Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
piątek, 29 kwietnia 2005

68.

Niesamowity film ten "Donnie Darko"! :) Jak mozecie go sobie sciagnac z sieci, to polecam! :) Choc w kinie na pewno robi wieksze wrazenie! :) Chetnie go kiedys zobacze jeszcze raz! :) Moze jakis polski dystrybutor zdecyduje sie go sprowadzic? Po filmie wrocilam do domu i zabralam sie za pakowanie! Kolega Andrzej, u ktorego spimy, powiedzial mi wczoraj przez telefon, ze nie zaszkodzi, jak przywieziemy cos do spania. Niestety, nie udalo mi sie pozyczyc spiwora, wiec spakowalam swoj kocyk :) W dodatku podobno odcieli im akurat wode, wiec bedziemy sie myc w kuchni! :))) Zapowiada sie bardzo ciekawie! :))) Zupelnie jak u nas za komuny! :))) Tak mi sie jakos skojarzylo, bo wczoraj skonczylam akurat czytac "Zima w sercu" Anne Rabinovitz. To ksiazka o Francuzce, ktora przyjezdza do Polski na pare dni tuz przed Stanem Wojennym, ktory zastaja ja w Gdansku. Znalazlam ja w bibliotece na polce z francuskimi ksiazkami :) Po pracy umowilam sie z Aneta w sklepie, gdzie zrobimy ostatnie zakupy zynosciowe - na droge i na pobyt w Londynie, bo tam pewnie drozej :) A o 17:20 wsiadziemy do autobusy i pojedziemy w nieznane! :) Trzymajcie za nas kciuki! :) Jak przezyje, to wkrotce napisze, jak bylo! :)))

czwartek, 28 kwietnia 2005

67.

Zalogowalam sie wczoraj na strone T-Mobile (tutejsza telefonia komorkowa :) i wydawalo mi sie, ze moge stamtad wysylac SMSy za darmo! Napisalam wiec do rodziny i do znajomych, a wieczorem okazalo sie, ze za wszystko pobrali mi pieniadze z karty i zostalo mi tylko 15 pensow! :) Musialam dzis doladowac konto! :) Ale mam nauczke - tutaj nie ma nic darmo! :))) No, moze z wyjatkiem slodyczy w pracy! :))) Dzis jedna z kolezanek miala urodziny i przyniosla ciasta i ciasteczka! :))) Jak tak dalej pojdzie, to zaczne tyc! :) Na szczescie niektore slodycze sa tu naprawde nie dobre i jak zjem raz, to juz nigdy wiecej! :) Choc dzisiejszy tort czekoladowy byl pyszny! :) Ale jak pojade do Polski, to im przywioze "Ptasie mleczko" - niech zobacza, co dobre! :))) Bo wszystko wskazuje na to, ze chca mnie w tej pracy zatrzymac na dluzej! :)))

Zaraz ide do kina na "Donniego Darko", a potem wracam do domu i biore sie za pakowanie. Wczoraj wieczorem zrobilam pranie, a jutro po pracy chce jeszcze pojsc na zakupy i kupic cos na droge. Mam nadzieje, ze przezyje ten wyjazd i w przyszlym tygodniu podziele sie z wami milymi wrazeniami :))) Ciekawa jestem, ile uda nam sie zobaczyc w Londynie przez niecale trzy dni :) Pewnie nie za wiele :) Juz w zeszlym roku chcialam sie wybrac na weekend majowy do Londynu, ale jak to mowia "lepiej pozno, niz wcale"! :)))

środa, 27 kwietnia 2005

66.

Nie powiesilam wczoraj zadnej kartki na drzwiach i oczywiscie znow ktos zapukal :) Tym razem byla to sasiadka z gory, z ktora rozmawialam moze ze trzy razy. Spytala, czy nie mam termometru. Powiedziala, ze zle sie czuje i ze sie boi, bo ktos puka do jej drzwi. Poprosila, zebym poszla do niej na gore. Wzielam ze soba Fevrex i poszlam ja uspokoic, bo byla naprawde w kiepskim stanie. Porozmawialysmy i chyba troche sie uspokoila, bo stwierdzila, ze sprobuje zasnac. Jak wrocilam do pokoju i spojrzalam na zegarek, okazalo sie, ze jest juz 23:30! A mialam sie wczoraj wczesniej polozyc! Caly czas probuje i mi sie nie udaje :)

Ale na szczescie dzis nie mialam problemow ze wstaniem, bo rano swiecilo piekne slonce :) Znow zamiast zimowego plaszcza zalozylam wiosenny plaszczyk :) Chcialabym, zeby tutejsza pogoda wreszcie sie na cos zdecydowala! :) I zeby przynajmniej w ten weekend w Londynie bylo ladnie :) Wszystko juz zaplanowane i nie moge sie doczekac tego wyjazdu! :) Szkoda, ze we wtorek musze juz isc do pracy, bo chetnie zostalabym dluzej w "stolicy" :) Ale nie narzkekam. Dzis znow sie dziwili, ze tak szybko pracuje, a szefowa stierdzila, ze jestem "Speedy Gonzales" :) Dowiedzialam sie tez przypadkiem, ile firma placi za mnie agencji i okazalo sie, ze agencja zarabia na mnie 2 funty brutto na godzine! Powinnam sama znalezc sobie prace! :)

wtorek, 26 kwietnia 2005

65.

Jeszcze nie doszlam do siebie po wczorajszym wieczorze! :) Dzwonilam wczoraj w sprawie wynajmu domu w Leeds, bo od miesiaca rozmawiamy z paroma osobami o tym, zeby cos wspolnie wynajac. Ale bedziemy chyba musieli poczekac jeszcze jeden miesiac... W kazdym razie wieczorem w kuchni kolega powiedzial, ze spotykamy sie za pol godziny na lodach, zeby omowic sprawe. Schodzac do kuchni z lodami mial zapukac do mnie do pokoju. Zaczelam czytac ksiazke. Tymczasem zapukal inny kolega, ktory dziala mi na nerwy, zeby powiedziec mi o bardzo waznej (dla niego :) sprawie. Minelo pol godziny, potem godzina, az w koncu weszlam do wanny. Wtedy zapukal kolega z lodami, ale krzyknelam tylko, ze teraz jest juz za pozno, bo po kapieli ide spac. Ale uparl sie, ze mam przyjsc za 15 minut na dol do kuchni.

Jak wyszlam z wody zapukal nasz "czynszownik" :) Powiedzialam mu przez drzwi, zeby wrocil za 5 minut, jak juz wloze pizame! Wrocil, pobral czynsz i poszedl. Dokonczylam czytac ksiazke, zgasilam swiatlo i polozylam sie spac. Wtedy zapukal kolega od lodow, mowiac, ze wszyscy (tzn. jeszcze paru kolegow :) juz na mnie czekaja! Krzyknelam przez drzwi, ze moga sobie czekac ile chca, ale ja ide spac, bo juz minela 23:00! Za 5 minut zapukal kolejny kolega, pytajac, czy na pewno do nich nie zejde! W koncu uwierzyl, ze na pewno nie, bo poszedl! :))) Dzis chyba powiesze kartke na drzwiach: "Nie przeszkadzac! Nie pukac po 23:00! Nie odzywac sie! :))) I musze sie powaznie zastanowic nad ta przeprowadzka! Bo ja naprawde lubie czasem pobyc sama i wcale sie nie nudze w swoim towarzystwi :) I nie mam ochoty godzinami gadac o glupotach! :)

64.

Znalazlam jeszcze pare zdjec w starych milach! :) Na tym widac mnie w trakcie wywiadu z Tomem Tykwerem (rezyser m.in. "Biegnij, Lola, biegnij", "Niebo" i "Ksiezniczka i wojownik" :) To bylo w czasach, kiedy lubilam jeszcze przeprowadzac wywiady! :)))

A tutaj Jurek i Malwina! :)))

No, i od razu na blogu zrobilo sie milej i kolorowo! :)))

poniedziałek, 25 kwietnia 2005

63.

Sobotnie filmy mi sie podobaly, ale niedzielne juz troche mniej :) Zobaczymy, jak bedzie dalej :) W ten weekend zrobila sie bardzo ladna pogoda, wiec poza chodzeniem do kina wybralam sie jeszcze w niedziele z Aneta na spacer do Lister Parku. O 2:00 odbywal sie tam maraton "Fun Run", w ktorym wzielo udzial moze ze 100 osob! Ale od tygodni bylo o tym wszedzie glosno, prawie jak o Tour de France! Oni tu najwyrazniej o wszystko robia "wiele halasu o nic" :))) Popatrzylysmy z Aneta, jak Anglicy cwicza, zeby rozgrzac sie przed biegiem i jak biegaja, a potem poszlysmy powoli na spacer po tzw. (znow zbyt szumnie - jak juz wspominalam :) mini-ogrodzie, czyli wlasciwie ogrodku botanicznym :) Zrobilysmy sobie pare zdjec, a potem namowilam ja wreszcie na pol godzinna "przejazdzke" rowerem wodnym po stawie! :) Bylo naprawde milo - ludzie na lodkach i rowerach wodnych usmiechali sie do siebie nawzajem! :)))

A dzis znow trzeba bylo rano wstac do pracy! :) Ale na szczescie w pracy czas mi bardzo szybko mija i nie zdaze sie nawet obejrzec, jak juz jest 5:00 i moge isc do domu! Albo do biblioteki na internet, a potem do domu! :))) Albo do biblioteki, a potem do kina - tak jak to bedzie mialo miejsce w ten wtorek i w czwartek (choc akurat wtedy powinnam isc na angielski! :) A w piatek po pracy jade przeciez do Londynu i juz sie nie moge doczekac (chociaz okazalo sie, ze mamy maly problem z noclegiem :) Ale mam nadzieje, ze jeszcze wszystko sie ulozy! :))) A potem zanim sie obejrze minie miesiac i bede w Warszawie! I tego tez nie moge sie doczekac! :)))

sobota, 23 kwietnia 2005

62.

Wczoraj niespodziewanie odezwala sie do mnie znajoma Polka z kursu angielskiego. Napisala mi w SMSie, ze pare osob z kursu idzie wieczorem do klubu studenckiego i zebym do nich dolaczyla. Spotkalismy sie o 22:00 pod collegem i poszlismy najpierw do jednego z domow studenckich. Tam gralismy w kuchni w gre "Psychologia" :) To taka "gra salonowa", idealna na tego typu imperezy. Nie bede tlumaczyc, na czym polega, ale musze sie pochwalic, ze poszlo nam dosyc dobrze. Towarzystwo bylo bardzo mieszane - Hiszpanie, Belgowie, Japonka, Koreanczyk :) Bylo bardzo milo.

Wreszcie po polnocy dotralismy do klubu FND (podobno nazwa pochodzi od "Friday Night Disco", ale studenci zmienili ja na "Friday Night Discount", bo to tani klub tylko dla studentow :) Tanczylismy do zamkniecia, czyli do 2:30 w nocy. Potem wrocilam na piechote do domu i po 3:00 polozylam sie spac. A tu nad ranem wlaczyl sie alarm! Przez pare miesiecy byl spokoj, a teraz znow sie zaczyna - pierwszy raz wlaczyl sie w piatek rano, ale to bylo tuz przed tym, jak i tak musialam wstac do pracy. Natomiast dzis rano bylam naprawde zla, ze mnie obudzil! Ale na szczescie pozniej znow zasnelam i wstalam dopiero o 11:30 :)

Kto by pomyslal, ze znow bede studentka? :))) Wystarczy, ze chodze dwa razy w tygodniu (w praktyce duzo rzadziej :) na angielski do college'u i juz mam legitymacje studencka, ktora upowaznia mnie do znizek! :) Dzis dzieki temu ide taniej na 2 filmy do kina :) Zmienilam troche plany i dzis ide na "Vere Drake", a na "Upadek" jutro :) W tym tygodniu wybieram sie jeszcze w ramach Vivy na "Things that Make Life Worth Living", "Bombon" i "Nikotyne", ktora przegapilam w Polsce oraz na francuski film "Ma mere" i na "Donniego Darko" - to tutaj podobno kultowy film amerykanski z 2001 roku z Jakem Gyllenhallem w roli glownej oraz Drew Barrymore i Patrickiem Swayze w rolach drugoplanowych! :))) Brzmi ciekawie! :)))

piątek, 22 kwietnia 2005

61.

"Przyjaciele naszych przyjaciol sa naszymi przyjaciolmi" :) W Londynie bedziemy z Aneta spac wlasnie u "przyjaciela mojego przyjaciela", ktorego jeszcze nie znam :) Zapowiada sie bardzo ciekawie. Zreszta wkrotce zdam wam relacje :) Nareszcie skonczylam pisac relacje z Bratfootckiego Festiwalu Filmowego! :) Troche mi to zajelo, ale mozna juz ja znalezc w "Esensji" na stronie http://esensja.pl/magazyn/2005/final/iso/08_50.html Zaraz biore sie za pisanie drugiego odcinka :) A mialam juz z tym skonczyc raz na zawsze! :) Ale zawsze wiedzialam, ze jestem uzalezniona od pisania! Zreszta kazdy inaczej oswaja rzeczywsitosc - jedni pija, drudzy pala, a ja pisze :)))

Wlasnie mi powiekszyli objetosc skrzynki na "hotmailu", wiec nie bedzie mi sie juz teraz zapychal za kazdym razem, jak ktos przesle mi jakis "lancuszek szczescia" czy inna "madrosc zyciowa", ktora koniecznie nalezy wyslac do wszystkich przyjaciol :))) Bo ostatnio mam wrazenie, ze w Polsce zapanowala jakas epidemia tego typu praktyk! :) Pewnie powinnam sie cieszyc, ze mam tylu przyjaciol, ale ostatnio zapychali mi tylko skrzynke, wiec co to za przyjaciele!? :))) Zreszta przegladam te wiadomosci i od razu kasuje - zebyscie nie mieli zludzen, ze dalej je rozsylam! A juz na pewno nie liczcie na to, ze wezme udzial w "lancuszku szczescia" przez SMSa! :) Jedna wiadomosc do Polski kosztuje mnie 20 pensow! :))) Po Angli jest taniej, bo tylko 10 :) Ale tutaj bardziej sie oplaca dzwonic do znajomych, bo za krotka rozmowe placi sie tylko 5 pensow :)

Widze, ze z dzisiejszego pisania wyszedl mi "krotki odcinek o przyjazni" :) Przyjaciele to ludzie, z ktorymi mozna sie nie widziec przez miesiac, rok, a nawet pare lat, a mimo to przy kolejnym spotkaniu miec wrazenie, ze dopiero sie rostaliscie! :) To ludzie, z ktorymi zawsze ma sie wspolne tematy i z ktorymi mozna przegadac cala noc przy szklance herbaty. Nie wazne, ze czasem sa roztrzepani, nie maja czasu odpisac na maile, albo zapominaja o waszych imieninach (a propos - Anny jest tylko raz, 26 lipca :))) Najwazniejsze jest to, ze o was mysla, a w potrzebie sluza rada i pomoca! Tacy sa moi przyjaciele! :) Do zobaczenia pod koniec maja! :)))

60.

Postanowilam wrzucic jeszcze pare zdjec, bo wtedy blog fajniej wyglada :) Na razie w starych mailach znalazlam to zdjecie. To ja, jak jeszcze bylam "piekna i mloda" (teraz mi tylko "i" zostalo :))) W dodatku we wtorek wyszlo mi tzw. "zimno" na wardze i teraz wygladam duzo gorzej, chociaz od razu je posmarowalam pasta do zebow (stary, skuteczny sposob :) Mam nadzieje, ze wkrotce zniknie i bede ladnie wygladac na zdjeciach z Londynu! Dzis kupilam bilety (tydzien wczesniej kosztuja 20, zamiast 29 funtow :) Az trudno mi uwierzyc, ze za tydzien bede juz w Londynie :) Oczywiscie dam znac, jak bylo :)))

Na ten weekend niczego z Aneta nie planujemy. Ona nadal nie ma pracy, wiec musi oszczedzac, a  ja wybieram sie na dwa filmy dziennie do kina. W sobote ide wreszcie na "Upadek" i na komedie "Things that Make Life Worth Living" w ramach przegladu filmow hiszpanskich i latynoamerykanskich Viva, a w niedziele na "Vere Drake" i "Bombon" z cyklu Viva. Nadrabiam zaleglosci :) A poza tym dwa filmy jednego dnia kosztuja taniej :) Chociaz jak poszlam po raz pierwszy na 2 filmy pod rzad w zeszly czwartek, to zaplacilam drozej! Ale nie chcialam sie juz dluzej klocic z kasjerka, bo zaraz zaczynal sie film, tylko poszlam dwa dni pozniej z tymi biletami do menadzera, zeby mi oddali 2 funty (bo tyle przeplacilam :) Ale on zamiast tego dal mi darmowy, otwarty bilet (wart L3.30 :) ktory wykorzystam w przyszlym tygodniu! Podobno system im wyrzuca inna cene, niz powinien, ale nie mam chyba nic przeciwko temu :) Jesli za kazdym razem beda mi za to dawac darmowy bilet, to mi sie bardzo oplaca :)))

Acha, obiecuje, ze kiedys wrzuce tu najladniejsze zdjecia z Bratfoot (jak je wreszcie wywolam i zeskanuje :)))

środa, 20 kwietnia 2005

59.

Wzielam sie wreszcie za "Mala Apokalipse". Powinnam ja przeczytac w jeden dzien, za jednym zamachem, tak jak toczy sie akcja, ale niestety po pracy nie mam juz sily i zasypiam. Ale dzieki temu przenioslam sie na dwa wieczory do Warszawy i spedzialm je w "Trojkacie Bermudzkim" pomiedzy placem Trzech Krzyzy, Krakowskim Przedmiesciemi i Palacem Kultury :) Ksiazka ma dedykacje z 27 stycznia 1989 roku: "Drogiemu Janowi na pamiatke kuzynka z Polski". Domyslam sie, ze Jan juz nie zyje, a jego spadkobiercy oddali ja do biblioteki. A moze mam tylko taka nadzieje - ze Jan sam jej nie oddal? Wole myslec, ze zrobily to jego nie znajace polskiego dzieci.

Pogoda nadal jest koszmarna - maja tu cztery pory roku w ciagu jednego dnia! Jezeli rano swieci slonce, to niemal na pewno wieczorem bedzie padac i odwrotnie! Juz sie nie dziwie, ze Anglicy wciaz rozmawiaja o pogodzie! :) Slyszalam tu takie przyslowie ludowe: "Red morning, shepperd's warning" :) Ale tutaj tak na prawde trudno przewidziec, jaka bedzie pogoda. Wczoraj na przyklad widzialam piekny zachod slonca, a dzis rano znow padalo! :) Mam nadzieje, ze ktoregos dnia w koncu zrobi sie ladnie i bede mogla poplywac po stawie w Lister Parku :)

Nadal pracuje w Human Resources. Dzis powiedzieli, ze chca mnie zatrzymac na kolejne dwa tygodnie, a potem zdecyduja co dalej, co oznacza, ze jak im nie podpadne, byc moze zostane u nich az do przyjazdu do Polski, albo i dluzej. Najgorsze jest tylko to, ze informuja mnie z tygodnia na tydzien (teraz na dwa :) Wyglada zatem na to, ze nie przeszkadza im az tak bardzo fakt, ze za szybko pracuje :) Domyslalam sie, ze jeszcze tam zostane, bo zaczeli mnie uczyc nowych rzeczy, co w innym wypadku nie mialoby przeciez sensu. Ale z drugiej strony Anecie obiecywali podwyzke i kontrakt na stale, a w koncu stwierdzili, ze jednak wynajma firme z zewnatrz, ktora bedzie dla nich skanowac dokumenty i od poniedzialku Aneta nie ma pracy! Z nimi niczego nie mozna byc pewnym :)))

W kazdym razie dowiedzialam sie, ze maja o mnie dobre zdanie. Dostalam do wypelnienia ankiete z mojej agencji pracy, w ktorej napisano, ze beze mnie nie bylaby to ta sama firma :) I ze zarowno oni, jak i ich klienci bardzo mnie cenia :) I ze jak wypelnie ankiete, to moge wygrac bon towarowy :))) Oczywiscie mam zamiar ja wypelnic, szczegolnie, ze dolaczyli koperte zwrotna ze znaczkiem :))) Tu trzeba sie bardzo liczyc z opinia, bo to male miasto :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7