Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
wtorek, 29 czerwca 2010
Wyprowadzka! :)

483.

W sobotę wstałam o 5:00 rano i na 6:20 poszłam na dworzec i wsiadłam w pociąg do Doncaster. Tam spotkałam się z mamą i siostrą, które przyleciały z Warszawy i dojechały w tym czasie taksówką z lotniska na dworzec. Wsiadłyśmy w pociąg z przesiadką w Leeds i około 10:30 byłyśmy w Bratfoot. Zjadłyśmy śniadanie i pojechałyśmy do sklepu na zakupy. Potem podjechałyśmy do Balangi na obiad i na pokaz filmu. Znów nikt nie przyszedł na film, za to było wesele i w związku z tym nie zostałyśmy obsłużone. Powiedziano nam, że musiałybyśmy czekać godzinę na złożenie zamówienia.

Ponieważ spotkałyśmy się tam z Janem i Sue, więc zaproponowali, że podrzucą nas do Pierogarni na obiad. Tam nas zostawili i pojechali na działkę, ale powiedzieli, że wrócą po nas za godzinę. Zjadłyśmy pyszny obiad i kupiłyśmy ciasto na wynos. Potem Jan po nas przyjechał i zabrał nas do nich. Napiliśmy się i zjedliśmy sałatkę i ciasto. Porozmawialiśmy trochę po polsku i po angielsku :) A później Jan odwiózł nas do domu, ale zapomniał nam dać GPSa, więc będziemy musiały sobie radzić w Szkocji same. Przed północą padłyśmy już do łóżek, bo to był długi dzień :)

W niedzielę dziewczyny obudziły mnie przed 9:00. Na 11:15 poszły do kościoła, a potem zabrałyśmy się za przeglądanie zawartości mojej szafy. Trochę rzeczy wylądowało w śmieciach i od razu zrobiło się mniej do zabrania. Potem zjadłyśmy obiad i zaczęłyśmy się zbierać na 17:00 na film do 1in12. Zadzwoniła do mnie Sarah i zaproponowała nam podwózkę. Tym razem obejrzeliśmy "Kingsajz", na który przyszło około 15 osób, z czego tylko pięć osób nie było Polakami :) Po filmie nie było poczęstunku, więc poszłyśmy w Wanyu na spacer po centrum. W końcu wróciłyśmy do domu i poszłyśmy spać.

  
Fragment kolejnego plakatu Danusi i scena, za przeproszeniem, "kiblowa" z filmu "Kingsajz" :)

W poniedziałek wstałyśmy znów około 9:00 i zabrałyśmy się za pakowanie i sprzątanie. Po 10:00 poszłam z siostrą do sklepu po parę rzeczy oraz kartony, w które można by powkładać moje rzeczy. Potem opróżniłyśmy szafę za szafą, pakując wszystko w pudełka i torby. Przy okazji wyrzuciłyśmy znów parę toreb rzeczy, które uznałam za zbyteczne. Potem zjadłyśmy obiad i wróciłyśmy do roboty. Do wieczora udało nam się zapakować wszystko z wyjątkiem paru potrzebnych rzeczy w kuchni i łazience. Musimy jeszcze tylko posprzątać i mogę się wreszcie wyprowadzić. Po prawie 5 latach!
piątek, 25 czerwca 2010
Moja psycho fanka :)

482.

Wczoraj poszłam do pracy na 11:30 i udało mi się w reszcie wyciągnąć z szefowej informację, kiedy mogę wziąc urlop w te wakacje! Ustaliłyśmy, że mogę jechać do Polski na dwa i pół tygodnia, od 5 do 20 sierpnia. Zmieniłam więc od razu bilet z 7 lipca na 6 sierpnia. Po pracy wróciłam do na chwilę do domu, żeby coś zjeść i założyć rajstopy, bo trochę się ochłodziło, choć niby nadal jest letnia pogoda. Potem poszłam na dworzec i na 18:30 pojechałam do Leeds do mojej pani shrink. Wyszłam od niej po 2 godzinach i poszłam do sklepu po zakupy, bo wiedziałam, że jak dojadę do Bratfoot, to wszystko będzie już zamknięte. Potem wsiadłam w pociąg, a na dworcu w Bratfoot w autobus do domu. Okazało się, że zamknęli jakąś ulicę, więc miał straszny objazd, ale najważniejsze, że w końcu zawiózł mnie pod sam dom :) Usiadłam do komputera i zaczęłam pooprawiać moją pracę magisterską, ale szybko mi się odechciało i zamiast tego obejrzałam sobie "Kingsajz", a potem poszłam spać :)

  
Jerzy Stuhr jako Szyszkownik Kilkujadek oraz Szuflandia  - oba kadry z filmu "Kingsajz".

Dzisiaj wstałam przed południem i zabrałam się znów za poprawianie pracy magisterskiej. Wysłałam maila do mojego promotora z pytaniem, czy mogę odebrać kopię egzaminatora zewnętrznego, który przesłał ją pocztą. Odpisał, że już doszła i czeka nam nie w jakimś biurze. Zanim wstałam z łóżka napisałam też dwa raporty dla szefa z college'u i wysłałam mu je od razu. Potem wstałam, zjadłam śniadanie i poszłam do pobliskiego akademika, zapytać, czy będą mieli  miejsca od września. Ale chyba za drogo by to jednak wyszło i raczej poszukam czegoś innego. Potem poszłam do biblioteki i wydrukowałam potwierdzenia z hoteli w Glasgow i Edynburgu oraz bilety lotnicze i rezerwacje samochodu. Później weszłam do college'u i zabrałam obie listy obecności. Poszłam z nimi do szefa college'u i oddałam mu też magnetofon, który mi kiedyś pożyczył. Powiedział, że już nic więcej ode mnie nie potrzebuje, więc rozdział mojej pracy w college'u uważam za zamknięty :)

Wyszłam od szefa i poszłam na uniwerek odebrać kopię mojej pracy magisterskiej z biura obsługi studenta :) Na szczęście była w kopercie, więc nie było widać co to. Poszłam więc na chwilę do pracy, bo miałam chwilkę wolną. Napiłam się zimnej wody i na 14:30 poszłam do drukarni uniwersyteckiej na spotkanie z grafikiem, który miał wydrukować mój plakat na konferencję w Glasgow. Okazało się jednak, że jest na urlopie! Ktoś inny się tym zajął i powiedział, że plakat będzie gotowy na poniedziałek i będzie mnie kosztował 30 funtów. Ale będzie duży (A1) i laminowany, a poza tym mam nadzieję, że mój wydział zwróci mi potem pieniądze :) Wróciłam do domu i znalazłam dziwny list od jednej z mojej byłych uczennic. Ma problemy psychiczne i jej list zupełnie nie miał sensu, w dodatku była zaadresowany do paru innych osób, z których znam tylko Toma. Wrzuciła go przez szparę na listy. Dobrze, że się wyprowadzam! Przynajmniej moja psycho-fanka nie będzie wiedziała, gdzie mieszkam :)

Włączyłam komputer i zaczęłam poprawiać moją pracę magisterską, ale miałam problemy z rozczytaniem egzaminatora. Myślę, że będę musiała pójść do mojego promotora i poprosić, żeby mi wytłumaczył oraz wyjaśnić parę kwestii, bo chwilami się nie zgadzam z uwagami egzaminatora. O 18:00 zaczęłam się zbierać i pojechałam do Pierogarni na 19:00, a że byłam wcześniej, to weszłam do Piknika na zakupy. Dotarłam do Pierogarni jako pierwsza, co trochę mnie zdziwiło. Okazało się, że na głównej ulicy był wypadek i utworzył się straszny korek. Za jakiś czas dojechał mój uczeń z kolegą. Potem jedna uczennica. W końcu jedna para - Portugalczyk, który się uczy polskiego i dziewczyna Polka. W końcu dotarła jeszcze jedna uczennica i jeszcze jedna para. Razem było na dziewięcioro. Poczęstowałam wszystkich Ptasim Mleczkiem, które właśnie kupiłam. Zjedliśmy pyszny obiad i posiedzieliśmy do jakiejś 21:30. Potem jedna z uczennic podwiozła mnie do domu i poszłam wcześniej spać, bo jutro rano muszę jechać do Doncaster, żeby odebrać mamę i siostrę z lotniska! :)
środa, 23 czerwca 2010
Imprezy pożegnalne

481.

W czwartek poszłam na 12:00 do pracy. Po 13:00 poszłam coś załatwić do głównego budynku i spotkałam promotora z egzaminatorem wewnętrznym. Powiedzieli, że zdobędą mi kopię mojej pracy od egzaminatora zewnętrznego i że mogę im wysłać poprawioną pracę do sprawdzenia, zanim ją wydrukuję. Potem poszłam do sklepu i kupiłam 3 soki i mleko. Jeden sok od razu wypiliśmy, a dwa pozostałe były na wieczór. Później zaczęłam szukać metalowego śmietnika, żeby móc w nim spalić stare papiery. Z pracy wróciłam prosto do domu i zdrzemnęłam się trochę. A na 20:00 poszłam do Neny i Lavendy na kolacje i zobaczyć pokój. Oprócz nich mieszkają tam Roman i Allen, który się we wrześniu wyprowadza i jego pokój mogę przejąć. A na razie wprowadzę się do małego pokoju, zostawię tam rzeczy i pojadę na tydzień do Szkocji :) Zjedliśmy razem dobry wegański obiad, który ugotowali i chwilę pogadaliśmy. Dowiedziałam się o paru szczegółach, takich jak mysz w kuchni i chyba długo tam nie zabawię. Wyszłam od nich o 22:00 i w domu przed snem obejrzałam Wojewódzkiego na Youtube.

W piątek poszłam do pracy na 12:00 i znalazłam metalowy śmietnik w recepcji obok. Pożyczyłam go na weekend, żeby spalić moją przeszłość. Z Internetu dowiedziałam się, że Elżbieta Czyżewska umarła. Zaczęłam więc pisać artykuł o niej do amerykańskiej gazety internetowej. Pod koniec dnia szefowa powiedziała, że w poniedziałek mi powie, co dalej z moją pracą i urlopem. Wróciłam do domu i dokończyłam artykuł o Czyżewskiej i wysłałam do znajomego w Stanach. Potem zabrałam się za projekt plakatu na konferencję w Glasgow. Tymczasem Jean przysłał mi SMSa z zaproszeniem na kolację do nich do domu. Skończyłam opracowywać zawartość plakatu i wyszłam z domu po 20:00. Po drodze kupiłam sok i dotarłam do nich jako pierwsza. Okazało się, że Jean wyjeżdża nazajutrz do Paryża! Wróci dopiero na początku przyszłego roku, żeby dokończyć studia. Później przyszło jeszcze parę osób, które znam i ze dwie nowe. Wyszłam od nich przed północą. W drzwiach domy spotkałam sąsiada, który powiedział, że od trzech dni, czeka mnie lodówka i wniósł ją od razy z kolegą na górę :)

  
Elżbieta Czyżewska we "Wszystko na sprzedaż" Wajdy i jako Dr. Shapiro w "Sex and the City".

W sobotę wstałam po południu i podjechałam do Tesco. Kupiłam wszystko, co potrzebne do sushi i po 14:00 byłam już z powrotem w domu. Zrobiłam sushi, calimocho i sangrię. Wsadziłam wszystko do lodówki i poszłam do Balangi na pierogi. Znów nikt nie przyszedł na film, więc wróciłam ostatnim autobusem do domu i zabrałam się za sprzątanie pokoju i przekręcanie łóżka. Minęła 20:00 i nikogo nie było. Dopiero o 21:00 pojawili się Krystian i Piotrek. Zaraz potem dotarł Conrad, a po nim Majka z chłopakiem z Manchesteru. Wanyu źle się czuła i w ogóle nie przyszła. Na koniec doszła Susana i Hatem. Zaczęliśmy sushi z sake, a potem wszyscy posmakowali pysznego punchu z rumem z Gwadelupy. Około północy poszliśmy na parking koło domu spalić moje papiery w koszu na śmieci :) Wtedy doszedł do nas Victor. Z 3 siatek spaliliśmy jedną, a z resztą wróciliśmy do domu, bo strasznie długo to trwało i wszyscy zmarzli :) Potem Conrad, Victor, Susana i Hatem poszli do Milla na koncert, a my balowaliśmy dalej. Dopiero po 3:00 rano chłopaki wsiedli w taksówkę, ale okazało się, że Krystian zostawił klucze! Przyjechał więc po nie na rowerze o 4 w nocy! Spałam na materacu, a goście na łóżku.

W niedzielę obudziliśmy się i wstaliśmy przed 10:00. Wzięłam prysznic i poszłam do sklepu po coś na śniadanie. Majka upiekła poprzedniego dnia bardzo doby chleb. Po śniadaniu pojechaliśmy do mojego nowego domu zawieźć stare papiery oraz parę kaset i filmów. Potem wróciliśmy do mnie i goście się zebrali, a ja poszłam zagłosować na kandydata, który całkiem przepadł :) Potem wróciłam do domu  i poszłam do łóżka. Włączyłam komputer i wzięłam się za poprawianie napisów do "Seksmisji". Zajęło mi to dużo dłużej, niż myślałam i spóźniam się 5 minut do klubu. Miałam problemy z podłączeniem sprzętu i w końcu film ruszył dopiero około 17:15. Ponieważ przyszedł jeden z moich studentów, któremu obiecałam, że będzie mógł zrobić parę testów na zaliczenie roku, więc musiałam pobiec po nie do domu, bo zapomniałam ich zabrać! Po drodze porozmawiałam z Wanyu przez telefon. Wróciłam do klubu i obejrzałam z nimi film do końca. Śmiali się i bardzo im się podobał. Na pokazie było ze 14 osób, ale w tym tylko czworo Anglików, a reszta to Polacy :) Potem zjedliśmy wegańskie pierogi i ciasto. Wyszłam stamtąd dopiero po 21:00 i w domu byłam o 22:00. Zadzwoniłam jeszcze do domu, bo myślałam, że u nich też 22:00 :) Umówiliśmy się na  rozmowę w środę. Przed snem sprawdziłam wyniku wyborów.

W poniedziałek wstałam o 9:00, bo o 10:00 przyszła Sarah na polski. Na 12:00 poszłam do pracy i od razu na zebranie, żeby robić notatki (minutes). Po pracy zjadłam w domu resztę sushi, a potem poszłam do biblioteka i na ostatni polski z pierwszym rokiem, gdzie studenci przynieśli coś do picia i do jedzenia. A potem wróciłam do domu i zaczęłam pracować nad wyglądem mojego plakatu na konferencje :) Wczoraj zwlekam się cudem z łózka i ledwo dotarłam na 11:30 do pracy. Mieliśmy zebranie z szefem na temat tego, jak zmieni się nasza praca, gdy przeniesiemy się we wrześniu do nowego budynku. Stanęło na tym, że mam spisać nasze uwagi. Ale najpierw zabrałam się za minutes z zebrania z poprzedniego dnia. Po pracy wróciłam do domu zachodząc po drodze do sklepu po coś na obiad. Potem poszłam do biblioteki i na całkiem ostatni polski w tym roku, gdzie znów mieliśmy wyżerkę :) Powiedziałam moim studentom, że nie będę ich już za rok uczyć. Chcieli pisać petycję do szefa, żebym została, ale obiecałam, że będę ich widywać :) Przed snem skończyłam wreszcie ten przeklęty plakat.

Dzisiaj wstałam o 9:30, bo na 10:30 przyszła znów Sarah. Była trochę wcześniej niż zwykle, więc nie byłam jeszcze całkiem gotowa :) Zapłaciła mi za 5 ostatnich tygodni, a po lekcji podwiozła mnie do pracy. Skończyłam pisać te piekielne minutes, a Nicola w tym czasie zrobiła spis naszych obowiązków, będę więc miała mniej roboty. Z pracy wyszłam o 16 i pobiegłam na ostatnie tutorial na kursie dla nauczycieli. Wykładowczyni pocieszyła mnie, że na pewno skończę te studia i będę miała w grudniu Graduation. Oddała mi też moje portfolio, które mam zamiar spalić :) Wróciłam do domu, naniosłam jeszcze ostanie małe poprawki na mój plakat i wysłałam maile o filmach, jakie pokazujemy w tym weekend. Potem otworzyłam czekoladki od chłopaków i zaczęłam pić resztkę sangrii, która została z imprezy. Po 19 poszłam do znajomych Polaków, którzy mieszkają parę domów dalej. Doszedł jeszcze jeden ich znajomy, którego znam z 1in12 i obejrzeliśmy razem "Bulgarski poscikk" Zespołu Filmowego Skurcz. A potem wróciłam do domu i uaktualniłam tego bloga :)

  
Olguerd Łukaszewicz i Jerzy Stuhr w "Seksmisji" oraz kadr z filmu "Bulgarski pscikk".
środa, 16 czerwca 2010
Dzieje się! :)

480.

W sobotę obudziłam się około południa i zabrałam się za napisy do "Vabanku". Trochę je poprawiłam, ale niektóre rzeczy naprawdę jest trudno przetłumaczyć. Po 16:00 wyszłam z domu i podjechałam darmowym autobusem do Balangi. Trwał jeszcze jakiś mundialowy mecz, więc zamówiłam najpierw gulasz z ziemniaczkami oraz surówką z kapusty kiszonej i dopiero po jedzeniu zeszłam do salki na dole, żeby podłączyć sprzęt. Minęła już 17:00 i nikogo nie było, ale właściciel uparł się, żeby sprawdzić, jak wszystko działa. W końcu odłączyłam wszystko i ustaliliśmy, że spróbujemy jeszcze raz za tydzień. Mam nadzieję, że po raz ostatni. Jak nikt nie przyjdzie, to damy sobie spokój. Na szczęście zdążyłam jeszcze na ostatni darmowy autobus do domu. Spotkałam w nim moja byłą uczennicę Nenę i umówiłam się, że przyjdę zobaczyć pokój do wynajęcia w ich domu. Przed snem usiadłam jeszcze do komputera.

W niedzielę obudziłam się dość wcześnie rano i zabrałam się za przeglądanie papierów, których mi się przez te parę lat nazbierało :) Potem zdrzemnęłam się trochę i odwołałam spotkanie z Wanyu w Fitness First. Zamiast tego wstałam, zjadłam obiad i usiadłam znów do przeglądania papierów. Potem zabrałam się za poprawianie napisów do "Hydrozagadki". Pogoda była dość brzydka, więc poprosiłam moich uczniów, żeby po mnie przyjechali. Podwieźli mnie przed 18:00 do 1in12, gdzie czekało już parę osób. Ze mną było nas dwanaścioro. Dwaj Polacy nie oglądali "Hydrozagadki", bo już ją widzieli, tylko piekli w tym czasie ciasto czekoladowe. Niestety, przypaliło im się, ale i tam był poczęstunek po filmie, a ciasto zamieniło się w bardzo smaczne kuleczki w wiórkach kokosowych :) Wróciłam do domu i dokończyłam przeglądać papiery, a potem Tom przyniósł mi kabel od komputera, bo go zapomniałam zabrać. Spać poszłam po północy.

  
Jan Machulski jako Henryk Kwinto w "Vabanku" i Iga Cembrzyńska w "Hydrozagadce".

W poniedziałek zerwałam się o 9:00, bo na 10:00 przychodziła Sarah na polski. Potem poszłam do biblioteki po książkę o filmach kultowych, żeby zacząć wreszcie poprawiać moją pracę, mimo że ani mój promotor ani egzaminator nie odpowiedzieli na moje maile. Na 12:00 dotarłam do pracy, a po pracy weszłam do dom na zupę i na 19:00 poszłam na kolejną lekcję polskiego. Tym razem dotarły aż cztery osoby! Po lekcji weszłam do sklepu po mleko i sałatkę. Zjadłam ją szybko i poszłam do Bratfoot Playhouse na koncert, który zorganizował jeden z moich studentów. Niestety, na jego występ już nie zdążyłam, ale zostałam na występach Pekko Kappi z Finlandii, wirtuoza starożytnej karelskiej liry jouhikko, o
raz dużo gorszy Mike'a Heron z zespołem - córką Georginią Seddon, Mike'em Hastingsem i Soleig Askvivk. Do domu wróciłam tuż przed północą.

  
Pekko Kappi z Finlandii oraz Mike Heron (z The Incredible String Band) z córką Georginią Seddon.

Wczoraj po drodze do pracy weszłam do Unipolu - działu uniwersytetu, który pomaga w znalezieniu zakwaterowania, ale nie byli zbyt pomocni. Potem weszłam do budynku mojego wydziału, żeby porozmawiać z sekretarką, promotorem lub egzaminatorem, ale żadnego z nich nie zastałam! Na 12:00 doszłam do pracy. Szefowa wróciła z Kanady i przywiozła nam pyszne ciasteczka z syropem klonowym. Po pracy poszłam do domu, a potem szybko do biblioteki i na 19:00 na polski. Zrobiłam z moim piątym rokiem ostatni test, a potem puściłam ich wcześniej do domu, bo miałam strasznie dużo papierkowej roboty. Wychodząc z college'u zostawiłam
dla szefa wszystkie papierki, jakie ode mnie chciał i zaniosłam do domu sprzęt CD, który się odnalazł! :) Potem spotkałam się z Wanyu w Weatherspoon n drinku. Później doszedł do nas jeszcze Zico. W domu byłam przed 23:00.

Dzisiaj wstałam o 9:30, bo na 10:30 przyszła znów Sarah na polski. Do pracy dotarłam tuż przed 12:00. Moja szefowa i dwoje współpracowników poszło na lunch zorganizowany przez Ecoversity w ramach Wellbeing Week, żeby propagować zdrowy styl życia. Wrócili po godzinie, więc jak ja poszłam, to też się nie śpieszyłam z powrotem. Wzięłam sobie wegetariańskiego cheeseburgera i szaszłyk z kurczaka oraz sok pomarańczowy. Spotkałam
Lavendę, która mieszka w domu, do którego najprawdopodobniej się za 2 tygodnie przeprowadzę :) Idę do nich jutro na kolację oraz obejrzeć pokój i wtedy zdecyduję. Potem obejrzałam pokaz i lekcję tańca brzucha i w końcu prawie po godzinie zaczęłam wracać do pracy. Po drodze znalazłam przypadkiem drzewko poświęcone zmarłemu w zeszłym roku Kennethowi. Po pracy weszłam do sklepu po mleko, a potem przegadałam półtorej godziny z Majką przez telefon. W końcu usiadłam do Internet i do mojego 'research poster' o polskich komediach kultowych.

  
Impreza w Amfiteatrze w ramach Wellbeing Week oraz drzewko i tablica poświęcone Kennethowi.
piątek, 11 czerwca 2010
Ostatni esej!

479.

W sobotę cały dzień pisałam ostatni esej na zaliczenie kursu dla nauczycieli, praktycznie od rana do wieczora. Wieczorem sąsiedzi znów urządzili imprezę pod moimi oknami. Ostatnio usłyszałam kawałek ich rozmowy o mnie, w której jeden stwierdził, że żyję w "moim własnym świecie". To zabrzmiało prawie, jakbym była nienormalna! :) Nie wiem czemu nie dawało mi to spokoju i zaczęłam się zastanawiać, kto tu żyje w "swoim własnym świecie" :) Moi sąsiedzi praktycznie nie wychodzą z domu, oczywiście poza wyjściem do pracy i do kościoła (tylko niektórzy :) Imprezują w swoim własnym towarzystwie i  w ogóle nie integrują się z otoczeniem.
Przypomina mi to trochę Polaków z Jackowa w Chicago. A ja chodzę do kina, do teatru, na koncerty, mam znajomych z całego świata, zakładam klub filmowy i to ja żyję w swoim własnym świecie? :) No cóż, ja przynajmniej nie żyję w polskim getcie. Każdy z nas w nowej sytuacji, w obliczu wielkich zmian przechodzi przez 5 etapów: 1. szok, 2. zaprzeczenie, 3. gniew, 4. odrzucenie i w końcu 5. akceptacja. Ja jestem tutaj dłużej, więc jestem już na ostatnim etapie, a oni myślę na etapie czwartym, odrzucenie świata zewnętrznego. Wszystko jeszcze przed nimi :) Wystarczy zrobić ostatni krok :)

W niedziela obudziłam się przed południem i usiadłam znów do eseju. Po czterech godzinach właściwie skończyłam go pisać. Wstałam więc, zebrałam się i po 16:00 poszłam z laptopem do klubu 1in12. Tym razem pokazałam "Rejs", na którym razem ze mną było 10 osób. Nie wszystkim się spodobał. Jedna osoba nawet zasnęła :) Ale po filmie przynajmniej po raz pierwszy mieliśmy dyskusję! :) Przyznałam, że ich rozumiem, bo ten film albo się kocha, albo nienawidzi :) Trzeba po prostu dać mu się ponieść :) Po filmie mieliśmy degustację wegańskiego jedzenia, jakie Tom dla nas przygotował. Potem z Janem i Davidem poszłam na jednego drinka do Balangi. Tam zrobiłam od razu próbę sprzętu przed przyszłą sobotą, bo i tak miałam przecież przy sobie laptopa. Wszystko bardzo ładnie działało - ekran jest większy niż w 1in12 i dźwięk jest lepszy. W najbliższą sobotę w Balandze pokażę "Vabank", a w 1in12 "Hydrozagadkę". Wracając do domu weszłam po drodze do sklepu po mleko, a potem zabrałam się za portfolio. Musiałam wypełnić wielki folder dowodami na to, że w ciągu tych dwóch lat kursu rozwinęłam się i dojrzałam, zarówno jako osoba jak i nauczycielka :) Dopiero wtedy zadałam sobie sprawę, ile jeszcze papierkowej roboty przede mną! :) Poszłam spać dopiero po 4:00 rano!

  
Sidorowski, inżynier Mamoń i Mamoniowa w "Rejsie" oraz Jola i playboy Jurek w "Hydrozagadce".

W poniedziałek rano na 10:30 przyszła Sarah na kolejną lekcję polskiego. Potem na 12:00 poszłam nieprzytomna do pracy:) Na szczęście udało mi się 
wymigać z robienia notatek na kolejnym zebraniu, bo muszę dokończyć te z zeszłego tygodnia! Umówiłam się z Benem, z którym pracuję, że wezmę nazajutrz wolne. Przez pięć godzin mogę bardzo dużo zrobić i nie chcę ich marnować w pracy :) Przed wyjściem wysłałam 'Minutes" do babki, żeby je poprawiła, a wracając do domu weszłam znów do sklepu, żeby kupić mleko i bardzo dobry, drogi obiad :) Od czasu do czasu trzeba sobie dogadzać :) Niestety, przez fakt, że lodówka nadal mi nie działa, jedzenie kosztuje mnie drożej, bo muszę je kupować z dnia na dzień w osiedlowym sklepie, który jest droższy niż supermarket. W domu zjadłam szybko obiad, a potem wzięłam materiały na polski i poszłam najpierw do biblioteki, żeby wydrukować parę rzeczy do mojego portfolio, a potem na lekcję. Oprócz mnie dotarły tylko dwie osoby! Cienko to wygląda, bo zostały nam jeszcze tylko dwie lekcje, a wszyscy muszą zrobić dziewięć testów, żeby zaliczyć rok. Mam nadzieję, że reszta z nich pojawi się za tydzień i jednak skończy ten kurs. Po lekcji wróciłam do domu i usiadłam znów do uzupełniania mojego portfolio!

We wtorek o 10:00 Sarah przyszła na polski, więc za długo nie pospałam :) Po jej wyjściu wzięłam się za pisanie refleksji na temat moich metod nauczania do mojego portfolio. W końcu wstałam z łóżka, gdzie najlepiej mi się pisze, zjadłam obiad i po 17:00 pojechałam do sklepu w centrum po jedzenie. Obiecałam, że przyniosę w środę kanapki na ostatnie spotkanie w ramach kursu dla nauczycieli i postanowiłam, że pokażę im, co to znaczy dobra kanapka! Kupiłam więc pyszny polski chleb z makiem, polędwice sopocką i ogórki konserwowe. Potem wróciłam do domu, żeby zostawić zakupy i już zaraz musiałam wychodzić, żeby wydrukować jeszcze parę rzeczy do portfolio w bibliotece i zdążyć na polski. Szczególnie, że byłam tego wieczoru po raz ostatni obserwowana przez moją mentorkę. Po lekcji poszłam tradycyjnie na drinka z Wanyu. Dołączył do nas Radek, a przy barze spotkałam Sabrinę z jakimś gościem z Coach Surfing, więc zaproponowałam, żeby się do nas dosiedli. Po 22:00 doszli Severine i Martin, którzy byli w Muzeum na filmie. Powiedziałam Sabrinie o pokazach polskich filmów i obiecałam, że wyślę jej informację na ten temat. Wyszłam z pubu z Severine i Martinem po północy. W domu zabrałam się dalej za portfolio i poszłam spać dopiero jak skończyłam po 5:00 rano!

W środę wstałam o 9:00, po jakiś trzech godzinach snu, bo na 10:00 szłam już do pracy, prosto na dwa zebrania, w trakcie których robiłam notatki. Prawie tam zasnęłam! :) Potem napisałam ostatnią refleksję do mojego folderu. Po 15:00 przed wyjściem z pracy poszłam do kuchni, gdzie w lodówce trzymam masło i majonez, żeby posmarować polski chleb, bo lodówka przecież nadal mi nie działa (przestałam już nawet liczyć, jak długo :) Potem wróciłam do domu i zrobiłam pyszne kanapki z polędwicą sopocką, majonezem i ogórkami konserwowymi. W końcu wzięłam moje wielkie, ciężkie portfolio i poszłam do college'u. Najpierw wydrukowałam jeszcze parę brakujących kartek, a potem pożyczyłam dziurkacz i pozbyłam się wszystkich plastikowych koszulek z folderu. W końcu przed 17:00 oddałam wszystko i poszłam do sali, gdzie wykładowczyni poprosiła nas, żebyśmy napisali coś miłego o każdej osobie z naszej grupy, a ona nam to wyśle pocztą :) Fajny pomysł :) Później poszłam na poczęstunek i na rozdanie dyplomów. 
Byłam bardzo zaskoczona, gdy dostałam "Nagrodę Klasyfikacji Dziesiętnej Deweya" dla "najbardziej zorganizowanej osoby na kursie - choć sama o tym nie wie" :) O 19:00 byłam już w domu i zamiast iść do kina, tak jak planowałam, przysnęłam na łóżku. Obudziłam się po północy i usiadłam do Internetu. Wreszcie po 3:00 w nocy wróciłam znów do łóżka :)

Wczoraj pospałam do 10:00, a potem zadzwoniłam do domu, żeby pochwalić się dyplomem i faktem, że nareszcie oddałam ostatni esej i prawie skończyłam te studia! Na 12:00 poszłam do pracy, ale byłam tak zajęta, że dopiero pod koniec dnia udało mi się zacząć spisywać notatki z obu zebrań z poprzedniego dnia. Wysłałam też maila do mojego promotora i egzaminatora wewnętrznego, bo napisali mi jakie poprawki mam nanieść w mojej pracy magisterskiej, ale nie dali mi swoich kopii, a kazali mi poprawić błędy, które w nich znaleźli i zaznaczyli! Spytałam więc, kiedy i skąd mogę je odebrać, bo chciałam nad tym popracować przez weekend, ale żaden już mi nie odpisał. Po pracy wróciłam do domu i znów powtórzyła się sytuacja z poprzedniego dnia - zamiast iść do kina, położyłam się do łóżka i spałam non-stop do 23:00. W ciągu tych dwóch dni nie dotarłam na "Bad Lieutenant: Port of Call New Orleans" (Zły porucznik) Wernera Herzoga - remake filmu Abla Ferrary, "Life During Wartime" Todda Solondza i "Cemetery Junction", bo wybrałam drzemkę :) Obudziłam się przed północą i usiadłam do Internetu, bo już nie mogłam zasnąć :) Wszystko przez ten głupi ostatni esej i głupie portfolio na zaliczenie! :) Zupełnie rozregulowałam sobie organizm! :) W końcu po 3:00 poszłam dalej spać.

Dzisiaj pospałam do 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy :) Chciałam się od razu zabrać za Minutes, czyli spisywanie notatek z zebrań, ale ciągle ktoś coś ode mnie chciał. Główny szef na przykład wymyślił, żebym wydrukowała nazwy wszystkich krajów, których drużyny biorą udział w Mundialu i żeby wszyscy pracownicy wylosowali po dwie. Kto wylosuje drużynę, która wygra, dostanie nagrodę. No fajnie, tylko zanim znalazłam te drużyny (bo pojęcie o stronach sportowych mam żadne :) i je wydrukowałam i pocięłam, to minęło z pół godziny, a notatki czekały :) W końcu udało mi się je skończyć i wysłać tuż przed 17:00. Wyszłam nawet 5 minut wcześniej z pracy :) Wróciłam do domu i zjadłam obiad, a potem poszłam na przystanek autobusowy, żeby spotkać się ze znajomą Bułgarką i podać jej krótki tekst, który ma przetłumaczyć z rosyjskiego. Moja studentka Sarah mnie spytała, czy nie znam kogoś, kto mógłby to zrobić, więc popytałam znajomych, a Bułgarka zaproponowała, że zrobi to za darmo :) Potem wróciłam do domu i znów popełniłam ten sam błąd, trzeci dzień pod rząd! :) Czyli położyłam się na chwilę na łóżku i zasnęłam, zamiast iść do kina na "The Brothers Bloom" (Niesamowici bracia Bloom) z Rachel Weisz, Adrainem Brody i Markiem Ruffalo oraz na rumuński film "The Happiest Girl in the World" (Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie :)

  
Fragmenty bardzo fajnych ulotek, które Danusia zrobiła na pokaz "Vabanku" i "Hydrozagadki".
piątek, 04 czerwca 2010
Pani magister filozofii :)

478.

We wtorek wstałam o 9:30, bo na 10:30 przychodziła Sarah z artykułem z książki do przetłumaczenia. Potem poszłam na 12:00 do pracy. Pogoda była okropna - zimno, brzydko i deszczowo, a w dodatku nudy. Ale ustaliłam przynajmniej
z Benem, że wezmę wolne w czwartek, a on w piątek, co oznacza, że będę musiała wtedy przyjść na cały dzień. W kuchni spotkałam głównego szefa, więc spytałam go o mój kontrakt i czy mają zamiar go przedłużyć, czy nie. Powiedział, że porozmawia nazajutrz z babką z HR i da mi odpowiedź do końca tygodnia. O 17:00 poszłam do domu i zdrzemnęłam się do 20:30, a potem zaczęłam czytać informacje o moich egzaminatorach w sieci i rozsyłać maile o pokazach polskich filmów, które organizuję teraz wspólnie ze znajomą Polką, Danusią.

W środę poszłam
do pracy na 10:00, bo zanim szefowa poszła na urlop, poprosiła mnie, żebym robiła Minutes (raport?) z paru zebrań. Siedziałam więc na pierwszym spotkaniu i robiłam notatki o tym, co kto powiedział. Drugie spotkanie na szczęście dla mnie było odwołane, bo nie cierpię spisywać tych notatek. Oni spotykają się co tydzień i wiedzą, o czym rozmawiają, a ja muszę wszystko zgadywać. Zanim wyszłam z pracy o 15:00 poprosiłam jeszcze raz mojego szefa, żeby mi napisał w mailu, co z moim kontraktem. Potem poszłam na pocztę i wysłałam kolejny list do mojej agencji wynajmu. Później podjechałam do Inland Revenue, żeby zostawić pracę domową dla Sam, która tam pracuje. W końcu wróciłam do domu i usiadłam do Internetu, a potem poszłam wcześniej spać.

W czwartek obudziłam się po 9:00 i już nie mogłam zasnąć z nerwów. Pogoda zrobiła się śliczna, letnia. Poleżałam w łóżku do około 11:30, a potem wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Pomyślałam, że przed obroną jeszcze
coś poczytam, ale nie mogłam się skoncentrować. Poza tym doszłam do wniosku, że na ostatnia chwilę i tak się już niczego nie nauczę :) O 13:30 wyszłam z domu i poszłam spacerkiem na uniwersytet. Oczywiście doszłam za wcześnie i potem pół godziny siedziałam pod salą, w której miałam się bronić, ale to i tak było lepsze niż siedzenie w domu i chodzenie po ścianach :) Po 14:00 przyszedł mój promotor i dwóch egzaminatorów - wewnętrzny (Patrick Allen, specjalista w dziedzinie mediów) i zewnętrzny (Dr Ian Hunter, którego konikiem jest kino kultowe).

Przez pół godziny zadawali mi różne pytania, a ja starałam się odpowiedzieć coś z sensem :) Potem wyszłam, a oni się naradzali. Ostatecznie ustali, że zdałam z poprawkami! To oznacza, że mam 3 miesiące na to, żeby dopisać rzeczy, o których mówiliśmy w czasie obrony, a których nie napisałam w pracy :) Wróciłam do domu i zadzwoniłam z dobrą wiadomością do rodziny, szczególnie że dostałam też maila od szefa, że mogą mi przedłużyć kontrakt o rok. O 17:30 poszłam do Balangi na pierogi i sprawdzić z Danusią, czy projektor działa, tak jak trzeba, bo w sobotę Danusia pokaże tam "Rewers". Potem podjechałam do Krystiana, żeby przegrać filmy: "Rejs", "Seksmisję" i "Kingsajz". Okazało się, że Piotrek miał dzień wcześniej urodziny, więc wyciągnęli ciastka i piwo. O 22:00 wyszłam od nich i wróciłam autobusem do domu. Rozesłałam maile o sobotnim pokazie i poszłam spać.

  
Scena zbiorowa z filmu "Rejs" i Józef Nowak jako detektyw As w "Hydrozagadce".

  
Beata Tyszkiewicz i Bożena Stryjkówna w "Seksmisji" oraz Jacek Chmielnik w "Kingsajz".

Dzisiaj obudziłam się po 4:00 i nie mogłam zasnąć. Obejrzałam więc "Rejs", żeby sprawdzić, czy napisy są w porządku. Po 6:00 położyłam się z powrotem do łóżka, ale już o 8:00 musiałam wstać, bo szłam dziś do pracy na osiem godzin, od 9:00 do 17:00. Po drodze weszłam do sklepu po  mleko i sałatkę. Jak siedziałam sama na recepcji, przyszedł jeden z nowych subbatical officers i trochę porozmawialiśmy, a potem jedna z pracownic. Skorzystałam więc z okazji i po 11:00 poszłam do kuchni, żeby zjeść płatki muesli, które wzięłam ze sobą na śniadanie. Po 14:00 zostałam sama i zaczęłam przysypiać :) Wreszcie wyszłam przed 17:00 i poszłam do domu. Zdrzemnęłam się do 20:00, a potem zaczęłam poprawiać trochę napisy do "Rejsu" i uaktualniać tego bloga. I zaraz się biorę za pisanie mojego ostatniego eseju! :)