Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 30 lipca 2012
Oxford i Cambridge

597.

W poniedziałek wstałam o 8:30 i podjechałam Free Busem na 10:00 do pracy. Zajmowałam się nadal organizacją Pick Up Service. Tymczasem moja mama wylądowała na lotnisku koło Leeds i po 16:00 dojechała na uniwerek. Poszła do Richmond Building i poczekała na mnie, tak jak się umawiałyśmy. Razem podjechałyśmy Free Busem do mnie do domu. Ugotowałam makaron z krewetkami, oliwkami i cebulą na obiad, a potem poszłyśmy na spacer przez rynek do sklepu. Spać poszłyśmy po północy. We wtorek wstałam o 10:30, zjadłyśmy wspólnie śniadanie i na 12:00 podeszłam do Ingeus tłumaczyć jak co miesiąc dla tego Polaka szukającego pracy. Potem podjechałam na 13:00 do pracy. Wyszłam o 19:30 i przeszłam się spacerkiem do domu. Porozmawiałyśmy z mamą i spać znów poszłyśmy po północy.

  
Podświetlana fontanna Mirror Pool i ratusz oraz ratusz z banerem Igrzysk Olimpijskich w Londynie.

W środę wstałam o 8:30 i podjechałam do pracy na 10:00. Nie mogłam wziąć urlopu, bo to był akurat tydzień, kiedy zaczynaliśmy nasz Pick Up Service, czyli odbiór studentów pierwszego roku z lotnisk. Mama na szczęście jednak zna już dość dobrze Bratfoot i sama się sobą zajmowała w ciągu dnia, chodząc na spacery i na zakupy. Tego dnia kupiła sobie bluzkę. Wyszłam z pracy o 16:30 i pojechałam Free Busem do Ingeus po podpis babki, dla której poprzedniego dnia tłumaczyłam, bo zapomniałam zabrać ze sobą Claim Form. W domu byłam przed 17:00, tuż na obiad, na który mama ugotowała barszcz ukraiński z jajkiem. Potem poszłyśmy znów na spacer i do sklepu. Jak wróciłyśmy do domu to padłam i się zdrzemnęłam. A potem usiadłam do Internetu, ale spać poszłam znów nie dalej jak po północy.

W czwartek były moje imieniny i musiałam oczywiście cały dzień tłumaczyć Angolom co to takiego :) Wstałam o 8:30 i zjadłam z mamą śniadanie, a potem dała mi kartkę z życzeniami i bluzkę z Japonii, którą od razu na siebie założyłam! :) Podjechałam na 10:00 do pracy i po południu poszłam na zebranie w sprawie Headival, czyli festiwalu z okazji Mental Health Awarness Week. O 16:30 wyszłam i czekałam na Free Bus, ale nie przyjeżdżał, więc w końcu poszłam do domu na piechotę. Dotarłam po 17:00, przebrałam się i poszłyśmy na dworzec Forsters Square. Wsiadłyśmy w pociąg do Saltaire z przesiadką w Shipley i po 18:00 spotkałyśmy się na stacji z Wanyu. Razem poszłyśmy do francuskiej restauracyjki The Terrace, ale jedzenie było bardziej tłuste niż ostatnio, więc wzięłam resztę mojej pizzy na wynos, bo nie byłam jej w stanie zjeść. O 21:00 wsiadłyśmy w pociąg do domu i znów spać poszłyśmy po północy.

     
Ślimaki Wanyu, mamy zupa cebulowa i moje żabie udka, czyli nasze przystawki w bistro The Terrace.


W piątek wstałam znowu o 8:30 i podjechałam do pracy na 10:00. Szefowa wyszła po 13:00, a mnie znów wkurzył szef Advice Centre i jedna z doradczyń. Zarezerwowałam więc od razu krótkie spotkanie w poniedziałek w kalendarzu Meeting Maker
mojej szefowej, bo bałam się, że przez weekend zapomnę, jak mnie znów wkurzyli. A chciałam ją spytać, czy mogę odmówić bliższej współpracy z nimi, bo jak będę tam siedzieć przez tydzień we wrześniu, to wybuchnę i im wygarnę. Wyszłam o 16:30 i zrobiłam sobie spacer do domu. Mama zrobiła pyszny obiad, po którym się zdrzemnęłam. Potem obejrzałyśmy moje zdjęcia i relację z planu "Cuban Fury". Wieczorem wstawiłam zmywarkę do naczyń, a po kolacji zabrałyśmy się za pakowanie. Przed snem sprawdziłam dojazdy i spać poszłam po 1:00 w nocy.

W sobotę wstałam znów o 8:30, ale przyjechali po nas z Enterprise dopiero przed 10:00. Dostałyśmy granatowy Chevrolet Spark i ruszyłyśmy do Oxfordu. Po 1:30 dotarłyśmy do naszego B&B, z którego około 15:00 ruszyłyśmy na zwiedzanie Oxfordu. Zaczęłyśmy od wizyty w Magdalen College, a potem pospacerowałyśmy po mieście. Powiedziałam mamie, że jak zobaczy jeden college, to tak jakby zobaczyła wszystkie, bo są do siebie podobne :) Około 17:00 weszłyśmy do Cafe Loco na Jacket Potatoes i muffiny. A potem zrobiłyśmy sobie spacer wokół Christ Church Meadow, bo myślałam, że uda się nam tamtędy dojść na skróty do naszego B&B :) Niestety, nie udało się, podjechałyśmy więc do niego autobusem i byłyśmy zbyt zmęczone, żeby znów wyjść, więc poszłyśmy wcześniej spać.

W niedzielę nastawiłam budzik na 8:00, bo na 8:30 szłyśmy na śniadanie, a musiałam wcześniej wziąć prysznic. Po 9:00 spakowałyśmy się i wyjechałyśmy z Oxfordu, a po 12:00 byłyśmy już w Cambridge, ale jeździłyśmy w kółko, bo nie mogłam znaleźć centrum! W końcu znalazłam parking za 9 funtów i poszłyśmy na spacer po mieście. Najpierw zwiedziłyśmy stary okrągły kościółek Holy Sepulchre, a potem poszłyśmy na kawy i gorącą czekoladę, do której każda z nas zjadła scone. Później przeszłyśmy się wzdłuż rzeki i jak zaczęło padać weszłyśmy do St. John's College. Przeczekałyśmy deszcz w kaplicy na mszy, a potem dokończyłyśmy spacer i wróciłyśmy do samochód. Ruszyłyśmy po 17:00, a o 20:00 byłyśmy już w domu. N
a obiado-kolację zjadłyśmy pizzę, która została z moich imienin, a potem pojechałyśmy do Tesco, ale było zamknięte. Przed snem sprawdziłam na Goodle Maps dojazd na lotnisko.

  
Dziedziniec Magdalen College w Oxfordzie i widok z mostu koło Magdalene College w Cambridge :)
poniedziałek, 23 lipca 2012
Trudny powrót do rzeczywistości

596.

W poniedziałek wstałam o 9:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie, pożegnałam się z Ismailem, który zostawał dłużej i o 10:00
wyszłam z hostelu. Podjechałam metrem na dworzec King's Cross i o 10:48 wsiadłam w pociąg do domu. Prawie całą podróż przespałam. W domu byłam po 14:00 i zamiast iść spać, usiadłam do Internetu, przeglądając zdjęcia i wyszukując znajomych z planu na Facebooku. Spać poszłam dopiero po północy. We wtorek wstałam po 11:00 i na podjechałam 13:00 Free Busem do pracy. To był pierwszy dzień Graduations, a jak się okazało za razem zarówno mojej szefowej, jak i babki z Advice Centre :) Do pomocy mieliśmy jakieś dziewczyny, w tym dwie Angielki i jedną Francuzkę, która nie chciała mówić po francusku. Po pracy Disability Officer odprowadził mnie do domu i poszłam spać.

  
Abercorn House Hostel w Londynie, gdzie się zatrzymaliśmy oraz nowa cześć dworca King's Cross.

W środę podjechałam na 10:00 do pracy. Był to drugi dzień Graduations. Kupiliśmy dwie kartki z gratulacjami - dla szefowej i dla babki z Advice Centre. Po pracy podjechałam do Primarku po okulary słoneczne, ale już zamykali, więc weszłam jeszcze do Morrisona po jedzenie. W domu byłam
około 18:00. Usiadłam do Internetu, a potem się zdrzemnęłam. Ismail dzwonił, ale nie odebrałam. Obudziłam się po 23:00, zjadłam kolację i o 1:00 poszłam dalej spać. W czwartek ledwo się zwlokłam i podjechałam na 10:00 do pracy. Był to ostatni dzień Graduations. Zabrałam się za Pick Up Service i wyszłam z pracy o 16:30. Podjechałam Free Busem na Forster Square i kupiłam okulary słoneczne w TK Maxxie oraz parę rzeczy w Home Bargin. Spacerkiem wróciłam do domu. Porozmawiałam z bratem i mamą przez Skype'a, a potem znów się zdrzemnęłam. Czułam, że mam gorączkę, więc nie pojechałam na salsę do Leeds.

W piątek ledwo dowlokłam się na 10:00  do pracy i najpierw siedziałam w Advice Centre, a potem miałam zebranie z szefową i babką z recepcji, w czasie którego zaczęłam się dopytywać, czy będę tam od września pracować na stałe, jak twierdził szef Advice Centre. Powiedziałam, że jesli tak, to chcę za to więcej pieniędzy! :) Później siedziałam na tyłach biura i wyszłam o 16:30 z pracy. Pojechałam na 18:00 do mojej pani shrink. Po przeprwacowaniu mojego pobytu w Londynie i wyjściu od niej dostałam SMS od Ismaila, który stwierdził, że go ignoruję, bo nie odbierałam od niego telefonów. Odpisałam mu, że nie mam siły z nim rozmawiać i że chcę tylko spać, więc życzył mi dobrej nocy. Wróciłam autobusami i dopiero o 21:00 byłam w domu. Zjadam coś i poszłam od razu spać. Nawet nie zajrzałam do Internetu!

W sobotę obudziłam się przed 12:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i usiadłam do Internetu. Po 15:00 wyszłam wreszcie z domu i podjechałam do sklepów. Kupiłam nową pościel i płyn do przetykania rur na Forster Square, a potem jedzenie w Morrisonie i wróciłam Free Busem do domu. Zabrałam się wreszcie za pranie i za sprzątanie. Ismail zadzwonił, ale znów nie odebrałam, bo wydawało mi się, że już nie mamy o czym rozmawiać. Przed snem obejrzałam przygnębiający film "The Pursuit of Happyness" (W pogoni za szczęściem) z Willem Smithem i jego synem. W niedzielę obudziłam się przed południem, ale nadal leżałam w łóżku. O 12:00 zadzwonił Ismail i tym razem odebrałam, ale nic ciekawego nie powiedział. Potem usiadłam w łózku do Internetu i obejrzałam jeszcze raz "Hot Fuzz" :) W końcu tuż po 1:00 w nocy poszłam spać, bo nazajutrz spodziewałam się przyjazdu mamy na cały tydzień! :)

  
Will Smith i Jaden Smith w "
The Pursuit of Happyness" oraz Simon Pegg i Nick Frost w "Hot Fuzz" :)
niedziela, 22 lipca 2012
Kubańska Furia :)

595.

W poniedziałek poszłam po raz pierwszy na plan filmu "Kubańska Furia" z Nickem Frostem, którego kojarzyłam z "Hot Fuzz" (Ostre psy), w roli głównej. Zagrał też z Simonem Peggiem m.in. w "Shaun of the Dead" (Wysyp żywych trupów) i "Paul". Rano zjadłam śniadanie u znajomych, a potem pojechałam na 11:00 do klubu Purple Turtle przy stacji metra Morning Crescent. Okazało się, że miałam przynieść z sobą kolorowe ciuchy, ale oczywiście nikt z agencji mi nic nie powiedział. A pytałam ich przed wyjazdem. Teraz miałam przy sobie tylko to, co zabrałam z domu, czyli dwie czarne sukienki na imprezy salsowe a nadchodzacy weekend, a na sobie bordową bluzkę i czarne jeansy. Kazali mi w tym zostać i zabrali do szefowej kostiumów. Nic mi nie dała, tylko kazała stać za innymi, żeby nie było widać jak jestem ubrana. A chciałam przecież, żeby mnie było widać w filmie! Prawdę mówiąc miałam ochotę wyjść, ale pomyślałam, że zostanę, żeby mi się zwróciła chociaż część wydanych na mój przyjazd do Londynu pieniędzy. I całe szczęście, bo z każdym dniem coraz bardziej mi się podobało.

Zdjęcia odbywały się w pobliskim teatrze Koko i trwały do 19:30, czyli 2 godziny dłużej niż planowano. Najpierw mówili, że nie zapłacą nam za nadgodziny, ale potem ludzie się podobno o to wykłócili. Nick Frost tańczył z Olivią Colman (też grała w "Hot Fuzz" :) i całkiem nieźle im szło, ale wkrótce i tak ich zastąpiły sobowtóry, czyli zawodowi tancerze z silikonowymi maskami na twarzy, które miały ich upodabniać do aktorów :) Statyści pracujacy na cały etat byli na planie już od 8:00 rano, ale nam płacono połowę mniej niż im. Dobrze, że chociaż dali nam lunch w Purple Turtle, choć też gorszy niż to co mieli w Koko :) Na koniec dnia zaznaczyłam na umowie, że nie byłam sprowadzona przez agencję, tylko że mają mi zapłacić prosto na moje konto, tak byłam na nich wkurzona i nie chciałam już mieć z nimi nic wspólnego. Zresztą w końcu zadzwonili do mnie z produkcji, a nie z agencji. Po 20:30 wróciłam do znajomych, którzy rano wylatywali do Portugalii. Okazało się, że muszą wyjść o 2:00 w nocy, żeby złapać autobus na lotnisko. Zostawili mnie więc i poszłam wreszcie spać po dniu pełnym przygód :)

  

Nick Frost, Olivia Colman i Simon Pegg w "Hot Fuzz" oraz Nick Frost na planie "Cuban Fury".

We wtorek rano zjadłam śniadanie, spakowałam się i zatrzasnęłam za sobą drzwi mieszkania znajomych. Na 10:00 zajechałam do hostelu YMCA Barbican w drugiej strefie i zostawiłam tam plecak. Na 11:00 pojechałam znów do Purple Turtle, w tej samej bluzce, ale w spódniczce i rajstopach zamiast jeansów. Tego dnia nadal staliśmy tylko i klaskaliśmy, podczas gdy parę par tańczyło w turnieju, w którym udział bierze bohater grany przez Nicka. Wszyscy byli sfrustrowani, bo każdy z nas myślał, że też potańczymy - w końcu mieliśmy casting, na ktorym musieliśmy zatańczyć! Spotkałam tancerza, z którym tańczyłam na tym castingu. Poznałam też parę osób i wszyscy narzekali na organizację ze strony agencji. Na szczęście w czasie lunchu trochę sobie potańczyliśmy, bo ktoś puścił muzykę i ruszyliśmy w tan :) Po 18:30 zdjęcia się skończyły i wróciłam do hostelu. Poszłam do sklepu i kupiłam wodę, a potem próbowałam pójść spać. Nie było to łatwe, bo ściany były strasznie cienkie, a młodzież zabawowa. W ogóle nie fajny był ten hostel, taki akademik w najgorszym wydaniu. Wiecej się tam nie zatrzymam.

  
Klub Purple Turtle, w którym się przebieralismy, a potem szliśmy na drugą stronę ulicy do Koko :)

W środę około 9:00 zjadłam śniadanie w hostelu, a potem poszłam jeszcze się zdrzemnąć. Znów nie było to łatwe, ale nie poddawałam się i wstałam dopiero przed 12:00. Wzięłam prysznic, co już było samo w sobie wielkim wyczynem i ruszyłam na spacer po Londynie. Zaczęłam od biblioteki w Centrum Barbican, bo tam był bezpłatny dostęp do Internetu :) Sprawdziłam maile i weszłam na Facebooka, a potem przeczytałam artykuł o tym, że Warszawa jest najbardziej zakorkowaną stolicą Europy! :) O dziwo na siódmym miejscu było Leeds/Bratfoot :) W końcu przeszłam się po wszystkich znanych miejscach Londynu. Zaczęłam od katedry św. Pawła, pod którą zjadłam sushi z Tesco na lunch. Potem przeszłam mostem dla pieszych do Tate Gallery, stamtąd poszłam do Southbank i znów skorzystałam tam z Internetu. Dostałam maila, że mam nazajutrz znów przyjść na plan filmu, ale na 12:30. Później poszłam na Piccadilly Circus i Leicester Square. Po drodze do Covent Garden zjadłam obiad w Le Garrick Brasserie. Po 19:00 wróciłam do hostelu i poczytałam sobie o filmach w "Empire", a potem poszłam spać. 

W czwartek po północy obudził mnie jednak alarm przciwpożarowy. Cieszyłam się, że to już moja ostatnia noc w YMCA Barbican. Rano zjadłam znów u nich śniadanie, a potem się spakowałam i pojechałam do
London Holiday Apartment w czwartej strefie. Był to dom prywatny, którego właścicielka mieszkała w domu obok, a w nim wynajmowała pokoje. Niestety, jak przyjechałam po 10:00 nie było jej jednak na miejscu, chociaż się umawiałyśmy. Z domu wyszła jakaś para mówiąca po francusku, ale ich nie zatrzymywałam. W końcu właścicielka wpuściła mnie do środka i do pokoju z pojedynczym łóżkiem zamykanym na klucz. Wzięłam prysznic i przebrałam się znów w te same ciuchy, bo kazali nam zachować ciągłość, jako że wciąż kręciliśmy tą samą scenę. Zdjęcia tym razem skończyły się po 18:30 i potem poszłam z paroma osobami do pubu, gdzie potańczyliśmy, pogadaliśmy i pograliśmy w bilard. Później miałam jechać do Baru Salsa, ale stwierdziłam, że już za późno, bo minęła 22:00, więc wróciłam do domu, bo nie wiedziałabym potem jak wrócić bez metra do tej czwartej strefy!


Wnętrze Koko, w którym kręcono scenę konkursu tańca, a gdzie na codzień odbywają się koncerty.

W piątek wstałam i zjadłam śniadanie, a potem pojechałam po raz ostatni na 12:00 do Koko. Był to ostatni dzień zdjęć do filmu, w czasie których oprócz Nicka Frosta i Olivii Colman widziałam również Chrisa O'Dowd, którego znam z "The IT Crowd" oraz Rashidę Jones, Iana McShane'a, Alexandrę Rorach, Kayvana Novaka i Rory'ego Kinnera, który również grają w tym filmie, a których w ogóle nie kojarzę, ale podobno są sławni :) Niewiele pewnie będzie mnie widać na filmie, ale kręcili mnie jak klaszczę na zielonym tle i porozmawiałam potem z chłopakiem z działu efektów specjalnych, który obiecał mi, że się upewni, żeby mnie było choć przez chwilę widać na ekranie :)
Ponieważ był to ostatni dzień zdjęć, poszliśmy wszyscy po 18:00 do pubu na tyłach Koko i zmusiliśmy do tańca nawet reżysera i ekipę filmu! :) Wytańczyłam się i nareszcie się wybawiłam, bo atmosfera była niesamowita! Byliśmy jak jedna wielka rodzina. To było niesamowite doświadczenie i cieszę się, że je przeżyłam. Wyszłam po 23:30, żeby zdążyć na ostatnie metro. Dotarłam do domu w deszczu po północy i poszłam spać.


Afterparty z reżyserem filmu Jamesem Griffithsem, choreografem Richardem Marcelem i tancerzami!

W sobotę rano spakowałam się i poczekałam aż deszcz trochę przestanie padać. W końcu wyszłam po 11:30 i zajechałam na 13:00 do Abercorn House. Zapłaciłam za pokój i poszłam się rozpakować, a potem pojechałam na 14:30 na St. Pancras, żeby się spotkać z Richardem Kwietniowskim na kawę. Porozmawialiśmy sobie i było bardzo miło, a potem mnie odprowadził na dworzec Euston, gdzie spotkaliśmy się z Ismailem. Pożegnalismy się z Richardem i poszlismy do Cafe Rouge coś zjeść, bo pracuje dla tej sieci i ma tam zniżkę. Potem pojechaliśmy do hostelu, wzięliśmy prysznic i przebraliśmy się na wieczór. Założyłam czarną sukienkę i pojechaliśmy na 21:00 do klubu Scala na salsa party. Był tam już DJ Lubi, z którym zrobiliśmy sobie zdjęcie oraz moi znajomi z Leeds. Ismail przetańczył prawie całą imprezę z jakimiś swoimi znajomymi, a ja od początku prawie polowałam na taniec z Richardem Marcelem :) W czasie imprezy odbyło się parę pokazów i dopiero pod koniec udało mi się z nim zatańczyć. Około 5:00 rano miałam już dość, bo nikt mnie nie znał i prawie mnie nie prosili do tańca, więc poszłam po prostu na przystanek nocnego autobusu. Tam mnie znalazł wkurzoną Ismail.

Wróciliśmy autobusem nocnym do hostelu, gdzie dotarliśmy o 6:00 rano i pospaliśmy z przerwami do 11:00, bo nad ranem zrobiło się tam dość głośno. Potem zjedliśmy śniadanie i na 13:30 pojechaliśmy do O2 Academy na imprezę London Goes Latin. Wzięłam udział tylko w jednych warsztatach, z bachaty, na których był też mój znajomy z planu. Potem zjedliśmy z Ismailem obiad w Pizza Express, ale mnie zostawił, bo pojechał do hostelu się przebrać, a ja zostałam sama i piłam herbatę, którą kelner mi z litości dał na koszt firmy. Potem był World Record Attempt, ale Ismaila nie było, a po to przecież chciałam, żeby przyjechał, żebym miała partnera! Na szczęście każdy tańczył sam, a potem przez godzinę odbywały się pokazy, na których wypatrzyłam parę znajomych osób z filmu. Po 21:00 zaczęła się impreza, ale byłam tak wkurzona na Ismaila, że wyszłam. Jak się uspokoiłam, to wróciłam i zatańczyłam z paroma znajomymi. O północy wyszliśmy i wróciliśmy nocnymi autobusami do hostelu. Próbowałam z nim porozmawiać i wytłumaczyć, że ta znajomość nie ma sensu, ale jak zwykle się tłumaczył i odkręcał kota ogonem. Po 2:00 dotarliśmy do hostelu i poszliśmy spać.

Przygotowania do filmu :)

594.

W poniedziałek wstałam o 11:30 i podjechałam na 13:00 do pracy. Znów przez cały dzień piłam sok i nie poszłam na lunch. Później zjadłam parę kanapek, które zostały z jakiegoś zebrania i które przynieśli do kuchni, a w końcu zabrałam się za Pick Up Service. W międzyczasie dostałam wiadomość na Facebooku od kolesia, którego poznałam we wrześniu na urodzinach kolegi. Pytał kiedy przyjadę go odwiedzić w Leicester. Wysłałam też maila do przyjaciółki z podstatwówki, że chyba nic nie wyjdzie z naszego wyjazdu do Neapolu. Po 19:30 wyszłam z pracy i poszłam prosto na salsę. Zagadywali mnie różni panowie, a na koniec Jonathan przyniósł pudełko czekoladek :) Potańczyłam sobie i po 22:30 wróciłam do domu. Nie było Kamili, więc do niej zadzwoniłam, ale okazało się, że jedzie do Polski.

We wtorek wstałam znów o 11:30 i podjechałam na 13:00 do pracy. Pogadałam trochę z Alexem przez Skype'a. Dawno się nie odzywał. O 20:00 przeszłam się spacerkiem do domu. Zarezerwowałam drugi hostel w Londynie na dwie noce. Z dwoma ostatnimi nocami czekam na odpowiedź kolegi z Leicester. Żeby było taniej będę się co jakieś dwa dni przeprowadzać :) Przed snem zrobiłam jeszcze pranie. W środę wstałam o 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Po 13:00 poszłam na Assembly, czyli zebranie pracowników uniwerku. Potem kupiłam humus i marchewki na lunch i zarezerowałam ostatni hostel, bo kolega z Leicester nie mógł się zdeklarować. Po 17:00 wyszłam i podjechałam Free Busem do domu. Kupiłam nowy bilet do Londynu oraz bilety na sierpień i hostel z możliwością anulowania, jeśli znajdę darmowy nocleg :) Przed snem porozmawiałam z mamą przez Skype'a i wzięłam się za gotowanie :)

  
Mój pierwszy hostel, YMCA Barbican, z zewnątrz oraz wnętrze drugiego, London Holiday Apartment.

W czwartek dotarłam do pracy na 10:00, o 12:30 spotkałam się z obydwoma promotorami, a potem wydrukowałam wszystkie mapki i rezerwacje. Wtedy dotarło do mnie, że ten mój cały wyjazd do Londynu nie jest jeszcze potwierdzony, bo od paru dni nikt mi nie odpisał. Napisałam więc kolejną wiadomość do choreografa, z pytaniem gdzie mam się w niedzielę stawić, o której i co mam ze sobą przywieźć, ale nie dostałam odpowiedzi. Po 17:00 miałam iść do koleżanki z pracy obiad, ale odwołała go  na godzinę wcześniej, więc wróciłam do domu i ugotowałam resztę marchewki. Wyjeżdżałam na ponad tydzień, więc starałam się zjeść jak najwięcej rzeczy przed wyjazdem, żeby się nie popsuły. Postanowiłam, że tak czy siak pojadę i najwyżej jeśli się do mnie nie odezwą z produkcji, to wrócę. Potem zdrzemnęłam się i nie dotarłam na salsę do Leeds. Wstałam, zjadłam coś i poszłam dalej spać.

W piątek podjechałam na 10:00 do pracy. Rano mieliśmy training sabbów, a potem były nudy. Nadal nie dostałam żadnych wiadomości z planu filmmu i zaczęłam poważnie się denerwować. Wyszłam po 16:30 i podjechałam do domu. W skrzynce znalazłam paczkę od Sally z trzema wachlarzami - białym, czerwonym i fioletowym, dokładnie w kolorze sukienki na wieczór. Tymczasem przyszedł kolejny mail z produkcji filmu, w którym znów pytali, czy jestem dyspozycyjna! Zjadłam coś i wypiłam piwo z sokiem, a potem się zdrzemnęłam. Z trudem wstałam o 19:30, zebrałam się i o 20:10 wsiadłam w autobus do Ali. Wypiłyśmy po dwa drinki (whiskey z colą) i pogadłyśmy o facetach. Po 22:00 pojechałyśmy na Calle Ocho. Zabawa była ok, ale nie wytańczyłam się jakoś super. Sprzedałam bilet do Londynu za 20 funtów. Zatańczyłam parę razy z Ismailem, a potem wróciłam z nim i jego kolegą do domu. Został na noc, choć nie chciałam, bo wiedziałam, że się przez niego nie wyśpię, ale tym razem nie było aż tak źle.

  
Sukienka, która założyłam na Calle Ocho i wachlarz od Sally oraz Nick Frost na planie "Cuban Fury".

W sobotę przed 10:00 Ismail wyszedł i pojechał do Manchesteru, a ja pospałam do 12:00. Umówiliśmy się, że zobaczymy się za tydzień w Londynie. Potem wzięłam prysznic, zjadłam resztki jedzenia na śniadanie i zabrałam się za przygotowania do wyjazdu, choć nadal nie dostałam żadnego maila. Spakowałam się i po 15:00 wsiadłam w autokar do Londynu. Po 19:00 byłam w stolicy i podjechałam metrem do znajomych, którzy mnie namówili, żebym zadzwoniła do agencji, ale niczego się nie dowiedziałam. Pogadaliśmy trochę i poszliśmy spać po północy. W niedzielę po 11:00 zadzwonił telefon z produkcji, żebym przyszła nazajutrz na zdjęcia. Podjechałam ze znajomą do fryzjera i sama też zrobiłam sobie włosy. Zapłaciłam aż 60 funtów, ale w końcu w Londynie jest drożej, a poza tym chciałam nazajutrz ładnie wyglądać na planie :) Wróciłyśmy do domu, a potem podjechałyśmy po znajomego pod szpital, gdzie pacuje, i poszliśmy do restauracji tureckiej na kolację. Wróciliśmy późno do domu.

  
Moja nowa fryzura i kolor włosów. Fryzjer poradził mi, żebym używała produktów firmy Sebastian.
poniedziałek, 02 lipca 2012
Centre Park w Whinfell Forest

593.

W poniedziałek po 8:30 obudził mnie SMS od Ismaila, który napisał, że może przyjechać wieczorem, jeśli chcę. Odpisałam mu dopiero po 10:00, jak już wstałam, że wieczorem mam salsę, ale kończę pracę o 17:00, więc może wtedy przyjechać i pomóc mi w zakupach. Oddzwonił i umówiliśmy się zamiast tego wstępnie na piątek. Na 11:00 poszłam do Ingeus i do 12:00 tłumaczyłam znów dla tego Polaka, który szuka pracy. Potem podjechałam wcześniejszym Free Busem na uniwerek i poszłam do Gallery II odebrać mojego starego laptopa, bo nie robię już tam więcej pokazów. W pracy byłam o 13:00 i znów nie poszłam na lunch, tylko piłam cały dzień sok owocowy. Wybudziłam się strasznie, aż w końcu wyszłam przed 17:00 i wsiadłam w minibusa, którego wypozyczyliśmy na wyjazd do Cntre Parcs i pojechałam nim do Tesco na zakupy. Potem wróciłam do domu, zjadłam coś i o 19:30 odwiozłam minibusa na uniwerek i zaparkowałam go pod union, a sama poszłam na salsę do Polskiego Klubu. Po lekcji namówiłam Kasię na wino tinto u mnie w domu :) Wyszła po północy i od razu poszłam spać :)

We wtorek obudziłam się z trudem o 8:30, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i podjechałam na 10:00 Free Bus do pracy. Szefowa przyszła pierwszy dzień po urlopie do pracy i zgodziła się na wszystko, o co ją prosiłam, czyli m.in. urlop czy to, żebym pojechała minibusem do Centre parcs i została potem z paroma osobami dłużej na basenie :) Dzień znów mi minął bez lunchu i znów się strasznie wynudziłam. Wyszłam z pracy przed 17:00 i podjechałam prosto do domu. Zdrzemnęłam sie trochę, a potem szybko coś zjadłam i po 18:30 wsiadłam w spóźniony pociąg do Leeds. Po 19:00 dotarłam do White Cloth Gallery na pokaz filmu "7 Days in Havana". W cenie biletu było darmowe mochito, więc najpierw poszłam do baru, a potem porozmawialam z paroma osobami z salsy. Wreszcie około 20:00 zaczął się film, a skończył tuż przed 22:00. Po nim nabrałam jeszcze większą ochotę odwiedzenia Kuby :) Wsiadłam w pociąg do Bratfoot i po 22:30 byłam już w domu. Spakowałam się i poszłam wcześniej spać :)

  
Ford Transit minubus oraz plakat do filmu "7 dni w Havanie", wyreżyserowanego przez 7 reżyserów.

W środę w nocy budziłam się parę razy, aż w końcu wstałam o 8:30 i wsiadłam jak zwykle we Free Busa, żeby podjechać na 10:00 do pracy. Po drodze weszłam do Richmond Building po kluczyki do minubusa. Potem jeszcze do pracy po mapę i wreszcie o 10:00 ruszyłam spod union. O 10:15 podjechałam po pierwszą babkę z pracy, o 10:45 po szefową, a o 11:00 po ostatnią babkę i pojechałyśmy do Centre Parcs w Cumbrii koło Penrith :) Dojechałyśmy tam po 13:00, teoretycznie na lunch, ale okazało się, że nie był gotowy. W ogóle nikt nie przejmował się ustalonym wcześniej planem. Babka, która przywiozła curry na wieczór zaproponowała więc, żebyśmy je zjedli na lunch, a studenci ugotują coś wieczorem. Potem był czas wolny, więc poszłam z paroma osobami na basen zwany Podtropikalnym Rajem :) Nie był aż taki fajny, jakim go zapamiętałam z zeszłego roku, ale i tak miło spędziłam w nim czas. Wróciłyśmy po 19:00, ale kolacja nadal nie była gotowa. Kiedy wreszcie zjedliśmy i wszyscy zaczęli oglądać mecz, a ja wypiłam pół piwa i zasnęłam na kanapie. W końcu poszłam spać, ale długo nie mogłam zasnąć :)

W czwartek wstałam o 8:45, bo szłam z babką z pracy na konie! Musiałyśmy dojść aż na sam koniec Centre Parcs. Dostałam białego konia o imieniu Bear, czyli niedźwiedź i śmiałam się, że chyba polarny :) Koń robił co chciał i w ogóle mnie nie słuchał :) Ale przejażdżka była przyjemna, choć dwa razy zmoczył nas deszcz. Jak wracałysmy do domu, zostawiłam tą babkę z pracy w tyle, bo mnie wkurzyła! Bylam cała mokra i chciałam jak najszybciej wziąć prysznic i się przebrać, a ona się wlokła i zatrzymywała, żeby popatrzeć na wiewiróki! Potem zaczęła się straszna ulewa i zalało nas, więc żeby wyjść z domku, musieliśmy zbudować kładkę :) Wydostałyśmy się w końcu we cztery z domku i poszłyśmy do SPA, ale moje buty były całkiem przemoczone. W SPA byłyśmy od 15:00 do 18:00 i najpierw byłam w laconium, potem w tureckiej łaźni parowej i tyrolskiej saunie, koło której był świeży lód, którym można było się ochłodzić albo wziąć lodowaty prysznic :) Później byłam jeszcze w łaźniach parowych: greckiej ziołowej, hinduskiej kwiatowej, balijskiej i japońskiej solnej, po której wzięłam tropikalny prysznic :)

W międzyczasie zrobiłam sobie też bicze wodne na nogi, popływałam w podgrzewanym basenie na świeżym powietrzu i posiedziałam w yacuzzi. No a potem położyłam się na łóżku wodnym i zasnęłam :) Później weszłam wszędzie jeszcz raz, bo spać przecież mogę w domu za darmo i
na koniec posiedziałam chwilę w japońskim ogrodzie Zen :) Ogólnie byłam zadowolona, ale czas mi się trochę dłużył i doszłam do wniosku, że nie pójdę więcej do SPA, chyba że na zabiegi, bo zawsze się wynudzę i zasypiam :) Lepiej zrobic sobie relakcującą kąpiel w domu i potem się zdrzemnąć :) Przed wyjściem zrobiłyśmy sobie jeszcze maseczkę na twarz, bo nam za darmo zaproponowali, aż w końcu po 18:00 wróciłyśmy z babkami do domku :) Studenci mieli przygotować barbecue, ale oczywiście nic znów nie było gotowe i wszyscy jeszcze na basenie! Szefowa zabrała się więc za przygotowania w ich domku, do którego doszliśmy po 20:00. Piłam znów piwko z lemoniadą, a potem siedzieliśmy w 10 osób i gadaliśmy do 23:00. W końcu poszłam spać, tym razem z jedną z babek z pracy - w pokoju, który wcześniej miałam tylko dla siebie.

  
Aqua Sana, czyli Whinfell Forest Centre Parcs SPA z zewnątrz i wewnątrz (widok na bicze wodne :)

W piątek obudziłam się przed 9:00, zjadłam śniadanie, spakowałam się i poszłam z babką z pracy po minibusa na parking. Spakowaliśmy w niego nasze rzeczy i po 10:00 sześć osób wyjechało jednym minibusem, a nas została piątka. Dwie dziewczyny byly w SPA do 12:30, a ja z babką z pokoju poszłam na basen, gdzie dołączyła do nas jeszcze jedna babka. Po 12:00 wyszłysmy z basenu i zjadłyśmy lunch w minubusie, czekając aż reszta do nas dojdzie. Ruszyłyśmy wreszcie po 13:30, a pod union byłyśmy po 16:00. Zaniosłyśmy co zostało do kuchni (wzięłam tylko jajka :) i pojechałam minubusem do domu. Wieczorem byłam umówiona z Imsailem, ale dopiero około 19:00. Wzięłam więc prysznic i poszłam do łóżka, a potem wstałam i jak przyszedł, to się przebrałam i pojechaliśmy do Saltaire. Knajpka do której chciałam się wybrać była pełna, więc poszliśmu dalej i znaleźliśmy francuskie bistro The Terrace. Jedzenie bylo pyszne jedzenie, ale ja byłam już pełna! Przed 22:00 pojechaliśmy jeszcze na zakupy do Tesco i w domu byliśmy dopiero po 23:00. Ismail zrobił mi masaż z olejkiem i poszliśmy spać :)

  
Subtropical Paradise czyli kryty basen w Centre Parcs oraz francuska knajpka The Terrace w Saltaire.

W sobotę wstaliśmy po 8:00, wzieliśmy prysznic i zjedliśmy śniadanie, aż wreszcie przed 10:00 poszedł na pociąg, a ja dalej spać! :) Obudził mnie alarm o 12:00, ale znów poszłam dalej spać. Wstałam wreszcie po 14:00 i zobaczyłam, że Ismail dzwonił i wysłał mi wiadomość, że zaliczył ten rok studiów. Pogratulowałam i w końcu wstałam, bo musiałam odwieźć minibusa na parking pod union. Wyszłam z domu po 15:00, jak tylko przestało padać i wyszło słońce. Podjechałam pod union, zostawiłam kluczyki w pracy i zabrałam część jedzenia z kuchni, żeby się nie zmartnowała. Potem poszłam na przystanek Free Busa i zaczęła się ulewa. Podjechałam na Interchange i znów wyszło słońce. Podeszłam więc do małego Tesco po humus i sos, oraz sok i pałeczki krabowe. W domu zrobiłam sałatę z ogórkiem, pomidorami, pałeczkami krabowymi, szynką i sosem Pizza Express, a do tego zjadłam
pitę z humusem. Potem usiadłam do Internetu i przeczytałam wiadomość, że mam być w Londynie od pt. 6-ego do pt. 13-ego lipca :) Musze wziąc urlop i znależć nocleg! Przed snem obejrzałam typowy francuski film "Le coeur des hommes" (Frenchmen) i jego drugą cześć nakręconą 4 lata później "Le coeur des hommes 2".


Marc Lavoine, Gerard Darmon, Jean-Pierre Darroussin i Bernard Campan jako tytułowi "Frenchmen".


W niedzielę obudziłam się przed południem i usiadłam do Internetu. Sprawdziłam stan konta i wygląda na to, że będę musiała już w tym miesiącu ruszyć swoje oszczędności, bo lipiec dopiero się zaczął, a ja już prawie jestem bez pieniędzy! :) Potem porozmawiałam z mamą przez Skype'a i ustaliłyśmy, że pojedziemy do Cambridge, jak przyjedzie do mnie w odwiedziny pod koniec miesiąca. Wybieram się też wtedy na warsztaty tanga dla początkujących, więc mama powiedziała, że pójdzie ze mną i popatrzy :) Napisałam maila do paru osób o tym, kiedy się wybieram do Londynu, a potem zabrałam się za sprawdzanie biletów, ale najpierw musze porozmawiać z szefową na temat urlopu i zobaczyć, co mi odpiszą z produckji filmu na temat godzin pracy. Spróbuję zamienić ten bilet, który już mam na wcześniejszy termin. Szukałam też noclegu w hostelach, ale to wydatek minumum 300 funtów! Postanowiałam więc poszukać czegoś przez Couch Surfing. A to jest bardzo czasochłonne, więc zanim się obejrzałam było już po północy. Na razie nie wygląda to zbyt optymistycznie... No cóż, zobaczymy.