Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 28 maja 2012
SPAniały początek tygodnia :)

588.

W poniedziałek wstałam o 6:30, o 7:30 wyszłam z domu i o 7:45 byłam już pod uniwerkiem. Jechałam jako helper na wycieczkę do parku rozrywki Alton Towers, do którego zabieraliśmy ponad 300 studentów pięcioma autokarami, z czego trzema dwu-poziomowymi! Na szczęście razem ze znajomym studentem opiekowałam się zwykłym autokarem z zaledwie 45 studentami na pokładzie :) Jak dojechaliśmy, okazało się, że pogoda jest fantastyczna. Studenci poszli do parku rozrywki na rollercoastery, a ja z 4 innymi helperkami do Alton Towers SPA. Popływalam w basenie, posiedziałam w yacuzzi, byłam w saunie i podobnym do sauny, ale wilgotnym pomieszczeniu parowym, poleżałam na gorącym kamiennym łóżku w Relaxiation Room i zrobiłam sobie bicze wodne stóp. O 13:00 poszłyśmy w piątkę na lunch, na który zamówiłam bardzo zdrowe i dobre jedzenie, ale zbyt się nie najadłam :) Potem o 14:30 miałam masaż ramion, szyi i głowy. Później wróciłam na basen, a na koniec zdrzemnęłam się w Relaxation Room i jak się obudziłam, to musiałam się już zbierać i wracać do autokaru. Ruszyliśmy przed 18:00 i już o 19:45 byliśmy pod uniwerkiem. Poszłam więc prosto na salsę do Polskiego Klubu i najpierw wzięłam udział w lekcji, a potem potańczyłam trochę, ale że było tylko 4 panów, to nie było za bardzo z kim tanczyć, więc wyszłam z Kasią i odprowadziłam ją na Interchange, a sama wróciłam do domu. W skrzynce na listy czekał na mnie wreszcie czek z Inland Reveue, więc poszłam spać zadowolona :)

  
Alton Towers SPA z zewnątrz i wewnątrz. Spędziłam tam 5 godzin i wyszłam bardzo zrelaksowana :)

We wtorek poszłam do pracy na 10:00 i wyszłam o 16:00, bo miałam uzbieraną godzinę nadgodzin, a chciałam iść jak najszybciej do banku z tym czekiem! Poszłam więc go wpłacić na konto i dowiedziaam się, że pieniądze będę miała dopiero za 5 dni. Wróciłam do domu i o 17:00 porozmawiałam chwilę z mamą przez Skype'e. Załatwia mi akt urodzenia, który będę musiała przetłumaczyć na angielski przed drugim etapem amerykańskiej loterii wizowej. Siostra tymczasem załatwia mi zaświadczenie, że nigdy nie byłam w Polsce karana :) Potem o 19:19 wsiadłam w pociąg i pojechałam do Leeds na imprezę urodzinową Salsa Dance Leeds. Okazało się, że na lekcje chodzi tam Ronaldo, wolontariusz, który się przeprowadził z Bratfoot do Leeds. Zatańczyłam więc z nim ze dwa razy, choć trochę się męczyłam, bo jest dopiero początkujący. Jonathan obiecał, że mnie odwiezie do domu, więc wydałam 19 funtów z 20, ktore miałam ze sobą na drinki :) Został mi tylko 1 funt, więc niestety jak postanowiłam przed północą wracać, bo miałam już dość i poszłam na dworzec autobusowy, żeby wsiąść w busa o 00:10, okazało się, że nie mogę nawet kupić biletu! Nie mogłam zapłacić kartą, bo wykorzystałam już debet, a bankomat nie chciał mi wypłacić pieniędzy. Wróciłam więc do klubu, z nadzieją, że Jonathan jeszcze nie pojechał! Na szczęście jeszcze był, więc poczkekałam aż impreza się skończy i wróciłam z nim po północy do domu. Zanim poszłam wreszcie spać, usiadłam oczywiście najpierw do Intenetu :)

W środę wstałam o 11:30 i podjechałam Free Busem na 13:00 do pracy. Urwanie głowy było straszne, bo był to ostatni tydzień przed piątkową imprezą na zakończenie roku akademickiego Party On the Amp (POTA) i wszyscy kupowali na nią bilety! Przed 20:00 wyszłyśmy z szefową, która podwiozła mnie do domu, gdzie usiadłam od razu do Internetu. Porozmawiałam m.in. przez Skype'a z przyjaciółką z Polski, z którą wybieram się w lipcu na tydzień do Neapolu. W czwartek wstałam o 10:00 i poszłam
na 11:00 do firmy Ingeus tuż koło mnie, żeby tłumaczyć znów dla Polaka szukającego pracy jako malarz pokojowy. Wyszłam po 12:00 i poszłam od razu do sklepu po cienkie cieliste rajstopy, bo w domu nie miałam juz całych, a pogoda była tak piękna, że postanowiłam iść do pracy w sukience. Dotarłam tam na 13:00 i siedziałam do 20:00. Wydrukowałam wreszcie formularze na amerykańską loterię wizową, które muszę wysłać, a potem poszłam do domu, zjadłam kolację i o 21:04 wsiadłam w pociąg do Leeds. Poszłam na lekcję kizomy, ale dwóch tancerzy tak mnie popychało, że nie wytrwałam do końca lekcji. Potem potańczyłam z paroma nowymi osobami i z takimi, z którymi dość dawno nie tańczyłam. Któryś z nich musiał mi wykręcić rękę, bo zaczął mnie boleć nadgarstek. A na koniec zatańczyłam z kolegą do bardzo szybkiej piosenki i tak mną kręcił, że w pewnym momencie uderzył mnie centralnie łokciem w nos! Stwierdziłam, że mam dość i wraz z Kasią i jej kolegą zabrałam do domu, gdzie dotarłam po 24:00.

W piątek wstałam z trudem o 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i podjechałam Free Busem na 10:00 do
pracy. To był szalony dzień, bo na dworzu trwała POTA, ale na szczęście siedziałam na tyłach recepcji, więc nie było tak źle. Po lunchu poszłam nawet z szefową i drugą babką z pracy na zorganizowane w ramach POTA wesołe miasteczko, ale nie miałam ochoty na żadną karuzelę, tylko załapałam się na darmowe lody miętowo-czekoladowe :) Potem odwiedził mnie znajomy i podpisał jako 21-szy mój formularz o zalożenie nowego stowarzyszenia od września - Inspiring Films Society. O 17:00 wyszłam z pracy i przeszłam się znów na wesołe miasteczko na watę cukrową :) Potem wypiłam drinka w barze z szefową i jej mężem oraz spotkałam się z Glorią i Nancy, które przyjechały specjalnie na POTA z Londynu :) W końcu na 18:00 poszłam do restauracji śródziemnomorskiej Cyrus, gdzie zjadłam obiad z jedną z doradczyń od nas z pracy, z którą szłam na 19:30 do Alhambry na Danza Contemporanea de Cuba. Znalazła ofertę tańszych biletów dla 2 osób po 11 funtów każdy i spytała, czy chcę z nią iść. Balet mmi się podobał, ale mnie nie powalił. Widziałam dużo osób z salsy (m.in. Alę), które myślały, że jak zespół jest z Kuby, to będą tańczyć salsę! :) Chyba się zawiedli, ale dobrze im tak, bo w końcu grupa ma w nazwie "Taniec Współczesny", a nie "Kubańska Cepelia" :) Po przedstawieniu było ciekawe spotkanie z członkami grupy, a potem mąż doradczyni podwiózł mnie do domu około 22:00 i obejrzałam na DVD z Love Film "Pokolenie" Wajdy i wywiad z nim. Zanim poszłam spać było już po 2:00 w nocy.

  
Danza Contemporanea de Cuba w "Sombrisa" Itzika Galiliego i "Carmen?!" Kenetha Kvarnstroma...

  
...oraz "Mambo 3XXI" George'a Cespedesa i Taduesz Łomnicki w "Pokoleniu" Andrzeja Wajdy.

W sobotę tuż przed 10:00 obudził mnie SMS od Ali z pytaniem, czy chcę wpaść do niej i poopalać się w ogródku. Pomyślałam, że to dobry pomysł i o 12:10 wsiadłam w 737 i pojechałam do Yeadon, gdzie dotarłam dopiero po 13:00, bo staliśmy w korkach. Zdrzemnęłam się nawet w tym autobusie! :) Przeszłyśmy się z Alą na spacer wokół pobliskiego jeziorka, a potem opalałyśmy się w jej ogródku do jakiejś 17:00. Potem, zjadłyśmy obiad i około 19:00 poszłyśmy do Morissona. Zrobiłam zakupy na cały tydzień, a potem wsiadłam w autobus i wróciłam do domu. Porozmawiałam z mamą przez Skype'a, a później o 22:00 spotkałam się z Glorią i Nancy oraz trzema innymi osobami w Lloydsie. Posiedzieliśmy i pogadaliśmy do 1:00, aż w końcu wróciłam do domu i poszłam spać. W niedzielę obudziłam się przed 12:00 i chciałam wziąć prysznic, ale woda była zimna i okazało się, że bojler nie działa! Wysłałam SMSa do agencji i w poniedziałek ma przyjść hydraulik. O 14:00 przyszła Sarah na polski i wyszła po 16:00, a później ja też wyszłam i poszłam do polskiego sklepu po sok, a potem do Tesco i wracając przeszłam się obok sadzawki Mirror Pool, pełnej wody, ludzi i dzieci :) Zajrzałam też do grupy ludzi z Occupy Westfield, którzy postanowili przejąć pusty teren w centrum miasta, gdzie miało powstać centrum handlowe, a od paru lat jest dziura w ziemi!  Do domu wróciłam około 17:00 i zdrzemnęłam się do 19:00, a później porozmawiałam przez Skype z mamą. Potem zabrałam się za tłumaczenie, zjdałam obiad i w końcu poszłam spać.
poniedziałek, 21 maja 2012
Czeku nadal nie ma!

587.

W poniedziałek wstałam o 11:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i podjechałam Free Busem na 13:00 do pracy. Najpierw poszłam na zebranie, a potem usiadłam na tyłach biura, a że szefowa wyszła wcześniej, to miałam spokój. O 16:00 przeniosłam się na tył recepcji, ale ponieważ pomagający nam student wyszedł o pół godziny wcześniej, czyli o 16:30, to nie miałam nawet czasu na lunch. Zamknęłam więc wcześniej recepcję i zjadłam przynajmniej kanapkę, a makaron który przyniosłam na lunch zostawiłam w lodówce na nastepny dzień. O 20:00 wyszłam i poszłam do Polskiego Klubu na salsę. Tym razem lekcja kosztowała tylko 3 funty, a potem była impreza z okazji miesiąca od ślubu  naszych nauczycieli i ponad roku odkąd zaczęły się nasze cotygodniowe lekcje. Ela przyjechała z kolegą z pracy, z którym od dawna próbowała się umówić :) Po lekcji Ala mnie odwiozła, więc już o 23:30 byłam w
domu, ale usiadłam oczywiście do Internatu i zanim poszłam spać, było już po 1:00 w nocy.

We wtorek wstałam o 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. Tym razem poszłam na zebranie dla helperów, którzy jadą w przyszły poniedziałek do Alton Towers. Zabieramy do tego parku rozrywki ponad 300 osób 5 autokarami. Zestarzałam się i rollercoastery już mnie nie bawią, więc zdecydowałam się pójść w tym czasie na 6 godzin do pobliskiego SPA, wraz z 4 innymi helperkami. Na lunch znów poszłam później i wzięłam krótszy, więc rośnie mi znów czas wolny, który będę mogła sobie któregoś dnia odebrać. O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam do Morrisona po parę rzeczy do jedzenia, a potem wróciłam do domu i wstawiłam pranie. Wieczorem obejrzałam film
"Dybuk" Michała Waszyńskiego z 1937 roku  na DVD, a później zabrałam się za gotowanie, żeby mieć nazajutrz coś na lunch. Spać poszłam znów dopiero po 1:00 w nocy.


Lili Liliana jako Lea, Ajzyk Samberg jako posłaniec i Leon Liebgold jako Chonen w "Dybuku".

W środę zwlokłam się z łóżka o 8:40, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i próbowałam się dodzwonić do mojego 
promotora, ale nie odbierał. Podjechałam więc Free Busem na uniwerek, ale promotora oczywiście nie było. Poczekałam od 10:00 do 10:10 i napisałam mu kartkę, którą włożyłam pod drzwi, ale jak już chciałam sobie pójść, to akurat przyszedł. Przekonał mnie, żebym nie rezygnowała ze studiów, chociaż nie przeczytali jeszcze z drugim promotorem tego, co napisałam! Potem poszłam do biblioteki i zamówiłam na nazjaturz dostęp do egzemplarzy "Sight and Sound" z lat 90. Potem wróciłam do domu i w skrzynce znalazłam list z Inland Revenue, że dostanę także zwrot podatku za 2010-11 rok! Ale czeku nadal nie było, bo ma przyjść osobno! Zadzwoniłam więc do Inland Revenue, żeby spytać, kiedy został wysłany, ale najpierw ze 20 minut czekałam, zanim ktoś odebrał i potwierdził, że czek, tak samo jak ten list, został wysłany 5 maja. I podał mi adres, pod który już w zeszłym tygodniu wysłałam zażalenie.

Potem podjechałam znów na uniwerek Free Busem i poszłam na 13:00 do pracy. Spytałam naszą doradczynię, czy mogę pozwać Inland Revenue do sądu :) Ale doradziła mi najpierw wysłać zażalenie i zobaczyć co będzie, a że już to zrobiłam, postanowiłam poczekać na odpowiedź. Zaraz potem poszłam na zebranie z szefową i drugą babką z recepcji. Później szef Advice Centre mnie wkurzył i to dwa razy! Poskarżyłam się szefowej, a ona mu nagadała, więc przyszedł i przeprosił! O 16:00 poszłam na lunch, a tuż przed 20:00 wyszłyśmy już z szefową i podwiozła mnie do domu. Usiadłam oczywiście jak zwykle do Internetu, a potem zabrałam się za gotowanie. Jednocześnie słuchałam starych polskich piosenek, zaczynając od Kaczmarskiego, przez sceny z "Ostatniego dzwonka" po przeboje rockowe. Przed snem obejrzałam sobie jeszcze na Youtubie filmiki o kryzysie finansowym na świecie. Spać poszłam po 1:30.

  
Jacek Kaczmarski, jakiego pamiętam i Jacek Wójcicki w "Ostatnim dzwonku" Magdy Łazarkiewicz.

W czwartek wstałam o 8:45, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. Potem podjechałam Free Busem na uniwerek i po 10:00 byłam już w bibliotece. Niestety, na skutek pomyłki dostałam tylko jeden egzemplarz "Sight and Sound" z 1950 roku! Nie wiem, jak to się stało, ale na szczęście jakaś babka mi trochę pomogła poszukać i okazało się, że w Leeds na uniwerku mogę mieć dostęp do wszystkich roczników. Wróciłam więc do domu trochę wkurzona i nawet się trochę zdrzemnęłam. Czeku nadal nie było w skrzynce. Potem wstałam i podjechałam Free Busem z powrotem na uniwerek i na 13:00 poszłam do pracy. Okazało się, że mamy training z DHL i że miałam być o 12:00! Po godzince już wszystko wiedziałam, ale strasznie to wszystko czasochłonne! Znów nie udało mi się pójść normalnie o czasie na lunch, (czyli wtedy, kiedy mamy dwoje studentów na recepcji), bo poszłam na zebranie Disability Forum, żeby robić
notatki. Dopiero jak wóciłam po 18:00, to udało mi się wreszcie coś zjeść.

Tuż przed 20:00, jak już miałam zamykać recepcję, przyszedł przedstawiciel SoM (czyli School of Management) i spytał, czy idę nazajutrz na ich bal. Powiedziałam, że nie mam pieniędzy, ale zapewnil mnie, że dla Students Union jest stolik za darmo i nie muszę nic płacić! Obiecałam mu więc, że się nazajutrz wszystkiego dowiem i że może się mnie spodziewać na 90% :) Wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam piechotką do domu coś zjeść. Nie wyrobiłam się potem z wyjściem z domu na czas, żeby zdążyć na pociąg do Leeds, ale postanowiłam mimo wszystko jechać, bo dwie osoby miały mi oddać pieniądze za bilety na sobotnią imprezę. Dałam znać Kasi, że dojadę później, bo przegapiłam pociąg, ale na szczęście podjechała po mnie z kolegą z pracy, który ją podwoził. Zdążyliśmy więc bez problemu na lekcję! Najpierw poszłam na kizombę, a potem tańczyłam zarówno salsę jak i kizombę. Potem Jonathan odwiózł mnie do domu i sobie ponarzekał. Głowa mnie bolała i dopiero po 2:00 poszłam
spać.

W piątek obudziłam się z trudem o 8:30 i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. Czeku nadal nie było w skrzynce! Okazało się, że rzeczywiście mogę jechać wieczorem za darmo na bal SoM do hotelu Mercury w Bingley. Cały dzień siedziałam z tyłu biura i spisywałam notatki z zebrania z poprzedniego dnia. Poinformowałam szefową, że znów jestem studentką i zakładam stowarzyszenie. W końcu wyszłyśmy przed 17:00 z pracy i pojechałam do domu, żeby się przebrać. Najpierw jednak zdrzemnęłam się ze 20 minut, a potem założyłam nową sukienka, zrobiłam sobie makijaż i na 18:30
podjechałam Free Busem pod uniwerek, gdzie czekały podstawione autobusy, żeby nas dowieźć do hotelu. Znajoma Polka z pracy też jechała i kupiłyśmy sobie po jednym koktajlu (ja White Russian, a ona Pina Colada). Jedzenie było takie sobie i już właściwie zimne, ale ogólnie było miło. Byłam jednak zmęczona, więc wróciłam pierwszym autobusem i przed północą byłam już w domu. Poszłam śpać już po północy! :)


Fasada Hotelu Mercure pod Bingley, gdzie w tym roku odbył się Bal Szkoły Zarządzania (SoM Ball :)

W sobotę wstałam przed południem, zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. W końcu wzięłam kąpiel i po 15:00 wyszłam z domu. Czeku nadal nie było w skrzynce, choć byłam pewna, że tym razem już będzie! Wkurzona i zestresowana pojechałam na zakupy na kredyt, bo musiałam drugi miesiąc pod rząd skorzystać z debetu. Wróciłam do domu, ugotowałam i zjadłam obiad, a potem zaczęłam się przygotowywać na wieczorną imprezę salsową w Casino Alea w Leeds. Po 20:00 przyjechała po mnie Ela z tym kolegą z pracy, z którym się teraz spotyka i podjechaliśmy jeszcze po Kasię. Zajechaliśmy na miejsce po 21:00 i wzięłam udział w lekcji kizomby. Potem wypiłam parę drinków, bo byłam zestresowana tą sytuacją z czekiem i wtedy okazało się, że na imprezę przyjechał też Ismail! Próbował mnie przekonać, żebyśmy spróbowali jeszcze raz! Powiedziałam, że się zastanowię :) Potem zaproponował, że on i jego kolega odwiezie mnie i moją znajomą do domu. O 3:30 byłam już w domu i około 4:00 poszłam spać.

W niedzielę obudziłam się przed południem, ale wstałam dopiero po 12:30. Wzięłam kąpiel, zjadłam śniadanie i posprzatałam trochę w kuchni i salonie, bo o 14:00 przyszła Sarah na polski. Wyszła po 16:00 i  ledwo zdążyłam ogarnąć sypialnie i już przyszła moja znajoma Chinka Wanyu, żeby wreszcie zobaczyć moje mieszkanko, zanim wyjedzie na 3 tygodnie do domu. Zaproponowała, żebyśmy poszły do sklepu i kupiły składniki na jej ulubioną sałatkę, którą często robię na imprezy i żebym ją jej zrobiła :) Poszłyśmy więc do Tesco, a potem wróciłyśmy do mnie i zjadłyśmy wspólnie obiado-kolację. Potem porozmawiałyśmy trochę, aż po 21:00 Wanyu wyszła, a ja usiadłam do Internetu. Miałam porozmawiać z mamą, która poprzedniego dnia wróciła z wycieczki do Japonii, ale moja siostra już poszła spać, więc umówiłyśmy się na rozmowę na wtorek. Poszłam więc spać po północy, by nazjutrz wcześniej wstać!
poniedziałek, 14 maja 2012
Sexy Frenchy :)

586.

W poniedziałek był Bank Holiday, więc nie szłam do pracy. Wstałam z łóżka przed 12:00, zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Wymieniłam parę wiadomości z gospodarzem sobotniej imprezy, który nie chciał mnie puścić do domu - nazwijmy go Santos, bo jeszcze się pojawi :) Potem usmażyłam naleśniki, wzięłam kąpiel i o 20:00 poszłam na salsę. O dziwo był tam również Santos, choć nigdy nie przychodził i nic mi nie wspomniał! Zatańczyliśmy dwa razy i poszedł, a ja zostałam do 23:00 i poszłam spać po 1:00 w nocy. We wtorek wstałam po 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy. O 11:00 miałam zebranie w sprawie Pick Up Service, czyli odbierania studentów pierwszego roku z lotniska, czym się co roku zajmuję. Później poszłam wreszcie na lunch. Wymieniłam parę wiadomości z Santosem na Facebooku, aż w końcu wyszlam z pracy tuż przed 17:00 i dzięki temu złapałam wcześniejszy pociąg do Leeds. Przez to byłam za wcześnie na miejscu, a że miałam dzienny
bilet , to przejechałam się trochę dalej, a potem wróciłam :) O 18:30 byłam już u mojej pani shrink. Wyszłam od niej przed 20:30 i o 21:30 byłam już w domu! Zabrałam się za gotowanie lunchu, potem zjadłam kolację i napisałam jeszcze parę stron o Kieślowskim. W końcu około 1:30 poszłam spać.

W środę obudziłam się przed 11:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i wyszłam wcześniej z domu. O 12:00 wsiadłam we Free Busa i podjechałam do centrum, żeby kupić pończochy i nowy make up. W Primarku kupiłam czarne pończochy samonośne oraz dwie pary rajstop w siateczkę, na wszelki wypadek. Nie byłam pewna, w czym iść na piątkową imprezę French Viva Salsa Party. Wymyśliłam sobie, że przebiorę się za "une petasse avec la classe" :) Do pracy dotarłam przed 13:00 i cały dzień byłam tak zajęta, że znów poszłam później na lunch. Przed 20:00 szefowa odwiozła mnie do domu i przymierzyłam od razu te pończochy i rajstopy. Stwierdziłam, że w rajstopach się lepiej czuje, bo pończochy są za małe i przez to za krótkie. Potem wzięłam się znów za gotowanie, żeby mieć coś na lunch nazajutrz, a potem obejrzałam wreszcie "Sin City" na BBC iPlayer. Aż wstyd się przyznać, ale nie widziałam jeszcze tego filmu, a szkoda, bo bardzo mi się podobał. Zagrali w nim m.in. Bruce Willis, Jamie King, Mickey Rourke, Jessica Alba, Clive Owen, Rosario Dawson, Brittany Murphy, Alexis Bledel i Devon Aoki (poniżej na zdjęciu) oraz Benicio Del Toro, Josh Hartnett, Rutger Hauer, Elijah Wood i sam Frank Miller! Film skończył się po 23:00 i posiedziałam jeszcze trochę na Internecie, aż w końcu poszłam spać.


Główni bohaterowie filmu "Sin City" Roberta Rodrigueza, czyli
plejada świetnych aktorów i aktorek.

W czwartek wstałam o 11:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu. Jak codzień sprawdziłam skrzynkę pocztową, ale mój czak nadal nie przyszedł! Podjechałam Free Busem na 13:00
do pracy i napisałam do Santosa wiadomość na Facebooku, ale nie dostałam odpowiedzi. O 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do domu. Zjadłam kolacja i o 21:00 podeszłam na parking koło Interchange'u, gdzie podjechały po mnie dziewczyny i pojechałyśmy we trzy do Leeds. Ja poszłam jak zwykle na lekcję kizomby, a one na salsę. Potem tańczyłam i jedno i drugie, ale poza Jonathanem nie było zbyt wielu dobrych tancerzy. Po północy Ela odwiozła Kasię i mnie do domu i tuż po 1:00 w nocy poszłam spać. W piątek wstałam o 8:30 i zdążyłam na wcześniejszy autobus, więc podjechałam do sklepów i wymieniłam pończochy na większy rozmiar, a potem kupiłam kartkę urodzinową dla synka moich znajomych z Manchesteru. Potem na 10:00 poszłam piechotką do pracy, bo Free Bus mi uciekł. Cały dzień siedziałam na tyłach biura. O 12:00 poszliśmy w 10 osób na pożegnalny lunch do Dragon Thai, bo jeden z doradców wizowych odchodził z pracy. Potem wróciliśmy do roboty, ale brzuch mnie rozobolał, więc piłam tylko gorącą herbatę za herbatą i raz za razem szłam do ubikacji! Na szczęście przed wyjściem z pracy o 17:00 czułam już lepiej.

Po pracy podjechałam Free Busem
do Morrisona na zakupy. Zdecydowałam się, że jak pojadę w przyszły poniedziałek do Alton Towers, to pójdę na 6 godzin do SPA zamiast na roller coastery! :) Kupiłam na obiad ziemniaki, śmietanę do mizzerii, bo miałam już od dawna w domu ze 3 ogórki oraz kotlety. Wróciłam z zakupami o 18:00 i sprawdziłam maile. Okazało się, że Santos odpisał i przysłał mi parę zdjęć z sobotniej imprezy. Potem zdrzemnęłam się przez półtorej godziny, aż w końcu wstałam, założyłam na siebie haleczkę, boa, toczek i te siatkowe pończochy, które specjalnie kupilam i o 21:37 wsiadłam w pociąg do Leeds. Jak doszłam do baru Baracoa, to najpierw weszłam na dole do łazienki, żeby zdjąć i schować do torby spodnie oraz sweterek, które założyłam tylko na drogę. Poprzedzająca imprezę lekcja kizomby skończyła się po 23:00, czyli ponad godzinę później niż to było zaplanowane! W końcu zaczęła się impreza, ale okazało się, że muszę założyć ramiączko od biustonosza i zdjąć boa, bo było za gorąco. Impreza była ok, ale nie jakaś super. Znajomy robił zdjęcia Pojawił się jeden bardzo dobry tancerz, którego dawno nie widziałam, ale mnie nie poprosił do tańca :( W końcu około 2:00 wychodził mój znajomy, więc się zabrałam z nim do domu. Spać poszłam dopiero o 3:00 nad ranem! :)

W sobotę wstałam o 8:30, bo o 9:30 miałam autokar do Manchesteru. Później wsiadłam w autobus, ale mnie trochę wywiózł i musiałam kawałek wracać. Potem czekałam przez pół godziny na ławce, żeby ktoś po mnie przyjechał! W końcu pojawił się chłopak koleżanki i zabrał mnie do nich do domu. Zaczęły się urodziny synka moich znajomych. Poza nim było jeszcze troje dzieci i jacyś dorośli. Ostatni goście wyszli po 23:00, a ja pogadałam z Majką do po północy, a potem poszłam spać na kanapie. W niedzielę obudził mnie ich alarm o 5:45, ale wstałam tak naprawdę na dobre dopiero po 9:00. Zjadłam śniadanie z moimi znajomymi i wsiadłam w autokat do Leeds! Jechał jakoś na okrętke, wiec musiałam w Leeds poczekać 50 minut i stamtąd o 13:00 pojechać do Bratfoot! W domu byłam więc dopiero po 13:30! Sprawdziłam maile i weszłam od razu do łóżka, bo okazał się, że Sarah odwołała lekcję polskiego. Potem się zdrzemnęłam do 18:00. Mieli do  mnie przyjśc znajomi, ale odwołałam to, bo źle się czułam. Zabrałam się za gotowanie, ale niestety musiłam wyrzucić ogórki i kotlety do śmieci! Nie chciałam, żeby mi coś zaszkodziło :( W końcu wzięłam sobie kąpiel, a potem obejrzałam film "Together" (Tylko razem) Lukasa Moodyssona na DVD, który bardzo mi się podobał :) Nadrabiam dzięki nim moje zaległości filmowe! :) W końcu po 2:00 w nocy poszłam spać.


Bohaterowie świetnego filmu o życiu w komunie, czyli "Together"
Lukasa Moodyssona z 2000 roku. 
poniedziałek, 07 maja 2012
Zawracanie gitary :)

585.

W poniedziałek obudził mnie telefon od Ismaila tuż przed 10:00. Nie odebrałam jednak, tylko poszłam dalej spać. Wstałam dopiero po 11:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem wysłałam Ismailowi SMSa. Poszłam na Interchange, ale Free Bus, którym zwykle jeżdżę w ogóle nie przyjechał. Poszłam więc
do pracy powoli spacerkiem i jak dotarłam tam o 13:00, dowiedziałam się, że szefowa poszła do domu, bo jest chora. Usiadłam na tyłach biura i sprawdziłam maile, a później napisałam skargę do Inland Revenue, żadając jakiejś rekompensaty za to wszystko, co ostanio przez nich przeszłam. Tymczasem Ismail odpisał, życząc mi miłego dnia i pytając, kiedy będę mogła porozmawiać. Napisałam mu, że o 16:00 idę na pół godziny na lunch. Zadzwonił wtedy i spytał, czemu się nie odzywam. Potem zaproponował obiad w czwartek. Powiedziałam, że mam salsę w Leeds i że to nie ma sensu, bo nie będziemy razem, ale nie odpuszczał. W końcu powiedziałam, że zapytam szefową, czy mogę wyjść wcześniej z pracy i się z nim spotkać. Potem wynudziłam się strasznie do 20:00. Wyszłam z pracy i poszłam do starego domu sprawdzić, czy są jakieś listy do mnie, ale nic nie było. Do Polskiego Klubu dotarłam po 20:30 i usiadłam na dole. Kupiłam sobie herbatę i pogadałam ze znajomym z salsy. W końcu poszliśmy na górę i potańczyłam trochę, a po 23:00 Ala odwiozła mnie do domu, ale gadałyśmy jeszcze w samochodzie prawie do 24:00. W domu ugotowałam ryż i poszłam spać po 1:30.

We wtorek budzik obudził mnie o 8:30, ale za oknem padał deszcz, więc wstałam z trudem. Potem zjadłam śniadanie i wzięłam prysznic, ale nie był za gorący, bo zapomniałam wieczorem włączyć bojler. Na 10:00 podjechałam Free Busem do pracy, a o 11:00 poszłam na zebranie, Potem spytałam szefa, czy mogę wyjść w czwartek godzinę wcześniej i jak się zgodził, wysyłam SMSa do Ismaila, żebyśmy się spotkali o 20:00 w Leeds. Oddzwonił i umówiliśmy się zamiast tego o 19:00 w Bratfoot, bo tak mu bardziej pasowało, ale i tak miałam nadal zamiar tylko zjeść z nim obiad i powiedzieć mu dlaczego do siebie nie pasujemy, a potem pojechać na salsę do Leeds. Przed wyjściem z pracy wysyłam list do HM Revenue i jak się zbierałam, tuż przed 17:00, włączył się alarm przeciwpożarowy. Wyszłam więc i już nie wróciłam tylko poszłam do Gallery II na mój ostatni zaplanowany Salon Filmowy. Znów przyszły tylko dwie osoby - ten sam chłopak, co tydzień temu, ale z inną dziewczyną :) Obejrzeliśmy film "Still Life" (Martwa natura) w reżyserii Jia Zhang-ke, popijając winko, a po filmie porozmawialiśmy trochę i chłopak zaproponował pomoc przy organizacji pokazów. Poza tym oboje spytali mnie, czemu nie założę stowarzyszenia filmowego i muszę przyznać, że to chyba dobry pomysł. Powiedzieli, że oni się do niego zapiszą. O 20:00 wróciłam do domu i zabrałam się za gotowanie, a później usiadłam do Internetu
i okazało się, że przeszłam przez pierwszy etap amerykańskiej loterii wizowej! :) Spać poszłam po 2:00.

W środę budzik zadzwonił o 11:00, ale wstałam dopiero o 11:30. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i podjechałam jak zwykle Free Busem do pracy na 13:00. Nazajutrz mieliśmy mieć zebranie w sprawie Colours Ball, więc usiadłyśmy z szefową i druga babką z recepcji, żeby ustalić, co poszło dobrze, a co źle. Udało nam się nawet cudem znaleźć jakieś pozytywy! :) Potem poszłam na lunch, a później  poczytałam na temat Aevy Ambassadords i postanowiłam aplikować. Jest to praca dla studentów, którą można wykonywać na miejscu, na niepełny etat i tylko 10 razy w roku trzeba gdzieś polecieć :) Przeważnie do ich tzw. ambasad w Sztokholmie, Nowym Yorku i Osace :) Podobno jest to nieźle płatne, więc idealnie się składa :) Wyszłyśmy z szefową z pracy przed 20:00 i odwiozła mnie do domu. Nalałam sobie rumu z colą i obejrzałam jeszcze raz "Still Life" na DVD, ale tym razem z kometarzem tłumacza Tony'ego Rayns i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy.
Wyjaśniało mi się na przykład skąd UFO w filmie, albo odlatujący pomnik, czy trzy postacie w tradycyjnych chińskich kostiumach przy stole w jednej ze scen. Potem obejrzałam jeszcze dokument "Dong" o malarzu Liu Xiaodongu, też w reżyserii Jia Zhang-ke, i wysłałam maila do chłopaka, który przyszedł na mój salon filmowy. Wyjaśniłam wszystkie wątpliwości, jakie mieliśmy poprzedniego dnia tuż po obejrzeniu filmu i poprosiłam go, żeby przekazał to rownież koleżance, z którą przyszedł. W końcu po 2:00 w nocy poszłam spać.

  
Główni bohaterowie filmu "Still Life" i malarz
Liu Xiaodong z filmu "Dong" w reżyserii Jia Zhang-ke.

W czwartek rano dostałam SMSa od Ismaila, że coś mu wypadło i nie może przyjechać do Bratfoot. Odpisałam, że nie ma sprawy, bo i tak chciałam mu tylko wytłumaczyć dlaczego możemy najwyżej zostać przyjaciółmi, a to może poczekać. Głowę mi tylko zawraca! Wstałam o 10:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, a potem na 12:00 podjechałam do pracy, prosto na zebranie w sprawie
Colours Ball. Zostałam w pracy do 20:00, a potem wróciłam do domu, zjadłam kolację i poszłam na dworzec. O 21:04 wsiadłam z Kasią w pociąg do Leeds i poszłam najpierw na lekcję kizomby, a potem potańczyłam zarówno salsę, jak i kizombę. Parę osób pytało, gdzie byłam, więc było miło. Jonathan odwiózł nas do domu po 2:00, ale spać poszłam o 3:00. W piątek z dużym trudem wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam do pracy. O 17:00 wyszłam i podeszłam do Sainsbury po małe pieczarki, a później wróciłam do domu i zdrzemnęłam się godzinkę. Potem zabrałam się za gotowanie, ale i tak wszyscy się spóźniali. W końcu przyszły dwie studentki z pracy. Potem Manasi, a na koniec dojechały Gloria i Nancy, ale z jeszcze dwoma osobami! Zjedliśmy razem mój makaron z krewetkami, a potem pieczarki w sosie śmietankowym z czosnkiem Manasi i na deser ciasto czekoladowe Shareen. Wypiliśmy razem 2 butelki białego wina i jedno calimocho. Gloria, Nancy i jej znajomi wyszli wcześniej, a my wypiłyśmy jeszcze po rumie z colą i dziewczyny wyszły po północy, a ja zamiast iść z nimi na FND, poszłam od razu do łóżka i spać :)

W sobotę wstałam tuż przed 12:00, wzięłam kąpiel i wyszłam z domu dopiero około 15:00. Zrobiłam  zakupy w Morrisonie i wróciłam do domu. Zdrzemnęłam się jakieś trzy godzinki, aż w końcu po 22:00 wsiadłam w pociąg do Leeds, a potem w autobus i dojechałam na imprezę. Oprócz gospodarza znałam tam tylko Piotrka i dwie osoby z salsy. Popiliśmy i potańczyliśmy trochę, ale gospodarz zaczął się trochę do mnie przystawiać, więc jak wszyscy wychodzili zabrałam się z kolegą z Bratfoot, chociaż gospodarza namawiał mnie, żebym została :) Kolega odwiózł mnie do domu, chociaż wcześniej trochę popił :) Ale mimo iż byłam w domu po 3:40, to oczywiście usiadłam do Internetu i zanim poszłam spać, była około 5:00 rano! :) W niedzielę obudziłam się znów przed 12:00, usiadłam do Internetu i załatwiłam parę spraw, m.in. aplikowałam o tą role Ambasadora
Aevy i wysłałam maila z pytaniem w sprawie tej loterii wizowej. A potem zabrała się za gotowanie i najpierw zrobiłam sobie pieczarki w śmietanie z czosnkiem na obiad, a później usmażyłam naleśniki z rumem :) O 18:30 wzięłam prysznic i o 19:50 jak Ela po mnie przyjechała, byłam już gotowa :) Pojechałyśmy na salsa party do Dewsburry, ale była straszna kicha. Nie wytańczyłam się i wszystko mnie denerwowało, więc poprosiłam tylko na koniec jednego tancerza, z którym mi się świetnie tańczy kizombę i wróciłam z Elą do domu. Spać poszłam już o 2:00.