Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Przesilenie wiosenne :)

592.

W
poniedziałek obudziłam się rano, ale wstałam dopiero po 11:00. Sprawdziłam stan konta i zobaczyłam, że pięniądze za zakupy w Tesco nie zostały przelane, zadzwoniłam więc do nich i powiedziałam, żeby mnie usunęli z bazy danych, bo nie będę więcej u nich robić zakupów! Potem sprawdziłam maile i okazało się, że napisali do mnie z Londynu, że chcą mnie jako statystkę do tej komedii romantycznej o salsie! Nie podali tylko jeszcze żadnych terminów. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i wsiadłam we wcześniejszy autobus, żeby po drodze do pracy wejść na pocztę. Wysłałam wreszcie papiery o wizę amerykańską i teraz pozostało mi tylko czekać na interview. Do pracy dotarłam na 13:00 i zadzwoniłam do BT z pytaniem, dlaczego teraz płacę więcej za telefon i Internet. Okazało się, że miałam tylko cztery pierwsze miesiące taniej, a teraz będę płacić ponad 30 funtów, czyli ponad dwa razy tyle co wcześniej. To kolejny rachunek, który okazał się droższy i w sumie całe to mieszkanie kosztuje mnie dużo drożej niż myślałam, bo ponad połowę mojej pensji. Ale warto się dla niego poświęcać, więc postanowiłam przejść na dietę i przestać jeść lunche w pracy, tyko pić zamiast tego soki owocowe.

Ponieważ nie poszłam na lunch, wyszłam pół godziny wcześniej, o 19:30, i poszłam prosto do college'u, po drodze niestety rozwalając sobie buta, który całkiem mi się rozkleił :) Koleżanka  z pracy, która zalicza egzaminy w college'u, posmarowała mi nogi samoopalaczem :) Za darmo, w ramach zaliczenia :) Potem wróciłam z trudem do domu, gdzie dotarłam po 21:00. Ledwo doszłam, bo but całkiem już mi się rozkleił, a że drugiemu się łamał obcas, to wyrzuciłam w domu oba do śmieci. Przy okazji wracając do domu zauważyłam, że pod moimi drzwiami i na ulicy nie ma już tych wielkich dziur zrobionych przez British Gas! :) Została jeszcze tylko
ogrodzona otwarta studzienka, ale resztę widocznie wreszcie naprawili! :) Kupiłam przez Internet bilet na największą imprezę salsową London Goes Latin, która odbędzie się w Londynie 15 lipca. Wygląda na to, że w najbliższym czasie będę dość często bywać w stolicy :) A w końcu przed snem obejrzałam strasznie odjechany film kanadyjski "C'est pas moi, je le jure" (It's Not Me, I Swear). Przekroczyłam już prawie limit Internetu w tym miesiącu, postanowiłam więc zamiast siedzieć w sieci, obejrzeć wreszcie filmy, które ponad rok temu przegrała mi Jacqueline :)

  
Catherine Faucher (Lea) i Antoine L'Ecuyer (Leon) w "C'est pas moi..." oraz London Goes Latin.

We
wtorek po 9:00 obudzili mnie znów robotnicy, sprzątający chyba po sobie bałagan :) Wstałam jednak dopiero po 11:30. Jak zwykle podjechałam Free Busem do pracy na 13:00, po drodze kupując w Sainsbury sok pomidorowy, ktory piłam cały dzień i dzięki temu nie poszłam na lunch. Kupiłam wreszcie bilet na pociąg do Londynu na sobotę 14 lipca, powrót w niedzielę 16 lipca. Porozmawiałam też z Ismailem na temat noclegu. Wyszłam o 20:00 i jak wróciłam do domu, zarezerwowałam dla nas hotel. Przed snem obejrzałam kolejny film, tym razem lekką komedię francuską "I Do" (Prete-moi ta main). W środę wstałam o 8:30 i podjechałam do pracy na 10:00, kupując znów po drodze w Sainsbury sok pomidorowy. Maszyna nie chciała co prawda przyjąć mojego funta, ale na szczęście spotkałam kolegę, który mi go wymienił :) Znów nie jadłam lunchu, tylko poszłam na zebranie w sprawie wyjazdu do Centre Parcs w przyszłym tygodniu. O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam do sklepów, a potem do college'u, tym razem na aromoterapię :) Po masażu wróciłam do domu, odbierając po drodze w maszynie na dworcu bilet do Londynu, a potem obejrzałam "Saharę" i przypomniałam sobie, że już ją widziałam :)

  
Alain Chabat i Charlotte Gainsbourg (I Do) oraz Penelope Cruz i Matthew McConaughey (Sahara).

W czwartek podjechałam do pracy na 10:00, a w czasie lunchu poszłam do college'u na masaż gorącymi kamieniami :) Jak wróciłam do pracy, zjadłam parę darmowych kanapek z lunchu. Od rana próbowałam też zorganizować podwózkę na wieczór, bo strasznie padało. Jonathan się zaoferował, ale jechał za wcześnie, umówiłam się więc z Kasią, że pojedziemy z jej kolegą. Wyszłam z pracy tuż przed 18:00 i poszłam na pokaz "The Muppets" w ramach BSC. Potem wróciłam do domu coś zjeść, a po 21:00 pojechałam na lekcję kizomby i koncert zespołu Mambo con Rumbo. Wróciłam z Kasią i innym znajomym po 1:00 w nocy :) To była najkrótsza noc w roku! :) W piątek nadal padało, więc z trudem dotarłam na 10:00 do pracy. Nadal nie jadłam lunchu, tylko poszłam do college'u na ostatni masaż, szwedzki :) Wyszłam o 17:00 i poszłam do centrum na festyn Positive Bratfoot. Niestety, wiał tak silny wiatr, że wszystko wcześniej zamknęli. Wróciłam do domu i spotkałam się z Shazem, z którym przegadałam ponad godzinę. Później zadzwonił Ismail, który miał przyjechać i ugotować obiad, ale powiedział, że zalało jakiś tunel i nie przyjedzie :) Obejrzałam więc "Ratatouille", a potem poszłam do Tesco po coś do jedzenia. Przed snem obejrzałam "The Boat That Rocked" (Good Morning England).

  
Nowe "Muppety" (szczególnie Walter w prawym dolnym rogu :) oraz scena z filmu "Ratataouille".


Rhys Ifans, Bill Nighy, Philip Seymour Hoffman i Kenneth Branagh w filmie "The Boat That Rocked".

W sobotę obudziłam się przed południem, ale wstałam dopiero po południu. Zjadłam śniadanie, a potem tak mnie zmogło, że nie mogłam się ruszyć, więc zdrzemnęłam się do 15:00. Jak się obudziłam, obejrzałam kolejną francuską komedyjkę "La verite si je mens" (Would I Lie to You). Widziałam kiedyś w Polsce drugą część, więc pomyślałam sobie, ze obejrzę pierwszą :) Jest jeszcze trzecia, ale jej nigdy nie widziałam :) Później obejrzałam po raz drugi film "Ne le dit a personne" (Tell No One), bo nie pamiętałam go dokładnie. W końcu obejrzałam "PS I Love You", który bardzo mi się podobał, a przed snem posłuchałam jeszcze płyt Marca Anthony'ego i "Salsa Fuego", które kupiłam jak byłam we Francji :) W niedzielę wstałam po 13:00, zjadłam śniadanie i posprzątałam trochę, bo po 14:00 przyszła Sarah na polski. Wyszła po 17:00, więc usiadłam znów do komputera i obejrzałam "Le prix a payer", a potem zaczęłam oglądać komedię "Be Kind Rewind", ale po 20:00 przyszła koleżanka z pracy, więc musiałam przerwać. Dokończyłam po jej wyjściu po 22:00 i poszłam spać po 1:30 w nocy.

  
Vincent Elbaz i Richard Anconina w "La verite si je mens" oraz plakat filmu "Ne le dit a personne".

  
Hilary Swank, Gina Gershon i Lisa Kudrow oraz Jeffrey Dean Morgan w filmie "PS. I Love You" :)

  
Scena z ni to komedii, ni to tragedii, czyli "Le prix a payer" oraz Jack Black w "Be Kind Rewind".
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Zepsuty zegar biologiczny :)

591.

W poniedziałek obudziłam się tuż po 9:00 i nie udało mi się już zasnąć. Przez ten weekend mój zegar biologiczny całkiem się poprzestawiał :) Wstałam więc o 10:30 i wzięłam kąpiel, a potem zjadłam bułkę na śniadanie, bo nie miałam nawet mleka do płatków. W weekend bowiem zwykle robię zakupy, ale w ten wszystko stanęło na głowie i na nic nie miałam czasu :) Na 13:00 podjechałam do pracy i o 16:00 poszłam na lunch. Po 17:00 zabrałam się za program mojego stowarzyszenia IFSoc. O 20:00 wyszłam z pracy i po drodze do domu weszłam do sklepu po coś do jedzenia :) O 20:20 byłam już w Polskim Klubie i strasznie się zdziwiłam, że lekcja salsy już się zaczęła, bo zwykle się spóźniają :) Dołączyłam więc, a potem potańczyłam trochę. Byłam jednak bardzo zmęczona i
o 22:30 poprosiłam Jonathana, żeby mnie odwiózł do domu i najpierw oczywiście usiadłam do Internetu, a potem poszłam spać.

We wtorek obudziłam się znów po 9:00, bo pod oknami robotnicy British Gas robili mi kolejną dziurę w chodniku. Wstałam jednak dopiero o 11:30, wzięłam prysznic i na 13:00 podjechałam do pracy. Najpierw wysłałam maile do dystrybutorów, że nie dostałam funduszy na IFF 2012, a potem chłopakom ze stowarzyszenia listę filmów dla IFSoc. Na  lunch poszłam przed 16:00, a po 18:00 przyszła dziewczyna z BSC, która mi robiła plakaty na IFF 2011, a teraz robi reklamówkę festiwalu IFF 2012, bo mam zamiar nadal go zorganizować, tylko taniej :) O 20:00 poszłam do sklepu po mleko, a potem zajrzałam na Westfield, tym razem wejściem od Well Street i pomyślałam, że mamy w Bratfoot Occupy Well Street :) W domu zjadłam pitę i tzatziki, a przed snem obejrzałam niesamowity film "My left Foot" (Moja lewa stopa) Jima Sheridana z Danielem Day-Lewisem. Lepiej późno niż wcale :) Spać poszłam po północy.

  
Occupy Westfield - baner na płocie, oraz Brenda Fricker i Daniel Day-Lewis w "Mojej lewej stopie".

W środę wstałam o 8:30, na 10:00 podjechałam do pracy i zabrałam się za załatwianie spraw związanych z IFSoc i Mental Health Week film festival, za który jestem odpowiedzialna. O 13:00 zjadłam lunch przy okrągłym stole wspólnie z paroma osobami z pracy. Omawialiśmy nasz wyjazd do Centre Parcs pod koniec czerwca. Potem zabrałam się wreszcie za Pick Up Service. O 17:00 podjechałam Free Busem do Morrisona po jedzenie. Po 18:00 byłam w domu i próbowałam porozmawiać przez Skype'a z mamą, ale zadzwoniła ciocia ze Stanów - po raz pierwszy ktoś zadzwonił na mój telefon stacjonarny! :) Do tej pory dzwonili tylko ankieterzy i reklamodawcy! Zdałam sobie sprawę, że wchodząc poprzedniego dnia na teren Westfield, który został zakupiony przez australijską firmę, praktycznie byłam na terenie Australii :) Przed snem obejrzałam parę starych odcinków "Spadkobierców" na poprawienie humoru :)

W czwartek podjechałam do pracy na 10:00 i wyszłam o 17:00. Wsiadłam we Free Busa i pojechałam do domu, żeby zostawić rzeczy i przebrać się w jeansy. Na 18:00 podjechałam z powrotem do Richmond Building, gdzie BSC pokazywało francuski film "The Artist", który bardzo mi się podobał. Wykorzystano w nim wiele fajnych pomysłów ze starych filmów :) Po pokazie zobaczyłam, że Ismail dzwonił w czasie filmu, ale nie oddzwoniłam, tylko wróciłam do domu znów się przebrać :) O 21:04 wsiadłam w pociąg do Leeds i poszłam na lekcję kizomby. W czasie rozgrzewki zobaczyłam znów tego faceta z Manchesteru, który mnie ostatnio zdenerwował w The Wardrobe, a którego teraz w skrócie nawyzam bucem. Tym razem jednak przynajmniej ze mną nie rozmawiał. Popsuł mi znowu humor samą swoją obecnością. Wróciłam do domu z Jonathanem w nocy i poszłam spać po 2:00.


Jean Dujardin i Berenice Bejo w czarno-białym, niemym,
oscarowym filmie z 2011 roku "The Artist".

W piątek podjechałam znów do pracy na 10:00 i przegadałam pół godziny przez telefon z Ismailem. Powiedziałam mu, że wybieram się
15 lipca do Londynu na pobijanie rekordu w ilości par tańczących salsę i zaproponował, że pojedzie ze mną. Chyba się skuszę, bo bardzo mi na tym zależy, żeby tam z kimś zatańczyć, a nikt inny nie wyraził zainteresowania :) Tymczasem program wyjazdu do  Centre Parcs zaczął się konkretyzować i wygląda na to, że pojadę w środę 27, a wrócę w piątek 29 lipca. Wybieram się tam do SPA, które jest podobno lepsze niż to w Alton Towers :) O 17:00 wyszłam z pracy i weszłam do sklepu, a potem podjechałam Free Busem do domu, zjadłam coś i poszłam się zdrzemnąć :) Ale obudziłam się po 2:00 w nocy i usiadłam do komputera, bo już nie mogłam zasnąć. Zrobiłam zakupy w Tesco online za ponad 100 funtów! :)

W sobotę o 8:00 wreszcie mnie zmogło i poszłam znowu spać. Wstałam po południu, wstawiłam pranie z pościelą, wzięłam prysznic i poszłam do centrum zrobić sobie zdjęcia do amerykańskiej wizy. Nie chciałam ich sama robić w automacie, co kosztowało 7 funtów, bo chciałam mieć pewność, że będą spełniać wszystkie wymogi. Ale jak zobaczyłam te, co mi zrobili u fotografa, to stwierdziłam, że sama bym zrobiła lepsze. W dodatku zapłaciłam za nie 10 funtów! A zatem trudno, będę musiała je wysłać! Ale mam jakieś czerwone kropki na twarzy i w ogóle ziarno jest okropne! Potem zrobiłam małe zakupy w Morrisonie i wróciłam do domu. Powiesiłam pranie, zjadłam coś i zdrzemnęłam się. Potem usiadłam do Internetu i znów się zdrzemnęłam :) Przed snem posłuchałam znów piosenek Marca Anthony'ego na Youtube :) Muszę obejrzeć filmn "El cantante", w którym zagrał z byłą żoną Jennifer Lopez!
 
W niedzielę znów nie mogłam zasnąć. Budziłam się cały czas, a gdy wreszcie zasnęłam, po 9:00 obudził mnie SMS z Tesco, że moje zakupy zostaną dostarczone pomiędzy 11:35 a 12:35.  Wcześniej zaznaczyłam przedział między 11:00 a 13:00 i miałam budzik nastawiony na 11:00, ale wstałam trochę po. Wzięłam prysznic i czekając na dostawę porozmawiałam chwilę z mamą przez Skype'a. Potem zrobiłam ciasto na naleśniki, a zakupów z Tesco nadal nie było! O 14:00 przyszła Sarah na kolejną lekcję polskiego i wyszła po 16:00. Zaczęłam smażyć naleśniki, równocześnie rozmawiając z bratem przez Skype'a. W końcu musiałam wyjść i biec na dworzec, żeby zdążyć na autokar do Manchesteru. Byłam tam o 18:45, o 19:00 miałam wizytę u lekarza, a o 19:25 byłam już wolna. Zapłaciłam 50 funtów, żeby usłyszeć, że jestem zdrowa. Za tyle pieniądzy wolałabym chyba, żeby mi coś było! :)

Poszłam z powrotem na dworzec, chociaż bilet powrotny miałam dopiero na 20:30, ale postanowiłam zapytać kierowcę wcześniejszego autokaru, czy mnie nie zabierze. Zgodził się, więc już przed 21:00 byłam w domu. Dokończyłam pozostałe naleśniki i
brat nareszcie przesłał mi zdjęcia mojego mieszkanka przez Skype'a. Potem zadzwoniłam na infolinię Tesco, gdzie mi powiedzieli, że moje zamówienie zostało unieważnione, bo był jakiś problem z zapłatą. Spytałam, czemu mnie o tym nie poinformowano. Odpowiedzieli, że przekażą w moim imieniu zażalenie i że mogą przełożyć moje zamówienie na kiedy indziej. Podziękowałam, bo postanowiłam jeszcze raz mu się przyjrzeć i być może coś pozmieniać. Trochę się zdenerowałam, jak się zobaczyłam, że ma status "dostarczone"! Ale było już za późno, żeby znów zadzwonić na infolinie. Pooglądałam więc "Spadkobierców" i poszłam spać po północy.

  
Sypialnia (z rurą po lewej i pięknym widokiem za oknem :) oraz salon z wideofonem na lewej ścianie.

     
Kuchnia (drugie zdjęcie z lodówką, pralką i zmywarką) i łazienka (z niewidoczna wanną po lewej :)
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Szastanie pieniędzmi :)

590.

W poniedziałek był Spring Bank Holiday, normalnie obchodzony w ostatni poniedziałek maja, ale w tym roku przeniesiony
na pierwszy poniedziałek czerwca. Dzięki temu mieliśmy długi, 4-dniowy weekend :) Pospałam więc prawie do południa, a potem zmarnowałam trochę czasu w Internecie zanim wreszcie zaczęłam wypełniać formularz loterii wizowej. Tymczasem zadzwonił do mnie Ismail, ale nie odebrałam, bo nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Wymieniliśmy za to parę SMSów i trochę się pokłóciliśmy, aż w końcu zaproponował, że przyjedzie wieczorem i zabierze mnie gdzieś na obiad! Odpisałam, że mam dużo do roboty i żebyśmy to przełożyli na kiedy indziej. Podobno nagadał temu kolesiowi z Manchesteru, który mnie wkurzył w piątek, i jego żonie, która jest Polką. Pewnie chciał, żebym mu podziękowała, że teraz stanął w moje obronie. Lepiej późno niż wcale! Jak potrzebowałam obrony w trakcie imprezy, to go nie było! W końcu usiadłam do pisania mojego doktoratu i zanim poszłam spać było znów po 1:00 w nocy.

We wtorek też było święto, Queen's Diamond Jubilee, czyli Diamentowa Rocznica Koronacji Królowej Elżbiety II. Co prawda
ukoronowana została 2 czerwca, ale ponieważ w tym roku wypadło to w sobotę, więc dali nam inny dzień wolny od pracy. Pospałam więc znów do południa, a po śniadaniu znów się położyłam i zdrzemnęłam :) W końcu wstałam po 14:00 i usiadłam do pisania doktoratu - na razie mam 8 stron i jakoś czarno to widzę :) Wieczorem ugotowałam obiad i makaron na lunche do końca tygodnia, a potem posurfowałam trochę po Internecie i znalazłam zdjęcia z niedzielnej parady Tysiąca Łodzi na cześć królowej. Cała ta uroczystość ani mnie ziębi ani grzeje. Podobno relacja była bardzo nudna, ale ponieważ nie mam telewizora i nie oglądałam, to trudno mi się wypowiadać. Cieszę się tylko, że mam wolne :) Obejrzałam sobie za to na BBC iPlayer uroczysty koncert. Żenada :) Choć fajerwerki na koniec były fajne :) Potem obejrzałam dokument, jak Gary Barlow tworzył piosenkę dla królowej. A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ona jest z pochodzenia Niemką :)


Rodzinka królewska w komplecie: Henry, Kate i William, z tyłu Karol i Camilla, a obok Elżbieta i Philip.

W środę wstałam o 8:30, niewyspana, bo chociaż położyłam się już o północy, to zanim zasnęłam było po 2:00. Podjechałam do pracy i zabrałam się ostro do roboty. Wysłałam podanie o niekaralności, wypełniłam formularze nowego stowarzyszenia, zabrałam się za organizację przeglądu filmowego z okazji Mental Health Week i IFF 2012. Przed 13:00 poszłam na lunch, i całe szczęście, bo student, który miał pracować ze mną po południu, nie przyszedł, więc nie miałabym już kiedy się wyrwać. Siedziałam sama w recepcji do 17:00, a potem wyszłam i po drodze do domu kupiłam mleko i owoce. W domu obejrzałam "Dzieje grzechu" Borowczyka na DVD z Love Film, ale nie podobał mi się za bardzo. Kolejny po "Matce Joannie od aniołów"
szowinistyczny polski film. Musiałam więc sobie poprawić humor paroma starymi odcinkami "Spadkobierców" :) Kupiłam też dwie sukienki online w Bon Prix, bo zbliża mi się parę imprez salsowych i nie mam co na siebie włożyć :) Najbliższa, na którą się wybieram w sobotę to Tower Inferno w Blackpoll Tower! :) W końcu po północy poszłam spać.

  
Jerzy Zelnik i Grażyna Długołęcka w filmie "Dzieje grzechu" oraz bohaterowie "Spadkobierców".

W czwartek podjechałam do pracy na 10:00. O 13:00 zamiast na lunch poszłam na zebranie Safety Forum. Ledwo tam wysiedziałam i cudem na nim nie zasnęłam! :) Trwało prawie 2 godziny i musiałam spisywać, o czym rozmawiali. Ale nie udało mi się zmusić do tego, że się za to zabrać. O 15:00 wróciłam do biura i poszłam na lunch. Wyszłam przed 17:00 i wróciłam do domu cos zjeść, a potem po 18:00 wsiadłam w pociag i pojechałam do Leeds. O 19:00 miałam wizytę u mojej pani shrink, na której przepracowałam wydarzenia z zeszłego piątku, kiedy to ten koleś z Manchesteru popsuł mi zabawę. Wyszłam od niej podbudowana i pojechałam prosto na salsę do Highligh. Okazało się, że był tam ten koleś i podszedł do mnie z pretensjami, że o co mi chodzi i czemu Ismail nagadał na niego jego żonie! Zaczął z siebie robić ofiarę, więc spytałam go, czy naprawdę uważa, że zachował się w porządku. Wtedy się zamknął, coś tam burknął i poszedł, a ja poszłam na lekcję kizomby. Potem potańczyłam trochę, ale po północy wyszłam z Kasię i jej znajomym, który odwiózł mnie do domu.

W piątek podjechałam jak zwykle do pracy Free Busem. Dotarłam tam na 10:00 i o 13:00 poszłam na lunch. Po południu dostarczyli pocztę i okazało się, że przyszły już obie sukienki z Bon Prix! Od razu przymierzyłam je w łazience i obie leżały jak ulał, więc bardzo się ucieszyłam i od razu postanowiłam założyć jedną nazajutrz do Blackpool. O 17:00 wyszłam z pracy z darmową butelką coli pod pachą i podjechałam do domu Free Busem. Zdrzemnęłam się trochę, a potem wstałam, ubrałam się i pojechałam sama do Saltaire na salsa party, mimo iż Kasia miała ze mną jechać, ale w ostatniej chwili to odwołała. Miałam nadzieję, że
może będzie tam Jonathan i że będzie potem jechał na salsa party do Baracoa w Leeds, to bym sie z nim zabrała, ale się nie pojawił, więc bawiłam się dość średnio i wyszłam przed końcem imprezy, żeby złapać ostatnio autobus do domu o 23:30. O północy byłam już więc w domu i zobaczyłam na facebooku ogłoszenie o castingu dla tancerzy do filmu o salsie! Film i salsa - moje dwie pasje! Ale nazujutrz i w Londynie! Po chwili wahania kupiłam bilet na 6:51 rano! :)

  
Sukienki z Bon Prix: tą
chciałam turkusową, ale mieli już tylko czerwone, a tą założyłam do Blackpool.

W sobotę budzik obudził mnie po niecałych 4 godzinach snu! :) Poszłam na dworzec, ale jak chciałam odebrać bilet na pociąg z maszyny na stacji, okazało się, że spisałam z maila zły numer referencyjny! Spytałam jakiegoś młodego chłopaka, czy ma dostęp do Internetu na komórce, bo moja kosztowała 10 funtów i jest przedpotopowa! :) Konduktor powiedział, żebym wsiadała, bo pociąg zaraz rusza, a jeśli nie uda nam się połączyć z moim hotmailem, to najwyżej będę musiała kupić drugi bilet, a potem starać się o zwrot. Na szczęście udało się nam połączyć i pokazałam mu potwierdzenie zakupu na komórce tego kolesia :) Dzień nie zaczął się więc zbyt dobrze, bo nie dość że byłam śmiertelnie zmęczona, to jeszcze się nieżle zdenerwowałam! Ale potem było już lepiej :) Wysłałam SMSa do Ali i Jonathana, z którymi byłam umówiona, że o 17:00 pojedziemy razem jechali do Blackpool, z informacją o małej zmianie planów :) Powiedziałam, żeby jechali beze mnie, a ja dojadę o 21:00 pociągiem i potem z nimi wrócę. Napisałam też do Richarda Kwietniowskiego i umówiliśmy się, że się spotkamy po 14:00.

Po 10:00 wysiadłam na stacji King's Cross w Londynie i odebrałam w maszynie na dworcu bilety pociagowe, bo spisałam już poprawny numer referencyjny z maila, a musiałam przecież mieć bilet powrotny! :) Potem wsiadłam w metro i podjechałam na Old Street, gdzie się odbywał casting - o 11:00 dla Improvers, a o 13:00 dla Intermediates. Nie byłam pewna, jaki poziom reprezentuję, bo chociaż chodzę na lekcję dla Intermadiates, to pomyślałam, że tam będą ludzie z całej Anglii i mogą reprezentować różny poziom. Postanowiłam więc przyjechać już na 11:00, na niższy poziom, i w razie czego poczekać i spróbować o 13:00. Poza tym bilet na ten pociąg był najtańszy! :) Tymczasem okazało się, że nie było tam aż tak wielu osób i większość była z Londynu. Tylko ja przyjechałam taki kawał drogi! Po 11:00 weszłam na salę, gdzie zostawiłam wypełniona ankietę, zrobili mi zdjęcie i musiałam powiedzieć parę słów do kamery, m.in jak długo już tańczę salsę :) Potem zatańczyłam z jakimś panem, który był całkiem niezły i dobrze się nam razem tańczyło.

  
Sala ISTD2 Dance Studio w Londynie, gdzie się odbył casting oraz choreograf filmu Richard Marcel.

Po 12:00 byłam już wolna, więc napisałam SMSa do Richarda z pytaniem, czy możemy się spotkać wcześniej, ale nie odpisał. Wróciłam zatem na dworzec i znalazłam jakąś miłą knajpkę, bo byłam już strasznie głodna! I zmęczona, więc musiałam gdzieś usiąść. Zdecydowałam się na restaurację Karpo, gdzie zjadłam tosta z jajecznicą i wędzonym łososiem, popiłam to białą herbatą White Monkey i zagryzłam jeszcze kozim serem z krakersami. W międzyczasie Jonathan napisał, że wszyscy na mnie poczekają i pojedziemy do Blacpool razem samochodem, tak jak planowaliśmy, tylko o 19:00 zamiast o 17:00. To bardzo miło z ich strony! Odezwał się też Richard, który był na yodze i miał wyłączony telefon. Spotkałam się z nim na kawę o 14:30 na St. Pancras, a potem odprowadził mnie na dworzec. Obiecałam mu, że następnym razem dam mu wcześniej znać, jak będę się wybierać do Londynu i napiszę, jak się do mnie odezwą z tego castingu :) Cóż, zobaczymy, ale wydaje mi się, że mam szansę, bo chyba wpadłam choreografowi w oko ;)

O 15:48 wyjechałam z Londynu i o 18:38 byłam już spowrotem w Bratfoot. Spędziłam ponad 6 godzin w pociągu i niecałe 6 godzin w stolicy :) Cały ten wyjazd był całkiem na wariackich papierach :) O 18:45 weszłam do domu, szybko się przebrałam, uczesałam, umalowałam i o 19:00 byłam już gotowa! Sama byłam w szoku, choć wszystko miałam już od rana przygotowane i zaplanowane, bo przecież myślałam, że będę łapać pociąg do Blacpool o 19:12 :) Znajomi właśnie podjechali, więc zeszłam na dół i pojechaliśmy po jeszcze jedną babkę. Razem było nas pięcioro - oprócz mnie, Ali i Jonathana jeszcze dwie babki, których wcześniej nie znałam. Jonathan kupił każdej z nas pudełko czekoladek i strasznie o nas dbał :) Z każdą zatańczył, mimo iż tylko z jedną z nas się spotyka :) Jej więc poświęcił najwięcej czasu, ale myśmy też nie narzekały na powodzenie :) Poprosiłam Alę, żebyśmy sobie zrobiły małą sesję jej aparatem, a potem wytańczyłam się tak, że po północy musiałam zmienić nowe buty na stare, obiecując sobie, że nie będę już tańczyć! :) Ale nic z tego, bo co chwilę ktoś mnie prosił! :)

  
Czekoladki Thorntons, jakie nam kupił Jonathan oraz sala taneczna Blackpool Tower Ballroom :)

Impreza skończyła się w niedzielę o 2:00 rano, wsiedliśmy więc w piątkę do samochodu i o 4:30 byłam już w domu :) Przez ostatnio 24 godziny nie spałam ani nie jedłam zbyt dużo, padłam więc wyczerpana do łóżka :) Pospałam do południa, a potem usiadłam do Internetu i porozmawiałam z mamą przez Skype'a. Opowiedziałam jej mój szalony weekend, w czasie ktorego wydałam ponad 100 funtów! :) Sam bilet do Londynu kosztował 70, bo był kupiony na ostatnią chwilę! :) Potem przegadałam godzinę przez telefon z Victorem, który w zeszłym roku wrócił do Hiszpanii i wieki się nie odzywał! Później wreszcie coś zjadłam i znów się zdrzemnęłam :) W końcu wstałam o 20:00 i znowu usiadłam do Internetu. Zjadłam też kolację i w końcu zaczęłam powoli dochodzić do siebie :) Pogadałam też jeszcze chwilę z Kingą i z Jacqueline na Skypie. Ta sobota była szalona, ale miałam poczucie, iż w
szystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że mam jechać na ten casting :) Było to bardzo miłe doświadczenie i nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, to przynajmniej spotkałam się z Richardem, więc warto było :)
poniedziałek, 04 czerwca 2012
Długi Diamentowy Weekend :)

589.

W poniedziałek obudziłam się przed 10:00 i wysłałam SMSa do mojej agencji wynajmu z pytaniem, kiedy przyjdzie hydraulik. Powiedzieli, że będzie do mnie dzwonił. I rzeczywiście zadzwonił, a potem przyjechał i naprawił bojler w 5 minut. Okazało się, że się przegrzał i sam wyłączył! Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i sprawdziłam stan konta w banku, ale pieniędzy z czeku nadal nie było na koncie. Zamiast iść do banku, pojechałam więc prosto do pracy na 13:00. O 16:00 zjadłam lunch, a potem wyszłam na dwór i położyłam się na 20 minut się na ławce na słońcu, żeby skorzystać z ostatniego dnia lata :) Z pracy wyszłam przed 20:00, ale po drodze spotkałam chłopaka, który namówił mnie, żeby założyć stowarzyszenie i spytał, czy może się w nim zajmować PRem! :) Umówiliśmy się na rozmowę nazajutrz i poszłam na salsę. Lekcja była bardzo fajna, ale potem gadałam z żoną nauczyciela, zamiast tańczyć. W dodatku Jonathan pojawił się i zniknął, więc nie było za bardzo z kim. Wyszłam więc już po 22:30 i poszłam do domu, usiadłam do Internetu i zanim poszłam spać było już po 1:00 w nocy.

We wtorek obudziłam się przed 8:00 rano! Włączyłam komputer i w końcu wstałam o 10:00, wzięłam prysznic i sprawdziłam konto. Pieniądze już się na nim pojawiły, więc zapłaciłam za Aerobed w Argosie online. Z domu wyszłam o 11:00 i poszłam prosto do banku. Uaktualniłam wszystkie Direct Debits i od teraz wszystkie rachunki będą się płacić same. Potem założyłam konto oszczędnościowe ISA, żeby tam wrzucić pieniądze z czeku, a potem wróciłam do domu. W końcu znów wyszłam i podjechałam do pracy Free Busem na 13:00. O 16:00 w czasie mojej przerwy na lunch poszłam do Barclaysa, bo pracownik banku dzwonił 2 razy, zawsze jak akurat nie miałam przy sobie komórki! Wróciłam i zjadłam lunch, a potem jeszcze ciaso czekoladowe, słodkie paluszki i loda, bo znów nas dokarmiają w pracy1 :) Przed 20:00 przyszedł chłopak, którego spotkałam poprzedniego dnia wychodząc i omówliśmy jego pomysły na PR naszego stowarzyszenia i festiwalu. Wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam piechotką do domu. Wzięłam się za gotowanie, pranie i w końcu za oglądanie filmików "Simon's Cat" na Youtube :) Potem słuchałam piosenek La La and the Boo Ya, oglądając buty do salsy, więc spać poszłam znów po 1:00.
  
Kot Simona, czyli Simon's Cat oraz rodzeństwo Martha i Eddie za młodu, a dziś La La & the Boo Ya.

W środę wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam Free Busem na uniwerek. Poszłam prosto na spotkanie z przedstawicielami UKBA (UK Border Agency) w sprawie zmian w sposobie składania wniosków o wizę na online. Potem poszłam do pracy, ale prawie cały czas siedziałam na tyłach biura. O 15:00 poszłam na spotkanie w sprawie Mental Health Week i zostałam wyznaczona na osobę odpowiedzialną za pokazy filmowe na temat chorób psychicznych. O 17:00 wyszlam wreszcie z pracy i poszłam do domu. Po 18:00 wyszłam znów i podjechałam do college'u na masaż szwedzki, czyli głęboki. Robiła mi go za darmo koleżanka z pracy, która w ten sposób zalicza egzaminy praktyczne, ale niestety ten oblała i będziemy musiały powtórzyć ten masaż :) Skończyłyśmy o 21:00 i wróciłam w deszczu do domu. Potem obejrzałam sobie
"Matka Joanna od aniołów" Kawalerowicza na DVD z Love Film i po filmie poczytałam na temat sióstr z Loudun i Betanek z Kazimierza Dolnego. Spać poszłam po 1:00 w nocy.


Lucyna Winnicka jako Matka Joanna od aniołów w szowinistycznym filmie Jerzego Kawalerowicza.

W czwartek wstałam znów o 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Po południu miałyśmy zebranie z szefową i drugą babką z recepcji, a potem poszłam na lunch. Przed końcem pracy przyszedł chłopak z BSC (Bratfoot Student Cinema) na rozmowę o moim stowarzyszeniu. Wyszliśmy po 17:00 i podjechałam do TKMaxxa, żeby sobie kupić może jakąś ładną sukienkę na salsę, ale nie znalazłam nic godnego uwagi. Kupiłam tylko kosmetyki i wróciłam do domu. Zjadłam kolację, a potem wybrałam sobie na stronie pierwsze profesjonlane buty do salsy! Sklep mieści się w Manchesterze, więc spytałam Ismaila, czy może mi je nazajutrz odebrać i przwieźć. Zgodził się, więc zapłaciłam za nie 43 funty i sfinalizowałam tranzakcję. O 21:04 wsiadłam w pociąg do Leeds i pojechałam na lekcję kizomby. Potańczyłam do 1:00, m.in. kizombę z moim ulubionym tancerzem, a potem wróciłam ze znajomymi do domu i poszłam spać.

W piątek wstałam trzeci dzień pod rząd o 8:30! Podjechałam na 10:00 Free Busem do pracy i cały dzień siedziałam na tyłach biura. Wysłałam Ismailowi numer tranzakcji i wkrótce oddzwonił, że już odebrał moje buty! Porozmawiałam z szefową oraz dwoma sabbatical officers i wszyscy zgodzili się, żebym założyła stowarzyszenie Inspirujących
Filmów :) Wypytałam więc szefową o szczegóły procesu zakładania stowarzyszenia, a potem poszłam na lunch. Później zajęłam się organizowaniem pokazów filmowych na Mental Health Week. Po 16:00 poszłam do recepcji i tuż po 16:30 wyszłyśmy wszystkie z pracy. Pojechałam do domu. Wkrotce dostałam SMSa od Ismaila, że zaraz będzie w Bratfoot, więc poszłam po niego na dworzec. Przeszliśmy się po Centenery Square w samym centrum, bo tego dnia odbywała się tam impreza Global Food Day i myślałam, że może kupię coś dobrego do jedzenia. Niestety, dochodziła już 18:00 i wszyscy się zbierali. Poszliśmy więc do Tesco, a potem do mnie.

Ismail zaczął gotować obiad, a ja przymierzyłam moje nowe buty w kolorze skóry :) Miały bardzo cienkie podeszwy i miałam wrażenie, że w ogóle nie mam nic na nogach! :) Podziękowałam mu za to, że mi je przywiózł, a potem zjedliśmy obiad i zaczęliśmy się zbierać na imprezę. Doradził mi, którą sukienkę do nich założyć. W końcu wyszliśmy z domu i wsiedliśmy w autobus do Leeds. Po 21:00 byliśmy już w The Wardrobe i udawaliśmy, że się nie znamy. To był jego pomysł, więc trochę się wkurzyłam i zaczęłam tańczyć i flirtować z Jonathanm i Santosem, żeby był zazdrosny. W czasie koncertu La Exelencii głównie siedziałam i słuchałam, a potem zatańczyłam z jakimś kolesiem z Manchesteru, który później znalazł mnie przy barze i zrobił się trochę natarczywy. Zatańczył ze mną jeszcz raz, ale tym razem był dość obleśny. Wkurzyłam się więc i odechciało mi się zabawy. Wkrótce postanowiłam, że chcę wracać. Wyszliśmy, ale też osobno i pojechaliśmy autokarem o 3:00 do Bratfoot. Poszliśmy spać po 3:30.

  
La Excelencia - salsowy zespół z Nowego Yorku w klubie The Wardrobe w Leeds i moje nowe buty :)

W sobotę rozbudziłam się po 10:00, chociaż budziłam się już parę razy wcześniej. Wstałam i przygotowałam Ismailowi kapiel, żeby się odprężył i ugrzał, bo spał na kanapie w salonie. Potem porozmawialiśmy o wczorajszym wieczorze i o tym, co mi się nie podobało, ale nadal do niczego nie doszliśmy, bo ja chcę, żebyśmy byli tylko przyjaciółmi, a dla niego to za mało. Zjedliśmy razem śniadanie i po południu wreszcie wyszedł i poszedł na dworzec, a ja wróciłam do łóżka i poszłam dalej spać. Miałam się spotkać z Wanyu, która nazajutrz leciała na 3 tygodnie do Chin, ale przełożyłyśmy to spotkanie na później, jak już wróci. Po 19:00 wstałam z łóżka i usiadłam do Internet. Z braku nowych, obejrzałam stare odcinki "Spadkobierców", a potem wróciłam do sypialni. Okazało się, że Ismail dzwonił 2 razy i przysłał SMSa z pytaniem, czy wszystko w porządku, ale nic nie słyszalam, bo komórka była w sypialni, a ja w salonie. Nie odpisałam mu, bo było już po 1:00, tylko poszłam spać.


Zespół "Spadkobierców" na tradycyjnej naradzie przed rozpoczęciem kolejnego odcinka serialu :)

W niedzielę obudziłam się przed południem, ale wstałam dopiero o 12:00 i wzięłam kąpiel. Potem
zdrzemnęłam się jeszcze do 13:00, a później zjadłam śniadanie i posprzątałam trochę. Włożyłam naczynia do zmywarki i usiadłam do Internetu. Po 14:00 przyszła Sarah na kolejną lekcję polskiego. Wyszłyśmy razem po 16:00 i najpierw poszłam do Bootsa kupić 2 make upy, a potem do Wilkinsona, ale nie zdecydowałam się tam na nic. Podeszłam do Morrisona, ale okazało się, że jest już zamkniety, więc podeszłam do Tesco i kupiłam coś do jedzenia na najbliższe dni, bo czekał mnie długi weekend z okazji Diamentowego Jubileuszu Królowej Elżbiety. 2 czerwca minęło 60 lat od jej wsąpienia na tron. Wróciłam do domu po 17:00, zrobiłam pranie i jedzenie, a potem usiadłam znów do Internetu. W końcu zabrałam się za wypełanianie formularzy o Zieloną Kartę i porozmawiałam przez Skype'a najpierw z mamą, a potem z ciocią. Później  znów usiadłam do Internetu i spać poszłam dopiero po 1:00 w nocy.