Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 17 kwietnia 2011
Jak zostałam kuratorką :)

528.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Wydrukowałam wskazówki, jak mam nazajutrz rano dojechać do szkoły, w której miałam egzaminować kogoś z polskiego, oraz informacji o dwóch filmach, które pokazywałam wieczorem w Galerii II. Po pracy miałam casting na pokaz mody, który na cele charytatywne organizuje Nancy, czyli nasza Women's Officer. Wszyscy, którzy przyszli się zakwalifikowali, ja też :) W domu byłam dopiero o 18:30 i miałam na 19:30 iść na salę, ale zagadałam się z Sally przez Skype'a. Przesłała mi wreszcie zdjęcia z mojego weekendu u niej w Madrycie, ale trwało to do 1:00 w nocy! Obrobiłam w tym czasie zdjęcia z Amsterdamu i przeczytałam wreszcie jakieś informację na temat tego egzaminu! Lepiej późno niż wcale. W końcu około 2:00 w nocy poszłam spać.

We wtorek obudziłam się o 8:00 i na szczęście sprawdziłam maile, bo okazało się, że nie muszę jechać na ten egzamin, ale i tak mi zapłacą za mój czas zmarnowany na przygotowania :) Zamiast pójść dalej spać wrzuciłam zdjęcia z Madrytu na Fotki i od razu je opisałam. Zaczęłam też opisywać zdjęcia z Amsterdamu. W końcu wstałam, wzięłam prysznic i poszłam na 12:00 do pracy. W ramach dbania o nasze dobre samopoczucie, mieliśmy znów opłacony przez Students' Union masaż szyi, a potem
darmowy lunch :) W końcu zaczęłam robić analizę ankiety o bezpieczeństwie na głównej ulicy koło campusu, którą przeprowadziłam jakiś czas temu, bo okazało się, że nazajutrz mam przedstawić prezentację na temat jej wyników! Przed wyjściem z pracy przesłałam ją szefowi do sprawdzenia.

Po pracy poszłam do Galerii II na pierwszy pokaz filmowy w ramach mojego "Ania's European Film Salon" :) Nikogo jeszcze nie było, ale powoli zaczęli się schodzić
ludzie, a ja ich witałam. W końcu przyszło 7 osób, którym pokazałam "Le balon rouge" (The Red Balloon) i "Złodziei rowerów" (Bicycle Thieves / Ladri di biciclette). Bob przyniosła sok, chipsy i białe wino. Po filmach odbyła sie bardzo ciekawa dyskusja i ogólnie było bardzo miło. Potem szefowa galerii zaprosiła mnie do domu i siedziałyśmy u niej w kuchni, pijąc białe wino i rozmawiając. Nazwała mnie kuratorką filmową, co bardzo mi się spodobało jako mój oficjalny tytuł :) Do domu wróciłam dopiero o 23:00 i pogadałam chwilę z dziewczynami i z Krystianem zanim wreszcie poszłam spać.

  
Scena z "Czerwonego balonika" oraz Enzo Staiola i Lamberto Maggiorani w "Złodziejach rowerów".

W środę poszłam znów do pracy na 12:00 i zabrałam się za poprawianie mojej prezentacji PowerPoint. Szef poprosił, żebym dorzuciła jeszcze jeden slajd. Zgrałam ją na laptopa, którego wzięłam ze sobą na spotkanie, które zaczynało się o 13:00 w Desmond Tutu House. Przyszło na nie jakieś 10 osób i cztery z nich pochwaliły potem moją prezentację :) Około 14:30 wróciłam do pracy i zadzwoniłam do Enterprise, żeby spytać ile kosztowałoby wynajęcie samochodu od piątku rano do niedzieli rano. Chciałyśmy z dziewczynami pojechać w piątek do Blackpool, a w niedzielę na lotnisko, ale za drogo by to wyszło. Po pracy poszłam do domu i zastałam tam list z czekiem na 25 funtów za ten niedoszły egzamin z polskiego! :) Zjadłam zupę i zabrałam się za poprawianie ostatnich esejów dziewczyn!

W czwartek wstałam po 10:30, wzięłam prysznic i po drodze do pracy weszłam na pocztę, żeby spieniężyć ten czeka na 25 funtów :) Z pracy zadzwoniłam do firmy transportowej
, żeby spytać ile kosztowałby nas transport na lotnisko. Bo w niedzielę za tydzień lecę wcześnie rano z dziewczynami do Polski z Doncaster, a wynajem samochodu z opcją oddania go na lotnisku okazał się zbyt drogi. Ta firma okazała się dużo tańsza, ale chciałam to jeszcze omówić z dziewczynami. Po pracy poszłam do naszego Sport Centre i zapłaciłam 30 funtów za karnet ważny do końca maja. Popływałam sobie na basenie do 19:00, czyli ponad godzinkę, a potem wróciłam do domu. Porozmawiałam z Celine, a potem potańczyłam salsę z Krystianem. Później zrobiłam porządek w plikach i poszłam spać po 1:00 w nocy.

W piątek wstałam znów troszkę wcześniej i po drodze do pracy weszlam do firmy taksówkowej, żeby poznać ich cenę transportu na lotnisko w Doncaster. W pracy zadzwoniłam znów do tej samej firmy, co poprzedniego dnia i zarezerwowałam transportu za 40 funtów, bo okazało się, że to najtańsza opcja. Po pracy poszłam na kolejną próbę do pokazu mody i zostałam parę razy pochwalona, więc przyznałam się, że mam już doświadczenie :) W domu byłam po 19:30, a o 21:00 poszłam z Celine do 1in12 na pierwsze po dłuższej przerwie Kółko Francuskie. Poza nami nikt na nie nie dotarł :) Pograłyśmy więc w bilard, a potem wróciłyśmy do domu. Zastanawiałyśmy się nad pójściem na wielkanocne FND, ale się nam nie chciało, bo rano obie musiałyśmy wcześnie wstać, poszłyśmy więc wcześniej spać.

W sobotę wstałam o 8:00 rano, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i byłam gotowa do wyjścia, ale Krystian strasznie się grzebał. Wyszłam więc wcześniej z domu, a on doszedł do mnie na dworcu, ale pociag do Leeds uciekł nam dosłownie sprzed nosa. Musieliśmy więc poczekać na następny i przez to doszliśmy spóźnieni o 5 minut do klubu Loft, w którym od 10:00 miały być warszaty salsy. Na miejsacu okazało się, że wszystko zacznie się dopiero o 12:00! Poszliśmy więc do parku i Krystian zdecydował się iść do Royal Armour Museum, a ja postanowiłam położyć się na trawie i trochę zdrzemnąć :) Pogoda była bardzo ładna, więc dobrze mi się spało :) O 12:00 wróciliśmy do klubu i zaczęły się warsztaty. Najpierw poszliśmy na Bachatę dla początkujących, potem na Rumbę dla początkujących, a w końcu na Salsę Kubańską.

Po 15:00 była przerwa na lunch, więc kupiłam sobie sushi w sklepie i zjadłam je w tym samym parku. O 15:40 znów zaczęły się warsztaty i najpierw poszłam na Ladies Styling, a potem znów na Bachatę. Zajęcia skończyły się o 17:50 i Piotrek podwiózł nas do Bratfoot na dworzec. Tam czekała już na nas Ala, którą Krystian zaprosił na wieczorną imprezę. Poszedł z nią piechotką do domu, a ja podjechałam autobusem, bo nogi mnie już bolały i dotarłam przed nimi. Poszłam na godzinkę
do łóżka, a potem zjadłam zupę, założyłam sukienkę, którą specjalnie kupiłam na tą okazję i umalowałam się. O 22:04 wsiedliśmy we trójkę w pociąg do Leeds. Impreza trwała do 4:00 rano i tak się wytańczyłam, że ledwo mogłam chodzić :) Wróciliśmy taksówką za 28 funtów razem z jeszcze jedną dziewczyną, więc wyszło po 7 funtów na głowę. W domu byliśmy o 5:00 rano, ale zanim poszłam spać dochodziła 6:00.

Dzisiaj obudziłam się najpierw po 10:00, potem w południe, ale wstałam dopiero przed 15:00 :) Wzięłam prysznic i zjadłam zupę na "śniadanie", bo nic innego już nie miałam, a potem poszłam do sklepu, żeby kupić coś do jedzenia. Morrison był już zamknięty, więc poszłam do Tesco, a stamtąd na 17:00 do Balangii na film "Generał - śmierć na Giblartarze" Anny Jadowskiej. Przyszły trzy osoby, ale obraz był zamazany i dźwięk też nie najlepszy, choć chłopak Danusi robił co mógł. Zaczynamy się poważnie zastanawiać nad powrotem do 1in12. Po filmie zostaliśmy na gulasz z buraczkami w towarzystwie jakiś "buraków". Paru kolesi jadło, piło piwo i przeklinało. Wyszliśmy więc dość szybko, a że Barbara i Piotr
mnie podwieźli, to byłam w domu już po 19:00. Przed snem porozmawiałam z rodziną przez Skype'a. A potem przyszli do mnie Krystian i Celine i porozmawialiśmy do północy.

  
Nasz plakat do filmu "Generał - Zamach na Gibraltarze" i Krzysztof Pieczyński jako gen. Sikorski.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Colours Ball :)

527.

We wtorek nie udało mi się wstać na 11:00 na darmowe Tai Chi zorganizowane w ramach pracy, tylko dotarłam dopiero na 12:00. Kupiłam bilet na Colours Ball w Hiltonie, czyli coroczną uroczystość wręczenia nagród studentom zasłyżonym w dziedzinie sportu, stowarzyszeń lub wolontariatu. Pracownicy oraz członkowie klubów sportowych i stowarzyszeń, którym przyznano nagrody, płacili połowę ceny, czyli tylko 12.50, a nie 25 funtów. Zdecydowałam się więc pójść, bo w przeciwieństwie do zeszłego roku, teraz lubię więcej osób, z tych z którymi pracuję. Po pracy wróciłam do domu zachaczając po drodze o bankomat. Na obiad zjadłam jajecznicę, bo nie miałam już właściwie nic innego w lodówce i zabrałam się za odpisywanie na maile, a potem sprawdziłam i poprawiłam esej Jacqueline. Skończyłyśmy o 21:30 i byłam dość zmęczona, więc wykręciłam się z salsy, choć obiecałam wcześniej Krystianowi, że poćwiczymy. Usiadłam zamiast tego do komputera i poszłam spać dopiero po 24:00.

W środę wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Szefowa poszła na urlop do końca tygodnia, a my mieliśmy urwanie głowy. Sportowcy jechali do Huddersfield na Varsity, czyli coroczne rozgrywki pomiędzy naszymi dwoma uniwersytami, a ja musiałam dopilnować, żeby zabrali się odpowiednimi autokarami :) W dodatku pod koniec dnia kasa się nie zgadzała i brakowało nam ponad 200 funtów. W końcu o 17:00 wsiadłam we free busa i pojechałam do sklepu, żeby kupić sukienkę na bal. Po przymierzeniu 14 kupiłam jedną, która nadaję się na salsa party, ale nie na bal. Stwierdziłam, że założę jakąś starą sukienkę, ale ta którą miałam na mysli okazała się za mała, więc została mi tylko jedna. Zjadłam kolację i poćwiczyłam salsę z Krystianem. Potem ściągnęłam zdjęcia z Amsterdamu, które przesłała mi znajoma. Później dziewczyny przyszły pogadać o wycieczce do Blackpool i dojeździe na lotnisko w Doncaster przed naszym wylotem do Polski, więc spać poszłam znów dopiero po północy.

W czwartek obudziłam się o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Załapałam się na darmowy lunch zorganizowany z okazji wręczenia nagrody babce, która organizuje wycieczki dla studentów. I całe szczęście, bo nie wracałam po pracy do domu, a zreszta i tak lodówkę miałam pustą :) Prosto po pracy poszłam pomóc Mansi w jej badanich i testowaniu jakiegoś narzedzia do malowania (coś typu Paintbrush), które sama zaprojektowała. Potem poszłam do Gallery II na otwarcie wystawy prac Roberta Hope. Tam podszedł do mnie Matt, który jak się okazało wrócił w sobotę z Tajlandii! Podobno był w niedzielę na polskim filmie "Nóż w wodzie", ale oczywiście mnie tam nie zastał. Przeżyłam więc lekki szok, ale starałam sie tego po sobie nie okazywać. Napiliśmy się wina i porozmawialiśmy trochę. Potem poszliśmy razem do Tree House na zupę i pokaz filmów z Afryki, ale wkrótce wyszliśmy i poszliśmy do Weatherspoon na drinka. Matt zapytał, czy może iść do mnie, ale odpowiedziałam, że nie. Wróciłam do domu i porozmawiałam do północy
z Celine. W końcu o 1:00 poszłam spać.

  
Jedna z prac Roberta Hope'a (autystycznego alter ego artysty z Haworth) oraz Tree House.

W piątek wstałam o 9:30, wzięłam prysznic i na 10:50 poszłam do Health Centre po recepty. Potem zajrzałam od razu do apteki, żeby je wykupić, a później wróciłam do domu na śniadanie. Sprawdziłam maile i okazało się, że Matt poprzedniego dnia zostawił torbę w Trre House, a że mnie tam kojarzyli, poprosili, żebym dała mu znać. Wysłałam więc do niego SMSa i poszłam na 12:00 do pracy. Pod koniec dnia znów nam się kasa nie zgadzała, ale tym razem było prawie 300 funtów za dużo! Nie wiem, co się ostatnio dzieje. O 16:00 zamknęłam recepcję i podjechałam free busem do centrum, żeby kupić make up i poszukać jeszcze na ostatnią chwilę jakiejś sukienki. Bezskutecznie. Kupiłam jedzenie w Morrisonie i wróciłam do domu. Przebrałam się, umalowałam, uczesałam i na 18:45 poszłam do Hiltonu. Kolacja była bardzo smaczna, a potem zaczęły się tańce. O północy poszłam z ludźmi z pracy na FND. Później doszły też moje dziewczyny ze znajomymi, ale nie potańczyłam z nimi, bo koleś z pracy mnie nie opuszczał na krok. W końcu o 4:00 rano babki z pracy podrzuciły mnie taksówką do domu i o 5:00 poszłam spać :)


  
Przy stoliku na Colours Ball oraz Adam Sandler i Jack Nicholson w filmie "Anger Management".

W sobotę obudziłam się po południu i spędziłam cały dzień w domu. Przegrałam zdjęcia z Amsterdamu, a potem się zdrzemnęłam. Przed snem obejrzałam  "Anger Management" (Dwóch gniewnych ludzi) na YouTube. W niedzielę wstałam w południe, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i ogarnęłam trochę pokój, zanim o 14:30 przyszła Sarah na polski. Po dwóch godzinach lekcji podrzuciła mnie na film "Sami swoi" do Balangi, na który dotarły oprócz mnie tylko dwie osoby, ale którym bardzo się podobał :) Ponieważ pamiętałam, że film był czarno-biały, a tymczasem ten był kolorowy, pomyślałam, że to jedna z kolejnych części trylogii, ale okazało się po prostu, że go "skoloryzwali" w 200 roku. Po filmie dotarł do nas jeszcze jeden były mój uczeń i zjedliśmy razem obiad. W końcu o 19:30 wyszliśmy wszyscy i wróciłam do domu. Sprawdziłam maile, a potem zabrałam się za sprawdzanie esejów Celine i Jacqueline. Trwało to trzy godziny i zanim skończyłyśmy, minęła północ. A zanim poszłam spać minęła 1:00 w nocy.

  
Plakat do naszego pokazu filmu "Samych swoi" i "podkoloryzowani" Kargul i Pawlak.
sobota, 09 kwietnia 2011
I AMsterdam :)

526.

W sobotę wstałam o 4:00 rano i wzięłam prysznic. O 5:10 wsiadłam w autobus na lotnisko, a o 7:00 wsiadłam w samolot i poleciałam do Amsterdamu. Wylądowałam około 9:00 tamtejszego czasu, kupiłam bilet na pociąg do stacji RAI, a tam wsiadłam w tramwaj i w końcu dojechałam do znajomych na śniadanie :) Porozmawialiśmy trochę, a potem wyszliśmy razem po południu na spacer po mieście. Najpierw podjechaliśiemy tramwajem na Plac Muzeów (Museumplein) i zwiedzliśmy Muzeum Biblii za darmo. Jak dotarliśmy na placu Dam, akurat trwała tam bitwa na poduszki pod Nationaal Monument :) Kiedy ich córeczka zasnęła w wózku, poszliśmy do Dzielnicy Czerwonych Latarnii. A jak się obudziła, poszliśmy na plac zabaw i oni tam zostali, a ja
po 17:00 wsiadłam na łódeczkę i popłynęłam na przejażdzkę po kanałach. Po ponad godzinnej wycieczcę wsiadłam w tramwaj i wróciłam do nich do domu. Zjedliśmy razem kolację i pogadaliśmy do 1:00 w nocy sącząc wino :) Lubię takie "nocne Polaków rozmowy", szczególnie że zdarzają mi się już coraz rzadziej.

  
Znak "I AMsterdam" oraz bitwa na poduszki na placu Dam pod pomnikiem Nationaal Monument.

W niedzielę rano wstaliśmy po 11:00 i zjedliśmy razem śniadanie. Potem oni zostali w domu, a ja wsiadłam w tramwaj i pojechałam znów na Plac Muzeów. Przez SMSy umówiłam się na wieczór z jednym z Couch Surferów na placu Lejdy (Leidseplein), więc poszłam zobaczyć gdzie to jest. Potem pochodziłam po mieście, ale z mojego pobytu sprzed 14 lat rozpoznała tylko plac Dam i Muzeum Madame Tussaud. Nie weszłam do żadnego muzeum, bo pogoda się popsuła i wszędzie porobiły się kolejki. Dotarłam za to do placu Rembrandta i do parku Weirtheim. W końcu po 17:00 wróciłam do znajomych i zjedliśmy razem obiad. Znów trochę porozmawialiśmy o różnicach i podobieństwach pomiędzy Anglią i Holandią. Później na 21:15 pojechałam na plac Lejdy, gdzie spotkałam się z Couch Surferem, ktory zabrał mnie najpierw na bilard, a potem na piwo i bardzo miło spędziłam wieczór :) Wróciłam do domu ostatnimi tramwajami po 1:00 w nocy.

  
Różne parkingi rowerowe w Amsterdamie, np. na zacumowanej barce i przy wielkich klockach Lego :)

W poniedziałek obudziłam się o 9:00 i sama zjadłam śniadanie, bo moi znajomi poszli do pracy i zabrali córeczkę do przedszkola. Wyszłam z domu o 10:00 i podjechałam na plac Lejdy po bilet do parku  Keukenhof. Tam wsiadłam w autobus na Schiphol, a potem w drugi, który zawiózł mnie do samego parku. Zeszłam całe 32 hektary w 3 godziny i porobiłam mnóstwo zdjęć! :) Są tam nie tylko tulipany, z których Holandia jest najbardziej znana, ale także
inne kwiaty cebulowe, m.in. hiacynty, krokusy, narcyzy i lilie. Nie wszystkie jeszcze zakwitły w samym parku, ale pawilony były pełne kolorowych kwiatów. O 16:30 wróciłam do domu moich znajomych, zjadłam tosta i po 17:00 pożegnałam się z nimi i pojechałam na lotnisko, gdzie dotarłam bez problemu, nie licząc bałaganu z kupieniem biletu na pociąg. W samolocie się przesiadłam na inne miejsce, bo wokół mnie jechały jakieś angielskie buraki. W Bratfoot byłam o 19:00, a o 20:30 już w domu. Zjadłam kolację i o 21:30 poszłam do Polskiego Klubu na salsę. Tańcowałam do północy, m.in. z moim pierwszym nauczycielem Nikolaiem :)

  
Park Keukenhof ("Ogród kuchenny") lub tzw. Ogród Europy z lotu ptaka oraz dywan z tulipanów.
sobota, 02 kwietnia 2011
Z powrotem w pracy!

525.

W poniedziałek znów nie mogłam zasnąć do jakiejś 3:00 nad ranem. W końcu wstałam o 11:00, wzięłam prysznic i na 12:00 poszłam po raz pierwszy od półtora tygodnia do pracy. Tam czekała już na mnie ulotka reklamująca pokazy filmów, które zorganizowałam wspólnie z Galerią II. Prosto po pracy, o 17:00 podjechałam na dworzec i pojechałam do Leeds. W Bootsie na dworcu kupiłam sushi oraz herbatę. Zjadłam i wypiłam wszystko na ławce, a potem podjechałam autobusem do mojej pani shrink. Powiedziała, że robię postępy. Spowrotem w domu byłam już o 22:00, więc odpisałam na zaległe maile i zabrałam się za poprawianie eseju Celine. Zasiedziałam się znów na Internecie i poszłam spać o 2:00.


Ulotka reklamująca moje pokazy filmowe w Galerii II: "Ania's European Film Salon" (pierwsza strona :)

We wtorek poszłam do pracy na 11:00 na zebranie, na którym dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Wyszłam z pracy godzinę wcześniej, czyli o 16:00 i pojechałam prosto do sklepów - najpierw po make up, a potem do polskiego sklepu i na koniec do Morrisona po jedzenie. W końcu wróciłam free busem do domu i zjadłam obiad, a o 19:30 poszłam z Krystianem na salsę. Tym razem Teo przyszedł, więc była lekcja, za która musieliśmy zapłacić po 3 funty. Ale kupiliśmy taniej bilety na imprezę w sobotę 16 kwietnia. Po jego wyjściu zostaliśmy z Krystianem na sali i poćwiczyliśmy do 22:30. W domu odprawiłam się online, a potem obejrzałam kolejne odcinki "Spadkobiercy" i
o 1:30 poszłam spać.

  
Plakat reklamujący imprezę taneczną w Leeds oraz zdjęcie reklamujące serial "Spadkobiercy" :)

W środę wstałam o 8:30, bo o 9:30 przychodziła Sarah na kolejną po przerwie lekcję polskiego. Podwiozła mnie potem na 12:00 do pracy. Z każdym dniem byłam coraz bardziej zajęta i zmęczona. Po pracy wróciłam do domu, zjadłam obiad i poprawiłam dwa eseje Jacqueline. W połowie poprawiania drugiego przyszli Mikael i Ronaldo, ale tylko się z nimi przywitałam, a potem zabrałam się za wysyłanie ulotki reklamującej mój Salon Filmów Europejskim znajomym :) Jak wychodzili udawałam, że śpię, bo siedzieli u Jacqualine godzinę i nie chciałam, żeby teraz zasiedzieli się u mnie. Szczególnie, że miałyśmy jeszcze z Jacqueline dokończyć poprawiać ten jej esej. Ale i tak spać poszłam dopiero o 2:00 w nocy.


Dokładniejszy program pokazów filmowych w Galerii II - dwa w kwietniu i dwa w maju. Zapraszam :)

W czwartek wstałam znów o 8:30, bo od 9:30 do 13:00 miałam w pracy
kurs na temat radzenia sobie z trudnymi ludźmi :) Było nawet ciekawie, ale najważniejsze, że nie musiałam w tym czasie pracować :) A ponieważ przyszłam wcześniej, wyszłam z pracy już o 14:30 i wróciłam do domu. Zrobiłam pranie, a potem zdrzemnęłam się do 22:00. Wtedy wstałam, zjadłam obiad i odpisałam na zaległe maile. Potem wysłałam wiadomości do Couch Surferów z Amsterdamu, że przyjeżdżam w ten weekend z pytaniem, kto chciałby się ze mną spotkać w niedzielę wieczorem. W końcu zarezerwowałam hostel w Krakowie dla siebie, dziewczyn i Alaina w czasie Wielkanocy i poszłam znów późno spać, bo dopiero o 3:00 rano!

W piątek obudziłam się o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Cały dzień mieliśmy straszne urwanie głowy, więc szefowa zdecydowała, że kończymy wcześniej i przed 17:00 poszłyśmy we dwie na drinka do baru na dole. W domu byłam więc dopiero po 18:00, szczególnie, że po drodze wyjęłam jeszcze pieniądze na czynsz  z bankmatu i poszłam do sklepu
po piwo na wieczór. Zjadłam obiad, zapłaciłam za pokój i w końcu poprawiłam Celine esej. Po 21:00 dziewczyny poszły do Douglas Tower na urodziny Mikaela, ale ja i Krystian doszliśmy później, bo musiałam na niego zaczekać. Przyszliśmy więc dopiero około 21:30 i godzinkę później już wróciliśmy, bo musiałam się wyspać przed wylotem do Amsterdamu!