Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
czwartek, 26 maja 2005

80.

Mialam nadzieje, ze zdjecie z balu bedzie gotowe przed moim wyjazdem, ale niestety, mam sie po nie zglosic w przyszlym tygodniu, a to oznacza, ze odbiore je dopiero na poczatku czerwca :) W dodatku moj "ksiaze" przyslal mi dzis SMSa, choc mialam nadzieje, ze juz o mnie zapomnial :) Mialam tez nadzieje, ze uda mi sie wyprowadzic z Balmoralu przed moim przyjazdem do domu, ale ta rowniez okazala sie plonna :) Niestety, jak to mowia "nadzieja matka..." itp. itd. A propos - dzisiaj w Polsce Dzien Matki (w Anglii obchodzili go w marcu! :) Pamietaliscie, zeby zlozyc zyczenia i kupic prezent lub kwiatki? Ja w prezencie dla mojej mamy przyjade do niej na tydzien juz za 2 dni! :)))

Wczoraj bylam w kinie. Spotkalam mojego ulubionego biletera, z ktorym zawsze rozmawiamy o nowych filmach :) Obejrzalam "Hotel Rwanda" - nie najlepszy film oparty na faktach. Juz po reklamie mozna bylo sie domyslec, ze nie nalezy sie zbyt wiele po nim spodziewac, ale mimo to wybralam sie na niego ze wzgledu na aktorow - Nicka Nolte i Joaquina Phoenixa. Duzo lepszy byl "Kinsey" - tez biograficzny, a jak swietnie zrobiony! Bardzo mi sie podobalo zakonczenie - a to rzadkosc, jesli chodzi o amerykanskie filmy :)))

Jutro ostatni dzien na zakupy przed wyjazdem! W piatki zawsze pol godziny wczesniej koncze prace, ale mysle, ze zrobie sobie godzinna przerwe na lunch i wtedy pochodze po sklepach. A po robocie wpadne jeszcze po raz ostatni na internet do biblioteki. Potem musze biec do domu, zrobic pranie, spakowac rzeczy i nadac relacje dla programu I Polskiego Radia. Agnieszka znow mnie poprosila, zebym opowiedziala cos o filmach w Anglii. Zachecam do sluchania jej audycji - jak zwykle miedzy 23:00 a 24:00. Do uslyszenia! :)

środa, 25 maja 2005

79.

Wczoraj zainstalowali nam nowe komutery i od tej pory nie moge w pracy otworzyc "hotmaila"! Dopiero po pracy, w bibliotece, czytam wasze maile! Ale "o2" mi sie otwiera - widocznie na polskie strony nie ma szlabanu, bo nie pomysleli, ze ktos moze na nie wchodzic :)))) Dlatego mozecie pisac do mnie na "o2.pl" (nick ten sam, co zawsze i wszedzie :) A dzis jest dla mnie wielki dzien! :) Rano mialam swoje pierwsze interview! :) Przynajmnie pierwsze w Anglii! :))) I bylo bardzo milo i przyjemnie! :) A nawet powiedzialabym, ze zabawnie :))) Wiecie, jak to jest, jak sie idzie na rozmowe o prace, na ktorej wam nie zalezy - zero stresu! :)))

Przepytywaly mnie trzy osoby (dwie biale kobiety i jeden Hindus - moj "ewentualnie" przyszly szef :) Najpierw pytali mnie o takie glupoty jak "co to znaczy: tajne?" lub "dlaczego nadajesz sie do tej pracy?" albo "czym zajmuja sie Social Services" (pomoc spoleczna :) albo "jak sie zachowasz, jak ktos zacznie na ciebie krzyczec przez telefon?" albo "jak zareagujesz, gdy kazemy ci przerwac, to co robisz i zajac sie czyms innym?" itd. itp. :))) A potem mialam tzw. test, czyli musialam na przyklad policzyc (bez kalkulatora :) ile godzin pracowalam, jesli przyszlam o 8:10, o 12:05 wzielam pol godziny lunchu, a wyszlam o 4:55 :))) Pozniej bylo jeszcze trudniej - jezeli w pierwszym tygodniu pracowalam 37 godzin, w drugim 40 godzin i 20 minut, w trzecim 32 godziny i 50 minut, a w czwartym 35 godzin i 10 minut, to ile przepracowalam w miesiacu?! :))) I byla jeszcze lista 14 nazwisk, ktora musialam uporzadkowac wedlug alfabetu :))) I pare wyrazow, ktore trzeba bylo poprawic, jesli byly zle napisane - z tym mialam najwiekszy problem, bo to tzw. spelling (jednego z tych wyrazow nigdy nie widzialam na oczy :))) Ale poszlo mi calkiem niezle. Acha, w miedzyczasie musialam odebrac telefon i zapisac wiadomosc :))) Niezla jazda, co? :)))

Wlasciwie musze przynac, ze bylam na to przygotowana, bo pracujac w Human Resources widzialam testy tzw. Home Care Assistant, czyli ludzi, ktorzy zajmuja sie starszymi osobami - robia im zakupy i opiekuja sie nimi, odwiedzajac ich w domach. Tam byly pytania typu: "W szafce znajduje sie tylko pare skladnikow (tu je wymieniano :) Co ugotujesz twojemu podopiecznemu na obiad?" Albo "Dostajesz 50 funtow z renty swojego podopiecznego, 15.49 wydajesz na zakupy, 10 na gaz. Ile oddajesz swejemu podopiecznemu?" Pamietam, jak sie z tego wtedy nabijalam! :))) A teraz sama padlam ofiara podobnego testu! :))) Ale rozmowa byla bardzo mila i mialam wrazenie, ze moj "przyszly" szef mnie polubil, bo jak szlismy na test, to podpowiedzial mi, zebym przekrecila kartke, bo na drugiej stronie tez sa pytania! :))) Powiedzial mi to szeptem, wiec chyba nie kazdemu podpowiada :))) Swoja droga zastanawiam sie, czy przekrecilabym ta kartke, gdyby mi o tym nie powiedzial :)))

Kiedy wychodzilam na rozmowe ze swojej terazniejszej pracy wszyscy zegnali mnie, jakbym szla na pogrzeb :) Powiedzialam im, ze to tylko interviewi ze przeciez jeszcze jej nie dostalam! Ale byli na tyle mili, ze nie policzyli mi mojej prawie poltoragodzinnej nieobecnosci, jako przerwy, ktora powinnam odpracowac, tylko kazali mi niczego nie pisac w zeszycie, w ktorym wpisujemy, ile czasu pracujemy i normalnie wziac pozniej godzine lunchu! :) To bardzo milo z ich strony! Trzy godziny po moim powrocie z rozmowy zadzwonil telefon - Saj (moj szef :) powiedzial, ze dostalam ta prace! :) Mam zaczac w poniedzialek 13 czerwca, czyli tydzien po moim powrocie z Polski! Jak sie domyslacie, bylam w lekkim szoku. Wlasciwie nadal jestem! :))) Robota nie jest zbyt ciekawa - wiadomo, praca biurowa - ani zbyt dobrze platna, ale przynajmniej pewna, a nie przedluzana z tygodnia na tydzien, wiec ja wezme! :) Mimo, ze pol godziny pozniej zadzwonil znajomy z Oksfordzkiej agencji pracy mowiac, ze czegos mi tam poszuka. Ale zdecydowalam, ze przyjme ta prace, bo da mi poczucie bezpieczenstwa, z ktorym duzo latwiej szuka sie innej pracy. A potem wezme ktoregos dnia wolne i pojade do Oksfordu na rozmowe. W tej pracy bede miala miesiac wypowiedzenia, wiec w razie czego sie zwolnie! :) Jeszcze nikomu o tym nie powiedzialm - postanowilam, ze nie powiem rodzinie dopiero, jak przyjade do domu. Dzis zaczal sie w Polsce dlugi weekend, wiec do mojego przyjazdu nie zajrza do internetu! :) A co bedzie dalej, zobaczymy! :))) A teraz koncze i ide do kina! :)

wtorek, 24 maja 2005

78.

Tak wyglada polski tort! :) Juz sie nie moge doczekac przyjazdu do Polski i normalnego jedzenia! :)))

Tutaj wszystko smakuje tak samo! :) Wszystko jedno, co czlowiek je, zawsze smakuje "sztucznie"! :)))

poniedziałek, 23 maja 2005

77.

Czego to czlowiek nie robi dla sztuki! :))) Pomyslalam, ze jak pojde na bal do Hiltona, to bede miala o czym pisac na blogu! Wydalam 30 funtow, poprosilam rodzine, zeby przysalali mi sukienke (co tez kosztowalo :) i poszlam "balowac" :) Mialam nadzieje, ze dolaczy do mnie Agata z dwoma kolegami, ale oni w ostatniej chwili stwierdzili, ze to jednak za drogo, o czym powiadomili mnie telefonicznie, jak juz bylam w srodku. Weszlam na sale, gdzie staly okragle stoly, przy ktorych siedzialo po 8 osob - tak na oko na sali bylo prawie sto osob. Wygladalo to zupelnie jak na filmie :) Dosiadlam sie do czterech dziewczyn i jednej pary, tak ze miejsca kolo mnie byly wolne. Dziewczyny poprosily mnie, zebym zrobila im zdjecia (po jednym kazdym aparatem :) Dochodzila 21:00 i nareszcie podano kolacje :) Ustawila sie kolejka do "szwedzkich stolow". Pomyslalam sobie, ze jak tyle wydalam na bilet, to powinnam to chociaz "odjesc" i "opic" :))) Ale przed wyjsciem z domu zjadlam pizze, wiec nie dalam rady za duzo zjesc (choc nie odmowialam sobie lososia i tortu truskawkowego :) musialam sie wiec skupic na piciu :) Na kazdy stol przypadal sok, wino i piwo. Moi wspolbiesiadnicy szli do baru i kupowali sobie drinki, wiec te napoje wystarczyly mi do konca zabawy, czyli do 2:00 rano :)

Jak sie juz najedlismy, ogloszono, ze na koncu sali czeka fotograf i kazdy moze sobie w cenie biletu zrobic jedno zdjecie. Oczywsicie poszlam skorzystac z okazji i po dwoch roznych ujeciach wybralam w koncu to pierwsze, ale nie bylam do konca zadowolona z efektu. Kiedy wrocilam do stolika przyszedl czas na losowanie biletow i rozdawanie nagrod. Niestety, niczego nie wygralam, bo wszystkie nagrody dziwnym trafem zgarneli glowni dzialacze stowarzyszenia studentow :))) Widocznie tylko ich bilety zostaly w kapeluszu, z ktorego ciagnieto losy! :) Po losowaniu wreszcie zaczela sie prawdziwa zabawa :) Najpierw na scenie pojawil sie boysband "Triple Eight" czyli "888" - w zyciu o nich nie slyszlama, ale poszlam po wystepie (trzech piosenkach na krzyz" :) po autograf - a nuz moze kiedys bede slawni? :))) Wydali jedna plyte i maja nawet wlasna strone - polecam http://www.official888.com/ :))) Dawno sie tak nie ubawilam! :) Pozniej wystapila Shola Ama - jej nazwisko cos mi mowilo, tylko nie wiedzialm co :) Ale rozpoznalam pare z jej piosenek. A potem juz do rana gral DJ.

Po paru kieliszkach wina poszlam do stylowej toalety, pocwiczylam usmiechy i poszlam z powrotem do fotografa, proszac zeby zrobil mi jeszcze jedno zdjecie, a tamte dwa skasowal. Fotograf byl bardzo mily i sie zgodzil. Zdjecie ma byc gotowe pod koniec tygodnia i mam nadzieje, ze uda mi sie je odebrac przed wyjazdem do Polski. Moze wrzuce je nawet na bloga? :) A potem balowalam do bialego rana :) I spotkalam ksiecia, chociaz nie z bajki, a z Afryki. Kunte twierdzi, ze jest afrykanskim ksieciem, a ja bede jego krolowa! W Bratfoot tez jest wazna osoba i w czasie losowania wygral 20 puszek piwa i kolacje dla dwojga! :) Zajmuje sie PRem na rzecz tutejszego College'u i powiedzial, ze zrobi ze mnie gwiazde Bratfoot College! :) W ogole duzo mowil i swietnie sie bawilam sluchajac tych wszystkich obiecanek i komplementow. Jak na ksiecia przystalo Kunte mial na sobie zlota szate. Kiedy powiedzial, ze mam piekna sukienke, od razu odpowiedzialam, ze on tez! :) Jednym slowem bylo bradzo zabawnie, ale dochodzila 2:00 i stwierdzialam, ze ide do domu. Kunte wybiegl za mna z hotelu i odprowadzil mnie do taksowki. I umowilismy sie na niedziele na piwo, zeby porozmawiac. Spotkalismy sie i porozmawialismy - moim zdaniem wystarczajaco dlugo, jego zdaniem niestety nie :) Dzis do mnie dzwonil. Dobrze, ze za tydzien wyjezdzam, a potem zmieniam numer komorki! :))) Z ta mysla mu go podalam! :)))

sobota, 21 maja 2005

76.

Czwartkowy wernisaz byl bardzo udany :) Nareszcie udalo mi sie zobaczyc City Hall w srodku! :) Wystawe otwarto w malej salce i oprocz mnie i Anety bylo tam zaledwie parenascie osob. Podszedl do nas artysta i pytal, ktore dziela najbardziej sie nam podobaja :) A potem pojawila sie pani Mer miasta Bratfoot! :) Rozmawialysmy akurat z jakimis mlodymi chlopakami z firmy ubezpieczeniowej, ktorzy mieli aparat cyfrowy i koniecznie chcieli sobie z nia zrobic zdjecie, wiec skorzystalysmy z okazji i poprosilysmy ich, zeby nam tez zrobili! :) Niestety, do tej pory jeszcze mi ich nie przyslali, ale jak tylko dojda (jesli dojda :) to wrzuce na strone moje zdjecie, jak podaje reke pani Mer! :) Pani Mer byla bardzo zdziwiona, co tam robia dwie Polki i pytala nas, czy Bratfoot bardzo nas rozczarowalo :))) Nawet sama pani Mer ma zle zdanie o tym miescie! :))) A mi sie tu coraz bardziej podoba! :)))

W piatek po pracy poszlam do pubu Titusa Salta, gdzie spotkalam sie ze znajomymi z poprzedniej pracy. Bylo bardzo milo i cieszylam sie, ze moge znow ich zobaczyc! :) Wypilam dwa Guinnessy i musialam sie zbierac do Polskiego Klubu, zeby odebrac sukienke na bal, ktora jechala do mnie autobusem z Warszawy :) Mohammed, ktory jako jedyny wypil tylko jedno male piwo, a potem pil juz tylko cole,  podrzucil mnie pod klub. Udalo sie go nam znalezc, mimo, ze nie bylam tam od ponad 4 miesiecy, czyli od dnia, kiedy po raz pierwszy przyjechalam 5 stycznia wieczorem :) Pracuje tam Agata, ktora poznalam jakis czas temu i ktora tez sie wybiera z kolega na dzisiejszy bal w Hiltonie. Zamowilam sobie "Zywca" (pierwszego od 4 miesiecy :) i usiadlam przy barze, zeby z nia porozmawiac, czekajac na autobus. Jak zwykle przyjechal spozniony, ale najwazniejsze, ze sukienka dojechala cala i zdrowa :)))

A dzisiaj przed biblioteka poszlam jeszcze do sklepow, zeby kupic pare kosmetykow do makijazu :) Musze przeciez wieczorem jakos wygladac! :) Powinnam juz chyba zamawiac taksowke! :) Ale wczesniej ide do kina - po raz kolejny na pierwsza czesc "Matrixa", ale tym razem do IMAXu! :) Nie moglam sobie odmowic przyjemnosci zobaczenia tego filmu na wielkim ekranie! :))) Chcialam sie tez wybrac na panoramiczny pokaz "Odyseji kosmicznej 2001", ale wieczorem bede sie juz szykowac na bal i musialam z tego zrezygnowac. Za to wybieram sie jeszcze w tym tygodniu na dwa amerykanskie filmy - "Kinsey" i "Hotel Rwanda". A w Polsce, mam nadzieje, pojde na jakis dobry polski film :) Moze warto na "Pittbulla"? Polecacie? :)))

czwartek, 19 maja 2005

75.

W ten weekend zabalowalam :) W piatek po pracy poszlam znow z Aneta na wernisaz do Lister Parku. Znow pilysmy wino, a zaraz potem pojechalysmy do centrum i poszlysmy do klubu "Walkabout". Potanczylysmy tylko godzinke, bo o 23:00 musialysmy biec (prawie jak Kopciuszki :) na ostatni autobus! :) Dlatego w sobote umowilysmy sie, ze zostaniemy dluzej. W ciagu dnia poszlam na 3 godziny do biblioteki, zeby skonczyc wreszcie tekst do "Esnensji" http://www.esensja.pl/film/publicystyka/tekst.html?id=2252. Potem na 3:30 poszlam do kina na amerykanski film "Tarnation". Po filmie pobieglam do sklepu na zakupy i do domu, zeby cos zjesc przed drugim filmem. Na 18:30 poszlam na australijska komedie "The Rage in Placid Lake". Po filmie poszlam do domu, gdzie umowilam sie z Aneta. Mialysmy isc do klubu na Manningham Lane (czyli niedaleko hotelu Balmoral :) ale okazalo sie, ze jest zamkniety. Poszlysmy wiec do klubu w centrum Bratfoot i wytrzymalysmy zaledwie do 1:00 w nocy! :) Jeszcze godzinka i zostalybysmy do zamkniecia klubu, bo tu o 2:00 wszystko zamykaja! :) Ale o tej porze to ja juz bylam w domu! :)

W niedziele pojechalysmy do Haworth - malowniczej miejscowosci, w ktorej mieszkaly siostry Bronte: Charlotte (m.in. "Jane Eyre"), Emily (m.in. "Wichrowe Wzgorza") i Anna (m.in. "Agnes Grey"). Wedlug Anglikow najbardziej znana jest Charlotte, ale wedlug mnie Emily i jej "Wichrowe wzgorza". W kazdym razie wycieczka byla super! :) A od poniedzialku znow praca, znow na 8:30, ale teraz wychodze o 16:30. W ten sposob mam czas, zeby po pracy jeszcze cos zalatwic. Od poniedzialku odbieram telefony, bo uznali, ze dosc sie juz wdrozylam :) Dzieki temu rozmawialam z moim bylym szefem, ktory akurat do nas zadzwonil. Poprosilam go, zeby pozdrowil ode mnie wszystkich w mojej bylej pracy i chyba to zrobil, bo potem zadzwonila jedna z dziewczyn i zaprosila mnie w ten piatek na drinka :) Powiedziala, ze pare osob z pracy sie wybiera i zebym do nich dolaczyla.

Wczoraj bylo wesolo - najpierw mielismy cwiczenia przeciwpozarowe i wszyscy musieli opuscic budynek. Musialam zejsc schodami z 6 pietra :) Potem wszyscy zebrali sie w jednym miejscu i po jakims czasie pozwolono nam wrocic do budynku i do pracy :) A teraz musze juz biec na wernisaz w City Hallu - maja podawac winko! :))) A zaraz potem biegne na angielski! :)))

czwartek, 12 maja 2005

74.

Caly tydzien chodze do pracy na 8:30, bo od rana swieci takie slonce, ze sama sie budze. Wczesniej mnie zrywal budzik, a teraz budze sie zanim zadzwoni. Dzieki temu mam godzine lunchu i moge wyjsc cos pozalatwiac na miescie :) W poniedzialek i wtorek - jak juz wspominalam - bylam w Inland Revenue, a wczoraj i dzisiaj w College'u. Zapisalam sie na dwie wycieczki weekendowe po okolicy w czerwcu, a dzis kupilam bilet na bal studentow z okazji zakonczenia tego semestru studiow. Bal odbedzie sie w sobote 21 maja w tutejeszym hotelu Hilton :) Teraz musze kupic sobie jakas suknie wieczorowa, bo nie zabralam zadnej z Polski :) A jak wrocilam do pracy, to swietowalismy awans jednej z pracownic. Z tej okazji przyniosla ciasto imbirowe, ktore upiekla jej mama. Na szczescie podawala je podgrzane i polane budyniem, bo inaczej nie dalo by sie zjesc! :) Ale budyn skutecznie lagodzil smak ciasta, wiec jakos je przelknelam (szczegolnie, ze bylam juz troche glodna :) i oczywiscie pochwalilam :) Powiedzialam, ze bardzo dobre z ta polewa :) A oni na to, ze to budyn i spytali, jak sie mowi budyn po polsku. No i sie zaczelo - wszyscy zaczeli cwiczyc polska wymowe i stwierdzili, ze sie pochwala w domu, ze jedli dzis "ginger pie with budyn" :) Naprawde, jak dzieci! :)

środa, 11 maja 2005

73.

Zadzwonili dzis do mnie z jakiejs agencji w sprawie pracy w Manchesterze za 20 tysiecy funtow rocznie :) Watpie, zebym ja dostala, bo to jakas praca zwiazana z komputerami - pytali mnie np. od ilu lat uzywam Windows 2000 (oczywiscie powiedzialam, ze od 2000 roku, czyli logicznie rzecz biorac od 5 lat, a Windows 2003 od dwoch lat, a ze teraz w ogole uzywam Windows XP :) - ale milo odbierac takie telefony :) Zreszta byc moze nadawalabym sie do tej roboty, biorac pod uwage fakt, jak tu sie znaja na komputerach! :))) A teraz z zupelnie innej beczki - z Atlasu "The Times" dowiedzialam sie dzis, ze w Polsce uzywa sie dwoch jezykow: polskiego i niemieckiego. Niemcy sa tez ponoc najwiekszym partnerem ekonomicznym Polski. A moze Polska to po prostu jeden z landow? :)

wtorek, 10 maja 2005

72.

W sobote wieczorem odwiedzilam Alicje - mieszka teraz w domku z dwoma sypialniami (w jednej ona, a w drugiej jeszcze brat z siostra :) i salonem na dole. Bardzo przytulnie. Nie pojechalysmy do Leds, bo za pozno sie zebralysmy, tylko poszlismy we trojke (z bratem, bo siostra akurat pojechala do Polski :) do klubu, ale o 23:00 mialam juz dosc i pobieglam na ostatni autobus.  A w niedziele wybralam sie jednak na maly spacer, choc pogoda nie dopisywala. Ale musialam przejsc sie do bankomatu, bo wieczorem przychodzil nasz "landlord" po czynsz :) Przeszlam sie wiec do Shipley, gdzie mieszka Aneta i przy okazji ja odwiedzilam. A wczoraj w pracy dowiedzialam sie, ze zostalam zakwalifikowana na rozmowe o prace w srode 25 maja, czyli tuz przed wyjazdem do Polski. Juz zdazylam zapomniec, ze zlozylam aplikacje o prace w Bratfoot Council! :) Jezeli mnie zatrudnia, to po pierwsze podpisze umowe na pol roku i przestana mi przedluzac prace z tygodnia na tydzien, a po drugie nie bede placic "haraczu" agencji :) Ale tak naprawde wcale nie chce tam pracowac! :) Chce pracowac w Londynie :)

Wczoraj w czasie przerwy na lunch poszlam do Inland Revenue (tutejszy Urzad Podatkowy :) zeby zalatwic formalnosci, bo okazalo sie, ze inaczej moglabym sobie czekac na zwrot podatku do tak zwanej "smierci z przymiotnikiem" :) Dostalam numerek i usiadlam, ale szybko zorientowalam sie, ze jest przede mna 30 osob i ze troche to potrwa, wiec poszlam w tym czasie do sklepu i kupilam sobie drugie buty na obcasie :) Jak wrocilam przede mna bylo jeszcze 15 osob i zanim mnie wywolai, wybila godzina, o ktorej powinnam wracac biegiem do pracy! Podeszlam jednak do okienka, gdzie dostalam po prostu jakis formularz, wiec powiedzialam pani, ze wypelnie go w domu i odniose jutro. Dzis znow poszlam wczesniej do pracy, zeby miec dluzsza przerwe na lunch i w samo poludnie pobieglam do urzedu. Tym razem trwalo to 10 minut! A zwrot podatku mam dostac w ciagu miesiaca czekiem :)

Zaraz biegne na angielski! Obiecalam sobie, ze teraz bede juz zawsze chodzic na lekcje, bo okazalo sie, ze na koniec zrobia nam jakis egzamin, ktory jest wazny w Anglii i za ktory nie musze placic! :) Platny jest tylko CAE, z ktorego zrezygnowalam, bo nie jest mi do niczego potrzebny. A jesli zdam ten egzamin w czerwcu, to jest tu uznawany za wystarczajac podstawe do starania sie o obywatelstwo - wedlug nich, jak ktos go zda, to zna jezyk wystarczajaco dobrze, zeby mieszkac i pracowac w tym kraju :) Dlatego sprobuje - mysle, ze warto, chcoiaz jak go zdam, nie bede mogla juz w przyszlym semestrze chodzic na darmowy kurs angielskiego, bo to oznacza, ze osiagnelam juz najwyzszy poziom, jakiego moga mnie nauczyc. Jednym slowem tak czy siak bedzie dobrze :) Jak zdam, dostane dyplom, a jak nie zdam, to moge znow chodzic na kurs i zdawac go za pol roku! :) A to oznacza, ze nadal bede studentka, bede miala znizki w kinie i w klubach studenckich! :))) Moze nawet lepiej nie zdac :))) 

sobota, 07 maja 2005

71.

Swietnie sie wczoraj bawilysmy z Aneta na wernisazu! :) Bylo wino i czeskie piwo :) Poza tym pojawil sie burmistrz Bratfoot z zona :) Po paru kieliszkach wszyscy mieli swietne humoru - Anglikom wiele nie potrzeba, zeby sie rozluznic :) Jakis profesor teorii sztuki z tutejszego college'u dal nam swoj adres mailowy :) Wystawa byla taka sobie, ale zabawa przednia :))) Chociaz podobaly mi sie nowoczene meble i "Ego club" - male pomieszczenie z lustrami, w ktorym migalo swiatlo i grala glosna muzyka. Taki jednoosobowy (gora dwu, bo udalo sie nam tam wejsc razem :) klub techno! :)))

Po drodze do domu narwalam sobie znow troche kwiatkow do pokoju i dzis wywietrzylam, bo znow zrobilo sie bardzo ladnie. Ale do czasu - jak szlam do biblioteki na internet zlapal mnie deszczyk. Tutaj nikt nawet nie reaguje na krople deszczu - ludzie nie wyciagaja nawet parasolek, tylko ida dalej, jakby nigdy nic! Coz, kwestia przyzwyczajenia :))) W kazdym razie kupilam sobie dzisiaj buty na wysokim obcasie za poltora funta :) I przegadalam ponad pol godziny z rodzina na nowa karte, ktora wczoraj doladowalam :) Juz sie nie moge doczekac przyjazdu do Warszawy! :)

Dzis wieczorem jestem umowiona z Alicja. Najpierw zobacze, gdzie sie przeprowadzila, a potem chcemy sie wybrac do Leeds :) "Saturday Night Fever" :))) Za to jutro caly dzien odpoczywam! Wczoraj i dzis zrobilam pranie i zakupy, a na jutro nie mam zadnych konkretnych planow (poza lezeniem w lozku :) Ale jezeli pogoda dopisze, to moze sie przejde na spacer do Lister Parku? Zobaczymy :) Acha, nie wiem, czy wspominalam, ale w czwartek znow bylam w kinie (zamiast isc na angielski :))) Obejrzalam "Bardzo dlugie zareczyny", ktore bardzo mi sie podobaly oraz swietny film "Suckers" z Victoria Abril w ramach przegladu filmow hiszpanskich i latynoamerykanskich Viva.

 
1 , 2