Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Powrót do normalności

601.

W poniedziałek wstałam o 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Wyszłam o 16:30 i podjechałam do domu. Zjadłam coś, przebrałam się i po 18:30 poszłam do Weatherspoons spotkać się z dwójką Couch Surferów. Napiliśmy się i porozmawialiśmy o salsie, a potem poszlismy do Polskiego Klubu. Oni dołączyli do klasy dla początkujących, a ja poszłam jak zwykle na lekcję dla zaawansowanych. Potem zostaliśmy na potańcówce. Oni wyszli po 22:00, a ja po 23:00, jak się impreza skończyła. We wtorek pospałam do 9:30, a potem podjechałam do pracy na 11:00. Pojawił się nowy numer How Do Magazine z informacją o moich festiwalu IFF 2012 i adresem strony! :) Wyszłam o 17:45 i pojechałam do domu. Złapała mnie ulewa i wróciłam całkiem mokra. Zjadłam obiad, a potem usiadłam do komputera. Póżniej obejrzałam parę odcinków pierwszego sezonu "Simpsonów", bo coś znów mam na nich fazę :)


Zwariowana rodzinka Simpsnów w komplecie (znów mnie naszło na oglądanie pierwszego sezonu! :)

W środę wstałam o 8:30 i podjechałam do pracy na 10:00. Wyszłam o 16:15 i poszłam na pocztę, a potem podjechałam do domu. Sprzątnęłam trochę, bo o 18:00 byłam umówiona z byłą koleżanką z pracy, która się wkrótce przeprowadza do Eastbourne! :) To jest nad morzem, niedaleko Londynu i Brighton. Powiedziała, że muszę ją tam odwiedzić! No cóż, bardzo chętnie :) Ma tam zapewnioną pracę i mieszkanie, ale chce też kontynuować studia na tamtejszym uniwerku. Kurcze, wszyscy się wynosza z tego Bratfoot, tylko ja wciąż zostaje! Też bym się chętnie gdzieś przeniosła! Przyniosła ze sobą jedzenie - samosas jako przystawkę oraz ryż i sos curry - trochę ostry, ale na szczęście nie za bardzo :) Ja zapewniłam nam deser - ciasto cytrynowe :) Porozmawiałyśmy do 21:00, a jak wyszła obejrzałam kolejne odcinki "Simpsonów". Przed snem obejrzałam znów parę odcinków drugiego sezonu "Simpsonów".

W czwartek wstałam po 8:30 i na 10:00 zajechałam na uniwerek. Udało mi się wreszcie zgrać wszystkie zdjęcia z mojego taniego telefonu, dzięki pomocy kolegi z pracy. Niektóre z nich były z zeszłego roku, z naszego pierwszego wyjazdu z pracy do Centre Parcs! :) Inne z lipcowego flash mobu w Leeds i Uroczystości Nadania Imienia synkowi mojej znajomej z pracy, a ostatnie z Bingley Music Festival z zeszłego września. Po wyjściu z pracy poszłam do Richmond Building i wzięłam udział z eksperymencie doświadczalnym, żeby pomóc znajomej studiującej psychologię zebrać dane do jej pracy :) Musiałam wykonać parę prostych czynności, a potem zaznaczyć, które z nich zapamiatęłam :) Potem podjechałam do domu i poszłam się zdrzemnąć. Oczywiście nie wstałam i nie pojechałam na salsę do Leeds, tylko usiadłam znów do komputera, a przed snem skończyłam oglądać 1-szy sezon "Simpsonów".

  
Parę starych zdjęć z Centre Parc - pub nad jeziorem oraz widok z mojego roweru w czasie jazdy :)

  
Flash Mob, w którym wzięłam udział rok temu oraz muffin z Uroczystości Nadania Imienia Noah :)

W piątek wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam do pracy. Dzień zaczęłam od napisania odwołania od mandatów z Oxfordu. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Potem zaczęłam reklamować IFF 2012 rozsyłając maile do znajomych. W końcu wyszłam o 16:30 i podjechałam do centrum. Kupiłam portmonetkę, bo drobne latały mi po torebce. A potem zaopatrzyłam się w jedzenie na długi weekend, w trakcie którego miałam zamiar napisać parę kolejnych stron mojej pracy doktoranckiej. Zaszalałam i kupiłam na co tylko miałam ochotę, bo jak siedzę w domu i piszę, to cały czas mam ochotę coś podgryzać :) Wróciłam do domu i zaczęłam od zjedzenia curry, które zostało ze środy. Potem obejrzałam parę pierwszych odcinków drugiego sezonu "Simpsonów", a w końcu wypełniłam aplikację o pracę Doradczyni Wizowej, bo już dwie osoby mnie namawiały, żebym się o nię starała. Spać poszłam około 1:00 w nocy.

W sobotę wstałam po południu i z trudem dobiłam do 15 stron tekstu, ale głównie wklejając kawałki swojej poprzedniej pracy MPhil. Poza tym obejrzałam 4 kolejne odcinki drugiej serii "Simpsonów".
W niedzielę zrobiłam pranie i dalej męczyłam się nad doktoratem, a potem obejrzałam 4 odcinki "Simpsonów' oraz napisałam maila do pana Stanisława Zawiślińskiego, że chciałabym przetłumaczyć jedną z jego książek o Kieślowskim na angielski :) O dziwo wieczorem dostałam odpowiedź i teraz muszę tylko znaleźć wydawcę! Dzisiaj był Bank Holiday, ostatni w tym roku. Teraz przed nami tylko Boże Narodzenie :) Wstałam po południu i zabrałam się dalej za pisanie. Znajoma z salsy spytała czy idę wieczorem na lekcję, więc ją uświadomiłam, że jest odwołana. Zaproponowała, żebyśmy wieczorem poszły na kolację do Chińczyka, ale padało i nie chciało mi się wychodzić. Dobiłam do 20 stron tekstu i stwierdziłam, że wystarczy! :) Przed snem obejrzałam 4 kolejne odcinki z drugiego sezonu "Simpsonów'.
niedziela, 19 sierpnia 2012
Biednemu wiatr w oczy

600.

W poniedziałek obudziłam się o 6:00 rano i nie mogłam już zasnąć. Wstałam jednak dopiero o 7:00, tak jak się umawiałam z Alą, wzięłam znów u niej przysznic i zebrałam się do wyjścia. Wyszłyśmy obie o 7:40 i ona poszła do pracy, a ja na przystanek. Dojechałam do centrum, a potem wsiadłam we Free Busa, w którym podrywał mnie 70 letni dziadek :) Doszłam do agencji za 5 minut dziewiąta, ale już byli otwarci, więc weszłam i powiedziałam, o co chodzi. Babka okazała więcej współczucia, niż facet, ale dał mi klucz, powiedział, że mam go sobie dorobić i oddać oryginał. Umówiliśmy się, że przyniosę im go jutro, a oni w międzyczasie dowiedzą się od administracji domu o cenę foba i pilota do garażu oraz o klucz do szkrzynki na listy. Nadal nie wiedziałam więc, ile będzie mnie to kosztować, ale miałam przynajmniej klucz i kod otwierający drzwi wejściowe! Poszłam spacerkiem do domu i po drodze dostałam SMSa ze zdjeciem mojego licznika od tego sprzątacza, z którym wymieniałam SMSy pół piątku! :) Teraz znów zaczęliśmy wysyłać do siebie wiadomości, mimo iż ja wiem, że jest ode mnie 10 lat młodszy :)

Weszłam wreszcie do domu, przebrałam się i postanowiłam, że zamiast odpocząć, pójdę jednak na 10:00 do pracy, tak się umówiłam wcześniej z szefową. Po drodze poszłam dorobić dwa klucze, a potem podjechałam na uniwerek. Powiedziałam szefowej i paru innym osobom, co się stało. Zostawiłam jeden z dorobionych kluczy w mojej szufladzie i wyszłam o 16:40. W międzyczasie chłopak, z którym wymieniałam się SMSami, a któremu nie chciałam powiedzieć ile mam lat, stwierdził, że da mi spokój i żebym mu dała znać, jak będę znów potrzebowała odczyt z licznika. Tego dnia podrywał mnie 70 i 26 latek! :) Poszłam piechotką do Tesco po parę rzeczy do jedzenia, a potem do domu. Ale jak próbowałam tym drugim dorobionym kluczem otworzyć drzwi, okazało się, że się nie przekręca! Na szczęście zatrzymałam paragon! Jak weszłam do domu, zjadłam coś i poszłam z komputerem do łóżka. Poczułam, że zasypiam, więc zdrzemnęłam się do 19:15, a potem wymieniłam parę SMSów z Kasią i doszłyśmy do wniosku, że nie idziemy wieczorem na salsę. Usiadłam więc do Internetu i poszłam spać po północy.

We wtorek wstałam przed 10:00 i najpierw poszłam do banku po pieniądze. Wyjęłam 100 funtów na paszport, a potem podjechałam do pracy na 10:30. Pół dnia spędziłam w Advice Centre, a potem wróciłam do recepcji, bo szefowa szła do lekarza. O 14:00 przeprowadziłam z babką z Finansów interview z pierwszym kandydatem na stanowiska pomocników na recepcji. W tym roku dostaliśmy ponad 100 CV! Przeczytałyśmy z babkami 77, z czego wybrałyśmy 16 osób, które zaprosiłyśmy na środę i czwartek, ale ten kandydat nie mógł przyjść w tym terminie, więc jego przepytałyśmy wcześniej. O 16:30 wyszłam z pracy i poszłam do zakładu, w którym poprzedniego dnia dorobiłam klucze. Facet je poprzycinał i zrobił mi nawet trzecią kopię. Powiedział, że jak nie będą się przekręcać, to mi oddadzą pieniądze. Poszłam na dworzec i po 17:00 wsiadłam w pociąg do Leeds. Dojechałam do mojej pani shrink już na 18:00, ale musiałam poczekać pół godziny na ławce, na słoneczku. Potem posiedziałam u niej ponad dwie godziny! W domu byłam po 21:30 i usiadłam do Internetu, a po północy poszłam spać.

W środę wstałam o 8:45 i
wychodząc z domu wyciagnęłam list ze skrzynki, przez szparę przez którą listonosz je wrzuca. Okazało się, że to moja nowa karta do bankomatu! :) Weszłam do punktu, gdzie dorabiają klucze, bo żadna z kopii nie otwierała moich drzwi! Oddałam je więc i zwrócili mi pieniądze, ale nadal nie miałam swojego klucza. Podjechałam do pracy na 10:00 i zadzwoniłam do agencji, żeby ich powiadomić, że nie oddam im klucza, dopóki nie dorobię sobie jeszcze dwóch. Postanowiłam  spróbować gdzie indziej, zanim będę zmuszona po prostu wymienić zamek! Wolałabym tego uniknąć, bo w takim razie mogłam to zrobić już w sobotę. W pracy przeprowadziliśmy parę interview i dzień jakoś szybko minął. Wyszłam o 16:30 i mimo, iż padało poszłam piechotą do Kirgate mając nadzieję, że tam dorobię klucz, ale stoisko było już zamknięte. Podjechałam więc kawałek i poszłam do polskiej restauracji Ambrozja, gdzie byłam umówiona z Janem i Sue. Tymczasem zadzwoniła Wanyu, że jest w centrum, więc powiedziałam, żeby przyszła. Objadłyśmy się jak bąki, a potem Jan i Sue odwieźli nas do mnie do domu. Pogadałyśmy jeszcze prawie do 22:00 i spać poszłam znowu po północy :)

W czwartek wstałam przed 9:00 i poszłam do punktu dorabiania kluczy na Interchange'u. Wróciłam od razu z dwoma kopiami do domu, żeby sprawdzić, czy otwierają moje dzrzwi i obie działały! Podjechałam więc do pracy i jedną kopię zostawiłam w swojej szufladzie. Potem przez pół dnia przeprowadzałam interview razem z drugą babką z recepcji. W końcu wyszłam o 16:30 i podjechałam do agencji, żeby oddać im klucz. Powiedzieli mi, że administracja domu jeszcze się do nich nie odezwała, więc nadal nie wiem, ile jeszcze muszę zapłacić. Potem podeszłam na komendę i zgłosiłam zagubienie karty, prawa jazdy i kluczy, bo ktoś z pracy mi poradził tak zrobić, żeby zobaczyć czy nikt ich nie znalazł i nie oddał na policję. Niestety, dali mi tylko numer sprawy i powiedzieli, że mam się na niego powołać, jak będę sobie załatwiać nowe prawo jazdy. Wróciłam więc do domu, zjadłam coś, zdrzemnęłam się, a potem zebrałam i po 21:00 pojechałam pociagiem do Leeds na kizombę i salsę. Pogadałam o interesach i trochę potańczyłam, a potem Jonathan odwiózł mnie do domu po 1:00 i przed 2:00 w nocy poszłam spać.

W piątek wstałam z trudem po 8:30 i podjechałam do pracy na 10:00 w kiepskim humorze i niewyspana. Szefowa to zauważyła, więc poszłam się schować do Advice Centre, gdzie porozmawiałam chwilę z Doradczynią Wizową na temat stanowiska, na które kogoś szukają. Wanyu namawiała mnie, żebym się o nie starała, więc pomyślałam, że spytam ją czy to według niej dobry pomysł. Powiedziała, żebym próbowała, bo co mi szkodzi :) Wyszłam z pracy o 16:00 i poszłam na pocztę, a potem podjechałam do centrum. Kupiłam najpierw gąbeczki do makijażu, na które polowałam już od tygodnia, a potem poszłam do Bootsa i spotkałam znajomą z salsy :) Później poszłam do Morrisona po jedzenie i tuż przed 18:00 byłam w domu. Wyjęłam dwa listy ze skrzynki przez szparę, ale niestety okazało się, że to mandaty za to, że będąc w Oxfordzie pojechałam pasem przeznaczonym dla autobusów. Ale to była niedziela rano! No i teraz muszę zapłacić 130 funtów! Załamana poszłam do znajomego, który mieszka niedaleko zobaczyć jego mieszkanie, bo wynajmuje z kolegą dwa pokoje z dwoma łazienkami! :) Wróciłam do domu o 19:00, ale znów poszłam późno spać.

W sobotę wstałam po południu, zjadłam coś i posiedziałam na Internecie. Potem obejrzałam ekranizację gry komputerowej "Prince of Persia: The Sands of Time" (Książę Persji: Piaski czasu) z Jakem Gyllenhaalem, Alfredem Moliną i Benem Kingsleyem. Dobrze się bawiłam i ogólnie film mi się podobał. Potem obejrzałam animację kompuetrową "A Christmas Carol" (Opowieść wigilijna). Cały film był dość ciemny, a mi się odbijało słońce w ekranie, więc niewiele widziałam, słuchałam tylko jak mówią po francusku, bo miałam wersję dubbingowaną od Jacqueline zamiast oryginału
z głosami Jima Carreya, Gary'ego Oldmana, Boba Hoskinsa i Colina Firtha. W niedzielę też wstałam po południu i po śniadaniu obejrzałam komedię "Your Hignhess" (Wasza Wysokość) z nieznanym mi dotąd Dannym McBridem oraz z Jamesem Franco, Natalie Portman i Zooey Deschanel. Jak na mnie to była mało zabawna. Dużo bardziej podobał mi się triller "Killer Elite" (Elita zabójców) z Jasonem Stathamem, Clivem Owenem i Robertem DeNiro w rolach głównych. Przed snem obejrzałam jeszcze 2 odcinki "Simpsonsów" i sfinalizowałam wreszcie program IFF 2012.

  
Jake Gyllenhaal i Gemma Arterton w "Księciu Persji" oraz scena z animowanej "Opowieść wigilijnej".

  
Bohaterowie mało zabawnej komedio-baśni "Your Higness" oraz thirllera politycznego "Killer Elite".
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Restauracje i klucze

599.

W poniedziałek wstałam przed 11:00 i sprawdziłam maila, ale nie było żadnej wiadomość z produkcji filmu, więc napisałam SMSa do szefowej, że jednak nie biorę urlopu tylko przychodzę do pracy. I całe szczęście, że podjęłam taką decyzję, bo przez cały dzień nikt się nie odezwał.
Pojechałabym na darmo i wydałabym tylko pieniądze! Podjechałam więc na 13:00 do pracy i przyniosłam kartkę urodzinową dla koleżanki. Pozbierałam podpisy i wręczyłam jej przed wyjściem. Wyszłam przed 20:00 i poszłam na salsę. Była też Kasia, a nauczyciel pytał, co się ze mną działo :) Lekcja zaczęła się po 20:30, więc o 21:30 zanim się skończyła musiałam wyjść i biegiem pędzić już do Nandos na imprezę urodzinową tej koleżanki z pracy. Moje zamówienie już na mnie czekało, ale nie lubię tej restauracji, bo wydałam prawie 10 funtów, a nadal byłam głodna! Wyszłam stamtąd po 22:30, wróciłam do domu i po 1:00 poszłam spać.

We wtorek poszłamn wyjątkowo do pracy na 12:00 i miałam wyjść o 20:00, ale wieczorem byłam umóiwona z Sally w tym francuskim bistro w Saltaire - The Terrace.
Zadzwoniłam tam więc, żeby zamówić dla nas stolik na 21:00, ale powiedzieli mi, że mogę zamówić go napóźniej na 20:15! Musiałam więc wyjść z pracy o 19:30 i pędzić prosto na autobus. Dotarłam tam tuż po 20:00, a potem doszła Sally. Pracujący tam Francuz ciagle próbował wcisnąć nam coś więcej - na przykład przyniósł mi 4 kawałki sera, choć poprosiłam o trzy, a Sally chciał dolewać wina. Na koniec okazało się, że mój rachunek przekroczył 20 funtów! A tylko tyle miałam w gotówce, bo nie planowałam wydać więcej. Musiałam więc zapłacić kartą. Nigdy więcej nie pójdę tam jeść - do trzech razy sztuka i koniec! Wyszłyśmy z Sally po 22:00 i złapałyśmy ostatni pociąg do Bratfoot. Wróciłam do domu i znów poszłam spać po 1:00 :)

W środę podjechałam do pracy na 10:00 i wyszłam o 17:00. Podjechałam do centrum i zrobiłam zakupy w Morrisonie, a potem wróciłam na chwilę do domu. O 19:00 byłam umówiona z Wanyu w polskiej restauracji Ambrozja. Podeszłam na Forster Square i tam wsiadłam we Free bus i podjechałam do centrum. Byłam pierwsza na miejscu i porozmawiałam chwilę z właścicielką, która poprosiła mnie, żebym zadzwoniła do Jana i Sue zapytać ich o szczegóły ich zamówienia na imprezę którą organizują na początku września z okazji swoich urodzin i rocznicy ślubu. Jak Wanyu doszła zjadłyśmy obiad i deser, a potem poszłyśmy do oubu City Vaults na drinka, ale że spotkałyśmy tam mojego znajomego studenta z kolegą, to nie już nie porozmawiałyśmy :) Odprowadziliśmy Wanyu na dworzec, a potem ten student mnie do domu. nie dałam się namówić na wino, tylko poszłam grzecznie na górę :) A po północy spać.

W czwartek podjechałam znów do pracy na 10:00 i wyszłam o 17:00. Po raz pierwszy w tym tygodniu nie szłam do żadnej restauracji, tylko do domu :) Ale tak sobie rozepchałam żołądek, że musiałam sobie ugotowac obiad :) Zrobiłam więc mój popisowy makaron z dodatkami, a się zdrzemnęłam i nie pojechałam na salsę, choć kupiłam już bilet na pociąg! Wieczorem usiadłam do Internetu i na swoje nieszczęście tuż przed pójściem spać sprawdziłam maile, a jednym z nich był rachunek z British Gas za elektryczność. Dwa dni wcześniej dostarczyłam im odczyt z licznika, który dostałam z agencji, bo sama nie mam do niego dostępu, gdyż jest w pomieszczeniu zamknietym na klucz. Okazało się, że jestem ponad 800 funtow na  minusie! Wydało mi się to nie możliwe, sprawdziłam bowiem poprzednie odczyty i wyglądało na to, że latem zużyłam więciej elektryczności niż zimą!
Nie mogłam więc przez to zasnąć.

W piątek wstałam o 10:00 i na 11:00 poszłam do Ingeus obok domu, żeby tłumaczyć dla jakiejś Polki, która się jednak nie pojawiła! Babka podpisała mi więc claim form, wpisując, że czekałam pół godziny i pojechałam do pracy. Myślałam, że dotrę tam dopiero na 13:00, więc przez cały tydzień nie brałam lunchu, tylko zbierałam nadgodziny i teraz miałam godzinę za dużo. Poskarżyłam się szefowej na moje problemy z british Gas i kazała mi od razu do nich zadzwonić. Wyjaśniłam o co chodzi, a oni powiedzieli, że to moja odpowiedzialność, żeby podać im poprawny odczyt licznika! Zadzwoniłam więc do agencji, a tam się okazało, że musze zadzwonić do administratorów budynku. Oni wysyłają jednego ze sprzątaczy, żeby sprawdzili odczyt. Umówiliśmy się, że podadzą mu mój numer telefonu i się do mnie odezwie. Po jakimś czasie zadzwonił i okazało się, że poprzednio podano mu zly numer mieszkania! :)

Nabrałam nadziei, że ten odczyt to jednak pomyłka i rzeczywiście za jakiś czas dostałam od niego SMSa z poprawnym odczytem, który nie odstawał od normy :) Tymczasem ten sprzatacz zaczął do mnie wysyłać SMSy proponując drinka i pytając ile mam lat! Nie chciałam mu powiedzieć, więc po 4 godzinach dał wreszcie spokój i przestał pisać :) Poprosiłam go, żeby w przyszłości robił zdjęcie mojego licznika i wysyłam mi go na maila. Uspokoiłam się i wróciłam po pracy do domu. Nie poszłam na salsa party w Leeds ani z nikim sie nie umówiłam, tylko weszłam do łóżka i obejrzałam sobie amerykański film "Kill the Irishman" (Bulletproof gangster / Zabić Irlandczyka) z Valem Kilmerem, Christopherem Walkerem i Paulem Sorvino
między innymi, a Rayem Stevensonem w roli Danny'ego Greene. Polecam.


Ray Stevenson jako Danny Greene, gangster z Cleveland zwany "człowiekiem o 9-ciu żywotach".

W sobotę wstałam po południu, zjadłam śniadanie i wstawiłam naczynia do zmywarki, a potem zaczęłam się zbierać na 15:00 na autobus do Ali. Jakiś czas temu umówiłam się z nią i z Kasią na grilla. Spakowałam kurczaczka, który od 3 dni moczył się w zaprawie z ziołami i wyszłam z domu. Jak przechodziłam przez ulicę, jakiś kierowcą zatrąbił i pokazał mi reką ziemię. Pomyślałam, że chodzi mu o to, iż nie przechodzę po pasach. Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej. Jak doszłam na Interchange'u zorientowałam się, że nie mam kluczy i pieniędzy oraz karty do bankomatu i prawa jazdy, bo wszystko było razem w jednym czarnym skórzanym etui! Wróciłam się, ale nigdzie go nie znalazłam. Domyśliłam się, że pewnie o to chodziło temu kierowcy. Pewnie widział jak mi wypadło z torby! Niestety, nigdzie nie było po tym śladu. A przecież uważałam, bo dopiero niecałe 2 tygodnie temu prawie zgubiłam te klucze!

Sąsiadka z naprzeciwka wpuściła mnie do domu, znalazła w Internecie numer do mojego banku i pozwoliła mi posiedzieć u nich w salonie. Anulowałam kartę do bankomatu i powiedzieli, że w ciagu paru dni przyślą mi nową. Tyle, że potem sobie pomyślałam, że nie mam klucza też do skrzynki, więc nie będę mogła jej wyjąć :) Zadzwoniłam też do Ali, która powiedziała, że po  mnie przyjedzie. Po drodze zabrałyśmy też Kasię i pojechałyśmy do niej. Starałam się zapomnieć o tym, co się stało, ale najbardziej obawiałam się tego, ile będzie mnie to kosztować. Nowe klucze, fob oraz pilot do garażu! Ale wieczór był dośc miły i trochę się rozluźniłam. Pogadałyśmy do 1:00 i Kasia pożyczyła mi 20 funtów, a potem pojechała do domu taksówką. Ala pożyczyła mi 10 funtów i zgodziła się mnie przenocować, więc zostałam. Pogadałyśmy jeszcze do 3:00 rano, a potem pościeliła mi łóżko w salonie i poszłyśmy spać.

W niedzielę pospałyśmy trochę, aż w końcu wstałyśmy po południu, wzięłam u niej prysznic i wyszłyśmy razem o 14:00. Ona pojechała uczyć salsy, a ja postanowiłam zrobić to wszystko co miałam zaplanowane, jakby nic się nie stało. Wiedziałam, że nie nie mogę zrobić do poniedziałku rano, kiedy to otworzą agencję i będę mogła wziąc od nich zapasowy klucz. Najpierw poszłam do Tree House, gdzie podają wegańskie jedzenie i zjadłam zupę i deser. Niestety, zaczęło padać, ale później się rozpogodziło i na 17:00 poszłam znowu do Ambrozji, po raz drugi w tym samym tygodniu! A po raz czwarty w tygodniu do restauracji w ogóle! :) Wkrótce dojechali Jan z Sue i pomogłam im się dogadać z szefową w sprawie cateringu na ich imprezę. Zjedliśmy coś i wcisnęli mi 30 funtów, chociaż mówiłam, że wszystko jest pod kontrolą i nie potrzebuję pomocy. Ale dając mi pieniądze poczuli się lepiej i uciszyli sumienie :)

Po 19:00 wyszliśmy i oni pojechali do domu, a ja poszłam do Lloyds bar, żeby poczekać tam na tego chłopaka z Couch Surfing, z którym próbowałam się już spotkać w zeszłym tygodniu. Tymczasem podszedł do mnie znajomy, który był może ze dwa razy na Kółku Francuskim i okazało się, że też idzie potem do pubu City Vaults na koncert jazzowy, tak jak my to mieliśmy zaplanowane. Dosiadł się więc do mnie, a potem doszedł ten Couch Surfer. Poszliśmy razem na koncert, ale zaczął się po 20:30, a ja po 21:00 miałam autobus do Agi do domu, więc musiałam ich zostawić. Dojechałam do niej tuż przed 22:00 i weszłam jeszcze do pobliskiego sklepu po szczoteczkę do zębów i butelkę wina dla Ali za gościnę :) Zamiast iść spać, siedziałyśmy i oglądalyśmy zakończenie Olimpiady :) W domu nie mam telewizora, więc bym nie obejrzała, a było calkiem ok. Skończyło się po północy i dopiero wtedy się położyłyśmy.

Cała ta przygoda z kluczami sprawiła, że odpuściłam i zamiast myśleć o tym, jak do tego doszło, zaczęłam się zastanawiać co dalej. Po pierwsze postanowiłam poprosić w agencji o dorobienie dwóch kluczy i trzymać jeden np. w pracy, bo tam jest ochrona 24 godziny na dobę i zawsze mogłabym się do niego dostać. Po drugie doszłam do wniosku, że muszę zaoszczędzić pieniądze i że to mieszkanie za dużo mnie kosztuję. Zaproponowałam więc Kasi, która czegoś szuka, żeby się wprowadziła do mnie do salonu, a jak mi się za pół roku skończy kontrakt to wynajmiemy razem coś większego. Ale najgorsze jest to, że doszłam do wniosku, że nie chcę już tu być, w tym mieście, z którego wszyscy moi bliscy przyjaciele dawno już wyjechali, a ja tkwie tu kolejny rok, zamiast wrócić do Polski albo zmienić miasto...
poniedziałek, 06 sierpnia 2012
Mam dość

598.

W poniedziałek wstałam o 7:30, ubrałam się tylko i przed 8:00 rano wyszłyśmy z mamą z domu. Odwiozłam ją bez problemu na lotnisko, gdzie spotkałam kolegę z pracy, który jest naszym kierowcą w ramach Pick Up Service! :) Sama to organizuję, a zupełnie zapomniałam, że on też będzie wtedy na lotnisku! :) Potem podjechałam na stację benzynową w centrum i oddałam samochód, a jeden z pracowników Enterprise odwiózł mnie do domu. Było dopiero po 9:00, więc zdrzemnęłam się półtorej godzinki :) Wstałam o 11:30 i podjechałam do pracy na 13:00. Wynudziłam się jak zwykle i wyszłam o 19:30, a po drodze do domu kupiłam mleko w Sainsbury. W domu usiadłam do Internetu i nie odebrałam telefonu od Ismaila, który zadzwonił po północy. Nadal nie chcę z nim gadać. Spać poszłam około 1:00.

We wtorek obudziłam się o 10:30 i weszłam do wanny, żeby się rozluźźnić. W mailu od Ismaila znalazłam zdjęcia z Londynu, które mi wysłał poprzedniej nocy po tym, jak nie odebrałam telefonu od niego. Zajęło mu to dokładnie 2 tygodnie! Nawet nic nie napisał w tym mailu, więc nadal nie odbierałam od niego telefonów. Wychodząc z domu znalazłam w skrzynce list z produkcji filmu, powiadamiający mnie, że mi zapłacą 40 funtów za piątek 13-ego. A co z poniedziałkiem, wtorkiem i czwartkiem? Pracowałam w końcu na planie 4 dni, a tu piszą, że mi zapłacą na jeden, ostatni! Podjechałam do pracy na 13:00 i dopiero wychodząc o 19:30 zauważyłam, że nie mam klucza! Wróciłam nawet do biura, żeby sprawdzić, czy mi nie wypadły. Przypomniałam sobie, że otwierałam rano pękiem moich kluczy skrzynkę na listy!

Zadzwoniłam do sąsiadki, ale powiedziała, że nie ma jej w domu. Na szczęście pod budynkiem spotkałam znajomego, który mieszka w tym samym domu. Spytał co u mnie słychać, więc powiedziałam mu, że zgubiłam klucze. A on na to, że jego sąsiadka je znalazła! :) Opisał mi je i poszliśmy od razu do niej, ale nie było jej w domu. Zostawiłam w jej drzwiach kartkę z moim numerem telefonu, z nadzieją, że wkrótce wróci, ale znajomy powiedział, że może nie wrócić na noc, bo do nich ktoś się włamał i bała się zostać sama w nocy w mieszkaniu! U nich był właśnie ślusarz i wymieniał im zamek, ale na szczęście nic im nie zginęło, bo ponoć ktoś wystraszył złodziei. Poszłam na górę, usiadłam pod swoimi drzwiami i odebrałam telefon od Ismaila, który właśnie zadzwonił. Powiedziałam mu co sie dzieje, a potem zadzwoniłam do agencji, ale powiedzieli
, że mogę dostać zapasowy klucz dopiero nazajutrz o 9:00 rano!

Tymczasem wróciła moja sąsiadka z naprzeciwka i zaprosiła mnie do domu. Przyszła też jej współlokatorka i dały mi sok do picia. Powiedziały, że mogę zostać u nich na noc, ale doszłam do wniosku, że nie będę się czuła u nich komfortowo i zadzwoniłam do Gosi. Powiedziała, że mogę u niej zanocować, ale żebym przysżła jak najszybciej, bo ona rano wstaje i chce iść spać. Pół godziny później byłam już u niej i jak tylko przygotowałśmy łóżko i miałam właśnie wchodzić pod prysznic, dostałam wiadomość od sąsiadku, która znalazła mój klucz, że przyszła do domu zabrać rzeczy, żeby spać u znajomych! :) Poprosiłam ją, żeby zostawiła mój klucz u moich sąsiadek i wróciłam do domu! :) Weszłam nareszcie do mieszkania po 22:00 i siedziałam na Internecie do 1:00, zanim wreszcie poszłam spać.

W środę wstałam o 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Napisałam maila do produckji filmu
z pytaniem o zapłatę za resztę dni oraz o przyszły tydzień, ale oczywiście nikt nie odpisał O 16:30 poszłam z szefową do Language Centre na imprezę dla nowych studentów, a potem czekałam 20 minut na Free Busa. Zrobiłam w międzyczasie zakupy w Sainsburym, a w domu najpierw się zdrzemnęłam do 19:00, a potem porozmawiałam przez Skype'a z Krystianem. Później siedziałam na Internecie do 1:00. W czwartek wstałam znów o 8:30 i na 10:00 podjechałam do pracy. O 16:30 wyszłam z i wróciłam Free Busem do domu. O 18:00 byłam wstępnie umówiona z jakimś członkiem Couch Surfing, ale nie potwierdził naszego spotkania, więc wysłałam mu SMSa. Nie odpisał, więc poszłam wkurzona do łóżka. Wieczorem wysłałam Wanyu zdjęcia z pobytu mamy i wrzuciłam część na Fotki. Spać poszłam przed północą.

  
Ratusz i Mirror Pool nocą oraz nasz samochód na weekend - Chevrolet Spark (więcej na Fotkach :)

W piątek wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam do pracy. Miałam zebranie z szefową i drugą babką, więc ponarzekałyśmy sobie obie na szefa Advice Centre. Po południu było pożegnanie Francuzki, która w ramach praktyk pomagała nam przez ostatnie 3 tygodnie. O 16:30 wyszłam i pojechałam do Boots, gdzie kupiłam na zapas trzy podkłady w cenie dwóch :) Potem zrobiłam zakupy w Morrisonie. Cały czas wysyłałam SMSy do Sally, która dała znać, że wróciła już z Hiszpanii i miała do mnie przyjść
, ale nie odpisywała. Wróciłam do domu i pogadałam z Alą. W końcu dostałam SMSa z nieznanego numeru i myślałam, że to Sally pyta, czy może teraz przyjść. A okazało się, że to Matt! Porozmawialiśmy, pożyczył 2 funty na bilet (ale powiedzial, że nie po to przyszedl :) i poszedł. A ja poszłam spać.

W sobotę wstałam przed południem i porozmawiałam z rodziną przez Skype'a. W końcu wzięłam prysznic i przygotowałam się na przyjście Sally, która dotarła do  mnie po 16:00. Wiedziała, że wybieram się na imprezę salsową, ale siedziała i nie chciała wyjść, choć wcześniej się umówiłyśmy, że jestem wolna tylko do 18:00. W końcu wyszła po 19:00, a ja dopiero po 20:00 złapałam pociąg do Leeds. Z dworca podjechałam taksówką do Casino Alea, akurat na lekcję, która zaczęła się po 21:00. Spotkałam parę znajomych osób i trochę potańczyłam, zanim zaczęła mnie strasznie boleć głowa. Zanim znalazłam kogoś, kto miał proszki od bólu głowy, ból był już nie do wytrzymania i następną godzinę spędziłam w toalecie, czekając aż proszki zaczną działać. Po 2:00 Jonathan odwiózł mnie do domu i poszłam spać.

W niedzielę wstałam przed południem i anulowałam rezerwację hostelu w Londynie. Postanowiałam, że nie pojadę jednak do Londynu, bo nadal nie dostałam żadnej odpowiedzi z produkcji i miałam już dość bycia ignorowaną. Ostatnio wiele osób mi nie odpisało na SMSy lub maile! Odebrałam więc telefon od Ismaila, który obiecywał poprawę, proponował wkrótce spotkanie w jakiejś restauracji i mówił, że tęskni. Powiedziałam, że ja nie tęsknię, ale domyślam się, że będzie jeszcze dzwonił. Wyciagnęłam stary komputer, bo nowy ma popsute głośniki i obejrzałam na DVD "Sideways" z zabawnymi komentarzami Paula Giamatti i Thomasa Hadena Church. Potem obejrzałam jeszcze film "Piłkarski poker", a w międzyczasie zrobiłam pranie. Posiedziałam na Internecie do północy, a potem poszłam spać.

  
Główni bohaterowie świetnego filmu "Sideways" oraz Janusz Gajos w filmie "Piłkarski poker".