Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
piątek, 31 sierpnia 2007
Dzień blogosfery! :)

350.

Wczoraj w pracy zabrałam się wreszcie ostro za robotę. Na lunch poszłam do domu, a potem zabrałam się za uaktualnianie naszej bazy danych. Polega to głównie na tym, żeby pozbyć się studentów, którzy w tym roku skończyli studia, tych co skończyli drugi rok przepisać na trzeci, a tych co pierwszy - na drugi. I wszystko mi świetnie szło, ale jak już skończyłam tuż przed 17, to stwierdziłam, że zamiast uaktualnić tegoroczną bazę w Accessie, to wprowadziłam te wszystkie zmiany w zeszłorocznej, która miała zostać w archiwum! Napisałam maila do działu IT, żeby przywrócili starą bazę danych, sprzed zmian, co oznaczało, że zmarnowałam po prostu czas! Poszłam więc do domu i trochę odpoczęłam, zanim usiadłam znów do komputera i zabrałam się za ściąganie informacji do mojej pracy doktoranckiej. O 21 wyszłam z domu i poszłam do wolontariuszy na pierwsze "Kółko francuskie" bez Agnès. Oprócz mnie, Conrada, Severine, Matthieu i Niny z Tonym byli jeszcze wolontariusze z Leeds - Hiszpanka, która świetnie mówi po francusku i nowy Francuz, Baptiste. Było bardzo miło, ale od czerwonego wina rozbolała mnie głowa i wyszłam jako pierwsza już o północy, żeby pójść wcześniej spać.

Dziś rano w pracy na szczęście okazało się, że IT przywróciło starą bazę danych i mogę rozpocząć zabawę od początku :) Rano zadzwoniła Cheryl i spytała, czy mamy jakieś "Kółko angielskie", bo ma w pracy Włocha, któremu potrzebne są konwersacje. Powiedziałam jej, żeby dała mu numer do mnie, to go zaproszę na salsę, a potem na środowe spotkania na squacie :) Jakiś czas później dostałam od niego SMSa. Zobaczymy co z tego będzie :))) W czasie lunchu poszłam do domu, a potem wróciłam do pracy i jak już wszyscy poszli zeskanowałam dla siostry okładkę płyty Jesus Christ Superstar, którą jej wcześniej przegrałam. Przez to wyszłam 10 minut później z pracy. W centrum był jakiś pożar i całe miasto stało w korkach. Mimo to wsiadłam w autobus i dowlokłam się jakoś po pół godzinie do Morrisona. Z powrotem jechałam już normalnie. Po 20 przyszła chrześnica Gosi i podjechałyśmy razem do Gosi na piwko, bo kupiłam dzienny bilet i chciałam go wykorzystać. Umówiłyśmy się na jutro i po 22 wróciłam do domu.

A w ogóle dzisiaj jest "Blog Day", jak przeczytałam w Internecie :) Ma to być święto blogosfery, w czasie którego każdy blogowicz ma polecić innym 5 interesujących blogów. Wymienię zatem 5 blogów, na które często zaglądam i które bardzo sobie cenię, w kolejności alfabetycznej :) Blog WO http://wo.blox.pl/html za humor i zaangażowanie. A poza tym bardzo lubię Wojtka i nigdy nie zapomnę, jak odwoził mnie raz do domu - myślałam, że nie dojedziemy :))) Mięsożerca http://miesozerca.blox.pl/html pisze ciekawie nie tylko, o tym, co go wkurza w naszym pięknym kraju, ale także o moim hobby - o filmach :)  Często coś u niego oglądam :) Socjopatyczna Malkontentka http://socjopatycznamalkontentka.blox.pl/html pisze bardzo mądrze o feminizmie i nie tylko. I na koniec Żydóweczka http://zydoweczka.blox.pl/html, która jakiś czas temu zawiesiła działalność, ale cały czas zaglądam do niej z nadzieją, że może już wróciła? Jeśli ktoś nie zna jej bloga, to niech koniecznie teraz cały przeczyta! :) Wiem, że to tylko 4 blogi, ale tam właśnie zaglądam najczęściej i mam duży problem z wybraniem piątego, bo na pozostałe zaglądam sporadycznie. Mogłyby to być zarówno blogi MattkiPolki czy Quentina, jak i Anuliny czy ml76.

środa, 29 sierpnia 2007
Druga Anglia! :)

349.

W niedzielę wieczorem zasnęłam nie napisawszy ani strony, więc w poniedziałek zabrałam się ostro do pracy. Około 14 zadzwoniła Gosia i zaprosiła mnie na obiad. Powiedziała, żebym zrobiła sobie przerwę, więc wzięłam prysznic i poszłam do niej, a po obiedzie poszłyśmy razem do sklepu po jedzenie. Okazało się, że pensja spłynęła mi wcześniej, bo w poniedziałek był Bank Holiday. I całe szczęście, bo na prawdę nie miałam już ani funta! Po powrocie do domu usiadłam znów do pisania i dobiłam do 7 stron. A potem na 19 poszłam na kolejną lekcję salsy. Oprócz mnie dotarło na nią tylko 5 osób! I znów był ten nauczyciel, co poprzednio, bo nasz jest podobno w Hiszpanii. I zaczął się czepiać mojej "pracy rąk" :) Na koniec, jak mnie już ochrzanił, powiedział iż ma nadzieję, że mimo to przyjdę za tydzień :) Cóż, dziwna metoda wychowawcza :))) Ale oczywiście przyjdę, bo jestem tam, żeby się czegoś nauczyć i nie będę się obrażać jak dziecko. Poza tym się z nim nie zgadzam :))) Po lekcji potańczyłam jeszcze do 22:30, apotem wróciłam do domu i poszłam spać.

We wtorek rano wyszłam spod prysznica i usłyszałam pukanie do drzwi. Dziewczyna mieszkająca pode mną powiedziała, że leje jej się na głowę i chciała sprawdzić, czy leci u mnie woda. Moja podłoga była sucha, ale widocznie przeciekało coś pomiędzy piętrami. Poszłam więc do pracy i wkrótce dostałam telefon z agencji z pytaniem, czy zgadzam się, żeby pod moją nieobecność do mojego mieszkania wszedł fachowiec. Powiedziałam, że oczywiście, pod warunkiem, że wieczorem będę miała nadal wodę, bo ci ich fachowcy tak się znają :) Jak przyszłam do domu w czasie lunchu zobaczyłam w łazience sprzęt, ale fachowca nie było, bo też pewnie poszedł na lunch. Po pracy poszłam prosto do Polskiego Klubu na angielski i jak skończyłam lekcję dostałam SMSa od agencji z prośbą, żebym do 22 nie używała łazienki, bo silikon musi wyschnąć. Wróciłam do domu i zastałam prysznic oraz kran zaklejone plastrem :) Na szczęście jednak prysznic wygląda teraz dużo lepiej i czyściej, bo fachowiec podkleił brodzik i położył biały klej silikonowy również na czarną szparę w rogu.

Dzisiaj zabrałam się wreszcie za robotę, bo mam wrażenie że od powrotu z Portugalii starałam się po prostu przetrwać do 17, szczególnie w zeszłym tygodniu :) O 12 spotkałam się ze znajomym studentem z Hiszpanii, który jakiś czas temu zaproponował wspólny lunch. Poszliśmy do stołówki uniwersyteckiej, gdzie mają bardzo dobre i dość tanie posiłki. Widziało nas paru wykładowców z wydziału i mam nadzieję, że nie będę miała z tego powodu jakiś problemów - może nie wolno mi się umawiać ze studentami? :) Ale wątpię, szczególnie, że ja to traktuje po przyjacielsku, choć mam wrażenie, że on chciał, żeby to była randka :))) Po powrocie do pracy znalazłam wiadomość w Internecie, że jedna z warszawskich szkół prywatnych zachęca ludzi do nauki, dając notebooka każdemu, kto się do nich zapisze! Przypomniało mi to tutejszą kampanię i odniosłam wrażenie, że podczas gdy ja tu sobie siedzę, to Polska mi się zamienia w drugą Anglię! :))) Po pracy wróciłam do domu i nigdzie nie poszłam, tylko padłam na twarz i spałam non stop aż do 22 i zaraz idę dalej spać :)

niedziela, 26 sierpnia 2007
Inna mentalność :)

348.

W sobotę pospałam do 11, a potem wzięłam prysznic i wzięłam się za sprzątanie mieszkania, bo wieczorem miała je zobaczyć Sarah. Później poszłam na zakupy i kupiłam czarne rajstopy na wieczór oraz coś do jedzenia za ostatnie pieniądze na karcie. Została mi już tylko gotówka na taksowkę i na curry, na które byłam umówiona na 16 z Julią z Niemiec, która poznałam przez HC. Byłam z nią umówiona pod restauracją Omar's Balti, ale okazało się, że jest zamknięta, bo otwierają dopiero o 17. Poszłyśmy więc do mnie na herbatę (całe szczęście, że przed wyjściem z domu zdążyłam posprzątać :) a potem wróciłyśmy na kormę. Najedzone przeszłyśmy się jeszcze na spacer po Bratfoot, a potem wsadziłam ją w autobus i wróciłam do domu przebrać się na imprezę. O 20 przyjechała po mnie Sarah w żółtej koszulce z napisem "School Bus" :) Jej chłopak był tyłem autobusu z błędnym napisem "Mind that child! Opps" :))) Reszta towarzystwa też była poprzebierana tematycznie :)

Przy wejściu Debz kazała każdemu losować nazwę szkoły, bo mieliśmy mieć międzyszkolne zawody! Jak zwykle czekały nas więc zabawy towarzyskie :( Angielskie imprezy różnią się jednak od naszych, czy to polskich czy międzynarodowych. Pierwsza konkurencja była rozegrana przy pomocy gry komputerowej, a następną były zawody sportowe na ulicy - sztafeta z jajkiem na łyżce. Nie muszę chyba dodawać, że ludzie z sąsiedniego puby wylegli na ulicę, żeby się nam przyjrzeć :) Pogadałam trochę z Nickiem i Simonem, którzy tak jak Debz występują w tutejszym teatrze. Okazało się, że Nick także  tańczy salsę. Niestety, jest okazem niesamowitego zadufania w sobie i wątpię, żeby był w niej dobry :) Obaj są zresztą przystojni i bardzo zarozumiali :) Chodzą razem na siłownię i w ogóle spędzają ze sobą podejrzanie dużo czasu :))) Rozmawiałam już z nimi w czasie poprzedniej imprezy u Debz. Po ich wyjściu zaczęłam się nudzić, bo z moich znajomych została już tylko Leah, więc zamówiłam taksówkę i po 1 w nocy byłam już w domu.

Przez ostatni tydzień balowałam prawie codziennie i mogłam sobie porównać, jak się bawią Anglicy, a jak inne nacje i muszę stwierdzić, że angielskie imprezy są jednak strasznie drętwe. Już im się nie dziwię, że upijają się po prostu w trupa, bo to w takiej sytuacji najlepsze rozwiązanie! :) Sama wczoraj próbowałam u Debz, racząc się jednym drinkiem po drugim, ale widocznie alkohole też mają słabsze, bo jakoś bez efektu! :) Dzisiaj nie miałam nawet kaca! Pospałam znów do 11, a później zaczęłam oglądać prawie 4-godzinny film, który nakręciliśmy w Portugalii. Minął już prawie miesiąc od powrotu, a ja wciąż nie miałam na to czasu! W pewnym momencie mnie zmogło i zdrzemnęłam się trochę. Obudził mnie SMS od rodziny, bo umówiliśmy się na rozmowę przez SKYPE'a. Ustaliliśmy parę rzeczy i wróciłam do oglądania filmu. Porozmawiałam też chwilę z moim drugim bratem, a potem zabrałam się za uzupełnianie bloga. Ale zaraz kończę i biorę się za pisanie mojej pracy doktoranckiej, bo muszę dostarczyć promotorowi chociaż parę kolejnych stron.

    

"Fois gras", czyli pasztet z kaczej wątroby oraz moje przebranie na imprezę "Back to School" :)

Czas pożegnań!

347.

W środę w pracy przegadałyśmy prawie cały dzień z Debz, która siedzi teraz w naszym biurze, bo do jej biura przeniosła się Sarah, która przejmie wkrótce jej obowiązki. Zaczęły rozmawiać o tym, że No Doubt miał świetne teledyski, na przykład do piosenek "It's my Life" and "Exgirlfriend". Znalazłam obie na "Youtube", a potem poszukałam jeszcze innych teledysków, które uważam za genialne: "Natural blues" Moby'ego i "Weapon Of Choice" oraz "Praise You" Fatboy Slima. Na lunch poszłam do domu na zupę, a prosto po pracy poszłyśmy z dziewczynami do Weatherspoon na piwo. Była to jednocześnie impreza pożegnalna Debz i urodzinowa Ruth. Dołączyło do nas jeszcze parę osób, między innymi nasza szefowa i paru wykładowców. Było jak zwykle dość nudnawo, szczególnie jak Sarah już poszła. Wypiłam dwa piwka i jak wszyscy zaczęli się zbierać do restauracji International na curry powiedziałam, że muszę już iść. Odprowadziłam ich kawałek, odbierając po drodze telefon od Shaza i umówiliśmy się, że wyciągniemy w przyszłą sobotę znajomych na salsa party.

Tymczasem dostałam SMSa od Agnès z informacją o imprezie pożegnalnej, ale nie podała kiedy, więc pomyślałam, że pójdę do niej i zapytam. Nie miałam już pieniędzy na karcie, więc nie mogłam zadzwonić ani nawet wysłać SMSa. Jakoś udało mi się znaleźć dom Doroty, w którym Agnès teraz mieszka. Otworzył mi jakiś chłopak, bo okazało się, że jej przyjaciele przyjechali już po nią samochodem poprzedniego dnia wieczorem. Agnès powiedziała, że wyjeżdżają w sobotę, więc pożegnalny grill u niej w ogrodzie odbędzie się w czwartek. Poszliśmy razem pod drugi squat, gdzie stała ich ciężarówka i pojechaliśmy nią do Toma. W każdą środę u nich na squacie organizują kawiarnię - za dwa funty można kupić obiad i deser, a za funta piwko. Nigdy jeszcze u nich nie byłam, więc teraz skorzystałam z okazji i było bardzo fajnie. Porozmawiałam sobie po francusku, zjadłam pyszne pierogi ugotowane przez Toma i wypiłam jeszcze ze trzy piwa. W końcu po 1 w nocy wróciłam z wolontariuszami piechotą do domu.

W czwartek rano wstałam lekko nieprzytomna i poszłam do pracy. Po drodze minął mnie jakiś blondyn w srebrnym samochodzie i się uśmiechnął. Przeszłam przez ulicę i poszłam dalej. Za chwilę nadjechał znów z tyłu i przejeżdżając koło mnie znów się uśmiechnął, a potem zawrócił. Pomyślałam, że może skądś go znam, więc tym razem jak mnie mijał też się uśmiechnęłam i powiedziałam "Hello". Chłopak Cheryl, którego ostatnio poznałam też ma srebrny samochód, więc pomyślałam, że to może on i że tak mnie mija, bo nie był pewien, czy to ja. Ale gdyby to był on, to by się chyba zatrzymał i zagadał? Poszłam więc dalej, a on tymczasem po raz kolejny przejechał koło mnie z uśmiechem. Kiedy zbliżałam się już do budynku uniwersytetu zobaczyłam, że znów wykręca i zawraca. Podeszłam do szklanych drzwi i zobaczyłam w nich, że stanął na przeciwko budynku, a potem usłyszałam klakson. Cała ta sytuacja zaczęła być dość zabawna, odwróciłam się więc po raz ostatni i zobaczyłam, że znów się uśmiecha i odwdzięczyłam mu się tym samym :)

Na lunch poszłam do domu, gdzie byłam umówiona z Gosią, która oddała mi kolejną część pieniędzy. W pracy doczekałam jakoś do 17, a potem weszłam do sklepu po piwo na wieczór i do domu coś zjeść. Później poszłam do Polskiego Klubu na angielski. Skończyłyśmy przed 20, więc skoczyłam tylko do domu po piwo, a potem po drodze do Gosi, u której była już jej chrześnica. Miały się ze mną przejść na imprezę pożegnalną Agnès, ale Gosia stwierdziła, że jest zbyt zmęczona, a jej chrześnica, że jak pójdzie, to nie wie o której to się skończy, a rano musi bardzo wcześnie wstać. Poszłam więc sama, planując że nie zostanę zbyt długo i wrócę wcześnie do domu :))) Spotkałam parę znajomych osób i poznałam parę nowych, między innymi Carlosa z Kolumbii, który mieszkał tuż obok i który zadbał o to, byśmy do końca imprezy mieli piwo - pojechałam z nim dwa razy do nocnego :) Znaleźliśmy wspólny temat - okazało się, że nie tylko tańczy, ale także śpiewa salsę! Po północy zaproponował, żebyśmy poszli do niego i do 5:30 tańczyliśmy salsę :) Świetna prywatne lekcja! :)))

Obudziłam się po dwóch godzinach snu nie wiedząc czy już mam kaca, czy może jestem jeszcze trochę pijana :) W pracy schowałam się za komputer i unikałam rozmów oraz wzroku innych :) Miałam czerwone oczy i średnio co pół godziny musiałam iść do łazienki i umyć twarz zimną wodą, żeby nie zasnąć :))) W czasie lunchu zdrzemnęłam się w domu pół godzinki i poczułam się trochę lepiej :) Jak wróciłam do roboty odbyło się uroczyste pożegnanie Debz, bo był to jej ostatni dzień w pracy. Wraca na uniwerek i z tej okazji wyprawia imprezę "Back to School" w sobotę. Dostała prezenty i kartki. Fajnie się odchodzi z pracy :) O 17 Sarah i ja wyszłyśmy razem i odprowadziłam ją na Forster Square. Umówiłyśmy się, że przebierze się w sobotę za autobus szkolny, przyjedzie ze swoim chłopakiem po mnie i razem pojedziemy na imprezę u Debz. Potem wsiadła w pociąg i pojechała do domu, a ja kupiłam francuskie sery i polski chleb na wieczór, ale nie udało mi się nigdzie znaleźć ramki na prezent dla Agnès, poszłam więc do Gosi i wzięłam od niej jedną anty-ramę.

W domu zapakowałam prezent dla Agnès - jej zdjęcie, które wydrukowałam wcześniej w pracy. Potem spakowałam sery i chleb i poszłam do Severine. Była już u niej Sally, ale Agnès się spóźniała. W końcu przyszła z przyjaciółmi i zaczęliśmy gotować. Oprócz nich przyszła też między innymi Nina z Tonym, Conrad, Tom, Matthieu z mamą oraz Thomas, którego poznałam poprzedniego dnia na grillu w ogródku u Agnès - razem było nas 14 osób :) Około 22 zaczęliśmy ucztę przystawką - "fois gras" z sałatą, tostami, konfiturą i słodkim białym winem :) Po tym była "ryba w papilotach", czyli łosoś zapiekany z warzywami w wykonaniu Agnès, a do tego wytrawne białe wino. Potem zrobiliśmy sobie małą przerwę i wręczyliśmy Agnès pożegnalne prezenty. A później wróciliśmy do jedzenia. Następna była wołowina w winnym sosie w wykonaniu mamy Matthieu i czerwone wino. W końcu przyszedł czas na desery - ciasto czekoladowe oraz omlet z jabłkami w wykonaniu Severine, a po nich na sery. Około 4 w nocy poczułam, że zasypiam, więc pożegnałam się i poszłam spać :)

wtorek, 21 sierpnia 2007
Taniec moim żywiołem :)

346.

W poniedziałek rano poszłam do pracy przekonana, że szefowa wróciła już z urlopu. Tymczasem okazało się, że jej nie ma. Ale wieczorem wybierałam się na salsę, więc musiałam iść do pracy, bo gdyby mnie ktoś zobaczył w Love Apple, to mogłabym mieć kłopoty. Przeczekałam jakoś do lunchu, a potem zeszłam z koleżanką z pracy na dół i tam spotkałyśmy się z jej chłopakiem, który przyniósł dla mnie piecyk elektryczny. Pożyczyli mi go do czasu, aż kupię sobie własny, zaniosłam go więc do domu i zjadłam obiad, a po jedzeniu położyłam się na chwilę na łóżku. Pospałam z 15 minut i później miałam duże problemy ze wstaniem i powrotem do pracy :) Ale jakoś mi się udało :))) Trudniej mi za to poszło zabranie się za jakąś pracę. W końcu wybiła 17 i poszłam do domu. Wysłałam wiadomość do Gosi, że mam trochę czasu i mogę do nich wpaść z płytami CD dla mojej siostry i butelka wina dla mamy. Jej rodzina pakowała się właśnie przed wyjazdem i powiedzieli, że je zabiorą, jeśli im się zmieszczą :) Przy okazji okazało się, że ponieważ nie doładowałam komórki, to skończyły mi się pieniądze na karcie, a także darmowe SMSy! Wyszłam od Gosi razem z jej chrześnicą, z którą umówiłam się na salsę. Weszłam na chwilę do domu, żeby się przebrać, a potem poszłam do Love Apple.

Przy wejściu siedział chłopak, którego poznałam w sobotę w klubie i którego zaprosiłam na salsę (o czym zupełnie zapomniałam :))) Przyjechał właśnie w sobotę z Polski do znajomych w odwiedziny i przyszedł do klubu, gdzie zwrócił moją uwagę swoim tańcem. Spytałam go skąd jest, bo wiedziałam że nie może się tak ruszać i jednocześnie być Anglikiem :))) Oni po prostu nie mają tego we krwi :))) W każdym razie powiedziałam mu o salsie i przyszedł. Tymczasem okazało się, że na sali nie ma ani nauczyciela, ani nawet dziewczyny, która pobiera pieniądze za lekcję. Spóźnili się oboje. Najpierw ona dojechała i powiedziała, że będziemy mieli innego nauczyciela niż zwykle. I rzeczywiście, ten był czarnoskóry i narzucił dużo szybsze tempo i trudniejsze figury. Mój nowo-poznany znajomy pierwszą lekcję (dla początkujących) przesiedział przy stoliku, rozmawiając z chrześnicą Gosi i przyglądając się, a potem w czasie przerwy wstał i zatańczył ze mną prawie wszystkie figury, które właśnie przerobiliśmy. Chłopak tańczy w Polsce zawodowo, więc bez problemu namówiłam go na drugą lekcję (dla zaawansowanych). Po lekcji poszaleliśmy jeszcze chwilę, a potem wyszliśmy, bo my byłyśmy umówione z Gosią na grilla. Posiedziałyśmy u niej od 22 do 23, a potem pożegnałam się z jej rodziną i poszłam do domu spać.

Dzisiaj moja szefowa wróciła do pracy. Razem z resztą pracownic administracji poszłyśmy złożyć życzenia i wręczyć prezenty urodzinowe Ruth, która siedziała nadal w bibliotece, gdzie pomagała przy Clearing. Potem przyszła Cheryl i dała mi do przetłumaczenia plakat. O 13 poszłam do domu na lunch i znów zasnęłam na łóżku. Dotarłam jednak jakoś do pracy i dotrwałam do końca. Przed 17 przyszła do mnie w odwiedziny chrześnica Gosi i wyszłyśmy razem, ale potem ona poszła do siebie, a ja do sklepu. W weekend wzięła udział w Clearing, ale zamiast zaoferować jej miejsce na studiach, zaproponowali jej Founding Year, czyli roczny kurs przygotowujący do wybranych studiów. Stwierdzili, że co prawda oceny z matury ma wystarczające, ale brakuje jej jakiegoś papieru na znajomość języka angielskiego. Później weszłam na chwilę do domu i zaraz biegłam już na kolejna lekcję angielskiego, żeby zarobić parę funtów, bo jestem juz prawie całkiem spłukana. Po lekcji wzięłam "Ocean's Twelve" na DVD oraz książkę "Myszy i ludzie" i zaniosłam je na squata, gdzie mieszka Nina. Miała być u niej Agnès, ale jeszcze nie przyszła, więc zostawiłam to wszystko dla niej Ninie i wróciłam do domu, żeby przetłumaczyć na polski plakat dla Cheryl. I może dziś wreszcie pójdę wcześniej spać? ;)

niedziela, 19 sierpnia 2007
Igranie z ogniem! :)

345.

W piątek znów się porządnie wyspałam, a potem kupiłam bilet do Manchesteru i zaczęłam się zbierać. Przebrałam się ze dwa razy, bo nie mogłam zdecydować, co na siebie założyć, aż wreszcie stwierdziłam, że jak zaraz nie wyjdę, to spóźnię się na autobus. Idąc na dworzec modliłam się, żeby nie spotkać nikogo z pracy. Dopiero kiedy autobus nie przyjechał, zdałam sobie sprawę, że jestem godzinę wcześniej na dworcu. Wróciłam więc do domu, jeszcze raz się przebrałam, a potem już bezstresowo udałam się na dworzec :) Bez problemów dotarłam do Manchesteru, gdzie znajoma wytłumaczyła mi przez telefon, jak mam do niej dojechać. Po jakimś czasie doszła jej znajoma, z którą balowałyśmy w zeszły weekend i razem wypiłyśmy po Guinnesie, a potem pojechałyśmy do centrum. Pochodziłyśmy po paru klubach i pubach, zanim weszłyśmy w końcu na koncert jazzowy. Wyszłyśmy stamtąd jak już zamykali i około 3 rano wróciłyśmy do domu taksówką.

W sobotę pospałyśmy do południa, a potem pojechałyśmy do centrum i poszłyśmy do Affleck Palace po mini spódniczkę w szkocką kratę. Przymierzyłam cztery, aż wreszcie zdecydowałam się na wersję "hard core" formy "Death Kitty" z czarną górą i czerwoną plisowaną kratą na dole. Do tego dokupiłam jeszcze krawat, mimo że był dość drogi, ale jak go zobaczyłam, to nie mogłam się oprzeć. Razem z moimi czerwonymi podkolanówkami i białą, dopasowaną koszulą stworzy to świetny strój na sobotnią imprezę "Back to School" :) Prosto ze sklepu poszłyśmy na dworzec i o 18 byłam już z powrotem w Bratfoot. Porozmawiałam z rodziną przez SKYPE'a, a potem przebrałam się i o 21 przyszła do mnie chrześnica Gosi, a potem jej syn z żoną. Wypiliśmy po drinku i poszliśmy do Reflexu, ale oni długo nie zostali. My natomiast bawiłyśmy się do 2 rano i zarobiłam nawet 5 funtów tańcząc przy rurze :))) Potem poszłyśmy po pizzę i do mnie, bo zostawała u mnie na noc.

Dziś obudziłyśmy się około 9:30 i chrześnica Gosi pojechała do siebie, a ja usiadłam do Internetu. Potem wzięłam prysznic i na 13 poszłam do Chińczyka, gdzie byłam umówiona z Gosią i jej rodziną. Posiedzieliśmy tam ponad godzinkę, a później poszliśmy do Narodowego Muzeum Mediów. Dawno tam nie byłam, a poza tym pojawiły się znów dwie nowe wystawy czasowe, więc zanim się obejrzeliśmy, była już 17. Oni poszli więc do domu, a ja do sklepu. Kupiłam kartkę urodzinową dla Gosi, a potem zapakowałam prezent. Przyszła jej chrześnica i razem poszłyśmy do Gosi na tort urodzinowy i szampan. Potem piliśmy jeszcze wódkę ukraińską :) I zanim się obejrzałam była 22, a chciałam iść wcześniej spać, bo jutro wracam już do pracy. Ale przed snem postanowiłam jeszcze obejrzeć sobie "Ocean's Twelve" z Vincentem Casselem na DVD.

    

Spódniczka i krawat kupione w Manchesterze oraz cały strój na imprezę "Back to School" :)

czwartek, 16 sierpnia 2007
Mam dość Anglii!

344.

Wczoraj rano poszłam do lekarza i oczywiście po raz kolejny usłyszałam, że na kaszel najlepsze są inhalacje. W pracy dziewczyny odkryły po raz pierwszy w życiu historię Edypa, którego Leah cały czas nazywała Oedipus Rex, czyli Król Edyp. Jej kolega nazwał tak swojego psa i opowiedział jej mniej więcej ten mit. W pierwszej chwili nie zrozumiałam o kogo jej chodzi, ale jak zaczęła opowiadać Debz jego historię, to w końcu nie wytrzymałam i się wtrąciłam. Musiałam jej trochę pomóc, bo pogubiła się w faktach. Oczywiście ręce mi opadły, szczególnie, jak zaczęły potem rozmawiać o kompleksie Edypa, twierdząc, że Freud (gdzie one o nim usłyszały?! :) sam miał kompleks Edypa i tylko wmawiał go innym, żeby się lepiej poczuć :))) Jednym słowem załamały mnie kompletnie. Potem jeszcze Leah żaliła się, że nie ma wersji kostiumu Harry'ego Pottera dla dorosłych, tylko dla dzieci, a ona chętnie by się przebrała. W sumie nie widzę problemu - ma czarne włosy, to nich założy ciemne spodnie, koszulę, krawat, kamizelkę i płaszcz, a na nos okulary i będzie wykapany Harry Potter! :) Jeszcze różdżka do ręki i gotowe! A ona chce płacić za jakąś tandetę! :)))

W czasie lunchu poszłam do domu i znalazłam list z uniwerku. Niestety, okazało się, że nie będę miała nawet rozmowy o pracę na stanowisku, o które się starałam. Niech zgadnę - pewnie mam za wysokie kwalifikacje! W dodatku okazało się, że nie mam gorącej wody, więc teraz już nie tylko ogrzewanie mi nie działa, ale jeszcze z kranów leci lodowata woda. Całkiem mnie to dobiło i nie miałam w ogóle ochoty wracać do roboty, ale jakoś się zmusiłam i do końca dnia obijałam się, od czasu do czasu pokaszlując. Zadzwoniłam też oczywiście do mojej agencji wynajmu z pretensjami i powiedziałam, że jak wrócę po 17 do domu, to mam zamiar umyć naczynia i mam nadzieję, że będzie już gorąca woda! Była. Na 18 poszłam do kina, gdzie spotkałam Severine i Jonathana ze znajomymi. Poszliśmy wszyscy na dokument "Ghosts of Cité Soleil" w reżyserii Asghera Letha i Milosa Loncarevica. Jest to historia dwóch braci (2Pac i Bily), którzy są dowódcami dwóch z pięciu gangów działających na terenie Cité Soleil - slumsów stolicy Haiti, Port-au-Prince. Slumsy te zostały uznane przez United Nations za najniebezpieczniejsze miejsce na ziemi.

    

Lele i 2Pac oraz 2pac ze swoimi "żołnierzami" zwanymi Chiméres.

Po filmie spotkałam się z Gosią, która oddała mi część pożyczonych pieniędzy. Wróciłam na chwilę do domu, a potem poszłam do Weatherspoon, gdzie spotkałam się z dziewczyną z Niemiec - członkinią Hospitality Club - i czwórką jej znajomych. Przyjechali tu jako wolontariusze na 3 tygodnie i od jakiegoś czasu próbowaliśmy się umówić. Oprócz mnie na spotkanie dotarł jeszcze jeden tutejszy członek HC, którego wcześniej nie znałam. Posiedzieliśmy w pubie do 23, a potem wolontariusze wsiedli w taksówkę i pojechali do domu, a on odprowadził mnie pod dom. Umówiliśmy się wszyscy na sobotę wieczór na tańce :) Kładąc się spać nie nastawiłam nawet budzika, bo postanowiłam, że nie pójdę dziś do pracy. Zamiast tego pospałam sobie do południa, a potem zjadłam obiad i na 18:30 poszłam na kolejną lekcję angielskiego. Po lekcji wróciłam na trochę do domu, a o 21 spotkałam się z Niną i jej chłopakiem i poszliśmy razem do Agnès. Mieszka teraz w mieszkaniu znajomych Polaków, którzy pojechali do Polski na wakacje. Tym razem pogadałam trochę z Conradem i zabalowałam do 3 rano, bo wiedziałam, że nie muszę rano wstawać do pracy :)

wtorek, 14 sierpnia 2007
Gardło mnie boli!

343.

W poniedziałek rano ledwo mówiłam, ale mimo to poszłam dzielnie do pracy i nawet odbierałam telefony. Cały tydzień mam już zajęty, więc nie mam czasu chorować, a poza tym wydawało mi się, że to raczej wynik trzech imprez pod rząd w ten weekend niż choroby. W czasie lunchu położyłam się na chwilę i pospałam, ale potem wróciłam do roboty. Po pracy poszłam znów spać, tym razem na godzinę. Obudziłam się o 18:40 i przez chwilę zastanawiałam się nawet czy nie iść dalej spać, ale uzależnienie wzięło górę i poszłam na salsę :) Tym razem pojawił się też Johnatan, którego poznałam kiedyś w klubie "1 in 12", a którego spotkałam ostatnio na "Eviction Party" u Agnès oraz jego dwie znajome. Jedną z nich poznałam ponad rok temu. Sergiusz próbował im wmówić, że jest skądś ze Skandynawii, ale wyprowadziłam je z błędu :) Zostałam znów na obie lekcji i potem do 23. Tym razem nauczyciel ze mną nie zatańczył, choć w czasie lekcji mnie chwalił, ale obtańczył wszystkie młode dziewczyny, więc chyba ma taki sposób, żeby zatrzymać nowo-przybyłe na dłużej :)

Dzisiaj w pracy zaczęłam kaszleć i jedna z wykładowczyń powiedziała, że nie wyjdzie z mojego biura, dopóki nie zadzwonię do lekarza i nie umówię się na wizytę. Okazało się, że mogą mnie przyjąć dopiero w środę rano, więc musiałam się jeszcze przemęczyć cały dzień w pracy. W czasie lunchu sprawdziłam pracę domową Polce, z która miałam dziś lekcję, ale zapomniałam ją ze sobą zabrać, jak szłam się z nią spotkać po pracy. Po lekcji poszłam do Muzeum, gdzie spotkałam się z dziewczyną jednego z wykładowców, z którą już od tygodnia umawiałam się do kina i wreszcie się nam udało :) Przyszły jeszcze dwie jej znajome i na 20:00 poszłyśmy na "Klimta" z Johnem Malkovichem w roli głównej. Oczywiście film im się nie spodobał, bo za długi i za dziwaczny. Spojrzały na mnie dziwnie, jak powiedziałam, że mi się podobał, więc powiedziałam, że muszę już iść i poszłam do domu :)

"Klimt" opowiada o życiu i twórczości secesyjnego malarza Gustava Klimta, które splatają się w jedną całość. Jego poszukiwania kobiety idealnej, trwające całe życie, kończą się odnalezieniem "prawdziwej Lei", symbolizującej śmierć. Cały film ma formę marzenia sennego, które podobnie jak obrazy Klimta, pełne jest symboli i alegorii. Pojawiający się co jakiś czas sekretarz ministerstwa okazuje się tylko i wyłącznie wytworem jego wyobraźni. Na szczególną uwagę zasługują tutaj dwaj aktorzy - jak zwykle naturalny John Malkovich oraz młody aktor - syn Klausa Kinskiego i brat Nastassji - Nikolai. Podobnie jak kiedyś ojciec potrafi wiarygodnie pokazać obłęd swojego bohatera. Reżyser Raoul Ruiz został ostatnio zaproszony do grona 35 filmowców, którzy nakręcili krótkie nowelki składające się na długometrażowy film "Chacun son cinéma" (Ce petit coup au coeur quand la lumière s'éteint et que le film commence). Pozostali twórcy to m.in. Roman Polański, Lars von Trier, Wim Wenders, Wong Kar-Wai, Gus van Sant, Claude Lelouch, Ken Loach, bracia Coen i bracia Dardenne.

    

John Malkovich jako Gustav Klimt i Nikolai Kinski (syn Klausa) jako Egon Schiele.

niedziela, 12 sierpnia 2007
Ciężki weekend! :)

342.

W czwartek przekazałam dziewczynom z pracy pozdrowienia od Cheryl. Wracając z lunchu zostawiłam u Agnès camemberta na wieczór, bo wiedziałam, że nie wracam po pracy do domu. Ja, Debz, Leah i Sarah (nowa dziewczyna z agencji) poszłyśmy do Deliusa na piwo, a potem do Angelo's na obiad. Debz miała o 20:30 odebrać swojego chłopaka z Interchange'u i nie opłacało się jej wracać do domu, więc zaproponowała nam wspólne wyjście. Poza tym wkrótce odchodzi z pracy, więc potraktowałyśmy to jako jej pierwszą imprezę pożegnalną. Czekają nas jeszcze kolejne, między innymi za 2 tygodnie u nich w domu pod hasłem "Back to School", na którą wszyscy mają się przebrać. Chcę sobie kupić czerwoną plisowaną spódniczkę w kratkę i przebrać się za amerykańską uczennicę :) Po obiedzie poszłam do Jacksona i kupiłam piwo na "Kółko francuskie". A potem siedziałam do 2:30 i grałam z Agnès, Conradem, Niną, Matthieu i Severine w karty :)

W piątek rano bolało mnie gardło i byłam lekko zachrypnięta, ale w ciągu dnia mi przeszło. Na lunch poszłam do domu, a po pracy pojechałam do Morrisona na zakupy. Później wróciłam i zaczęłam gotować kapustę z grzybami. Położyłam się na trochę na łóżku i obudził mnie telefon od Gosi, która pytała, czy może przyjść na chwilę z synem, bo musi pilnie sprawdzić maila. Zdążyłam ogarnąć trochę pokój zanim przyszli, a potem namówili mnie, żebym poszła do nich na jego tort urodzinowy. Poznałam od razu jego żonę i dwie córeczki. Wróciłam do domu autobusem z chrześnicą Gosi i poszłam po piwo na imprezę z okazji likwidacji squatu. Dostali nakaz eksmisji do 21 sierpnia i właściwie wszyscy się już wyprowadzili, zamieniając budynek w klub. U Agnès była kuchnia i bar, obok sala taneczna, a z drugiej strony chill out room. Przyszło strasznie dużo ludzi i połowy nie znałam, ale posiedziałam ze znajomymi do 4 rano, pijąc piwo z zamrażalki :)

Obudziłam się w sobotę i pomyślałam, że sprawdzę która godzina. Okazało się, że zapomniałam nastawić budzik na 8:30 i była już 8:40. Wstałam więc, wzięłam prysznic, napiłam się wody i poszłam pod uniwerek, po drodze mijając bawiących się jeszcze na squacie ludzi! :) Straciłam prawie całkiem głos i to w ogóle cud, że się obudziłam i zdążyłam na wycieczkę! Wsiadłam z Gosią i jej rodziną do małego autokaru, gdzie miałyśmy pod opieką tylko 25 osób i pojechaliśmy do Harrogate. Tam przeszliśmy się trochę po mieście, a potem poszliśmy na obiad do Pizza Hut. Kupiliśmy cztery wielkie pizzy i każdy się najadł. Później pojechaliśmy do Fountains Abbey, gdzie napiliśmy się herbaty, a potem położyłam się z synową Gosi na trawie, a reszta poszła zwiedzać ruiny klasztoru i park. Zasnęłam na słoneczku i obudziłam się dopiero po dwóch godzinach. Dołączyłyśmy do reszty i poszliśmy z dziewczynkami na plac zabaw, a o 17:30 ruszyliśmy z powrotem do Bratfoot.

Przed 19 byłam w domu, wzięłam prysznic, przebrałam się i kupiłam przez Internet tak zwany m-ticket, czyli bilet do Manchesteru, którego potwierdzenie zakupu dostałam jako SMS na komórkę. Do tej pory kupowałam zawsze e-ticket, z potwierdzeniem na maila, którego drukowałam w pracy, ale teraz nie miałam bym gdzie go wydrukować. Dopiero w piątek zdzwoniłam się ze znajomą z Manchesteru i umówiłyśmy się, że przyjadę i pójdziemy do klubów. Czekała na mnie z jeszcze jedną Polką, która przyjechała do Anglii zaledwie tydzień temu. Przeszłyśmy się po paru klubach, aż w końcu zdecydowałyśmy się na Varsity. Kupiłyśmy sobie po Guinnesie z sokiem z czarnej porzeczki (pycha! :) i poszłyśmy tańczyć. Około 1 w nocy moja znajoma zauważyła, że zniknęła jej torebka. Ochroniarz znalazł ją ulicę dalej i na szczęście była w niej komórka i klucze, ale zginął portfel, karty do bankomatu i prawo jazdy. Poszłyśmy na policję i złożyłyśmy zeznanie, a potem o 4 rano panowie policjanci odwieźli nas do domu.

Dziś rano znajoma poszła pilnować dziecka, bo w ten sposób dorabia, a ja pospałam do południa. Potem wstałam i weszłam na pół godziny do wanny, bo w domu tego nie mam :) Zjadłam śniadanie i o 13 pojechałam wreszcie do centrum. Poszłam do Affleck Palace (http://www.afflecks-palace.co.uk), bo widziałam tam kiedyś dokładnie taką spódniczkę, jaką chce założyć na tą imprezę u Debz za 2 tygodnie, ale okazało się, że w niedziele jest zamknięty. Przeszłam się więc po okolicznych sklepach, a potem zafundowałam sobie przejażdżkę na kole i podziwiałam Manchester z góry. Weszłam jeszcze do katedry, bo ostatnio była zamknięta, a potem poszłam pod ratusz, gdzie spotkałam się z moją znajomą i poszłyśmy do Pizza Hut :) Później odprowadziła mnie na autobus, a ja przespałam całą drogę. Jak wracałam z dworca do domu spotkałam Patryka, który zaprosił mnie na kawę. Siedzieliśmy w Love Apple i rozmawialiśmy do 20, nie poszłam więc już do kina na "Klimta", tak jak planowałam. Ale i tak bym pewnie nie poszła, bo jestem wykończona tym długim weekendem i zaraz idę spać :)

    

Affleck Palace w Manchesterze - widok od Tilo Street i od Church Road.

środa, 08 sierpnia 2007
Salsa! :)

341.

W sobotę wreszcie się trochę wyspałam, a potem zadzwoniłam do Gosi i umówiłam się z nią i z jej chrześnicą w Lidlu. Spotkałyśmy tam Sergiusza, ale nie podszedł, bo nie przepadają za sobą z Gosią, tylko powiedział mi "cześć" i poszedł. Posiedziałam chwilę u Gosi, a potem wróciłam do domu z zakupami i zrobiłam pranie. A około 19 dziewczyny przyszły do  mnie na oglądanie zdjęć z Portugalii. Potem chrześnica Gosi pojechała do domu, żeby się przebrać, bo o 22 byłyśmy umówione z Agatą i jej przyjaciółmi na Latin Party w Love Apple. Wypiłyśmy z chrześnicą Gosi "Nalewkę babuni", a potem poszłyśmy tańczyć :) Po jakimś czasie namówiła mnie, żebyśmy poszły do innych klubów, więc najpierw trafiłyśmy do Reflexu, gdzie spotkałam jedną ze swoich uczennic z polskiego, a potem weszłyśmy obok do Varsity, bo dostałyśmy kupon na 2 darmowe "szoty" :) Potańczyłyśmy tam trochę, a później wróciłyśmy do Reflexu, gdzie przyczepił się do mnie Alan. Poszedł za nami z powrotem do Love Apple, gdzie tymczasem dotarł Krystian. Przetańczyłam z nim resztę nocy do 3 rano, choć z salsą niewiele to miało wspólnego :)))

W niedzielę odsypiałam imprezę, a potem porozmawiałam z rodziną przez SKYPE'a. Zaśpiewaliśmy razem z moim rodzeństwem "Sto lat" mojej mamie z okazji urodzin i obejrzeliśmy wspólnie zdjęcia z Portugalii. A później zabrałam się za obrabianie zdjęć, żeby wrzucić je wreszcie na stronę, ale okazał się to bardziej czasochłonne, niż myślałam, więc o 1 w nocy poszłam wreszcie spać. W poniedziałek nie było mojej szefowej, ale szefowa Psychologii dbała o to, żebym była zajęta :) Na lunch poszłam do domu, a jak wróciłam do pracy, pojawiło się dwóch chłopaków z aparatami fotograficznymi i starszy z nich spytał, czy może mi zrobić parę zdjęć, a potem spytał, skąd jestem i powiedział, że mam sexy akcent :) Po pracy zajrzałam do Agnès do ogródka, a później poszłam do domu się przebrać i poszłam na salsę, ale tym razem zostałam na obie lekcję. Po drugiej lekcji chciałam wyjść, ale Sergiusz mnie namówił, żebym została i zaczęliśmy tańczyć. Potem zatańczyłam też z naszym nauczycielem, który mnie chwalił :) W końcu wyszliśmy ok. 22:30, ale spotkaliśmy Danny'ego, który mnie namówił, żebyśmy wrócili i zatańczyłam z jeszcze jednym tancerzem, a do domu dotarłam dopiero przed północą :)

We wtorek w pracy naszło mnie na wysyłanie SMSów i prowadziłam "korespondencję" z chrześnicą Gosi, a potem z Krystianem, którego numer podałam pracującej u nas nowej dziewczyny z agencji, żeby pojeździli razem na wycieczki rowerowe :) Zobaczymy, czy się do niego odezwie :) Wysłałam też wiadomość do Toma z pytaniem czy przyjdzie na "Kółko Francuskie", ale dopisał, że nie, bo między nim i Agnès się nie układa odkąd się rozstali. Żaliła mi się na niego, ale mają się spotkać i porozmawiać. Dostałam też odpowiedź od Cheryl, że wybierze się ze mną w środę do Leeds na do teatru na "Lady Salsa". Po pracy poszłam na kolejną lekcję angielskiego w Polskim Klubie z dwoma Polkami, po której doszedł do mnie SMS od mojego hosta z Wenecji. Myślałam, że już o mnie zapomniał i dał sobie spokój, ale najwyraźniej nie do końca. Poszłam znów do Agnès i dałam jej płytę Mano Negry, którą jej przegrałam, a od niej dostałam dwie sałaty z jej ogródka. W domu zabrałam się znów za zdjęcia z Portugalii i wrzuciłam wreszcie część na stronę, ale widzę, że jeszcze to trochę potrwa.

Dzisiaj rano zadzwoniła do mnie Cheryl, jak jadłam akurat śniadanie, i umówiłyśmy się na wieczór na wspólny wypad do Leeds. W pracy zabrałam się za opisywanie zdjęć z Portugalii i zajęło mi to praktycznie cały dzień :) Na lunch poszłam do domu i zrobiłam sobie sałatkę z sałaty od Agnès :) Po drodze spotkałam Alana, którego poznałam w sobotę w Reflexie i który miał do mnie pretensje, że nie odpisałam na jego SMSa :) Spytał też, czy przyjdę wieczorem do klubu Livingstone, ale powiedziałam, że idę do teatru. O 17 poszłam do domu się przebrać, a później spotkałam się z Cheryl w Deliusie, ale dosiedli się do nas jacyś ludzie i nie dali za bardzo pogadać. O 18:30 spotkaliśmy się z jej chłopakiem Duńczykiem i pojechaliśmy samochodem do Leeds na "Lady Salsa". Po przerwie tancerze zaprosili parę osób na scenę, więc też poszłam i tańczyłam :) Widziałam nawet, jak jedna z dziewczyn z zespołu wskazała mnie tancerzowi, który wziął mnie na przód sceny! :))) A po spektaklu spotkaliśmy na parkingu jakiś ludzi, którzy mi gratulowali :) Cheryl i jej chłopak byli w szoku :)

    

Plakat i zdjęcie z przedstawienia "Lady Salsa" (http://www.ladysalsa.com/)

 
1 , 2