Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
sobota, 29 kwietnia 2006

167.

Powrot do pracy byl taki, jak przewidywalam, czyli trudny i bolesny :))) Przez caly tydzien trwa "Spring Training Week", a to oznacza, ze musialam prawie caly poniedzialek spedzic w towarzystwie xero i zrobic tysiace kopii nikomu niepotrzebnych dokumentow, ktore pewnie i tak trafia do kosza :) W dodatku xero sie zacinalo i tak czesto musialam je otwierac i wyciagac pogiete kartki, ze w koncu czesc maszyny zostala mi w reku :) Musielismy wiec zadzwonic po fachowca, a ja musialam sie nauczyc otwierac xero bez klameczki, ktora zlamalam :) W czasie lunchu spotkalam sie z profesorem, ktorego poznalam w autobusie z lotniska. Bardzo milo sie nam rozmawialo i umowilismy sie na czwartek na kolacje. Zaraz po pracy bylam umowiona z Pelagie na "Kolko Francuskie" w Titusie Salt. Oprocz nas przyszly jeszcze dwie Francuzki, ktore Pelagie poznala w samolocie wracajac po Wielkanocy :) Obie pracuje tutaj w szkolach podstawowych, uczac francuskiego. Po 19 bylam juz w domu i dosc szybko - szczegolnie jak na mnie - padlam do lozka i zasnelam :)

We wtorek dzien minal podobnie - na kserowaniu i pilnowaniu, zeby wszystko jakos skoordynowac :) Po pracy polozylam sie na pol godziny do lozka, a potem pojechalam z moja uczennica do Queensbury na lekcje polskiego. Ustalilismy, ze musimy jeszcze kiedys pojsc do Polskiego Klubu na obiad, bo bardzo im sie tam podobalo. Zaczelismy tez nowy temat - rezerwowanie pokoju w hotelu. Po lekcji spotkalam sie z kolega z Balmoralu, ktory w niedziele pozyczyl od nas jeden z filmow Seana ("Bezdroza"). Moja uczennica podwiozla nas do centrum, zostawilam rzeczy w domu i poszlam do Walkabout na jakis mecz (Sean napisal, ze bedzie go ogladal i zebym przyszla po polskim na piwo :) Opowiedzial mi, jak sie swietnie bawil w Hiszpanii i jaka mial pogode - az zaczelam zalowac, ze pojechalam w tym samym czasie do deszczowej Kalifornii :))) Wypilismy pare piw, az nas wyrzucili po polnocy z klubu, wiec poszlismy do mnie, ale zeby nie budzic Malwiny, usiedlismy na korytarzu, popijalismy piwko i rozmawialismy prawie do 4 rano :)

W srode mialam troche mniej pracy, bo wiekszosc zrobilam na zapas, ale i tak profesor Fell kazdego dnia przynosil mi jeszcze cos do skserowania, zebym sie nie nudzila :) Mialam tez pierwsze po przerwie zajecia z "Kreatywnego Pisania", w czasie ktorych poszlismy na spacer po uniwersytecie, bo pisalismy teksty o podrozowaniu (moj byl oczywiscie o Kalifornii :) Po pracy mialam kolejna lekcje polskiego, a potem wrocilam do domu. Malwiny kolezanka z pracy i jej chlopak przyszli skorzystac z internetu, a ja wpadlam wlasciwie tylko na chwile, zeby zostawic rzeczy i byc moze isc znow na mecz, choc dzis mielismy juz nie pic :) Ale Sean napisal, ze juz sie konczy i ze zaraz zajrzy do nas. Zaczela sie wiec nam powoli robic mala spontaniczna impreza :) Sean obejrzal moje zdjecia z Kalifornii i wyszedl jako ostatni, a my z Malwina zamiast isc spac, rozmawialysmy jeszcze do 2 rano :) A rano obie mialysmy problem ze wstaniem.

Czwartek uplynal mi dosc szybko - bylam juz tak nieprzytomna, ze wlasciwie nie wiedzialan, co sie dzieje :)  Szefowa stwierdzila, ze musze wiecej spac, bo moje zmeczenie ma zly wplyw na moja prace. Coz, rzeczywiscie zaczelam przyspypiac przed komputerem, ale to, co robie po pracy, to tylko i wylacznie moja sprawa :) W czasie lunchu poszlam do domu i przespalam sie pol godzinki, ale nie wiele to pomoglo. Po pracy bylam umowiona z profesorem z lotniska :) Przedtem poszlam z Malwina do College'u, bo mialam nadzieje, ze porozmawiam z Agnes, ktora chodzi do jej grupy, ale niestety jej nie bylo. Spoznilam sie 15 minut na spotkanie z profesorem, poszlismy na drinka, a potem na obiad do wloskiej restauracji Angelo's. Maja tam bardzo dobre jedzenie i duze porcje - ledwo dalam rade mojej salatce z owocow morza i wielgachnej kromce chleba z maslem czosnkowym i serem mozarella :) Profesor napil sie wina, ale ja stwierdzilam, ze zasne nawet po jednym lyku alkoholu! :) Znow milo sie nam rozmawialo - prawil mi komplementy i czytal z reki :))) A potem umowil sie ze mna na przyszly czwartek i odprowadzil pod dom :) Tym razem rozmawialysmy z Malwina tylko do polnocy :)

Dzis rano spoznilam sie jak zwykle pare minut (wczoraj az 10 :) i o dziwo profesor Fell byl juz na miejscu i zaczal podlaczac sprzet, ktorym wlasnie mialam sie zajac. Pomoglam mu dokonczyc i pozniej na szczescie nic juz ode mnie nie chcial. Szefowa poszla o 11 na jakies spotkanie i wrocila dopiero w poludnie. A ja w tym czasie nadrobilam troche zaleglosci w mailach, bo wczesniej w pracy nie mialam czasu, a w domu zasypialam :) 8 godzin roznicy to jednak duzo! Pod koniec pracy profesor Fell powiedzial, ze to byl udany tydzien, dzieki mojej ciezkiej pracy :))) I poszedl do domu, a ja wyslalam SMSa do jego syna, ktory wspominal o jakims specjaliscie od komputerow, jak bylam u nich w domu na branchu. Musze sie jak najszybciej dowiedziec, ile bedzie kosztowac naprawa mojego laptopa, bo nie zdecydowalam sie na zakup nowego w Stanach, choc sa duzo tansze. Po pracy mialam isc sie pakowac, ale Gemmie udalo sie mnie wyciagnac na jednego drinka do Lloydsa :) Byl tam rowniez Saj i pare osob z mojej bylej pracy. Zreszta caly pub byl pelen, bo Anglicy zaczeli juz swietowac dlugi weekend! :))) Bylam w domu przed 19 i zaraz przyszla Gosia. Obejrzalysmy zdjecia jej wnuczek i jak wyszla o 21, usiadlam do Internetu i tak siedze do tej pory! :) Malwina juz spi i ja tez sie klade, bo rano mam samolot do Dublina! :)

poniedziałek, 24 kwietnia 2006

166.

Jak wracalam w srode z lotniska, zagadal mnie jakis pan, ktory jak sie okazalo tez pracuje na naszym uniwersytecie. Jechalismy razem do centrum i umowilismy sie na poniedzialek na kawe. Planowalam, ze zaraz po powrocie do domu pojde spac, ale zaczelam opowiadac Malwinie jak bylo w Kalifornii, a potem odwiedzila nas Gosia i ze spania nici :) Poszlam do lozka dopiero kolo polnocy i spalam jak zabita :) W czwartek obudzilam sie dopiero o 16:00. Godzine pozniej Malwina wrocila z pracy, zjadlysmy obiad i przyszla Gosia, zebym pomogla jej wypelnic podanie o rezydencje. Potem dosc szybko poszlysmy spac, ale ja nie moglam zasnac. Moj zegar biologiczny calkiem sie przestawil i kazal mi o 4 nad ranem zabrac sie za jedzenie salatki, bo dla niego to byl dopiero wieczor :))) Oczywiscie obudzilam tym Malwine, ktora o 6 wstawala do pracy. Po jej wyjsciu posiedzialam troche w internecie, az wreszcie zasnelam kolo 9:00.

Niestety, o 12 musialam juz wstawac, isc do sklepu i zaczac przygotowywac jedzenie na wieczor. Zaprosilam pare osob na ogladanie zdjec z Kalifornii, ale okazalo sie, ze niektorzy jeszcze nie wrocili z ferii i przyszlo tylko pare osob. Ostatni gosc wyszedl o 6 rano, wiec w sobote mialysmy obie z Malwina problem ze wstaniem :) W koncu po poludniu udalo sie nam zwlec z lozek i poszlysmy na zakupy. Po drodze zwiedzilysmy pare sklepow z ubraniami, gdzie spotkalam znajomych z hotelu Balmoral. Przyjechal tez Shaz, ktory  zadzwonil do Malwiny i spytal gdzie jestesmy. Poszedl z nami do Argosu, gdzie kupilam sobie aparat cyfrowy, a potem do Tesco, gdzie pomogl nam zrobic zakupy, zaniesc je do samochodu, a potem do domu. Zostal tez na obiad i wyszedl dopiero przed 21, bo byl na szczescie z kims umowiony. My tez sie wystroilysmy i poszlysmy sie spotkac z Gemma i Sajem w Lloydsie. Pogadalismy troche, popilismy, a potem oni pojechali do domu, a my poszlysmy potanczyc. Ale wytrzymalysmy tylko do polnocy :)

W niedziele znow z trudem zwleklysmy sie z lozek i poszlysmy wreszcie zrobic pranie. Potem pobieglysmy do Polskiego Klubu na obiad z moimi studentami. Przyszlo 16 osob, w tym dwoje dzieci :) Jedzenie bylo bardzo dobre i wszyscy byli zadowoleni. Pare osob zostalo jeszcze na piwie, ale my wyszlysmy po 15 i Malwina poszla na spacer ze znajomymi z pracy, a ja wrocilam do domu. Zadwonil do mnie znajomy, ktory byl u nas w piatek i zobaczyl, ze mamy pare fajnych filmow na DVD i spytal, czy moglby ktorys pozyczyc. Sama pozyczylam je od Seana, wiec zaproponowalam, zeby przyszedl je obejrzec u nas, bo i tak mialysmy sobie zrobic seans filmowy. Przyszedl ze swoim niemieckim kolega i zaczelismy ogladac "12 malp" Terry'ego Gilliama. W miedzyczasie do Malwiny zadzwonil ktos, kto chce wynajac pokoj i spytal, czy chce go zaraz obejrzec. Nie podobal mi sie ten pomysl, ale znajomy zaproponowal, ze pojedzie z nia. Zostalam wiec sama z jego niemieckim kolega, ale na szczescie dosc szybko wrocili :) Po filmie panowie poszli do domu, a my zadzwonilysmy do Polski, a potem poszlsymy spac, bo w poniedzialek rano trzeba niestety wrocic do pracy!

165.

Przylecialam do Los Angeles w niedziele 9 kwietnia. Na lotnisku przepytali mnie i pobrali odciski palcow. Prosto z lotniska pojechalam do motelu i poszlam spac. W poniedzialek rano pojechalam do wypozyczalni samochodow, wsiadlam w Nissana Sentre i okolo 11:00 ruszylam do San Francisco. Jechalam droga 101 i zajelo mi to 8 godzin. Po pol godziny jezdzenia po calkiem obcym mi miescie znalazlam wreszcie swoj motel :) Recepcjonista namawial mnie na drinka, ale powiedzialam, ze jestem zbyt zmeczona i ide spac. We wtorek rano obudzil mnie deszcz. Wsiadlam w samochod i chcialam pozwiedzac miasto, ale w deszczu nie jezdzi sie zbyt latwo po ulicach San Francisco :) Postanowilam wiec pojechac do parku Muir Woods i zobaczyc czerwone sekwoje - podobno najwyzsze drzewa na swiecie :) Rzeczywiscie wygladaja pieknie, ale nie moglam nawet zrobic im za duzo zdjec, bo caly czas padal deszcz. Poslizgnelam sie nawet i upadlam. Na szczescie nic mi sie nie stalo, ale mialam dosc obcowania z natura, wiec wrocilam do miasta.

Po drodze zrobilam pare zdjec Golden Gate Bridge, ale nie wyszly za dobrze, bo wciaz padalo. Wrocilam wiec do motelu, gdzie okazalo sie, ze recepcjonistka jest Polka. Podpowiedziala mi, gdzie moge tanio sprawdzic maile. Napisal do mnie Andre - znajomy, z ktorym czatowalam na AOL w czasie mojego pierwszego pobytu w USA prawie 10 lat temu. Okazalo sie, ze mieszka i pracuje w San Francisco, wiec postanowilismy sie spotkac. Wieczorem pojechalam do pobliskiego Santillo na obiad. Zjadlam u Chinczyka i wrocilam do domu, bo zaczelo sie robic ciemno. Przejrzalam jeszcze 30 kanalow telewizyjnych, az w koncu zasnelam. W srode rano spotkalam sie z Andre i poszlismy na amerykanskie sniadanie. Pozniej wrocilam do motelu, gdzie przyjechal po mnie autobus i pojechalam na wycieczke krajoznawcza po miescie :) Stwierdzilam, ze moze zaczne sie lepiej orientowac w topografii miasta, jak mnie obwioza i pokaza, gdzie co jest. Niestety, przez cala wycieczke padal deszcz i nie moglam nawet robic zdjec.

Po wycieczce postanowilam pojsc do muzeum figur woskowych, bo pogoda nadal nie dopisywala i nie sprzyjala spacerom po miescie. Na szczescie wieczorem sie rozpogodzilo. Poszlam na spaghetti z owocami morza do "Tarantino's", a potem wrocilam do motelu i umowilam sie z recepcjonista na piwo, bo mnie meczyl. Wypilismy po dwa piwa, a potem odprowadzil mnie do domu. W czwartek rano spotkalam sie znow z Andre i pojechalismy na Fisherman's Wharf, czyli portowej czesci miasta.Wsiedlismy na lodke, ktora podplynelisy pod Golden Gate Bridge i wokol Alcatraz. Pogoda nareszcie dopisala i zrobilam bardzo duzo zdjec. Potem przejechalismy najbardziej kreta uliczka San Francisco - Lombard Street, a pozniej wjechalismy na wieze Coit, skad byl piekny widok na miasto. Stamtad pojechalismy do Berkley - miasteczka uniwersyteckiego i wrocilismy do San Francisco przez Bay Bridge. Odwiozlam Andre do pracy, a sama zostawilam samochod pod motelem i poszlam na piechote dalej zwiedzac miasto. Przejechalam sie slynnym tramwajem, kupilam plyte CD do samochodu i zjadlam sushi. Wieczorem recepcjonista chcial mnie znow wyciagnac na drinka, ale odmowilam, bo rano czekala mnie dluga podroz z powrotem do Los Angeles i wolalam polozyc sie wczesniej spac.

      

Widok na San Francisco i Golden Gate oraz pomnik marynarza.

  

Widok z lodki na Golden Gate i Alcatraz.

  

Najbardziej kreta uliczka w San Francisco oraz samochody zaparkowane na stromych ulicach miasta.

W piatek spakowalam sie, wymeldowalam z motelu i ruszylam do Los Angeles. Tym razem jechalam autostrada, wiec zajelo mi to tylko 6 godzin, ale przez pare godzin jezdzilam po tym ogromnym miescie w poszukiwaniu noclegu! Los Angeles sklada sie z ponad 80 malych miasteczek, ktore lacza sie ze soba i tworza jedno wielkie miasto. W koncu po polnocy znalazlam dosc tani pokoj i wreszcie padlam. Los Angeles, podobnie jak San Francisco, przywitalo mnie deszczem. A ja myslalam, ze w Kalifornii zawsze swieci slonce! :) Na szczescie w sobote rano juz sie rozpogodzilo. W swietle dziennym moj motel zrobil na mnie jednak nie najlepsze wrazenie, wiec pojedzilam w okolicach lotniska w poszukiwaniu innego. Kawalek dalej znalazlam troche drozszy motel, ale wygladal trloche bezpieczniej i mial basen :))) Przeprowadzilam sie wiec na druga strone ulicy, zalozylam stroj kapielowy i poszlam sie opalac :) W koncu postanowilam pojechac na plaze i zobaczyc zachod slonca nad Pacyfikiem. Dojechalam do Venice Beach, gdzie zrobilam pare zdjec, miedzy innymi to:

Na sobote wykupilam znow wycieczke krajoznawcza :) Rano przyjechal po mnie autobus, ktorym obwiezli mnie po miescie, pokazujac najwazniejsze atrakcje turystyczne, m.in. Farmer's Market, Rodeo Drive i Hollywood Boulvard. Na Framer's Market zobaczylam aktora filmow klasy B, ktorego nazwiska nie pamietam. Moze ktos go rozpozna? :) W kazdym razie zabawilam sie w paparazzi i zrobilam mu zdjecie z ukrycia, bo byl jedyna gwiazda filmowa, jaka spotkalam z Los Angeles :) Nie liczac sobotora Johnny'ego Deppa :))) Stal razem z innymi sobowtorami i postaciami z filmow pod Kodak Theatre. Jak przechodzilam, pocalowal mnie w reke, powiedzial ze jestem piekna i spytal, czy chce sobie zrobic z nim zdjecie :) Odpowiedzialam, ze jestem sama i nie mial by nam go kto zrobic, wiec zawolal Batmana, ktory pstryknal mi fotke z Piratami z Karaibow! :)

    

Slynny napis oraz tajemnicza gwiazda filmowa (juz wiem, kto to :) Nazywa sie Jason Lee i gral m.in. w filmach  Kevina Smitha ("Szczury supermaketu", "W pogoni za Amy", "Dogma", "Jay i Cichy Bob kontratakuja" i "Jersey Girl" ) oraz we "Wrogu publicznym", "U progu slawy" i "Vanilla Sky", a teraz gra glowna role w serialu "My name is Earl".

   

Vader z obstawa pod Kodak Theatre i Piraci z Karaibow! :)))

Po wycieczce pojechalam samochodem jeszcze raz na Rodeo Drive i Beverly Drive, zeby porobic zdjecia i jak zwykle wrocilam, jak juz bylo ciemno :) W niedziele znow przyjechal po mnie autobus do hotelu i zabral mnie do Universal Studio, gdzie spedzilam caly dzien. Niestety, wiekszosc tamtejszych atrakcji byla identyczna jak te w Orlando na Florydzie, gdzie bylam jakies 3 lata temu. Ale porobilam zdjecia i czas szybko mi zlecial. A wieczorem jak zwykle pojezdzilam troche po miescie. Pojechalam m.in. do sklepu ze sprzetem elektronicznym, zeby porownac ceny aparatow fotograficznych i laptopow, ale nie zdecydowalam sie na zaden zakup. W poniedzialek rano musialam sie spakowac i do poludnia opuscic pokoj, ale zanim zjechalam o trzeciej do wypozyczalni oddac samochod, przejechalam jeszcze Sunset Boulvard do Mulholland Drive i zajechalam pod UCLA - Univeristy of California Los Angeles. Tam obcykalam samochod, ktory mi wiernie sluzyl przez 9 dni, a potem go oddalam i pojechalam na lotnisko. Lecialam ponad 8 godzin do Amsterdamu, a stamtad po 3 godzinach czekania do Anglii. Po 30 bezsennych godzinach poszlam wreszcie spac i przespalam 15 godzin :)

   

Wejscie do Universal Studios i moj niezawodny samochod z automatyczna skrzynia biegow :)))

piątek, 14 kwietnia 2006
Sloneczna Kalifornia! :)))
164.
Nadal nie moge w to uwierzyc - jestem w Kalifornii! :))) Zyje i wszystko jest w porzadku :) Swietnie sie bawie i wydaje ciezko zarobione pieniadze :))) Ale warto bylo! :) Jak wroce wszystko dokladnie opisze i wrzuce zdjecia! :) A jest o czym pisac! :))) Dzis jestem ostatni dzien w San Francisco, a jutro jade do Los Angles, skad we wtorek mam samolot spowrotem do Anglii. Ja nie chce wracac! :( Ale musze zarabiac na kolejny wyjazd! :)
niedziela, 09 kwietnia 2006
California, here I come! :)

163.

We wtorek mialam problemy ze wstaniem. Poza tym bylam pewna, ze szefowa bedzie sie mnie czepiac, tymczasem byla bardzo mila! Nie wiem co jej sie stalo. Ale mialam dosc duzo roboty przez te cztery dni. Musialam nadrobic te 2 tygodnie laby! :))) Po pracy poszlam na chwile do college'u po materialy, a potem pojechalam na polski i tym razme nagrywalam ich na kasete, zeby dostarczyc "dowod rzeczowy" z lekcji :) Najpierw byli dosc przerazeni, ale potem im sie spodobalo :))) W srode robilismy to samo i bylo podobnie :) Z kazdym dniem mialam coraz wieksze klopoty ze wstaniem z lozka :) W czwartek po pracy usiadlam wreszcie do komputera i zarezerwowalam samochod oraz dwa hotele - jeden w Los Angeles, zebym miala gdzie spac zaraz po przylocie, a drugi na 4 noce w San Francisco. Potem wracam znow do Los Angeles, ale mam zamiar znalezc sobie jakis przytulny motelik po drodze :) Kupilam tez bilety do Dublina na weekend majowy i zarezerwowalam jedno-osobowy hotel w schronisku mlodziezowym. Potem poszlam do Lloydsa spotkac sie z Gemma. Nie siedzialysmy dlugo, bo bolala mnie glowa. Gemma powiedziala, ze moze wybierze sie ze mna do Dublina, ale pewnie bedzie podobnie jak z Kalifornia :)))

W piatek poszlam ostatni dzien do pracy i byla najwiecej roboty. W czasie lunchu poszlam do prowadzacej zajecia z "Kina Europejskiego", zeby omowic moj esej, z ktorego dostalam 58%. Powiedziala, ze to calkiem niezle, bo zdaje sie przy 40, a najwyzej daja z 70. Omowilysmy tez temat eseju, ktory mam napisac  w tym semestrze o "12 malpach" Terry'ego Gilliama i  "Molo" Christopha Markera i pozyczyla mi ksiazke o tym ostatnim, ktora wezme ze soba. Na 15:10 poszlam do lekarza, ktory mi przepisal krem ze sterydami, bo lekarstwo, ktore biore na skore wywolalu u mnie mala rakcje alergiczna. Powiedzial tez, zebym unikala slonca, bo ten lek zawiera w sobie witamine A! Jak ja mam unikac slonca w Kalifornii!? :))) Po wizycie u lekarza poszlam odebrac swoje wyniki z "Kreatywnego Pisania", z ktorego dostalam 60%, czyli troche lepiej :) Prowadzaca napisala mi w komentarzach "Pisz dalej" w ramach zachety :))) Po pracy posiedzialam jeszcze w internecie w poszukiwaniu pozytecznych informacji, a na 19 poszlam do polskiego klubu spotkac sie z moimi studentami. Pozniej przenieslismy sie do Blue Pelican, a na koniec w 3 osoby do Love Apple, zeby potanczyc.

W sobote obudzilam sie dopiero w poludnie, z bolem glowy. Zanim wreszcie zwloklam sie z lozka i poszlam z Malwina do sklpu, bylo po 15! :) Kupilam buty oraz dwie walizki - duza i mala. W sklepie spotkalysmy sie z Gosia i Kinga, ktore tez mi pomogly w wyborze walizek. Potem wrocilysmy z Malwina do domu na obiad. W koncu okolo 20:00 zabralam sie za pakowanie walizki i odpisywanie na zalegle maile. Zamowilam tez taksowke na 4 w nocy. Malwina poszla do Gosi i worcila dopiero w srodku nocy, a ja mialam nadzieje, ze troche sie przespie, ale jest juz po 1:00, a ja nadal nie jestem spakowana, wiec nie ma to juz chyba sensu. Zawsze chcialam pojechac do Kalifornia i czuje, ze spelnia sie moje marzenie, ale boje sie, ze moge sie roczarowac i ze nie bede miala juz o czym marzyc :))) Mam nadzieje, ze Kalifornia jednak  mnie nie rozczaruje! :)

  

Ramada Inn - moj hotel w Los Angeles :)

   

I Broadway Manor Inn - moj hotel w San Francisco :)

sobota, 08 kwietnia 2006

162.

We wtorek nadal bylam sama w pracy. Okazalo sie, ze szefowa wroci dopiero w czwartek, kiedy mnie juz nie bedzie. Zabralam sie wiec za ECDL, bo w srode mialam kolejny test, tym razem z Excela. Pochatowalam tez z Erykiem i powymienialam sie mailami z Gemma. Umowilysmy sie na srode wieczor, po mojej lekcji polskiego. Na lunch poszlam jak zwykle do domu, a po pracy pojechalam ze swoja studentka do Queensbury. Cwiczylismy nadal przedstawianie sie, ale tym razem musieli powiedziec wszystko z pamieci, a nie przeczytac z kartki! Wzielam tez notatki od 3 swoich studentek, bo w srode mialam miec wizytacje w college'u i pokazac jakies dowody na to, ze w ogole cos robimy na lekcjach! :))) Potem moja studentka podwiozla mnie do centrum, gdzie spotkalam sie z Malwina i poszlysmy do Seana na film. Obejrzelismy swietny film "Hedwig and the Angry Inch", ktory przeoczylam pare lat temu na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Pozyczylam tez od niego piec innych filmow ("Donnie Darko", "12 malp", "24-ta godzina", "Bezdroza" i nowa "Tozsamosc Borne'a"), bo Sean wyjezdzal w piatek do Hiszpanii, a ja mam nadzieje, ze uda mi sie je obejrzec jeszcze przed wyjazdem do Kalifornii.

W srode rano mialam kolejny test z ECDL i jak zwykle bylam pewna, ze tym razem juz na prewno go zawale, bo znow sie nie przygotowalam. Ale jak zwykle zdalam, tym razem z wynikiem 88% :) Najwyrazniej mam wrodzony talent do komputerow :))) W poludnie przyszla moja znajoma z "Kreatywnego Pisania" i poszlysmy razem na kawe, a zaraz potem zebralam sie na lunch. Po pracy mialam kolejna lekcje polskiego, na ktorej cwiczylismy przedstaiwanie sie. Po lekcji mialam isc do Delusa, ale Gemma wyslala mi SMSa, ze zle sie czuje i nie przyjedzie. Poszlam wiec do domu, po drodze piszac wiadomosc do Seana, ze tym razem my zapraszamy na film. Przyszedl okolo 22 i obejrzelismy "Wesele" :) Podobalo mu sie :))) W czwartek wreszcie sie wyspalam. Potem spakowalam plecak i pojechalam do Leeds. Odebralam bilety do Oxfordu i do Londynu, a potem poszlam na zakupy. Zdarlam juz prawie calkiem podeszwy i musialam kupic sobie nowe buty. Kupilam polbuty, ktore niezbyt mi sie podobaly, ale wygladaly na wygodne (potem sie okazalo, ze obcieraja i musialam chodzic z plastrami na nogach :) Wrocilam na dworzec i wsiadlam do pociagu. Po 3 godzinach bylam w Oxfordzie, gdzie czekali na mnie Magda i jej chlopak. Pojechalismy do domu i dosc wczesnie poszlismy spac, bo oni rano szli do pracy.

W piatek wstalam okolo 11, wzielam prysznic i pojechalam do centrum zwiedzac. Mialam ochote spedzic caly dzien w lozku, ale nie wypadalo - nie po to przyjechalam do Oxfordu, zeby spac! :) Poszlam wiec pod wieze Carfax i weszlam po 99 stopniach na gore. Jak zeszlam bylam jeszcze bardziej zmeczona, wiec kupilam bilet na dwupietrowy autobus turystyczny i przez 3 godziny jedzilam po Oxfordzie, podziwiajac miasto z drugiego pietra autobusu :) Objechalam trase 3 razy, za pierwszym sluchajac informacji po angielsku, za drugim po francusku, a za trzecim robiac zdjecia. Potem spotkalam sie z Magda i jej chlopakiem i pojechalismy do domu. Poszlismy do pobliskiego baru na piwo, a pozniej obejrzelismy w domu "Pojutrze" na DVD :) W sobote pojechalismy razem do centrum, ale oni szybko sie zmeczyli zwiedzaniem, wiec poszlismy do pubu "The Eagle and the Child", w ktorym Tolkien i m.in. Lewis Craroll czytali sobie nawzajem swoje dziela. Wieczorem w domu obejrzelismy znow film na DVD - tym razem "Ja, robot" i poszlismy spac :)

W niedziele przeszlam wreszcie trase z przewodnika! Zaczelam od Carfax Tower i przechodzac kolo Town Hall poszlam w strone Christ Church College, z charakterystyczna wieza, w ktorej znajduje sie zegar zwany Tomem i bijacy tylko raz dziennie - o 21:05 az 101 razy! :) Tylu bowiem bylo poczatkowo uczniow w tym college'u, a bicie dzwonu oznaczalo, ze zamykaja bramy. Uniwersytet w Oxfordzie nie ma jednego glownego budynku, tylko sklada sie z wielu college'ow. Jeden z nich nazywa sie University College i uczeszczal do niego m.in. Bill Clinton. Pozniej przeszlam kolo sklepiku Alicji z Krainy Czarow i weszlam na teren ogrodu War Memorial. Doszlam do Corpus CHristi College, Oriel College i Merton College. Minelam Postmaster Hall, Examination School i poszlam do Ogrodu Botanicznego na przeciwko Magdalen College (uwaga, wymawia sie "Modlin College"! :) Pozniej poszlam glowna ulica High Street kolo St. Edmund Hall i Queen College do New College i Hertford College. Na Broad Street stoi piekny Sheldonian Theatre i Bodleian Library z Divinity School. Na przeciwko jest najslynniejsza oxfordzka ksiegarnia Blackwells, w ktorej kupilam folder ze zdjeciami miasta. Obok jest Trinity College i Balliol College, a stamtad poszlam kolo kosciala St. Magdalen i pomnika Mertyrs' Memorial do Ashmolean Museum. Na przeciwko stoi piekny stary hotel Randolph, a obok Taylor Institute. Kawalek dalej jest Oxford Playhouse, w ktorym wystepowali Elizabeth Taylor i Richard Burton. Pozniej przechodzac kolo Worcester College i Ruskin College doszlam do synagogi. Stamtad poszlam pod Exeter College, Jesus College, Lincoln College i Brasenose College. Zrobilam tez pare zdjec z Kosciola St. Mary the Virgin z widokiem na Radcliffe Camera, a potem poszlam do Mitre Hotel na "Cream tea" - herbate i ciastko z kremem i dzemem. Tam doszli do mnie Magda i jej chlopak i wrocilismy do domu. Wieczorem obejrzelismy "Przyzwoitego przestepce" z Kevinem Spaceyem na DVD, pozegnalismy sie i poszlismy spac.

W poniedzialek wstalam okolo 10, spakowalam sie, zatrzasnelam drzwi i pojechalam do centrum. Znalazlam Turf Tavern, ktora jest znana glownie dzieki temu, ze podobno Bill Clinton nie palil tam skreta! :) Widzialam tez St. Anne College i Somerville College, ktory ukonczyla m.in. Margaret Thacher. W koncu stwierdzilam, ze widzialam juz wszystko w Oxfordzie, a ze mialam jeszcze ponad 3 godziny do pociagu, poszlam do kina na "Inside Man" :) Potem zjadlam obiad w "Pizza Hut" i poszlam na dworzec. Pociag spoznil sie 15 minut, ale potem nadrobil i w Leeds bylam tylko pare minut po czasie. Kupilam sushi w Bootsie i wsiadlam do pociagu do Bratfoot. Tuz po 22 bylam w domu i poszlam wyczerpana spac :) A oto fotki z Oxfordu:

  

  

Christ Church College i Exeter College

  

Lodki na Tamizie, zwanej w Oxfordzie Izis i przechowywalnia rowerow :)