Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 30 października 2011
Jakie Halloween!?

558.

W poniedziałek wstałam
o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy na 12:00. Wyszłam o 16:30, udając, że idę na pocztę i pojechałam prosto do Leeds na training wolontariuszy LIFF (Leeds International Film Festival). Częstowali nas whiskey od sponsora z zeszłego roku -  w tym roku sponsorem będzie Kahlua :) Potem było krótkie wprowadzenie i pokazali nam te same reklamy filmów, które już widziałam 3 tygodnie temu. Później ze 3 osoby zadały pytanie i puścili nas do domu. Jednym słowem strata czasu :) Bez sensu trochę ten festiwal... W Bratfoot byłam przed 21:00, ale nie chciało mi się już iść na salsę, tylko poszłam prosto do łóżka. I całe szczęście, bo podobno Andy mnie szukał! Muszę powiedzieć Wanyu, że nic z tego nie będzie, żeby dał sobie spokój. Spać poszłam po 2:00 w nocy.

We wtorek wstałam znów
o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Wyszłam znów o 16:30, tym razem 'legalnie', bo miałam iść na 17:00 na zebranie do Fabric, ale byłam zmęczona, więc wróciłam do domu i zdrzemnęłam się do 19:30. W końcu usiadłam i napisałam wpis na bloga na stronę Fabric. Potem poszłam do Krystiana do pokoju, żeby sprawdzić, czy nadal pracuje dalej nad moją stroną i żeby go zmotywować. Siedzieliśmy nad nią do 4:00 rano. W środę wstałam jak zwykle o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Wyszłam wyjątkowo w tym tygodniu o 17:00 i poszłam prosto do domu. Zjadłam obiad i usiadłam do zapełniania szkieletu mojej strony treścią, bo doszły właśnie wizytówki z tym adresem i mogłam zacząć je rozdawać. Później poprawiłam też tekst na bloga. Spać poszłam znów o 4:00 rano.


Butelka likieru rumowo-kawowego Kahlua oraz moja wizytówka (bez pewnych moich danych :)

W czwartek wstałam przed 11:00 i
przed wyjściem do pracy próbowałam załadować film z mojego festiwalu na Youtube, ale trwa pół godziny, więc okazało się, że jest za długi i został usunięty :) W gazecie studenckiej moje zdjęcia z salsy. Wyszłam znów o 16:30 i poszłam na pocztę, a potem podjechałam na dworzec, bo padało i pojechałam do Leeds na Networking Event w College of Arts. Zjadłam najpierw dwa kawałki pizzy i wypiłam parę punchów, a potem poszłam się rozejrzeć i zagadałam do paru osób, m.in. do babek z LIFF. Obejrzałam jakieś animacje i wypiłam lampkę wina, a potem wyszłam i poszłam na dworzec. Po drodze weszłam do Highligh i czekałam, aż się zacznie lekcja salsy, ale po paru minutach wyszłam, bo nie planowałam tego i nie byłam odpowiednio ubrana. W domu porozmawiałam z Krystianem, a przed snem objerzałam "Nikitę" Luca Bessona! :) Uwielbiam ten film :)

  
Anne Parillaud jako Nikita i Jean-Hugues Anglande oraz Tcheky Karyo -
w obu byłam zakochana :)

W piątek wstałam znowu o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Wyszłam znów przed 17:00 i poszłam z dwoma koleżankami z pracy do Chino Tai na Chińczyka :) Tak się objadłam, że aż mnie brzuch rozbolał! :) Zresztą jedna z koleżanek też
źle się czuła i miała potem problemy z żołądkiem. Zostawiłam je i poszłam do Tesco na zakupy, a potem wróciłam free busem do domu. Miałam się wieczorem spotkać z Severine, która przyjechała na tydzień do Bratfoot, ale nie odpisała na SMSa ode mnie, a ja zasnęłam na łóżku czekając na odpowiedź. Obudziłam się dopiero po 21:00, zjadłam owoce, które kupiłam i zaczęłam czytać książkę pożyczoną od Krystiana "The Man Who Cycled the Americas" Marka Beamonta. Wcześniej napisał "The Man Who Cycled the World" i Krystian kupił obie, więc ją też przeczytam :) Ale zaczęłam od tej, która bardziej mnie zainteresowała. Po 2:00 się od niej oderwałam i poszłam spać :)

  
Mark Beaumont na okładkach jego książek, które czytam w odwrotnej kolejności, niż je napisał.

Wczoraj obudziłam się po południu, wysłałam parę maili i zrobiłam wreszcie pranie. Miałam się zabrać za biuletyn dla Fabric, ale jakoś nie mogłam się zmusić :) Wieczorem szliśmy z Krystianem na salsa party na uniwerku, którą zorganizowały moje znajome i na Facebooku napisały, że kto się najlepiej ubierze, dostanie butelkę szampana! :) Założyłam więc moją czerwoną sukienkę, zrobiłam sobie makijaż i przed 22:00 poszliśmy wreszcie w deszczu na imprezę. Była to jedna z lepszych salsa party na jakich byłam! :) Świetnie się czułam w tej sukience i wiele osób mi mówiło, że im się podoba. Zatańczyłam z wszystkimi panami, którzy tylko potrafili tanczyć salsę :) Niektórych z nich sama poprosiłam do tańca, więc zaczynam się wreszcie wyrabiać :) Bawiliśmy się do 2:00 w nocy, a potem wróciliśmy do domu i zmieniliśmy czasu na zimowy. Ale zanim poszłam spać było już po 3:00 i to według nowego czasu :)

Kończy się tzw. Halloween weekend, ale nie lubię tego zamerykanizowanego święta i nie ulegam modzie na przebieranie się za wampiry czy zombie. Dzisiaj obudziłam się przed południem, bo sąsiedzi z domu obok znów puścili głośno muzykę. Zabrałam się więc za Film Networking biuletyn i kolejny wpis na blog Fabric. Odpisałam tez na zaległe maile i zrobiłam sobie kalendarz na przyszły rok ze zdjęciami, na których jestem, za mniej niż 5 funtów! :) Jednocześnie słuchałam sobie lokalnych artystów, o których już wcześniej wspominałam (Imani Hekima oraz Lala & the Booya), a także całkiem nowych, których dopiero niedawno odkryłam, dzięki firmie Sodium, której wizytówkę wzięłam w czwartek z Networking Event. Bardziej podoba mi sie muzyka Annie Drury z pobliskiego Keightley (http://www.myspace.com/anndrury) niż Odi z Irlandii (http://www.myspace.com/odimusic).

  
Annie Drury oraz Odie (polecam teledyski
Sodium do ich piosenek http://www.shotbysodium.com).
niedziela, 23 października 2011
WWW.IFF-uk.com :)

557.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Wspomniałam szefowej, że zostałam zaakceptowana na wolontariat przy festiwalu filmowym w Leeds i że jak w piatek dostanę rozkład, to będę musiała wziąć parę dni wolnego. O 17:00 poszłam do domu i zjadłam gofry na obiad, a potem założyłam szkła kontaktowe i o 20:00 spotkałam się w Polskim Klubie z Wanyu i Zico oraz jej przyjacielem Andym, który jest 25 lat starszy ode mnie i mógłby byś moim ojcem :) A Wanyu chciała mnie z nim zeswatac :) Powiedziałam, że możmy się spotkać i pogadać, ale że nic jej nie obiecuję :) Porozmawialiśmy więc trochę, a potem on poszedł na lekcję do grupy na średnim poziomie, a ja na wysokim. Jonathan znów się spóźnił i dołączył o dziwo do grupy na średnim poziomie! Po lekcji Wanyu i Zico poszli do domu, a ja zatańczyłam raz z Andym, a potem siedzieliśmy przy stoliku i rozmawialiśmy, w przerwie między piosenkami, w czasie których ktoś znów poprosił mnie do tańca :) Jonathan ze mnie nie zatańczył i w ogóle nie rozmawialiśmy. Po 23:00 wróciłam z Krystianem do domu i przed snem wykupiłam sobie stronę reklamującą mój festiwal: www.iff-uk.com :)

We wtorek wstałam znów o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Dostałam maila od babki z The Craft Collective ze szczegółami na temat pokazu w Leeds w najbliższą sobotę, bo zgodziłam się wziąć w nim udział :) Obiecałam sobie, że to już naprawdę po raz ostatni, ale jak kolega z pierwszego pokazu zapytał na Facebooku, kto jest zainteresowany kolejnym, to oczywiście się zgłosiłam :) Bo to będzie duża impreza i będę miała fryzjera i wizażystkę, a na pokazach do The Craft Collective zawsze muszę sobie sama zrobić makijaż i ułożyć włosy. Wyszłam z pracy o 17:00, poszłam do domu, zjadłam obiad i poszłam do łóżka. Obejrzałam scenę z filmu "Italian for Beginners", która na moim DVD była zarysowana i zawsze przeskakiwała. Potem zamówiłam 500 wizytówek z adresem mojej nowej strony, które mają być gotowe za tydzień. Przydadzą mi się w przyszły czwartek, bo jadę na kolejny Networking Event w Leeds. Później odpisałam na maile i obejrzałam online wszystkie odcinki francuskiego mini-serialu "Bref" Kyana Khojandi, który jakiś czas temu odkryłam dzięki postowi jaki moja stara znajoma z Fugazi wrzuciła na Facebooka. Wszystkie są bardzo krótkie i bardzo zabawne :)

  
Ja podczas mojego poprzedniego "występu" dla The Craft Collective oraz  Kyan Khojandi z "Bref".

W środę wstałam jak zwykle o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Przed wyjściem otworzyłam okno, żeby przewietrzyć trochę pokój. Wieczorem miałam iść do restauracji Ambrozja z szefową, jej mężem, kolegą z pracy oraz z koleżanką z pracy i jej chłopakiem. Cała trójka to Polacy, więc szefowa i jej mąż chcieli, żebyśmy się z nimi wybrali i pomogli im zdecydować, co zjeść :) Koleżanka jednak się wycofała, bo chłopakowi szkoda było pieniędzy. Wcześniej miałam iść do Helath Centre, bo znów zaczęły mnie boleć uszy, ale na szczęście zadzwonili i spytali, czy mogę przyjść o 17:30 zamiast 18:30. Zgodziłam się i o 17:00 poszłam szybko do domu, żeby zabrać parę rzeczy. Najpierw podeszłam do Nursery i zostawiłam im moje pluszowe zabawki, a potem poszłam do lekarza po recepty. Wykupiłam je od razu w aptece i oddałam im francuskie leki dziewczyn, bo nie chciałam ich po prostu wyrzucić do śmieci. Z powrotem w domu byłam po 18:00 i wkrótce przyjechała Florence, żeby się z nami pożegnać. Namówiłam ją i Krystiana, zeby poszli z nami na kolację w Ambrozji :) Zjedliśmy więc w szóstkę, a potem odprowadziliśmy Florence na autobus. W domu byliśmy przed północą, ale spać poszłam dopiero o 1:00.


W czwartek obudziłam się po 8:30, a po 9:30 wyszłam z domu i poszłam do Fabric. Tam babka, której za bardzo nie lubię, zaczęła mi tłumaczyć jak krowie na miedzy, jak mam robić dla nich ten biuletyn filmowy. Nerwy mi prawie puściły, ale się powstrzymałam i na koniec się nawet dogadałyśmy. Potem podjechałam free busem do sklepu po antyramę, a z nią do pracy. Szefowa wyszła wcześniej, a ja zostałam z parą nowych studentów, którzy działają mi na nerwy. Niczego nie mogą się nauczyć i wciąż się obijają. Wkurzyłam się więc wreszcie i wyszłam o 16:30. Poszłam na pocztę i zapłaciłam kartą za jedną z paczek, bo ktoś ją źle podliczył. Musiałam więc wyłożyć kasę z własnej kieszni! Wróciłam do domu i zamiast iść na 18:00 na pokaz filmu "The Adjustment Bureau" (Władcy umysłów) organizowany przez BSC, znalazłam ten film w sieci i obejrzałam online :) I całe szczęście, bo mnie załamał :) Był oparty na całkiem ciekawym opowiadaniu Philipa K. Dicka, ale twórcy podeszłi do niego za poważnie, a wystarczyło potraktować całą historię bardziej symbolicznie, żeby wyszedł z tego całkiem dobry film. Na kolację zjadłam małże, a potem usiadłam do Internetu i poszłam
spać o 2:30.

  
Emily Blunt i Matt Damon w filmie "The Adjustment Bureau" wg. opowiadanie Philipa K. Dicka.

W piątek wstałam tradycyjnie o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Od razu zaczęli mnie wszyscy wkurzać i dopiero po jakimś czasie się uspokoiłam. Odebrałam sobie pieniądze za wczorajszą paczkę, kupiłam bilety na salsa party w przyszłą sobotę na uniwerku i odpisałam na parę maili od dystrybutorów. Jeżeli chcę pokazać wszystkie zaplanowane filmy, muszę szybko znaleźć jakiegoś sponsora! Dostałam też plan festiwalu w Leeds i uzgodniłam od razu z szefową, kiedy jest mi potrzebny urlop. Wyszłam o 17:00 i poszłam do domu, gdzie zjadłam
obiad i się przebrałam. Potem poszłam na dworzec, wsiadłam w autobus i pojechałam na lekcję "5 Rhythms". Przyjechałam trochę za wcześnie, więc poszłam na spacer, a potem wróciłam na 19:30. Niestety, znów nie było lekcji jako takiej, tylko wszyscy tańczyli, w tym jedna moja znajoma! :) Spytała mnie później, czy chcę podwózkę, ale podziękowałam jej, bo chciałam iść na zakupy do pobliskiego Morrisona. Okazało się jednak, że zamykają go o 22:00, czyli właśnie wtedy, jak tam doszłam. Poszłam więc piechotką do Tesco, zrobiłam zakupy i wróciłam przed północą do domu taksówką. Usiadłam do Internetu i zasnęłam dopiero o 2:30.

Wczoraj obudziłam się o 5:00 i do 6:00 nie mogłam zasnąć, bo sasiędzi za ścianą pewnie znów pili i zaczęli podnosić głosy, a to od razu mnie budzi! W końcu udało mi się zasnąćy, ale po 10:00 obudziło mnie radio sąsiadki, które najwyraźniej znów soti przy mojej scianie, choć właściciel prosił ją, żeby je przestawiła! Wysłałam mu więc wkurzona SMSa z pretensjami, ale przypomniałam sobie, że pojechał z ojcem do Pakistanu! Poszłam więc do Krystiana do pokoju pospać do 12:00, a potem wróciłam do siebie i przeczytałam maila od babki z the Craft Collective, że mam być w Leeds o 18:30, a nie jak poprzednio ustaliłyśmy 15:00, więc poszłam dalej spać. W koncu wstałam, zjadłam śniadanie i wysłałam SMSa do tej babki organizujacej pokaz z pytaniem, czy jest nadal aktualny, bo na Facebooku było napisane, że jest odwołany. Niestety potwierdziła, a miałam nadzieję, że będę mogła zostać cały dzień w łóżku. Wzięłam prysznic i o 18:04 wsiedliśmy z Krystianem w pociąg do Leeds. Przed 19:00 dotarliśmy do klubu Sugar Shack, ale nic się nie działo. Kupiliśmy sobie po drinku i zrobiliśimy parę zdjęć. Organizatorka się spóźniła i kazała nam nadal czekać, ale było bardzo zimno i postanowiliśmy wrócić do domu
. Wsiedliśmy w pociąg i przed 22:00 byliśmy z powrotem.

  
Wnętrze klubu Sugar Shack w Leeds, gdzie miał się odbyć niedoszły pokaz mody oraz nasze drinki :)

Dzisiaj około 11:30 obudziła mnie znów muzyka sąsiadów. Wstałam jednak dopiero po 12:00, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i chwilę porozmawiałam przez Skype'a z bratem. Potem zabrałam się za sprzątanie pokoju, bo po 14:00 była już u mnie Sarah. Zrobiłyśmy sobie lekcję non stop przez dwie godziny do 16:15, zamiast robić przerwę i skończyć później. Po jej wyjściu zjadłam obiad i około 17:00 poszłam do Krystiana do pokoju, żeby popracować na moją nową stroną. Sam zaproponował, że mi ją zaprojektuje, a potem jak zwykle nie mogłam nic od niego wyegzekwować. A wkrótce dostarczą mi wizytówki i zacznę je rozdawać. W międzyczasie sama więc wrzuciłam coś na stronę, żeby nie była pusta, ale na razie nie wygląda to zbyt profesjonalnie. Usiadłam więc obok niego, żeby mieć go na oku, a sama zajęłam się przeglądaniem programu Leeds International Film Festival, odpowiadając tylko od czasu na jego pytania np. jaki chcę mieć kolor tła :) Nie poszłam przez to na 18:05 do Muzeum na "The Black Power Mixtape 1967-1975", chociaż chciałam zobaczyć ten film, tylko siedzieliśmy nad tą stroną. Jak już ją skończymy, to ją wrzucimy i podmienimy z tą moją tymczasową, która jest teraz :)

niedziela, 16 października 2011
Uczę się odmawiać :)

556.

W poniedziałek wstałam o 10:00, bo o 11:00 byłam umówiona w National Media Museum z szefem festiwalu. Napiliśmy się wody i dalam mu plakat podpisany przez Richarda Kwietniowskiego oraz torbę mojego festiwalu. Wspomniała mi o możliwości pracy jako Printing Coordinator przy festiwalu i zachęcił, żebym zaproponowała jakiegoś gościa festiwalu. Porozmawiałam też chwilę z babkę od kursów filmowych i przypomniałam sobie, że muszę się skontaktować z szefem Frabric. Wszyscy mi najpierw mówia, że się odezwą, ale widzę, że jak sama o siebie nie zadbam, to się nie doczekam. Już 15 minut po 11:00 byłam wolna i lekko wkurzona, bo skoro facet poświęcił mi tylko 15 minut, to mogliśmy się spotkać o 11:30 i mogłam pospać pół godzinki dłużej! Wsiadłam we Free Bus z myślą, że pójdę wcześniej do pracy, ale na szczęście spotkałam koleżankę i poszłam do niej na herbatę. Mieszka w The Green, czyli ekologicznym miasteczku studenckim, pierwszym takim w Anglii. O 12:00 dotarłam do pracy, ale się nie napracowałam, bo zadzwoniła jakaś babka i spyta, czy ktoś ze Student Union przyjdzie oceniać zdjęcia i eseje studentów, którzy byli na wymianie zagranicznej. Popytałam dookoła, ale nikt nie miał czasu, więc się zgłosiłam na ochotnika i poszłam :)

Była tam już szefowa Galerii II, babka z International Office i chłopak z Marketingu. Zjedliśmy parę kanapek i zdecydowaliśmy, komu przyznać nagrody, choć nie było to łatwe. Potem poszłam jeszcze na kawę z babką z Galerii II, bo nie zdawałam sobie sprawy, że już dochodzi 15:00. Wróciłam do pracy dopiero po 15:00, a już o 17:00 szłam do domu. Dostałam maila od dystrybutora filmu "Hana Bi" Takeshi Kitano, że chcą 100 funtów za pokaz, więc im podziękowałam, bo aż tak mi nie zależy na tym filmie :) Napisałam też do Neila, że chętnie wybiorę znów polskie filmy na Bratfoot International Film Festival (BIFF). Tymczasem napisali do mnie z Leeds International Film Festival (LIFF), że zaakceptowali mnie na wolontariat i w piatek przyślą mi mój program. W domu zjadłam tosty na obiado-kolację i znów spóźniłam się z Krystianem na salsę, bo zakladałam szkła kontaktowe. Tym razem był dość trudny układ z przykucaniem na koniec, więc zaczęły mnie boleć nogi, bo mięśnie ud mi się naciągnęły. Jonathan przyszedł spóźniony i zatańczył ze mną pierwszy, środkowy  i ostatni taniec. Wyszłam jednak nie żegnając się z nim, jak to on ma w zwyczaju. W domu zamiast iść spać usiadłam jak zwykle do komputera i posiedziałam do 2:30 rano.

  
The Green, ekologiczne miasteczko studenckie z bateriami słonecznymi - projekt i rzeczywistość.

We wtorek obudziłam się o 6:00,  a potem zasnęłam znów po 8:00 i pospałam do 11:00. Wreszcie wstałam i poszłam do pracy na 12:00. Babka z którą normalnie pracuję była chora, więc szefowa spytała, czy pojadę zamiast niej do School of Management. Zgodziłam się od razu, bo zmiana otoczenia dobrze mi robi :) Zabrał się ze mną chłopak z siłowni i pojechaliśmy taksówką na koszt union do głównego budynku Szkoły Zarządzania, gdzie
około 13:30 rozłożyliśmy ulotki, które potem wraz z jakimiś ekologicznymi torbami  wciskaliśmy studentom :) Posiedzieliśmy tam do 16:00, głównie się nudząc lub rozmawiając ze studentami, jak mieli akurat przerwę. Zjadłam tam dość tania zupę i wypiłam herbatę, a potem o 16:45 wróciliśmy taksówką do pracy. Oddałam rachunki za taksówkę i babka z finansów nie chciała, żebym oddawała jej za jedzenie, więc zjadłam też na koszt union :) Przejrzałam maile i za chwilę zbierałam się już do domu, więc przez te dwa dni za bardzo się nie napracowałam :) Jak wyszłam z pracy o 17:00 zadzwoniłam do szefa Fabric i umówiłam się z nim nazajutrz na 10:30. W domu zjadłam obiad i poszłam do łóżka. Przed snem obejrząłam "Sex and Lucia" online, a potem "Y tu mama tambien" na DVD z komentarzem 3 młodych aktorów. Był to najgorszy komentarz, jaki w życiu słyszałam!

  
Paz Vega (Sex & Lucia) oraz Gael Garcia Bernal, Andres Almeida i Diego Luna (Y tu mama tambien).

W środę wstałam o 9:00, po 10:00 wyszłam z domu i w lekkim deszczyku poszłam do biura Fabric. Tam jedna z pracownic pomogła mi odebrać pocztę babki, która wyjechała do Los Angeles. Po 11:00 przyszedł szef i ustaliliśmy, że zrobię im biuletyn filmowy dwa razy w miesiącu (w połowie i pod koniec) za 35 funtów każdy, czyli razem za 70 funtów miesięcznie. Wyszłam stamtąd po 11:30 i złapałam free busa na uniwerek. W pracy nie było szefowej, usiadłam więc przy jej biurku. W domu zjadłam obiad, a potem wzięłam się za ten biuletyn, ale okazało się, że hasła, które podała mi babka z LA nie działają. Wrzuciłam więc wszystko w dokument i o 2:30 w nocy poszłam spać. W czwartek po 10:00 obudził mnie stukot obcasów sąsiadki z góry. Na 12:00 poszłam do pracy, a że szefowej nadal nie było, zadzwoniłam do babki z Fabric. Okazało się, że wszystko się pozmieniało i mam wrzucać informacje na stronę, a stamtąd ona je wrzuci do biuletynu, a potem pokaże mi kiedyś jak to robić. Wyszłam z pracy o 17:00, zjadłam obiad, a potem wzięłam się za tą stronę. O 21:00 skończyłam i poszłam do Weatherspoon, gdzie przy barze podrywał mnie jakiś chłopak :) Spotkałam się z Wanyu, która podwiozła mnie busem do domu.
Krystian dał mi baterię do mojej Nokii N95, żebym mogła ją wysłać na recycling. Porozmawiałam jeszcze przez chwilę z Wanyu przez Skype'a, zanim poszłam spać o 2:30.

  
Biuro Fabric, gdzie będę musiała od czasu do czasu zaglądać oraz Nokia N95 - zupełnie jak moja :)

W piątek obudziłam się znów po 10:00 przez sąsiadki z góry. Poszłam do pracy na 12:00, a że szefowej nadal nie było, więc usiadłam przy jej komputerze i próbowałam znów wrzucać rzeczy na stronę, bo okazało się, że cześć nie zadziałała. Ale że nadal nie działo, więc przesłałam wszystko babce z Fabric, która to wrzuciła i roześle biuletyn w poniedziałek rano. Potem wysłałam z pracy moją Nokię pocztą na recycling, za co dostanę ponad 40 funtów.
Tymczasem odpisali mi na maila z British Film Institute (BFI) i chcą 60 funtów za pokaz filmu, czyli 120 za dwa filmy. Odpisałam, że dam znać bliżej terminu w marcu, a teraz muszę zdobyć te pieniądze :) O 17:00 poszłam z dwoma dziewczynami z pracy do Tree House, gdzie zjadłam zupę buraczkową przypominającą buraczki na ciepło, które bardzo lubię :) Do tego zjadłam dwie kromki chleba z masłem, a na deser miałam herbatę waniliową i ciasto jabłkowe. W sumie kosztowało mnie to 5 funtów, a było pyszne i wystarczyło, żeby się najeść :) O 18:00 wróciłam do domu i poszłam do łóżka. Założyłam stronę Inspiring Films Festival i zaprojektowałam sobie nową wizytówkę, na której podaję adres strony. Zanim poszłam spać znów było po 2:00 w nocy!

Wczoraj wstałam po południu, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i po 14:00 poszłam do sklepów. Wróciłam free busem do domu i rozpakowałam zakupy, a wkrótce przyszła Florence. Przebrałam się i poszliśmy we trójkę z Krystianem do restauracji hinduskiej Kashmir na curry.
Do tego wypiliśmy butelkę różowego wina i o 18:00 wróciliśmy do domu. Florence w czwartek wraca do Francji i to był jej ostatni weekend w Anglii, więc postanowiliśmy zabrać ją na salsa party. Przebrałam się w spódniczkę, pomalowałam i 20  minut później podjechała po nas koleżanka z kursu Ela. Zawiozła nas do Sheffield, bo tylko tam w ten weekend było salsa party. Lekcja bachaty, na którą przyjechaliśmy, zaczęła się z opóźnieniem. Pojawił się na niej Jonathan z babką, z którą kiedyś romansował na naszym kursie. Ponieważ Krystian miał do obtańcowania mnie, Elę i Florence, postanowiłam, że tego wieczoru nauczę się prosić facetów do tańca, żeby nie siedzieć pół imprezy przy stoliku jak kołek :) Zaczęłam więc od tych, których znam i najpierw zatańczyłam z Jonathanem, a potem podeszłam do mojego byłego nauczyciela salsy. Powiedział, że teraz jest DJem i nie może, ale że przyjdzie do mnie jak będzie wolny.

Poprosiłam więc faceta, którego kojarzyłam z ostatniej imprezy w Leeds, ale który mnie nie poznawał. W końcu mój były nauczyciel był wolny, ale zamiast ze mną zatańczył najpierw z jakimiś dwoma babkami, jedną po drugiej, a ja w tym czasie siedziałam przy stoliku! Postanowiłam poprosić chłopaka, z którym mi się dobrze tańczyło, ale jak zaczęłam iść w jego stronę, podszedł mój nauczyciel! Odmówiłam mu i poprosiłam tego chłopaka, z którym znów mi się dobrze tańczyło :) Nauczycielowi powiedziałam potem, że chciałam po prostu nauczyć się prosić facetów do tańca i pomyślałam, że zacznę od tych, których znam. A potem dodałam, że już się nauczyłam i dziękuję :) Wszyscy byli w szoku, że mu odmówiłam, on chyba też. Obiecał, że załatwi jeszcze jedną salsę, bo ostatnio grali bachatę i przyjdzie ze mną zatańczyć. Zgodziłam się, ale jak zobaczyłam kątem oka, że idzie, poszłam usiąść za stołem, żeby nie ułatwiać mi sprawy :) Musiał mnie stamtąd wyciągać, ale w końcu zatańczyłam z nim ostatni taniec ne tej imprezie. Wychodząc nie pożegnałam się z Johnatanem, który przetańczył całą noc z jakąś nową babką. Postanowiłam sobie, że w
poniedziałek mu odmówię, bo tego wieczoru nauczyłam się prosić do tańca i odmawiać :) W domu przegrałam zdjęcia i filmy od Florence, która spała u mnie w pokoju.

  
Mój pierwszy nauczyciel salsy jako DJ oraz trzy boginie salsy: od lewej ja, Ela i Florence :)

Dzisiaj rano słyszałam, że Florence zbiera się do wyjścia, ale nie miałam nawet siły zerknąć która godzina. Poszłyśmy spać około 3:00 nad ranem, więc wstała dopiero po 12:00, bo nie wyspałam się za bardzo. Wzięłam prysznic i posprzątałam trochę pokój, bo przed 14:00 była już u mnie Sarah na kolejną lekcję polskiego. Zapomniała portmonetki, więc powiedziala, że przyniesie mi pieniądze w środę do pracy, bo będzie akurat na uniwerku, ale powiedziałam, że może spokojnie zapłacić mi tydzień. Wyszła po 16:30 i poszłam do kuchni zrobić sobie obiad. Spotkałam tam Krystiana i umówiliśmy się, że po jedzenie poćwiczymy układ bachaty, którego się nauczyliśmy wczoraj. Zatańczyliśmy go parę razy, żeby sobie utrwalić, a potem poszłam do łóżka i usiadłam znów do komputera :) Przed snem obejrzałam sobie jeszcze raz "Trainspotting" na DVD, które kupiłam ostatnio w sklepie wysyłkowym HMV, żeby pokazać go w czasie kolejnej edycji mojego festiwalu filmowego w marcu :) Niesamowite, że ten film w ogóle się nie zestarzał! Obejrzałam też wywiady z ekipą filmu po latach, a w końcu o 1:30 poszłam spać.


Bohaterowie kultowego filmu "Trainspotting": Begbie, Diane, Sick Boy, Spud i Renton.
niedziela, 09 października 2011
Pocztówka z Bratfoot

555.

W poniedziałek obudziłam się przed południem, bo jak nowa sąsiadka chodzi po pokoju nade mną, to ją słyszę, chociaż nadal jej nie widziałam :) Zjadłam śniadanie, ale z łóżka wstałam dopiero około 16:00. Wzięłam prysznic i poszłam na pocztę, bo żona kuzyna poprosiła wszystkich ich znajomych, żebym na urodziny ich córki przysłali jej kartkę z miasta, w którym mieszkają. Myślałam, że nie będzie z tym problemu, bo kupowałam już na tej poczcie kartki z Bratfoot. Niestety, okazało się, że już ich nie sprzedają. Pojechałam więc do Wilkinsona po szampon i odżywkę i kupiłam znaczek na kartkę na poczcie, myśląc, że dostanę pocztówkę z Bratfoot w Muzeum Mediów, ale ich sklep z pamiątkami był już zamknięty. Po drodze do domu zahaczyłam o bankomat po pieniądze na czynsz, ale okazało się, że zamiast 210 funtów wyjęłam tylko 110! :) Wróciłam do domu i znalazlam płytę DVD "Zabić księdza" w poczcie! Szkoda, że nie dotarła w sobotę na festiwal! Teraz będę musiała zorganizować osobny pokaz, tak jak obiecałam wszystkim, którzy przyszli na niego w czasie festiwalu. Zjadłam resztę gołąbków wegetariańskich i przebrałam się, bo o 20:00 szłam na salsę. Usiadłam z Florence przy stoliku i zatańczyłam z Patrykiem, który przyszedł w weekend na mój festiwal. Jonathan mi się potem tłumaczył, dlaczego się nie pojawił. Potańczyliśmy, porozmawialiśmy, a potem pożegnał się, pocałował mnie w szyję i poszedł. Wyszłam wkrótce po jego wyjściu, wróciłam do domu i poszłam spać.

  
"Conspiration para matar a un cura", czyli hiszpańskie DVD z filmem "Zabić księdza" oraz Bratfoot :)

We wtorek nadal miałam wolne. Obudziłam się tuż przed południem, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. Wyszłam z domu po 15:00 i podeszłam do Informacji Turystycznej w ratuszu, ale okazało się, że tam też nie sprzedają  pocztówek z widokiem miasta! Kiedyś mieli i być może będą mieli przed Świętami, ale chwilowo nie mają i nie wiedzą, gdzie można je kupić. Zasugerowali, żebym sprawdziła sklep w Muzeum Mediów, więc się przeszłam, bo i tak było po drodze, ale tam też nic nie mieli! Wróciłam do domu lekko załamana, bo zrozumiałam, że nikt nie chce kupować kartek z Bratfoot, a jak nie ma popytu, to  nie ma podaży! Napisałam więc maila do kuzynowstwa przepraszając, że nie wyślę ich córce pocztówki z Bratfoot, bo niestety jest to niemożliwe! Wzięłam płytę DVD z filmem "Włoski dla początkujących" i poszłam na dworzec. Pociąg do Leeds był spóźniony, ale na szczęście sklep HMV był nadal otwarty po 17:00, więc zamieniam "Italian for Beginners" na Gift Card za 10 funtów. Potem weszłam jeszcze do TKMaxxa i Primarku, ale nic nie kupiłam. Spóźniłam się chwilę do mojej pani shrink. Tym razem rozmawiałyśmy o seksie. Poleciła mi warsztaty grupowe w Finhorn, ale jak wróciłam do domu o 22:00 i sprawdziłam ich stronę, to okazały się trochę drogie. Na szczęście można się starać o dofinansowanie. Postanowiłam więc wybrać się tam na tydzień w styczniu, zaraz po pobycie w Polsce, żeby szefowa myślała, że wracam dopiero 20-tego stycznia. Spać poszłam dopiero po 2:00 w nocy.

W środę wstałam po 10:00 i usiadłam do komputera. Do pracy poszłam na 12:00, a że nie było szefowej, to dzień upłynął mi dośc luźno. Porozmawiałam chwilę z szefem Language Centre, który też dostał dofinansowanie z Cultural Fund na imprezę One World Week i ustaliliśmy, że zrobię drugą część festiwalu IFF za część ich pieniędzy :) Początkowo chciałam tylko pokazać "Zabić księdza", ale postanowiłam zorganizować znów cały weekend 10 filmów w czasie ich imprezy pod szyldem Inspiring Films Festival (IFF -
suplement), albo też IFF 2012. Jeszcze nie zdecydowałam, czy będzie to ciąg dalszy, czy też druga edycja festiwalu. Poczatkowo miałam bowiem nadzieję, że zorganizuję coś jeszcze w tym roku pod szyldem IFF 2011 i będę mogła wykorzystać koszulki z logiem oraz karty do głosowania. Ale teraz kiedy wiem, że One World Week odbedzie się w maju, wygląda na to, że będę musiała zorganizować IFF 2012! :) Wyszłam z pracy o 16:30 i poszłam na pocztę. W domu zjadłam obiad i zdrzemnęłam się trochę, zanim Krystian wrócił z Francji i włączył znów głośno muzykę. O 18:45 wyszłam z domu i poszłam na kręgielnię. Nikogo poza mną nie było, choć byliśmy umówieni z Nancy, która przyjechała na parę dni z Londynu na 19:00, kupiłam więc colę i usiadłam w barze, a wkrótce doszli pozostali. Posiedzieliśmy w barze do 22:30 i potem wróciliśmy w parę osób taksówką do centrum. W domu porozmawaiałam chwilę z Krystianem i opowiedział jak było we Francji. Spać poszłam o 1:30.

W czwartek obudziłam się bez powodu o 3:00 nad ranem i już nie mogłam zasnąć aż do 8:00 rano. W końcu wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy, po w sumie
zaledwie jakiś 4 godzinach snu! Wyszłam z pracy o 17:00 i poszłam do domu z postanowieniem, że pojadę wieczorem na salsę do Leeds, mimo że padał deszcz i trochę zmokłam. Umawiałam się z Florence i znajomym z naszego kursu salsy. Zjadłam obiad, odpisałam na maile i dostałam SMSa od Florence, że nie przyjedzie, bo uciekł jej autobus. Napisałam więc, że ja też nie przyjdę i położyłam się spać :) Spałam od 18:00 do 22:00, a potem usiadłam do komputera i tak siedziałam do 1:30. Przed snem obejrzałam nowy odcinek "South Parku" online. W piątek wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Napisałam maile do dystrybutorów filmów, które chce pokazać na festiwalu. Wyszłam z pracy o 17:00, zjadłam obiad w domu i o 18:34 wsiadłam w pociąg do Leeds. Po 19:00 spotkałam się na schodach Leeds Town Hall z dwoma osoby z Leeds Movie Fans Meetup Group (LMFMG). Potem doszła jeszcze jedna Polka, z ktorą jak się okazało mam wspólnych znajomych i jeszcze 2 osoby. Chodzą razem na filmy, ale głównie w Leeds, więc jakoś nigdy nie było mi z nimi po drodze. Tym razem jednak spotkaliśmy się na prezentacji filmów z tegorocznego Leeds International Film Festival, gdzie staram się o wolontariat jako opiekun gości festiwalu. Wypiliśmy małe piwko i o 22:08 wsiadłam w pociąg do Bratfoot. Spać poszłam po północy.

  
Leeds Town Hall oraz sala w środku ratusza, w której pokazano fragmenty festiwalowych filmów.

Wczoraj obudziłam się o 6:00 i do 8:00 siedziałam na Internecie. Ostatnio coś nie mogę spać, chyba przez tą zmienną pogodę - raz słońce, raz deszcz, zgłupieć można! :) Pospałam potem do południa, a z łóżka wstałam dopiero o 15:00. Podjechałam do sklepów na zakupy, a potem wróciłam do domu na obiad. Po 18:00 przyszła Florence i przygotowałyśmy dla niej materac, a potem się przebrałam i o 19:30 pojechalismy we trójkę z Krystianem do Saltaire na salsa party w ramach Day of Dance. Impreza była taka sobie, nie bylo za bardzo z kim tańczyć poza kolegą z naszych lekcji, Po 23:00 wsiedliśmy więc w autobus i pojechaliśmy do domu, a po drodze kupiliśmy frytki, bo strasznie zgłodnieliśmy. Położyliśmy się spać po 1:00 i Florence spała u mnie w pokoju. Wstała dziś rano o 7:30 i wyszła przed 8:00. Po jej wyjściu usaidłam na trochę do komputera, a potem poszłam dalej spać. Obudziłam się dopiero około 14:00. Zjadłam coś i zaczęłam sprzątać pliki i porzegrywać je z laptopa na twardy dysk. Cały dzień słuchałam muzyki Erica Serry z "Nikity" Luca Bessona :) W końcu o 19:00 wzięłam prysznic, włożyłam szkła kontaktowe i zaczęłam się zbierać na 20:00 do Muzeum, gdzie byłam umówiona z paroma nowymi osobami z LMFMG na dokument "The Interrupters" o ludziach, którzy pracują z trudną młodzieżą w Chicago. Oprócz mnie z Leeds przyjechało trzech facetów, z którymi poszłam potem do Weatherspoons na drinka. Bardzo miło się nam rozmawiało, więc w domu byłam dopiero po 23:00. Spać poszłam o 2:30.

   Okładka płyty z muzyką Erica Serry do filmu "Nikita" Luca Bessona oraz ekipa "The Interrupters".

środa, 05 października 2011
Mój festiwal filmowy :)

554.

W piątek obudziłam się po 7:30 i usiadłam do maili, żeby dograć jeszcze parę detali przed wieczornym otwarciem festiwalu. Mało co sie przez to nie spóźniłam do szkoły! :) Tym razem zaczęło się od akademii, na której dziewczynka znów była niegrzeczna, bo się nudziła. Porozmawiałam z jej mamą i potem było już lepiej. Na koniec dała mi laurkę i powiedziała, że mnie kocha :) Wyszłam po 13:00 i po drodze na przystanek weszłam do sklepu po coś do jedzenia. Potem podjechałam na Interchange i wsiadłam w pociąg do Leeds. Znalazłam sklep HMV i kupiłam "Italian for Beginners" za 10 funtów, czyli dwa razy więcej niż kosztuje przez Internet. Ale nie miałam wyboru, bo film był mi potrzebny nazajutrz. Później kupiłam jeszcze coś ciepłego do jedzenia i wróciłam na dworzec. Pociąg z Londynu był parę minut spóźniony. Jak tylko zobaczyłam Richarda Kwietniowskiego, od razu go poznałam, a on poznał mnie! :) Wsiedliśmy w pociąg do Bratfoot i odprowadziłam go do hotelu. Umowiliśmy się, że będzie o 18:15 czekał w holu na którąś z pomagających mi osób i razem przyjdą na otwarcie na 18:30.

Przyszłam do domu i napisałam SMSa do koleżanki z pracy, która zaoferowała pomoc przy festiwalu oraz maila do chłopaków z BSC z pytaniem, kto chce odebrać reżysera z hotelu. Koleżanka była pierwsza :) Wzięłam prysznic, przebrałam się o przed 18:00 dotarłam do budynku Student Central. Dowiedziałam się, że z Biko Room przeniesiono moją rezerwację do Escape Bar, ale pomyślalam, że to nawet lepiej, bo tam mają wygodne kanapy i stoliki. Spotkałam się na parkingu z chłopakiem, ktory dowiózł jedzenie z restauracji Ambrozja (pierogi ruskie i z mięsem, gołąbki z mięsem i wegetarianskie oraz sałtka śledziowa i polski chleb) i zanieśliśmy je do sali. Na stole były już białe obrusy papierowe, więc położyłam na nim jeden z czerwonych, które kupiłam w zeszłym tygodniu, a na nim chłopaki z BSC, którzy na szczęście przyszli wcześniej, poukładali białe talerze i czerwone serwetki. Do tego wyłożyłam w szklanki biale sztućce, więc stół był biało-czerwony :) Obsługa baru wyłożyła butelki z wodą, sokiem pomarańczowym oraz białym i czerwonym winem. Kończyłam właśnie
wykładanie ulotek i odgradzanie VIPowskich rzędów w Lecture Theatre, gdy zaczęli się schodzić goście.

Przyszło mniej osób niż zaprosiłam, zaledwie 30 z 40
osób. Zachęciłam wszystkich do jedzenia i picia, a sama wyszłam z Richardem i czterema fotografami na sesję zdjęciową na schodach :) Potem jeden z nich zaczął przeprowadzać wywiad z Richardem i jak skończyli, dosiadłam się do nich i podsunęłam mu 10 plakatów do podpisania :) Po 19:30 zaprosiłam gości na górę, a jak wychodzili, podałam każdemu torbę z logiem festiwalu i ulotkami w środku. Przeszliśmy do Lecture Theatre, gdzie czekało już parę osób i gdzie zrobiliśmy sobie sesję na tzw. "czerwonym dywanie". W praktyce był to drugi kupiony przeze mnie czerwony obrus papierowy, który o dziwo całkiem nieźle spełnił swoje zadanie :) Po moim i Richarda krótkim wprowadzenia zaczął się film, a my wyszliśmy i poszliśmy razem z fotografem spowrotem do sali na dół na wino. Posprzątałam trochę i zaniosłam resztę jedzenia do kuchni za recepcją. Po 21:30 wróciliśmy na salę na Q&A. Później zrobiliśmy sobie kolejną sesję zdjęciową i chłopak z BSC przeprowadził wywiad najpierw z Richardem, a potem krótko ze mną. W końcu wyszliśmy we dwójkę i poszliśmy do Weatherspoon na wino. Po północy odprowadziłam go do hotelu.

      
John Hurt i Jason Priestley w "Love and Death on Long Island" oraz reżyser Richard Kwietniowski.

W sobotę obudziłam się w środku nocy, bo wypiłam za dużo wina i miałam lekkiego kaca, otworzyłam więc okno i poszłam dalej spać. W końcu wstałam po 9:30 i o 10:45 byłam już w Student Central. Wkrótce przyszli chłopaki z BSC i jeszcze trzy osoby na film "Italian for Beginners", razem było więc pięć osób na sali, bo ja wyszłam i poszłam do kuchni za recepcją na śniadanie. Założyłam też koszulkę z logo festiwalu i wróciłam do Lecture Theatre dopiero na dyskusję po filmie. Chłopak z BSC powiedział mi, że w czasie seansu film się na chwilę zatrzymał, a potem przeskoczył do następnej sceny. Okazało się bowiem, że przyniosłam starą zarysowaną kopię, zamiast nowej świeżo kupionej! :) Po dyskusji mialam jeszcze trochę czasu, więc pobiegłam do Muzeum Mediów spotkać się przed wyjazdem z Richardem. Usiedliśmy, żeby się czegoś napić i podpisał mi DVD z jego filmem :)
Ustaliliśmy też, że mimo iż na jego pokazie było tylko 35 osób, to jednak jakość publiczności liczy się bardziej niż ilość. Potem on poszedł na dworzec, a ja do domu sprawdzić, czy doszło DVD z filmem "To Kill a Priest" (Zabić księdza). Niestety, film nie dotarł na czas, zamiast niego puściłam więc "Trzy kolory: Biały".

Po filmie odbyła się krótka dyskusja, w czasie której obiecałam, że jak dojdzie DVD z "Zabić księdza",. to zorganizuję pokaz w Gelerii II. Potem poszłam do kuchni za recepcją zjeść pierogi i gołąbki oraz wysłać faxem Time Sheets z czwartku i piątku. O 17:00 wrociłam na salę na pokaz filmu "Biegnij Lola, biegnij" Toma Tykwera. Tym razem przyszło pięć osób, a jak pokaz już się zaczął weszły cztery spóźnione dziewczyny, ale wyszły po 2/3 filmu, więc ich nie liczę. Potem odbyła się bardzo fajna rozmowa z publicznośćią, po której znów wróciłam do recepcji na komputer. Odpisałam na maile i zaczęłam robić notatki do bloga. Potem miałam do siebie pretensje, że nie wyszłam ani razu na dwór, żeby poleżeć na trawie, choć była bardzo piękna pogoda, podobno najpiękniesze od lat, tzw. Babie Lato. O 20:00 pokazaliśmy film "Kobiety na skraju załamania nerwowego" Pedro Almodóvara, a o 23:00 "Leona zawodowca" Luca Bessona. Ponieważ drzwi do budynku były już zamknięte, wywiesiłam na nich kartę i siedziałam obok, czekając aż ktoś przyjdzie. W końcu puściliśmy film dla zaledwie paru osób, a że zdecydowaliśmy się na dłuższą wersję reżyserską, to pokaz skończył się dopiero o 1:30. Nikt nie miał więc już siły dyskutować, tylko poszliśmy do domu i padłam wreszcie wykończona spać :)

  
Scena zbiorowa z "Italian for Beginners" oraz
Zbigniew Zamachowski i Janusz Gajos w "Białym".

  
Julie Delpy w filmie "Trzy kolory: Biały" (Three Colours: White) oraz kadr z filmu "Run Lola Run".

  
"Kobiety na skraju załamania nerwowego" oraz Jean Reno i młodziutka Nathalie Portman w "Leonie".

W niedzielę wstałam przed 9:30, ale jak poszłam wziąć prysznic, okazało się, że w łazience jest moja nowa sąsiadka. Zapomniałam, że Krystian zanim poleciał do Francji mówił mi, iż poprzedniego dnia wprowadziła się do nas Łotyszka. Zamieniłam z nią dwa słowa przez drzwi i nawet jej nie widziałam :) Poszłam do Student Central i na śniadanie zjadłam resztę pierogow i sałatki śledziowej z piatku :) O 11:00 pokazaliśmy film "Eat Drink Man Woman" Anga Lee, na który pomimo tak wczesnej pory przyszło parę osób. Natomiast o dziwo na "Y tu mama tambien" o 14:00 nikt nie przyszedł i obejrzeliśmy go sami początkowo we czwórkę, a potem w trójkę, bo jeden z chłopaków z BSC musiał iść do pracy. Po filmie zjadłam parę wegetariańskich gołąbków na obiad, ale te mięsne bardziej mi smakowały. Resztę wrzuciłam w pojemnik, żeby je zabrać do domu. O 17:00 pokazaliśmy "Hero", a o 20:00 "Fight Club", na który przyszło najwięcej ludzi poza otwarciem w piątek. Dyskusja skończyła się o 22:30, ale zanim posprzątałam i wyszłam, było po 22:00. W domu policzyłam głosy i największą średnią miał "Italian for Beginners". Potem otagowałam zdjęcia z piątku na Facebooku i wreszcie o 2:30 w nocy poszłam spać.

  
Scena zbiorowa z filmu "Eat Drink Man Woman" oraz bohaterowie filmu "Y tu mama tambien".

  
Pierwsza scena walki z filmu "Hero" (prawie jak z "Matrixa) oraz końcowa scena filmu "Fight Club".

Jestem trochę załamana niską frekwencją, bo w sumie na festiwalowych filmach było 110 osób, przy czym niektórzy byli na paru lub tak jak ja i chłopaki z BSC prawie na wszystkich, więc podnieśliśmy średnią :) Rozdałam 40 toreb z logiem festiwalu i ulotkami w środku, więc wygląda na to, że tylko tyle osób było naprawdę zainteresowanych. Poza tym szef firmy Sponduly nie dotarł na otwarcie i nie dowiózł kubków z logiem festiwalu. W dodatku okazało się, że wydrukowałam za dużo kart do głosowania, bo aż 300, z czego wypełniono zaledwie 77. Za dużo było także ulotek, więc część zabrałam do domu, a także programów, bo z 500 wykorzystałam niecałe 100. Mogłam na nich zaoszczędzić pieniądze, ale i tak nie wydałam całego budżetu. Nie wypiliśmy wszystkich napoi, więc nie wiem jeszcze ile mi za nie policzą, ale na pewno mniej niż zakladałam. W dodatku chłopaki z BSC nie wykorzystali ośmiu voucherów, tylko pięć, więc tu już zaoszczędziliśmy 25 funtów. Chciałam ich za to zaprosić po ostatnim filmie na drinka, ale byliśmy już tak wszyscy wykończeni, że woleli iść spać :) Pomyślałam, że pozostałe pieniądze wydam na napoje na pokazy w Galerii II.
Ogólnie jednak jestem zadowolona, szczególnie z otwarcia w piątek, które wiele osób miło wspomina. Ale nigdy więcej! :)
wtorek, 04 października 2011
Salsa, salsa, salsa

553.

W ciągu tego tygodnia aż trzy razy tańczyłam salsę, trzy dni pod rząd! W poniedziałek obudziłam się po 5:00 rano i nie mogłam zasnąć do 6:00. W końcu wstałam o 11:00 i poszłam na 12:00 do pracy. Wzięłam ze sobą torby i ulotki. Potem spytałam szefową, czy mogę w środę i czwartek przyjść do pracy na 13:30, bo w niedzielę zadzwonił do mnie facet z agencji tłumaczeń Accent i spytał, czy mogę tłumaczyć w tym tygodniu od 8:55 do 13:00. Kiedyś wysłałam im swoje CV i nigdy wcześniej się nie odezwali, a teraz zaproponowali mi pracę przez cały tydzień. Ale miałam za dużo do zrobienia przed festiwalem, więc ustaliliśmy, że jak szefowa się zgodzi, to przyjdę w środę, czwartek i piątek. Praca miała polegać na tłumaczeniu dla polskiej dziewczynki w jej nowej szkole. Każde dziecko nie znające angielskiego ma prawo do tłumacza przez pierwszy tydzień, żeby poznać zwyczaje panujące w szkole.

Szefowa się zgodziła, więc potwierdziłam swoją obecność, choć to ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebuje - wstawać rano trzy ostatnie dni przed festiwalem, zamiast trochę odpocząć! Ale potrzebuję pieniędzy! Zabrałam się za drukowanie loga festiwalu na torby i kart do głosowania oraz odpiswania na maile. W końcu wyszłam z pracy o 17:00 i poszłam do domu. Zjadłam obiad i zdrzemnęłam się trochę, ale zaraz musiałam się zbierać na salsę, więc byłam trochę nie przytomna na lekcji. Nauczyciel zareklamował mój festiwal i zachęcił do brania ulotek. Jonathan znów się pojawił i znów zaczął mi prawić komplementy. Powiedział, że lubi ze mną tańczyć i tylko dlatego tu przychodzi. A potem zniknął znów bez pożegnania, jak tańczyłam z kimś innym :) Zebraliśmy się z Krystianem przed 23:00 i wychodząc rozłożyłam jeszcze pozostałe ulotki reklamujące mój festiwal na stołach. Przed snem obejrzałam "Italian for Beginners" (Włoski dla poczatkujących) i okazało się, że DVD ma rysę, więc powinnam kupić nowe, bo się zacina.

  
Lars Kaalund i Peter Gantzler oraz Anders W. Berthelsen i Ann E. Jorgensen w "Italian for Beginners".

We wtorek spałam jak zabita do 11:00, a potem poszłam na 12:00 do pracy. Zabrałam się za dopinanie ostatnich szczegółów organizacyjnych i skresliłam już prawie wszystko z listy "Do zrobiena" :)  Wyszłam z pracy po 17:00, bo był straszny ruch, i 15 minut później byłam już w restauracji Cyrus, gdzie umówiłam się z dwoma koleżankami z pracy na obiad. Postanowilyśmy, że to będzie taka nasza świecka tradycja raz na jakiś czas. Potem poszłam do domu, przebrałam się i o 20:00 poszłam z Krystianem pod Polski Klub po jego znajomych. Doszła do nas jeszcze Florence i razem poszliśmy na salsa party na uniwerku, zorganizowane przez African Arts Society. W zeszłym roku chodziłam tam z Krystianem na lekcji prowadzone przez Teo. O dziwo przyszedł także Jonathan
i zatańczyłam z nim jeden niesamowity taniec. Rozdałam też moje ulotki reklamujące festiwal  i zagrałam z Krystianem jedną partyjkę bilarda. Wyszliśmy po 23:00 i poszliśmy do domu, bo musiałam rano wstać, więc poszłam wcześniej spać.

W środę obudziłam się znów po 5:00 rano i już nie udało mi się zasnąć. Wstałam więc i zamiast wziąć taksówkę, wyszłam z domu o 8:15 i poszłam do szkoły na piechotę. Dotarłam tam o 8:40, czyli 25 minut później. Poznałam dziewczynkę, dla której tłumaczyłam  oraz rytm dnia - od 9:00 była matematyka, czyli liczenie misiów, potem przerwa, naktórej dostwali tosty i szli na dwor, a później nauka angielskiego. O 12:00 była przerwa na lunch, a potem znów lekcja, w czasie ktorej wyszłam. Podpisali mi Time Sheet przy wyjściu i poszłam do pracy. Tam usiadlam i przygotowałam wreszcie torby na festiwal, wkładając w nie ulotki i ołówki :) Wyszłam o 16:30 i poszłam na pocztę, a potem prosto do centrum. O 17:25 bowiem tańczyliśmy salsę na scenie w ramach imprezy "Positive Bratfoot" :) Zatańczyliśmy dwie piosenki w trzy pary, wymieniając się partnerami. A potem poszłam do domu spać :) Obudziłam się po paru godzinach snu i obejrzałam świetny film
Anga Lee "Eat Drink Man Woman" z1994 roku na DVD.

  
Sihung Lung oraz Kuei-Mei Yang, Chien-lien Wu i Yu-Wen Wang w "Eat Drink Man Woman".

W czwartek wstałam o 7:30 i o 8:45 byłam już w szkole. Tym razem czas mi szybciej mijał niż za pierwszym razem. Dziewczynka co prawda nadal robiła co chce i biła inne dzieci, ale pod koniec dnia trochę się uspokoiła. Wyszłam stamtąd o 13:00 i poszłam prosto do Bombay Store po czerwoną wstążkę, która chciałam odgrodzić VIPowskie rzędy. Do pracy dotarłam o 13:30 i pocięłam jeszcze parę zawieruszonych ulotek. W końcu wyszłam po 17:00 i poszłam do radia BCB opowiedzieć o festiwalu. Potem poszłam do domu, zjadłam obiad i o 19:30 wróciłam znów do Student Central, gdzie pracuję, żeby chłopaki z BSC sprawdzili "Włoski dla początkujących". Film się nie zaciął, ale przeskoczył zarysowaną scenę, więc postanowiłam nazajutrz w Leeds kupić nowy w sklepie HMV. Wydrukowałam parę rzeczy i wróciłam do domu. Przed snem obejrzałam jeszcze kolejny film festiwalu, czyli "Fight Club" (Podziemny krąg), żeby sprawdzić jakość DVD. Głowa zaczęła mnie boleć, więc wzięłam proszek i poszłam spać :)

  
Brad Pitt jako Tyler oraz Helena Bonham Carter jako Marla i narrator Edwart Norton w "Fight Club".