Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 24 marca 2013
Zima w marcu!

630.

W poniedziałek w nocy nie mogłam spać, pewnie przez te koktajle z Guinnessa! :) W końcu wstałam o 6:00 rano i zaczęłam gotować coś na lunch, a potem usiadłam do komputera. W nocy spadł śnieg, ale na szczęście zaczął szybko topnieć. Poszłam jeszcze spać na 2 godzinki i wstałam z trudem o 10:00. Wzięłam prysznic i na 11:00 poszłam do Ingeusa. Tłumaczyłam aż do 11:45, więc musiałam iść piechotką do pracy i spóźniłam się 5 minut. Potem poszłam na 2 godziny do Advice Centre, żeby znaleźć akta paru studentów, o które prosili z PBS (Point Based System) Team. Nie zdążyłam wszystkiego zrobić, ale minęła 15:30 i musiałam wracać na recepcję, bo nasza nowa pracownica kończyła pracę. Wieczorem porozmawiałam chwilę z siostrą przez Skype'a i z dziewczynami na Facebooku. W końcu o 20:00 wyszłam z pracy z mocnym postanowieniem dotarcia na salsę, ale było tak zimno, że zdecydowałam się wrócić do domu i wejść do wanny. Jak już się wygrzałam, to weszłam do łóżka i na Internet. Obejrzałam najlepsze fragmenty z programu Red Nose Day na BBC iPlayer i po północy poszłam spać.

We wtorek obudziłam się o 8:25, czyli na 5 minut przed alarmem. I wtedy zdałam sobie sprawę, że mam na 9:00 do pracy i za późno nastawiłam alarm! Zebrałam się dosłownie w ciągu 15 minut i tuż po 9:00 dotarłam do pracy :) Na 12:00 poszłam na Pilates, a na lunch dopiero o 14:30. Odpisała mi znajoma z Francji, której zaczęłam szukać po tym, jak zobaczyłam na Facebooku reklamę ekranizacji książki Borisa Viana "L'ecume des jours", którą mi kiedyś poleciła i przez nia ją przeczytałam :) W końcu o 17:00 skończyłam pracę i poszłam do Activities Room, żeby pokazać film Jean-Luca Godarda "Alphaville". Ale że przyszła tylko jedna dziewczyna, która chciała go obejrzeć, to dałam jej DVD i powiedziałam, żeby mi je do poniedziałku oddała :) Wyszłam z pracy i podjechałam do Tesco. Zrobiłam małe zakupy i po 18:00 wróciłam do domu. Najpierw usiadłam do Internetu, a potem obejrzałam początek "Comic Relief. Funny for Money" na BBC iPlayer. Znajoma z pracy nareszcie przysłała mi filmik z Gali, ale był gorszy niż ten pierwszy, bo z innej perspektywy, więc go nigdzie nie wrzucałam. Spać poszłam po 1:00.

W środę budzik zadzwonił o 10:00, ale wstałam dopiero po 10:30 i jakoś nie mogłam się zebrać :) Miałam zadzwonić do Londynu i umówić się na wizytę do lekarza, ale w moim telefonie stacjonarnym nie było sygnału! Planowałam też dojechać na 11:30 na uniwerek i odebrać moje nowe okulary, ale stwierdziłam, że pójdę po nie w czasie pracy. Free Bus znów nie przyjechał, więc poszłam do pracy na piechotę. Po drodze spotkałam Sekretarza naszego stowarzyszenia koło Alhambry i trochę się z nim zagadałam, ale zdążyłam na 12:00 do pracy. Część dnia spędziłam w Advice Centre, ale nie udało mi się zadzwonić stamtąd do Londynu. Potem wróciłam na recepcję i okazało się, że Afro-Caribbean Society Cultural Show został przełożony z 10 na 20 kwietnia. A ja właśnie spytałam Jonathana, czy zatańczy ze mną 10 i się zgodził! Mam nadzieję, że 20 kwietnia nadal będzie mu pasował! Tym razem chcę to zrobić po mojemu, czyli prawdziwe show, z jakąś znaną piosenką i w mojej czerwonej sukience! :) O 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Weszłam do łóżka i na Facebooka i już po 22:00 poszłam spać!

W czwartek obudził mnie telefon, ale nie zdążyłam dobiec. Dochodziła akurat 10;00 rano, czyli pora alarmu. Wzięłam więc prysznic i doszłam do wniosku, że w telefonie stacjonarnym nie ma sygnału, jak jestem połączona z Internetem! Zadzwoniłam więc do przychodzni lekarskiej w Londynie, ale mnie rozłączyło. To samo za drugim razem. Zaczęłam się już zastanawiać, czy to nie jakiś znak! I wtedy zorientowalam się, że sygnał w moim telefonie zanika po jakimś czasie od podniesienia słuchawki. Może zmarzł lub zamókł na tym oknie? Wyszłam więc z domu i dotarłam do pracy o 11:15. Poszłam po nowe okulary, ale okazało się, że w czwartki przyjmują od 12:30 do 14:00. Wróciłam więc do pracy i na 11:30 poszłam na zebranie w sprawie Move Out, które mam koordynować. Studenci wyjeżdżając zostawiają dużo rzeczy, a Union je potem daje nowym studentom. Po 13:00 odebrałam wreszcie nowe okulary, a później poszłam do Advice Centre i udało mi się wreszcie dodzwonić do Londynu. Umówiłam się na czwartek czwartego kwietnia na 15:30, tak jak chciałam :) Potem wróciłam na recepcję, a o 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do domu. Weszłam do wanny i poszłam spać dopiero po północy.

W piątek obudziłam się tuż przed budzikiem. Podjechałam pod górę Free Busem i byłam w pracy już przed 9:00 mimo śniegu, ktory napadał w nocy. Odwołano wycieczkę do Manchesteru, która miała być nazajutrz, więc powiadomiłam Majkę, że nie przyjadę. Poszłam do Advice Centre, gdzie jest cieplej i wypełniłam dwa formularze nominujące moje stowarzyszenie do nagród "Najlepsze Nowe Stowarzyszenie" oraz "Wydarzenie Roku", czyli IFF 2012 :) Potem o 11:00 miałam zebranie Recepcji, a o 12:00 nowa pracownica poszła na lunch. Z powodu śniegu, który nadal padał wszyscy poszli wcześniej do domu.
Tuż przed 16:00 przyszła jednak fala uderzeniowa studentów, więc wyszłam dopiero po 16:00. Podjechałam Free Busem do Morissona, a potem doszłam jakoś do domu, choć w bucikach, które miałam na nogach czułam się jak w kapciach! :) Zrobiłam zakupy na weekend i postanowiłam się zahibernować do poniedziałku. Najpierw coś zjadłam, a potem obejrzałam film "Colombiana" na DVD popijając koktajle z Guinnessa. Później weszłam do łóżka i na Internet. Spać poszłam po północy.

  
Zoe Saldana jako Cataleya w "Colombianie" oraz plakat do filmu "L'ecume des jours" Michela Gondry.

W sobotę obudziłam się rano i zaczęłam czytać po raz kolejny książkę Borisa Viana "L'ecume des jours" (Piana dni), bo za miesiąc do kin we Francji wchodzi film Michela Gondry, który jest jej adapatacją.
Chciałam się przekonać, czy książka nadal mi się podoba, czy też było to tylko młodzieńcze zauroczenie. W połowie książki zdrzemnęłam się, a potem porozmawiałam z rodziną przez Skype'a. Później poszłam coś ugotowaći zrobić pranie, aż w końcu skończyłam czytać, popijając koktajle z Guinnessa :) Po lekturze jeszcze bardziej zapragnęłam jak najszybciej zobaczyć film! Postanowiłam więc napisać maila do znajomego, który układa program w Muzeum Mediów i poprosić go o sprowadzenie tego filmu! :) Pokazują praktycznie wszystko w czym gra Audrey Tautou i Romain Duris, więc nie powinno być problemu :) Wieczorem obejrzałam bardzo dobry film "Gainsbourg. Vie heroique" o Serge'u Gainsbourgu, w którym pojawia się m.in. postać Borisa Viana. Oprócz niego pojawiają się także m.in. Juliette Greco, Brigitte Bardot i Jane Birkin. Dopiłam koktajle z Guinnessa i poszłam spać po 1:00.

  
Okładka mojej książki "Piana dni" oraz Philippe Katerine jako Vian i Eric Elmosnino jako Gainsbourg.


W niedzielę wstałam przed południem i zjadłam śniadanie, a potem większość dnia spędziłam na Internecie. Znajoma z Francji napisała, że pod koniec kwietnia są tanie bilety i że może wtedy przyjechać mnie odwiedzić! :) Ułożyłam program trzeciej edycji Inspiring Films Festival IFF 2013, a potem weszłam do wanny, bo o 17:00 byłam umówiona z Kasią. Na szczęście zanim dotarła, było po 18:30 :) Do tego czasu zdążyłam przynajmniej się trochę ogarnąć, włączyć pralkę, włożyć naczynia do zmywarki i zaczęłam robić sałatkę :) Kasia przyniosła znów cztery puszki Guinnessa i sok z czarnej porzeczki :) Ale koktajl Black'n'Black nie wychodził nam aż taki dobry jak ten, który podają w pubach :) Dopiero jak go dosłodziłyśmy to zaczął lepiej smakować :) O 21:00 zadzwoniła Ala, która też miała być może do nas dojechać, ale gość jej się zasiedział i było już za późno. Pogadałyśmy więc godzinkę we trzy przez telefon i umówiłyśmy się na piatek przed imprezą w Baracoa u Ali i na niedzielę przed imprezą My Salsa My Soul u mnie :) Kasia wyszła przed 23:00, a ja poszłam do łóżka i spać przed północą :)
poniedziałek, 18 marca 2013
Po urlopie :)

629.

We wtorek budzik obudził mnie o 7:45, ale zwlokłam się z łóżka dopiero o 8:00. Podjechałam do pracy na 9:00 i okazało się, że chłopak, którego zatrudniliśmy w zeszłym tygodniu poszedł też na rozmowę o pracę w naszym dziale wolontariatu. Nie dostał jej, ale uplasował się na drugim miejscu, więc jak osoba którą wybrali zrezygnowała, on wskoczył na jej miejsce! W związku z tym my też musieliśmy ściągnąć nową dziewczynę - drugą najlepszą kandydatkę. O 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. O 17:00 skończyłam pracę i poszłam pod Activities Room, ale na szczęście przyszedł tylko jeden Exec, bo musieliśmy odwołać pokaz filmu "La grande illusion" Jeana Renoira. Jak poszłam do biblioteki, żeby wypożyczyć ten film na DVD, okazało się, że mają go tylko na kasecie VHS! Nie mogliśmy go więc pokazać. O 17:20 wyszłam więc z pracy, a że nie czułam się najlepiej, to podjechałam Free Busem do Tesco. W końcu dotarłam do domu, zjadłam kolację i wzięłam kąpiel, a potem zabrałam się za gotowanie. Przed snem wzięłam Fervex i spradziłam maile. Ambasada Amerykańska w Londynie zapraszała mnie w maju na interview w sprawie mojej Diversity Visa! Muszę im jednak wcześniej zapłacić bezzwrotnie kupę kasy i zrobić badania. Nie wiem czy warto! Po 24:00 poszłam wreszcie spać.

  
Jean Gabin w "La grande illusion" Jeana Renoira oraz fasada Ambasady Amerykańskiej w Londynie.

W środę obudziłam się po 10:30 i na 12:00 podjechałam do pracy. Nowa dziewczyna poszła na lunch, a potem dzieliłyśmy się biurkiem i było widać, że szybko się uczy. Wieczorem wysłałam maila do BCB z listą paru filmów, które chciałabym zobaczyć na tegorocznym festiwalu. Nadal nie czułam się najlepiej i jak już wreszcie wyszłam o 20:00 i szłam do domu, przewróciłam się w samym centrum miasta! Runęłam jak długa obok Mirror Pool i trzech panów pomagało mi się podnieść! Nabiłam sobie sianiki na kolanach i na lewym łokciu. W domu wzięłam kąpiel i Fervex i poszłam do łóżka. W czwartek wstałam znów po 10:30 i podjechałam na 12:00 do pracy, a nowa dziewczyna poszła na lunch. Po 13:00 przyszła nasza babka z recepcji, żeby pokazać mi i szefowej jak się wysyła maila do International Students przez nasz system SAINT. Tymczasem Sport and Activities Officers przyszedł ze swoimi córeczkami bliźniaczkami, które wyglądały jak laleczki :) Później poszłam do Advice Centre, a po 17:00 pokazałam nowemu jak korzystać z systemu SAINT. O 19:00 wyszliśmy ze studentem z pracy, żebym zdążyła na ostatni Free Bus do domu. Wysłałam też szefowej SMSa, że źle się czuję i nazajutrz nie przyjdę do pracy. W domu porozmawiałam przez Skype'a z rodziną, a potem wzięłam kąpiel i Fervex i poszłam spać.

W piątek obudziłam się rano, ale wstałam dopiero po południu. Praktycznie cały dzień spędziłam na Facebooku. Zdrzemnęłam się i jak się obudziłam czułam się tak słaba, że nie chciało mi się wychodzić z domu ani do sklepu ani na Rumba Picante. Napisałam więc na FB, że jestem połamana i spytałam, kto mi zrobi zakupy :) Większość znajomych wzięła to za żart, ale znajomy z tanga zapytał mnie na private czy mi pomoć i przywieźć coś do jedzenia! Potem Sue się uaktywniała i jak już mi się wydawało, że ją przekonałam, żeby odpuściła, zadzwoniła do mnie i powiedziała, że przywiozą mi z Janem jedzenie! :) Posprzątałam więc w salonie, a tymczasem zadzwoniła moja ciocia z Ameryki, której wysłałam maila z pytaniami o amerykańską gospodarkę :) Sue przyszła sama po 20:00, a Jan czekał na nią na dole. Zostawiła mi jajka, grzyby, tuńczyka, makrele, chleb, ser wędzony, cebulę, mandarynkę, jabłko i gruszkę oraz dwie zupy - jedną w kartonie, a drugą cebulową domowej roboty! Zjadłam więc kolację i wróciłam na Facebooka. Spać poszłam po 2:00 w nocy. W sobotę obudziłam się przed południem i zjadłam jajecznicę z pieczarkami na śniadanio-obiad, a potem zrobiłam pranie i porozmawiałam z mamą i siostrą przez Skype'a, a z dziewczynami na Facebooku. Znalazłam też znajomą z Francji, z którą wiele lat temu straciłam kontakt. Tymczasem znajomy z tanga i Sue pytali, czy się lepiej czuję :) Spać poszłam o 2:00.

W niedzielę o 10:30 rano obudziła mnie sąsiadka, która postanowiła wtedy właśnie odkurzyć ich salon! Poszłam jednak dalej spać i dopiero w południe obudził mnie budzik. Najpierw usiadłam do komputera, a potem poszłam wziąć kąpiel. Jak wyszłam z wanny, zadzwonił mój brat przez Skype'a i pogadaliśmy ze 20 minut. No i zanim się obejrzałam dochodziła 14:00, a ja nic jeszcze nawet nie zjadłam! Odgrzałam więc zupę cebulową od Sue i zjadłam ją na śniadanio-obiad :) Tymczasem Kasia zadzwoniła, że nie wyrobi się na 14:00, więc umówiłyśmy się o 15:00 na Interchange'u. Nie zdążyłyśmy jednak na National Express, więc pojechałyśmy pociągiem. Lekcja była oczywiście jak zwykle opóźniona, więc poszłyśmy się przebrać i do baru. Kasia za jakiegoś drinka z alkoholem zapłaciła 3.70, a ja za lemoniadę 3 i pół funta! Potem piłam już tylko wodę :) Wzięłyśmy udział w bardzo fajnej lekcji salsy, a potem zostałyśmy do końca imprezy, czyli do 20:00. Ale było tak sobie, bo połowa tancerzy nie była za dobra. W końcu wyszłyśmy i poszłyśmy do Tesco po zakupy, a potem na dworzec i wróciłyśmy autokarem. O 21:00 byłyśmy u mnie i najpierw szybko coś zjadłyśmy, a potem spróbowałyśmy dwóch koktajli Guinnessa :) Najpierw Guinness Shandy (czyli z lemoniada), a potem Trojan Horse (czyli z Colą) - oba całkiem dobre. Zanim się obejrzałyśmy było po północy! Kasia pojechała taksówką do domu, a ja poszłam spać o 1:00.
sobota, 16 marca 2013
Przyjazd dziewczyn :)

628.

W poniedziałek wstałam o 10:00, bo na 11:00 szłam do Ingeusa tłumaczyć przez 25 minut dla starszej Polki. Zapomniałam wziąć ze sobą claim form, więc wyglądałam trochę nieprofesjonalnie. Przed 12:00 byłam już w pracyi ustaliłam z szefową, że będę jednak pracować do 20:00, a zaczynać o 12:00, bo 19:30 mnie nie urządza. Gdybym kończyła o 19:00, to zdążyłabym jeszcze zlapać ostatni Free Bus do domu. A tak to wolę przyjść pół godziny później i zostać do 20:00, będę więc teraz w poniedziałki, środy i czwartki pracować 12:00-20:00. Siedziałam z nowym chłopakiem, którego zatrudniliśmy na Recepcji do 16:00, a potem poszłam na lunch. Wyszłam z pracy tuż przed 20:00, żeby wrócić do domu po buty do salsy i iść na lekcję, ale było tak zimno, że mi się odechciało! W dodatku sąsiadki mnie zagadały, więc kiedy znajomy z salsy spytał SMSem, czy idę, odpisałam, że jak mnie podwiezie, to tak. Umówiłam się z nim na dole i czekałam 25 minut! W końcu przyjechał po 21:00 i spóźniliśmy się na lekcję! Mimo to na koniec nauczyciel poprosił mnie do zatańczenia układu, kiedy wszyscy filmują. Potem parę pań powiedziało mi, że świetnie mi poszło i że sprawiałam wrażenie, jakby to było proste :) Zostałam prawie do 23:00 i potańczyłam sobie trochę po dwu-tygodniowej przerwie. Pogadałam też z Johnatanem, którego dawno nie widziałam. Spytałam go, czy zatańczy ze mną na Gali One World Week w czwartek, ale stwierdził, że zostało za mało czasu. Po 23:00 wróciłam do domu, ale długo nie mogłam zasnąć.

We wtorek obudziłam się o 8:00 i wyszłam z domu po 8:30, a że Free Bus mi się nie zatrzymał, to poszłam piechotką pod górę. Na 9:00 dotarłam do pracy i nowy chłopak siedział na Recepcji, a ja poszłam do Advice Centre. Zaczęłam na Facebooku szukać partnera do tańca na czwartkową galę, ale jeden po drugim mi odmawiali. Mój nauczyciel powiedział, że uczy tego wieczoru w Yorku, ale że poszuka mi zastępstwa. O 12:00 poszłam na Pilates, a potem siedziałam na recepcji. Tymczasem nauczyciel w końcu napisał, że się York odwołali i że może ze mną zatańczyć! Po 15:00 poszłam wreszcie lunch. Potem poszłam na dół, gdzie w ramach One World Week rozdawali International Food, żeby dopytać naszą International Students officer o ten występ, a także następny w środę 10 kwietnia. Wreszcie o 17:00 skończyłam pracę i poszłam do Activities Room na kolejny pokaz naszego stowarzyszenia. Oprócz mnie przyszedł tylko Sekretarz, więc pogadaliśmy trochę i zamiast obejrzeć film poszłam wcześniej do domu. Czekałam ponad 15 minut na Free Busa, aż w końcu się zdenerwowałam i poszłam piechotką do Tesco po ostatnie zakupy przed przyjazdem dziewczyn. W domu byłam po 18:00, wzięłam kąpiel i obejrzałam "Blood Simple" (Śmiertelnie proste) braci Coen na DVD. Podobała mi się silna rola kobieca zagrana przez młodą Frances McDormand, ale poza tym to bracia Coen powtarzają się w tych trzech filmach, które ostatnio obejrzeliśmy na pokazach naszego stowarzyszenia. Spać poszłam po północy.

  
Premier Inn i budynek firmy Ingeus oraz całkiem ładna Frances McDormand w filmie "Blood Simple".

W środę pospałam do 9:30, a potem po drodze do pracy weszłam do Ingeusa, żeby mi doradca podpisał Claim Form, którą zapomniałam zabrać ze sobą w poniedziałek. Do pracy zajechałam na 11:00, bo mieliśmy zebranie, więc zgodziłam się przyjść wcześniej. Po zebraniu siedziałam na recepcji. Mój nauczyciel salsy nie odezwał się przez cały dzień, więc zaczęłam się trochę denerwować :) Zaproponował, żebyśmy się spotkali i poćwiczyli przed występem, więc napisałam mu kiedy jestem wolna, a on nic. W końcu wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam do domu. Zjadłam coś i zamiast iść spać, zaczęłam sprzatać, bo następnego dnia przyjeżdżały do mnie dziewczyny z Polski, a ja miałam niezły bałagan :) Karinę i Ewelinę poznałam w zeszłym roku w Turcji, na wycieczce do Kapdocji. Siedziałyśmy razem na Nocy Tureckiej, a potem wymieniłyśmy się namiarami i jak wróciłysny do Warszawy, to wybrałam się z Kariną na imprezę do Salsa Libre w listopadzie. Od tamtej pory byłyśmy w kontakcie, bo Karina zaraziła się salsą i zaczęła chodzić na lekcje, a Ewelina razem z nią na imprezy :) Umówiłyśmy się więc, że pokażę im scenę salsową w Anglii :) Tymczasem nauczyciel mi odpisał i umówliśmy się następnego dnia u niego w pracy na próbę przed występem. Był moment, że chciałam się już poddać, bo mi napisał, że robi to dla mnie, więć chciałam odpisać, że nie potrzebuję jego łaski, ale za dużo mnie to nerwów kosztowało, żeby się w ostatniej chwili poddać :) Po północy poszłam wreszcie spać.

W czwartek obudziłam się o 7:45, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam piechotką do Muzeum Mediów na konferencję Bratfoot International Film Festival. Neil się ze mną przywitał i spotkałam parę znajomych osób, m.in. szefową radia BCB, która obiecała mi parę biletów :) Dostałam program i obejrzałam prezentację festiwalu, a że była dopiero 10:20, więc pojechałam na zakupy. Kupiłam dywanik do łazienki i czarne wąskie jeansy. Potem podjechałam na 12:00 do pracy, a już o 13:00 poszłam poćwiczyć z moim nauczycielem salsę. Po 40 minutach wyszłam i wróciłam spóźniona do Advice Centre, kuśtykając, bo naciągnęłam mięsień u nogi! :) W dodatku okazało się, że nikt nie będzie filmował na tej Gali, a to był mój główny powód, dla którego chciałam na niej zatańczyć - żeby mieć pamiątkę! Na szczęście babka z finansów podejmuje się sfilmowania nas! :) Nauczyciel się trochę spóźnił, ale był przed 20:00, a i tak okazało się, że na Gali jest obsówa, więc weszliśmy na scenę po 20:00. Był problem z płytą, ale w końcu zatańczyliśmy i było to niesamowite przeżycie! :) Jestem zadowolona, że się jednak zdecydowałam :) Pożegnaliśmy się i wróciłam do pracy po moje rzeczy, a potem poszłam do domu, po drodze rozmawiając z Elką, która mnie zagadała, a tymczasem dziewczyny dzwoniły i pisały, że już wylądowały! :) Zabrałam się więc za sprzątanie i za robienie sałatki, a że autokar im się spóźnił, to wyszłam po nie o 23:30, a one już czekały na dworcu! W domu pogadałyśmy trochę i dopiero po 2:00 poszłyśmy spać.

W piątek wstałyśmy przed 12:00, zjadłyśmy wspólne śniadanie i o 14:00 wsiadłyśmy w autokar do Manchesteru. Po 15:00 byłyśmy na miejscui zaczęłyśmy ziedzać miasto i robić zdjęcia. Najpierw poszłyśmy do Chinatown, potem pod Ratusz i do katedry. Starmtąd pod Triangle i Arndale, gdzie była wystawa dużych jajek pomalowanych w róźne wzory! Cos na kształt Cow Parade i pingwinów w Liverpoolu w 2010 roku. Stamtąd poszłyśmy do Muzeum Footballu :) A potem po 17:30 dotarłyśmy do chińskiego bufetu Tops, gdzie mieli także sushi, jakieś dziwne potrawy i wielki wybór deserów! :) Wyszłyśmy stamtąd ledwo żywe o 19:00 i poszłyśmy na spacer aż do uniwersytetu i z powrotem. Po 20:00 dotarłyśmy do Copacabany i poszłyśmy do toalety, zeby się uczesać i umalować. Karina natapirowala mi włosy i zaplotła mi kłosa na głowie, którego podpięła wsówkami tak, że fryzura przetrwała całą noc! :) Nie wzięłyśmy udziału w lekcji tylko napiłyśmy się czegoś, a potem zaczęła się impreza. Przyszło parę znajomych osób i impreza zaczęła się rozkręcać. Niektórzy tak mną kręcili, że aż źle się poczułam :) Brakło mi tchu i bolał mnie brzuch :) Ewelina poradziła mi się napić wódki, więc kupiłam shota, ale nie wiem, czy pomógł :) W końcu o 2:00 impreza się skończyła, więc poszłyśmy na Canal Street, bo kluby gejowskie są dłużej otwarte. Weszłyśmy do The New Union i tańczyłyśmy do 3:30, a o 4:00 wsiadłyśmy w autokar i wróciłyśmy do Bratfoot. Spać poszłyśmy po 6:00.

  
Wystawa "pisanek" w Manchesterze oraz owoce morze i dziwne dania gotowane na parze w Tops.

W sobotę obudziłam się po pięciu godzinach snu i już nie mogłam zasnąć. Włączyłam więc komputer, a potem o 12:00 zamiast budzić dziewczyny poszłam do wanny z naprawdę gorącą wodą, żeby rozgrzać ten naciągnięty mięsień w lewej nodze, który bardzo mnie bolał. Woda była tak gorąca, iż myślałam, że dostanę zawału! :) Potem wyszłam z wanny i obudziłam dziewczyny dopiero po 13:00, zjadłyśmy śniadanie i postanowiłam rozmasować sobie bolący mięsień słokiem z wrzątkiem w środku. Niestety, parę kropli kapnęło mi na skórę i teraz oprócz mięśnia bolało mnie też oparzenie! :) Zrobiłam sobie okład z aloesem i po 15:00 wyszłysmy wreszcie z dziewczynami z domu. Wsiadłyśmy we Free Busa na Interchange'u i wysiadłysmy pod polskim sklepem, bo skończył się nam chleb. Karina dostała bohenek za darmo, bo właściciel sklepu podrywał ją już w Manchesterze i wymienili się nawet numerami :) Potem podjechałyśmy Free Busem do Muzeum Mediów, które zwiedzałyśmy do 17:45, a o 18:00 poszłyśmy do Omar's Balti na curry. Po jedzeniu poszłyśmy na spacer w deszczyku po campusie i do Alhambry. W domu Karina zrobiła mi włosy i makijaż, a o 22:00 wsiadłyśmy w autokar do Leeds. Kierowca nie wziął od nas pieniędzy, więc dojechałyśmy za darmo :) O 22:50 dotarłyśmy do Azucar i kupiłyśmy dwa dzbanki sangrii. Wytańczyłyśmy się i wybawiłyśmy! :) Wyszłyśmy przed 4:00 i pojechałysmy z Agą do niej, a od niej taksówką do domu za 12 funtów (czyli po 4 funty na głowę). Spać poszłyśmy po 6:30.

  
Widok na Bratfoot z Narodowego Muzeum Mediów oraz naan, mango lassi i curry w Omar's Balti! :)

W niedzielę dziewczyny obudziły się same przed południem, więc też wstałam, wzięłam kąpiel, zjadłyśmy pancakes z dżemem na śniadanie i o 14:00 poszłyśmy na spacer po Bratfoot, bo było akurat piękne słońce. Porobiłyśmy więc zdjęcia w starej części miasta, a potem weszłyśmy do Morrisona i Tesco, żeby kupić składniki na sushi. Potem dziewczyny porobiły zdjęcia ratusza za dnia, a ja sobie usiadłam z zakupami na ławce. Później przeniosłyśmy się na Mirror Pool i one znów robiły zdjęcia, a ja sobie siedziałam, ale zaczął wiąć bardzo zimny wiatr, więc zaproponowałam powrót do domu, żeby zostawić zakupy. Założyłyśmy szale na głowę i poszłyśmy porobić zdjęcia w Little Germany :) Przed 16:00 byłyśmy już z powrotem w domu i zaczęłyśmy robić sushi, popijając przy tym calimocho :) Wydawało mi się, że wyrobimy się w półtorej godziny, ale jak Ala przyjechała o 17:30 musiałam ją poprosić, żeby weszła na gorę, bo dziewczyny jeszcze zwijały ostatnie maki :) Po Kasię podjechałyśmy więc dopiero o 18:30, a u Eli  byłyśmy o 18:45, czyli spóźnione 45 minut. Najpierw zjadłyśmy sushi, a potem tort i ciasto, popijając to białym winem musującym. Świetnie się bawiłyśmy i pod koniec aż popłakałam się ze śmiechu! :) Wyszłyśmy od Eli przed 23:00 i najpierw Ala odwiozła Kasię, a potem nas. W domu wstawiłam zmywarkę do naczyń i pokazałam dziewczynom zdjęcia z mojego pokazu mody i filmiki z salsą. One zasnęły około 1:00, ja po dopiero po 2:30 w nocy, bo usiadłam jeszcze do komputera.

  
Ratusz i drogowskaz z najważniejszymi atrakcjami turystycznymi Bratfoot oraz nasze domowe sushi.

W poniedziałek obudziłam się znów sama przed 8:00 i usiadłam do Internet, a potem wzięłam kąpiel i o 10:00 poszłam obudzić dziewczyny, bo przypomniało mi się, że na 11:00 jestem umówiona na tłumaczenie w Ingeus. Zjadłyśmy jajecznicę na śniadanie, która przyrządziła Karina i ja poszłam na pół godzinki do Ingeusa, a dziewczyny w tym czasie miały się zebrać. Jak wróciłam nadal nie były gotowe, poszłam więc sparawdzić maile i okazało się, że babka z pracy nareszcie przysłała mi film z czwartkowego pokazu, czyli International Gala. W końcu po 13:00 udało się nam wyjśćz domu i poszłyśmy na pociąg do Leeds. Zwiedzanie rozpoczęłyśmy od drzewka Solidarności, a potem poszłyśmy pod ratusz i do Leeds Gallery. Tam zjadłyśmy lunch - ja zupę z soczewicy, a dziewczyny posmakowały scone :) Potem poszłyśmy na Guinnessa z sokiem z czarnej porzeczki do pubu, który się mieści w łódce, a stamtąd do sklepów i do Corn Exchange. W końcu dotarłyśmy nad rzeczkę koło Azucar i na koniec wróciłyśmy na dworzec, bo było strasznie zimno! Dojechałyśmy na Forster Square, żeby wejść jeszcze do sklepów, ale było tak zimno, że wróciłyśmy do domu na obiad, a potem się zdrzemnęłyśmy :) O 19:30 wstałam i Karina mnie uczesała i umalowała. Wyszłyśmy o 20:20 i poszłyśmy na lekcję salsy, a po lekcji tańczyłyśmy wszystkie do 23:00! :) W domu dziewczyny się spakowały i o 2:20 poszłyśmy na Interchange. Wyjechały o 2:45, a ja wróciłam do domu, ale spać poszłam po 3:00.

  
Ratusz w Leeds oraz lunch w Leeds Gallery: moja zupa z soczewicy i babeczki "scone" dziewczyn.
niedziela, 03 marca 2013
Po-Oscarowo :)

627.

W poniedziałek wstałam po 11:00 i podjechałam na 13:00 do pracy. Ponieważ babka z recepcji poszła przez dwa miesiące pracować na uniwerku, daliśmy ogłoszenie, że szukamy kogoś na te 8 tygodni. Siedem osób przysłało nam swoje CV i wybrałyśmy z nich z szefową pięcioro. Szefowa zaprosiła ich na interview w czwartek. O 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do domu, zahaczając po drodze o Tesco. Wzięłam kąpiel i zaczęłam oglądać fragmenty Oscarów na Youtube, bo w tym roku obiecałam sobie, że nie będę ich oglądać w sieci, w beznadziejnej jakości. Ale jak nie udało mi się nigdzie znaleźć całej ceremonii, zaczęłam nawet trochę żałować, że nie zarwałam jak zwykle całej nocy i ich nie obejrzałam :) We wtorek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam do pracy. Na 12:00 poszłam na Pilates, po raz ostatni korzystając z karty kolegi z salsy, który mi zapowiedział, że wkrótce ją ode mnie odbierze. Na lunch poszłam dopiero o 16:00, później niż zwykle, bo nie byłam głodna, tak się zapchałam orzeszkami piniowymi, które jem teraz po śniadaniu :) O 17:00 poszłam do Activities Room pokazać kolejny film braci Coen, na który przyszło dwoje Execów. Obejrzeliśmy więc we trójkę "No Country For Old Men" (To nie jest kraj dla starych ludzi) i bardzo się nam podobał. Potem poszłam do biblioteki sprawdzić parę rzeczy, a w końcu do domu, gdzie dotarłam po 20:00. Usiadłam do sieci, a potem poszłam spać.

W środę wstałam o 11:00 i podjechałam do pracy na 12:30. Przygotowałam dla studentów grafik na dwa pierwsze tygodnie marca, żeby wiedzieli kiedy pracują. Wyszłam o 20:00 i poszłam do Tesco po parę rzeczy, żeby ugotować sobie lunch na parę kolejnych dni. Spotkałam tam znajomego z salsy, który strasznie się rozgadał. W końcu dotarłam do domu, zabrałam się za gotowanie i obejrzałam wreszcie całą ceremonię rozdania Oscarów, którą ściągnął nasz student z Chin i mi pożyczył na USB! Napisy były po chińsku, ale jakoś mi to nie przeszkadzało :) Ceremonia była taka sobie, żarty też, ale parę razy się zaśmiałam. Prowadzący Seth MacFarlane to straszny szowinista. W tym roku wiadziałam tylko pięć z nominowanych filmów, z czego trzy zdobyły nagrody - a były to "Argo": najlepszy film, najlepszy scenariusz adaptowany i najlepszy montaż, "Django Unchained": najlepszy scenariusz oryginlany (Quentin Tarantino) i najlepszy aktor drugoplanowy (Christoph Waltz) oraz "Paper Man" - najlepszy krótkometrażowy film animowany, który widziałam na Facebooku. Dwa pozostałe to "The Master" z nominacjami dla Joaquina Phonixa w kategori najlepszy aktor pierwszoplanowy, dla Amy Adams w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa i dla Philipa Seymoura Hoffmana w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy oraz "Avengers 3" nominowany za najlepsze efekty specjalne :) Spać poszłam po 2:00.

 
Josh Brolin, Javier Bardem i Tommy Lee Jones u Coenów oraz prowadzący Oscary Seth MacFarlane.

W czwartek obudziłam się sama przed 11:00, ale wstałam dopiero po 12:30. Po raz ostatni (przynajmniej na razie) podjechałam do pracy na 13:00, bo od przyszłego tygodnia zaczynam pracować na pełen etat! W poniedziałki, środy i czwartki będę pracować od 11:30 do 19:30, a we wtorki i piątki od 9:00 do 17:00. O 13:20 mieliśmy pierwsze interview, z chłopakiem którego znamy, bo się wciąż kręci w Union :) Po nim mieliśmy przepytać Włocha, ale się spóźnił, więc mu zaproponowaliśmy, żeby wrócił później, bo jedna z pięciu osób powiadomiła nas, że nie przyjdzie. Później przepytaliśmy dwie dziewczyny, jedną lepszą i jedną gorszą, a na koniec tego Włocha, ale pracę dostał nasz znajomy :) Później byłam bardzo zajęta i dopiero po 19:00 udało mi się pójść na przerwę i zjeść obiad, a potem o 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam spacerkiem do domu. Pod drzwiami znalazłam kopertę, a w niej moje brytyjskie prawo jazdy! Wzięłam kąpiel i usiadłam do Internetu, a spać poszłam po północy. W piątek wstałam o 8:00, bo na 9:00 jechałam znów na masaż. Przez dwa miesiące zrobię sobie teraz przerwę, bo będę pracować na rano. Spóźniłam się trochę do pracy i cały dzień byłam bardzo zajęta, więc szybko mi minął. Wyszłam o 17:00 i podjechałam do paru sklepów. W końcu wróciłam do domu i obejrzałam na DVD super film "Transamerica". Dopiero pod koniec zorientowałam się, że już go widziałam! :) Spać poszłam po 1:00.

W sobotę od 9:00 dostałam 3 SMSy i jeden telefon. Nie zaaregowałam, tylko spałam dalej :) Potem budzik zadzwonił o 12:00, ale wstałam dopiero o 12:30. W końcu się zebrałam i wyszłam z domu. Zapukałam do sąsiadki obok i podziękowałam jej, że zgodziła się "użyczyć" mi swojej skrzynki pocztowej. Ponieważ nowe prawo jazdy i paszport już doszły, postanowiłam zdjąć kartkę z mojej skrzynki z prośbą, by wrzucać wszystko do niej i dalej się włamywać do swojej :) Potem poszłam do sklepów - najpierw do Kirgate i kupiłam dwie kartki: na Komunię bratanka i na ślub siostry. Potem kupiłam buty, okulary słoneczne, czarne legginsy i opaskę na włosy. Później poszłam do Tesco i kupiłam jedzenie. Wróciłam do domu i znowu wyszłam, tym razem do dużego Tesco. Tam kupiłam brakujące składniki na sushi oraz jedzenie na przyjazd dziewczyn, m.in. bezglutenowy chleb. Wróciłam do domu po 17:00 i przed snem obejrzałam francuski film "L'immortel" (22 bullets / 22 kule). W niedzielę przed południem obudził mnie dźwięk odkurzacza. Wstałam więc i wyprałam pościel, a potem coś zjadłam i usiadłam do komputera. Z Facebooku dowiedziałam się, że premierę filmu "Cuban Fury", w którym statystowałam przeniesiono na wrzesień. Obejrzałam parę skeczy kabaertu Neo-Nówka, a potem zabrałam się za gotowanie. Wieczorem weszłam do wanny i do świeżo zmienionej, czystej pościeli :)

  
Felicity Huffman i Kevin Zegers w "Transamerica" oraz Jean Reno i Kad Merad w filmie "L'immortel'.