Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 26 czerwca 2011
Mini pokaz mody :)

538.

W poniedziałek obudziłam się przed 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Po drodze weszłam na pocztę, żeby wysłać kartkę urodzinową dla Jana, więc trochę się spóźniłam. Przyszłam prosto na lunch, jaki wyprawiliśmy na powitanie nowych Sabbatical Officers. O 17:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Zjadłam obiad, usiadłam do Internetu, a w końcu szybko się przebrałam, ale i tak spóźniłam się na salsę, bo nie mogłam znaleźć kartki, na ktorej zbieram gwiazdki! Na każdej lekcji stęplują nam jedną gwiazdkę i jak będę miała 10 gwiazdek, to kolejną lekcję mam za darmo. Krystian i wolontariuszki już tam były i zaczeła się już rozgrzewka. Po lekcji porozmawiałam chwilę z Johathanem i znów z nim trochę potańczyłam. Oboje przyznaliśmy, że lubimy ze sobą tańczyć :) Do domu wróciliśmy po 23:00.

We wtorek wstałam o 11:00 i poszlam znów na 12:00 do pracy. W połowie dnia mieliśmy zebranie w sprawie tego, co kto chce robić wieczorami w Centre Parcs. Do południa mamy zawsze training, a po obiedzie do kolacji czas wolny. Wybieram się w tym czasie do SPA i zastanawiam się też nad jazdą konną, strzelaniem z łuku, chodzeniem po drzewach, graniem w bilard i lekcją tanga :) Jednak mimo iż dojazd, pobyt i wyżywienie mamy zapewnione, za resztę musimy sami zapłacić. Dlatego też nie wiem, na co się zdecydować. Na szczęście w przyszły wtorek mam wypłatę, więc powinno mnie być stać na wszystko, co tylko zapragnę :) Po pracy wróciłam do domu, poćwiczyłam przez godzinkę salsę z Krystianem, a potem poszłam spać, zamiast obejrzeć film "Sunrise. A Song of Two Humans",  którego nigdy nie widziałam, a pokazywałam go w czwartek w Galerii II i miałam o nim powiedzieć parę słów.

W środę wstałam o 10:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i wyszłam wcześniej z domu. Najpierw weszłam do sklepu po proszki do bólu głowy, bo bolała mnie właściwie nieprzerwanie od poprzedniego wieczoru. Potem weszłam do naszej drukarni uniwersyteckiej po ulotki reklamujące mój salon filmowy i zaniosłam połowę do Galerii II, a drugą połowę do pracy. Po pracy wróciłam do domu, przebrałam się i na 19:00 poszłam do Sports Centre na zumbę, gdzie spotkałam parę znajomych dziewczyn. Później wróciłam do domu, żeby szybko się przebrać i na 20:30 dotarłam do Cyrusa, gdzie odbywała się impreza pożegnalna Nancy. Przyszłam akurat jak zaczynali jeść i każdy musiał wygłosić mowę pożegnalną :) A potem część z nas poszła na drinka do Weatherspoon, gdzie posiedzieliśmy do 24:00.

W czwartek wstałam o 9:00 i na 10:00 poszłam piechotka do Caffe Nero w centrum. Miałam się tam spotkać z babką z Fabrics, ale się spóźniała, więc zaczęłam się zastanawiać, czy jestem w dobrym miejscu. W końcu dotarła, poprawiła moje CV i na 12:00 pobiegłam do pracy. Dotarłam znów prosto na lunch i przemówienia, tym razem pożegnalne. Każdy z byłych Sabbatical Officers dostał torbę z prezentami. Po pracy poszłam prosto do Galerii II pokazać film "Sunrise. A Tale of Two Humans" W. F. Murnau'a. Na pokaz przyszlo zaledwie sześć osób, ale po fimie mieliśmy ciekawą dyskusję. W domu byłam około 21:00, zjadłam obiad i porozmawiałam przez Skype'a najpierw z Alainem, a potem z Celine. Przed snem obejrzałam jeszcze parę kolejnych odcinków serialu "South Park" i poszłam spać po 2:00.

  
Janet Gaynor i George O'Brien w scenie z filmu "Sunrise" oraz bohaterowie serialu "South Park".

W piątek obudziłam się o 11:00 i dotarłam lekko spóźniona do pracy na 12:00. O 13:00 zamknęliśmy recepcję i poszliśmy na imprezę zorganizowany przez uniwersytet w Amfiteatrze na terenie campusu. Zjadłam tam darmowy lunch, poćwiczyłam zumbę i poszłam na 10-minutowy masaż ramion. Po dwóch godzinach wróciłam do pracy, a już o 16:00 miałam próbę przed naszym niedzielnym mini pokazem mody. Nancy przyniosła ubrania i ja z Lolą jako pierwsze zaczęłyśmy sobie wybierać, co chcemy założyć. Potem o 18:00 pobiegłam do Sports Centre na salsę areobik, gdzie dołączyła do mnie Nancy. Potem wróciłam do domu i zdrzemnęłam się trochę. Wstałam po 21:30 i poszłam do Tesco, a potem do 1in12, a stamtąd na imprezę do Jasona, na której świetnie się bawiłam. Wyszłam od niego po 5:00 rano.

Wczoraj obudziłam się przed południem, wzięłam prysznic i pojechałam na zakupy. Najpierw kupiłam buty na niedzielny pokaz mody, które będą się też nadawać do salsy. Później kupiłam czarne jeansy na wyjazd do Centre Parcs, a na koniec cieliste rajstopy i jedzenie. Wróciłam do domu i zjadłam obiad, a potem zabrałam się za sprzątanie, bo Manasi chciała przyjść i obejrzeć wolne pokoje. Przed jej przyjściem pooglądałam sobie jeszcze "South Park". Jeszcze jedna koleżanka miała przyjść i pożyczyć ode mnie walizkę, ale nie zdążyła, bo o 19:40 wyszliśmy z Krystianem z domu i poszliśmy z wolontariuszkami na dworzec. O 20:04 wsiedliśmy w pociąg do Leeds i poszliśmy pod Azucar, gdzie ludzie tanczyli salsę na świeżym powietrzu. Wypiliśmy po jednym drinku i zatańczyliśmy z Krystianem jeden taniec i już musieliśmy wracać na dworzec, żeby o 23:00 złapać ostatni pociąg do Bratfoot.

Dzisiaj wstałam o 12:00, wzięłam długi prysznic, zjadłam śniadanie i ogarnęłam trochę pokój. Sarah miała przyjechać o 13:00, ale zadzwoniła, że się spóźni. W końcu dotarła po 13:30, więc lekcja trwała do 14:45. Po jej wyjściu spakowałam wszystkie rzeczy potrzebne mi w czasie pokazu i o 15:00 spotkałam się z Lolą. Poszłyśmy razem do Lloydsa, gdzie odbywała impreza charytatywna na rzecz uchodźców, głównie z Konga. Było tam strasznie gorąco, bo klimatyzacja nie działa, a dziś akurat był po raz pierwszy upał. Usiadłyśmy więc na dworze i wkrótce doszła do nas reszta ludzi. Poszliśmy na górę, żeby się przygotować. Damska toaleta służyła nam jako przebieralnia, bo ma duże lustra. Namówiłam jeszcze jedną dziewczynę, żeby wzięła z nami udział w 20-minutowym pokazie mody, a Nancy zwerbowała jakąś babkę, która przyszła skorzystać z łazienki, bo potrzebowaliśmy więcej osób :)

W końcu po 18:00 zaczęliśmy pokaz mody. Było nas razem dziesięcioro, w tym trzech chłopaków i siedem dziewczyn, ale i tak mieliśmy znów za mało czasu, żeby się przebrać :) I znowu na zapleczu panował kompletny chaos, ale podobno na sali wyglądało to całkiem nieźle. Tym razem nie było żadnej sceny, tylko chodziliśmy pomiędzy stolikami. Pokaz był dość krótki i miałam tylko cztery wyjścia :) Ale mam nadzieję, że będę miała znów parę fajnych zdjęć, bo przyszli moi znajomi i podobno też filmowali :) Po pokazie pożegnaliśmy się wszyscy i umowiliśmy się na wieczor do klubu Tokyo. Wróciłam więc do domu, zjadłam kolacja i obejrzałam parę kolejnych odcinków "South Parku". Potem wstałam, przebrałam się i przed 23:00 przyszła po mnie koleżanka, z którą poszłyśmy do Tokyo na imprezę do rana :)
niedziela, 19 czerwca 2011
Nie wysypiam się :)

537.

W poniedziałek obudziłam się o 11:00, wzięłam prysznic i na 12:00 poszłam do pracy, na zebranie w sprawie wyjazdu do Centre Parcs. Jest to taki kompleks wypoczynkowy, gdzie jedziemy, żeby uczyć się pracy zespołowej :) Potem wydrukowałam sobie parę dokumentów, które były mi potrzebne do aplikacji o stałą rezydencję. Trochę zgłodniałam, więc w sklepiku kupiłam sałatkę, ale była chyba trochę stara, bo nie za dobra, więc wyrzuciłam ją
do śmieci. O 16:30 wyszłam z pracy i poszłam na pocztę wysłać tą aplikację na koszt uniwerku :) A potem poszłam do Atrium spotkać się z babką z Fabrics, żeby porozmawiać znów na temat mojej kariery :) Po rozmowie spotkałam znajomego kapelana, który zaprosił mnie na uroczystość oficjalnego objęcia jego urzędu :) Była to bardzo ciekawa ceremonia :) Potem spotkałam znajomych z mojego byłego domu. O 20:00 przyszły do  nas dwie wolontariuszki i razem z nimi poszliśmy na salsę. Jedna poszła na lekcję dla początkujących, a druga tylko patrzyła, więc Krystian dał jej aparat, żeby nam porobiła zdjęcia. Zatańczyłam znów z Jonathanem i znowu świetnie się nam razem tańczyło :) Po 23:00 wyszliśmy i poszliśmy do domu. Tymczasem dostałam maila od artysty z listą wybranych przez niego filmów. Wysyłam ją babce z galerii, a zdjęcia wrzuciłam na FB.

  
Sztuczne jezioro na środku ośrodka wypoczynkowego Centre Parcs oraz ja i Jonathan tańczący salsę :)

We wtorek obudziłam się rano i już nie mogłam spać. W końcu wstałam i poszłam na 11:00 do pracy, bo mieliśmy zebranie. Wyszłam więc o 16:00 i pojechałam prosto do Leeds. Po drodze spotkałam znajomego i przegadałam z nim całą drogę. Najpierw poszłam do TKMaxxa, a potem do Primarku, ale nie znalazłam nic, co by mi się spodobało. Pojechałam więc na 18:30 do mojej pani shrink. Jak od niej wyszłam, dostałam SMS od Luli, że zapraszają mnie z Mikaelem na obiad i na film, ale odpisałam, że jestem w Leeds. O 23:00 byłam już z powrotem w domu i pooglądałam kolejne odcinki "South Park". W środę poszłam znów do pracy na 12:00 i wyszłam o 17:00. W domu coś zjadłam, a potem na 19:00 poszłam na zumbę. Później wróciłam do domu, żeby się przebrać, bo szłam do Weatherspoon na urodziny Jasona :) Spotkałam tam parę znajomych osób i poznałam parę nowych. Około 23:00 Jason zaproponował, żeby się przenieść do niego i mimo iż sobie obiecałam, że po paru drinkach wrócę do domu, to poszłam z Mansi do sklepu, kupiłam wino i Pepsi na calimocho i oczywiście poszłam na imprezę :) Pogadałam trochę ze strasznie pewnym siebie kolesiem, który wcześniej zdenerwował Nancy. Wreszcie po 4:00 wsiadłam z dziewczynami w taksówkę i około 5:00 nad ranem poszłam spać!

W czwartek poszłam znów do pracy na 12:00 i wyszłam o 17:00. Wróciłam do domu i poszłam do łóżka. Byłam wykończona, bo nie wyspałam się za bardzo :) Pooglądałam więc "South Park" na laptopie, aż około 21:00 zasnęłam i obudziłam się dopiero w piątek rano! :) Pospałam jeszcze trochę, aż w końcu poszłam na 12:00 do pracy. Wyszłam o 17:00 i poszłam prosto na basen na pół godzinki, a potem na 18:00 na salsę areobik. Po zajęciach wróciłam do domu, zjadłam obiad i o 20:30 poszłam do Tesco, gdzie spotkałam się z Sally. Poszłyśmy razem do 1in12, gdzie doszła do nas Hiszpanka, a potem Conrad i Lucas, a w końcu też Mikael i trzy wolontariuszki. Na koniec doszedł też niestety kolega Lucasa, który kiedyś był upierdliwy dla Celine, a tydzień temu natrętny wobec jednej z wolontariuszek. Dziewczyny postanowiły na jego widok wyjść i pójść potańczyć do Che Bar, a my poszliśmy grać w bilard. Zagrałam z Mikaelem przeciwko Lucasowi i jego koledze, któy zdążył tym razem mnie nieźle wkurzyć. Pogadałam więc z jakimiś obcymi ludźmi grającymi w bilard, a potem stwierdziłam, że idę do domu. Wyszliśmy wszyscy razem, pozbyliśmy się wszystkich i poszłam z Mikaelem do Douglas Tower, gdzie posiedziałam do 5:00 rano popijając calimocho i rozmawiając z nim i z Fryderykiem :)

Wczoraj przed 10:00 obudziła mnie muzyka zza ściany, gdzie wprowadzili się nowi sąsiedzi. Poszłam dalej spać i wstałam dopiero o 13:00. Wzięłam prysznic i podjechałam free busem do centrum. Chciałam kupić jakieś ubrania na wyjazd i na salsę, ale nic mi się nie spodobało, kupiłam tylko buty. Potem poszłam do Balangi po laptopa, ale właściciel potrzebował czasu, żeby coś przegrać (chociaż tydzień wcześniej uprzedziłam, że go zabieram). Poszłam więc do Morrisona po jedzenie, a potem wróciłam, zjadłam gulasz i wróciłam free busem z laptopem i zakupami do domu. Poszłam do łóżka i tak mnie zmogło, że nie poszłam ani potańczyć z wolontariuszkami, ani popić ze znajomymi :) Obejrzałam za to parę kolejnych odcinków "South Parku" zanim po 2:00 w nocy poszłam spać. Dziś przed 10:00 znów mnie obudziła muzyka u sąsiadów, więc zaczęłam wkurzona walić w ścianę. Pospałam jeszcze trochę, a potem wstałam i posprzątałam, bo o14:00 przyszła Sarah na kolejną po przerwie lekcję polskiego. Po lekcji przebrałam się szybko i o 17:00 wyszłam z Krystianem z domu. Podjechali po nas jego znajomi i pojechaliśmy do Leeds na salsę. Lekcję prowadził mój pierwszy nauczyciel i była za darmo, więc zapłaciliśmy tylko za drinki i parking :) W domu byliśmy o 20:00 i pooglądałam znów "South Park".

  
Bar Risa w Leeds, gdzie byliśmy dzisiaj na lekcji salsy oraz główni bohaterowie "South Parku" :)
niedziela, 12 czerwca 2011
Deszczowy tydzień

536.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Recepcja jest teraz otwarta tylko od 10:00 do 16:00, więc o 16:00 zamykamy i teoretycznie mamy czas spokojnie policzyć pieniadze i coś porobić. Postanowiłam jednak, że skorzystam z okazji, wyszłam o 16:30 i poszłam do domu po piecyk. Wsiadłam z nim do free busa i pojechałam do Argos. Miałam na niego trzyletnią gwarancję, a nie minął jeszcze nawet rok od zakupu, bez problemu więc wymienili mi go na nowy. Wróciłam z nim free busem do domu i od razu podłączyłam :) Potem zjadłłam zdrowy obiad i położyłam się z laptopem na łóżku. Obejrzałam parę odcinkow "South Parku" i przejrzałam listę filmów na DVD dostępnych w bibliotece uniwersyteckiej. Potem napisałam mail do Danusi, że z powodu zachowania jej chłopaka nie mam już ochoty organizować ani przychodzić na filmy. Musiałam to wreszcie z siebie wyrzucić. Po 20:00 poszłam z Krystianem na salsę i potanczyliśmy znów do 23:00. Zatańczyłam wreszcie z Jonathanem, który w czasie lekcji zawsze ze mną flirtuje, a potem nigdy mnie nie prosi! Fajnie się nam tańczyło :)

We wtorek obudziłam się o 11:00 i poszłam znów na 12:00 do pracy. O 16:00 zamknęłam recepcję i skończyłam spokojnie spisywać tzw. Minutes z ostatniego spotkania, na którym dowiedziałam się, że będę szukać kogoś na stanowisko Events Coordinator. Brzmi jak wymarzona praca dla mnie i postanowiłam, że będę się o nia starać.
Napisałam też maila do mojej pani shrink z pytaniem, czy możemy przełożyć nasze spotkanie z tego czwartku na przyszły tydzień. W czwartek było otwarcie nowej wystawy w Galerii II i szefowa chciała, żebym porozmawiała z artystą na temat tego, jakie filmy pokażemy tym razem. Wolałabym sama wybierać i nie musieć za każdym razem uzgadniać tego z autorem wystawy! O 17:00 wyszłam z pracy, ale zamiast iść na basen, tak jak sobie wcześniej zaplanowałam, wróciłam do domu, bo było mi zimno. Pogoda się popsuła i w dodatku była bardzo zmienna, co miało wpływ na moje samopoczucie. W domu zjadłam obiad i obejrzałam znów parę kolejnych odcinków "South Parku" oraz film z choreografią do flash mobu, a potem poszłam spać.

W środę wstałam znów o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. O 17:00 poszłam do domu i zjadłam zdrowy obiad, a potem się zdrzemnęłam. Wstałam o 18:30 i wyszłam już przebrana z domu, ale złapał mnie deszcz, więc nie dotarłam na zumbę, tylko wróciłam do łóżka. Już drugi raz opuściłam zajęcia, a podobno jak nie da się im wcześniej znać, to każą za to płacić, choć normalnie są wliczone w cenę, ale nie miałam ochoty iść mokra i spóźniona. Wieczorem umówiłam się z Mansi, że spotkamy się w sklepie po 22:00 i razem pójdziemy na imprezę pożegnalną jednego z modeli, który nazajutrz wracał na wakacje do Londynu. Doszło do nas jeszcze parę osób i razem poszliśmy do mieszkania Jasona na tzw. ostatnią imprezę (tak ją nazwał na Facebooku :) Zrobiłam dla siebie i dla Mansi calimocho, bo w przeciwieństwie do pozostałych obie szłyśmy następnego dnia do pracy. Potem stoczyłam pojedynek na taniec z przewodniczącym Street Dance Society :) I przegadałam pół imprezy w pokoju z modelem, któremu podoba się Mansi i który mnie pytał o radę :) Wyszłam z Mansi i nowo poznanym Niemcem po 2:30.

W czwartek obudziłam się zanim zadzwonił budzik, ale wstałam dopiero o 11:00 i poszłam jak zwykle na 12:00 do pracy. Szefowa cały tydzień wychodziła wcześniej, ale ja siedziałam do 17:00, bo mogłam poczytać i poodpisywać na prywatne maile :) Zresztą na 17:00 szłam do Galerii II na otwarcie wystawy Grahama Martina "Revolution is Healing". Wydrukowałam listę filmów DVD i przygotowałam parę propozycji na rozmowa z nim, ale okazał się bardzo trudnym rozmówcą. Zaczął mi mówić, jakie są jego ulubione filmy i rezyserzy (głownie niemccy, tacy jak Fassbinder, herzog czy Wenders), nie rozumiejąc chyba, że nasze pokazy to nie kncert życzeń! Chodzi raczej o to, żeby pasowały tematycznie do wystawy, a ta jego jest dość kiepska. Nie dogadaliśmy się więc za bardzo, ale pogadałam z paroma znajomymi osobami i napiłam się z nimi białego wina :) O 20:00 wyszłam z galerii i poszłam do domu. Zjadłam obiad i polożyłam się łóżka, hdzie przed snem obejrzałam kolejne odcinki "South Parku" :)

  
Graham Martin na zdjęciu z wystawy "The Revolution is Healing" oraz bohaterowie "South Parku" :)

W piątek wstałam tradycyjnie o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Po 15:00 zgłodnialam trochę, więc poszłam do barku po jakąś sałatkę z makaronem, ale jak chcialam za nią zapłacić, znajoma sprzedawczyni powiedziała, że mogę wziąć wszystkie trzy sałatki jakie zostały za darmo, bo za raz zamyka i musiała by je wyrzucić :) Podobnie jak parę innych rzeczy, które przez weekend straciłyby ważność :) Zaproponowałam więc, że powiadomię pozostałych pracowników i wszyscy poszli sobie coś wziąć :) Wyszłam z pracy o 16:45, bo szefowej już nie było, a mnie się nudziło i o 17:00 już byłam w domu. Na 18:00 poszłam na Salsa Aerobik, ale okazało się, że nie ma instruktorki i w zastępstwie był zwykły aerobik. Ani mi ani spotkanej znajomej się jednak nie podobało i wyszłyśmy w połowie lekcji. Ona zażądała zwrotu pieniędzy, a ja stwierdziłam, że to nie fair, iż mi każą płacić 5 funtów za każdą opuszczoną lekcję, a jak oni w ostatniej chwili odwołują, to bez żadnych konsekwencji, więc anulowali mi te 10 funtów kary :) Jak zwykle sprawdziło się moje motto życiowe, że "głupi ma szczęście" :)

Wróciłam do domu i porozmawiałam chwilę z Krystianem. Potem zaczęłam ćwiczyć układ na Flash Mob, bo byłam już przecież w stroju sportowym, więc pomyślałam, że to wykorzystam :) Potem przebrałam się i o 20:30 poszłam do Weatherspoon na Kółko Francuskie. Mialy się pojawić nowe osoby, więc nie chciałam ich zabierać od razu do 1in12, żeby ich nie wystraszyć :) Pierwsza przyszła Hiszpanka, której o Kółku powiedział Lucas. Miała być z dwoma koleżankami, ale w ostatniej chwili obie odwołały. Potem doszedł Mikael z Henrim i wolontariuszką Tarą z Costa Rici oraz nowym wolontariuszem z Niemiec, Fryderykiem. Później doszedł też Conrad, którego strasznie dawno nie widziałam, a który w ogóle się nie zmienił. Koło baru spotkałam znajomego Polaka z kolegą, więc zaproponowalam im, żeby do nas dołączyli, bo i tak rozmawialiśmy po angielsku, a nie po francusku. W międzyczasie doszły dwie nowe wolontariuszki z Polski oraz Lucas z kolegą z Indii. Około północy postanowiliśmy pójść do Che Bar, żeby trochę potańczyć, więc do domu wróciłiśmy dopiero po 2:00, a spać poszłam po 3:00 rano.

Wczoraj pospałam wreszcie do południa, a potem wstałam, zjadłam śniadanie i pojechałam free busem do sklepu. Najpierw weszłam do Balangi, żeby zabrać wreszcie mojego laptopa, ale właściciel spytał, czy może go jeszcze zatrzymać i zapytał co z filmami. Dałam mu do zrozumienia, że pokłóciłam się z Danusią i jej chłopakiem, więc mnie to juz nie obchodzi. Potem poszłam do Morrisona po jedzenie i wróciłam free busem do domu. Ale wsiadłam do niego z powrotem i pojechałam jeszcze do polskiego sklepu po sok i moje ulubione ogórki koncerwowe Krakusa :) W domu trochę posprzątałam i naprawiłam materac zaklejając w nim dziurę. Wypełniłam też wreszcie formularz o stała rezydencję, który mam zamiar nareszcie
wysłać w poniedziałek. Dzisiaj cały dzień przeleżałam w łóżku oglądając "South Park" lub przysypiając :) Wolontariusze wybrali się na festiwal Mela, który odbywał się w Peel Parku, ale zaplanowałam już sobie dawno, że w niedzielę wreszcie odpocznę. Zresztą prawie cały dzień padało i głowa zaczęła mnie boleć. Przed snem obejrzałam jeszcze parę odcinków "South Parku".
niedziela, 05 czerwca 2011
Starzy i nowi znajomi :)

535.

W poniedziałek był tzw. Bank Holiday, czyli dzień wolny od pracy :) W związku z tym mogłam się nareszcie trochę wyspać. Wstałam o 12:30, wzięłam prysznic i zebrałam się szybko, bo o 13:30 byliśmy wraz z Krystianem umówieni z Arnoldem. Nadal miał wypożyczony samochód, więc namówiliśmy go, żeby nas zabrał do Saltaire :) Przez długi weekend trwał tam akurat Saltaire Arts Trail, w ramach którego zorganizowano Open Houses, czyli Otwarte Domy. Oznaczało to, że mieszkańcy Saltaire udostępniali swoje domy artystom, który wystawili u nich w salonie czy kuchni swoje prace :) A to oznaczało, że można było zobaczyć, jak wyglądają najdroższe w okolicy domy! Saltaire jest bowiem na liście UNESCO World Heritage Site. Zaparkowaliśmy gdzieś w bocznej uliczce i zwiedziliśmy parę z 12 otwartych domów. Potem poszliśmy do Saltaire Mill
napić się czegoś. W końcu około 16:30 podjechaliśmy do Morrisona na zakupy, a potem Arnold odwiózł nas do domu. Zjadłam kolejny zdrowy obiad i poszłam do łóżka :) Wstałam jednak o 20:00 i poszłam z Krystianem na kolejną lekcję salsy, po której potańczyliśmy do 23:30.

We wtorek poszłam do pracy na 10:00, bo zarówno szefowa jak i druga babka z recepcji były na urlopie. Szefowa poprosiła mnie więc, żebym w tym tygodniu pracowała od 10:00 do 16:00, a do pomocy dała mi dwie studentki. Dzisiaj była ze mną jedna z tych, z którymi wzięłam udział w pokazie mody. Przez cały dzień oglądałyśmy nasze zdjęcia z sesji, która odbyła się tydzień wcześniej :) W dodatku w ciągu dnia przyszło nas odwiedzić paru modeli i modelek z pokazu :) Chcą znów zorganizować jakieś wspolne spotkanie. O ile nie będzie u kogoś w domu, tylko na mieście, to się wybiorę. O 16:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Najpierw zjadłam zdrowy obiad, a potem obejrzałam na DVD film "Rezerwat". Potem wrzuciłam na Facebooka
swoje wybrane zdjęcia z sesji i zamiast wziąć się za wypełnianie aplikacji o stałą rezydencję, przesiedziałam znów parę godzin na Facebooku. Tymczasem w mojej komórce padła bateria i znów nie mogłam jej włączyć, zupełnie jak trzy tygodnie temu! Jak Krystian wrócił z roweru, wzięłam od niego moją drugą komórkę, ktora też się popsuła i twierdzi cały czas, że ma pełną pamięć, choć jest całkiem pusta, ale przynajmniej budzik w niej działał! A ja musiałam przecież wstać o 9:00, żeby pójść wcześniej do pracy!

  
Sonia Bohosiewicz i Tomasz Karolak w filmie "Rezerwat" oraz nasz plakat na niedzielę do filmu.

W środę poszłam do pracy na 10:00, ale cały dzień nie najlepiej się czułam. Skopiowałam zdjęcia z sesji na parę USB (po jednym dla każdej osoby, która była na sesji) no i przegapiłam lunch! O 16:00 wyszłam z pracy i w domu chwilę się zdrzemnęłam. Potem na 19:00 poszłam na zumbę i tym razem podobało mi się dużo bardziej niż poprzednio. Może dlatego, że sala była większa? A może po prostu dlatego, że głowa mnie tak nie bolała jak poprzednio? Chociaż tym razem bolał mnie brzuch :) Potem wróciłam do domu, żeby się przebrać i
poszłam na 21:00 do Weatherspoon. Tam spotkałam się z Arnoldem, a wkrótce doszedł Mikael z nową wolontariuszką, która była z Lolą na naszym pokazie mody. Niedługo potem doszli jeszcze James i Lola. Posiedzieliśmy w pubie do północy, a później poszliśmy w piątkę (bez tej wolontariuszki) na imprezę u jednej z modelek, gdzie posiedzieliśmy do 1:30 :) Przez to, że telefon mi się popsuł, a w nim zapisuję wszystkie spotkania, obiecałam najpierw jednym, a potem drugim, że się wieczorem z nimi zobaczę :) Ale powiedziałam sobie, że nie mogę się wypiąć na moich starych przyjaciół i spotkać się z nowymi, bo to by było nie fair. Poszłam więc na obie imprezy, jedną po drugiej i zabrałam starych znajomych do nowych :)

W czwartek obudziło mnie rozwolnienie, ale raczej nie spowodowane spożyciem zakażonych ogórków. Mimo, iż nie najlepiej się czułam, dotarłam jednak na 10:00 do pracy. Ponieważ poprzedniego dnia się zagapiłam i nie poszłam na lunch, postanowiłam go odebrać. O 12:00 zamiast iść coś zjeść poszłam jednak na basen i popływałam sobie pół godziny, a potem wróciłam do pracy. Kolega, który jakiś czas temu zaczął mnie wyrywać, działał mi coraz bardziej na nerwy, bo zaczął wygadywać jakieś głupoty. Po pracy weszłam do sklepu po gorzką czekoladę, a potem wróciłam do domu i zjadłam couscous. Miał być ryż, bo żołądek wciąż mnie bolał, ale pomyślałam, że kaszka couscous będzie miała podobne działanie, a ją w przeciwieństwie do ryżu miałam w domu :) Potem się zdrzemnęłam, a później porozmawiałam trochę z Krystianem i posiedziałam na Facebooku. Nancy spytała w imieniu jednej z firm, której ubrania mieliśmy na pokazie mody, czy ktoś jest chętny na sesję zdjęciową w ich ciuchach, ale odpisałam, że tylko pod warunkiem, że mi zapłacą :) Ale tak naprawdę to po prostu ta sesja była w moich godzinach pracy :) Przed snem pooglądałam sobie kolejne odcinki siódmej serii "South Parku".

  
Jedno z naszych zbiorowych zdjęć z sesji oraz moich nowi znajomi jako bohaterowie "South Parku" :)

W piątek wstałam o 9:00 i na poszłam po raz ostatni na 10:00 do pracy. O 13:00 wyszlam na pół godzinki z pracy i poszłam do Amfiteatru na barbeque, które zorganizował jeden z moich kolegów z pracy. Ale nie ten sam, który mnie wkurza, bo ma dziewczyna, a mimo to zaprasza mnie w weekendy na tańce :) Zadzwoniłam też do UK Border Agency i dowiedziałam się, że mogłam się juz dawno starać o obywatelstwo i stała rezydencja nie jest mi do tego wcale potrzebna! Babka z Citizen Advice Bureau wprowadziła mnie w błąd, a ja tymczasem wydałam odłożone pieniądze! Chyba złożę na nią skargę. O 16:00 wyszłam z pracy i poszłam prosto do Galerii II, gdzie spotkałam się z szefową galerii i ustaliłyśmy, że w czasie trwania nowej wystawy, będziemy pokazywać
filmy w co drugi czwartek. O 16:30 wróciłam do domu i padłam do łóżka. Byłam tak wyczerpana, że nie wstałam i nie poszłam na 18:00 na Salsę Aerobik, ani na 19:30 do Playhouse na The Biggest Ever Networking Event, ani na 20:00 do Pizza Hut z moimi nowymi znajomymi! Dopiero o 23:30 zwlokłam się z łózka i poszłam do Lloydsa, żeby się z nimi spotkać. Posiedzieliśmy tam do 1:30, a potem wróciłam do domu i obejrzałam kolejne odcinki serialu "South Park". Spać poszłam dopiero po 2:00.

Wczoraj cudem zwlokłam się o 9:00, wzięłam prysznic i o 10:00 byłam już pod moim starym domem, gdzie miałam się spotkać ze znajomym, ktory od stycznia mnie namawiał, żebym śpiewała z nim w zespole. Znajomy gra na gitarze, a zespół tworzy jeszcze Tom grający na perkusji, który miał po nas przyjechać i zabrać nas na próbę. Ale okazało się, że zabalował i zaspał! Poszłam więc do domu szybko zjeść śniadanie, a potem wróciłam, ale okazało się, że Tom nie przyjedzie, bo go kciuk boli :) Podjechałam więc free busem do sklepu i kupiłam make up, nową najtańszą komórkę i jedzenie. Z powrotem w domu byłam o 12:00 i pospałam od 13:00 do 15:30. Potem wstałam i zrobiłam pranie. Tymczasem do Krystiana przyszli koledzy z pracy na popijawę. Na szczęście tylko na 2 godziny, bo potem jechali na wyścigi psów! Wyszli o 18:00, a ja chwilę po nich i poszłam do znajomego do domu na próbę. Postanowiliśmy, że pogramy i pośpiewamy chociaż akustycznie, bez Toma :) Po godzinie  wyszłam z jego dziewczyną, a on miał do nas później dojść. Poszłyśmy pod Lloydsa, gdzie doszły do nas jeszcze 2 dziewczyny i razem poszłyśmy do Playhouse'u. Od 22:15 do 23:05 grał tam zespół mojej znajomej. Została ze mną tylko dziewczyna znajomego, z którą wróciłam przed północą do domu.

Dzisiaj
o 9:00 rano obudziły mnie głosy i śmiechy zza ściany. Potem okazało się, że do domu obok wprowadzili się nowi sąsiedzi. Skoro już nie spałam, zadzwoniłam do domu i porozmawiałam godzinę z mamą. W końcu wstałam o 11:30 i na 12:38 poszłam na pociąg do Ilkley. Niestety, okazało się, że odjeżdża nie z dworca Interchange, tylko z Forsters Square! Ledwo na niego zdążyłam! W Ilkley byłam po 13:00 i miałam prawie godzinę, usiadłam więc na ławeczce i zaczęłam się bawić moją nową komórką firmy Samsung :) Przed 14:00 poszłam do szkoły tańca na próbę do Flash Mobu, zarejestrowałam się i zapłaciłam 5 funtów na cele charytatywne. Układ okazał się trudniejszy, niż się spodziewałam, ale jak mi prześlą muzykę i film, to się nauczę :) Po próbie wsiadłam w pociag do Bratfoot, gdzie dojechałam o 16:30. Po drodze chciałam wejść do Balangi i zabrać mojego laptopa, ale była zamknięta! Poszłam więc do 1in12, zostawiłam "Rezerwat" na DVD i poszłam do domu trochę posprzątać. Po 17:00 przyszly trzy dziewczyny i chłopak, żeby zobaczyć wolne pokoje. Okazało się, że wolne są aż trzy, bo jeden z braci się wyprowadził! :) Po ich wyjściu porozmawiałam z Krystianem, a potem o 18:50 poszłam do Ambrozji, ale niestety była zamknięta! Barbara i Piotr powiedzieli mi, że zamiast "Rezerwatu" chłopak Danusi puścił im "Komornika" na DVD.  Potem odwieźli mnie do dom i poszłam prosto do łóżka.

  
Altanka w Ilkley, przy której sobie dziś siedziałam na ławeczce oraz Andrzej Chyra w "Komorniku".