Co słychać, widać i czuć w Anglii! Blog dla krewnych i znajomych królika - także tych wirtualnych. OBCYM wstęp wzbroniony!
RSS
wtorek, 02 kwietnia 2013
Białe święta wielkanocne :)

631.

W poniedziałek wstałam z trudem o 8:00 i podjechałam na 9:00 do pracy. Cały dzień bolały mnie plecy i nie mogłam się wyprostować. To od tego leżenia w łóżku przez cały weekend, z książką i laptopem! Przykładałam sobie butelkę z gorącą wodą i starałam się jak najwięcej ruszać, bo jak sie nie ruszałam, to potem miałam wrażenie, że całkiem zesztywniałam. Wysłałam mamie pocztą upoważnienie z pracy, żeby mogła mi przesłać listę szczepień, które są mi potrzebne na te badania do Diversity Visa. Okazało się, że muszę mieć niektóre szczepienia zanim mnie wpuszczą do Stanów i pozwolą tam pracować. Ale jak się jedzie turystycznie to ich przecież nie wymagają. Dziwne! na szczęście wiekszość z nich dotyczy dzieci i ludzi przed 18 rokiem życia. Ja muszę mieć tylko 3, albo zapłacić za to, że mi je zrobią. Wyszłam o 17:00 i podjechałam do domu. Weszłam do wanny, a potem do łóżka i się zdrzemnęłam. Zamiast iść wieczorem na salsę obejrzałam "Alphaville, une etrange aventure de Lemmy Caution" oraz dokument o tym filmie. Film mi się nawet podobał, choć nie lubię francuskiej Nowej Fali :) Spać poszłam po północy.

We wtorek wstałam o 10:00 i na 11:00 poszłam do Ingeusa. Klientka się spóźniła, bo dostała wiadomość, że jest umówiona na 11:30! Na szczęście doradca ustalił z nami tylko datę nastepnego spotkania, pytając mnie tym razem, czy mi pasuje i wpisał mi w formularz, że nasze spotkanie trwało 45 minut! :) Tymczasem wyszłam stamtąd już po 11:35, ale i tak się spóźniłam na kolejne spotkanie, bo Free Bus się nie zatrzymał! Dopiero o 12:05 dotarłam więc do Chesham Cafe, gdzie byłam umówiona z babką, która miała mi poprawić moje wypociny. Zaczęła gadać o Kieślowskim i o tym, że mam znaleźć swój "voice" :) Tuż po 13:00 pobiegłam do pracy, gdzie wydrukowałam bilet do Londynu oraz mapki, żeby dotrzeć w czwartek do tej kliniki i potem do Baru Salsa. O 17:00 wyszłam z pracy i podjechałam najpierw do sklepów, a potem wróciłam piechotką do domu. Pogadałam  ze znajomą z Francji na Facebooku, a potem obejrzałam dokument o Jean-Luc Godardzie i Annie Karinie pod tytułem "Godard: Love and Poetry" Luca Lagier. Później weszłam do wanny i poszłam do łóżka, ale oczywiście siedziałam dalej na Facebooku :) Przed północą zadzwonił Ismail i pogadaliśmy trochę, a potem wreszcie poszłam spać.

  
Eddie Constantine i Anna Karina w "Alphaville" oraz Jean-Luc Godard i Karina, jego ówczesna żona.

W środę wstałam przed 8:00 i wyszłam wcześniej z domu, więc poszłam na Interchange i tam wsiadłam we Free Bus. Dojechałam do pracy przed 9:00 i odpisałam na maile, a potem poszłam na zebranie z szefową i głównym szefem. Wygląda na to, że dostanę cały etat, przynajmniej do końca września i że będę organizować wycieczki na zmianę z paroma osobami. Ogólnie więc jestem zadowolona ze zmian. Wyszłam z pracy o 17:00 i podjechałam do domu. Włączyłam dwa filmy Godarda jeden po drugim, "Made in USA" oraz "Passion", ale nie dałam rady żadnego obejrzeć przez dłużej niż 20 minut. Postanowiłam więc sobie darować i zamiast tego obejrzałam rozmowę Jean-Luca Godarda z Fritzem Langiem zatytułowaną "The Dinosaur and the Baby", wywiad z Anną Kariną oraz krótkimetraż Jean-Luc Godarda "Charlotte et son Jules". W międzyczasie ugotowałam sobie coś na lunch i weszłam na Facebooke'a. Okazało się, że znajomy, który zaczął tańczyć później niż ja niedługo zacznie uczyć salsy ON2, czyli na 2! Naprawdę wygląda na to, że w Leeds każdy może uczyć! Poszłam spać po 1:00.

W czwartek wstałam o 8:00 i podjechałam na 9:00 do pracy. Najpierw weszłam do biblioteki i oddałam DVD z filmami Goddarda, bo stwierdziłam, że nie dam jednak rady obejrzeć wszystkich pięciu :) Podobały mi się z nich tylko dokumenty, "Alphaville" i "Au bout de souffle" (Breathless / Do utraty tchu), który widzialam wcześniej. Mają jeszcze drugi zestaw pięciu kolejnych jego filmów, ale nie wiem, czy się na niego skuszę :) Może za jakis czas :) Byłam 15 minut wcześniej w pracy i dzień mi się strasznie dłużył! W końcu wyszłyśmy z szefową o 16:30 i poszłam do Language Centre, czyli Room C101, gdzie miało być Egg Hunt, czyli szukanie czekoladowych jajeczek :) Ale że zaczęli o 16:00, to przyszłam za późno i było już po wszystkim. Podjechałam więc do domu Free Busem, zjadłam coś i padłam wyczerpana do łóżka! :) Spałam ponad 3 godziny, a potem wstałam i usiadłam na Facebooke'a. Potem zaczęłam szukać biletu do Londynu na 22 maju, bo wtedy mam to interview w ambasadzie amerykańskiej. Zarezerwowałam też od razu nocleg w hostelu. Spać poszłam dopiero po 2:30.

W piątek obudziłam się o 11:00, bo Ala, u której byłyśmy z Kasią wieczorem umówione, przysłała mi SMSa :) Na 13:30 byłam umówiona na masaż, ale nie wiem jakim cudem dopiero w autobusie zorientowałam się, że dochodzi dopiero 13:00 i dojechałam tam na pół godziny wcześniej :) Poszłam więc do pobliskiego małego Tesco i zrobiłam zakupy, które miałam zrobić po :) Kupiłam też syrop z czarnej porzeczki Herbapolu do Guinnessa na wieczór :) O 13:30 poszłam na masaż, ale masażysta zrobił mi też akupunkturę na te plecy, bo powiedziałam mu, że czekają mnie trzy imprezy, na których muszę potanczyć! :) Po 14:00 wróciłam do domu i zabrałam się za gotowanie, a potem o 16:30 poszłam jeszcze do paru sklepów na Forster Square. W domu byłam po 17:30, wzięłam kąpiel i zaczęłam się zbierać. Kasia jak zwykle się nie wyrobiła, więc też miałam więcej czasu :) Zamiast o 19:10 wsiadłyśmy więc w autobus o 20:10 i pojechałyśmy do Ali na jedzonko i koktalje z Guinnessa. Na imprezę do Baracoa zajechałyśmy dopiero przed północą. Chciało mi się spać, a nie  tańczyć, w dodatku Jonathan na samym początku mi powiedział, że 20 kwietnia mu nie pasuje i nie będzie mógł ze mną zatańczyć. Popsuł mi więc od razu humor i nie bawiłam się za dobrze. Po 3:00 znajomy podwiózł mnie i Kasię do domu.

W sobotę wstałam o 12:00, jak zadzwonił budzik i dotarłam na 14:30 do Alhambry. Poszłam na "Matthew Bourne's Sleeping Beauty" (Śpiąca królewna), czyli najnowszy balet w choreografii gejowskiego choreografa, który zawsze zmienia historie i robi nową choreografię do starej muzyki. Zauważyłam, że tylko co drugi jego balet mi się podoba :) Ostatnio widziałam jego "Kopciuszka" rok temu i średnio mi się podobał. Za to jego najnowszy balet
do muzyki Czajkowskiego, który Bourne nazwał "gotyckim romansem", był oparty na super pomyśle, że Aurora zakochała się zanim zasnęła na 100 lat, a jej wybranek został zamieniony w wampira, żeby móc ją wtedy pocałować :) Po powrocie do domu zjadłam obiad i postanowiłam pojechać do Kasi, która zapraszała do siebie. Pojechałam do niej autobusem i dotarłam tam przed 20:00. Miałam od piątku być na diecie owocowo-warzywnej, żeby oczyścić sobie skórę, ale skusiłam się na parę sałatek i dwa likiery :) Potem pijąc wino i jędząc ciasta obejrzałyśmy "Flight" (Lot) Roberta Zemeckisa - bardzo dobry film z nominowanym w tym roku do Oscara Denzelem Washingtonem. Zanim od niej wyszłam dochodziła 1:00 w nocy :) Wróciłam do domu taksówką i zanim poszłam spać o 2:00, to już była 3:00, bo tej nocy była zmiana czasu na letni :)

  
Hannah Vasallo i Christopher Frenfield u Bourne'a oraz D. Washington i Kelly Reilly w filmie "Flight".

W niedzielę planowalam pojechać na 13:00 na Sunday School, bo od 13:00 do 15:00 miały być warsztaty zouk lambady. Ale obudziłam się dopiero za 5 minut 13:00, więc dałam sobie spokój :) Zamiast tego weszłam na Internet i umówiłam się na kawę z Richardem Kwietniowskim jak będę 4-tego kwietnia w Londynie. Miałam się zabrać za sprzątanie, ale strasznie mi się nie chciało :) Zadzwoniłam więc do rodziny przez Skype'a i przegadałam półtorej godziny z mamą. Ma mi po Świętach załatwić spis szczepionek, które miałam jako dziecko. W końcu wstałam z łóżka i poszłam ugotować sobie obiad. Potem zaczełam wreszcie sprzatać kuchnię i łazienkę, bo po wieczornej imprezie My Salsa My Soul u mnie miało być after-party :) Dziewczyny miały do mnie przyjechać na 19:00, ale myślałam, że jak zwykle się zpóźnią :) Weszłam więc do wanny dopiero za 10 minut 19:00 i wyszłam z niej tuż przed ich przyjściem! :) Ubrałam się, potem Ala nas obie uczesała i zrobiła mi makijaż :) Napiłyśmy się białego i czerwonego wina z lemoniadą :) A potem po 22:00 poszłyśmy do Malik House na imprezę. Tym razem lepiej się bawiłam, ale musiałam trochę potańczyć zanim mi to wino wywietrzało! :) Wyszłyśmy po 3:00 i poszłyśmy do mnie. Pogadałyśmy jeszcze do 4:00 i w końcu dziewczyny wyszły, a ja poszłam spać :)

W poniedziałek wielkanocny wstałam dopiero przed 14 :) Zjadłam owoce na śniadanie i postanowiłam przynajmniej przez najbliższe 3 dni trzymać się diety warzywno-owocowej! :) W tym roku Lany Poniedziałek wypadł w Prima Aprilis! :) I Wielkanoc sprawiła nam niespodziankę, bo zamiast białych Świąt Bożego Narodzenia (White Christmas) mieliśmy w tym roku białe święta wielkanocne (White Easter)! :) Na szczęście u mnie w centrum śnieg już praktycznie stopniał, choć w niedzielę wieczorem jeszcze trochę sypało, ale u dziewczyn nadal trzymała się gruba warstwa zlodowaciałego śniegu! Po późnym śniadaniu usiadłam oczywiście do komputera, ale tym razem nie w łóżku, tylko w salonie, żeby nie obciążać placów. Porozmawiałam znów przez Skype'a z mamą i siostrą, które znalazły moją książeczkę zdrowia i wygląda na to, że nie będę potrzebowała żadnych szczepień. Po 18:00 mnie zmogło i poszłam się zdrzemnąć. Obudziłam się dopiero przed 23:00! :) Zabrałam się za gotowanie i zaczęłam się zastanawiać nad rezerwacją noclegu w Londynie w czwartek i powrotem w piatek rano :) Ale doszłam do wniosku, że jak mi się spodoba w Bar Salsa, to po prostu zostanę. W końcu poszłam spać po 3:00.

niedziela, 24 marca 2013
Zima w marcu!

630.

W poniedziałek w nocy nie mogłam spać, pewnie przez te koktajle z Guinnessa! :) W końcu wstałam o 6:00 rano i zaczęłam gotować coś na lunch, a potem usiadłam do komputera. W nocy spadł śnieg, ale na szczęście zaczął szybko topnieć. Poszłam jeszcze spać na 2 godzinki i wstałam z trudem o 10:00. Wzięłam prysznic i na 11:00 poszłam do Ingeusa. Tłumaczyłam aż do 11:45, więc musiałam iść piechotką do pracy i spóźniłam się 5 minut. Potem poszłam na 2 godziny do Advice Centre, żeby znaleźć akta paru studentów, o które prosili z PBS (Point Based System) Team. Nie zdążyłam wszystkiego zrobić, ale minęła 15:30 i musiałam wracać na recepcję, bo nasza nowa pracownica kończyła pracę. Wieczorem porozmawiałam chwilę z siostrą przez Skype'a i z dziewczynami na Facebooku. W końcu o 20:00 wyszłam z pracy z mocnym postanowieniem dotarcia na salsę, ale było tak zimno, że zdecydowałam się wrócić do domu i wejść do wanny. Jak już się wygrzałam, to weszłam do łóżka i na Internet. Obejrzałam najlepsze fragmenty z programu Red Nose Day na BBC iPlayer i po północy poszłam spać.

We wtorek obudziłam się o 8:25, czyli na 5 minut przed alarmem. I wtedy zdałam sobie sprawę, że mam na 9:00 do pracy i za późno nastawiłam alarm! Zebrałam się dosłownie w ciągu 15 minut i tuż po 9:00 dotarłam do pracy :) Na 12:00 poszłam na Pilates, a na lunch dopiero o 14:30. Odpisała mi znajoma z Francji, której zaczęłam szukać po tym, jak zobaczyłam na Facebooku reklamę ekranizacji książki Borisa Viana "L'ecume des jours", którą mi kiedyś poleciła i przez nia ją przeczytałam :) W końcu o 17:00 skończyłam pracę i poszłam do Activities Room, żeby pokazać film Jean-Luca Godarda "Alphaville". Ale że przyszła tylko jedna dziewczyna, która chciała go obejrzeć, to dałam jej DVD i powiedziałam, żeby mi je do poniedziałku oddała :) Wyszłam z pracy i podjechałam do Tesco. Zrobiłam małe zakupy i po 18:00 wróciłam do domu. Najpierw usiadłam do Internetu, a potem obejrzałam początek "Comic Relief. Funny for Money" na BBC iPlayer. Znajoma z pracy nareszcie przysłała mi filmik z Gali, ale był gorszy niż ten pierwszy, bo z innej perspektywy, więc go nigdzie nie wrzucałam. Spać poszłam po 1:00.

W środę budzik zadzwonił o 10:00, ale wstałam dopiero po 10:30 i jakoś nie mogłam się zebrać :) Miałam zadzwonić do Londynu i umówić się na wizytę do lekarza, ale w moim telefonie stacjonarnym nie było sygnału! Planowałam też dojechać na 11:30 na uniwerek i odebrać moje nowe okulary, ale stwierdziłam, że pójdę po nie w czasie pracy. Free Bus znów nie przyjechał, więc poszłam do pracy na piechotę. Po drodze spotkałam Sekretarza naszego stowarzyszenia koło Alhambry i trochę się z nim zagadałam, ale zdążyłam na 12:00 do pracy. Część dnia spędziłam w Advice Centre, ale nie udało mi się zadzwonić stamtąd do Londynu. Potem wróciłam na recepcję i okazało się, że Afro-Caribbean Society Cultural Show został przełożony z 10 na 20 kwietnia. A ja właśnie spytałam Jonathana, czy zatańczy ze mną 10 i się zgodził! Mam nadzieję, że 20 kwietnia nadal będzie mu pasował! Tym razem chcę to zrobić po mojemu, czyli prawdziwe show, z jakąś znaną piosenką i w mojej czerwonej sukience! :) O 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Weszłam do łóżka i na Facebooka i już po 22:00 poszłam spać!

W czwartek obudził mnie telefon, ale nie zdążyłam dobiec. Dochodziła akurat 10;00 rano, czyli pora alarmu. Wzięłam więc prysznic i doszłam do wniosku, że w telefonie stacjonarnym nie ma sygnału, jak jestem połączona z Internetem! Zadzwoniłam więc do przychodzni lekarskiej w Londynie, ale mnie rozłączyło. To samo za drugim razem. Zaczęłam się już zastanawiać, czy to nie jakiś znak! I wtedy zorientowalam się, że sygnał w moim telefonie zanika po jakimś czasie od podniesienia słuchawki. Może zmarzł lub zamókł na tym oknie? Wyszłam więc z domu i dotarłam do pracy o 11:15. Poszłam po nowe okulary, ale okazało się, że w czwartki przyjmują od 12:30 do 14:00. Wróciłam więc do pracy i na 11:30 poszłam na zebranie w sprawie Move Out, które mam koordynować. Studenci wyjeżdżając zostawiają dużo rzeczy, a Union je potem daje nowym studentom. Po 13:00 odebrałam wreszcie nowe okulary, a później poszłam do Advice Centre i udało mi się wreszcie dodzwonić do Londynu. Umówiłam się na czwartek czwartego kwietnia na 15:30, tak jak chciałam :) Potem wróciłam na recepcję, a o 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do domu. Weszłam do wanny i poszłam spać dopiero po północy.

W piątek obudziłam się tuż przed budzikiem. Podjechałam pod górę Free Busem i byłam w pracy już przed 9:00 mimo śniegu, ktory napadał w nocy. Odwołano wycieczkę do Manchesteru, która miała być nazajutrz, więc powiadomiłam Majkę, że nie przyjadę. Poszłam do Advice Centre, gdzie jest cieplej i wypełniłam dwa formularze nominujące moje stowarzyszenie do nagród "Najlepsze Nowe Stowarzyszenie" oraz "Wydarzenie Roku", czyli IFF 2012 :) Potem o 11:00 miałam zebranie Recepcji, a o 12:00 nowa pracownica poszła na lunch. Z powodu śniegu, który nadal padał wszyscy poszli wcześniej do domu.
Tuż przed 16:00 przyszła jednak fala uderzeniowa studentów, więc wyszłam dopiero po 16:00. Podjechałam Free Busem do Morissona, a potem doszłam jakoś do domu, choć w bucikach, które miałam na nogach czułam się jak w kapciach! :) Zrobiłam zakupy na weekend i postanowiłam się zahibernować do poniedziałku. Najpierw coś zjadłam, a potem obejrzałam film "Colombiana" na DVD popijając koktajle z Guinnessa. Później weszłam do łóżka i na Internet. Spać poszłam po północy.

  
Zoe Saldana jako Cataleya w "Colombianie" oraz plakat do filmu "L'ecume des jours" Michela Gondry.

W sobotę obudziłam się rano i zaczęłam czytać po raz kolejny książkę Borisa Viana "L'ecume des jours" (Piana dni), bo za miesiąc do kin we Francji wchodzi film Michela Gondry, który jest jej adapatacją.
Chciałam się przekonać, czy książka nadal mi się podoba, czy też było to tylko młodzieńcze zauroczenie. W połowie książki zdrzemnęłam się, a potem porozmawiałam z rodziną przez Skype'a. Później poszłam coś ugotowaći zrobić pranie, aż w końcu skończyłam czytać, popijając koktajle z Guinnessa :) Po lekturze jeszcze bardziej zapragnęłam jak najszybciej zobaczyć film! Postanowiłam więc napisać maila do znajomego, który układa program w Muzeum Mediów i poprosić go o sprowadzenie tego filmu! :) Pokazują praktycznie wszystko w czym gra Audrey Tautou i Romain Duris, więc nie powinno być problemu :) Wieczorem obejrzałam bardzo dobry film "Gainsbourg. Vie heroique" o Serge'u Gainsbourgu, w którym pojawia się m.in. postać Borisa Viana. Oprócz niego pojawiają się także m.in. Juliette Greco, Brigitte Bardot i Jane Birkin. Dopiłam koktajle z Guinnessa i poszłam spać po 1:00.

  
Okładka mojej książki "Piana dni" oraz Philippe Katerine jako Vian i Eric Elmosnino jako Gainsbourg.


W niedzielę wstałam przed południem i zjadłam śniadanie, a potem większość dnia spędziłam na Internecie. Znajoma z Francji napisała, że pod koniec kwietnia są tanie bilety i że może wtedy przyjechać mnie odwiedzić! :) Ułożyłam program trzeciej edycji Inspiring Films Festival IFF 2013, a potem weszłam do wanny, bo o 17:00 byłam umówiona z Kasią. Na szczęście zanim dotarła, było po 18:30 :) Do tego czasu zdążyłam przynajmniej się trochę ogarnąć, włączyć pralkę, włożyć naczynia do zmywarki i zaczęłam robić sałatkę :) Kasia przyniosła znów cztery puszki Guinnessa i sok z czarnej porzeczki :) Ale koktajl Black'n'Black nie wychodził nam aż taki dobry jak ten, który podają w pubach :) Dopiero jak go dosłodziłyśmy to zaczął lepiej smakować :) O 21:00 zadzwoniła Ala, która też miała być może do nas dojechać, ale gość jej się zasiedział i było już za późno. Pogadałyśmy więc godzinkę we trzy przez telefon i umówiłyśmy się na piatek przed imprezą w Baracoa u Ali i na niedzielę przed imprezą My Salsa My Soul u mnie :) Kasia wyszła przed 23:00, a ja poszłam do łóżka i spać przed północą :)
poniedziałek, 18 marca 2013
Po urlopie :)

629.

We wtorek budzik obudził mnie o 7:45, ale zwlokłam się z łóżka dopiero o 8:00. Podjechałam do pracy na 9:00 i okazało się, że chłopak, którego zatrudniliśmy w zeszłym tygodniu poszedł też na rozmowę o pracę w naszym dziale wolontariatu. Nie dostał jej, ale uplasował się na drugim miejscu, więc jak osoba którą wybrali zrezygnowała, on wskoczył na jej miejsce! W związku z tym my też musieliśmy ściągnąć nową dziewczynę - drugą najlepszą kandydatkę. O 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. O 17:00 skończyłam pracę i poszłam pod Activities Room, ale na szczęście przyszedł tylko jeden Exec, bo musieliśmy odwołać pokaz filmu "La grande illusion" Jeana Renoira. Jak poszłam do biblioteki, żeby wypożyczyć ten film na DVD, okazało się, że mają go tylko na kasecie VHS! Nie mogliśmy go więc pokazać. O 17:20 wyszłam więc z pracy, a że nie czułam się najlepiej, to podjechałam Free Busem do Tesco. W końcu dotarłam do domu, zjadłam kolację i wzięłam kąpiel, a potem zabrałam się za gotowanie. Przed snem wzięłam Fervex i spradziłam maile. Ambasada Amerykańska w Londynie zapraszała mnie w maju na interview w sprawie mojej Diversity Visa! Muszę im jednak wcześniej zapłacić bezzwrotnie kupę kasy i zrobić badania. Nie wiem czy warto! Po 24:00 poszłam wreszcie spać.

  
Jean Gabin w "La grande illusion" Jeana Renoira oraz fasada Ambasady Amerykańskiej w Londynie.

W środę obudziłam się po 10:30 i na 12:00 podjechałam do pracy. Nowa dziewczyna poszła na lunch, a potem dzieliłyśmy się biurkiem i było widać, że szybko się uczy. Wieczorem wysłałam maila do BCB z listą paru filmów, które chciałabym zobaczyć na tegorocznym festiwalu. Nadal nie czułam się najlepiej i jak już wreszcie wyszłam o 20:00 i szłam do domu, przewróciłam się w samym centrum miasta! Runęłam jak długa obok Mirror Pool i trzech panów pomagało mi się podnieść! Nabiłam sobie sianiki na kolanach i na lewym łokciu. W domu wzięłam kąpiel i Fervex i poszłam do łóżka. W czwartek wstałam znów po 10:30 i podjechałam na 12:00 do pracy, a nowa dziewczyna poszła na lunch. Po 13:00 przyszła nasza babka z recepcji, żeby pokazać mi i szefowej jak się wysyła maila do International Students przez nasz system SAINT. Tymczasem Sport and Activities Officers przyszedł ze swoimi córeczkami bliźniaczkami, które wyglądały jak laleczki :) Później poszłam do Advice Centre, a po 17:00 pokazałam nowemu jak korzystać z systemu SAINT. O 19:00 wyszliśmy ze studentem z pracy, żebym zdążyła na ostatni Free Bus do domu. Wysłałam też szefowej SMSa, że źle się czuję i nazajutrz nie przyjdę do pracy. W domu porozmawiałam przez Skype'a z rodziną, a potem wzięłam kąpiel i Fervex i poszłam spać.

W piątek obudziłam się rano, ale wstałam dopiero po południu. Praktycznie cały dzień spędziłam na Facebooku. Zdrzemnęłam się i jak się obudziłam czułam się tak słaba, że nie chciało mi się wychodzić z domu ani do sklepu ani na Rumba Picante. Napisałam więc na FB, że jestem połamana i spytałam, kto mi zrobi zakupy :) Większość znajomych wzięła to za żart, ale znajomy z tanga zapytał mnie na private czy mi pomoć i przywieźć coś do jedzenia! Potem Sue się uaktywniała i jak już mi się wydawało, że ją przekonałam, żeby odpuściła, zadzwoniła do mnie i powiedziała, że przywiozą mi z Janem jedzenie! :) Posprzątałam więc w salonie, a tymczasem zadzwoniła moja ciocia z Ameryki, której wysłałam maila z pytaniami o amerykańską gospodarkę :) Sue przyszła sama po 20:00, a Jan czekał na nią na dole. Zostawiła mi jajka, grzyby, tuńczyka, makrele, chleb, ser wędzony, cebulę, mandarynkę, jabłko i gruszkę oraz dwie zupy - jedną w kartonie, a drugą cebulową domowej roboty! Zjadłam więc kolację i wróciłam na Facebooka. Spać poszłam po 2:00 w nocy. W sobotę obudziłam się przed południem i zjadłam jajecznicę z pieczarkami na śniadanio-obiad, a potem zrobiłam pranie i porozmawiałam z mamą i siostrą przez Skype'a, a z dziewczynami na Facebooku. Znalazłam też znajomą z Francji, z którą wiele lat temu straciłam kontakt. Tymczasem znajomy z tanga i Sue pytali, czy się lepiej czuję :) Spać poszłam o 2:00.

W niedzielę o 10:30 rano obudziła mnie sąsiadka, która postanowiła wtedy właśnie odkurzyć ich salon! Poszłam jednak dalej spać i dopiero w południe obudził mnie budzik. Najpierw usiadłam do komputera, a potem poszłam wziąć kąpiel. Jak wyszłam z wanny, zadzwonił mój brat przez Skype'a i pogadaliśmy ze 20 minut. No i zanim się obejrzałam dochodziła 14:00, a ja nic jeszcze nawet nie zjadłam! Odgrzałam więc zupę cebulową od Sue i zjadłam ją na śniadanio-obiad :) Tymczasem Kasia zadzwoniła, że nie wyrobi się na 14:00, więc umówiłyśmy się o 15:00 na Interchange'u. Nie zdążyłyśmy jednak na National Express, więc pojechałyśmy pociągiem. Lekcja była oczywiście jak zwykle opóźniona, więc poszłyśmy się przebrać i do baru. Kasia za jakiegoś drinka z alkoholem zapłaciła 3.70, a ja za lemoniadę 3 i pół funta! Potem piłam już tylko wodę :) Wzięłyśmy udział w bardzo fajnej lekcji salsy, a potem zostałyśmy do końca imprezy, czyli do 20:00. Ale było tak sobie, bo połowa tancerzy nie była za dobra. W końcu wyszłyśmy i poszłyśmy do Tesco po zakupy, a potem na dworzec i wróciłyśmy autokarem. O 21:00 byłyśmy u mnie i najpierw szybko coś zjadłyśmy, a potem spróbowałyśmy dwóch koktajli Guinnessa :) Najpierw Guinness Shandy (czyli z lemoniada), a potem Trojan Horse (czyli z Colą) - oba całkiem dobre. Zanim się obejrzałyśmy było po północy! Kasia pojechała taksówką do domu, a ja poszłam spać o 1:00.
sobota, 16 marca 2013
Przyjazd dziewczyn :)

628.

W poniedziałek wstałam o 10:00, bo na 11:00 szłam do Ingeusa tłumaczyć przez 25 minut dla starszej Polki. Zapomniałam wziąć ze sobą claim form, więc wyglądałam trochę nieprofesjonalnie. Przed 12:00 byłam już w pracyi ustaliłam z szefową, że będę jednak pracować do 20:00, a zaczynać o 12:00, bo 19:30 mnie nie urządza. Gdybym kończyła o 19:00, to zdążyłabym jeszcze zlapać ostatni Free Bus do domu. A tak to wolę przyjść pół godziny później i zostać do 20:00, będę więc teraz w poniedziałki, środy i czwartki pracować 12:00-20:00. Siedziałam z nowym chłopakiem, którego zatrudniliśmy na Recepcji do 16:00, a potem poszłam na lunch. Wyszłam z pracy tuż przed 20:00, żeby wrócić do domu po buty do salsy i iść na lekcję, ale było tak zimno, że mi się odechciało! W dodatku sąsiadki mnie zagadały, więc kiedy znajomy z salsy spytał SMSem, czy idę, odpisałam, że jak mnie podwiezie, to tak. Umówiłam się z nim na dole i czekałam 25 minut! W końcu przyjechał po 21:00 i spóźniliśmy się na lekcję! Mimo to na koniec nauczyciel poprosił mnie do zatańczenia układu, kiedy wszyscy filmują. Potem parę pań powiedziało mi, że świetnie mi poszło i że sprawiałam wrażenie, jakby to było proste :) Zostałam prawie do 23:00 i potańczyłam sobie trochę po dwu-tygodniowej przerwie. Pogadałam też z Johnatanem, którego dawno nie widziałam. Spytałam go, czy zatańczy ze mną na Gali One World Week w czwartek, ale stwierdził, że zostało za mało czasu. Po 23:00 wróciłam do domu, ale długo nie mogłam zasnąć.

We wtorek obudziłam się o 8:00 i wyszłam z domu po 8:30, a że Free Bus mi się nie zatrzymał, to poszłam piechotką pod górę. Na 9:00 dotarłam do pracy i nowy chłopak siedział na Recepcji, a ja poszłam do Advice Centre. Zaczęłam na Facebooku szukać partnera do tańca na czwartkową galę, ale jeden po drugim mi odmawiali. Mój nauczyciel powiedział, że uczy tego wieczoru w Yorku, ale że poszuka mi zastępstwa. O 12:00 poszłam na Pilates, a potem siedziałam na recepcji. Tymczasem nauczyciel w końcu napisał, że się York odwołali i że może ze mną zatańczyć! Po 15:00 poszłam wreszcie lunch. Potem poszłam na dół, gdzie w ramach One World Week rozdawali International Food, żeby dopytać naszą International Students officer o ten występ, a także następny w środę 10 kwietnia. Wreszcie o 17:00 skończyłam pracę i poszłam do Activities Room na kolejny pokaz naszego stowarzyszenia. Oprócz mnie przyszedł tylko Sekretarz, więc pogadaliśmy trochę i zamiast obejrzeć film poszłam wcześniej do domu. Czekałam ponad 15 minut na Free Busa, aż w końcu się zdenerwowałam i poszłam piechotką do Tesco po ostatnie zakupy przed przyjazdem dziewczyn. W domu byłam po 18:00, wzięłam kąpiel i obejrzałam "Blood Simple" (Śmiertelnie proste) braci Coen na DVD. Podobała mi się silna rola kobieca zagrana przez młodą Frances McDormand, ale poza tym to bracia Coen powtarzają się w tych trzech filmach, które ostatnio obejrzeliśmy na pokazach naszego stowarzyszenia. Spać poszłam po północy.

  
Premier Inn i budynek firmy Ingeus oraz całkiem ładna Frances McDormand w filmie "Blood Simple".

W środę pospałam do 9:30, a potem po drodze do pracy weszłam do Ingeusa, żeby mi doradca podpisał Claim Form, którą zapomniałam zabrać ze sobą w poniedziałek. Do pracy zajechałam na 11:00, bo mieliśmy zebranie, więc zgodziłam się przyjść wcześniej. Po zebraniu siedziałam na recepcji. Mój nauczyciel salsy nie odezwał się przez cały dzień, więc zaczęłam się trochę denerwować :) Zaproponował, żebyśmy się spotkali i poćwiczyli przed występem, więc napisałam mu kiedy jestem wolna, a on nic. W końcu wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam do domu. Zjadłam coś i zamiast iść spać, zaczęłam sprzatać, bo następnego dnia przyjeżdżały do mnie dziewczyny z Polski, a ja miałam niezły bałagan :) Karinę i Ewelinę poznałam w zeszłym roku w Turcji, na wycieczce do Kapdocji. Siedziałyśmy razem na Nocy Tureckiej, a potem wymieniłyśmy się namiarami i jak wróciłysny do Warszawy, to wybrałam się z Kariną na imprezę do Salsa Libre w listopadzie. Od tamtej pory byłyśmy w kontakcie, bo Karina zaraziła się salsą i zaczęła chodzić na lekcje, a Ewelina razem z nią na imprezy :) Umówiłyśmy się więc, że pokażę im scenę salsową w Anglii :) Tymczasem nauczyciel mi odpisał i umówliśmy się następnego dnia u niego w pracy na próbę przed występem. Był moment, że chciałam się już poddać, bo mi napisał, że robi to dla mnie, więć chciałam odpisać, że nie potrzebuję jego łaski, ale za dużo mnie to nerwów kosztowało, żeby się w ostatniej chwili poddać :) Po północy poszłam wreszcie spać.

W czwartek obudziłam się o 7:45, wzięłam prysznic i na 9:00 poszłam piechotką do Muzeum Mediów na konferencję Bratfoot International Film Festival. Neil się ze mną przywitał i spotkałam parę znajomych osób, m.in. szefową radia BCB, która obiecała mi parę biletów :) Dostałam program i obejrzałam prezentację festiwalu, a że była dopiero 10:20, więc pojechałam na zakupy. Kupiłam dywanik do łazienki i czarne wąskie jeansy. Potem podjechałam na 12:00 do pracy, a już o 13:00 poszłam poćwiczyć z moim nauczycielem salsę. Po 40 minutach wyszłam i wróciłam spóźniona do Advice Centre, kuśtykając, bo naciągnęłam mięsień u nogi! :) W dodatku okazało się, że nikt nie będzie filmował na tej Gali, a to był mój główny powód, dla którego chciałam na niej zatańczyć - żeby mieć pamiątkę! Na szczęście babka z finansów podejmuje się sfilmowania nas! :) Nauczyciel się trochę spóźnił, ale był przed 20:00, a i tak okazało się, że na Gali jest obsówa, więc weszliśmy na scenę po 20:00. Był problem z płytą, ale w końcu zatańczyliśmy i było to niesamowite przeżycie! :) Jestem zadowolona, że się jednak zdecydowałam :) Pożegnaliśmy się i wróciłam do pracy po moje rzeczy, a potem poszłam do domu, po drodze rozmawiając z Elką, która mnie zagadała, a tymczasem dziewczyny dzwoniły i pisały, że już wylądowały! :) Zabrałam się więc za sprzątanie i za robienie sałatki, a że autokar im się spóźnił, to wyszłam po nie o 23:30, a one już czekały na dworcu! W domu pogadałyśmy trochę i dopiero po 2:00 poszłyśmy spać.

W piątek wstałyśmy przed 12:00, zjadłyśmy wspólne śniadanie i o 14:00 wsiadłyśmy w autokar do Manchesteru. Po 15:00 byłyśmy na miejscui zaczęłyśmy ziedzać miasto i robić zdjęcia. Najpierw poszłyśmy do Chinatown, potem pod Ratusz i do katedry. Starmtąd pod Triangle i Arndale, gdzie była wystawa dużych jajek pomalowanych w róźne wzory! Cos na kształt Cow Parade i pingwinów w Liverpoolu w 2010 roku. Stamtąd poszłyśmy do Muzeum Footballu :) A potem po 17:30 dotarłyśmy do chińskiego bufetu Tops, gdzie mieli także sushi, jakieś dziwne potrawy i wielki wybór deserów! :) Wyszłyśmy stamtąd ledwo żywe o 19:00 i poszłyśmy na spacer aż do uniwersytetu i z powrotem. Po 20:00 dotarłyśmy do Copacabany i poszłyśmy do toalety, zeby się uczesać i umalować. Karina natapirowala mi włosy i zaplotła mi kłosa na głowie, którego podpięła wsówkami tak, że fryzura przetrwała całą noc! :) Nie wzięłyśmy udziału w lekcji tylko napiłyśmy się czegoś, a potem zaczęła się impreza. Przyszło parę znajomych osób i impreza zaczęła się rozkręcać. Niektórzy tak mną kręcili, że aż źle się poczułam :) Brakło mi tchu i bolał mnie brzuch :) Ewelina poradziła mi się napić wódki, więc kupiłam shota, ale nie wiem, czy pomógł :) W końcu o 2:00 impreza się skończyła, więc poszłyśmy na Canal Street, bo kluby gejowskie są dłużej otwarte. Weszłyśmy do The New Union i tańczyłyśmy do 3:30, a o 4:00 wsiadłyśmy w autokar i wróciłyśmy do Bratfoot. Spać poszłyśmy po 6:00.

  
Wystawa "pisanek" w Manchesterze oraz owoce morze i dziwne dania gotowane na parze w Tops.

W sobotę obudziłam się po pięciu godzinach snu i już nie mogłam zasnąć. Włączyłam więc komputer, a potem o 12:00 zamiast budzić dziewczyny poszłam do wanny z naprawdę gorącą wodą, żeby rozgrzać ten naciągnięty mięsień w lewej nodze, który bardzo mnie bolał. Woda była tak gorąca, iż myślałam, że dostanę zawału! :) Potem wyszłam z wanny i obudziłam dziewczyny dopiero po 13:00, zjadłyśmy śniadanie i postanowiłam rozmasować sobie bolący mięsień słokiem z wrzątkiem w środku. Niestety, parę kropli kapnęło mi na skórę i teraz oprócz mięśnia bolało mnie też oparzenie! :) Zrobiłam sobie okład z aloesem i po 15:00 wyszłysmy wreszcie z dziewczynami z domu. Wsiadłyśmy we Free Busa na Interchange'u i wysiadłysmy pod polskim sklepem, bo skończył się nam chleb. Karina dostała bohenek za darmo, bo właściciel sklepu podrywał ją już w Manchesterze i wymienili się nawet numerami :) Potem podjechałyśmy Free Busem do Muzeum Mediów, które zwiedzałyśmy do 17:45, a o 18:00 poszłyśmy do Omar's Balti na curry. Po jedzeniu poszłyśmy na spacer w deszczyku po campusie i do Alhambry. W domu Karina zrobiła mi włosy i makijaż, a o 22:00 wsiadłyśmy w autokar do Leeds. Kierowca nie wziął od nas pieniędzy, więc dojechałyśmy za darmo :) O 22:50 dotarłyśmy do Azucar i kupiłyśmy dwa dzbanki sangrii. Wytańczyłyśmy się i wybawiłyśmy! :) Wyszłyśmy przed 4:00 i pojechałysmy z Agą do niej, a od niej taksówką do domu za 12 funtów (czyli po 4 funty na głowę). Spać poszłyśmy po 6:30.

  
Widok na Bratfoot z Narodowego Muzeum Mediów oraz naan, mango lassi i curry w Omar's Balti! :)

W niedzielę dziewczyny obudziły się same przed południem, więc też wstałam, wzięłam kąpiel, zjadłyśmy pancakes z dżemem na śniadanie i o 14:00 poszłyśmy na spacer po Bratfoot, bo było akurat piękne słońce. Porobiłyśmy więc zdjęcia w starej części miasta, a potem weszłyśmy do Morrisona i Tesco, żeby kupić składniki na sushi. Potem dziewczyny porobiły zdjęcia ratusza za dnia, a ja sobie usiadłam z zakupami na ławce. Później przeniosłyśmy się na Mirror Pool i one znów robiły zdjęcia, a ja sobie siedziałam, ale zaczął wiąć bardzo zimny wiatr, więc zaproponowałam powrót do domu, żeby zostawić zakupy. Założyłyśmy szale na głowę i poszłyśmy porobić zdjęcia w Little Germany :) Przed 16:00 byłyśmy już z powrotem w domu i zaczęłyśmy robić sushi, popijając przy tym calimocho :) Wydawało mi się, że wyrobimy się w półtorej godziny, ale jak Ala przyjechała o 17:30 musiałam ją poprosić, żeby weszła na gorę, bo dziewczyny jeszcze zwijały ostatnie maki :) Po Kasię podjechałyśmy więc dopiero o 18:30, a u Eli  byłyśmy o 18:45, czyli spóźnione 45 minut. Najpierw zjadłyśmy sushi, a potem tort i ciasto, popijając to białym winem musującym. Świetnie się bawiłyśmy i pod koniec aż popłakałam się ze śmiechu! :) Wyszłyśmy od Eli przed 23:00 i najpierw Ala odwiozła Kasię, a potem nas. W domu wstawiłam zmywarkę do naczyń i pokazałam dziewczynom zdjęcia z mojego pokazu mody i filmiki z salsą. One zasnęły około 1:00, ja po dopiero po 2:30 w nocy, bo usiadłam jeszcze do komputera.

  
Ratusz i drogowskaz z najważniejszymi atrakcjami turystycznymi Bratfoot oraz nasze domowe sushi.

W poniedziałek obudziłam się znów sama przed 8:00 i usiadłam do Internet, a potem wzięłam kąpiel i o 10:00 poszłam obudzić dziewczyny, bo przypomniało mi się, że na 11:00 jestem umówiona na tłumaczenie w Ingeus. Zjadłyśmy jajecznicę na śniadanie, która przyrządziła Karina i ja poszłam na pół godzinki do Ingeusa, a dziewczyny w tym czasie miały się zebrać. Jak wróciłam nadal nie były gotowe, poszłam więc sparawdzić maile i okazało się, że babka z pracy nareszcie przysłała mi film z czwartkowego pokazu, czyli International Gala. W końcu po 13:00 udało się nam wyjśćz domu i poszłyśmy na pociąg do Leeds. Zwiedzanie rozpoczęłyśmy od drzewka Solidarności, a potem poszłyśmy pod ratusz i do Leeds Gallery. Tam zjadłyśmy lunch - ja zupę z soczewicy, a dziewczyny posmakowały scone :) Potem poszłyśmy na Guinnessa z sokiem z czarnej porzeczki do pubu, który się mieści w łódce, a stamtąd do sklepów i do Corn Exchange. W końcu dotarłyśmy nad rzeczkę koło Azucar i na koniec wróciłyśmy na dworzec, bo było strasznie zimno! Dojechałyśmy na Forster Square, żeby wejść jeszcze do sklepów, ale było tak zimno, że wróciłyśmy do domu na obiad, a potem się zdrzemnęłyśmy :) O 19:30 wstałam i Karina mnie uczesała i umalowała. Wyszłyśmy o 20:20 i poszłyśmy na lekcję salsy, a po lekcji tańczyłyśmy wszystkie do 23:00! :) W domu dziewczyny się spakowały i o 2:20 poszłyśmy na Interchange. Wyjechały o 2:45, a ja wróciłam do domu, ale spać poszłam po 3:00.

  
Ratusz w Leeds oraz lunch w Leeds Gallery: moja zupa z soczewicy i babeczki "scone" dziewczyn.
niedziela, 03 marca 2013
Po-Oscarowo :)

627.

W poniedziałek wstałam po 11:00 i podjechałam na 13:00 do pracy. Ponieważ babka z recepcji poszła przez dwa miesiące pracować na uniwerku, daliśmy ogłoszenie, że szukamy kogoś na te 8 tygodni. Siedem osób przysłało nam swoje CV i wybrałyśmy z nich z szefową pięcioro. Szefowa zaprosiła ich na interview w czwartek. O 20:00 wyszłam z pracy i poszłam do domu, zahaczając po drodze o Tesco. Wzięłam kąpiel i zaczęłam oglądać fragmenty Oscarów na Youtube, bo w tym roku obiecałam sobie, że nie będę ich oglądać w sieci, w beznadziejnej jakości. Ale jak nie udało mi się nigdzie znaleźć całej ceremonii, zaczęłam nawet trochę żałować, że nie zarwałam jak zwykle całej nocy i ich nie obejrzałam :) We wtorek wstałam o 8:45 i na 10:00 pojechałam do pracy. Na 12:00 poszłam na Pilates, po raz ostatni korzystając z karty kolegi z salsy, który mi zapowiedział, że wkrótce ją ode mnie odbierze. Na lunch poszłam dopiero o 16:00, później niż zwykle, bo nie byłam głodna, tak się zapchałam orzeszkami piniowymi, które jem teraz po śniadaniu :) O 17:00 poszłam do Activities Room pokazać kolejny film braci Coen, na który przyszło dwoje Execów. Obejrzeliśmy więc we trójkę "No Country For Old Men" (To nie jest kraj dla starych ludzi) i bardzo się nam podobał. Potem poszłam do biblioteki sprawdzić parę rzeczy, a w końcu do domu, gdzie dotarłam po 20:00. Usiadłam do sieci, a potem poszłam spać.

W środę wstałam o 11:00 i podjechałam do pracy na 12:30. Przygotowałam dla studentów grafik na dwa pierwsze tygodnie marca, żeby wiedzieli kiedy pracują. Wyszłam o 20:00 i poszłam do Tesco po parę rzeczy, żeby ugotować sobie lunch na parę kolejnych dni. Spotkałam tam znajomego z salsy, który strasznie się rozgadał. W końcu dotarłam do domu, zabrałam się za gotowanie i obejrzałam wreszcie całą ceremonię rozdania Oscarów, którą ściągnął nasz student z Chin i mi pożyczył na USB! Napisy były po chińsku, ale jakoś mi to nie przeszkadzało :) Ceremonia była taka sobie, żarty też, ale parę razy się zaśmiałam. Prowadzący Seth MacFarlane to straszny szowinista. W tym roku wiadziałam tylko pięć z nominowanych filmów, z czego trzy zdobyły nagrody - a były to "Argo": najlepszy film, najlepszy scenariusz adaptowany i najlepszy montaż, "Django Unchained": najlepszy scenariusz oryginlany (Quentin Tarantino) i najlepszy aktor drugoplanowy (Christoph Waltz) oraz "Paper Man" - najlepszy krótkometrażowy film animowany, który widziałam na Facebooku. Dwa pozostałe to "The Master" z nominacjami dla Joaquina Phonixa w kategori najlepszy aktor pierwszoplanowy, dla Amy Adams w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa i dla Philipa Seymoura Hoffmana w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy oraz "Avengers 3" nominowany za najlepsze efekty specjalne :) Spać poszłam po 2:00.

 
Josh Brolin, Javier Bardem i Tommy Lee Jones u Coenów oraz prowadzący Oscary Seth MacFarlane.

W czwartek obudziłam się sama przed 11:00, ale wstałam dopiero po 12:30. Po raz ostatni (przynajmniej na razie) podjechałam do pracy na 13:00, bo od przyszłego tygodnia zaczynam pracować na pełen etat! W poniedziałki, środy i czwartki będę pracować od 11:30 do 19:30, a we wtorki i piątki od 9:00 do 17:00. O 13:20 mieliśmy pierwsze interview, z chłopakiem którego znamy, bo się wciąż kręci w Union :) Po nim mieliśmy przepytać Włocha, ale się spóźnił, więc mu zaproponowaliśmy, żeby wrócił później, bo jedna z pięciu osób powiadomiła nas, że nie przyjdzie. Później przepytaliśmy dwie dziewczyny, jedną lepszą i jedną gorszą, a na koniec tego Włocha, ale pracę dostał nasz znajomy :) Później byłam bardzo zajęta i dopiero po 19:00 udało mi się pójść na przerwę i zjeść obiad, a potem o 20:00 wyszłam z pracy i wróciłam spacerkiem do domu. Pod drzwiami znalazłam kopertę, a w niej moje brytyjskie prawo jazdy! Wzięłam kąpiel i usiadłam do Internetu, a spać poszłam po północy. W piątek wstałam o 8:00, bo na 9:00 jechałam znów na masaż. Przez dwa miesiące zrobię sobie teraz przerwę, bo będę pracować na rano. Spóźniłam się trochę do pracy i cały dzień byłam bardzo zajęta, więc szybko mi minął. Wyszłam o 17:00 i podjechałam do paru sklepów. W końcu wróciłam do domu i obejrzałam na DVD super film "Transamerica". Dopiero pod koniec zorientowałam się, że już go widziałam! :) Spać poszłam po 1:00.

W sobotę od 9:00 dostałam 3 SMSy i jeden telefon. Nie zaaregowałam, tylko spałam dalej :) Potem budzik zadzwonił o 12:00, ale wstałam dopiero o 12:30. W końcu się zebrałam i wyszłam z domu. Zapukałam do sąsiadki obok i podziękowałam jej, że zgodziła się "użyczyć" mi swojej skrzynki pocztowej. Ponieważ nowe prawo jazdy i paszport już doszły, postanowiłam zdjąć kartkę z mojej skrzynki z prośbą, by wrzucać wszystko do niej i dalej się włamywać do swojej :) Potem poszłam do sklepów - najpierw do Kirgate i kupiłam dwie kartki: na Komunię bratanka i na ślub siostry. Potem kupiłam buty, okulary słoneczne, czarne legginsy i opaskę na włosy. Później poszłam do Tesco i kupiłam jedzenie. Wróciłam do domu i znowu wyszłam, tym razem do dużego Tesco. Tam kupiłam brakujące składniki na sushi oraz jedzenie na przyjazd dziewczyn, m.in. bezglutenowy chleb. Wróciłam do domu po 17:00 i przed snem obejrzałam francuski film "L'immortel" (22 bullets / 22 kule). W niedzielę przed południem obudził mnie dźwięk odkurzacza. Wstałam więc i wyprałam pościel, a potem coś zjadłam i usiadłam do komputera. Z Facebooku dowiedziałam się, że premierę filmu "Cuban Fury", w którym statystowałam przeniesiono na wrzesień. Obejrzałam parę skeczy kabaertu Neo-Nówka, a potem zabrałam się za gotowanie. Wieczorem weszłam do wanny i do świeżo zmienionej, czystej pościeli :)

  
Felicity Huffman i Kevin Zegers w "Transamerica" oraz Jean Reno i Kad Merad w filmie "L'immortel'.
niedziela, 24 lutego 2013
Go Bratfoot! :)

626.

W poniedziałek wstałam po 11:30 i podjechałam na 13:00 do pracy. Po drodze kupiłam sobie coś na śniadanie i na lunch, bo w domu nic już nie zostało :) Zapomniałam, że jak pracowałam w zeszłym tygodniu w środę, to zostawiłam jedzenie w lodówce, bo zapomniałam zabrać to, co zostało! Wyszłam o 20:00 i posżłam do Tesco na zakupy. Wróciłam z nimi do domu i nie dotarlam znów na salsę. Usiadłam do komputera i zanim poszłam spać było już po północy. We wtorek wstałam o 8:30 i pojechałam Free Busem do pracy na 10:00. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem zjadłam ten lunch z zeszłego tygodnia :) O 17:00 poszłam do Activities Room na pokaz filmu "Fargo". Dotarł na niego tylko jeden Exec i obejrzeliśmy go we dwójkę, choć oboje już ten film widzieliśmy. Po filmie poszłam do domu i obejrzałam dodatki na DVD, m.in. dokument "Minesotta Nice". Spać poszłam po 2:00.

  
Frances McDormand jako Marge Gunderson w filmie "Fargo" oraz koszulka z serii Minnesota Nice.

W środę budzik obudził mnie o 10:00, bo miałam iść na przymierzanie okularów do Eye Clinic. Ale nie chciało mi się wstać, więc pospałam do 12:30 i pojechałam do pracy, a do Eye Clinic poszłam po 15:30 w czasie lunchu. Wyszłam z pracy przed 20:00 i po drodze do domu weszłam do Tesco. Potem usiadłam do Internetu i spać poszłam po północy. W czwartek wstałam po 11:00, wzięłam kąpiel i na 13:00 podjechałam do pracy. Wyszłam o 20:00, znowu wzięłam kąpiel i usiadłam do sieci. Spać poszłam po 1:00. W piątek wstałam o 9:00 i podjechałam na 10:00 do pracy. Większość dnia spędziłam w Advice Centre. Poszłam tylko na lunch i na zebranie z babkami z recepcji. Wyszłam o 17:00 i podjechałam Free Busem do Tesco. W domu byłam po 18:00 i weszłam na Internet. Spać poszłam znów po północy.

Wczoraj obudziłam się po południu i najpierw usiadłam do Internetu i pół dnia spedziłamna Facebooku. Parę znajomych osób wybierało się nazujtrz na Wembley na mecz Bratfoot City kontra Swansea.
Drużyna Bratfoot City grała po raz pierwszy od 17 lat o Puchar Anglii. Ostatnio zagrali na Wembley w 1996, a ostatnio zdobyli Puchar Anglii w piłce nożnej w 1911, kiedy Bratfoot było ponoć piątym najbogatszym miastem na świecie! :) Znajomy wrzucz tej okazji na Facebooka piosenki wykonawców pochodzacych z Bratfoot (Smokie, Kiki Dee i NMA). W końcu zabrałam się za pisanie i tak dobrze mi szło, że nie poszłam na imprezę salsową. Spać poszłam po 4:00. Dziś obudziłam się przed południem, ale poszłam dalej spać i wstałam dopiero po 14:00. Zabrałam się za gotowanie, zrobiłam pranie i znów przesiedziałam cały dzi na Internecie, a potem zabrałam się za poprawianie tego, co napisałam. Bratfoot City niestety przegrało 0 do 5, ale sam fakt, że grali na Wembley był już wielkim sukcesem :)

  
Smokie: "Don't Play Your Rock'n'Roll" oraz Kiki Dee i Elton John: "Don't Go Breaking My Heart".

  
New Model Army oraz zupełnie mi nieznany zespół One Direction (w środku Zayn Malik z Bratfoot).
niedziela, 17 lutego 2013
Impreza do białego rana! :)

625.

W poniedziałek po północy zamiast iść spać zaczęłam oglądać na iPlayer rozdanie brytyjskich nagród filmowych BAFTA! :) Zasnęłam dopiero jak dochodziła 4:00 w nocy. Potem pospałam do południa, aż wreszcie coś zjadłam i zabrałam się za moją pracę doktorancką. Cały dzień siedziałam w książkach i z laptopem. Wieczorem wzięłam kąpiel i poszłam na salsę. Nasi nauczyciele pojechali na kongres do Amsterdamu, więc uczyła nas babka z Leeds. Wróciłam do domu i zamiast iść spać włączyłam przekaz na żywo ze ślubu pewnego reżysera, w którym zadurzyłam się dwa lata temu w trakcie Bratfootzkiego Festiwalu Filmowego :) Jesteśmy przyjaciółmi na Facebooku, ale pewnie mnie nawet nie pamięta :) Ponieważ ślub brał w Stanach, to była różnica czasowa, więc postanowiłam iść spać zanim go zobaczyłam. Widziałam tylko przygotowania i będę musiała poczekać aż wrzuci zdjęcia na Facebooka :)

We wtorek był Pancake Day, czyli po naszemu Śledzik :) Wstałam przed 11:00 i podjechałam na 12:00 do Unique na Pilates. Potem poszłam do Student Central, bo jakiś szef kuchni robił naleśniki. Kupiłam dwa za 1.25, więc nie tak źle :) Jeden był z cytryną i cukrem, a drugi z dżemem. Potem poszłam do biblioteki i siedziałam z laptopem do 16:45 spisując cytaty z książek historycznych o Polsce do mojej pracy doktorskiej. Potem poszłam na pokaz naszego stowarzyszenia i tym razem obejrzeliśmy w 7 osób "Casablancę", która nawet mi się podobała, choc była dość szowinistyczna :) Potem wróciłam znów do biblioteki, bo tych książek było bardzo dużo i wyszłam z niej o 21:00, jak już zgłodniałam :) Wróciłam do domu i obejrzałam dodatki na DVD, m.in. dokument o "Casablance". W końcu po 2:00 poszłam spać.

W środę po 9:00 obudziły mnie hałasy za oknem, bo jakaś parka się na siebie darła! Poszłam dalej spać i wstałam dopiero po 11:30. Zobaczyłam przez okno, że w międzyczasie znów zaczął padać śnieg! W dodatku coś mi się pomyliło i zapomniałam, że mam do pracy na 12:30 i wyszłam za późno z domu. Podjechałam do pracy Free Busem na 13:00 i zwaliłam winę za spóźnienie na śnieg :) Posiedziałam do 19:30, ale strasznie się wynudziłam, więc powiedziałam studentowi, z którym pracowałam, że idziemy do domu. Na szczęście śnieg przestał padać, ale było przez niego dość ślisko. Poszłam po drodze do Tesco po coś do jedzenia na następnych parę dni, a potem po 20:00 dotarłam do domu. Zjadłam coś i obejrzałam bardzo dobry film "Shaolin" z Andym Lau i Jackiem Chanem, a spać poszłam po 2:30.

  
Humphrey Bogart i Ingrid Bergman w klasyku "Casablanka" oraz Jackie Chan i Andy Lau w "Shaolin".

W czwartek były tzw. Walentynki, czyli V-Day :) Pospałam do południa, a potem wzięłam się dalej za research. Zrobiłam pranie, zjadłam coś i praktycznie cały dzień spędziłam w sieci. Nie poszłam ani na żaden film, choć byłam zaproszona na dwa pokazy ani nawet na demonstrację zorganizowaną przez One Billion Rising (http://onebillionrising.org/) czyli po polsku Nazywam się Miliard) choć to był najlepszy powód jaki mogłabym sobie wyobrazić, żeby wyjść tego dnia z domu. Ale tak dobrze mi szło szukanie cytatów do moje pracy doktorskiej, że dopiero o 5:00 poszłam spać! Na szczęście znajomy fotograf poszedł na Bratfoot: One Billion Rising i potem mogłam sobie obejrzeć jego zdjęcia na Facebooku (jedno z nich poniżej). Za rok nauczę się choreografii i pójdę zatańczyć "Break the Chain"!

W piątek wstałam w południe i coś zjadłam, a póżniej usiadłam znowu do komputera. Wieczorem sąsiadka przyniosła mi pieniądze za Internet. Zjadłam coś, wzięłam kąpiel, ubrałam się i pobiegłam na dworzec, żeby złapać autobus o 21:40 :) Podjechałyśmy nim z Kasią do Ali i tam wręczyłyśmy Kasi kartki urodzinowe oraz wino i czekoladki, bo w poniedziałek ma urodziny. Potem wsiadłyśmy w samochód i pojechałyśmy do Leeds na Rumba Picante. Impreza była jak zwykle świetna, ale jakoś strasznie szybko mi czas zleciał i zanim się obejrzałam już było po 2:00 w nocy! Pod koniec zatańczyłam z chłopakiem, który chciał mnie potem odwieźć do domu :) Ale ustaliłyśmy, że po imprezie wracamy do Ali na after party :) Dziewczyny zaprosiły jeszcze dwóch Polaków - Piotrka i takiego Krzyśka.

Pojechalismy w piatkę do Ali i piliśmy, gadaliśmy głupoty i kręciliśmy hula hop! :) Dawno się tak nie uśmiałam! Impreza trwała do 9:00, choć pod koniec to wszyscy już mieliśmy zejście :) Nie mogliśmy się jakoś zebrać wi wyjść :) W końcu poszłam z Kasią na autobus i w domu byłam o 10:00. Nie usiadłam nawet do Internetu, tylko poszłam od razu prosto spać! :) W sobotę wstałam o 17:00 i zjadłam coś, a potem posiedziałam w sieci i znów nic nie napisałam. Obejrzałam za to film "True Legend" i znów poszłam późno spać. Dzisiaj wstałam w południe i usiadłam znów do Internetu. Potem zaczęłam coś pisać, ale strasznie topornie mi szło. Zrobiłam pranie i zdrzemnęłam się trochę, bo nadal byłam nieprzytomna. Potem porozmawiałam z rodziną przez Skype'a i usiadłam znów do pisania.

  
One Billion Rising w Bratfoot oraz Vincent Zhao (znany też jako Man Cheuk Chiu) w "True Legend".
poniedziałek, 11 lutego 2013
Znowu śnieg?! :)

624.

W poniedziałek wstałam z trudem po 11:00 i dotarłam do pracy Free Busem na 13:00. Zapomniałam po drodze wejść na pocztę po formularz D1
o wydanie prawa jazdy, na szczeście szef Advice Centre szedł na pocztę i przyniósł mi  ten formularz. Doszło też zaświadczenie z Polski, potwierdzające kiedy zdałam prawko, musiałam więc tylko wszystko wypełnić. Wyszłam z pracy o 20:00 i poszłam do Sports Centre. Mój znajomy miał akurat trening klubu Climbing na ściance, więc popatrzyłam jak się wspina. Później drugi znajomy mnie podwiózł na salsę. Lekcja już się zaczęła, więc dołączyliśmy w trakcie, ale nic nie straciliśmy :) Potem zapłaciliśmy po 5 funtów za cały semestr, bo oboje studiujemy. Zatańczyłam tylko jeden taniec po lekcji i wyszłam, żeby mnie ten znajomy podwiózł do domu, bo pogoda była brzydka i padało, więc nie chciało mi się wracać piechotą. W nocy znowu spadł śnieg!

We wtorek obudziłam się po 8:30 i podjechałam Free Busem na 10:00 do pracy. Wciąż padał śnieg, ale na szczęście szybko topniał. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem na zebranie z babkami z recepcji. Później zjadłam lunch i o 15:00 poszłam na zebranie z babkami z Room Booking :) O 17:00 wyszłam z pracy, a że chłopak z naszego stowarzyszenia, który miał wszystko podłączyć nie dotarł, to sama musiałam się wszystkim zająć. Przyszły trzy osoby, żeby obejrzeć klasyczny czarno-biały horror "Nosferatu" z 1922 roku. Poprosiłam jednego z naszych Ecexs, żeby po filmie zaniósł wszystko do recepcji, a sama pojechałam do Leeds. Na szczęście śnieg już nie padał, tylko deszcz :) Po drodze do mojej pani shrink doszłam do wniosku, że chcę sobie zrobić przerwę i zaoszczędzić. Porozmawiałyśmy o mojej pracy doktoranckiej. Wyszłam od niej po 20:30 i wróciłam do domu.

W środę obudził mnie SMS od siostry, ale poszłam dalej spać. W końcu wstałam i podjechałam na 12:30 do pracy, a po drodze weszłam na pocztę i wysłałam formularz D1. W pracy najpierw poszłam na zebranie ze studentami, których teraz jestem przełożoną :) Później zaczęłam tłumaczyć formularz, który dostałam mailem z agencji tłumaczeń. Tuż przed 20:00 wyszłam i podbiegłam do Muzeum Mediów, gdzie byłam umówiona z Kasią. Poszłyśmy na "Django Unchained" (Django), czyli  najnowszy film Quentina Tarantino. Podobał mi się, ale mnie nie powalił :) Potem odprowadziłam Kasię na Interchange i po 23:00 byłam w domu. Weszłam na Facebooka, a później zabrałam się dalej za ten formularz. Ugotowałam też sobie lunch na następny dzień i kupiłam wreszcie bilet do Polski na czerwiec. Musiałam ruszyć swoje oszczędności, bo z mojej pensji nie jestem już w stanie się utrzymać. W końcu po 2:30 poszłam spać.

  
Ścianka do wspinaczki w naszym Sports Centre oraz Christoph Waltz i Jamie Foxx w "Django".

W czwartek rano po 9:30 znów mnie obudził SMS, tym razem od Ali! Usiadłam więc znów do tłumaczenia tego formularz. Potem przesłałam go dziewczynom do przejrzenia, żeby mi powiedziały, czy dobrze się to czyta i czy jest zrozumiały. Na 13:00 podjechałam Free Busem do pracy i najpierw na 13:30 poszłam znów na zebranie z dwoma pozostałymi studentami, a potem o 15:00 na kolejne, tym razem z głównym szefem i szefową na temat mojego stanowiska. Wymyśliliśmy dla mnie kolejny "job title" i tym razem mam być Administratorem albo Supervisorem :) Wszystko mi jedno, jak mnie będą nazywać, byle mi dali więcej pieniędzy! :) A od tytułu własnie i zakresu moich obowiązków zależy, czy mi dadzą wyższy "grade"! Potem o 16:00 poszłam na następne zebranie, tym razem ze stowarzyszeniami przy okrągłym stole. Później poszłam na lunch i o 20:00 do domu piechotką. Zjadłam kolację i poszłam spać.

W piątek wstałam po 8:00 i pojechałam na 9:00 na masaż, a potem na 10:00 do pracy. Wysłałam agencji tłumaczenie formularza. Po lunchu usiadłam w Advice Centre, a potem o 17:00 wyszłam z pracy i Free Busem podjechałam do Tesco na zakupy, bo tam mają produkty bezglutenowe. Po 18:00 byłam już w domu, zjadłam kolację, przebrałam się i o 20:45 spotkałam sie z Kasią na Interchange'u. Pojechałyśmy do Saltaire na imprezę Noche Latina z zespołem Salsa Como Loco i Omarem Puente na skrzypcach. Zatańczyłam parę fajnych tańców, a na koniec nauczyciel tańca son dał mi swoją wizytówkę, chociaż jest żonaty! W domu byłam po północy, bo podwiózł nas znajomy. Posiedziałam w sieci do 1:30, a potem poszłam spać. W sobotę wstałam przed południem, wzięłam kąpiel i odpisałam na maila od pana Jerzego Stuhra! Umówiliśmy się na spotkanie, jak będę w czerwcu w Polsce. Resztę dnia spędziłam na czytaniu. W niedzielę wstałam przed południem i przegadałam pół dnia z rodziną przez Skype'a. Obejrzałam "Taksówkarza", a potem dalej czytałam o Kieślowskim.

     
Jerzy Stuhr  - tak wygladał kiedyś (takim go pamiętam) i dziś oraz Robert DeNiro jako "Taxi Driver".
niedziela, 03 lutego 2013
Sushi po przerwie :)

623.

W poniedziałek wstałam przed 11:00 i pojechałam Free Busem do pracy. Potem wróciłam do domu po 20:00 i znowu zamiast iść na salsę usiadłam do Internetu i zaczęłam oglądać dziewiąty i ostatni sezon "Scrubs". Tym razem był to jakby spoof serialu skupiający się na czwórce nowych bohaterów, studentach szkoły medycznej. Nawet nazwa się zmieniła ze "Scrubs" na "Scrubs. Med School". Spać poszłam dopiero po 1:00. We wtorek wstałam po 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy Free Busem. O 12:00 poszłam na Pilates, a po 17:00 na pokaz naszego stowarzyszenia. Tym razem pokazaliśmy "The Maltese Falcon" (Sokół maltański), który średnio mi się podobał, a po filmie odbyło sie zebranie IFSoc. Potem poszłam po drodze do Tesco i w domu byłam o 20:00. Obejrzałam na Youtube ostatnie odcinki ostatniego sezonu "Scrubs", bo nowa formuła się nie przyjęła i serial zakończono :( Potem obejrzałam jeszcze dokument o filmie Johna Houstona i dopiero wtedy zaczęłam doceniać "Sokoła maltańskiego" i jego znaczenie dla kina. Spać poszłam znów po 1:00. W środę wstałam po 11:00 i na 12:30 podjechałam do pracy Free busem. O 14:00 poszłam zobaczyć nowy budynek uniwerku. Wyszłam o 20:00 i poszłam prosto do domu. Spisałam oba liczniki na wodę i prąd, bo mi nowa firma zarządzająca budynkiem podała kod, który otwiera drzwi do pomieszczenia z licznikami. Potem weszłam do wanny, zjadłam coś i usiadłam do Internetu. Zobaczyłam, że w styczniu przekroczyłyśmy z sąsiadką limit Internetu! Domyśliłam się, że to pewnie przez te 9 sezonów "Scrubs"! Będę musiała w przyszłym miesiącu dopłacić 15 funtów za Internet! Spać poszłam wcześniej, o północy.

  
Bohaterowie ostatniego sezonu "Scrubs" oraz Mary Aston i Humprey Bogart w "Sokole maltańskim".

W czwartek wstałam o 8:30 i na 9:30 zajechałam na uniwerek na Refreshers Fayre. Razem z chłopakiem z BSC przygotowaliśmy nasz stolik, który wspódzieliliśmy, a potem on zniknął, a ja siedziałam do 11:00, próbując jednocześnie uruchomić notebooka. W końcu mi się to udało i otworzyłam na nim nasze strony internetowe, żeby je prezentować zainteresowanym studentom. Znalazłam też fragment "Reservoir Dogs" na Youtube i puszczałam go w kółko, kiedy nie używałam komputera, żeby coś na tym stoliku przyciągało wzrok :) O 11:00 poszłam do pracy, bo obiecałam szefowej, że zacznę wcześniej. Anulowałam mailowo moje konto na LoveFilm, żeby nie przekroczyć znów limitu w przyszłym miesiącu! O 14:00 poszłam na godzinną przerwę i zdrzemnęłam się pół godzinki w Staff Room na tyłach biura :) Potem wróciłam w ten kierat, a drugą przerwę wzięłam dopiero jak się uspokoiło. Poszłam do biblioteki po książkę Normana Daviesa "Boże igrzysko", bo jest mi potrzebna do mojej pracy doktorskiej. A potem spytałam szefa, czy mogę iść wcześniej do domu i mnie puścił! Była 19:00, więc czekałam na ostatni Free Bus, ale nie przyjeżdżał, zdecydowałam więc, że pójdę do sklepu. Po drodze minął mnie autobus :) Weszłam do Tesco i kupiłam sobie warzywka i hummus :) Poszłam do domu i weszłam do wanny. Usłyszałam głosy za ścianą i domyśliłam się, że mam nowych sąsiadów. Obie moje sąsiadki poszły się z nimi przywitać i pukały do moich drzwi, ale byłam już w łóżku i piżamie, więc im nie otworzyłam. Obejrzałam dość ciekawe dodatki na DVD "Sokoła maltanskiego" i poszłam spać po 24:00.

W piątek obudziłam się po 8:30 i podjechałam Free Busem do pracy na 10:00. Siedziałam cały dzień w Advice Centre, wykonując robotę głupiego i uzupełniając naszą bazę danych. Szefowa zamknęła recepcję o 16:30, ale ja musiałam czekać do 17:00 na zdjęcie mojego stowarzyszenia. Było nas tylko czworo, ale bawiliśmy się całkiem nieźle na tej sesji, i na koniec zrobiliśmy sobie nawet zdjęcie jako Aniołki Charliego, a później żywy napis "FILM" :) Potem podjechałam Free Busem do Morrisona na zakupy, więc w domu byłam dopiero po 18:00 i najpierw weszłam do wanny, a potem do łóżka. Zdrzemnęłam się od około 19:00 do 23:00, a potem usiadłam do Internetu. Spać poszłam po 1:00. W sobotę obudziłam się przed południem i zjadłam śniadanie, a potem poszłam do Bootsa po make up i tam wsiadłam we Free Busa pod uniwerek. Stamtąd podjechałam autobusem do Tesco, w którym mają wszystkie składniki potrzebne do sushi. Zrobiłam też zakupy na cały tydzień i po 16:00 byłam w domu. Zaczęłam gotowanie :) Ala dojechała po 18:00, a Kasia dopiero po 19:00, jak już kończyłyśmy zwijać maki :) Zjadłyśmy, a potem pojechałyśmy na Calle Ocho i dobrze się bawiłam. Zatańczyłam parę razy ze starszym znajomym z Manchesteru, który prawił mi komplementy. Spać poszłam po 4:00 rano! :) W niedzielę budziłam się i przysypiałam przez pół dnia. W kóńcu wstałam i zjadłam śniadanie, a potem zadzwoniłam do domu i porozmawiałam z mamą przez SKype'a. Później zaprosiłam sąsiadki na sushi. Jak wyszły wstawiałam pranie i usiadłam do Internetu. Przed snem obejrzałam "Et apres" (Afterwards / Potem) i "Le dernier vol" (The Last Flight / Niebo nad Saharą) - oba takie sobie.

  
Romain Duris i John Malkovich w "Et apres", 
Guillaume Canet i Marion Cotillard w "Le dernier vol".
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Zima zła :)

622.

W poniedziałek w nocy padał śnieg. Obudziłam się i zobaczyłam parę taksówek jadących bardzo wolno, bo tutaj prawie nikt nie zmienia opon na zimowe. Poszłam dalej spać z nadzieją, że nie będę musiała tego dnia wychodzić z domu. Ucieszyłam się więc, kiedy szefowa przysłała mi przed 8:00 SMSa, że uniwerek będzie zamknięty, mimo że mnie nim obudziła :) Na stronie uniwerku widniała wiadomość, że dziś spróbują uprzątnąć teren kampusu, żebyśmy następnego dnia mogli wrócić do pracy. Usiadłam więc do Internetu i skończyłam oglądać czwarty sezon "Scrubs". Potem zdrzemnęłam się trzy godzinki i zaczęłam oglądać piąty sezon "Scrubs" zanim poszłam wreszcie spać po północy. We wtorek wstałam po 11:00, wzięłam prysznic i pojechałam na 10:00 do pracy. Na 12:00 poszłam na Pilates, a potem na lunch. O 17:00 poszłam do Activities Room, gdzie mieliśmy pokazać "Gran Torino" Eastwooda w ramach naszego stowarzyszenia, ale nikt nie przyszedł oprócz mnie i chłopaka z BSC, więc poszłam piechotką najpierw do Sainsbury, a potem do Tesco, ale że w obu nie mieli chleba bezglutenowego, więc na koniec poszłam do Morrisona. Zrobiłam małe zakupy i wróciłam piechotką do domu. Weszłam do wanny, a potem dokończyłam ogladać piąty sezon "Scrubs"  i jednocześnie ostatni, jaki mieli na LoveFilm. Tymczasem ostatni odcinek skończył się niespodzianką i napisem "Ciąg dalszy nastąpi", więc nie wytrzymałam i znalazłam pierwszy odcinek szóstej serii na "Youtube". Spać poszłam o 2:00.

W środę wstałam z trudem po 11:30 i pojechałam na 12:30 do pracy. Od razu na "dzień dobry" wkurzyłam się na babkę z Advice Centre, której jak dasz palec, to weźmie całą rękę. Z czasem mi przeszło. Po 17:00 poszłam na przerwę i zdrzemnęłam się 10 minut. Pogoda mnie dobijała i nic mi się nie chciało przez ten śnieg! Wyszłam z pracy tuż przed 20:00 i po drodze weszłam do sklepu. Potem poszłam do domu, wzięłam kąpiel i zaczęłam oglądać szósty sezon "Scrubs" na Youtube. Tak mnie wciągnęło, że zapomniałam, iż wstawiłam dwa jajka. Dopiero jak usłyszałam huk i poszłam do kuchni, zobaczyłam, że jedno z nich wybuchło! :) Zebrałam jego resztki z blatu i z szafek :) Drugie było przypalone, bo woda całkiem się wygotowała, i też do niczego się już nie nadawało :) Jeszcze nigdy mi się nic takiego nie zdażyło! :) Słyszałam, że jajka wybuchają w mikrofalówkach, ale nie wiedziałam, że w garnkach też! :) Było to nawet zabawne, tylko sprzątanie jajka, którego resztki było w całej kuchni nie było już takie śmieszne :) Po 2:00 w nocy poszłam wreszcie spać. W czwartek wstałam z trudem po 11:30 i podjechałam na 13:00 do pracy. Poszłam po raz pierwszy na zebranie ze stowarzyszeniami, bo w przyszłości mam się nimi zająć. Wyszłam z pracy tuż przed 20:00 i piechotką poszłam do domu. Weszłam znów do wanny i obejrzałam do końca szósty sezon "Scrubs", a potem po północy poszłam spać.

W piątek wstałam po 8:30 i podjechałam na 10:00 do pracy. Siedziałam najpierw w Advice Centre, o 11:00 poszłam na zebranie z szefową, a potem lunch. O 16:00 zamknęliśmy recepcję i wyszliśmy, bo miał znów padać śnieg. Podjechałam Free Busem do Morrisona po jedzenie, a potem wróciłam do domu. Weszłam tradycyjnie do wanny, żeby się rozgrzać, a potem coś zjadłam i skończyłam oglądać szósty sezon "Scrubs". Zaczęłam oglądać siódmy sezon "Scrubs" i poszłam spać dopiero o 3:00 w nocy, jak obejrzałam siódmy sezon do końca. Przed snem przyglądałam się jeszcze samochodom w korku pod moimi oknami, bo znów zaczła padać śnieg i kierowcy jechali 5 km na godzinę! Wyglądało to naprawdę komiczne :) W sobotę wstałam przed południem i po 12:00 wyszłam z domu na spacer po sklepach. Wszędzie było pełno śniegu, ale świeciło słońce. Udało mi się kupić wino w Morrisonie, choć kasjerka przyznała się, iż się zastanawiała, czy mnie nie spytać o dowód tożsamości :) Nie miałam przy sobie żadnego dokumentu z datą urodzenia, ale na szczęście szefowa kasjerek już mnie chyba pamięta :) Wróciłam do domu po 13:00, zrobiłam calimocho i poszłam do łóżka oglądać ósmy sezon "Scrubs". Wieczorem miały przyjść do mnie dziewczyny, ale jedna po drugiej odwołały, napiłam się więc sama tego calimocho, wzięłam prysznic i po 21:00 wyszłam z domu. Poszłam do Malik House na drugą imprezę My Salsa My Soul. Spotkałam wiele znajomych osób i potańczyłam, ale nie było jakoś super.

Wyszłam o 1:30, choć impreza miała trwać do 2:00. Ale zostały same niedobitki i nie było już za bardzo z kim tańczyć. Po drodze szłam po rostapiającym się śniegu, którego było coraz mniej, a coraz więcej wody. W domu usiadłam jeszcze oczywiście do Internetu i obejrzałam dwa odcinki ósmego sezonu "Scrub", więc zanim poszłam spać dochodziła już 4:00 rano. W niedzielę obudziłam się i wstałam przed południem, bo było piękne słońce, a po śniegu nie zostało już prawie śladu. Zima się już zatem skończyła! Zawsze trwa tutaj góra dwa tygodnie :) Weszłam na Internet i sprawdziłam stan konta. Udało mi się znowu nie wejść na debet, bo uniwerek już mi zapłacił, w dodatku dostałam jakieś wyrównanie i miałam parę funtów estra. Potem obejrzałam do końca ósmy sezon "Scrubs" o zaczęłam oglądać dziewiąty. Ale to już nie było to samo, bo nazywa się "Scrubs Med School" i z oryginalnej obsady zostało już tylko kilka osób. Porozmawiałam też z mamą przes Skype'a i dowiedziałam się, że mam już zaświadczenie od polskich władz, że zdałam w Polsce prawo jazdy i będę się wkrótce mogła starać o wydanie brytyjskiego prawa jazdy. W końcu wstałam, zebrałam się i po 18:00 przyjchała po mnie Ala. Po drodze zabrałyśmy Kasię i pojechałyśmy do Elki na ciasto i wino. Piłyśmy i plotkowałyśmy do 2:30! A miałyśmy długo u niej nie siedzieć! :) Ale było miło. Tylko że zanim wróciłam do domu, to dochodziła 3:00 i w dodatku nie mogłam zasnąć. Nie wiem która była, jak mi się w końcu udało.


  
Główni bohaterowie serialu "Scrubs" oraz paraliż na jednej z głównych ulic Bratfoot z powodu śniegu!