Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 31 października 2010
Halloween i grypa

501.

W poniedziałek czułam się już trochę lepiej, choć nie całkiem zdrowa. Dotarłam jakoś do pracy na 12:00, choć nadal kaszlałam. Ale przynajmniej już mnie nie łamało w kościach. Nicola też się rozchorowala, więc byłam tylko ja i szefowa. Na szczęście wyszłam trochę wcześniej, żeby pójść na pocztę, więc w domu byłam już o 16:45. Zadzwoniłam do Three, bo dostałam od nich rachunek i chciałam to wytłumaczyć. Na szczęście powiedzieli mi, że nie muszę nic płacić i mam go po prostu zignorować. Wieczorem przyjechała siostra Jacquline z chłopakiem. Pogadaliśmy chwilę, a potem obejrzałam najnowszy odcinek "Spadkobierców" i poszłam wcześnie spać. A jak jestem zdrowa, to nie kładę się przed północą :)

  
Głowa z dyni w pracy z okazji Halloween oraz słodycze z paczki od mojej przyjaciółki ze Stanów.

We wtorek dotarłam znów do pracy na 12:00 i znów wyszłam trochę wcześniej. Pojechałam prosto do sklepu, a potem wróciłam do domu na obiad i na 18:30 poszłam do Polskiego Klubu na Polskie Kółko. Po lekcji zostaliśmy w barze na pączka i coś do picia. Po powrocie do domu pogadałam trochę z Krystianem i Celine, a przed snem obejrzalam na Youtube "Kołysankę" Machulskiego i "Ciało". W środę jakoś doszłam do pracy na 12:00, ale z każdą chwilą czułam się coraz gorzej. Poszłam robić notatki w czasie zebrania i zmarzłam, bo w sali była włączona klimatyzacja. W końcu szefowa puściła mnie pół godziny wcześniej do domu. Po drodze zrobiłam zakupy, a potem wzięłam lekarstwa i poszłam spać.

  
Plakat do "Kołysanki" Machulskiego oraz Zamachowski i Królikowski w scenie z filmu "Ciało".

W czwartek przeleżałam cały dzień w łóżku. Miałam nadzieję, że do wieczora lepiej się poczuję, ale niestety nadal mnie łamało w kościach, więc musiałam odwołać wizytę u mojej pani shrink. Poszłam do kuchni, żeby coś zjeść i pogadałam chwilę z Celine. Nie byłam głodna, ale zmusiłam się do jedzenia, żeby nie brać lekarstw na pusty żołądek. Potem obejrzałam "Beau travail" (Piękna praca) na Youtube i pogadałam z Krystianem, a później poszłam dalej spać. W piątek nadal nie poszłam do pracy. Wieczorem nie poszłam też na Kółko Francuskie. W sobotę nadal się źle czułam, nie poszłam więc na casting do amatorskiego filmu o Bratfoot, do którego się przygotowywałam od dwóch tygodni! Obejrzałam za to na Youtube pierwszy sezon brytyjskiego serialu "Skins". A potem znowu poszłam spać.

    
Piękny Gregoire Colin w "Beau Travail" i w życiu oraz bohaterowie pierwszego sezonu "Skins".

W niedzielę postanowiłam wreszcie wstać z łóżka i wyjść z domu. Wzięłam prysznic, zmieniłam pościel i zjadłam śniadanie. Umówiłam się z jedną ze studentek, że przyjedzie po mnie z mężem. Rozmawiałam z Jacquliene i czekałam na nich, kiedy uświadomiła mnie, że była zmiana czasu i że dochodzi 16:00, a nie 17:00 :) Ona była umówiona na randkę z jednym z wolontariuszy, więc poszła, a ja wróciłam do pokoju. W końcu przyjechali po mnie i pojechaliśmy do 1in12 na kolejny pokaz filmu. Tym razem Dorota ściągnęła "Anioła w Krakowie". Moja studentka, która jest farmacueutką stwierdziła, że nie jestem przeziębiona, tylko mam grypę. Na film przyszedł Matt i nawet po raz pierwszy chciał zostać po filmie na herbatę, ale okazało się, że wszyscy wychodzą, a ja miałam podwózkę do domu... I pojechałam.

  
Plakat Danusi do pokazu "Anioła w Krakowie" i Krzysztof Globisz w jednej ze scen filmu.
niedziela, 24 października 2010
Pół tysiąca wpisów :)

500.

Od początku tygodnia miałam problemy ze zwleczeniem się z łóżka i dojściem na 12:00 do pracy. Sarah wyjechała, więc nie miałam w tym tygodniu porannych lekcji polskiego. W poniedziałek bolało mnie gardło. Zaraz po pracy poszłam do działu Careers z moim poprawionym CV i cover letter. Na szczęście tym razem przeczytała je inna babka, która była bardzo pomocna. Poprawiła mi trochę CV i podpowiedziała jak popracować nad listem, w zależności od tego, do jakiej firmny będę go wysyłać. Pokazał mi też, gdzie mogę poszukać interesującego mnie rodzaju pracy. Po spotkaniu z nią wsiadłam we Free busa i pojechałam do 1in12, bo zostawiłam tam w niedzielę kabel do laptopa. Zrobiłam też przy okazji małe zakupy w polskim sklepie obok. W domu byłam o 19:00. Chwilę potem przyszła Sally z Ronaldo, żeby skorzystać u mnie z Internetu. W tym czasie zrobiła sobie coś do jedzenia, a po ich wyjściu wysłałam swoje CV w odpowiedzi na jedną z ofert pracy. A przed snem pooglądałam sobie znów "Spadkobierców" :)

We wtorek znów ledwo zdązyłam na 12:00 do pracy. Zmieniłam w systemie swój adres zamieszkania, żeby zaczęli mi wreszcie przysyłać informację na temat Graduation. Po pracy weszlam do biblioteki i poprosiłam o płytkę z programem antywirusowym McAfee, żeby go w domu zainstalować na nowym komputerze. Najpierw coś zjadłam, a potem na 18:30 poszłam do polskiego klubu na kolejne Polskie Kółko. Tym razem zabawiliśmy się w sklep. Studenci przynieśli mnóstwo zakupów i sprzedawali je sobie nawzajem :) Tymczasem dostałam znów parę SMSów od tego Francuza, którego poznałam w zeszłą środę, a który nazajutrz wyjeżdżał i wracał do Lilie. Pytał, czy skończyłam już pracę i czy jestem w domu. Nie odpisalam mu. Zostałam na jednego drinka na dole w barze Polskiego Klubu, a potem wróciłam do domu i poszłam do łóżka. Zanim zasnęłam, skończyłam oglądać "Spadkobierców".


Artur Andrus jako Jonathan Owens w improwizowanym
serialu kabaretowym "Spakobiercy".

W środę o 5:00 rano obudziły mnie dwa dzwonki do drzwi. Potem przez jakieś 10-15 minut była cisza, a następnie dzwonek zaczął non stop dzwonić przez parę minut, zupełnie jakby go ktoś trzymał i nie puszczał. Pomyślałam, że to może ten Francuz chciał się pożegnac? Usłyszalam jak Krystian zszedł na dół i potem wszystko ucichło. Obudziłam się powtórnie dopiero o 11:00 i znów z trudem dotarłam do pracy. Wyszłam z niej nieco wcześniej, żeby pójść na pocztę, a później wróciłam do domu. Wkrótce przyszedł Alain i wyszli gdzieś razem z dziewczynami. Zabrałam się uzupełnianie jakiś papierów do college'u, a potem na 19:00 poszłam na kolejny polski. Po lekcji wróciłam do domu i usiadłam do sieci.

W czwartek obudziłam się około 11:00 i stwierdziłam, że jestem zbyt chora, żeby iść do pracy. Zadzwoniłam więc i powiedziałam, że zostaję w łóżku :) Część dnia przespałam, a część spędziłam w Internecie, szukając pracy i wysyłając aplikacje. W piątek było podobnie. Dopiero wieczorem wstałam o poszłam na 20:00 do 1in12 na Kółko Francuskie. Była już tam Severine i za chwilę doszedł Martin, a później także Sally i Ronaldo. Poszliśmy na górę i zaczęliśmy przygotowywać jedzenie. Severine ugotowała ziemniaki i roztopiła ser, w którym je maczaliśmy. Wkrótce doszły Celine i Jazqueline z dwoma Francuzami, nowymi wolontariuszami z Douglas Tower. Na koniec dołączył jeszcze do nas Pierre, Coach Surfer z Leeds. Jak już się najedliśmy, zeszliśmy do baru i zagraliśmy w bilard. Tam doszli do nas jeszcze inni Coach Surferzy, z których tylko jeden mówił trochę po francusku. Po północy wyszliśmy i spotkaliśmy Danusię z mężem, którzy namówili większość z nas na imprezę w Rio, gdzie występował bardzo fajny zespół Reverb. Wyszłam stamtąd około 3:30 i poszłam spaćdopiero po 4:00.

W sobotę znów źle się czułam i miałam ochotę spędzić cały dzień w łóżku. Ale porozmawiałam trochę z rodziną i zmobilizowałam się do pójścia do sklepu. Po powrocie wróciłam do łóżka i wstałam dopiero około 20:00. Wzięłam prysznic i przygotowałam się do imprezy w Douglas Tower. Wkrótce przyszedł Alain i poszliśmy we czwórkę z dziewczynami na imprezę. Oprócz nas przyjechali jeszcze wolontariusze z Leeds, więc w sumie było nas z osób 15 osób. Najpierw bawiliśmy się w pokazywanie i zgadywanie tytułów filmów, a potem dwóch Hiszpanow oraz Anglik zaczęli grać na gitarach i śpiewać, a my razem z nimi :) W koncu około północy zebraliśmy się wszyscy i poszliśy do baru Che trochę potańczyć. Ale Alainowi się nie podobało, więc poszedł do domu, a dziewczyny też stwierdziły, że wracają, więc wyszłam z nimi i tymi dwoma nowymi Francuzami :) Byliśmy w domu około 1:30, ale zasnełam po 3:00 :)

Dzisiaj pospałam do południa, a potem wstałam i zebrałam się powoli. O 15:00 wyszłam z domu i poszłam do 1in12. W polskim sklepie obok zrobilam zakupy i zabrałam się za przygotowanie koreczków. Po jakimś czasie ludzie zaczęli się schodzić. W sumie przyszło czworo Anglików i trochę Polaków. Po 16:00 zaczęliśmy oglądać pierwszą część "Jak rozpętałem Drugą Wojnę Światową". Kiedy się skończyła zaserwowaliśmy koreczki, kopytka i ciasto. Potem obejrzeliśmy drugą część filmu. W czasie drugiej przerwy była wegańska grochówka (bez mięsa) oraz babeczki. Niestet, dwie osoby musiały iść, choć dwie pierwsze części bardzo im się podobały. Reszta została i skończyliśmy oglądać film o 21:30 przy "akompaniamencie" jakiegoś metalowego zespołu, który na dole zaczął koncert :) Posprzątałam wszystko i wyszłam z klubu z dwoma Polakami i dwoma Hiszpanami, którzy mnie odprowadzili do domu. Gardło nadal mnie boli i nie wiem, czy pójdę jutro do pracy :) To był ciężki weekend :)

  
Kolejny świetny plakat w wykonaniu Danusi oraz Marian Kociniak jako Franek Dolas.
wtorek, 19 października 2010
Coraz lepiej

499.

Poniedziałek spędziłam w domu. Obudziłam się po 13:00, zadzwoniłam przez Skype'a do Polski, a resztę czasu spędziłam w sieci. W pewnym momencie usłyszałam coś jakby dwa strzały za oknem. Okazało się, że tuż pod naszym domem zderzyły się trzy samochody. Przyjechała policja, karetka i straż pożarna. Żeby wyciągnąc kierowcę z jednego z samochodów, musieli mu odciąć dach! Zajęło im to jakieś pół godziny. Ale dzięki interwencji ludzi udało się schwytać dwóch chłopaków, którzy spowodowali ten wypadek. Wieczorem wreszcie wszystko posprzatano i znów otwarta naszą ulicę. Posiedziałam jeszcze trochę w sieci, a potem poszłam spać. We wtorek jednak ledwo się zwlekłam i dotarłam na 12:00 do pracy. Wróciłam do domu i zdrzemnęłam się trochę, zanim poszłam na 18:30 na Polskie Kółko. Po Kółku poszłam na 21:00 do restauracji Cyrus na urodziny Jacquline. Było nas siedem osób - ja, ona, Celine, Krystian, Alain, bardzo miła Francuzka i Holenderka, za którą nie przepadam. Po obiedzie poszliśmy jeszcze do Deliusa na drinka i do domu wróciliśmy dopiero po północy. Był to bardzo miły wieczór.

  
Wypadek, który miał miejsce tuż pod naszymi oknami i w którym wzięły udział trzy samochody.

W środę Sarah przyszla do mnie trochę spóźniona, tuż po 10:35. Nie zdążyłam przez to nigdzie pójść przed pracą, a chciałam podejść do The Hub albo chociaż kupić bilety na Day of Dance. Po pracy wróciłam do domu i znalazłam papiery potrzebne mi na polski. Poszłam do biblioteki je skserować, a zaraz potem na kolejną lekcję w college'u. Wracając po lekcji przeczytałam SMS od Ronalda, który pytał, czy może wpaść z kolegą za pół godziny na piwo. Wróciłam więc do domu i powiadomiłam dziewczyny, że będziemy mieć gości. Przyszedł o 21:30 z dwoma kolegami - Hiszpanem i Francuzem. Zobaczyli, że nie mamy salonu, zaproponowali więc, żeby pójść do nich do Douglas Tower. Tam poznałyśmy jeszcze dziewczynę z Argentyny i Anglika. Napiliśmy się razem piwka i pogadaliśmy. Umówiliśmy się też, że za pótora tygodnia zrobią imprezę, na którą od razu nas zaprosili. Francuz zaproponował, że nas odprowadzi i wziął ode mnie numer telefonu, żebym mu wysłała informację o polskim filmie w niedzielę. Przed snem usiadłam jeszcze do Internetu i potwierdziłam, że wezmę udział w obu ceremoniach Graduation. Zamówiłam dwie togi, dwa biret oraz zdjecia, w sumie za 170 funtów!

W czwartek obudziłam się po 11:00, włączyłam telefon i dostałam od razu 3 SMSy od tego Francuza! Odpisałam, że idę do pracy i że będę zajęta, ale on nadal słał mi SMSa za SMSem! Zaczęło mnie to powoli wkurzać. Do końca dnia dostałam od niego 35 SMSów, na które odpisałam 5 razy, czyli na co 7 SMS! :) Po pracy wróciłam do domu i chciałam się zająć moim CV, ale on mi wciąż w tym przeszkadzał! Dopiero ok. 22:00 dał spokój,
jak mu napisałam, żeby przestał, ale być może pojawi się na polskim filmie w niedzielę! Powiedziałam o tym Jacqueline, która chyba porozmawiała też o tym z Ronaldo, więc wreszcie miałam spokój przynajmniej z SMSami. Zabrałam się znów za moje CV i przypomniałam sobie, że Sarah zaproponowała, iż może na nie zerknąć, jak już będzie gotowe, więc wysłałam je jej jak tylko skończyłam, czyli tuż przed północą. Celine wyjechała na długi weekend do znajomych w Coventry i Birmingham. Przed snem, jak co wieczór obejrzałam parę odcinków "Spadkobierców" i poszłam spać.

  
Czołówka przezabawnego serialu improwizowanego "Spadkobiercy" (www.spadkobiercy.pl).

W piątek rano posprzątałam łazienkę, aż lśniła, bo wieczorem przyjeżdżali rodzice Jacqueline. Sarah przyszła o 10:30 na lekcję, a później podwiozła mnie do pracy. Wyszłam z niej trochę wcześniej, bo szłam na pocztę, więc przed 17:00 byłam już w domu. Zjadłam coś, a później Jacquline przyjechała z rodzicami z lotniska i poszliśmy razem na 18:00 na stary autobus, który za darmo obwiózł nas po centrum Bratfoot. Jeździł tylko tego dnia, od jednej galerii do drugiej. Wysiedliśmy z niego po półgodzinnej przejażdżce i oni poszli dalej zwiedzać, a ja wróciłam do domu. Potem na 19:30 poszłam do Alhambry na Alvin Ailey American Dance Theatre. Widziałam ich występy już dwa razy, ale nadal są niesamowici. Po przedstawieniu była krótka rozmowa z tancerzami, w czasie której spotkałam jedną ze swoich ucznnic. Potem wróciłam do domu, mimo że miałam iść na FND, ale poszłam po prostu spać.

  
Początek i końcówka baletu "Revelations" w wykonaniu
Alvin Ailey American Dance Theatre.

W sobotę wstałam po południu i na 14:00 poszłam ze znajomymi Polakami do Chińczyka. Wróciliśmy razem po 16:00 Free busem, bo mieszkają niedaleko ode mnie. Wysiadłam obok bankomatu, wyjęłam pieniądze na mieszkanie i poszłam od razu zapłacić za kolejne 4 tygodnie z góry oraz za Internet. Potem przebrałam się w spódniczkę i poćwiczyliśmy z Krystianem salsę. O 19:30 wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do Saltaire na Dzień Tańca. Niestety, okazało się, że salsa akurat została odwołana, ale namówiliśmy organizatorkę, żeby udostępniła nam jakiś sprzęt i muzykę, to sobie potańczymy. Zgodziła się i ktoś na szczęście miał jedną płytę z salsą, przy której bawiliśmy się potem cały wieczór :) Jakiś czas po nas dojechał Ronaldo, a później Sally z przyjaciółką. Spotkaliśmy jeszcze parę znajomych osób, z którymi bawiliśmy się do 23:00, a potem razem wróciliśmy ostatnim autobusem do centrum.

W niedzielę pospałam do 13:00, a potem usłyszałam, że właściciel naszego domu rozmawia na korytarzu z jakąś panią z polskim akcentem o tym, ile jej zapłaci za godzinę. Przypomniałam sobie, że wspominał coś o tym, że jakaś pani przyjdzie do nas trochę posprzątać. Poszłam więc szybko wziąć prysznic, żeby jej nie przeszkadzać. Zaczęła od kuchni, gdzie zagadał ją Krystian. Oczywiście miałam rację, że to Polka. Sprzątnęła jeszcze schody i obie łazienki, rozmawiając przy tym trochę z nami i prowadząc wywód o tym, że Murzyni i Pakistańczycy to brudasy i tym podobne. Potem poszła sprzątać do domu obok. Krystian tymczasem próbował naprawić mój piecyk, który się chyba przegrzał. Niestety, bez sukcesu, musiałam go więc wyrzucić. Poszłam do Argosa w Kirkgate i po pół godzinie wróciłam z nowym piecykiem :) Zaraz potem zebrałam się i poszłam do 1in12, żeby tym razem pokazać "Jaśminum" Kolskiego. Na film przyszło jak zwykle ponad 10 osób, miedzy innymi Matt, który powiedział mi przed filmem, że pod koniec miesiąca wyjeżdża do Tajlandii. Nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Po filmie poszłam z Sally na piwo do baru i
chyba ze trzy godziny pogadałyśmy o życiu! W końcu odprowadziłam ją na ostatni autobus i sama też wróciłam do domu. Włączyłam piecyk i poszłam spać :)

  
Plakat Danusi do filmu "Jaśminum" Kolskiego oraz rewelacyjny Janusz Gajos w jednej ze scen.
Powrót do normalności

498.

W niedzielę Krystian obudził mnie o 11:00, żeby zabrać krzesła z mojego pokoju, który jest największy i dlatego w nim odbywała się impreza. Później wzięłam się trochę za sprzątanie, aż przyjechał do mnie Jan. Przywiózł mi zdjęcie z Land's End, które właśnie do nich doszło, bo podawałam wszędzie ich adres, a potem podwiózł mnie do 1in12 na pokaz filmu "Dzień świra". Przyszło na niego siedem osób, w tym Matt, który się spóźnił, powiedział mi tylko cześć, a potem zniknął zaraz po zakończeniu filmu. Przyszedł też pewien Czech, który odprowadził mnie potem do Polskiego Klubu, gdzie chciałam spytać o możliwość prowadzenia tam Polskiego Kółka, ale niestety był zamknięty. Po powrocie do domu pogadałam trochę z dziewczynami i z Krystianem, który się trochę rozchorował po imprezie. A przed snem obejrzałam w sieci parę odcinków "Spadkobierców", których ostatnio odkryłam w Polsce :)

  
Plakat Danusi do filmu "Dzień świra" i niesamowity Marek Kondrat w roli tytułowej.

W poniedziałek poszłam do pracy na 12:00, a po pracy do domu. Moje poniedziałkowe lekcje zostały odwołane, bo połączyliśmy pierwszy i drugi rok w jedną klasę, którą będę uczyć w środy w college'u. Byłam więc wolna i poszłam na 20:00 do Gosi, z którą się umówiłam na ogladanie jej zdjęć z Barcelony. Potem poszłam spać, ale obudziłam się po 4:00 rano i już nie mogłam zasnąć. O 10:30 Sarah przyszła do mnie na polski, a potem poszłam na 12:00 do pracy. Wieczorem poszłam na 18:30 do Polskiego Klubu na Polskie Kółko. Byłam z niego bardzo zadowolona. Studenci też, więc będziemy to kontynuować. Potem wróciłam do domu i poszłam wreszcie spać.
W środę o 10:30 znów przyszła do mnie Sarah na lekcję, a potem poszłam na 12:00 do pracy. Na 19:00 poszłam do college'u na polski z połączonym pierwszym i drugim rokiem. Na pierwszym roku mam ciekawy przypadek - mężczyznę w trakcie tranformacji, który nazywa się i w połowie już wygląda jak kobieta, a w połowie nadal jak mężczyzna.

W czwartek poszłam do pracy na 12:00, a potem wróciłam do domu i siedziałam w sieci, szukając przykładów brytyjskich cv i cover letters. W piątek znów poszłam do pracy na 12:00, a potem wróciłam do domu. Wieczorem przyszedł Alain i na 20:30 poszliśmy do Wetherspoon na Kółko Francuskie. Tam dołączyły do nas dwie osoby - Hiszpan Ronaldo i jakiś Hindus, który w ogóle nie mówił po francusku!  Póżniej doszły do nas także dziewczyny oraz Sally, a pod koniec, jak już mieliśmy wychodzić, Victor i Conrad. Poszliśmy więc w szóstkę (Ja, Celine, Jacqueline, Alain, Victor i Conrad) do mojego pokoju na gin z tonikiem, gdzie doszedł do nas Hatem. Wyszliśmy po północy i ja, Alain oraz dziewczyny poszliśmy na FND. Wyszliśmy stamtąd około 3:00 nad ranem i dziewczyny wróciły do domu, a ja z Alainem poszłam na imprezę w domu naprzeciwko niego, gdzie mieszkają studenci Peace Studies. Impreza już się kończyła, potańczyliśmy więc sobie trochę salsę, bo chciał, żebym go nauczyła, a potem poszliśmy na przeciwko do niego. Do domu wrociłam dopiero po 5:00 rano.

W sobotę wstałam po południu, a o 14:00 spotkałam się z Krystianem pod firmą Three, żeby oddać modem. Jemu udało się zakończyć umowę przez telefon, ale mi kazali pójść do sklepu i ją unieważnić. W sklepie jednak powiedzieli, że nie mogą mi pomóc i że muszę zadzwonić do centrali. Wyszłam więc i dodzwonłam się dopiero za jakiś czas. Znów kazano mi wrócić do sklepu, gdzie przekazałam słuchawkę pracownikowi. Ale on nadal się upierał, że muszę to załatwić telefonicznie. Poszłam więc do Tesco, żeby spotkac się z Krystianem, po drodze dodzwaniając się do centrali, w której znów powiedziano mi, że muszę to załatwić w sklepie. Miałam wrażenie, że nigdy nie uda mi się anulować tej umowy! Poszłam z Krystianem do PC World, a później do Curry i tam kupiłam za 400 funtów
laptopa, który był wart 500. Wróciłam z nim do sklepu Three i w końcu udało mi się zerwać z nimi umowę, w dodatku nic nie płacąc. Potem zrobiłam zakupy w Morrisonie oraz w polskim sklepie. Na 19:30 poszłam z Krystianem, Alainem i Jacqueline do Alhambry na dziwna wersję "Łabędziego Jeziora" wykonaniu Northern Ballet. Akcja działa się w XIX wieku, a zmiast księcia bohaterem był bogaty bejzbolista! :) Reszta była ta sama :)

  
Uwspółcześniona wersja "Łabędziego Jeziora" w wykonaniu Northern Ballet, ale nadal z łabędziami.

W niedzielę wstałam, zjadłam coś i poszłam do starego domu po listy. Później spotkałam się
u nas pod domem z Ronaldo i poszliśmy do 1in12 na pokaz "Wesela". Tym razem było nas z 9 osób. Danusia upiekła pyszne ciasto, więc zostaliśmy z Sally, Ronaldo i Czechem trochę na dole w barze, a potem odprowadziliśmy ją na autobus i wróciliśmy do domu. W poniedziałek poszłam do pracy na 9:30, bo Nicola pojechała na rejs do Bruges, więc szefowa poprosiła mnie, żebym do piątku przychodzila wcześniej. Prosto po pracy poszłam do działu Careers, żeby mi sprawdzili CV i cover letter. Okazało sie, że muszę je kompletnie przerobić. Potem wróciłam do domu i zdrzemnęłam się trochę. Obudziłam się dopiero wieczorem, zrobilam sobie coś do jedzenia i spowrotem spać poszłam dopiero o 2:00 w nocy. We wtorek poszłam znów do pracy na 9:30, a prosto po pracy do domu, żeby znów się zdrzemnąć :) Na 18:30 poszłam do Polskiego Klubu na Polskie Kółko, a o 21:00 wróciłam do domu i poszłam spać.

  
Plakat do naszego pokazu "Wesela" oraz scena z filmu z Tamarą Arciuch i Marianem Dziędzielem.

W środę nadal szłam do pracy na 9:30, a szefowa przyszła dopiero po 12:00. Przyszedł też Leon z kostką Rubika i pochwalił się, że jest mistrzem w jej układaniu :) Po pracy poszłam do Kirkgate, żeby spotkać się z Celine i kupić jakiś prezent
urodzinowy od nas wszystkich dla Jacquline. Zdecydowałyśmy się na srebrną branzoletkę. Potem wróciłam Free busem do domu, po drodze wchodząc do restauracji śródziemnomorskiej Cyrus, żeby zarezrwować dla nas stolik na wtorek. W domu pooglądalam znów "Spadkobierców", a potem poszłam na 19:00 do college'u na polski. Początkowo nikogo nie było, ale potem przyszły 4 osoby. Po lekcji wróciłam do domu, gdzie zastałam Alaina. Wyciągał mnie wraz z dziewczynami na drinka. W końcu się zgodziłam i poszliśmy do Deliusa, gdzie wypiliśmy cocktail "Jaffa cake" o smaku Delicji :) Potem oni poszli na jakąś imprezę na uniwerku, a ja do domu i spać.

W czwartek poszłam po raz ostatni do pracy na 9:30. Po pracy wróciłam do domu, a po 15:00 przyszła Sarah. Spędziłyśmy dwie godziny na tłumaczeniu z polskiego, a po lekcji poszłam na 18:00 na uniwerek, żeby zobaczyć film "Kick Ass" w ramach pokazów kina studenckiego. Po filmie wróciłam do domu i poszłam do Krystiana do pokoju na Bacardi z colą :) Spać poszłam dopiero po północy. Ale nie pospałam długo, bo źle się czułam, a w piątek ledwo dotarłam na 12:00 do pracy, z pijacką gorączką i na kacu :) Umówiłam się z szefową, że w poniedziełek wezmę sobie wolne. Wytrzymałam jakoś do 17:00, a potem wróciłam do domu i wyczerpana poszłam spać. Nie dotarałam nawet na Kółko Francuskie. Dałam tylko znać Sally, że nie przyjdę, bo źle się czuję, ale nie wspomniałam dlaczego :)

  
Joanna Kołaczkowska jako Dorin Owens w "Spadkobiercach" i Aaron Johnson jako "Kick Ass".

W sobotę wstałam i pojechałam z Jacqueline do Tesco po składniki do sushi. Tymczasem Celine z Alainem pojechali bez nas do Leeds, więc się już nie spieszyłyśmy. Zrobiłam z Krystianem pranie, a potem wzięłam prysznic i ubrałam się w sukienkę. Wyszłyśmy z Jacquline z domu jakoś po 18:00 i dopiero o 19:00 spotkałyśmy się z nimi oraz ich koleżanką z Holandii na dworcu w Leeds. Poszliśmy w piątkę do restauracji La Tosca na tapas, a potem ich znajoma wróciła do Bratfoot, a my poszliśmy do Revolution. Tam doszedł do nas Piotrek, a później Krystiana z kolegą z pracy. Po północy Alain, Celine i Jacqueline poszli na ostatni autobus do Bratfoot, a ja posiedziałam do 3:00 rano i wróciłam dopiero po 3:30 taksówką z Krystianem i jego kolegą. Zanim poszłam spać, było już chyba po 5:00! :)

W niedzielę wstaliśmy wszyscy przed południem, bo Krystian puścił na cały głos muzykę. Wzięłam więc prysznic i zaczęłam gotować ryż na sushi. Krystian przyniósł stolik ze swojego pokoju, żeby było na czynm zwijać sushi, a ja postawiłam na nim wszystkie potrzebne składniki. Około 14:00 przyszła Wanyu, a zaraz po niej Alain. Zrobiłam sushi, a potem je zjedliśmy i bardzo im smakowało. Na deser Alain i Jacquline zrobili naleśniki, a ja porozmawiałam sobie w tym czasie z Wanyu. Po 16:00 wyszłyśmy i poszłam do 1in12 na pokaz filmu "Konopielka". Danusia też zrobiła naleśniki i placki ziemniaczane. Przyszedł też znów Matt i parę innych osób, między innymi Sally, ktora mnie potem pytała, czy to był on i czy się teraz przyjaźnimy. Po filmie wszyscy sobie poszli, a ja czekałam na Toma. Potem wracając do domu biłam się ze sobą, żeby nie odezwać się do Matta i nie iść z nim na koncert, o którym mi powiedział tuż przed filmem. Nie zaprosił mnie na niego, tylko mi o nim wspomniał. Żeby o tym nie mysleć, zaprosiłam do siebie współlokatorów na piwko. Przyszła tylko Celine i Krystian, z którym poćwiczyłam trochę salsę. No i udało mi się przeczekać kryzys :) Jestem z siebie dumna!

  
Plakat Danusi do filmu "Konopielka" i zdjęcie zrobione w czasie naszego pokazu tego filmu.

niedziela, 17 października 2010
Znowu przeprowadzka :)

497.

W sobotę rano poszłam z Severine do domu, z którego się wyprowadzaliśmy zaledwie po tygodniu. Pomogła mi się spakować, a ja w tym czasie wzięłam prysznic. Tymczasem Krystian wrócił z pracy, a ja poszłam do pracy po samochód. Wysłałam szefowej SMS i zgodziła się, żebym wzięła na parę godzin mini busa z 9 siedzeniami, którego używaliśmy do przywożenia zagranicznych studentów z lotnisk. Spakowaliśmy z Krystianem moje rzeczy do wozu i pojechałam do nowego domu. Tam poczekałam na Alaina i Francuzki, które przyszły zobaczyć dom i od razu zdecydowały się wprowadzić. Pomogli mi wnieść wszystko do pokoju, a potem pojechaliśmy do nich i zostawiliśmy dziewczyny, żeby się spakowały. Tymczasem ja z Alainem pojechałam po Krystiana. Przyszła akurat nasza była już właścicielka i oddała nam pieniądze za 2 tygodnie, bo zapłaciliśmy za miesiąc z góry. Podpisaliśmy jakiś papier, że rezygnujemy z umowy, bo mamy alergię. Potem pojechaliśmy do naszego nowego domu wypakować rzeczy Krystiana. Później pojechałam po dziewczyny, które podpisały od razu umowę z właścicielem na miesiąc. Następnie pojechaliśmy wszyscy razem na Chińczyka i do Tesco po zakupy. Wróciliśmy późno wieczorem dosyć zmęczeni, ale namówiłam ich jeszcze na przejażdżkę do Saltaire. Oddaliśmy samochód dopiero po północy.

W niedzielę przestawiłam trochę swój pokój i zaczęłam układać swoje rzeczy. Potem poszliśmy wszyscy do sklepu, gdzie kupiłam szafę, a Krystian szafkę. Kupiliśmy też Internet w firmie Three, tzn. kupiliśmy sobie po prywatnym modemie każdy z umową na miesiąc, bo nie wiedzieliśmy ile naszemu nowemu właścicielowi zajmie założenie Internetu, choć powiedział nam, że będzie od czwartku. Doświadczenie nauczyło nas jednak, że należy zawsze mnożyć wszystko przez dwa, a nie chcieliśmy zostać dłużej bez sieci. Wróciliśmy razem do domu, a potem ja na 17:00 poszłam do 1in12 pokazać tym razem "Duże zwierzę". Danusia zrobiła pyszne kopytka, więc zostałam trochę po filmie. A wieczorem zadzwoniłam wreszcie ze Skype'a do domu, bo przecież od ponad tygodnia się nie odzywałam! Dopóki nie wiedziałam jak się to wszystko skończy
nie chciałam martwić rodziny swoimi problemami z domem.

  
Plakat Danusi reklamujący nasz pokaz "Dużego zwierza" i Dymna oraz Stuhr w scenie z filmu.

W poniedziałek poszłam do pracy na 12:00, cała szczęśliwa, zdrowa i promieniejąca :) Zaczął się akurat Freshers Week, czyli Tydzień Studentów Pierwszego Roku :) Zajęcia zaczynały się dopiero tydzien później, ale do tego czasu nowi studenci, również zagraniczni, mieli się oswoić z uniwersytetem, a także z nami - Stowarzyszeniem Studentów :) Dla nas oznaczało to organizowanie wielu imprez i odpowiadanie na setki pytań, na które często nikt nie znał odpowiedzi, czyli totalny chaos :) Nic nie było jednak w stanie popsuć mojego dobrego humoru :) Po pracy wróciłam do domu, zjadłam obiad i wieczorem poszłam do college'u na pierwszą lekcję polskiego z drugim rokiem. Z poprzedniego roku przyszły na nią tylko 3 osoby, plus jedna, która chodziła do mnie na pierwszy rok jakiś czas temu. Namówiłam ich na to, żeby przyszli raczej na Polskie Kółko, które ruszy nazajutrz w 1in12. Tylko dwóch studentów zdecydowało, że chcą dostać papier z college'u, więc będą chodzić i na Kółko i na zajęcia.

We wtorek poszłam znów do pracy na 12:00, a prosto po pracy do lekarza z uchem, bo zaczęłam tracić słuch. Nie wiedziałam, czy to wina alergii, czy faktu, że w nowym budynku było dość głośno, ale nie byłam często w stanie nic usłyszeć, jak dzwonił telefon. Wieczorem poszłam do 1in12 na pierwsze oficjalne Polskie Kółko, w czasie którego ustaliliśmy parę zasad oraz to, że poszukamy innego miejsca. W środę o 10:30 przyszła do mnie Sarah na polski i ustaliłyśmy, że będziemy się znów spotykać na lekcje u mnie w domu, a nie w bibliotece. Do pracy poszłam na 12:00, a wieczorem do college'u na polski z pierwszym rokiem. Wprowadziłam ich we wszystkie zasady i czas jakoś upłynął :) Potem wróciłam do domu, gdzie czekał już na mnie Alain z dziewczynami, bo wybieraliśmy się razem na imprezę studencką zorganizowaną w ramach freshers Week :) Napiliśmy się ginu z tonikiem, a potem poszliśmy do klubu Coco, gdzie balowaliśmy jak szaleni do 2:00 w nocy :)

     
Freshers fayre - rycerz ze Stowarzyszenia Średniowiecznego i chłopcy z klubu Rugby League.

W czwartek o 10:30 Sarah przyszła znów do mnie na
polski. Potem poszłam do pracy na 12:00 i kupiłam 3 plakaty filmowe do mojego pokoju, ale zostawiłam je w pracy, bo jechałam prosto do Leeds do mojej pani shrink. Wróciłam do domu zadowolona około 22:00. W piątek zamiast do pracy poszłam na 12:00 do pielęgniarki, żeby mi wyczyściła uszy, ale nie zauważyłam zbytniej różnicy. Potem poszłam do pracy, a po pracy pojechałam do Morisona. Później zjadłam obiad w domu i powiesiłam plakaty na ścianie. Po 20:00 poszłam z Alainem, który właśnie przyszedł, oraz z naszymi Francuzkami - Celine i Jacqueline - na Kółko Francuskie. Doszła do nas Severine i nikt więcej. Wróciliśmy więc do domu na drinka (znów gin z tonikiem :) i wtedy doszła do nas Sally z koleżanką. Tuż przed północą one poszły do Playhouse, a my na FND, czyli Friday Night Disco na uniwerku. Leon pracował za barem i było też parę znajomych osób z pracy oraz fontanna czekolady. Potańczyliśmy do 3:00 i już mieliśmy wracać do domu, kiedy okazało się, że zgubiłam legitymację Celine i swoje pieniądze. Na szczęście obie rzeczy się odnalzały w szatni!

W sobotę wstałam rano i poszłam na 9:00 do college'u na zebranie, bo płacili mi za to 20 funtów za godzinę :) W dodatku urwałam się z Wanyu przed 13:00, bo stwierdziłyśmy, że jest nudno, a listę obecności już podpisałyśmy, więc i tak nam zapłacą. Wróciłam więc do domu do Severine, która została u mnie na noc i spała na materacu. Niestety, okazało się, że przeprowadzki mi nie służą, bo powietrze całkiem z niego zeszło. Severine zaczęła sprzątać i gotować tortillę, a ja zrobiłam pranie, a potem dwie sałatki na wieczorną parapetówę. Francuzki wróciły z Yorku około 18:00 i zaczęły robić naleśniki, ale im nie wyszły. Wieczorem przyszedł Alain z ciastem czekoladowym własnej roboty, a potem Piotrek, który wyprowadził się do Leeds. W końcu dojechali chłopacy od Krystiana z pracy. Mnie ucho nadal bolało, ale jak impreza się rozkręciła, to poszłam z nimi do baru Che i tańczyłam do 2:00 w nocy. Wyszłam z Severine i Victorem, który w międzyczasie do nas dołączył, ale spać poszłam dopiero o 3:00 nad ranem, jak ode mnie wyszli. I tak minął mi pierwszy tydzień w moim nowym domu :)
Tak zwany nowy dom...

496.

W piątek wstałam o 9:00, ale Leon przyjechał po mnie dopiero po 10:00. Podjechaliśmy do firmy wynajmu samochodów i odebraliśmy vana. Podjechałam nim od razu do bankomatu po pieniądze na mieszkanie. Potem pojechałam do domu, żeby wszystko w niego zapakować. Na szczęście Roman był w domu i trochę mi pomógł, szczególnie z tymi skrzyniami, które były dość ciężkie. Na 12:00 pojechałam do tego nowego domu, tak jak byłam umówiona. Właściciel podpisał obie umowy i dał mi dwie pary kluczy, dla mnie i dla Krystiana, ale tylko do drzwi wejściowych. Nasze pokoje miały stare drzwi, więc powiedział, że zamiast założyć nowe zamki, wymieni wkrótce całe drzwi. Potem pomógł mi wnieść wszystko z samochodu do kuchni i poszedł. Zaczęłam wnosić wszystko na górę do pokoju i po godzinie na dole zostały mi już tylko 4 pełne skrzynie z pracy - reszta była przeniesiona. Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Powiedział, że przyszedł obejrzeć pokój i że jest Francuzem. Miał na imię Alain. Wpuściłam go, ale ostatni wolny pokój był zamknięty, więc zaproponowałam, żeby poczekał na właściciela. W międzyczasie pomógł mi zanieść resztę rzeczy na górę, za co obiecałam mu zawieźć go do jego hotelu. Najpierw pojechaliśmy jednak do akademika po torby, które zostawił ze znajomymi.

Potem podjechaliśmy do mojego starego domu po Romana, bo obiecałam mu, że go podrzucę do sklepu. Szukaliśmy też karty do telefonu dla Alaina. W koncu zawieźliśmy Alaina do hotelu, ale okazało się, że nie mają jego rezerwacji. Powiedzieli, że mają wolny jeden pokój na jedną noc i że może zostać, ale pomyślałam, że to bez sensu i zadzwoniłam do Neny, żeby ją zapytać, czy nie mógł by po prostu zostać te parę nocy u nich. Roman już się zgodził, a Nena też nie miała nic przeciwko temu. Wróciliśmy więc do mojego starego domu i Alain wprowadził się do byłego pokoju Allana :) Potem wsiedliśmy znów w vana i najpierw zawieźliśmy Romana na dworzec, a potem pojechałam z Alainem zobaczyć pokój do wynajęcia u pewnej Chinki. Wszystko było nowe - aż za nowe, bo jeszcze nie skończone! :) Potem podjechaliśmy do Krystiana, spakowaliśmy część jego rzeczy i zabraliśmy je do nowego domu. Zostawiliśmy go tam, żeby się rozpakował, a ja w tym czasie zabrałam Alaina na oglądanie kolejnego domu, na które był umówiony. Ale tam warunki były takie, że w ogóle nie wchodził w rachubę. Pojechaliśmy więc z powrotem po Krystiana i razem z nim do Morissona i do Tesco po zakupy. Potem zabrałam mój śpiwór i wróciłam z Alainem do starego domu na ostatnią noc...

  
Van pożyczony z pracy w całej okazałości i zapakowane z tyłu rzeczy Krystiana :)

W sobotę wstałam po 10:00 i pojechałam do nowego domu. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i wróciłam do starego domu :) Alaina nie było, bo poszedł oglądać kolejne pokoje. Zawiozłam Nenę na dworzec, a potem pojechałam spotkać się z Krystianem pod sklepem rowerowym. Wsadziliśmy jego rower do tyłu vana i pojechaliśmy do niego. Spakował resztę rzeczy i zawiozłam go do nowego domu.  W międzyczasie spytałam Alaina, czy chce się wybrać wieczorem na imprezę. Spytał, czy może zabrać koleżanki, ale odpisałam mu, że w vanie są tylko 3 miejsca siedzące. Wieczorem zawiozłam Krystiana na imprezę do jego znajomych z pracy, a potem pojechałam po Alaina. Były u niego dwie jego znajome Francuzki, które przyszły skorzystać z Internetu. Najpierw zabrałam go do Jana i Sue, żeby odebrać listy do mnie. Zjedliśmy u nich sernik i Alain wypił trochę wina. A potem pojechaliśmy na imprezę do Sally, gdzie posiedzieliśmy do 3 rano. Wracając zgarnęliśmy Krystiana, a także jego kolegę z pracy.

W niedzielę wstałam po 10:00, wzięłam prysznic i po śniadaniu poszłam do sklepu oraz zrobiłam pranie w mojej starej pralni, korzystając z faktu, że mam samochód. Potem pojechałam na stację benzynową, żeby napełnić bak z powrotem do pełna. Po praniu podeszłam też do moich byłych sąsiadów po listy. Powiesiłam pranie na wieszaki, a potem pojechałam do 1in12. Nie miałam żadnego filmu, bo miało być "Szczęśliwego Nowego Jorku", ale nie udało się nam znaleźć napisów. Drzwi do klubu były zamknięte i musiałam czekać z 10 osobami na zewnątrz. Przyszedł m.in. Alain z tymi dwoma koleżankami. Puściliśmy po raz drugi "Seksmisję", bo przyszły akurat osoby, które jej nie widziały. Po filmie wyszłam z klubu zapominając najpierw kurtki, a potem okularów, więc musiałam się dwa razy wracać. Wróciłam do nowego domu, żeby zostawić laptopa, a potem Krystian pojechał ze mną pod uniwerek, żeby zostawić vana. Wróciliśmy więc około północy do nowego domu na piechotę.

  
Plakat do "Szczęśliwego Nowego Jorku", którego w końcu nie pokazaliśmy i scena z "Seksmisji".

W poniedziałek obudziłam się z czerwonymi bąblami na rękach i nogach, oraz trzema na twarzy. Zadzwoniłam do Health Centre i umówiłam się na 12:00 do lekarza. Zamiast iść do pracy, poszłam więc do przychodni, bo zorientowałam się, że mam atak alergii. Wylądowałam już 10 lat temu z tego powodu na tydzień w szpitalu, ale nie byli w stanie powiedzieć na co mam tą alergię. Wracając do domu kupiłam po drodze lekarstwo, a potem zadzwoniłam do pracy, żeby powiadomić szefową, że nie przyjdę. Potem zadzwoniłam do właścicielki, żeby ją powiadomić, że mam uczulenie na łóżko, które mi przynieśli. A ta gówniara zasugerowała, że może nie zmieniałam długo pościeli! Podejrzewając, że mam uczulenie na jakieś środki chemiczne wyprałam i zmieniłam jednak całą pościel. Potem dopadła mnie depresja i cały dzień spędziłam przy komputerze, aż wrócił Krystian. Wieczorem przyszła właścicielka i zaproponowała, żebyśmy się zamienili materacami, skoro ja mam uczulenie, a Krystian nie. Tak też zrobiliśmy...

We wtorek poszłam do pracy na 12:00. Czułam się lepiej, bo zaczęłam brać lekarstwo. Prosto po pracy podjechałam do centrum - najpierw do Morrisona, a potem przeszłam się piechotką do polskiego sklepu Piknik. Po drodze dostałam SMSa od Matta, który pytał, czy już wróciłam z Polski i napisał mi, że przyjdzie w niedzielę na film. Spytał też, czy mam gdzie mieszkać i napisał, że tam gdzie mieszka, czyli w
Buddist Centre są jeszcze wolne trzy pokoje. Zostawiłam zakupy z Morrisona w Pierogarni i poszłam obejrzeć te pokoje. Okazało się, że wolny został już tylko jeden, a nam potrzebne były dwa. Nie mogłam przecież teraz zostawić Krystiana na lodzie. Poza tym nie byłam pewna, czy chcę mieszkać pod jednym dachem z Mattem... Przed 19:00 wróciłam do Pierogarni, gdzie przyszły jeszcze cztery osoby i omówiliśmy sprawę Polskiego Kółka. Jedna z moich studentek odwiozła mnie do mojego nowego domu. Tam okazało się, że Krystian ma czerwone swędzące krosty na całym ciele...

  
Kashyapa Buddhist Centre, gdzie mieszka Matt i polski sklep "Piknik" w Bratfoot.

W środę rano obudziłam się ze spuchniętą prawą powieką. Na 10:45 poszłam do biblioteki, gdzie już czekała na mnie Sarah, która zapłaciła mi zaległe 30 funtów za zeszły tydzień. Po polskim poszłam na 12:00 do pracy. Wszyscy mi mówili, że to moje spuchnięte oko źle wygląda, umówiłam się więc znów do lekarza. Oczywiście nie był w stanie mi w żaden sposób pomóc. Wracając spisałam numery telefonów do ludzi, którzy niedaleko od nas wynajmowali pokoje. Koło domu spotkałam Shaza, ktory odprowadził mnie do domu. Po obiedzie napiliśmy się wina w pokoju Krystiana, rozmawiając jednocześnie o naszej sytuacji. Właścicielka powiedziała nam, że jutro przywiezie nowy materac. Oboje stwierdziliśmy, że to nie pomoże i że chcemy się wyprowadzić. Zaczęliśmy więc szukać innych pokoi na "SpareRoom" i na "GumTree". Wysłaliśmy parę ofert i umówiliśmy się na oglądanie domu nazajutrz.

W czwartek poszłam znów na 10:45 na polski w bibliotece, a na 12:00 do pracy. Schowałam się za ścianą recepcji, bo nadal nie wyglądałam zbyt reprezentacyjnie i zajęłam się Pick up Service, czyli organizowaniem odbioru zagranicznych studentów z lotniska. Im dłużej byłam w pracy, tym lepiej się czułam. Natomiast po powrocie do domu, a szczególnie do mojego pokoju i do łóżka czułam się coraz gorzej. Czyli na odwrot niż jest normalnie! W domu sprawdziliśmy z Krystianem maile i umówiliśmy się na oglądanie drugiego domu koło nas. Poszliśmy tam na 19:30, ale był w strasznym stanie. Na 20:00 poszliśmy obejrzeć pokoje niedaleko mojego dawnego domu w centrum :) Spodobały się nam i postanowiliśmy je wziąć. Wracając kupiliśmy po piwku, żeby to uczcić. Przyszedł sąsiad z dołu i zapłaciliśmy mu za Internet. Potem poszliśmy do sklepu po drugie piwko, ale był zamknięty. Znaleźliśmy inny i kupiliśmy też orzeszki. Nabraliśmy nadziei, że nazajutrz się wyprowadzimy! :)

  
Tęcza nad Bratfoot - symbol nadziei oraz hotel, koło którego codziennie szłam do pracy.

W piątek obudzilam się tuż po 6:00 z trzema nowymi bąblami na dłoni. Namówiłam Krystiana, żeby poszedł po pracy
do lekarza. Krystian zadzwonił do mnie z pracy, że napisał do właścicielki, że chcemy się wyprowadzić, więc oddzwoniła do niego i zaczęła robić problemy. Umowę mieliśmy podpisaną na 3 miesiące, a minął dopiero tydzień! W pracy doradczyni powiedziała mi, że w sądzie trudno jest coś udowodnić i że lepiej by było, żebyśmy zostali tam, gdzie jesteśmy, bo inaczej być może będziemy musieli jej płacić za te 3 miesiące nawet jak się wyprowadzimy. Tymczasem tuż przed końcem pracy zadzwonił do mnie właściciel tego domu, który się nam spodobał i powiedział, że możemy się nazajutrz wprowadzić. Po pracy wróciłam więc prosto do domu i postanowiliśmy z Krystianem, że cokolwiek się wydarzy, to się wyprowadzamy. Miał właśnie iść do lekarza, kiedy zadzwonił brat właścicielki tego domu, w którym nadal mieszkaliśmy. Kłóciłam się z nim przez jakieś pół godziny i straszyliśmy się nawzajem sądem. W końcu doszliśmy do nowego domu, poszliśmy po pieniądze i podpisaliśmy nowy kontrakt na 3 miesiące. Zapłaciliśmy z góry i powiedzieliśmy, że nazajutrz się wprowadzimy.

Krystian pojechał na ostry
dyżur, a ja poszłam do Weatherspoon na Kółko Francuskie, ale nie miałam za bardzo humoru, bo nie wiedziałam jeszcze, jak to sie wszystko skończy. Przyszedł Alain z dwoma Francuzkami, które przyjechały tu na 9 miesięcy  i szukały domu. Umówiłam je od razu nazajutrz z naszym nowym właścicielem na oglądanie :) Po pół godzinie zadzwonił Krystian, więc poszłam z nim do domu, żeby spotkać się z właścicielką, która o dziwo zaproponowała nam polubowne załatwienie sprawy. Umówiliśmy się, że zapłacimy jej za 2 tygodnie, a resztę nam odda i że możmy się wyprowadzić. Zadowolona poszłam więc do Allaina i Francuzek, które zatrzymały się tam jako Couch Surfers. Allain zamieszkał w moim starym pokoju, a one spały w pokoju Allana. Wtedy zadzwoniła Severine mówiąc, że czeka na nas z Conradem i Javadem, wróciliśmy więc do Weatherspoon. Zostaliśmy tam w piątkę i porozmawialiśmy, a potem poszłam wraz z Severine razem z Allainem i Francuzkami do ich domu, zabierając po drodze koce i pościel z mojego pokoju. Wolałam spać u nich w salonie, niż spędzić jeszcze jedną noc w tym przeklętym domu! Nie mogłam się już doczekać, żeby się z niego wyprowadzić!