Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Dwa długie weekendy! :)

548.

W poniedziałek obudziłam się około 10:00, ale wstałam dopiero po południu, bo szefowa kazał mi wziąć trzy dni wolnego, więc nie szłam do pracy. Potem zjadłam śniadanie, wzięłam prysznic i zabrałam się za maile. Ustaliłam z właścicielem Sponduly, że założe nową stronę z targetem 200 funtów. Odpisałam też na zaproszenie na kurs networkingu w Leeds w najbliższy czwartek. Później ubrałam się i zaczęłam znów nagrywać drugi podcast :) Z poprzedniego nagrania nie byłam zadowolona, ale teraz też mi za bardzo nie wychodziło, a jak już wreszcie zaczęło, to do drzwi zadzwoniła Sally i na nagraniu było słychać dzwonek! :) Musiałam więc zacząć od początku. W końcu udało mi się dokończyć i nagrać coś, z czego byłam w miarę zadowolona. Założyłam szkła kontaktowe i poszliśmy z Sally i Krystianem na salsę. Tam dołączyli do nas Jacqueline i Arnold. Jonathan przyjechał z jakąś babką i ani razu ze mną nie zatańczył, ale i tak się wytańczyłam. W domu byliśmy po 23:00 i zrobiłam link do nowego podcastu.

We wtorek obudziłam się o 9:30 i od razu zajrzałam na Sponduly, ale moja nowa strona nie była jeszcze gotowa. W końcu pojawiła się i zaczęłam ją od razu ją edytować :) Potem rozesłałam maile do wszystkich moich znajomych na Facebooku i starałam się ją rozleklamować, gdzie się tylko dało. Po 17:00 włożyłam szkła kontaktowe, bo tym razem miałam je nosić przez 6 godzin, ale znów zajęło mi to bardzo dużo czasu! Potem zjadłam obiad i wróciłam do łóżka. Zrobiłam logo festiwalu i przygotowałam Krystianowi zawartość plakatu, ulotki i programu. Obiecał, że coś mi zaprojektuje, a ja tym czasem obejrzałam sobie na DVD trzecią część "Piratów z Karaibów: Na krańcu świata".
Nudy na pudy. Pamiętam, że na drugiej byłam w kinie i czułam się oszukana, gdy okazało się, że na zakończenie muszę poczekać. Obiecałam sobie wtedy, że nie wydam pieniędzy na bilet, żeby zobaczyć trzecią część. Przed snem obejrzałam jeszcze online czwartą część, "Na nieznanych wodach", która była trochę lepsza, bo było w niej więcej Jacka Sparrowa, więc była zabawniejsza. W końcu o 4 :00 rano poszłam spać.

  
Główni bohaterowie trzech pierwszych części "Piratów z Karaibów": Will, Elizabeth and Jack.


A to bohaterowie czwartej cześci: kapitan Barbossa, Jack Sparrow, Angelika i Czarnobrody.

W środę obudziłam się po 10:00, ale poszłam dalej spać do 12:00. O 15:00 założyłam szkła kontaktowe, tym razem na 8 godzin i zajęło mi to tylko 8 minut! :) Wzięłam prysznic, bo nie wiedziałam jeszcze, że nie powinno się tego robić ze szkłami kontaktowaymi, a potem zjadłam śniadanie. Po 16:00 podjechałam Free busem do sklepu po jedzenie. Jak wróciłam z powrotem do domu postanowiłam obejrzeć znów jakiś film i padło na "Wanted" (Ścigani). Niestety, okazał się tak głupi, że jego oglądanie aż bolało. Wytrwałam jednak do końca i ostatnia scena mi się nawet podobała :) To było jak połączenie "Gwiezdnych Wojen" i "Matrixa", naszpikowane logicznymi dziurami! :) Wieczorem okazało się, że znajoma wpłaciła mi 15 funtów na Sponduly, ale na starej stronie, więc mam tam teraz razem 200 funtów! :) Na nowej stronie nadal miałam zero i dużo większy target :) Nazajutrz musiałam wcześnie wstać, więc położyłam się spać przed północą, ale sąsiedzi nie dali mi zasnąć do 2:00 w nocy!

  
James McAvoy i Angelina Jolie oraz Morgan Freeman w obrażającym inteligencję "Wanted".

W czwartek wstałam po 7:00 rano i w ramach zemsty na sąsiadach włączyłam głośno radio. Potem założyłam szkła kontaktowe, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do Eye Clinic. Studenci przebadali mnie i powiedzieli, że wszystko jest w porządku. Zamówią mi więc 30 jednorazowych szkieł kontaktowych, które będą mnie kosztować 50 funtów! Do pracy dotarłam już po 10:00 i cały dzień miałam urwanie głowy, więc wyszłam przynajmniej wcześniej i pojechałam prosto do Leeds na Networking Masterclass prowadzone przez Martina Haigh. Było bardzo miło - na powitanie serwowali soki i zapiekankę, którą nazywali pizzą :) Potem były gry i zabawy, czyli tzw. ćwiczenia, a później zabrałam się za networking i porozmawiałam z paroma osobami. W domu byłam przed 22:00 i mimo iż Arnold z Jacqueline zapraszali mnie do siebie, wykręciłam się i padłam wyczerpana spać. Sprawdziłam tylko przed snem maile i okazało się, że jakaś Steffy z wyspy Jersey, której zupełnie nie znam,
wpłaciła 3 funty na moją nową stronę! :)

  
Mistrz networkingu
Martin Haigh oraz Leeds College of Art, gdzie mają takie spotkania co miesiąc.

W piątek obudziłam się o 9:00, bo szefowej poszła na urlop i miałam iść na 10:00 do pracy. Ale ustaliłam z pomagającą nam studentką, że poradzi sobie do południa beze mnie i pospałam do 11:00 :) Na 12:00 dotarłam do pracy, a o 16:00 już wyszłam i poszłam do sklepu po ser i humus. Potem zjadłam obiad i zamiast iść na 18:00 na salsa areobik, usiadłam do Internetu. Później się zdrzemnęłam, a w końcu po 20:00 poszłam do 1in12 na Kółko Francuskie. Wkrótce doszła do mnie Florence, potem Stejin, później Sally, Wayne, Nicholson, Ayoub, w końcu
Jacqueline z Arnoldem, Lucas, Krystian i Sophie z chłopakiem. Razem było nas trzynaścioro, z czego prawie połowa to nowe osoby :) Tym razem nie pograliśmy w bilard, tylko zjedliśmy wspólnie, porozmawialiśmy i trochę potańczyliśmy. Część osób wyszła wcześniej, ale ja zostałam z Florence prawie do 1:00. Wróciłyśmy razem do domu, bo spała znów u mnie w pokoju. Następnego dnia jechała do Francji, a ode mnie było bliżej na dworzec :)

W sobotę obudziłam się najpierw o 5:00 rano, jak wstała Florence. Jak wyszła, poszłam dalej spać, ale obudziłam się znów, jak Krystian wychodził do pracy. Udao mi się znowu zasnąć i pospałam do południa, kiedy to przyszła Jacqueline z Arnoldem i zostawili u mnie materac i kołdrę. Poszłam dalej spać i w końcu wstałam dopiero po 14:00, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. Potem zeszłam na dół z Krystianem i kupiliśmy za funta arbuza na spółkę :) Później pojechałam na zakupy i zobaczyłam, że w sklepie ćwiartka arbuza kosztuje funta! Free busem wróciłam do domu, zjadłam obiad i wieczorem poćwiczyłam salsę z Krystianem. W końcu po 22:00 przyszła znów Jacqueline z Arnoldem, żeby się pożegnać przed powrotem do Francji. Wyszli po północy, a my poszukaliśmy na eBayu paru filmów na mój festiwal :) Tymczasem moja znajoma wpłaciła mi 5 funtów na nowa stronę i mam już 8 funtów na koncie! :) Przed snem usiadłam znów do materiałów promocyjnych festiwalu oraz zaległych maili.

Wczoraj obudziłam się przed południem i postanowiłam spędzić cały dzień w łóżku :) Najpierw porozmawiałam trochę z braćmi i z mamą przez Skype'a, a potem zabrałam się za maile do dziewczyny z BSC, która obiecała mi zaprojektować materiały promocyjne festiwalu. Tymczasem brat przerobił mi logo na bardziej profesjonalne. Potem założyłam sobie wreszcie konto na LinkedIn, co miałam zrobić już dawno, ale dopiero teraz do tego dojrzalam. W końcu przed snem obejrzałam "Women on the Verge of a Nervous Breakdown" (Mujeres al borde de un ataque de nervios / Kobiety na skraju załamania nerwowego) Pedro Almodóvara z 1988 roku.
Musiałam sobie poprawić "smak" po tych beznadziejnych, bezsensownych filmach, które obejrzałam na początku tygodnia :) Poza tym chcę ten film pokazać na festiwalu, więc postanowiłam go sobie przypomnieć, a przy okazji sprawdzić kopię, którą dostałam od szefa biblioteki Language Centre :) Dał mi też "Niebo nad Berlinem", które pokażę za rok!

  
Logo mojego festiwalu filmowego! :) Oraz scena z filmu "Kobiety na skraju załamania nerwowego".

Dzisiaj wstałam w południe, zjadłam śniadanie i rozesłałam zaproszenia na otwarcie festiwalu, prosząc o potwierdzenie przybycia. Muszę wiedzieć kto przyjdzie, żeby zamówić catering na odpowiednią ilość osób. Zmobilizowało mnie to do ponownego rozesłania maili z adresem strony do wszystkich znajomych, o jakich tylko mogłam pomyśleć. Napisałam też wreszcie do obu moich promotorów, prosząc, by rozreklamowali festiwal wśród swoich uczniów. Zobaczymy co mi odpiszą :) Potem zrobiłam sobie wieczór francuski i obejrzałam dwa filmy o nietypowej miłości: "Jeux d'enfants" (Miłość na żądanie) i "L'arnacoeur" (Heartbreaker. Licencja na uwodzenie). Właściwie to nie wiem, co o nich myśleć, ale nie podobały mi się za bardzo. Kończy się mój drugi pod rząd długi weekend. W ciagu ostatnich 10 dni byłam w pracy zaledwie dwa razy :) Teraz czeka mnie krótszy, czterodniowy tydzień pracy. A później zacznie się prawdziwy "Sajgon", więc muszę pozałatwiać jak najwięcej rzeczy.

  
Guillaume Canet i Marion Cottilard (Jeux d'enfants), Vanessa Paradis i Romain Duris (L'arnacoeur).
niedziela, 21 sierpnia 2011
Everything is possible :)

547.

W poniedziałek obudziłam się o 6:00 rano i zaczęłam robić notatki przed nagraniem podcastu, żeby uświadomić sobie, co chcę powiedzieć. Potem zdrzemnęłam się jeszcze i znowu wstałam :) Przed wyjściem do pracy zaczęłam próbować nagrać podcast przez komputer, ale w końcu poszłam po aparat Krystiana i nim zrobiłam nagranie :) W pracy przegrałam je z karty aparatu, ale okazało się za ciężkie, żeby je wysłać :) W końcu udało mi się je wrzucić na Youtube i przesłać linka do Sponduly. Zaczęłam edytować moją stronę i odebrałam telefon od jakiejś babki z Film Bank. O 17:00 poszłam do domu, zjadłam couscous na obiad i przed wyjsciem na salsę uruchomiłam wreszcie moją stronę na Sponduly! Dałam możliwość zapłacenia 5 funtów za VIP-owskie miejsca w pierwszych rzędzach, 10 funtów za podziękowanie w programie festiwalu i 15 funtów za zaproszenie na otwarcie festiwalu z reżyserem, czerwonym dywanem i paparazzi :) Na salsę przyszło parę znajomych osób, ale Jonathan ani razu ze mną nie zatańczył i znów zniknął bez słowa, więc jest już dla mnie skreślony. Po powrocie do domu okazało się, że jest już jedna wpłata - 10 funtów! :) Rozesłałam jeszcze więcej maili i zrobiłam notatki :)

We wtorek w
stałam o 11:00 i poszłam do pracy na 12:00, ale od razu weszłam też obok do Eye Clinic po moje próbne, darmowe szkła kontaktowa. Jak byłam w pracy, doszły bilety dla Kwietniowskiego, więc od razu mu je wysłałam. Na stronie miałam już 80 funtów, czyli ponad połowę, bo muszę zebrać 150! :) Myślę, że mam szansę zebrać je w tydzień :) Po powrocie do domu zjadłam sushi i wysłałam maila o kolejnym Kółku Francuskim. Na koncie zebrałam już 95 funtów :) Zorientowałam się, że zostawiłam szkła kontaktowe w pracy. Potem zdrzemnęłam się trochę, choć Krystian chciał ćwiczyć salsę, ale mnie rozbolała głowa. Obudziłam się dopiero po 21:30, zjadłam obiad i poszłam do Krystiana chwilę potańczyć, chociaż głowa nadal mnie bolała. Przed snem obejrzałam jeszcze sobie na Internecie zdjęcia Anny Sklamann, szczególnie niesamowite portrety dzieci rosyjskich bogaczy "Little Adults". Zaczęłam się też zastanawiać na co wydam dodatkowe pieniądze zebrane na stronie Sponduly i wymyśliłam, że na otwarcie festiwalu załatwię catering z polskiej resturacji, bo Kwietniowski ma polskie korzenie, więc powinno mu smakować :) A jak coś zostanie, to będzie dla mnie :) Może wreszcie raz coś zarobię? :)

  
Zdjęcie
bliżniaczek Czajkowskich z serii "Little Adults" Anny Sklamann oraz jeden z jej portretów.

W środę obudziłam się o 9:30, wzięłam prysznic i poszłam do Job Centre, bo napisali do mnie z UK Border Agency, że mam im dosłać jakieś papiery, jeżeli chcę otrzymać rezydencję stałą. W Job Centre dali mi jakiś numer telefonu i powiedzieli, że muszę pod niego zadzwonić, niepotrzebnie więc tam szłam. Wróciłam więc do domu i odpisałam na zaległe maile. Potem poszłam do pracy na 12:00 i załatwiłam  przez telefon to, co ode mnie chcieli w UKBA. Po pracy wróciłam do domu, zjadłam obiad i obejrzałam  "Nienawiść" (La haine / Hate) Mathieu Kassovitza na DVD. Chciałam tylko sprawdzić, czy mam angielskie napisy, ale jak już zaczęłam oglądać, to nie mogłam przestać :) Ten film jest na liście filmów, które chciałabym pokazać na festiwalu w przyszłym roku, jak będę miała więcej czasu na załatwianie :) Wieczorem poćwiczyłam trochę salsę z Krystianem, bo obiecaliśmy sobie, że poćwiczymy choć króciutko, ale za to codziennie. Na stronie zebrałam już 170 funtów, czyli więcej niż mój target, a to oznacza, że już na pewno wypłacą mi pieniądze. Zaczęłam też przygotowywać program, ulotki, plakaty i program mojego festiwalu. Siedziałam do 2:00 w nocy i ściągałam zdjęcia do materiałów reklamowych!

  
Vincent Cassel w filmie "Nienawiść" oraz założyciel firmy Sponduly, która spełnia moje marzenie :)

W czwartek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Przesłałam znajomym listę filmów, które chcę pokazać, z pytaniem, czy mają któryś na DVD, bo nie chcę liczyć tylko na bibliotekę. Wolałabym mieć wcześniej pewność, że mam wszystkie filmy. Potem szefowa się wkurzyła, bo okazało się, że mam dużo wolnego do wzięcia, ale na szczęście dla niej zgodziłam się wziąć urlop w grudniu. Na koncie miałam już 185 funtów, a rozesłałam linka zaledwie do 100 osób. W przyszly tygodniu mam zamiar rozpuścić info do wszystkich znajomych i prosić, żeby przesłali to dalej. Zobaczymy, ile w sumie uzbieram. Po pracy zjadłam w domu obiad i podjechałam na próbę do sobotniego pokazu mody, ale tam okazało się, że jest odwołana, a i cały pokaz pod znakiem zapytania. Jakaś podejrzana sprawa. Podeszłam więc do The Sparrow Bier Cafe, żeby porozmawiać z właścicielem o ewentualnych pokazach filmowych u nich, a potem podjechałam free busem do znajomych. Po powrocie do domu poćwiczyłam znów salsę z Krystianem. Potem wzięłam od niego aparat, żeby nazajutrz nagrać drugi podcast. Tymczasem ktoś się wprowadził do pokoju obok, ale jeszcze go nie widziałam. Tym razem poszłam spać po 1:00 w nocy.

W piątek wstałam trochę wcześniej i przed wyjściem do pracy nagrałam kolejny film, ale nie byłam do końca zadowolona. Pod drzwiami spotkałam właściciela i poprosiłam, żeby nas informował, jak ktoś się wprowadza i wyprowadza, żebyśmy wiedzieli co się dzieje. W pracy siedziałam jak zwykle od 12:00 do 17:00. Potem poszłam do bankomatu po pieniądze i po drodze do sklepu po ser, humus i pomidorki. W domu nagrałam kolejne filmy - najpierw sama, a potem z Krystianem jako operatorem :) Później zjadłam obiad i wrzuciłam dwie wersje filmu na Youtuba, prosząc Krystiana, żeby ocenił, która lepsza. Po 20:00 wyszłam z domu i poszłam do restauracji Ambrozja na rozmowę z szefową w sprawie cateringu na otwarcie mojego festiwalu. Po 10 minutach wszystko było już ustalone, więc poszłam wcześniej do 1in12 i pogadałam z barmanem, zanim doszedł Arnold. Poszliśmy na górę, a później doszła jeszcze Sally i Lucas z dwójką znajomych. Na koniec dosiadła się do nas jeszcze jakaś obca panna. Potem zeszliśmy na dół na bilard, ale Sally poszła zapalić, więc spytałam jakiegoś kolesia, czy z nami zagra. Potem wyszłam z Arnoldem i na dole spotkaliśmy Severine. Ale nie zostałam. W domu byłam po północy.

Wczoraj miałam mieć pokaz mody, ale nie dostałam żadnej wiadomości od organizatorki, nastawiłam
więc budzik na 10:00. Obudziłam się jeszcze wcześniej, więc wysłałam jej SMSa z pytaniem, co się dzieje i w końcu odpisała, że dziękuję, ale nie będę potrzebna. Wkurzyłam się lekko, bo chociaż mi nie zależało, to mogła mi wcześniej dać znać! Pewnie i lepiej, bo jak pojechałam na próbę w czwartek, to odniosłam wrażenie, że to jakieś podejrzane miejsce. A panowie wyglądali jak z mafii. Spędziłam więc cały dzień w łóżku i tylko wieczorem potańczyłam znów salsę z Krystianem. Porozmawiałam też z rodziną przez Skype'a. Być może brat pomoże mi zaprojektować plakaty, programy i ulotki, bo Krystian się zaoferował, ale chyba nie najlepiej mu to idzie :) Dzisiaj obudziłam się przed południem, zebrałam się i pojechałam do Saltaire. Tam spotkałam się z Juanem i ludźmi z Kółka Francuskiego z Leeds. Poszliśmy na spacer do Five Rise Locks w Bingley, a po drodze doszła do nas Sally. Po 16:00 wsiadłam w autobus i wróciłam do domu. Zjadłam obiad i poćwiczyłam z Krystianem salsę. Przymierzyłam też moje szkła kontaktowe. Jutro mam wolne, to nagram podcast i zacznę znów zbierać pieniądze :) Wszystko jest możliwe! :)
niedziela, 14 sierpnia 2011
Dream come true :)

546.

W tym tygodniu się nie wyspałam! :) W poniedziałek wstałam o 8:00 rano, bo szłam do pracy na 9:00. Szefowa poprosiła mnie, żebym przyszła wcześniej, bo mieliśmy robić jakiś trenning, ale przyszła tylko jedna osoba i po pół godzince było po wszystkim, więc nie było warto :) Chociaż z drugiej strony to dobrze, bo okazało się, że wzięłam już o dwa dni urlopu za dużo. System się pomylił i teraz muszę odpracować 10 godzin. Po 17:00 byłam już w domu i zjadłam zupę na obiad. A o 20:00 poszłam z Krystianem na kolejną lekcję salsy, którą tym razem miałam za darmo, bo zebrałam 10 gwiazdek, czyli byłam już na 10 lekcjach. Po lekcji zatańczyłam z Jonathanen do piosenki "Fragilidad" (hiszpańska wersja "Fragile" Stinga), bo podszedł do mnie i powiedział, że to piękna piosenka i ja jestem piękna, więc musimy ją zatańczyć :) No i jak zwykle świetnie się nam tańczyło cały wieczór, ale potem tuż przed końcem
zniknął znów bez pożegnania jak Kopciuszek! :) No cóż, chyba dam z nim sobie spokój :)

We wtorek obudziłam się o 9:00, bo o 10:00 miałam spotkanie w sprawie pieniędzy z Cultural Fund. Przedstawiłam im mój budżet oraz plan działania i całe spotkanie trwało 20 minut! :) Wróciłam więc do domu i potem prawie się spóźniłam na 12:00 do pracy :) Wspomniałam szefowej, że cienko przędę i poprosiłam o więcej godzin. Nie chce mi się dłużej pracować, ale jak chce zacząć więcej zarabiać zanim znajdę nową pracę, to jest to najprostszy sposób. Porozmawiałam z chłopakiem z Bratfoot Student Cinema o naszej współpracy w organizacji festiwalu. Potem spotkałam się na chwilę z szefową i główym szefem i powiadomiłam ich o moim projekcie. Uznali, że robię to dla studentów, a więc mam prawo załatwiać wszystko w godzinach pracy! :) Czyli można powiedzieć, że organizuję festiwal i mi za to płacą! :) A to spelnienie jednego z moich marzeń! Po pracy wróciłam do domu i poszłam do łóżka i się zdrzemnęłam, ale potem nie mogłam spać, szczególnie, że Krystian miał gościa do 2:30 w nocy :)

W środę wstałam znów o 8:00, bo na 9:00 szłam na badanie wzroku do naszej Eye Clinic. Zajął się mną jeden ze studentów i badał mnie prawie przez dwie godziny! :) Nie pamiętam już kiedy ostatnio jakiś mężczyzna tak długo patrzył mi w oczy! :) Zrobił mi nawet zdjęcia wnętrza gałek ocznych :) W końcu mnie wypuścił tuż przed 11:00, więc poszłam od razu do pracy, żeby odrabiać zaległe godziny. U szefowej zarezerwowałam salę, w której będę pokazywać filmy i zaczęłam się dowiadywać czegoś więcej na temat licencji. Wysłałam też maila do London Film School z prośbą, żeby przesłali go Richardowi Kwietniowskiemu, bo zobaczyłam, że u nich wykłada, a chciałam go zaprosić. Po pracy wróciłam do domu i zaczęłam sprawdzać, jakie filmy obejmuje nasza licencja na kampusie. Dostałam też odpowiedź od Kwietniowskiego! Po 22:00 przyszły do nas dwie wolontariuszki, żeby się pożegnać, bo nazajutrz wracały już do Polski. Siedzieliśmy u Krystiana, popijając calimocho i rozmawiając do 1:00 w nocy :)

  
Moje oczy :) A dokładniej zdjęcia moich gałek ocznych, pokazujące podobno, że jestem zdrowa :)

W czwartek wstałam znowu o 8:00 i poszłam do Eye Clinic na przymierzanie szkieł kontaktowych. Przez 2 godziny i dobierali mi odpowiednie "kontakty", a potem musiałam się nauczyć, jak się je wkłada do oczu i wyjmuje! :) O 11:00 byłam już w pracy, a po 12:00 odpisałam na e-mail od Kwietniowskiego. O 13:00 miałam półgodzinne zebranie z szefową i drugą babką, z którą pracuję. Potem spotkałam się z drugim chłopakiem z BSC i powiedział mi, że bardzo chętnie mi pomogą :) Dostałam też potwierdzenie od Kwietniowskiego, że przyjedzie na otwarcie! :) O 17:00 poszłam do Language Centre, żeby zobaczyć jakie tam mają filmy na DVD  filmy. Potem o 18:15 poszłam z Sally do kina na świetny film "The Taqwacores" Eyada Zahry o punkach-muzułmanach. Rezyser oraz aktor Dominic Rains byli obecni na pokazie. Po filmie porozmawiałam chwilę z Tomem z Muzeum. Po 20:00 poszłyśmy do Weatherspoons, gdzie juz czekali na nas Arnold i Mikael, który wkrotce wraca do Hiszpanii. W domu byłam o 23:00.

  
Bobby Naderi i Dominic Rains w "The Taqwacores" Eyada Zahry oraz Richard Kwietniowski :)

W piątek nareszcie moglabym się wyspać, ale znów obudziłam się po 8:00 i już nie mogłam zasnąć. Wybrałam 9 filmow, które chce pokazać oprócz "Miłość i śmierć na Long Island" (Love and Death on Long Island) Kwietniowskiego na otwarcie. Na 12:00 poszłam do pracy i zadzwoniłam do Richarda Kwietniowskiego, żeby ustalić, jaki mu kupić bilet, bo nie chciałam decydowac za niego. Zapłaciłam za niego kartą Students Union, a potem im oddam z Cultural Fund. Zarezerwowałam mu też pokój w Jurys Inn, choć Neil polecał mi Midlands Hotel. Po pracy wróciłam do domu i skontaktowałam się z facetem z  Sponduly, która umożliwia zbieranie pieniędzy na różne projekty. Stwierdziłam bowiem, że przyda się trochę więcej kasy. Potem po 20:00 spotkałam się z Arnold w Sainsbury i po drodze na Kółko Francuskie weszliśmy jeszcze do Tesco. W 1in12 czekała już na nas Florence, którą poznałam na salsie. Potem doszła Sally i Krystian. Zjedliśmy, zagraliśmy partyjkę bilarda i po północy wróciliśmy do domu.

Wczoraj obudziłam się po 10:00, bo byłam wciąż podekscytowana wszystkim, co się wydarzyło w tym tygodniu. Przed południem wysłałam maila do Sponduly, tłumacząc na czym polega mój projekt i potwierdzając, że chcę skorzystać z ich strony, żeby zebrać więcej pieniędzy na festiwal. Potem wzięłam prysznic i pojechałam na zakupy. Po powrocie szybko coś zjadłam i sprzątnęłam pokój, bo po 17:30 przyszła do nas Florence. Napiliśmy się u Krystiana w pokoju calimocho i poćwiczyliśmy chwilę salsę oraz bachatę, a potem tuż przed 19:00 pojechaliśmy pociągiem do Leeds. Najpierw poszliśmy na lekcję salsy z Duaną, czyli dwoma babkami z Madrytu, które pochodzą z Kuby. Ale w połowie się wkurzyłam, bo było za mało partnerów i poszłam na lekcję kizomby. Potem znów wróciłam na salsę, a potem zaczęła się impreza :) Zatańczyłam m.in. z moim pierwszym nauczycielem, Nikolaiem i się rozkręciłam. Po 3:30 Greg odwiózł nas do domu. Zjadłam coś z Florence, która u mnie spała i o 5:30 poszłyśmy spać :)

  
Duet Duana z Madrytu (oryginalnie z Kuby :) w czasie show i podczas warsztatów z publicznością :)

Dzisiaj pospałam do południe, kiedy to Florence wstała i stwierdziła, że wraca do domu. Pożegnałyśmy się i usiadłam do komputera. Ale potem trochę mnie ścieło i zdrzemnęłam się do 16:00 :) W końcu wstałam i powsżłam zrobić pranie, bo już nie mam w czym chodzić! :) W międzyczasie pogadałam z sąsiadkę, która nazajutrz wyjeżdża z mężem do Londynu, więc znów będzie nas w domu tylko troje. Kupiłam im bilety przez Internet, a ona mi dała od razu gotówkę. Po 20:00 zadzwoniła Gosia i podrzuciła mi listy, które przyszły do Jana, ale nie weszła na górę. I nawet dobrze, bo byłam zajęta. Pogadałam chwilę z Sally i z bratem na Skypie, a potem wysłałam maila do faceta ze Sponduly i moja strona bedzie wkrótce gotowa. Mam nadzieję, że uda mi się ją jutro uruchomić. Polega to na tym, że będę prosić ludzi o pieniądze na festiwal, w zamian proponując im różne rzeczy, np. zaproszenie na uroczyste otwarcie festiwalu z reżyserem Richardem Kwietniowskim, poczęstunkiem, czerwonym dywanem i paparazzi! :)
niedziela, 07 sierpnia 2011
Dance, dance, otherwise we are lost
545.

W poniedziałek poszłam jak zwykle na 12:00 do pracy. Przez Internet kupiłam wreszcie bilety na koncert Red Hot Chili Peppers, który odbędzie
się w moje urodziny, 15 listopada w M.E.N Arena w Manchesterze. Do tej pory czekałam na decyzję Krystiana, bo nie wiedziałam, czy mam kupić 1 bilet, czy 2. A on musiał zdecydować, czy zostanie w Anglii aż do listopada. Po pracy wróciłam do domu, zjadłam obiad i na 20:00 poszliśmy na salsę. Tym razem uczył mój pierwszy nauczyciel Nikolai i nasłuchałam się komplementów od niego, Jonathana i jeszcze jednego tancerza Grega. Jonathan przetańczył znów ze mną pół wieczoru, a potem jeszcze długo rozmawialiśmy i ustaliśmy, że w któryś weekend zabierze mnie na jakąś imprezę. Nie byłam jednak zadowolona, bo miałam wrażenie, jakby to wyszło ode mnie, bo wspomniałam, gdzie się wybieram w weekend, a on zaczął się tłumaczyć, że już jest zajęty!

We wtorek obudziłam się około 10:00, poszłam do pracy na 12:00 i zgłosiłam się na ochotnika do badania wzroku, za które płacą 25 funtów :) W zeszlym tygodniu złożyłam podanie o dofinansowanie mojego projektu zorganizowania festiwalu filmowego. No i po południu zadzwonili do mnie z wiadomością, że zamiast 150 funtów, o które prosiłam, dostanę aż 550! O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam na dworzec Free Busem, w którym spotkałam babkę z Galeri II. Umówiłyśmy się na spotkanie, żeby omówić naszą współpracę w sprawie tego festiwalu. Potem wsiadłam w pociąg do Leeds i pojechałam do mojej pani shrink. Poleciła mi zabawną komedię "Jak stracić chłopaka w 10 dni" (How to Lose a Guy in 10 Days), więc po powrocie do domu obejrzałam ją sobie online. Zrobiłam też sobie test na osobowość i wyszło mi  ESFP (Extraversion, Sensing, Feeling, Perception).

  
Moja pierwsza płyta RHCP oraz Kate Hudson i Matthew McConaughey w "
Jak stracić chłopaka...".

W środę obudziłam się o 10:00 i sprawdziłam maile, bo nie wiedziałam, czy mam iść na ten test wzroku
w ramach Contact Lens Research. Potwierdzili, że tak, więc wstałam i poszłam. Niestety, moje oczy nie spełniały warunków - mam za małą wadę :) Nie dali mi nawet przymierzyć szkieł kontaktowych! Ale bardzo miły chłopak, który mnie badał, podpowiedział mi, żebym poszłam do naszej Eye Clinic. To tuż koło mojej pracy, więc poszłam od razu i umówiałam się na przyszły tydzień na badanie wzroku i przymierzanie kontaktów :) W pracy siedziałam znów jak zwykle od 12:00 do 17:00. Dostałam wreszcie maila od szefa Cultural Fund i umówiliśmy się na spotkanie we wtorek rano w sprawie mojego festiwalu. Po pracy podjechałam do sklepu po cienie do oczu i róż. Po powrocie do domu zjadłam obiad i znowu nie poszłam na zumbę, bo mi się nie chciało. Kupiliśmy za to z Krystianem bilety na koncert Evanescence 7 listopada w Manchester Apollo. A przed snem obejrzałam sobie "The Social Network".

  
Zespół Evanescence oraz Justin Timberlake i Jesse Eisenberg w filmie "The Social Network".

W czwartek pogoda się pogorszyła i od razu obudziłam się z bólem głowy. Poszłam do pracy na 12:00, a że szefowa wyszła wcześniej, to skorzystałam z okazji i wstukałam afirmacje, które spisałam u mojej pani shrink. Kazała mi je wydrukować i porozwieszać gdzieś w pokoju! No ale wtedy nie mogłabym już nikogo wpuścić! :) Nie wiem, jak ona to sobie wyobraża, ale postanowiłam jednak, że coś wymyślę :) O 17:00 poszłam do domu, zjadłam obiad, wzięłam kolejny proszek od bólu głowy i zdrzemnęłam się. Wieczorem Krystian chciał poćwiczyć salsę, a ja kizombę, ale przyszła do niego
koleżanka w odwiedziny, więc nie potańczyliśmy ani tego, ani tego. Zabrałam się za to za moją czarną sukienkę, której musiałam skrócić ramiączka przed imprezą nazajutrz. Wypełniłam też aplikację o nagrodę Film Society of the Year BFI i posłuchałam starych piosenek Red Hot Chili Peppers na Youtube.

W piątek wstałam o 8:30 i poszłam do pracy na 10:00, bo szefowa wzięła urlop. Umówiłam się telefonicznie z Piotrkiem, że przyjadę wieczorem do niego, zostawię śpiwór i pojedziemy razem na imprezę Calle Ocho. Do mojej czarnej sukienki zakładałam pończochy i nie chciałam jechać tak ubrana pociągiem, tylko taksówką, a
od niego jest bliżej, bo mieszka w Leeds. Ale jak wróciłam po pracy do domu, to sytuacja zaczęła się co chwilę zmieniać. W końcu stanęło na tym, że pojechaliśmy we czwórkę z Krystianem i dwoma wolontariuszkami z Polski pociagiem do Piotrka. tam się szybko przebrałam i taksówką pojechaliśmy znów we czwórkę do klubu The Faversham na lekcję kizomby. Piotrek dojechał później, prosto na imprezę, na której widziałam parę znajomych twarzy. Niestety, wkrótce buty zaczęły mi się wrzynać w palce. O 3:00 pojechałam z Piotrkiem do niego i poszłam spać.

  
Klub
The Faversham w Leeds oraz nasi nauczyciele kizomby w akcji - Iris de Brito i Nuno Campo.

Wczoraj obudziłam się po 9:00, ubrałam się i wyszłam kuchennymi drzwiami. Wsiadłam w autobus do Bratfoot, potem we Free Busa i ledwo na tych obolalych nogach doszłam do domu! :) Koło południa poszłam dalej spać i wstałam dopiero o 14:00. Wzięłam prysznic i zadzwoniłam przez Skype'a do mamy, żeby jej złożyć życzennia urodzinowe. Później podjechałam znów Free Busem do Morrisona po jedzenie. Po powrocie do domu pomoczyłam obolale nogi w misce, a potem wyprałam w niej bluzkę, którą chcę założyć w poniedziałek na salsę. Wieczorem wykręciłam się z imprezy urodzinowej koleżanki z pracy, bo byłam nadal strasznie zmęczona. Zamiast tego poszłam do łóżka. Krystian też miał nigdzie nie iść, ale dał się namówić chłopakom z pracy i jeszcze mnie chciał wyciągnąć! :) Ale wolałam spędzić wieczór z laptopem, słuchając piosenek RHCP i ogladając parę starych odcinków "South Parku" :)

Dzisiaj obudziłam się o 10:00, bo Krystian gadał z kimś przez komórkę, a u nas przez ściany wszystko słychać. Potem zasnęłam, ale historia znów się powtórzyła przed 11:00 i już nie udało mi się zasnąć. Pocięłam więc wydrukowane wczesniej afirmacje na paseczki z pojedynczymi zdaniami i zaczęłam je przyklejać w różnych mało widocznych miejscach. Na przykład w lodówce, bo tam mi raczej nikt nie zagląda. Albo w portfelu, czy w szafie. Później pomoczyłam znów nogi w misce, a następnie wyprałam w niej ręcznie moją czerwoną sukienkę, którą chcę założyć na salsa party w przyszłą sobotę. O 19:00 przyszła do mnie Sally i poszłyśmy na 20:30 do Muzeum na film "Pina 3D" Wima Wendersa z choreografiami Piny Bausch. Zdałam sobie sprawę, że dawno nie byłam w kinie. Postanowiłam też dać jeszcze jedną szansę "Pięciu Rytmom". I chociaż raz poszłam wcześniej spać, przed północą.

  
Moja czerwona sukienka, którą kupiłam zaraz po tym pokazie mody oraz scena z filmu "Pina 3D".