Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Kurs Pierwszej Pomocy :)

653.

W poniedziałek wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy. O 9:30 zaczął się kurs Pierwszej Pomocy, na który zapisaliśmy się hurtowo z Union - było nas razem 8 osób i pracowaliśmy w parach :) Miałam cały czas wrażenie, że ten kurs jest bardzo zbliżony do kursu aktorskiego - musieliśmy cały czas grać i udawać, że naprawdę kogoś opatrujemy :) Na lunch dali nam kupony warte 4 funty, więc poszłam do sklepiku i kupiłam soki oraz różne zdrowe batony :) Potem wróciłam na kurs, który się skończył o 15:30, więc wróciłam do pracy i sprawdziłam maile. O 17:00 Paul miał przyjść ze zdjęciami, żebym je zeskanowała przed 18:00, a potem mieliśmy iść razem na film "Oz the Great and Powerful" (Oz: Wielki i Potężny) w ramach pokazów BSC. Tymczasem napisał mi w mailu, że przyjdzie dopiero o 18:00. Zaczęłam się zastanawiać, co mam zrobić i w końcu zdecydowałam, że na niego poczekam. Wzięłam od niego zdjęcia i zamiast na film, poszłam je zeskanować. Tymczasem mój szef wychodząc zobaczył, że drzwi do recepcji są otwarte, więc je zamknął na klucz i poszedł. Musiałam zadzwonić po Ochronę, żeby mnie wpuścili, bo wszystkie moje rzeczy, włącznie z kluczem do drzwi były w środku :) Przyszli po około pół godziny, więc zanim wszystko zeskanowałam i wyszłam, dochodziła 19:00. Poszłam do domu i najpierw coś zjadłam, a potem usiadłam do Internetu. W końcu postanowiłam już o 23:00 iść spać.

We wtorek wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy. Po 9:30 zaczął się drugi dzień kursu i tym razem oglądaliśmy okropne i dość obrzydliwe zdjęcia prawdziwych ran ciętych! Na lunch znów dostaliśmy kupony, więc znów uzupełniłam zapasy :) A potem wróciłam znowu na kurs, który tym razem trwał do 16:00. Godzinkę posiedziałam jeszcze w recepcji, a potem poszłam do domu. Wrzuciłam na Facebooka cześć zdjęć Paula, a potem o 22:30 postanowiłam znów pójść wcześniej spać :) W środę wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy. Od 9:30 do 12:00 mieliśmy ostatnią cześć kursu Pierwszej Pomocy, a o 13:00, już po lunch, mieliśmy egzamin w Sport Centre! Najpierw musiałam zrobić na manekinie sztuczne oddychanie w jednej sali, potem w drugiej zastosować bezpieczną pozycję, a na koniec opatrzyć ranę :) Wszyscy zdaliśmy i w ogóle fajnie się bawiliśmy :) Teraz jestem już wykwalifikowaną First Aiderką, choć oficjalnie powinnam jeszcze poczekać na certyfikat. Po 14:00 wróciliśmy do pracy i zabrałam się dalej za organizację naszych dwóch wycieczek zagranicznych, a o 17:00 wyszłam i podjechałam do sklepów na zakupy. Wróciłam do domu po 18:00, zjadłam coś i sprawdziłam maile. Potem usiadłam znów do trzeciej książki, by móc ją nazajutrz oddać do biblioteki w Leeds, a potem obejrzałam na Youtubie po raz kolejny "Dekalog 6". Po 23:30 poszłam wreszcie spać.

  
Manekin - taki sam, jak ten, na którym robiłam sztuczne
oddychanie (CPR) i scena z "Dekalogu 6".

W czwartek wstałam o 8:30, wzięłam prysznic i poszłam do pracy na 9:30. Poszłam siedzieć w Visa Centre, żeby mieć spokój. Dostałam wreszcie wycenę wycieczki do Paryża z firmy ISIS, z którą chcemy współpracować i wybrałam najlepszą dla nas opcję. Kolega zrobił już nową podstronę dla mojego festiwalu, więc wrzuciłam ją na Facebooka. Po lunchu poszłam z szefową do Room Bookings i babka pokazała nam, jak używać inny system do rezerowania naszych Seminar Rooms. O 17:00 poszłam do domu, zjadłam coś i poszłam na dworzec. Po 18:00 wsiadłam w pociąg do Leeds, podjechałam Leeds City Bus za 50 pensów pod Metropolitan University, a potem podeszłam jeszcze kawałek piechotką do biblioteki uniwersyteckiej. Oddałam wszystkie cztery książki na czas wyjazdu. Wyszłam stamtąd o 20:00, jak zamykali i poszłam spacerkiem do Baracoa na salsę. Zdążyłam wejść do środka i zaczęło lać! :) Wzięłam udział w lekcji za darmo, bo brakowało dziewczyn. Pogadałam chwilę z Alą i Kasią, które dojechały później i potańczyłam z paroma dobrymi tancerzami.
Były akurat urodziny nauczyciela, więc załapałam się też na tort :) Po 2:00 wyszłam z Kasią i Jonathanem, który odwiózł nas do domu. Jak wysiadłam z jego samochodu, to na dole spotkałam znajomego, na którego stronę internetową miałam pisać i który mieszka w tym samym budynku, co ja :) Pojechałam na górę i przed 3:00 poszłam spać.

W piątek wstałam o 9:00, wzięłam prysznic i na 10:00 poszłam do pracy. Usiadłam w Visa Centre, żeby mieć spokój i zadzwoniłam do babki z ISIS. Ustaliłyśmy szczegóły obu wycieczek - do Belgii i do Paryża. Potem miałam zebranie z szefową i byłą studentką, która od września zastąpi babkę, która pracowała w Recepcji, bo okazało się, że nie wraca. A to oznacza, że ja będę nadal pracować na pełen etat. W dodatku szefowa znow próbuje zmienić mój zakres obowiązkow, tytuł i podwyższyć pensję, ale wszystko zależy od uniwerku. Po lunchu zajęłam się przygotowaniami obu wycieczek. o 17:00 przyjechała znajoma z salsy, zapakowałyśmy do jej bagażnika piecyk, który postanowiłam pożyczyć z pracy na zimę i zawiozła mnie do domu. Tam wybrałam rzeczy z kuchni, które nie będą mi już potrzebne i dałam dla jej potrzebującej znajomej. Potem się przebrałam i o 19:00 zjechałyśmy na dół, bo byłam umówiona z Paulem. Znajoma pojechała, a my poszliśmy na spacer po Bratfoot i Paul robił dziwne zdjęcia :) W końcu doszliśmy do Tesco, kupiłam jakąś sałatkę, bo byłam głodna i poszliśmy do 1in12 na drinka. Zjedliśmy tą sałatkę na spółkę i gadaliśmy znów o życiu :) W końcu po północy odprowadził mnie pod dom, tam pogadaliśmy jeszcze trochę, aż wreszcie pożegnaliśmy się, bo oboje w środę wyjeżdżamy. Pojechałam na górę, usiadłam do komputera i zanim poszłam spać dochodziła 2:00 w nocy.

W sobotę obudziłam się po 8:00 i nie mogłam już zasnąć. Wstałam więc, zjadłam coś i sprawdziłam maile. Wtedy znowu mnie zmogło i po południu znów się położyłam, żeby się trochę zdrzemnąć :) Obudziłam się tuż po 17:00! :) Byłam więc chyba zmęczona :) Usiadłam znów do Internetu, aż w końcu zmusiłam się, żeby zrobić drugie pranie! :) W międzyczasie zaczęłam się pakować. Walizka ważyła ponad 30 kilo! Doszłam do wniosku, że będę musiała dopłacić, jak będę się odprawiać online. W końcu zabrałam się za doktorat i poszłam spać dopiero po 2:30. W niedzielę obudziłam się już po 7:00 i usiadłam do komputera. Potem znów mnie sen zmógł i zdrzemnęłam się od jakiejś 12:30 do 16:30. Przez resztę dnia siedziałam nad doktoratem, robiąc sobie tylko przerwy na jedzenie. Spać poszłam po 1:00. A dzisiaj był Bank Holiday i miałam wolne w pracy, więc usiadłam dalej do pisania. Dobiłam do ponad 25 500 słów i 83 stron! :) Wzięłam prysznic i po 16:00 poszłam do Tesco, bo jedzenie mi się skończyło :) Jak wróciłam to zjadłam coś, a potem się zdrzemnęłam godzinkę. Po 19:30 byłam umówiona z cieciem, że mi pożyczy odkurzacz, ale coś zaczął mącić. Wkurzyłam się więc i pożyczyłam
odkurzacz do znajomego od strony internetowej, który mieszka parę pięter niżej. Potem usiadłam do komputera i obejrzałam po raz kolejny "Podwójne życie Weroniki", robiąc notatki. Spać poszłam po północy.

  
I
rene Jacob i Philippe Volter w filmie "Podwójne życie Weroniki" oraz reżyser Krzysztof Kieślowski.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Bratfordzkie puby

652.

W poniedziałek wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy. Po lunchu poszłam siedzieć w Visa Centre, a potem wróciłam na recepcję. O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam Free Busem do sklepów po coś do jedzenia. Po 18:00 byłam w domu, zjadłam coś i miałam zamiar wieczorem iść na salsę, ale przeczytałam na Facebooku, że odwołali lekcję! :( Usiadłam więc do komputera i zanim się obejrzałam minęła północ, więc poszłam spać. We wtorek wstałam znów o 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy. Przez cały dzień praktycznie przeprowadzałyśmy z szefową i jedną z Sabbów rozmowy o pracę, bo szukamy nowych studentów do pomocy. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem dalej robiłyśmy interviews. Przed 17:00 wyszłam z pracy i weszłam na chwilę do sklepu
po drodze do National Media Museum, gdzie byłam umówiona o 17:15 na rozmowę z szefem cateringu, który chce, żebyśmy współorganizowali Film Quiz Nights. Oprócz mnie przychodzi dziewczyną z BSC, ale sekretarz mojego stowarzyszenia nie dociera :) Zjadłam prawie całą pizzę, którą nas poczęstowano i dopiero o 19:00 dotarłam do domu. A o 20:00 spotkałam się koło Mirror Pool z Paulem. Chcieliśmy iść do 1in12, ale było zamknięte, więc poszliśmy do The New Beehive Inn. Napiłam się piwa brzoskwiniowego, a  potem wiśniowego i zagraliśmy partię bilardu. Wygrałam, ale biliśmy się na koniec o czarną bilę :) Paul odprowadził mnie do domu i o północy byłam już u siebie na górze, ale zanim poszłam spać wybiła 1:00.

  
Wnętrze The New Beehive: panoramiczne zdjęcie sali bilardowej oraz jeden z obrazów w sali barowej.

W środę wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy. Przeprowadziłyśmy jeszcze parę interviews, a potem podjełyśmy decyzję. O 11:30 poszłam do przychodni i dostałam receptę na żel, bo zaczęłam mieć znów problemy ze skórą. Wróciłam i po lunchu  poszłam na zebranie z głównym szefem i szefową. Potem o 16:45
poszłam na pocztę i potem podjechałam Free Busem do centrum na zakupy. Do domu dotarłam po 18:00, zjadłam coś, a po 19:00 przyszła Gosia ze znajomymi. Spotkaliśmy się na dole, porozmawialiśmy i dali mi pieniądze, żebym im kupiła bilety na naszą wycieczkę do Scarborough. O 23:00 miałam się spotkać z Paulem, więc położyłam się o 21:30, żeby się zdrzemnąć, ale nie mogłam zasnąć. Wreszcie Paul przysłał mi SMSa, że autokar z jego znajomym jest opóźniony i będzie w Bradford dopiero o 5:00 rano! Poszłam więc wcześniej spać, bo już po 23:00 :) W czwartek wstałam o 9:00, wzięłam prysznic i poszłam na 10:00 do pracy, prosto na spotkanie z facetem z firmy Don't Be a Tourist, który przekazał nam swoją ofertę współpracy. Po lunchu poszłam siedzieć w Visa Centre, a o 17:00 wzięłam cooler, który mi pożyczyła koleżanka z pracy i poszłam do domu. Zjadłam coś, a potem zdrzemnęłam się godzinkę, ale obudził mnie telefon. Usiadłam więc do Internetu i dowiedziałam, że Sławomir Mrożek nie żyje! :( Szkoda! Lubiłam niektóre jego dzieła: opowiadanie "Wesele w Atomicach" i sztuki "Szczęśliwe wydarzenie", "Indyk" i "Męczeństwo Piotra Oheya". Spać poszłam znów po 23:00.

  
Znaczek firmy
Don't Be a Tourist organizującej wycieczki oraz niezapomniany Sławomir Mrożek...

W piątek obudziłam się o 8:00, wzięłam prysznic i o 9:00 poszłam na poczta wysłać rooter BT, a potem do Richmond Building na kurs Writing for the Web od 9:30 do 12:00. Po kursie poszłam do The Hub sprawdzić, jaki tytuł mojej pracy zatwierdzono, bo mój promotor powiedział, że trochę do poprawił :) Po lunchu poszłam siedzieć w Visa Centre, ale pod koniec dnia udało mi się potwierdzić, że organizujemy sami wycieczki i to wtedy, kiedy chciałam - Belgia w połowie listopada i Paryż w połowie stycznia! :)  Wyszłyśmy wszystkie z pracy o 16:30 i najpierw poszłam znów na pocztę, a potem podjechałam Free Busem do Morrisona po zakupy. Wróciłam spacerkiem do domu, ale złapał mnie taki ból głowy, że nic nie zrobiłam! W końcu zdrzemnęłam się po 20:00 do 22:30, a potem poszłam znów spać poszłam o 1:00. W sobotę siedziałam w sieci i zaczęłam opisywać trzecią z czterech książek o Kieślowskim. A dziś wstałam o 10:00, wzięłam prysznic, wyrzuciłam śmieci i spotkałam się z Paulem i jego kolegą. Poszliśmy do Weatherspoon, bo zaprosiłam ich na Traditional English Breakfast, ale sama zjadłam tylko sałatkę :) Zapłaciłam gotówką, bo kartę mi odrzuciło! O 12:30 Paul odprowadził kolegę na autobus do Londynu, skąd ten miał autokar do Paryża. Potem wrócił i pogadaliśmy do 13:30. W końcu wróciłam do domu i zrobiłam wreszcie pranie! Skonczyłam też opisywać trzecią z kolei książkę w Interview review. Usiadłam więc do Internetu i zaczęłam oglądać "Indyka" Mrożka na Youtubie. Spać poszłam po północy.


Wnętrze pubu Titus Salt z sieci Weatherspoon, w którym kiedyś spotykało się Kółko Francuskie :)
niedziela, 11 sierpnia 2013
Czerwony karzeł :)

651.

W poniedziałek wstałam jak zwykle około 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy, po drodze wchodząc do sklepu po banany. Po lunchu poszłam siedzieć w Visa Centre, a potem o 17:00 wyszłam z pracy i weszłam znów do sklepu, ale tym razem po hummus, warzywka i oliwki. Wróciłam do domu i zjadłam coś, ale brzuch mnie zaczął boleć, bo zjadłam chyba za dużo orzechów w pracy, więc zamiast isć na salsę zaczęlam czytać i oglądać fragmenty serialu "Dr Who", o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. Tutaj jest to bardzo popularny serial i na Facebooku wszyscy przeżywali, że Dr Who będzie teraz grany przez dwunastego z kolei aktora! Podobno wynika to z akcji, że Doktor co jakiś czas regeneruje się w nowym ciele :) We wtorek wstałam znów o 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy. Od rana 
interview na stanowisko. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. O 17:00 poszłam do domu i coś mnie wzięło na ogladanie X serii serialu science-fiction "Red Dwarf" (Czerwony karzeł), który kiedyś ogladałam w Polsce. Potem obejrzałam też serię IX, aż wreszcie o 20:00 zadzwoniła synowa Gosi i poszłam się z nimi spotkać. Napiłyśmy się wina z lemoniadą, czyli shandy, ale potem wyciagnęły wódkę cytrynówkę i zanim dotarłam do domu, było już po północy. Przez całą noc mialam wrażenie, że w ogóle nie śpię! W dodatku nad ranem złapał mnie bardzo bolesny kurcz w lewej łydce.

W środę wstałam tradycyjnie o 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy. Na 10:00 pobiegłam do Narodowego Muzeum Mediów na spotkanie, na które zaprosił mnie znajomy, który tam układa program filmowy. Okazało się, że wraz z moim promotorem spotykają się raz na jakiś czas i oglądają fragmenty filmów, które udało się ocalić, żeby sprawdzić ich jakość i czy nadają się do pokazania. Obejrzeliśmy więc fragmenty takich filmów jak m.in.: "Under the Sun of Satan" (Sous le soleil de Satan / Pod słońcem szatana) z Gerardem Depardieu i Sandrine Bonnaire z 1987 roku, "One Deadly Summer" (L'ete meurtrier / Mordercze lato) z Isabelle Adjani z 1983 roku, "Guyana: Cult of the Damned" z 1979 roku, "The Killer is on the Phone" z Tellym Savalasem z 1972 roku, "The Ruling Class" z 1972 roku czy radziecki film o Rasputinie "Agoniya" (Rasputin) z 1981 roku. Porozmawialiśmy też krótko w przerwach między projekcjami o współpracy. Wyszłam po 13:00 i wróciłam do pracy prosto na lunch. Po pracy czekałam do 17:30, aż przyszła moja studentka na ostatnią przed dłuższą przerwą lekcję polskiego, bo najpierw ona wyjeżdża, a potem ja :) Do domu dotarłam po 19:30, zjadłam coś i zaczęłam oglądać na Youtubie dokumenty o tym, jak kręcili serial "Red Dwarf" :) W końcu o północy poszłam spać.

  
Gerard Depardieu i Sandrine Bonnaire "
Pod słońcem szatana" oraz Isabelle Adjani w Mordercze lato".

  
Sturat Whitman w "Guyana: Cult of the Damned" i Anne Heywood w "The Killer is on the Phone".

  
Harry Andrews w "The Ruling Class" oraz Anatoli Romashin jako car Mikoł II w "Rasputinie".

W czwartek wstałam około 8:00, wziełam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy. Po lunchu poszłam na 13:00 do nowego budynku zwanego STEM (Science, Technology, Engineering & Maths) na jego prezentację. Okazało się, że mają tam zajęcia uczniowie z okolicznych szkół, a także odbywają się w nim corocznie regionalne zawody budowania robotów z Lego :) O 17:00 wyszłam z pracy o podjechałam Free Busem na zakupy - najpierw kupiłam buty w TK MAxxie, a potem jedzenie w Tesco. Do domu wróciłam tuż przed 19:00 i najpierw cos zjadłam, a potem zabrałam się oczywiście za oglądanie starych odcinków seralu "Red Dwarf" i spać poszłam dopiero o 1:00. W piątek wstałam znowu około 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy. O 10:30 miałam zebranie z szefową i okazało się, że znów nic nie wiadomo, tzn. że być może babka, która pracowała na recepcji wróci pod koniec września i nie będę już pracować na pełen etat, tylko 32 godziny tygodniowo. A to oznacza, że zacznę też mniej zarabiać, więc mam nadzieję, że nie wróci! Co prawda odłożyłam juz trochę pieniędzy, ale będę musiała kupić drugi bilet do Stanów, a w jedną stronę kosztuje tyle, co w dwie! Poza tym będę też musiała sporo zapłacić jak złożę pracę do egzaminu. O 16:30 szefowa zarządziła, że idziemy do domu. Zjadłam coś, zdrzemnęłam się od 19:30 do 22:00, a potem do 2:30 ogladałam znów stare odcinki "Red Dwarfa"! :)

W sobotę wstałam po 10:00 i zjadłam coś, a potem zamiast wziąć się za pisanie, zdrzemnęłam się godzinkę. Potem wstałam, znów coś zjadłam i znowu się zdrzemnęłam. Wstałam i miałam się zabrać za pisanie, ale zamiast tego obejrzałam kolejne dokumenty, o tym jak kręcili ostatnie serie "Czerwonego karła" do 23:00 :) W końcu coś zjadłam i zabrałam się wreszcie za pisanie! W niedzielę wstałam po 9:00, zjadłam coś i najpierw zabrałam się za odpisywanie na maile. Umówiłam się z facetem z National Media Muzeum na środę na spotkanie w prawie współorganizowania przez moje stowarzysznie Film Quiz Nights. Z Paulem umówiłam się na wtorek na ogladanie zdjęć, które zrobił moim starym aparatem. Odpisałam też znajomemu z Paryża, który wybiera się na miesiąc do Rosji, w podróż z Moskwy do Władywostoku. A na koniec napisałam do Seana, który jak się okazało mieszka nadal w Saintes. Coś mnie tknęło i napisałam do niego w zeszły weekend. Odpisał mi w tygodniu i mam nadzieję, że już nie stracimy kontaktu. Po mailach i Facebooku miałam się zabrać za pisanie, ale obejrzałam jeszcze wpadki z serialu "Red Dwarf" na Youtubie, aż w końcu przysiadłam do roboty i skończyłam opisywać drugą książkę w Literature Review. Dobiłam prawie do 23000 znaków i do 70 stron i po 00:30 poszłam spać
.


Craig Charles, Chris Barrie, Danny John-Jules i Robert Llewellyn w zabawnym serialu "Red Dwarf".
niedziela, 04 sierpnia 2013
Natchnienie i przełom? :)

650.

W poniedziałek wstałam jak zwykle około 8:00, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy. Po drodze kupiłam banany, a potem po 10:30 pojechałam z szefową na dwa samochody (ona swoim, a ja Fordem Galaxy) do wypożyczalni Arrow Self Drive. Szefowa zaparkowała swój samochód i razem pojechałyśmy tym Fordem na lotnisko w Manchesterze, ale teraz ona już prowadziła. Dojechałyśmy tam już po 11:30, ale czekałyśmy ponad 2 godziny na studentów z Chin. W dodatku zamiast trójki przyszła ich czwórka! Na szczęście jednej z nich zgubili bagaż, bo inaczej byśmy się nie zabrali! :) Wróciłam do pracy po 15:00 i poszłam do Visa Centre. Po 17:00 spotkałam się z Sekretarzem naszego stowarzyszenia i omówiliśmy plany na nowy rok akademicki. O 18:00 poszliśmy na górę i pożegnaliśmy się, bo szłam na pokaz BSC. Tymczasem przyszedł Paul i razem obejrzeliśmy "Hitchcocka", który był dużo zabawniejszy niż dwa ostatnie filmy! :) Po pokazie pożyczyłam Paulowi moją kartę studencką, żeby mógł wejść do naszej biblioteki studenckiej, bo miałam kartę pracownika i stwierdziłam, że studencka nie jest mi potrzebna. Dochodziła 20:00, więc poszłam prosto na salsę i trochę potańczyłam, a potem znajomy odwiózł mnie do domu. Przed snem poczytałam jeszcze parę rozdziałów "Paragrafu 22" Josepha Hellera na dobranoc :)

  
Jessica Biel, Scarlett Johansson i James D'Arcy oraz Anthony Hopkins jako tytułowy "Hitchcock" :)

We wtorek wstałam po 8:00, tradycyjnie wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy. Na 12:00 poszłam na Pilates i musiałam zapłacić 5 funtów, zamiast 4.50, bo pożyczyłam moją kartę studencką Paulowi :) Zupełnie zapomniałam, że jest mi potrzebna we wtorki! W dodatku okazało się, że do końca miesiąca jest promocja i że za 12 i pół funta mogę się zapisać na siłownię na 2 miesiące, do końca września. Umówiłam się więc z Paulem, że wpadnie do mnie po pracy i odda mi moją kartę. Spotkaliśmy sie tylko na chwilę i poszłam od razu na siłownię, żeby zapłacić :) Tam spotkałam znajomą z salsy, z którą trochę pogadałam, a potem wsiadłam we Free Busa i pojechałam do Morrisona, żeby po raz ostatni skorzystać z karty ważnej do końca lipca i dającej mi 10 procent zniżki :) Potem wróciłam do domu i przed snem poczytałam jeszcze książkę Emmy Wilson o Kieślowskim i jego filmach. Cytuje ona Vincenta Amiela, który jak się okazało jest przyjacielem rodziców Paula :) Paul powiedział, że zapyta ich, czy mogłabym do niego napisać i zadać mu parę pytań, a potem zacytować go w doktoracie :) Muszę je tylko ułożyć!

W środę wstałam po 8:00, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy. Zdążyłam jeszcze przed deszczem, ale przez resztę dnia już padało. W ogóle w tym tygodniu padało co drugi dzień, a co drugi było słonecznie :) Dostałam wreszcie maile od tej babki z agencji, ktora miała nam podać ceny wycieczek do Belgii, Paryża i Londynu. Po lunchu usiadłam więc z szefową i przestudiowałyśmy jej propozycje. Cena zależy od ilości studentów - im ich więcej tym taniej. Wypad do Londynu na musical na West Endzie wyszedł pomiędzy 100 a 150 funtów, a  weekend w Belgii od 130 do 190, czyli całkiem nieźle :) Czekałyśmy jeszcze tylko na ostateczną wycenę Paryża, a w międzyczasie zadałyśmy jej parę pytań. Ciekawe, co z tego wyjdzie. O 17:00 wszyscy wyszli, a ja zostałam i odpisałam na parę maili, a potem po 17:30 spotkałam się z moją studentką na kolejną lekcję polskiego. Tym razem skończyłyśmy wcześniej, bo tuż po 19:00 i podjechałam do domu Free Busem, bo padało. Weszłam na górę i poszłam zapłacić za sierpień za pokój. Potem wróciłam do siebie i zjadłam coś, a później usiadłam do Internetu. W końcu po 23:00 poszłam już spać, bo nazajutrz musiałam wcześniej wstać, żeby iść na 8:00 na masaż!

  
Belgia nocą: Bruges (miasto, które chcę zobaczyć, odkąd obejrzałam "In Bruges" :) i stolica Bruksela.

W czwartek wstałam o 6:45 i wzięłam prysznic. Wyszłam z domu przed 7:30 i poszłam na Interchange. Tam wsiadłam w 622 i pojechałam na masaż. Zanim przyszła moja kolej minęła już dawno 8:00, więc wyszłam też później, bo o 8:50! Podjechałam do centrum autobusem i wysłałam szefowej SMSa, że się spóźnię. Jak czekałam na Free Busa, zobaczyłam, że właśnie otworzyli polski sklep, bo minęła 9:00. Poszłam więc jeszcze kupić parę zup, bo stwierdziłam, że i tak już jestem spóźniona do pracy :) Tym czasem uciekł mi Free Bus i musiałam iść na piechotę! Dotarłam do pracy o 9:15 i jakoś dotrwałam do końca dnia. Wyszłam przed 17:00 i poszłam do Unique, bo zarezerwowałam lekcję Dru Yoga! :) Nie byłam jednak w stanie stawić czoła jodze, poszłam więc tylko do przebieralni, położyłam się na ławkach i poleżałam 20 minut, a potem wymknęłam się, jak nikogo nie było na recepcji :) Wsiadłam we Free Busa i podjechałam do domu :) Próbowałam się umówić z paroma osobami, a w końcu postanowiłam, że pójdę do Tesco na zakupy. Pogoda była jednak tak piękna, że
położyłam się na trawie koło Mirror Pool.

Nagle zobaczyłam Sally, która przyjechała na parę tygodni z Hiszpanii! Pogadałam z nią i jej znajomymi do 20:30, a potem poszłam do Tesco, ale okazało się, że nie wzięłam karty do bankomatu, musiałam więc wrócić do domu! :) Tymczasem Paul spytał, czy może pożyczyć wagę, więc umówiłam się z nim w Sainsbury. Dałam mu wagę, a potem spotkałam się z Kasią i poszłyśmy do Weatherspoon na drinka :) W domu byłam po 23:00 i po północy poszłam spać. W piątek wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy. Szefowej nie było, więc było spokojnie, ale dzień się nam wszystkim strasznie dłużył :) W końcu wyszłyśmy z dziewczynami przed 17:00 i poszłam na przystanek Free Busa. Podjechałam na Forster Square i najpierw kupiłam make up, potem mikrofon do laptopa, żeby mnie wreszcie było słychać i w końcu dotarłam do Tesco po jedzenie. Wróciłam do domu Free Busem i zadzwoniłam do mamy. Niestety, chwilami nadal mnie nie słyszała, bo mój głos zanikał, pomimo nowego mikrofonu. Potem usiadłam do Internetu, i poczytałam znów "Paragraf 22", aż w końcu po 23:00 poszłam spać.

W sobotę obudziłam się przed 10:00, zjadłam coś i zapłaciłam ponad 100 funtów ($165) za moją wizę, bo przypomniałam sobie, że muszę jeszcze zapłacić fee zanim polecę do Stanów! :) Potem zabrałam się za czytanie jednej z książek o Kieślowskim i od niej zaczęłam pisanie Literature Review.
Tymczasem Paul przysłał mi SMS z pytaniem, czy pójdę z nim wieczorem do kina, ale odpisałam, że zaczęłam nareszcie znowu pisać i nie chcę stracić natchnienia! :) Spać poszłam dopiero po 2:30. A w niedzielę po 9:00 ktoś się zaczął rozbijać po kuchni i mnie obudził, chociaż jestem na drugim końcu korytarza! Na szczęście udało mi się znów zasnąć i wstałam dopiero po 11:00. Zabrałam się dalej za pisanie, a potem wzięłam prysznic, bo moja byla sąsiadka miała przyjechać po południu i pożyczyć moje aerobed. Nie odezwała się jednak przez cały dzień. Miałam się też wieczorem umawiać z Gosią i jej rodziną, ale plany im się zmieniły i umówiliśmy się wstępnie na wtorek. Wróciłam więc do pisania i dobiłam do 21.500 słów i 65 stron! :) Wpadłam też na kolejny pomysł, co do metodologii mojej pracy :) Postanowiłam, że zastosuję do jego francuskich filmów jego własne wywody teoretyczne! W końcu po północy poszłam spać.