Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 26 marca 2012
Przesilenie wiosenne

579.

W poniedziałek wstałam po 11:00 i po drodze na Interchange wyrzuciłam śmieci. Podjechałam Free Busem do pracy na 13:00 i w czasie lunchu poszłam do Galerii II sprawdzić ekran, bo szefowa galerii przysłała mi wiadomość, że coś z nim jest nie tak, ale stwierdziłam, że wytrzyma, bo był mocno sklejony taśmą. Potem spytałam szefową, czy mogę wziąć urlop w połowie kwietnia i kupiłam od razu bilety do Montpellier, żeby odwiedzić Celine zanim pojedzie na staż do Seatlle. Tymczasem moja druga córka,
Jacqueline, leci na staż do Bostonu! Zastanawiam się nawet, czy ich obu nie odwiedzić, ale niestety będą na dwóch koncach Stanów! :) Nie mogłyby być bliżej siebie? :) Chociaż z drugiej strony  w żadnym z tych dwóch miast jeszcze nie byłam :) Na deser zjadłam dwa mufinki z sześciu, które przyniosła dla mnie koleżanka, bo kiedyś mi to obiecała :) W końcu o 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do Richmond Buidling. Wychodząc, przypomniałam sobie, że zapomniałam zabrać pozostałe 4 mufinki, więc wróciłam po nie do pracy, bo chciałam się nimi podzielić s dziewczynami :) Tym razem nie było naszego nauczyciela, tylko uczył Nikolai, mój pierwszy nauczyciel salsy. Po lekcji spytałam ludzi, czy ktoś chce wziąć udział w International Gala nazajutrz w ramach One World Week, ale zgłosił się tylko jeden koleś, z którym tańczyłam tylko jeden raz wcześniej i który mnie trochę wkurzał. Wzięłam jednak od niego numer.  Jonathan stwierdził, że jakby mógł, to by przyszedł. Potańczyłam z nim, a potem Ala mnie odwiozła do domu. Oczywiście najpierw usiadłam do Internetu, a spać poszłam dopiero po 2:00.

We wtorek o 8:30 obudził mnie budzik i z trudem wstałam z łóżka. Na 10:00 pojechałam do pracy Free Busem. Po drodze wrzuciłam DVD z Love Film do skrzynki, żeby dostać od nich kolejną płytę. W pracy odbywały się akurat targi zorganizowane przez dział Careers, więc poszłam popatrzeć, co się tam dzieje i wzięłam parę ulotek. Potem odebrałam z Finansów 75 funtów na film niedzielny, bo tyle kosztowała licencja, żeby go pokazać. Dostałam SMSa od Ismaila i odpisałam mu, ale już się nie odezwał. Potem zadzwoniłam do tego kolesia z salsy i odwołałam wieczorny występ. Gdyby było nas parę osób, przynajmniej ze trzy pary, to bym się zdecydowała, ale nie sam na sam z nim. Nie tańczymy razem tak dobrze, żeby robić razem show. Co innego z Jonathanem czy paroma innymi tancerzami :) Po 17:00 poszłam prosto do Galeri II podłączyć sprzęt. Minęła jednak 17:30 i nikogo nie było, zaczęłam więc sama oglądać "Koyaanisqatsi", ale wkrótce doszło spóźnionych 3 chłopaków. Obejrzeliśmy więc cały film i wypiliśmy butelkę czerwonego wina. O 19:30 wróciłam do Student Central, żeby pożyczyć ten film koleżance w pracy. Jak wyszłam, zatrzymał się samochód, w którym był Jonathan! Powiedział, że przyjechał na tą galę, o której wspomniałam poprzedniego dnia! :) Powiedziałam mu, że odwołałam ten występ. Wróciłam do domu i obejrzałam na DVD film "Zabić księdza", który pokazuję w sobotę. Widziałam do po raz pierwszy wiele lat temu, ale tym razem obejrzałam go po prostu jako film, ze znanymi aktorami. Mimo to nadal zrobił na mnie duże wrażenie. Po północy poszłam wreszcie spać.

  
Scena z filmu "Koyaanisqatsi" oraz Christopher Lambert w filmie "Zabić księdza" Agnieszki Holland.

W środę był pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, ale pogoda była pochmurna. W dodatku wstałam z łóżka lewą nogą, dopiero po 11:00, a nie o 10:00, jak zadzwonił budzik. Zamiast iść do HM Revenue & Customs, czyli Urzędu Podatkowego, zadzwoniłam więc do nich, ale odebrała maszyna i niczego się nie dowiedziałam. Chciałam wiedzieć, kiedy dostanę czek i czy należy mi się jeszcze coś za pozostałe lata. Potem poszłam na Interchange, ale kierowca Free Busa mnie nie zabrał, bo było za dużo ludzi! Poszłam więc na dalszy przystanek, ale znów ten sam kierowca nie otworzył drzwi, choć było miejsce na parę osób. Walnęłam w autobus pięścią ze 3 razy zanim odjechał i poszłam wkurzona pod górę. Co prawda to tylko trzy przystanki, ale pod górkę właśnie, a ja w moim wieku dostaję już od tego zadyszki :) Doszłam na miejsce przed autobusem i zastanawiałam się nawet, czy na niego nie poczekać i nie nabluzgać kierowcy, ale stwierdziłam, że za dużo w nim studentów. W pracy byłam tuż po 13:00, ale tak wkurzona, że najpierw poszłam do sklepu po coś do picia. Potem zostałam przez godzinę sama na recepcji i miałam urwanie głowy, ale przynajmniej złość mi przeszła. O 16:00 poszłam na lunch, a potem o 20:00 szefowa mnie podwiozła do domu. Miałam co prawda po pracy iść do Polskiego Klubu, żeby się spotkać z organizatorami Minicine Polskie, ale wszyscy po kolei odwołali, więc wróciłam do domu i usiadłam do Internetu. Zrobiłam research książek o Kieślowskim. Skorzystałam z Google Scholar, o którym wspomniał mi jeden z moich dwóch promotorów. Zanim się obejrzałam dochodziła 2:00 w nocy.

W czwartek wstałam znów o 11:00 i znów próbowałam się dodzwonić do Tax Office, ale nadal nie udało mi się wyjaśnić sprawy i postanowiłam, że się jednak wybiorę do nich osobiście. Tego dnia pogoda była bardzo ładna, więc poszłam od razu piechotką aż pod sam ratusz i dopiero tam złapałam Free Busa pod górkę. Do pracy dotarłam na 13:00 i przez cały dzień miałam taki Sajgon, że nie udało mi się nawet wziąć jak zwykle przerwy na lunch o 16:00! Poprosiłam szefową, żeby nazajutrz dała mi wolne, bo zdałam sobie sprawę, że w weekend będę pokazywać filmy na uniwerku, więc byłabym tam codziennie non stop przez 12 dni! Po 18:00 chłopak z BSC pokazał mi jak uruchomić sprzęt w sali, w której miałam w weekend pokazywać filmy, a potem w końcu udało mi się zjeść mój lunch. Wyszliśmy z szefem trochę przed 20:00 i najpierw podeszłam do Tree House i zostawiłam tam plakat IFF 2011 Replay, a potem z drugim do poszłam do 1in12. Napisałam na nim, że dla członków z klubu z ważną kartą wstęp na niedzielny dokument jest za darmo, bo opowiada on o podobnym miejscu w Bristolu. Poza tym przyjeżdża producent i dystrybutor filmu i chciałam jakoś zapełnić salę. Do domu dotarłam po 20:00, przebrałam się tylko i przed 21:00 byłam już na Interchange'u, gdzie spotkałam się z koleżanką z salsy i pojechałyśmy do Leeds. Lekcja kizomby była bardzo fajna, a potem potańczyłam zarówno salsę jak i kizombę z bardzo dobrym tancerzem, ktory powiedział, że szybko się uczę :) Nie zostałyśmy z koleżanką do końca, a do domu odwiózł nas kolega z salsy, ale zanim poszłam spać było już po 2:00 w nocy.

W piątek pospałam do południa, a potem Neil spytał SMSem, czy zapowiem z nim polski film, który wybrałam na tegoroczny festiwal BIFF, czyli "Latające świnie". Odpowiedziałam, że chętnie i spytałam, czy będę zaproszona w tym roku na galę otwarcia festiwalu. Odpisał, że to nie jego działka, ale się dowie. Zjadłam śniadanie, zebrałam się i po 15:00 wyszłam z domu. Najpierw poszłam do Tax Office i dowiedziałam się, że czek przyjdzie na początku kwietnia i że nic więcej już mi się nie należy. Potem poszłam do TKMaxxa, ale nic nie kupiłam, tylko spotkałam znajomą Polkę :) Podjechałam do Primarku i kupiłam spódniczkę, bluzkę i kapcie :) Stamtąd weszłam do Wilkinsona i kupiłam gumki do włosów, a na koniec jedzenie w Morrisonie. Wróciłam do domu Free Busem, wzięłam kąpiel i zaczęłam się zbierać. Złapałam pociąg do Leeds o 20:04 i jak już byłam w drodze zadzwonił Ismail. Spytał, co robię i oczywiście okazało się, że jedziemy na tą samą imprezę, czyli Calle Ocho. Najpierw poszłam jednak do znajomego z salsy, który parę dni wcześniej miał urodziny i świętował też fakt, że dostał swoją upragnioną pracę. Było u niego ze 20 osób i piliśmy szampana, a potem paroma samochodami pojechaliśmy na Calle Ocho. Moje imię miało być na liście przy wejściu, ale nie było. Miałam zapłacić za wejście 5, a nie 8 funtów. Kolega, który to załatwiał miał mi potem oddać te 3 funty różnicy, ale zniknął. Wkurzona i podpita poskarżyłam się Jonathanowi, więc dał mi te 3 funty! :) Wypiliśmy potem za nie jedną colę na spółkę :) Zapytałam go też od razu, czy mogę liczyć na podwózkę i powiedział, że tak.

Zatańczyłam najpierw salsę i kątem oka zobaczyłam Ismaila. Potem poszłam do sali, gdzie grali kizombę i tam też go widziałam, ale cały czas udawałam, że go nie widzę. W końcu wróciłam na salsę i podszedł do mnie by się przywitać. Zatańczyliśmy, podziękowałam mu i poszłam, bo taki jest zwyczaj, że tańczy się po jednym tańcu, a potem zmienia partnerów. Wytańczyłam się tego wieczoru, głównie ze znajomymi z Leeds, ale także z jakimiś dwoma Portugalczykami z Sheffield, których wcześniej nie znałam. Ismail
był ewidentnie zazdrosny i poprosił mnie jeszcze parę razy do tańca, ale za każdym razem mu dziękowałam i szłam sobie, chociaż na kizombie szepnął mi do ucha, że za mną tęsknił i próbował mnie pocałować. Jego też dziewczyny prosiły do tańca, ale w pewnym momencie stanął po prostu i patrzył jak tańczę z tym tancerzem, który poprzedniego wieczoru uczył mnie kizomby. Jak skończyliśmy, złapał mnie do rumby i powiedział, że mam dziś powodzenie. Odpowiedziałam, że to tylko moi znajomi. Zabrał mnie do sali z kizombą i zaczął całować, a potem spytał, czy może nazajutrz do mnie przyjechać! Odpowiedziałam, że jestem zajęta w ten weekend. Jego kolega podszedł i powiedział, że się zbierają, więc spytał o przyszły tydzień, ale odpowiedziałam tylko "Zobaczymy". Nic się nie zmieniło, więc nie wiem czemu wydawało mu się, że wszystko nadal będzie po staremu?! Tylko dlatego, że mi powiedział, że się za mną stęsknił?! Poszłam dalej tańczyć i widziałam, jak wychodził. Zostałam do końca imprezy i wróciłam do domu z Jonathanem. Rozmawialiśmy znów pod domem, więc spać poszłam dopiero o 4:30.

W sobotę o 9:30 obudziły mnie jakieś odgłosy i nie udało mi się już zasnąć. Wstałam i zebrałam się, bo o 12:00 musiałam już być na uniwerku na IFF 2011 Replay. Na pierwszy film, czyli "Zabić księdza" Agnieszki Holland przyszła 1 osoba, czyli mój znajomy, który układał program Minicine Polski i interesuje się polskim kinem. W dodatku projektor nie działał i musieliśmy zmienić salę! Dziewczyna z BSC, ktora przyszła mi pomóc też obejrzała film, więc w sumie były 2 osoby. W czasie filmu poszłam do recepcji i porozmawiałam z szefową i studentką, które tego dnia pracowały do 14:00. Potem wróciłam na górę i porozmawialiśmy chwilę o filmie. Kolega wrócił też na następny, czyli "Italian for Beginners", który pokazaliśmy o 15:00. Oprócz niego przyszedł jeszcze jakiś student, więc razem z dziewczyną z BSC były 3 osoby :) W czasie tego filmu zjadłam sałatkę siedząc na dworzu, bo była dość ładna,
słoneczna pogoda. Ale było chłodno, więc wróciłam do recepcji, który oficjalnie była już zamknięta, i usiadłam do komputera. Wróciłam na salę przed koncem filmu i porozmawiałam chwilę z tym studentem, który jako jedyny wrócił też na ostatni film, czyli "Y tu mama tambien", który pokazaliśmy o 18:00. Tym razem poszłam do centrum miasta, gdzie odbywał się festyn z okazji otwarcie Mirror Pool, czyli wielkiej sadzawki pod ratuszem. Ale jednocześnie zaplanowany był protest, na który się wybrałam, przeciwko wydawaniu tylu milionów na taki projekt, kiedy tymczasem niszczeje Odeon, jedno z pięknych starych kin. Potem wróciłam na uniwerek, zabrałam swoje rzeczy i poszłam do domu. Przed snem obejrzałam jeszcze wzruszający francuski film "Little White Lies" ze świetnymi aktorami, a spać poszłam o 2:30.


Główni bohaterowie świetnego filmu "Little White Lies" (Les petits mouchoirs) Guillaume'a Caneta.

W niedzielę obudziłam się po 14:30, czyli po 10 godzinach snu. Zadzwonił Ismail i umówiliśmy się, że porozmawiamy w tym tygodniu, ale że spotkamy się na neutralnym gruncie. Wstałam, zjadłam śniadanie, włączyłam pranie i dostałam SMSa od producenta i dystrybutora filmu "Invisible Circus" Marka Ashmore, że będzie na Interchange'u o 17:22. Dopiero wtedy się zorientowałam, że na laptopie jest inna godzina niż na mojej komórce, która wciąż pokazywała stary czas.
Wiedziałam o zmianie czasu, ale myślałam, że moja tania komórka sama się uaktualni :) Okazało się, że mam tylko pół godziny, więc szybko wzięłam prysznic i poszłam na dworzec. Tam spotkałam chłopaka z BSC, który właśnie odprowadzał kolegę na ten sam pociąg, którym przyjechał Mark :) Poszliśmy we trójkę na uniwerek, pokazując mu po drodze centrum Bratfoot i nowo otwartą sadzawkę Mirror Pool :) Jak doszliśmy, okazało się, że na film przyszła tylko jedna babka, którą znałam z festiwalu w Leeds. Mimo to zapowiedziałam Marka, a on powiedział parę słów o filmie. Potem wyszliśmy i zapłaciłam mu za licencję, a później poszłam na komputer do recepcji i zostawiłam go samego, bo mówił, że chce trochę popracować. Wróciliśmy oboje na salę przed końcem filmu i poprowadziliśmy dyskusję. Jeden chłopak z BSC kupił nawet płytę DVD z okładką zrobioną na płytę analogową, która kosztowała 12 funtów, a którą ja dostałam od Marka za darmo :) Potem odprowadziliśmy go na dworzec i wróciłam do domu. Zrobiłam pranie, ugotowałam sobie coś na lunch i obejrzałam na stronie Love Film słodko-gorzką "Submarine". A potem usiadłam do Internetu i spać poszłam po 5:00 w nocy!

  
"Invisible Circus: No Dress Rehearsal" oraz bohaterowie filmu "Submarine" (Moja łódź podwodna).
poniedziałek, 19 marca 2012
Zerwanie

578.

W poniedziałek wstałam o 9:30, wzięłam kąpiel i na 11:00 pojechałam na uniwerek, żeby zobaczyć się z moimi promotorami. Jednego z nich jeszcze nie było, więc drugi zaproponował, żebym wróciła później. Poszłam więc na zakupy, bo kończył mi się make up i zgubiłam przez weekend jedną rękawiczkę, kupiłam więc 4 nowe. Potem Free Busem wróciłam z powrotem na uniwerek, ale tylko jeden z promotorów był wolny, więc porozmawiałam z nim i po 12:00 byłam już wolna, przez co byłam wcześniej w pracy. O 17:00 przyszli studenci, żeby wziąć udział w konkursie, w którym można było wygrać rower. Mieli zrobić zdjęcia pokazujące, gdzie na kampusie marnuje się energię. Po 18:00 zaczęła się debata pomiędzy kandydującymi na nowych Sabbów, czyli Sabbatical officers, przedstawicieli studentów. Wyszłam z pracy dopiero po 20:10 i poszłam jeszcze do Richmond Reception, więc do Polskiego Klubu na salsę dotarłam dopiero po 20:20, ale lekcja i tak się jeszcze nie zaczęła. Zdążyłam przed rozgrzewką, a po lekcji potańczyłam do 23:00. W ten sposób pobiłam swój własny rekord - pięć wieczorów salsy i kizomby pod rząd! Potem Ala mnie podwiozła do domu, ale pogadałyśmy w samochodzie pod domem. W końcu przed północą byłam u siebie, ale usiadłam na Internet i zanim poszłam spać, dochodziła 2:00 w nocy.

We wtorek o 8:30 zadzwonił budzik, ale ledwo dałam radę wstałać. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i po drodze na Interchange wyrzuciłam
śmieci. Free Busem podjechałam na 10:00 do pracy i w międzyczasie spytałam SMSem znajomą, czy mogę do nich wpaść po 17:00. W robocie strasznie się nudziłam, więc wysłałam mail do Michaela, który od półtora miesiąca się do mnie nie odezwał. W końcu poszłam na lunch i zapomniałam, żeby wysłać maile do zwycięzców konkursu! Po 17:00 byłam już u znajomych na herbacie, a po 18:00 poszłam do Polskiego Klubu spotkać się z chłopakami, z którymi orrganizujemy pokaz polskich filmów. Wypiłam J20 i pogadaliśmy trochę, a potem powiedziałam, że się źle czuję i wróciłam Free Busem do domu. Zjadłam kolację i obejrzałam na Youtubie dwa filmy, które mamy pokazać, a których sama jeszcze nie widziałam: bardzo dobry "Pociąg" Kawalerowicza, a potem "Paciorki jednego różańca" Kutza, do którego nie mamy jeszcze praw, więc nie wiemy na 100%, czy go pokażemy. Trzecim filmem i gwoździem programu będzie "Manuskrypt znaleziony w Saragossie" Hasa. Tymczasem Ismail zadzwonił, ale stchórzyłam i nie odebrałam komórki. Spać poszłam po 24:00.

  
Leon Niemczyk i Lucyna Winnicka w filmie "Pociąg" oraz scena z filmu "Paciorki jednego różańca".

W środę wstałam z trudem o 11:00, wzięłam kąpiel i zjadłam śniadanie. Zobaczyłam, że Ismail znowu dzwonił, więc napisałam mu SMSa, żebyśmy porozmawiali po 16:00, jak będę na lunchu i zgodził się, ale zadzwonił znowu po 12:00! Nie odebrałam, bo musiałam zadzwonić do British Gas, żeby
zapłacić im rachunek i ustalić wreszcie, dlczego nie ściągnęli mi Direct Debit! Wyszło na to, że będę na razie płacić 50 funtów miesięcznie, a pod koniec roku mnie podliczą i powinnam dostać zwrot. Wyszłam z domu dość późno, więc poszłam od razu na kolejny przystanek, żeby złapać Free Busa. W pracy byłam o 13:00 i poszłam od razu z dwoma studentkami na górę, bo szefowa kazała mi przeprowadzić z nimi trening. One akurat wszystko właściwie już wiedziały, więc po pół godziny zjadłyśmy sobie sushi i dopiero o 14:00 wróciłyśmy do pracy. O 16:00 poszłam na lunch, a o 20:00 szefowa podwiozła mnie do domu. Zadzwoniłam do Ismaila z mocnym postanowieniem, że zakoncze naszą znajomość, ale rozmowa potoczyła się w zupełnie innym kierunku. Tymczasem do moich drzwi zapukała sąsiadka i zaproponowała, żebyśmy dzieliły Internet. Obejrzałam jej mieszkanie i powiedziałam, że się zastanowię. Wróciłam do siebie i wkrótce potem przyszła Ala. Pogadałyśmy o problemach z facetami prawie do 23:00, a jak wyszła usiadłam do Internetu. Przed snem przeczytałam esej o Solidarności chłopaka, który wybrał filmy na Minicine Polskie, czyli ten przegląd polskich filmów. Potem zaczęłam czytać książkę od Jonathana "Bad Karma" Davida Safiera, zabawną powieść o reinkarnacji, a po północy poszłam spać.

W czwartek wstałam o 8:30 i na 9:30 poszłam do Muzeum Mediów na prezentację 18 Bratfootzkiego Festiwalu Filmowego :) Był tam Neil, ale był zajęty, więc nie pogadaliśmy. Porozmawiałam za to z chłopakami organizującymi przegląd polskich filmów oraz z Leonem, znajomym dziennikarzem. Okazało się, że jego żona jest w ciąży i że lecą niedługo do Nowego Jorku na ostatnie wspólne wakacje zanim urodzi im się dziecko! Po 11:00 było już po wszystkim, więc wróciłam do domu. Zadzwonił Ismail i chciał się wprosić na weekend, ale powiedziałam, żeby na razie się skupił na studiach i na eseju, a porozmawiamy potem. Zadzwoniłam do Council Taxu, bo okazało się, że tam też mi nie zrobili Direct Debit! Potem poszłam na Interchange i o 13:00 byłam już w pracy. Po 16:00 była ceremonii wręczenia roweru i nagród pocieszenia w konkursie fotograficznym, ale okazało się, że nie możemy zdjąć locka z głównej nagrody! W końcu przyszedł ktoś i go przeciął, a my wręczyliśmy rower :) Wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam do sklepu, a potem do domu. W drzwiach znalazłam kartkę od sąsiadki pytającej, co z tym Internetem. Zostawiła numer telefonu. Musiałam szybko zjeść i się przebrać, więc nie miałam czasu z nią gadać. Przed 21:00 poszłam na dworzec i pojechałam pociagiem do Leeds na kizombę i salsę. Porozmawiałam i potańczyłam z Jonathanem, który obiecał i rzeczywiście po 1:00 odwiózł mnie do domu. Rozmawialiśmy siedząc w samochodzie pod domem i zanim poszłam spać, było po 2:00 w nocy.

W piątek nie szłam do pracy, bo zgłosiłam się na ochotnika na sobotę :) Obudziłam się o 11:00, ale wstałam dopiero o 12:00. Wzięłam kąpiel, zjadłam śniadanie i wróciłam znów do łóżka. Poczytałam sobie o naturalizacji, czyli warunkach otrzymania obywatelstwa i paszportu brytyjskiego. Zaczęłam się zastanawiam się, czy nadal tego chcę, czy wystarczy mi sama świadomość, że mogłabym to mieć? Potem wyciągnęłam z torby, którą dostałam poprzedniego dnia od babki z pracy, talerzyki, miseczki, widelczyki do ciasta oraz zestaw do herbaty i obrus kaszubski! W końcu zapukałam do sąsiadki, ale jej nie było. Poszłam więc do HMV po filmy na moją powtórkę festiwalu w przyszły weekend, ale był tylko "Y tu mama tambien". Free Busem podjechałam do BM, gdzie kupiłam obrus i małą deskę do prasowania! :) Później weszłam do Wilkinsona, gdzie kupiłam szczotkę do toalety, świeczkę i odświeżacz powietrza. W końcu dotarłam do Morrisona po jedzenie i mleczko do umycia kuchenki. Free Busem wróciłam znów do domu i wyprasowałam oba obrusy oraz plakat do filmu "Invisible Circus: No Dress Rehearsal". Jak usiadłam do Internetu, znowu zadzwonił Ismail, ale znowu stchórzyłam i nie odebrałam, bo nie byłam jeszcze gotowa na tą rozmowę i na jego reakcję. Poszłam do łóżka z zamiarem obejrzenia 2 filmów na DVD, ale zamiast tego przegadałam z mamą ponad dwie godziny przez Skype'a. W końcu
po północy poszłam spać, bo nazajutrz szłam na 10:00 do pracy.


Plakat do niezależnego dokumentu o squatterskim cyrku w Bristolu zwanego "Niewidzialny Cyrk".

W sobotę było Świętego Patryka. Wstałam o 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. Wkrótce przyszła studentka i kolega, który spytał, czy chcę zatańczyć salsę we wtorek na International Gala w ramach One World Week. Odpowiedziałam, że potrzebuję partnera, więc zapytam w poniedziałek ludzi na salsie i dam mu znać. Na dole plakatu do "Invisible Circus..." przykleiłam informację na temat daty pokazu i ceny, a potem powiesiłam go wraz ze studentką. Zrobiłam sobie własne ulotki i zabrałam te reklamujące Minicine Polskie. O 14:00 wyszłam i poszłam do banku wyjaśnić sprawę moich Direct Debit czyli zleceń. Wygląda na to, że
Council Tax wciąż jeszcze brakuje, ale siłownia została usunięta. Potem poszłam do The Sparrow Bier Cafe zostawić ulotki i kupiłam tam jedno irlandzkie ciemne piwo oraz pączka. Później weszłam do 1in12 i zostawiłam tam ulotki, a w polskim sklepie obok kupiłam sok i polskie sery. Jak wróciłam Free Busem do domu, dochodziła 16:00 i byłam tak zmęczona, że się zdrzemnęłam. Tuż przed 19:00 obudził mnie telefon od Ismaila. Tradycyjnie już nie odebrałam, dopiero za trzecim razem, bo musiałam przygotować się psychicznie na tą rozmowę. O dziwo nie było aż tak źle! Ustaliliśmy, że nie będziemy się już spotykać, ale jak wpadniemy na siebie na salsie, to zatańczymy. Wstałam i zrobiłam sobie zapiekanki, a potem zaczęłam reklamować wszystkie moje najbliższe pokazy filmowe mailem i na Facebooku. W końcu obejrzałam dokument "Invisible Circus: No Dress Rehearsal" i na szczęście był ciekawy, więc nie będę się wstydzić, że go pokazuję :) A potem przed snem obejrzałam jeszcze bardzo ciekawy, ale smutny film "Rabbit Hole" (Między światami).

  
Okładka DVD do filmu "Invisible Circus" oraz Nicole Kidman i Aaron Eckhart w filmie "Rabbit Hole".

W niedzielę obudziłam się o 11:00 i usiadłam do Internetu. Potem wstawiłam pranie, ale nie chciało mi się sprzątać, choć zaplanowałam na ten dzień wielkie porządki. Zamiast tego zdrzemnęłam się, aż dostałam SMS od sąsiadki, że jest już w domu i że wkrótce do mnie zajrzy. Wstałam więc i ubrałam się w coś szybko, a potem zabrałam się za sprzątanie kuchni i gotowanie. Wtedy siostra przysłała mi wiadomość, że są z mamą w domu, więc zdzwoniłyśmy się przez Skype'a. Porozmawiałam z mamą, a potem coś zjadłam i wróciłam do łóżka. Trzy godziny później sasiadka wysłała mi znów SMSa i zapukała do moich drzwi. Wciągnęłam szybko spodnie i jakąś bluzkę i poszłam do niej. Wpisałam jej do laptopa kod i połączyła się z moim bezprzewodowym Internetem. Powiedziała, że za 2 tygodnie wyjeżdża, więc wzięłam od niej 3 i pół funta za ten okres, a potem wróciłam do łóżka i zaczęłam dalej czytać książkę o reinkarnacji, ale wkrótce poszłam porozmawiać z bratem przez Skype'a. Ustaliliśmy niestety, że nie ma sensu przywozić tu jego samochodu, więc nadal pozostaję bez środka transportu, a moje miejsce parkingowe puste. Poszłam zjeść kolację, a potem wróciłam do łóżka i do Internetu. Obejrzałam dwa kolejne odcinki "Spadkobierców", a potem przed snem zaczęłam dalej czytać książkę od Jonathana.
poniedziałek, 12 marca 2012
Salsa Como Loco :)

577.

W poniedziałek obudził mnie budzik przed 10:00, bo planowałam iść na basen przed pracą, ale postanowiłam zamiast popływać, iść na zumbę wieczorem. Wzięłam kąpiel, zjadłam śniadanie i wzięłam się za gotowanie. Musiałam przerwać, bo zrobiło się późno, i wziąć do pracy tylko ryż z sosem. Wyszłam z domu z pełną torbą - oprócz lunchu miałam buty do salsy, książkę kolegi z pracy oraz buty sportowe i ciuchy na zumbę. Wyszłam z domu o 12:30 i poszłam na dalszy przystanek, bo inaczej uciekł by mi Free Bus. W pracy byłam o 13:00, po 16:00 poszłam na półgodzinny lunch, a potem spytałam szefową, czy mogę wyjść o 18:00 i przyjść nazajutrz na te 2 godziny. Następnego dnia brałam bowiem wolne, ale w Leeds miałam być dopiero o 14:00. Szefowa się zgodziła, więc o 18:00 poszłam na zumbę, lecz okazało się, że jest za dużo ludzi i dali mnie na listę rezerwową. Ale i tak weszłam! :) Lekcja trwała godzinkę, a później spotkałam na bieżni znajomą z salsy. Porozmawiałyśmy, a potem wyszłam i poszłam na chwilę do znajomych po listy. Po
20:00 poszłam prosto od nich na salsę. Były obie dziewczyny - Ela i Kasia, potańczyłyśmy do 23:00, a potem Ela nas odwiozła do domu. Tymczasem Ismail dzwonił dwa razy, ale dopiero potem to zobaczyłam. Dokończyłam gotowanie i po północy poszłam spać.

We wtorek wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam do pracy. Wydrukowałam sobie Claim form, a potem wyszłam o 12:00 i podjechałam na Interchange. W Leeds byłam już przed 13:00, więc poszłam najpierw do TKMaxxa, a potem na 14:00 do kancelarii adwokackiej. Tam się okazało, że z trzech babek, które miałam tłumaczyć, pojawiły sie tylko dwie i żadna z nich nie mówiła po polsku, bo były Cygankami. Przyjechał z nimi chłopak, który chciał tłumaczyć, ale mu podziękowali. Mi zresztą też, po 15 minutach :) To było moje najkrótsze zlecenie jak do tej pory! :) Wróciłam więc do TKMaxxa i zrobiłam zakupy. Przede wszystkim kupiłam dwie koszulki nocne i dwie sukienki, a potem weszłam jeszcze do Primarku, gdzie dokupiłam jeszcze jedną sukienkę, bluzkę i legginsy :) Wyszłam stamtąd o 17:00 i poszłam na dworzec.
Tymczasem szef agencji tłumaczeń poinformował mnie, iż wynegocjował, że zapłacą mi za 2 godziny pracy! Wsiadłam w pociąg i o 17:30 byłam już w domu. Zjadłam coś szybko i poszłam się przespać. Po 19:00 dostałam wiadomość od Ismaila, że będzie za 20 minut. Wstałam więc, ubrałam się i jak przyszedł, zaczęliśmy gotować. Zaczął mnie trochę denerwować fakt, że czuje się u mnie za bardzo jak u siebie w domu. W dodatku nie wspomniał ani słowem o weekendzie. W końcu poszliśmy spać.

W środę rano
wstaliśmy, wzięliśmy prysznic i on poszedł na dworzec , a ja się jeszcze zdrzemnęłam. Wstałam dopiero po 11:00, zjadłam śniadanie i poszłam na 13:00 do pracy. Najpierw siedziałam na tyłach biura i dokończyłam wypełniać aplikację o dotacje z Braduate Fund. Potem przesiadłam się na tył recepcji i wysłałam faxem Claim form z poprzedniego dnia. W końcu o 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do Ambrozji. Tam zjadłam kolację z dwoma organizatorami MiniCine Polskie, czyli przeglądu polskich filmów, ktory się odbędzie 7 kwietnia w Polskim Klubie. O 23:00 byłam już w domu i poszłam spać. W czwartek był Dzień Kobiet :) Rano wzięłam kąpiel i ugotowałam ryż, żeby go zabrać na lunch. Do pracy dotarłam na 13:00 i wyszłam o 20:00. Poszłam prosto do domu, przebrałam się i po 21:00 wsiadłam w pociąg do Leeds. Poszłam na lekcję kizomby, a później wytańczyłam się jak zwykle na imprezie. Znajomy tancerz zrobił mi masaż głowy i szyi z okazji Dnia Kobiet, który tutaj nadal nie jest za bardzo obchodzony, a po północy Jonathan odwiózł mnie do domu. Ismail nie odezwał się przez cały dzień, a ja tymczasem postanowiłam, że zakończę naszą znajomość. W końcu o 1:00 poszłam spać.

W piątek wstałam o 8:30, wzięłam prysznic i poszłam na 10:00 do pracy. Siedziałam cały dzień na tyłach biura i udało mi się wreszcie znaleźć czas, żeby stworzyć wydarzenie IFF 2011 Replay na Facebooku i zaprosić na nie ludzi. Wyszłyśmy z szefową z pracy przed 17:00 i podjechałam do sklepu po jedzenie. Jak już wróciłam do domu, to położyłam się na pół godzinki do łóżka, a potem wstałam, ubrałam się w granatową sukienkę i poszłam na Interchange. Niestety, koleżanka Kasia spóźniła się na autobus, więc pojechałyśmy taksówką. Po 20:00 byłyśmy już na miejscu i impreza zaczęła się powoli rozkręcać. Po lekcji dla początkujących, prowadzonej przez naszego nauczyciela salsy, zaczął sie koncert zespołu Salsa como Loco. Po północy wróciłyśmy z Kasią taksówką do domu i po 1:00 poszłam znów spać.

W sobotę obudziłam się rano, ale poszłam dalej spać i  wstałam dopiero w południe. Zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Potem przeczytałam pracę magisterską chłopaka, który współorganizuje ten przegląd polskich filmów w Bratfoot. Później ugotowałam obiad, zjadłam go i znów usiadłam do Internetu. W końcu wzięłam kapiel, ubrałam się i poszłam po 20:00 na pociąg, ale mi uciekł, bo jakieś dziewczyny przede mną kupowały za długo bilet. Poszłam więc do bankomatu, a potem na autobus, ale też mi zwiał sprzed nosa! Zadzwoniłam więc do Eli, żeby po mnie przyjechała i wróciłam do domu po bilet, bo okazało się, że go zapomniałam. Potem czekałam na dole przy drzwiach ponad 15 minut, przy okazji spotykając znajomego z uniwerku, który mieszka w tym samym domu oraz policję, która robiła obchód. W końcu Ela przyjechała z Kasią i pojechałyśmy do Casino Alea w Leeds na Kizomba con semba party. Zdążyłam akurat na drugą lekcję kizomby z Tonym Pirata, a potem tańczyłyśmy do 3:00 rano. W czasie show porozmawiałam sobie szczerze z Jonathanem. W domu byłam po 3:00, ale zanim poszłam spać, było około 4:30 rano.

  
Lokalny zespół Salsa Como Loco (czyli "salsuję jak szalona" :) oraz mistrz kizomby Tony Pirata.

W niedzielę po 10:00 Ismail dzwonił do mnie dwa razy, ale nie odebrałam, tylko poszłam dalej spać. Wstałam dopiero o 12:00, zjadłam śniadanie, wzięłam kąpiel i porozmawialiśmy z rodziną przez Skype'a o samochodzie. Wpadłam na pomysł, że skoro mój parking stoi pusty, a ich samochód stoi na dworzu, to moglibyśmy go postawić u mnie na parkingu :) Ismail znowu zadzwonił i tym razem wreszcie odebrałam, ale nie powiedziałam, że nie chcę, aby znowu przyjeżdżał. Nie wiem, jak to zrobić. Na szczęście w tym tygodniu i tak jest zajęty studiami. Po 16:00 wsiadłam w pociąg do Leeds, ale okazało sie, że bilet, który kupiłam był tylko w jedną stronę na 1-szą klasę. Czekałam ponad pół godziny na lekcję kizomby, a potem załapałam się też na lekcję salsy. Później jak zwykle była impreza, więc zostałam do 20:00. Później wsiadłam w autobus, który trochę się spóźnił, więc w domu byłam dopiero po 21:00. Porozmawiałam z bratem o tym samochodzie, a potem przed snem zarezerwowałam jeszcze nocleg w Londynie na koniec kwietnia. W końcu po 3:00 poszłam wreszcie spać.
Idąc na cztery imprezy salsowe pod rząd, dzień po dniu, pobiłam swój dotychczasowy rekord, czyli cztery imprezy w ciągu całego tygodnia. A jutro pobije także ten rekord, idąc na piątą imprezę z rzędu :) Salsuję jak szalona! )
poniedziałek, 05 marca 2012
Worst salsa party ever

576.

W poniedziałek wstałam z trudem o 11:00, czyli po jakiś 6 godzinach snu, bo ceremonia rozdania Oscarów skonczyła się około 5:00 rano. Jak jeszcze leżalam w łóżku zadzwonił Ismail i powiedział, że może do mnie przyjechać nazajutrz, ale przypomniałam sobie, że jadę do mojej pani shrink i będę późno w domu. Stwierdził więc, że przyjedzie o 22:00. Potem wstałam i po drodze do pracy pojechałam do sklepów na Forster Square
po pastę do zębów i make-up, który dostałam za darmo, bo uzbierałam dość punktów na mojej karcie Bootsa. Do pracy dotarłam przed 13:00. O 16:00 zjadłam lunch i wysłałam Ismailowi SMSa, że wolałabym , aby nie przyjeżdżał nazajutrz. Oddzwonił i ustaliliśmy, że zobaczymy się dopiero w piątek na koncercie Los Van Van. Tymczasem umawiałam się z moimi znajomymi z Manchesteru, że przyjadę do nich w weekend. W końcu o 20:00 wyszłam z pracy i poszłam prosto na salsę. Lekcja była w porządku, impreza też, ale w Leeds są lepsze :) Po 23:00 Ala podwiozła mnie pod dom, gdzie najpierw usiadłam do Internetu, a potem poszłam wreszcie spać.

We wtorek obudziłam się z trudem o 8:30 i poszłam na 10:00 do pracy. To był ostatni dzień bez szefowej, która była na urlopie, ale także bez studentek, które nam normalnie pomagają. Nie udało się nikogo znaleźć, więc od 13:30 do 16:00 siedziałam sama. Głowa mnie bolała, więc od rana byłam na prochach :) Na lunch zjadłam ryż z sosem, który zrobiłam sama naśladując Ismaila. W końcu wyszłam z pracy przed 17:00 i podjechałam na dworzec. Tam wsiadłam o 17:19 w pociąg do Leeds i najpierw weszłam do sklepu, a potem poszłam do mojej pani shrink. Powiedziała mi, że mogę przychodzić co 2 tygodnie, jeśli chcę, ale na razie nie wiem, czy byłoby mnie na to stać. Wyszłam od niej po 20:30 i pojechałam na dworzec, a potem wróciłam do Bratfoot. Po drodze rozmawiałam ze znajomą, którą spotkałam w pociągu. W domu byłam po 21:30 i obejrzałam na DVD z Love Film "The Extraodrinary Adventures of Adele Blanc-Sec" (Les Adventures extraordinaires d'Adele Blanc-Sec / Niezwykłe przygody Adeli Blanc-Sec) Luca Bessona. W międzyczasie zrobiłam pranie, ale znów za dlugo trwało i musiałam je w połowie przerwać. Powiesiłam je i po północy poszłam do łóżka.

  
Louise Bourgoin jako Adele Blanc-Sec w filmie Bessona oraz oryginalna Adele Blanc-Sec z komiksu.

W środę obudziłam się przed 10:00, ale poszłam dalej spać. Potem zadzwonił telefon, ale nie wstałam z łóżka. Zwlokłam się dopiero o 11:00, wzięłam prysznic i odniosłam wrażenie, że ktoś był u mnie w domu, bo rączka prysznica była niżej, a ja zawsze zostawiam ją wysoko. Potem zadzwoniłam do Council Tax i dowiedziałam się, że będę płaciła 53 funty miesięcznie. Poszłam w stronę Interchange, ale bałam się, że się spóźnię na Free Busa, więc skręciłam i poszłam na następny przystanek. Wsiadłam w busa i pojechałam pod uniwerek. Po drodze wrzuciłam do skrzynki film Bessona i o 13:00 byłam już w pracy. Szefowa wróciła, ale nie miałyśmy nawet czasu porozmawiać, choć siedziałam koło niej, tak była zajeta. Zorientowałam się, że zapomniałam lunchu z domu, ale na szczęście były kanapki, które poprzedniego dnia zamówiłam oraz makaron z tuńczykiem, który zjadłam na lunch. Potem zadzwoniłam na naszą siłownię, bo zauważyłam, że w tym i zeszłym miesiącu zniknęło mi z konta po 20 funtów. Powiedzieli mi, że nazajutrz to wyjaśnią.

W końcu pogadałam z szefową i ustaliłyśmy, że w piątek wyjdę 2 i pół godziny wcześniej z pracy, bo tyle mam do odebrania nadgodzin. Chciała mnie po pracy odwieźć do domu, ale szłam do Weatherspoon, żeby się spotkać o 20:00 z tym chłopakiem, który
organizuje pokazy filmowe w Bratfoot i Leeds. Kupiłam whiskey z colą i zdałam sobie sprawę, że nie mam numeru telefonu do tego chłopaka. Spotkałam za to dwóch znajomych wykładowców psychologii i pogadałam z nimi do 20:35, a jak wyszli poszłam na górę i tam znalazłam tego chłopaka oraz trzy inne osoby, z którymi omówiliśmy szczegóły dnia filmów polskich, które organizujemy wspólnie w Polskim Klubie 7 kwietnia. Wyszłam o 21:30 i przed 22:00 byłam już w domu, więc włączyłam pralkę. Tym razem skończyła się po 45 minutach i powiesiłam wszystko na suszarce. A przed snem poczytałam książkę "Zona" Geoffa Dyera o filmie "Stalker" Tarkowskiego, którą pożyczył mi znajomy z pracy.

W czwartek był dzień św. Dawida, patrona Walii. Obudziłam się rano, ale poszłam dalej śpać, aż o 10:45 obudził mnie zegar na ratuszu wygrywający jakąś melodyjkę :) Zadzwoniłam znów do Council Tax, żeby wszystko wyjaśnić, a potem o 12:25 wyszłam i poszłam na Interchange. Dotarłam do pracy po 13:00, mimo iż jechałam tym samym autobusem, co zwykle i nie odniosłam wrażenia, żeby jechał dłużej niż zwykle, albo stał w jakiś korkach. Najpierw usiadłam na tyłach biura, a potem na tyłach recepcji. Lunch wzięłam krótszy, bo spóźniłam się 10 minut, a potem wróciłam do pracy. Wyszłam przed 20:00 po drodze
do domu wyjęłam 10 funtów z bankomatu. Potem zjadłam dwie kanapki, przebrałam się i o 20:50 byłam już na Interchange'u. Za chwilę doszła koleżanka z salsy, kupiłyśmy bilety i pojechałyśmy do Leeds na lekcje salsy i kizomby. Tym razem lekcje odbywały się w barze Baracoa, a potem jak zwykle była impreza. Jonathan na początku obiecał mi, że mnie odwiezie, ale potem zniknął, więc wróciłyśmy z nauczycielem z Bratfoot. Najpierw odwiózł mnie, a potem koleżankę. W domu byłam po 1:00 w nocy, ale zanim poszłam spać było już po 2:00 :)

W piątek obudziłam się o 8:15, tuż przed budzikiem. Zjadłam śniadanie i zadzwoniłam do Tax Office, bo poprzedniego dnia dostałam list, że dostanę zwrot podatku. Na 10:00 poszłam do pracy i jak tylko przyszłam wysłali mnie z jednym ze studentów do School of Management, żebyśmy sprzedawali losy na loterię. Można było wygrać weekend w Cumbrii, więc sami też kupliśmy po jednym i w sumie sprzedaliśmy ich 60 za ponad 120 funtów, bo niektórzy wrzucali też drobne. Siedzieliśmy tam od 10:30 do 12:00, a potem wróciliśmy taksówką do pracy i udało mi się wreszcie usiąść do komputera i napisać list do Tax Office. Loterię wygrał Dean mojej szkoły, któremu sprzedałam los! :) O 14:00 wyszłam z pracy i poszłam na siłownię po moje 40 funtów, a potem do Tree House na zupę i ciastko. Później pojechałam na zakupy do Morrisona, wróciłam do domu, wstawiłam pranie i poszłam się zdrzemnąć do 17:00. Wtedy wstałam, ubrałam się na siłownię i podjechałam Free Busem na 18:00 na salsę aerobik. Po zajęciach złapałam jeszcze ostatniego Busa na Interchange.

Przed 19:30 byłam już w domu, zjadłam kolację i wzięłam kąpiel, a potem zadzwonił Ismaila, pytając jak trafić do o2 Academy w Leeds. W końcu zebrałam się i poszłam na Interchange na pociąg, który odjeżdżał o 21:04. Tuż po 21:30 byłam już w o2, a Los Van Van już zaczęli grać. Kupiłam sobie whiskey z colą i zdięłam rajstopy. Stanęłam koło grupki znajomych mi osób, bo byłam całkiem sama. Potem z tyłu spotkałam znajomego i zatańczyliśmy pierwszy taniec do muzyki zespołu. Później znalazłam Piotrka, ktory jednak nawet ze mną nie zatańczył. Kiedy skończył się koncert i zaczęli grać DJe, zatańczyłam z kolejnym znajomym. Potem znalazł mnie Ismail, ale oczywiście był z grupą swoich znajomych, więc po jednym tańcu mnie zostawił. Wtedy poprosił mnie jakiś nieznajomy. Potem kupiłam sobie colę i Ismail trochę się jej napił, ale zaraz jakaś dziewczyna go poprosiła do tańca i znowu poszedł. Ja zatańczyłam jeszcze z moim nauczycielem z Bratfoot, a na koniec z jakimś dziwnym gościem. Ogólnie
wydałam kupę kasy, a się nie wybawiłam! Koncert się skończył, więc poszłam do łazienki, żeby założyć rajstopy.

Jak wychodziłam spotkałam Ismaila, który stał w kolejce do szatni i namówił mnie na After Party. Próbował mi nawet załatwić podwózkę do domu. Tymczasem dziewczyna, z którą przyjechał ze znajomymi z Manchesteru źle się poczuła i chciała już wracać. Ismail kupił mi whiskey z colą i spytał jakiś swoich znajomych, czy mnie odwiozą. Jak wyszedł powiedziałam im, żeby się mną nie przejmowali i poszłam na dworzec. Minęła 2:00, a autobus do Bratfoot był dopiero o 3:00, kupiłam więc bilet za 2 funty i poszłam do pobliskiego baru na trzecie i ostatnie tego wieczoru whiskey z colą. Dosiadł się do mnie jakiś murzyn i zaproponował, żebyśmy pojechali do mnie, kupując po drodze coś do picia i spędzili miło czas :) Grzecznie odmówiłam i po 2:40 poszłam na dworzec. O 2:45 wsiadłam jako pierwsza do autokaru i rozmawiałam z kierowcą przez całą drogę do Bratfoor. Na koniec powiedział, że zaprosi mnie kiedyś na drinka i dał mi swój numer telefonu. Wysłałam mu wiadomość, jak doszłam już do domu. Tymczasem Ismail pisał do mnie SMSy, zdziwiony, że pojechałam autobusem. Nawet zadzwonił, ale nie słyszałam telefonu, tylko potem to zobaczyłam. W domu zmyłam makijaż i przed 4:00 poszłam spać.

W sobotę obudziłam się o 8:00 i już nie udało mi się zasnąć, choć położyłam się spowrotem do łóżka. W końcu wstałam o 9:45, tuż przed alarmem, i wzięłam kąpiel. Potem pochowałam pranie do szaf, bo już wszystko wyschło i zjadłam śniadanie. Po drodze na Interchange wyrzuciłam śmieci, a potem wsiadłam w autokar o 11:30, który o 12:45 był już w Manchesterze. Poczekałam na dworcu na Majkę i jej chłopaka. Przyjechali ze swoim synkiem i pojechaliśmy na zakupy.
Tymczasem kierowca, ktorego poznałam poprzedniego dnia, wysyłał mi SMSa za SMSem :) Potem planowaliśmy jeszcze spacer, ale pogoda się popsuła, więc wróciliśmy do domu. Porozmawialiśmy, a potem zadzwonił Ismail, żeby mi powiedzieć, że jedzie na salsa party do Leeds! A ja miałam nadzieję, że pójdziemy do Copacabany w Manchesterze. Zaproponował, że może wróci ze mną nazajutrz do Bratfoot, ale powiedziałam, że zobaczymy, bo trochę się wkurzyłam. Potem Majka ugotowała pyszny obiad i znów rozmawialiśmy, popijając przy tym najpierw białe, a potem czerwone wino :) W końcu o 1:00 poszliśmy spać.

W niedzielę obudziłam się przed 10:00, ale poleżałam jeszcze w łóżku. W końcu wstałam po 10:00 i wzięłam prysznic. Zjedliśmy wspólnie śniadanie i pojechaliśmy znów na zakupy, bo postanowiłyśmy z Majką zrobić
sushi i brakowało nam paru składników. Pojechaliśmy do Asdy, a jak wychodziliśmy, zerwał się straszny wiatr i zaczęło padać. Potem weszliśmy jeszcze do sklepu Unicorn po ryż, mirin i rice vinegar, za które zapłaciłam. Jak wróciliśmy do domu, padało coś jakby grad, a potem deszcz! Majka zrobiła ciasteczka czekoladowe i jednocześnie zabrałyśmy się za sushi. W końcu zjedliśmy je po 17:00. Ismail znów zadzwonił, żeby mi powiedzieć, że przyjedzie do mnie we wtorek. Po 19:00 chłopak Majki odwiózł mnie na dworzec i o 19:45 pojechałam do Bratfoot. Dojechałam tam o 20:45, a w domu byłam już przed 21:00. Wzięłam kąpiel, ale woda nie była dość gorąca, bo na wyjazd wyłączyłam bojler i się jeszcze nie nagrzała. Przed snem posłuchałam piosenek Marca Anthony'ego (m.in. "Ahora quien", "Valio la pena", "You Sang to Me" czy "I Need to Know") i skończyłam książkę "Zona" Geoffa Dyera.

  
"Zona"
Geoffa Dyera oraz Marc Anthony, którego kiedyś nie doceniałam, a teraz mi się podoba :)