Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
wtorek, 23 października 2012
Przed wyjazdem do Turcji

609.

W poniedziałek wstałam o 11:00 i na 13:00 podjechałam do pracy. Siedziałam cały dzień na recepcji i wydrukowałam sobie bilety na wyjazd. O 20:00 przyszedł znajomy z salsy i podwiózł mnie na lekcję. Po lekcji zatańczyłam m.in. z Jonathanem oraz bachatę z nauczycielem, nagrodzoną potem brawami przez jego żonę i znajomą z salsy z Leeds! :) Po 23:00 wróciłam do domu i po północy poszłam spać.
We wtorek wstałam o 8:30 i pojechałam na 10:00 do pracy. Usiadłam na tyłach recepcji i godzinka jakoś mi minęła, a potem było zebranie i prosto po nim poszłam na Pilates. Wróciłam do pracy po 13:00, a już o 14:30 wyszłam i pojechałam Free Busem na Interchange. Tam wsiadłam w autobus, którym podjechałam na kolejne tłumaczenie. Tym razem chodziło o odszkodowanie, a tłumaczyłam dla byłego właściciela Pierogarnii! :) Po godzinie byłam wolna, więc poszłam najpierw do sklepu po coś do jedzenia, a potem podjechałam znów autobusem na Interchange, gdzie wsiadłam w pociąg do Leeds. Na 18:30 dotarłam do mojej pani shrink, a potem wróciłam pociągiem do domu i poszłam znów spać po północy.

W środę obudził mnie budzik o 8:30 i na 10:00
podjechałam do pracy. O 12:00 poszłam z czterema osobami z Advice Centre na lunch do Dragon Tai, za który płacił szef, w podziekowaniu za naszą cieżką pracę :) Potem do 20:00 siedziałam na recepcji i kupiłam bilet do Manchesteru na następny dzień, wysłałam fax do firmy Accent, dla ktorej tłumaczę oraz przedłużyłam DVD z filmem "El Topo". Po 20:00 wrociłam do domu i już o 23:00 poszłam spać! W czwartek obudziłam przed budzikiem, już o 10:00 rano. Zjadlam śniadanie i wyszłam wcześniej z domu. Po drodze do pracy weszłam do apteki, a potem siedziałam od 13:00 na recepcji. Umówiłam się z babkami z pracy, że wezmę wolne nazajutrz zamiast piątku. Wyszłam o 19:30 i poszłam prosto na Interchange. Tam wsiadłam w autokar do Manchesteru i o 21:00 dotarłam do Charlie's Bar na tango. Lekcja już trwała, więc się przyglądałam, a potem zapłaciłam 3.50 funta za milonga i potańczyłam z trzema obecnymi panami oraz nauczycielką. To było jak prywatna lekcja! :) Bardzo mi się podobało i postanowiłam, że jeszcze tam wrócę! :) Po 23:00 poszłam na dworzec i o 23:45 wsiadłam w autokar do Bratfoot. W domu byłam o 1:00, ale spać poszłam dopiero o 3:00.

W piątek miałam Duvet Day, czyli ekstra dzień wolny od pracy :) Po 10:00 obudził mnie SMS od Ali, wstałam więc i zjadłam śniadanie, a potem usiadłam do Internetu. Później obejrzałam francuski film "Aesene Lupin". Po 17:00 wstałam z łóżka, ugotowałam obiad, wzięłam przysznic i zaczęłam się zbierać. Wyszłam z domu przed 19:00, pojechałam do Ali i razem poszłyśmy na tango milonga, ale było tak sobie. Potem podjechałyśmy na Rumba Picante i tam już było lepiej :) Po 2:30 Ala odwiozła mnie na dworzec, ale okazało się, że nie ma żadnego autokaru o 3:00, tak jak mi się wydawało, tylko był o 2:15, a następny dopiero o 5:20! Wzięłam więc taksówkę za 21 funtów i wróciłam do domu. Najpierw usiadłam do Internetu, a spać poszłam dopiero po 4:00. W sobotę obudziłam się tuż przed południem, zjadłam śniadanie, wstawiłam pranie, a potem posiedziałam na Internecie. Później obejrzałam mało zabawną francuską komedyjkę "Dikkenek" i trochę sie zdrzemnęłam, aż zadzwonił budzik o 19:00. Wzięłam prysznic i poszłam do sklepu po różowe wino i coś do jedzenia. Po 20:00 spotkałam się Mikaelem i poszliśmy do Douglas Tower na kolację. Poznałam trzy Hiszpanki i Hiszpana. Po 23:00 wyszliśmy i oni poszli do Che Bar, a ja do domu. Usiadłam jednak do Internetu i zanim poszłam spać było znów po 4:00!

  
Kristin Scott Thomas i Romain Duris w filmie "Arsene Lupin" oraz Marion Cottilard w "Dikkenek".

W niedzielę budzik obudził mnie o 12:00, ale poszłam dalej spać do 15:00. Zjadłam śniadanie, włączyłam kolejną pralkę, bo chcę wszystko wyprać przed wyjazdem i usiadłam do Internetu. Później wróciłam do łóżka i obejrzałam "La fille de Monaco" (Dziewczyna z Monako). Wstałam po 18:30, zrobiłam szybko coś do jedzenia i po 19:00 przyszedł Mikael. Zjedliśmy obiad, a potem przegrał sobie ode mnie parę filmów. Wyszedł po 22:00, a ja obejrzałam "L'Homme de Chevet" (Przyjaciel u boku). Spać poszłam dopiero po północy. W poniedziałek budzik obudził mnie o 9:30, żebym zdążyła zrobić kolejne pranie. Potem się zebrałam i na 12:00 podjechałam na uniwerek spotkać się z moimi promotorami. Po spotkaniu poszłam na 13:00 do pracy i siedziałam znów cały dzień na recepcji.
Pozałatwiałam ostatnie sprawy przed wyjazdem i o 20:00 wyszłam z pracy. Poszłam na salsę i najpierw wzięłam udział w lekcji, a potem potańczyłam do 23:00 z Jonathanem i innymi, ale głowa zaczęła mnie boleć, więc wyszłam przed 23:00 i poszłam do domu się spakować. Skończyłam po 1:00 w nocy i po 2:00 poszłam wreszcie spać!

  
Roschdy Zem i Fabrice Luchini w "Dziewczynie..." oraz Marceau i Lambert w "Przyjacielu...".
poniedziałek, 15 października 2012
MHAW! - Mental Health Awarness Week

608.

W poniedziałek długo nie mogłam zasnąć, a potem i tak obudziłam się po 3:00 i znów nie spałam do 5:00. Na szczęście nie musiałam wstawać przed 10:00, ale i tak obudziłam się zanim zadzwonił budzik. Na 11:00 poszłam do Ingeusa tłumaczyć, ale już 40 minut później wróciłam do domu. Zabrałam śmieci do wyrzucenia, a potem podjechałam Free Busem do Kirkgate'u, gdzie kupiłam w Argosie prezenty dla rodziny na święta, które zamówiłam wcześniej przez Internet. A właściwie nie tyle kupiłam, co wzięłam na kartę kredytową i mam teraz 3 miesiące na to, żeby za nie zapłacić :) Na 13:00 zajechałam do pracy i poszłam do Advice Centre, a potem po lunchu przeniosłam się do recepcji. O 18:00 poszłam pomóc w przygotowaniach do pierwszego filmu, jaki pokazujemy w ramach Headival - Mental Health Awarness Week, czyli "Girl, Interupted", ale nie mogłam zostać na filmie, bo pracowałam do 20:00. Jak wyszłam z pracy, poszłam na górę i jak film się skończył, zabrałam DVD, żeby obejrzeć go w domu. Co prawda kiedyś już go widziałam, ale niewiele pamiętam. W końcu poszłam na salsę i najpierw wzięłam udział w lekcji, którą prowadził inny nauczyciel, a potem potańczyłam trochę, aż wreszcie po 23:00 wyszłam z Kasią i poszłyśmy do domu. Usiadłam do Internetu, ale dość szybko mnie zmogło i poszłam spać :)

We wtorek wstałam z trudem po 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Szefowa wróciła pierwszy dzień po urlopie, więc nie wiedziałam za bardzo co mam ze sobą zrobić. Najpierw zważyłam paczkę, którą chcę wysłać do Polski, a że ważyła trochę ponad kilogram, musiałam ją przepakować. Potem sprawdziłam maile, a później poszłam na zebranie z szefową, głównym szefem i babką z recepcji. Po zebraniu poszłam prosto na Pilates, a potem na lunch. W żadnym bankomacie w okolicy nie było pieniędzy, więc musiałam płacić kartą. Wróciłam do pracy o 1:30 i poszłam się schować do Advice Centre. O 17:00 skończyłam pracę i poszłam na drugie spotkanie naszego stowarzyszenia, w trakcie którego pokazywaliśmy francuski film "Seraphine" (Serafina) w ramach Headival Film Festival. Przyszły tylko 4 osoby, między innymi moi znajomi, którzy dali mi łóżko i stół, jak się przeprowadzałam :) Wypełnili ankietę o członkostwo i po filmie zapłaciłam za nich z pieniędzy za trzy bilety na FND, które każde stowarzyszenie dostaje za darmo, a które udało mi się w zeszłym tygodniu
sprzedać. Potem poszłam do Tesco po zakupy i do domu. Po 23:00 o dziwo zadzwonił Ismail, który się nie odzywał przez ostatnie dwa miesiące, ale nie odebrałam telefonu. Poczytałam trochę o Kieślowskim i poszłam spać po północy.

W środę znów z trudem zwlokłam się z łóżka. Wyszłam z domu po 12:00 i podjechałam na pocztę, żeby wysłać wreszcie do Polski paczkę z płynami do opalania i prezentami na Święta. Poszłam wcześniej do pracy i siedziałam do 16:30 w Advice Centre, a potem poszłam na lunch. Zapytałam szefową, czy mogę nazajutrz zniknąć na 2 godziny, bo w Ingeusie chcą, żebym tłumaczyła dla kolejnej osoby, ale umówili spotkanie w samym środku dnia. Szefowa o dziwo się zgodziła, więc poinformowałam szefa firmy Accent, dla której tłumaczę, że może na mnie liczyć. O 17:00 mieliśmy pokazać "Sylvię" w ramach Headival Film Festival, ale nikt nie przyszedł. Do 20:00 siedziałam na recepcji, a potem wyszłam i poszłam do domu. Zadzwonilłam do rodziny przez Skype'a, żeby ich poinformować o paczce. Dostałam też maile, że niestety pan Jerzy Stuhr jest do 5 listopada w Australii, więc tym razem raczej nie uda się nam spotkać. Ale dzięki temu odezwałam się do paru dystrybutorów i umówiłam na kawę, jak będę w Warszawie, bo chcę podpytać czy nie byli by zainteresowani koprodukcją nowego filmu Richarda Kwietniowskiego!
Ismail napisał SMS z pytaniem, czy wszystko w porządku, a na Facebooku odezwał się kolega z Leicester. Przed snem obejrzałam jeszcze "Girl, Interrupted" (Przerwana lekcja muzyki).

  
Ulrich Tukur i Yolande Moreau w "Serafinie" oraz Winona Ryder i Angelina Jolie w "Girl, Interupted".

W czwartek budzik zadzwonił o 9:30 i wysłałam SMSa do szefowej z pytaniem, czy nie chciałaby, żebym przyszła wcześniej do pracy, żeby od razu odrobić te dwie godziny w Ingeusie. Zgodziła się, więc zajechałam do pracy na 11:00 i siedziałam do 14:00 na recepcji. Potem wyszłam i podjechałam do Ingeusa. Klient nie przyszedł, więc po pół godzinie poszłam do domu coś zjeść, a i tak mi zapłacą za te 30 minut :) Potem wróciłam na 16:30 do pracy, a już o 20:00 wyszłam i wróciłam do domu, moknąc po drodze, bo padało. Nie pojechałam więc do Leeds tylko poczytałam książki o Kieślowskim. Spać poszłam po północy. W piątek wstałam o 8:30 i na 10:00 podjechałam do pracy. Siedziałam na tyłach recepcji, ale co chwila musiałam po coś iść do Advice Centre :) O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do sali, gdzie mieliśmy pokazać ostatni film w ramach Headival - "The Soloist", ale nikt nie przyszedł, więc 20 minut później pojechałam do Morrisona. Wysłałam SMSa do Jonathana, z pytaniem, czy jedzie wieczorem na imprezę salsową do pobliskiej miejscowości. Oddzwonił i umówiliśmy się, że przyjedzie po mnie o 19:30. Wróciłam do domu, zjadłam obiad, przebrałam się i równo o 19:30 byłam gotowa. Podjechaliśmy po jeszcze jedną znajomą i we trójkę na imprezę. Najpierw była lekcja, a potem tańce i pokaz tanga. Po 1:00 byłam w domu, a o 3:00 w łóżku.

W sobotę był Open Day na uniwersytecie, a że poprzedniego dnia się dowiedziałam, iż każde stowarzyszenie, które posiedzi od 9:00 do 15:00 i będzie się reklamować, dostanie na konto 50 funtów, więc namówiłam dwóch Execów na to, żeby siedzieli po 2 godziny każdy, a ja przyjdę na 13:00 i ich zmienię na ostatnie dwie godziny. Już o 10:00 obudził mnie jednak telefon od babki z pracy, bo sekretarz nie mógł znaleźć naszej petycji o wykupienie licencji MPLC, pokrywającej wiele świetnych filmów, których teraz nie możemy pokazać, bo uniwersytecka licencja z Film Banku ich nie obejmuje. Wstałam więc, wzięłam prysznic i wyszłam wcześniej z domu, żeby po drodze na uniwerek zrobić jeszcze zakupy. Dotarłam więc na ten Open Day dopiero po 13:00, ale nie miałam wyrzutów sumienia, bo podobno oni też się pospóźniali :) Zebrałam ponad 40 podpisów pod naszą petycją! Wyszłam po 15:00 i podjechałam jeszcze do polskiego sklepu, a potem wróciłam do domu i wyszykowałam się na imprezę salsową w Baracoa w Leeds. Zajechałam tam po 22:00 i dużo lepiej się bawilam niż poprzedniego dnia, bo tym razem więcej osób mnie prosiło do tańca i nareszcie się wytańczyłam. W końcu przed 3:00 Jonathan zaproponował, że mnie odwiezie do domu, gdzie dotarłam po 3:00, a zanim poszłam spać minęła 4:00 :)

W niedzielę pospałam do południa, a potem zjadłam coś i obejrzałam na DVD "El Topo" (The Mole / Kret) w reżyserii Alejandro Jodorowsky'ego. To kultowy meksykański western z 1970 roku i jeden z ulubionych filmów mojego promotora :) Mi się podobał, ale pokażemy go w przyszłym tygodniu studentom i boję się, że część będzie w szoku :)
Po 17:00 pojechałam pociągiem do Leeds i podjechałam do biblioteki, żeby oddać książki. Załatwiłam wszystko przed 19:00, ale zamiast wracać do Bratfoot, usiadłam i zaczęłam czytać artykuły o Kieślowskim i jego filmach w "Sound and Sight" z lat 90-tych. Zanim się obejrzałam, byla 19:30, a o 20:00 byłam umówiona z Sekretarzem naszego stowarzyszenia! Napisałam do niego SMS, że będę w Bratfoot po 20:15 i umówiliśmy się na dworcu, ale ja pojechałam na Interchange, a on poszedł na Forster Square! :) Bo my tu w naszej metropoli mamy dwa dworce pociągowe! :) Spotkaliśmy się więc w drodze do 1in12, a wkrótce doszedł do nas jeszcze jeden Exec. Zarejstrowaliśmy się wszyscy jako członkowie 1in12 i porozmawialiśmy o licencji MPLC, jaką ma klub. Potem doszła do nas jeszcze dwójka Execów oraz dziewczyna Sekretarza i w szóstkę poszliśmy do City Vaults na koncert jazzowy, a potem do nich na drinka i shishę. Do domu dotarłam po 1:00 w nocy :)

  
Jamie Foxx i Robert Downey Jr. w filmie "The Soloist" (Solista) Alejandro Jodorowsky w "El Topo".
niedziela, 07 października 2012
Pofestiwalowo :)

607.

W poniedziałek obudziłam się po południu i wstałam z łóżka, żeby coś zjeść, a potem usiadłam do komputera. Planowałam wybrać się do sklepu, a potem na salsę, ale jakoś mnie zmogło i poszłam się jeszcze zdrzemnąć. Zakupy przełożyłam już nazajutrz, ale nadal liczyłam na to, że jak się zdrzemnę, to dotrę na salsę. Wstałam nawet po 18:00, jak zadzwonił budzik, ale usiadłam znów do Internetu i w końcu nigdzie nie poszłam. Nie miałam siły, a i pogoda nie była za ładna. Tymczasem Sekretarz napisał recenzję festiwalu i poprawiłam mu ją trochę, a w końcu wysłałam ją do kolegi z pracy, który składa gazetę studencką. Podliczyłam też wszystkie głosy i wyszło na to, że widzom najbardziej podobała się "Nienawiść" Kassovitza, a tuż za nią "Miasto Boga" i "Otwórz oczy". Czwarte miejsce zajęło "Pulp Fiction", piąte "Amores perros", szóste "Until the End of the World", siódme "Trainspoting", a ósme "Brat". No cóż, uważam, że wszystkie są super i trudno by mi było wybrać najlepszy i najgorszy... Później nie mogłam zasnąć do 1:00 przez to, że w dzień się zdrzemnęłam.

We wtorek wstałam o 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Advice Centre załatwiło, że jakaś babka będzie przychodzić rano, a ja po południu, więc zamiast do nich, poszłam i usiadłam przy biurku szefowej. Zalogowałam się jako ona do jej komputera i udało mi się wreszcie dostać do systemu, w którym dajemy studentom dostęp do sal poprzez uaktualnienie ich kart studenckich. Posiedziałam nad tym do południa, a potem poszłam na Pilates. Prowadzi je koleś, który wydaje mi się znajomym. Chyba znam go z salsy w Leeds. Zobaczę, czy będzie w ten czwartek, a jak nie, to za tydzień go zapytam. Potem wróciłam do pracy i do 16:30 siedziałam znów w Advice Centre. Przed 17:00 usiadłam znów do komputera szefowej, bo musiałam uaktualnić system. O 17:00 wyszłam i podjechałam w deszcze na zakupy do Morrisona. Wróciłam do domu i ugotowałam coś do jedzenia, a potem usiadłam do Internetu. Później obejrzałam jeszcze raz "Pulp Fiction", ale tym razem z francuskim dubbingiem! :) Niezła jazda! :) W końcu po północy poszłam spać.

  
Zwycięzca plebiscytu publiczność - film"La haine" i moja druga ulubiona scena z "Pulp Fiction" :)

W środę wstałam po 11:00 i najpierw usiadłam do maili i Facebooka, przez co o mało co nie spóźniłam się na 13:00 do pracy! :) Podjechałam jak zwykle Free Busem i poszłam od razu do Advice Centre. Posiedziałam tam do 16:30, a potem poszłam na przerwę i coś zjeść. Później usiadłam na recepcji i wysłałam wreszcie dokumenty z prośbą o wyrobienie nowego prawa jazdy.
Dostałam też maila ze Stanów z potwierdzeniem, że otrzymali moje papiery i że niedługo odezwą się do mnie w sprawie drugiej tury losowania Diversity Visa. Sprawdziłam także ceny paczek do Polski. Chcę sobie przesłać różne płyny do opalania, które są za duże na bagaż podręczny. Do Polski lecę bowiem Ryanairem, a potem z Polski do Turcji normalnymi liniami, więc będę mogła zabrać co tylko zechcę w bagażu głównym. Pomyślałam, że przy okazji mogłabym wysłać też prezenty świąteczne. Muszę je teraz tylko szybko kupić :) W końcu o 20:00 wyszłam i wróciłam na piechotkę w deszczu do domu. Zjadłam coś i usiadłam do Internetu, aż w końcu poszłam spać po północy.

W czwartek pospałam do 11:00, a potem wstałam i podjechałam na 13:00 do pracy. Do 16:30 siedziałam znów w Advice Centre, a potem poszłam na przerwę zanim przesiadłam się na recepcję. O 20:00 wyszłam wreszcie z pracy i wróciłam piechotką do domu. Zjadłam coś i o 21:04 wsiadłam w pociąg do Leeds. Poszłam na lekcję kizomby, a potem potańczyłam prawie do 1:00 w nocy, kiedy to Jonathan zaproponował, że mnie odwiezie. W piątek wstałam po 8:30 i podjechałam do pracy na 10:00. Znów siedziałam najpierw w Advice Centre, a potem na recepcji. Wyszłam o 17:00 i pojechałam na zakupy do Morrisona. Potem zjadłam coś, posprzątałam i po 19:00 przyszła Kasia. Napiłyśmy się calimocho, a potem na 20:30 poszłyśmy do Cineworld na film "Jesteś Bogiem" z jej znajomymi z pracy. Film mi się podobał, ale jedna z dziewczyn cały czas głośno gadała, aż jej ktoś zwrócił uwagę. Jak film się skończył pożegnałam się z nimi, choć zapraszali na piwo, i wróciłam
zniesmaczona do domu. Dawno nie spotkałam takiego buractwa! Usiadłam do Internetu, a po północy poszłam spać.

W sobotę wstałam po 9:00 i po 10:00 pojechałam pociągiem do Saltaire na Dzień Tańca. Najpierw poszłam na tango, a potem na Pilates. Potem wróciłam do domu, zjadłam coś i się zdrzemnęłam. Nie udało mi się zmotywować, żeby wieczorem pojechać na imprezę do Saltaire, tylko usiadłam do komputera i słuchałam piosenek Paktofoniki :) Zanim poszłam spać, dochodziła 3:00 rano. W niedzielę obudziłam się przed 13:00, zjadłam śniadanie i usiadłam znów do komputera. Kupiłam dla rodziny prezenty świąteczne w Argosie oraz bilety na lotnisko w Manchesterze, z którego lecę za dwa tygodnie do Polski. Zaczęłam się też umawiać ze znajomymi w Warszawie na spotkanie w czasie mojego pobytu w Polsce. Próbowałam także zdobyć namiary na pana Jerzego Stuhra, żeby zrobić z nim wywiad o Kieślowskim do mojej pracy doktoranckiej. W końcu wstawiłam pranie i obejrzałam film "Sylvia" o Sylvii Plath i Tedzie Hughes. Wieczorem zajrzała sąsiadka i zapłaciła mi 15 funtów, czyli prawie połowę rachunku za Interenet, którego będzie razem ze mną używać. Spać poszłam po 24:00.

  
Bohaterowie filmu "Jesteś Bogiem" o Paktofonice oraz Gwyneth Paltrow i Daniel Draig w "Sylvii".
poniedziałek, 01 października 2012
Inspiring Films Festival 2 :)

606.

W poniedziałek wstałam o 10:00 i poszłam na 11:00 do Ingeus, ale babki spotkały się wcześniej i już prawie skończyły. I tak zapłacą mi jednak za pół godziny, chociaż już po 20 minutach byłam z powrotem w domu. Zadzwoniłam do masażysty, ktorego poleciła mi moja pani shrink, ale odebrała jakaś babka wzięła mój numer i powiedziała, że oddzwoni. Po 12:00 wsiadłam we wcześniejszy autobus i byłam w pracy przed 13:00. Siedziałam znów w Advice Centre, którego szef był tak zestresowany nawałem pracy, ktory teraz mamy, że powstrzymał mnie przed pójściem na zebranie! O 17:00 usiadłam na recepcji, a w końcu po 20:00 poszłam na salsę. Ponieważ gościnnie uczył inny nauczyciel, którego lekcji nie lubię, więc wzięłam udział w lekcji dla początkujących i tańczyłam po raz pierwszy jako leader! :) Potem zatańczyłam z obydwoma nauczycielami, z naszym nawet dwa razy! A także
z Jonathanem i jako leader z dwoma dziewczynami :) Po 23:00 byłam do domu i usiadłam do Internetu, a spać poszłam po północy.

We wtorek podjechałam do pracy na 10:00 i cały dzień siedziałam w Advice Centre. Na 12:00 poszłam z babką z Finansów na Pilates i  bardzo mi się podobało, choć nie było łatwo! Mam zamiar chodzić co tydzień na zajęcia, żeby wzmocnić kręgosłup. Potem zjadłam na lunch jacked potato w Chesham Cafe i wróciłam do pracy dopiero o 13:30. W końcu udało mi się też wyrwać z Advice Centre i porobić inne rzeczy. O 17:00 mieliśmy pierwsze spotkanie naszego stowarzyszenia IFSoc i objrzeliśmy "12 Angry Men" (12 gniewnych ludzi) z Peterm Fondą. Dyskusja po filmie była bardzo ciekawa, choć przyszło tylko 12 osob, więc zapowiada się, że będzie fajnie. Później wyszłam z budynku, ale zadzwonił kolega z salsy i namówił mnie na powrót do Biko Room, gdzie były pierwsze zajęcia sasly African Arts Society. napiliśmy się z kolegą i zatańczyłam z moim nauczycielem, który też był, a potem kolega odwiózł mnie do domu po 22:00. Usiadłam oczywiście najpierw do Internetu i spać poszłam dopiero o 1:00! :)

W środę wstałam o 11:00 i poszłam do pracy bez śniadania, bo płatki się skończyły i zapomniałam kupić nowe. Zadzwoniłam znów do tej kliniki, gdzie przyjmuje masażysta polecany przez moją panią shrink i jakaś babka umówiła mnie na wizytę w piątek rano. Do pracy dojechałam na 13:00 i najpierw siedziałam do 17:00 w Advice Centre, a potem na recepcji. Tymczasem odezwał się Mikael, że jest właśnie w Bratfoot, więc umówiłam się z nim po pracy. Najpierw poszłam jednak do Tesco po płatki, a dopiero potem spotkałam się z nim w Lloydsie. Zjedliśmy warzywka z humusem, które kupiłam w Tesco, a później doszedł do nas chłopak znajomej. Po 22:00 pożegnaliśmy się i wróciłam do domu, bo byłam zmęczona. Obejrzałam jeszcze raz początek filmu "12 Angry Men", bo przegapiłam go poprzedniego dnia szukając okularów :) Ale płyta sama się wyłączyła, więc zabrałam się za dokańczanie napisów do "Aż na koniec świata" Wendersa i zanim się obejrzałam, była już 2:00 w nocy, więc poszłam spać.

  

Peter Fonda w filmie "Dwunasty gniewnych ludzi" oraz Solveig Dommartin w "Aż na koniec świata".

W czwartek wstałam o 10:30 i zadzwoniłam do Ingeusa z pytaniem, czy mam dziś przychodzić na spotkanie, czy nie, bo wiedziałam, że babka jest na urlopie, ale nikt nie odwołał mojej rezerwacji. Wymieniłam też parę SMSów z szefem Accent Transaltion i w końcu nie poszłam, tylko poleżałam w łóżku do 11:30, a i tak powinni mi zapłacić za godzinę, bo mnie nie odwołali. W końcu wstałam, zjadłam płatki i na 13:00 podjechałam do pracy. Siedziałam znów pół dnia w Advice Centre, a drugie pół po lunchu w recepcji. Dowiedziałam się, że znajoma para studentów, która pobrała się prawie 2 lata temu, rozwodzi się, bo oboje mi o tym opowiedzieli, jedno po drugim! Musi im być trudno, bo przecież widują się nadal na uniwerku, choć na szczęście studiują inne kierunki. Ale ze sobą nie rozmawiają, tylko mi jedno nagadało na drugie! Przykre to... O 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu, a że byłam zmęczona, to zamiast jechać do Leeds, tak jak planowałam, poszłam po prostu wcześniej spać!

W piątek budzik obudził mnie o 6:30, bo na 8:00 jechałam na masaż. Bardzo bolało, ale facet był rzeczywiście niesamowity, bo za 40 funtów za godzinę wytłumaczył mi co się dzieje, z moim ciałem i czego mam unikać. Potem umówił mnie na kolejną wizytę w połowie pażdziernika, tym razem na pół godziny za 30 funtow. Potem weszłam do polskiego sklepu po polski chleb i podjechałam do domu, żeby go zostawić. Przegrałam napisy do filmu "Aż na koniec świata" i na 10:00 podjechałam do pracy. Cały dzień siedziałam znow w Advice Centre, aż w końcu wyszłam o 17:00 i weszłam do sklepu po ryż i śmietanę, bo szef Advice Centre przyniosł jabłka z ogródka, więc pomyślałam, że zrobię je sonie z ryżem i cynamonem :) W do domu usiadłam znów do reklamowanie IFF 2012 na Facebooku, choć kolega z salsy chciał mnie wyciągnąć z domu i poćwiczyć, ale się nie dałam, tylko poszłam spać po 23:00, bo nazajutrz musiałam wcześniej wstać i miałam przed sobą cały weekend filmów na IFF 2012! :)

W sobotę obudziłam się sama o 8:00 rano, czyli godzinę przed budzikiem :) Wzięłam więc kąpiel, bo nadal byłam obolała po tym masażu :) Wyszłam z domu o 10:00 i podjechałam na uniwerek na 10:30. Szef był na recepcji, bo jesteśmy teraz otwarci w soboty, więc zamieniłam z nim dwa slowa, a potem poszłam na górę do Lecture Theatre, żeby wszystko przygotować. Oprócz mnie nikt nie przyszedł tak jak się umawialiśmy, tylko dopiero przed 11:00. Przyszło za to ponad 10 osób na film, czyli więcej niż w zeszłym roku! Trzy osoby przyjechały aż z Leeds! :) Obejrzeliśmy "Aż na koniec świata', ale że był tak długi, to wszystcy się rozeszli i na dyskucję wrócili tylko ci z Leeds :) Potem o 14:00 pokazaliśmy "Open Your Eyes" dla 15 osób i tyle samo przyszło na "La haine" o 17:00. Największa frekwencja była o 20:00 na "Traispotting" - przyszło ponad 30 osób! :) Pierwszy dzień festiwalu był zatem bardzo udany, a publiczność dopisała. Wróciłam do domu po 22:00 i poszłam szybko spać, by mieć siły na drugi dzień festiwalu!


  
Clare i Sam z drzwiami samolotu w "Aż na koniec świata" oraz Eduardo Noriega w "Otwórz oczy"!

  
Vincent Cassel jako Vinz w "Nienawiści" oraz Ewan McGregor jako Mark Renton w "Trainspotting".

W niedzielę wstałam o 9:30, wyszłam z domu o 10:30 i doszłam piechotką na uniwerek 15 minut przed 11:00. O dziwo na film "Brat" Bałabanowa przyszło aż 7 osób, a bałam się, że nikt się nie pojawi po sobotniej nocy! :) Potem o 14:00 pokazaliśmy "Amores Perros", na ktory przyszło ponad 10 osób, a na 17:00 na "City of God" ponad 20! :) Spodziewałam się największej frekwencji na "Pulp Fiction" o 20:00, ale o dziwo przyszło tylko ponad 10 osób. W sumie wynik i tak był niezły, szczególnie w porównaniu z poprzednim rokiem. Chociaż na ostatni film rok temu, "Fight Club", w zeszłym roku przyszło 15 osób i była to najwieksza zeszłoroczna frekwencja na filmie, nie licząc 35 osób na otwarciu w piątek. Festiwal skończył się po 23:00 i większość ludzi ze stowarzyszenia nie miała siły świoętować, tylko poszła zmęczona do domu, ale mnie Sekretarz namówił na herbatę z rumem, więc zanim wróciłam do domu było po 2:00, a zanim sprawdziłam maile oraz Facebooka i poszłam wreszcie spać, była 3:00 w nocy! :)

  
Daniła w Sankt Petersburgu w pierwszej części "Brata" oraz Emilio Echevarria w "Amores perros".

  
Douglas Silva jako młody Lil Dice w "Mieście Boga" oraz moja ulubiona scena z "Pulp Fiction" :)