Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 30 czerwca 2013
Ostatnia przeprowadzka!

645.

W poniedziałek wstałam po 7:30 i weszłam do wanny. Na 9:00 zajechałam do pracy, po drodze zahaczając o sklep. Dzień mi jakoś minął i o 17:00 wyszłam z Recepcji i poszłam na górę do Boardroom z jedną z naszych studentek, bo powiedziała, że zostało tam trochę jedzenia po jakiejś konferencji. Rzeczywiście, było trochę owoców, kanapki z łososiem wędzonym, bezy i creme brule! :) Zjadłam wszystkiego po trochu, a potem jak dziewczyny w końcu doszły po 17:30, zabrałam je tam, żeby też sobie coś zjadły i żeby mnie Karina mogła spokojnie uczesać i pomalować :) Na 18:00 poszłyśmy na pokaz BSC filmu "Amour" Hanekego w Lecture Theatre. Przyszedł na niego francuz z CS, którego poznałam w poprzednią sobotę. Film mi się nawet podobał, choć mnie trochę zaskoczył. Ale nie zszokował. Po pokazie podeszłyśmy na siłownię, gdzie spotkałyśmy się ze znajomym z salsy, który nas podrzucił na lekcję. Po lekcji potańczyłyśmy do 23:00, a potem nas odwiózł do domu i wszedł na górę zobaczyć, ile mam rzeczy, bo go spytałam, czy pomoże mi się w sobotę przeprowadzić. Po jego wyjsciu zaczął mnie i Ewelinę boleć brzuch, pewnie od tego jedzenia! W końcu po 1:30 poszłam spać.

  
Jean-Louis Trintignant i Emmanuelle Riva w "Amour" Michaela Hanekego oraz nasza lekcja salsy :)

We wtorek
wstałam po 7:30 i wzięłam kąpiel. Przed wyjściem pożegnałam się z dziewczynami, a potem podjechałam na 9:00 do pracy. Po drodze weszłam jeszcze do sklepu i kupiłam banany. Okazało się, że będę jednak miała duży samochód (Skodę Octavię) od piątku wieczorem do godziny 16:00 w sobotę :) Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem prosto na lunch. Później poszłam ustalić z doradczynią wizową plan na najbliższe parę miesięcy. Od poniedziałku 8 lipca będę siedziała w Advice Centre na Recepcji i zajmowała się wizami :( I potrwa to prawdopodobnie do połowy października! Lekko załamana tą perspektywą wyszłam parę minut wcześniej z pracy i podjechałam do Tesco po coś do jedzenia na resztę tygodnia :) W domu byłam przed 18:00 i ze skrzynki na listy wyjęłam klucz, który tuż przed wyjazdem o 13:30 wrzuciły tam dziewczyny. Najpierw zjadłam dwa pierogi, które mi zostawiły, a potem wstawiłam pranie i zaczęłam gotować. Wieczorem wpadła sąsiadka i się trochę rozgadała, a ja zaczęłam właśnie przeglądać rzeczy przed przeprowadzką! W końcu tuż po północy poszłam spać :)

W środę wstałam znów po 7:30 i się wykąpałam, a potem na 9:00 podjechałam do pracy, po drodze wchodząc znów do sklepu po banany i po wodę. Rano miałam zebranie w sprawie wycieczek, po którym poczułam się znów przytłoczona nadmiarem obowiązków i lekko załamana :) Ale myślę, że to przez tą przeprowadzkę, którą mam na głowie. Mój znajomy dał mi już klucze do nowego pokoju, a szefowa powiedziała, żebym zatrzymała samochód do niedzieli :) Zadzwoniłam do mojego banku i anulowałam wszystkie Direct Debits poza BT, gdzie mi powiedziano, że muszę im odesłać rooter. Mają mi przysłać kopertę i nie będę musiała za to płacić. Oczywiście o ile dojdzie zanim się wyprowadzę :) Chyba, że zatrzymam klucz do skrzynki i będę sprawdzać :) Po lunchu poszłam na kurs International Students and Tier 4 na temat wiz studenckich, a potem wróciłam na chwilę do pracy. Wyszłam o 17:00 i podjechałam do domu. Włączyłam pranie i zabrałam się za tworzenie materiałów reklamujących trzecią edycję Inspiring Films Festival (
IFF 2013). W końcu zmęczona poszłam spać tuż przed północą.

W czwartek obudziłam się po 6:00 rano i już nie mogłam zasnąć. Wstałam więc, weszłam do wanny, a potem zaczęłam przęglądać i pakować rzeczy z łazienki. Zabrałam też parę rzeczy z kuchni do pracy, gdzie dojechałam na 9:00 Free Busem. Najpierw zabrałam się za Pick Up Service, a potem za Visa Advice. Po lunchu zarezerwowałam prom dla 14 osób z Ambelside do Bowness i z powrotem. Jedziemy w przyszłą środę na Residential z nowymi Sabbami i mam prowadzić minibus :) Przed 17:00 zajrzał znajomy z salsy, więc wyszłam parę minut przed końcem pracy i podwiózł mnie do mojego nowego domu :) Chciałam zobaczyć, czy w moim pokoju jest miejsce na jedno krzesło. Potem poszłam do sklepu i do domu. Porozmawiałam z sąsiadką i umówiłam się z nią, że zapłaci mi 15 funtów, a ja zostawię jej rooter, żeby mogła do wyprowadzki, czyli połowy lipca, korzystać jeszcze z Internetu. Mam nadzieję, że odda mi go zanim wyjedzie i że nie będę żałować tej decyzji. Padało, więc zmęczona poszłam spać po 21:00!

W piątek wstałam tradycyjnie po 7:30 i wzięłam kąpiel, a potem podjechałam do pracy na 9:00. Zeszłoroczni sabbs kończyli dziś swoje kadencję, więc szef wręczył im prezenty i były przemówienia :) Po 12:00 zeszliśmy wszyscy na dół na pożegnanie VC i na lunch! :) Były cheerleaderki i bębniarze :) O 16:00 wsiadłam w taksówkę z dwoma kolegami z pracy i pojechaliśmy do Arrow Self Drive po Skodę Octavię dla mnie. Pojechaliśmy najpierw do mnie po stół i krzesła, a potem do Queensbury po pudła z domu kolegi, który się przeprowadził tydzień temu! :) Później wróciliśmy znów do mnie, żebym zaniosła moje pudła na górę i wyrzuciłam od razu parę rzeczy do śmieci. A potem wsiedliśmy znów wszyscy w samochód i zawiozłam ich do Union. Zostawiłam parę rzeczy w kuchni, a potem poszłam na 19:30 do Theatre in The Mill na przedstawienie "Conversations Not Fit For the American Dinner Table"
. Było ciekawe, ale nie odkrywcze! :) Potem podjechałam do Tesco po coś do jedzenia i zorientowałam się, że zgubiłam kartę do bankomatu! Na szczęście miałam trochę gotówki z pracy na Pick Up Service. W końcu przed 22:00 wróciłam do domu, wstawiłam pranie i tuż przed północą nareszcie poszłam spać.

  
Kyle Davis w "Conversations Not Fit For the American Dinner Table" Sola Maxa oraz plakat sztuki.

W sobotę obudziłam się po 6:00, ale wstałam po 9:00 i się wykąpałam. Na 10:20 zajechałam na lotnisko Leeds Bratfoot. Szukałam chińskiego studenta, ale na szczęście szybko się znaleźliśmy i zapłaciłam tylko 2 funty za pół godziny postoju. Zawiozłam go na campus, gdzie dotarliśmy o 11:00 i skąd nie mogłam wyjechać!  Wróciłam do domu i poszłam do banku wyjąć pięniądze, a potem zaczęłam pakować rzeczy. Zaczęłam od łazienki, potem wzięłam się za kuchnię. W końcu dotarłam do pokoju. Zjadłam coś i przed 18:00 przyszła znajoma z salsy. Pomogła mi rozkręcić łóżko, a w międzyczasie przyszedł Paul z CS. Zaczęliśmy wynosić razem rzeczy na śmietnik, a potem zapakowaliśmy resztę do dwóch samochodów. Pojechaliśmy pod mój nowy dom i tam dołączył do nas jeszcze znajomy z salsy. Razem dość szybko wnieśliśmy wszystko na górę. Znajoma z salsy pojechała do domu, a my do Saltaire na spacer po parku. Potem odwiozłam Paula do domu, a znajomego z salsy na parking, gdzie stał jego samochód, a sama wróciłam do domu. W budynku naprzeciwko włączył się alarm i po ścianie leciała woda. Wstawiłam ostatnie pranie z pościelą i zabrałam się za ostatnią szafkę, ale od tego alarmu już mnie zaczynała głowa boleć! W końcu tuż przed północą ustał. Pełno było strażaków. Po 2:00 poszłam spać!

W niedzielę wstałam o 9:30, zanim budzik zadzwonił o 10:00. Wyszłam o 11:00 i pojechałam na lotnisko w Manchesterze. Dojechałam tam w godzinę i parę minut! :) Niestety, student wyszedł dopiero godzinę później, więc ruszyliśmy z lotniska około 13:15. Ale 14:15 byłam już pod Richmond Building :) Podjechałam do pracy zawieźć różne moje foldery i po korektor, ale nie mogłam żadnego znaleźć. Napisałam do Paula SMSa z pytaniem, czy może mi pomóc, ale odpisał, że dopiero po 15:00! Musiałam więc sama szybko zapakować wszystko do windy, a okazało się, że jest tego jeszcze dość dużo. Mieliśmy się spotkać na parkingu pod moim nowym domem, ale jak dojechałam nadal go nie było, zaczęłam więc sama nosić rzeczy. Przyszedł i pomógł mi je zawieźć na górę, a potem powiedział, że zaniesie je do pokoju, a ja żebym jechała oddać samochód, bo minęła już 15:30! Pojechałam więc do Arrow Self Drive, a stamtąd wróciłam taksowką do domu. Paul przyszedł pomóc mi jeszcze wyrzucić ciężkie pudła z papierami, a potem w ramach podziekowań zaprosiłam go do Omar's Batli na curry. Otwierali dopiero o 17:00, musieliśmy więc parę minut zaczekać. Wyszliśmy po 18:30 i poszłam zmęczona do domu. Weszłam do wanny, a potem spytałam szefową SMSem, czy mogę nazajutrz wziąć wolne. Zgodziła się. Zdrzemnęłam się do 22:00, a potem zabrałam się za sprzątanie! Spać poszłam po 1:00.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Drugi pobyt dziewczyn

644.

W poniedziałek obudził mnie budzik o 7:30, więc wstałam i o 8:00 wzięłam antybiotyk, ale doszłam do wniosku, że nie czuję się dobrze i noga mnie nadal boli, więc postanowiłam nie iść do pracy. Napisałam do babki z Finansów, że nie mogę chodzić i mam gorączkę, a potem zadzwoniłam jeszcze po 9:00 na Recepcję, żeby zobaczyć, czy ktoś w ogóle tam przyszedł :) Odebrała jedna z naszych studentek i jak jej powiedziałam, że nie przyjdę, to się zdziwiła, że w ogóle już wróciłam :) Poszłam więc dalej spać, a potem wstałam i usiadłam do Internetu. O 16:00 wzięłam znów antybiotyk i obejrzałam na Youtubie koncert  Prince Royce'a, czyli najbardziej chyba znanego wykonacy bachaty :) Później obejrzałam też parę wystapień
Tomasza Szasza na temat amerykańskiej służby zdrowia. Umówiłam się też mailem nazajutrz na masaż, więc napisałam do tej samej babki na Facebooku, że nadal nie przyjdę do pracy. Nie poszłam też na salsę, choć bardzo chciałam, bo nie mogłam chodzić! O 24:00 wzięłam antybiotyk i poszłam spać.

We wtorek wstałam o 8:00 rano i wzięłam antybiotyk, a potem poszłam jeszcze na trochę spać. Potem wyszłam z domu i pojechałam na masaż. Dotarłam tam przed 12:00, a wracając zrobiłam małe zakupy, bo nie miałam już prawie co jeść :) Masażysta powiedział, że jak nie muszę, to żebym nie chodziła przez najbliższe 2 dni i przez 2 tygodnie nie tańczyła salsy! O ile to pierwsze  nie było trudne, to co do salsy powiedziałam mu, że to nie wchodzi w grę, bo mam wkrótce gości i wybieramy się na salsę! Poradził mi, żebym w takim razie zabandażowała nogę, jak będę szła tańczyć. O 16:00 wzięłam znów antybiotyk i usiadłam znów do Internetu. Na BBC iPlayer obejrzałam przedstawienie "Bollywood Carmen", które zostało nagranę w centrum Bratfoot - pod ratuszem i w fontannie Mirror Pool. Było nawet niezłe, choć bardzo unowocześnione :) O północy wzięłam znów antybiotyk i poszłam spać.

  
Bachatujący Prince Royce oraz Preeya Kalidas i Stephen Rahman Hughes w "Bollywood Carmen".

W środę wstałam tradycyjnie o 8:00, żeby wziąć antybiotyk, a potem wysłałam SMSa oraz maila do szefowej, bo wróciła już z urlopu. Napisałam jej, że dam jej znów nazajutrz znać, czy przyjdę do pracy czy nie. Nie miałam nawet wyrzutów sumienia, bo naprawdę nie czułam się dobrze i nie mogłam chodzić! Potem zabrałam się za segregowanie płyty CD i wszystkie kopie muzyczne włożyłam w jedno opakowanie przenośne. Później usiadłam do Internetu i o 16:00 wzięłam kolejny antybiotyk. Wieczorem miałam jechać do Leeds na spotkanie InterNations, ale noga nadal mnie bolała, więc sobie odpuściłam. Ala też nie pojechała, tylko po 20:00 przyjechała do mnie na chwilę, żeby porozmawiać. Dałam jej wiśnie w czekoladzie, które kupiłam dla niej w Polsce. O północy wzięłam antybiotyk, a potem poszłam spać.

W czwartek wstałam przed 8:00 i napisałam SMSa do szefowej, że nadal nie przyjdę do pracy, bo obudziłam się cała spocona i noga mnie jeszcze trochę bolała. Potem wzięłam antybiotyk i zabrałam się za sprzątanie, bo o 10:00 miał przyjść ktoś z agencji i pokazać mieszkanie potencjalnemu klientowi. Nikt nie przyszedł, więc pół godziny później wyjęłam płytki CD i zaczęłam  przegrywać zdjęcia, żeby móc je powyrzucać. Przed 16:00 zadzwonił Ismail i spytał, co słychać, a na koniec powiedział, że zadzwoni po weekendzie. O 16:00 wzięłam antybiotyk i napisałam do dziewczyn SMSa z pytaniem, czy doleciały. Okazało się, że samolot był spóźniony, ale zdążyły na autokar i po 19:00 były już u mnie w domu. Zostawiły rzeczy i poszłyśmy do sklepu po coś do jedzenia, bo miałam już pustą lodówkę. Potem wróciłyśmy do domu na kolację, i później Ewelina padła, a z Kariną pojechałam do Leeds na salsę. Wróciłyśmy z Kaśką i Alą samochodem do niej, a stamtąd taksówką do domu. Spać po 2:30.

W piątek wstałam po 7:30 i wzięłam kąpiel. Potem o 8:00 wzięłam ostatni antybiotyk i podjechałam na 9:00 Free Busem do pracy, po raz pierwszy od ponad dwóch tygodni. Dzień mi jakoś minął, bo powiedziałam szefowej, żeby była ze mną delikatna :) Na lunch zjadłam odmrożony makaron, który został po Majce. Wychodząc wzięłam też jej pierogi z zamrażalki. W domu Karina mnie uczesała, a potem wyszłyśmy we trzy i poszłyśmy na pociąg na Leeds. W pociągu Karina mnie jeszcze umalowała! :) Na 19:00 doszłyśmy do Trinity Arts Centre na pokaz flamenco. Było magicznie i spotkałam parę znajomych osób, m.in. babkę, która też uczyła kiedyś języków w college'u :) Później poszłyśmy prosto piechotką do baru Seven na Rumba Picante, gdzie wybawiłyśmy się setnie. Impreza była jak zwykle świetna i pełno było znajomych. Po imprezie pojechałyśmy na after party u znajomego z salsy, ktorą praktycznie ja zorganizowałam :) Było 15 osób i wyszła z tego bardzo fajna impreza. W końcu przed 5:00 wsiadłyśmy w taksówkę razem z Piotrkiem i Kasią, a po 5:00 byłyśmy już w domu i poszłam spać.

W sobotę alarm mnie obudził o 11:00, ale wstałam dopiero 10 minut później i poszłam prosto do wanny. Potem obudziłam dziewczyny i powiedziałam im, że o 13:19 mamy pociąg do Yorku. O dziwo udało się nam jakoś na niego zdążyć i po 14:00 byłyśmy już na miejscu. Zwiedziłyśmy miasto, m.in. The Shambles, wieżę i stare centrum miasta. Po 17:00 wsiadłyśmy w pociąg do Bratfoot. Z dworca poszłyśmy od razu na zakupy do Tesco, a potem w domu zrobiłyśmy sobie obiad i drinki Guinnes Shandy. Sąsiadka chciała się nam na nie wprosić, ale ją zignorowałam. Przyszła tylko pożyczyć garnek i wzięła trochę ryżu. Spać poszłam już po 23:00, bo byłam wykończona! Dziewczyny też :)

  
Druhny w oczekiwaniu na parę młodą w parku Muzeum Yorku oraz nasze pyszne Guinness Shandy :)

W niedzielę po 9:00 obudziły mnie dziewczyny, bo okazało się, że zapomniałam nastawić budzik! Zebrałam się więc szybko i na 10:00 poszłyśmy na Interchange na autokar do Liverpoolu. Kasy biletowe były zamknięte, a kierowca nie mógł nam sprzedać powrotnych biletów. Zapoponował więc, żebyśmy zapłaciły za nie w Manchesterze. Tak też zrobiłyśmy i o 12:20 dotarłyśmy do Liverpoolu. Zaczęłyśmy zwiedzanie od katolickiej i anglikańskiej katedry. Potem poszłyśmy przez Chinatown do centrum, na uliczkę Beatlesów, czyli Matthew Street, a stamtąd do doków Alberta, a potem pod Banansheep, zwaną też Superlambanana :) Miałyśmy szczęście, bo cały dzień nie padało, chociaż było pochmurno i wiał silny wiatr. O 17:15 wsiadłyśmy w autokar do Manchesteru, a tam przesiadłyśmy się w drugi do Bratfoot, gdzie dotarłyśmy o 20:00. Zrobiłyśmy sobie szybko coś do jedzenia, a potem napiłyśmy się znów Guinness Shandy, na którego załapała się też sąsiadka :) Jak wyszła zaczęłyśmy się zbierać do spania, ale zanim wreszcie poszłam do łóżka, minęła północ, a zanim zasnęłam, 1:30!




Oryginalna Superlambanana oraz porozrzucane po mieście i inaczej pomalowane małe Bananasheep! :)
niedziela, 16 czerwca 2013
Ostatni pobyt w Warszawie?

643.

W poniedziałek obudziłam się o 7:00 rano, wzięłam kąpiel i zabrałam się za przeglądanie gazet w moim pokoju. Postanowiłam wyrzucić wszystki numery Filmu, z wyjatkiem tego, w którym były dwa moje wywiady. Podobny los spotkał inne gazety. Potem zebrałam się i na 13:30 pojechałam na MDM spotkać się z Piotrkiem, który wyjechał z Bratfoot parę lat temu i teraz jak się okazało mieszka w Warszawie. Napiliśmy się herbaty i pogadaliśmy, a potem podjechał ze mną na plac Dąbrowskiego, gdzie szukałam Kancelarii Senatora Krzysztofa Piesiewicza. Okazało się, że teraz kto inny jest senatorem, więc nie udało mi się z nim spotkać. Po 15:00 spotkałam się z ojcem i poszliśmy na spacer, aż doszliśmy do Starówki, gdzie wsiadłam w autobus 190 i wróciłam do domu na obiad. O 20:30 spotkałam się znów z Kariną na placu Trzech Krzyży i znowu pojechałyśmy najpierw do niej na makijaż i włosy, a potem na 23:00 do Salsa Libre na imprezę. Bradzo średnio było, bo dziwni ludzie tam przychodzą. Chciałam zagadać z jednym DJem, który tańczył ze mną na dwa jak tam byłam ostatnio w zeszłym roku, ale tylko mnie zdenerwował. Karina odwiozła mnie do domu i poszłam spać.

We wtorek obudziłam się znów o 7:00, wzięłam kąpiel i na 10:00 podjechałam tramwajem do fryzjerki. Zrobiła mi odrosty i podcięła włosy, za co wzięła 190 złotych, więc potem wszyscy mi mówili, że mnie naciągnęła :) No cóż, chyba więcej już do niej nie pojdę :) Po 11:00 byłam już z powrotem w domu, zjadłam coś i na 14:00 pojechałam samochodem do naszej znajomej dentystki, czyli świadkowej mojej siostry :) Zrobiła mi przegląd, za ktory zapłaciłam 130 zlotych i na koniec powiedziała, że mam najładniejsze zęby w całej rodzinie :) Wróciłam znów do domu i zdrzemnęłam się zanim po 18:00 przyszedł brat. Próbowaliśmy ściągnąć z mojej komórki jakieś rekolekcje, które moja siostra kiedyś nagrała, ale się nam nie udało. Umówiliśmy się, że sprobujemy znów nazajutrz u niego w pracy, a potem po 21:00 przyjechała Karina. Znów mnie uczesała i umalowała, a potem zawiozła na Chłodną na imprezę kizombową. Grali też trochę bachaty i salsy, więc parę razy zatańczyłam i ogólnie podobało mi się :) To był nasz ostatni wspólny wieczór przed moim wyjazdem, a jej przyjazdem w przyszłym tygodniu do mnie! :) Odwiozła mnie do domu i północy poszłam spać.

W środę obudziłam się tradycyjnie już o 7:00, ale poleżałam do 8:00 :) Potem wzięłam kąpiel i o 10:00 poszłam do naszego parku pod blokiem spotkać się z siostrą pana młodego :) Poszłyśmy na długi spacer i bardzo fajnie się nam gadało. Wróciłam do domu na 12:00 i podjechałam z mamą autem do brata do pracy, żeby przegrać ten plik dla siostry. Tym razem się nam udało przez Bluetootha, a potem pojechałam z mamą na zakupy. Zjadłam szybko obiad na 15:00 pojechałam znów do dentystki, ale tym razem na rwanie górnych ósemek. Prawa nie chciała wyjść i biedna babka męczyła się z nią z 10 minut. Lewa natomiast wyskoczyła bez problemu jak z procy :) Zapłaciłam 100 złotych i zabrałam obie na pamiatkę, bo są naprawdę wielkie i robią wrażenie! :) Potem siedziałam 40 minut i czekałam na mamę, żeby wrócić do domu. Wtedy mnie zmogło i dostałam gorączki, więc się zdrzemnęłam. Tymczasem Jerzy Stuhr napisał w mailu, że nie przyjeżdża jednak nazajutrz do Warszawy, ale może się ze mną spotkać w Krakowie! Po 19:00 spotkałam się z dwoma koleżankami, z którymi poszłam na spacer po osiedlu Przyjaźń i do Karuzeli. Wróciłam do domu po 23:00, ale zagadałam się z wujkami i ciociami do północy :)

W czwartek wstałam o 8:30, wzięłam kąpiel i pojechałam autobusem 190 na Dworzec Centralny. Tam kupiłam bilet do Krakowa na 10:50, w Krakowie o 13:58, i powrotny na 18:48, w Warszawie o 22:00, za 120 złotych. W pociągu trochę pospałam, a potem prosto ze stacji poszłam szybkim krokiem w złym kierunku niestety i się zgubiłam. Z jakiegos punktu informacji turystycznej wzięłam mapę i dotarłam do Hotelu Starego na ulicy Szczepańskiej ponad 15 minut po 14:00. Jerzy Stuhr już siedział przy stoliku i coś czytał. Podeszłam do niego, przedstawiłam się i nagrałam naszą ponad godzinną rozmowę. Była bardzo ciekawa, ale niestety czasami na moje konkretne pytania odpowiadał dość niekonkretnie i mówił bardziej o sobie niż o Kieślowskim :) Ale coś z tego na pewno wykorzystam do swojej pracy doktorskiej. Polecił mi obiad w restauracji Gessler na ulicy Św. Jana, więc poszłam najpierw do Empiku doładować kartę, a potem dotarłam tam tuż przed 16:00 na obiad. Jak wyszłam dostałam znów gorączki, więc położyłam się na ławce w parku. Potem zrobiłam małe zakupy na drogę w Galerii Krakowskiej i o 22:00 rodzina odebrała mnie z Zachodniej. Nie czułam się najlepiej, więc poszłam spać przed północą.

  
Wnętrze kawiarnii w Hotelu Starym oraz restauracji Gessler w Hotelu Francuskim w Krakowie.

W piątek wstałam po 7:00 i zabrałam się znów na ostatnią chwilę za opróżnianie mojego pokoju z papierów. O 13:00 musiałam jednak wyjść, bo umówiłam się ze znajomą dentystką, że zerknie mi przed wyjazdem na te dwie dziury po ósemkach. Lewa była w porządku, ale do prawej coś mi włożyła i kazała wykupić antybiotyk. Kupiłam go od razu po drodze wracając do domu. Zostawiłam samochód pod domem i na 14:30 poszłam do koleżanki z podstawówki na pogaduchy. Wyszłam od niej po 16:00 i wróciłam do domu na moją pożegnalną kolację :) Było nas razem 14 osób, na szczęście nie siedziliśmy wszyscy na raz przy stole, tylko ratami, bo brat z żoną trochę się spóźnili :) W pewnym momencie, jak goście zajęli się rozmową, wymknęłam się do swojego pokoju i dalej przeglądałam swoje papiery. Czego tam nie ma! W pewnym momencie jednak wymiękłam i dałam sobie spokój. Coś czuję, że będę musiała jeszcze raz przyjechać przed wyjazdem do Stanów, żeby się z tym uporać! Goście się wkrótce rozeszli, a ja poszłam się spakować. Poprzegrywałam sobie jeszcze zdjęcia i posprawdzałam maile oraz Facebooka, aż w końcu poszłam spać.

W sobotę obudziłam się przed budzikiem, za 15 minut 8:00, wzięłam kąpiel, zjadłam coś i dokończyłam pakowanie. Mój bagaż ważył niecałe 7 kilo, ale był niewymiarowy. Bałam się cały czas, że się do niego przyczepią i każą mi płacić! Po 9:00 przyjechała siostra z mężem i zabrali mnie oraz mamę na lotnisko. Tam się pożegnaliśmy i poszłam na samolot. O dziwo znów nie miałam żadnych problemów z bagażem. Dolecieliśmy przed 13:00, więc poszłam zjeść frytki, a potem na 13:55 wróciłam na stację i wsiadłam w autokar do Manchesteru. Tam musiałam się przesiąść i o 15:30 byłam już w Bratfoot. W domu wstawiłam pościel do prania i umyłam lodówkę, która się w międzyczasie rozmroziła, a potem wyszłam tuż przed 18:00 i poszłam do centrum spotkać się z Francuzem z CS. Poszliśmy do City Vaults i wytłumaczyłam mu, dlaczego nie mogę mu zaoferować noclegu. Potem poszliśmy do Tesco i do mnie. Pogadaliśmy do 22:30, a potem poszedł, a ja wzięłam kąpiel, bo mnie bolała prawa łydka, a później usiadłam do Internetu. W końcu po 1:00 poszłam spać.

Dziś obudził mnie mocny skurcz lewej łydki, ale rozchodziłam go i poszłam dalej spać. W końcu wstałam po 10:00 i usiadłam znów do komputera. Zdecydowałam, że wezmę jednak ten antybiotyk, tak profilaktycznie, żeby nie mieć później problemów. Zaczęłam więc gotować obiad, żeby nie brać go na czczo, ale przyszła moja sąsiadka i
przyniosła mi pyszne ziemniaczki z marchewką i pieczarkami domowej roboty, więc zjadłam je zanim o 16:00 wzięłam lek osłonowy i podwójną dawkę antybiotyku Dalacin C. Ona w połowie lipca też się stąd wyprowadza i wraca do Bułgarii! :) Później przychodziła jeszcze parę razy, żeby pożyczyć różne rzeczy, bo robiła zupę. Udało mi się w międzyczasie wziąć kąpiel i porozmawiać z mamą i siostrą, a potem znów przyszła i przyniosła mi tej zupy, ale sypnęło się jej za dużo chili, więc dla mnie była niejadalna :) Przyniosła mi więc jogurt i cytrynę, żeby ją doprawić i rozcięczyć, ale nadal nie dałam rady jej zjeść. Szkoda :) Muszę jutro kupić tego więcej i może wtedy dam radę. Przez cały dzień nic nie zrobiłam, tylko siedziałam w sieci i gotowałam, ale cały czas bolaly mnie obie łydki i nie mogłam chodzić, więc nie poszłam nawet na tango, tylko odpoczywałam!
I już po ślubie :)

642.

W zeszły czwartek wstałam o 6:00 rano, bo o 7:15 miałam autokar na lotnisko w Manchesterze. Jakoś z trudem dopchałam
na dworzec 20-kilogramową walizkę, do której cienkim sznurkiem przywiązana była deskorolka! Na lotnisko na szczęście zajechaliśmy o czasie, czyli o 9:05, a samolot odlatywał o 10:15! Miałam więc tylko pół godziny do zamkniecia bramek, a musiałam dojechać ze stacji na Terminal numer 3. Zapłaciłam więc funta za wózek, żeby nie ciągnąć już tej walizki, a deskorolkę schowałam do środka. W końcu o dziwo bez żadnych przygód dolecialam do Warszawy, ale musiałam trochę poczekać na brata i mamę. Po 14:00 pojechaliśmy do domu cos zjeść. O 18:30 byłam już umówiona z Kariną na placu Trzech Krzyży, więc wyszłam z domu o 18:00 i podjechałam tam autobusem 171, a stamtąd autem pojechałyśmy do niej. Karina uczesała mnie próbnie na wesele i zrobiła makijaż, a potem zawiozła mnie do szkoły tańca Oye! na lekcję semby :) Po lekcji pojechałyśmy we trójkę, z jej koleżanką do Huty Warszawa na imprezę salsową. Tam spotkałyśmy jej kolegę i potańczyłyśmy do północy, a potem odwiozły mnie do domu i po północy poszłam spać.

  
Sala w szkole salsy Kubanskiej Oye!, w której była lekcja semby oraz wnętrze klubu Huta Warszawa.

W piątek trochę pospałam, ale w moim pokoju nie ma teraz zasłon, więc obudziło mnie słońce. Wzięłam kąpiel i poszłam do sklepu wyjąć pieniądze i kupić parę rzeczy. Potem zjedliśmy obiad i pojechałam z siostrą i jej narzeczonym do drukarni, a później do Niepokalanowa i wtedy ja już prowadziłam samochód, żeby się trochę przyzwyczaić, bo miałam nazajutrz zawieźć młodych do kościoła :) W Niepokalanowie oni poszli załatwiać jeszcze ostatnie formalności, a ja spotkać się z rodziną, która już się częśćiowo zjechała na ślub :) Nocowali na miejscu, w domu pielgrzyma braci franciszkanów i jedli akurat zakrapianą kolację :) Później doszli do nas młodzi i świadkowa - miałyśmy nazajutrz dzielić się obowiązkami, więc ustaliłyśmy, że ona jest świadkowa (bo już zamężna :) a ja świadkowna, bo jeszcze panna :) Potem pojechaliśmy jeszcze do domu weselnego Arkadia w Sochaczewie coś jeszcze  pozałatwiać, a potem odwiozłam siostrę i jej narzeczonego i pojechałam jeszcze do brata zamienić samochód. Brat ma ładniejszy, wiec miałam nim nazajutrz wieźć parę młodą, ale miał prawie pusty bak, więc musiałam najpierw zatankować! :)

  
Bazylika klasztoru w Niepokalanowie oraz Dom Bankietowy Arkadia w Sochaczewie z lotu ptaka :)

W sobotę wstałam o 8:00 rano, wzięłam kąpiel i ubrałam się już w sukienkę na ślub, bo o 9:30 byłam umówiona z Kariną na czesanie i malowanie! :) Mama była u fryzjerki, a siostra właśnie do niej poszła, kiedy do drzwi zadzwoniła makijażystka! :) Otworzyłam jej i za chwilę przyszły mama i Karina, więc makijażystka zajęła się mamą, a Kariną mną :) Najpierw zrobiła mi włosy, a potem jak makijażystka malowała moją siostrę, ona malowała mnie :) Po południu byłyśmy już wszystkie trzy gotowe, a gości nadal nie było. W końcu świadkowa dotarła i pomogła siostrze się ubrać, a później doszedł też pan młody i jego ojciec, a na koniec jego mama i siostra. Było już po 13:00 jak wreszcie dali im błogosławieństwo :) A potem wsiedlismy w samochody i pojechaliśmy do Niepokalanowa. Ja prowadziłam samochód z parą młodą z tyłu i świadkową z przodu, a świadek wiózł rodziców i siostrę pana młodego :) Zajechaliśmy pod bazylikę jako jedni z pierwszych, a potem zaczęli się zjeżdżać i schodzić pozostali. O 16:00 zaczął się ślub, a potem goście przez ponad godzinę składali życzenia! :) Razem ze świadkiem i świadkową odbierałam kwiaty, prezenty i koperty :)

  
Wnętrze bazyliki przystrojone na ślub oraz państwo młodzi ze świadkiem i świadkową przed ołtarzem.

Potem państwo młodzi wsiedli w jakiś wypasiony i przystrojony samochód ich kolegi, a my zabraliśmy się pozostałymi samochodami do Sochaczewa. Tam w domu weselnym Arkadia zaczęło się wesele, a ja przejęłam obowiązki od świadkowej :) Najpierw parę młodą przywitali rodzice chlebem i solą oraz kieliszkami z wodą zamiast wódki, bo młodzi nie piją, a wesele było bezalkoholowe :) Jednakże z małym odstępstwem od reguły, bo po wejściu do sali, każdy dostał kieliszek szampana na toast! :) Oczywiście niektórzy goście radzili sobie także podczas wesela, wychodząc co jakiś czas na parking do samochodu i wracając coraz weselszym krokiem :) Po toaście był obiad, w czasie którego siedziałam już przy głównym stole z państwem młodym i świadkiem, z ktorym od razu się dogadałam i który cały czas prawił mi komplementy :) Zrobiliśmy sobie sesję w ogrodzie, a potem na zmianę z jedzeniem wodzirej proponował nam wciąż jakieś zabawy. W czasie jednej z nich - kankana - poszło mi ramiączko! Musiałam więc zmienić sukienkę na czerwoną już o 22:00, a moja mama i siostra nie przebrały się w końcu nawet po północy, choć obie też miały sukienki na przebranie :)

Wesele trwało do 5:00 rano i nie wytańczyłam się za bardzo, bo nie było z kim :) Wszyscy tańczyli jakoś inaczej iż jestem przyzwyczajona :) Brakowało mi tanga, salsy, bachaty, kizomby i marengi :) Ale dobrze się bawiłam :) W końcu ostatni goście się rozjechali, a ja zawiozłam mamę i bagażnik pełen kwiatów do domu. Zanim je zaniosłyśmy na górę i poszłyśmy spać było już po 6:00 :) Potem obudziłam się po 11:00 i już mi się nie chciało spać :) Porozmawiałam sobie spokojnie z mamą, zanim przyjechali państwo młodzi, którzy zostali na noc w apartamencie nowożeńców w Arkadii :) Zjedliśmy razem obiad, a potem odbyły się spontaniczne poprawiny, bo przyszli rodzice i siostra pana młodego. Posiedzieliśmy i pogadaliśmy, a potem wszyscy się rozeszli, a ja pojechałam autobusem 190 pod zoo. Tam koło misiów spotkałam się z Kariną i wraz z jej kolegą i koleżanką pojechaliśmy do La Playa, czyli klubu nad Wisłą, gdzie była impreza salsowa. Dopiero tam się wytańczyłam! :) Prosiłam jakiś Kubanczyków do tańca, a mnie prosili znajomi Kariny :) Zebraliśmy się przed północą, bo oni nazajutrz szli do pracy. Kolega odwiózł nas wszystkie do domu i po północy byłam już w łóżku.

  
Świadkówna oraz Klub La Playa w Warszawie nad Wisłą - z piaskiem, leżakami, koszami i palmami!
czwartek, 06 czerwca 2013
Przed ślubem siostry :)

641.

W poniedziałek po 7:00 obudziły mnie hałasy z salonu. Wstałam więc i wzięłam kąpiel, a potem wyszłam i podjechałam na 9:00 do pracy. Po drodze weszłam do sklepu po banany. Mój promotor przełożył spotkanie ze środy na wtorek, a w środę po pracy umówiłam się na oglądanie pokoju :) Po 12:00 przyszła Majka z synkiem, więc wyszłam do nich na 15 minut i potem nie zdążyłam zjeść obiadu i musiałam wziąć dłuższą przerwę na lunch. Sprawdziłam ceny biletów do Stanów i w październiku było taniej, więc poszłam spytać szefa, jak się na to zapatruje. Nie zgodził się, ale obiecał mi za to jeden dzień wolny ekstra :) Udało mi się wyjść za 10 minut 17:00 i poszłam piechotą do domu. Nie zastałam Majki w mieszkaniu, tylko musiałam zejść na dół po klucz, żeby móc pójść do toalety! Wzięłam ich rzeczy i zeszłam na dół, a potem poszłyśmy na dworzec i udało im się złapać pociąg o 17:32. Wsiadłam od razu we Free Busa i podjechałam z powrotem na uniwerek. O 18:00 BSC miało pokazywać "Life of Pi", ale poza mną nikt nit przyszedł, więc powiedziałam, że ja też spadam i poszłam się położyć na trawce w Amfiteatrze :) O 19:00 wstałam, podjechałam Free Busem do domu i zjadłam coś. Po 20:00 przyjechał po mnie kolega z salsy i pojechaliśmy razem na lekcję. Nie było naszych nauczycieli, tylko babka z Leeds na zastępstwie. Średnio ją lubię, więc lekcja mi się nie podobała, ale potem zatańczyłam dwa super tańce - jeden z Jonathanem, a drugi z nauczycielem średniozaawansowanych :) Po lekcji kolega odwiózł mnie do domu i usiadłam do komputera. Spać poszłam wyczerpana tuż po północy :)

We wtorek obudziłam się przed budzikiem, wzięłam kąpiel i na 9:00 pojechałam do pracy. Tuż przed 12:00 poszłam niby na Pilates, a tak naprawdę to spotkać się z moim promotorem i zapytać go, jak się zapatruje na to, że planuję skończyć studia w tym roku i w grudniu mieć Graduation :) Nie był może zbyt entuzjastyczny, ale powiedział, że jak napiszę i złożę wszystko na czas, to obaj promotorzy pomogą mi szybko zorganizować Vivę, czyli egzamin końcowy. Po wyjściu od niego poszłam na pocztę i wysłałam do domu paczkę z pistoletem sportowym dla brata, który chciałam mu przywieźć, ale się doczytałam, że nie wolno nawet w bagażu głównym przewozić replik broni, czy nawet pistoletów-zabawek. Mam nadzieję, że paczka dotrze i nie będzie z nią żadnych problemów :) Potem wróciłam do pracy, zjadłam lunch i jakoś dotrwałam do 17:00. A właściwie to wyszłam znów parę minut wcześniej, wsiadłam we Free Busa i pojechałam do domu. Zjadłam coś, a potem wzięłam butelkę wody, dwa kubeczki plastikowe i zeszłam na dół spotkać się z moją uczennicą. Pogoda była piękna, więc odbyłyśmy naszą kolejną lekcję polskiego w parku na ławce. Potem wróciłam do domu i zrobiłam sobie tortillę, czyli hiszpański omlet. Trochę się rozwalił, więc nie wyglądał za dobrze, ale świetnie smakował :) Później porozmawiałam ze znajomym na Facebooku i poczułam, że chce mi się spać. Poszłam się chwilę zdrzemnąć i nie przypuszczałam, że obudzę się dopiero około 3:00 rano! Nie brałam się już za pakowanie, tylko  kupiłam wreszcie bilet do Chicago na koniec sierpnia i poszłam dalej spać :)


W środę obudził mnie budzik o 7:30, wzięłam kąpiel i rozmroziłam lodówkę. Spakowałam to, co zostało po Majce i podjechałam na 9:00 do pracy Free Busem. Włożyłam wszystko do lodówki i zamrażalki w pracy, przyklejając na wierzchu nalepki z moim imieniem :) O 12:00 mieliśmy zebranie, a potem zjadłam lunch i jakoś dotrwałam do końca, ale znów wyszłam parę minut wcześniej. Poszłam prosto do Richmond Building i w The Hub spotkałam się z dziewczyną, która tam pracuje, a z którą będę dzielić mieszkanie w akademiku. Pokazała mi kuchnię i mój pokój z łazienką. Potem przyszedł jej chłopak, którego też znam i który się też tam wprowadza, a pozostali wyprowadzają się pod koniec czerwca. Od lipca będziemy więc mieszkać w trójkę w 5-pokojowym mieszkaniu. Kuchnia mnie nie powaliła, ale myślę, że nie będę tam spędzać zbyt dużo czasu. Rzadko coś gotuję i postaram się jeść u siebie w pokoju rzeczy, które nie wymagają gotowania. Zresztą zawsze mogę trzymać
jedzenie w lodówce w pracy. Potem wróciłam do domu i zjadłam wszystko, co mi zostało :) I w końcu zabrałam się za pakowanie walizki (choć strasznie mi się nie chciało) i przywiązałam do niej sznurkiem deskorolkę :) Skończyłam przed 22:00, wzięłam kąpiel i postanowiłam pójść wcześniej spać, bo nazajutrz musiałam wstać o 6:00 rano, żeby złapać najpierw autokar na lotnisko z Manchesterze, a potem samolot do Polski. Ale wcześniej usiadłam jeszcze do komputera i pogadałam z dziewczynami z Polski, które kupiły bilety i przylatują do mnie 20-25 czerwca :) Ustaliłyśmy wszystko i w końcu po 23:00 poszłam spać :)

  
Pistolet sportowy P329 na
plastikowe kulki oraz Wardley House - akademik, w którym zamieszkam.
niedziela, 02 czerwca 2013
Tango z kolegą :)

640.

We wtorek rano budzik zadzwonił o 7:30, ale nie chciało mi się wstawać, więc postanowiłam, że pośpię jeszcze do 9:00, a jeżeli pojawi się kurier z ambasady amerykańskiej, to mnie obudzi domofonem :) Wstałam w końcu po 9:00 i kiedy wreszcie postanowiłam wziąć kąpiel, domofon zadzwonił jak właśnie
myłam włosy! :) Mogłam się założyć, że tak będzie! :) Wyskoczyłam więc z wanny, wcisnęłam domofon i zanim kurier dotarł na górę, byłam już wytarta i w szlafroku :) Wręczył mi mój paszport z wizą w środku oraz przesyłkę, którą mają otworzyć służby na lotnisku po moim przekroczeniu granicy. Teraz nie ma już odwrotu! :) Dochodziła 11:00, więc zebrałam się i wyszłam. Dotarłam na uniwerek na 11:15, prosto na zebranie w sprawie naszych jednodniowych wycieczek :) O 17:00 wyszłam z pracy i wróciłam Free Busem do domu. Weszłam do wanny, zjadłam coś i poszłam na dworzec. O 19:19 wsiadłam w pociąg do Leeds i przed 20:00 spotkałam się na dworcu z kolegą, z którym tak dobrze mi się tańczyło tango na Sunday School :) Zawiózł nas na lekcję tanga i milonga, a potem odwiózł mnie na dworzec. Przed północą zajrzała jeszcze sąsiadka, żeby pogadać i napiłyśmy się Sangrii, a potem poszłam spać :)

W środę obudziłam się znów przed budzikiem i wstałam wcześniej, żeby wziąć kąpiel. Potem wyszłam z domu o 8:25 i poszłam na autobus. Po drodze do pracy zrobiłam małe zakupy w sklepie i weszłam do Richmond Building po folder z informacjami o UBUS, czyli naszym Safety Busie :) W pracy zabrałam się za organizowanie kolejnej wycieczki, tym razem do Cambridge pod koniec czerwca. Po lunchu spotkałam się ze znajomym, który w zeszłym tygodniu powiedział mi, że mogę się przeprowadzić do jednego z akademików, w którym mieszkają głównie tzw. mature students lub pracownicy uniwerku! Ustaliliśmy, że wprowadzę się w ostatni weekend czerwca (nie pojadę więc do Cambridge :) A tak się dobrze składa, że akurat wtedy będę miała minibus z uniwerku do użytku, bo będę tego dnia odbierać studentów z lotniska w ramach naszego Pick Up Service. W dodatku wyprowadzając się zaoszczędzę 180 funtów miesięcznie i będę miała wszystkie rachunki wliczone w cenę! :)
Wszystko się jakoś samo układa! :) Zadzwoniłam więc od razu do mojej agencji wynajmu i złożyłam wymówienie. Umówiliśmy się, że wyprowadzę się w weekend 29 - 30 czerwca, a potem w poniedziałek 1 lipca zwrócę im klucze.

Tuż przed 17:00 wyszłam z pracy i pdjechałam do domu Free Busem. Ogarnęłam trochę salon i kuchnię, wstawiłam naczynia do zmywarki i szybko coś zjadłam. O 17:30 byłam umówiona z moją byłą, a teraz już znów aktualną studentką na kolejną lekcję polskiego, tym razem już płatną 20 funtów :) Spóźniła się trochę, więc miałam na wszystko więcej czasu :) Wypiłyśmy do końca Sangrię, która mi została z weekendu i wyszła bardzo zadowolona :) Po jej wyjściu spotkałam się z sąsiadką, z którą dzielę się Internetem i powiedziałam jej, że się wyprowadzam za miesiąc. Potem odprawiłam się i dokupiłam walizkę, w której zabiorę do Warszawy rzeczy, których nie chcę wyrzucać ani zabierać ze sobą do Stanów, a później zadzwoniłam do mamy, żeby ją powiadomić na bieżąco, co się dzieje :) Umówiłam się też z Janem i Sue na niedzielę na obiad. Po 23:00 wpadł sekretarz mojego stowarzyszenia i przekazałam mu złą (że się wyprowadzam, więc nie wynajmę mu salonu) i dobrą wiadomość (że mogę mu załatwić tani pokój u mojego byłego landlorda :) Było mi głupio, ale czułam, że podjęłam właściwą decyzję. Potem usiadłam jeszcze do Internetu zamiast iść wcześniej spać, a do łóżka poszłam dopiero po 24:00.

W czwartek obudziłam się w nocy o 4:00, bo jedna sąsiadka waliła z całych sił w drzwi moich sąsiadek! Wpuściły ją, ale ja już nie mogłam zasnąć, więc usiadłam do Internetu, a potem wzięłam kąpiel o 6:00 rano i położyłam się znów do łóżka, ale miałam wrażenie, że zasnęłam najwyżej na pół godziny i już musiałam wstawać. Po 8:00 wyszłam z domu i podjechałam do pracy, a o 10:00 poszłam na chwilę z szefową do Bombay Store, żeby kupić szal dla Nowej, bo w piątek był jej ostatni dzień pracy. Poszłam też obejrzeć buty, ale nie zdecydowałam się żadnych kupić. Prosto po pracy podjechałam do sklepu po jedzenie i w domu byłam po 18:00. Usiadłam do Facebooku, żeby ustalić z dziewczynami z Polski, na kiedy kupują bilet, ale zdecydowały się poczekać, bo mają nadzieję, że bliżej terminu będzie taniej. Potem po 20:00 spotkałam się z moją sąsiadką i pokazałam jej, jak ma sobie spisywać liczniki. Dałam jej też 20 funtów, bo jej znajomy ma mi wymienić zamek w skrzynce na listy za 35 funtów, a ona zwykle 15 płaciła mi miesięcznie za Internet. Potem wróciłam do domu i poszłam wcześniej spać, bo przed 24:00.

W piątek wstałam przed 7:00, wzięłam kąpiel i przed 7:30 wyszłam z domu. Poszłam na Interchange i podjechałam na masaż. Byłam wcześniej, ale sklepy były jeszcze zamknięte, na szczęście masażysta też był wcześniej wolny. Po pół godzinnym masażu poszłam piechotką do centrum, po drodze zahaczając o moją agencję wynajmu. Chciałam kupić ciasto na niedzielę,
ale w centrum wszystkie polskie sklepy też były pozamykane, więc wsiadłam we Free Busa i podjechałam do pracy na 9:00. Lunch zjadłam na dworzu, bo nareszcie wyszło piękne słońce. Był ostatni dzień pracy Nowej i Nowego, daliśmy im więc kartki z napisami "Thank You" oraz małe upominki - jej szal, a jemu czekoladki. Potem zadzwonili do mnie z Yorkshire Water i od razu przez telefon złożyłam im wymówienie. Po 16:30 wyszliśmy wszyscy z pracy, bo mieliśmy już dość siedzenia i podjechałam Free Busem do domu. Zdrzemnęłam się do 17:30, a potem zjadłam coś i na 18:30 poszłam na dworzec Forster Square, na który przyjechał kolega z tanga. Podjechaliśmy Free Busem na uniwerek i tam w jednym z Seminar Rooms ćwiczyliśmy nowe kroki oglądając filmiki na Youtubie :) Ale że był tam dywan, to nie mogliśmy ich potem dobrze poćwiczyć. Zaproponowałam więc, żebyśmy poszli do mnie i nawet sfilmowaliśmy jak tańczymy jego komórką :) Potem porozmawialiśmy trochę i wyszedł ode mnie po 23:00, a ja poszłam spać około północy.

W sobotę obudziłam się po 9:00 rano i usiadłam do Internetu. Majka napisała do mnie przez Skype'a, że nie przyjadą wcześniej jak po 17:00. W końcu wyszłam z domu po 12:30 i poszłam do mojego banku złożyć aplikację o kartę kredytową. Potem poszłam na Forster Square - najpierw do TKMaxxa, a potem do Comet i Asdy w poszukiwaniu transformatora wtyczek, który by zamieniały brytyjską końcówkę na polską. Później weszłam do Bootsa, ale nie mieli mojego kremu, więc poszłam do Home Bargin, a potem w sklepie obok znalazłam ten transformator za 99 pensów, ale już nie miałam drobnych! :) Podjechałam więc Free Busem do Bootsa w centrum, ale też nie mieli tego kremu, kupiłam za to dwa make upy i dostałam w prezencie jakieś kosmetyki. Potem zajrzałam do Primarku i weszłam do jeszcze jednej apteki, ale też nie mieli tego kremu! Wróciłam więc do Bootsa na Forster Square, żeby tam go zamówić, ale powiedzieli mi, że nie mogą, bo producent nie ma go na składzie! Kupiłam za to przynajmniej ten transformator i nie będę już musiała wracać przed wylotem, a recepta na krem jest ważna pół roku, więc spróbuję znów go poszukać po powrocie. Do domu wróciłam po 15:00, wzięłam kąpiel, zjadłam obiad, a potem porozmawiałam z siostrą z mamą przez Skype'a. Później zaczęłam przeglądać szafkę z płytami DVD i CD oraz kasetami magnetofonowymi. Majka nie przyjechała, więc po 1:00 poszłam spać.

W niedzielę obudziłam się po 7:00 rano, ale wróciłam do łóżka i próbowałam iść dalej spać. Majka miała przyjechać z synkiem po 10:00, ale nie dała żadnego sygnału, więc wstałam po 9:00 i weszłam do wanny, żeby w razie czego być gotową. Po wyjściu z kąpieli przeczytałam od niej SMSa, że przyjadą po 11:00, więc zebrałam się powoli, a potem wyszłam i poszłam najpierw do bankomatu po pieniądze na obiad, a później czekałam na nich na stacji. Wróciliśmy razem do domu zostawić rzeczy i napić się czegoś zanim wyszliśmy znów i poszliśmy do sklepu po coś do jedzenia. Zostawiłam ich w centrum i wróciłam szybko do domu zostawić zakupy, a później dołączyłam do nich i przed 14 poszliśmy powoli do Ambrozji. Tam dołączyli do nas na obiad Jan i Sue. Wyszliśmy stamtąd po 16:00 i weszliśmy jeszcze do Kirkgate'u, bo okazało się, ze wszystkie sklepy są otwarte w niedzielę do 16:30! Nie miałam o tym pojęcia! Kupiłam więc od razu deskorolkę, bo stwierdziłam, że muszę coś wymyśleć, żeby dotargać na dworzec walizkę, której odpadły kółka! Postanowiłam, że przywiążę ją sznurkiem, a potem schowam do walizki i dam w prezencie bratankowi :) Wróciliśmy we trójkę do domu, po drodze podziwiając nowe graffiti na płocie wokół dziury w ziemi. Wykonali je członkowie kolektywu Sick Hype Asylum wieczór strasznie się dłużył. W końcu synek Majki nareszcie zasnął, a my mogłyśmy wreszcie pogadać. Napiłyśmy się piwka z sokiem malinowym i pogadałyśmy prawie do północy, ale spać poszłam już po :)

  
Nasi nauczyciele tanga: Florencia Labiano i Hernan Rodriguez oraz nowe graffiti w Urban Garden!