Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 27 października 2013
Święta w Paryżu? :)

663.

W poniedziałek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. O 11:00 miałam spotkanie z facetem z firmy organizującej wyjazd do Paryża dla studentów na Święta. Powiedziałam mu, że chcę jechać, więc bedziemy go reklamować, a on na to, że jak sprzedamy 20 biletów, to pojadę za darmo. Nie zrozumiał mnie chyba do końca :) Ale stwierdziłam, że w porządku, bo w sumie nie jestem pewna, czy chcę jechać w grudniu, bo ma być bardzo mroźna zima, a w dodatku nikogo nie będzie w Paryżu, bo wszyscy moi znajomi wyjadą na Święta. Pomyślałam, że samo się to wyjaśni. Poszłam na lunch, a jak wróciłam czekała na mnie Zielona Karta! Szefowa mi wręczyła list od cioci, nie wiedząc oczywiście, co w nim jest. O 14:00 miałyśmy zebranie recepcji. Babka, która miała pracować wieczorem nie dotarła, więc zostałam dłużej. O 19:30 zamknęliśmy recepcję i poszłam do Cyrusu, gdzie byłam umówiona z Sarah. Zaprosiła mnie na obiad i pogadałyśmy trochę, bo już dawno się nie widziałyśmy. Ustaliłyśmy, że poprawi mi pracę, jak już wszystko napiszę - raz a dobrze! Po 21:3 byłam w do domu i obejrzałam na DVD film "The Loneliness of the Long Distance Runner" (Samotność długodystansowca). Spać poszłam po północy, ale obudziłam się o 5:00.

We wtorek ledwo udało mi się wreszcie zasnąć, dochodziła 8:00 i musiaąłm wstawać. Na 9:00 poszłam do pracy, a o 11:00 na Pilates. Potem zjadłam lunch i o 17:00 poszłam do Lecture Theatre na kolejne zebranie naszego stowarzyszenia. Oprócz stałego bywalca, naszego PRowca i dziewczyny, która zapisała się do stowarzyszenia podczas festiwalu, przyszedł jakiś student, bo przeczytał, że rozdajmy darmowe bilety. Zapisał się do stowarzyszenia i zapłacił za człnkostwo, za co dostał bilety na dwa filmy. Mamy teraz 15 członków, a powinniśmy mieć 20, żebyśmy byli formalnie działającym stowarzyszeniem. Dałam też tym co chcieli plakaty zarówno festiwalu, jak i stowarszyszenia. Obejrzeliśmy "The Third Generation" (Trzecie pokolenie) Rainera Wernera Fassbindera, który był dość dziwny, więc ten nowy wyszedł, udając, że odbiera telefon :) Ja byłam tak zmęczona, że przysnęłam, mimo tego, że krzesła mamy strasznie niewygodne :) Po 19:00 poszłam do domu. Nie miałam już siły, żeby zostać na salsę, tylko padłam do łóżka i około już około 22:30 padłam spać. Budziłam się parę razy w nocy i kaszlałam.

  
Tom Courtney w "Samotności długodystansowca" Richardsona oraz scena z "The Third Generation".

W środę obudziłam się przed 8:00 i przegrałam na USB pliki z polskiego, bo przypomniałam sobie, że nazajutrz mam pierwszą lekcję w Polskim Klubie i muszę mieć wydrukowane handouty. A nie byłam pewna, czy pójdę na zajutrz do pracy, bo od dłuższego czasu już planowałam, że się rozchoruję na tydzień i czekałam tylko na właściwy moment. Na 9:00 podjechałam do pracy Free Busem, bo trochę padało. O 11:00 było zebranie wszystkich pracowników i szefowa poprosiła mnie, żebym robiła notatki. Dzięki temu nie zasnęłam :) Po lunch wydrukowałam materiały na dwie lekcję polskiego - dla początkujących i średnio zaawansowanych, a potem uaktualniłam naszą stronę internetową i Facebook, reklamując na obu wycieczkę do Paryża. Wydrukowałam też ulotki. O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam do sklepów. Po 18:00 byłam już w domu i obejrzałam  online "Dolls" (Lalki) w reżyserii Takeshiego Kitano, bo pamietałam, że była tam pewna scena, która mi była potrzebna do mojej pracy. Okazało się, że dobrze pamietałam rybę, ale nie to, że była w kimono! :) Spać poszłam przed północą.

  
Miho Kanno i Hidetoshi Nishijima w filmie "Dolls" w reżyserii Takeshiego Kitano oraz ryba w kimono!

W czwartek wstałam o 8:00 i postanowiłam jednak iść na 9:00 pracy. Zastanawiałam się cały czas kiedy najlepiej się "rozchorować". Albo od piątku piątku i załapać się jeszcze na sobotnią wycieczkę na Bonfire Night, czy też od poniedziałku i mieć wtedy 9 wolnych dni pod rząd... O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do domu. Zjadłam coś, a potem się zdrzemnęłam pół godziny i przed 19:00 poszłam do Polskiego Klubu. Czekałam, ale na lekcję dla początkujących przyjechał tylko mąż koleżanki i ona siedziała na dole, a my na górze mieliśmy pierwszą lekcję. Zapłacił mi 7 funtów za niecałą godzinę, bo tak się reklamowałam, ale ta stawka była przewidziana przy minimum trzech osobach. Umówiliśmy się na następny tydzień i pełną stawkę. Potem po 20:00 poszłam z moją stałą studentką na górę i też nikt już więcej nie dotarł, ale ona przynajmniej zapłaciła mi normalną stawkę, czyli 20 funtów. W domu byłam po 21:00 i usiadłam do Internetu, a potem zaczęłam czytać książkę i spać poszłam znów po północy.

W piatek rano nadal zastanawiałam się, czy iść do pracy, ale stwierdziłam, że wytrzymam jeszcze jeden dzień, choć bardzo kaszlałam, a potem zaczęłam też kichać. W dodatku padało trochę, ale dotarłam na 9:00 do roboty. Tymczasem okazało, że szefowa nie przyszła z powodu stresu! Co ona wie o stresie?! A że studentka też nie przyszla, to byłam do 12:30 całkiem sama i musiałam się dwoić i troić. Ale przynajmniej wszyscy widzieli, że jestem naprawdę chora i nie powinni się zdzwić, jak się nie pojawię w poniedziałek. Przygotowałam wszystko na sobotnia wycieczkę do Chester i babka, która kiedyś tu pracowała przyszła po lunchu po materiały. O 16:30 zamknęłam wszystko i wyszłam z pracy. Podjechałam do Tesco na zakupy i jak byłam w sklepie rozpętała się straszna burza! Musiałam więc poczekać, aż przestanie padać i wtedy wróciłam do domu. Zjadłam coś i już po 19:30 byłam w łóżka. Zdrzemnęłam się do północy i usiadłam do komputera. Dopiero po 2:00 poszłam dalej spać.

W sobotę wstałam przed 11:00, zdjadłam śniadanie i usiadłam do książek. Obejrzałam też fragment filmu "Trzy kolory: biały" Kieślowskiego, żeby coś sprawdzić. Potem znów coś zjadłam i cały dzień siedziałam w domu albo przy książce, albo na komputerze. Znajomy spytał na Facebooku, czy ktoś nie ma pożyczyć "Pi" Arranofsky'ego, więc mu znalazłam linka i sama zaczęłam to oglądać :) Wieczorem była impreza halloweenowa w Leeds, ale nie pojechałam, tylko poszłam wcześniej spać. W niedzielę obudziłam się znów przed 11:00 i wstałam z łóżka. Zjadłam coś i zabrałam się dalej za pisanie. Skończyłam kolejną książkę i została mi tylko online i pół autobiografii Kieślowskiego. Dobrze mi szło, więc napisałam do tego kolei z Facebooku, że możemy się spotkać w National Media Museum po jego filmie, tak jak się wstępnioe umawialiśmy. Od jakiegoś czasu wybieramy się na kawę, ale jakoś nam nie wychodzi :) I dziś też nam nie wyszło :) Wiem, że powinnam sobie dać z nim spokój i zająć się pisaniem pracy, a nie się rozpraszać, ale to jest silniejsze ode mnie :) Dobiłam do prawie 35,000 słów i ponad 100 stron. W końcu po 1:00 poszłam spać.
niedziela, 20 października 2013
Alhambra po raz ostatni?

662.

W poniedziałek wstałam po 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy, ale po drodze zaniosłam proszek i płyn do prania do Richmond Building, gdzie mają skład dla potrzebujących studentów. Kupiłam obie rzeczy, jak się wprowadziłam do akademika, ale okazało się, że tu się wszystko automatycznie dodaje do prania i nic nie potrzebuję. Do pracy dotarłam około 9:15, a o 13:00 poszłam na lunch. O 17:00 wyszłam i pojechałam do sklepów. Zaczęłam od Bootsa, a potem kupiłam jedzenie w Morrisonie i wróciłam do domu po 18:00. Zrobiłam pranie, zjadłam coś i usiadłam do komputera. Spać poszłam po północy.

We wtorek wstałam po 8:00 i poszłam do pracy na 9:00. O 10:00 miałam spotkanie z szefem, tzn. Back to Work Interview :) Czyli musiałam powiedzieć, co mi było i wypełnić ankietę, w której odpowiada się na pytanie, dlaczego nie było się zdolnym do pracy, ale szef zapomniał ją wydrukować. Zamiast tego zrobiło się z tego zebranie z szefową włącznie na temat Recepcji. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do Lecture Theatre na kolejne spotkanie mojego stowarzyszenia, ale poza mną nikt nie przyszedł! Wzięłam więc film do domu, żeby go później obejrzeć.

Przed 18:00 spotkałam się ze Skarbnikiem i ustaliliśmy plan dalszego działania. Po 18:00 byłam w domu, zjadłam coś i o 19:30 wyszłam. Poszłam najpierw do Alhambry i kupiłam bilet na balet współczesny, który nazajutrz tam występował. Potem poszłam do National Media Museum na pokaz filmu "The Rep". Oprócz mnie znow nikt nie przyszedł, a mieliśmy 10 darmowych biletów, więc 9 się zmarnowało! Film był taki sobie, a potem była dyskusja. W domu byłam tuż po 23:00 i przed północą poszłam spać, ale o 1:00 obudził mnie SMS od znajomego i nie mogłam znów zasnąć do jakiejś 4:00 czy 5:00 w nocy!

W środę wstałam po 8:00 i poszłam nieprzytomna na 9:00 do pracy. Zgodziłam się od przyszłego czwartku udzielać znów lekcji polskiego w Polskim Klubie, więc wysłałam maila do wszystkich moich byłych uczniów. O 17:00 wyszłam i pojechałam do sklepu po jedzenie. Wróciłam do domu po 18:00, zjadłam coś i po 19:00 poszłam do Alhambry na Cedar Lake Contemporary Ballet. Przedstawienie składało się z trzech części: "Indigo Rose" , "Ten Duets on a Theme of Rescue" oraz "Necessity, Again" do piosenek Charlesa Aznavoura. W domu byłam już po 21:00 i już o północy poszłam spać.

  
Film
"The Rep" Morgana White'a i balet Cedar Lake: "Indigo Rose"w choreografii Jiriego Kyliana,

  
"Ten Duets on a Theme of Rescue" Crystal Pite i najlepsze z nich "Necessity, Again" Jo Stromgren.

W czwartek
wstałam o 7:45 i o 8:30 byłam już na dole. Zapłaciłam mniej w tym miesiacu za czynsz i od tej pory będę płacić mniej :) O 9:00 byłam w pracy, o 12:00 poszłam na lunchdo media School :) Po 13:00 zjadłam zupę i na 13:30 poszłam do Richmond building na kurs. Skończył się wcześniej, bo system padł, więc wróciłam o 16:00 do pracy. O 17:00 wsiadłam w 662 i od 17:30 do 18:45 miałam masaż! Zapłaciłam 40 funtów i poszłam do Tesco na zakupy. Tuż po 20:00 byłam w domu i poszłam na 20:30 na "Filth" do Muzeum Mediów. Film był naprawdę super! W domu byłam po 22:00 i spać poszłam tuż po północy.

W piatek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Po lunchu miałam miec zebranie z szefową, ale byłyśmy obie zbyt zajęte. Wyszłam o 17:00 i poszłam do domu. Szybko coś zjadłam i o 17:55 byłam już w Cineworld. Kasia dotarła o 18:00 i poszłyśmy na film "Wałęsa. Man of Hope" (Wałęsa. Człowiek z nadziei). Po filmie wróciłam do domu, znów coś zjadłam, przebrałam się, umalowałam, uczesałam i po 22:30 przyjechali po mnie znajomi :) Podjechaliśmy po Kasię i pojechaliśmy na Rumba Picante. Miałam branie i się wytańczyłam. Po 2:00 wyszliśmy, odwieźli mnie i o 3:00 byłam w domu, o 4:00 poszłam spać.

  
James McAvoy w filmie "Filth" i Robert Więckiewicz świetny jako Lech "Wałęsa. Człowiek z nadziei".

W sobotę budzik obudził mnie o 11:00. Wstałam, zjadłam śniadanie i usiadłam do komputera. Po 16:00 zdrzemnęłam się do 19:00, a potem usiadłam do książki o Dekalogu i obejrzałam na Youtibue dwa odcinki "Dekalog 2" i "Dekalog 3". Spać poszłam po 1:00 w nocy. W niedzielę obudziłam się przed 11:00, zjadłam śniadanie i obejrzałam "Dekalog 4". Później jeszcze "Dekalog 7' i "Dekalog 8" oraz fragment "Dekalog 9". Około 19:30 zadzwoniłam do domu i porozmawiałam z mamą, a potem wzięłam się dalej za czytanie książki o Kieślowskim i obejrzałam "Dekalog 10". Spać poszłam po północy.


Zdjęcia z 10 kolejnych odcinków serialu "Dekalog" Krzysztofa Kieślowskiego, o którym teraz piszę.
niedziela, 13 października 2013
Blackpool Illumination :)

661.

W poniedziałek wstałam po 7:45, wzięłam prysznic i równo o 8:30 byłam na dole. Miałam ze sobą pieniądze na czynsz, ale szefa akademika się nie pokazał. Poczekałam 15 minut, a potem napisałam mu SMSa, że będę teraz czekać, aż on się ze mną skontaktuje. Wsiadłam we Free Busa i podjechałam do sklepu, gdzie kupiłam banany i wodę, a potem poszłam do pracy. Po 17:30 przyszła moja uczennica i poszłyśmy do Boardroom na kolejną lekcję polskiego. Po 19:00 podwiozła mnie na Forster Square, bo musiałam iść do Bootsa po make upy, a potem poszłam do polskiego sklepu po sok i do Tesco po wino i orzeszki. Po 20:00 byłam już w Malik House i po 20:30 zaczęła się ostatnia lekcja salsy. Nasz nauczyciel powiedział co prawda, że od przyszłego tygodnia inny nauczyciel przejmie jego zajęcia, ale dla mnie to koniec. Po lekcji były mały szwedzki stół, więc zjadłam coś, a potem poszłam do domu piechotką. Dotarłam na miejsce po 23:30 i usiadłam do komputera, a spać poszłam dopiero po 24:00.

We wtorek wstałam po 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Szefowa wróciła z urlopu, więc najpierw miałyśmy mini-zebranie. Potem siedziałyśmy razem na recepcji, bo student, który miał pracować, poprzedniego dnia zadzwonił, że nie może. Po 13:00 poszłam do Health Centre po receptę na żel do cery, a potem zjadłam lunch. O 17:00 poszłam do Lecture Theatre pokazać "M" Fritza Langa w ramach naszego stowarzyszenia. Dotarł Skarbink, czyli zeszłoroczny Sekretarz oraz tegoroczna Sekretarz i jeden członek stowarzyszenia. Po filmie wróciłam do pracy po listę osób, które zabierałam następnego dnia na wycieczkę do Blackpool i zeszłam na dół, zobaczyć, jak wygląda tegoroczna salsa w ramach African Arts Society. Nie było za dużo osób, choć od pół godziny miała już trwać lekcja. Byłam zbyt zmęczona, żeby czekać na ich social, więc poszłam do domu, zahaczając po drodze o sklep. Zjadłam coś i potem usiadłam do komputera. Usłyszałam odgłosy, jakby się ktoś wprowadzał. Przed północą poszłam spać.

  
Sala, w której odbywały się nasze lekcje salsy w Malik House oraz Peter Lorre w "M" Fritza Langa.

W środę wstałam po 9:00 i wyszłam z domu o 10:00. Weszłam do sklepu, a potem poszłam pod boczne wejście Richmond Building, gdzie miał przyjechać autokar. Zwykle przyjeżdżają na 15 minut przed godziną odjazdu, a że mieliśmy wyruszyć o 10:30, to kiedy o 10:15 nadal nikogo nie było, napisałam SMSa do szefowej, żeby do nich zadzwoniła. Odpisała, że autokar już jedzie, ale oni twierdzą, że był zarezerwowany na 11:00! :) Znowu ktoś czegoś gdzieś nie dopatrzył. Na szczęście dojechał wczesniej i udało się nam wyruszyć przed 11:00. Sprzedaliśmy tylko 19 biletów, więc ze mną i z kierowcą było nas 21 osób i każdy miał dla siebie dwa siedzenia :) Do Blackpool dotarliśmy po 12:30 i najpierw poszłam do Hounds Hill Shopping Centre. Nie zdecydowałam się jednak nic kupić, bo nie chciałam potem chodzić ponad 6 godzin z siatami! Postanowiłam więc pójść najpierw coś zjeść. Zaczęłam szukać restauracji koło dworca, ale dworzec przenieśli, więc nie mogłam jej znaleźć. Wiało strasznie, więc w końcu poszłam do Tourist Information, gdzie dali mi mapę, zaznaczyli chińskie resturacje i sklepy z żywnością.

Dotarłam do chińskiej restauracji Michael's Wan Mandarin i zamówiłam stolik na 17:30, bo właśnie zamykali po lunchu. Potem wróciłam do sklepów i kupiłam najpierw coś do jedzenia w Marks & Spencer, a potem usiadłam na ławce na słoneczku i zjadłamod razu część :) Potem kupiłam sobie buty na zimę, aż w końcu poszłam do Winter Gardens i siedziałam tam do 17:20 czytając książkę o "Trzech kolorach" Kieślowskiego. Po 17:20 wyszlam i wróciłam do Mandarina na obiad, a po 19:00 poszłam na parking. Wsiedliśmy wszyscy w autokar i przejechaliśmy oświetloną Promenadą, tak jak każe tradycja. Zobaczyliśmy więc Blackpool Illumination w całej krasie. Co roku wieszają tam światełka wzdłuż ponad 10-kilometrowej Promenady i zapalają je codzień przez 66 dni od końca sierpnia do początku listopada. A w tym roku ponoć mają to po raz pierwszy wydłużyć do 73 dni! Zanim dojechaliśmy do końca dochodziła 20:30! :) Wyjechaliśmy z miasta i po 22:00 byliśmy w Bratfoot. Kierowca podwiózł mnie pod Tesco, gdzie zrobiłam zakupy i po 23:00 byłam w domu. Usiadłam do Internetu i spać poszłam po 1:00.

  
Chińska restauracja Michael's Wan Mandarin w Blackpool oraz 10 kilometrów Blackpool Illumination!

W czwartek budzik zadzwonił o 8:00 i wysłałam szefowej SMSa, że źle się czuję i nie przyjdę do pracy. Poszłam dalej spać i wstałam dopiero po 12:00. Zjadłam coś i zaczęłam najpierw odpisywać na maile. Potem zrobiłam sobie obiad, a potem zabrałam się wreszcie za pisanie! :) Spać poszłam po 1:30. W piatek wstałam tuż przed południem, zjadłam śniadanie i usiadłam znów do komputera. Potem się zdrzemnęłam i poszłam do kuchni odgrzać zupę. Wtedy do domu wrócił mój nowy współlokator, Japończyk. Zapoznaliśmy się kulturalnie i wróciłam do swojego pokoju. Spać poszłam po 2:30. W sobotę wstałam przed południem, zjadłam coś i usiadłam do komputera. Po północy wysłałam kolejnego maila do Krzysztofa Piesiewicza i po 2:00 w nocy poszłam spać. W niedzielę wstałam, zjadłam coś i wysłałam aplikację o pracę. Potem porozmawiałam z mamą przez Skype'a i zabrałam się do pisania. Piesiewicz o dziwo znów krótko odpisał, więc wysłałam do niego kolejnego maila. Dobiłam do 90 stron i 32,000 znaków. Jak miałam wreszcie czas, żeby pisać, to zabrakło mi dyscypliny! Spać poszłam po 23:00.
niedziela, 06 października 2013
Głośni współlokatorzy!

660.

W poniedziałek po 9:00 rano obudziły mnie hałasy z kuchni. Nowi lokatorzy strasznie trzaskali drzwiami, więc włożyłam sobie koreczki do uszu i poszłam dalej spać. Wstałam o 11:00 i na 12:00 poszłam do pracy. Wychodząc poskarżyłam się szefowi akademika na moich nowych lokatorów. Powiedział, że wprowadzili się tylko na tydzień, do piątku. W pracy sprzedaliśmy wreszcie wycieczkę do Belgii - bilety kupiły 25 osóby,
w tym ten Włoch, którego poznałam w zeszłym tygodniu w Leeds i Kasia. Jedziemy więc w listopadzie na moje urodziny! :) O 16:00 poszłam na lunch i oddałam filmy na DVD, które wypożyczyłam z biblioteki. Wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam do Unique. Tam spotkałam się ze znajomym z salsy i pojechaliśmy na kolejna lekcję. Nauczyciel powiedział, że za tydzień będzie ostatnia lekcja! :( Ma już dość i anuluje zajęcia w Bratfoot. Odpadnie mi zatem jedyna salsa w tygodniu :( O 22:00 znajomy odwiózł mnie do domu. Usiadłam do kompuetera, a spać poszłam po północy.

We wtorek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Babka z Visa Centre, która miała jechać ze mną do Belgii powiedziała, że nie może! Szef zaproponował kolegę z pracy, którego za bardzo nie lubię, a który niestety się zgodził! Na 12:00 poszłam na drzemkę na Pilates, a potem na lunch. O 17:00 poszłam do Lecture Theatre na pierwsze spotkanie naszego stowarzyszenia. Obejrzeliśmy "Baadasssss!" w reżyserii Mario Van Peebles, który już widziałam, co przypomniałam sobie w czasie oglądania. Nowa sekretarz nie mogła zostać, stary sekretarz będzie teraz skarbnikiem i tylko Media Officer został do końca oraz dwóch nie studentów. Po 19:00 poszłam do domu i poskarżyłam się znów na moich nowych współlokatorów. Szef akademika powiedział, że z nimi pogadał i żebym wytrzymała do piątku, bo się wtedy wyprowadzą. Rzeczywiście, tej nocy jakby mniej hałasowali
. Zasnęłam około północy.

  
Melvin i Mario Van Peebles w "Baadasssss!" oraz scena z "Sweet Sweetback's Baadassssss Song".

W środę wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Miałam już płacić za wyjazd do Belgii, ale na szczęście kolega z pracy zdecydował nie jechać, bo źle znosi podróż promem. Zaczęłam więc znów kogoś szukać i odłożyłam to na następny dzień. O 14:00 było zebranie recepcji, a potem poszłam ze studentami do ratusza, ale jeden z Sabbów powiedział, ze powinam wrócić do pracy! O 17:00 wyszłam i o 17:300 byłam u mojej studentki w pracy na kolejną lekcję polskiego. O 19:00 odwiozła mnie do domu, przebrałam się, zjadłam coś i na 19:55 poszłam na autokar do Manchesteru. Pomalowałam się na dworcu i mimo iż autokar się spóźnił, lekcja w Revolución de Cuba nadal trwała, choć było po 21:00. Czekałam w toalecie aż się skończy i zgaszą światło :) Ismail pojawił się po 22:00, przywitał się i zatańczył ze mną, ale nie zaprosił mnie do stolika. Jak wychodził, powiedziałam, że zostawiłam mu tam prezent i kartkę. Zabrał je i poszedł, a ja wyszłam po 2:00 i wróciłam do domu po 3:30 z DJ-em. Spać poszłam przed 4:00.

W czwartek wstałam po 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Zapłaciłam wreszcie za wycieczkę i wysłałam firmie, która ją organizuje listę osób, które jadą. Oprócz mnie jedzie w końcu facet z Language Centre, którego dość lubię. Wyszłam z pracy o 16:30 i pojechałam do sklepów po jedzenie. W domu byłam po 17:30 i po jedzeniu zdrzemnęłam się od 18:00 do 20:30, bo byłam strasznie niewyspana. Po 21:00 spotkałam się z Kasią i poszłyśmy do Weatherspoons pogadać o wycieczce. Oddała mi 200 funtów, bo wyłożyłam za nią, żeby nie musiała specjalnie przyjeżdżać do mnie do pracy. Wytłumaczyłam jej, że ona i Włoch płacą za dwójkę, ale że ona będzie ze mną w kabinie na promie i w pokoju w hostelu, a Włoch będzie razem z moim kolegą z pracy :) Poza tym powiedziałam jej, że zostawię ich w sobotę wieczorem i spotkam się z koleżanką z Fugazi, której nie widziałam ze 20 lat, a oni w tym czasie będą mieli przewodnika, który im pokaże Brukselę. Po 23:00 byłam już w domu, ale spać poszłam dopiero o 1:00.

W piątek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Ciocia napisała mi w mailu, że moja Zielona Karta już do niej doszła. Poprosiłam ją, żeby mi ją przysłała do pracy, bo bez niej chyba nie mogłabym w lutym przekroczyć granicy. O 17:00 o dziwo bez problemu wyszłam z pracy i poszłam do domu coś zjeść, potem na dworzec i wsiadłam w pociąg do Leeds. O 18:30 byłam już w Town Hall na prezentacji programu tegorocznego LIFF (Leeds International Film Festival), z ludźmi z Leeds Film Meet Up Group. Potem kupiłam sobie sushi w Bootsie na dworcu i wróciłam do domu. Współlokatorzy oczywiście nadal tam byli i nie sprawiali najmniejszego wrażenia, że będą się wyprowadzać, a szef akademika nie odpowiedział mi na SMSa. Poszłam więc na dół pogadać z menadżerem, który dał mi klucz do innego pokoju. Przeniosłam tam pościel i po 23:30 poszłam spać. Miałam jednak pecha, bo tam jakieś panny piszczały i śmiały się jak idiotki! Ale w końcu
z koreczkami w uszach zasnęłam około północy :)

W sobotę wstałam wyspana po 12:30 i wróciłam do siebie do pokoju. Odkurzyłam, zrobiłam pranie i porozmawiałam z rodziną przez Skype'a. Wieczorem obejrzałam "Sweet Sweetback's Baadasssss Song" Melvina Van Peeblesa :) Przed północą kolesie wrócili i zaczęli jeszcze częściej trzaskać drzwiami! Nie wytrzymałam nerwowo, wychyliłam się z pokoju i spytalam, czy nie potrafią po prostu zamknąć drzwi? Jeden z nich przeprosił i powiedział, że i tak się wyprowadzają. Wynosili właśnie rzeczy. Włączyłam Perfect na full, zeby ich nie słyszeć, a potem po północy przeniosłam z powrotem pościel i po 1:30 poszłam spać. W niedzielę wstałam przed południem i po śniadaniu zabrałam się za czytanie kolejnej książki potrzebnej do mojej pracy doktorskiej. Wieczorem obejrzałam "Gamines" (Siostry) z Sylvie Testud i zdałam sobie sprawę, że już widziałam ten film, w samolocie, wracając z Gwadelupy. Za dużo nie zrobiłam, jeśli chodzi o moją pracę doktorską, tylko poszłam wcześniej spać, bo tuż przed północą.

  
Fragment teledysku do piosenki "Niepokanani" grupy Perfect oraz Sylvie Testud w filmie "Siostry".