30 poszłam spać! W niedzielę o 14:30 obudził mnie SMS od Ali, że nie potrzebuje myszki i mogę ją na razie zatrzymać. Wstałam i wysłałam maila do moich promotorów, a potem także do szefowej i życzenia do wszystkich z pracy. Wrzuciłam też życzenia na Facebooka i zadzwoniłam do domu przez Skype'a. Potem wzięłam prysznic i po 19:00 poszłam do sklepów, ale zapomniałam karty do Bootsa i musiałam się wrócić. Wszystko było zamknięte poza Tesco, więc kupiłam tylko jedzenie na drogę. Po 22:0 wyszłam z domu i pojechałam do Paryża na Święta :)

  
Bohaterki "Trzech kolorów: Niebieski, Biały i Czerwony" oraz Grażyna Szapołowska w "Bez końca".
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Długo wyczekiwana randka :)

670.

W poniedziałek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Szefowa miała wolne, więc było spokojnie. Po lunchu poszłam do działu Finance i wspólnie z babką, którą lubię podliczyłyśmy zaległe wycieczki. Po 17:00 poszłam do domu i zapłaciłam od razu z góry za czynsz do soboty 22 lutego, kiedy to wyprowadzę się i pojadę do znajomych do Manchesteru. Potem wysłałam maile do wszystkich moich  znajomych z Francji pisząc, że będę w Paryżu na Święta i pytając, kto się tam ze mną spotka :) W końcu zabrałam się za korektę cytatów w mojej pracy doktorskiej i jak skończyłam, to poszłam spać o północy. Niestety, 3 godziny później obudził mnie sasiad, który postanowił coś zjeść i trzaskał drzwiami od kuchni. Zaczełam oczywiście od razu główkować i nie udało mi się z powrotem zasnąć aż do 6:00 rano.

We wtorek wstałam znów o 8:00, w sumie po jakiś 5 godzinach snu. W pracy byłam o 9:00 i na 12:00 poszłam tradycyjnie na Pilates, żeby się trochę zdrzemnąć :) Potem zjadłam lunch i zabrałam się za przygotowania do wycieczki do Trafford Centre, która była tego dnia o 16:00. Babka, która kiedyś pracowała z nami w Recepcji przyszła po materiały po 14:00. Jedna z Sabbow namowiła mnie, żebym skoczyła z samolotu ze spadochoronem w środę 5 lutego :) Zaczęłam więc zbierać fundusze na stronie Justgiving. O 17:00 poszłam do Lecture Theatre, ale nikogo nie było, więc sama zaczęłam oglądać "Der Golem" z 1920 roku. Po 18:00 przyszedł Skarbnik, a potem Sekretarz, więc zatrzymalam film i ustaliliśmy plan na przyszłość. Wróciłam do domu przed 19:00 i obejrzałam film do końca. Potem zdrzemnęłam się od 20:00 do 21:00 i usiadłam do komputera, żeby odpisać na maila. Napisali do mnie z First Movies, żebym poszła zobaczyć reklamy przed drugą cześcią Hobbia. Zgodziłam się i zasnęłam około północy.

  
Nasza drużyna UBU Heroes, która skoczy z samolotu :) i Paul Wegener jako tytulowy "Der Golem".

W środę obudziłam się o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Babka z ISIS przysłała mi kartkę świąteczną, wiec odpisałam na maila, że czekam wciąż na zaległe 6 funtów i kwotę do Amsterdamu. Po lunchu wysyłam listę wycieczek zaplanowanych w drugim semestrze do firmy autokarowej, żeby zarezerwować busy. O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam Free Busem najpierw do Bootsa, potem do Morrisona  na zakupy. Po 18:00 wróciłam do domu i zaczęłam czytać informację, jakie mi przesłali z First Movies, z kórych wynikało, że nie mogę zostać na filmie, a po to się zgłosiłam - żeby obejrzec go za darmo! Ale napisałam do znajomego, który pracuje w Cineworld, żeby mi załatwił bilet na piątek wieczór :) Po 20:00 wpadła Kasia i nareszcie przynisoła ze sobą zdjęcia z Belgii! :) Wyszła po 22:00 i już po 23:00 zasnęłam.

W czwartek sasiad obudził mnie znów o 1:00 w nocy gadając głośno na korytarzu przez telefon i trzaskając drzwiami od kuchni! Poszłam dalej spać i wstałam o 8:00, a na 9:00 poszłam do pracy. Był akurat Christmas Market i wygrałam butelkę piwa organic oraz żel pod prysznic. Zaczęłyśmy z szefową dostawać CV od ludzi, ktorzy chcą u nas pracować na pełny etat od stycznia przez 2, może 3 miesiące. Po lunchu wydrukowałam papiery potrzebne mi w piątek w Cineworld. Dwie osoby powiedziały, że podoba im się moja koszula, więc dałam ją babce, która wpłaciła pierwsze 5 funtów na moje konto Justgiving :) Zostałam w pracy do 17:30, bo wtedy przyszła moja studentka na polski. Wyszłyśmy po 19:15 i odwiozła mnie do domu. Wysyłam maila do Ambrozji z listą osób, które przyjda w niedzielę na nasz Christmas Meal z ich wyborem z menu oraz do Couch Surferów i już po 21:00 poszłam spać.

W piątek sąsiad obudził mnie znów po 2:00 w nocy, więc nie wytrzyłam i poszłam do kuchni zwrócić mu uwagę, ale spać już nie mogłam, więc usiadłam do komputera. Zasnęłam dopiero o 8:00, czyli wtedy, kiedy normalnie wstaję do pracy. Całe szczęście, że miałam akurat wolne! Obudziłam się o 11:00, zjadłam coś i usiadłam do komputera. Potem wzięłam prysznic i wyszłam z domu. Podjechałam Free Busem na Interchange i przed 17:00 byłam już w Cineworld. Pożyczyłam długopis i zaczęłam wypełniać papiery z First Movies, a potem przyszedl mój kolega i się mną zajął. Pomógł mi zaplanować, że pójdę na pokazy o 17:20, 18:10, 19:00, 20:00 i 20:40. Przed ostatnim seansem powiedział mi, że mogę zostać na film, więc obejrzałam go razm z Kasią, którą namówiłam, żeby przyjechała, to może załatwię jej darmowe wejście. Udało się i obie obejrzałyśmy Hobbita 2 w 3 D :) Dopiero po północy w domu i o 2:00 poszłam spać.

  
Kino sieci Cineworld w Bratfoot oraz bohaterowie filmu "The Hobbit: The Desolation of Smaug".

W sobotę o 9:00 obudził mnie SMS od babki z uniwerku, która jechała po południu na wycieczkę ze studentami do Haworth. Nie była pewna, o której ma być na miejscu, ale to przesada, żeby mnie z tego powodu budzić tak wcześnie w weekend! Usiadłam do komputer, a potem wzięłam prysznic i o 13:00 spotkałam się
w Weatherspoons ze znajomą Francuzką, której nie wiedziałam parę lat, a która wpadła do Bratfoot na trzy dni :) Wyszłyśmy po 15:00 i pozegnalyśmy się, a ja poszłam do Morrisona po jedzenie na kolejny tydzień siedzenia w domu i pisania :) Potem wróciłam do domu i usiadłam oczywiście do komputera. O 19:00 wyszłam i poszłam do St. George's Hall na spektakl Russella Branda "Messiah Complex", na który kupiłam bilet jakieś trzy miesiące temu! :) Najpierw wystąpił poeta Mr Gee jako support, a potem w końcu pojawił się sam Russell Brand i byl dość zabawny, ale wolę jak się nie wygłupia i jest poważny. O 22:00 byłam już z powrtoem w domu i już około północy poszłam spać.

  
Mr Gee, całkiem niezły support przed "Messiah Complex" Russella Branda oraz sam Russell w akcji  :)

W niedzielę obudziłam się przed budzikiem, który był nastawiony na 9:30, bo na 10:45 szłam do Media Muzeum na film "Mandela: Long Walk to Freedom" z kolegą, z którym próbowałam się umówić od jakiegoś czasu :) Miał darmowe bilety, a ja stwierdziłam, że i tak już nic w ten weekend nie napiszę :) Film trwał ponad 2 godziny, a potem poszliśmy na gorącą czekoladę i pogadać. Miałam trochę wrażenie, że się mnie boi. W domu byłam po 14:00 i usiadłam do komputera, a potem się zdrzemnęłam. O 18:30 wstałam, zebrałam się i poszłam na 19:00 do Ambrozji. Nikogo jeszcze nie było, ale zaczęli się powoli schodzić. Zjedliśmy, porozmawialiśmy i było bardzo miło, a potem moja uczennica odwiozła mnie do domu, gdzie dotarłam już przed 22:00. Wysłałam SMSa do szefowej, że nie przyjdę nazajutrz do pracy, tylko pójdę do lekarza, a potem porozmawiałam jeszcze z kolegą na Facebooku. Popijałam jednocześnie piwo organic Oxford Gold, ktore wygrałam w czwartek, żeby lepiej mi się spało i po 1:00 poszłam spać.

  
Idris Elba jako Nelson Madela i Naomie Harris jako jego żona Winnie oraz Oxford Gold organic beer.
niedziela, 08 grudnia 2013
Dynamo i Durham :)

669.

W poniedziałek wstałam po 7:30 i poszłam na 9:00 do pracy. Najpierw miałam rozmowę z szefową, która okazała się bardzo wyrozumiała i przyznała, że sama jest też bardzo zestresowana. Potem poszłam na lunch i do biblioteki. Okazało się, że nie mają "Battleship Potiemkin", który miałam pokazać nazajutrz w ramach naszego stowarzyszenia, więc wzięłam "Tsotsi". Po 17:00 wsiadłam we Free Busa i podjechałam do Bootsa po recepty, a potem weszłam do Asdy oddać kabel, który kupiłam do laptopa, a na koniec do Tesco. Potem wsiadłam w ostatni Free Bus do domu i poszłam wcześniej spać. We wtorek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy, a na 10:00 na kurs przygotowujący do Performance review. Po 12:00 się skończył i zjadlam obiad w Richmond Building. O 13:00 wróciłam do pracy, bo nie poszłam na Pilates, a o 17:00 miałam pokazywać film, ale nikt nie przyszedł, więc podjechałam Free Busem do domu, bo akurat podjechał :) Zdrzemnęłam się, a potem po 21:00 przyszła Ala, natomiast Kasia nie dotarła, choć się umawiałyśmy. Pogadałyśmy z Alą do 23:00, a potem poszłam znów wcześniej spać.

W środę obudziłam się o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Zadzwonił do mnie niespodziewanie Ismail z Barcelony, żeby pożyczyć ode mnie pieniądze! Myślałam, że nie ma tam za co żyć, więc się zgodziłam, zaskoczona jego telefone. Ale w ciagu dnia coraz bardziej dochodziłam do wniosku, że to zły pomysł. Tymczasem był to pierwszy dzień grudniowych Graduations i honorowy tytuł otrzymal Dynamo, czyli magik pochodzący z Bratfoot. Jego ekipa zajęła jeden z naszych pokoi, żeby się przygotować do wieczornego występu. Nie miałam pojęcia kim są i co się dzieję, jak ich wpuszczałam do tego pokoju :) Poszłam na lunch, a potem o 17:00 wróciłam do domu i napisałam do Ismaila, że mogę mu pożyczyć najwyżej 50 funtów, ale nie chciał, bo była mu potrzebna większa suma na jakąś tranzakcję. Wyszłam więc z domu i poszłam na Interchange, wsiadłam w pociag do Leeds i poszłam do Botanist zobaczyć się ze znajomą z Kalifornii. Kupiłam jej drinka i posiedziałam trochę, ale siedzieliśmy na zewnątrz i było mi zimno, więc zmyłam się tuż przed 20:00 i przed 21:00 byłam już w domu. Objerzałam filmiki Dynamo na Youtubie i już nie byłam pewna, czy z nim rozmawiałam czy nie :) Poszłam spać tuż po północy.

  
Steven Frayne z Bratfoot, czyli magik Dynamo oraz knajpka The Botanist w Leeds, gdzie siedzieliśmy.

W czwartek wstałam o 8:00 i na 9:00 z trudem doszłam do pracy, bo strasznie wiało. Był to drugi dzień Graduations i absolwenci tego dnia nie mieli tyle szcześcia, co poprzedniego. O 11:30 poszłam na lunch z moim promotorem i omówiliśmy plany na przyszłość. O 12:30 wróciłam do pracy, a o 17:00 wyszłam i wróciłam do domu. Pogoda się uspokoiła i na 19:30 poszłam do Polskiego Klubu na kolejną lekcję polskiego. W domu byłam przed 21:00 i około 22:00 padłam i poszłam spać! W piątek obudziłam się o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Miałam urwanie głowy od rana w związku z przygotowaniami do wycieczki. W końcu poszłam na lunch, a tymczasem szefowa miała spotkanie z szefem i wróciła lekko załamana. Wyszła więc wcześniej z pracy, a ja w sumie też 10 minut przed 17:00. Podjechałam do Boots po receptę, a potem poszłam do Morrison na zakupy i po 18:00 byłam już z powrotem w domu. Usiadłam do Internetu i wkrotce poszłam spać, bo nazajutrz musiałam znów wcześnie wstać.

W sobotę wstałam przed 8:00 i przed 9:00 byłam już pod uniwerkiem. Weszłam do sklepu po wodę i banany, a potem wsiedliśmy w dwa autokary i pojechaliśmy do Durham. Dojechaliśmy od dziwo bez problemu już po 11:00 i po 11:30 spotkałam się ze znajomymi. Poszliśmy najpierw na małe piwko, a potem coś zjeść do włoskiej restauracji di Medici. Po jedzeniu odprowadziłam ich na dworzec autbusowy i zrobiłam sobie spacer po mieście. Najpierw poszłam na dworzec pociągowy, a potem do katedry. Zostałam na nabożeństwo, a potem wróciłam do autokaru. Ruszyliśmy ok. 17:40 i już o 19:20 byliśmy w Bratfoot. Poszłam więc od razu zobaczyć Coca Cola Christmas truck w centrum, a potem wróciłam do domu. Usiadłam do Internet, ale już po 23:00 poszłam spać. Dziś wstałam po 9:00 i zabrałam się za nanoszenie poprawek. Zajęło mi to praktycznie cały dzień. W końcu przed północą poszłam spać.

  

Widok na katedrę i zamek w Durham oraz Coca Cola Christmas truck, która robi tournee po Anglii :)
niedziela, 01 grudnia 2013
Praca doktorska na chorobowym

668.

W poniedziałek budzik obudził mnie o 8:30 i wysłałam SMSa do babki z Finansów, że jestem chora i nie przyjdę do pracy. Szefowa wracała dopiero nazajutrz, więc zawiadomiłam babkę, którą lubię :) A potem poszłam dalej spać, bo byłam wyczerpana i naprawdę nie czułam się najlepiej. Budzik zadzwonił znów o 11:00, ale wstałam dopiero o 12:00. Ugotowałam bezmączny makaron i sos pomidorowy z tuńczykiem, dorzuciłam do tego oliwki i zjadłam to praktycznie na śniadanie. A potem zaczęłam gotować kapustę z grzybami, bo kupiłam kiedyś słój kapusty kiszonej i zaczęłam się bać, że mi się popsuje. W końcu po 14:00 zabrałam się za dokańczanie Literature Review, jednocześnie zaglądając co jakiś czas do kuchni, żeby kapusta się nie przypaliła. Spotkałam tam i pogadałam z wszystkimi trzema współlokatorami, których normalnie rzadko widuję. Bigos skończyłam gotować po 21:00 i po północy poszłam spać.

We wtorek budzik zadzwonił o 8:30 i wysłałam SMSa do szefowej, że źle się czuję i nie przyjdę przez dwa najbliższe dni do pracy. Zwykle odpisauje, a tym razem zadzwoniła i pytała, co mi jest! Powiedziałam, że znów jestem przeziębiona, a ona na to, że pewnie mam dość i że pogadamy jak wrócę do pracy. Zjadłam coś i zabrałam się za dokańczanie rodziału pierwszego o "Dekalogu", ale szło mi wolniej niż zakładałam. W dodatku zmogła mnie senność i zdrzemnęłam się trochę. O 17:00 wzięłam prysznic, bo na 18:00 miałam iść do National Media Museum na "The Deaf and Mute Heroine" (Long ja yian) z Kasią, ale umówiłam się z nią u mnie na dole i dałam jej bilet, a sama nie poszłam, bo bałam się, że spotkam kogoś z pracy! Po filmie przyszła do mnie i gadałyśmy, a potem doszła jeszcze Ala. Wyszły po 22:00 i zabrałam się dalej do pisania. Tak dobrze mi szło, że poszłam spać dopiero po 6:00 rano! :)

W środę wstałam po 11:00 i po śniadaniu usiadłam dalej do pisania pierwszego rozdziału. Potem zjadłam obiad i wróciłam do pisania. Jak szukałam "Och Karol 2" na Youtubie, to zaczęłam przypadkiem oglądać "Idealny chłopak dla mojej dziewczyny", więc obejrzałam to do końca i muszę przyznać, że byłam w lekkim szoku :) Dobiłam do 45 stron i ponad 17000 znaków, aż wreszcie po 2:30 poszłam spać. W czwartek budzik zadzwonił o 8:30 i wysłałam SMSa do szefowej, że nadal mnie nie będzie i że idę w piątek do lekarza. Potem zjadłam śniadanie i zabrałam się dalej za pisanie. Napisałam maila do Sarah i do promotorów, z którymi się umówiłam na spotkanie w środę. O 16:00 wzięłam prysznic, zjadłam obiad i na 17:30 poszłam d
o Polskiego Klubu na dwie kolejne lekcje polskiego. Po 20:00 wróciłam do domu i usiadłam znów do pierwszego rozdziału. W końcu udało mi się go skończyć i o 4:00 poszłam spać :)


Dorociński, Kuna i Boczarska w dość dziwnej niby-komedii "Idealny facet dla mojej dziewczyny"!

W piątek obudziłam się o 8:30, ale wstałam dopiero o 11:00 i poszłam do lekarki. Powiedziała, że nie może mi dać zwolnienia z pracy i że mam po prostu wziąć sobie sama wolne. Nie mówiłam jej, że już od tygodnia jestem na chorobowym. W sumie to mi nie zależało na tym, żeby dostać teraz zwolnienie. Byłam po prostu ciekawa, czy jeśli byłoby mi potrzebne w przyszłości, czy łatwo byłoby je dostać na stress. Okazuje się, że nie tak łatwo jak wszyscy myślą. Po powrocie do domu zjadłam coś i zabrałam się za pisanie. Po 17:00 zrobiłam sobie przerwę i zjadłam obiad, a potem zdrzemnęłam się do 21:00. Wysłałam to co już miałam do Sarah, czyli Cover, Appendices i Bibliography oraz niedokończony Wstęp. A potem zabrałam się dalej za pisanie ostatniej części Literature Review. Planowałam, że nie pójdę spać, dopóki jej nie skończę, ale niestety dość sybko wymiękłam i o już 3:00 poszłam spać.


W sobotę obudziłam się przed południem, zjadłam śniadanie i usiadłam dalej do pisania. W międzyczasie Sarah przysłała mi to, co już sprawdziła, czyli Wstęp, więc od razu naniosłam poprawki. Potem zjadłam obiad i zabrałam się znów za
pisanie. Spać poszłam o 6:00 rano! W niedzielę obudziłam się po 11:00 i usiadłam do dokończenia sekcji Literature Review. Z mojego oryginalnego planu na ten tydzień nic nie wyszło, bo wszystko jednak trwa dwa razy dłużej niż planowałam. Ale cieszę się, że udało mi się zrealizować chociaż połowę planu :) Następną i ostatnią już część będę musiała napisać przed Świętami. Właściwie to mam już 3/4 całośći i brakuje mi tylko 20,000 znaków, czyli około 40 stron! Skończyłam pierwszą połowę pracy o 20:00 i wysłałam Sarah ostatni fragment i to co już miałam gotowe moim promotorom, z którymi mam się spotkać w czwartek. A potem zjadłam coś i o 23:00 poszłam spać.