Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
niedziela, 22 grudnia 2013
Ostatnie filmy Kieślowskiego

671.

W poniedziałek
o 6:30 rano obudził mnie SMS od szefowej. Dopiero przeczytała wiadomość ode mnie, że nie przyjdę do pracy i odpisała z pytaniem, co mi jest. Zignorowałam jej SMSa i po jakimś czasie wreszcie znów zasnęłam i spałam do 11:00. Potem wstałam, zebrałam się i poszłam na 13:50 do lekarza. Powiedziałam mu, że nie mogę spać i chyba mam depresję. Zrobił mi więc test z głupimy pytaniami typu, czy mam myśli samobójcze i tym podobne :) Odpowiedziałam, że nie, ale na szczęście mimo to zgodził się dać mi zwolnienie z pracy na Anxiety / Depression i Stress :) Po raz pierwszy w ciagu ośmiu lat udało mi się dostać zwolnienie na stress, choć próbowałam wcześniej dwa razy! Widocznie do trzech razy sztuka! :) Wróciłam do domu i wysłałam SMSa szefowej, że mam zwolnienie do Świąt. Odpisała, że jak chcę to mogę z nią pogadać. Odpowiedziałam, że teraz to chcę tylko spać i że życzę jej miłych Świąt :) No i odetchnęłam z ulgą. Zrobiłam pranie, a potem wzięłam prysznic i usiadłam wreszcie do pisania! Jednocześnie obejrzałam "Lawę" Konwickiego na Youtubue. Spać poszłam po 1:00 w nocy.

We wtorek po 7:00 obudził mnie SMS od Kasi :) Wstałam i zabrałam się dalej za pisanie, ale wkrótce doszłam do wniosku, że muszę się zdrzemnąć. Potem wstałam i pisałam o "Podwójnym życiu Weroniki", jednocześnie oglądając potrzebne mi fragmenty filmu na DVD. Odezwał się do mnie znajomy fotograf Mark i spytał, czy nie mógłby też jechać na Święta do Paryża. Myślał, że to ja organizuję tę wycieczkę. Skontaktowałam go z szefem firmy Don't Be a Tourist i ten zgodził się, żeby Mark jechał z nami za darmo w zamian za zdjecia. Potem zjadłam obiad i pisałam do 2:30, aż w końcu poszłam wreszcie spać.
W środę obudziłam się sama o 9:00, wstałam i usiadłam dalej do pisania. Przed południem szefowa zadzwoniła, ale nie odebrałam komórki. Zabrałam się ostro za pisanie, przerywając tylko na jedzenie. Wiedziałam, że jak mam się wyrobić do końca tygodnia ze wszystkim, to muszę skonczyć drugi rozdział i go jak najszybciej wysłać, żeby Sarah zdążyła go sprawdzić przed Świętami. Postanowiłam więc, że nie pójdę spać, dopóki nie skończę. Po 4:00 wysłałam go mailem, a po 4:30 poszłam wreszcie spać :)

  
Gustaw Holoubek w filmie "Lawa" oraz Irene Jacob i Philippe Volter w "Podwójnym życiu Weroniki".

W czwartek obudziłam się po 10:00, połamana i z myślą, że przydałby mi się masaż :) Wstałam i zjadłam śniadanie, a potem zabrałam się za pisanie. Po obiedzie dalej pisałam, jednocześnie oglądając "Trzy kolory. Niebieski" na DVD i dobrze mi szło, ale myszka przestała działać! Nie pomagało wyłączanie i włączanie komputra, więc postanowiłam dać odpocząć
komputerowi i zdrzemnęłam się godzinkę. Potem znów usiadłam do pisania i postanowiłam posługiwać się samą klawiaturą, ale jednocześnie spytałam dziewczyny, czy nie mają pożyczyć myszki z wejściem USB. Zaczęłam oglądać "Trzy kolory. Biały" i poszłam spać dopiero jak skończyłam pisać około 6:00 rano! W piątek budzik dzwonił od 10:00 co 5 minut, aż wreszcie zadzwoniła Ala i spotkałam się z nią na dole, na parkingu. Pożyczyła mi myszkę, która na szczęście zaczęła działać, więc zamiast iść spać, usiadłam do pisania. Potem zjadłam coś i pisałam dalej, jednocześnie oglądając "Trzy kolory. Czerwony". Dobrze mi szło, ale nadal wolno, więc postanowiłam nie iść na świąteczne Calle Ocho. Skończyłam pisać o 3:00 i poszłam wreszcie spać.

W sobotę obudziłam się o 10:30 i usiadłam do komputera. Pisałam dalej, a jednocześnie obejrzałam "Bez końca" online. Po obiedzie usiadłam dalej do pisania, ale nadal strasznie wolno mi szło, zdecydowałam więc nie iść na Rumba Picante, tylko pisać aż do skutku, żeby Sarah przeczytała wszystko przed jej wyjazdem. Uparłam się więc, że nie pójdę spać, póki nie skończę ostatniego rozdziału! Siedziałam więc do 10:00 rano, a potem wysłałam wszystko i o 10:30 poszłam spać! W niedzielę o 14:30 obudził mnie SMS od Ali, że nie potrzebuje myszki i mogę ją na razie zatrzymać. Wstałam i wysłałam maila do moich promotorów, a potem także do szefowej i życzenia do wszystkich z pracy. Wrzuciłam też życzenia na Facebooka i zadzwoniłam do domu przez Skype'a. Potem wzięłam prysznic i po 19:00 poszłam do sklepów, ale zapomniałam karty do Bootsa i musiałam się wrócić. Wszystko było zamknięte poza Tesco, więc kupiłam tylko jedzenie na drogę. Po 22:0 wyszłam z domu i pojechałam do Paryża na Święta :)

  
Bohaterki "Trzech kolorów: Niebieski, Biały i Czerwony" oraz Grażyna Szapołowska w "Bez końca".
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Długo wyczekiwana randka :)

670.

W poniedziałek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Szefowa miała wolne, więc było spokojnie. Po lunchu poszłam do działu Finance i wspólnie z babką, którą lubię podliczyłyśmy zaległe wycieczki. Po 17:00 poszłam do domu i zapłaciłam od razu z góry za czynsz do soboty 22 lutego, kiedy to wyprowadzę się i pojadę do znajomych do Manchesteru. Potem wysłałam maile do wszystkich moich  znajomych z Francji pisząc, że będę w Paryżu na Święta i pytając, kto się tam ze mną spotka :) W końcu zabrałam się za korektę cytatów w mojej pracy doktorskiej i jak skończyłam, to poszłam spać o północy. Niestety, 3 godziny później obudził mnie sasiad, który postanowił coś zjeść i trzaskał drzwiami od kuchni. Zaczełam oczywiście od razu główkować i nie udało mi się z powrotem zasnąć aż do 6:00 rano.

We wtorek wstałam znów o 8:00, w sumie po jakiś 5 godzinach snu. W pracy byłam o 9:00 i na 12:00 poszłam tradycyjnie na Pilates, żeby się trochę zdrzemnąć :) Potem zjadłam lunch i zabrałam się za przygotowania do wycieczki do Trafford Centre, która była tego dnia o 16:00. Babka, która kiedyś pracowała z nami w Recepcji przyszła po materiały po 14:00. Jedna z Sabbow namowiła mnie, żebym skoczyła z samolotu ze spadochoronem w środę 5 lutego :) Zaczęłam więc zbierać fundusze na stronie Justgiving. O 17:00 poszłam do Lecture Theatre, ale nikogo nie było, więc sama zaczęłam oglądać "Der Golem" z 1920 roku. Po 18:00 przyszedł Skarbnik, a potem Sekretarz, więc zatrzymalam film i ustaliliśmy plan na przyszłość. Wróciłam do domu przed 19:00 i obejrzałam film do końca. Potem zdrzemnęłam się od 20:00 do 21:00 i usiadłam do komputera, żeby odpisać na maila. Napisali do mnie z First Movies, żebym poszła zobaczyć reklamy przed drugą cześcią Hobbia. Zgodziłam się i zasnęłam około północy.

  
Nasza drużyna UBU Heroes, która skoczy z samolotu :) i Paul Wegener jako tytulowy "Der Golem".

W środę obudziłam się o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Babka z ISIS przysłała mi kartkę świąteczną, wiec odpisałam na maila, że czekam wciąż na zaległe 6 funtów i kwotę do Amsterdamu. Po lunchu wysyłam listę wycieczek zaplanowanych w drugim semestrze do firmy autokarowej, żeby zarezerwować busy. O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam Free Busem najpierw do Bootsa, potem do Morrisona  na zakupy. Po 18:00 wróciłam do domu i zaczęłam czytać informację, jakie mi przesłali z First Movies, z kórych wynikało, że nie mogę zostać na filmie, a po to się zgłosiłam - żeby obejrzec go za darmo! Ale napisałam do znajomego, który pracuje w Cineworld, żeby mi załatwił bilet na piątek wieczór :) Po 20:00 wpadła Kasia i nareszcie przynisoła ze sobą zdjęcia z Belgii! :) Wyszła po 22:00 i już po 23:00 zasnęłam.

W czwartek sasiad obudził mnie znów o 1:00 w nocy gadając głośno na korytarzu przez telefon i trzaskając drzwiami od kuchni! Poszłam dalej spać i wstałam o 8:00, a na 9:00 poszłam do pracy. Był akurat Christmas Market i wygrałam butelkę piwa organic oraz żel pod prysznic. Zaczęłyśmy z szefową dostawać CV od ludzi, ktorzy chcą u nas pracować na pełny etat od stycznia przez 2, może 3 miesiące. Po lunchu wydrukowałam papiery potrzebne mi w piątek w Cineworld. Dwie osoby powiedziały, że podoba im się moja koszula, więc dałam ją babce, która wpłaciła pierwsze 5 funtów na moje konto Justgiving :) Zostałam w pracy do 17:30, bo wtedy przyszła moja studentka na polski. Wyszłyśmy po 19:15 i odwiozła mnie do domu. Wysyłam maila do Ambrozji z listą osób, które przyjda w niedzielę na nasz Christmas Meal z ich wyborem z menu oraz do Couch Surferów i już po 21:00 poszłam spać.

W piątek sąsiad obudził mnie znów po 2:00 w nocy, więc nie wytrzyłam i poszłam do kuchni zwrócić mu uwagę, ale spać już nie mogłam, więc usiadłam do komputera. Zasnęłam dopiero o 8:00, czyli wtedy, kiedy normalnie wstaję do pracy. Całe szczęście, że miałam akurat wolne! Obudziłam się o 11:00, zjadłam coś i usiadłam do komputera. Potem wzięłam prysznic i wyszłam z domu. Podjechałam Free Busem na Interchange i przed 17:00 byłam już w Cineworld. Pożyczyłam długopis i zaczęłam wypełniać papiery z First Movies, a potem przyszedl mój kolega i się mną zajął. Pomógł mi zaplanować, że pójdę na pokazy o 17:20, 18:10, 19:00, 20:00 i 20:40. Przed ostatnim seansem powiedział mi, że mogę zostać na film, więc obejrzałam go razm z Kasią, którą namówiłam, żeby przyjechała, to może załatwię jej darmowe wejście. Udało się i obie obejrzałyśmy Hobbita 2 w 3 D :) Dopiero po północy w domu i o 2:00 poszłam spać.

  
Kino sieci Cineworld w Bratfoot oraz bohaterowie filmu "The Hobbit: The Desolation of Smaug".

W sobotę o 9:00 obudził mnie SMS od babki z uniwerku, która jechała po południu na wycieczkę ze studentami do Haworth. Nie była pewna, o której ma być na miejscu, ale to przesada, żeby mnie z tego powodu budzić tak wcześnie w weekend! Usiadłam do komputer, a potem wzięłam prysznic i o 13:00 spotkałam się
w Weatherspoons ze znajomą Francuzką, której nie wiedziałam parę lat, a która wpadła do Bratfoot na trzy dni :) Wyszłyśmy po 15:00 i pozegnalyśmy się, a ja poszłam do Morrisona po jedzenie na kolejny tydzień siedzenia w domu i pisania :) Potem wróciłam do domu i usiadłam oczywiście do komputera. O 19:00 wyszłam i poszłam do St. George's Hall na spektakl Russella Branda "Messiah Complex", na który kupiłam bilet jakieś trzy miesiące temu! :) Najpierw wystąpił poeta Mr Gee jako support, a potem w końcu pojawił się sam Russell Brand i byl dość zabawny, ale wolę jak się nie wygłupia i jest poważny. O 22:00 byłam już z powrtoem w domu i już około północy poszłam spać.

  
Mr Gee, całkiem niezły support przed "Messiah Complex" Russella Branda oraz sam Russell w akcji  :)

W niedzielę obudziłam się przed budzikiem, który był nastawiony na 9:30, bo na 10:45 szłam do Media Muzeum na film "Mandela: Long Walk to Freedom" z kolegą, z którym próbowałam się umówić od jakiegoś czasu :) Miał darmowe bilety, a ja stwierdziłam, że i tak już nic w ten weekend nie napiszę :) Film trwał ponad 2 godziny, a potem poszliśmy na gorącą czekoladę i pogadać. Miałam trochę wrażenie, że się mnie boi. W domu byłam po 14:00 i usiadłam do komputera, a potem się zdrzemnęłam. O 18:30 wstałam, zebrałam się i poszłam na 19:00 do Ambrozji. Nikogo jeszcze nie było, ale zaczęli się powoli schodzić. Zjedliśmy, porozmawialiśmy i było bardzo miło, a potem moja uczennica odwiozła mnie do domu, gdzie dotarłam już przed 22:00. Wysłałam SMSa do szefowej, że nie przyjdę nazajutrz do pracy, tylko pójdę do lekarza, a potem porozmawiałam jeszcze z kolegą na Facebooku. Popijałam jednocześnie piwo organic Oxford Gold, ktore wygrałam w czwartek, żeby lepiej mi się spało i po 1:00 poszłam spać.

  
Idris Elba jako Nelson Madela i Naomie Harris jako jego żona Winnie oraz Oxford Gold organic beer.
niedziela, 08 grudnia 2013
Dynamo i Durham :)

669.

W poniedziałek wstałam po 7:30 i poszłam na 9:00 do pracy. Najpierw miałam rozmowę z szefową, która okazała się bardzo wyrozumiała i przyznała, że sama jest też bardzo zestresowana. Potem poszłam na lunch i do biblioteki. Okazało się, że nie mają "Battleship Potiemkin", który miałam pokazać nazajutrz w ramach naszego stowarzyszenia, więc wzięłam "Tsotsi". Po 17:00 wsiadłam we Free Busa i podjechałam do Bootsa po recepty, a potem weszłam do Asdy oddać kabel, który kupiłam do laptopa, a na koniec do Tesco. Potem wsiadłam w ostatni Free Bus do domu i poszłam wcześniej spać. We wtorek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy, a na 10:00 na kurs przygotowujący do Performance review. Po 12:00 się skończył i zjadlam obiad w Richmond Building. O 13:00 wróciłam do pracy, bo nie poszłam na Pilates, a o 17:00 miałam pokazywać film, ale nikt nie przyszedł, więc podjechałam Free Busem do domu, bo akurat podjechał :) Zdrzemnęłam się, a potem po 21:00 przyszła Ala, natomiast Kasia nie dotarła, choć się umawiałyśmy. Pogadałyśmy z Alą do 23:00, a potem poszłam znów wcześniej spać.

W środę obudziłam się o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. Zadzwonił do mnie niespodziewanie Ismail z Barcelony, żeby pożyczyć ode mnie pieniądze! Myślałam, że nie ma tam za co żyć, więc się zgodziłam, zaskoczona jego telefone. Ale w ciagu dnia coraz bardziej dochodziłam do wniosku, że to zły pomysł. Tymczasem był to pierwszy dzień grudniowych Graduations i honorowy tytuł otrzymal Dynamo, czyli magik pochodzący z Bratfoot. Jego ekipa zajęła jeden z naszych pokoi, żeby się przygotować do wieczornego występu. Nie miałam pojęcia kim są i co się dzieję, jak ich wpuszczałam do tego pokoju :) Poszłam na lunch, a potem o 17:00 wróciłam do domu i napisałam do Ismaila, że mogę mu pożyczyć najwyżej 50 funtów, ale nie chciał, bo była mu potrzebna większa suma na jakąś tranzakcję. Wyszłam więc z domu i poszłam na Interchange, wsiadłam w pociag do Leeds i poszłam do Botanist zobaczyć się ze znajomą z Kalifornii. Kupiłam jej drinka i posiedziałam trochę, ale siedzieliśmy na zewnątrz i było mi zimno, więc zmyłam się tuż przed 20:00 i przed 21:00 byłam już w domu. Objerzałam filmiki Dynamo na Youtubie i już nie byłam pewna, czy z nim rozmawiałam czy nie :) Poszłam spać tuż po północy.

  
Steven Frayne z Bratfoot, czyli magik Dynamo oraz knajpka The Botanist w Leeds, gdzie siedzieliśmy.

W czwartek wstałam o 8:00 i na 9:00 z trudem doszłam do pracy, bo strasznie wiało. Był to drugi dzień Graduations i absolwenci tego dnia nie mieli tyle szcześcia, co poprzedniego. O 11:30 poszłam na lunch z moim promotorem i omówiliśmy plany na przyszłość. O 12:30 wróciłam do pracy, a o 17:00 wyszłam i wróciłam do domu. Pogoda się uspokoiła i na 19:30 poszłam do Polskiego Klubu na kolejną lekcję polskiego. W domu byłam przed 21:00 i około 22:00 padłam i poszłam spać! W piątek obudziłam się o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Miałam urwanie głowy od rana w związku z przygotowaniami do wycieczki. W końcu poszłam na lunch, a tymczasem szefowa miała spotkanie z szefem i wróciła lekko załamana. Wyszła więc wcześniej z pracy, a ja w sumie też 10 minut przed 17:00. Podjechałam do Boots po receptę, a potem poszłam do Morrison na zakupy i po 18:00 byłam już z powrotem w domu. Usiadłam do Internetu i wkrotce poszłam spać, bo nazajutrz musiałam znów wcześnie wstać.

W sobotę wstałam przed 8:00 i przed 9:00 byłam już pod uniwerkiem. Weszłam do sklepu po wodę i banany, a potem wsiedliśmy w dwa autokary i pojechaliśmy do Durham. Dojechaliśmy od dziwo bez problemu już po 11:00 i po 11:30 spotkałam się ze znajomymi. Poszliśmy najpierw na małe piwko, a potem coś zjeść do włoskiej restauracji di Medici. Po jedzeniu odprowadziłam ich na dworzec autbusowy i zrobiłam sobie spacer po mieście. Najpierw poszłam na dworzec pociągowy, a potem do katedry. Zostałam na nabożeństwo, a potem wróciłam do autokaru. Ruszyliśmy ok. 17:40 i już o 19:20 byliśmy w Bratfoot. Poszłam więc od razu zobaczyć Coca Cola Christmas truck w centrum, a potem wróciłam do domu. Usiadłam do Internet, ale już po 23:00 poszłam spać. Dziś wstałam po 9:00 i zabrałam się za nanoszenie poprawek. Zajęło mi to praktycznie cały dzień. W końcu przed północą poszłam spać.

  

Widok na katedrę i zamek w Durham oraz Coca Cola Christmas truck, która robi tournee po Anglii :)
niedziela, 01 grudnia 2013
Praca doktorska na chorobowym

668.

W poniedziałek budzik obudził mnie o 8:30 i wysłałam SMSa do babki z Finansów, że jestem chora i nie przyjdę do pracy. Szefowa wracała dopiero nazajutrz, więc zawiadomiłam babkę, którą lubię :) A potem poszłam dalej spać, bo byłam wyczerpana i naprawdę nie czułam się najlepiej. Budzik zadzwonił znów o 11:00, ale wstałam dopiero o 12:00. Ugotowałam bezmączny makaron i sos pomidorowy z tuńczykiem, dorzuciłam do tego oliwki i zjadłam to praktycznie na śniadanie. A potem zaczęłam gotować kapustę z grzybami, bo kupiłam kiedyś słój kapusty kiszonej i zaczęłam się bać, że mi się popsuje. W końcu po 14:00 zabrałam się za dokańczanie Literature Review, jednocześnie zaglądając co jakiś czas do kuchni, żeby kapusta się nie przypaliła. Spotkałam tam i pogadałam z wszystkimi trzema współlokatorami, których normalnie rzadko widuję. Bigos skończyłam gotować po 21:00 i po północy poszłam spać.

We wtorek budzik zadzwonił o 8:30 i wysłałam SMSa do szefowej, że źle się czuję i nie przyjdę przez dwa najbliższe dni do pracy. Zwykle odpisauje, a tym razem zadzwoniła i pytała, co mi jest! Powiedziałam, że znów jestem przeziębiona, a ona na to, że pewnie mam dość i że pogadamy jak wrócę do pracy. Zjadłam coś i zabrałam się za dokańczanie rodziału pierwszego o "Dekalogu", ale szło mi wolniej niż zakładałam. W dodatku zmogła mnie senność i zdrzemnęłam się trochę. O 17:00 wzięłam prysznic, bo na 18:00 miałam iść do National Media Museum na "The Deaf and Mute Heroine" (Long ja yian) z Kasią, ale umówiłam się z nią u mnie na dole i dałam jej bilet, a sama nie poszłam, bo bałam się, że spotkam kogoś z pracy! Po filmie przyszła do mnie i gadałyśmy, a potem doszła jeszcze Ala. Wyszły po 22:00 i zabrałam się dalej do pisania. Tak dobrze mi szło, że poszłam spać dopiero po 6:00 rano! :)

W środę wstałam po 11:00 i po śniadaniu usiadłam dalej do pisania pierwszego rozdziału. Potem zjadłam obiad i wróciłam do pisania. Jak szukałam "Och Karol 2" na Youtubie, to zaczęłam przypadkiem oglądać "Idealny chłopak dla mojej dziewczyny", więc obejrzałam to do końca i muszę przyznać, że byłam w lekkim szoku :) Dobiłam do 45 stron i ponad 17000 znaków, aż wreszcie po 2:30 poszłam spać. W czwartek budzik zadzwonił o 8:30 i wysłałam SMSa do szefowej, że nadal mnie nie będzie i że idę w piątek do lekarza. Potem zjadłam śniadanie i zabrałam się dalej za pisanie. Napisałam maila do Sarah i do promotorów, z którymi się umówiłam na spotkanie w środę. O 16:00 wzięłam prysznic, zjadłam obiad i na 17:30 poszłam d
o Polskiego Klubu na dwie kolejne lekcje polskiego. Po 20:00 wróciłam do domu i usiadłam znów do pierwszego rozdziału. W końcu udało mi się go skończyć i o 4:00 poszłam spać :)


Dorociński, Kuna i Boczarska w dość dziwnej niby-komedii "Idealny facet dla mojej dziewczyny"!

W piątek obudziłam się o 8:30, ale wstałam dopiero o 11:00 i poszłam do lekarki. Powiedziała, że nie może mi dać zwolnienia z pracy i że mam po prostu wziąć sobie sama wolne. Nie mówiłam jej, że już od tygodnia jestem na chorobowym. W sumie to mi nie zależało na tym, żeby dostać teraz zwolnienie. Byłam po prostu ciekawa, czy jeśli byłoby mi potrzebne w przyszłości, czy łatwo byłoby je dostać na stress. Okazuje się, że nie tak łatwo jak wszyscy myślą. Po powrocie do domu zjadłam coś i zabrałam się za pisanie. Po 17:00 zrobiłam sobie przerwę i zjadłam obiad, a potem zdrzemnęłam się do 21:00. Wysłałam to co już miałam do Sarah, czyli Cover, Appendices i Bibliography oraz niedokończony Wstęp. A potem zabrałam się dalej za pisanie ostatniej części Literature Review. Planowałam, że nie pójdę spać, dopóki jej nie skończę, ale niestety dość sybko wymiękłam i o już 3:00 poszłam spać.


W sobotę obudziłam się przed południem, zjadłam śniadanie i usiadłam dalej do pisania. W międzyczasie Sarah przysłała mi to, co już sprawdziła, czyli Wstęp, więc od razu naniosłam poprawki. Potem zjadłam obiad i zabrałam się znów za
pisanie. Spać poszłam o 6:00 rano! W niedzielę obudziłam się po 11:00 i usiadłam do dokończenia sekcji Literature Review. Z mojego oryginalnego planu na ten tydzień nic nie wyszło, bo wszystko jednak trwa dwa razy dłużej niż planowałam. Ale cieszę się, że udało mi się zrealizować chociaż połowę planu :) Następną i ostatnią już część będę musiała napisać przed Świętami. Właściwie to mam już 3/4 całośći i brakuje mi tylko 20,000 znaków, czyli około 40 stron! Skończyłam pierwszą połowę pracy o 20:00 i wysłałam Sarah ostatni fragment i to co już miałam gotowe moim promotorom, z którymi mam się spotkać w czwartek. A potem zjadłam coś i o 23:00 poszłam spać.
niedziela, 24 listopada 2013
Piesiewicz, Zizek i Freud

667.

We wtorek wróciłam do pracy. Czekała już na mnie
książka wysłana przez moją mamę - "Skandalu nie będzie" - czyli wywiad Michała Komara z Krzysztofem Piesiewczem oraz Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego EHIC, o którą aplikowałam przed wyjazdem do Belgii :) No cóż, przyda się na wyjazd do Paryża. O 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do Lecture Theatre na kolejny pokaz w ramach naszego stowarzyszenia. Tym razem obejrzeliśmy "Orlando" w reżyserii Sally Poter. Po filmie wróciłam do domu, zjadłam coś, a potem zabrałam się za czytanie książki i przeczytałam połowę, zanim zdecydowałam że musze rano stać i poszłam spać. W środę rano nie wzięłam prysznica, bo leciała zimna woda. Pomyślałam, że to dlatego, iż jest tak zimno na dworze i woda zamarza :) Zaniosłam laptopa do IT Clinic, bo zaczął mi się przegrzewać i wyłączać. Po 12:00 miałam zebranie w celu podsumowania Belgii i padły nowe pomysły na kolejne wyjazdy - Szkocja i Amsterdam. W obu miejscach już byłam, więc przynajmniej mi nie bedzie żal, że z nimi nie pojadę :) O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam sklepu po nowy kabel do laptopa i przy okazji kupiłam grzejnik w Argosie. W Asdzie znalazłam kabel do każdego rodzaju laptopów i kupiłam go, bo powiedzieli, że będę mogła go oddać, jeśli nie bedzie pasował do mojego. Wróciłam do domu, wzięłam prysznic, na wypadek gdyby rano znów nie było ciepłej wody i dokończyłam przed snem książkę. Przyda mi się do doktoratu!

  
Tilda Swinton jako Orlando i Billy Zane w filmie Sally Potter oraz okładka książki o Piesiewiczu.

W czwartek rano nie wzięłam prysznica, tylko poleżałam dłużej w łóżku. Rano zabrałam się za podliczanie wycieczek, żeby zobaczyć czy zarobiliśmy czy straciliśmy na nich pieniądze, ale okazało się, że nasze dane są inne, niż te z Finasów i nie byłam w stanie dojść do tego, skąd się bierze ta różnica! Wiem tylko, że na mojej wycieczce do Belgii zarobiliśmy 180 funtów :) O 11:00 poszłam na zebranie całego Union i robiłam notatki, które spisałam i rozesłałam zaraz po zebraniu, a potem poszłam na lunch. O 15:00 poszłam do Great Hall w Richmond Building, gdzie byla sesja zdjęciowa stowarzyszeń i klubów sportowych. Było nas tylko troje, bo skarbnik się spóźniał, a sekretazr nie odpisywała na SMSy. Skarbnik zdążył w ostatniej chwili i najpierw zrobiliśmy oficjalne zdjęcie na siedząco, a potem nieoficjalne, jako "The Usual Suspects", z dziewczyną skarbnika, jako piątym podejrzanym :) Jak czekaliśmy na wywołanie zdjęć, dotarła spóźnione Sekretarz i spytała, czy możemy je zrobić jeszcze raz! Fotograf się zgodził na powtórkę z rozrywki, ale przez to wróciłam do pracy ponad godzinę później! Zostałam więc do 17:15, a potem poszłam do Polskiego Klubu na dwie lekcje polskiego pod rząd. Jak wróciłam do domu, to wreszcie zamontowałam grzejnik, bo musiałam pożyczyć śrubokręt, żeby mu dokręcić nóżki :) Po północy poszłam spać i przestałam się wreszcie budzić w środku nocy z zimna :) Wcześniej musiałam wstawać i wciskać przycisk grzejnika, który się wyłączał jak się już zrobiło ciepło!

-
Zdjęcie z filmu "The Usual Suspects", którym sie inspirowaliśmy przy robieniu naszego zdjęcia :)

W piątek wstałam o 8:00, wzięłam znów normalnie przysznic i na 9:00 poszłam do pracy. Szefowej nie było w pracy, więc dzień mi minął dość spokojnie, choć musiałam przygotować wszystko do sobotniej wycieczki do Newcastle, mimo że na nią nie jechałam. Udało mi się wyjąć pieniądze z konta naszego stowarzyszenia i odebrać kasę, którą wyłożyłam poprzeniego dnia na nasze zdjęcia, a potem poszłam na lunch. O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do Lecture Theatre na pokaz filmu jednego z naszych studentów Media School - "The Edit"
Alirezy Razazifara, który jest z Iranu i jak się okazało przyjaźni się z Abbasem Kiarostami. Film był ciekawy, bo pełen zaskoczeń i nie przewidywalny, ale nie powalał. Przyszło na niego dwadzieścia parę osób i po filmie była dyskusja, która trwała do 19:30. Potem wróciłam do domu, zjadłam coś i obejrzałam online "The Pervert's Guide to Ideology" w reżyserii Sophie Fiennes ze Slavojem Zizkiem jako narratorem. Spać poszłam o 1:30. W sobotę wstałam po 11:00 i poszłam za ciosem oglądając trzy części serii "The Pervert's Guide to Cinema" Slavoja Zizka i Sophie Finnes :) Porozmawiałam z mamą przez Skype'a i przed snem poczytałam fragmenty prac Zygmunta Freuda o psychologii snów. Zasnęłam dopiero i nie pamiętam co mi się śniło :) W niedzielę wstałam przed 11:00 i wzięłam prysznic. Potem zjadłam śniadanie i zaczęłam ogladać głupoty na Youtubie. W końcu zaczęłam dorzucać cytaty z książki o Piesiewiczu i pisać moją pracę. Spać poszłam o 5:00 rano.

  
Lisa Ronaghan w filmie "The Edit" oraz Slavoj Zizek jako narrator filmów "The Pervert's Guide".
poniedziałek, 18 listopada 2013
Trylogia, Belgia i urodziny :)

666.

W poniedziałek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy.  Zadzwoniła babka z ISIS, czyli firmy organizującej naszą wycieczkę i zadałam jej jeszcze parę pytań. Po lunchu
wysłałam wszystkim uczestnikom wycieczki maila o ubezieczeniu, po czym Załatwiłam sobie online EHIC, czyli European Health Insurance Card, która jest darmowa i ważna 5 lat. Wyszłam z pracy o 17:00 i podjechałam do sklepu, a potem wróciłam do domu. Minęła 18:00 i postanowiłam, że nie pójdę ani na film BSC, ani na salsę, tylko obejrzałam na DVD "Niebieski" (Blue) Kieślowskiego, robiąc jednocześnie notatki. Spać poszłam tuż po północy. We wtorek wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i poszłam na 9:00 do pracy, po drodze wchodząc do sklepu. Załatwiłam ubezpieczenie dla studentów, a potem poszłam na 11:00 na Pilates. Zdrzemnęłam się trochę w czasie zajęć. Po powrocie do pracy poszłam na lunch, a potem o 17:00 wyszłam i poszłam do Lecture Theatre na pokaz "My Beautiful Laundrette" (Moja piękna pralnia) w reżyserii Stephena Frearsa w ramach naszego stowarzyszenia. Oprócz mnie przyszła jedna osoba i razem obejrzałyśmy film. Podobał mi się, ale mnie nie powalił, szczególnie jeśli chodzi o aktorstwo, zwłaszcza, że grał tam Daniel Day-Lewis, spodziewałam się więc czegoś więcej. Po filmie poszłam prosto do domu i zjadłam coś, a potem obejrzałam na DVD dodatki do "Blue" i o 23:00 poszłam spać.

  
Juliette Binoche w "Blue" oraz Daniel Day-Lewis i Gordon Warnecke w "My Beautiful Laundrette".

W środę wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Babka z IT przyszła założyć mi nowe Windowsy, więc czas do południa szybko mi minął. Nie było zaby dużo roboty, bo odbywało się Careers Fair, więc studenci byli zajęci :) Po lunchu usiadłam z powrotem do mojego komputera i zaczęłam się powoli przyzwyczajać do zmian. Wyszłam z pracy o 17:00 i poszłam prosto do domu. Zjadłam coś, usiadłam do komputera i nagla mnie zmógł sen. Zdrzemnęłam się więc do 19:30, a potem poszłam wstawić pranie. Obejrzałam "Trzy kolory: Biały", a potem dodatki na DVD. Jak pranie się skończyło, zmieniłam pościel i poszłam spać po północy. W czwartek wstałam o 8:00 i na 9:00 doszłam do pracy i dopięłam szczegóły wycieczki. Po lunchu spotkałam się z szefem i omówiliśmy jeszcze szczegóły. W końcu o 16:30 wyszłam z pracy i pojechałam Free Busem do centrum. Kupiłam 150 euro, bo w hostelu muszę zapłacić 100 euro kaucji, które mają mi potem oddać w niedziele nad ranem. Pomyślałam, że wydam je potem w Paryżu, więc zdecydowałam się je kupić. Kupiłam też coś do jedzenia nazajutrz na drogę. Wróciłam do domu coś zjeść i o 19:00 poszłam na Polskiego Klubu na kolejna lekcję polskiego. Po lekcji wróciłam do domu, przebrałam się, umalowałam i uczesałam, a potem usiadłam do koputera. Wyszłam z domu przed 22:00 i poszłam na dworzec. Wsiadłam z Kasią do autokaru do Leeds i pojechałyśmy na salsę. Potańczyłyśmy trochę, parę osób złożyło mi życzenia urodzinowe i wróciłyśmy po 2:00 do domu, a spać poszłam o 3:00.

  
Zbigniew Zamachowski w filmie "Trzy kolory: Biały" i Polski Klub - Polish Parish Club w Bratfoot.

W piątek były moje urodziny i od rana zaczęłam dostawać SMSy z życzeniami :) Pierwszy obudził mnie o 6:30, drugi po 8:00, a trzeci po 8:30 :) W końcu wstałam o 10:00 i zabrałam się za sprzątanie. Potem spakowałam się szybko i jak się potem okazało zapomniałam ręcznika :) Po 15:00 wsiadłam we Free Busa i podjechałam na uniwerek. Parę osób już czekało, w tym moja znajoma z Portugalii Susana, choć umawialiśmy się na 15:30. W końcu przyszedł też Michael, który razem ze mną był leaderem wycieczki i sprawdziliśmy listę. Autokar przyjechał przed 16:00, wsiedliśmy w niego wszyscy i ruszyliśmy do Hull. Dojechaliśmy tam około 16:30 i wsiedliśmy na prom. Poszliśmy wszyscy do swoich kabin zostawić bagaże. Ja z Kasią miałyśmy dwójkę i była dość mała, z piętrowym łóżkiem. Przebrałam się, umalowałam i poszłyśmy z Susaną na obiad. Dosiadł się do nas Michael, a potem doszedł też na chwilę mój znajomy z Włoch, Ulisse. Najedliśmy się, bo był bufet z bardzo dobrym jedzeniem, a potem poszliśmy w piątkę do baru. Postawiłam wszystkim pierwszego drinka, włącznie ze studentką ze Stanów, która do nas dołączyła :) Potem Michael poszedł spać, a nam Ulisse postawił po drugim drinku, z którymi na górę do baru z pianinem :) Tam odpadły Susana i studentka ze Stanów, a my we trojkę poszliśmy na dół do klubu. Chciałam z Kasią potańczyć, ale się nie dało. Bydło było straszne i jak ruszyłyśmy w stronę parkietu, zaczęli się akurat bić :) W końcu po 1:00 naszego czasu miałyśmy dość i poszłyśmy spać :)

W sobotę obudził nas jednocześnie budzik i głos megafonu, że jest 7:00 rano czasu europejskiego i zaczęli serwować śniadanie. Wstałam pierwsza, wzięłam prysznic, a potem tuż przed 8:00 poszłyśmy z Susaną coś zjeść. Dołączyła do nas do stolika studentka ze Stanów. Znów był bufet, więc znów się najedliśmy, a potem wróciliśmy do kabin po bagaże i zeby umyć zęby :) Po 8:30 zebraliśmy się wszyscy, czyli 27 osób, przy wyjściu i ustawiliśmy się w kolejce, ale zanim wreszcie wyszliśmy z dworca, dochodziła 10:00! Kierowca robił, co mógł, żeby nadgonić, ale trafiliśmy akurat na roboty drogowe! Zamiast o 12:00, dotarliśmy więc do Bruges o 13:30! Poszłam z Kasią do Bazyliki Świętej Krwi, żeby zobaczyć dwie krople krwi Jezusa na kawałku jego szaty. Potem weszłyśmy na dzwonnicę na rynku. Stanie w kolejce zajęło nam tyle czasu, że zdążyłyśmy jeszcze tylko wejść na chwilę do katedry po drodze z powrtoem do autokaru. Spóźniłyśmy się parę minut, ale ostatnie dziewczyny doszły pół godziny później, ruszyliśmy więc dopiero o 16:00! Tuż przed 17:30 dojechaliśmy do hostelu w Brukseli, gdzie czekał już na nas przewodnik. Zostawiliśmy bagaże i zeszliśmy na dół. Czekała tam już na mnie Dagmara, którą znałam z Fugazi, a której nie widziałam ze 20 lat! :) Poszłyśmy na spacer i najpierw zobaczyłyśmy główny plac Brukseli, czyli Grand Place, potem Manneken Pis, czyli sikającego chłopca i zaczęłyśmy szukać Jeanneke Pis, czyli sikającą dziewczynkę :) Po drodze zjadłam belgijskiego gofra!

Po 19:00, jak skończyła się wycieczka, doszli do nas Kasia, Ulisse oraz Susana i poszliśmy na Petite Rue des Bouchers do restauracji Le Jardin de l'Ilot Sacre na małże. Doszedł tam do nas Michael ze studentką ze Stanów i dwoma studentkami z Chin. Ponieważ nadal obchodziłam swoje urodziny, to strzeliłam sobie oprócz małży także homara, kalmary, krewetki oraz przegrzebki, a do tego wzięłam ciemne piwo
Chimay bleue :) Skończyliśmy jeść i poszliśmy im pokazać Jeanneke Pis, bo przewodnik im pokazał tylko Manneken Pis. Później się rozproszyliśmy - część poszła do hostelu, a ja z Dagi oraz  Kasią, Susaną i Ulissem na spacer. Pokazałyśmy im pomnik Everarda t'Serclaes, którego trzeba dotknąć, żeby wrocić jeszcze kiedyś do Brukseli :) Jak oni byli w sklepie, Dagi pokazał mi fontannę Charlesa Buls, a potem pokazałyśmy im, gdzie mogą sobie kupić dobre belgijskie gofry i wróciliśmy do hostelu. Dałam Dagi "In Bruges" na DVD, żeby sobie oebjrzała, bo mówiła, że nigdy tam nie była, a potem odprowadziliśmy ją do samochodu i poszliśmy szukać jakiejś knajpki, żeby napić się piwa. Została nas już tylko trójka: ja, Kasia i Ulisse :) Połaziliśmy po okolicy, aż wreszcie zmęczeni weszliśmy do jakiejś mordowni koło naszego hostelu, która się nazywała Calavera, co ponoć znaczy Czaszka :) Ja wzięłam ciemne piwo Leffe, Kasia Duvel, a Ulisse jakieś cienkie piwo, więc się zamienił z Kasią, bo to jej było najmocniejsze :) W końcu po północy wróciliśmy do hostelu i około 1:00 w nocy poszliśmy spać.

  
The Belfry w Bruges, czyli po polsku dzwonnica w Brugii oraz ratusz na Grand Place w Brukseli.

W niedzielę budzik zadzwonił o 7:30 i z trudem się zwlekłyśmy na śniadanie. Usiadłyśmy z Ulissesem i studentką ze Stanów oraz Susaną. Oni byli już gotowi, więc po śniadaniu poszli jeszcze na spacer po okolicy, a my wróciłyśmy na górę, żeby umyć zęby i się spakować. O 9:15 zjechałam na dół z bagażem i zebrałam od wszystkich klucze, żeby mi oddali moje 100 euro kaucji! :) O 9:30 wsiedliśmy w autokar i pojechaliśmy pod Atomium. Tam zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, a potem zaczęłyśmy z Kasią od Małej Europy, czyli parku z makietami znanych budynków :) Z Polski był niby Dwór Artusa z Gdańska, ale okazało się, że go zabrali i została tylko fontanna Neptuna :) Obok stały trzy krzyże, czyli Pomnik Poległych Stoczniowców 1970. Po godzince poszłyśmy do Atomium i zwiedziłyśmy ten kosmiczny budynek w środku, a potem na dole poszłyśmy coś zjeść. O 13:00 wsiedliśmy w autokar i pojechaliśmy do Calais, gdzie dotarliśmy wcześniej niż planowaliśmy, więc załapaliśmy się na wcześniejszy prom - o 16:05, zamiast o 17:30. Dzięki temu dojechaliśmy wieczorem dużo wcześniej do Bratfoot, bo już o 22:30, zamiast o 1:00 w nocy! :) Moi znajomi wzięli taksówkę, a ja weszłam do sklepu po coś do jedzenia, a potem wróciłam do domu i po 1:00 poszłam spać. Dziś wstałam o 11:00, zjadłam coś, sprawdziłam maile, zdrzemnęłam się, a potem obejrzałam "Trzy kolory: czerwony" na DVD. W końcu po 1:00 poszłam spać.

  
Kosmiczny budynek Atomium z Expo 1958 roku oraz Irene Jacob w filmie "Trzy kolory: Czerwony".
poniedziałek, 11 listopada 2013
Wir pracy i życia :)

665.

W poniedziałek wstałam o 7:45 i wzięłam prysznic. Okazało się, że obie windy są popsute, więc musiałam zejść z najwyższego piętra schodami! :) Wyrzuciłam śmieci i zapłaciłam za czynsz, a potem po drodze do pracy na 9:00 weszłam jeszcze do sklepu. W pracy załatwiłam, żeby moja znajoma mogła z nami jechać do Belgii, a potem zabrałam się za przygotowywanie materiałów i mapek na wycieczkę. Po lunchu wysłałam do wszystkich maila z programem wycieczki i spytałam studentów, którzy potrzebują wizę, czy już ją załatwili. Tylko dwójka mi nie odpisała, więc przynajmniej 26 osób powinno pojechać :) O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam Free Busem do sklepu na zakupy. Wróciłam z nimi do domu i na 19:00 poszłam na uniwerek na pokaz filmu "Now You See Me". Średnio mi się podobał. Po filmie miałam iść na salsę, ale było mi za zimno, więc poszłam do domu i wcześniej spać, bo już przed północą.

We wtorek wstałam o 8:00, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam do pracy. Na 11:00 poszłam na Pilates i się zdrzemnęłam, a potem, napisałam do faceta z firmy Don't Be a Tourist i odpisał, że 26 studentów kupiło bilety do Paryża, więc mogę jechać z nimi za darmo! Znając siebie, to się nie powstrzymam i pojadę. Zapłaciłam też za koleżankę za wycieczkę do Belgii, bo w międzyczasie przelała mi pieniądze na konto. O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do Lecture Theatre na kolejny pokaz mojego stowarzyszenia. Tym razem przyszły dwie osoby i we trójkę obejrzeliśmy "Distant Voices, Still Lives" Terrence'a Daviesa. Film skończył się o 18:30, więc poszłam do domu, żeby coś zjeść i się przebrać, bo o 21:00 miałam się spotkać z Kasią i miałyśmy iść na salsę na uniwerku. Ale okres mi się zaczął i rozbolała mnie głowa, więc napisałam jej, że idę spać i poszłam do łóżka. Zasnęłam na dobre około 23:00.

  
The 4 Horsemen: Dave Franco, Jesse Eisenberg, Ilsa Fisher, Woody Harrelson i "Distant Voices...".

W środę wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy, po drodze zaglądając do sklepu. Zabrałam się za reklamowanie wycieczki do Newcastle, która jest w sobotę 23 listopada. Po lunchu usiadłam znów do przygotowywanie wycieczki do Belgii, a potem poszłam na rozdanie nagród studentom, którzy byli w zeszłym roku na wymianie studenckiej Erazmusa. Przyszedł na nią nowy Chancellor, czyli rektor uniwerku. Okazał się całkiem w porządku i o dziwo mówił nawet z sensem :) Chyba lubię go bardziej, niż poprzedniego :) Potem wróciłam do pracy, ale punkt 17:00 wyszłam i podjechałam znów Free Busem na zakupy. Wróciłam do domu po 18:00, zjadłam coś i o 18:30 wysłałam SMSa do znajomych, z którymi byłam umówiona o 19:00 w Polskim Klubie, czy nadal się widzimy za pół godziny. Coś mnie chyba tknęło, bo okazało się, że zapomnieli i odwołali. Poszłam więc znów wcześniej spać, bo już o 23:00.

W czwartek rano miałam zebranie w prawie naszych wycieczek jednodniowych, a po lunchu w sprawie Belgii. Po pracy poczekałam na moją studentkę i w międzyczasie zjadlam obiad, a o 17:30 zrobiłyśmy sobie kolejną lekcję polskiego, ale tym razem w bibliotece, bo nie bylo żadnych wolnych pokoi. Skończyłyśmy o 19:00 i poszłam na pokaz BSC filmu "Trance" (Trans) w reżyserii Danny'ego Boyle'a z Vincentem Casselem, Jamesem McAvoyem i Rosario Dawson. O 21:00 dotarłam na dworzec i wsiadłam w pociąg do Leeds. Akurat było zapalenie świątecznych świateł, więc wszedzie było pełno ludzi i tłum pchał się do autobus. Zanim dojechałam do biblioteki dochodziła 22:00. Oddałam wszystkie książki, a potem pojechałam do Baracoa i dotarłam tam przed 22:30. Potańczyłam trochę, ale ogólnie było średnio. W końcu po 2:00 wróciłam z Kasią autokarem do Bratfoot i taksówką do domu. Spać poszłam o 3:00.

     
Rosario Dawson, Vincent Cassel i James McAvoy w świetnym filmie Danny'ego Boyle'a "Trance".


W piątek poszłam do pracy na 9:00 i wyszłam o 17:00, a prosto po pracy pojechałam na zakupy. Najpierw kupiłam spodnie sztruksowe w TK Maxxie na wyjazd, a potem poszłam do Tesco i po 18:00 byłam już w domu. Zdrzemnęłam się trochę, a potem o 23:00 poszłam spać. W sobotę obudziłam się o 11:00 i cały dzień przesiedziałam przy komputerze. Zadzwoniłam do domu i porozmawiałam z mamą przez Skype'a. Wieczorem obejrzałam "V for Vendetta", bo we wtorek było Bonfire Night, czyli Guy Fawkes Night, a ja nigdy nie widziałam tego filmu i teraz postanowiłam go obejrzeć. W niedzielę wstałam o 10:00 i cały dzień przesiedziałam znów przy komputerze, z przerwą tylko na jedzenie, maile i Facebooka oraz na film "Och Karol" z 1985 roku, który obejrzałam wieczorem, bo zagrał w nim Jan Piechociński, który gra też w "Dekalogu 6" i "Krotkim filmie o miłości". W końcu po północy poszłam spać.

  
Natalie Portman w filmie "V for Vendetta" oraz Jan Piechociński i jego kobiety w filmie "Och Karol".

niedziela, 03 listopada 2013
Chorobowe :)

664.

W poniedziałek rano wysłałam SMSa do szefowej, że źle się czuję i nie przyjdę do pracy. Potem umówiłam się do przychodni na środę, bo wcześniej nie mieli wolnych terminów. Dałam o tym znać szefowej, żeby wiedziała, że wcześniej nie ma się mnie co spodziewać. Potem zjadłam śniadanie i usiadłam do komputera. Zaczęłam czytać kolejną książkę o Kieślowskim online. Jak poszłam sobie ugotować coś na obiad, to wprowadził się jakiś chłopak. Przyszedł do mnie do kuchni, żeby się przedstawić. Wieczorem położyłam się do łóżka i dokończyłam spisywać cytaty z autobiografii Kieślowskiego. W końcu około 2:00 w nocy poszłam spać. We wtorek wstałam rano i po śniadaniu zabrałam się dalej za czytanie online. W końcu zjadłam obiad i wzięłam prysznic. Wyszłam z domu tuż przed 18:00 i poszłam do Muzeum Mediów, gdzie spotkałam się z Kasią. Poszłyśmy na "Team America: World Police", bo miałam bilety za darmo, i nieźle się ubawiłyśmy :) Potem poszłyśmy na herbatę i pogadałyśmy do 21:00. Jak wróciłam do domu obejrzałam Dekalog 10 oraz 1, i poszłam spać o 2:00.


"Team America: World Police" Treya Parkera i Matta Stone'a - twórców zabawnego "South Park".

W środę wstałam tuż przed 11:00, zjadłam śniadanie i usiadłam do oglądania kolejnych odcinków "Dekalogu": 2, 3 i 4. Potem wzięłam prysznic, zjadłam obiad i wyszłam z domu o 16:30. Poszłam do przychodni i lekarka dała mi dwie recepty, m.in. na antybiotyk, który ma mi pomóc na pryszcze. Odkąd się bowiem wprowadziłam do akademika, mam problemy z cerą. Powiedziała mi też, że mam odpocząć, więc nie będę miała wyrzutów sumienia, jak posiedzę w domu do końcu tygodnia, bo w końcu lekarka mi tak zaleciła :) Wyszłam od niej o 17:00 i poszłam do mojej studentki do pracy na kolejną lekcję polskiego. Po lekcji zawiozła mnie do apteki, poczekała na mnie, a potem odwiozła mnie do domu :) Usiadłam do komputera i obejrzałam "Dekalog" 5 i 6. Poznałam też kolejnego lokatora, bo puścił na cały regulator jakąś hardrockową piosenkę i nie słyszał nawet, jak walę do jego drzwi. A że były otwarte, to wreszcie mnie zobaczył! :) Przeprosił i ściszył :) Wzięłam od razu ten antybiotyk i po 1:00 w nocy poszłam spać.

W czwartek wstałam przed 10:00 zjadłam coś i dokończyłam oglądać "Dekalog", robiąc jednocześnie notatki. Teraz muszę tylko to wszystko spisać! Obejrzałam też wywiad z Kieślowskim na DVD, a potem położyłam się i zdrzemnęłam się godzinkę. Wstałam o 18:00, wzięłam prysznic i na 19:00 poszłam do Polskiego Klubu. Znajomi przyjechali znow trochę spóźnieni, ale dogadaliśmy się wreszcie co do ceny i umówiliśmy na następny lekcję w środę. Po lekcji posiedzialiśmy i pogadaliśmy trochę, a potem poszłam oddać książki i obie płyty DVD z "Dekalogiem" do biblioteki, a w drodze powrotnej weszłam jeszcze do sklepu i wyjęłam pieniądze na mieszkanie. Przed snem obejrzałam jeszcze "The World According to Garp" (Świat według Garpa) w reżyserii George'a Roya Hilla z Robinem Williamsem i Glenn Close, bo w "Dekalogu 9" bohaterka czyta tą książkę Johna Irvinga i chciałam zobaczyć, co łączy oba filmy. A w "Dekalogu 7" babka na dworcu czyta "Panią Bovary". W końcu po 1:00 poszłam spać.

  
Wszystkie 10 części "Dekalogu" oraz Robin Williams i Glen Close w "World According to Garp".

W piątek wstałam o 9:00 i zadzwoniłam do pracy. Porozmawiałam z szefową, która stwierdziła, że nadal nie brzmię najlepiej. Potem usiadłam do komputera, ale o 14:00 poszłam się zdrzemnąć i wstałam dopiero o 18:00. Zaczęłam ogladać głupty na Youtube, zanim wreszcie po 21:00 zabrałam się za czytanie. Spać poszłam po północy. W sobotę wstałam przed 11:00, zjadłam śniadanie i usiadłam dalej do książek. Znajoma zadzwoniła i sptyała, czy może z nami jechać do Belgii za 2 tygodnie. Miała szczęście, bo mamy jeszcze jedno wolne miejsce. Ma mi dać znać w poniedziałek rano, czy dostanie urlop. Spać poszłam przed północą, ale budziłam się parę razy. W końcu wstałam dziś około południa i zadzwonilam do domu. Porozmawiałam z mamą i dokończyłam spisywanie cytatów z wszystkich dostepnych mi anglojęzycznych książek o Kieślowkim! Dobiłam do 120 stron i ponad 41,000 znaków! A to ponad połowa pracy! Dałam znać szefowej SMSem, że przyjdę nazajutrz do pracy i po północy poszłam spać.
niedziela, 27 października 2013
Święta w Paryżu? :)

663.

W poniedziałek wstałam o 8:00 i na 9:00 poszłam do pracy. O 11:00 miałam spotkanie z facetem z firmy organizującej wyjazd do Paryża dla studentów na Święta. Powiedziałam mu, że chcę jechać, więc bedziemy go reklamować, a on na to, że jak sprzedamy 20 biletów, to pojadę za darmo. Nie zrozumiał mnie chyba do końca :) Ale stwierdziłam, że w porządku, bo w sumie nie jestem pewna, czy chcę jechać w grudniu, bo ma być bardzo mroźna zima, a w dodatku nikogo nie będzie w Paryżu, bo wszyscy moi znajomi wyjadą na Święta. Pomyślałam, że samo się to wyjaśni. Poszłam na lunch, a jak wróciłam czekała na mnie Zielona Karta! Szefowa mi wręczyła list od cioci, nie wiedząc oczywiście, co w nim jest. O 14:00 miałyśmy zebranie recepcji. Babka, która miała pracować wieczorem nie dotarła, więc zostałam dłużej. O 19:30 zamknęliśmy recepcję i poszłam do Cyrusu, gdzie byłam umówiona z Sarah. Zaprosiła mnie na obiad i pogadałyśmy trochę, bo już dawno się nie widziałyśmy. Ustaliłyśmy, że poprawi mi pracę, jak już wszystko napiszę - raz a dobrze! Po 21:3 byłam w do domu i obejrzałam na DVD film "The Loneliness of the Long Distance Runner" (Samotność długodystansowca). Spać poszłam po północy, ale obudziłam się o 5:00.

We wtorek ledwo udało mi się wreszcie zasnąć, dochodziła 8:00 i musiaąłm wstawać. Na 9:00 poszłam do pracy, a o 11:00 na Pilates. Potem zjadłam lunch i o 17:00 poszłam do Lecture Theatre na kolejne zebranie naszego stowarzyszenia. Oprócz stałego bywalca, naszego PRowca i dziewczyny, która zapisała się do stowarzyszenia podczas festiwalu, przyszedł jakiś student, bo przeczytał, że rozdajmy darmowe bilety. Zapisał się do stowarzyszenia i zapłacił za człnkostwo, za co dostał bilety na dwa filmy. Mamy teraz 15 członków, a powinniśmy mieć 20, żebyśmy byli formalnie działającym stowarzyszeniem. Dałam też tym co chcieli plakaty zarówno festiwalu, jak i stowarszyszenia. Obejrzeliśmy "The Third Generation" (Trzecie pokolenie) Rainera Wernera Fassbindera, który był dość dziwny, więc ten nowy wyszedł, udając, że odbiera telefon :) Ja byłam tak zmęczona, że przysnęłam, mimo tego, że krzesła mamy strasznie niewygodne :) Po 19:00 poszłam do domu. Nie miałam już siły, żeby zostać na salsę, tylko padłam do łóżka i około już około 22:30 padłam spać. Budziłam się parę razy w nocy i kaszlałam.

  
Tom Courtney w "Samotności długodystansowca" Richardsona oraz scena z "The Third Generation".

W środę obudziłam się przed 8:00 i przegrałam na USB pliki z polskiego, bo przypomniałam sobie, że nazajutrz mam pierwszą lekcję w Polskim Klubie i muszę mieć wydrukowane handouty. A nie byłam pewna, czy pójdę na zajutrz do pracy, bo od dłuższego czasu już planowałam, że się rozchoruję na tydzień i czekałam tylko na właściwy moment. Na 9:00 podjechałam do pracy Free Busem, bo trochę padało. O 11:00 było zebranie wszystkich pracowników i szefowa poprosiła mnie, żebym robiła notatki. Dzięki temu nie zasnęłam :) Po lunch wydrukowałam materiały na dwie lekcję polskiego - dla początkujących i średnio zaawansowanych, a potem uaktualniłam naszą stronę internetową i Facebook, reklamując na obu wycieczkę do Paryża. Wydrukowałam też ulotki. O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam do sklepów. Po 18:00 byłam już w domu i obejrzałam  online "Dolls" (Lalki) w reżyserii Takeshiego Kitano, bo pamietałam, że była tam pewna scena, która mi była potrzebna do mojej pracy. Okazało się, że dobrze pamietałam rybę, ale nie to, że była w kimono! :) Spać poszłam przed północą.

  
Miho Kanno i Hidetoshi Nishijima w filmie "Dolls" w reżyserii Takeshiego Kitano oraz ryba w kimono!

W czwartek wstałam o 8:00 i postanowiłam jednak iść na 9:00 pracy. Zastanawiałam się cały czas kiedy najlepiej się "rozchorować". Albo od piątku piątku i załapać się jeszcze na sobotnią wycieczkę na Bonfire Night, czy też od poniedziałku i mieć wtedy 9 wolnych dni pod rząd... O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do domu. Zjadłam coś, a potem się zdrzemnęłam pół godziny i przed 19:00 poszłam do Polskiego Klubu. Czekałam, ale na lekcję dla początkujących przyjechał tylko mąż koleżanki i ona siedziała na dole, a my na górze mieliśmy pierwszą lekcję. Zapłacił mi 7 funtów za niecałą godzinę, bo tak się reklamowałam, ale ta stawka była przewidziana przy minimum trzech osobach. Umówiliśmy się na następny tydzień i pełną stawkę. Potem po 20:00 poszłam z moją stałą studentką na górę i też nikt już więcej nie dotarł, ale ona przynajmniej zapłaciła mi normalną stawkę, czyli 20 funtów. W domu byłam po 21:00 i usiadłam do Internetu, a potem zaczęłam czytać książkę i spać poszłam znów po północy.

W piatek rano nadal zastanawiałam się, czy iść do pracy, ale stwierdziłam, że wytrzymam jeszcze jeden dzień, choć bardzo kaszlałam, a potem zaczęłam też kichać. W dodatku padało trochę, ale dotarłam na 9:00 do roboty. Tymczasem okazało, że szefowa nie przyszła z powodu stresu! Co ona wie o stresie?! A że studentka też nie przyszla, to byłam do 12:30 całkiem sama i musiałam się dwoić i troić. Ale przynajmniej wszyscy widzieli, że jestem naprawdę chora i nie powinni się zdzwić, jak się nie pojawię w poniedziałek. Przygotowałam wszystko na sobotnia wycieczkę do Chester i babka, która kiedyś tu pracowała przyszła po lunchu po materiały. O 16:30 zamknęłam wszystko i wyszłam z pracy. Podjechałam do Tesco na zakupy i jak byłam w sklepie rozpętała się straszna burza! Musiałam więc poczekać, aż przestanie padać i wtedy wróciłam do domu. Zjadłam coś i już po 19:30 byłam w łóżka. Zdrzemnęłam się do północy i usiadłam do komputera. Dopiero po 2:00 poszłam dalej spać.

W sobotę wstałam przed 11:00, zdjadłam śniadanie i usiadłam do książek. Obejrzałam też fragment filmu "Trzy kolory: biały" Kieślowskiego, żeby coś sprawdzić. Potem znów coś zjadłam i cały dzień siedziałam w domu albo przy książce, albo na komputerze. Znajomy spytał na Facebooku, czy ktoś nie ma pożyczyć "Pi" Arranofsky'ego, więc mu znalazłam linka i sama zaczęłam to oglądać :) Wieczorem była impreza halloweenowa w Leeds, ale nie pojechałam, tylko poszłam wcześniej spać. W niedzielę obudziłam się znów przed 11:00 i wstałam z łóżka. Zjadłam coś i zabrałam się dalej za pisanie. Skończyłam kolejną książkę i została mi tylko online i pół autobiografii Kieślowskiego. Dobrze mi szło, więc napisałam do tego kolei z Facebooku, że możemy się spotkać w National Media Museum po jego filmie, tak jak się wstępnioe umawialiśmy. Od jakiegoś czasu wybieramy się na kawę, ale jakoś nam nie wychodzi :) I dziś też nam nie wyszło :) Wiem, że powinnam sobie dać z nim spokój i zająć się pisaniem pracy, a nie się rozpraszać, ale to jest silniejsze ode mnie :) Dobiłam do prawie 35,000 słów i ponad 100 stron. W końcu po 1:00 poszłam spać.
niedziela, 20 października 2013
Alhambra po raz ostatni?

662.

W poniedziałek wstałam po 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy, ale po drodze zaniosłam proszek i płyn do prania do Richmond Building, gdzie mają skład dla potrzebujących studentów. Kupiłam obie rzeczy, jak się wprowadziłam do akademika, ale okazało się, że tu się wszystko automatycznie dodaje do prania i nic nie potrzebuję. Do pracy dotarłam około 9:15, a o 13:00 poszłam na lunch. O 17:00 wyszłam i pojechałam do sklepów. Zaczęłam od Bootsa, a potem kupiłam jedzenie w Morrisonie i wróciłam do domu po 18:00. Zrobiłam pranie, zjadłam coś i usiadłam do komputera. Spać poszłam po północy.

We wtorek wstałam po 8:00 i poszłam do pracy na 9:00. O 10:00 miałam spotkanie z szefem, tzn. Back to Work Interview :) Czyli musiałam powiedzieć, co mi było i wypełnić ankietę, w której odpowiada się na pytanie, dlaczego nie było się zdolnym do pracy, ale szef zapomniał ją wydrukować. Zamiast tego zrobiło się z tego zebranie z szefową włącznie na temat Recepcji. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. O 17:00 wyszłam z pracy i poszłam do Lecture Theatre na kolejne spotkanie mojego stowarzyszenia, ale poza mną nikt nie przyszedł! Wzięłam więc film do domu, żeby go później obejrzeć.

Przed 18:00 spotkałam się ze Skarbnikiem i ustaliliśmy plan dalszego działania. Po 18:00 byłam w domu, zjadłam coś i o 19:30 wyszłam. Poszłam najpierw do Alhambry i kupiłam bilet na balet współczesny, który nazajutrz tam występował. Potem poszłam do National Media Museum na pokaz filmu "The Rep". Oprócz mnie znow nikt nie przyszedł, a mieliśmy 10 darmowych biletów, więc 9 się zmarnowało! Film był taki sobie, a potem była dyskusja. W domu byłam tuż po 23:00 i przed północą poszłam spać, ale o 1:00 obudził mnie SMS od znajomego i nie mogłam znów zasnąć do jakiejś 4:00 czy 5:00 w nocy!

W środę wstałam po 8:00 i poszłam nieprzytomna na 9:00 do pracy. Zgodziłam się od przyszłego czwartku udzielać znów lekcji polskiego w Polskim Klubie, więc wysłałam maila do wszystkich moich byłych uczniów. O 17:00 wyszłam i pojechałam do sklepu po jedzenie. Wróciłam do domu po 18:00, zjadłam coś i po 19:00 poszłam do Alhambry na Cedar Lake Contemporary Ballet. Przedstawienie składało się z trzech części: "Indigo Rose" , "Ten Duets on a Theme of Rescue" oraz "Necessity, Again" do piosenek Charlesa Aznavoura. W domu byłam już po 21:00 i już o północy poszłam spać.

  
Film
"The Rep" Morgana White'a i balet Cedar Lake: "Indigo Rose"w choreografii Jiriego Kyliana,

  
"Ten Duets on a Theme of Rescue" Crystal Pite i najlepsze z nich "Necessity, Again" Jo Stromgren.

W czwartek
wstałam o 7:45 i o 8:30 byłam już na dole. Zapłaciłam mniej w tym miesiacu za czynsz i od tej pory będę płacić mniej :) O 9:00 byłam w pracy, o 12:00 poszłam na lunchdo media School :) Po 13:00 zjadłam zupę i na 13:30 poszłam do Richmond building na kurs. Skończył się wcześniej, bo system padł, więc wróciłam o 16:00 do pracy. O 17:00 wsiadłam w 662 i od 17:30 do 18:45 miałam masaż! Zapłaciłam 40 funtów i poszłam do Tesco na zakupy. Tuż po 20:00 byłam w domu i poszłam na 20:30 na "Filth" do Muzeum Mediów. Film był naprawdę super! W domu byłam po 22:00 i spać poszłam tuż po północy.

W piatek wstałam o 8:00 i poszłam na 9:00 do pracy. Po lunchu miałam miec zebranie z szefową, ale byłyśmy obie zbyt zajęte. Wyszłam o 17:00 i poszłam do domu. Szybko coś zjadłam i o 17:55 byłam już w Cineworld. Kasia dotarła o 18:00 i poszłyśmy na film "Wałęsa. Man of Hope" (Wałęsa. Człowiek z nadziei). Po filmie wróciłam do domu, znów coś zjadłam, przebrałam się, umalowałam, uczesałam i po 22:30 przyjechali po mnie znajomi :) Podjechaliśmy po Kasię i pojechaliśmy na Rumba Picante. Miałam branie i się wytańczyłam. Po 2:00 wyszliśmy, odwieźli mnie i o 3:00 byłam w domu, o 4:00 poszłam spać.

  
James McAvoy w filmie "Filth" i Robert Więckiewicz świetny jako Lech "Wałęsa. Człowiek z nadziei".

W sobotę budzik obudził mnie o 11:00. Wstałam, zjadłam śniadanie i usiadłam do komputera. Po 16:00 zdrzemnęłam się do 19:00, a potem usiadłam do książki o Dekalogu i obejrzałam na Youtibue dwa odcinki "Dekalog 2" i "Dekalog 3". Spać poszłam po 1:00 w nocy. W niedzielę obudziłam się przed 11:00, zjadłam śniadanie i obejrzałam "Dekalog 4". Później jeszcze "Dekalog 7' i "Dekalog 8" oraz fragment "Dekalog 9". Około 19:30 zadzwoniłam do domu i porozmawiałam z mamą, a potem wzięłam się dalej za czytanie książki o Kieślowskim i obejrzałam "Dekalog 10". Spać poszłam po północy.


Zdjęcia z 10 kolejnych odcinków serialu "Dekalog" Krzysztofa Kieślowskiego, o którym teraz piszę.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 69