Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
piątek, 13 marca 2009
Radio BCB :)

425.

W tym tygodniu zaczęłam dwie nowe lekcje w college'u. Poniedziałek pozostał bez zmian - dwie godziny lekcji, w czasie których ja uczę, a potem 5 godzin, w czasie których mnie uczą, jak zostać dobrym nauczycielem :) W międzyczasie spotkałam się z moim promotorem z uniwersytetu, gdzie zawiesiłam tymczasowo swoje studia doktoranckie :) Zdecydowaliśmy, że jeszcze przez pół roku nie wrócę, a w tym czasie będę się starać o dofinansowanie albo o pracę na uniwerku na pół etatu. Jeśli ani to, ani to się nie uda, to zrezygnuję za pół roku z tych studiów. Zrobię te podyplomowe studia nauczycielskie i to mi wystarczy. Dyplom będę miała z Uniwersytetu z Leeds, więc będzie to jakoś wyglądać :) Chwilami wydaje mi się, że dałabym radę i mogłabym skończyć jedne i drugie studia w przyszłym roku, ale być może znów przeceniam moje możliwości? Zobaczymy, co będzie.

We wtorek poszłam do college'u na 9:00, żeby po raz pierwszy spotkać się z dość problematyczną studentką Pomocy Społecznej. Dziewczyna przysłała 6 trzy-stronicowych dokumentów i chciała, żeby je z nią poprawić. Poprawiłam trochę dwa pierwsze i wzięłam je ze sobą na lekcje. A ona stwierdziła, że ma inny tekst do poprawienia, który jest ważniejszy, ale nie mogła go otworzyć, bo zachowała go w Wordzie 2007, którego college jeszcze nie zainstalował :) Straciłyśmy na to ze 20 minut, więc zgodziłam się, że przejrzę to w domu wieczorem i jej wyślę. Szybko jednak się zorientowałam, że dziewczyna próbuje mnie wmanewrować w poprawianie jej prac w domu, a za to mi nie płacą. Zresztą nie mam na to czasu. Muszę ją więc ukrócić. Ale cieszę się, że chce przełożyć lekcje na później, bo 9:00 rano to zabójcza godzina :))) Wystarczy, że muszę wstać wcześniej raz w tygodniu, w czwartki! :)

Potem spotkałam się z drugą nową uczennicą, która była bardzo miła, ale powiedziała, że chce się ze mną spotykać w osobnym pokoju, a nie w sali pełnej ludzi, bo się wstydzi, że ktoś usłyszy, iż ma problemy z angielskim. Mówi dość dobrze, ale nie potrafi poprawnie pisać. Nadal więc mi się co tydzień coś zmienia jak w kalejdoskopie - a to godzina, a to pokój :) Chciałabym, żeby to się wreszcie uspokoiło :) Może po Wielkiej nocy? Do przerwy wielkanocnej zostały 3 tygodnie, a po niej tylko 5 tygodni do końca roku, więc chyba jakoś dotrwam do wakacji. A w przyszłym roku poważnie się zastanowię :) To nie jest praca dla mnie. Sama proszę znajomych Anglików, żeby mi poprawili moje teksty, a tymczasem mam je poprawiać innym?! Oczywiście znajduję jakieś ewidentne błędy, ale na pewno nie wszystko wyłapuję. Pracuję tu jeszcze jedna Polka, której nie poznałam. A szkoda, bo chętnie spytałabym ją, jak ona sobie z tym radzi. Może po prostu lepiej zna język? :)

Po południu poszłam wreszcie do kina na
"Entre les murs" (Klasa) - nowy film Laurenta Canteta, którego filmy bardzo cenię. Na sali spotkałam jedną z moich uczennic, którą uczę francuskiego :) Film opowiada historię nauczyciela, który napisał książkę, a teraz Cantet sfilmował ją z nim w roli główniej. Uczniowie też grają w tym filmie samych siebie. Nie wiem jakim cudem nie wyszło to sztucznie, ale ogląda się ten film nie jak dokument, ani fabułę, tylko coś pomiędzy. Niesamowite! W środę natomiast poszłam na drugą część filmu "Che" i znów się zawiodłam. Wynudziłam się za wszystkie czasy i stwierdziłam, że zmarnowałam bez sensu ponad 2 godziny mojego życia (z pierwszą częścią będzie z 5 godzin! :) Gdyby wziął się za to dobry montażysta i z całego materiału zrobił jeden półtoragodzinny film, może coś by z tego wyszło. Bo temat jest niesamowity. W Boliwii Indianie nadal żyją jak za Che Guevary! Nic się nie zmieniło!

    
Francois Begaudeau we francuskiej "Klasie" oraz Benicio Del Toro w drugiej części "Che".

Potem miałam czas wolny aż do wieczornej lekcji polskiego, ale zaplanowałam tyle rzeczy do zrobienia, że sama nie wiem, kiedy mi dzień minął :) Udało mi się wszystko zrealizować, z wyjątkiem dokończenia eseju na studia :) Termin co prawda mija dopiero 30 marca, ale teraz 2 najbliższe tygodnie spędzę w kinie na festiwalu. Tymczasem nadal nie udało mi się dowiedzieć, czego dokładnie chcą ode mnie w radiu BCB i czy załatwią mi wszystkie bilety, o które prosiłam - w sumie na 57 filmów :) Postanowiłam, że poczekam do czwartku, a potem najwyżej kupię sobie karnet i po prostu dam sobie z nimi spokój. Nie wiedziałam nawet, czy organizować kolejne Kółko Francuskie, bo w radu powiedzieli, że mam w piątek iść na oficjalne otwarcie dla VIPów, ale nikt nie był mi w stanie powiedzieć, o której się zacznie :) Próbowałam się do dzwonić do szefowej, ale wciąż nie mogłam jej zastać. Myślałam już nawet, że nic z tego nie wyjdzie...

Tymczasem w czwartek wreszcie się ze mną skontaktowali i wszystko jest ok! :) Zadzwonili jak siedziałam akurat w Muzeum, gdzie umówiłam się na gorącą czekoladę ze znajomym z zajęć z Kreatywnego Pisania, na które chodziłam ze 3 lata temu! Po kolejnej lekcji pojechałam do radia, żeby ustalić wszystkie szczegóły. Idę jutro wieczorem na imprezę VIPowską, bilety mają na mnie czekać i w dodatku mam się pojawić 5 razy na antenie i mówić o festiwalu. Po raz pierwszy jutro o 11 rano, a potem jeszcze 4 razy w tygodniu o 11:45 :) Mają mi jeszcze dać znać, gdybym była im w międzyczasie potrzebna. Może porozmawiam z pochodzącym stąd Simonem, który dostał właśnie Oscara za scenariusz do "Slumdoga" oraz z Terrym Jonesem z grupy Monty Pythona? Po lekcji francuskiego poszłam do klubu 1in12, żeby dać Martinowi, który leci jutro do Barcelony, kartkę urodzinową dla
Séverine. Myślałam, że będę mogła się jutro wyspać ostatni raz przed festiwalem - szczególnie, że dziś musiałam wcześnie wstać - ale nic z tego :) Dlatego idę już do łóżka! Dobranoc :)
poniedziałek, 09 marca 2009
Reklama dźwignią handlu :)

424.

Od tego tygodnia wzięłam o 2 godziny więcej w college'u, a potem zgodziłam się na jeszcze kolejne 2 i pół godziny, dobijając tym samym do tych 13 godzin i pół. Dzięki temu nie muszę już szukać żadnej innej pracy, bo do wakacji się utrzymam. A potem zobaczymy. Ale przez to, że tylko w czwartek musiałam rano wstać, zaczęłam siedzieć dłużej w nocy przy komputerze i chodzić spać o 4-5 rano. We wtorek i w środę poszłam koło południa do radia i zmontowałam program z Okazji Dnia Kobiet, który nagrałam w zeszły piątek. Ostatecznie zdecydowałam się wykorzystać 3 utwory polskich wokalistek: "Protest Dance" Renaty Przemyk, "Moja odpowiedź" Agnieszki Chylińskiej z O.N.A i "Ostatni" Edyty Bartosiewicz. Jestem dość zadowolona z efektu końcowego. Program zaplanowano na niedzielę 8 marca pomiędzy 10 i 11 rano. Po radiu wybrałam się do kina - we wtorek na zabawny dokument
"Anvil! The Story of Anvil", a w środę na nowy film Woody'ego Allena "Vicky Cristina Barcelona".
    
Członkowie zespołu Anvil: Rob & Lips oraz Penelope Cruz i Javier Bardem u Allena.

"Anvil! The Story of Anvil" opowiada historię kanadyjskiego zespołu, który nigdy nie zrobił takiej kariery, jak inne heavy metalowe zespoły, czerpiące z niego inspirację. Teraz przyglądamy się, jak zespół próbuje wrócić znów na szczyt. Polecam ten film, w przeciwieństwie do nowego Allena, wobec którego mam mieszane uczucia. Głos z offu raził, Javier Bardem zagrał takiego miśka, a Scarlett Johansonn głupią blondynkę. I tylko Penelope Cruz była wyrazista! Ale cała historia wydała mi się odgrzaną młodzieńczą przygodą z lat 70-tych. Później przeczytałam, że Allen napisał ten scenariusz wiele lat wcześniej, a jego akcja miała się rozgrywać w San Francisco. Ale kiedy dostał pieniądze na kręcenie w Hiszpanii, trochę go przerobił. Moim zdaniem jednak widać gołym okiem, że to odgrzewany kotlet.

Po wtorkowej lekcji polskiego poszłam z moją znajomą Chinką do studenckiego pubu i przeprowadziłyśmy bardzo ciekawą rozmowę o dojrzewaniu i dorastaniu. Uświadomiła mi wiele rzeczy, o których niby wiedziałam, ale teraz jeszcze się w nich utwierdziłam. Postanowiłam zatem nareszcie dorosnąć i zmienić się w prawdziwą kobietę :) A nie ciągle udawać nastolatkę :) A potem się dziwić, czemu wciąż mnie podrywają młodsi chłopcy :))) Najwyższy czas się ustatkować! Szczególnie, że spotkałam wreszcie kogoś w moim wieku (przynajmniej tak na oko :) kto mnie poważnie zainteresował, a dawno mi się to już nie przydarzyło. Dzięki radom Chinki udało mi się już chyba zacząć proces zmian, bo obiekt moich zainteresowań też się mną zainteresował i umówiliśmy się na spacer (który ze względu na pogodę musieliśmy odwołać) i do kina w ten wtorek.

W czwartek chciałam się po południu wybrać na
"Valkyrie" (Walkiria), żeby samej wyrobić sobie zdanie na temat tego raczej krytykowanego filmu, ale tak mnie głowa rozbolała, że poszłam po prostu spać. Wstałam dopiero o 18 i na 19 poszłam na kolejną lekcję francuskiego. W piątek wysłałam do znajomych maile, że mogą w niedzielę posłuchać mojego godzinnego programu z okazji Dnia Kobiet, a potem poszłam na "The Curious Case of Benjamin Button" (Ciekawy przypadek Benjamina Buttona). Historia była oczywiście całkiem niewiarygodna, ale o dziwo film sprawił, że zaczęłam myśleć o życiu i przemijaniu, więc twórcy osiągnęli chyba jednak swój cel. Potem wróciłam do domu coś zjeść i nie poszłam na "Entre les murs" (Klasa), bo jak sprawdziłam, która godzina, to film już się zaczął! Ale wybiorę się więc na niego we wtorek, z nowym kolegą :)

    
Tom Cruise w "Walkirii" oraz Brad Pitt i Cate Blanchett w filmie o Bejaminie Buttonie.

Ponieważ wysłałam ludziom z Kółka Francuskiego wiadomość, że spotkamy się w kinie na tym filmie, to poszłam do kina przed końcem, żeby zobaczyć kto przyszedł. Nie było nikogo, więc poszłam do pubu i czekałam, aż się ktoś pojawi. W końcu przyszedł Jean, a potem doszła jeszcze Yvonne, którą poznałam na Language Exchange. I to byli już wszyscy! Reszta zadzwoniła lub wysłała SMSa z jakimiś usprawiedliwieniami. Yvonne mieszka w Leeds i nie siedziała za długo, zostałam więc sama z Jeanem prawie do północy. Potem wróciłam do domu z mocnym postanowieniem, że zabiorę się w ten weekend za pisanie kolejnego eseju na moje studia, bo co prawda termin mam do końca marca, ale jak zacznę chodzić na festiwal, to niczego nie napiszę. Szczególnie, że w radiu BCB spytali, czy chciałabym nadawać codziennie relację z festiwalu :) Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie.


Weekend przesiedziałam w domu i napisałam pół mojej pracy na studia - jeszcze drugie tyle i koniec. Spróbuję ją skończyć w tym tygodniu. W niedzielę miałam iść na spacer po mieście z kolegą, ale zaczął padać deszcz ze śniegiem.
Zadzwonił i powiedział, że słuchał mojego programu i że mu się podobał :) Spacer postanowiliśmy przełożyć na wtorek - spotkamy się wcześniej i zwiedzimy Bratfoot przed filmem. Przez cały weekend słuchałam płyt Rufusa Wainwrighta i prawie nic nie jadłam. W ogóle nie odczuwałam głodu i zaczęłam się nawet zastanawiać nad głodówką, natchniona blogiem trawożercy (http://miesozerca.blox.pl/html) Zbieg okoliczności! Jeżeli jutro nadal nie będę odczuwać łaknienia, to poważnie się nad tym zastanowię. W piątek zaczyna się festiwal filmowy, więc i tak nie będę miała zbyt czasu na jedzenie :)

Na koniec wyjaśnię tytuł dzisiejszego wpisu. Nie mam w domu telewizora, ale w kinie widziałam ostatnio parę świetnych reklam i postanowiłam się z wami nimi podzielić. Było ich więcej, ale reszty nie mogę znaleźć na Youtubie. Niestety, ostatnio coś dziwnego się dzieje z linkami i mi się nie podświetlają. Dorzucam więc listę pod spodem. Dwa pierwsze linki to reklamy społeczne - jedna ma namawiać do rzucenia palenia, a druga do przestrzegania prędkości 30 kilometrów na godzinę w wyznaczonych miejscach. Obie słyszałam wcześniej w radiu. W kolejnej reklamie wykorzystano piosenkę Boba Dylana "Blowin' In the Wind". Czwarta z kolei namawia do odwiedzenia Nowej Zelandii. Piąta jest czeską wersją (ale myślę, że zrozumiecie :) zabawnej reklamy Red Bulla. Kolejna jest dość obrzydliwa i mocna. Dwie kolejne to po prostu świetne reklamy. A dwie ostatnie namawiają do wstąpienia w szeregi armii królowej :) Enjoy!

Palenie (http://www.youtube.com/watch?v=P7L4LVfHCSE&feature=related)
It's 30 for a reason (http://www.youtube.com/watch?v=0tteHhYh9rU&feature=related)
Co-operative (http://www.co-operative.coop/aboutus/)
New Zeland (http://www.youtube.com/watch?v=9sEZ-wdFegU)
No happy ending (http://www.youtube.com/watch?v=SQzg50RpTcs&feature=related)
Rat poison (http://www.youtube.com/watch?v=q4-Qyu9KbBo)
Baileys (http://www.youtube.com/watch?v=qaLvtJ0aJ5Y&feature=related)
Insignia project (http://www.co-operative.coop/aboutus/)
RAF (http://www.youtube.com/watch?v=lOk0KBuwKc4&feature=related)
Marines (http://www.youtube.com/watch?v=OhahiQJhfTo&feature=related)
poniedziałek, 02 marca 2009
Pechowy tydzień? ;)

423.

W tym tygodniu straciłam jedną z moich trzech prac. We wtorek i w środę nic jeszcze nie wiedziałam i pracowałam sobie nadal spokojnie cały dzień. W czwartek przyszłam na 3 godziny, do południa. O 10:00 szefowa zarządziła zebranie. Przyniosła jakieś ciastka, więc spytałam z jakiej to okazji, ale usłyszałam, że to podziękowanie za naszą ciężką pracę ostatnio :) Przed wyjściem dowiedziałam się jeszcze, że z nieznanych powodów zawiesili jednego z managerów, najmłodszego i najprzystojniejszego z nich :) Potem wyszłam życząc im jak zwykle miłego weekendu i ze słowami "do zobaczenia we wtorek". Poszłam na lekcje do college'u i jak o14:30 włączyłam komórkę, dostałam SMSa, żebym zadzwoniła do agencji. Zadzwoniłam z college'u i usłyszałam, że bardzo im przykro, ale mam już nie wracać
od przyszłego tygodnia do Providenta. Zapewnili mnie, że decyzja ta była spowodowana tylko i wyłącznie moją niemożnością zostawiania dłużej we wtorki, bo szefowa ogólnie dobrze wypowiadała się o mojej pracy. Zapewnili też, że będą mi szukać nowej pracy na pół etatu, ale wiem, że nie będzie łatwo. Dlatego też po powrocie do domu napisałam od razu maila do szefowej w college'u z pytaniem, czy nie potrzebuje kogoś we wtorek i w środę, bo od teraz jestem wolna.

W piątek dostałam odpowiedź, że mogę wziąć 2 godziny w czwartek rano, od 9:00 do 11:00. Zgodziłam się od razu i w ten sposób dobiłam do 11 godzin pracy tygodniowo :) Wydrukowałam jednak swoje CV i przeszłam się po agencjach, bo mimo iż byłabym się w stanie utrzymać, to nie miałabym za dużo pieniędzy na moje uzależnienia - kino i podróże :) Poza tym nie ufam już za bardzo agencji, która mnie w taki sposób potraktowała, nie dając nawet znać tydzień wcześniej, że stracę robotę. Jestem pewna, że wiedzieli. Podobnie jak szefowa i być może pozostałe babki w administracji Providenta. Ale nikt nic nie powiedział do mojego wyjścia, dlatego też zadzwoniłam do nich i powiedziałam, że chciałam im podziękować i pożegnać się, bo nie miałam wcześniej okazji. Szefowej zrobiło się głupio i zaczęła mnie przepraszać. Powiedziała nawet, żebym wpadła je odwiedzić, ale nic nie odpowiedziałam. Nie mam już ochoty tam iść, mimo że zostawiłam tam parę torebek herbaty. Zresztą za 2 tygodnie i tak bym pewnie sama odeszła, bo zaczyna się Bratfoodzki Festiwal Filmowy. Biłam się z myślami, co zrobić, ale zdecydowali za mnie i tak jest chyba nawet lepiej :)

W piątek chciałam się wybrać po południu do kina, ale dostałam z radia propozycję poprowadzenia programu na temat życia kobiet w Polsce z okazji i Międzynarodowego Dnia Kobiet. Poszłam więc do radia, żeby nagrać wcześniej program, który zostanie wyemitowany
8 marca. Moimi gośćmi oprócz szefowej Stowarzyszenia Polaków w Bratfoot miały być jakieś młode dziewczyny z college'u. Dotarła tylko jedna z nich, więc we trzy porozmawiałyśmy o polityce, feminizmie i sytuacji kobiet w Polsce w porównaniu z sytuacją w Wielkiej Brytanii. Program miał trwać półgodziny, ale nagrałam więcej materiału, żeby mieć z czego ciąć. Dyskusja okazała się jednak bardzo interesująca, więc szefowa powiedziała, że mogę dorzucić ze 3 piosenki i dobić do godziny. Zdecydowałam się, że wrzucę trzy utwory polskich wokalistek: "Ostatni" Edyty Bartosiewicz, którego udało mi się już ściągnąć z sieci, oraz którąś z piosenek Renaty Przemyk i Kasi Nosowskiej albo Agnieszki Chylińskiej. Zresztą może ostatecznie wykorzystam 4 utwory? Wszystko zależy od tego, ile minut wytnę z 47 minutowego materiału. Ponieważ nie pracuję już we wtorki i w środy rano, to mam zamiar wtedy iść do radia i wszystko zmontować.

Jak byłam w radiu szefowa powiedziała mi również, żebym dała jej znać, które filmy chcę zobaczyć w czasie festiwalu filmowego, więc ją uświadomiłam, że mam zamiar tam przez 2 tygodnie mieszkać i obejrzeć około 40 filmów. A ona na to, że nie ma problemu, bo potrzebują kogoś, kto będzie ich reprezentował na festiwalu :) Muszę jej tylko wysłać listę filmów mailem i nie będę już musiała kupować karnetu, który kosztuje 80 funtów, a w mojej obecnej sytuacji to dość duży wydatek. Wyszłam więc z radia bardzo zadowolona i wieczorem poszłam na Kółko Francuskie. Po paru godzinach przenieśliśmy się do studenckiego
pubu na terenie kampusu, gdzie czekali na nas wolontariusze i gdzie spotkałam znajomego Hiszpana, którego nie widziałam, odkąd odeszłam z uniwersytetu. Nie siedziałam jednak za długo, tylko zabrałam się do domu tuż po północy z Ewą i Kennethem, którzy mieszkają koło mnie, Przed snem przeczytałam jeszcze maila od szefowej w college'u, która proponuje mi jeszcze 2 i pół godziny zajęć we wtorek rano. Nie chce mi się, ale wiem, że powinnam je wziąć i dobić do 13 i pół godziny tygodniowo :)

W sobotę kupiłam w Muzeum dwie kartki urodzinowe - jedną dla Sally, a drugą dla Ewy - z DVD, na którym jest kronika z wydarzeniami z ich roku urodzenia. Potem poszłam z Kingą do St. Georges Hall na Chiński Cyrk i spotkałam tam Sally z jej chłopakiem. To co wyrabiali akrobaci było niesamowite, ale najbardziej podobali mi się wojownicy z klasztoru Shaolin. Po przedstawieniu poszłam do domu, a na 19 pojechałam do Saltaire na Festiwal Piwa :) Jak tylko weszłam, od razu stwierdziłam, że to był głupi pomysł i zaczęłam się sama z siebie śmiać :) Co ja tam robię, skoro nie piję alkoholu! :))) Na szczęście udało mi się kupić butelkę niegazowanej wody, a wkrótce zaczął grać jakiś zespół, więc zaczęłam tańczyć i świetnie się bawiłam w towarzystwie znajomych Sally. Na scenę weszła jakaś babka i zaczęła pokazywać słowa piosenek w języku migowym! :) W końcu wręczyliśmy Sally prezenty i po 23 musiałam biec już na autobus do Bratfoot i na urodziny Ewy :) Po drodze weszłam do domu po prezent i ciasto dla niej. Na imprezie byłam umówiona z Julio, z którym się nie widziałam od miesiąca, kiedy to poznaliśmy się na imprezie w tym samym domu :) Balowaliśmy do 3 nad ranem, a potem całą niedzielę odsypiałam :)
    
Wojownik z klasztoru Shaolin i beczki na Festiwalu Piwa, na który wybieram się znów za rok :)