Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
poniedziałek, 26 września 2011
Plany sobie, życie sobie :)

552.

W poniedziałek wstałam o 10:00 i pojechałam do Kirkgate, żeby zamówić koszulki z logo festiwalu. Ale okazało się, że muszę przynieść im koszulki, bo nie zapewniają, ale nie miałam już czasu, żeby je kupić! Po drodze do pracy weszłam do Impressions Gallery i zostawiłam im 50 ulotek. W pracy cały dzień zajmowałam się tylko mailami z Pick Up Service. Zdesperowana poprosiłam mailem szefa Sponduly, zeby oprócz kubków załatwił też koszulki, ale nie odpisał. Jak przyszła szefowa, poskarżyłam się, że przez parę
ostatnich dni byłam sama i musiałam robić wszystko na raz, bo babka z którą pracuję się obijała, albo całkiem znikała. A powinnam była zająć się tylko Pick Up Service i cięciem ulotek.

Korzystając z jej współczucia, spytałam też szefową o urlop i kupiłam od razu bilet do Polski na Święta, na cały miesiąc. Lecę w poniedziałek 12 grudnia, a wracam w piątek 13 stycznia! :) Potem usiadłam do cięcia ulotek zewnętrznych i pocięłam 200. Zostałam też godzinę dłużej i do 18:00 cięłam jeszcze ulotki wewnętrzne. Zaniosłam po drodze do domu część z nich do Richmond Building, a potem zjadłam coś i zebrałam się na salsę. Tym razem przenieśli lekcję z Polskiego Klubu do pobliskiego Dance Studio, gdzie poszliśmy razem z Florence. Zabrałam ze sobą 50 ulotek i potańczyłam prawie do 23:00. A wracając do domu kupiliśmy sobie z Krystianem kurczaka i frytki na kolację :) Spać poszłam po 2:00.

We wtorek wstałam o 10:30 i po drodze do pracy zaniosłam 50 ulotek do Deliusa, i zostawiłam po 50 dla obu moich promotorów w Media School. O 12:00 zabrałam się znów za maile Pick Up service, a od 13:00 do 14:00 byłam na spotkaniu i robiłam notatki. Później poszłam do drukarni, ale okazało się, że program nadal nadal ma złe wymiary, więc musiałam znów poprosić dziewczynę, która projektowała mi materiały prmocyjne, o korektę. Po 17:00 w końcu wyszłam z pracy i podjechalam do Muzeum Mediów, żeby zostawić kolejne 50 ulotek. Potem wróciłam do domu i poszłam do łóżka. Obejrzałam film
Richarda Kwietniowskiego "Miłość i śmierć na Long Island", a potem słuchałam Madonny do 3:00 rano :)

  
John Hurt, Jason Priestley i Fiona Loewi oraz
Jason Priestley w "Miłość i śmierć na Long Island".

W środę obudziłam się o 10:30 i po 11:30 poszłam znowu do drukarni, ale nic nie było gotowe. Poszłam więc do pracy i zaczęłam ciąć pozostałe ulotki. Dzięki pomocy dwoch osób z BSC udało się nam dokończyć cięcie! Akurat było Freshers Fayre, czyli świetna okazja na rozdawanie ulotek! O 17:00 wzięłam kluczyki do minibusa i podjechałam pod Richmond Building, żeby powiesić plakaty moich pokazów w Galerii II. Później zaparkowałam pod domem, zjadłam obiad i po 19:00 pojechałam z Krystianem do Asdy w Shipley na zakupy. Stamtąd pojechaliśmy do jego znajomego koło Leeds, żeby mu oddać ekran, który mu pożyczył. W domu byliśy po 21:00 i poszłam do razu do łóżka. Zajęłam się dalszym planowaniem festiwalu, a potem obejrzalam na DVD "Biegnij Lola, biegnij" Toma Tykwera.

  
Franka Potente i Mauritz Bleibtreau oraz sama Franka Potente jako Lola w "Biegnij Lola, biegnij".

W czwartek wstałam o 9:30 i o 10:30 podjechałam minibusem do pracy. O 11:00 zaczęłyśmy z babką z pracy przeprowadzać interview, żeby spośród 6 studentów wybrać 4 do pomocy. Po 12:00 wsiadłam w minibus, ale zapominam karty! Wróciłam więc po nią, nabrałam benzynę i dojechałam do Arrow o 12:35, czyli 5 minut po wygaśnięciu ubezpieczenia :) Tam czekała już na mnie taksówka, którą wróciłam do pracy.Wyszłam o 16:00 i poszłam do Primarku po koszulki, a potem do stoiska, gdzie robią nadruki, ale było już zamknięte. Weszłam więc do polskiego sklepu oraz do Ambrozji, gdzie zostawiłam 50 ulotek i umówiłam się na zapłatę nazajutrz, jak będę szła na Kółko Francuskie. Wróciłam piechotką do domu, zjadłam obiad, a potem poszłam do łóżka i do 1:00 oglądałam  "I twoją matkę też" wraz z dodatkami.

  
Diego Luna, Maribel Verdu i Gael Garcia Bernal oraz sama Maribel Verdu w "I twoją matkę też".

W piątek obudziłam się po 3:00 rano, bo sasiadka znów hałasowała i zasnęłam dopiero o 6:00! Wstałam więc lekko nieprzytomna o 10:00 i poszłam znów do Primarku po jeszcze jedną koszulkę, a potem do firmy robiącej nadruki. Musiałam iść do bankomatu po pieniądze, ale przynajmniej koszulki będą gotowe w przyszłym tygodniu. Potem podjechalam na 12:00 do pracy, gdzie znów miałam urwanie głowy! Poszłam do drukarni potwierdzić, że mają zacząć drukować poprawiony program festiwalu. O 17:00 wróciłam do domu, zjadłam obiad i wybrałam najładniej ucięte ulotki :) O 20:30 poszłam do Unique i zostawiłam 50 ulotek, a w Sainsbury i Jurys Inn 100. Dali mi w zamian swoje, aż mi się porwała siatka!

Potem doszłam do Ambrozji, zapłaciłam 100 funtów za catering i dałam mapkę campusu oraz 50 kolejnych ulotek. W końcu po 21:00 doszłam do 1in12, gdzie czekała już na mnie Florence. Kupiłyśmy coś do picia i poszłyśmy na górę, ale obu nam się nie chciało jeść, więc pogadałyśmy tylko z bardzo miłą dziewczyną, która wkrótce leci do Paryża, a potem zagrałyśmy 3 partyjki bilarda i poszłyśmy do domu. Sąsiedzi mieli znów nasiadówę, więc założyłam słuchawki i posłuchałam sobie Madonny na Youtube. Zrobiłam też listę rzeczy nadal do zrobienie przed festiwalem. W końcu zasnęłam około 1:00 w nocy, choć u sasiadów nadal było głośno. Ale byłam taka zmęczona, że było mi już wszystko jedno.

W sobotę o 3:00 w nocy
obudziły mnie znów hałasy za ścianą, ale byłam bardzo zmęczona, więc poszłam dalej spać. Obudziłam się o 11:00, ale wstała dopiero o 13:00, a o 14:00 przyszła Sarah na lekcję polskiego. O 16:30 podwiozła mnie do sklepu, gdzie kupiłam jedzenie i papierowe obrusy oraz talerze i sztućce na piątek. Wróciłam do domu free busem i zabrałam się za gotowanie, a potem zjadłam obiad i deser :) Z powodu hałasów za ścianą zastanawiałam się nad przeprowadzką do innego pokoju, ale nie chciało mi się ani przeprowadzać, ani nawet przestawić pokoju. Zamiast tego poszłam do łóżka i obejrzałam na DVD film "Hero". Tym razem o dziwo za ścianą była cisza, więc poszłam spokojnie spać.

  
Jet Li jako Bezimienny oraz Maggie Cheung jako Śnieżynka w niesamowitym filmie "Hero".

  
Tony Leung jako Złamany Miecz i Ziyi Zhang jako Luna w pełnym kolorów filmie "Hero".

W niedzielę obudziłam się o 11:00, ale poleżałam w łóżku do 15:00. W tym czasie zjadłam śniadanie i wysłałam do 40 osób oficjalne zaproszenia na otwarcie mojego festiwalu filmowego w przyszły piątek. W planach miałam pranie, bo nie miałam już prawie żadnych czystych ubrań, oraz odwiedziny znajomych mieszkających w moim byłym domu. Tymczasem dostałam SMSa od Lucasa z pytaniem, czy chcę jechać z nim i jego znajomymi do Wakefield! Nie wiedziałam nawet, że jest w Bratfoot, więc byłam lekko zszokowana, ale od razu się zgodziłam. Wzięłam szybki prysznic i pół godziny później jechałam już z nim i jego dwoma kolegami samochodem do Wakefield, gdzie zobaczyliśmy katedrę i Hepworth oraz kaplicę na Chantry Bridge (niestety, wszystko było zamkniete :) Wróciliśmy więc do Bratfoot, zjedliśmy obiad w Mamma Mia i poszliśmy na koncert jazzowy do City Vaults. W domu byłam po 23:00.

  
Katedra w Wakefield oraz Centrum Sztuki Współczesnej Hepworth Wakefield nad rzeką Calder.
niedziela, 18 września 2011
Ciężki tydzień

551.

W poniedziałek obudziłam się o 9:00, bo na 10:00 miałam iść do pracy na zebranie, ale na szczęście je odwołali. Ale i tak nie poszłam już spać, tylko usiadłam do maili. Potem wyszłam wcześniej z domu i poszłam do drukarni zamówić materiały promocyjne i poprosiłam o podanie ceny. W końcu na 12:00 poszłam do pracy i miałam urwanie głowy, więc wyszłam dopiero o 18:00! Po powrocie do domu zjadłam obiad i zobaczyłam, że
na stronie mam już 205 funtów :) Kupiłam cztery kubki za 60 funtów, bo Wanyu zamówiła jeden, a minimum robią pięć, więc musiałam kupić pozostałe. W ten sposób dobiłam do 268 funtów! :) Później na 20:00 poszłam z Krystianem na salsę, na której pojawiło się parę nowych osób. Jonathan nie przyszedł, ale i tak się wytańczyłam. Być może dlatego ostatnim razem wreszcie się normalnie pożegnał, bo już więcej nie przyjdzie? W domu byliśmy po 23:00 i poszłam wcześniej spać.

We wtorek obudziłam się o 8:15, bo na 9:30 szłam do Fabrics na spotkaniu w sprawie newsletter. Babka, która robiła go do tej pory wyjeżdża do Stanów, a ja zgłosiłam się na ochotnika. Pokazała mi więc, jak to się robi i nie wygląda to zbyt skomplikowanie. Potem na 12:00 podjechałam do pracy i zabrałam się znów za maile. Materiały promocyjne okazały sie droższe niż liczyłam, ale na szczęście zebrałam 273 funty na stronie :) O 17:00 wzięłam taksówkę i pojechałam do Arrow odebrać minibusa, którego mieliśmy zarezerwowanego na Pick Up Service. Przyjechałam nim do domu i umówiłam się z Wanyu przez Skype'a, że będę u niej o 18:30 i odbiorę ją ze School of Management. Podjechałyśmy do Pierogarni, ale była zamknięta, więc wylądowałyśmy w Ambrozji na obiedzie. Potem pojechałyśmy do Asdy na zakupy, a później do Wanyu. Wyszłam od niej po północy i zaparkowałam niedaleko domu.

W środę budzik obudził mnie o 9:30, bo parking był za darmo po 8:00 tylko do dwóch godzin, ale postanawiam zaryzykować i poszłam dalej spać. W końcu wstałam o 10:30 i wyszłam z domu o 11:30. Podjechałam na uniwerek i poszłam do Richmond Building, żeby zostawić klucze. Sprawdziłam przy okazji numer opony, którą trzeba było wymienić. W pracy zjawiłam się o 12:00 i przez cały dzień miałam znów urwanie głowy. Nie mam czasu na nic, nawet na to, zeby odpisać na maile. A tym głównie powinnam się zająć, ale zostałam jak zwykle sama ze wszystkim i mysiałam robić wszystko naraz. Wyszłam wyczerpana o 17:00, w domu zjadłam obiad i wreszcie sprawdziłam swoje prywatne maile. Potem trochę posprzątałam, bo o 18:30 przyjeżdżał Arnold. Posiedzieliśmy u Krystiana, a potem poszliśmy do Chińczyka na bufet. Wróciliśmy do domu około 22:00 i Arnold spał u Krystiana w pokoju. A ja porozmawiałam z Mattem przez Skype'a i kupiłam "Zabić księdza" w Stanach :)

     
Christopher Lambert i Ed Harris w "Zabić księdza" oraz zdjęcie księdza Jerzego Popiełuszki.

W czwartek rano okazało się, że nie kupiłam DVD, tylko prawo do obejrzenia filmu w sieci! :) Napisałam więc prosząc o zwrot pieniędzy i o dziwo posłuchali :) Do pracy
poszłam na 12:00 i znów od przyjścia aż do 17:00 miałam urwanie głowy. Po pierwsze okazało się, że materiały promocyjne miały zły rozmiar i musiałam podjąć ciężkie decyzje. Plakaty będą przycięte i nie będzie problemu, ale ulotki miały 3 milimetry za dużo i przez to mogli uciąć logo. Zdecydowałam więc, że sama potnę 2000 ulotek gilotyną! Poprosiłam tylko o ich dostarczenie nazajutrz do pracy. Przed 17:00 przyszedł po mnie Arnold, bo dałam mu klucze do domu. W domu zjadłam coś szybko i wpuściłam go do siebie do pokoju, a sama poszłam do Fabric na otwarcie wystawy i nowego biura. Spotkałam tam parę znajomych osób, coś przekąsiłam i wypiłam winko. Po półtorej godziny wróciłam do domu. Krystian i Arnold jedli obiad, a potem poszli do sklepu i siedzieliśmy u Krystiana do 1:00 w nocy gadając i pijąc calimocho i piwo :)

W piątek wstałam o 11:00 i poszłam do pracy na 12:00. Po drodze wypożyczyłam "Biegnij Lola, biegnij" z biblioteki, a jak przyszłam do pracy czekał już na mnie film "Y tu mama tambien" z firmy wysyłkowej Love Film. W pracy jak zwykle ostatnio był kocioł. W dodatku babka z drukarni powiedziała, że mi nie dostarczą materiałów, tylko kazali po nie przyjść. Na szczęście znajoma je przyniosła, ale nawet nie miałam czasu ich pociąć. Wyszłam z pracy o 17:00 i pojechałam prosto do Morrisona po bagietkę i owoce. Wróciłam mokra, bo zaczęło padać. Zjadłam coś i kupiłam z Krystianem pozostałe filmu na EBayu, a potem o 20:00 wróciłam do pracy i pocięłam 200 ulotek. Wyszłam o 21:30 i poszłam prosto do 1in12 na Kółko Francuskie, ale zastałam tylko Toma. Poszłam do Sparrow Bier Cafe i zostawiłam tam 100 ulotek, a potem weszłam do Ambrozji. Ustaliłam z właścicielką, że menu będzie na 40 osób za 100 funtów. Wróciłam do 1in12, zostawiłam 100 ulotek i pogadałam po francusku z Tomem do 23:00.

W sobotę szłam wyjątkowo do pracy na 13:00, ale już o 5:40 obudziło mnie radio sąsiadki za ścianą! Zaczęłam stukać w ścianę i w końcu ściszyła, ale historia powtórzyła się znów o 7:50. Wysłałam SMSa do własciciela i w końcu zasnęłam, ale o 9:30 znów obudziło mnie radio! Nie wytrzymałam nerwowo, wzięłam poduszkę i śpiwór i poszłam spać do Krystiana do pokoju. W końcu wróciłam do siebie tuż przed południem i na 13:00 poszłam do pracy. Do 17:00 zajmowałam się tylko Pick Up Service, a potem usiadłam do cięcia ulotek. Trzy osoby z BSC pomagały mi ciąć i wyłożyliśmy 150 ulotek na blat, Neale zabrał 50 do Tree House, a ja ciełam dalej. Gdy doszłam do 200 ulotek chciałam już iść do domu, ale okazało się, że kolega z pracy zamknął recepcję, z moją torebką i kluczem w środku, więc zadzwoniłam po Security. W drodze do domu wyciągnęłam 100 funtów i zapłaciłam za 2 tygodnie za mieszkanie, mówiąc właścicielowi, że będę czegoś szukać, bo mam dość. Zjadłam obiad i o 19:00 zasnęłam!

Dzisiaj pospałam do 12:00, ale potem za ścianą znów zaczęła grać muzyka. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i porozmawiałam z Mattem przez Skype'a. Nie zdążyłam za bardzo sprzątnąć, bo Sarah przyszła 5 minut wcześniej. Przywiozła mi ze sobą 50 białych toreb. Nasza lekcja polskiego trwała 2 godziny z półgodzinną przerwą, czyli od 14:30 do 17:00. Potem podjechałam z nią do Media Muzeum i zostawiłam 50 ulotek w barze, a póżniej poszłam jeszcze do Playhouse i zostawiłam tam kolejne 50 ulotek. Wróciłam piechotką do domu i weszłam na dół do sklepu, żeby porozmawiać z właścicielem. Ustaliliśmy, że poczekamy i zobaczymy jak się rozwinie sytuacja. Ale w razie czego mogę się przenieść do pokoju nad Krystianem, który w dodatku jest trochę tańszy. Zjadłam obiad i połozyłam się do łóżka, bo coraz bardziej bolała mnie głowa, choć wzięłam już 2 proszki. Poszłam więc znów wcześniej spać.


Napis na ścianie Bratfoot Playhouse, kiedyś Priestley Theatre, a teraz Community Art Centre.
niedziela, 11 września 2011
Nie powinnam była! :)

550.

W poniedziałek wstałam przed 11:00, pomalowałam paznokcie i poszłam do pracy, mimo iż nadal nie miałam przedłużonej umowy. Porozmawiała o tym z szefem, który mnie uspokoił, że mój kontrakt będzie przedłużony do końca grudnia. Potem cały dzień spędziłam na odpisywaniu na maile od studentów, których pomiedzy 12 i 20 września będziemy odbierać z lotnisk w Manchesterze i Leeds. Coś mnie tknęło i zadzwoniłam do Muzeum z pytaniem, czy nie znaleźli przypadkiem mojej komórki. Okazało sie, że wpadła między krzesła, kiedy torebka mi spadła na ziemię. Wyszłam więc z pracy tuż po 16:00 i pojechałam po nią do Muzeum. Potem wróciłam do domu, zjadłam obiad i nagrałam nowy podcast na moją stronę. Po 20:00 poszłam sama na salsę, bo Krystian miał zakwasy po weekendzie jeżdżenia na rowerze :) Jonathan też przyszedł sam i znów parę razy ze mną zatańczył i prawił mi słodkie słówka.
Ale to już nie było to samo teraz, gdy wiem, że nie jestem w jego typie, skoro tamta babka była :) Tańczyłam więc cały wieczór z różnymi partnerami, między innymi z Markiem z Leeds, którego poznaliśmy na ostatniej salsa party, a który po raz pierwszy dotarł do nas na lekcję. Jonathan nawet się o dziwo na koniec pożegnał, ale i tak jest u mnie skreślony :) Po powrocie do domu poćwiczyłam od razu układ z lekcji salsy z Krystianem, żeby nie zapomnieć. W końcu uaktualniłam moją stronę i poszłam spać.

We wtorek wstałam znów o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Ale przed wyjściem z domu rozesłałam maile z linkiem do nowego podcastu i tego dnia wpłynęło mi kolejne 51 funtów! :) Między innymi Wanyu zamówiła dwa bilety na FND i kubek z logo festivwalu :) Razem miałam więc już 154 funty i wiedziałam na pewno, że uzbieram 200, bo sama mam zamiar zamówić dwie koszulki i kubki z logo, więc wpłacę ostatniego dnia część pieniędzy, które uzbierałam na mojej pierwszej stronie! Tymczasem
podpisałam wreszcie przedłużenie umowy o pracę do końca roku. Wyszłam po 16:00 i poszłam szybko do domu coś zjeść, a potem na dworzec i wsiadłam w pociąg do Leeds. Miałam kolejną wizytę u mojej pani shrink i odwaliłam znów kawał ciężkiej roboty! Wróciłam wyczerpana do domu i głowa zaczęła mnie boleć. Ale dziewczyna, która robi dla mnie materiały promocyjne festiwalu przesłała mi pierwsze projekty ulotek i musiałam im się przyjrzeć. Znalazłam parę błędów i poprosiłam o poprawienie. Później Matt się do mnie odezwał na Skypie i zasugerował, żebyśmy może razem wynajęli dwupokojowe mieszkanie. Ustaliliśmy, że porozmawiamy o tym kiedy indziej, bo ból głowy narastał i myślałam, że zwymiotuję. Wzięłam kolejny proszek przeciwbólowy i w końcu udało mi się zasnąć!

W środę obudziłam się o 6:00 rano i nie mogłam zasnąć, więc usiadłam do Internetu. Potem zasnęłam znów po 8:00 i pospałam do 11:00, a na 12:00 poszłam do pracy. Dowiedziałam się wreszcie o cenę drinków i napojów na otwarcie festiwalu i niestety okazały się trochę droższe niż przypuszczałam. Dobra wiadomość jest za to taka, że zapłacę tylko za to, co wypijemy, czyli jak coś zostanie, to mi tego nie policzą :) Potwierdziłam też z drukarnią, że jak w poniedziałek przyniosę im gotowe PDFy z materiałami promocyjnymi, to wydrukują mi je na przyszły piatek, czyli tuż przed Freshers' Week. Idealnie, bo zależało mi na tym, zeby były gotowe, jak przyjada studenci. Znajoma sprzątaczka poczęstowała mnie Gulab Jamun, które sama zrobiła. To takie słodkie i dość ciężko strawne kuleczki z ciasta :)
Wysłałam też maila z pytaniem, czy ktoś przyjdzie w piątek na Kółko Francuskie, czy też spotkamy się dopiero za tydzień. Wyszłam z pracy po 16:00 i pojechałam prosto do sklepu po płatki śniadaniowe, bo mi się skończyły, i po jakieś owoce. Potem wróciłam do domu, zjadłam obiad i zdrzemnęłam się do 21:30. Jak się obudziłam obejrzałam na DVD "Babylon A. D." Mathieu Kassovitza z 2008 rokuz Vin Diselem i Melanie Thierry, partnerką Raphaela - piosenkrza, który bardzo mi się podoba :) O dziwo nie było aż tak źle jak się spodziewałam :) A potem poszłam znów spać :)

  
Hinduski deser Gulab Jamun oraz Vin Disel (Toorop) i Melanie Thierry (Aurora) w "Babylon A. D."

W czwartek wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Zajęłam się znów organizaowaniem pick up service i mailami od studentów, którzy wkrótce przylatują do Bratfoot studiować. Tymczasem dostałam maila z propozycjami plakatu festiwalu i musiałam znów poprosić o poprawienie paru rzeczy. Przypomniałam też dziewczynie, która robi je dla mnie za darmo, że w poniedziałek jest deadline gazety studenckiej. Na szczęście kolega z pracy, który ją składa zgodził się zostawić miejsce na plakat do poniedziałku. Wyszłam tym razem o 16:45 i poszłam prosto do domu, zjadłam obiad i usiadłam do Internetu. Później przyszła Tatiana do Krystiana, bo lecą razem do Francji i musieli zamówić noclegi. Jak wyszła Krystian zrobił placki i sie ze mną podzielił :) Potem mieliśmy poćwiczyć salsę, ale oboje usiadliśmy do Internetu i nic z tego nie wyszło. Ja dostałam kolejne materiały
promocyjne i musiałam je poprawić. Dziewczyna nie trzymała się dokładnie zawartości dokumentów, w której napisałam jej dokładnie, co chcę mieć na ulotce, plakacie i programie festiwalu. Zamiast tego pisała coś innego, coś pomijała albo zmieniała. Ale starałam sie byc dla niej miła i chwalić layout, bo w końcu robiła to za darmo i byłam jej wdzięczna, że w ogóle się za to wzięła. Na szczęście była gotowa nanieść każdą poprawkę, tylko czasami trwało to dość długo i zaczynałam się już denerwować, bo się nie odzywała.

W piątek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam pracy. Dzień był bardzo stresujący, bo w poniedziałek zaczynaliśmy już pick up service, więc musiałam wszystko ostatecznie zorganizować. Jednocześnie poprawiałam wciąż moje materiały promocyjne, załatwiałam fotografów i kontaktowałam się z przedstawicielami lokalnych mediów.
Odezwała się też Sarah i potwierdziła, że w niedzielę zaczniemy znów kontynuować nasze lekcje polskiego. I całe szczęście, bo przyda mi się parę ekstra funtów. Wyszłam z pracy dopiero o 17:00 i poszłam naprawdę zmęczona do domu. Cieszyłam się, że przynajmniej nie było Kółka Francuskiego i mogłam spokojnie pójść do łóżka. Sprawdziłam maile i zabrałam się za ostateczne poprawianie wszystkich materiałów promocyjnych, które niby już były w finalnje wersji, ale okazało się, że nadal są pełne literówek. Tymczasem na stronie wpłynęło kolejne 10 funtów i doszłam już do 164! :) Sprawdziłam też ceny biletów na koncert Smashing Pumpkins, ale okazały sie trochę za drogie. A szkoda, bo grają pomiędzy koncertem Evanescence i red Hot Chili Peppers, na które się już wybieramy z Krystianem. Fajnie byłoby wcisnąć ich w środek :) W końcu skończyłam poprawiać ulotki, plakaty i programy festiwalu i poszłam wreszcie spać.

  
Ostateczna wersja plakatu reklamującego mój festiwal i zespół Smashing Pumpkins od "Ava Adore".

Wczoraj pospałam do południa, a potem wstałam, wzięłam prysznic i przygotowałam się do nagrania ostatniego podcastu. Czekałam tylko na Krystiana, bo postanowiliśmy ostatni filmik nagrać w ruchu, jak przechodzę od plakatu "Pulp Fiction" przez "Trainspotting" do "Kill Bill" :) Po jego przyjściu z pracy nagraliśmy parę wersji i w końcu zdecydowałam się na środkową i wrzuciłam na ją na YouTube. Potem pojechałam autobusem do sklepów, kupić jedzenie i między innymi prezent dla znajomego, który pracuje w jednej z gazet w Leeds, bo wieczorem szłam do niego na urodziny. Wróciłam do domu i nie miałam już nawet czasu, żeby zjeść obiad. Przekąsiłam tylko coś na szybko, wysłałam maila z nowym podcastem i poszłam na dworzec. Niestety, mimo iż sprawdziłam na Internecie autobusy, okazało się, że muszę czekać prawie godzinę na następny. W końcu jakoś dojechałam i znalazłam ich dom. Poza nim i jego żoną nikogo nie znałam, ale zdecydowałam się iść na tą imprezę, bo wiedziałam, że średnia wieku będzie wyższa niż zwykle, jako że ostatnio chodziłam głównie na imprezy studentów! :) Nie pomyliłam się - dom był pełen par w moim wieku i kręcił się tam nawet jeden mały chłopiec! Ale pogadałam z babką z Muzeum Mediów i wpadł mi w oko jeden koleś. Zorientowałam się, że przyszedł bez pary i zdecydowałam się jechać z nim i 3 parami do Leeds, mimo iż miałam wrócić ostatnim autobusem.

Pojechaliśmy w ósemkę taksówką do centrum Leeds i najpierw poszliśmy do jednego baru, gdzie kupili mi whiskey z colą, a że byłam już po dwóch drinkach z szampanem u nich w domu, to byłam już na lekkim rauszu :) Potem przenieśliśmy się do Revolution i tam poprosiłam o samą colę, bo chciałam zacząć trzeźwieć i trochę potanczyć. Nie wiem czemu jedna z babek postanowiła, że mam tańczyć tak jak ona i zaczęła mnie uczyć jakiś ruchów, chociaż wcale ją o to nie prosiłam. W końcu wkurzyłam się lekko i powiedziałam jej, że wolę tanczyć po swojemu. Chyba była zazdrosna, że wzbudzam jak zwykle sensację :) Wolny kolega wciąż znikał, a do mnie wciąż podchodzili jacyś kolesie chętni do tańca, ale mówiłam im, że wolę tańczyć sama. W końcu zobaczyłam, że kolega mi się przygląda. Podszedł i zapytał, czy chcę drinka. Kupił mi zamookę, chociaż nie chciałam i wyszliśmy na podwórze, gdzie reszta siedziała już przy stoliku. Jak wypiliśmy zaproponował, żebyśmy poszli do sali na górze i zaczęliśmy razem tanczyć. Wkrótce doszła do nas reszta, bo dochodziła 3:00 rano i impreza się kończyła. Wyszliśmy i kolega zaczął rozmowę o moich pośladkach i na ile powinnam je ubezpieczyć :) Wróciliśmy wszyscy dwoma taksówkami do znajomych do domu i wylądowałam z kolegą z salonie...

Po 6:30 wyszłam od nich i poszłam na przystanek, ale okazało się, że autobus właśnie mi uciekł, a na stępny jest dopiero za prawie godzinę. Na szczęście uciekł też jakiejś babce, więc zaproponowałam jej wzięcie razem taksówki. Kosztowała mnie 3 funty, ale musiałam kawałeczek dojść do domu. Wzięłam prysznic i sprawdziłam maile, no i okazało się, że mój promotor wpłacił mi 36 funtów, dobijając tym samym do 200! :) Po 7:00 poszłam spać i pospałam prawie do 13:00, a potem wstałam i zjadłam coś, ale nie zdążyłam posprzątać, bo Sarah przyszła trochę wcześniej niż się umawiałyśmy. Po pierwszej po dość długiej przerwie dwugodzinnej lekcji polskiego poszlyśmy do Muzeum i wymieniłam dwa darmowe bilety od Sally na bilety na film "Jane Eyre". Nawet mi się podobał, choć nie czytałam książki i trudno było mi stwierdzić, czy trzyma się wiernie oryginału, ale Sarah powiedziała, że tak. Po powrocie do domu porozmawiałam chiwle z Wanyu przez Skype'a, a potem zjadłam coś i usiadłam do komputera. Dostałam maila z PDFami materiałów promocyjnych gotowych na jutro, ale spytałam dziewczynę, czy mogła by dodać jeszcze nazwisko mojego promotora do listy podziękowań. Nie odpisała mi, więc będę musiała sprawdzić jutro rano, czy znalazła czas, żeby to zrobić. Przed snem posłuchałam sobie jeszcze piosenek Madonny, szczególnie z
mojej ulubionej płyty "Ray of Light", ale postanowiłam iść wcześniej spać, bo byłam wykończona, a musiałam nazajutrz wcześnie wstać. I pomyślałam sobie, że nie powinnam jednak była jechać na balety do Leeds :) Wiedziałam, że to był zły pomysł :)

  
Michael Fassbender jako Rochester i Mia Wasikowska jako Jane Eyre oraz Madonna, jaką lubię :)
niedziela, 04 września 2011
Weekend w Bingley i Otley :)

549.

W tym tygodniu miałam znów długi weekend i krótszy tydzień pracy. We wtorek poszłam do pracy na 12:00, mimo że szefowej i babki, z którą pacuje nadal nie ma w pracy. Na nowej stronie uzbierałam 58 funtów, a tymczasem
Sarah kupiła na starej stronie dwa ostatnie zaproszenia na otwarcie festiwalu dla swoich znajomych i tam doszłam już do 230 funtów! Poprosiłam szefa Sponduly o jej zamknięcie i wypłacenie mi pieniędzy, bo umówiłam się już z szefową resturacji Ambrozja, że przygotuje menu na 35 osób za 85 funtów. Ale okazało się, że nie potrzebuje jeszcze pieniędzy. O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam po drodze do sklepu, a potem spotkałam Wanyu z koleżanką i zaprosiłam je na chwilę do siebie, bo koleżanka szuka pokoju. Pokazałam jej nasz dom i porozmawiałyśmy trochę, a potem zjadłam obiad i poszłam do łóżka. Wcześniej anulowałam swoje członkostwo na siłowni, bo i tak nie chodzę, a płacę. Będzie teraz ważne tylko do końca września. Zdrzemnęłam się, a wieczorem porozmawiałam z Mattem, który odezwał się do mnie przez Skype'a. Chciał, żebyśmy razem założyli klub filmowy :) Przed snem obejrzałam znów show Florence Foresti pod tytułem "Mother Fucker", żeby się rozluźnić.

W środę poszłam jak zwykle do pracy na 12:00. Na nową stronę wpłynęło kolejnych 25 funtów i doszłam już do 83 funtów.
Dowiedziałam się też, że mam czas do przyszłego piątku, żeby porzesłać do gazety studenckiej materiały reklamujące festiwal. Napisałam więc maila do dziewczyny, która robi mi materiały promocyjne, a która się nie odezwała od weekendu. Tymczasem informacja o moim festiwalu pojawiła się na stronie CityLocal Leeds. Mój były szef z college'u pytał, czy nie chcę znów uczyć polskiego, ale odpisałam, że raczej nie, choć przydałoby się trochę grosza. Znajoma poradziła mi, żebym napisała na LinkedIn, że jestem organizatorem imprez filmowych. Wreszcie udało mi się dojść do najnowszych maili, tyle ich było! No i zupełnie zapomniałam, że nazajutrz kończy mi się umowa o pracę. Podobnie zresztą jak trzem innym osobom, ale powiedziano nam, że je przedłużą i żebyśmy przyszli nazajutrz do pracy :) Wróciłam do domu po 16:00, zjadłam obiad i znów nie poszłam na zumbę, tylko położyłam się do łóżka. Wieczorem miałam poćwiczyć salsę z Krystianem, ale zasnęłam :) Jak się obudziłam, obejrzałam znów show Gada Elmaleha "L'Autre c'est moi". Spać poszłam o 2:00 w nocy.

W czwartek poszłam na 12:00
do pracy, choć moja umowa wygasła poprzedniego dnia. Spytałam mailem moich znajomych z prasy i radia, czy napiszą o festiwalu. Jak na razie mam to zapewnione w naszej gazecie studenckiej i rozgłośni radiowej RamAir. Dostałam też maila, że mam przyjść do Eye Clinic po zamówione dla mnie szkła kontaktowe, ale na miejscu okazało się, że nie są pewni czy mam za nie zapłacić 50 funtów czy nie, więc ustaliliśmy, że to sprawdzą i że przyjdę po nie innego dnia. Mam nadzieję, że uniwerek mi się do nich dorzuci :) Wyszłam po 16:00 i pojechałam Free Busem do centrum, żeby sprawdzić, za ile mogę zrobić koszulki i kubki, ale sklep oferujący takie usługi zniknął. Tymczasem zadzwonił do  mnie Jan mówiąc, że ma dla mnie jakiś list, więc spotkaliśmy się w pobliskim sklepie i odwiózł mnie do domu. Poradził mi też skontaktować się z lokalnymi dziennikarzami, na co sama już zresztą wpadłam, ale obiecał, że mi znajdzie na nich namiary. Wpadłam bowiem na pomysł, że to oprócz kubka najnowszą nagrodą na mojej stronie będzie sława! :) W domu zjadłam obiad i zamiast poćwiczyć salsę, znów się zdrzemnęłam. Potem się obudziłam, bo sąsiedzi znów włączyli muzykę, która grała do 1:30 w nocy, i żeby jej nie słyszeć obejrzałam sobie drugie show Gada Elmaleha "Papa est en haut".

  
Florence Foresti oraz Gad Elmaleh -  dwójka francuskich komików, którzy ostatnio mnie zabawiają :)

W piątek o 8:30 rano obudziła mnie znów gówniana muzyka moich sasiadów! Sprawdziłam więc maile, a jak ucichła, zdrzemnęłam się jeszcze godzinkę. Potem na 12:00 poszłam do pracy. Na moją stronę wpłynęło kolejne 20 funtów i razem miałam już ponad połowa - 103 funty! :) Dowiedziałam się też, że wieczorem w ramach Bingley Music Festival wystąpią za darmo Fun Loving Criminals. Napisałam więc do wszystkich z Kółka Francuskiego, że dojadę później bo się na nich wybieram. Po pracy wróciłam na chwilę do domu, a potem pojechałam Free busem do Morissona na zakupy. Wróciłam do domu, zjadłam obiad i nie poszłam na salsa aerobik, ale poćwiczyliśmy chociaż salsę z Krystianem. Odechciało mi się nawet jechać do Bingley, ale dostała SMSa od Lucasa, że się wybiera, więc pojechałam. Doszłam tam tuż przed występem Fun Loving Criminals, który trwał zaledwie pół godziny. Jak skończył się koncert, wysłałam Lucasowi SMSa i oddzwonił, żebym przyszła do pubu, gdzie był z dwoma kolegami, z których jeden pracuje w branży filmowej. Odwiedziliśmy jeszcze jeden pub, a potem wróciliśmy taksówką do Bratfoot i ja z Lucasem poszliśmy do 1in12 na bilard. Przegrałam dwie pierwsze partie, bo wbijałam czarną, ale trzecią wygrałam w pięknym stylu! :) W domu byłam po 1:00, a zasnęłam o 2:00.

  
Nieco starsi już Fun Loving Criminals oraz najlepszy podobno pub w Bingley - "The Brown Cow".

Wczoraj po 9:00 obudził mnie znów arytmiczny beat i doprowadził mnie do szału. Wysłałam SMSa do właściciela domu i w końcu muzyka ucichła. Próbowałam jeszcze pospać, aż po 14:00 zwlokłam się z łóżka i wzięłam prysznic. Próbowałam przed wyjściem nagrać nowy podcast, ale musiałam przerwać, bo nie zdążyłabym na autobus do Otley. Znalazłam sklep, w którym odbyło się przymierzanie ciuchów przed pokazem i dostałam ubrania na trzy wyjścia. Piechotką poszłyśmy wraz z ośmioma innymi "modelkami" do Otley Rugby Club, gdzie przebrałam się w czarną suknię balową, do której miałam czarny beret z cekinami. Pierwsze wyjście było dość krótkie, ale udane :) Potem miałyśmy czas na przebranie, bo była przerwa. Założyłam
hipisowską sukienkę, która za bardzo mi się nie podobała, ale zapadła decyzja, że mamy czas tylko na jeszcze jedno wyjście, w stylu kabaretowym. Założyłam więc gorset, mini spódniczkę i kapelusz, w stylu "saloonu" na Dzikim Zachodzie :) Drugie wyjście było dłuższe i bardziej wymagające, bo musiałyśmy zabawiać klientów! :) Potem przebrałam się w swoje ciuchy i poszłam na dworzec, gdzie czekałam 45 minut do 23:30 na autobus. W domu byłam po północy, ale zanim sprawdziłam maile i poszłam wreszcie spać, dochodziła jak zwykle 2:00 :)

Dzisiaj rano obudziła mnie znów muzyka sąsiadów, na pół godziny przed budzikiem, który miałam nastawiony na 12:00. Wstałam więc, zjadłam śniadanie, wzięłam prysznic i ogarnęłam trochę pokój, bo po 14:00 spodziewałam się Florence. Jak przyszła napiłyśmy się soku, a potem poszłyśmy na 15:15 do Muzeum na nowy film Pedro Almodóvara "The Skin I Live In" (Skóra, w której żyję / La piel que habito). Jako pierwsza domyśliłam się, kim naprawdę jest Vera, co pozwoliło mi się świetnie bawić do końca filmu, choć Florence uznała to za obrzydliwe :) Po filmie poszłyśmy do Deliusu na dwa koktajle :) Potem odprowadziłam ją na przystanek i około 20:00 wróciłam do domu. Zaczęłam wszędzie szukać mojej komórki, ale nigdzie nie udało mi się jej znaleźć. Jeśli jej nie zgubiłam i nadal jest w moim pokoju, to jutro ją usłyszę, jak włączy się budzik :) Przez ścianę usłyszałam znów muzykę, ale tym razem rozpoznałam melodie z filmu "Kill Bill" :) Zdałam sobie właśnie sprawę, że w ten weekend byłam w dwóch z wielu pobliskich miejscowości, których nazwy kończą się na "-ley" :) Oprócz Bingley i Otley mamy tu jeszcze m.in Shipley, Keightley, Ilkley czy Bramley :) Przed snem obejrzałam sobie "Kung Fu Panda", żeby poprawić sobie humor, aż w końcu około 1:00 w nocy poszłam wreszcie spać :)

  
Elena Anaya i Antonio Banderas w filmie "The Skin I Live In" oraz scena z filmu "Kung Fu Panda" :)